Kwartalnik redagowany przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Suskiej
Śladami Historii
POSZUKIWANIA | AKTUALNOŚCI | HISTORIA | CIEKAWOSTKI | PORADY
Czy warto
używać
pinpointera?
Wystrzałowe
znalezisko
poradnik
eksploratora
Pasja a prawo
1
Nr 1/2013, styczeń-marzec
Wydawca:
Towarzystwo Miłośników
Ziemi Suskiej
14-240 Susz
ul. Św. Floriana 11
www.tmzs.pl
Redakcja:
Krzysztof Kępiński
[email protected]
Sebastian Zieliński
[email protected]
Skład i opracowanie graficzne:
Patrycja Szymańska
[email protected]
Wydawca zastrzega
sobie prawo do
redagowania i skracania
dostarczonych tekstów.
Reprodukcja i przedruk
wyłącznie za zgodą
autora i wydawcy.
Czasopismo działa
na zasadzie dziennikarstwa
obywatelskiego otwierając
swoje łamy dla każdego.
„Śladami Historii” publikuje
różnego rodzaju materiały
(zdjęcia, teksty, itp.) jedynie
w celu poznania prawdy
historycznej. Nie propagujemy
faszyzmu, czy innych
totalitarnych ideologii.
Śladami Historii, nr 1/2013
Drodzy czytelnicy
Oddajemy w Wasze ręce pierwszy numer
bezpłatnego biuletynu „Śladami Historii” redagowanego przez Towarzystwo Miłośników Ziemi
Suskiej. Inicjatywa redagowania i wydania nowego czasopisma stowarzyszenia narodziła się
w szeregach grupy zadaniowej „Klub Odkrywcy”, która od kilku lat (z niemałymi sukcesami)
zajmuje się prowadzeniem poszukiwań wszelkiego rodzaju zabytków związanych z historią
Susza i regionu.
Nasze czasopismo skierowane jest do
wszystkich tych osób, dla których odkrywanie
historii, poszukiwanie skarbów oraz detektorystyka to nie tylko pasja, ale już swego rodzaju
styl życia. Publikacja jest próbą odpowiedzi na
rosnące zainteresowanie regionalizmem, historią i szeroko rozumianymi poszukiwaniami.
Mamy nadzieję, że różnorodność zamieszczanych artykułów i ich zawartość merytoryczna
zadowoli nie tylko początkujących pasjonatów
historii, ale także stanie się lekturą wytrawnych
eksploratorów.
Autorem artykułu zamieszczonego na łamach „Śladami Historii” może być każdy. Zapraszamy wszystkich chętnych do współpracy
przy tworzeniu czasopisma oraz zamieszczania
na jego łamach wszelkich artykułów, ciekawostek i wiadomości z zakresu tematyki objętej publikacją. Zachęcamy do dzielenia się własnymi
doświadczeniami i spostrzeżeniami nabytymi w
trakcie prowadzonych poszukiwań a w szczególności dokonanymi odkryciami.
Życzymy miłej lektury.
Spis treści
HISTORIA
Historia ziemi suskiej w zarysie cz.1. Pradzieje. Sebastian Zieliński
5-7
Nasze porady
Poradnik poszukiwacza cz.1. Pasja a prawo. Sebastian Zieliński
9-14
Nasze porady
Czy warto używać pinpointera? Michał Młotek
15-16
Poszukiwania
Wystrzałowe znalezisko. Rafał Kocięda
17-20
Poszukiwania
Kto zakopał w lesie wojskowy płaszcz? Michał Młotek
21-22
Śladami Historii
Ślady przeszłości. Tajemnicze znaki. Krzysztof Kępiński
23-26
Identyfikacja
Nabijka. Napoleońska czy Pruska? Sebastian Zieliński
27-28
Śladami Historii
Uruchomiliśmy własny wehikuł czasu. Włodzimierz Paliński
29-36
Aktuaności i Wydarzenia
Wszedł do lasu „za potrzebą”, wyszedł z tysiącletnim skarbem
37-38
Aktuaności i Wydarzenia
Sklepowa z Wilkowa znalazła skarb
39-40
Aktuaności i Wydarzenia
Znaleźli skarb i oddali go. Minister przyznał nagrodę
41
Śladami Historii, nr 1/2013
słowNik
poSzukiwacza
POLMOS
aluminiowa zakrętka od butelki np. wódki, wina
KANAREK
potoczna nazwa wykrywaczy Garrett
Ace150/250
FANT
znalezisko każdego rodzaju w dobrym
stanie zachowania, będące w zainteresowaniu poszukiwacza
URWIŁAPKA
niewypał, niewybuch, każdy inny przedmiot
mogący zawierać materiał wybuchowy
WYCIERUCH
nieczytelna, wytarta moneta ale też nieczytelny, wytarty guzik
DESTRUKT
fant, znalezisko, którego stan jest agonalny, rozpada się w rękach
GROSZEK
potoczna nazwa nakrapianego guzika
mundurowego wehrmachtu
WYKOPKI
prowadzenie poszukiwań przy użyciu detektora metali
Śladami Historii, nr 1/2013
4
HISTORIA
Historia ziemi suskiej
w zarysie cz.1. pradzieje.
Sebastian Zieliński
Historia Susza rozpoczęła się na początku
XIV wieku, jednak historia ziemi suskiej sięga w
znacznie bardziej odległe czasy. Dziś niewielu
z nas zastanawia się nad historią pradziejową
tych terenów a jest ona niemniej pasjonująca
od dziejów nowożytnych. Faktem jest, że obszar
powiatu suskiego (przed 1945r Kreis Rosenberg) nie cieszył się zbyt dużym zainteresowaniem badawczym pod kątem archeologicznym.
Pierwsze badania tego typu zostały przeprowadzone dopiero w XIX wieku i były kontynuowane w ubiegłym stuleciu. Johann Michael Guise
(porucznik wojsk pruskich) był pierwszym,
który przeprowadził penetracje archeologiczne
a w ich efekcie między innymi zinwentaryzował
i opisał grodziska znajdujące się w Suszu i okolicach miejscowości Brusiny. Kolejne prace archeologiczne były prowadzone przez Elizabeth
Lemke (lokalna badaczka urodzona w Rąbitach
koło Zalewa), Hugona Conwentza ( dyrektor
Zachodniopruskiego Muzeum Prowincjonalnego w Gdańsku) i w końcu Waldemara Heyma
(społeczny opiekun zabytków i kierownik Heimatmuzeum w Kwidzynie) wspieranego przez
prof. Bruno Ehrlicha pełniącego funkcję „męża
zaufania” do spraw zabytków archeologicznych.
Badania archeologiczne były kontynuowane po
zakończeniu II wojny światowej. Badaniami tymi
objęto grodzisko w Suszu, osadę z epoki żelaza
w Jawtach Wielkich i cmentarzysko kurhanowe z epoki neolitu w Babiętach, którymi kolejno
kierowali Wojciech Chudziak (Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu), Zbigniew Sawicki (Muzeum Zamkowe w Malborku) i Jarosław
Sobieraj (Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie).
Opierając się na badaniach wyżej wspomnianych osób możemy stwierdzić, że najstarsze
odkryte ślady pobytu człowieka na suskiej ziemi
sięgają okresu mezolitu a więc około 8000 lat
przed naszą erą. Przez kilka tysiącleci okolice
Susza zamieszkiwane były przez ludy koczownicze prowadzące wędrowny tryb życia, których
głównym zajęciem było myślistwo, rybołówstwo
i zbieractwo. Narzędzia krzemienne, którymi posługiwał się człowiek mezolityczny zaczęły być
wypierane przez mniejsze wykonane z kości,
dlatego często okres ten nazywany jest kulturą
kości. Ówcześni ludzie osadzali się na pagórkach
Wczesnośredniowieczne grodzisko w Suszu. Źródło: grodziska.blox.pl
5
Śladami Historii, nr 1/2013
HISTORIA
Przykładowe narzędzia krzemienne
usytuowanych w pobliżu cieków i zbiorników
wodnych a relikty takich osad zostały odkryte
w Bałoszycach, Adamowie, Babiętach, Bronowie, Emilianowie, Dolinie oraz Karolewie. Niestety w zbiorach muzealnych nie ma zbyt wielu
zabytków pochodzących z tego okresu a jednym
z nielicznych jest kamienna siekierka znaleziona w Emilianowie. Dzięki badaniom Jarosława
Sobieraj z Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie
przeprowadzonym w latach 1998-2001 nieco
lepiej poznajemy kolejną epokę, którą był okres
neolitu trwający mniej więcej od 5000 lat p.n.e.
do 2000 lat p.n.e. W okresie tym nastąpiła zasadnicza zmiana stylu życia. Człowiek neolityczny nie tylko wędrował i polował, ale zaczął
uprawiać ziemię i hodować zwierzęta. Epoka ta
w rejonie Susza reprezentowana jest przez kulturę ceramiki sznurowej. Nazwa ta pochodzi od
sposobu wytwarzania glinianych naczyń, które
były owijane sznurami i w ten sposób na naczyniu powstawał charakterystyczny sznurowy
wzór. Na terenie obecnej gminy Susz zlokalizowano kilka osad pochodzących z tego okresu.
Sztandarowym stanowiskiem archeologicznym
kultury ceramiki sznurowej jest cmentarzysko
w Babiętach Małych, w trakcie badań którego
Śladami Historii, nr 1/2013
odkryto znaczące ilości surowca krzemiennego, nóż krzemienny oraz gliniana amforkę.
Naszą krótką wędrówkę pradziejową kończą
epoka brązu (okres pomiędzy XX a VII wiekiem
p.n.e.) oraz epoka żelaza, której kres przypada
na okres około 200 lat przed narodzinami Chrystusa. Epoki te w przeciwieństwie do świata,
gdzie powszechnym stał się wrób przedmiotów
z brązu a później z żelaza, nie przyniósł znaczących zmian w życiu mieszkańca okolic Susza.
„Człowiek suski” niemalże do okresu wpływów
rzymskich w dalszym ciągu zajmował się uprawą
ziemi, hodowlą zwierząt, polowaniem a co ważniejsze w dalszym ciągu posługiwał się przedmiotami wykonanymi głównie z drewna, kości
i kamienia. Niemałą rolę w badaniu pradziejowej historii ziemi suskiej mieli także historycy
amatorzy. Pierwszym z nich był asesor sądowy
z Susza Gerhard Wittenberg, który zlokalizował
wiele stanowisk archeologicznych, spośród których warto wspomnieć o grodzisku w Karolewie
Siekierka tulejkowata z epoki brązu znaleziona
przez Krzysztofa Kępińskiego z TMZS
6
HISTORIA
czy osadzie pruskiej w okolicach miejscowości
Ulnowo. Kolejni pasjonaci pradziejowi w osobach Krzysztofa Kępińskiego, Seweryna Szczepańskiego i Kazimierza
Madeli przyczynili się do odkrycia obozowiska mezolitycznego w Adamowie, osady neolitycznej w Emilianowie i wielu innych. W 2009
roku do tego grona dołączyli również członkowie Klubu Odkrywcy z Towarzystwa Miłośników
Ziemi Suskiej, którzy prowadzą poszukiwania
wszelkich zabytków związanych z historią Suza.
Dotychczasowe działania tej grupy w składzie:
Sylwia Zielińska, Krystyna Plebańska, Krzysztof Kępiński, Marek Bodnar, Sebastian Zieliński
i Grzegorz Kowalski doprowadziły do odkrycia
wielu cennych zabytków archeologicznych, które przekazywane są do Muzeum Warmii i Mazur
w Olsztynie. Wśród tego typu znalezisk znalazła
się niezwykle rzadka, pochodząca z epoki brązu siekierki tulejkowata znaleziona w okolicach
Bronowa oraz grot znaleziony w okolicach Gostyczyna, którego pochodzenie wstępnie oceniono na okres neolityczny.
Ostrze noża z brązu – epoka brązu, kultura
unietycka, znalezione przez Marka Bodnara z TMZS
Przykładowe naczynie kultury ceramiki sznurowej
7
Śladami Historii, nr 1/2013
HISTORIA
7
nr
Najnowszy numer biuletynu Towarzystwa Miłoż
śników Ziemi Suskiej ju
dostępny.
Jak zwykle zapraszaca
my do lektury „Skarb óSuskiego”, na łamach kt yrego po raz kolejny odkrewamy oraz ujawniamy ci a
kawe fakty i wydarzeni.
z historii Susza i okolic
!
Ć
E
I
M
O
MUSISZ G
Śladami Historii, nr 1/2013
8
Nasze porady
Poradnik poszukiwacza cz.1.
pasja a prawo.
Sebastian Zieliński
Działalność „Klubu Odkrywcy” z Towarzystwa Miłośników Ziemi Suskiej spotyka się
z coraz większym zainteresowaniem lokalnej społeczności. Poszukiwania przy użyciu
detektorów metali przechodzą obecnie swój
renesans na terenie całego kraju a więc nic
dziwnego w tym, że także w Suszu rośnie
grono osób chcących wstąpić w szeregi naszego klubu. Osoby, które dotychczas nie interesowały się działalnością „Klubu Odkrywcy” muszę od razu uprzedzić, że w niniejszym
artykule nie znajdą informacji w stylu „co
zrobić jak mnie zatrzyma Straż Leśna „albo”
gdzie wolno a gdzie nie wolno kopać”, gdyż
działania podejmowane przez naszą grupę odbywają się z całkowitym poszanowaniem obowiązujących przepisów prawnych.
Szeroko pojęta eksploracja to hobby, które
obecnie rozwija się bardzo dynamicznie. Na
rynku pojawia się coraz więcej różnego rodzaju sprzętu niezbędnego do uprawiania tego hobby. Osoby chcące rozpocząć przygodę
z poszukiwaniami są zalewane informacjami
z internetu i najczęściej przed ostateczną decyzją mają ogromny ból głowy od nurtujących
ich pytań: wolno kopać, czy nie wolno?, jaki
wykrywacz mam wybrać?, jaka odzież będzie
najlepsza?, jakie akcesoria są niezbędne?,
gdzie mam szukać? itd. Chcę zaznaczyć, że
osobiście nie posiadam jakiegoś ogromnego
doświadczenia jeśli chodzi o poszukiwania.
Wszystkie podawane przeze mnie informacje oparłem na bazie doświadczeń własnych
i pozostałych członków „Klubu Odkrywcy”.
Mam jednak nadzieję, że moje spostrzeżenia
i uwagi będą przydatne dla wszystkich tych,
którzy rozważają rozpoczęcie swojej przygody
poszukiwawczej. Z uwagi na rozległość tematu swój „Poradnik Eksploratora” podzieliłem
na kilka części, w których kolejno postaram
się opisać obowiązujący stan prawny, rodzaje wykrywaczy, dodatkowe wyposażenie
poszukiwacza typu: nawigacja, pinpointer
i w końcu w jaki sposób wybierać miejsca
9
do poszukiwań. Zapraszam zatem na pierwszą część mojego „poradnika”, w którym
przedstawiłem najważniejsze akty prawne
dotyczące poszukiwań.
Aktualnie obowiązujący stan prawny nie
sprzyja rozwojowi szeroko pojętemu poszukiwaniu skarbów. Ja oczywiście skupię się na
kwestii prowadzenia poszukiwań zabytków przy
użyciu detektorów metali i od razu na wstępie
powiem, że prowadzenie tego typu poszukiwań jest w naszym kraju zabronione. Sytuacja
jednak nie jest beznadziejna i tego typu prace
można prowadzić po uzyskaniu zezwolenia od
Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Ale
zacznijmy od początku.
Jeśli ktoś postanowi, że chciałby zająć się
prowadzeniem poszukiwań z wykrywaczem metali, to w pierwszej kolejności powinien poznać
wszelkie przepisy związane z tym zagadnieniem. Przede wszystkim musimy sobie zdawać
sprawę z tego, że idąc z wykrywaczem metali
w określone miejsce i prowadząc tam poszukiwania tak naprawdę możemy naruszyć i narazić się na odpowiedzialność z różnego rodzaju
aktów prawnych. Pierwszym i absolutnie podstawowym przepisem prawnym jest Ustawa
o Ochronie Zabytków i Opiece nad Zabytkami
z dnia 23 lipca 2003 roku. W artykule 3 tejże
ustawy mamy wyjaśnione takie pojęcia jak zabytek, zabytek nieruchomy, zabytek ruchomy
oraz zabytek archeologiczny a jego treść brzmi
następująco:
Art. 3. Użyte w ustawie określenia oznaczają:
1) zabytek – nieruchomość lub rzecz ruchomą, ich części lub zespoły, będące dziełem
człowieka lub związane z jego działalnością
i stanowiące świadectwo minionej epoki
bądź zdarzenia, których zachowanie leży
w interesie społecznym ze względu na posiadaną wartość historyczną, artystyczną
lub naukową;
2) zabytek nieruchomy – nieruchomość, jej
część lub zespół nieruchomości, o których
mowa w pkt 1;
Śladami Historii, nr 1/2013
Nasze porady
3) zabytek ruchomy – rzecz ruchomą, jej
część lub zespół rzeczy ruchomych, o których mowa w pkt 1;
4) zabytek archeologiczny – zabytek nieruchomy, będący powierzchniową, podziemną lub podwodną pozostałością egzystencji i działalności człowieka, złożoną
z nawarstwień kulturowych i znajdujących
się w nich wytworów bądź ich śladów albo
zabytek ruchomy, będący tym wytworem;
Już na pierwszy rzut oka widać, że zgodnie z definicją art.3 ust.1 zabytkiem może być
praktycznie wszystko. Zgodnie z przedmiotową
definicją zabytkiem może być np. przedmiot lub
nawet jego cześć wykonana chociażby w dniu
wczorajszym, gdyż stanowi świadectwo jakiegoś zdarzenia, którego zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na posiadaną
wartość historyczną, artystyczną lub naukową.
Taka, nieprecyzyjna definicja zabytku powoduje, że znajdując jakikolwiek przedmiot przy użyciu detektora metalu możemy de facto mieć do
czynienia z zabytkiem. O ile w kwestii zabytku
archeologicznego sprawa wydaje się być jasna
o tyle kwestia jako takiego zabytku ruchomego nie jest już taka klarowna. Nieco więcej dowiadujemy się z art.6 ust.2 lit. a-h cytowanej
ustawy, który określa jakiego rodzaju zabytki ruchome podlegają ochronie a wygląda to
w sposób następujący:
Art. 6. 1. Ochronie i opiece podlegają, bez
względu na stan zachowania:
2) zabytki ruchome będące, w szczególności:
a) dziełami sztuk plastycznych, rzemiosła
artystycznego i sztuki użytkowej,
b) kolekcjami stanowiącymi zbiory przedmiotów zgromadzonych i uporządkowanych
według koncepcji osób, które tworzyły te
kolekcje,
c) numizmatami oraz pamiątkami historycznymi, a zwłaszcza militariami, sztandarami, pieczęciami, odznakami, medalami i orderami,
Śladami Historii, nr 1/2013
d) wytworami techniki, a zwłaszcza urządzeniami, środkami transportu oraz maszynami
i narzędziami świadczącymi o kulturze materialnej, charakterystycznymi dla dawnych
i nowych form gospodarki, dokumentującymi poziom nauki i rozwoju cywilizacyjnego,
e) materiałami bibliotecznymi, o których
mowa w art. 5 ustawy z dnia 27 czerwca 1997 r. o bibliotekach (Dz. U. Nr 85,
poz. 539, z 1998 r. Nr 106, poz. 668,
z 2001 r. Nr 129, poz. 1440 oraz z 2002 r.
Nr 113, poz. 984),
f) instrumentami muzycznymi,
g) wytworami sztuki ludowej i rękodzieła oraz innymi obiektami etnograficznymi,
h) przedmiotami upamiętniającymi wydarzenia historyczne bądź działalność wybitnych osobistości lub instytucji;
Skoro wiemy już, że niezależnie od czasu
wykonania zabytkiem może być każdy przedmiot cenny pod kątem historycznym, naukowym
i artystycznym, pozostaje już tylko jedno pytanie
a mianowicie: kto decyduje o tym co jest a co
nie jest zabytkiem? Otóż z Ustawy o Ochronie
Zabytków i Opieki nad Zabytkami dowiadujemy
się, że ochrona zabytków ruchomych odbywa
się między innymi poprzez wpisanie ich do rejestru zabytków. Wpisu do takiego rejestru zgodnie
z art.10 ust.1 i 2 dokonuje Wojewódzki Konserwator Zabytków na wniosek właściciela zabytku
lub z urzędu w przypadku uzasadnionej obawy,
że tego typu zabytek może zostać uszkodzony,
zniszczony lub wywieziony za granicę. Na tej
podstawie możemy stwierdzić, że decyzję o tym
co jest zabytkiem a co nim nie jest podejmuje
Wojewódzki Konserwator Zabytków. Najważniejsze dla eksploratorów zapisy w omawianej
ustawie znajdują się w dziale „Przepisy Karne”
a dokładnie w art.111 tego działu, który brzmi:
Art. 111. 1. Kto bez pozwolenia albo wbrew
warunkom pozwolenia poszukuje ukrytych
lub porzuconych zabytków, w tym przy użyciu
wszelkiego rodzaju urządzeń elektronicznych
i technicznych oraz sprzętu do nurkowania,
10
Nasze porady
podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
2. W razie popełnienia wykroczenia określonego w ust. 1 można orzec:
1) przepadek narzędzi i przedmiotów, które
służyły lub były przeznaczone do popełnienia wykroczenia, chociażby nie stanowiły
własności sprawcy;
2) przepadek przedmiotów pochodzących
bezpośrednio lub pośrednio z wykroczenia;
3) obowiązek przywrócenia stanu poprzedniego lub zapłaty równowartości wyrządzonej szkody.
Z cytowanego powyżej artykułu wynika,
że poszukiwanie porzuconych lub ukrytych zabytków bez pozwolenia lub wbrew warunkom
pozwolenia przy użyciu urządzeń elektronicznych ( czyt. wykrywacza metalu) stanowi wykroczenie, za które sprawca może być ukarany
karą aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny, jak również można orzec przepadek przedmiotów służących do popełnienia wykroczenia
oraz pochodzących z jego popełnienia. Dla poszukiwaczy skarbów art.111 Ustawy brzmi jak
wyrok. Jednoznacznie wynika z niego, że pro-
wadzenie poszukiwań przy użyciu wykrywacza metali jest zabronione chyba, że posiada
się pozwolenie. W chwili obecnej środowisko
detektorystów podzielone jest na dwie grupy:
mniejsza grupa to ta, która uważa, że poszukiwania bez zezwolenia są nielegalne i posiadają
na nie stosowne pozwolenia od Wojewódzkich
Konserwatorów Zabytków oraz druga zdecydowanie większa grupa, która uważa, że na poszukiwania nie trzeba mieć żadnych pozwoleń
i prowadzą tego typu działalność bez pozwolenia. W jaki sposób rozpoznać poszukiwacza,
który posiada pozwolenie od tego, który takiego
pozwolenia nie ma? Sprawa jest banalna. Kiedy
spotkamy tego pierwszego i zapytamy co robi
z wykrywaczem w danym miejscu, odpowie,
że poszukuje skarbów, pamiątek, czyli zabytków związanych z historią lub wydarzeniami
danego miejsca. Tego typu poszukiwacz przede
wszystkim będzie wiedział kto jest właścicielem gruntu, na którym prowadzi poszukiwania,
jak również będzie potrafił uzasadnić dlaczego
akurat w tym miejscu i jakiego rodzaju zabytków poszukuje. W przypadku poszukiwacza
z drugiej grupy, o ile nie da przysłowiowego dyla
w pobliskie krzaki na nasz widok i uda nam się
z nim porozmawiać, na to samo pytanie, które
Grodzisko w Suszu - miejsce objęte całkowitym zakazem prowadzenia poszukiwań
11
Śladami Historii, nr 1/2013
Nasze porady
Kurhan w lesie - miejsce objęte całkowitym zakazem prowadzenia
zadaliśmy poszukiwaczowi z pierwszej grupy
będzie odpowiadał w sposób wymijający. Najczęściej swoje wycieczki z wykrywaczem tłumaczy tym, że poszukuje złomu, że poszukuje
meteorytów, albo że szuka obrączki, którą zgubił wczoraj. Osoba taka, chociaż także posiada
wiedzę historyczną, to niechętnie się tym chwali,
jak również zdecydowanie unika pokazywania
przedmiotów, które odnalazł. Ale wróćmy do
aspektów prawnych prowadzenia poszukiwań.
Wiemy już, że poszukiwania możemy prowadzić
pod warunkiem uzyskania pozwolenia na takie
prace, ale gdzie się zwrócić o takie pozwolenie?
Odpowiedź oczywiście znajduje się w analizowanej powyżej Ustawie o Ochronie Zabytków
i Opieki Nad Zabytkami. Z art.36 ust.1 pkt.12
dowiadujemy się, że prowadzenie poszukiwań
ukrytych lub porzuconych zabytków ruchomych,
w tym zabytków archeologicznych, przy użyciu
wszelkiego rodzaju urządzeń elektronicznych
i technicznych oraz sprzętu do nurkowania wymaga pozwolenia Wojewódzkiego Konserwatora
Zabytków, natomiast z art.37 ust.1 pkt.1 tejże
ustawy, że minister właściwy do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego określi
w drodze rozporządzenia sposób i tryb wydawania takich pozwoleń. Najnowsze Rozporządzenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
w sprawie prowadzenia prac konserwatorskich,
Śladami Historii, nr 1/2013
prac restauratorskich, robót budowlanych, badań konserwatorskich, badań architektonicznych
i innych działań przy zabytku wpisanym do rejestru zabytków oraz badań archeologicznych
zostało wydane w dniu 27 lipca 2011r. Zgodnie z §2 ust.1 wymienionego rozporządzenia,
wniosek o wydanie pozwolenia na prowadzenie
poszukiwań zabytków składa się do wojewódzkiego konserwatora zabytków właściwego dla
miejsca położenia albo przechowywania zabytku. Paragraf 9 tegoż rozporządzenia określa
natomiast, jakie dokumenty składa się do wojewódzkiego konserwatora zabytków występując o takie pozwolenie a jego treść przedstawia
się następująco:
§ 9.1. Wniosek o wydanie pozwolenia na
poszukiwanie zabytków albo prowadzenie
badań archeologicznych zawiera:
1) imię, nazwisko i adres lub nazwę, siedzibę i adres wnioskodawcy;
2) wskazanie miejsca poszukiwania zabytków albo wskazanie miejsca prowadzenia badań archeologicznych z określeniem
współrzędnych geodezyjnych, a w odniesieniu do obszarów morskich współrzędnych
geograficznych naniesionych na morską
mapę nawigacyjną;
12
Nasze porady
3) wskazanie przewidywanego terminu rozpoczęcia i zakończenia poszukiwań zabytków
albo prowadzenia badań archeologicznych;
4) uzasadnienie wniosku.
2. Wniosek o wydanie pozwolenia na poszukiwanie zabytków zawiera ponadto imię,
nazwisko i adres osoby prowadzącej poszukiwanie zabytków.
3. Wniosek o wydanie pozwolenia na prowadzenie badań archeologicznych zawiera ponadto imię, nazwisko i adres osoby
prowadzącej badania archeologiczne albo
oświadczenie, że wykonawca badań zostanie wyłoniony w postępowaniu o udzielenie
zamówienia publicznego.
4. Do wniosku, o którym mowa w ust. 1,
dołącza się:
1) program poszukiwania zabytków albo
prowadzenia badań archeologicznych;
2) dokument potwierdzający posiadanie
przez wnioskodawcę tytułu prawnego do
korzystania z nieruchomości, uprawniającego do występowania z tym wnioskiem, albo
oświadczenie wnioskodawcy o posiadaniu
tego tytułu, a w przypadku gdy z wnioskiem
występuje podmiot zamierzający prowadzić
te działania, zgodę właściciela lub posiadacza nieruchomości na ich prowadzenie albo
oświadczenie, że właściciel lub posiadacz
tej zgody nie udzielił;
3) zgodę dyrektora parku narodowego albo
regionalnego dyrektora ochrony środowiska, w przypadku poszukiwania zabytków
albo prowadzenia badań archeologicznych
odpowiednio na terenie parku narodowego
albo rezerwatu przyrody.
Towarzystwo Miłośników Ziemi Suskiej od
kilku lat występuje do WKZ (Wojewódzki Konserwator Zabytków) o pozwolenie na prowadzenie
poszukiwań i takowe otrzymuje. Nie będę opisywał całego procesu uzyskania pozwolenie, bo
nie to jest w tej chwili najważniejsze. Chciałbym
zwrócić uwagę na to, że zgodnie z cytowanym
powyżej przepisem występując o pozwolenie
musimy dostarczyć dokument, że miejsce, na
którym będziemy prowadzić poszukiwania sta13
nowi naszą własność lub pisemną zgodę jego
właściciela na przeprowadzenie takich prac.
W praktyce oznacza to, że jeżeli chcemy w jakimś miejscu przeprowadzić poszukiwania, to
w pierwszej kolejności musimy się dowiedzieć
czyją własnością jest interesujący nas obszar.
Następnie należy udać się do właściciela takiego gruntu i uzyskać od niego pisemne oświadczenie, że wyraża on zgodę na przeprowadzenie
przez nas poszukiwań. Dopiero, kiedy posiadamy taki dokument możemy złożyć wniosek do
WKZ o pozwolenie na przeprowadzenie poszukiwań zabytków. Tak oto pokrótce przedstawia
się obowiązujący stan prawny dotyczący prowadzenia poszukiwań przy użyciu detektora metali. Jak wspomniałem na wstępie zapisy Ustawy
o Ochronie Zabytków i Opieki nad Zabytkami
nie są jedynym aktem prawnym, z którym każdy eksplorator musi się liczyć. Postępując mało
rozsądnie w trakcie poszukiwań możemy narazić
się także na odpowiedzialność z innych przepisów. Nie sposób, abym na łamach „Śladami
Historii” omówił wszystkie przepisy prawne
obowiązujące w naszym kraju. Z uwagi na to,
że eksploratorzy najczęściej swoje prace prowadzą w lasach oraz na gruntach rolnym chciałbym zauważyć, że niszczenie ściółki leśnej, czy
też upraw może nas drogo kosztować, o czym
mówią zapisy Ustawy o Lasach Państwowych
i Kodeksu Wykroczeń. Ze swojej strony, wszystkim osobom, które prowadzą poszukiwań bez
pozwolenia mogę poradzić jedynie to, że przed
wejściem na jakikolwiek grunt warto najpierw
porozmawiać z jego właścicielem i zapytać się
o zgodę. Najczęściej rolnik pozwoli nam pochodzić po polu, czy łące z „piszczałką” a dodatkowo jeszcze nierzadko dowiemy się czegoś interesującego o historii okolicy. Opisując aspekty
prawne prowadzenia poszukiwań warto chyba
także wspomnieć o tym, że środowisko eksploratorskie wytworzyło coś, co nazwano „Kodeksem Poszukiwacza”. Nie jest to żaden przepis
prawny, ale bardziej spis norm etycznych, którymi powinien kierować się każdy poszukiwacz.
Stosowanie się do wspomnianego Kodeksu pozwoli każdemu poszukiwaczowi uniknąć wielu
kłopotów, ale co ważniejsze stawia naszą pasję
i środowisko w lepszym świetle.
Śladami Historii, nr 1/2013
Nasze porady
KODEKS POSZUKIWACZA
1. Pamiętaj, że jesteś poszukiwaczem, a nie barbarzyńcą a twoje postępowanie
kształtuje opinię o wszystkich poszukiwaczach.
2. Przestrzegaj prawa. Nie naruszaj stanowisk archeologicznych i obiektów podlegających ochronie. Uzyskaj wszelkie niezbędne zezwolenia władz lub właścicieli, jeśli są one potrzebne.
3. Uszanuj zmarłych. Jeśli znajdziesz szczątki ludzkie, powiadom Policję; pamiętaj, że przedmioty znalezione przy zwłokach mogą pomóc w ich identyfikacji.
4. Pamiętaj, że zabytki historyczne, świadectwa przeszłości, należą do nas
wszystkich, współczesnych i przyszłych pokoleń. Jeśli natrafisz na stanowisko archeologiczne - zabezpiecz je i powiadom służby konserwatorskie.
5. Jeżeli znalazłeś jakikolwiek przedmiot, co do którego masz przypuszczenia,
że zawiera ładunek wybuchowy, to zabezpiecz w możliwy dla ciebie sposób
i zawiadom odpowiednie służby.
6. Bezmyślnie nie niszcz przyrody, bo jesteś jej częścią - staraj się nie zostawiać śladów swojej bytności w terenie, jeżeli możesz zabierz znalezione
śmieci ze sobą.
7. Rozwijaj swoje zainteresowania i namawiaj do tego innych - dziel się zdobytą
wiedzą, nie ubędzie Ci jej, a możesz wiele zyskać.
8. Uszanuj ciekawość spotkanych osób. One także mogą ci pomóc.
9. Utrzymuj dobre kontakty z innymi poszukiwaczami i namawiaj ich do przestrzegania Kodeksu.
10. Pamiętaj, że reprezentujesz elitę wśród pasjonatów historii. Pokaż więc, że
jesteś dumnym odkrywcą szanującym prawo.
Pamiętaj, że tylko od Ciebie zależy jak będzie postrzegane to hobby!
Śladami Historii, nr 1/2013
14
Nasze porady
Czy warto używać
pinpointera?
Michał Młotek
Istnieją przedmioty, które uważamy za
zbędne, dopóki nie staną się naszą własnością, dopóki nie zaczniemy ich używać i dopóki nie zorientujemy się, że bez nich żyło się
po prostu trudniej. W większym wymiarze tak
było z telefonami komórkowymi czy Internetem, w mniejszym ze wszystkim, co pozwoliło zaoszczędzić czas w trakcie codziennych
zajęć: w domu, w pracy czy nawet przy… poszukiwaniu skarbów.
Jak wielu poszukiwaczy skarbów, tak i ja
uważałem zakup pinpointera – niewielkiego urządzenia do precyzyjnego namierzania znalezisk
– za zbędny. Odstraszała nie tylko wysoka cena tego typu sprzętu, ale również przekonanie,
że przecież przez kilka lat radziłem sobie sam,
używając jedynie wykrywacza metali. I rzeczywiście, nie jest to sprzęt niezbędny w trakcie
poszukiwań, ale – jak sam się przekonałem –
pozwala na zaoszczędzenie czasu i wielu przypadkach także nerwów.
Na rynku dostępnych jest wiele modeli pinpointerów, oferowanych przez wielu producentów. Najlepszym, ale i przy tym najdroższym,
który miałem okazję sprawdzić, jest Garrett Pro-Pointer. Temu urządzeniu nie można właściwie
nic zarzucić, poza wysoką ceną, przekraczającą
500 złotych. Zaraz po nim w stawce plasuje się
nieco tańszy White’s Bullseye, chyba najbardziej popularny pinpointer wśród poszukiwaczy
skarbów. Okazuje się, że polscy producenci nie
pozostali w tyle i zaoferowali poszukiwaczom
urządzenie, które technicznie nie ustępuje brytyjskiemu czy amerykańskiemu sprzętowi prawie
w niczym. Dodatkowo jest parokrotnie tańszy.
Armand Pinpointer mieści się w bocznej kieszeni spodni. Ja trzymam go zawsze pod ręką
– w przymocowanej do pasa niewielkiej torbie na znaleziska.
15
Śladami Historii, nr 1/2013
Nasze porady
I to zapewne cena skłoniła mnie do zakupu niewielkiego, kształtem przypominającego
stare telefony komórkowe, urządzenia Armand
Pinpointer. Został on opracowany z myślą o poszukiwaniu małych przedmiotów w wykopanej
ziemi. Po wykopaniu urobku łopatą, należy poszukiwać małego przedmiotu sondą. Po pojawieniu się sygnału, należy końcem sondy ustalić precyzyjne położenie przedmiotu. Uwierzcie
mi, to naprawdę pomaga! Warto przy tej okazji odesłać na stronę internetową Armanda,
a właściwie do sklepu internetowego, w którym znaleźć można wszystko: od słuchawek,
przez ładowarki i baterie, saperki i kilofy aż po
najlepszy sprzęt obecnego na polskim rynku
od 1985 roku producenta: wykrywacz metali
Armand Prospector 2.
Pinpointer, niezwykle prosty w obsłudze,
bez problemu mieści się w bocznej kiesze-
Śladami Historii, nr 1/2013
ni spodni. Ja trzymam go stale pod ręką –
w przymocowanej do pasa niewielkiej torbie,
do której chowam też znaleziska. Zakupiłem
go wiele miesięcy temu w sklepie internetowym Armanda. Długo leżał nieużywany. Gdy
jednak użyłem go po raz pierwszy, zacząłem
zastanawiać się, jak do tej pory radziłem sobie
bez niego. Już wiele razy zaoszczędził mi czasu i nerwów – szczególnie przy poszukiwaniu
drobnicy w urobku bądź przy namierzaniu jej
w dołku. Każdy poszukiwacz, który wypróbował pinpointera, wie, że wbudowane w wykrywacze metali pinpointery nigdy nie dorównają
pinpointerom ręcznym.
Pinpointer Armanda utwierdził mnie w przekonaniu, że polski sprzęt w niczym nie ustępuje
swoim zachodnioeuropejskim czy amerykańskim odpowiednikom – różni się jedynie ceną,
oczywiście na korzyść polskich producentów.
16
Poszukiwania
WYSTRZAŁOWE ZNALEZISKO
Rafał Kocięda
Poszukiwaczowi skarbów, w każdej wyprawie wiernie towarzyszy szpadel, bądź saperka wojskowa. Bez nich wydobycie namierzonych detektorem przedmiotów, byłoby bardzo
utrudnione, a samo hobby wiele by straciło
na swym uroku. Są jednak znaleziska do wydobycia których te tradycyjne narzędzia nie
wystarczają.
Choć od zakończenia II wojny światowej
minęło ponad 67 lat, to pozostałości po tym
konflikcie są odnajdowane do dziś. Niestety najczęściej są to pamiątki w postaci niewypałów,
niemniej, raz na kilka lat kraj obiega sensacyjna informacja o wydobyciu z bagna czy jeziora
kolejnego czołgu lub samolotu. Takie odkrycia
to dla miłośników historii II wojny światowej
nie byle gratka, gdyż porzucony na polach bi-
tewnych niemiecki sprzęt najczęściej kończył
w hucie i w naszych muzeach zachowało się go
bardzo niewiele, a kompletne pojazdy, samoloty
czy działa można wymienić na palcach obu rąk.
W naszym regionie takie odkrycie miało
miejsce w październiku 2005 roku, kiedy z rozlewiska Osy, koło wsi Szwarcenowo wydobyto
pozostałości po niemieckim dziale samobieżnym
Stug IV, które obecnie znajduje się w Muzeum
Orła Białego w Skarżysku Kamiennej.
Historia lubi się powtarzać
Po 7 latach od wydobycia z Osy resztek
Stug IV, niedaleko tego miejsca członkowie
Stowarzyszenia Badaczy Historii Deutsch Eylau „Ylavia” z Iławy odkryli pozostałości po
niemieckiej armacie Flak 36. Na tak okazałe
znalezisko naprowadził regionalistów świadek
powojennych wydarzeń pan Gerard Martewicz
ze Szwarcenowa, który opowiedział poszukiwaczom o porzuconym przez Niemców sprzę-
Członkowie Stowarzyszeni „Ylavia” przy swoim trofeum. Od lewej strony: Bożena Kujawska,
Krzysztof Kujawski, Rafał Kocięda, Roman Dembiński, Zbigniew Janik, Jan Dubicki,
Stanisław Baruchowski, Henryk Oleksiuk
17
Śladami Historii, nr 1/2013
Poszukiwania
cie. I choć historie typu „Panie w tym bagnie
jest czołg”, najczęściej są wyssane z palca lub
wyolbrzymione, to dla prawdziwych pasjonatów historii stanowią sól życia dla ich poszukiwawczych fascynacji, dlatego każdy taki sygnał
jest skrupulatnie sprawdzany. Wyniki penetracji wskazanego miejsca przerosły najśmielsze
oczekiwania członków Stowarzyszenia „Ylavia”.
Od zakończenia II wojny światowej upłynęło 67
lat, więc sukcesem byłoby znalezienie choćby
kilku drobiazgów, przeoczonych przez powojennych złomiarzy a odkrycie kompletnej lufy
to już prawdziwa sensacja.
Radość z sukcesu jest uzasadniona, gdyż
w Polsce nie ma kompletnej armaty Flak 36,
a kilka placówek muzealnych posiada jedynie
drobne elementy działa. Znaleziona lufa została niestety trafiona pociskiem wskutek czego komora zamkowa została od niej oderwana. Niemniej nadal wygląda groźnie i imponuje
wielkością – mierzy 4930mm długości i waży
około 2 ton. Godny podkreślenia jest także stan
zachowania znaleziska. Wysokiej jakości stal
i solidne wykonanie widać gołym okiem. Doskonale zachował się gwint wewnątrz lufy oraz
fragmenty kamuflażu – zielone łaty na żółtym
podkładzie. Zachowała się także sygnatura na
komorze zamkowej. Oprócz lufy znaleziono także
dyszel od lawety oraz jedną łuskę. O fakcie odkrycia elementów działa został poinformowany
Wojewódzki Konserwator Zabytków w Olsztynie, który zadecyduje o dalszym losie zabytku.
Jednocześnie Stowarzyszenie „Ylavia” złożyło wniosek o pozostawienie lufy w depozycie
stowarzyszenia i w przyszłości, kiedy w Iławie
powstanie muzeum będzie ozdobą ekspozycji
związanej z II wojną światową.
Jak widać, wśród dziesiątków znajdowanych przedmiotów, które bez problemu można
schować w kieszeni lub plecaku, trafiają się
czasem przysłowiowe mamuty do wydobycia których jest potrzebny ciężki sprzęt. Są
to jednak sporadyczne przypadki, więc poszukiwaczom i ich szpadlom póki co nie grozi rozstanie.
Lufa tuż po wydobyciu
Zamek armaty. Na pierwszym planie doskonale widoczne
uszkodzenia po trafieniu pociskiem przeciwpancernym
Śladami Historii, nr 1/2013
18
Poszukiwania
Dyszel lawety
19
Wylot 88 milimetrowej lufy z doskonale
zachowanym gwintem
Śladami Historii, nr 1/2013
Poszukiwania
Działo FLAK 36 w pozycji marszowej na wózkach transportowych
Działo FLAK 36 w pozycji bojowej (zdjęte wózki
transportowe) podczas strzelania przeciwlotniczego
Śladami Historii, nr 1/2013
Acht-komma-Acht
Tak w żargonie żołnierskim zarówno w niemieckich jak i alianckich oddziałach nazywana
była jedna z najskuteczniejszych armat II wojny światowej. Jej oficjalna nazwa to FLAK 36
(skrót od Flugabwehrkanone – działo przeciwlotnicze) choć istniały też wersje Flak 18, 37
i 37/41. Skonstruowana w latach 30-tych XX
wieku miała pierwotnie służyć jako działo przeciwlotnicze, ale już w czasie kampanii francuskiej w 1940 roku świetnie spisała się w walce
z alianckimi czołgami, dlatego została szybko
przystosowana do walk naziemnych jako niszczyciel pojazdów i bezpośrednie wsparcie piechoty. Armata miała kaliber 88 mm i ważyła
7000 kg (łącznie z wózkami transportowymi),
była długa na 7620 mm, wysoka na 2100 mm
i wystrzeliwała 9,6kg pocisk przeciwpancerny
z prędkością 795 m/s, który był w stanie przebić każdy ówczesny pancerz z odległości 2000
metrów. Wyposażona w doskonały celownik
i półautomatyczny zamek siała spustoszenie
w szeregach atakujących alianckich czołgów.
Wysoka skuteczność Flak 36 i zastosowanie
jej przez Wehrmacht na wszystkich frontach
II wojny światowej spowodowały, że stała się
jedną z legend tego konfliktu.
20
Poszukiwania
Kto zakopał w lesie
wojskowy płaszcz?
Michał Młotek
Są różni poszukiwacze i różne mają zainteresowania. U kogoś, kto interesuje się
numizmatyką i kolekcjonuje monety, odkrycie wojskowej odznaki nie spowoduje większych niż zwykle emocji. Tak samo stanie się
w przypadku poszukiwacza, który wyruszy na
„militarkę”, a przyniesie z lasu same monety.
Są jednak chwile, w których ukierunkowanie
poszukiwacza i jego zainteresowania nie mają żadnego znaczenia. To chwile, gdy liczą się
wyłącznie emocje. Emocje, których nic innego nie jest w stanie zastąpić – to właśnie dla
nich poświęcamy się dla historii.
To była jedna z tych wypraw, o której myśli
się długo i ciągle odkłada w czasie. Fragment
lasu, który zawsze przyciągał i zwracał uwagę
– w terenie, przy przeglądaniu map czy na zdjęciach satelitarnych. Zniechęcała jednak bliskość
zabudowań. Od zawsze starałem się unikać
w terenie ludzi. Nie mogę pozbyć się wrażenia,
że każdy napotkany grzybiarz, spacerowicz czy
rowerzysta myśli, że mam kieszenie pełne złota,
podczas gdy zdecydowana większość wypraw
w ciągu roku to jedynie łuski, powojenne monety polskie i cynkowa lub miedziana drobnica
niemiecka. Czasami, dziś już coraz rzadziej,
ciekawsze monety, które przytrafiają się przy
odrobinie szczęścia. Prawdziwa rzadkość to
odkrycia, które dostarczają niezwykłych emocji.
Ten dzień dostarczył mi ich nadzwyczaj dużo.
Tego dnia poszukiwania rozpocząłem od
fragmentu pola, które sąsiadowało z niewielkim
lasem, podzielonym na pół przez linię kolejową.
Pole było całkowicie puste – nie pojawił się ani
jeden sygnał. Wszedłem więc prędko do lasu.
Nie tylko jednak po to, by kontynuować poszukiwania, ale też by skryć się w cieniu wysokich
drzew. Słońce paliło już bowiem od wczesnych
godzin rannych.
Wyprawa była kontynuacją wcześniej podjętych poszukiwań pozostałości po wycofujących się z okolic żołnierzach Wehrmachtu. Dawno już zgubiłem trop, więc sprawdzałem różne
Co ja bym dał, żeby to taki guzik ukazał się wtedy moim oczom...
21
Śladami Historii, nr 1/2013
Poszukiwania
miejsca z nadzieją, że w ziemi pojawią guziki
czy monety. Przez kilkadziesiąt minut wykrywacz nie wydobył z siebie ani jednego sygnału. Traciłem nadzieję i już myślałem o zmianie
miejsca, gdy nagle pojawił się mocniejszy sygnał. Zacząłem kopać.
Zanim dotarłem do tego, co dało sygnał,
zobaczyłem w ziemi tkaninę ciemnego koloru. Pociągnąłem delikatnie ręką za jej fragment
i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. To był
zimowy płaszcz wojskowy. Tkanina była tak
zniszczona i zawilgocona, że nie byłem w stanie
na pierwszy rzut oka ocenić, czy jest to płaszcz
niemiecki czy może radziecki. Trzeba było jak
najprędzej odnaleźć to, co dało pierwszy sygnał
– wiedziałem, że prędzej czy później pojawi się
guzik, który odpowiedziałby na wszystkie pytania i rozwiał wątpliwości. Postępowałem przy
tym naprawdę ostrożnie – to mogło być przecież
nieoznakowane miejsce pochówku żołnierza.
Delikatnie odgarniałem ziemię, sprawdzając co chwilę przesypane kupki wykrywaczem.
Z każdą chwilą nabierałem przekonania, że
płaszcz został tu raczej ukryty – był zwinięty
i ewidentnie wciśnięty pod leśną ściółkę. Wykluczało to wersję o odnalezieniu przeze mnie
miejsca pochówku. Mogłem swobodnie kopać.
Mimo wszystko bardzo ostrożnie odgarniałem
rękami ziemię, by nic nie uszkodzić. Czekałem
Śladami Historii, nr 1/2013
na ponowny sygnał wykrywacza. Emocje sięgały zenitu.
Po kilkunastu minutach od odnalezienia
płaszcza, usłyszałem wyraźny sygnał przy przesuwaniu pod cewką garści ciężkiej, wilgotnej
ziemi wyjętej z dołka. Za chwilę wszystko miało
się wyjaśnić. Ostrożnie odrzucałem kolejne kupki
z rozdzielanej ręką ziemi, które nie wzbudzały żadnych sygnałów. W ręku pozostała zaledwie odrobinka ziemi, a w niej wyczuwalny okrąg – moneta lub guzik. Zsypałem z dłoni resztki piachu.
To był guzik. Ani niemiecki, ani radziecki.
Polski. A konkretnie guzik z płaszcza wojskowego żołnierza Ludowego Wojska Polskiego.
Razem z kolejnymi guzikami, które wydłubywałem z ziemi przez następne kilkanaście minut,
pojawiły się pytania, dlaczego ktoś po wojnie
porzucił w lesie wojskowy płaszcz? To są te pytania, na które nigdy nie znajdziemy odpowiedzi.
Długo zapamiętam emocje, które towarzyszyły mi tego dnia od momentu odkrycia płaszcza do chwili, gdy ukazał mi się wizerunek polskiego orła na pierwszym odnalezionym guziku.
Nie ukrywam, że pierwsze, o czym myślałem, to
niemiecki zimowy płaszcz wojskowy, najlepiej
z pełnymi kieszeniami. Mimo wszystko liczy się
przeżycie, którego nie odda nic innego. A trop,
który zgubiłem ponad rok temu, odnalazłem kilka tygodni po odkryciu płaszcza...
22
Śladami Historii
Ślady przeszłości.
Tajemnicze znaki
Krzysztof Kępiński
Podążając śladami przeszłości możemy
dotrzeć do miejsc wielkich bitew, małych potyczek czy lokalnych wydarzeń. Pasja regionalnej
historii wyzwala w nas pragnienie dotarcia do
miejsc, które na ogół nie są widoczne z zewnątrz
i czasami niedostępne z różnych przyczyn, albo
z rozmaitych powodów, wszystkim osobom.
Każda wyprawa łączy się nierozerwalnie
z pozytywnymi emocjami. Towarzyszy nam
myśl, iż uda nam się ustalić jakiś nieznany dotąd fragment historii naszego miasta. Wbrew
temu, co może się nam wydawać, czasami te
niepozorne poszukiwania pozwolą odkryć nowe
miejsca i wydarzenia.
Okazuje się, że ślady przeszłości są wszędzie i wystarczy się dobrze rozejrzeć, aby odkryć ich niezwykłość. Taka prozaiczna opowieść
wprowadziła mnie do budynku przy ulicy Słowiańskiej 12. Z informacji, jaką otrzymałem od
mieszkańca Susza, wynikało, że na ścianach
piwnic wyryte są liczby, imię i nazwisko jakiejś
osoby o niemieckim nazwisku. Nie zwlekając
odszukałem właściciela piwnicy i za jego zgodą
trafiłem do tego pomieszczenia. Sprawa napisów
w tym budynku wydawała mi się tak ciekawa
i warta zbadania, gdyż wiedziałem, że przed
1945 rokiem budynek ten wchodził w skład
kompleksu sądowo - więziennego. Znajdowały się tam biura i mieszkania dla administracji
sądowej, a dzisiejsze pomieszczenia w piwnicy
w okresie administracji niemieckiej służyły, jako
areszt tymczasowy.
Do pomieszczeń piwnicznych, gdzie przetrzymywano podejrzanych lub więźniów wchodziło się od strony podwórza. Pomieszczenia
były różnej wielkości. W tych większych mogło
przebywać kilka osób jednocześnie, natomiast
w mniejszych celach jedna lub dwie.
Podczas pierwszej bardzo krótkiej mojej
wizyty w owej tajemniczej celi odnalazłem wyryty dużymi literami napis „Erich Fischer” i cyfry od 11 do 31 i od 1 do 6. Patrząc na napis
i układ cyfr, który ewidentnie oznacza dni pobytu
Fischera w tym miejscu domyśleć się można,
Budynek przy ulicy Słowiańskiej 12 w Suszu
23
Śladami Historii, nr 1/2013
Śladami Historii
Widoczne wejście prowadziło do pomieszczeń gdzie przetrzymywano aresztantów.
Obecne piwniczne okienka – okienka dawnych cel
Schody prowadzące do cel aresztu
Śladami Historii, nr 1/2013
że mężczyzna trafił do izby więziennej prawdopodobnie w dniu 11 VIII i przebywał do 06 IX.
Rok pobytu nie został odnotowany. Przypatrując
się zdjęciu, które wykonałem, zauważyłem, że
obok wyrytych cyfr spod białej farby przebija
data 29 VI.1943 r.
Dzięki uprzejmości właściciela w opisywanym przeze mnie miejscu pojawiłem się po raz
drugi. Tym razem miałem więcej czasu i mogłem
rozejrzeć się dokładniej. Tak jak przypuszczałem
Erich Fischer nie był jedynym osadzonym tam
aresztantem. Pod farbą , którą delikatnie zmazałem, odnalazłem kolejne napisy, lecz te zostały umieszczone na ścianie za pomocą ołówka
albo kawałka węgla. Mimo tego zachowały się
do dnia dzisiejszego.
Po dogłębnej analizie udało mi się odczytać kolejne nazwisko. To także mężczyzna, który nazywał się Hugo Hevinski. Rozszyfrowałem również datę jego pobytu w celi
29 VI 1943 rok.
Kim byli obaj panowie? Może to groźni przestępcy? Może zostali przypadkowo
24
Śladami Historii
Korytarz prowadzący do cel gdzie przetrzymywano aresztantów
aresztowani ludzie? Dlaczego zostali osadzeni
w areszcie? Tego raczej nie dowiemy się nigdy.
Jednego jestem pewien, Fischer i Hevinski pozostawili po sobie ślad w historii miasta. To znaki
w postaci wytrych imion i nazwisk, a także przypuszczalna ilość dni, a dokładniej daty pobytu
w suskim areszcie.
Od dawien dawna podobne znaki intrygowały ludzi, badaczy, historyków, a także zwykłych ludzi interesujących się, choć trochę dziejami własnego miasta. Dlatego chcemy by czytelnicy nie pozostali obojętni wobec dziwnych
napisów, znaków na ścianach czy belkach.
Zapewne okoliczności powstania większości
z nich nie zostaną wyjaśnione, tak jak to jest
25
w przypadku nazwisk w tym artykule, jednak
zrobienie fotografii i stosownej dokumentacji
pozwoli na zanotowanie tego faktu i ukazanie
go szerszej grupie osób poprzez artykuł w naszym biuletynie.
Niestety nie mamy wystarczającej wiedzy
na temat miejsc, gdzie znajdują się jakieś tajemnicze znaki lub inne ciekawe przedmioty. Nie
zawsze znamy także ciekawe historie związane z naszym miastem, dlatego zapraszamy do
współpracy. Prosimy o wszelkie informacje na
każdy interesujący temat. Chętnie sprawdzimy
ciekawostki, które nam dostarczycie. Tymi najbardziej interesującymi podzielimy się z czytelnikami „Śladami Historii”.
Śladami Historii, nr 1/2013
Śladami Historii
Wyryte napisy w celi
Śladami Historii, nr 1/2013
26
Identyfikacja
Nabijka.
Napoleońska czy Pruska?
Sebastian Zieliński
Poszukiwania i badanie historii jest pasjonujące z różnych względów. Odkrywanie przeszłości w moim przypadku dostarcza szczególnych wrażeń w dwóch momentach. Pierwszy
z nich jest wtedy, kiedy wyruszam w teren,
bo tak naprawdę nigdy nie wiem co znajdę.
Kolejny następuje w chwili odnalezienia nieznanego mi dotąd przedmiotu, bo wówczas
wszystkie moje myśli skierowane są na jego
identyfikację. Moim zdaniem identyfikacja
znalezionych rzeczy dostarcza więcej emocji
niż same poszukiwania i na tym polega pasja
badania i odkrywania historii.
Jakiś czas temu prowadziłem poszukiwania
na terenie dawnego placu ćwiczebnego pruskich
wojsk. Jak dowiedziałem się z lokalnej literatury plac ten prawdopodobnie został utworzony
w pierwszej połowie XIX wieku. Później wojacy
przenieśli się w inne miejsce, gdyż ten był zbyt
mały. Takie informacje rozbudzały wyobraźnię
i dawały nadzieję na znalezienie czegoś wyjątkowego. Faktycznie wśród znalezisk znalazł się
nieznany mi dotąd niewielki element wykonany
prawdopodobnie z mosiądzu. Element o półokrągłym kształcie był z wierzchu gładki, nie posiadał żadnych widocznych symboli, czy napisów.
Z drugiej strony posiadał trzy półokrągłe uszka
z okrągłymi otworami. Dwa uszka były ułożone
równolegle do siebie, natomiast trzecie znajdo-
wało się w jego dolnej części. Także z tyłu nie
było żadnych symboli, czy napisów.
Pierwsze skojarzenie było oczywiste – element uprzęży końskiej!, bo tego znajduje się
najwięcej. Później jednak zacząłem przeglądać
strony internetowe z nadzieją na dokładną identyfikację i datowanie przedmiotu. Dość szybko
znalazłem informację, że jest to nabijka stosowana przy pasach od broni lub prochownicy
w wojskowych formacjach napoleońskich. Informacja jak najbardziej ciesząca, ale zarazem
nasuwająca pytania. Skąd na byłym pruskim
placu ćwiczebnym wzięła się nabijka napoleońska? Pomyślałem sobie – to, że ktoś napisał,
że jest to nabijka napoleońska wcale nie musi
oznaczać, że tak jest faktycznie. Zacząłem przeglądać dostępne zdjęcia umundurowania wojsk
napoleońskich oraz pruskich.
Z przeglądanych zdjęć oraz wyszukanych
informacji dowiedziałem się, że między XIX
a XX wiekiem występowało wiele wzorów nabijek stosowanych przy pasach od broni i prochownic zarówno w wojskach napoleońskich, jak
i pruskich. Ich kształty oraz wielkość były bardzo
2,5 cm
5,8 cm
Element znaleziony na dawnym pruskim placu ćwiczebnym. Widok z przodu, z tyłu i wymiary
27
Śladami Historii, nr 1/2013
Identyfikacja
różnorodne w zależności od dystynkcji i rodzaju
wojska. Jednocześnie niektóre z nich pomimo
stosowania w formacjach militarnych różnych
mocarstw były do siebie bardzo zbliżone wyglądem. Niestety osobiście nie posiadam żadnej
fachowej literatury w tym temacie i nie mogę do
końca wyjaśnić, przez jakie wojsko była używana omawiana nabijka. Biorąc pod uwagę miejsce
dokonanego odkrycia oraz okoliczności historyczne skłaniam się ku twierdzeniu, że może ona być
związana z wojskiem pruskim. Ale czy tak jest na
pewno? Może wśród czytelników „Śladami Historii” znajdzie się osoba, która posiada wiedzę
i źródła pozwalające na ostateczne rozstrzygnięcie
pytania postawionego w tytule artykułu i zechce
się nią podzielić z innymi czytelnikami.
Na rycinie i zdjęciach przedstawiono elementy wyposażenia wojsk pruskich.
Słabo widoczna, ale podobna jest nabijka na pierwszym zdjęciu od lewej
Wykorzystane zdjęcia pochodzą ze stron:
www.kube-auktionen.de, www.napoleon.org.pl
oraz książki „Wojsko Polskie w Służbie Napoleona”
– Sławomir Leśniewski, Ryszard Morawski
Na powyższych rycinach przedstawione są elementy wyposażenia wojsk napoleońskich.
Na końcu po prawej stronie oraz na dole przedstawiono pas od prochownicy oficerskiej.
Nabijka posiada charakterystyczne wcięcie na środku
Śladami Historii, nr 1/2013
28
Śladami Historii
Uruchomiliśmy własny
wehikuł czasu
Włodzimierz Paliński
„5 Brygada” to potoczna nazwa Oddziału Terenowego Polskiego Klubu Kawaleryjskiego w Suszu, który skupia młode osoby zainteresowane historią Wojska Polskiego
z okresu II wojny światowej, w tym m.in. działalnością szwadronów 5 Wileńskiej Brygady
Armii Krajowej mjr. Zygmunta Szendzielarza
„Łupaszki”, które przebywały 1946 r. w okolicach Susza. Nie tworzymy typowej grupy
rekonstrukcji historycznych, ale szukamy na
miarę naszych możliwości różnych sposobów
na odkrywanie przeszłości. W swoim artykule chcę udowodnić, że odkryliśmy (zapewne
nie jako jedyni) sposób na swoiste podróże
w czasie. Nasz oddział przenosi się w czasie
na pola bitewne września 1939 r., na polską
Wileńszczyznę późnej wiosny 1944 r. oraz do
powojennych lasów opanowanych przez Żołnierzy Wyklętych.
Takim pomysłem na poszukiwania i odkrycia historyczne są piesze rajdy śladami żołnierzy wileńskiej partyzantki. Wędrujemy do
miejsc związanych z 5 Wileńską Brygadą AK
w 1946 r., które warte są pamięci. Jak to z poszukiwaniami bywa są to działania planowe
i polegają na osobistym sprawdzeniu szlaków
wiodących przez lasy na pograniczu Powiśla
i Mazur. Szwadrony partyzanckie składające się
na 5 Wileńską Brygadę AK mjr. „Łupaszki” wielokrotnie przemierzały szlak z Borów Tucholskich
na Mazury w roku 1946, a lasy na zachód od
Jezioraka dobrze nadawały się na schronienie
i skryte przemieszczanie się. Tu formowano nowe szwadrony i ustalano miejsca koncentracji
całej brygady. Do kilku takich koncentracji doszło w leśniczówce Uroczysko w czerwcu i lipcu 1946 r. Punktami kontaktowymi partyzantów
były też leśniczówki w Danielówce (koło Prze-
„5 Brygada” Oddział Terenowy Polskiego Klubu Kawaleryjskiego w Suszu
29
Śladami Historii, nr 1/2013
Śladami Historii
Leśniczówka w Danielówce
zmarka) i Lipowie (Lubnowy Wielkie). Pod koniec sierpnia 1946 r. mjr Zygmunt Szendzielarz
„Łupaszka” przebywał blisko tydzień w bazie
partyzanckiej nad Jeziorem Bądze. Wtedy też
dokonano kilku akcji w Kamieńcu i Jerzwałdzie
mających na celu zdobycie żywności i wymierzenie kary zbyt gorliwym działaczom partyjnym. Miejsce tej bazy postanowiliśmy zbadać
dokładniej. „Spotykam się z Mercedesem na
południowym cyplu jeziora Bensee. Prowadzi
mnie na bazę, którą założył nad jeziorem trochę dalej.” Uzbrojeni w wiedzę z monografii historycznych, trzymając w ręku pamiętnik ppor.
Henryka Wieliczki „Lufy” dowódcy czwartego
szwadronu znaleźliśmy się na cyplu, przeszliśmy w domniemane miejsce „bazy” – niezwykła okolica, spokój i cisza. To magiczna chwila i
świadomość, że po 65 latach znowu ktoś przemieszcza się w tym miejscu. Dosłownie przenieśliśmy się w czasie. „Przeszłość jest to dziś,
tylko cokolwiek dalej...” - to od pobytu w tym
Śladami Historii, nr 1/2013
W miejscu dawnej bazy partyzanckiej
nad jeziorem Bądze
miejscu słowa Cypriana Kamila Norwida nabrały dla mnie dosłownego znaczenia i towarzyszą
mi jako motto życiowe do dziś.
Zaawansowane i doświadczone grupy rekonstrukcji historycznej w Polsce dbają o każdy detal w stroju, umundurowaniu i zachowaniu
odtwarzanej postaci z przeszłości. Nasza mło30
Śladami Historii
Na trasie rajdowej po lasach wokół Jezioraka
dzieżowa grupa rekonstruuje coś, co jest trudno uchwytne w dzisiejszych czasach: trud, pot
i zmęczenie konkretnego oddziału partyzanckiego przemierzającego konkretną trasę. Od 2008 r.
corocznie organizujemy Suski Rajd Pieszy śladami żołnierzy mjr. „Łupaszki” i zapraszamy
do udziału szkolną młodzież. Hasłem rajdu jest
zdanie, które zawsze powtarzam młodszym
kolegom: „Skoro oni mogli, to dlaczego ponad
65 lat później nie możemy i my.” Nie chodzi tu
o rekonstrukcję wizualną. Uczestnicy rajdów
ubrani są we współczesne mundury wraz z oporządzeniem wojskowym i replikami broni. W trakcie przemarszów staramy się zachowywać jak
oddział partyzancki. Młodzi ludzie uczą się więc
„zielonej taktyki”, skrytego przemieszczania się
w terenie, urządzania zasadzek, „zdobywanie”
wiosek, działań szperaczy, pokonywanie nieznanych terenów z kompasem i mapą. Dla odmiany
często też maszerujemy w zwartej kolumnie ze
wojskowym śpiewem na ustach. Wszystko ma
przybliżyć realia życia partyzantów sprzed 65 lat.
Trzydniowe rajdy dają możliwość sprawdzenia
31
samego siebie i zmierzenia się ze swoimi słabościami. Na szlaku spotykaliśmy się ze zdziwieniem, ale i podziwem przygodnych ludzi. Komu
się by chciało z własnej, nieprzymuszonej woli
maszerować w upalne południe w mundurach
i krokiem marszowym? Nam się chce.
Przez ten czas zbadaliśmy niemal wszystkie trasy przemieszczania się szwadronów
5 Brygady AK w promieniu 60 km od Susza. Byliśmy w miejscach, które wzmiankowane były
jednie w pamiętnikach i wspomnieniach. Analiza
mapy i konfrontacja tego w terenie, który zdążył
się trochę zmienić przez 65 lat, jakby same narzucają, którymi ścieżkami szli interesujący nas
żołnierze. Krótka wzmianka z pamiętnika „Lufy”
staje się dla nas wizualizacją w terenie: „Postój
nad Jeziorem Karpfem. Zbieramy grzyby, których
jest moc, same borowiki. Smażymy. Odchodzę
wieczorem na patrol po nową „rikszę”, którą rekwiruję w leśniczówce Fabianshof”.
Ta rekonstrukcja wysiłku i badanie partyzanckich szlaków mają często też charakter
poszukiwawczy. Piesze rajdy przynoszą czaŚladami Historii, nr 1/2013
Śladami Historii
Na mokradłach jeziora Gaudy
sami całkiem zaskakujące odkrycia. W 2011 r.
podczas 4. rajdu zostaliśmy bardzo serdecznie ugoszczeni przez Nadleśnictwo Miłomłyn.
Gdy okazało się, że jesteśmy grupą interesującą się 5 Wileńską Brygadą Armii Krajowej, leśnicy szybko zorganizowali spotkanie z 91-letnim emerytowanym nadleśniczym Miłomłyna
z panem Józefem Jankowskim, żołnierzem AK,
a po wojnie leśniczym, który osobiście spotykał się z „Łupaszką” i jego żołnierzami. Ponieważ latem 1946 r. trzykrotnie miał styczność
z 5 Brygadą, możliwość poznania bezpośredniego świadka wydarzeń powojennych okazała
się bardzo cenna.
Dopytywaliśmy, jakie wrażenie odniósł młody leśnik, stykając się z żołnierzami słynnego
„Łupaszki”. Pan Jankowski nie miał wątpliwości:
„To było wojsko.” Bardzo grzeczni, ale czujni,
ostrożni i zdyscyplinowani. Pamiętał ryngrafy
z Matką Bożą Ostrobramską na ich mundurach.
Jankowski wspominał swoje 3 bezpośrednie
spotkania z wileńskimi partyzantami, których
zidentyfikowaliśmy jako żołnierzy z szwadronu
Henryka Wieliczki „Lufy”. Podczas jednego z takich spotkań przypadła mu rola przewodnika całego oddziału, który miał przeprowadzić lasem.
„Pokażesz nam pan drogę, bo my nie znamy”
powiedzieli i Jankowski niejako przymuszony
ruszył z nimi, jednocześnie bacznie ich obserwując. Widać było, że są bardzo doświadczeni.
Ciągle miał w oczach ten przemarsz: „Pierwszy
idzie jeden z bronią, za nim jakieś 30-40 metrów
idzie drugi człowiek, potem idzie dwóch oficerów i ja. A potem za jakieś 15-20 kroków idzie
Śladami Historii, nr 1/2013
Improwizowane obozowisko partyzanckie
reszta grupy. Tam było ich kilkunastu, mogło
być ich 15, 16 czy 17.” Leśnik zorientował się,
że żołnierze znali doskonale drogę i po pewnym
czasie podziękowali mu, żegnając się.
Pobyt w nadleśnictwie Miłomłyn okazał się odkrywczy jeszcze z jednego powodu.
W 1946 r. pod przybranym nazwiskiem Obuchowicz podjęła pracę w budynku nadleśnictwa Miłomłyn Danuta Siedzikówna pseudonim
„Inka”, sanitariuszka 5 Brygady rozstrzelana
później w więzieniu w Gdańsku. Gospodarze
z dumą dzielili się z nami tą informacją.
Warto zauważyć w tym miejscu, że działalność takich grup jak nasza często spotyka
się z przychylnością leśników. Jak to zauważył
pewien nadleśniczy w Borach Tucholskich podczas innego rajdu: „Spośród wszystkich osób
pojawiających się w lasach z różnymi zamiarami, piesi wędrowcy chodzący śladami Żołnierzy
Wyklętych są najmniej dla lasów państwowych
szkodliwi.” Cieszy nas to nastawienie, tym bardziej, że na drodze naszych wędrówek niejednokrotnie szukaliśmy schronienia, czy pomocy
właśnie w leśniczówkach. Na naszym terenie
32
Śladami Historii
Być jak Inka...
To wzór
dla dziewczyn
z naszego
oddziału
działamy za aprobatą nadleśnictwa Susz i często otrzymujemy konkretną pomoc. I tu pojawia
się znamienna analogia: w powojennych czasach „leśni” w całej Polsce nie mieliby szans
zbyt długo się utrzymać w terenie, gdyby nie
przychylność leśników, którzy doskonale znali
swój las. Było to jeśli nie wsparcie, to często
patrzenie przez palce na przemierzających lasy partyzantów.
Piesze rajdy to nie tylko odkrycia, cenne
doświadczenia i nauka historii. Bywają też momenty wzruszające albo śmieszne. Na początku
XXI wieku do małej wioski gdzieś w powiecie
ostródzkim ostrożnie wchodzi 2 zwiadowców,
stają, rozglądają się dookoła, spoglądają na mapy, zostawiają jakieś znaki na drodze i wchodzą w głąb wsi. Po kilku minutach przez wieś
maszeruje już zwartą kolumną cały szwadron
naprowadzany przez szperaczy. Zwiadowcy
meldują dowódcy o sytuacji we wsi i wskazują
miejsce na odpoczynek. Sanitariuszki ruszają
na wioskę w poszukiwaniu bieżącej wody. Na
główną drogę we wsi wychodzi kilka kobiet w
podeszłym wieku i przyglądają się przybyłym,
którzy zmęczeni forsownym marszem leżą pokotem na łące.
– Jacy ładni chłopcy! – komentują niecodzienne zjawisko staruszki z wioski w jakimś
prowincjonalnym uboczu.
– Jak długo „wojsko” będzie kwaterować we wsi? – zapytała całkiem poważnie inna kobieta.
33
„Żołnierze Wyklęci” - diorama 1 marca w Suszu
– Odpoczniemy trochę i idziemy dalej,
proszę panią – odpowiadają nasze dziewczyny.
To nie jest fragment wojennych wspomnień,
ale autentyczny obrazek podczas jednego z naszych rajdów.
Nierzadko jesteśmy zaskakiwani ludzką
reakcją na naszą pasję. Czasami patriotyczna
powaga miesza się z groteską. Kiedyś po kilkugodzinnym pobycie w jednej z wiosek ruszyliśmy szybkim marszem w kierunku bliskiego
już Susza, więc zależało nam tylko na sprawnym dotarciu do domu. W pewnym momencie
strzelec ubezpieczający tył oddziału melduje, że
za nami polną drogą jedzie policyjny radiowóz,
który nieuchronnie zmierzał w naszym kierunku z jakimś jednoznacznym zamiarem. Byliśmy
w środku odkrytego pola, więc nie robiliśmy
już żadnych ceregieli, zatrzymaliśmy się i poczekaliśmy na niespodziewanych gości. Gdy
policjanci (znajomi zresztą) wyszli z radiowozu,
szybko rozjaśniły im się twarze. Co się okazało?
W wiosce, gdzie przed chwilą kwaterowaliśmy,
Śladami Historii, nr 1/2013
Śladami Historii
Rajd w Borach Tucholskich - 100 km w kilka dni
ktoś zgłosił na policję, że przez miejscowość
przechodzi jakaś „banda” i rewiduje przejeżdżające samochody. Rzeczywiście dwaj członkowie oddziału jako czynni ministranci w suskim
kościele zauważyli jadącego przez wieś swojego księdza i postanowili go zatrzymać i „pod
bronią” „wylegitymować”. Obserwujący nas
z boku mieszkaniec dopatrzył się zgoła zupełnie
dramatycznej sytuacji.
Zatem bywa, że jesteśmy zupełnie nieoczekiwanie odbierani jako „banda”. To historyczne
déjà vu szczególnie dla młodych ludzi było ciekawym doświadczeniem. Rajdy piesze śladami Żołnierzy Wyklętych to nie jest nasz wynalazek. Od 2002 r. organizowany jest w Borach
Tucholskich Rajd Pieszy Szlakiem Żołnierzy
5 Wileńskiej Brygady AK mjr. „Łupaszki”. Stowarzyszenie Historyczne im. 5 Wileńskiej Brygady AK przy współpracy m.in. z Instytutem
Pamięci Narodowej przygotowuje imprezę, na
której można też spotkać żyjących jeszcze żołnierzy mjra „Łupaszki”. Cieszę się, że w 2012 r.
mojemu oddziałowi udało się wziąć udział w XI
rajdzie. Oprócz znanych nam klimatów dochoŚladami Historii, nr 1/2013
Zdjęcie jakby wyjęte z babcinego albumu
34
Śladami Historii
dzi tam element rywalizacji z innymi patrolami
zorganizowanymi przez różne grupy. A ponadto wszystkie zespoły tropione są z determinacją
przez tzw. „Urząd Bezpieczeństwa”, czyli patrole organizatorów mające za zadanie wykryć
przemieszczające się grupy. Czasami spotykam
się z opiniami, że nasza działalność to zabawa
w wojsko i przebieranki. Odpowiadam wtedy
złośliwcom, że nie ma większej radości dla nauczyciela historii niż to, że dziś polska młodzież
„udaje” żołnierzy i „bawi się” w rekonstrukcje
bitew. Ponad 65 lat temu ich rówieśnicy byli
zmuszeni okolicznościami do podejmowania
takich działań „na poważnie”. I bardzo wielu
tego nie przeżyło. Dziś uczymy się szacunku
dla munduru i wszystkich tych wartości, które
sprawiały, że w przeszłości nasi rodacy chwytali za broń w walce o niepodległość.
Jeśli już mowa o przebieraniu się… Czy
można dokonać odkrycia w „lumpeksie”? Ależ
tak. Sklepy z odzieżą używaną nie służą tylko
niezamożnym Polakom – buszują w nich też re-
Fotografowanie i historia - można połączyć dwie pasje
35
Kronika wrześniowych wypadków
konstruktorzy. Węszą, grzebią i odkrywają niezłe
skarby. Nasza grupa zainteresowała się rekonstrukcją strojów cywilnych. W efekcie gromadzimy stroje nawiązujące do epoki i różne dodatki,
np. walizki. Na podstawie zdjęć archiwalnych
przeanalizowaliśmy fryzury sprzed ponad 70 lat
i sposób robienia makijażu. Podczas naszych
akcji dziewczęta szykują więc kreacje zgodne
z kanonami mody lat 30. I 40. XX w.
Jak wspomniałem wyżej nie jesteśmy typową grupą rekonstrukcji historycznych, ale
bierzemy udział w rekonstrukcjach i widowiskach historycznych na terenie kraju przygotowanych przez innych. Organizujemy również
w ciągu roku własne akcje rekonstrukcyjne
w Suszu. Szczególny wymiar pod względem różnych odkryć ma jednak wrzesień. To miesiąc,
który ciągle na nowo przeżywamy. Na własnej
skórze doznajemy tego, co podręczniki metaforycznie określają jako złotą polską jesień. Dlatego wyjeżdżając gdzieś na imprezę, jedziemy
w Polskę ubrani w stroje historyczne i przez kilka
dni bez przerwy żyjemy jakby w innym wymiarze. Nazywamy to rekonstrukcją permanentną.
Od kilku lat odkrywamy również radość
tworzenia fotografii retro. Działalność naszego
oddziału daje możliwość utrwalenia na zdjęciu
wielu niezwykłych chwil, które po odpowiednim
retuszu naśladują fotografie jak z babcinego albumu. Pasja fotografowania u młodych ludzi
z „5 Brygady” jest połączona z nauką historii. Prace publikowane później przez członków
Śladami Historii, nr 1/2013
Śladami Historii
Susz, obchody Święta Niepodległości
„5 Brygady” i naszych sympatyków dają satysfakcję, że aparatem fotograficznym można wyczarować kadry ze świata, który minął; odkryć
to, co sami przeżyliśmy, a inni mogą zobaczyć
tylko w filmach.
Zatem odkryliśmy wehikuł czasu i nie wahamy się go używać. Jesteśmy pozytywnie
zakręceni na punkcie historii polskiej wojskowości. Stronimy od politykierstwa i natrętnych
ideologii, a najwyższymi uznawanymi przez nas
wartościami jest miłość do naszej Ojczyzny
oraz podtrzymywanie pamięci o wysiłku polskich żołnierzy w czasie II wojny światowej. Czy
robimy komuś krzywdę naszymi działaniami?
Cierpią chyba tylko nasze stopy, a w nagrodą
jest satysfakcja, że każda nasza akcja jest nowym doświadczeniem i kolejną lekcją „żywej”
historii. To po prostu sposób na ciekawe i niebanalne życie.
Zdjęcia zrobione są przez członków
„5 Brygady” i pochodzą ze strony
www.kawaleria.ovh.org
Śladami Historii, nr 1/2013
36
Aktuaności i Wydarzenia
Wszedł do lasu „za potrzebą”
wyszedł z tysiącletnim
skarbem
W historii nie było chyba jeszcze takiego przypadku, by wejść na moment do lasu
i, zamiast grzybów czy jagód, wynieść z niego skarb ogromnej wartości, nie tylko historycznej. A taka historia przydarzyła się Zbigniewowi Krysińskiemu z Prabut koło Susza.
W czasie samochodowej wycieczki zatrzymał się
w przypadkowym miejscu pod Olbrachtówkiem, wszedł do lasu „za potrzebą” i na zaoranym pasie przeciwpożarowym znalazł monety
i biżuterię, które w kręgach archeologicznych
występują teraz pod nazwą bezcennego „Skarbu z Olbrachtówka”. - To było wydarzenie mojego życia, chociaż
historia jest zupełnie banalna - mówi Zbigniew
Krysiński. - Byłem z córką na samochodowej
wycieczce. Koło Olbrachtówka zatrzymałem
się na poboczu drogi. Wszedłem do lasu i widzę, że w miejscu, w którym przeszedł pług
pracownika leśnego coś błyszczy. Uklęknąłem
i znalazłem jedną, potem drugą garść monet.
Potem z ziemi wyszły bransolety i pierścienie.
Nogi się pode mną ugięły. To był szok.
Znalazca zgarnął ziemię z miejsca znalezienia skarbu w tobołek wykonany z kurtki i zawiózł
znalezisko do domu.
- Całą noc przesiewaliśmy ziemię - mówi
Krysiński. - Potem zastanawialiśmy się z żoną
i córką, co zrobić z tym skarbem. Czy sprzedać
i zostać bogatym człowiekiem, czy też oddać
do muzeum. Wiadomo jaką decyzję podjęliśmy.
- Pan Krysiński zgłosił znalezienie skarbu
władzom administracyjnym Prabut - mówi Janusz Cygański, dyrektor Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie. - Potem skarb trafił do Muzeum
Archeologicznego w Gdańsku. Gdy się o tym
dowiedzieliśmy, podjęliśmy starania o przejęcie
skarbu, starania zakończone sukcesem, bo decyzją Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków
skarb został przekazany w depozyt do naszego
muzeum. Możliwe, że z czasem staniemy się
właścicielem tego znaleziska. O ten sam skarb
zabiegały jeszcze muzea w Gdańsku i Elblągu.
A znalezisko jest wyjątkowe i bezcenne.
- W Muzeum Warmii i Mazur jest ponad 20
skarbów - wyjaśnia Ada Bogdanowicz, kurator
Skarb znaleziony przez Zbigniewa Krysińskiego
37
Śladami Historii, nr 1/2013
Aktuaności i Wydarzenia
Od lewej: Jarosław Sobieraj, Janusz Cygański
i Zbigniew Krysiński
Zbigniew Krysiński
Muzeum Warmii i Mazur. - Materialnie najcenniejszym skarbem jest złożony ze złotych florenów znaleziony w Zalewie. Ale ten, z Olbrachtówka, rangą i wiekiem dorównuje tamtemu.
- Moim zdaniem, to najciekawszy skarb,
jaki trafił do Muzeum Warmii i Mazur - dodaje dr Jarosław Sobieraj, archeolog z Muzeum
Warmii i Mazur w Olsztynie. - Może, zawierając pół kilograma srebra, nie jest on największy,
bo mamy depozyty, które składały się z dwóch
kilogramów srebrnych monet, ale jest najciekawszy, najbogatszy, chociażby ze względu na
wykonanie i jakość biżuterii. To są przedmioty,
które przechowały się przez blisko 1000 lat.
Skarb składa się z monet i biżuterii. Najstarsza ze zidentyfikowanych monet arabskich
została wykonana w 809 roku w obecnym Bagdadzie. W skład skarbu wchodzi też dużo monet z terenów zachodniej Europy z przełomu X
i XI wieku. Najmłodsza wybita została w 1056
roku. I to ona decyduje, przynajmniej na razie,
o wieku znaleziska. Trudniej określić wiek biżuterii, ale podobna
wytwarzana była od IX do XIII wieku.
- To ogromna masa biżuterii, ponad 80
różnych bransolet, pierścieni, szpil, wisiorków,
łańcuchów, wykonanych z najwyższym kunsztem - wyjaśnia dr Jarosław Sobieraj. - Śmiało
można powiedzieć, że przedmioty te należały
do kogoś z wyższych szczebli drabiny społecznej. Najprawdopodobniej jest to skarb rodowy
przekazywany z pokolenia na pokolenie. Rzecz
jest arcyciekawa i wymagająca dalszych badań.
Śladami Historii, nr 1/2013
Od dzisiaj przez tydzień „Skarb z Olbrachtówka” eksponowany będzie w Salach Kopernikowskich olsztyńskiego zamku. Potem trafi
do konserwacji. Ponownie olsztynianie będą go
mogli podziwiać na przełomie stycznia i lutego
przyszłego roku, a w 2013 roku skarb znajdzie
miejsce na wielkiej wystawie archeologicznej
pokazującej pradzieje Warmii i Mazur.
A co ze znalazcą skarbu? Czy oprócz uścisków dłoni ważnych muzealników i symbolicznych upominków może liczyć na poważniejsze
gratyfikacje?
- Nie ukrywam, że liczę na nagrodę za
znalezienie i przekazanie Państwu tego skarbu - mówi Zbigniew Krysiński. - Gdybym sam
sprzedał znalezisko, mógłbym sobie wybudować dom. Do dzisiaj dzwonią do mnie różni ludzie i pytają, czy nie zostawiłem sobie części
tego skarbu i czy nie mógłbym go im sprzedać.
Zainteresowani są też informacjami o miejscu
znalezienia skarbu.
Na wybudowanie domu za nagrodę od reprezentującego w takich sprawach Skarb Państwa Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków
Krysiński nie liczy. Nawet gdyby otrzymał tę
nagrodę w maksymalnej wysokości.
- Zgodnie z prawem mógłbym otrzymać
nagrodę do wysokości 25 średnich płac krajowych [ok. 80 tys. zł - red.] - mówi Zbigniew
Krysiński. - Ale z tego, co się orientowałem,
nikt w tym kraju nie otrzymał więcej niż 30 tys.
zł. I to po procesach sądowych.
Źródło: Olsztyn24.com
Data: 15.11.2011 r.
38
Aktuaności i Wydarzenia
Sklepowa z Wilkowa
znalazła skarb
Sklepowa ze wsi Wilkowo koło Kętrzyna
znalazła na kartoflisku skarb, złożony z kilkuset srebrnych monet z czasów króla Zygmunta
III Wazy i XV-wiecznych krzyżackich szelągów.
Znalezisko pokazano po raz pierwszy publicznie
w niedzielę w Muzeum Warmii i Mazur.
Jak poinformował archeolog dr Arkadiusz
Koperkiewicz, skarb odnaleziony w Wilkowie koło Kętrzyna składa się z 460 srebrnych monet
z XV i XVII wieku. W większości są to półtoraki
Zygmunta III Wazy, czyli monety o nominale półtora grosza, używane powszechnie w handlu na
terytoriach przygranicznych Rzeczypospolitej.
W skład skarbu wchodzą także dobrze zachowane orty gdańskie, niderlandzkie talary
oraz krzyżackie szelągi i kwartniki z pierwszej
połowy XV wieku.
W ocenie Koperkiewicza znalezisko stanowi
cenną historycznie pamiątkę z czasów świetności Rzeczypospolitej, gdy Warmia wraz z Prusami Królewskimi wchodziła w skład Korony
Polskiej. Zdaniem archeologa obecność w tym
39
zbiorze znacznie starszych monet krzyżackich
świadczy, że nawet po 200 latach pozostawały
one w obiegu jako środek płatniczy.
Jedna z hipotez pochodzenia skarbu wiąże
jego ukrycie z okresem potopu szwedzkiego. Być
może właściciel w obawie przed rabunkiem zamurował naczynie z monetami w fundamentach
domu, gdzie przeleżały do naszych czasów. Niezauważone przy rozbiórce zostały rozwłóczone
po okolicznych nieużytkach, zamienionych potem w pole uprawne.
Kilka z tych monet odnalazła w ubiegłym
roku przy sadzeniu ziemniaków sklepowa z Wilkowa, do której należy pole. Znalezisko pokazała kwaterującym latem we wsi archeologom
z Uniwersytetu Gdańskiego, którzy od kilku lat
prowadzą badania dawnego zamku krzyżackiego i cmentarzyska w pobliskich Bezławkach.
Za zgodą wojewódzkiego konserwatora zabytków na kartoflisku w Wilkowie przeprowadzono tzw. interwencyjne badania archeologiczne.
Przy pomocy detektorów metalu odnaleziono
wówczas 460 srebrnych monet. Zgodnie z wolą właścicielki pola skarb ma wzbogacić zbiory
Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie.
Śladami Historii, nr 1/2013
Aktuaności i Wydarzenia
W niedzielę kilkadziesiąt monet z tego zbioru zaprezentowano na pokazie muzealiów, które podarowano tej instytucji w ostatnim roku.
Jak powiedziała Małgorzata Kumorowicz z pracowni numizmatycznej olsztyńskiego muzeum
nie wiadomo jeszcze, kiedy pozostałe monety
przejdą konserwację i zostaną udostępnione
zwiedzającym.
Źródło: polskalokalna.pl
Data: 10.02.2013 r
Śladami Historii, nr 1/2013
40
Aktuaności i Wydarzenia
Znaleźli skarb i oddali go.
Minister przyznał nagrodę
Mieszkaniec Prabut i gospodyni ze wsi Wilkowo, którzy znaleźli i przekazali do muzeum
cenne historycznie skarby, otrzymają nagrody
pieniężne od ministra kultury i dziedzictwa narodowego - poinformowały w sobotę warmińsko-mazurskie służby ochrony zabytków.
Rzecznik Wojewódzkiego Urzędu Ochrony
Zabytków w Olsztynie Bartłomiej Skrago powiedział PAP, że na wniosek służb konserwatorskich minister Bogdan Zdrojewski zdecydował
o przyznaniu znalazcom skarbów nagród po
10 tys. zł. - Jest to forma docenienia obywatelskiej postawy osób, które dobrowolnie zawiadomią o miejscu odkrycia skarbu i przyczynią
się do uratowania cennych znalezisk archeologicznych - powiedział Skrago. Jak przypomniał,
takie zabytki z mocy prawa należą do skarbu
państwa i zawłaszczanie ich jest traktowane
jak przestępstwo.
Nagrodę otrzyma mieszkaniec Prabut, który
na spacerze w lesie znalazł garnek wypełniony srebrnymi ozdobami i monetami z XI wieku
oraz gospodyni z Wilkowa, która wykopała na
kartoflisku monety z XV i XVII wieku. Oba te
znaleziska wzbogaciły zbiory Muzeum Warmii
i Mazur w Olsztynie.
Wczesnośredniowieczny skarb z okolic Prabut został znaleziony w lipcu 2011 r. w lesie k.
wsi Olbrachtówko. Ważący ponad pół kilograma
gliniany garnek leżał na zaoranym pasie ziemi.
Zachowała się nawet część tkaniny, którą owinięto skarb przed ukryciem w ziemi.
Znalezisko, datowane na połowę XI wieku,
zawierało 155 srebrnych monet, w tym wiele siekańcow - głównie arabskich dirhemów,
a także zachodnioeuropejskie denary biskupie, królewskie i cesarskie, wśród nich monety
w typie denarów Ottona III i Adelajdy.
Za szczególnie cenną uznano zachowaną
w całości kaptorgę ze srebrnym łańcuchem,
czyli pudełko służące do noszenia na szyi amuletów, relikwii lub pachnideł. To jeden z sześciu
takich przedmiotów odnalezionych dotychczas
w Polsce.
41
Wśród kosztowności były także liczne ozdoby skandynawskie i słowiańskie - srebrne pierścienie, bransolety, wisiory, zawieszki i naszyjnik oraz paciorki z bursztynu, karneolu i kryształu górskiego.
Skarb z Wilkowa k. Kętrzyna został odkryty
w ub.r. przy pracy na kartoflisku przez właścicielkę pola. Kobieta powiadomiła o znalezisku
kwaterujących we wsi archeologów z Uniwersytetu Gdańskiego, którzy prowadzili badania
dawnego zamku krzyżackiego w pobliskich Bezławkach. Skarb składał się z 460 srebrnych monet. Większość z nich to półtoraki Zygmunta III
Wazy, czyli monety o nominale półtora grosza,
używane powszechnie w handlu na terytoriach
przygranicznych Rzeczypospolitej. Pozostałe monety to dobrze zachowane orty gdańskie, niderlandzkie talary oraz krzyżackie szelągi
kwartniki z pierwszej połowy XV wieku.
Źródło: olsztyn.gazeta.pl
Data publikacji: 02.03.2013 r.
Śladami Historii, nr 1/2013
Archiwalne numery „Skarbca Suskiego”
do nabycia w siedzibie TMZS
Mennica TMZS – „1 Suszak”
W trakcie obchodów Dni Susza przypadających 12–13 czerwca 2010 roku
na stoisku Towarzystwa Miłośników Ziemi Suskiej zaprezentowana została
pierwsza w historii miasta moneta okolicznościowa „1 Suszak”. Projekt został
zrealizowany przy współpracy Towarzystwa Miłośników Ziemi Suskiej z Urzędem Gminy i Miasta w Suszu. Moneta wykonana została w trzech wersjach:
z mosiądzu, miedzi i aluminium. Na awersie przedstawiony jest nominał monety
„1 Suszak”, a w otoku napis Gmina i Miasta Susz 2010. Na rewersie przedstawiono logo TMZS – dawny herb Susza i napis w otoku Towarzystwo Miłośników
Ziemi Suskiej.
Wydanie pamiątkowej monety miejskiej to bardzo ważne wydarzenie
w historii Susza. Wydarzenie to jest początkiem kolejnego projektu stowarzyszenia – Mennica TMZS. Ideą Mennicy będzie tworzenie monet okolicznościowych na ważne wydarzenia z życia miasta i regionu.
Projekt monety: Patrycja Szymańska
Zdjęcie: Maciej Dalkiewicz
www.tmzs.pl
Znasz ciekawą historię? Posiadasz
ciekawe materiały, zdjęcia, zabytki?
Chcesz podzielić się z innymi swoją wiedzą
i spostrzeżeniami? Nic prostszego!!!
Wystarczy do nas napisać:
[email protected]
Zastrzegamy sobie prawo redagowania
nadesłanych materiałów.
Izba Historii Regionu
w Suszu
ul. Świętego Floriana 11, 14-240 Susz
tel. 731-790-870 lub 795-620-426
www.tmzs.pl, e-mail: [email protected]
42
Download

“Śladami Historii” możecie pobrać klikając tutaj