(str. 1)
Prezentowane treści mają charakter
wyłącznie informacyjny i edukacyjny
Wszelkie informacje na tematy prezentowane w niniejszej publikacji
odzwierciedlają wiedzę i poglądy autora, a więc w żadnym stopniu NIE
stanowią fachowej porady lekarskiej lub innego stosownego specjalisty.
Pomimo dołożenia wszelkich starań, aby informacje były wiarygodne
i sprawdzalne nie ma żadnej gwarancji, że pomimo, iż opisywane na
niniejszej witrynie zdarzenia i informacje sprawdziły się w wielu przypadkach i są udokumentowane, zadziałają identycznie w każdym innym wypadku. Efekty mogą się różnić.
Autor publikacji nie bierze żadnej odpowiedzialności, ani pośredniej
ani bezpośredniej, za sposób wykorzystanie i interpretowanie zawartych w nim informacji.
Za podjęcie jakichkolwiek działań i skutków z tego wynikających odpowiedzialna jest wyłącznie osoba je podejmująca.
(str. 2)
(str. 3)
Otrzymując ten materiał, zgadzasz się
z następującymi warunkami:
Ten materiał (1) nie może być odsprzedawany osobom trzecim, ani
bezpłatnie rozpowszechniany na takich serwisach jak chomikuj.pl,
peb.pl i wszelkich innych, w tym również własnych serwerach z uwagi
na łatwy dostęp do znajdujących się na nim danych, (2) jest licencjonowany wyłącznie do niekomercyjnego użytku przez osobę, która go
nabyła, (3) firma Mapa Zdrowia nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania materiału.
Dopuszczalne jest wykonanie kopii drukowanej dla własnego użytku.
Wydrukowaną kopię można podarować osobie trzeciej, jak w przypadku zwykłej książki.
(str. 4)
1
Ganek, ja i mój pies
Wreszcie Słońce! Nie wiem, jak u ciebie, ale u mnie niedziela była
piękna.
Aż chciało się wyjść na ganek po niedzielnym obiedzie i porobić NIC.
Zrelaksować się. Odprężyć. Zapomnieć o bożym świecie.
Siedząc sobie na drewnianym, bujanym krześle, spuściłem wzrok na
mojego psa, prześmiesznego yorka, który drzemał mi na kolanach. Po
raz pierwszy zwróciłem uwagę na jego oddech... i szok! Jest idealny z
tym, jaki powinien mieć człowiek!
Prawdopodobnie wiem, co teraz myślisz. „Hej, daj mi konkrety, a nie
o jakimś oddychaniu prawisz!”
Posłuchaj: to, jak oddychasz (obok tego, jak dbasz o jelita), ma największy wpływ na twoje życie, zdrowie, samopoczucie, poziom energii i
odporność na choroby.
Sam ignorowałem metody oddychania, bo też sądziłem, że szkoda na
to czasu. Aż któregoś dnia wziąłem udział w treningu oddychania Metodą Buteyko.
Od tamtej pory moje zdrowie się umocniło nieporównywalnie. Prywatnie, metodę oddychania Profesora Buteyko uważam za jedno z
dwóch największych moich odkryć. Już po tygodniu praktykowania
czułem się lepiej, miałem więcej energii, lepsze samopoczucie, słowem:
wszystko uległo drastycznej poprawie.
Ponieważ jej odkrywca jest Rosjaninem, Metoda Buteyko jest najbardziej znana w Rosji (praktykuje ją np. Wladimir Putin). Ostatnio
również w Ameryce coraz więcej o niej słychać (z bardziej znanych osób
praktykuje ją np. Michelle Obama, żona Baracka Obamy).
A w Polsce? Cisza. Zapisując się na Dziennik Mapy Zdrowia, jako
pierwsza osoba w kraju z nielicznych dostajesz wprowadzenie do Metody Buteyko!
W przyszłości opowiem dokładnie, na czym polega. Dzisiaj mały
wstęp:
(str. 5)
Otóż wracając do mojego psa. Zauważyłem, że oddycha dokładnie
według wzorca, jaki opracował profesor Buteyko na podstawie badań
sposobu oddychania u zdrowych ludzi:
Zdrowi nieświadomie biorą wdech krótszy niż wydech, a po wydechu
robią krótką pauzę. W dodatku: nabierają powietrza „do brzucha” -nie do klatki piersiowej. A zatem oddychają przeponą. Dokładnie tak
oddycha mój pies i wszyscy, którzy przeszli trening z Metody Buteyko.
Jak się okazuje, w ten sposób oddychają prawie wszystkie zwierzęta i
dlatego nie zapadają na choroby. Powiedz mi. Kiedy ostatnio widziałeś
swojego psa z katarem? Kaszlem? Przeziębieniem? Zatkanym nosem?
Lub czyjegokolwiek psa?
Prawdopodobnie nigdy!
Identyczny związek między oddychaniem a zdrowiem istnieje u
człowieka. Ponieważ jeśli oddychasz w sposób zgodny z fizjologią swojego ciała, twój system odpornościowy staje się tak silny, że niemożliwe
jest złapanie tego typu dolegliwości.
Spośród wszystkich sposobów, jakie testowałem, troska o oddech i
jelita to moje dwa największe sekrety zdrowia.
Doskonaląc te dwa obszary, pozytywne skutki rozchodzą się na
wszystkie inne: cholesterol, ciśnienie krwi, cukier, energia, samopoczucie, wygląd, waga, zatoki, serce.
***
(str. 6)
2
Jak jeść w harmonii
z fizjologią organizmu
Pamiętasz jeszcze podstawówkę? Ja już wyrywkowo. Ale niektóre rzeczy pamiętam bardzo dobrze, szczególnie jeśli są to chwile wielkiego
zaskoczenia:
Któregoś dnia na biologii pani wezwała mnie do odpowiedzi i zapytała: – Jak sądzisz. Powinno się jeść zawsze o tych samych godzinach,
czy wtedy, gdy jest się głodnym?
– Wtedy, gdy jest się głodnym – mówię bez wahania.
– Tak uważasz? Nie, powinno się jeść zawsze o tych samych godzinach – odparła.
Hmm... dziwne, myślę sobie. Na chłopski rozum: idę siku, kiedy chce
mi się siku. Nie zawsze o tych samych godzinach. Idę na tron, kiedy
chce mi się na tron. Nie zawsze o tych samych godzinach. Mój organizm sam mówi (i to bardzo wyraźnie), kiedy załatwiać takie sprawy.
Jeśli chodzi o jedzenie, też mi o tym mówi i robi to wyraźnie: poprzez
odczucie głodu. Więc skąd pomysł, żeby jeść o tych samych godzinach??
Odczucie głodu daje sygnał, że system trawienny jest gotowy, aby
przyjąć i przetworzyć nowy posiłek i rozprowadzić zawarte w nim
składniki krwiobiegiem do komórek mojego ciała. Z kolei jedzenie bez
głodu wywołuje biochemiczny stres dla kilku poszczególnych organów,
jak i całego systemu. Stres ten odbija się głównie na zmęczeniu i senności. (Stąd chętka na drzemkę po sytym obiedzie!)
Dlatego od lat żołniersko przestrzegam reguły: jedz, kiedy głodny;
śpij, kiedy zmęczony.
Nie tylko jest to w harmonii z fizjologią człowieka, bo ma dodatkowy
plus: Naukowcy z Uniwersytetu Maryland w Baltimore dowiedli, że
osoby, które jedzą tylko wtedy, gdy czują głód, z wiele większą łatwo(str. 7)
ścią tracą zbędne kilogramy, ponieważ normują się procesy metaboliczne. (Dobre wieści, miłe Panie!)
Mówiąc o traceniu zbędnych kilogramów. Jednym z najprostszych
sposobów na zrzucenie wagi jest Błonnik Witalny od Mapy Zdrowia,
który działa na zasadzie oczyszczania:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 8)
3
Poranna zaprawa –
jak się porządnie
obudzić
Ruch to życie.
Po kilku godzinach snu, łatwiej jest się rozbudzić, jeśli czym prędzej
się rozruszasz.
Parę lat temu odkryłem rewelacyjną książkę, a w niej ćwiczenie, które wykonuję do dziś zaraz po przebudzeniu. Autor nazywa je wibrogimnastyką -- poranną zaprawą.
Nie na darmo właśnie tak, ponieważ ćwiczenie to rzeczywiście stanowi zaprawę rześkością, świeżością i aktywnością na cały dzień -- a
przy tym pomaga się uwolnić z objęć Morfeusza i naelektryzować ciało
na dobry początek dnia.
Dodatkowo, ćwiczenie działa wspaniale dla ludzi zajmujących się
pracą umysłową, gdzie po kilku godzinach takiej pracy zaczynają odczuwać ociężałość umysłową.
I jest dziecinnie proste.
Oto, jak je wykonać: stań prosto. Złącz obie nogi. Stopy równo przed
siebie. Teraz unieś pięty tylko na 1 cm do góry, tak jakbyś podnosił się
na palcach. I opuść je na podłogę. Odczujesz lekkie uderzenie, wstrząs.
Finito!
Nastąpi przy tym zjawisko takie samo, jak przy biegu czy chodzeniu.
Jeśli z jakichś powodów nie możesz doświadczać zbawiennych korzyści
biegania, to powyższe ćwiczenie rekompensuje te straty. Hurra!
„Aktywna długowieczność” -- oto tytuł książki, w której znalazłem to
cudowne ćwiczenie. Autor, A.A. Mikulin, dodaje kilka cennych uwag:
wykonuj je bez pośpiechu, nie częściej niż raz na sekundę. Po trzydzie(str. 9)
stu ćwiczeniach-wstrząsach, zrób przerwę 5 do 10 sekund. Nie unoś też
pięt ponad 1 cm nad podłogą. Przy każdej serii rób nie więcej, niż 60
ruchów.
Jak mocne powinny być wstrząsy? Takie, jak natura przewidziała dla
człowieka: czyli dokładnie takie, jakich ciało doświadcza podczas biegania. Ponieważ ćwiczenie jest w zgodzie z budową i potrzebami organizmu, to nie stanowi zagrożenia dla kręgosłupa, jeśli podczas jego
wykonywania stoisz prosto -- dodaje autor.
Jak często wykonywać? Mikulin pisze, i w pełni popieram, że w ciągu
dnia wystarczy je powtarzać 3 do 5 razy po 60 wstrząsów. Warto pamiętać: koniecznie z lekko zaciśniętą szczęką.
Po takiej porannej (i nie tylko!) wibrogimnastyce, ustępuje zarówno
ospałość, jak i ociężałość umysłowa spowodowana pracą na siedząco.
Mikulin przytacza i uzasadnia mnóstwo innych korzyści, jakie płyną
z tego ćwiczenia. Chociażby: wstrząsanie organizmu pobudza bardziej
energiczne pulsowanie krwi w żyłach i usuwa zgromadzony szlam międzykomórkowy, a więc pomaga w oczyszczaniu organizmu. Drgania
dodatkowo pobudzają do pracy organy wewnętrzne, jak np. jelita, a zatem są ciekawym dodatkiem do ich rewitalizacji Błonnikiem Witalnym:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 10)
4
Prawda o tym ćwiczeniu doskonalącym
zdrowie
Mam nadzieję, że przynajmniej spróbowałeś wykonać ćwiczenie wibrogimnastyki, jakie wczoraj opisałem? Jeśli tak, jestem pewien, że doświadczyłeś przyjemnego mrowienia na ciele i rozluźnienia spiętych
mięśni. Jeśli wykonywałeś je po południu, to prawdopodobnie poczułeś
doładowanie bateryjek.
Wiem jednak, że ludzka natura płata figle. Z jakiejś przyczyny, jesteśmy sceptyczni w stosunku do prostoty. Mamy wewnętrzne poczucie,
że aby zaznać przełomu w zdrowiu, musimy się uciec do sposobów tak
skomplikowanych, że sami ich nawet nie obejmujemy głową. Rozumiem więc, jeśli zachętę do wibrogimnastyki potraktowałeś z przymrużeniem oka.
Na tę okazję, kontynuując wątek, oto jest artykuł, który ukazał się w
1974 roku w rosyjskim piśmie „Tiechnika mołodioży” -„W 1952 roku na Igrzyskach w Helsinkach w jednej z dyscyplin jazdy
konnej srebrny medal zdobyła zawodniczka australijska, D. Chartel. Jakież było zdziwienie publiczności na wieść, że w dzieciństwie przeszła
chorobę Hainego-Medina i długi czas żyła totalnie sparaliżowana!
Przypadek D. Chartel podsunął lekarzom myśl leczenia skutków paraliżu przy pomocy jazdy konnej i drganiom, jakie jej towarzyszą. Doświadczenia przeprowadzone w NRD, Anglii, Szwecji i Holandii
pozwalają już w tej chwili mówić o pozytywnych wynikach.
Tak np. do jednej z klinik w RFN trafił dwunastoletni pacjent z poważnym naruszeniem koordynacji ruchowej. Chłopiec nie był w stanie
zrobić samodzielnie więcej niż pięć, sześć kroków. Tracił równowagę od
lekkiego pchnięcia. Jego mowa była niezrozumiała. Twarz bezustannie
drgała dygotała. Nawet lekarze i specjaliści gimnastyki leczniczej nie
wierzyli, by chłopiec kiedykolwiek wygrał ze swoją dolegliwością. Ale
(str. 11)
już po piętnastu lekcjach jazdy konnej, pacjent trzymał się na koniu bez
niczyjej pomocy. Po trzydziestu lekcjach mógł sam wykonać nieskomplikowane ćwiczenia gimnastyczne i schodzić z konia. Po pięćdziesięciu
lekcjach śmiało sunął na koniu galopem.
Specjaliści twierdzą, że jeśli nawet konna jazda nie usuwa całkowicie
skutków paraliżu, to bez wątpienia ma ogromny wpływ na doskonalenie
zdrowia i wzmacnianie kondycji fizycznej.”
Podczas jazdy konnej, ciało doświadcza zbliżonego mechanizmu, jak
przy wibrogimnastyce, tyle że w nieco mniej intensywnym wydaniu.
Biochemiczne i biofizyczne reakcje, jakie wtedy zachodzą, dla niektórych są wręcz wybawieniem:
„Drogi A.A. Mikulinie!
W okresie między 1966 a 1969 rokiem kilkakrotnie chorowałem na
zakrzepowe zapalenie żył. W 1969 roku po leczeniu szpitalnym zacząłem stosować proponowaną przez Pana wibrogimnastykę, kiedy choroba
jeszcze nie całkiem została wyleczona.
Po dwóch, trzech miesiącach stosowania ćwiczenia, przeszły wszelkie
ślady schorzenia. Od tego czasu, już prawie przez dwa lata nie miałem
zapalenia żył. Wydaje mi się, że proponowany przez Pana sposób rzeczywiście pomaga w zapobieganiu zakrzepowemu zapaleniu żył…”
Taki lis z rekomendacją dla wibrogimnastyki otrzymał Pan Mikulin,
autor wspomnianej wczoraj książki „Aktywna długowieczność”, od
uczonego nazwiskiem W.A. Ambarcumian.
Kto wie, ile dobrego tobie przyniesie najprostsze ćwiczenie pod Słońcem?
Jeśli cierpisz na kłopoty jelitowe, jak zaparcia, to prawdopodobnie
tutaj możesz się spodziewać uszczęśliwiających zmian. Szczególnie gdy
jednocześnie pijesz Błonnik Witalny:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 12)
5
Jak odblokować zawalony nos i zacząć żyć
Właśnie wziąłem łyk herbaty z jaśminem
i sobie coś uświadomiłem. Jeszcze parę
krótkich lat temu, o tej porze dnia, fizycznie nie byłem w stanie zaczerpnąć
powietrza przez nos.
Dziś mogę to zrobić i w pełni poczuć
woń świeżych kwiatów, które zerwałem
rano z ogrodu i wstawiłem do wazonu w
pokoju, z którego właśnie piszę.
Kiedy tylko najdzie mnie chwila na
przemyślenia i zdam sobie sprawę, jak bardzo odmieniło się moje
zdrowie, a wraz z nim życie, twarz jaśnieje mi radością.
Teraz tak jest. Czuję wielką wdzięczność połączoną ze szczęściem.
Jak powiadają, w zdrowym ciele zdrowy duch. Prawda. Szczera prawda.
Chciałem kontynuować wątek wibrogimnastyki i jej wpływu na twoje
ciało, a w szczególności krążenie krwi... ale pozwól, że wrócę do niej w
poniedziałek.
Dziś zmiana kursu. Pokażę ci ćwiczenie oddechowe, które daje ulgę
przy zatkanym nosie. Nie mam wątpliwości, że doceni je ten, kto cierpi
przez kłopoty z układem oddechowym.
Przy okazji: ponieważ zatoki i oddech niegdyś były moją największą
udręką, z przymusu testowałem różne metody na tę okoliczność -- mimo wielkiego sceptycyzmu. Wszystkie te metody porzuciłem... za wyjątkiem jednej, która zostanie ze mną do ostatniego tchu. Mówię
oczywiście o Metodzie Buteyko. Metodzie profesora nauk medycznych,
który swoje życie poświęcił na zgłębianie roli oddychania w doskonaleniu zdrowia. Zaufaj, kiedy to mówię: wszystkie inne metody są jak zawracanie kijem Wisły. Na nic.
(str. 13)
Obiecuję wracać do reguł i zasad Metody Buteyko jak najczęściej, bo
kładą kres wielu codziennym bolączkom. Dziś natomiast, jak już mówiłem, o ćwiczeniu na takie sytuacje, które wymagają nagłej ulgi. Szybkiego odetkania nawet najbardziej zawalonego nosa -- w mniej niż
minutę.
Nauczyłem się go na warsztatach z Metody Buteyko, których w Polsce jeszcze nigdy nie było. Jeśli będą, to jako pierwszy się o tym dowiesz.
W każdym razie, zanim przejdę do opisu ćwiczenia, najpierw pytanie:
DLACZEGO WŁAŚCIWIE
NOS SIĘ BLOKUJE?
Jeśli spojrzysz do podręczników fizjologii, znajdziesz zdjęcia nosa, z
którego ściągnięto całą skórę. Znajdziesz też przekroje, ukazujące, z
czego twój nos jest zrobiony.
I jednym z jego elementów jest specjalny rodzaj mięśni -- zwanych
mięśniami gładkimi. Różnią się one od innych mięśni, jak np. w twoich
nogach czy rękach.
Do tego, w twoim nosie jest coś, co ja nazywam „fabrykami śluzu”.
Są to gruczoły, które -- zgadłeś! -- produkują śluz.
Ok, i teraz. Gdyby dostać się do jamy nosowej i wyciągnąć trochę
tych mięśni gładkich, a następnie włożyć je do pojemnika o niskiej zawartości dwutlenku węgla (CO2) -- mięśnie te będą PUCHNĄĆ. Powiększą się kilkukrotnie w porównaniu do normalnego rozmiaru.
Przeczytaj to zdanie jeszcze raz: jeśli mięśnie gładkie (te, które masz w
nosie) znajdą się w środowisku o niskim poziomie CO2 -- wówczas
PĘCZNIEJĄ DO OLBRZYMICH ROZMIARÓW!
Jeśli masz zatkany nos tak, że nie da się go wydmuchać, to mięśnie
gładkie w twoim nosie właśnie się kilkukrotnie powiększyły i dlatego
zapychają przegrodę (lub przegrody) nosowe.
Oto fakt, który może odmienić twoje życie: mięśnie gładkie pęcznieją, gdy brakuje CO2.
A teraz -- co się dzieje, gdy umieścić je w pojemniku z wysokim poziomem CO2? Bingo: pomniejszają się do pierwotnych, małych rozmiarów... i twój nos znów jest wolny!
(str. 14)
Więcej: kiedy nasycisz ciało zbawiennym dwutlenkiem węgla, nie
tylko mięśnie gładkie maleją, ale maleje (lub całkowicie się zatrzymuje)
produkcja śluzu!
Innymi słowy: aby mieć odblokowany nos... aby oddychać swobodnie... musisz utrzymać właściwy poziom dwutlenku węgla w swoim ciele.
Ćwiczenie, którego mam zamiar cię nauczyć, na chwilę podnosi koncentrację dwutlenku węgla w okolicach nosa i uwalnia go, pozwalając ci
na swobodny oddech. Jeśli nie całkowicie, to przynajmniej częściowo.
Ale dzisiejsze wydanie Dziennika jest już dość długie. Nie planowałem tego. Pozwól więc, że dokończę jutro, w sobotę, zgoda? Dziękuję!
Tymczasem. Jesteś blisko Mapy Zdrowia -- złapałeś Pana Boga za
nogi. Mam więc nadzieję, że korzystasz z tej szansy i pijesz Błonnik Witalny? Teraz może wydawać ci się to nie do pomyślenia, ale kondycja
jelit ma wpływ na zatoki i układ oddechowy. Dlatego przynajmniej powinieneś dać mu szansę:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 15)
6
Ćwiczenie profesora
Buteyko na zatkany
nos
Jak wiesz, wczoraj nie zdążyłem pokazać, na czym polega ćwiczenie
odblokowujące nos. To dlatego, że zależało mi, byś wpierw zrozumiał,
dlaczego w ogóle się blokuje.
Dostałem też trochę wiadomości na skrzynkę odnośnie kłopotów z
oddychaniem. Na przykład Elżbieta napisała, że usunięto jej polipy nosowe, ale odrosły i nos znów się blokuje. Cóż, te i inne zmiany są reakcją obronną organizmu na tzw. „ukrytą hiperwentylację”.
Przechodziłem przez to. Szczęśliwie, stosunkowo wcześnie odkryłem
Metodę Buteyko.
Jeśli nadmierny śluz lub polipy lub jakikolwiek problem nosowy
traktujemy od zewnątrz, np. oczyszczaniem zabiegiem jala neti czy inhalacjami albo chirurgicznie, to w praktyce walczymy z objawami.
Przyczyna wciąż istnieje i zaciera ręce, by wkrótce znów zaatakować.
Dlatego u Elżbiety problem powrócił. Dlatego inhalacje pomagają tylko
czasowo. Dlatego wreszcie... trzeba usunąć przyczynę.
Przyczyną w tym wypadku jest nadmierna utrata dwutlenku węgla z
organizmu spowodowana zbyt intensywnym oddechem. A rozwiązaniem? Metoda Buteyko.
Obiecałem nauczyć cię dzisiaj ćwiczenia z zakresu tej Metody, które
pomaga naturalnie, w zgodzie z fizjologicznymi procesami, udrożnić
nos. I mam zamiar dotrzymać tej obietnicy najlepiej, jak potrafię.
(str. 16)
JAK ODBLOKOWAĆ NOS
-- NATURALNIE
Dla przypomnienia: twój nos się blokuje przez zbyt intensywne oddychanie. (Mechanizmy działania i szczegóły zostawiam na kiedy indziej.)
Kiedy tracisz nadmierną ilość dwutlenku węgla, zaogniają się naczynia krwionośne, dalej wydzielają się większe ilości śluzu, potem pęcznieją mięśnie gładkie i w efekcie oddychanie staje się coraz
trudniejsze... a przy reakcjach alergicznych nawet niemożliwe.
I to ćwiczenie cofa powyższy proces. Jest bardzo skuteczne, kiedy potrzeba nagłej ulgi w jak najkrótszym czasie.
Ok, do dzieła, mili państwo:
1. Usiądź prosto, ale nie sztywno. Mięśnie rozluźnione. Swobodnie i
wygodnie. Relaksacja i rozluźnienie odgrywają tu ważną rolę!
2. Weź mały wdech przez nos, jeśli to możliwe, i mały wydech -- też
przez nos. Jeśli jest tak zawalony, że nie dasz rady, wtedy nabierz powietrza przez kącik ust.
3. Będąc na wydechu, ściśnij nos kciukiem i palcem wskazującym
lewej lub prawej dłoni. W ten sposób wstrzymujesz oddech. (Usta cały
czas zamknięte.)
4. Trzymając nos ściśnięty, usta zamknięte, kiwaj głową w dół i w górę... w dół i w górę... w dół i w górę... na tyle długo, aż poczujesz dość
silną chęć zaczerpnięcia powietrza.
5. Kiedy zwolnisz nos, przestań kiwać głową i zaczerpnij powietrza
powoli i delikatnie: lekki wdech... i swobodny wydech. Lekki wdech... i
swobodny wydech.
6. BARDZO WAŻNE: Wszystko robisz przez nos, z zamkniętymi
ustami i nie nabierasz głębokiego oddechu -- nawet jeśli masz na to
wielką ochotę.
Już teraz powinieneś odczuć, że twój nos się odblokował. Mocno lub
lekko, w zależności od stopnia problemu. Po jednej takiej serii powinieneś uspokoić oddech, zanim zrobisz drugą -- zwykle nie zajmuje to
więcej niż 30 sekund.
Z każdą kolejną serią, twój nos będzie coraz bardziej uwolniony i coraz łatwiej będzie ci go wydmuchać, jeśli zatyka go wydzielina.
(str. 17)
Czasem będziesz musiał wykonać powyższą serię nawet 5 razy, zanim nos się całkowicie odblokuje. A czasem wystarczy jeden.
Jeśli wykonasz serię kilka razy, możesz poczuć ciepło w ciele albo
mrowienie w nogach i dłoniach spowodowane rozszerzeniem naczyń
krwionośnych. (To bardzo, bardzo przyjemne!)
Informacja: powyższe ćwiczenie nie jest Metodą Buteyko. To tylko
jej niewielka część, która mimo to przynosi wielką ulgę. Mam nadzieję,
że będzie ci służyło!
Pytania? Jeśli czegoś nie rozumiesz, napisz -- pomogę w miarę dostępnego czasu.
Swoją drogą. Czy zauważyłeś, że kiedy masz zatkany nos i np. przejdziesz się kawałek, wejdziesz po schodach, przebiegniesz -- nagle, ni
stąd i owąd, nos się na moment odblokowuje? To dlatego, że pracują
mięśnie. A pracujące mięśnie produkują dwutlenek węgla. I on jest
sprawcą wielu cudów. Wstrzymując oddech podczas opisanego ćwiczenia, twoje ciało zatrzymuje w sobie na tę chwilę dwutlenek węgla, dzięki któremu twoje przegrody nosowe się uwalniają.
Cóż. To by było na tyle, jeśli chodzi o ćwiczenie odblokowujące nos!
Mam nadzieję, że je wypróbujesz i powiadomisz o swoich efektach.
Przy okazji. Kiedy nasycasz ciało dwutlenkiem węgla, wówczas następuje tzw. Efekt Bohra. Dwutlenek węgla pomaga odczepić się cząsteczkom tlenu od przenoszącej je hemoglobiny... a następnie tlen ten
dociera do komórek twojego ciała.
I kiedy jelita nasycą się odpowiednią ilością tlenu, na przestrzeni kilku tygodni ustępują popularne dolegliwości układu trawiennego, jak
np. zaparcia. Ale do tego potrzeba opanować Metodę Buteyko w pełnym zakresie. Natomiast jeśli wolisz poprawę w łatwiejszy sposób, to
Błonnik Witalny jest jak manna z nieba. Są osoby, u których rozprawia
się z zaparciami w trzy tygodnie. Są i takie, co w tydzień zaznają wielkiej ulgi:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 18)
7
Jak natlenić ciało
i tryskać wigorem
Uff, ale miałem zarobiony weekend.
W sobotę wykręciłem do leśniczego i zamówiłem kawałek lasu do
wycięcia -- na opał. Wziąłem siekierkę, piłę Stihla, paliwo, olej, przebrałem się w ciuchy robocze i pojechałem z bratem na pół dnia do lasu.
Było ze 30 stopni. Słońce dawało po twarzy, nawet wśród drzew.
Przeniosłem chyba z 50 grubaśnych bali i ze 100 mniejszych. Na koniec
byłem spocony jak maratończyk po 52 kilometrach.
Dlaczego o tym piszę?
PONIEWAŻ NIE DA SIĘ OSIĄGNĄĆ
PERFEKCYJNEGO ZDROWIA BEZ
WYSIŁKU FIZYCZNEGO
Uwielbiam wysiłek fizyczny. Po pierwsze dlatego, że pracujące mięśnie produkują mnóstwo dwutlenku węgla. Zwiększona jego ilość powoduje, że tlen z łatwością oddziela się od hemoglobiny, która go
przenosi, a następnie napełnia prawie 100 bilionów komórek mojego
ciała. Efekt: komórki dostają potrzebnej energii. Przestrzenie międzykomórkowy oczyszczają się ze szlamu. Wzmacnia się serce...
(str. 19)
Po drugie dlatego, że wydziela się pot. Efekt: skóra „wypluwa” toksyny, oczyszczając moje ciało od wewnątrz. Metabolizm wskakuje na
wysokie obroty. Topnieje zbędny tłuszcz... i ma miejsce cała seria innych korzyści.
Według profesora Buteyko (tak, tego od Metody Buteyko), wysiłek
fizyczny jest najprostszym i najlepszym sposobem na to, aby natlenić
całe ciało, a zatem najlepszym sposobem, żeby zapewnić sobie wigor i
perfekcyjne zdrowie do sędziwego wieku:
„Cały przewlekły ból, cierpienie i choroby są spowodowane przez
hipokapnię -- brak tlenu
na poziomie komórkowym.”
~Arthur C. Guyton,
Podręcznik Fizjologii Medycznej
Książka Guytona to najbardziej popularny podręcznik o fizjologii
człowieka, jaki kiedykolwiek napisano. Autor mocno podkreśla kluczową rolę tlenu.
I posłuchaj tego:
Ponieważ praktykuję Metodę Buteyko już jakiś czas, na drugi dzień
po tak ogromnym wysiłku w lesie... prawie w ogóle nie miałem zakwasów -- w przeciwieństwie do mojego brata, który do dziś mi marudzi, że
umiera. (Hi-hi, na szczęście zakwasy są niegroźne.)
Widzisz, i ja i mój brat przeszliśmy praktycznie ten sam wysiłek. A
jednak: on dostał zakwasów, ja nie. To oznacza, że komórki jego mięśni
nie dostały tyle tlenu, co komórki moich mięśni.
Przez błędy związane z oddechem, jakie popełniał, organizm mojego
brata tracił więcej dwutlenku węgla niż produkował. U mnie było na
odwrót: produkowałem więcej dwutlenku węgla niż traciłem przez to,
że non stop oddychałem zgodnie z regułami K.P. Buteyko.
To prowadzi mnie do kolejnego wniosku: wysiłek fizyczny należy
dopasować do swojej kondycji. I jeśli chcesz go w wprowadzić w swoje
życie, koniecznie musisz skonsultować się z lekarzem. On ci powie, od
czego możesz zacząć. Prawdopodobnie będzie to spacer. (Może z kijkami? Jak biegam wieczorem, to widzę ich coraz więcej.) Najpierw
krótki, dość wolny. Potem dłuższy i szybszy. Powiem ci skrycie: będzie
to jedna z najlepszych rzeczy, jakie dla siebie zrobisz.
(str. 20)
Dzięki temu, twój metabolizm nieco przyspieszy, być może zaczniesz
się lekko pocić... rozpocznie się oczyszczanie organizmu przez skórę z
toksyn...
Oczyszczanie organizmu będzie jednym z pierwszych procesów, jakie
się uruchomią po wprowadzeniu wysiłku fizycznego i zwiększonej podaży tlenu. Bądź pewien: jest to pierwszy i niezbędny krok do tężyzny
fizycznej, wigoru i energii. Aby zacząć przyjmować to, co dodaje zdrowia, trzeba wpierw wyrzucić to, co je odbiera.
W tym znakomity jest Błonnik Witalny. Wymiata to, co okrada cię ze
zdrowia, startując od jelit. Wierz lub nie, ale są ludzie, którzy mają
jeszcze w sobie schabowego (a raczej jego „przetworzoną formę”) z
Wielkanocy. Ktoś taki powinien pić szklankę tego błonnika przed śniadaniem:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 21)
8
Dlaczego budowlańcy
są tak wybitnie zdrowi
Z góry przepraszam.
Za co? Za to, że będę dziś bardzo bezpośredni. Ale wolę pokazywać
rzeczywistość taką, jaka jest, niż mydlić oczy bajkami.
Otóż mam kolegę w wieku pięćdziesięciu paru lat. To dobry człowiek. Szczery, prosty i przez wszystkich lubiany... pomimo swej ułomności: codziennie jest wcięty jak meserszmit.
Pierwsze, co robi rano: wychyla butelkę piwa. W sumie wciągnie, ja
wiem, może z 10 albo i 15 butelek. Codziennie. Jego organizm dostroił
się do procentów na tyle, że nawet po dziesięciu butelkach nie widzę,
czy jest wstawiony czy trzeźwy.
Co jeszcze: pali niemiłosiernie. Paczka dziennie to standard. Żyje o
wodzie i chlebie -- czasem ktoś go zaprosi na ziemniaki ze schabowym
po pracy. (Jak mówiłem, to dobry człowiek i wszyscy go lubią.) Gdy go
zapytasz o suplementy, odpowie: „Suple...co??” Innymi słowy, nie dba
o zdrowie. W ogóle o siebie nie dba. (Pozwól, że tu już oszczędzę szczegółów.)
Znam Akra, bo tak ma na imię, już przynajmniej pięć lat. Widuję go
niemal codziennie. I pewnego razu zdałem sobie sprawę, że on wcale
nie choruje! Nawet w zimę!
Zapytałem go kiedyś, tak z czystej ciekawości: — Arek, kiedy ty
ostatnio byłeś u lekarza?
— Ostatnio? H** wie. Nie, czekaj. Pamiętam jedną sytuację, jak w
dziewięćdziesiątym którymś zeskoczyłem z rusztowania i coś mnie łupło w kostce i chłopaki mnie zawieźli do przychodni i (...).
Widzisz, Arek jest budowlańcem. Od samego rana do wieczora jest w
ruchu, najczęściej na świeżym powietrzu. I ten fakt, mój Drogi Czytelniku, jest kluczem do jego wybitnej wytrzymałości i tężyzny fizycznej.
(str. 22)
Ruch, jak już wczoraj pisałem, natlenia twoje ciało na najgłębszym
możliwym poziomie: poziomie komórkowym. To tu skrywa się źródło
długowieczności, wolności od chorób, spokoju umysłu, wysokiej odporności.
Pod warunkiem, że w parze z ruchem -- aktywnością fizyczną -- idzie
odpowiednie oddychanie. To znaczy takie oddychanie, które jest zgodne z fizjologią człowieka.
Arek, nie wiedzieć czemu, przestrzega jednej z najważniejszych reguł
w praktyce zdrowego oddechu: mianowicie oddycha przez nos -- niemal zawsze, nawet jak się lekko zmęczy.
Bingo, drodzy państwo. Oddychanie przez nos to pierwszy krok w
stronę natlenienia organizmu -- i tężyzny fizycznej. Jest to również naczelna reguła Metody Buteyko.
Jeśli wydałbyś 6,000 polskich złotych i usiadł przed szkoleniowcem
Metody, jedną z pierwszych rzeczy, jaką by poruszył... to absolutny zakaz oddychania przez usta. Odkrywca metody, profesor Konstantin Buteyko, zawsze powtarzał:
„POWINIENEŚ ODDYCHAĆ PRZEZ USTA
TAK CZĘSTO, JAK JESZ PRZEZ NOS.”
~K.P. Buteyko
A co jeśli jesteś tak zdyszany, że trudno nabierać powietrza przez
nos? Wtedy powinieneś zwolnić tempo! Odpocząć. Ustabilizować oddech. Jeśli tego nie zrobisz, w ciągu 15 minut twoje komórki będą na
głodzie tlenowym. To -- jak już wiesz z wczorajszego cytatu -- jest
główną przyczyną chorób i dolegliwości.
Jak wspomniałem, przykład Arka na tyle mnie zaciekawił, że podpatrzyłem jego oddech. Byłem pozytywnie zaskoczony, że robi to tylko
przez nos. I jestem przekonany: w ruchu i w oddechu przez nos skrywają się korzenie jego wybitnego zdrowia i wytrzymałości.
Ponieważ tak też było u mnie. Największe zmiany nastąpiły, gdy zacząłem się ruszać i właściwie oddychać.
Podobną rzecz widzę prawie u wszystkich budowlańców. Każdy, kto
się rusza przez osiem godzin dziennie, jest naprawdę zdrowy. Nie spotkałem odstępstwa od tej reguły, choć na pewno są -- nie twierdzę, że
nie.
(str. 23)
Ale czy to nie fascynujące? Tak niewiele wystarczy, by wzmocnić
zdrowie. Tylko dwie rzeczy: ruch i oddech. Lecz dzisiaj, w 21 wieku, w
erze przetworzonego jedzenia, dodałbym jeszcze jeden element... równie ważny element: błonnik pokarmowy.
Nie da się przecenić znaczenia kondycji jelit w roli doskonalenia
zdrowia. To w końcu stąd rozprowadzane są składniki budulcowe komórek -- paliwo, które napędza pojazd, jakim jest twój organizm. Dlatego obok ruchu i oddechu, powinieneś dbać o czystość jelit poprzez
wypijanie 20 minut przed śniadaniem szklanki z Błonnikiem Witalnym:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 24)
9
ZDROWA ZAGADKA: Co nie pasuje na
tym obrazku?
No, jak uważasz? Coś tu ewidentnie nie pasuje. Potrafisz wyłapać, co??
Hmm, spójrzmy razem. Może murzynka po lewej. Spięta jak agrafka.
Tak zmęczona, że aż nie ma siły unieść powiek centymetr do góry. Ledwie dyszy przez usta. Ee, tu wszystko w porządku. Biegnie, więc wygląda jak wypluta. Idziemy dalej.
Biała po środku. W sumie... to samo, co czarna. Może tylko mniej
spięta. Jak gacie w szpagacie. Idziemy dalej.
Czarnoskóra amerykanka. Właściwie, to nawet znam jej nazwisko.
To lekkoatletka Sanya Richard-Ross, złota i brązowa medalistka w biegu na 400 metrów oraz dwukrotna mistrzyni olimpijska w sztafecie 4 x
400 metrów.
(str. 25)
Popatrz na nią. Czym się różni od dwóch zawodniczek obok?
Owszem, patrzy przed siebie. Ale nie to jest najważniejsze. Co jeszcze?
O właśnie:
BIEGNIE SPRINTEM
Z ZAMKNIĘTYMI USTAMI!
Opanowana. Spokojna, a jednocześnie doładowana energią. Pewna
siebie. Jedynie lekko zmęczona. Dopiero jakby zaczynała biec.
Podobnie jak wybitnie zdrowy Arek (o którym było wczoraj, pamiętasz?), tak i Sanya oddycha wyłącznie przez nos. Nawet przy mecie w
biegu na prawie pół kilometra... SPRINTEM! I osiąga światowe wyniki.
Widzisz, Sanya od lat oddycha Metodą Buteyko. (Oo, teraz zaczynasz
zwracać uwagę na tę metodę, co?) Jednym z jej zastosowań jest sport.
Fakt, że potrafi oddychać przez nos przy tak ogromnym wysiłku, oznacza jedno: ma wyjątkowo dobrze natleniony organizm.
Jest jeden powód, dlaczego wspominam o tej lekkoatletce i pokazuję
jej zdjęcie podczas biegu: aby zachęcić cię do wyzwania...
Od dziś przez miesiąc oddychaj tylko przez nos. Obserwuj oddech.
Pilnuj, aby był spokojny. Nawet jeśli wchodzisz po schodach na pierwszej piętro. Albo przekopujesz ogródek. To jest bardzo lekki i przyjemny wysiłek, przy którym z łatwością można utrzymać oddech przez nos.
Wierz lub nie, ale dla wielu ludzi samo to, że porzucili oddychanie
przez usta, okazało się wielkim doładowaniem zdrowia: większa energia, większe opanowanie, lepszy sen, a nawet krótszy sen. (Prywatnie
śpię po 5-6 godzin dziennie i to mi wystarcza. Teraz celuję w 4.)
Oczywiście, Metoda Buteyko nie polega wyłącznie na tym, że oddychasz przez nos. Jednak stanowi to bazę pod dalsze zmiany w stylu życia i oddychaniu. Od tego zaczynasz. I ponieważ nie ma tu
przeciwwskazań, to namawiam: spróbuj.
Nie bez powodu Stwórca dał ci maleńkie otworki do oddychania i
duży otwór do jedzenia. Oddech przez usta prowadzi do hiperwentylacji, zbyt dużej utraty zbawiennego CO2, a to do uruchomienia biochemicznych procesów degenerujących zdrowie.
Nie bez powodu też Stwórca obdarował ludzkość zbawiennymi darami – takimi jak Błonnik Witalny. A jednak, wielu ludzi zignoruje fakt,
że ma go tuż pod nosem… oraz to, jak bardzo rewitalizuje przewód pokarmowy, uwalniając od jelitowych bolączek:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 26)
10
Jak Moda na sukces
rozleniwia twoje jelita
Obwiniaj Erica Forrestera i Sally Spectra z „Mody na sukces” za swoje
leniwe jelita. „Oglądanie seriali z wątkami trzymającymi w napięciu
może powodować przejadanie się”, mówi nowe badanie z Uniwersytetu
w Północnej Kalifornii.
Podczas gdy proste seriale jak „Świat Według Bundych” nie prowadzą do bezmyślnego mlaskania przed telewizorem, to już seriale z bardziej złożoną fabułą, historią i postaciami sprawiają, że masz ochotę na
więcej kalorii, według wspomnianego badania.
Innymi słowy: im bardziej emocjonalnie angażujesz się w to, co
oglądasz, tym bardziej masz ochotę na jedzenie.
Czemu tak? Według naukowców dlatego, że niespodziewane zachowania postaci, ciągłe zwroty akcji, zaskakujące zdrady... drażnią i rozpraszają.
Oraz:
(str. 27)
„Aby nadążyć za skomplikowaną i długą fabułą, osoba musi się
znacznie bardziej koncentrować, niż w przypadku prostej -- a co za tym
idzie, potrzebuje więcej energii, którą dostarcza zwykle w postaci słodkich przekąsek”, donosi współautorka badania, dr Elizabeth Lyons z
Uniwersytetu w Teksasie.
„Ponieważ umysł widza jest stale zajęty licznymi romansami, rozstaniami, kłótniami, skandalami między rodzinami Forresterów i Spectra,
widz nawet nie zauważa, ile chipsów, czekolady i ciastek pakuje do
ust,” mówi raport z badania.
Cóż, mój drogi Czytelniku. Nie wiem, czy oglądasz „Modę na sukces”
i kojarzysz wspomniane rodziny. Nie wiem, czy oglądasz „Pierwszą Miłość” na Polsacie. Albo „Hotel 52”. Albo „M jak miłość”. Albo „Świat
według Bundych”...
Wiem natomiast dwie rzeczy.
Po pierwsze: jeślibyś poszedł do dobrego dietetyka, przepytałby cię,
aby odkryć twoje nawyki. Jednym z pytań byłoby: „Czy jada pan / pani
prze telewizorem?” Wiedzą bowiem, jak bardzo nawyk ten rozleniwia i
zapycha twoje jelita.
Po drugie: jeśli już musisz coś jeść przed TV, wybierz takie przekąski,
które są jednocześnie smaczne... a przy okazji bogate w błonnik pokarmowy, który potrafi „rozruszać” jelita i doładować twoje zdrowie.
Albo prościej, szybciej i łatwiej -- pij co rano, 20 minut przed śniadaniem, szklankę Błonnika Witalnego:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 28)
11
Obłęd!
Co myślisz o wczorajszym pomyśle? Tym aby odzwyczaić się od wcinania przekąsek albo nawet posiłków przed TV?
Hmm? Mówisz, że ciężko? Czuję twój ból aż za dobrze. Zaczęło się od
serialu „Tajemnice Smallville”. (Chyba nikt nie podejrzewał mnie o
„Modę na sukces”?)
Miałem fioła na punkcie losów Clarka Kenta i Lois Lane. Widziałem
wszystkie odcinki. I do każdego musiałem wrzucić coś na ząb. Chipsy.
Rogaliki. Serniki. Makowce. Paluszki. Orzeszki. Wrrr.
Nawyk wszedł mi w krew. Ale seriale to nic. Wkrótce zacząłem oglądać całe filmy wciąż pakując coś do buzi. Sprawa nieco wymknęła się
spod kontroli. Kończyłem jeść, jak na filmie wyskakiwały białe napisy.
Powinienem skończyć w 10 minut, a jadłem przez godzinę.
Takie bombardowanie układu trawiennego wywołuje stres fizjologiczny, który prowadzi do negatywnych reakcji biochemicznych. Rezultat: ospałość, lenistwo, zaparcia, cholesterol.
Obłęd.
Musiałem zatrzymać to szaleństwo. Hurra! Dziś jem tam, gdzie TV
jest poza zasięgiem mojego wzroku. I jest mi z tym dobrze.
(Podczas filmu jem już tylko w kinie. Przy okazji, kto jest z okolic Poznania i nie ma co robić w Sobotę?? Będę wieczorem pod Kinepolis
przy Krzywoustego!)
Ale wracając do tematu.
Kiedy skupiasz pełną uwagę na tym, co jesz (nie na tym, że Majka
zdradziła Pawła, a Ferdek znów podbiera babce rentę!), dzieją się dwie
wspaniałe rzeczy. Po pierwsze, posiłki smakują inaczej. Nierozproszona
uwaga powoduje, że lepiej wyczuwasz pełną gamę smaków swoich potraw -- tzw. niebo w gębie.
Po drugie, kiedy w pełni oddajesz się posiłkowi, prawdopodobnie lepiej przegryzasz każdy kęs. A jeśli nie, to powinieneś.
(str. 29)
Bo zgadnij co?
TWÓJ ŻOŁĄDEK NIE MA ZĘBÓW!
Potem te resztki, co nie zdążyły się do końca strawić, zagrzewają sobie miejscówkę w zakolach twoich jelit i gniją tak tygodniami. I wydzielają toksyny do krwiobiegu. A te rozchodzą się po ciele: do twojego
mózgu, serca, nerek, narządów rozrodczych.
Na szczęście, masz prywatnych ochroniarzy, którzy wypędzają je z
jelit na czas. To ziarna babki płesznik i łuski babki jajowatej. Prawdopodobnie najbogatsze źródła błonnika pokarmowego, jakie dała nam
Matka Natura. Ich kompozycja znana jest pod kryptonimem -- Błonnik
Witalny:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 30)
12
Gdy chleb upada mi
na ziemię, podnoszę go
i jem
„Skąd się wziął w tym kraju taki strach przed zarazkami? Te niekończące się medialne historie na temat najnowszych infekcji?
„Wszyscy łatwo wpadają w panikę i szorują to, pryskają tamto, bez
przerwy myją ręce... wszystko żeby tylko uniknąć jakiegoś kontaktu z
zarazkami.
„To jest śmiechu warte i osiąga absurdalne rozmiary.
„Poza tym, od czego ma się układ odpornościowy?? Od zabijania zarazków! Ale potrzebuje on wprawy: potrzebuje zarazków, na których
może się wzmacniać!
„Więc słuchaj. Jeśli zabijesz wszystkie zarazki dookoła i będziesz żyć
w całkowitej czystości, to kiedy przyjdą zarazki, twój organizm nie będzie na nie przygotowany.
„I pomijając zwyczajne zarazki... co zrobisz, kiedy nadejdzie wirus
większego kalibru, który zmieni twoje zdrowe narządy w płynne
gó**o!? Powiem ci, co się stanie. Zachorujesz i twoje zdrowie będzie
pod wielkim znakiem zapytania -- przez to, że masz słaby układ odpornościowy!
„Teraz, pozwól, że opowiem ci prawdziwą historię o uodparnianiu,
ok? Kiedy byłem małym chłopcem w Nowym Jorku, w latach czterdziestych, pływałem z kumplami w Hudson River. I było w niej pełno surowych ścieków! Pływaliśmy w surowych ściekach. No wiesz, tak żeby
się ochłodzić!
„W tamtych czasach największy strach siała choroba Polio. Tysiące
dzieciaków umierało każdego roku. Ale wiesz co? W mojej okolicy nikt
nie zachorował! Nikt! Nigdy! Czemu? Bo pływaliśmy w surowych ście(str. 31)
kach! To wzmocniło nasz układ immunologiczny. Polio nigdy nie miało
szans. Byliśmy jeden po drugim zahartowani jak wiking!
„Więc osobiście nigdy nie zwracam uwagi na zarazki. Nie chowam
się przed kaszlącymi i kichającymi, nie wycieram telefonu, nie przykrywam sedesu, a...
„GDY CHLEB UPADA MI NA ZIEMIĘ,
TO GO PODNOSZĘ I JEM!
„Zjadam go! Tak właśnie robię. I wiesz co? Mimo tych wszystkich tak
zwanych ryzykownych sytuacji, nigdy nie łapię infekcji. Nie dostaję
dreszczy, grypy, bólu głowy, nerwicy żołądka. Czemu? Bo mam dobry,
mocny system odpornościowy, który jest całkiem nieźle wyćwiczony!
„Kiedy moje krwinki są na patrolu, przeczesując strumienie krwi, w
poszukiwaniu obcych i innych niepożądanych i jeśli znajdą jakiekolwiek podejrzanie wyglądające zarazki -- JAKIEKOLWIEK! -- to się nie
wałkonią, tylko je wymiatają prosto do mojego jelita. Do jelita!”
Pewnie spostrzegłeś, że to nie są moje słowa. W rzeczywistości to
fragment wystąpienia George’a Carlina, znanego amerykańskiego aktora i komika.
Przepisałem go, ponieważ prywatnie mocno podzielam poglądy tego
człowieka. Oczywiście, nie twierdzę, żeby od razu jeść chleb z podłogi.
Ale fakt jest faktem: ludzki organizm potrzebuje hartowania.
Zgadnij dlaczego przez całą zimę (tak, przez całą zimę!) nie noszę
czapki? Żeby się nie przeziębić. I odkąd nie noszę czapki, nie łapię
przeziębień na zimę ani o żadnej innej porze roku. Mój organizm się
zahartował. Podczas gdy innych przewiewa lekki wiaterek, na mnie
może dmuchać wichura i nic mi się nie stanie.
Organizm człowieka jest samowystarczalny, jeśli nie ograniczymy
mu możliwości do zahartowania się.
Skaleczysz się -- wydziela odpowiednie substancje, które zamkną ranę strupem, aby mógł ją uleczyć.
Zaczniesz biec -- przyspiesza pracę serca, aby mięśnie dostały więcej
krwi, tlenu i substancji odżywczych i mogły pracować na podwyższonych obrotach.
Wpuścisz zarazki -- aktywuje arsenał immunologiczny, który je wyłapuje, niszczy i wysyła do jelit, skąd lądują w toalecie.
(str. 32)
Nie ma tu żadnej filozofii, a cały mechanizm jest prosty jak abecadło.
Ale możesz pójść o krok dalej: możesz wzmocnić jelita, aby jeszcze
sprawniej... szybciej... i skuteczniej ewakuowały zarazki do WC, prawie
codziennie -- pijąc przed śniadaniem szklankę Błonnika Witalnego:
www.BlonnikWitalny.pl
Nie tylko poczujesz się lepiej, nie tylko poczujesz się lżej, ale będziesz
zdrowszy i silniejszy, bo czystszy od środka.
(str. 33)
13
Psiakość, ale mnie
zalało!
Aj, aj, aj. Ulewy. Można się było spodziewać. Tyle czasu grzało, że w
końcu Natura musiała kiedyś zadbać o równowagę i zesłać na ziemię
trochę deszczu.
Tylko cholibka, żeby od razu aż tyle?
Przez to się u mnie porobiło. Zalało mi wgłębienie na ogródku. Musiałem to wypompować pompką, którą poratował mnie mój sąsiad
(najlepszy sąsiad na świecie).
Ale ulewa nie zmartwiła mnie jakoś specjalnie. Potraktowałem ją i
„odwadnianie” ogródka jako...
HARTOWANIE MOJEGO ORGANIZMU!
Właśnie tak. A w jaki sposób? Bardzo prosty: chodzenie boso. Spędziłem jakieś pół godziny chodząc po zalanym ogródku na boso, w
krótkich spodenkach.
Jest to naturalny sposób regulowania zdrowia i hartowania ciała.
Stymuluje zakończenia nerwowe, których na stopach jest mnóstwo (jakieś 72,000), a co za tym idzie -- migiem następuje przyjemne orzeźwienie. Jeśli pochodzisz po trawie i piasku wieczorem, przed pójściem
spać, to nie gwarantuję, że uda ci się szybko zasnąć. Jak mówiłem, ten
naturalny zabieg hartujący pobudza. Stąd zaleca się go wykonywać o
poranku albo w południe.
A skąd w ogóle wpływ chodzenia boso na zdrowie?
Ciało ma tendencję do gromadzenia dodatniego ładunku elektrycznego, podczas gdy Ziemia ma ładunek lekko ujemny. I teraz, kiedy ciało doznaje fizycznego kontaktu z Ziemią, Ziemia dostarcza
nieograniczone źródło swobodnych elektronów, które wyrównują ładunek w ciele, gasząc wszelkie stany zapalne i regulując pracę układu
nerwowego oraz mięśni.
(str. 34)
Ponadto badania naukowe wskazują, że taki zabieg łagodzi skutki
uboczne stresu, redukuje rozmaite bóle i zwiększa odporność.
Całkiem fajne korzyści, biorąc pod uwagę, że nic a nic za nie nie płacisz!
Chodzenie boso jako sposób hartowania zaproponował pod koniec
XIX wieku niemiecki ksiądz, Sebastian Kneipp. To on wysunął piękne
higieniczne hasła. Jedno z nich brzmiało...
„KAŻDY KROK BOSO DODAJE MINUTĘ ŻYCIA.”
~ks. Sebastian Kneipp
Naprawdę piękne, a przy okazji ile w tym prawdy.
Dzisiaj w niektórych sanatoriach w Niemczech, Austrii czy Finlandii
szeroko stosuje się chodzenie boso po ścieżkach „kontrastowych”, których poszczególne odcinki są różnie nagrzane -- od zimnych przez letnie po gorące.
To dlatego, że traktowanie organizmu na zmianę ciepłem i zimnem
po prostu hartuje -- wzmacnia zdrowie i odporność. Szczególnie w
przypadku stóp. Dzisiaj bowiem praktycznie stale przegrzewamy stopy,
zamykając je w idealnie szczelne obuwia z syntetycznych materiałów.
I zmiana tego stanu poprzez nieodgradzanie własnego ciała od Matki
Ziemi (czyli po prostu chodzenie boso) przynosi błogie uczucie rozluźnienia zarówno całego ciała, jak i psychiki.
Podobnie błogie uczucie przynosi uwolnienie jelit od zalegających
mas kałowych. Również tutaj Matka Natura działa najlepiej -- tym razem w roli Błonnika Witalnego z botanicznego ogrodu Eden:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 35)
14
Hartujący wpływ
zimna na zdrowie
człowieka
Szczęście, że wczoraj chmury już tak mocno nie sikały. Nie wiem, czy
chciałoby mi się drugi raz odwadniać ogródek!
Poza tym, zaczynam tęsknić za Słońcem. Mecze, które grałem dzień
w dzień po 90 minut na boisku, niesamowicie mnie orzeźwiały. Oczywiście, przez całe dwie połowy -- mimo że biegałem jak Forrest Gump - to cały czas miałem usta zamknięte.
Wbrew temu, co niektórzy podejrzewają, naprawdę oddycham tylko
przez nos. Wierz lub nie, ale fakt ten jest jedną z głównych przyczyn
mojego zdrowia i żołnierskiej wytrzymałości psycho-fizycznej. Drugą
najważniejszą przyczyną jest ...ekhm, zdradzę na koniec tego wydania
Dziennika!
Teraz do rzeczy. W tym tygodniu mówimy o hartowaniu, czyż nie?
Spójrzmy zatem, jak ZIMNO wpływa na zdrowie. (Punkty pochodzą z
artykułów G.P. Małachowa.)
1. WPŁYW AKTYWIZUJĄCY. Jeśli oblejesz się chłodną wodą,
natychmiast poczujesz orzeźwienie. Jakbyś obudził się ze snu w 3 sekundy. Takie oziębienie może osiągnąć zadziwiający efekt, zarówno w
leczeniu, jak i w ogólnej poprawie zdrowia i duchowym samodoskonaleniu.
2. WPŁYW NA UKŁAD KRWIONOŚNY. W czasie nagłego zadziałania zimnem, naczynia skóry gwałtowanie się kurczą i wytłaczają z
niej krew do wnętrza organizmu. To ćwiczy i wzmacnia system naczyniowy i kapilarny. Odżywienie kapilar sprawia, że twoja narządy wewnętrzne i sama skóra stają się zdrowsze.
3. LIKWIDACJA ZASTOJÓW. Woda jest niezastąpiona w przemianie materii. Wszystkie procesy życiowe w twoim organizmie prze(str. 36)
biegają w różnych roztworach wodnych i przy bezpośrednim udziale
wody. Procesy życiowe to stałe krążenie płynów między komórkami i
wewnątrz nich. Gdy w organizmie krążenie płynów działa prawidłowo,
jest uregulowane, wszystko jest w porządku. Wystarczy zakłócić cyrkulację płynów i człowiek zaczyna niedomagać. Oblewanie, kąpanie się,
kąpiele w chłodnej i zimnej wodzie -- pomagają uregulować przepływ
płynów w komórkach i między komórkami, likwidują zjawiska zastoinowe.
4. ZDROWSZE SERCE. Pod wpływem zimna, nie tylko zmienia
się ilość skurczów serduszka, ale i charakter uderzeń. Dobrze wykonane zabiegi wodne likwidują arytmię lub znacznie poprawiają rytm
skurczów serca.
5. MOCNIEJSZE MIĘŚNIE. Wiadomo od dawna, że prawidłowo
stosowane wodolecznictwo zwiększa siłę mięśni. Zmęczony organizm
wspaniale regeneruje zdolność do pracy po zastosowaniu zimnych zabiegów. Zimno bowiem wywołuje sprężenie, aktywizuje organizm.
Człowiek czuje się po tym świeższy i zdolniejszy do każdej pracy.
Ponadto, wodolecznictwo korzystnie wpływa na układ nerwowy, na
przemianę materii, na funkcję wydalniczą organizmu, na regulowanie
ogólnego ładunku organizmu.
Jednakże, słowo uwagi. Osoby bardzo chorowite, z już osłabionym
układem odpornościowym bądź poważnymi chorobami sercowymi,
muszą skonsultować się ze swoim rodzinnym lekarzem, zanim zaczną
stosować zimną wodę do wzmacniania zdrowia. Bowiem zbyt łatwo
wtedy się po prostu przeziębić. Zatem jeszcze raz: zanim zaczniesz się
oblewać zimną wodą, zapytaj lekarza, czy nie widzi przeciwwskazań.
Hmm, to by było dziś na tyle!
Kończąc, jak mówiłem, największy wpływ na mój powrót do zdrowia
i jego utrzymanie miały dwie rzeczy. Pierwsza to zmiana sposobu oddychania (Metodą Buteyko) oraz drugi, który miałem zdradzić na koniec tego listu. A więc zdradzam: troska o zdrowie jelit.
Tak jest, bo to centrum wigoru, tężyzny fizycznej, żywotności. Stąd
właśnie rozchodzą się po całym ciele witaminy, minerały, pierwiastki
śladowe i inne składniki odżywcze.
Osobiście dbam o nie na dwa sposoby. Po pierwsze, nie zapycham
ich śmieciowym jedzeniem. Po drugie, piję co rano szklankę Błonnika
Witalnego, który pilnuje, aby przejście masy kałowej nie trwało dłużej
niż 36 godzin:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 37)
15
Rześkość i siła do
sędziwego wieku
Pora dokończyć nasze tematy w tym tygodniu: hartowanie dla zdrowia
i wytrzymałości.
Pewien mądry Czytelnik mojego Dziennika (pozdrowienia, Leszku!)
zwrócił uwagę, że hartowanie zimną wodą najlepsze jest w parze z ciepłą. Wyczuł mnie, bo właśnie o tym dziś chciałem.
JAK PRZEPLATANIE ZIMNA Z CIEPŁEM
POMAGA ZACHOWAĆ RZEŚKOŚĆ i SIŁĘ
DO SĘDZIWEGO WIEKU
Przede wszystkim, oblewanie się ciepłą i zimną wodą wywołuje stres.
Ale korzystny stres. Aktywuje siły obronne i wzmacnia organizm. Powoduje pozytywny wstrząs, odświeża i pobudza. Tego typu wstrząs fizjologiczny niezbędny jest dla starszych osób. Stymuluje on szereg
procesów metabolicznych, dzięki czemu łatwiej zachować rześkość i
siłę do późnego.
Ale skąd w ogóle tak obiecujące korzyści z tak prostego zabiegu hartującego?
Cóż, oddziaływanie na zmianę ciepłem i zimnem na skórę oznacza:
a) oddziaływanie na największy narząd ludzkiego organizmu. Powłoka
skórna to około półtora metra kwadratowego tkanki, 20% całkowitej
wagi człowieka...
b) wzmacnianie naturalnej osłony. Skóra bezpośrednio wchodzi w
kontakt z otaczającym środowiskiem. Chroni naczynia krwionośne,
nerwy, gruczoły, narządy wewnętrzne przed uszkodzeniami i drobnoustrojami -- niszczy wiele bakterii, dzięki substancji zwanej lizozym...
c) oddziaływanie na funkcję oddechową i wydalniczą. Skóra oddycha, a to znaczy, że pomaga płucom. Przez nią jest wydalana woda, co
odciąża pracę nerek. Krótko mówiąc: uwalnia od zanieczyszczeń...
(str. 38)
d) efekt kosmetyczny. Ciepłe i zimne oblewanie wodą wzmaga przepływ krwi, usprawniając naczynia krwionośne przylegające do skóry.
W wyniku tego staje się ona nie tylko ładniejsza, ale i poprawiają się jej
właściwości fizjologiczne.
Paniom pewnie ostatni punkt się podoba najbardziej!
W każdym razie, jeśli możesz i zdecydujesz się na zabieg hartujący
na przemian zimną i ciepłą wodą, zawsze kończ zimną lub chociaż letnią. Zimna woda zamyka naczynia krwionośne, pobudza i wzmacnia.
To wydanie Dziennika zakończę słowami ojca medycyny, Hipokratesa.
„Aby wyleczyć się i być zdrowym, trzeba
czerpać siłę życiową, która znajduje się
w Przyrodzie. Dlatego należy zwrócić się do
naturalnych metod leczenia, na przykład
do wodolecznictwa.” ~Hipokrates
Stąd też, w ślad za słowami Hipokratesa, skierowuję cię po Błonnik
Witalny -- bioaktywne ziarenka, których źródłem siły jest sama Przyroda, niczym nieskażona Matka Natura:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 39)
16
10 charakterystyk
najzdrowszych ludzi
na planecie
Jeśli uczyć się doskonalenia zdrowia, to tylko od najzdrowszych ludzi
na planecie! O tym w niniejszym Dzienniku:
Doktor Weston Price był amerykańskim lekarzem dentystą, sławnym ze względu na teorię wpływu odżywiania na zdrowie zębów oraz
zdrowie w ogólności.
Price zauważył, że dieta pełna cukru, mąki i olejów roślinnych prowadzi do schorzeń zębów oraz deformacji w obrębie jamy ustnej, twarzy i czaszki.
Chcąc to udowodnić, wyruszył z żoną w liczącą ponad 150 tys. kilometrów podróż po świecie w poszukiwaniu przyczyn powstawania
próchnicy zębów. Znalazł jednak coś dużo bardziej wspaniałego -- spotkał ludzi cieszących się idealnym zdrowiem.
JAKICH ODKRYĆ DOKONAŁ DOKTOR PRICE?
1. Zauważył, że stan uzębienia odpowiadał ogólnemu stanowi zdrowia danego osobnika.
2. W społecznościach żyjących w tradycyjny sposób, które miały dostęp do lekarzy mogących dokonać badań i zweryfikować te informacje,
nie zanotowano przypadków raka, artretyzmu, reumatyzmu, szkorbutu, krzywicy i wielu innych powszechnych ówcześnie schorzeń.
3. W niektórych ze zbadanych grup ludzi odżywiających się tradycyjnie, normalne było posiadanie doskonałego wzroku, pozwalającego
wychwycenie gwiazd uważanych dotąd za widoczne wyłącznie przez
teleskop. Australijscy Aborygeni potrafili oglądać nie tylko słabo widoczne gwiazdy, ale również śledzić i opisywać ruch zwierząt z odległości ponad półtora kilometra.
(str. 40)
4. Ludzi żyjących w tradycyjny sposób wyróżniał wysoki wzrost (182228 cm), niespotykana siła i hart. Mogli przemierzać oszałamiające odległości w górzystym terenie obciążeni bagażem o ciężarze 90-130 kilogramów, nawet w podeszłym wieku. Aktywność fizyczna zajmowała
centralne miejsce w ich życiu.
5. Szczegóły ich tradycyjnej diety objęte były ścisłą tajemnicą i traktowane jako informacje mające kluczowe znaczenie dla przetrwania
grupy. Zdradzano je dopiero po wielu namowach.
6. W tradycyjnych społecznościach nie praktykowano szczotkowania
zębów, a mimo to próchnica nie była obecna.
7. W tradycyjnych społecznościach nie występowała gruźlica, która
trapiła pozostałą część świata i była przyczyną niezliczonej liczby zgonów. Gdy tradycyjne grupy zaczynały stosować nowoczesną dietę, w
ślad za tym następowała epidemia gruźlicy, której niemal w stu procentach przypadków towarzyszyła próchnica zębów.
8. W społecznościach stosujących tradycyjną dietę nie występowała
przestępczość. Ogólne poczucie szczęśliwości, harmonii i szczodrobliwości tych ludzi, wcześniej zauważane przez innych badaczy, także zostały potwierdzone przez doktora Price’a.
9. Analizy wykonane przez doktora Price’a wykazały, że w diecie tradycyjnej było obecne:
a) od czterech do sześciu razy więcej witamin rozpuszczalnych w
wodzie (witaminy B i C),
b) wapnia i magnezu,
c) sześć do dziesięciu razy więcej witamin rozpuszczalnych w
tłuszczach (witaminy A, D i E)
d) oraz trzy do sześciu razy więcej błonnika pokarmowego.
10. Po wprowadzeniu do jadłospisu swoich pacjentów pożywienia
zbliżonego do tego, jakim odżywiano się tradycyjnie, doktor Price obserwował gwałtowną poprawę ich zdrowia.
Cóż, błonnik jest tradycyjnym pożywieniem dla zdrowia twoich jelit.
Ale tylko jeśli pochodzi z pożywienia ALBO w formie, w jakiej stworzyła go Matka Natura -- czyli pod postacią Błonnika Witalnego:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 41)
17
Jedz to, żyj 800
dni dłużej
Wyobraź sobie: dwa razy w tygodniu skonsumujesz pewien mały posiłek i masz życie dłuższe o przeszło dwa lata...
Cóż, nie musisz sobie tego wyobrażać. Taka jest rzeczywistość, w dodatku poparta badaniami naukowymi!
WPŁYW RYB NA ZDROWIE
Ryby, ryby -- dobre dla zdrowia. Wszyscy już to słyszeli. Lecz tego
faktu prawdopodobnie nie znałeś: jedzenie ryb może realnie przedłużyć twoje życie o 2,2 lat, czyli jakieś 800 dni! Fajnie, hmm? A największą niespodzianką jest to, jak niewiele musisz ich zjeść, aby dodać sobie
lat, według badania przeprowadzonego przez naukowców Harwardu.
Ryba jest bogata w kwasy Omega-3. Właśnie one chronią przed
schorzeniami serca, ogniskowaniem się stanów zapalnych, chorobą Alzheimera, depresją i wieloma innymi bolączkami 21 wieku.
We wspomnianym badaniu wzięło udział 2700 mężczyzn i kobiet w
wieku 65 i więcej. Badanie trwało 16 lat do czasu, aż ochotnicy zmarli.
Naukowcy uzyskali akta zgonu i inną dokumentację medyczną, przedstawiającą przyczyny śmierci. Następnie poddali je szczegółowej analizie, uwzględniając różne czynniki ryzyka (dane demograficzne, wiek,
styl życia, itp.)
Co odkryli: osoby z najwyższym poziomem Omega-3 we krwi żyli
średnio 2,2 lata dłużej od tych, których poziom kwasów we krwi był
najniższy. Oceniono, że ryzyko śmierci z powodu chorób sercowych u
tych pierwszych było aż 35% mniejsze.
Ryby są bardzo bogatym źródłem Omega-3, ale nie są jedynym -można je dostarczyć organizmowi np. z orzechów, soi czy wołowiny.
Najlepsze: według naukowców Harwardu, już mniej więcej 400 mg
kwasów wystarcza, aby wykorzystać ich wpływ na serce i układ krwio(str. 42)
nośny człowieka -- i mniej więcej tyle znajduje się w dwóch porcjach
ryb na tydzień, np. w łososiu, sardynkach albo tuńczyku. To naprawdę
niewiele, biorąc pod uwagę zbawienny wpływ na zdrowie, czyż nie?
A oto skąd tak wspaniały wpływ z konsumpcji ryb bądź suplementów
bogatych w kwasy Omega-3: są pogromcami cholesterolu, jednego z
trzech największych zabójców ludzkiej populacji. Zatem! Co powiesz na
porcję rybki dziś na obiad?
Co mówisz? Nie mieszkasz nad morzem i nie masz dostępu do świeżych ryb? Albo z jakichś powodów nie znosisz posmaku tranu?
Dobra wiadomość: równie silnym pogromcą cholesterolu okazuje się
bezsmakowy Błonnik Witalny, który możesz przyrządzić np. w swoim
ulubionym soku lub koktajlu domowej roboty:
www.BlonnikWitalny.pl
52-letni Jan z miejscowości Marki nie mógł uwierzyć, jak zobaczył
wyniki swoich badań, przedstawiające poziom cholesterolu przed i po!
(str. 43)
18
Moje 9 reguł
błogiego snu
Ahh, dobry, głęboki sen. Wszyscy go pragną, a nikt nie dostaje. Chyba
nie przesadzę, jeśli powiem, że bezsenność to epidemia XXI wieku,
szczególnie dla osób po 50tce.
Zgadnij co? Zamierzam położyć jej kres! Dzisiaj, tutaj, teraz. Ponieważ jeśli chcesz ŻYĆ... jeśli chcesz być zdrowy, mieć energię, czuć się
pobudzony, skoncentrowany -- musisz przespać całą noc. To jest warunek niepodlegający negocjacjom.
Odważę się nawet powiedzieć więcej:
„NAPRAW” SWÓJ SEN, A MNÓSTWO
TYPOWYCH KŁOPOTÓW WYPARUJE!
Nauka dowiodła, że bez odpowiedniego snu, twoja czujność, umiejętność rozwiązywania problemów, czas reakcji, koncentracja, a nawet
iloraz inteligencji spadają jak samolot po ostrzale.
Człowiek bez snu przez 21 godzin funkcjonuje równie niezdarnie pod
wpływem alkoholu -- jak przepity!
Tak wyglądają fakty.
A tak wygląda mój sen: Śpię nieprzerwanie 5, maksymalnie 6 godzin
dziennie. Obecnie mój organizm więcej nie potrzebuje. Kładę się na
lewym boku i budzę się na lewym boku. Sen jest na tyle spokojny, że
nawet ręce mam rano tak samo ułożone, jak przed zaśnięciem.
Prawie zawsze budzę się orzeźwiony i wypoczęty. Rano moje ciało
domaga się ruchu, dzięki temu, że sen był głęboki. Tak więc nie mam
kłopotu, aby wyrwać się z objęć Morfeusza.
Zawdzięczam to długoletniej pracy nad sobą, ale też regułom, jakie
przestrzegam -- oto 9 ważniejszych ...
(str. 44)
1. Nigdy nie zasypiam na plecach. To najgorsza pozycja ze wszystkich. Prowadzi do hiperwentylacji, a ta do niedotlenienia tkanek i mózgu, w wyniku czego organizm nie jest zdolny do głębokiego,
pokrzepiającego snu. Według K.P. Buteyko najlepiej spać na brzuchu
bądź lewym boku. Prywatnie najwygodniej mi na lewym boku i tak
właśnie śpię.
2. Upewniam się, że podczas snu, oddycham przez nos. Był okres, że
oddychałem przez usta i to była przyczyna moich trudności ze snem.
Przez mniej więcej dwa miesiące zaklejałem usta delikatną taśmą. Dziś
naturalnie oddycham przez nos bez taśmy. (Oddychanie przez nos
podczas snu to koronny warunek dobrego snu!)
3. Nie jem nic minimum trzy godziny przed snem.
4. Staram się zapewnić dopływ świeżego powietrza do sypialni, uchylając okno oraz w miarę chłodną temperaturę. Przegrzewanie organizmu wywołuje niekorzystne zmiany fizjologiczne -- manifestują się np.
poprzez zwiększone tętno.
5. Wieczorem spaceruję lub biegam. To pomaga „zrzucić” zebrany
ładunek (smog elektryczny) i odświeżyć ciało. Efekt podobny, jak spanie pod namiotem na łonie natury -- działa orzeźwiająco i śpi się lepiej,
bo ciało jest „podłączone” do Matki Ziemi, co oznacza, że ładunek ciała
jest wyrównany prawie lub całkowicie do zera. Zjawisko znane jako
UZIEMIENIE.
6. Przed snem wykonuję proste ćwiczenie relaksacyjne, rozluźniając
główne mięśnie mojego ciała. (Na przemian napinam i rozluźniam po 2
razy daną partię mięśni.)
7. Nie piję kawy po 17:00.
8. Nie zabieram spraw biznesowych ani prywatnych do łóżka. Jeśli
trudno jest ci uciszyć myśli, wtedy oddaj się muzyce. Szczególnie pomaga barokowa, ponieważ reaguje na nią serce, zwalniając do zdrowego rytmu 60 uderzeń na minutę. (60 uderzeń na minutę odpowiada
muzyce w rytmie largo.)
9. Kładę się spać tylko wtedy, gdy czuję się zmęczony, nigdy wcześniej. Finito.
Dodałbym jeszcze jedną regułę: czyste jelita, dające poczucie lekkości. Normalnie jem posiłki bogate w błonnik -- „paliwo”, które napędza
ich pracę. I to wystarcza. Natomiast gdy mam gorszy tydzień, robię
koktajl z owoców i dodaję miarkę Błonnika Witalnego:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 45)
Śpij jak aniołek.
(str. 46)
19
ZDJĘCIE – jak wygląda twój mózg, gdy
oddychasz przez usta
Kontynuując wczorajsze. Mówiłem, że najgorsze, co może być w czasie
snu, to oddychanie przez usta. Skutkuje „ukrytą” hiperwentylacją, a ta
niedotlenieniem mózgu i całego ciała.
Niedotlenione ciało nie ma prawa porządnie odpocząć, ani się rozluźnić, ponieważ występuje wtedy deficyt dwutlenku węgla -- naturalnego środka rozluźniająco-uspokajającego. (Przy okazji: zauważyłeś, że
osoba w nerwach zawsze ma ciężki oddech? Właśnie on jest sprawcą
podenerwowania! I na odwrót: najbardziej opanowane osoby mają tak
lekki oddech, że aż niedostrzegalny. Ale o tym kiedy indziej.)
Tymczasem spójrzmy, co się dzieje, gdy podczas snu oddychasz
przez usta:
1. Zbyt duża ilość zbawiennego dwutlenku węgla opuszcza płuca, a
zatem jego poziom w pęcherzykach płucnych natychmiast spada.
2. Po 1-2 minutach spada jego poziom również we krwi ze względu
na nieustające krążenie.
3. Po 3-5 minutach, z powodu dyfuzji dwutlenku węgla, większość
komórek ciała (w tym serca, nerek, wątroby, trzustki, żołądka, mięśni i
innych narządów) doznaje jego obniżonej koncentracji.
4. Po 15-20 minutach, poziom dwutlenku węgla w płynie mózgowordzeniowym także spada za sprawą wolniejszego stopnia dyfuzji (bariera mózg-krew).
Krótko mówiąc, wystarczy 20 minut, aby poziom dwutlenku węgla w
mózgu spadł poniżej normy.
Teraz -- Jak dowodzi efekt Bohra i Vertigo, zbyt niski poziom dwutlenku węgla utrudnia oddzielanie się tlenu od przenoszącej go hemo(str. 47)
globiny. To oznacza, że mimo iż krew nasycona jest tlenem, to niestety
nie może się od niej oderwać i dostać do komórek.
Rezultat? Hipoksja, a po polsku -- niedotlenienie:
Oto skan mózgu w technologii Pozytonowej Tomografii Emisyjnej.
Po lewej osoba oddycha spokojnie i przez nos. Czerwone plamy oznaczają największe natlenienie. Po prawej osoba oddycha przez usta, nabierając większe oddechy niż zwykle. Według podanej skali, nadmierny
oddech przez usta spowodował 40% obniżenie poziomu tlenu.
Taki wpływ oddychania przez usta na natlenienie mózgu opisuje
wiele podręczników medycznych, np. autorstwa Starlinga i Evansa z
1968 albo w „Podręczniku Fizjologii” profesora Santiago i Edelmana z
1986 roku.
Oczywiście ochotnicy, którzy przystali na badanie, oddychali przez
usta znacznie intensywniej niż podczas snu. Lecz tu i tu zachodzi identyczne zjawisko, tyle że w różnym stopniu.
Podsumowując ...
JEŚLI W CZASIE SNU ODDYCHASZ PRZEZ USTA,
TWÓJ MÓZG I CIAŁO SĄ NIEDOTLENIONE!
Można temu zaradzić na dwa sposoby. Pierwszy: jeśli nie istnieją
przeciwwskazania (np. uszkodzenie barku), śpij na lewym boku. Według setek pomiarów profesora K.P. Buteyko, ta pozycja najlepiej pomaga uniknąć hiperwentylacji i oddychaniu przez usta. Nie do końca
wiadomo dlaczego.
(str. 48)
Drugi: jeśli rodzinny lekarz nie widzi przeciwwskazań, zaklej usta delikatną taśmą ortopedyczną. Internista James Oliver z Wielkiej Brytanii poprowadził 6 lat temu prezentację dla „British Thoracic Society”
na temat bezpieczeństwa zaklejania ust taśmą w oparciu o doświadczenie z tysiącami pacjentów w Rosji i na zachodzie. Wnioski końcowe:
nie zaobserwowano żadnych zagrożeń. Ale mimo wszystko, konsultacja
z rodzinnym lekarzem wskazana.
Oddychanie przez nos w czasie snu zwiększa poziom natlenienia
mózgu i całego ciała, a co za tym idzie -- zapewnia smaczny sen.
Według K.P. Buteyko, badacza ludzkiego układu oddechowego, oddech przez usta to nie jedyny „pożeracz” życiodajnego tlenu. Innym jest
opóźniona eliminacja masy kałowej. Przyczynia się bowiem do ukrytej
hiperwentylacji poprzez długotrwałe zanieczyszczenie krwiobiegu toksynami, które są wynikiem procesów gnilnych w jelitach.
Zdrowe jelita wysyłają „na tron” codziennie lub co drugi dzień. Ich
pracę reguluje właściwa flora bakteryjna i odpowiednia ilość błonnika
w pożywieniu. Jeśli nie w pożywieniu -- to pod postacią wygodnego suplementu:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 49)
20
8 ekstra korzyści
oddechu przez nos
Szczerze liczę, że przywiązujesz już większą wagę do oddychania przez
nos zawsze wtedy, gdy możesz -- a więc praktycznie wtedy, gdy nie wysilasz się fizycznie.
Każdego dnia obserwuję ludzi, czy to na ulicach, czy w miejscach publicznych. 20 do 40% spośród nich oddycha przez usta, choć z łatwością mogliby przez nos. Zjawisko to jest szczególnie widoczne u dzieci.
Nie dobrze!
Bowiem oddech przez nos nie tylko utrzymuje odpowiedni poziom
tlenu w organizmie -- niesie wiele więcej dobrodziejstw dla twojego
zdrowia:
1. Ociepla powietrze do 35 stopni Celsjusza, optymalnej temperatury
dla ludzkich płuc.
2. Nawilża powietrze. Ponieważ średnio człowiek robi 20,000 oddechów dziennie oddychając nosem, to organizm tą drogą przyjmuje nawet jeden litr wody.
3. Zapobiega gromadzeniu się nadmiernych zanieczyszczeń w przestrzeni wokół ucha wewnętrznego.
4. Powoduje uwalnianie antybakteryjnych cząsteczek, pomagających
oczyścić wdychane powietrze, a tym samym zwiększyć działanie układu
odpornościowego.
5. Oddychanie przez nos zwiększa drożność dróg oddechowych, podczas gdy oddychanie przez usta je zamyka. Wyjaśniłem to w wydaniu
Dziennika z 13 czerwca.
6. Redukuje lęk, niepokój i podenerwowanie, ponieważ większa ilość
dwutlenku węgla we krwi działa na organizm rozluźniająco.
7. Aktywuje produkcję immunoglobuliny, zwiększając siłę układ odpornościowy.
(str. 50)
Oddychanie przez fajnie podsumował Robert C. Fulford, pionier
medycyny naturalnej, mówiąc tak. „Pamiętaj: zawsze staraj się oddychać przez nos, nie przez usta, ponieważ powietrze musi mieć kontakt z
nerwami węchowymi celem stymulacji twojego mózgu i wprawienia go
w naturalny rytm, tzw. fale alfa. Stąd -- jeśli nie oddychasz przez nos, w
pewnym sensie jesteś jedynie na wpół żywy.”
I oczywiście, ósma -- główna korzyść oddychania przez nos:
8.Filtruje powietrze dzięki obecności cienkiej warstwy śluzu i drobnych włosków. Wychwytuje 95-99% cząstek kurzu, bakterii, wirusów i
innych nieproszonych gości, panoszących się w powietrzu z zamiarem
włamania się do twojego ciała i oskubania go ze zdrowia.
Nabierając powietrze przez usta, droga powietrza jest krótsza, szersza i znacznie prostsza. Tu bakterie, wirusy i kurz nie mają żadnej bariery do pokonania: bez trudu wchodzą do pęcherzyków płucnych, a
stąd prosto do krwiobiegu, wywołując biochemiczny stres, ponieważ
niezwykle szybko (za sprawą cyrkulacji) docierają do narządów.
Podobny proces zachodzi od strony jelit, jeśli nie są wystarczająco
aktywne. Przez nadżerki, czyli uszkodzone ściany, do krwi przedostają
się alergeny pokarmowe i metale ciężkie.
Dzięki lekkiemu, bezsmakowemu kleikowi, który pojawia się po zalaniu go wodą, Błonnik Witalny sprawia, że do krwiobiegu przechodzą
tylko witaminy, minerały, pierwiastki śladowe i sole mineralne -- żywiciele komórek twojego ciała:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 51)
21
Śmieszne odkrycie
dodające zdrowia
Polak, Rusek i Niemiec kłócą się kto ma największego king-konga w
kraju. Niemiec mówi:
- Jak nasz king-kong podniesie ręce, to ma wieżowce pod pachami.
Rusek mówi:
- Jak nasz king-kong podniesie ręce to ma 2 planety w rękach.
Polak na to:
- Rusek, a te planety były ciepłe?
- Tak – odpowiada Rusek.
- To były jaja naszego king-konga! – mówi Polak
Śmiech dla duszy jest tym samym, co tlen dla płuc. Potrzebujemy go,
by żyć. Potrzebujemy go, by być zdrowi. Nawet jeśli ma być wymuszony:
W pewnym badaniu wzięło udział 170 osób. Wszyscy wykonywali
stresującą pracę, trzymając jednocześnie w ustach pałeczki do ryżu -wywołało to na ich twarzach grymas uśmiechu. Okazało się, że taki
uśmiech zmniejszył u badanych częstotliwość uderzeń serca. Wynik był
taki sam dla dwóch różnych zadań.
Uczeni z Uniwersytetu stanowego Kansas odkryli, że nawet sztuczny
uśmiech pomaga lepiej znosić trudne chwile.
Ponadto śmiech jest potężnym antidotum na fizyczny ból i emocjonalne przygnębienie. Nic szybciej nie przywraca równowagi między
ciałem a umysłem:
>> ODPRĘŻA. Energiczny śmiech uwalnia od fizycznego napięcia.
Już kilka minut wystarcza, aby organizm pozostał rozluźniony przez
trzy kwadranse.
(str. 52)
>> WZMACNIA UKŁAD ODPORNOŚCIOWY. Ponieważ obniża produkcję hormonu stresu, jednocześnie stymulując produkcję
przeciwciał do walki z infekcjami, w efekcie zwiększa odporność na
choroby.
>> POPRAWIA POZIOM CUKRU WE KRWI. W badaniu
wzięło udział 19 osób z cukrzycą. Po posiłku, grupa obejrzała nużący
wykład. Następnego dnia, grupa zjadła ten sam posiłek, lecz tym razem
obejrzała komedię. Po seansie u wszystkich badanych odnotowano niższy poziom cukru we krwi w porównaniu do poziomu po wykładzie.
Jupi!
>> USZCZĘŚLIWIA. Pobudza produkcję endorfin -- naturalnych
hormonów sprawiających, że człowiek czuje się lepiej -- ma lepsze samopoczucie, odczuwa lekkość na sercu, spokój ducha.
W dodatku do tego, śmiech jest okropnie zaraźliwy. Spróbuj się nie
uśmiechnąć, gdy ktoś patrzy ci w oczy i się życzliwie śmieje. Powodzenia!
Stąd też łączy ludzi, pomaga przełamać lody, w rezultacie wzmacnia
poczucie zadowolenia z życia, ponieważ człowiek to istota społeczna.
Jeśli jest wśród bliskich i przyjaciół, czuje się bezpieczny i szczęśliwy.
Realizuje wtedy jedną ze najbardziej podstawowych potrzeb: potrzebę
przynależności.
Lecz śmiech jest nie tylko wybawieniem od smutku i emocjonalnego
bólu. Dodaje ci odwagi. Wiary w siebie. Sprawia, że bez względu na sytuację, czujesz się nieco lepiej, zachowujesz nieco więcej optymizmu.
Przyciąga do ciebie ludzi, bo promieniujesz otwartością.
Słowem -- poprawia komfort życia.
Prywatnie nigdy nie byłem zbyt rozmowny, ani też nie śmiałem się
jakoś specjalnie wśród ludzi. Dziś ponoszę tego potworne konsekwencje: NIE ZNAM PRAWIE ŻADNYCH DOWCIPÓW! ;-) Ale nadrabiam
straty, jak widziałeś u góry!
Kończąc, śmiech ma podobny wpływ, co fizyczne ćwiczenia. W praktyce... śmiech jest fizycznym ćwiczeniem, bowiem wzmaga ruch dolnej
części tułowia. Wywołuje gwałtowne i „szarpane” skurcze mięśni brzucha. Dzięki temu stanowi lekki masaż narządów wewnętrznych, szczególnie jelit. Tym samym pobudza ich pracę -- podobnie jak Błonnik
Witalny:
www.BlonnikWitalny.pl
No to uśmiech i do przodu!
(str. 53)
22
Jak ugotować jaja –
dla zdrowia i smaku
Brak pomysłu, czym się jutro smacznie obudzić? Właśnie unieważniłem twój problem! Oto sprawdzony sposób na zdrowo i smacznie ugotowane jaja...
Przede wszystkim sprawdź, dla własnego dobra, czy w ogóle są świeże -- w końcu różnie jest, szczególnie gdy kupujesz w spożywczaku. Oto
prosty sposób: zanurz jaja w zimnej wodzie. Toną na dno? Mniam, są
dobre. Wypływają na powierzchnię? Kopnął je czas -- nie jedz, kierunek kosz!
Prawda, że proste?
Ok, czas zakasać rękawy i przystąpić do uwarzenia (czy nie tak kiedy
mówiono na „ugotowanie”?). Aby móc policzyć właściwy czas gotowania jaj, najpierw zagotuj wodę.
Gotuje się? Dobrze. Teraz zmniejsz ogień palnika, aby woda nie bulgotała, a jedynie lekko drgała. Włóż jaja, włącz minutnik.
I tak:
>> po 3,5 do 4 minutach białko będzie ścięte dość mocno, a żółtko
dopiero zacznie się ścinać,
>> po 4,5 do 5,5 minutach białko będzie ścięte całkowicie, a żółtko w
połowie. Moje ulubione, z aksamitnym żółtkiem... mmm-mmm, pycha!
>> po 6 do 8 minutach otrzymamy już jajko na twardo.
Czas może się wahać w zależności od wielkości jaj i ich temperatury
przed włożeniem do garnka z gorącą wodą.
Aby ułatwić sobie obieranie, pozwól niech jaja ostygną do zimna. Z
ciepłych skorupka trudniej schodzi.
Ponadto, jeśli lubisz jaja solidnie ugotowane, nie przekraczaj 9 minut. Gotowane dłużej tracą smak, a ich konsystencja robi się gumowata
(str. 54)
-- niespecjalnie pobudza apetyt! W dodatku dłuższy czas narusza strukturę białka, co może powodować reakcje alergiczne po konsumpcji.
Jeszcze jedna sprawa: z czym jeść, a z czym nie jeść jaj, żeby żołądek
się nie zbuntował? Zasadniczo reguły diety rozdzielnej mówią, by nie
łączyć białka ze skrobią. Jest to najgorsze z możliwych połączeń, a mimo to najbardziej popularne -- np. jaja z chlebkiem.
Przy takim połączeniu, białko i skrobia nasiąkają w jamie ustnej zasadowym enzymem i kiedy tak strawiony wstępnie pokarm dostaje się
do żołądka, zostaje dalej poddawany działaniu enzymów trawiących
skrobię, przez co białko z jaj praktycznie nie ulega strawieniu, a co za
tym idzie -- organizm nie przyswaja ich składników odżywczych.
Pamiętaj o tym. Prywatnie jem jaja bez żadnych dodatków. Jeśli nie
trenujesz kulturystyki, w zupełności wystarczą jako osobny posiłek.
Zdrowiej niedojeść niż się przejeść.
W samym gotowaniu co prawda nie ma filozofii, ale mógłbym się założyć, że nieraz miałeś apetyt na jaja na pół miękko, a wyszły twarde!
Albo chciałeś zjeść twarde, a wyszły za miękkie! Widzisz, problem z
głowy. :-)
Na moim talerzu dość często goszczą jaja. Powinienem się martwić
cholesterolem? Teoretycznie powinienem. Ale w praktyce nie. Tak się
miło złożyło, że mój wujek ma na swoim gospodarstwie kury -- uwaga - zielononóżki!
Też chichotałem na tę śmieszną nazwę. To taka polska kura z podwóra. Rasa popularna w latach powojennych z uwagi na łatwość hodowli. Kury tej rasy znoszą jaja z małą zawartością cholesterolu. Są
zdrowsze dla serca. Smakosze jaj, których męczy miażdżyca, powinni
skakać z radości!
Lecz niestety, mało które gospodarstwo je dziś hoduje. Znoszą mniej
jaj niż konkurencyjne rasy. O wiele mniej. A zatem są mniej opłacalne.
A zatem mniej spotykane. A zatem lipa.
Jak mówiłem, mam to szczęście, że mój wuj hoduje je w mamucich
ilościach. Mogę jeść, ile dusza zapragnie! I zapomnieć o zmartwieniach
o cholesterol.
Tak samo ten, kto pije Błonnik Witalny. Już wielokrotnie udowodnił,
że pomaga zbić poziom nawet do 150, przy którym człowiek promienieje zdrowiem -- wystarczy wypić szklankę zawsze przed śniadaniem. Są
tacy, co udostępnili wyniki badań na cholesterol po kuracji, spójrz:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 55)
23
Ty pytasz, ja
odpowiadam
Poczta głosowa: 39 nagranych wiadomości. Skrzynka e-mail: 162. Chyba czas w końcu odpowiedzieć na pytania moich bystrych Czytelników i
Czytelniczek!
Pozwolisz, że wybiorę często powtarzające się lub według mnie najważniejsze, jakie należy wziąć pod lupę.
Henryk pyta ...
>> Jak powinienem oddychać podczas lekkiego biegu lub
wysiłku fizycznego? Wdech i wydech przez nos, czy wdech
przez nos, a wydech przez usta?
ODPOWIEDŹ: profesor Konstantin Buteyko poświęcił więcej niż 60
lat na studiowaniu ludzkiego oddechu. Zawsze powtarzał, że przez usta
powinieneś oddychać tak często, jak jesz przez nos.
Nie dyskutuję z tym. Mamy dziesiątki badań klinicznych, potwierdzających zbawienny wpływ oddychania przez nos i eliminację oddechu przez usta. Ponadto, kiedy chodzi o sprawy oddychania i jego
wpływ na zdrowie, długowieczność, umysł, psychikę -- po całej kuli
ziemskiej nie stąpał człowiek tak doświadczony w tym zakresie, co Buteyko.
Wynikło to z pragnienia życia. Ponieważ miał wykształcenie medyczne, doskonale wiedział, że jego potężne nadciśnienie wkrótce zamknie mu powieki na wieczność.
Świadomość tego była punktem zwrotnym w życiu Buteyko i przełomem, ponieważ wtedy właśnie -- badając siebie i setki chorych -- odkrył wpływ oddechu na zdrowie. Wkrótce potem opracował metodę,
dziś znaną jako Metoda Buteyko.
A zatem, Henryku: zarówno wdech, jak i wydech, należy robić przez
nos. Owszem, różni guru od zdrowia namawiają do różnych technik.
(str. 56)
Lecz przerażająca większość tych technik ma się nijak do praw fizjologii
człowieka.
Dlaczego: oddychanie przez nos pomaga ciału wyprodukować i wykorzystać tlenek azotu, substancję o ogromnym znaczeniu dla zdrowia.
Organizm produkuje ją między innymi w jamie nosowej. Wdech i wydech przez nos zapewnia właściwą mieszankę powietrza, jaka potem
dociera do płuc.
Wydech przez usta tłumi formowanie się tej mieszanki, w efekcie
zmniejsza wykorzystanie tlenku azotu. Należy temu zapobiec, oddychając przez nos, ponieważ tlenek azotu:
1. Rozszerza naczynia krwionośne, tym samym ułatwia dopływ krwi
do tkanek i narządów. Działa podobnie, co dwutlenek węgla, czyli rozluźniająco.
2. Reguluje wiązanie i uwalnianie tlenu od hemoglobiny, umożliwiając jego cząsteczkom (tlenu) dotarcie do komórek.
3. Niszczy pasożyty, wirusy, komórki rakowe poprzez dezaktywację
ich enzymów łańcucha oddechowego w mitochondriach.
4. Hamuje powstawanie stanów zapalnych w naczyniach krwionośnych.
5. Uczestniczy w procesach neurotransmisyjnych: uczeniu się, zapamiętywaniu, spaniu, odporności na ból, innych.
Zatem, Henryku! Wdech i wydech przez nos. Lecz pamiętaj, że duży
wysiłek przy poważnych dolegliwościach (wysokie ciśnienie, nowotwór,
astma, miażdżyca, COPD itd.) może być niebezpieczny. Konsultuj z lekarzem, jaki stopień wysiłku będzie bezpieczny dla twojej kondycji. Jeśli wysiłek jest na tyle intensywny, że trudno ci oddychać tylko przez
nos, to znaczy, że czas zwolnić tempo.
Elżbieta pyta ...
>> Poleca pan często Błonnik Witalny. Czym się różni od
konkurencyjnych? Pytam, bo jest znacznie droższy.
ODPOWIEDŹ: tym się różni, że jest w stu procentach dziełem Matki
Natury. Dojrzewał w stymulujących promieniach Słońca, u zaufanego
plantatora, z którymi współpracuje Andrzej Prokopiuk, właściciel Mapy Zdrowia.
Inne błonniki, np. w formie tabletki, wychodzą spod medycznych
maszyn i powstają mechanicznie. Dla jelit są bardziej sztuczną formą -z tej przyczyny dość kiepsko tolerowane.
(str. 57)
Teoretycznie Błonnik Witalny to najdroższy błonnik na rynku. Lecz
praktycznie: najtańszy. Dzięki temu, że jest naturalny i nie wyjałowiony
z potrzebnych składników odżywczych, miesiąc kuracji Błonnikiem Witalnym robi więcej niż rok kuracji innym dostępnym w aptece:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 58)
24
Najkrótsza znana droga do długowieczności
Jest rok 2128. Mam 139 lat. Mój czas dobiega końca. Ponieważ też
chcesz doczekać sędziwego wieku w zdrowiu, pytasz starego mnie o
najszybszy, najprostszy, najmniej wysiłkowy sekret długowieczności,
jaki mógłbym ci zdradzić, zanim zejdę z areny życia.
Leniwym gestem prawej ręki pokazuję, byś się do mnie zbliżył i lekko skulił. To może być moje ostatnie tchnienie, dlatego chcę, żebyś
mnie wyraźnie zrozumiał.
Nadstawiasz ucho i słyszysz, jak mówię:
„Zdejmij buty, wyjdź na trawę, spaceruj
pół godziny. Rób tak codziennie.”
Właśnie te 11 słów bym ci wyszeptał, gdybyś chciał usłyszeć najszybszy sposób na to, by poczuć się lepiej, wyregulować zdrowie, żyć dłużej.
Chodzenie boso w swoim ogrodzie, po plaży, po trawie w parku, na
betonie, gołej ziemi lub wszędzie na otwartej przestrzeni -- może odmienić twoje życie.
Ludzie reagują zwykle zaskoczeniem i zachwytem:
„Czuję się o wiele lepiej.”
„Nie wiem, co to jest, ale coś zmieniło się na lepsze.”
Pomijając fakt, że przebywając na dworze płynące z nieba promienie
Słońca ofiarują ci witaminę D, to przede wszystkim czerpiesz przeciwzapalną energię od Matki Ziemi -- pierwotną i największą postać zielonej energii niezbędną dla wigoru i wybornego samopoczucia.
Energia ta jest dostępna za darmo. O każdej porze dnia i nocy. Nie
trzeba jej pompować do ciała, jak np. benzynę do auta. To nie tabletka.
To nie mikstura. To nie maść. To po prostu coś, co jest w ziemi, na
ziemi i pochodzi z ziemi tuż pod twoimi stopami. Zawsze tam było i
zawsze będzie. Możesz czerpać z tego, ile zechcesz. Bez ograniczeń.
(str. 59)
Wpływ jest tak doniosły, ponieważ podeszwy stóp mają więcej zakończeń nerwowych na centymetr kwadratowy niż jakakolwiek inna
część ciała. To miejsce, gdzie w akupunkturze znajduje się punkt K1 z
połączeniami, które na wskroś przenikają całe ciało. Stopy są zatem
największym punktem styku zbierającym wolne elektrony i naturalną
energię Ziemi.
Chodząc po wilgotnej trawie (wilgoć lepiej równoważy ładunek twojego ciała z ładunkiem Ziemi) lub innej przewodzącej powierzchni już
po pół godzinie odczujesz wyczuwalną zmianę. Po tym czasie pojawiają
się pozytywne zmiany fizjologiczne w organizmie.
Efekt chodzenia boso po Ziemi tłumaczy zjawisko zwane uziemieniem. Fantastyczne jest w nim to, że jest tak proste i łatwe, daje tak
szybkie i ogromne rezultaty dla zdrowia.
James Oschman, ekspert w dziedzinie medycyny pól energetycznych, powiedział: „To, co najlepsze w uziemieniu, to element prostoty.
Brałem kiedyś udział w spotkaniu na wschodnim wybrzeżu, na które
jedna z moich koleżanek przyjechała z zachodniego. Czuła się zmęczona po podróży, co spowodowane było różnicą czasu. Powiedziałem, żeby zdjęła buty i skarpety i wyszła na zewnątrz pochodzić po trawie
przez kwadrans. Gdy wróciła, była całkowicie odmieniona. Jej zmęczenie wyparowało. Właśnie tak szybko działa uziemienie.
„Każdy może tego spróbować. Jeśli nie czujesz się dobrze z jakiegokolwiek powodu, po prostu przez kilka minut spróbuj nawiązać bosy
kontakt z Ziemią i sprawdź, co się stanie. Jeśli masz poważny problem
zdrowotny, skonsultuj się z lekarzem. Ale w przypadku zwykłych dolegliwości, problemów trawiennych lub z oddychaniem czy bólów mięśni, nic nie przynosi tak szybkiej ulgi jak uziemienie. Możesz dosłownie
poczuć jak ból odpływa z twojego ciała w chwili, gdy dotkniesz Ziemi.”
Taka jest moc natury. I dlatego -- jeśli pragniesz ożywić jelita błonnikiem -- to tylko naturalnym. Takim, jakim go Matka Natura zrodziła,
prosto z czystej gleby:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 60)
25
Żyj dłużej dokonując
8 lekkich zmian
U mnie, pod Poznaniem, było oberwanie chmury. Potoki deszczu lały
się jak z cebra. Ale w chwilach, gdy nie padało, wyskakiwałem na połyskującą, zwilżoną trawę z moim psem i bawiliśmy się z piłką. Oczywiście na bosaka!
Ten jeden, prosty nawyk pochłania cały elektrosmog z mojego ciała,
pozostawiając wrażenie błogostanu i ożywienia. Nie da się go opisać,
trzeba samemu doświadczyć. Jest aż tak przyjemne.
Lecz poza wspaniałym uczuciem lekkości, harmonizowanie ładunku
ciała z ładunkiem Ziemi ma jeden, zasadniczy plus: działa przeciwzapalnie. Właściwie... Ziemia jest najlepszym lekiem przeciwzapalnym
pod Słońcem!
To idealna wiadomość, ponieważ stany zapalne w organizmie przyczyniają się do pogarszania niemal każdej chronicznej bolączki XXI
wieku. Możesz je przygasić, uziemiając się (poprzez chodzenie boso)...
oraz dokonując 8 prostych zmian w sposobie odżywiania i stylu życia.
„Ponieważ odpowiednie odżywianie się”, mówi doktor Christopher
P. Cannon, profesor Medycznej Szkoły na Harwardzie, „może być potężną bronią przeciwko zapaleniom.”
Oto, jak ją wykorzystać:
1. Dostarczaj kwasów Omega 3. Zwiększają ilość białek w organizmie, które powstrzymują stany zapalne, jednocześnie redukując białka, które je podsycają.
2. Uprawiaj jogę. Badanie z 2010 roku opublikowane w piśmie Medycyna Psychosomatyczna dowiodło, że kobiety praktykujące Hatha
Jogę już tylko dwa razy w tygodniu miały wyraźnie mniejszy poziom
interleukin-6 oraz białek CRP, dwóch silnych sprawców stanów zapalnych.
(str. 61)
3. Pokochaj soję. Jedzenie 25 gram białek z soi dziennie pomaga obniżyć ryzyko chorób sercowo-naczyniowych na tle zapalnym.
4. Zafunduj sobie masaż. Nie służy tylko odprężeniu! 45-minutowy
masaż może znacząco obniżyć poziom dwóch hormonów wywołujących
stany zapalne, mówi badanie opublikowane w Czasopiśmie Medycyny
Alternatywnej i Uzupełniającej przeprowadzone pod okiem doktora
Marka H. Rapaporta.
5. Mniej złych tłuszczy. Nadmiar kwasów tłuszczowych trans podnosi stan zapalny organizmu. Najwięcej jest ich w potrawach smażonych,
pakowanych ciasteczkach, krakersach, margarynie.
6. Więcej zieleniny i orzechów. Warzywa, produkty pełnoziarniste i
orzechy to bogate źródło minerału życia: magnezu, którego niedobór
odnotowuje się u przeszło 60% ludzi. „Namawiam każdego, kto jest
podatny na stany zapalne, aby wybrał się do lekarza rodzinnego i zbadał zawartość magnezu w organizmie. Prawdopodobnie ma go za mało.” -- mówi Forrest H. Nielsen, doktor Centrum Badawczego Żywienia
Człowieka w Północnej Dakocie.
7. Pij zieloną herbatę. „Jest pełna silnych antyoksydantów, które
pomagają ugasić stan zapalny organizmu.” -- donoszą badacze z Centrum Nauk o Zdrowiu w Lubbock w Teksasie.
8. Jedz produkty i przekąski bogate w błonnik pokarmowy. Lekarz
Dana E. King z Medycznego Uniwersytetu w Południowej Karolinie
poprowadził badanie, w czasie którego ochotnicy jedli między 27 a 28
gram błonnika dziennie. Poziom białka C-reaktywnego, odpowiedzialnego za powstawanie stanów zapalnych w organizmie, znacząco zmalał, tym samym poprawiając zdrowie i samopoczucie.
Błonnik Witalny łączy cię z naturą, a natura jest największym źródłem zdrowia:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 62)
26
Sposoby na zdrowie
ks. Klimuszko
Wpadła mi do głowy myśl o naszym rodaku, księdzu Czesławie Klimuszko i jego małej książeczce „Sposoby na zdrowie”.
Ponieważ książeczka jest słabo dostępna, pomyślałem, że zacytuję
najciekawsze fragmenty, które warto znać:
1. Wszystkie zwierzęta mięsożerne żyją krócej od roślinożernych.
Częściej też podlegają zwyrodnieniom chorobowym. Wszelkie bowiem
tłuszcze zwierzęce potrzebują mnóstwa energii trawiennej, przez co
szybciej zużywają organizm ludzki.
Powodują powstawanie takich chorób, jak stwardnienie tętnic, zakłócenie krążenia krwi, owrzodzenie przewodu pokarmowego, przyspieszają starość i skracają życie. Stąd wypływa czysty wniosek, że
ludzie, poza ciężko pracującymi fizycznie, powinni w minimalnej ilości
spożywać mięso i ciężkie tłuszcze zwierzęce, a w przeważającej większości odżywiać się warzywami.
/KOMENTARZ: Słowa szczególnie bliskie mojemu sercu z uwagi na
fakt, że w dzisiejszych czasach, zwierzęta faszeruje się antybiotykami,
które przyspieszają ich wzrost, np. u kurczaków.
2. Chcesz być zdrowy i młody -- nie stroń nigdy od wody. Dobowe
zapotrzebowanie u dorosłego człowieka wynosi około 2.500 ml, z tego
1.200 ml człowiek pobiera z wypijanych płynów, około 1.000 ml z pokarmów, a resztę z procesów utleniania się zachodzących w organizmie.
/KOMENTARZ: Jeśli miałby istnieć jeden, królewski sposób na lepsze zdrowie i urodę, byłoby to odpowiednie wykorzystanie właściwej
wody -- zarówno od wewnątrz, jak i od zewnątrz ciała.
3. Chcesz żyć -- ruszaj się. Kilkugodzinny, a czasem kilkunastogodzinny bezruch prowadzi do dwóch głównych chorób: wadliwej przemiany materii i złego krążenia krwi, które kończą się najczęściej
(str. 63)
miażdżycą i zawałem serca. Dlatego najskuteczniejszym środkiem dla
utrzymania zdrowia każdego człowieka jest praca fizyczna.
Pracownicy fizyczni, a zwłaszcza pracujący na świeżym powietrzu,
ponad wszelką wątpliwość żyją dłużej, cieszą się pełnią sił i dobrym
samopoczuciem. Spróbuj i ty. Masz do dyspozycji gimnastykę, spacer,
ćwiczenia jogi, rozciąganie i wiele innych.
/KOMENTARZ: Warto dodać, że ruch natlenia organizm, ponieważ
mięśnie podczas pracy produkują dwutlenek węgla, a ten jest niezbędny do tego, by cząsteczki tlenu mogły oddzielić się od hemoglobiny i
dotrzeć do komórek.
4. Lecznicze bioprądy flory. Las z nieprzebranym swym bogactwem
drzew, krzewów, kwiatów i grzybów, jest nie tylko płucami i miejscem
piękna, lecz nadto niezawodną lecznicą dla każdego człowieka. Tu już
nie chodzi o to, że las dostarcza ziół do naparów i preparatów ziołowych jako leków na określone schorzenia, ale o korzyści płynące z bioprądów leczniczych osiągane przez same kontakty z roślinnością, z
drzewami.
Każde drzewo, każda roślina, łącznie z mizernym mchem leśnym,
ma swoją własną emanację. Razem, drogą wzajemnej wymiany, swoistymi właściwościami oddziaływają na siebie dobroczynnie. W tej zagęszczonej biosferze leśnej, dzięki leczniczym bioprądom świata roślin,
człowiek nie tylko wypoczywa, lecz regeneruje swe siły witalne.
A zatem szukajmy kontaktu z żywą przyrodą, w niej bowiem znajdziemy radość życia, gdyż jej tchnienie niesie nam energię i tężyznę naszemu ciału.
/KOMENTARZ: Nawet nie trzeba spędzać czasu w lesie pośród
kwiatów i drzew. Wystarczy już wyjść na ogródek, aby odczuć bioprądy
Matki Ziemi i poczuć się lepiej.
5. Ksiądz Klimuszko otwiera swoją książeczkę cytatem, którym ja
zamykam wtorkowy Dziennik:
„Wszystkie łąki i pastwiska,
wszystkie góry i pagórki,
są naszymi aptekami.”
A tu jeden z darów natury z naszych polskich łąk:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 64)
27
Jesteś nie do życia?
Obwiniaj buty
Pozwolisz, że dziś zacytuję fragment niedawno wydanej książki (2013)
o okazałym znaczeniu uziemienia dla ludzkiego ciała -- podłączeniu się
do Matki Ziemi.
Pisząc te słowa jestem uziemiony. Pod koniec powiem więcej. A oto
fragment książki:
***
David Wolfe, autor, mówca i autorytet wypowiadający się bez ogródek na temat zdrowia i stylu życia uznaje „zwykły but” za być może
„najbardziej niebezpieczny wynalazek świata”.
Po piętnastu latach badań nad odżywianiem i stylem życia, obwinia
buty o to, że są jednym z „najbardziej destruktywnych winowajców odpowiedzialnych za stany zapalne i choroby autoimmunologiczne” w
naszym życiu, ponieważ separują nas od uzdrawiającej energii Ziemi.
Powiada: „Nałóż but, a już po tobie.”
Świętej pamięci dr William Rossi, podiatra z Massachusetts, historyk
przemysłu obuwniczego, napisał wiele poruszających komentarzy na
temat tego, co buty robią dla stóp. Wierzył, że obuwie jest integralną
częścią pielęgnacji stóp i często narzekał, że producenci butów nie rozumieją stóp, a ludzie od stóp nie rozumieją butów.
„Naturalny chód jest biomechanicznie niemożliwy do osiągnięcia dla
jakiejkolwiek osoby noszącej buty.” -- Napisał w 1999 roku w artykule
do Podiatry Management. -- „Rozwinięcie naszych unikalnych ludzkich
stóp i w rezultacie naszego charakterystycznego sposobu chodzenia,
zajęło cztery miliony lat, co stanowi nadzwyczajny wyczyn bioinżynierii. Jednak w ciągu zaledwie kilku tysięcy lat i za pomocą jednego nierozważnie zaprojektowanego narzędzia -- naszych butów -wypaczyliśmy czystą, anatomiczną formę ludzkiego chodu, zakłócając
jego inżynieryjną wydajność, naznaczając nadwerężenia mi i odciskami
(str. 65)
oraz wypierając się jego naturalnej, wdzięcznej formy i swobody ruchu,
od stóp do głowy.”
Pomijając kwestie mechaniki, dr Rossi przywiązywał niezwykłą wagę
do potencjalnego ryzyka dla zdrowia wynikającego z oddzielenia ciała
od Ziemi spowodowanego noszeniem współczesnych butów z podeszwami wykonanymi z materiałów izolacyjnych.
Pisał:
„Spodnia powierzchnia stopy jest gęsto pokryta zakończeniami nerwowymi, których mamy 8,400 na centymetr kwadratowy. To więcej
niż na jakiejkolwiek innej części ciała porównywalnej wielkości. Dlaczego jest tam skupionych tyle zakończeń nerwowych? Aby utrzymać
kontakt z Ziemią -- z prawdziwym fizycznym światem wokół nas.
Nazywa się to „reakcją sensoryczną”. Stopa jest podstawowym łącznikiem między osobnikiem a Ziemią. Łapy wszystkich zwierząt są jednakowo bogate w zakończenia nerwowe. Ziemia otoczona jest polem
elektromagnetycznym. To ono generuje reakcję sensoryczną w naszych
stopach i łapach zwierząt. Spróbuj chodzić boso po ziemi przez kilka
minut. Każda żywa istota, w tym ludzie, czerpie energię z tego pola poprzez swoje stopy, łapy lub korzenie.”
Dr Rossi określał stopę jako „rodzaj radarowej podstawy” zapewniającej „mało poznaną, jednak istotną funkcję”, która służy do „wydobywania” energii z Ziemi, podobnie jak korzeń rośliny wyciąga wilgoć z
gleby, aby się pożywiać. Zasugerował, że „tego typu wibracje pomiędzy
glebą i stopą mogą stanowić ważną moc wzmacniającą i wspomagającą
siły życiowe organizmu.”
Głównym celem powinno być więc pobieranie poprzez stopy energii
elektrycznej, w formie wolnych elektronów, oscylujących na różnych
częstotliwościach. Częstotliwości te przestawiają nasz zegar biologiczny
i dostarczają ciału energii elektrycznej. Elektrony przepływają przez
ciało, wyrównując i utrzymując w nim napięcie elektryczne równe napięciu Ziemi. Ciało potrzebuje stałego uziemienia by prawidłowo funkcjonować, tak samo jak zwykły sprzęt elektroniczny wymaga
uziemienia, by dobrze działać.
Dr Rossi ubolewał nad faktem, że współczesne podeszwy butów oderwały nas od energii i wyczuwania gruntu, tak ważnych dla reakcji sensorycznej stóp. Napisał: „Spody naszego obuwia są praktycznie
wygłuszone. Przekrój poprzeczny buta odsłania kilka warstw: podeszwę zewnętrzną, warstwę środkową, wewnętrzny materiał wypełniający, dno buta, wkładkę amortyzującą i wyściółkę. Niemal całkowite
zablokowanie reakcji sensorycznej.”
(str. 66)
***
Choć temat uziemiania w Polsce raczkuje, nie znaczy to, że nie można już dzisiaj czerpać korzyści!
W tej chwili siedzę na pierwszym piętrze w pokoju, w którym wykonuję tylko dwie rzeczy: piszę i popijam moją zieloną herbatę z jaśminem. Pokój ma małe okienku, obok którego wywierciłem dziurę i
pociągnąłem metalowy pręt.
Pręt jest wbity na pół metra w ziemię, podłączony do płytki szerokiej
na pół metra, na której spoczywają moje stopy.
Tym sposobem jestem uziemiony. Ładunek mojego ciała obecnie jest
niemalże zerowy -- taki sam, jakbym stał na pokrytej rosą trawie, pośród drzew i natury.
Czuję się wspaniale, nawet jeśli piszę przez cały boży dzień, blisko
komputera, komórki i gniazdek elektrycznych. Cały wstrętny elektrosmog wchłania bowiem Matka Ziemia.
W innym wydaniu Dziennika być może napiszę dokładnie, jak w pół
godziny, niemal zerowym nakładem finansowym sprawić sobie największy prezent na życie poprzez takie połączenie się z Ziemią w zaciszu domu.
Ciało podziękuje ci za to w równym stopniu, co za Błonnik Witalny -powstał w nieskazitelnej Naturze, nie medycznych laboratoriach. Medyczne laboratoria go tylko przebadały pod kątem czystości:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 67)
28
Rozwalmy Candidę
w drobny mak
Pamiętasz, jak mówiłem, że kondycja jelit ma prawo odbić się na kondycji zatok? Pamiętasz. Dobrze. To dziś rzucę więcej światła na ten obszar zdrowia.
Gdy przeżywałem erupcję zatok sprawnych inaczej (w 90% zatkany
nos, kłujące bóle nad lewą brwią, lekkie nabrzmienie kości...), poradziłem się pewnego kolegi-magika.
Czemu kolegi? Ponieważ jego sugestie zawsze (podkreślam: zawsze)
okazywały się w moim przypadku trafione. Czemu magika? Bo do diagnozy używa... wahadełka.
Tak naprawdę to nigdy nie spotkałem go na żywo, ale od czego mamy Internet? :-) I tak naprawdę nie interesuje mnie, czy sugestie daje
na podstawie wahadełka czy wiedzy z książek medycznych albo doświadczenia. Najbardziej interesuje mnie, czy sugestie są trafne.
I to mnie notorycznie zadziwiało. Co się poradziłem, dostałem to,
czego mi było trzeba.
Któregoś pięknego dnia wijąc się w konwulsjach (zatkany nos to małe piwo w porównaniu do kłującego bólu w lewej zatoce), wysłałem emaila, czy zdoła mi coś poradzić. Prawdę mówiąc liczyłem na jego doświadczenie z medycyny naturalnej, bo było imponujące, ale on użył
wahadła, żeby go „nakierowało” na źródło problemu.
I co wskazało wahadło? CANDIDA!
„Co takiego?”, pomyślałem sobie. „Candida u mnie? Mało realne.”
Wtedy byłem przekonany, że nie dotyka ludzi w tak młodym wieku.
Ale chwilę potem doszedłem do wniosku, że przecież zdrowie i tak
już mam bardziej pogrążone niż niejeden rencista. Więc nie mogę wykluczyć, że magik (albo jego wahadło, bez znaczenia) może mieć rację.
Najpierw zbadałem się domowymi sposobami. Potem, nie będąc
przekonany, czy test zrobiłem dobrze, wykonałem fachowe badanie.
(str. 68)
Diagnoza jednoznaczna: przerost Candidy. W labo potwierdzili obecność białych nitek grzyba.
„Niezły pasztet, ale przynajmniej wiem, z czym walczyć”, pomyślałem. Jeszcze zanim otworzyłem jakiekolwiek książki, wpierw napisałem
do magika, co radziłby mi w takim wypadku. Jaki jest najszybszy i najbardziej bezwzględny sposób na tego przeklętego drożdżaka?
Nie wiem, czy brak mu czasu czy nie lubi pisać, ale odrzekł po prostu: „kapusta kwaszona, sok z kapusty, ogórki kiszone”.
Czyżby?
Mimo jego sławnej skuteczności w namierzaniu źródeł problemów,
nie byłem już tak optymistyczny co do sposobu, jaki zasugerował, aby
rozwalić grzyba.
Rzeczywiście, samo remedium to za mało, nawet jeśli potężne jak
tornado. Trzeba bowiem jeszcze usunąć z jadłospisu to, co karmi Candidę. W ten sposób ją osłabię, a dopiero potem zaatakuję tym czy tamtym antidotum.
Pozwól, że jutro pokażę, co dokładnie robiłem w tyn kierunku.
Dodam tylko, że triumf nad grzybem znacznie zmniejszył moje męki
z oddychaniem. Nie do tego stopnia, żebym skakał z radości, ale przynajmniej zacząłem lepiej oddychać, a lewa zatoka nie kłuła już jak
dawniej.
Zdałem sobie wtedy sprawę, że magik z wahadłem znów miał rację.
Faktycznie z odejściem Candidy przyszła ulga. Jednak, jak mówiłem,
nie kompletna. Kompletną ulgę dała mi Metoda Buteyko. Na tyle
wzmocniła mój system odpornościowy, że wypędził resztki stanu zapalnego i patogeny z zatok. Lecz to już opowieść na inną okazję.
Ponieważ, jak wiadomo, Dziennik jest codzienny, przyrzekłem mu
poświęcać dwie strony A4. Właśnie zbliżam się ku końcowi drugiej.
Zatem mówię do jutra! Jutro obiecuję zdradzić dwie rzeczy, które
robiłem w praktyce, aby wygnać z życia Candidę: co usunąć z jedzenia,
żeby nie karmić więcej grzyba... oraz co dodać, aby go rozwalić w drobny mak.
Bezwzględnie: suplement błonnikowy. Pomaga zapobiec powstawaniu procesów gnilnych, terminowo odsyłając na tron. Niestety, wtedy
jeszcze nie znałem Błonnika Witalnego, więc męczyłem organizm cudami spod medycznych maszyn. Nie popełniaj mojego błędu:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 69)
(str. 70)
29
Triumf nad Candidą:
jedz to, nie jedz tego
Dajmy popalić temu grzybowi!
Szczególnie że, jak pokazują badania na prywatnym Uniwersytecie
Rice w Houston (USA), w większym czy mniejszym stopniu aż 70% populacji jest nim zainfekowana.
Oczywiście, możesz czekać, aż przerost Candidy będzie na tyle silny,
że zacznie się odbijać na zdrowiu: zatoki, zmęczenie, przygnębienie...
ALBO: Możesz poświęcić następne parę minut na przeczytanie niniejszego Dziennika.
W każdym razie, jak mówiłem wczoraj -- aby wygnać z życia tego
grzyba, wpierw trzeba usunąć z jadłospisu to, co go karmi. W przeciwnym razie pozostanie wrażenie, że czegokolwiek się dotkniesz, nie działa. Jak ma działać, skoro Candida wciąż je i ma się dobrze?
Zanim przejdę do sedna sprawy, jedna rzecz. Ktoś się może zastanawiać: czemu psiakość po radę zwróciłem się do magika z wahadełkiem,
a nie do specjalisty od zatok?
Nie wspomniałem o tym wczoraj, ale owszem: zwróciłem się do specjalisty od zatok. Było to jakiś czas wstecz. Po namowie poddałem się
zabiegowi punkcji. Krótko mówiąc: za lewe i prawie ramię trzymają cię
asystenci, laryngolog bierze do prawej ręki potężną igłę, lewą łapie
mocno za tył głowy, potem wkłada igłę do nosa i przebija się przez błonę do zatoki. Słychać chrupnięcie i czuć kosmiczny ból.
Potem cieńszą igłą wprowadza do zatoki jakiś roztwór, który pomaga
wypłukać zawartość.
Na jakiś czas pomogło. Ale... wszystko wróciło na nowo, miałem
wrażenie, że nawet ze zdwojoną siłą.
Dlatego już nie interesują mnie porady specjalisty od zatok. W moim
przypadku atakował skutki, a przyczyny wciąż zostały. I dostałem za
swoje: problem powrócił.
(str. 71)
W końcu dorosłem i wziąłem się za przyczyny:
CO USUNĄĆ Z JADŁOSPISU, ABY
NIE KARMIĆ WIĘCEJ CANDIDY
Grzyb ten żywi się praktycznie tylko jednym źródłem energii: węglowodanami prostymi jak glukoza, fruktoza, laktoza. Występują one,
niestety, niemal we wszystkich popularnych owocach.
Podczas gdy owoce dla ludzi ze zdrowymi jelitami są wspaniałym pożywieniem, dla ludzi z uszkodzonymi jelitami mogą być istną zmorą:
prowadzić do senności, mdłości, skoków nastroju i umysłowego zamglenia. Tylko awokado nie karmi Candidy. Ewentualnie grejpfrut.
Pośród wszystkich owoców cytrusowych, cytryny i limony są najbardziej bezpieczne przy kandydozie. Lecz mimo wszystko, nawet one mogą mieć negatywny oddźwięk z uwagi na obecność kwasów, które mogę
podrażniać słabe jelita.
Jak jest u ciebie? Czy owoce faktycznie pobudzają aktywność Candidy? Zrób prosty test: na trzy dni (moje doświadczenie pokazuje, że tyle
wystarcza) wyklucz z jadłospisu wszystkie owoce i biały cukier (nie tylko w kawie, ale i ciastkach!). To na chwilę zmniejszy aktywność Candidy.
Zwykle różnicę widać w poziomie energii w ciągu dnia oraz mniej
zabrudzeń na papierze toaletowym.
Nie musisz specjalnie ograniczać węglowodanów złożonych, czyli np.
pieczywa pełnoziarnistego. Mimo że też karmią Candidę, to w mniejszym stopniu niż węglowodany proste. A już szczególnie, jeśli dobrze
przeżuwasz każdy kęs. Idealnie pogryziony kęs węglowodanów złożonych aż w 80% trawiony jest w jamie ustnej. To wielkie wsparcie dla
pracy jelit, trzustki i dwunastnicy.
Zatem, pierwszy i najważniejszy krok: stronić od cukrów prostych.
Jeśli naprawdę zależy ci na zdrowiu, po tym Dzienniku odpalisz Google
i poszukasz, jakie produkty składają się z cukrów (czyli węglowodanów) prostych.
CO DODAĆ DO JADŁOSPISU, ABY
ROZWALIĆ CANDIDĘ W PYŁ
Jednym z najsilniejszych pogromców Candidy, jaki jadłem i wciąż
jem, okazał się olej kokosowy. Ma w sobie kwas kaprylowy, potężne
remedium antygrzybiczne.
(str. 72)
Olej kokosowy jest dodatkowo, a raczej przede wszystkim, źródłem
dobrych tłuszczy. Podobnie z resztą jak mleko kokosowe i krem z kokosa.
Jeśli w jelitach nie występują stany zapalne i zmiany chorobowe, dodanie do jadłospisu cebuli, oregano, tymianku, czosnku (bardzo silny
pogromca grzybów!) również przybliża do wolności od Candidy.
Dalej: herbata La Pacho. Przez okres „zabijania” grzyba, piłem co
drugi dzień.
Oraz: błonnik pokarmowy. Nie ma możliwości wykopać z życia Candidę, jeśli na czas nie opróżniamy „śmieci” z jelit. Z tym świetnie radzi
sobie Błonnik Witalny:
www.BlonnikWitalny.pl
Bitwa z Candidą nie jest prosta, ale jest do wygrania. Jak już uda się
odzyskać i UTRZYMAĆ jelita w zdrowiu, można stopniowo powracać
do owoców. Dziś jem, ile dusza zapragnie.
(str. 73)
30
Wspomnienie
z dzieciństwa
Niektóre wspomnienia z dzieciństwa nigdy nie znikają. Czasem łączą
się z jakąś melodią czy piosenką.
Pamiętasz „Medytacje wiejskiego listonosza” Skaldów? Pewnego
dnia, parę ładnych lat wstecz, leciały w warsztacie mojego taty wakacyjnym popołudniem. Ja i mój brat majstrowaliśmy coś wtedy na podwórku.
– Leć zrób głośniej – powiedziałem. Wielkie, stalowe drzwi do
warsztatu były akurat otwarte.
Radio stało na stołku, przy którym tata zawsze pił kawę. Obok radia
brat znalazł małe opakowanie ze słodkimi dropsami. Zawsze się dzieliliśmy jedzeniem, słodyczami i tak dalej. Sypnął mi parę na rękę.
– Co to jest? – zapytałem.
– Nie wiem, sam zobacz – odparł brat. Oczywiście na opakowaniu
była jakaś handlowa nazwa tego słodzika, ale w pamięci utkwiło mi
jedno słowo z etykiety: aspartam.
Tak zwyczajnie. Potem co jakiś czas przelatywało mi przez głowę. Na
przykład, smaruję chleb (masłem babcinej roboty, pychota…) i nagle
myślę „aspartam”.
Bardzo, bardzo dziwne, a bynajmniej niecodzienne. Ile miałem, może 12 czy 13 lat? W końcu sprawdziłem słowo w Internecie. Mieliśmy
wówczas Internet na modem, czyli każda minuta nabijała koszt. Tata
pozwalał nam korzystać po 30 minut dziennie. Spędziłem te 30 minut
na czytaniu o aspartamie.
Przypuszczalnie od tamtej chwili zaczęła się moja przygoda z dbaniem o zdrowie. Wyczytałem, że w większych ilościach, aspartam jest
dla człowieka bardzo niebezpieczną substancją. Informacja ta otworzyła mi oczy. Fakt, że zjadłem coś szkodliwego, nie napawał mnie radością.
(str. 74)
Poprzysiągłem sobie, że na przyszłość będę pilnował, aby nie jeść nic
słodkiego z aspartamem w środku.
Dzisiaj uśmiech pojawia mi się na twarzy -- ale takie były moje
pierwsze kroki w stronę zdrowia.
Wspomnienie to pojawiło się, kiedy „przypadkowo” trafiłem na piosenkę Skaldów, szukając czegoś w serwisie YouTube.
Ponieważ nie wierzę w przypadki, pomyślałem, że powinienem o tym
napisać w Dzienniku do moich Czytelników. Jaki byłby inny powód
mojego wspomnienia?
O ile dobrze pamiętam, zjadłem dużo tego słodzika. Bez wątpienia
konsumpcja aspartamu odbiła się w ten czy inny sposób na moim systemie odpornościowym i jelitach.
Lecz spójrzmy prawdzie w oczy: toksyny są wszędzie. Powietrze. Leki. Szczepionki. Wypełnienia do zębów. Nawet suplementy diety!
Przykładowo, w ubiegłym tygodniu miałem zamiar kupić organiczny
magnez. Poprosiłem o analizę laboratoryjną składu. Co widzę? Arszenik! Okropnie toksyczna substancja.
Szczęśliwie, równolegle jesteśmy wyposażeni w arsenał do walki z
tymi toksynami: choćby wątroba, nerki czy skóra. Oczyszczają nas ze
wszelkiego rodzaju świństwa i nie potrzebują wiele do szczęścia -- wystarczy się poruszać, nie przesadzać z alkoholem, zachować zdrowy
rozsądek i nie przejadać się; pić czystą wodę, dostarczyć co jakiś czas
witamin z owoców i warzyw. Da się zrobić? Da się zrobić!
Dodatkowo -- ponieważ 95% wszystkich toksyn przechowują jelita,
w szczególności grube, mądrze jest się o nie zatroszczyć poprzez pobudzenie do aktywniejszej pracy.
To zadanie perfekcyjnie spełnia Błonnik Witalny. Zwykle osoby go
pijące chodzą na tron codziennie lub co drugi dzień. Cudownie, ponieważ to oznacza, że jelita właśnie zaczęły pracować właściwym rytmem - tak, jak zawsze powinny:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 75)
31
Bądź nietykalny
dla komarów
Można mieć najlepszą pogodę: gwieździste niebo i lekką bryzę głaskającą ciało przyjemny chłodem.
Można mieć najlepszy moment: miesiąc urlopu, zero telefonów, zero
stresu i pilnych spraw na głowie.
Można mieć najlepsze miejsce: drewniany domek nad jeziorem, albo
inny raj na ziemi.
Ale nie można się tym wszystkim cieszyć, kiedy pojawią się one: komary!
W najlepszym wypadku popsują zabawę. W najgorszym -- przeniosą
tę czy inną bakterię. A niestety, większość środków przeciw komarom
zawiera związek chemiczny znany jako DEET, którego należy używać z
ostrożnością, jeśli w ogóle. Są osoby, które reagują na niego alergicznie.
Szczęśliwie -- istnieje mnóstwo sztuczek, które sprawią, że będziesz
nietykalny, niewidzialny i nieosiągalny dla tych wstręciuchów. Nie
wymagają żadnych substancji chemicznych, są naturalne i bezpieczne.
Oczywiście, najprostszym sposobem uniknięcia ukąszeń jest pozostawanie w pomieszczeniu o świcie i zmierzchu, ponieważ wtedy aktywność komarów jest największa.
Ale z uwagi na to, że mamy lato, zgaduję, iż ta opcja nie wchodzi w
grę. Zacznij od tego, aby nie być magnesem dla komarów -- zakładaj
ciuchy o mało jaskrawych kolorach.
Jeśli rozbijasz obóz, rozbijaj możliwie najdalej miejsc krzewiastych i
stojącej wody -- im bliżej, tym powietrze gęstsze w komary.
Również temperatura ciała i związki na skórze (jak kwas mlekowy)
przyciągają komary, co tłumaczy, dlaczego stanowisz dla nich lepszą
przekąskę, kiedy jesteś spocony i rozgrzany po wysiłku fizycznym.
Wreszcie, naturalną linię obrony przed komarami stanowią:
(str. 76)
>> Olejek cynamonowy. W jednym z badań stwierdzono, że jest nawet skuteczniejszy niż popularne środki dostępne w sprzedaży, zawierające DEET -- główny składnik środków przeciw komarom.
>> Ekstrakt z wanilii zmieszany z oliwą z oliwek. Komary unikają
zapachu wanilii jak ognia.
>> Używaj mydełka z geranium, a następnie rozsmaruj na skórze
olejek eteryczny z czystym geranium.
>> Krople lub olejek z kocimiętki. Jedno badanie dowiodło, że działa
aż 10 razy skuteczniej od środków dostępnych w sklepie. Aż 10 razy!
>> Wierz lub nie, ale zdaniem doktor Janet Starr Hull, należy bezwzględnie unikać bananów. Jest coś w sposobie, w jaki organizm przetwarza ich składniki, co przyciąga te owady.
>> Sadzenie nagietki wokół ogródka jest świetnym pomysłem, ponieważ kwiat ten wydziela woń, która odpycha komary.
>> A jeśli wszystko zawiedzie, IDŹ SKOMBINUJ SOBIE ŻABY!
Zamiana sztucznych sprayów na olejki eteryczne staje się coraz bardziej zauważalna, ponieważ dojrzewamy i coraz częściej chemię zastępujemy czymś z natury. Jednak i tu trzeba zachować zdrowy rozsądek
…
Olejki eteryczne są bowiem bardzo skoncentrowanym ekstraktem
roślinnym, dlatego nie poleca się ich używać w tak wysokim stężeniu.
Pamiętaj więc, aby je rozcieńczyć, nawet w proporcji 1:1. Choć będą
mniej aktywne, to wciąż na tyle, aby odstraszyć komary.
Wakacje to czas beztroski. Nawet ja pozwalam sobie na lody: bombę
cukrów prostych, pychotka dla Candidy! Albo tłuściutkie, lekko przypalone kiełbaski podczas sobotniego ogniska w gronie bliskich.
Dlatego na lato szczególnie warto wesprzeć jelita -- czym, jeśli nie
naturalnym Błonnikiem Witalnym? …
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 77)
32
5 przełomowych metod
ulepszania zdrowia
(prywatna lista)
Czytelniczka pyta:
„Jak myślisz - jakie są najskuteczniejsze sposoby na poprawę zdrowia? Na przykład gdybyś miał wymienić 5, to jakie?”
Rzeczywistość raczej mało obchodzi, co ja myślę. Zamiast odczuć,
powiem wprost, które pięć spośród dziesiątek przetestowanych przeze
mnie sposobów, miały i wciąż mają największy wpływ na moje zdrowie,
moje samopoczucie, mój stan ducha i komfort życia.
Przy okazji: o zdrowie należy się troszczyć komplementarnie. Nie
istnieje coś takiego, jak lekarstwo na to, lekarstwo na tamto. Istnieją
lekarstwa na SYMPTOMY, a pełne zdrowie da się uzyskać sięgając głębiej -- do samego źródła.
I tak, dla przykładu, stany zapalne w różnych częściach ciała nasilają
działanie przeszło 50 chorób. Dlatego jedną z metod na mojej liście
jest:
#1: UZIEMIENIE. Łącząc się z Ziemią, czerpiesz przeciwzapalną
energię z Natury -- pierwotną i największą postać zielonej energii niezbędną dla wigoru i wybornego samopoczucia.
Ponieważ wpływ Ziemi na organizm gasi stany zapalne, równolegle
gaszą się symptomy wielu chorób, dla których zapalenie to stanowiło
fundament i przyczynę.
Śmiechu warte, ile pieniędzy w życiu wydałem na leki spod medycznych maszyn, podczas gdy najlepszy lek miałem od kiedy żyję, tuż pod
własnymi stopami, sto procent darmo.
Przed uziemieniem, częstotliwość elektromagnetyczna mojego ciała
wynosiła między 20 a 23 volt. Do licha! Po uziemieniu: 0,005 volt.
(str. 78)
Niemal tak, jakbym siedział teraz na zielonej trawie, pośród natury i
drzew.
Dzięki temu zauważyłem, że mogę dłużej pracować przy komputerze,
nie męczę się jak dawniej, jestem bardziej skupiony i myślę z większą
przenikliwością.
Jestem uziemiony również w czasie snu. Dzięki temu śpię naturalnie
jakieś pół godziny krócej. Ponadto zauważyłem, że nie jestem w stanie
spać dłużej, niż bym chciał -- nawet na siłę. Jupi!
Mam zamiar opisać w Dzienniku bezpieczny, sprawdzony, prawie
bezpłatny sposób podłączenia ciała do energii Ziemi, będąc w domu.
#2: ODDYCHANIE METODĄ BUTEYKO. Podobnie jak uziemienie osłabia przeszło 50 poważnych dolegliwości, tak i oddychanie
Metodą Buteyko działa wielofalowo -- tyle że tu niweluje aż ok. 180
najbardziej popularnych chorób XXI wieku. (Oczywiście, są to dane
udokumentowane wieloma badaniami.)
Przykładowo, kiedy natlenienie na poziomie komórkowym dzięki
Metodzie Buteyko wynosi 30-35 sekund, człowiek uwalnia się od leków, ponieważ symptomy chorób są nader niskie -- na tyle, że nie ma
potrzeby używania medykamentów.
Kiedy natlenienie przekracza barierę 40 sekund, człowiek jest całkowicie zdrowy. Potrzebuje mniej niż 5 godzin snu. Nie łapie przeziębień. Nie cierpi na nadciśnienie. Nie męczy go astma, choroby układu
oddechowego, cukrzyca, ani żadna inna znana choroba.
Kiedy natlenienie wynosi 60 sekund, oznacza to złoty standard według Buteyko -- kogoś z takim poziomem określał mianem Super Wytrzymałej jednostki. Według szacunków, tylko 8-9% ludzkiej populacji
cieszy się zdrowiem na tym poziomie. W grupie tej są zwykle jogini,
niektórzy atleci oraz mieszkańcy najzdrowszych krajów planety, jak np.
z doliny Hunza.
Natlenienie organizmu profesora Buteyko wynosiło 180 sekund. Taki poziom nie jest łatwy do osiągnięcia, lecz realny, a następstwa są
wprost nie z tej ziemi. Na przykład, sam Buteyko spał tylko 2 godziny
dziennie. Od 5:00 do 7:00, robią krótką drzemkę za dnia.
Największym minusem metody jest fakt, że nowicjusz musi się szkolić pod skrzydłami certyfikowanego instruktora. Tylko 1% osób (wynik
obserwacji tysiąca rosyjskich pacjentów) potrafi okiełznać metodę z
książek.
Ale uwaga -- jest światło w tunelu. Powyższego faktu nie mógł zaakceptować kolega Buteyko, światowej klasy wynalazca z sześcioma pa(str. 79)
tentami na koncie. Skonstruował urządzenie, które pozwala osiągnąć
poziom 40 sekund bez instruktora metody. Urządzenie tak skuteczne,
że Ministerstwo Zdrowia w Rosji zaakceptowało go do użytku medycznego. Do dziś pomogło już przeszło 2,5 milionom ludzi osiągnąć wybitne zdrowie. Więcej o tym w przyszłych wydaniach Dziennika.
#3: RUCH. Dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez ruchu. Codziennie poświęcam minimum półtorej godziny na to, aby się wybiegać, wypocić, rozruszać. Oczywiście, chorowici muszą dopasować
intensywność ruchu do stanu swojego zdrowia. Przed dokonaniem
zmian, skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą. (Ahh, humor mi dopisuje!)
#4: KRĘGOSŁUP i NORMALNA POSTAWA. Skrzywiona postawa nie pozwala na naturalny oddech (czyli z udziałem przepony,
głównego mięśnia oddechowego), a do tego uciska wewnętrzne narządy. Do pełnego zdrowia, należy zachować prostą postawę przez cały boży dzień -- zarówno stojąc, jak i siedząc. Można doznać szoku, jak
wielkie zmiany przynosi regulacja postawy!
#5: CZYSTE JEDZENIE. Jesteś tym, co jesz. Słowa oklepane, lecz
prawdziwe. Jedząc śmieciowe jedzenie, nie oczekuj zdrowia. Są dwie
główne zasady, którym jestem posłuszny: jeść tylko wtedy, gdy czuję
głód oraz pilnować, aby zew natury nachodził codziennie.
Jeśli tak nie jest, to prawie pewne, że w pożywieniu brakuje błonnika
pokarmowego, ponieważ on jest „rozrusznikiem” perystaltyki jelit. Z
uwagi na fakt, że dzisiejsze jedzenie jest z niego wyjałowione, należy
uzupełniać zapasy w formie Błonnika Witalnego:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 80)
33
Ruch: kiedy zdrowy,
kiedy nie (środowy
incydent)
Mam nadzieję, że wczorajsza lista przełomowych sposobów na zdrowie
ci się spodobała!
Pozwól, że wezmę każdą z tych metod pod lupę i ją nieco przybliżę.
Zacznijmy od ruchu …
…i od tego, że każdy kij ma dwa końce.
Jeślibyś wziął udział w masowym biegu lub otwartym maratonie, zauważyłbyś pełno karetek pogotowia oraz załogi sanitariuszy gotowych
nieść pomoc i zapewnić butelkowany tlen.
Bo widzisz, właśnie niski poziom tlenu w mózgu i mięśniu sercowym
to główne przyczyny nagłych omdleń i zasłabnięć w czasie intensywnego wysiłku fizycznego.
Hmm, tu pojawia się zasadne pytanie. Skoro ruch to zdrowie, dlaczego podczas ruchu ludzie „odlatują”? Zanim wyjaśnię, pozwól, że
opiszę wczorajszy incydent.
Wyszliśmy z chłopakami o 16:00 na boisko zagrać mecz, dwa razy po
45 minut. Niebo było błękitne. Słońce paliło jak na Majorce. Po wszystkich spływały strugi potu. Iście męska gra.
W pewnej chwili, gdzieś pod koniec pierwszej połowy, zauważyłem,
że zawodnik z mojej drużyny ledwie trzyma się na nogach. Jakby miał
zaraz zaliczyć ziemię.
I co widzę po chwili? Leży na ziemi!
Podbiegłem, poklepałem po twarzy, standardowo obadałem, miałem
zamiar ułożyć w bezpiecznej pozycji. Ale nagle Robert otwiera oczy i
(str. 81)
mówi: – Dobra jest, nic mi nie jest, gramy… – jakby, psiakość, nic się
nie stało! Zerwał się na nogi i chciał grać dalej.
Kamikadze jeden!
Natychmiast odwiodłem go od tego pomysłu: – Twardzielu, następnym razem nie ockniesz się tak szybko! – postraszyłem i odprowadziłem na siedzisko. Usiadłem obok i wbiłem do zakutej głowy, że nie
może dalej grać, bo jego organizm właśnie dał mu sygnał, że na dziś
basta. Poradziłem też, że jeśli jutro znów chce przyjść, to lepiej, by nie
jadł dwie godziny przed oraz minimum godzinę po meczu.
Przy takich warunkach, jakie mamy teraz, organizm zużywa mnóstwo energii i aby wytrwać w upale 90 minut, musi wszystkie swoje rezerwy poświęcić na ruch, nie na trawienie posiłku. Strzał w dychę.
Robert zrobił oczy jak 5 zł i ze zdziwieniem przytaknął, że zanim wyszedł na boisko, skończył jeść porządny obiad.
Lecz pełen żołądek to nie jedyny powód, dlaczego intensywny ruch
może skończyć się nieciekawie. Generalnie osoby chorowite lub takie,
które nie uprawiają sportu regularnie, nie powinny rzucać się na głęboką wodę, kiedy chodzi o wysiłek fizyczny.
Słabe zdrowie oznacza słabe natlenienie na poziomie komórkowym.
Dodatkowy wysiłek naraża na jeszcze większą utratę tlenu -- stąd
omdlenia i sanitariusze z butlami tlenowymi w pobliżu większych wydarzeń sportowych.
Zatem powiedzenie „ruch to zdrowie” jest prawdziwe w stosunku do
zdrowych ludzi. Zdrowi zarówno podczas wysiłku, jak i po nim czują się
dobrze.
Ponieważ praktykuję Metodę Buteyko, doprowadziłem organizm do
takiej wytrzymałości, że po meczu wystarczyło mi 15 minut odpoczynku pod chłodnym prysznicem i mogę siadać do pracy umysłowej. Właściwie to po wyjściu spod prysznica napisałem nowy artykuł dla portalu
Interia.pl, a wieczorem miałem ochotę wyjść jeszcze pobiegać… i tak
też zrobiłem. Na pewnym etapie w swojej wędrówce po zdrowie ciało
zwyczajnie domaga się ruchu, ponieważ na pewnym etapie ruch to
główny czynnik, pozwalający osiągnąć efekty nie z tej ziemi.
Sumując -- dla osób o dobrym zdrowiu (czyli o wysokim natlenieniu
ciała), praktycznie żaden wysiłek fizyczny nie jest niebezpieczny. Hartuje, wzmacnia, potęguje rezerwy sił.
Natomiast dla osób chorowitych, czyli takich, które wydychają zbyt
dużo dwutlenku węgla (ukryta hiperwentylacja), a w rezultacie są nie(str. 82)
dotlenione (stłumiony efekt Bohra), intensywny ruch wpędza w tarapaty.
Skąd wiedzieć, kiedy można pozwolić sobie na sport, a kiedy trzeba
się wstrzymać? Oczywiście, najlepiej skonsultować się z rodzinnym lekarzem. Ale można też ocenić ćwiczeniem pomiarowym opracowanym
przez profesora Konstantina Buteyko.
Buteyko musiał coś wymyślić, gdy zniszczono mu laboratorium, w
którym trzymał sprzęt mierzący natlenienie ludzkiego ciała, a co za tym
idzie -- oceniający stan zdrowia pacjenta. Opracował więc ćwiczenie.
O tym więcej w jutrzejszym wydaniu Dziennika. Dziś natomiast
zdradzę, że kiedy natlenienie wynosi 25 sekund, osoba może przystąpić
do wysiłku fizycznego bez większych obaw o konsekwencje. Poziom ten
można rozpoznać na kilka sposobów -- na przykład zew natury nachodzi codziennie lub co drugi dzień, gdyż zwiększona perfuzja w jelitach
przywraca ich aktywność do normy.
Wtedy spada zapotrzebowanie organizmu na błonnik pokarmowy. Z
kolei jeśli jelita wysyłają do toalety rzadziej niż co trzeci dzień, to znak,
że wołają o pomoc -- o Błonnik Witalny:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 83)
34
Buteyko: jak zbadać
natlenienie organizmu
Naprzód. Jak wspominałem, przybliżam pięć przełomowych sposobów
na udoskonalenie zdrowia. W czwartek był pierwszy: ruch. Dzisiaj drugi: Buteyko.
Profesor Konstantin Buteyko był zmuszony znaleźć sposób, który
pozwoli mu zbadać u pacjenta zawartość tlenu w organizmie -- kluczowy wskaźnik zdrowia -- po tym, jak zdemolowali mu laboratorium.
Opracował więc prosty test, który każdy może wykonać samodzielnie.
Oto tabela podsumowująca pomiary Buteyko zebrane na przestrzeni
lat. Posłużył mu do tego kombajn medyczny, który mierzył wszystkie
podstawowe funkcje ludzkiego organizmu. Produkował przeszło
100 000 części danych na godzinę. Na całej planecie posiadał go tylko
Buteyko:
(str. 84)
Widzisz tu skan z trylogii o życiu i praktyce Buteyko. Trylogia ta
wchodzi w skład kursu wartego 945 dolarów, jakieś 4 600 złotych.
Pytałem instruktorów -- nie można kupić samej trylogii. Jest wyłącznie dla zdecydowanych, którzy chcą odbyć pełen kurs metody.
Ok, co z tej tabeli nas interesuje: kolumna CP, czyli pauza kontrolna,
bo ten parametr będziemy zaraz mierzyć. Jak łatwo odczytać, wynik
pauzy kontrolnej odpowiada danym z innych kolumn, na przykład
Alveolar CO2, czyli ilość dwutlenku węgla w pęcherzykach płucnych.
Wiersz Normal wskazuje złoty standard Buteyko. Osoba z parametrami na tym poziomie jest całkowicie zdrowia: ciśnienie krwi w normie, postawa ciała automatycznie wraca do pionu, nie występuje
cukrzyca, kłopoty jelitowe i ma miejsce szereg innych, pozytywnych
zmian w organizmie. Głównie przez to, że procesy biochemiczne, np.
homeostaza, oddychanie komórkowe czy metabolizm, funkcjonują jak
u niemowlaka: bez zarzutu.
Natomiast za oficjalną normę medyczną zdrowego człowieka przyjęto pauzę kontrolną na poziomie 40 sekund. (Podręcznik autorstwa
(str. 85)
McArdle W.D., Katch F.I., Katch V.L., wydanie 2, Londyn 2000, s.
252).
Profesor Buteyko podniósł normę do 60 sekund, ponieważ badając
setki, a potem tysiące chorych i zdrowych pacjentów… odkrył, że kiedy
pauza wynosi 40 sekund, jego medyczny kombajn wciąż rejestrował
kilka parametrów odbiegających od norm. Nie zdarzyło się to jednak
już przy PK równej 60 sekund lub więcej. Nie istniał wówczas jakikolwiek problem związany ze zdrowiem na ciele bądź umyśle.
JAK ZMIERZYĆ WŁASNĄ PAUZĘ KONTROLNĄ
Moment prawdy!
Pierw wyjaśnienie: pauza kontrolna to ilość sekund liczona po lekkim, swobodnym, niewymuszonym wydechu do czasu, aż pojawi się
pierwsza chęć zaczerpnięcia powietrza.
A teraz instrukcja: usiądź wygodnie i rozluźnij się przez 5 minut.
Odpręż mięśnie, szczególnie brzucha. Zrób lekki, naturalny wydech
(bez wymuszania) i zaciśnij nos kciukiem oraz palcem wskazującym.
Teraz włącz stoper, niech liczy czas wstrzymania oddechu. Zatrzymaj
stoper w momencie, gdy poczujesz PIERWSZĄ chęć wzięcia wdechu.
Nie oszukuj i nie trzymaj dłużej! Wtedy bowiem pauza kontrolna będzie sfałszowana. Liczy się czas wstrzymania oddechu BEZ pragnienia
wzięcia wdechu. Jeśli poczujesz pragnienie, to znaczy, że należy wcisnąć STOP i zanotować wynik.
Zatem kiedy puścisz nos, zatrzymujesz stoper i robisz normalny
wdech, tak jak zawsze. Dla ułatwienia, wzorzec wygląda następująco:
Po przeanalizowaniu przeszło 250 000 sowieckich i rosyjskich pacjentów Buteyko z innymi lekarzami odkrył, że osoby, których PK wynosi 20-30 sekund, najczęściej nie cierpią na żadne poważne choroby i
mają dość dobre zdrowie. 40-60 sekund -- bardzo dobre zdrowie. Powyżej 60 sekund -- zdrowie idealne, super wytrzymałość; stan, w którym większość chorób fizjologicznie nie ma prawa się pojawić i
rozwinąć.
(str. 86)
Poprzez ćwiczenia oddechowe i zmiany głównych czynników stylu
życia da się osiągnąć magiczny poziom 40 sekund w mniej niż 90 dni.
Jednym z głównych czynników jest poprawa pracy układu pokarmowego, bo przy nieregularnym wypróżnianiu, wydzielane do krwiobiegu toksyny obniżają pauzę kontrolną o dwie do trzech sekund.
Tu pomaga jedzenie posiłków bogatych w błonnik lub, jeśli to nie jest
możliwe, suplementacja -- na przykład Błonnikiem Witalnym:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 87)
35
Wyprostuj kręgosłup,
wyprostuj życie
(zdjęcie)
Gdzie jesteśmy: był ruch, była metoda oddychania Buteyko, czas więc
na kręgosłup i normalną postawę.
Najpierw jednak słowo odnośnie mierzenia pauzy kontrolnej. Niektórzy pochwalili się wynikami, które są dziś równie często spotykane,
co żaba z piórami!
Doprawdy -- jeśli twoja PK wynosi np. 35 sekund, to powinno znaczyć, że śpisz twardo ok. 6-7 godzin (nie dłużej!), codziennie uprawiasz
sport, nigdy nie oddychasz głęboko, zawsze przez nos, nie przejadasz
się, raczej unikasz słodkości, nie bierzesz leków, pijesz góra dwie filiżanki kawy bądź herbaty dziennie, a poza tym czystą wodę…
Chodzi o to, że 35 sekund to sensacyjny wynik, jak na dzisiejsze czasy. Jeśli ktoś naprawdę taki ma, moje szczere gratulacje. Natomiast dla
pewności zmierz pauzę po przebudzeniu, na siedząco. Pamiętaj:
START po swobodnym wydechu, STOP natychmiast, kiedy pojawi się
pierwsza chęć wzięcia oddechu. Jeśli przetrzymasz dłużej, to nie jest to
już pauza kontrolna, a maksymalna pozytywna pauza -- inny parametr.
Naprzód. Kręgosłup i normalna postawa.
Główna konsekwencja zgarbionej postawy: oddychanie klatką piersiową. Jest to odstępstwo od normy, ponieważ normalne oddychanie
odbywa się z udziałem mięśnia oddechowego, czyli przepony. Prościej
mówiąc, powinniśmy oddychać brzuchem, nie klatką.
Zatem przy zgarbionej postawie, oddech -- fundament życia, zdrowia, witalności -- jest mechanicznie zaburzony. Dlaczego? Ponieważ
postawa ta prowadzi do „skompresowania” przepony, unieruchamiając
jej działanie.
(str. 88)
W takiej sytuacji normalne oddychanie jest niemożliwe, zatem do
akcji wchodzą górne partie płuc i mięśnie klatki.
Idąc dalej, ponieważ przepona powoduje maksymalne wykorzystanie
układu oddechowego w natlenianiu krwi tętniczej, garbienie się redukuje poziom tlenu w tkankach i komórkach.
Jakby tego było mało, zła postawa pogłębia i przyspiesza oddech, co
prowadzi do chronicznej hiperwentylacji, a ta do słabego natlenienia
organizmu.
Czyli w praktyce, układ oddechowy przy zgarbionej postawie pracuje
równie aktywnie, co u srebrnego nieboszczyka. Nie dobrze, oj nie dobrze. Ale zaraz coś poradzimy…
Moje początki z pracą nad normalną postawą nie były łatwe. Z notatek, które zawsze prowadziłem, przypominam sobie, że minęły dwa
miesiące, zanim przywykłem do prostych pleców.
Przez ten czas wciąż miałem wrażenie, że mój tułów jest napięty.
Lecz w rzeczywistości fizjologia dowodzi, że to właśnie zgarbiona postawa -- mimo fałszywego wrażenia rozluźnienia -- spina wewnętrzne
narządy i nadwyręża poszczególne odcinki kręgosłupa.
Po dwóch miesiącach utrzymanie kręgosłupa w pionie stało się dla
mnie przyjemne i wygodne. Widzę ogromną poprawę wytrzymałości
(dłuższa praca przy komputerze, na siedząco lub stojąco), ponieważ
narządy są rozluźnione, a kręgosłup nie jest spięty, tylko swobodny.
Trudno opisać normalną (prostą) postawę, dlatego strzeliłem zdjęcie
stron 194 i 195 z książki ENDOEKOLOGIA ZDROWIA autorów Iwana i
Ludmiły Nieumywakinów. Interesuje cię to, co na zielono:
(str. 89)
Na początku potrzeba trochę silnej woli, lecz warto: w przełożeniu na
codzienność, różnica jak dzień do nocy.
Też dlatego, że zgarbiona postawa ogranicza drenaż limfatyczny węzłów chłonnych wszystkich narządów pod przeponą.
Po polsku oznacza to, że np. w jelitach upośledzony zostaje proces
krążenia limfy, tym samym prowadząc do obrzęków zastoinowych -stagnacji systemu limfatycznego i gromadzenie się produktów odpadowych. Aby usprawnić krążenie po pierwsze należy wyregulować postawę. Po drugie należy pobudzić perystaltykę do pracy poprzez
błonnik pokarmowy, najlepiej naturalny:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 90)
36
Dłuższe i lepsze życie
dzięki Matce Ziemi
Ciekawe pytanie wpadło na moją skrzynkę po wczorajszym:
„Wygląda, jakby na wszystko były jakieś techniki albo metody. W
związku z tym zastanawiam się czy jest jakaś odnośnie postawy, o której pisałeś?”
Tak, moja droga, jest. Dla tych, co chcą rozwinąć świadomość w zakresie postawy ciała oraz jej roli w życiu i zdrowiu, namawiam do spojrzenia na Technikę Alexandra, z której prywatnie korzystam.
Jak opisuje jedna z polskich instruktorek, Magdalena Kędzior:
„Technika Alexandra to niezwykła metoda przywracania wewnętrznej
swobody ciała i ducha. Umożliwia powrót do stanu lekkości fizycznej i
swobody psychiczno -- emocjonalnej, którą mieliśmy jako dzieci i którą
większość z nas zatraciła w miarę dorastania.
„Dlatego technika ta nazywana jest również metodą reedukacji psychofizycznej. Pomaga posiąść na nowo naturalne umiejętności prawidłowego korzystania z możliwości własnego organizmu. Umiejętności,
które zatracamy w toku życia na skutek pośpiechu, stresu i obaw,
utrwalających tendencję do wkładania w wykonywaną czynność zbyt
dużego wysiłku i niepotrzebnych napięć mięśniowych.”
A teraz do rzeczy. Mieliśmy o ruchu, mieliśmy o metodzie Buteyko,
mieliśmy o normalnej postawie, czas na kolejny krok: podłączenie się
do energii Matki Ziemi, czyli UZIEMIENIE.
Wprawdzie temat był poruszany, ale często trzeba coś powtórzyć,
zanim się to weźmie do serca i wcieli w praktyce.
Znasz mnie już i wiesz, że jestem fanem tego, co proste i naturalne…
i często tanie lub bezpłatne. Takie jest uziemienie: proste, naturalne,
bezpłatne… a przy tym zbawienne dla ciała, umysłu i duszy. (W końcu
w zdrowym ciele zdrowy duch, czyż nie?)
(str. 91)
Prócz tego, że uziemienie podnosi jakość snu, gasi stany zapalne i
ogniska bólu (np. stawowo-mięśniowe), przyspiesza powrót do zdrowia, zwiększa czujność, pomaga się odprężyć, znieść zmęczenie, napięcie… to wszystko wskazuje na to, że również PRZEDŁUŻA życie i młomłodość.
Medycyna przeciwstarzeniowa wciąż poszukuje czynników, które
mogą odbudować i podtrzymać zasoby energetyczne oraz cyrkulację
energii w całym ciele. To misja towarzysząca ludzkości od zarania dziejów. Nic nowego.
Natomiast badania prowadzone od 2002 roku przez propagatora
uziemiania, Clintona Obera, wskazują na to, że uziemienie odsłania
perspektywę dłuższego i lepszego życia.
Dominująca teoria starzenia, czyli koncept wolnych rodników oksydacyjnych niszczących ciało, została po raz pierwszy przedstawiona
przez doktora medycyny Denhama Hermana z Uniwersytetu w Nebrasce w 1956 roku. Założenie jest takie, że starzenie to rezultat kumulowania się w ciele uszkodzeń, które powstają wskutek działania wolnych
rodników. Mogą one niszczyć DNA i prowadzić do mutacji w mitochondriach, „małych elektrowni” wewnątrz komórek i stopniowo
uszkadzać procesy produkcji energii na przestrzeni całego ciała.
Stąd -- z powodu ciągłej inwazji wolnych rodników, eksperci i guru
od zdrowia zachęcają do jedzenia pokarmów bogatych w antyoksydanty.
Organizm ludzki ma wbudowaną „matrycę” zapewniającą tkankom
ochronę przed uszkodzeniami od wolnych rodników. Jest to naturalny
antyoksydacyjny system obrony. Jeśli funkcjonuje prawidłowo, a ty jesteś połączony z Ziemią, wolne rodniki wytworzone w twoim ciele zostają zneutralizowane dzięki ruchliwym elektronom z Ziemi.
Już ta idea powinna być wystarczająca, by motywować do łączenia
się z Ziemią zawsze kiedy jest to możliwe, za dnia i w nocy.
Mniejszy potencjał antyoksydacyjny, choć równie potrzebny dla
utrzymania zdrowia i wydłużenia młodości, ma Błonnik Witalny:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 92)
37
15 prawd o jedzeniu od
rosyjskiego znawcy
zdrowia
Finał naszej wędrówki przez pięć metod doskonalenia zdrowia.
Oczywiście, w dwustronicowych Dziennikach nie wyczerpię ani jednej do końca. Ale nie o to chodzi. Moją rolą jest inspirować, Twoją
działać!
Jeśli naprawdę troszczysz się o własne zdrowie -- najcenniejsze, co
masz w życiu obok bliskich -- przynajmniej raz wyszedłeś na ogródek
bez butów. Sprawdziłeś, jak to jest poczuć Ziemię bezpośrednio pod
stopami i jej orzeźwiająco-kojący wpływ na ciało.
Jeśli naprawdę troszczysz się o własne zdrowie, przynajmniej pilnujesz, aby nie oddychać bez potrzeby przez usta, tylko przez nos. (Koronny warunek legendarnej w Rosji metody Buteyko.)
Jeśli naprawdę troszczy się o własne zdrowie, przynajmniej ruszasz
się więcej, niż do tej pory. I wreszcie zaczynasz zwracać uwagę na postawę.
Kontynuując:
Jednym ze źródeł energii dostającej się do organizmu jest pokarm.
Obecnie istnieje jakieś 2 000 sposobów odżywiania. Odnalezienie się
we wszystkich i wybranie najlepszego dla siebie graniczy z cudem.
Dlatego nie zamierzam przedstawiać żadnych z nich. Byłby to najnudniejszy Dziennik wszechczasów. Oraz całkowicie niepotrzebny.
Najważniejsze bowiem jest nie tyle co zjedliśmy… lecz co i ile zostało
PRZYSWOJONE.
Jeśli będziesz posłuszny następującym prostym zasadom, zrobisz
milowy krok w kierunku wydajnego odżywiania. Chciałbym być ich au(str. 93)
torem, ale słowa uznania należą się rosyjskiemu znawcy zdrowia, Iwanowi Nieumywakinowi.
To profesor, doktor nauk medycznych, członek Europejskiej i Rosyjskiej Akademii Nauk Przyrodniczych, Międzynarodowej Akademii Informatyzacji i Nauk Energoinformatyzacyjnych, Nauk MedycznoTechnicznych, Zasłużony Wynalazca Rosji, laureat Nagrody Państwowej, członek prezydium Wszechrosyjskiego Zawodowego Stowarzyszenia Medycznego Specjalistów Tradycyjnej Medycyny Ludowej.
Więc myślę, że przynajmniej warto wziąć jego rady pod rozwagę:
1. „Należy żyć nie po to, aby jeść, a jeść po to, aby żyć.” (Sokrates.)
2. Stosunek produktów powinien być następujący. Pokarm pochodzenia roślinnego: 50-60%. Węglowodany: 20-25%. Białka: 15-20%.
3. Płyny pić nie później niż 10-15 minut przed jedzeniem i 1,5-2 godzin po zjedzeniu. Po jedzeniu warto przepłukać jamę ustną wodą.
4. Pokarmy roślinne (sałaty, sałatki warzywne) spożywać na 8-10
minut przed jedzeniem posiłków węglowodanowych lub białkowych.
5. Zasadniczo nie mieszać potraw węglowodanowych z białkowymi.
6. Unikać potraw smażonych, tłustych wywarów, pełnego mleka,
produktów sztucznych i rafinowanych oraz umiarkowanie używać cukru.
7. Przeżuwać dokładnie pokarm aż do chwili, gdy zniknie w ustach
specyficzny dla niego smak. Przy tym proces zaspokajania głodu przebiega szybciej, a więc zjadamy mniej.
8. Nie gotować i nie siadać do stołu w gniewie. Zawsze należy być w
dobrym stanie ducha.
9. Proces trawienia to praca wymagająca dużo wysiłku, dlatego po
posiłku, zwłaszcza obfitym, pożądany jest 20-30 minutowy odpoczynek, ale nie sen i nie na leżąco.
10. Lepiej jeść więcej posiłków, a w małych ilościach, niż mniej, a w
wielkich. Posiłek wieczorny nie później niż o 20, nawet o 19:00 jest
bardziej wskazany.
11. Raz w tygodniu robić lekkie dni oczyszczające (na owocach, sokach), trwające od 24 do 36 godzin.
12. Podczas choroby, do czasu unormowania temperatury, nic nie
jeść za wyjątkiem picia wody i soków.
13. Zjadany pokarm powinien być równoważony ruchem.
(str. 94)
14. Ponieważ jedzenie to pracochłonny proces energetyczny obejmujący przetwarzanie pokarmu, wchłanianie substancji odżywczych, wydalanie odpadów, to optymalny styl odżywiania jest następujący: jeść
mniej, potrawy powinny być jednorodne, świeże, z przewagą tych pochodzenia roślinnego, przy jednoczesnym ograniczeniu słodyczy i wędzonek. Pamiętać należy, że jaki stół, taki stolec. Przychód (objętość
pokarmu) powinien być mniejszy, a rozchód (ruch) większy.
15. Jednym z powszechnych zakłóceń w pracy jelit są zaparcia, które
przyczyniają się do wielu chorób. Po to, aby stolec był oddawany codziennie, należy z rana (do godziny 7) wypić szklankę wody o temperaturze pokojowej i w ciągu dnia, co 2-3 godziny, po 50-70 ml, co jest
szczególnie ważne dla osób starszych.
Jeżeli do szklanki, o której wspomniał Iwan, wsypiesz miarkę Błonnika Witalnego, efekt będzie skuteczniejszy:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 95)
38
To był dzień, w którym
moja babcia eksplodowała
Piękny, słoneczny, ale dość chłodnawy. Wyjątkowo nie miałem co robić. Młodszy brat wyjechał na trzydniowy biwak. Byłem poważnie znudzony.
Gapiąc się na ścianę jak Al Bundy w telewizor, zauważyłem klucze do
zamkniętego pomieszczenia przy oborze (dziadkowie mieli gospodarstwo). Zawsze mnie ciekawiło, co tam jest. Pobiegłem sprawdzić.
Na rozłożonej wersalce były dwie grubaśne pierzyny, jedna na drugiej. Rzuciłem się na nie z niecałego metra i w tym momencie zrobiło
się biało. Wokoło zaczęły fruwać pióra!
Dotarło do mnie, że babcia robiła sobie ręcznie pierzynę i widocznie
jej jeszcze nie zaszyła.
Przestraszony znikłem stamtąd szybciej niż ciastka na obozie dla otyłych.
Babcia eksplodowała złością, kiedy weszła do środka. Później bałem
się wejść do kuchni, gdzie spędzała większość dnia. Każdy o inteligencji
większej niż rozmiar buta wiedziałby, że jestem tam teraz równie mile
widziany, co skunks na ogrodowym przyjęciu.
Ale… wszedłem. I ta część nie należy już do najmilszych, jakie mnie
w życiu spotkały. Pozwolę ją sobie przemilczeć.
A propos tego wspomnienia: dobrze pamiętam mnóstwo momentów
z dzieciństwa. Dziadkowie zawsze mieli pełno kur, trochę kogutów,
kaczki i z tuzin gęsi. Na obiad wciąż jedliśmy jakieś mięso.
I takie mięso: które może chodzić po trawie… skubać ziemię… żyć
wolne od stresu… karmić się czystą paszą… na pewno nie skrzywdzi, o
ile nie jest zjadane w nadmiernych ilościach.
(str. 96)
A to, które kupujemy dzisiaj? W miastach? Prezentuje sobą jeden z
bardziej niebezpiecznych produktów żywnościowych. Prawdopodobnie
mało kto wie, że hodowcy bydła uciekają się do najbardziej perfidnych
metod i sposobów, aby w minimum czasu wyhodować jak najwięcej
mięsa.
Wykorzystują następujące chwyty: bykom dają razem z karmą hormony żeńskie, a cielętom hormony męskie. Kastrują byki, barany, prosięta. W efekcie mężczyźni -- nawet jeśli jedzą dużo mięsa – nie
otrzymują hormonów płciowych, za to z mlekiem do ich organizmów
dostaje się dużo hormonów żeńskich.
Nie wspominając kur, na które nigdy nie padł nawet jeden promień
słońca i które nigdy, w całym swoim marnym życiu, nie dotknęły Ziemi…
A ile mięsa chorych lub niepełnowartościowych zwierząt dostaje się
na rynek! Co będę tłumaczył, oglądasz wiadomości w TV… Dzisiejsza
kontrola sanitarna nie daje rady wyśledzić wszystkiego przez mnogość
odczynników chemicznych istniejących w otaczającym środowisku i
mięsie.
To fakt: kupujemy mięso i kiełbasy w ilości kilkakrotnie przekraczającej normę, podczas gdy w tym samym czasie, ryby i warzywa o połowę mniej, a owoców i jagód nieco powyżej normy, choć powinny one
przeważać nad wszystkimi produktami.
Skąd zatem zdziwienie na coraz częściej występujące nowotwory?
Albo schorzenia układu sercowo-naczyniowego? Albo zaburzenia
przemiany materii, takie jak podagra, alergie, reumatyzm, choroby kobiecych i męskich narządów płciowych?
Udowodniono bez cienia wątpliwości: niezbędna dla organizmu ilość
białka mieści się w przedziale 35-45 g na dobę. Spożywanie większej
jest nie tylko niepotrzebne, ale i szkodliwe, ponieważ staje się przyczyną przedstawionych wyżej zaburzeń.
Ponadto… aby spożyć taką ilość białka niekoniecznie musimy jeść
mięso. Na przykład ser, soja, orzeszki ziemne i soczewica zawierają
procentowo więcej białka niż wieprzowina czy parówki.
Dzisiaj nie mam wątpliwości: pokarmy zwierzęce DOMINUJĄ w życiu niemal każdego człowieka na tej planecie. Mięso. Mleko. Jaja. Masło. Oleje. Wszystko to są pokarmy, w których nie ma błonnika
pokarmowego.
Potem wielkie zaskoczenie, że drugi tydzień ktoś nie był na tronie.
Wielkie zaskoczenie, że ktoś ma alergie na orzeszki albo jabłka. Wielkie
(str. 97)
zaskoczenie, że zaparcia uprzykrzają życie. Wielkie zaskoczenie, że ktoś
jest zmęczony w połowie dnia.
Pobudka!
Skoro tak potrzebnego błonnika pokarmowego nie dajemy jelitom z
tym, co jemy, należy uzupełnić braki suplementem diety. Skoro tak,
skoro dziś to praktycznie mus, dlaczego nie uciec się do Natury? I jej
czystego Błonnika Witalnego? -www.BlonnikWitalny.pl
(str. 98)
39
Prawdziwe oblicze
ziemniaka
Czy namiętna konsumpcja ziemniaka poprawia zdrowie?
Jak go ugotować, aby zachował kluczowe walory? W skórce czy bez?
Wrzucając do zimnej wody czy zagotowanej?
Ziemniaka o jakim wyglądzie kategorycznie nie należy jeść?
Dziś dalej zgłębiamy mądrości profesora Iwana Nieumywakina -oto, co ma do powiedzenia na temat ukochanego ziemniaka:
***
Ziemniakowi zawsze dawano pierwszeństwo przed innymi produktami. Nie bez powodu nazywany jest drugim chlebem. Jest dobry w
każdej postaci, zarówno jako osobne danie, jak i dodatek do innych.
Ale mało kto wie, że ziemniakiem można leczyć schorzenia związane
z zaburzeniami procesów metabolicznych! W skład ziemniaka wchodzi
do 20% skrobi, białka, błonnik, cała grupa witamin, karoten i inne substancje. W przerośniętym, zazielenionym ziemniaku zawarta jest toksyczna solanina. Takiego ziemniaka oczywiście nie wolno spożywać.
Zadziwiające, jak czasem po barbarzyńsku traktujemy produkty,
które podarowała nam Przyroda. Na przykład obierając ze skórki ogórki, jabłka czy omawiane ziemniaki, wyrzucamy przy okazji to, co tam
jest drogocenne.
W skórce bowiem znajduje się dużo aktywnych biologicznie substancji jak mikroelementy, błonnik, witaminy, kwasy: foliowy, cytrynowy,
jabłkowy i szczawiowy; plus sole zawierające potas oraz fosfor.
Stąd -- ziemniaki należy jeść razem ze skórką, obgotowując lub zapiekając w piekarniku, ponieważ w skórze znajduje się dodatkowo substancja wspomagająca trawienie skrobi.
Natomiast surowy sok z ziemniaka dobrze oczyszcza organizm z toksyn, zwłaszcza w połączeniu z sokiem z marchwi i buraków w propor(str. 99)
cjach 3:3:1. Według niektórych danych surowy sok z ziemniaków, poprawiając procesy metaboliczne, przyczynia się do likwidacji guzów
nowotworowych, sprzyja szybszemu zdrowieniu przy cukrzycy, owrzodzeniach żołądka i dwunastnicy, a także przy zapaleniach jelit, schorzeniach wątroby i nerek.
Podczas gotowania bez skórki ziemniak traci wszystko, co w nim
najcenniejsze. Ziemniaki należy wkładać wyłącznie do gotującej wody.
Ciekawostka: woda, w której gotują się ziemniaki zawiera dużo mikroelementów i innych substancji, dlatego wykorzystuj ją do przygotowywania płynnych dań.
Na przykładzie ziemniaka można kolejny raz udowodnić wyższość
odżywiania rozdzielnego. Skrobia zawarta w ziemniaku czynnie pochłania enzym pepsynę. To wspaniała informacja, ponieważ pepsyna
utrudnia procesy trawienia białek: zatrzymuje je w żołądku nawet na 68 godzin, a w jelitach na 20 do 40 godzin.
Katastrofa!
Dlatego nie należy jeść ziemniaków razem z mięsem, kurczakiem czy
rybą. Zwracam uwagę na to, że na przyswojenie węglowodanów organizm zużywa 20% energii, a na przyswojenie białek 7-9 razy więcej.
Okazuje się, że chociaż 100 g mięsa daje dwa razy więcej kalorii niż
100 g ziemniaków, to jest to mniej ekonomiczne z tego powodu, że
większą część energii pochłania przetworzenie mięsa.
Albo ujmując inaczej: węglowodany są bardziej korzystne energetycznie.
***
Jak widzisz, odpowiednio przygotowany ziemniak to królewskie danie! Nie tylko odżywia, bo i wspomaga oczyszczanie organizmu z toksyn.
Ale zejdźmy na ziemię: takie oczyszczanie to jak opróżnianie oceanu
łyżeczką. Prawdziwe oczyszczające tsunami daje naturalny Błonnik Witalny:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 100)
40
Współczesna muszla
klozetowa: gigantyczna
głupota!
– Człowiek rodzi się zdrowy, a wszystkie choroby wchodzą do niego
przez usta wraz z produktami żywnościowymi – mówił grecki lekarz
Hipokrates.
Okazuje się, że w XXI wieku choroby mogą wejść do człowieka jeszcze jedną drogą…
Ale od początku.
Każdy współczesny dom wyposażony jest w łazienkę. Tylko nie zdajemy sobie sprawy z pewnego zagrożenia, jakie niesie współczesna…
muszla klozetowa. Korzystają z niej wszyscy domownicy, i to kilka razy
dziennie. Z punktu widzenia bezpieczeństwa sanitarnego są one nieprzemyślane.
Jak pisze Nadieżda Siemionowa:
„W momencie wpadania do nich odchodów następuje rozprysk wody, zawierającej brud i pasożyty, które osiadają na zewnętrznych narządach płciowych i układzie wydzielniczym człowieka.
„Aż strach mówić, czego można się nabawić przy korzystaniu z toalety w pracy, w szpitalu, na dyskotece, w klubie sportowym czy w parku!
„(…) Intymna procedura na dzisiejszej muszli czyni z człowieka bezbronną tarczę strzelniczą w wyniku wprowadzania do sprzedaży nieprzemyślanych i nie konsultowanych z lekarzami sanitarnymi
nowoczesnych modeli.
„Jak można to nazwać? Lekkomyślnością? Nieodpowiedzialnością?
A może po prostu gigantyczną głupotą?”
(str. 101)
W pierwszej chwili puściłem te słowa mimo uszu. Ale kiedy poszerzyła się moja świadomość związana ze zdrowiem, dotarło do mnie ich
znaczenie i stwierdziłem, że to nie żarty.
Przy okazji: oboje troszczymy się o swoje bezpieczeństwo, a ponadto
-- rozmawiamy o tym, co ludzkie, dlatego piszę otwarcie:
Oto mój patent na powyższy problem. Zawsze, jak potrzebuję załatwić sprawę, po prostu wrzucam do tej nieszczęsnej muszli kawałek
papieru toaletowego, tak że nic nie ma prawa się rozpryskiwać.
Sposób banalny, ale skuteczny, czyż nie?
Jeszcze wracając do Hipokratesa. Jeśliby podsumować jego przesłanie w zdaniu, szłoby tak: chcąc doświadczyć aktywnej długowieczności,
należy się prawidłowo odżywiać, mądrze łącząc naturalne pokarmy.
Tutaj jeden z takich naturalnych pokarmów wspomagający zdrowie
jelit i ich skuteczność w odprowadzaniu odpadów przemiany materii:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 102)
41
Solić czy nie solić –
oto jest pytanie
Trochę filozoficznie, ale skupmy się na faktach.
Soli potrzebują wszystkie istoty żywe, szczególnie ludzie, których
męczy astma i alergie.
Cytując Nadieżdę Siemionową, znaną w Rosji i na świecie terapeutkę, która od wielu lat prowadzi w Soczi Szkołę Zdrowia:
„(…) W niektórych kulturach sól do dziś ceniona jest na wagę złota.
Mieszkańcy pustyń wiedzą, że używanie soli to gwarancja ich przeżycia.
Dla nich kopalnie soli są jak złoża złota dla Europejczyka.”
Ok, tylko co z magicznym zwrotem sól zabija?
Na pozór słusznie: kuchenna sól to w 97,5% chlorek sodu i w 2,5%
substancje chemiczne, takie jak absorbenty wilgoci i jod. Suszy się ją w
temperaturze 1200 stopni Celsjusza, gdzie tak wysoka temperatura
masakruje naturalną strukturę. Dlatego nie jest dobra dla zdrowia. Organizm reaguje na nią jak na obcą, nierozpoznaną substancję.
Tak naprawdę sól kuchenna nie jest prawdziwą solą. Nauka mówi, że
może destabilizować ciśnienie krwi, powodować cellulit, uszkodzić
prawidłową gospodarkę wodną, i wysyp innych schorzeń.
Z drugiej strony sól to zasadnicza część życia: jest we krwi, w łzach, w
pocie, w spermie…
Farmerzy na przykład wiedzą, że jeśli nie wyłożą cielakom soli, to
wkrótce zwierzęta zaczną wąchać kwiatki od spodu. Używają jednak
naturalnej soli, nie kuchennej -- czyli przetworzonej i wyjałowionej -którą prawdopodobnie masz w kuchennej szafce.
Jeśli nie kuchenna, to jaka? Krystaliczna sól himalajska -- najlepsza
sól, jaką Natura obdarowała człowieka.
(str. 103)
Według doktora Josepha Mercola to matka wszystkich soli: reguluje
dystrybucję wody w ciele… równoważy kwasy w komórkach, zwłaszcza
mózgowych… reguluje poziom cukru, zmniejszając tempo starzenia …
…pomaga wytwarzać energię hydroelektryczną w komórkach i
wchłaniać składniki odżywcze z pożywienia… oczyścić płuca z flegmy i
śluzu -- zatem jest szczególnie polecana przy astmie i mukowiscydozie… zapobiega skurczom mięśni… wzmacnia strukturę kości -- tak np.
osteoporoza może występować wówczas, gdy organizm potrzebuje więcej soli, którą zabiera właśnie z kośćca…
…sprzyja lepszemu snu -- działa jako naturalny środek nasenny…
utrzymuje libido… stabilizuje nieregularne bicie serca -- w połączeniu z
wodą i potasem, okazuje się niezbędna do regulacji ciśnienia krwi.
Oczywiście twierdzenia te są uzasadnione naukowo. Na przykład:
„Dziewięciotygodniowy eksperyment z podwójnie ślepą próbą z
2003 roku na Uniwersytecie w Graz w Australii, badał rezultaty picia
1,5 litra wody dziennie z solą kuchenną w porównaniu do 1,5 litra
wody z solą himalajską. W badaniu pacjenci, którzy pili wodę z solą
himalajską, donieśli o znacznych, pozytywnych zmianach w oddychaniu, krążeniu, sprawności stawów i złagodzenia nerwowości. Odnotowano też lepszą jakość snu, więcej energii w ciągu dnia, lepszą
koncentrację w pracy i nauce, spadek na wadze, a nawet – co zadziwiło samych naukowców – lepszy wzrost włosów i paznokci.”
Prywatnie sól sypię wedle smaku zawsze tam, gdzie mogę: na kanapki, do sałatek, past, kremów.
Oczywiście stronię od soli kuchennej. Jest niczym innym, jak chlorkiem sodu. Z kolei sól himalajska to chlorek sodu plus 82 życiodajne
minerały w naturalnej formie, gotowe wspierać wszystkie procesy metaboliczne. Budują nasz organizm i można je znaleźć w pierwotnym
oceanie, z którego pochodzi całe życie.
Ale niektórzy chyba urwali się z choinki: stosują kuracje oczyszczające solą z dwóch łyżek stołowych na czczo w wodzie mineralnej. Na litość boską, sól nie po to służy człowiekowi! Jest tyle smaczniejszych
sposobów na oczyszczanie…
Na przykład koktajl ze zmiksowanych owoców, posypany cynamonem lub zmielonym kardamonem z miarką Błonnika Witalnego, który
działa jak miotełka opróżniając jelita ze zbędnej treści pokarmowej:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 104)
42
Najgorsza pozycja
w czasie snu (bo okrada z tlenu)
W objęciach Morfeusza spędzamy gdzieś 1/3 życia. Przyjmując, że doczekamy osiemdziesiątki, w sumie śpimy 26 lat!
Wyobraź sobie, że spędzasz te 26 lat wyłącznie z korzyścią dla zdrowia… zapewniając sobie dotleniający sen… głęboki odpoczynek… całkowitą regenerację…
Cóż, w praktyce wystarczy kilka zmian, aby tak właśnie było!
Jedną z nich jest unikanie najgorszej pozycji ciała w czasie snu: na
plecach.
Aby zrozumieć czemu spanie na plecach odbiera zdrowie, uchwyćmy
temat od strony naukowej (uproszczonej). Otóż badania epidemiologiczne dowiodły, że poranne godziny (3.00 – 5.00) mają najwyższy
wskaźnik umieralności oraz zaostrzania się symptomów u chorych.
Tak naprawdę to właśnie sen najczęściej wysyła ludzi na tamten
świat. Szczególnie tych, co cierpią na astmę, POChP, dławicę piersiową
i kłopoty sercowe lub inne poważne schorzenia.
Badania kliniczne sugerują, że sprawcą śmierci w trakcie snu i pogarszania się stanu zdrowia jest nieprawidłowe stężenie tlenu i dwutlenku węgla w krwi tętniczej.1
Reguluje je sposób, w jaki oddychamy, gdy śpimy.
I teraz: z prawa Bohra wiemy, że kiedy poziom dwutlenku węgla we
krwi spada poniżej normy, po około 15 minutach następuje niedotlenienie mózgu, serca, nerek i tak dalej. Przez hiperwentylację, która powstaje w wyniku np. niewłaściwej pozycji ciała, cząsteczki tlenu nie są
zdolne odczepić się od hemoglobiny, a zatem nie są zdolne natlenić organizmu.
(str. 105)
Krótko mówiąc: pozycja podczas snu, która naraża na największe
straty CO2, jest najbardziej niebezpieczną ze wszystkich -- okrada bowiem z tlenu.
Według przeszło pięćdziesięcioletnich pomiarów profesora K.P. Buteyko, właśnie spanie na plecach najmocniej blokuje dopływ tlenu do
wszystkich narządów.
Z kolei pozycja, która najmniej atakuje układ oddechowy, a zatem
zapewnia największą dostawę tlenu, to pozycja na lewym boku.
Spróbuj na przykład przez miesiąc zasypiać w tej pozycji, jeśli nie ma
przeciwwskazań. Sam poczuj i oceń zmiany.
CIEKAWOSTKA: obserwacje kliniczne mówią, że spanie na lewym
boku to najkorzystniejsza pozycja dla ruchów perystaltycznych w jelicie
grubym z powodu efektu grawitacyjnego w okrężnicy poprzecznej.
Oznacza to nic innego, jak lepszą regenerację układu pokarmowego.
Zatem dobra pozycja poprawi Twój sen, Twoje zdrowie i działanie
układu pokarmowego. A już szczególnie jeśli poprzedniego dnia piłeś
Błonnik Witalny, który wysyła na tron z rana i daje lekkość na cały Boży dzień:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 106)
43
Jak się natlenić (9 naturalnych sposobów)
Wczoraj, jak co wieczór, poszedłem biegać.
Normalnie biegam sam, ale tym razem trafiłem na koleżankę. A może przyjaciółkę? Nigdy nie wiem, gdzie jest granica.
W każdym razie, natknąłem się na Sandrę.
– Idziesz biegać? – zapytała.
– No jak widać – odparłem.
– A mogę dzisiaj z tobą?
– Zapraszam!
Który facet by nie chciał, heh. Sandra to ucieleśnienie piękna. Połączenie Marilyn Monroe, Julii Roberts i Nicole Kidman. Orgazm dla
oczu!
Mija trzy, może pięć minut. Zwykle pojawia się wtedy lekka, naturalna zadyszka -- i człowiek zaczyna oddychać przez usta. Nie inaczej:
Sandra zaczyna oddychać przez usta.
A ja… cały czas przez nos. Sandra spogląda na mnie ze zmarszczonymi brwiami, ale nic nie mówi, a ja się tylko lekko uśmiecham.
W końcu pyta: – Ej, czemu ty masz zamknięte usta??
Oczywiście, nie łapię zadyszki podczas biegu dlatego, że praktykuję
metodę Buteyko, dzięki której mam na stałe lepiej natleniony organizm
niż 90% ludzi.
Poprzez Dziennik nie zdołam nauczyć ćwiczeń profesora K.P. Buteyko, które są najszybszą drogą do natlenienia organizmu. Mogę za to
przedstawić pozostałe jego sugestie -- te z zakresu stylu życia.
(str. 107)
1. Oddychanie przez nos 24/7. Dzięki temu w płucach zostaje
większa ilość CO2, a zatem większa ilość tlenu ma szansę dotrzeć do
komórek i natlenić organizm.
2. Oddychanie przeponą. Normalne oddychanie odbywa się poprzez mięsień oddechowy, czyli przeponę. Angażuje dolne partie płuc, a
te mają większą zdolność nasycania krwiobiegu CO2, niż górne. Jak
poprzednio: następuje lepsze dostarczanie tlenu do komórek, tkanek,
narządów.
3. Spanie na lewym boku. Według pomiarów Buteyko, ta pozycja
najlepiej zapobiega hiperwentylacji, co naturalnie prowadzi do lepszego natlenienia. Temat był rozwinięty w czwartkowym wydaniu Dziennika.
4. Uziemienie. Wyzerowanie ładunku ciała, czyli dostarczenie
wolnych elektronów z Ziemi, to jeden z najszybszych sposobów na lepsze dotlenienie. Praktyka pokazuje, że już po 30 minutach test na pauzę kontrolną (który wykazuje poziom natlenienia organizmu)
podskakuje o dwie, trzy sekundy. Efekty są jeszcze lepsze, gdy śpimy
uziemieni!
5. Aktywność fizyczna. Mięśnie w ruchu to maszyny do produkcji
dwutlenku węgla. Jeszcze bardziej zbliżają jego poziom do normy. W
efekcie jeszcze więcej tlenu oddziela się od hemoglobiny. Zatem jeszcze
lepiej dotleniamy mózg, serce, wątrobę i cała reszta Ciebie!
6. Poprawne mówienie. Tracimy mnóstwo dwutlenku węgla, jeśli jesteśmy gadatliwi. Profesor Buteyko radził, by mówić spokojnie.
Dzięki temu nie trzeba się spieszyć i z łatwością można nabierać powietrze przez nos, nie usta. A to, jak już wiesz, jest ważnym czynnikiem
zwiększającym natlenienie.
7. Jeść wtedy, gdy odczuwamy głód. Buteyko odkrył, że jeśli
organizm dostaje posiłek bez uczucia głodu, wymiana gazowa ulega
większemu pogorszeniu niż w obecności głodu.
8. Nie przejadać się. Profesor sugerował także, aby kończyć posiłkowanie, gdy głód ustępuje. Dietetycy jak mantrę powtarzają: lepiej
zjeść więcej posiłków w małych porcjach niż mniej posiłków w dużych
porcjach. A co robi większość ludzi? Łyka wszystko jak głodny pelikan.
9. Składniki odżywcze. To znaczy: witaminy, minerały, pierwiastki śladowe, kwasy tłuszczowe, błonnik pokarmowy. Ich deficyt
powoduje nieświadome zmiany we wzorcu oddychania.
Weźmy na przykład magnez. Poprawia pracę mięśni. Przepona jest
mięśniem, więc niedobór magnezu utrudnia oddychanie przeponowe.
(str. 108)
Albo błonnik pokarmowy: jeśli go brakuje, zalegające w jelitach fekalia przedostają się do krwi i zatruwają organizm.
Ratować się środkami na przeczyszczenie to jak brać niedźwiedzia na
sztuczny miód. Lepiej pić co rano Błonnik Witalny -- bo bezpieczniej i
skuteczniej:
www.BlonnikWitalny.pl
(str. 109)
44
Zdrowotne karate
z panem Miyagi
W znanym wszystkim Karate Kid, mądrość pana Miyagi ma zastosowanie nie tylko w sztukach walki, ale i w mistrzowskim doskonaleniu
zdrowia.
Daniel: – Czyli w karate chodzi o walkę. Trenuję, by walczyć!
Pan Miyagi: – Tak myślisz?
Daniel: – [zastanawia się] Nie.
Pan Miyagi: Zatem po co trenować?
Daniel: – [po krótkim namyśle] Żebym nie musiał walczyć.
Pan Miyagi: – [śmiejąc się] Miyagi widzi dla ciebie nadzieję!
W ujęciu zdrowia, pan Miyagi powiedziałby, że należy zapobiegać
TERAZ po to, by nie musieć walczyć z chorobą PÓŹNIEJ.
Nie inaczej, szczególnie że zapobieganie jest tańsze i łatwiejsze, niż
leczenie. Zatem -- jak zapobiegać? Tym razem niech powiedzą mądrzejsi ode mnie:
1) „Ten, kto chce pozostać w dobrym zdrowiu, powinien unikać
smutnych nastrojów i zachowywać radosny umysł.” ~Leonardo da Vinci
2) „Chcesz być zdrowy, młody, nie stroń nigdy od wody.” ~Czesław
Klimuszko
3) „Pijąc cudze zdrowie, psujemy własne.” ~Jerome K. Jerome
4) „Najlepszy sposób zachowania zdrowia: nie jeść, gdy się nie chce i
przestać jeść, gdy jeszcze jest chęć do jedzenia.” ~Bertrand Saadi
5) „Nic nie przyniesie większej korzyści ludzkiemu zdrowiu oraz nie
zwiększy szans na przetrwanie życia na Ziemi w tak dużym stopniu jak
ewolucja w kierunku diety wegetariańskiej.” ~Albert Einstein
(str. 110)
6) „Aby dorobić się gorzkiej choroby, jedz więcej słodkiego. Aby zachować słodkie zdrowie, jedz więcej gorzkiego.” ~Iwan Nieumywakin
Choroba przybywa na koniu, a odchodzi piechotą. Stąd moja rada od
serca: nawet jeśli nie dokucza Ci problem z jelitami lub cholesterolem,
to i tak namawiam, byś po przebudzeniu do orzeźwiającej wody dosypywał miarkę Błonnika Witalnego:
www.BlonnikWitalny.pl
The end.
(str. 111)
Download

Od gehenny do wolności: największe lekcje 5 lat w