Żyj zgodnie
ze swoją wiarą
O Franciszku i nie tylko
Prawda
w Biblii
Rozmyślania o prawdziwych
wiosennych porządkach
Pustynia
Spis treści:
s. 3 Żyj zgodnie ze swoją wiarą
– Konstanty Wiazowski
s. 5 Nowa edycja CEL-u rozpoczęta!
– Mateusz Wichary
s. 7 Wspomnienie z konferencji
w Zelowie – Katarzyna Jarosławska
s. 8 Wielkopiątkowy Fenomen
– Tomasz Kalisz
s. 10 O Franciszku i nie tylko
– Mateusz Wichary
s. 13 Prawda w Biblii – Janusz
Kucharczyk
s. 14 Biblia a argumenty
homoseksualistów – John Stott
s. 17 Pismo w sprawie związków
partnerskich
s. 18 Względna prawda – Ryszard
Tyśnicki
s. 20 Inspirujące symbole: Pustynia
– Aneta Krzywicka
s. 24 Ostatnie spojrzenie
– Beata Jaskuła-Tuchanowska
s. 26 Filozofujący chrześcijanie:
Chrześcijaństwo a rewolucja
naukowa XVII w. – Janusz
Kucharczyk
s. 28 Kobieta kobiecie: Rozmyślania
o prawdziwych wiosennych
porządkach – Alina Woźniak
s. 30 Dla dzieci – Nela i Zbyszek
Kłapa
s. 31 Przy wspólnym stole:
Eucharystia – Tomek Bogowski
i Weronika Mazurkiewicz
s. 32 Stylowa muzyka – Tomek
Bogowski
s. 33 Wiadomości ze świata
– Konstanty Wiazowski
MIESIĘCZNIK SŁOWO PRAWDY
- ORGAN PRASOWY KOŚCIOŁA CHRZEŚCIJAN BAPTYSTÓW W RP
Ukazuje się od 1925 r. Rocznik LXXXVIII: 2013 r.
Nr 4 (kwiecień) • ISSN 0239-4413
KOLEGIUM REDAKCYJNE: Mateusz Wichary (Redaktor Naczelny),
Gustaw Cieślar, Konstanty Wiazowski, Danuta Marcyniak,
Aneta Krzywicka, Paweł Krzywicki, Ryszard Tyśnicki
Adres redakcji i administracji: ul. Waliców 25,
00-865 Warszawa, tel./fax: 022 624 27 83
e-mail: [email protected]
www.dlajezusa.pl (dział Materiały)
Ofiary za pismo prosimy kierować na konto Kościoła Chrześcijan
Baptystów: ING Bank Śląski 20105010541000002317496905.
Materiałów nie zamawianych Redakcja nie zwraca i zastrzega sobie prawo
dokonywania zmian w treści i w tytule nadesłanych tekstów.
Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń.
Jeśli nie jest to opisane inaczej, fotografie zostały dostarczone przez autorów artykułów.
SKŁAD I OPRACOWANIE GRAFICZNE: Aneta i Paweł Krzywiccy
DRUK I OPRAWA: KOMPAS II, Waliców 25, Warszawa
Numer zamknięto: 11 kwietnia 2013 r.
(Projekt okładki z wykorzystaniem materiałów z kolekcji Fotolia)
KAZANIE
OD REDAKCJI
Niebezpieczna prawda
Czy lubimy prawdę? Ostatnio przeczytałem następujące słowa: „Duchowi niewolnicy oburzają się na duchową wolność; podobnie jak duchowi panowie.
Hebrajscy niewolnicy wściekli się na Mojżesza za to, że zdenerwował faraona
(Wj 5:20-21). Nie zdenerwowali się na Faraona-tyrana. Niewolnicy potrzebują tyranów tak samo, jak tyrani niewolników; to układ wzajemnej zależności, który nie
opiera się na rządzeniu sobą w Boży sposób.”
Niewolnicy lubią niewolę. Wolność przeraża. Oznacza wyjście z układu może
trudnego, ale znanego. Mam swoją cebulę, ogórki, nadzorcę. Kłaniam się głęboko.
Siebie mam za nic, ale w sumie godzę się na to, bo nic z tym nie muszę robić. Byle
by mi pozwolili na zaspokajanie najprostszych instynktów i potrzeb – a będę im
dozgonnie wdzięczny! Oto serce niewolnika.
A prawda wyzwala (J 8:32). Prawda niszczy niewolę, bo stawia wyzwania. Nazwała niewolników w Egipcie Bożym ludem i kazała im wyjść. To była ich tożsamość, która mieli przyjąć. Ale nie byli na to gotowi. Chcieli, żeby po prostu ich nie
bito tak mocno. A Bóg zmienił cały ich świat.
Tak samo prawda wyzwala i dziś. Mówi o nowym życiu w Jezusie Chrystusie;
o przebaczeniu, ale i uświęceniu i zadaniach, jakie Bóg przed nami stawia. Ona
wciąż może całkowicie zmienić życie. Ale wciąż się tego obawiamy.
Owa prawda jest tematem głównym tego numeru Słowa Prawdy. Polecamy krótki
wstęp o samym użyciu pojęcia prawda w Biblii autorstwa Janusza Kucharczyka,
oraz rozważania o naszej odwadze w życiu w prawdzie autorstwa Ryszarda Tyśnickiego. Również, moje rozważania o tym, jak powinniśmy myśleć o nowym
papieżu Franciszku – czyli, jaka jest prawda o nas i Bożym działaniu wśród katolików. Następnie politycznie niepoprawne, ale mamy nadzieję biblijne, a więc
i prawdziwe przedstawienie problemu homoseksualizmu oraz przykład z Okręgu
Gdańskiego jak dawać świadectwu prawdzie. Dodatkowo, w zasadzie również
w temacie głównym, rozważanie z serii „Inspirujących symboli” o pustyni i jej
roli w odkrywaniu prawdy o Bogu i sobie. Podobnie kolejny cykl „filozofujących
chrześcijan” - tym razem o prawdzie w kontekście poszukiwań jedności poznania
wiary i nauki w wieku XVII i XVIII – z wnioskami, które odnoszą się i dzisiaj do
nas. Ale również i rozważanie o wiosennych porządkach w duszy (seria „Kobieta kobiecie”). W końcu wezwanie kazania – do szczerości i uczciwości, a więc
prawdziwości, w naszym podążaniu za Bogiem.
Dodatkowo przejmujący obraz żony Lota, lekcja dla dzieci o „drodze bez przejazdu”, sprawozdanie z nowej edycji CELU, która mamy nadzieję pomoże nam
lepiej służyć Bożej Prawdzie, wspomnienie z Konferencji Kobiet w Zelowie oraz
inspirująca relacja z wspólnego przeżywania Wielkiego Piątku z Katowic. Przy
wspólnym stole tym razem rozmowa o eucharystii (Wieczerzy Pańskiej), a wśród
informacji polecamy zwrócić uwagę na wiadomość o nowych ewangelikalnych
doktorach teologii oraz nowych zmianach w baptystycznym zborze w Toronto.
Żyj zgodnie
ze swoją wiarą
Konstanty Wiazowski
D
rodzy w Chrystusie Panu! Od samego początku główną trudnością w naszym chrześcijańskim życiu
jest konsekwentne – zgodne z naszą
wiarą i przekonaniami – postępowanie. Zmagali się z tym również pierwsi
chrześcijanie. Trudno im było przystosować się do nowych wymagań, jakie
stawiała przed nimi chrześcijańska
wiara. Zresztą, byli pierwszym pokoleniem chrześcijan, tkwiących jeszcze
w swoich dawnych przekonaniach
i przyzwyczajeniach. Dlatego apostoł
Paweł często w swoich Listach napominał ich i zachęcał do konsekwentnego
życia chrześcijańskiego, do postępowania zgodnego z ich nową wiarą. „Jeśli
żyjemy według Ducha, według Ducha
też postępujmy” – napisał w Liście do
Galacjan (5,25).
Panie Jezu, prowadź nas w prawdzie. Daj nam odwagę, by jej nie tłumić.
Duchu Święty, daj nam wiarę, by żyć w pełni powołania i oddania, uwolnienia
od okowów bylejakości, zarozumialstwa, pychy, słabości, obłudy, intryganctwa,
cwaniactwa, zawiści, pogardy i wszystkich innych grzechów. Daj nam odwagę,
by widzieć świat w Twój, Boże Ojcze, sposób. Zachowuj nas w prawdzie Twojej,
ale i szczerości i pokorze, abyśmy chwalili Ciebie, Trójjedyny Boże w duchu
i w prawdzie, Amen.
Zwróćmy zatem uwagę na jeden fragment z jego Listu do Efezjan. A brzmi
on tak: „Proszę was więc ja, więzień
w Panu, abyście postępowali w sposób
godny powołania, które otrzymaliście”
(4,1). Występujące w tym tekście małe
słówko „więc”, a w innych przekładach „zatem” czy „tedy”, ma tu wielkie
znaczenie. W niektórych przekładach
pierwszy wiersz czwartego rozdziału
zaczyna się słowami „Dlatego proszę
ja, więzień w Panu...”.
w imieniu Redakcji,
pastor Mateusz Wichary
Na temat tego jednego słowa „dlatego”
wielki kaznodzieja angielski Martyn
Lloyd-Jones wygłosił długie kazanie.
Na podstawie pierwszych szesnastu
wierszy czwartego rozdziału Listu do
Efezjan wygłosił on 22 kazania, co stanowi poważną książkę, na prawie 280
stron. Możemy wyobrazić więc sobie,
jak dokładnie przyglądał się i wyjaśniał znaczenie każdego słowa, zwrotu
i zdania tego tekstu (jak mało jest teraz
takich kaznodziejów!). Dlaczego jego
pierwsze kazanie zostało poświęcone
tylko jednemu słowu: dlatego? Otóż
List to Efezjan dzieli się na 6 rozdziałów, trzy pierwsze z nich są poświęcone doktrynie, biblijnym podstawom
wiary, natomiast trzy następne to nakazy związane ze stosowaniem tych zasad w codziennym życiu. Inaczej mówiąc, trzy pierwsze rozdziały to teoria,
a trzy następne – to praktyka. A to małe
słowo „dlatego” jest łącznikiem, jakby
pasem transmisyjnym między pierwszą
a drugą częścią Listu do Efezjan, między doktryną, nauką biblijną, podstawami wiary a jej praktycznym zastosowaniem w życiu. To most prowadzący
od teorii do praktyki.
Pamiętaj kim jesteś
W Liście tym Paweł zachęca wierzących, aby „postępowali w sposób
godny swego powołania”. Powołani to
ogólne określenie chrześcijan, którzy
zostali przez Jezusa Chrystusa wy-
wołani z tego świata i zaproszeni do
Jego naśladowania. Kościół to zgromadzenie powołanych z ciemności tego
świata do światłości Bożego zbawienia.
A zatem pierwszym obowiązkiem
chrześcijanina jest pamiętanie o swoim
powołaniu. Od początku tego Listu Paweł przypomina o tym swoim czytelnikom mówiąc o Bogu, który „udzielił
nam w Chrystusie pełni duchowych
błogosławieństw. W Nim przecież
wybrał nas przed założeniem świata...
przeznaczył nas, abyśmy przez Jezusa
Chrystusa stali się Jego synami” (1,3-5).
A zatem, wszystkie duchowe błogosławieństwa są do naszej dyspozycji.
Zostaliśmy powołani do Bożej rodziny, jesteśmy dziećmi Bożymi. Jesteśmy „współobywatelami świętych i domownikami Boga” (2,19). W Chrystusie
mamy „dostęp do Boga... od którego
wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi
bierze swoje imię” (3,12.15).
Zawsze też powinniśmy pamiętać
o tym, że zostaliśmy powołani ze
śmierci do życia, od mocy grzechu do
nowości życia nie przez swoje zasługi,
lecz wyłącznie z łaski Bożej. „Łaską
przecież jesteście zbawieni – pisze Paweł – przez wiarę. Nie od was więc to
pochodzi, lecz jest darem Boga” (2,8).
Dalej Paweł oczekuje, aby przez swego
Ducha Bóg umocnił ich wewnętrznie
i przez wiarę Chrystus zamieszkał w ich
SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013 •
3
Z ŻYCIA KOŚCIOŁA
sercach; aby zostali oni zakorzenieni
w miłości i zbudowani na jej fundamencie (3,16-18). Jakże ważne są fundamenty wiary! Trzeba poświęcać czas,
aby solidnie wziąć się za studiowanie
nie tylko Biblii, ale i solidniejszych opracowań teologicznych. Trzeba pamiętać
o swoim powołaniu i wybraniu. Jakże
wielu zapomniało o tym, rzeczywistość
doczesna stała się dla nich ważniejsza
od wiecznej i w połowie swojej życiowej drogi, czy nawet przy jej końcu, tak
jak Demas (2 Tym.4,10) umiłowawszy
ten świat rezygnowali ze swego chwalebnego dziedzictwa.
Żyj godnie swego powołania
Dlaczego wierzący w Efezie mają postępować w „sposób godny swego
powołania”? Mają tak postępować ze
względu na to, co zostało powiedziane
w pierwszych trzech rozdziałach: zostali oni przez Boga wybrani, przez Niego
usynowieni w Chrystusie, przeniesieni
ze śmierci do życia, stali się dziedzicami wspaniałych Bożych obietnic.
Właśnie dlatego, biorąc to wszystko
pod uwagę mają prowadzić nowe życie, żyć na wzór Chrystusa, przebaczać
innym jak Chrystus im przebaczył, stać
się zaczątkiem nowego rodzaju ludzi.
Jakże wiele problemów Kościoła wynika z tego, że odrywa się wiarę od
praktyki życiowej. Jedni bowiem koncentrują się zbytnio na doktrynie, na
wyjaśnianiu niektórych trudnych zagadnień, na spieraniu się o sposób rozwoju czasów ostatecznych, stale prowadzą spory, a nawet kłócą się; znowu
drudzy koncentrują się przede wszystkim na mistycznych przeżyciach, na
oderwanych od rzeczywistości duchowych uniesieniach i kontemplacji, czy
budują swoją przyszłość wyłącznie na
emocjach – nieraz niezgodnych z nauką biblijną. Ale emocje, przeżywanie
Bożej miłości, muszą być budowane na
prawdzie Bożej. Ta prawda, jak lokomotywa ciągnie za sobą wagony wiary,
przekonań i uczuć. Stąd Paweł pisze:
„Dlatego postępujcie w sposób godny
powołania, które otrzymaliście”.
Najpierw jest poznanie prawdy Bożej,
a potem jej zastosowanie. Nie można
Przez Niego więc nieustannie składamy Bogu ofiarę uwielbienia,
to znaczy owoc warg wyznających Jego Imię
Hebr. 13:15
budować życia na Bożej miłości bez
budowania na Jego prawdzie. Wielu żyje dzisiaj tak, jak chce licząc na
Bożą miłość. Ale Bożej miłości nie da
się oddzielić od Bożej prawdy. Dlatego pierwsi chrześcijanie – jak mówi Pismo Święte – przede wszystkim „trwali
w nauce apostolskiej” (Dz 2,42). Bóg
oczekuje, aby ludzie wierzący „we
wszystkim stali się ozdobą nauki naszego Zbawiciela” (Tyt 2,10). W centrum
jest nauka naszego Zbawiciela, to cenny obraz, który ma być oglądany i podziwiany. A życie ludzi wierzących to
jedynie ramy, które choć też są ważne,
to jednak tylko dlatego, że ozdabiają
i chronią ten cenny obraz. Bez tego obrazu same ramy, choćby piękne i dostojne nie mają żadnej wartości.
Tak samo doktryna może stać się jedynie pustą teorią, o ile nie zostanie
zastosowana w praktyce. Celem naszego życia jest upiększanie, czynienie
nauki biblijnej atrakcyjną, pociągającą,
piękną. Tak samo twoje i moje życie –
choćby miało wiele miłości i dobrych
uczynków – jeżeli nie będzie ono opierało się na objawionej w Piśmie Świę-
WYKŁADY SŁOWA BOŻEGO
ZAJĘCIA MUZYCZNE
WSPÓLNE UWIELBIENIE
Warsztaty Muzyczne 2013
11- 18 sierpnia 2013, Radość
Ośrodek Kościoła Chrześcijan Baptystów
DO UDZIAŁU W WARSZTATACH ZAPRASZAMY:
GRUPY UWIELBIENIOWE, INDYWIDUALNYCH MUZYKÓW,
POWADZĄCYCH CHÓRY
PRZEDMIOTY ZAJĘCIOWE:
EMISJA GŁOSU, CHÓR, INSTRUMENTY KLAWISZOWE,
SMYCZKOWE, PERKUSYJNE, BAS, GITARA ELEKTRYCZNA
I AKUSTYCZNA, ARANŻACJA I AKOMPANIAMENT DO PIEŚNI,
PODSTAWY
NAGŁOŚNIENIEM
4 • SŁOWODYRYGOWANIA,
PRAWDY • Numer 4 PRACA
/ kwiecień Z
2013
WARSZTATY
PROWADZI:
KOSZTY UDZIAŁU W WARSZTATACH:
Opcja nr 1: 490 zł – zakwaterowanie 7 dni w pok. 2-5 os. + pełne wyżywienie
(3 posiłki dziennie)
Opcja nr 2: 220 zł – udział w zajęciach muzycznych i wykładach + obiad
(bez śniadań, kolacji i noclegów)
W warsztatach mogą wziąć udział osoby, które ukończyły 16 lat.
Dodatkowe informacje: Urszula Lis, [email protected], tel. 501 189 770
Zgłoszenia: Danuta Marcyniak, [email protected]
tym prawdzie, nie będzie życiem chrześcijańskim. A zatem najpierw musi być
nauka biblijna, a potem życie chrześcijańskie. Najpierw wiara, a potem
uczynki, bo sama wiara, choćby najlepsza ale nie wyrażająca się uczynkami,
jest martwa. Prawdziwa wiara musi prowadzić do dobrych uczynków. Nigdy
nie zmieniajmy tego porządku. Zawsze
wiedzcie, dlaczego zachowujecie się
i żyjecie tak, a nie inaczej. Niech w waszym życiu zawsze będzie ten łącznik,
ten most między teorią a praktyką, między wiarą a praktycznym, codziennym
życiem chrześcijańskim.
Czasem niektórzy występują publicznie, aby powiedzieć swoje „świadectwo”. Czytają tekst Pisma Świętego,
komentują, mówią o swojej wierze
i na tym koniec. Brakuje w nim drugiej
części – jaki ma to wpływ na ich poglądy i życie codzienne. Ich wiara to czysta teoria, która musi być powiązana
z praktyką, aby stała się wiarą zbawczą.
Ktoś, kto chce powiedzieć świadectwo
swojej wiary, np. o przebaczeniu, po
przeczytaniu tekstu biblijnego powinien powiedzieć, jak w oparciu o ten
tekst poradził sobie z przebaczeniem
swojemu koledze lub sąsiadowi.
Nieraz niektórym kaznodziejom zdarzają się również takie kazania: brakuje
w nich łącznika „dlatego”, przejścia od
wiary do codziennej praktyki, powiedzenia, jak osobiście poradzili sobie
z zastosowaniem nauki biblijnej we
własnym życiu. Jak uczyli się przebaczać, rezygnować ze spraw doczesnych
na korzyść wiecznych, jak trudno przeżywali upokorzenie i krytykę, by zachować godność Bożego dziecka i naśladowcy Jezusa. Każde kazanie musi
być świadectwem naszej wiary. Wierzę,
więc postępuję tak a nie inaczej. Chrystus odkupił mnie z grzechu, dlatego
teraz moje życie jest takie a nie inne.
Jakże ważne zatem w naszym tekście
i w całym naszym życiu jest słowo „dlatego” czy „zatem”, „a więc” czy „tedy”.
Życzę tego wam wszystkim, drodzy
bracia i siostry. Niech życie wasze będzie solidnie ugruntowane na Słowie
Bożym, na Bożej prawdzie, a następnie żyjcie zgodnie z tą prawdą każdego dnia. Niech dobry Pan wam w tym
dopomoże.
Mateusz Wichary
W
dniach 6-9 marca w Kościelnym Ośrodku w Radości rozpoczęła się inauguracyjna sesja nowej,
trzeciej już edycji Centrum Edukacji
Liderów. To działająca przy naszym
Kościele inicjatywa rozwoju nowych
przywódców. Misją CEL jest realizacja zadania określonego w 2 Liście
do Tymoteusza (2,2): „co słyszałeś
ode mnie wobec wielu świadków,
przekaż także ludziom godnym zaufania, którzy będą zdolni nauczać
innych”.
Myślę, że Czytelników, którzy zdają sobie sprawę ze znaczenia przywództwa nie muszę przekonywać,
że CEL to wyjątkowo cenne narzędzie, jakie nasz Kościół posiada,
aby zachęcać i rozwijać swą młodą
kadrę.
Do tej pory odbyły się dwa kursy CEL:
pierwszy w latach 2008-09 i drugi w latach 2010-11, zaś w roku 2012
obie grupy działały wspólnie. W obu
dotychczasowych kursach uczestniczyło ogółem 12 opiekunów i ok. 40
podopiecznych. Obecny, trzeci już
kurs jest najliczniejszy, gdyż zgromadził 18 opiekunów oraz 40 podopiecznych; kurs ten ma trwać dwa
lata: 2013-14. Po raz pierwszy opieku-
nami CEL są trzy kobiety, które opiekują się siedmioma podopiecznymi.
Uczestnicy kursu reprezentują ponad
20 zborów KChB z całego kraju.
Koordynatorem CEL od samego początku jest prezbiter Daniel Trusiewicz, który wspólnie z prezbiterem
Gustawem Cieślarem i pastorem
dr Wojciechem Kowalewskim tworzą zarząd CEL.
Warto przypomnieć wizję całego
projektu. Daniel Trusiewicz wyjaśnia:
Istotą programu CEL jest lepsze przygotowanie nowego pokolenia liderów, którzy obecnie są zaangażowani w służbie Kościoła i chcieliby rozwijać swoje praktyczne umiejętności
oraz poszerzać wiedzę. Program jest
adresowany do młodych liderów
w wieku 25-40 lat, którzy widzą potrzebę dalszego rozwoju i chcą być
bardziej skuteczni w służbie.
Zadaniem bardziej doświadczonych
przywódców, którzy zaangażowali
się w CEL jest pomoc w przekazaniu doświadczenia innym w takich
dziedzinach, jak: kwestie rozwoju
Kościoła i zapobieganie braku rozwoju, wyposażanie przywódców,
praktyczne zastosowanie doktryny
chrześcijańskiej, zarządzanie ludźSŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013 •
5
mi, duszpasterstwo, kaznodziejstwo,
rozwiązywanie problemów w kościele, rola kultury w przekazywaniu
ewangelii itp.
CEL działa na zasadzie tzw. „mentoringu – coachingu” indywidualnego
(jeden opiekun na jednego – dwóch
podopiecznych), którzy spotykają się
ze sobą regularnie, zaś dwa razy do
roku uczestnicy programu zjeżdżają się na kilkudniowe zgrupowania
w celu wspólnej nauki, ćwiczeń i rozwijania relacji. Akcent jest postawiony na
osobistą wymianę doświadczeń i trenowanie młodszego pokolenia w przywództwie Kościoła. Działa także strona internetowa, gdzie są publikowane
bieżące informacje, materiały szkoleniowe i zdjęcia: www.cel-kchb.org
Zjazd rozpoczął się wieczorem w środę 6 marca spotkaniem orientacyjnym, czyli przedstawieniem się, zapoznaniem ze sobą uczestników
i omówieniem programu. Spotkali się
zarówno podopieczni jak i ich opiekunowie, wśród których nie brakuje
weteranów, zaangażowanych w tę
inicjatywę od samego początku. Cieszy również fakt, że pojawiły się nowe
twarze osób, które zakończywszy poprzednie kursy jako podopieczni tym
razem występują w roli opiekunów.
Warto dodać, że wśród podopiecznych pojawili się znacznie młodsi liderzy, którzy poza studiami angażują
się już w projekty misyjne i poważne
obowiązki zborowe.
Zajęcia rozpoczęły się od czwartkowego rana. Po śniadaniu i wspólnej modlitwie Daniel Trusiewicz przedstawił
temat misji Kościoła z różnych perspektyw. Rozważył wiele obiegowych opinii i paradygmatów, niekoniecznie poprawnych, które w oparciu o wybiórcze
podejście do tematu zamiast zachęcać
i konstruktywnie wspierać dzieło misji,
służą jako usprawiedliwienie braku inwencji bądź działań. Przedstawił również czynniki, które – w oparciu o badania, jakie są dla człowieka dostępne
– błogosławi Bóg w rozwoju Kościoła.
Następnie prezbiter dr Andrzej Seweryn poruszył temat życia rodzinnego
pastora i związanych z tym napięć.
Jako priorytet, który stanowi o wzroście
duchowym rodziny przede wszystkim
ujawniła się potrzeba poświęcania
dzieciom i żonie czasu. Będąc mocno
zaangażowanym w zbawianie świata
nie wolno zapomnieć o własnej rodzinie, co często dla osób chętnych do
poświęceń dla rozwoju Kościoła okazuje się autentycznym wyzwaniem.
Kolejne zajęcia były bardzo praktyczne i pomocne w codziennej służbie.
Prowadził je autor tego artykułu,
a celem było opanowanie warsztatu
wykonania poprawnie egzegezy tekstu – przydatnego zarówno w przygotowaniu kazania jak i grupy biblijnej.
Każda z osób wybrała jeden werset,
a następnie – według podanych wytycznych – przeprowadzała obserwację, interpretację i zastosowanie.
Ostatnie czwartkowe zajęcia prowadził pastor dr Wojciech Kowalewski.
Dowodził, przekonująco zresztą, że
pasja w życiu jest tym, co nadaje mu
sens. Zagrożeniem jest poddanie serca apatii i zniechęceniu, które niszczy
dany nam przez Boga potencjał do dokonywania rzeczy wyjątkowych. „Bez
serca nie możemy mieć wiary. Bez serca nie znajdziemy zadania, które jest
tylko dla nas przeznaczone. Innymi
słowy, bez serca nie możemy żyć naprawdę” – to słowa, które streszczają
przesłanie tego wykładu.
Wieczór oznaczał czas wolny, który
wolny był jedynie w tym sensie, że nie
przewidywano zorganizowanych spotkań i większość z uczestników wykorzystała go na dalsze rozmowy, poznawanie się, modlitwę. Taki czas jest
w czasie zjazdu bardzo ważny, bowiem zakłada on osobiste zaangażowanie, budowanie relacji, wzajemne
poznawanie się, jako narzędzia wpływające na rozwój i niosące zachętę do
służby. Dlatego też ten fakt w niniejszym sprawozdaniu odnotowałem.
Piątek rozpoczęła modlitwa i rozważanie prowadzone przez pastora Adriana Stróżka. Zwrócił on uwagę na
brak mocy u uczniów pomimo przebywania obok Pana, wskazując duchową dyscyplinę modlitwy jako kluczowy czynnik przemiany życia.
Pierwsze zajęcia w tym dniu poprowadził dr Janusz Kucharczyk, przedstawiając najważniejsze pojęcia i zasady
etyczne Nowego Testamentu. Między
innymi wskazał na znaczenie stworzenia na obraz Boży, prawa Bożego
i jego zastosowania, zbawienia z łaski przez wiarę w Chrystusa i etyczne
tego skutki, roli uświęcenia i poddania
Duchowi Świętemu, w końcu znaczenie miłości i „złotej reguły” z Ewangelii Mateusza (7,12).
Drugie zajęcia były kontynuacją przygotowania egzegezy. Poświęciłem je
przeniesieniu pracy wykonanej w jej
trakcie na przygotowanie odpowiednio
grupy biblijnej (czyli roli pytań) oraz kazania (w którym zwróciłem uwagę na
słuchanie wątpliwości jako czynnika
twórczego w rozwijaniu myśli wskazanej w tekście).
Trzecie zajęcia były znów poświęcone
etyce, tym razem szczegółowej, i znów
prowadzone przez brata Kucharczyka.
Omówił zagadnienia z dziedzin etyki
pracy, seksualnej i bioetyki. Połączenie wykładu ogólnego z omówieniem
szczegółowych kwestii etycznych było
bardzo pożyteczne – kwestie ogólne
znalazły swe konkretne zastosowanie,
a owo swe oparcie w ogólnych biblijnych zasadach etycznych.
kulturowe uwarunkowania związane
z katolicyzmem większości Polaków,
aż do fałszywych przedstawień Chrystusa w różnych ruchach i kultach.
Piątkowy wieczór rozpoczęła uroczysta kolacja, po której nastąpiła
wspólna społeczność, której szczególnym elementem były świadectwa.
Bardzo różne, związane z przeszłością, refleksjami, służbą i wyjazdem
do Ugandy dwóch polskich baptystów, w tym także autora tego artykułu. Wszystkie świadectwa były
zachęcające i budujące – wspania-
le było poznawać Boże działanie
i wierność obecne w życiu tak wielu
osób.
Sobota była ostatnim dniem zjazdu.
W ostatnim wykładzie prezbitera Ireneusza Dawidowicza w rozważaniu
zastąpił pastor Marcin Owsiejczuk.
Omówił podstawy teologiczne i praktyczne kroki w zaangażowaniu się Kościoła w przemianę otaczającego go
świata, opierając się na gruntownym
doświadczeniu swego zboru, bardzo
w tym zakresie zaangażowanego.
Całość zjazdu zakończył pyszny
obiad. CEL przechodzi do działania
w parach opiekun – podopieczny aż
do listopada, gdy spotkamy się drugi
raz w tym roku. Dziękujemy za ten
cenny czas i możliwość poznawania
się, wspierania i zachęcania. Bogu
niech będzie chwała!
Zarząd CEL prosi wszystkich, którym
leży na sercu ta przyszłościowa w służbie
Kościoła inicjatywa o wsparcie CEL-u
dobrowolnymi datkami i ofiarami. Można je
wpłacać na konto ROD KChB, Nordea Bank
59 1440 1156 0000 0000 0659 8347
z adnotacją „CEL”. Bóg zapłać!
Katarzyna Jarosławska
Wspomnienie z konferencji w Zelowie
W
dniu 26 stycznia 2013 roku w Zelowie, odbyła się „mini konferencja” kobiet. Pomysł na takie spotkanie
zainicjowany został przez Radę Kobiet
z udziałem kobiet ze Zduńskiej Woli
i Zelowa. Tematem przewodnim było:
„Kobieta we współczesnym świecie...
z uśmiechem patrzy w przyszłość”.
W konferencji brało udział około 35 ko-
biet, gościnnie dołączyły do nas kobiety
z Łodzi, z czego bardzo się ucieszyłyśmy. Była tez delegacja kobiet z Chojnic
i z Włocławka.
Na początku zostałyśmy zachęcone
przez Alinę Woźniak, do przyjrzenia się
maskom, które zakładamy w naszym
codziennym życiu. Wygłoszony wykład pt. „Maski nie tylko karnawałowe”
był oparty o historię spotkania Jezusa
z Samarytanką (Jan 4,1-29), która wychodząc w samo południe po wodę do
studni chciała być niewidzialna. Siostra
Alina mówiła o tym, jak często udajemy
kogoś kim nie jesteśmy i ponosimy tego
konsekwencje. Jak staramy się sprostać
wymaganiom współczesnego świata
i grać rolę wiecznie uśmiechniętej,
Ostatni wykład piątkowy poprowadził
pastor Zbigniew Sobczak. Nakreślił
w ciekawy sposób różne zagadnienia
związane z ewangelizacją, od kwestii
ogólnych związanych z tym, czym
właściwie ewangelizacja jest, poprzez
6
• SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013
SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013 •
7
samodzielnej kobiety sukcesu. A jaką
odpowiedź podaje nam Słowo Boże:
„radujcie się z radującymi, płaczcie
z płaczącymi.” O, jakże proste jest rozwiązanie: PRAWDA – która wyzwala
i która pokazuje nam właściwy obraz
samego siebie. Tą Prawdą jest Jezus
Chrystus. To w konfrontacji z Nim Samarytanka zobaczyła jaka jest . Zobaczyła, kim jest dla niej Ten, który
przełamał wszystkie bariery: kulturowe
i społeczne, religijne by spotkać się
z nią i dać jej Nadzieję, Prawdę i Wyzwolenie. Myślisz, że znasz siebie –
i znowu zakładasz kolejne maski. Dopóki nie odrzucisz tej myśli, nie zobaczysz
właściwego odbicia w „lustrze”. Ale czy
masz to właściwe lustro? „Badaj mnie
Boże i poznaj drogi moje; Sprawdź czy
nie kroczę drogą zagłady; A prowadź
mnie drogą odwieczną” Ps 139,23-24.
Tomasz
Kalisz
W
i jest wciąż Ten sam. Jak wielka Jego
miłość zmieniła nas i nadal zmienia innych ludzi. Jak wieloma drogami Bóg do
nas dociera i walczy o każdego z nas.
Kobiety ze zborów z Zelowa, Zduńskiej
Woli, Łodzi i Warszawy przedstawiły służby, w których biorą udział i jak
wspólnie spędzają czas – budując się
i zachęcając do pracy na chwałę Pana
naszego Jezusa Chrystusa. Mogłyśmy
też wszystkie podzielić się swoimi
obdarowaniami wypełniając ankietę
przygotowaną przez Radę Kobiet, która pozwoli w przyszłości posłużyć się
tymi talentami na następnych konferencjach.
Oczywiście, nie zabrakło również
czegoś dla ciała – były pyszne ciasta,
jeszcze lepszy obiad i wyśmienita kolacja. (Szczególne podziękowania składamy na ręce siostry Dorotki z Zelowa).
Wielkopiątkowy Fenomen
czasie gdy teologowie i przywódcy kościelni z mozołem starają
się rozwiązać splot historycznych, kulturowych, filozoficznych, a nierzadko
najzwyklej naszych osobistych, mentalnych uwarunkowań, czyli powstałych
na przestrzeni wieków podziałów wśród
chrześcijan – w Katowicach, bez zbytniego rozgłosu środowisko wyznawców
Jezusa stara się w praktyce o realizację
postulatu zbliżenia i wspólnego świadectwa naśladowców Chrystusa. Osobowość duszpasterzy i liderów, obecność w mieście międzywyznaniowych
instytucji, a nade wszystko atmosfera
otwartości na siebie i potrzeby otoczenia stworzyły sprzyjający klimat do tak
spektakularnych przejawów jedności jak
np. Święto Reformacji obchodzone od
1995 roku razem przez 7 wyznań protestanckich, czy regularne, comiesięczne
modlitwy za miasto, wznoszone wielowyznaniowo do Boga. Pośród wielu wydarzeń, inicjatyw, ewangelizacji i przeróżnych przedsięwzięć ekumenicznych,
już od lat wspólnie organizowanych
w większym lub mniejszym gronie, fenomenem na skalę chyba ogólnopolską
jawi się wielkopiątkowe nabożeństwo
kilku zborów górnośląskiej stolicy.
8
Słowo, które jak miecz obosieczny
oddziela duszę i ciało – to Słowo od
Boga, naszego Pana. Tak właśnie odebrałyśmy to, co miała nam do przekazania Danuta Maternicka w swoim rozważaniu pt. „Debora – duchowa przywódczyni”. Debora – kobieta BOŻA, mądra,
cierpliwa, która nie miała w sobie zazdrości. Dziękowała Bogu za wszystko,
nie dochodziła swego, lecz Bożą wolę
wypełniała z pokorą i radością, jednocząc innych ludzi w imieniu Najwyższego. Pokój Boży wnosiła w społeczność żyjąc w Jego Prawdzie. Stanowi
ona wzór do naśladowania dla nas – kobiet współczesnych, kobiet odważnych
i silnie zaangażowanych w życie kościoła. Kobieta – POKORNA, Mądra i pełna
Miłości, spajająca w Bożym Duchu.
Na konferencji, mogłyśmy wysłuchać także świadectw, jak Bóg działa
• SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013
Po raz pierwszy, w 2003 roku,
z inicjatywy najmłodszego wówczas –
naszego Zboru Baptystycznego „OPOKA”, wraz ze Społecznością Chrześcijańską (Kościół Chrystusowy) i Zborem
Wolnych Chrześcijan – odbyło się ono
w wynajętej na tą okazję sali w centrum
miasta. Już wtedy zgromadzili się na
nim wierni z wielu innych środowisk.
To sprawiło, że rok później do tej grupy
dołączył się Zbór Ewangelicko-Metodystyczny – udostępniając swą kaplicę
„Nowego Przymierza” dla coraz liczniejszej, także geograficznie się rozrastającej „wspólnoty wielkopiątkowej”.
Wyrastamy z odmiennych tradycji,
praktykujemy różne formy pobożności.
Mamy inne struktury życia kościelnego, a w oryginalnych interpretacjach
drugo- czy trzeciorzędnych kwestii biblijnych prześcigamy się z prawdziwą
brawurą. Ale jednocześnie już od 10 lat
razem nie tylko czytamy ewangeliczne
opisy Pasji Jezusowej, wsłuchujemy się
w zwiastowanie o Krzyżu wygłaszane
rotacyjnie przez kaznodziejów 4 wyznań i śpiewamy znane nam przecież
wszystkim dobrze pieśni, ale co chyba
najistotniejsze, wspólnie spożywamy
chleb i wino, znaki Ciała i Krwi Pań-
skiej, manifestując w ten sposób prawdziwą jedność Kościoła. To ponadwyznaniowa przecież społeczność wierzących – umiłowanych, odkupionych
i zgromadzonych by wielbić Baranka!
Okrągła rocznica skłania do refleksji. Bez wątpienia, udało się nam, inicjatorom i współorganizatorom stworzyć
nową, o głębokim znaczeniu, przynajmniej dla uczestników, przestrzeń duchowego przeżywania jedności z Bogiem i bliźnimi. Ale czy to ma znaczenie dla innych naszych braci w wierze,
a co ważniejsze – dla otaczającego nas
świata? Jaką szansę mamy, by to najważniejsze dla protestantów święto, mające
w sobie tak wielki potencjał do składania świadectwa o Ukrzyżowanym
i zmartwychwstałym Panu, obchodzić
w jeszcze szerszym gronie? Jak z tymi,
z którymi od lat razem podejmujemy
przeróżne działania, dopracować formułę godzącą odmienne przyzwyczajenia liturgiczne i w ten sposób otworzyć na oścież drzwi Domu Pańskiego?
Spoglądając jednak wstecz, widzimy, iż mimo naszych ludzkich słabości,
ograniczeń, a nade wszystko grzechów
– Wszechmocny i Łaskawy Bóg – potrafi czynić cuda i uwielbić się w czymś,
To była po prostu uczta dla ducha i ciała. Dziękujemy wam kochane siostry – Klaudio, Magdo, Lijo, Danusiu i Alinko, za zaangażowanie i poświęcony czas. Czas,
w którym mogłyśmy być jednością w Panu i czuć Jego
prowadzenie. Był to niezapomniany i szczególny dzień
w naszym życiu, który darował nam Pan. Niech dobry Bóg
wam błogosławi, prowadzi, a Jego Miłość niech wylewa się
na was i wasze rodziny.
co nam zdaje się nieosiągalnym i nierealnym! A może warto też pomarzyć
o zainspirowaniu do podobnego myślenia innych, w różnych zakątkach Polski?
Chyba pozostawić to trzeba działaniu
Ducha Świętego, a nam należy się podporządkowywać Jego prowadzeniu,
pokornie pielgrzymując przez życie ze
Zbawicielem.
Jubileuszowe nabożeństwo nie różniło się zbytnio od poprzednich. Społeczność Stołu Pańskiego poprowadzili
duszpasterze czterech wyznań (Społeczność Chrześcijańska w Katowicach –
Kościół Chrystusowy w RP; Zbór Baptystyczny „OPOKA” – Drugi Zbór Kościo-
ła Chrześcijan Baptystów w Katowicach;
Zbór Ewangelicko-Metodystyczny w Katowicach – Kościół Ewangelicko-Metodystyczny; Zbór Wolnych Chrześcijan
w Katowicach – Kościół Wolnych Chrześcijan). Tegoroczne teksty o Męce Pańskiej według Mateusza, jak zwykle odczytywali lektorzy z poszczególnych
zborów, gasząc kolejno 4 świece. Kazanie, tym razem wygłosił pastor naszej
wspólnoty, Ireneusz Górczyński, skupiając się na przedstawieniu istoty odkupienia czym niewątpliwie było i jest przebaczenie. O uwielbienie zadbali: metodystyczny chór i baptystyczni muzycy.
Szczelnie wypełniona kaplica przy
ul. Reymonta, rozbrzmiewała nabożną
pieśnią ok. 200 osób, wychwalających
Boga, który w Jezusie pojednał ze sobą
całe stworzenie, ofiarą Golgoty prowadząc je do tajemnicy pustego grobu!
Oto wielki fenomen niezasłużonej Miłości sprawił ów mały fenomen wielkopiątkowego wspólnego uwielbienia
w Katowicach, za co jesteśmy bardzo
wdzięczni.
SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013 •
9
AKTUALNOŚCI
K
im jest papież Franciszek? I co
z tego dla nas wynika? Społeczność
ewangeliczna reaguje na wybór przywódcy Kościoła Rzymskokatolickiego
w bardzo różnorodny sposób. A owa
reakcja wiąże się z podstawowymi
pytaniami o to, jaką mamy postawę
wobec Kościoła katolickiego i chrześcijańskiej tożsamości.
Optymizm
We wpisie na swoim blogu zwróciłem
uwagę, że pierwsze sygnały wydają
się wyjątkowo napawające optymizmem
i nadzieją.
Dzień po wyborze papieża mój znajomy
z Argentyny (znany również Czytelnikom ze świadectwa w cyklu „Z czterech
stron świata”), pastor Christian Franco
przesłał mi swoje z nim zdjęcie, jeszcze
z czasów kardynalskich z komentarzem,
że dał się poznać jako osoba duchowo
odrodzona i współpracująca w Buenos
Aires z Kościołami ewangelicznymi.
Podobnie uważa pastor dr Norberto Saracco, znany ewangelikalny przywódca
z Argentyny oraz dr. Geoff Tunnicliffe,
Sekretarz Generalny Światowego Aliansu Ewangelicznego (World Evangelical
Alliance) oraz pochodzący z Argentyny
znany ewangelista Loius Palau, który zna
go od lat 80-tych i uważa za bliskiego
znajomego, tak go opisując: „Zawsze,
gdy modlimy się razem prosi: połóż na
mnie swe ręce i módl się, aby Bóg dał
mi pozostać sługą. Franciszek szanuje
wszystkie tradycje chrześcijańskie”.1
Warto również zwrócić uwagę, że jako
pierwszy w historii papież widzi się kon1 http://www.oregonlive.com/living/index.
ssf/2013/03/pope_francis_luis_palau_of_ced.html,
wejście 15. 03. 2013.
10
• SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013
tynuatorem Franciszka z Asyżu. Ważne
są również pewne szczegóły z pierwszej
audiencji generalnej. Jako symboliczne
zachowania wskazuje się pokłonienie się
zgromadzonym, bardzo skromny ubiór,
Ma przecież za sobą cały bagaż teologiczny soborów, których odwołać nie
może. Jest zwierzchnikiem Kościoła,
który ma na swych rękach krew wielu pobożnych chrześcijan w minionych
papież widział świat taki, jaki oni chcą,
aby widział.
Papież będzie także musiał zmierzyć się
z konserwatystami w łonie swojego Kościoła. Dla nich papież traktowany jak
Mateusz Wichary
odmówienie przejazdu limuzyną (wybrał autokar, którym przyjechali wszyscy kardynałowie), osobisty powrót do
hotelu, gdzie się zatrzymał, aby uiścić
należność za pokój i wziąć swe bagaże,
przywitanie się ze 100.000 tłumem zwykłym „dobry wieczór” i pożegnanie słowami „dobranoc i dobrego odpoczynku”. Owa niechęć do sztucznych form
wydaje się czymś, co mamy wspólnego.
Podobnie pierwsze kazanie, które poza
odwołaniem do Madonny na sam koniec, mogłoby zostać wygłoszone
w którymś z naszych zborów. Mówiąc
o skale, na której zbudowany jest Kościół
wskazywał na „kamień węgielny” – czyli
samego Chrystusa, nie wspominając nic
o rzekomej Piotrowej opoce. Ważny jest
również akcent kładziony na krzyż jako
etyczny wymiar podążania za Chrystusem. To znów wymiar, o którym zazwyczaj mówimy: o tym, że bycie uczniem
jest wymierne, oznacza koszt, poświęcenie. Posłuchajmy: „...jeśli idziemy bez
krzyża, jeśli budujemy bez krzyża, nie
mamy nic wspólnego z uczniami Chrystusa. Tak, możemy być kardynałami,
biskupami, kapłanami, ale nie mamy
wtedy nic wspólnego z Chrystusem, nie
jesteśmy jego uczniami”. To bardzo ostre
i prawdziwe słowa. Można być kardynałem, a nie być uczniem Chrystusa. I kto
to mówi? Antykatolicki protestant? Nie,
papież Franciszek!
W końcu, ważne są również – szczególnie w kontekście wszechogarniającej
politycznej poprawności – ostre i jasne
słowa zaznaczające granice chrześcijańskiej tożsamości i stwierdzające prawdziwość duchowej walki: „Ten, kto nie
modli się do Boga, modli się do diabła”.
Oraz: „Kiedy nie głosimy Pana, głosimy
diabła. Głosimy światowość, która pochodzi od diabła”.
Wątpliwości
Oczywiście, nasuwa się pytanie: czy papież MOŻE w ogóle być ewangeliczny?
wiekach. Czy więc można takie gesty
brać za dobrą monetę? A może to jedynie pijar, mydlenie oczu i puste gesty, za
którymi nic więcej nie pójdzie?
Pierwsza grupa wątpliwości wiąże się
z bardzo pragmatycznym spojrzeniem
na szanse zreformowania tak wielkiego
mechanizmu, jak Kościół Rzymskokatolicki. I tak Anna Kowalik komentuje je
następująco:
„Jeśli [Franciszek] chce być „papieżem
ewangelicznym”, będzie musiał zmierzyć się z wieloma problemami. Będzie
musiał zmierzyć się z dogmatem własnej nieomylności w sprawach wiary
i moralności. Papież jest tu poniekąd
niewolnikiem historii. Nie może mówić
o czymkolwiek nie biorąc pod uwagę
tego, co na ten lub podobny temat powiedzieli jego poprzednicy. W każdej
encyklice czy biblijnym cytacie znajdują
się odniesienia do tradycji. To trochę tak,
jakby prowadzić samochód patrząc we
wsteczne lusterko. Umarła przeszłość
zwana „tradycją”, nawet ta niezbyt pokrywająca się z nauką Pisma Świętego
wytycza drogę w przyszłość. Przykładowo, doktryna odpowiedzialna za prześladowania tzw. „heretyków” w dalszym
ciągu stanowi fundament pozycji papieża. Metody może są inne, ale cel, jak
myślę ten sam. Rządzony i prowadzony
przez papieża Kościół Rzymskokatolicki ma pełnię prawdy, której nie dorównuje żadna inna opcja chrześcijaństwa,
a ekumenizm ma w efekcie doprowadzić innowierców do „jedności z biskupem Rzymu”. I tu, jak myślę największą
przeszkodą instytucji nieomylnej jest to,
że nie może się ona wycofać z żadnego
oświadczenia, doktryny czy moralnego
osądu nawet, jeśli nowe argumenty dowodzą niezbicie, że jest to konieczne.
Drugim problemem, z jakim musi zmierzyć się papież jest jak myślę biurokracja
kościelna. Papież otoczony jest ludźmi,
którzy układają mu na biurku papiery, podają pióro i robią wszystko, żeby
gwiazda muzyki pop trzymając za ręce
młodych ludzi i kołyszący się z nimi
w rytm muzyki dopuszcza się herezji,
ponieważ demitologizuje papiestwo.
Wzorem dla nich jest ktoś taki, jak Leon
XIII, który będąc tajemniczym i potężnym
władcą wykazał się mądrością patrząc
na świat przez zamknięte okno, w przeciwieństwie do Jana XXIII, który otwierając to okno wpuścił do środka huragan.
Papież Franciszek wydaje się być człowiekiem skromnym. Ciekawe, co myśli
będąc zarządcą olbrzymiego majątku
i własnego banku. Co sądzi o przepychu i olbrzymiej liczbie obrazów i rzeźb
w katolickich świątyniach? Apostoł
Piotr, którego jest ponoć następcą, jak
myślę uważał, że Bóg, którego imienia
nie wolno było nadaremnie wypowiadać, także nie mógł zostać ukazywany.
Cześć oddawana Bogu wymaga bowiem
powściągliwości w sztuce, jak myślą
niektórzy przynajmniej protestanci. Podobnych problemów jest wiele, nie czas
i miejsce je tutaj opisywać. Franciszek
zna dobrze Pismo Święte i nie jest mu
obca przypowieść Jezusa o nowej łacie
na starej szacie i młodym winie wlewanym do starych bukłaków”. Mimo
wszystko, siostra Anna dodaje: „Z drugiej strony, Kościół katolicki pogrążony
jest w kryzysie i jest nadzieja na powrót
do źródeł chrześcijaństwa, czego z całego serca papieżowi Franciszkowi życzę”.
Podobnie widzi sprawę pastor Daniel
Trusiewicz: „Nie wydaje mi się, aby
Franciszek był w stanie doprowadzić do
jakiegoś przełomu w KRK, ale życzę mu
jak najlepiej, oczywiście!”
Zdecydowanie bardziej wstrzemięźliwy
w nadziejach jest pastor Adam Gutsche.
Wybór nowego papieża komentuje następująco: „Nie wiem nic na temat Franciszka, oby nas pozytywnie zaskoczył.
Moją czujność budzi fakt, że stanął
na czele organizacji,
która od czasów
Reformacji jest największym wrogiem
poselstwa ewangelii – jak więc udało
mu się niepostrzeżenie wdrapać na sam
jej szczyt? Może dlatego, że jest jezuitą
i uważa, że cel uświęca środki? Ale co
jest dla niego celem, a co środkiem? Mo-że, zgodnie z regułą zakonu wierzy, że
celem jest maksymalne wzmocnienie papiestwa, zjednoczenie i scentralizowanie
Kościoła? Obawiam się, że nikt tego nie
wie. Natomiast widząc każdorazowy wybuch entuzjazmu i nadziei ewangelicznych chrześcijan przy okazji wyborów
papieża, widzę jakąś niezrozumiałą dla
mnie potrzebę posiadania „ojca” tu na
ziemi, jakbyśmy byli sierotami. Zastanawiam się wtedy, czy taka właśnie będzie
reakcja środowisk ewangelicznych na ostatecznego antychrysta? Który, jak wiemy,
nie przyjdzie przecież jako diabeł czy
inny Hitler, ale jako anioł światłości”.
Antychryst?
W tej ostatniej opinii pojawia się – nie
wprost – odwołanie do antychrysta,
z którym przecież nasi ojcowie w wierze
instytucję papieża łączyli bardzo ściśle.
I tak baptystyczne Londyńskie Wyznanie Wiary z 1689 roku w art. 26.4
podaje: „Pan Jezus Chrystus jest głową
Kościoła. (…) Jest rzeczą niemożliwą,
aby papież rzymski w jakimkolwiek rzeczywistym sensie był głową Kościoła,
ponieważ jest on antychrystem, opisanym w Piśmie Świętym jako ‚człowiek
grzechu’, ‚syn zatracenia’, który ‚wynosi
się’ w Kościele przeciwko Chrystusowi
i ‚ponad to wszystko, co jest nazwane
Bogiem”, którego „Pan zniszczy jasnością przyjścia swego’”. Luterański „Traktat o władzy i prymacie
papieża” z 1537 roku
stwierdza: „Wiadomo zaś, że rzymscy
biskupi wraz ze swoimi zwolennikami
bronią bezbożnej nauki i bezbożnych
kultów. I całkiem wyraźnie odnoszą się
do władztwa papieża i jego zwolenników znamiona antychrysta” (ust. 89).
Oraz: „Skoro tak się rzeczy mają, powinni wszyscy chrześcijanie wystrzegać się,
by nie stali się uczestnikami bezbożnej
nauki, bluźnierstw i niesprawiedliwego
okrucieństwa papieża. Dlatego powinni
porzucić papieża z jego zwolennikami,
jako władztwo antychrysta i wykląć je,
jak nakazał Chrystus” (ust. 91).
Wątpliwości ciąg dalszy
Co z tymi stwierdzeniami zrobić? Czyżby pierwsi luteranie i baptyści się mylili?
A może to my się mylimy? A może nikt
się nie myli – po prostu zmieniła się sytuacja, świat i Kościoły? I wtedy to była
prawda, a dzisiaj, ze względu na zmiany,
już nie jest? A co, jeśli właśnie się nie
zmieniła i wciąż pozostaje taka sama?
To temat trudny. To pytania, na które
trudno znaleźć odpowiedź, bo ostatecznie nie mamy wglądu w serce tego
człowieka, ani w Boże wyroki. Pozostaje
osąd po owocach, który nie jest całkowicie skuteczny. To pytanie o znaczenie
słów, które jak wiemy z doświadczenia,
mogą być jedynie fasadą. Pozbawionym
treści hasłem reklamowym, mydleniem
oczu.
To temat trudny również dlatego, że
jest nas w Polsce mało. Czujemy się –
jako ewangeliczni chrześcijanie – słabi.
Wielu z nas wywodzi się z Kościoła
katolickiego. Mamy z nim związane
złe doświadczenia. Nawróciliśmy się
i pozostawiliśmy go za sobą, wybierając życie w mniejszościowym Kościele,
często płacąc za to utraconymi więziami
z bliskimi, czy społecznym ostracyzmem.
Z tego powodu wielu z nas reaguje alergicznie na wszelką
przychylność, czy sympatię
SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013 •
11
TEMAT NUMERU: PRAWDA
Z drugiej strony, wielu z nas po jakimś
czasie doświadczyło, że nasz polski
ewangeliczny protestantyzm (i nie tylko
polski zapewne), to nie sam miód. Że
działanie łaski Bożej pośród nas zmieszane jest z grzechem. I najlepsze nauczanie ani najbardziej poruszające nabożeństwa nie są w stanie go całkowicie
wyplenić. Wiele osób patrząc na walkę
o władzę, wzajemne niechęci a czasem
wręcz nienawiści, powiedzmy sobie to
wprost, zgorszyło się i odeszło. Czasem
pewnie prawdziwy powód był inny. Ale
tak czy siak, prawdą jest, że rzeczywistość deklarowana od doświadczanej
wśród nas się różni.
Oczywiście, to nie zaprzecza działaniu
Bożemu. Bóg używa narzędzi niedoskonałych, aby tym bardziej widoczna była
Jego chwała (1 Kor 1:27-28). Ale to zaprzecza hurra-optymizmowi odnośnie
naszych własnych możliwości i własnego stanu. Może również służyć obłudzie.
Część z nas została konserwując się
w poczuciu własnej wyjątkowości,
niekoniecznie tworzonej w oparciu
o wszystkie biblijne zasady, ale te, które
nam pasują. A część została, bo wierzy,
że wartości i zasady, które wybraliśmy
mają sens niezależnie od owej smutnej
prawdy, że nie jesteśmy doskonali.
W końcu, pewnie część z nas doświadczyła również życzliwości i wiary tzw.
chrześcijan nie-ewangelicznych. Ludzi
wierzących w Chrystusa, ale niekoniecznie tak bardzo jak my przywiązanych do Biblii. Związanych bardziej
z tradycją, Kościołem, zwyczajami.
Ludzi czasem przy tym bezkompromisowych, wymykających się łatwym
krytycznym uwagom. Nie mówiąc już
o grupach katolickich, które często głoszą (w jakimś stopniu skatolicyzowaną)
wersję ewangelii, wzywając nominalnych katolików do nawrócenia ze znacznie większym zapałem, niż my. I co?
No właśnie. I co?
Świat nie jest prosty. Czas płynie i rzeczywistość się zmienia. Reformacja była,
ale się skończyła. Prześladowania stały
się w historii grzechem nie tylko katolickim, ale i protestanckim. Jak przekonywał
w jednej z ostatnich części cyklu „Filozofujących chrześcijan” brat Kucharczyk,
w XVII wieku, po generalnie pozytywnym, choć i burzliwym wieku XVI, nastąpił w dużej mierze marazm i rozkład,
czego nie można powiedzieć o katolicy-
12
• SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013
zmie, który znów znaczną część swych
błędów potrafił ówcześnie naprawić.
A dziś? Współczesna mozaika protestancka jest winna wielu grzechów, które tradycyjnie przypisujemy stanowisku
katolickiemu. Katolicy odrzucili kielich
z Wieczerzy, fakt. Ale i wiele współczesnych protestanckich Zborów odrzuciło kielich z Wieczerzy – na rzecz soku,
a czasem coca-coli w plastikowych,
tanich kubeczkach. Katolicy mają nieomylnego papieża, no tak, a w ewangelicznych zborach namnożyło się ostatnio
proroków i apostołów, których, jako „pomazańców Bożych” również rzekomo
napomnieć nie wolno. Hm, katolicy mieli
(i mają) swoich „książąt kościelnych” obnoszących się ze swym bogactwem –
i wśród nas zrodzili się „kaznodzieje telewizyjni”, którzy kupczą ewangelią i obnoszą się z bogactwem, jako rzekomym
dowodem Bożego błogosławieństwa.
Oczywiście, można się od tego wszystkiego odciąć. „To nie my”. To kto? Za
kogo bierzemy odpowiedzialność? Tylko
za swój zbór? A co ze światem poza zborem? Ostatecznie możemy dojść do etapu, do którego doszedł mój bliski znajomy, skądinąd bardzo oddany brat patrząc
na wszystkie zbory warszawskie. Uznał,
że żaden nie jest dość czysty i organizuje
nabożeństwa w gronie rodzinnym. Czy
właśnie tędy chcemy iść?
Odpowiedzi...
Nie potrafię tym artykułem odpowiedzieć na wszystkie stawiane w nim pytania. Niemniej, pozwolę sobie zakończyć
kilkoma biblijnymi przemyśleniami.
Widzę w Biblii dwa akcenty. Jeden, to
aby „zachowywać siebie niesplamionym
przez świat” (Jak 1:27). Świat, który przemija wraz z pożądliwością swoją. Świat,
który – jeśli go się miłuje – to nie ma się
w sobie miłości Ojca (1 J 2:15-17). Nie jesteśmy bowiem ze świata, jak Jezus nie
jest ze świata (J 17:16). Mamy w związku
z tym nie głosić nauk ludzkich, bo prowadzą one do próżnego (daremnego) uwielbienia (Mt 15:9). Istnieje kontrast pomiędzy Bogiem, a Belialem. Mamy być święci, jak nasz Bóg jest święty (1 P 1:16).
Ma to oznaczać doświadczalną, praktyczną inność. Opartą na wzajemnym
przebaczeniu, uczciwości, lojalności,
ofiarności. Gościnności, łożeniu na zbór
i misje, trosce o następne pokolenie
i dobroczynność. Spotykaniu się i budowaniu. Szanowaniu Słowa i modlitwy.
W tym wszystkim poddawaniu się Bożej
prawdzie, sprawdzaniu swojego serca
i sposobu myślenia. „Czujniej niż wszystkiego innego strzeż swego serca, bo
z niego tryska źródło życia!” (Przyp
4:23). „Zmuszamy wszelką myśl do poddania się Chrystusowi” (2 Kor 10:5).
Ale z drugiej strony, to wszystko pozostaje raczej nieustającym zadaniem, niż
doświadczaną w pełni rzeczywistością.
Apostoł Paweł wyznaje, że umartwia
swoje ciało i ujarzmia, aby będąc zwiastunem dla innych sam nie był odrzucony (1 Kor 9:27). Grzech jest w nas. I jest
realnym zagrożeniem, a nie przykrym
wspomnieniem przeszłości. Choć dzięki
Bogu wiele się zmieniło, dzięki Mu i za
to, że jeszcze wiele się ma zmienić!
Kiedy popatrzymy na pierwszy Kościół,
grzech również był obecny w owym Kościele. Czasem mamy wyidealizowany
obraz Kościoła tamtych czasów. Chcemy, by było wszystko tak, „jak na początku”. Hm. Czy Galacjanie poddali się herezji obrzezania? Po części tak (Gal 5:3).
Czy to wciąż byli bracia Pawła? Tak (Gal
5:13). Czy Koryntianie – pomimo faktu,
że tolerowali w zborze człowieka żyjącego z żoną swego ojca, osoby nie wierzące w zmartwychwstanie i współżyjące
z prostytutkami świątynnymi oraz upijających się w trakcie Wieczerzy Pańskiej,
byli Zborem Chrystusa? Tak, w całej swej
niedojrzałości, byli: „Zborowi Bożemu,
który jest w Koryncie, powołanym świętym” (1 Kor 1:2). Czy Zbór w Pergamie
(Obj 2) tolerował heretyckich nikolaitów?
Tak. Czy był zborem Chrystusa, czy nie?
Był: Chrystus dalej do niego przemawia,
jak do swego. Najwyraźniej, można więc
tolerować heretyckich nikolaitów i wciąż
być Zborem Chrystusa. Czy Zbór w Tiatyrze (Obj 2) pozwalał heretyckiej Izebel
głosić swoje poglądy? Tak. Czy był Zborem Chrystusa, czy nie? Znów, to samo.
Był, choć pozwalał na herezję.
Co chcę powiedzieć? Czy chcę powiedzieć, że nie jest ważne, czego się naucza? Nie. To, co przyjmujemy, tym
się stajemy. Albo, że mamy wszystkich
uważać za chrześcijan, niezależnie od
poglądów? To absurd. Istnieją granice
tożsamości chrześcijańskiej. To, czy wierzymy w Jezusa czy nie, rozstrzyga o naszej wieczności.
Chcę jednak powiedzieć, że Bóg ma
cierpliwość do różnych herezji i problemów. Ten sam apostoł Paweł, który
w 1 rozdziale Listu do Galacjan twierdzi,
że „jeśli ktoś zwiastuje ewangelię odmienną od tej, którą przyjęliście, niech będzie
przeklęty” (1:9) mimo wszystko Galacjan
napomina, a nie odrzuca. A przecież akceptowali w swoim zborze fałszywych
nauczycieli! Co ciekawe, porównując
spis zborów zaangażowanych w pomoc
dla Jerozolimy w 1 i 2 Liście do Koryntian
(odpowiednio 16:1 i 8:1/9:2) można dojść
do wniosku, że pomiędzy napisaniem
tych dwóch Listów zbory galackie ostatecznie od wiary odpadły, pomimo napomnienia Listu do Galacjan. Pewien biblista nazwał ów List „listem do straconego
zboru”. A jednak, apostoł Paweł walczy
o nich do końca. Nie rezygnuje. Nie odrzuca. Tak, nakreśla Boże zasady, wedle
których Galacjanie sami się skazują na
ekskomunikę, odpadnięcie od Chrystusa, ale jednocześnie ciągle siejąc, ciągle
mając nadzieję na dobre, ciągle nawołując do powrotu. I ciągle – trochę „przez
wiarę” albo „przez nadzieję” – uważając
za chrześcijan. Jak ojciec dziecko, które
schodzi na złą drogę. Podobnie działał wobec Koryntian (patrz 1 Kor 15:1-3
i 2 Kor 11:3). Oczywiście, stawiał jasne,
biblijne zasady. Ale działał w nadziei, że
pomimo ich przekroczenia, tożsamość
Koryntian jest wciąż w Chrystusie.
Podobnie sam Chrystus w objawieniu.
Troszczy się o czystość nauki i życia
swoich zborów. Ale to nie oznacza, że je
od razu odrzuca, gdy tylko pojawiają się
problemy. Nie po to przecież zmarł za
swój Kościół, aby go przekreślać! Przeciwnie: On jest skłonny działać dla naszej przemiany (Ef 5:25-27). A to oznacza
czas, w którym posyła dobrych nauczycieli, którzy „przez Słowo” będą Jego
Kościół oczyszczać. Cierpliwość, miłość,
oddanie. Również napomnienie, tak. Ale
jednak i oddanie i cierpliwość.
To nas nie powinno uspokajać: acha,
więc róbmy co chcemy, Chrystus i tak
nas przyjmie. Nie powinno, bo gdzieś
zawsze jest granica. Istnieje prędkość na
stoku góry, przy której już zawrócić się
nie da. Ale nie przekreślajmy innych dlatego, że nabrali więcej prędkości niż my.
Może zawrócą, a my przyśpieszymy?
„Kto mniema że stoi, niech baczy, aby
nie upadł” (1 Kor 10:12).
W Starym Testamencie Północne Królestwo pielgrzymowało do fałszywych
świątyń. To było oczywiste bałwochwalstwo. A jednak do tego Królestwa Bóg
posłał Eliasza i Elizeusza. Bóg miał do
niego cierpliwość. Fakt, ona się w końcu skończyła. Ale trwała kilkaset lat. Był
czas, że Boże działanie w tym królestwie
dla ortodoksyjnych Judejczyków mogło
być zagadką. Myślę, że Bóg i dziś jest
Bogiem podobnych zagadek.
Janusz Kucharczyk
fot. stockxchng
względem zachowań czy słów katolickich przywódców.
„Prawda” w różnych językach rozumiana jest różnie. W języku
polskim łączy się z prawością i prostotą. Ma wymiar etyczny,
podobnie jak angielskie „right”. A jak to wygląda w językach
biblijnych? Jak „prawdę” pojmuje sama Biblia?
Prawda hebrajska
Kiedy chcemy powiedzieć, że ktoś nas okłamał, oszukał, zwiódł, mówimy,
że nas wpuścił w maliny. To znaczy, znaleźliśmy się w innym miejscu, niż
planowaliśmy. Ten polski zwrot dobrze oddaje intuicję pojęcia prawdy (emet)
obecną w myśli hebrajskiej. Prawda ściśle łączy się z wiernością i ufnością, ma
wymiar etyczny i praktyczny. Prawdziwy jest ten, który czyni to, co mówi; na
którym można polegać. Ten, który jest wierny słowu i jest wierny obietnicom
wobec nas, dotrzymuje obietnic. Okazuje nam łaskę, daje nam siebie.
Prawda i łaska są więc ze sobą blisko związane. Bóg jest prawdziwy, bo
można mu zaufać. Abraham znał prawdę, bo mu wierzył. Ta wiara również
była prawdziwa, bo wierność Bogu pokazał swoim życiem i my możemy się
na niego powołać, możemy przyjąć jego wiarę, bo okazał prawdę w swoim
SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013 •
13
TEMAT NUMERU: PRAWDA
Prawda grecka
Dzisiaj w języku młodzieżowym mówi się, gdy komuś niedowierzamy, że ściemnia. Oznacza to, że zasłania prawdę.
Kiedy do czegoś się przekonujemy, mówimy, że otworzyły
nam się oczy. Gdy ktoś nie chce czegoś widzieć, nie przyjmuje do wiadomości, że jest prawdziwe, mówimy, że ma klapki
na oczach. Te intuicje są wszystkie bliskie prawdzie greckiej
(aletheia). Dla Greków prawda to bowiem jawność, nieskrytość. Prawda jest tym, co widać zmysłami albo tym, co można
zrozumieć (porównaj angielskie I see). Prawdę się odkrywa,
odsłania i widzi. Prawda dotyczy też etyki, jako konsekwencji
wobec tego, co widać. Prawda jednak dotyczy nie tyle osoby,
której się wierzy, ale rzeczywistości, którą się dostrzega.
Prawda w Nowym Testamencie
Tu mamy problem. Nowy Testament jest napisany po grecku,
ale przez ludzi wyrosłych w kulturze hebrajskiej, mówiących
zaś po aramejsku. Przez lata na prawdę nowotestamentową
patrzono przez pryzmat kultury zachodniej, jako na grecką
aletheia lub łacińską veritas. „Prawda” była na ogół ciągiem
zdań: systemem prawd wiary.
Dzisiaj raczej podkreśla się aspekt hebrajski. Prawda łączy
się z czynem: „Lecz kto postępuje zgodnie z prawdą, dąży
do światłości, aby wyszło na jaw, że uczynki jego dokonane
są w Bogu” (J 3:21). W oryginale dosłownie stoi: „kto czyni
prawdę”. Prawdą jest Pan Jezus. On żyje ufając Bogu i można
Mu ufać. Prawda ma więc wymiar osobowy i łączy się ze
słuchaniem. Ale zarazem NT nie unika metafor związanych
ze światłem, jawnością. Czytamy w tym wersecie przecież:
„kto czyni prawdę, dąży do światłości”. „Światłość przyszła
na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność” (J 3:19).
Bóg się objawia, ale można to tłumić, zakrywać: „...gniew
Boży z nieba objawia się przeciwko wszelkiej bezbożności
i nieprawości ludzi, którzy przez nieprawość tłumią prawdę.
Ponieważ to, co o Bogu wiedzieć można, jest dla nich jawne, gdyż Bóg im to objawił. Bo niewidzialna jego istota, to
jest wiekuista moc i bóstwo mogą być od stworzenia świata
oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie mają
na swoją obronę” (Rz 1:18-20). Bóg odkrył siebie w Przyrodzie i Jezusie. To myślenie bliskie jest myśli greckiej (dzisiaj
się przesadnie podkreśla obcość myśli greckiej i hebrajskiej,
sztucznie podkreślając różnice).
„Prawda” chrześcijanina jest więc ścieżką życia. Ale też zbiorem zdań, które odsłaniają rzeczywistość i kierują ku temu, co
niewidzialne, ale faktycznie istniejące i możliwe do pojęcia
umysłem, jak w powyższym fragmencie Listu do Rzymian.
Prawda dla chrześcijanina to życie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, które objawiły nam naturę Boga. To emet i aletheia
zarazem. Tak zresztą, jak nasza polska prawda również.
14
• SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013
R
uch na rzecz małżeństw homoseksualnych
twierdzi, że są one w istocie takie same jak małżeństwa heteroseksualne. Czyżby? Zastanówmy się zatem, czym jest małżeństwo heteroseksualne,
czyli jednego mężczyzny z jedną kobietą.
rodzenia. Wszelkie praktyki seksualne
niezgodne z Bożymi zamiarami, podlegają Jego sądowi. Pismo Święte i długa
tradycja chrześcijańska nie usprawiedliwiają jakichkolwiek pozamałżeńskich
stosunków seksualnych.
starością. Następnie twierdzą oni, że
problemy kulturowe autorów tekstów biblijnych nie odnoszą się do naszych czasów. Ludzie ci tylko słyszeli o praktykach homoseksualnych, ale nie znali się
na psychologii. Po prostu nie wyobrażali
Biblia a argumenty
W pierwszym rozdziale
pierwszej
Księgi biblijnej mówi
się o równości płci
(„i stworzył Bóg człowieka... jako mężczyznę i niewiastę
stworzył ich”), natomiast drugi rozdział mówi o komplementarnej funkcji płci („Potem rzekł Pan Bóg: Niedobrze
jest człowiekowi, gdy jest sam. Uczynię mu pomoc odpowiednia dla niego”), co stanowi podstawę heteroseksualnego małżeństwa. Ta „odpowiednia dla niego pomoc”
była również jego seksualną partnerką, przez co obydwoje stali się „jednym ciałem”.
Bóg postarał się zaspokoić potrzebę samotnego mężczyzny.
Nie dało się jej znaleźć spośród stworzonych istot, dlatego
musiał nastąpić specjalny akt stworzenia. Z jednej płci
powstały dwie. Bóg sam przyprowadził pierwszą kobietę
do Adama, tak jak dzisiaj ojciec prowadzi swoją córkę do
jej oblubieńca. Wtedy pierwszy człowiek stwierdził, że
kobieta jest „ciałem z ciała mego”, dlatego tekst biblijny
mówi: „Mąż... złączy się z żoną swoją i staną się jednym
ciałem”. Zostanie przywrócona ich pierwotna jedność.
Z dwóch osób przez kontakt płciowy znowu staną się
jedną osobą. W tym tkwi, opiewana przez poetów i zgłębiana przez filozofów tajemnica biblijnego małżeństwa.
Dwie obce sobie osoby stają się jednością, a komplementarność ich seksualnych organów w sferze fizycznej
jedynie potwierdza o wiele głębszą ich komplementarność uczuciową.
Jezus jakby ze zdziwieniem powiedział: „Czyż nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył mężczyznę
i kobietę?” (Mat 19,4). Jaki z tego wniosek? Jezus mówi dalej: „A tak już nie są dwoje, ale jedno ciało. Co tedy Bóg
złączył, człowiek niechaj nie rozłącza” (w. 6). Wynikają
z tego trzy zasady: heteroseksualne małżeństwo jest Bożym stworzeniem, jest to Boża instytucja, a heteroseksualna wierność jest Bożą intencją. Praktyki homoseksualne
łamią te wszystkie Boże zasady.
Zwolennicy praktyk homoseksualnych powołują się na
to, że Jezus nie był żonaty i to jakoby obalało instytucję małżeństwa jako feudalną strukturę społeczną. Chociaż Paweł nadmienił, że „dobrze jest, jeżeli mężczyzna nie współżyje z kobietą” (1 Kor 7,1), to chodziło mu
o powołanie niektórych do samotnego życia, co nie
obala ogólnej zasady: „Niedobrze jest człowiekowi,
gdy jest sam”. Jezus ustanawia nowy porządek, zwracając się do swojej nowej wspólnoty, jako do rodziny
(Mar 3,34), ale nie usuwa, ani zastępuje to stworzonego
przez Boga porządku, lecz go przywraca i dokonuje od-
homoseksualistów
fot. stockxchng
życiu. Prawda łączy się z drogą, ze ścieżką. Dla Żydów żyć
w Prawdzie to postępować według Prawa. Nie wierzyć w to
czy owo, ale ufać Bogu, idąc po ścieżce Tory wskazanej przez
Niego. Prawdy się słucha i za nią idzie.
Jednak homoseksualiści nie zgadzają się
z biblijnym nauczaniem o seksualności
człowieka i instytucją heteroseksualnego małżeństwa. Mają wobec tego wiele
obiekcji, by w ten sposób usprawiedliwić partnerstwo tych samych płci. Przyjrzyjmy się ich argumentacji.
1. Pismo Święte
a zmienność kulturowa
Zwolennicy praktyk homoseksualnych
twierdzą, że autorzy tekstów biblijnych
byli krótkowzroczni, ograniczeni wąskimi horyzontami swego doświadczenia
i kultury.Wypowiadali się w sprawach
odnoszących się do swoich sytuacji,
które są różne od naszych. Wydarzenia
w Sodomie i Gibei to tylko naruszenie
gościnności, a zasady lewickie odnoszą się do kultu płodności, zaś Paweł
podaje konkretne preferencje seksualne
greckich pederastów. Wszystko to tchnie
sobie związku miłosnego między dwiema kobietami czy między dwoma mężczyznami.
Gdyby były to tylko zakazy, może trudno byłoby odpowiedzieć na te zarzuty.
Jednak zakazy te ściśle wiążą się z Bożą
instytucją małżeństwa i dlatego znajdują
one zastosowanie w dawnych i teraźniejszych kulturowych sytuacjach. Biblijne zakazy tak samo teraz potępiają
homoseksualne praktyki, ponieważ nie
są one zgodne ze stworzonym przez
Boga porządkiem. Ponieważ porządek
ten (heteroseksualna monogamia) został
ustanowiony w akcie stworzenia, a nie
przez kulturę, posiada on stały i uniwersalny charakter. Nie da się „wyzwolić”
z Bożego porządku stworzenia, prawdziwą wolność znajdujemy jedynie
w jego akceptacji. Broniący związków
partnerskich zwykle omijają dwa pierwsze rozdziały Biblii, chociaż sam Pan Jezus nawiązywał do tego tekstu.
2. Stworzenie a natura
Niektórzy twierdzą: „Jestem gejem, ponieważ Pan Bóg mnie takim stworzył.
Nie wierzę, że Bóg mógłby stworzyć
homoseksualistę i zabronić mu wyrażać swoją osobowość. Nie wierzę, że
praktyki homoseksualne są przeciwne
naturze, ponieważ nie są one przeciwne
mojej naturze, nie są one dla mnie nienormalne”. Inni dowodzą, że zachowania homoseksualne są „naturalne”, ponieważ spotykamy je w prymitywnych
społeczeństwach, w cywilizowanej Grecji były one nawet idealizowane, są też
powszechne wśród zwierząt.
Jest to skrajnie subiektywny pogląd na
to, co jest naturalne i normalne. Nie
możemy zgodzić się z tym, że zachowania zwierząt mogą być przykładem
dla ludzkich zachowań! Dla płci i małżeństwa Bóg ustanowił zasadę w akcie
stworzenia. Wtedy też zakazane zostały kontakty seksualne ze zwierzętami
(3 Moj 18,23), ponieważ naruszałyby
one naturalny porządek. O tej samej
zasadzie mówi Paweł w Liście do Rzymian, gdy wspomina o tym, że kobiety
„zmieniły przyrodzone obcowanie na
obcowanie przeciwne naturze”, a mężczyźni „zaniechali przyrodzonego obcowania z kobietą”. Natura w tym tekście
to ustanowiony przez Boga porządek
(Rzym 1,26-27). Zachowanie naturalne
i przeciwne naturze, to zachowanie heteroseksualne i homoseksualne – zgodne z zamysłem Stworzyciela i przeciwne
temu zamysłowi. Stosunki homoseksualne przekraczają ustanowione przez
Boga granice płciowości, oczywiste nawet dla pogan. Małżeństwo od samego
początku, w akcie Bożego stworzenia,
zostało uznane za związek heteroseksualny. Ponieważ ludzie odrzucili Boga,
wraz z tym odrzucili również porządek
Jego stworzenia.
3. Jednakowa jakość relacji
Lesbijki i geje opierając się na biblijnej
prawdzie, że miłość jest największą
wartością na świecie dowodzą, że jest
ona miarą wszystkich naszych relacji
międzyludzkich. Pierwsze twierdzenie
jest prawdziwe, ale drugie już nie. Skoro
relacje między dwiema kobietami czy
dwoma mężczyznami opierają się na
miłości – powiadają – to na pewno są
SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013 •
15
Po pierwsze, związki partnerskie homoseksualistów nie są trwałe. Twierdzenie
o ich trwałości jest złudne i nieprawdziwe. Bardziej charakteryzuje je rozwiązłość i przypadkowość niż wierność.
Bardzo dokładne badania dowiodły, że
ze 156 par homoseksualnych tylko siedem wytrwało w seksualnej wierności,
a ze stu par będących ze sobą ponad
pięć lat, żadna nie zachowała seksualnej
wierności. W związkach homoseksualnych nie ma czegoś takiego, jak wierność na całe życie. Jakość relacji nie ma
tam żadnego sensu.
Po drugie, mając na uwadze niebezpieczeństwa i zagrożenia wynikające
z praktyk homoseksualnych nie można
powiedzieć, że związki partnerskie homoseksualistów tak samo wyrażają miłość jak małżeństwa heteroseksualne.
Praktyki seksualne gejów sprawiają, że
są oni grupą ludzi szczególnie wysokiego ryzyka zachorowania na wszelkiego
rodzaju choroby przenoszone drogą
płciową. Badania ujawniają brutalne
fakty takich konsekwencji homoseksualnych jak AIDS, zapalenie wątroby, rak
odbytu, różne infekcje wirusowe i skrócenie życia o 25 do 30 lat.
Po trzecie, biblijny chrześcijanin nie
może zaakceptować twierdzenia, że miłość przewyższa wszelkie prawa moralne, że cokolwiek opiera się na miłości,
jest samo w sobie dobre. Miłość zawsze
potrzebuje prawa, jako swego przewodnika. Miłość do Boga i bliźniego to dwa
największe przykazania. Jezus powiedział: „Jeśli mnie miłujecie, będziecie
przestrzegać moich przykazań”. A Paweł napisał: „Miłość jest wypełnieniem
(a nie pominięciem) prawa”. Gdyby miłość była jedyną podstawą relacji międzyludzkich, wtedy trzeba by zaakceptować poligamię czy zachowanie żonatego mężczyzny, który zostawia swoją
żonę i dzieci, ponieważ spotkał „miłość
swego życia”. Takim postępowaniem nie
można usprawiedliwić rozerwania małżeństwa. Jakość miłości nie jest jedyną
miarą tego, co jest dobre, a co złe.
Nie zaprzeczamy temu, że homoseksualne relacje opierają się na miłości, choć
16
• SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013
same w sobie nie są one tak głębokie jak
ustanowione przez Boga relacje heteroseksualne. Relacje homoseksualne nie
są do pogodzenia z prawdziwą miłością, ponieważ nie da się ich pogodzić
z Bożym prawem. Miłość zawsze dąży
do najwyższego dobra kochanej osoby,
a nasze najwyższe dobro polega na posłuszeństwie Bożemu prawu, a nie jego
naruszeniu.
4. Sprawiedliwość i prawo
Niektórzy dowodzą, że homoseksualne
partnerstwo opiera się na miłości, a inni,
że na sprawiedliwości. Powiadają oni: tak
jak domagamy się równości pod względem rasowym, etnicznym, społecznym
czy innym, tak samo powinniśmy jednakowo traktować preferencje seksualne,
ponieważ Bóg Biblii jest Bogiem sprawiedliwości. Skoro niewolnicy, kobiety
i czarnoskórzy zostali wyzwoleni, powinniśmy wyzwolić się z jednakowej
preferencji seksualnej. Postawa taka sugeruje, że heteroseksualiści są zniewoleni, dzieje się im niesprawiedliwość. To
prawda, trzeba kochać wszystkich ludzi,
również homoseksualistów, ale jeżeli nie zgadzamy się z tym, że związki
homoseksualne są tak samo ważne, jak
heteroseksualne małżeństwo, to mamy
do tego pełne prawo. Nie można mówić, że coś jest dobre, jeżeli nie dał tego
Bóg i jest to niezgodne z Bożym postanowieniem.
„Miłość jest
wypełnieniem
(a nie pominięciem)
prawa”
fot. fotolia.com
one dobre i godne naśladowania. Stąd
związki partnerskie między homoseksualistami mają taką samą wartość jak
małżeństwa heteroseksualne.
Porównywanie niewolników, czarnoskórych i kobiet z gejami jest niedokładne
i mylące. W każdym przypadku powinniśmy brać pod uwagę pierwotne
intencje Stworzyciela. Niewolnictwa
i rasizmu nie da się uzasadnić Pismem
Świętym. Również kobieta została tak
samo jak mężczyzna stworzona na obraz Boży. Równości tej nie da się zaprzeczyć przez męskie przywództwo.
Natomiast seksualne kontakty, zgodnie
z nauką Pisma Świętego należą wyłącznie do heteroseksualnego małżeństwa.
Dlatego kontakty homoseksualne nie
mogą być z nimi równoznaczne, czy dopuszczalne przez boskie prawo. Wyzwolenie nie polega na wolności od objawionego Bożego celu, aby budować swoją
własną moralność, a raczej na wyzwoleniu się od własnego swawolnego buntu,
by Go kochać i być Mu posłusznym.
5. Akceptacja a ewangelia
„Obowiązkiem
heteroseksualnych
chrześcijan jest akceptowanie chrześcijan homoseksualnych. Paweł powiedział, abyśmy przyjmowali jedni drugich
takimi, jakimi są. Jeżeli Bóg kogoś przyjmuje, to kimże my jesteśmy, aby osądzać
jedni drugich?” – powiadają niektórzy
w oparciu o List do Rzymian (14,1nn
i 15,7). Jest to bardzo bałamutne tłumaczenie ewangelicznego poselstwa. To
prawda, ale Bóg przyjmuje i przebacza
tylko tym, którzy pokutują i wierzą. Nie
przebacza jednak nam po to, abyśmy nadal
trwali w grzechu.
Powinniśmy akceptować jedni drugich, ale
tylko jako pokutujących, wspólnie zbliżających się do Boga a nie tych, którzy postanowili nadal trwać w grzechu. Jezus był nazwany przyjacielem grzeszników, ale zaprzyjaźniał się z nimi tylko po to, aby ich odkupić
i przemienić, a nie pozostawić samym sobie
w grzechu. Nie ma akceptacji przez Boga ani
przez Kościół dla tych, którzy zatwardzają
swoje serca na Boże Słowo i Jego wolę. Pozostaje dla nich tylko sąd.
Pismo w sprawie związków partnerskich
Wnioski końcowe
Szanowny Panie Premierze,
A zatem argumentów homoseksualistów nie
da się przyjąć za prawdziwe i godne akceptacji. Zasady Pisma Świętego, zarówno Starego
jak i Nowego Testamentu są ponadczasowe
i ponadkulturowe, ponieważ ich autorem jest
sam Bóg. Czasy się zmieniają, a On pozostaje
taki sam, Jego Słowo nie ulega zmianie. Człowiek, jako Jego stworzenie nadal powinien
kierować się zasadami Bożego prawa. Tylko
w zakresie tego prawa powinien on korzystać ze swojej seksualności. Zasady sprawiedliwości mają opierać się na Słowie Bożym,
a nie grzesznych intencjach nie liczącego się
z Bogiem człowieka. Wszystkich ludzi powinniśmy traktować jednakowo i otaczać miłością, również homoseksualistów, a jednocześnie wskazywać na potrzebę pokuty i wiary.
Ludzi prowadzących rozwiązły tryb życia
w każdej dziedzinie, również seksualnej, należy ostrzegać przed konsekwencjami, ponieważ
„co człowiek sieje, to i żąć będzie” (Gal 6,7).
W kontekście obecnej dyskusji o ustawie o związkach partnerskich
chcielibyśmy przedstawić stanowisko Zborów Okręgu Gdańskiego Kościoła Chrześcijan Baptystów w RP, ukształtowane w oparciu o nauczanie
Pisma Świętego. Wierzymy, że kierowanie się nauką Pisma Świętego przynosi błogosławieństwo, a jej lekceważenie Boże karanie – nie tylko dla
jednostek, rodzin, czy kościołów, ale również dla miast, narodów i państw.
Stąd zwracamy się z uprzejmą prośbą o wzięcie naszego głosu pod uwagę.
Pismo Święte jednoznacznie mówi o godności człowieka wynikającej z faktu, iż jesteśmy stworzeni na Boży obraz (Księga Rodzaju 1,27).
Wszystko, czym jesteśmy, oprócz grzechu, w pewien podniosły sposób
wskazuje na Autora – Stwórcę. Również nasza płeć, która jest Bożym projektem: „Jako mężczyznę i kobietę stworzył ich.” Kobiecość i męskość
pochodzą od samego Boga. To zestaw wyjątkowych cech, poprzez które
kobiety i mężczyźni odzwierciedlają swego Stwórcę – każde w odmienny sposób. Dlatego zacieranie tożsamości płciowej przez postrzeganie
jej jako czegoś przygodnego, zmiennego, uwarunkowanego kulturowo
i ostatecznie poddającego się wyborowi człowieka, jest sprzeczne z Bożym zamysłem i niszczy owe wrodzone piękno, które każdy człowiek posiada i powinien w sobie rozwijać.
Pismo Święte również jasno określa błogosławioną przez Boga relację.
To małżeństwo – czyli związek kobiety i mężczyzny – które jest danym
przez Stwórcę właściwym miejscem dla narodzin i rozwoju dzieci. Jezus
Chrystus powiedział: „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i połączy się
z żoną swoją, i będą ci dwoje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje,
ale jedno ciało. Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza”. (Ew.
Mateusza 19,5-6).
W końcu Pismo Święte wyraźnie nazywa związki homoseksualne
grzechem (List do Rzymian 1,26-27). Podobnie jak zdradę małżeńską,
seks pozamałżeński, wolne związki, w których brakuje obietnicy wierności między kobietą, a mężczyzną. „Małżeństwo niech będzie we czci
u wszystkich a łoże nieskalane; rozpustników bowiem i cudzołożników
sądzić będzie Bóg” (List do Hebrajczyków 13,4). Bóg jest Panem tego świata, a jego prawa obowiązują tak samo w sferze moralności jak i w fizyce.
Lekceważenie ich prowadzi do pewnej katastrofy, choć bardziej odległej
w czasie. Wspieranie tak zwanych „związków partnerskich” musi przynieść skutki niekorzystne dla całego społeczeństwa – tworzy atmosferę
całościowego przyzwolenia na folgowanie niszczącym pragnieniom i postawom (List do Rzymian 1, 28-31).
Bóg nie daje władzy świeckiej prawa do reinterpretacji rodziny,
małżeństw, ani tym bardziej do promowania zła. W związku z powyższym apelujemy o tworzenie prawa zgodnego z prawdami biblijnymi.
SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013 • 17
Najpierw zatem należy podejść to tego zagadnienia od strony biblijnej, potem duszpasterskiej, a następnie edukacyjnej. Wskazywać na
potrzebę poważnego traktowania Słowa Bożego, roztaczać opiekę nad ludźmi o odmiennych preferencjach seksualnych i pokazywać
im lepszy sposób życia. Kościół ma być dla
nich miejscem uzdrowienia i przywrócenia
do życia zgodnego z Bożymi zasadami. Pismo
Święte nakazuje: „Nie miłujcie świata ani tego,
co jest w świecie. Jeżeli ktoś miłuje świat, nie
ma w nim miłości Ojca. To wszystko bowiem,
co jest w świecie: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu, pycha tego życia, nie pochodzi od
Ojca, lecz ze świata. A świat przemija i jego
pożądliwość, ten zaś, kto czyni wolę Boga,
trwa na wieki” (1 J 2,15-17).
Opr. Konstanty Wiazowski na podstawie: John
Stott, „SAME SEX Partnerships?”
i „Chrześcijanina problemy współczesnego
świata” , rozdział 16 „Związki homoseksualne”.
Dnia 25 lutego br., po ustaleniach wśród pastorów i konsultacjach
w większości Zborów, Okręg Gdański Kościoła Chrześcijan Baptystów
w RP wystosował list do Prezesa Rady Ministrów w sprawie projektu ustawy o związkach partnerskich. Prezentujemy go na łamach Słowa Prawdy
jako głos naszego środowiska w ważnej sprawie społecznej. Również, dla
zachęty dla innych Okręgów, Zborów i Kościoła jako całości. Niech nasz
głos będzie słyszalny!
TEMAT NUMERU: PRAWDA
fot. stockxchng
Prawda jako nadbudowa objawienia
Względna prawda
Ryszard Tyśnicki
W
centrum
zainteresowania
chrześcijaństwa jest prawda. To jej szukają teolodzy, Kościoły
i wierni. Jednak patrząc na współczesny obraz Kościoła nie trudno
dostrzec, że z tą prawdą jest coś nie
tak. Oto w różnych Kościołach funkcjonują teorie wzajemnie sprzeczne.
Skąd bierze się tak duża rozbieżność?
Dwa podejścia do prawdy
Jednym z powodów tego stanu rzeczy
jest różnorodne podejście do objawienia. Jedni bowiem szukają w Biblii
odnośników dla swojego życia i z niej
wyciągają wnioski, drudzy odwrotnie,
czerpiąc przekonania z kultury szukają
dla nich uzasadnienia w Biblii.
Weźmy chociażby, jako przykład „kapłaństwo kobiet”. Roszczenia kobiet do
służby duchownego pojawiły się wraz
z ruchem feministycznym. Z początku
powszechnie uznawano ich roszczenia
za bezzasadne, ale oto dzisiaj nastąpiła zmiana myślenia. Kapłaństwo kobiet
stało się w wielu Kościołach faktem nie
dlatego, że Biblia o nim mówi, ale dlatego, że świat tego oczekuje. Wychodząc od tego oczekiwania teolodzy dokonali reinterpretacji objawienia w taki
sposób, aby udowodnić, że co prawda
Jezus mówił o powołaniu mężczyzn
do służby, ale przecież myślał o powołaniu kobiet. Tym sposobem odkryto
w Biblii nowe pokłady prawdy, poprzez
stosowanie co najmniej zaskakujących
sposobów dowodzenia.
18
• SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013
W podobny sposób udowodniono, że
papież jest następcą Chrystusa na ziemi i jest tak samo nieomylny jak Jezus,
bądź, że homoseksualizm nie jest grzechem, obrazy należy czcić; przekonano, że chrzest niemowląt jest konieczny, itd.
Wszystkie te elementy są próbą wykreowania nowych prawd wiary nie wywodząc ich z Biblii, ale z oczekiwań społecznych w naszym świecie. Przesłanie
Biblii w każdej epoce historii świata
wydaje się tak dalece niedostosowane
do owych oczekiwań. A one przecież
są ważne! I to one kształtują nasze życie i nasze postępowanie! Gdy więc
biblijne zasady nie potwierdzają tychże
oczekiwań, chrześcijanie wszystkich
wieków okazują się mieć wielki talent
dokonywania przedefiniowań prawdy
objawionej w taki sposób, aby okazała
się zgodna z oczekiwaniami.
Gdy pojawiła się Reformacja, reformatorzy wprowadzili zasadę Sola
Scritpura (tylko Pismo, jako ostateczny
autorytet) gdyż widzieli, że w teologii
Kościoła jest wiele nieporządku. Wiele
teorii jedynie pozornie słusznych, wiele teorii zbudowanych na tradycji, na
odczuciach, realizujących zamówienia
społeczne. Wpadli więc na pomysł, że
można odbudować prawdę poprzez
powrót do źródeł objawienia i na nowo
w rytm tych źródeł sformułować dogmatykę chrześcijańską. I faktycznie,
przez krótki okres czasu owa prawda
objawienia była ważniejsza od prawdy
świata. Niestety, nacisk środowiskowy
dążący do zmiany definicji prawdy, do
przeniesienia świeckiego sposobu jej
postrzegania w życie Kościoła jest tak
duży, że i ten słuszny postulat uległ laicyzacji. Już nie mówiąc o tym, że potrzeba reformy teologii była tak wielka,
że zaskoczyła samych reformatorów,
którzy przyjęli postawy zachowawcze,
co zostało utrwalone w Kościołach
pierwszego pokolenia reformacji.
W te poszukiwania prawdy wpisało się
też moje doświadczenie. Swoje zainteresowanie Bogiem i wiarą rozpocząłem od uznania i zawierzenia prawdzie
głoszonej w Kościele. Potem przyszła
refleksja zbudowana na otwartym na
prawdę poszukiwaniu jej w Piśmie
Świętym. Skutkiem tego poszukiwania
było moje dotarcie do prawdy Pisma
Świętego, niestety różnej od prawdy
Kościoła, do którego należałem. Doświadczyłem przemiany, jaką daje Biblia. Z wielkim trudem przebijałem się
poprzez dogmaty i praktykę wiary, aby
zbliżyć się do nauki apostolskiej zawartej w przesłaniu biblijnym, co doprowadziło mnie do przyłączenia się
do Kościoła baptystów.
Dziś, po wielu, wielu latach niestety
coraz częściej dostrzegam i w moim
Kościele proces odwrotny. Znów widzę, że w różnorodny sposób próbuje
się uzasadniać biblijnymi wersetami
świeckie trendy i postulaty. Niepostrzeżenie zaakceptowaliśmy wiele zachowań, które jeszcze niedawno stanowiły podstawę do wyłączenia ze zboru.
Prawda staje się coraz bardziej prawdą
świata, a nie Biblii.
Gdy czytamy dzieła Ojców Kościoła, sięgamy do starożytnych tekstów
synodalnych i soborowych to łatwo
dostrzec, jak wyglądał proces odchodzenia Kościoła od prawdy zawartej
w nauce apostołów do prawdy Kościoła. Małymi kroczkami dochodziło do
nadbudowywania objawienia Bożego
ludzką interpretacją, nie zawsze zgodną z objawieniem. To właśnie tymi małymi kroczkami narodził się kult maryjny, kult świętych, dopuszczono święte
obrazy i inne praktyki niewiele mające
wspólnego z Pismem Świętym.
Dysputy teologiczne, np. na temat Trójcy, słuszne z jednej strony, z drugiej
doprowadziły Kościół do licznych podziałów, a też otworzyły go na kierunki niegodne uwagi. Przykładem na to
może być termin „Bogurodzica”, który
pojawił się, aby bronić dogmatu dotyczącego boskości Jezusa, ale potem
stał się przyczyną ubóstwienia Marii,
matki Jezusowej. Dysputa na temat autorytetu Kościoła walczącego z herezją
doprowadziła do powstania dogmatu
o nieomylności papieskiej. Przykładów
takich można podać wiele więcej.
Prawda w tych przykładach ukryta jest
pod nadbudową zwaną Tradycją. Ukryta niejednokrotnie bardzo głęboko. Do
tego stopnia, że słowa Biblii zmieniają
swój sens w rytm tejże Tradycji. W takiej sytuacji bardzo trudno jest przebić
się do źródła prawdy, bardzo trudno jest
zaakceptować czyste przesłanie Słowa
Bożego. Tu tkwi też problem dysputy
ekumenicznej, gdyż to „ocenzurowanie” tradycją uniemożliwia wyciągnięcie słusznych wniosków.
Proces ten trwa też i w naszym Kościele. Posłużmy się przykładem emancypacji. Świat dąży do zatarcia różnic
pomiędzy mężczyznami i kobietami.
Widać to w wielu aspektach naszego
życia, choćby w coraz bardziej upodabniających się strojach i noszonej biżuterii. Kiedyś nie do pomyślenia były
kolczyki u mężczyzn, dzisiaj być może
więcej młodych mężczyzn je nosi niż
kobiet. Istnieje powód do niepokoju,
związany z wpływem emancypacji
kobiet na teologię Kościoła. Biblia jednoznacznie stawia mężczyzn w roli
przywódczej w Kościele. Nie ma ani
jednego przykładu, aby starszym (prezbiterem, biskupem, czy kapłanem
w ST) w Kościele była kobieta. My zaś
z uporem godnym ważniejszych celów coraz częściej tworzymy teologię,
która to zmienia. Nawet niedawno słyszałem wywód uzasadniający równość
w tej dziedzinie już od Adama i Ewy.
A gdy docieramy do fragmentów mówiących coś przeciwnego dzisiejszym
społecznym oczekiwaniom, pojawia się
argument, iż było to przesłanie jedynie
kulturowe, nas już nieobowiązujące.
A może warto się zastanowić, czy nie
jest raczej na odwrót – to nasze oczekiwania są jedynie kulturowe, zmienne
i nie obowiązują Pana Boga? Niestety,
stosując takie argumenty, robimy dokładnie to samo, co kiedyś zrobili Ojcowie Kościoła wprowadzając dogmatykę
na mieliznę ludzkich tradycji.
Powrót do źródeł objawienia
Jedynym sposobem na uzdrowienie
teologii jest ciągłe posłuszeństwo reformacyjnej zasadzie „Sola Scriptura”. Ten
proces nie może się nigdy zakończyć,
gdyż nasze postawy ciągle wymagają
modyfikacji w świetle Słowa Bożego.
Jako ludzie mamy ogromną skłonność
do deformowania Słowa na rzecz naszego „lepszego” zrozumienia, a tak
prawdę mówiąc jedynie dla nas wygodniejszego. W naszej praktyce i doświadczeniu prawda staje się względna, różnie definiowana i ciągle modyfikowana, aby przypadkiem Kościół
zbyt mocno nie odstawał od świata.
A przecież mamy być różni od świata,
a nie podobni do niego.
Laicyzacja grozi Kościołom od zawsze.
Trudno jest być w opozycji do nowoczesnych trendów. Trudno jest oprzeć
się argumentacji wspierającej naszą
grzeszną naturę i nasze skłonności do
ułatwiania sobie życia. To jest powód
sprawiający, że w każdej epoce znajdą się teolodzy, którzy tak wytłumaczą
ewangelię, aby udowodnić, że potwierdza ona oczekiwania zeświecczonego
ludu Bożego. Widać to dość dokładnie nawet w naszej niedawnej historii.
Spójrzmy na nasze zbory i nasze poglądy a zobaczymy, jak dużą przemianę
przeszliśmy. Nie mam tu na myśli zmia-
ny stosunku do ubierania się, muzyki,
ale przede wszystkim do etyki, do dyscypliny zborowej, do traktowania rozwiedzionych i powtórnie żonatych, itp.
Można tu przytoczyć długą listę. Oczywiście niektóre z tych naszych zmienionych poglądów można uznać za słuszne, ale niewątpliwie nie wszystkie.
Poszukiwanie prawdy jest ogromnie
utrudnione, gdyż każdy z nas przychodzi do poszukiwania z bagażem
całej swojej wiedzy, doświadczenia
i oczekiwań. Wydaje się, że jest bardzo trudno pokonać te ograniczenia
w nas. Bardzo trudno jest podjąć ryzyko zmiany poglądów na daną sprawę, gdy Biblia mówi inaczej, niż mnie
się wydawało. Człowiek buduje swoje
życie od narodzin aż do śmierci. Ciągle na nowo nasz mózg przetwarza
informacje, buduje z niej schematy zachowań, wzorzec wiarygodnej wiedzy
i tej nieprawdziwej. Trudno jest modyfikować te przekonania, szczególnie
ludziom z długim doświadczeniem,
czyli ludziom starszym. Może dlatego
zwolennikami partii konserwatywnych
są przeważnie seniorzy.
Ten nasz wewnętrzny system obronny
„prawdy wyznawanej” szkodzi „prawdzie realnej”. Sprawia, że tak trudno jest
doprowadzić kogoś do nawrócenia, do
zmiany wyznania, do akceptacji takich
czy innych teorii. Nasz system obronny
porównując „naszą prawdę” z „prawdą zewnętrzną” dąży do odrzucenia
wszystkiego, co z naszą prawdą wewnętrzną jest niezgodne. Nieistotna przy
tym jest sama prawda, gdyż instynkt
samozachowawczy chroni nasze przekonania, a nie przekonania prawdziwe.
Dlatego reforma naszej „prawdy wewnętrznej” wymaga czasu. Wymaga
zmagań, pytań, małych kroczków, które
w końcowym procesie zaprowadzą nas
do poddania się prawdzie obiektywnej.
Nawrócenie często jest takim długim
procesem. Powoli prawda wiary sączy
się do naszych umysłów, aż w pewnym momencie dochodzi do zamiany
zespołu starych twierdzeń na prawdę
obiektywną. Ona staje się nową „prawdą wewnętrzną” i sprawia, że człowiek
zaczyna funkcjonować w innej rzeczywistości i ponownie staje się konserwatystą zamkniętym na zmianę.
SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013 • 19
Inspirujące symbole
Jezus prawdą, drogą, życiem
Jezus kiedyś powiedział do ludu: Ja
jestem droga i prawda, i żywot, nikt
nie przychodzi do Ojca tylko przeze mnie (J 14,6). Tymi słowami Jezus
zwraca naszą uwagę na jeszcze jeden aspekt prawdy, która w ustach
Chrystusa staje się prawdą życia, drogi, a nie prawdą intelektu. Otóż, nasza refleksja na temat prawdy nie rozgrywa się jedynie w naszym umyśle,
ale równie mocno w naszym życiu,
wyborach i dynamice codzienności.
Paradoksem chrześcijaństwa jest
fakt, że potrafimy prowadzić zażarte
dysputy teologiczne, a jednocześnie
ignorujemy życie wiarą, na co dzień.
Potrafimy walczyć o prawdę teologiczną jednocześnie żyjąc w kłamstwie etycznym. Znam gorliwych
w wierze, jednocześnie żyjących
w grzesznych związkach, nie widzących absurdalności i niedorzeczności
swojego postępowania. Co więcej,
potrafimy „obrazić się na kościół”,
gdy ten wspomina, że nasze życie nie
jest właściwe i powinniśmy się nawrócić i zmienić postępowanie. Nie
wiadomo, dlaczego jesteśmy przekonani, że Bóg musi zaakceptować nas
takimi, jakimi jesteśmy i nie wolno
Mu wymagać od nas zmian. Jezus
jest prawdą i drogą. Jest więc nie tylko intelektualnym wyzwaniem, ale
wyzwaniem etycznym. Kroczenie za
Jezusem drogą, którą On jest, to nic
innego jak życie zgodne z ewangelią;
poddanie nie tylko intelektualne, ale
i etyczne. Tu, w tym miejscu wielu
przegrywa prawdę, gdyż ich życie jedynie w wąskim zakresie pokrywa się
z oczekiwaniami Jezusowymi.
Prawda to nie tylko termin słownikowy. To przede wszystkim wyzwanie
dla każdego z nas. Gdy popatrzymy
na swoje życie zwróćmy uwagę, że
obok prawdy obiektywnej funkcjonuje w nas jakiś mniejszy lub większy
zakres zakłamania. Uświęcenie to
proces, który zwiększa poziom prawdy w nas, a jednocześnie eliminuje
ów zasób nieprawdy. Ten proces jest
dynamiczny i powinien nas mobilizować do aktywnego życia w wierze.
Obyśmy w nim nigdy nie ustawali.
20
• SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013
Aneta Krzywicka
W
ciągu ostatnich lat o przeżywaniu „pustyni” usłyszałam od tak
wielu osób (sama też chętnie używałam
tego określenia), aż w końcu zaczęłam
się zastanawiać, co to pojęcie naprawdę
znaczy. Czy go nie nadużywamy? Czy
naprawdę rozumiemy, co oznacza ta
metafora?
W naszym „duchowym” zastosowaniu
określenie to opisuje bardzo różne zjawiska. Najczęściej kojarzymy pustynię
z oschłością i pustką duchową, z brakiem sił, niezaspokojonymi potrzebami,
z chrześcijaństwem bez życia. Marzymy
na przykład o „deszczu”, który ożywi
duchową „spieczoną ziemię” i sprawi,
że wierzący zaczną rosnąć w wierze
i owocować. Ale czy to aby nie wygodne
wyjaśnienie naszej bylejakości? A może
„duchowa pustynia” to teren dla pustelników i męczenników (niektórzy uważają udręczanie się za największą łaskę)?
A może ma szerszy kontekst – jako indywidualna medytacja, „cichy czas”, post?
Spotkałam się nawet ze stwierdzeniem,
że pustynia jest metaforą całego naszego życia, bo tylko niekiedy spotykamy
oazy. A może to oznacza przeżywanie
ekstremalnych przygód – taki poligon
dla duchowych twardzieli? Czas próby?
Czas pokus? Czas trudności? Czas drogi?
Upadku, marazmu lub oschłości duchowej? A może owa pustynia symbolizuje
brak Boga i właściwie powinno się określać tym terminem niewierzących, zbuntowanych i pokonanych przez grzech?
Symbolika pustyni ma tak dużo obiegowych znaczeń, że najwłaściwszym
wydało mi się zbadanie tematu u źródeł, czyli w Piśmie Świętym. Wybrałam
kilka charakterystycznych wydarzeń
i postaci biblijnych i przestałam się dziwić, dlaczego ta metafora jest tak bogata.
Zastanawiałam się przy tym nad określeniem przyczyn znalezienia się na pustyni i rezultatami, jakie to doświadczenie
przynosiło. Niektóre wnioski widoczne są tylko dzięki takiemu szerokiemu
spektrum. Inne byłyby bardziej widoczne dzięki szczegółowej analizie. A jeszcze inne pozostaną niedopowiedziane
i mam nadzieję, że przez to staną się in-
spiracją do dalszych poszukiwań. Zapraszam więc do wędrówki po pustyniach
Bliskiego Wschodu wraz z bohaterami,
z którymi, być może zaczniemy się utożsamiać, aby lepiej zrozumieć swoje własne doświadczenia.
Pomiędzy bezpieczeństwem
a powołaniem
Abraham – człowiek wiary – w wieku
siedemdziesięciu lat wyruszył w nieznane wraz z rodziną, sługami i dobytkiem
(I Moj rozdz. 12-13). Przyczyną wędrówek było powołanie Boże, które można
streścić poleceniem: „Idź, gdziekolwiek
ci powiem” i posłuszeństwo Abrahama. Motywacją była wiara w obietnicę Bożą o powstaniu wielkiego narodu. Pustynie były tu drogą do przejścia,
a celem kierunek, który wyznaczył Bóg.
Z pewnością podróże te nie były lekkie,
łatwe i przyjemne. Niemniej nie miały tak
dużego znaczenia, aby opis udręk znalazł
się w Biblii. Najważniejsza była decyzja
opuszczenia własnego, komfortowego,
bezpiecznego miejsca. Ukazanie wiary
ważniejszej niż własna wygoda.
W kontekście pustyni historia Abrahama pokazuje, że warto podjąć trud, aby
dojść do Bożego celu.
Bóg otwiera oczy
Zupełnie inaczej doświadczyła pustyni
Hagar, niewolnica, która urodziła Abrahamowi pierwszego potomka – (I Moj
14,3-17). Odprawiona przez Abrahama
wraz ze swoim synem Ismaelem, wykorzystała cały zapas wody i jedzenia błąkając się po pustyni. Nie miała żadnego
pomysłu, żadnego celu. W końcu była
tak słaba i zrezygnowana, że już tylko
czekała na śmierć swoją i dziecka.
Dlaczego znalazła się na pustyni? Hagar
poniżała Sarę i była zagrożeniem dla prawowitego dziedzica. Jednak była i bardziej ogólna przyczyna: to niewiara Sary
i Abrahama, którzy zamiast czekać na
Boże rozwiązanie, zaczęli kombinować
po swojemu. Hagar ponosiła więc konsekwencje swojego zachowania, ale po części i błędów innych. Bóg dał obietnicę, że
również z potomków Ismaela powstanie
fot. fotolia.com
wielki naród i ostatecznie ją spełnił – od
niego wywodzą się ludy arabskie. Lecz
na pustyni modlitwa matki była pełna
zwątpienia, żalu i rezygnacji. Nie widziała rozwiązań, nie spodziewała się niczego
dobrego. W taką sytuację wkroczył Bóg,
który był blisko i na czas. Usłyszał jęki
dziecka i „otworzył oczy Hagar”, a kobieta ujrzała studnię pełną wody, z której
wystarczyło zaczerpnąć.
Pustynia bywa ciężką próbą. Miejscem
bez perspektyw i bez nadziei. Ale Bóg
nie traci nas z oczu. Pomimo naszego
uwikłania w najgorsze tarapaty i ponoszenia surowych konsekwencji za błędy
własne i cudze – jeśli wołamy do Boga,
On nas ratuje.
Długa lekcja pokory
Mojżesz (II Moj 3-4) przebywał na pustyni przez 40 lat. Założył tam rodzinę i pracował. W jego życiu nic szczególnego się
nie działo. Pewnie już zdążył zapomnieć,
że wychowywał się jako przybrany syn
księżniczki Egiptu – aż do momentu, gdy
Bóg z płonącego krzewu powołał go, by
wyprowadził Izraelitów z niewoli.
Dlaczego Mojżesz trafił na pustynię?
Uciekał przed konsekwencjami zabój-
stwa popełnionego w gniewie. Na tym
etapie życia pustynia okazała się duchową poczekalnią, ale i szkołą praktycznego życia i lekcją pokory. Najwyraźniej konieczną i pożyteczną. Tak ukształtowany
Mojżesz podjął Boże wyzwanie, wrócił
do Egiptu i bezpośrednio obserwował
moc Boga. Przykład pustyni w życiu Mojżesza pokazuje, że aby przydać się Bogu
nie potrzebna jest wiara we własne siły
i zdolności. Bóg szczególnie ceni pokorę
i gotowość do słuchania, a te cechy powstają w surowych, trudnych warunkach.
Choćby wszyscy o nas zapomnieli, Bóg
nas zawoła, kiedy będziemy gotowi. On
ma plan również na pustyni. Widzi pragnienia naszego serca, nawet jeśli od długiego czasu są zasuszone i zepchnięte na
margines codzienności.
Zmiany nie widać
Widzieli koniec pościgu, rozdzielające
się wody morza, codziennie widzieli słup
ognia i dymu, który ich prowadził i wyznaczał odpoczynek. Widzieli wodę tryskającą ze skały i codzienną mannę. Ale
nie doświadczyli ani końca swego narzekania, ani końca pustyni. Tak można nakreślić podróż z Egiptu do Ziemi Obiecanej pokolenia „ludzi twardego karku” –
(II Moj od 14 rozdziału). To była bardzo
długa podróż (ponad 40 lat) spowodowana niewiarą w Bożą moc wprowadzenia
ich do Ziemi Obiecanej. Najwyraźniej
nie byli w stanie wejść i objąć jej w panowanie (patrz II Moj 14). Bóg zdecydował
się zadziałać przez kolejne pokolenie,
a to „wziąć na przeczekanie”.
Izrealici nie umieli uwolnić się od mentalności niewolników. Nie rozumieli, co
jest dla nich dobre, nie zaufali Bogu.
„I szemrali wszyscy synowie izraelscy
przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi.
I mówił cały zbór do nich: Obyśmy byli
pomarli w Egipcie albo na tej pustyni
obyśmy pomarli!” (IV Moj 14:2). I rzeczywiście, ich ciała zostały na pustyni.
Podróż trwałaby znacznie krócej, gdyby
Izraelici potrafili zaufać Bogu.
Pustynia okazała się więc dla pokolenia
wychodzącego z Egiptu karą. Ale dla ich
dzieci stała się czasem przygotowania.
Pustynia wpłynęła na ukształtowanie
tożsamości narodowej. To w tym czasie Bóg nadał swoje prawo i uczył jego
przestrzegania. Manna uczyła polegania
na Bożym prowadzeniu i zaopatrywaniu.
Wreszcie – uczyła o samym Bogu, Jego
oczekiwaniach, obietnicach i celach.
SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013 •
21
spotykamy często również w Księgach
prorockich. To obraz duchowego przekleństwa, pustki, zwiedzenia, odrzucenia i sądu Bożego nad ludźmi i narodami
tkwiącymi w grzechu. Mogło je odwrócić tylko opamiętanie i powrót do Boga.
Boga. Dopóki pragniesz, wiesz, że żyjesz.
Brak pragnienia świadczy o chorobie. Jeśli nie czujesz potrzeby, nie zaspokajasz
jej, a organizm bez wody umiera.
Boże schronienie i zaopatrzenie
Pewnego razu prorok Eliasz (I Król 19)
uciekł na pustynię przed groźbami niegodziwej żony króla Achaba – Izebel. Co
ciekawe, było to tuż po spektakularnych
sukcesach duchowych Eliasza: rozprawieniu się z fałszywymi prorokami Baala
i wysłuchanej modlitwie o deszcz po długotrwałej suszy.
Dawid przebywał na pustyniach wielokrotnie. Zazwyczaj chronił się tam przed
ludźmi, którzy chcieli go zabić, obalić
lub choćby nie dopuścić, by wypełniło
się jego królewskie powołanie. Na pustyniach walczył, mieszkał, trenował, oczekiwał Pana. Żaden inny król nie przeżył
tyle przygód na pustyniach i pustkowiach
– i żaden po Dawidzie nie rozumiał tak
Bożego serca. Nie wierzę, że to był przypadkowy zbieg okoliczności.
UWAGA SENIORZY:
Wczasy Seniora w Radości w tym roku odbędą się
w dniach od 28 lipca (niedziela) do 10 sierpnia (sobota)
ZAPRASZAMY
Historia ta stała się przestrogą dla kolejnych pokoleń. Pokazała, że tak naprawdę
nie radzimy sobie bez Boga, a jakakolwiek przeszkoda, brak czy niedogodność
ujawnia nasze prawdziwe nastawienie do
Niego. Ufajmy Bogu, bo sami nie wiemy,
co jest dla nas najlepsze.
Lepiej nie wracać
Następne pokolenie Izraelitów dotarło
nad Jordan (Joz 1-6). Przed nimi rzeka,
dalej wypełnienie Bożej obietnicy. Za
ich plecami przebrzydła pustynia. Ale
wybraną ziemię trzeba zdobyć! To było
wielkie wyzwanie! Wielkie warownie
do zdobycia. To pokolenie nie znało innego życia niż pustynia. Jednak dla nich
„pustynia” oznaczała doświadczenie
ciągłej Bożej obecności i zaopatrzenia.
Gdy manna przestała się pojawiać, był
to znak, że nadszedł czas zmian. Izraelici
musieli nauczyć się innego życia: uprawy
roli, ochrony swoich ziem. Bóg wiedział,
jak wielka zmiana ich czeka, rozumiał
ich strach, ale kierował wyraźną zachętę
do Jozuego: „będę z tobą”, „tylko bądź
mocny i mężny” (Joz 1, 17-18). Potem
lud wkroczył i osiedlił się na nowej ziemi według Bożych wskazówek. Pustynia
nauczyła ich, że nie mogą polegać na
22
• SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013
swojej sile, zmysłach czy przygotowaniu
wojennym, ponieważ Bóg jest większy
niż jakikolwiek wróg i przeszkoda.
Jakie przesłanie dla nas niesie ta historia?
Nawet do duchowej pustyni można się
przyzwyczaić, ale nie wolno zapominać,
że jest życie poza nią. Trzeba odważyć
się na zmianę. Zawalczyć o byt, bezpieczeństwo, rozwój – według Bożych
wskazówek. Jeśli nic nie jest w stanie nas
zmobilizować do zmiany, bywa, że trudne doświadczenia stają się tak dokuczliwe i przykre, że nie mamy innego wyjścia
jak zrobić to, co do nas należy. W tym
wypadku przeżywanie pustyni ma nas
nauczyć odpowiedzialności i dbania
o „codzienny chleb” – dbanie o byt,
potrzeby rodziny, a przede wszystkim
o utrzymywanie przy życiu (i w dobrej
kondycji) swojej wiary i zaangażowania.
Kraj pośród pustyni
Bóg wybrał dla swojego ludu ziemię otoczoną pustyniami. Wojny i bałwochwalcze wpływy religijne stawały się realnym
zagrożeniem, gdy tylko w Izraelu odstępowano od Boga i nie przestrzegano Jego
prawa (Księga Sędziów, Księgi Samuela, Królewskie, Kronik). Wówczas kraj
w ramach przestrogi Bożej zamieniał się
w pustynię lub zaczynały się najazdy
wrogów. „Pozwól się ostrzec, Jeruzalemie, aby moja dusza nie odwróciła się od
ciebie, abym cię nie obrócił w pustynię,
w kraj nie zamieszkany” (Jer 6,8).
To specyficzne położenie symbolizuje
duchową prawdę, że tylko w Bogu jest
życie. To co poza Nim, to ziemia bezpłodna, pełna braków, trudności i niebezpieczeństw. To Bóg jest źródłem życia
i obfitości. On zapewnia ochronę i pokój, daje wybawienie z trudności. Jednak
z powodu grzechu nawet kraj urodzajny
może się zamienić w pustynię. Podobnie
pustynia duchowa wdziera się w nasze
życie wtedy, gdy nie ma uwagi i troski
o właściwe sprawy.
Poza tym, takie położenie pomagało
chronić i budować tożsamość świeżego
państwa. Wspólny wróg jednoczył naród i mobilizował do życia w czujności
i gotowości. Czasem więc doświadczamy „pustyni” dlatego, że potrzebujemy
mobilizacji duchowej, uwolnienia od
gnuśności a także zdyscyplinowania, jeśli
nie dbamy o bliską relację z Bogiem.
Bezdroża, pustkowie, miejsca nienawodnione i nieurodzajne, klęska, zamienienie w ruinę i pustynię – takie określenia
Dawid nie uczył się bycia królem, ale
bycia Bożym człowiekiem. Z Bogiem
mógł podjąć każde wyzwanie. Do tego
nie potrzeba zgiełku wydarzeń i uznania,
ale ciszy, czasu i odosobnienia.
Pustynia to miejsce, gdzie jest okazja poznać siebie i kres swojej wytrzymałości.
Nie obowiązuje tam rytm wyznaczony
przez obowiązki. Pustynia – choć pełna
niewygody – zapewniała mu bezpieczeństwo. To miejsce ucieczki przed kłopotami i przygotowywania się do służby. To
również wspaniały symbol odosobnienia,
osobistego cichego czasu, jaki poświęcamy na modlitwę i rozważanie Biblii.
Pustynia to czasem miejsce twórczego
czekania na właściwy czas – symbol
duchowej poczekalni przed znaczącymi
wydarzeniami. Nie był to czas stracony.
Jako artystyczna osobowość Dawid miał
dużo czasu na refleksje i szukanie Bożej
woli. Jako wojownik miał dużo czasu na
trening. W ten sposób ukształtował wyjątkowy charakter i wyjątkową twórczość,
której świadectwo mamy w Psalmach.
W rezultacie Dawid bardziej cenił Bożą
łaskę niż własne życie (czyt. Ps 63,4).
Pisał o Bogu bez zażenowania: „Dusza
moja pragnie ciebie jak zeschła ziemia”
(Ps 143,6). Warto więc poddać się wyjątkowemu Bożemu kształtowaniu, ponieważ rezultatem jest wyjątkowe życie.
„Psalm Dawidowy, gdy był w pustyni
judzkiej. Boże! Tyś Bogiem moim, ciebie
gorliwie szukam, Ciebie pragnie dusza
moja; Tęskni do ciebie ciało moje, Jak
ziemia zeschła, spragniona i bezwodna.”
(Ps 63,1-2) Spragnione serce potrzebuje
Spadek formy
Jednak jego ucieczka pokazuje, że wybitny prorok był tylko człowiekiem. Miał
przecież bliski kontakt z Bogiem i nie
własną siłą dokonał pogromu fałszywych
proroków. Ale pomimo tego poddał się
lękowi, beznadziei i rozpaczy tak, że
życzył sobie śmierci. Rozkleił się, zaczął
nad sobą użalać. Nie chciał kolejnej konfrontacji, nie miał siły. A może silniejsze
od strachu było rozczarowanie, że po takim „dowodzie” Bożej mocy ludzie nie
zmienili swego postępowania? Narażał
się, trudził i takie oto podziękowanie!
A może to załamanie ochroniło Eliasza
przed pychą – ponoć po sukcesie człowiek jest najbardziej narażony na upadek?
Tak czy inaczej, Bóg pozwolił mu przejść
ten kryzys. Ale nie zostawił Eliasza na pustyni bez pomocy i kontaktu. Zadał mu
kluczowe pytanie: Co tu robisz, Eliaszu?
(19:9). Jak to się stało, że tu jesteś? Co cię
tu przyprowadziło? Skąd się tu wziąłeś?
Bóg nie odrzuca swoich sług, gdy nagle
spadnie im forma. Przeciwnie, wykazuje
się dużym zrozumieniem, troską i miłością. Wysłuchuje i objawia się w świeży,
wyjątkowy sposób.
Zniszczona winnica
„Liczni pasterze zniszczyli moją winnicę, podeptali mój dział, mój dział rozkoszny zamienili w głuchą pustynię” (Jer
12,10). Tutaj duchowa pustynia oznacza
zaprzepaszczenie cennej pracy i owoców przez czyjeś złe zarządzanie, lekceważenie bądź samolubstwo.
A my? Trafiamy na taką „pustynię”, kiedy jesteśmy wymęczeni pracą, działamy pod presją, w stresie nadmiernych
obowiązków i oczekiwań. I wówczas,
gdy ktoś celowo niszczy naszą pracę dla
Królestwa Bożego. Sami także możemy
zatracić duchowe plony i doświadczać
pustyni w wyniku zaniedbań, rutyny i lenistwa. Winnica powinna rosnąć i rodzić
owoce – podobnie chrześcijanie powinni wzrastać w wierze i przynosić owoce
Ducha Świętego. Jednak nie ma się co
dziwić, gdy lekceważąc ową winnicę odczuwamy pustkę i oschłość. Życie zamiera tam, gdzie brakuje wody. Jednak serca
nie muszą być zasuszone. Duchowa pustynia nie musi być pokryta ciałami osłabłych wierzących. Możemy zmagać się
z duchowymi przeciwnościami ale żyć,
gdyż mamy stały dostęp do życiodajnej
wody, do Słowa Bożego.
Służba na pustyni
Czasem Bóg kogoś wybiera i kieruje jego
służbę na „pustynię”. To może być choćby krótka wycieczka na suchy nieurodzajny teren. Jednak pustynia w życiu Jana
Chrzciciela była realnym i długotrwałym
doświadczaniem surowego życia. Oznaczała dziwny ubiór i dziwne pożywienie, ale też czasem dziwne reakcje ludzi:
odrzucenie, niezrozumienie, wytykanie
palcami. Prorok miał szczególne zadanie,
bowiem zapowiadał nadejście Królestwa
Bożego. Jednak prawdziwie niepopularny
stał się w niektórych kręgach przez bezpośrednie mówienie o grzechu.
Podobnie i my możemy doświadczać tej
swoistej „pustyni” – odtrącenia, zerwania
relacji – gdy zaczynamy nazywać grzech
po imieniu. Zdarza się, że słuchacze robią się spięci, atmosfera gęstnieje. Broniąc się przed przyjęciem prawdy atakują
nas lub wyśmiewają. Pamiętajmy wtedy
o uczciwości wobec Boga. Jan żył zgodnie ze swym poselstwem, a Bóg przydawał wielu, którzy przychodzili, aby się
ochrzcić. Zawsze jest cena prawdy, ale
jest i związane z nią błogosławieństwo.
Jan Chrzciciel potrafił przyjąć jedno, i doświadczył drugiego.
W mocy Ducha
Jezus zaraz po chrzcie, pełen Ducha
Świętego, spędził 40 dni na pustyni
w całkowitym poście (Mt 4, 1-11; Łk 4,
1-13). Był tam kuszony przez szatana, aby
pójść na kompromis, ułatwić sobie drogę,
ugrać coś dla własnej wygody i władzy.
Jezus nie skorzystał z tej oferty. Zwyciężył, a „diabeł odstąpił do pewnego czasu”
(Łk 4,13). Zaraz potem Jezus rozpoczął
publiczną służbę. Ciekawe, że tu znowu
SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013 •
23
dokończenie
pojawia się liczba 40 – uważana przez
wielu komentatorów Biblii za symbol
próby. W przeciwieństwie do poprzednich bohaterów Jezus wyszedł ze swojej
próbyz całkowitym duchowym zwycięstwem, pokazując nam, że jest to możliwe. Próba pochodzi od Boga, a wszystko, czego potrzebujemy do wygranej,
to słowa wychodzące od Boga.
Jezus nauczał o potrzebie postu i indywidualnej modlitwy („w komorze”,
w odosobnieniu), czyli zachęcał do
praktykowania łagodnych form duchowej pustyni, które możemy sami zainicjować, jeśli potrzebujemy codziennego
duchowego pokarmu, wzmocnienia, odpowiedzi lub przełomu w problemach.
Nie odnajdziemy zachęty do pustelnictwa, stronienia od ludzi i budowania
domów na piasku. I tylko jedno drzewo
doprowadził do uschnięcia – to, na którym spodziewał się znaleźć owoce, a ich
tam nie było.
Beata Jaskuła-Tuchanowska
Nie trzeba wędrować po rozgrzanym
piasku, aby doświadczać podobnych
przeżyć i rezultatów. Duchowa pustynia
to czas wytrącenia z bezpiecznej codzienności, pełen braków, np.: duchowego pokarmu i wody, wiary, wygody, rozsądnego odpoczynku, zasad, kierunku, towarzystwa, uwagi czy osiągnięć. Nie brakuje
natomiast zmagania się z przeciwnościami, osamotnieniem, własną słabością,
zagubieniem i skrajnymi emocjami aż
po zasuszenie potrzeby kontaktu z Bogiem i opadnięcie z sił. To dobry czas do
poznawania własnych ograniczeń, np.:
ukrytych obaw i kompleksów, granic wytrzymałości, czystości intencji i siły motywacji, narosłych uprzedzeń i pretensji.
Cel i znaczenie
Każde wyżej opisane doświadczanie
pustyni miało swój cel i znaczenie. Nie
było przypadkowe. Z perspektywy czytelnika Biblii widzimy, że pustynia okazywała się bardzo pouczającym doświadczeniem: drogą do ważnego celu,
miejscem schronienia i zmiany, ale też,
niestety mogła okazać się bezdrożami,
manowcami, miejscem, gdzie można
umrzeć. Jednak wspomniani bohaterowie nie zawsze rozumieli, dlaczego muszą tak się męczyć.
Znane opowieści innej nieco treści
Łatwiej przejść przez własną pustynię,
gdy rozumiemy jej sens. W tym celu
można poszukać w pamięci przyczyny.
Jeśli to konsekwencje grzechu – trzeba
go wyznać i naprawić. Ale jeśli to etap
duchowego rozwoju, warto z nadzieją
zdać się na Boże prowadzenie i wykorzystywać każdą okazję do wzmocniania wiary. Pomaga również wypatrywanie choćby najmniejszych zmian na horyzoncie (jak Eliasz, modląc się o deszcz,
wypatrywał chmurki). Takie szerokie patrzenie na własne życie umożliwia wiara
i zaufanie do Boga. W ten sposób można
spodziewać się dobrych rzeczy, nawet
gdy chwilowo doświadcza się złych. Jednak gdy częścią doświadczenia „pustyni” jest również poczucie braku sensu,
swoiste zagubienie i samotność, jakby
nawet Bóg o nas zapomniał, przeczekajmy je w spokoju. Najgorsze wyjście to
panika, narzekanie, rzucanie oskarżeń
i podejmowanie pospiesznych decyzji.
Ostatnie
spojrzenie
S
traszliwy wybuch targnął powietrzem. Ziemia zatrzęsła
się pod stopami uciekinierów. Drobne kamienie niczym
lawina zaczęły spadać i toczyć się po pochyłym zboczu, na
które się wspinali. Dwaj przewodnicy zniknęli na niedosiężnym szczycie. Rzec można by, rozwiali się w mętnym, stojącym, gorącym powietrzu. Nie można było oddychać.
Z nieba spadł czarny deszcz płatków spalonych liści, zwęglonych resztek miasta i ludzi. Powietrze zgęstniało tak bardzo, że już nic nie było widać. Czuć było narastający smród
siarki pomieszany z tysiącem mdlących, kwaśnych zapachów zatykających dech w płucach.
Długą wędrówkę w spiekocie pustyni, rozstanie z krewnymi, potem... wspaniałe, zielone pastwiska ciągnące się aż po
horyzont niczym niezmierzony, pachnący ocean, a jeszcze
później swój dom. Maty przyjemnie chłodzące stopy swoim
splotem, dobrze znanym sprawnym palcom, garnki pięknie
malowane, lśniące w ciemności polewą błękitną jak woda
w studni, ozdobne materie utkane wieczorami przez córki
i złożone w skrzyniach, pachnące lawendą i tamaryszkiem
ich wiano. Zapasy w chłodnej piwniczce pod domem niosące woń pól, rozgrzanej ziemi, ogród z pachnącymi cytrynami o zmroku...
Powietrzem targnął następny, straszliwy, czarny od smoły
i gazu wybuch. Nie wiadomo już było, czy to piekielny
24
• SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013
fot. stockxchng
Kobieta nie widziała już ani idącego przed nią mężczyzny,
ani dwóch młodych kobiet. Czuła, że umiera, że nie wytrzyma ani chwili dłużej tej bezsensownej wędrówki, tej ucieczki wiodącej donikąd. Przed oczyma duszy dostrzegła całe
swoje życie...
ogień z głębi ziemi czy wszechpotężny grzmot śmierci Najwyższego. Jej świat i tak legł w gruzach.
Nie będzie spożywała placka na weselnej uczcie córek, gdyż
ich narzeczeni z całym miastem zostali gdzieś za plecami.
Nie będzie już nigdy spoczywać w ramionach swojego mężczyzny, nie pochyli głowy nad ogniem swego domostwa.
Stanęła. Ostatni raz spojrzała przez ramię w przeszłość. Marzenia niespełnione i szczęście, którego nigdy tak w pełni
pochwycić nie zdołała... Zabrakło jej jednego ożywczego
tchnienia, gdy jej serce skamieniało z czarnego żalu, by zamienić się z czasem w słup soli.
Pamiętajmy, że kontakt z „pustynią” może skończyć się tragicznie – jak w przypadku Izraelitów wędrujących po niej
przez 40 lat. Również w Księdze Joba
przeczytamy o „wietrze z pustyni”, który
nagle niszczy, zabija i pochłania wszystko na swej drodze – to trafny o raz działalności szatana. Jednak najczęściej pustynia przynosi ostatecznie odnowione,
wzmocnione życie. Niestety, widoczne
jest to dopiero po pewnym czasie, z pewnego dystansu.
Długotrwała pustynia
Czasem sytuacja nie zmienia się tak szybko, jakbyśmy tego chcieli. A zdarza się,
że i brakuje nam determinacji lub świa-
domości, że można żyć inaczej. Wówczas zaczynamy zachowywać się jak pustynne rośliny, które posiadają niezwykłą
wytrzymałość, ale i rozbudowany system
mechanizmów obronnych. Co ciekawe,
nie trzeba nas tego uczyć, dzieje się to
w bardzo naturalny sposób.
Niektóre rośliny potrafią sobie radzić
z ekstremalnymi warunkami zapuszczając korzenie bardzo głęboko, aż do
miejsc, gdzie jest woda. Żyją, choć górne części roślin nie wyglądają okazale.
To symbol wierzących, którzy są jakby
odporni na warunki zewnętrzne. Potrafią
przetrwać każde przeciwności i mają stały dostęp do wody. Ale w wyniku trudnych warunków tracą potrzebę „przeżywania” Boga, zasuszają swoje emocje.
Trudno również taką roślinę przenieść
– to obraz braku podatności na powołanie Boże, niechęć do wyjazdów i działalności, które jednak nie zaprzeczają
wewnętrznemu duchowemu życiu.
Inne rośliny pustynne wytrwale magazynują wodę w łodygach lub liściach
i chronią się przed jej utratą (zgrubienia,
kolce, połysk odbijający światło). Widzę
tu obraz wierzących, którzy potrafią nazbierać sobie duchowej wody niezależnie od okoliczności, ale jest to tak duży
trud i satysfakcja, że niechętnie dzielą
się nią z innymi. Kolce symbolizują niedostępność, a nawet niebezpieczeństwo
poranienia, gdy ktoś próbuje się zbliżyć.
Inaczej zachowuje się roślina zwana różą
pustyni. Ogranicza swoje funkcje życiowe do minimum i wygląda jak martwy
suszek, przenoszony wiatrem bez żadnego oporu. Ale gdy tylko trafi na odrobinę
wilgoci, natychmiast z niej korzysta. Rozkwita na krótko, po czym znowu zasycha.
Zdarza się, że niektórzy wierzący są jak te
suche kulki z duchowością ograniczoną
do minimum, ale jak tylko trafią na odpowiednie okoliczności, puszą się swoją
nagłą eksplozją zieloności.
To powszechne metody przetrwania duchowej pustyni, jednak efekty pozostawiają niedosyt. Za przeciwieństwo takich
postaw uważam drzewo zasadzone nad
strumieniami wód z Psalmu 1. Wokół
może być pustynia, słońce może prażyć, ale tam, gdzie bliskość Boga, tam
jest dużo zdrowego życia i obfitości. To
źródło nie wysycha. Nie mam na myśli
przenoszenia się do innego zboru bądź
miasta, ani czekania na opóźniające się
przebudzenie ale wierne i treściwe korzystanie z Biblii, z modlitwy i ze wspólnoty.
Wybierz życie!
Pustynia – symbol oschłości, duchowego niedostatku i niemocy, ale też symbol
próby, wytrzymałości, wiary i polegania
na Bogu pomimo przeciwności. Symbol
trudności, ale i ogromnego pragnienia
Bożej obecności. Pustynia okazywała
się potrzebna ludziom, którzy byli przez
Boga prowadzeni, podobnie jak poligon
potrzebny jest wojskowym, a laboratorium – uczonym. Służyła jako miejsce nauki i sprawdzenia własnych sił; wyzwolenia od tego, co usidla do determinacji
i wiary, od egoizmu, bezsilności i trosk
do usługiwania innym. Była również miejscem oczekiwania, wcale nie bezużytecznego; ważnym etapem w służbie.
Nas także może wzmocnić i przemienić.
Na czym polega fenomen pustyni? Przecież wydarzenia, przeżycia i doświadczanie braków w przestrzeni duchowej mogą wyglądać tak różnorodnie, jak depresja Hagar i zwycięstwo Jezusa. Przyczyny także się różnią. Jednak to, jak bardzo
skorzystamy z tego doświadczenia i czy
w ogóle przyniesie nam korzyść, zależy
w dużej mierze od decyzji: „wybieram
życie”, „nie chcę tu umrzeć”, „nie poddam się”. Ale pustynia pokazuje, jak mało
od nas zależy. To wyzwala determinację
w pragnieniu Boga, jak pragnie się wody
na rozgrzanym piasku. Warto szukać, bo
gdy skosztujemy Bożej dobroci na pustyni, wówczas... poświęcenie, braki i niedogodności schodzą na dalszy plan. A nawet to, czy rozwiązanie będzie tuż obok,
czy może trzeba je „zdobyć”. Bezcennym
skarbem pustyni jest spotkanie z Bogiem
– wszystko to, czego dowiedzieliśmy się
o Nim, czego doświadczyliśmy tylko
„we dwójkę”, tego nikt nam nie zabierze.
Z jakości tej więzi bierze się osobista
przemiana, wiara oraz siła do służenia
i przynoszenia duchowych owoców.
„Możemy znieść dużo w oczekiwaniu
na więcej” – to przesłanie wykorzystuje wprawdzie pewna reklama, ale ma
głęboką treść. Bo można przetrzymać
duchową pustynię, aby uczyniła z nas
bardziej wypróbowanych, gotowych,
cierpliwych i wytrzymałych na nowe wyzwania. Jeśli tylko będziemy się trzymać
tak blisko Boga, jak nigdy dotąd.
SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013 •
25
Chrześcijaństwo
a rewolucja naukowa XVII w.
Z CYKLU
Filozofujący
chrześcijanie
Janusz Kucharczyk
Isaac Newton (1643-1727)
i Gottfried Wilhelm Leibniz (1646-1715)
czyli
spór o Boga, przyrodę, naturę siły, czasu i przestrzeni
X
VII wiek to okres intensywnego rozwoju nauki. Wtedy ma miejsce jedna
z ważniejszych w historii naukowa rewolucja. Na trwale zmieni ona rozumienie wszechświata. Wspominaliśmy
już w poprzednim odcinku o Keplerze,
Galileuszu, Baconie czy Kartezjuszu,
którzy się do niej walnie przyczynili.
Wspominaliśmy też o Pascalu, który
choć wydatnie przyczynił się do jej rozwoju, ponad naukę przekładał wiarę.
Przez jakiś czas taki zdystansowany do
niej stosunek był dość popularny, nauka
jednak się rozwijała.
I wkrótce wydała swe najznakomitsze
owoce. Powstała nowożytna fizyka,
która cały szereg zjawisk obserwowanych na co dzień zdołała opisać zbiorem krótkich matematycznie praw. Nie
działo się to bez chrześcijańskiej inspiracji, choć ostatecznie doprowadziło
to do powstania deizmu, który stanął
w opozycji do wiary w Chrystusa. Jak
do tego doszło? Jak to było możliwe?
Nowy, mechanistyczny
paradygmat nauki
Renesans miał dość naiwne spojrzenie
na przyrodę, przypominające antyczne
próby opisu świata za pomocą żywiołów i sił, w rodzaju: sympatia i antypatia wszechrzeczy. Niedaleka była też
ówczesna nauka od czegoś, co dzisiaj
nazwalibyśmy okultyzmem i szarlatanerią, jak magia naturalna, astrologia
i alchemia. Wtedy jednak nauka osiągała poziom mniej więcej tych dziedzin. Podkreślano jednak znaczenie
empirii i niechęć wobec autorytetów,
a z drugiej strony oczekiwanie od natury wartości estetycznych: ładu, piękna,
elegancji, matematycznego porządku
i prostoty, czego przejawem była myśl
Kopernika. To ostatecznie doprowadza
26
• SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013
do myśli Galileusza, który wraz z Keplerem przyczynił się do naukowego
umocnienia rewolucyjnej idei toruńskiego astronoma. Każdy z nich w jakimś aspekcie wprowadzał znaczącą
nowość, zapowiadając fizykę Newtona,
w innym zaś pozostawał tradycjonalistą.
Galileusz zachował koliste drogi planet
uzupełniając oryginalną myśl Kopernika o refleksję nad względnością ruchu,
pierwsze sformułowania zasad dynamiki oraz empiryczne obserwacje ciał
niebieskich, takich jak księżyce Jowisza, a przede wszystkim konsekwentne
wprowadzenie matematycznego opisu
wszechświata jako wielkiego mechanizmu. Kosmos w tym ujęciu jest prostym
materialnym mechanizmem. Nie rządzą
już nim żadne siły sympatii czy antypatii, ale proste reguły regulujące ruch
bezbarwnych, bezwonnych atomów,
proste matematyczne prawa, gdyż jak
powiadał Galileusz, księga natury zapisana jest w języku matematyki.
Boga Galileusz nie odrzucał, ale zamknął go w Księdze Biblii, w rzeczywistości poza empiryczną sprawdzalnością. Kepler przeciwnie. Zachował
uduchowione rozumienie świata, pełne
neoplatońskiej mistyki, ale odrzucił koliste orbity zastępując je wbrew własnym
uprzedzeniom elipsami. Też opisywał
kosmos matematycznie, ale szukał
w tym głębszego, duchowego dna. Na
to nakłada się racjonalizm Kartezjusza,
który każe wątpić we wszystko, rozkładać na szczegóły i podążać za logiką.
Jeśli dodamy wpływ Bacona, z naciskiem na empiryzm i indukcję zobaczymy, na czym polegał rozwój nauki
w tym okresie. Oto wszechświat staje
się potężnym, zimnym materialnym mechanizmem, wypranym z duchowości
i tajemnicy, rządzonym przez proste
matematyczne reguły, które można
znaleźć w racjonalnym i empirycznym
badaniu szczegółów przyrody. Miejsce
Boga polega tu na wprawieniu tego
wszystkiego w ruch i określeniu owych
matematycznych reguł. Ten właśnie obraz przeraził Pascala, który nie widział
już w takim stwórcy Boga Abrahama,
Izaaka, Jakuba, ani Jezusa Chrystusa.
Boga zaangażowanego w świat i życie
swych wiernych na każdym kroku.
Na czym polegała
rewolucja newtonowska?
Galileusz - Galileo Galilei (1564-1642)
Newton obraz ten doprowadził do ostateczności. Wiele obserwowanych zjawisk powiązał ze sobą w prawie przyciągania i powiązał z trzema prostymi
zasadami dynamiki, które razem tłumaczyły już wszystko: spadające jabłka,
ruch rzucanych kamieni, zjawiska atmosferyczne, bieg koni, rzeczy na ziemi, wschody i zachody słońca, pływy
oceanów, ruch planet i widok gwiazd.
Wszystko tworzyło jasny i spójny obraz
sprowadzony do w miarę prostej matematyki. Z wszechświata na dobre wyparowała wszelka tajemnica. Bóg jest tu
konstruktorem tegoż mechanizmu i na
tym głównie polegała jego rola.
Newton a chrześcijaństwo
Isaac Newton (1643 – 1727)
Gottfried Wilhelm Leibniz (1646 – 1715)
Sam Newton ateistą, ani nawet deistą
na pewno nie był, ale walnie się przyczynił do rozwoju do tych definicji.
Prawdopodobnie odrzucał dogmat
trynitarny, jeżeli nie robił tego jawnie
to z przyczyn politycznych, ale już
jego najbliższy współpracownik, uczeń
i apologeta Clarke robił to otwarcie,
mimo że formalnie był anglikaninem.
Trójca w swej tajemniczości nie pasowała bowiem do prostego schematu natury, który wyłaniał się z Newtonowskiej nauki. Podobnie wiara
w nieśmiertelność duszy nie mieściła
się w mechanistycznej strukturze kosmosu. Zostawała wiara w zmartwychwstanie. Newton na pewno nie odrzucał autorytetu Biblii: obok studiów nad
wyśmiewaną już wtedy alchemią, szukanie tajnego kodu Biblii i daty końca
świata były pod koniec życia jego główną pasją. Zważywszy na to wszystko,
można by go uznać za swego rodzaju
prekursora poglądów Świadków Jehowy.
Leibniz, czyli jedność wiary
i rozumu
Leibniz był pod względem geniuszu porównywalny z Newtonem, a przebijał go
szerokością zainteresowań, która była
jeszcze większa niż angielskiego fizyka.
Początkowo przyjmował również mechanistyczny paradygmat panujący w fizyce. Z czasem jednak uznał, że głębsza
od mechaniki i matematyki jest psychologia, teologia i logika. Mechanika materialnego kosmosu jest tylko zjawiskiem,
pod którym skrywa się głębsza rzeczywistość duchowa, którym rządzi logika
powiązana z Bożym wyborem i decyzją. Bóg znając istoty wszelkich możliwych rzeczy, tworzy taki wszechświat,
który jest najdoskonalszy z możliwych.
Bóg zna możliwe losy wszystkich ludzi
i konstruuje z nich taki świat, w którym
tworzą najlepszą możliwą całość.
Bóg Leibniza pozostaje więc Bogiem
troszczącym się o losy poszczególnych
jednostek mimo, że też jest zegarmistrzem. Jedność świata Leibniz widzi nie
w mechanizmie, ale duchowości, którą
dostrzega u podstaw całej rzeczywistości. To mu pozwala zachować spójność
wiary i rozumu. Rozumu jednak nie
utożsamia z ludzkimi zdolnościami poznawczymi, ale z samą logiką. Stwierdzanie zgodności wiary z rozumem
oznacza dla niego więc nie udowadnianie wszystkich prawd wiary czystym rozumem, ale raczej stwierdzenie, że gdyby je w doskonały sposób zanalizować,
okażą się spójne ze sobą i ze wszystkim, co obserwujemy. Taki doskonały
ogląd dany jest jednak tylko Bogu, a nie
nam. Dlatego tylko z Jego perspektywy
wszelkie nieszczęścia i kaprysy losu
tworzą ścisłą, logiczną, najdoskonalszą
z możliwych całość, co chrześcijanin
może przyjąć wyłącznie wiarą.
Istota sporu między
Newtonem a Leibnizem
Obaj rozwijając już wcześniejsze dokonania Archimedesa, Pascala i innych
matematyków niezależnie od siebie odkryli rachunek różniczkowy. Wcześniej
dokonał tego Newton, ale zachował go
dla siebie. Leibniz, choć odkrył go później (a z wykształcenia był prawnikiem,
który pobrał jedynie letnie korepetycje
z wyższej matematyki u holenderskiego wybitnego fizyka i matematyka Hu-
ghensa), posłużył się jaśniejszą notacją
i opublikował swoje odkrycia. Newton
bezzasadnie oskarżył go o plagiat. Sąd
angielskiego towarzystwa naukowego,
którego Newton był przewodniczącym,
przyznał rację oczywiście Newtonowi.
Tak zaczął się długotrwały spór między
dwoma tytanami intelektu. Newton,
a właściwie wspomniany unitarianin
z przekonań – Clarke, bronił wizji newtonowskiej, w której będący ponad kosmosem Bóg obserwuje go przez swego
rodzaju szyby akwarium, którym jest
absolutny czas i przestrzeń, zawierające
w sobie absolutny ruch. Jest jedynie jego
zewnętrznym konstruktorem. To wizja
bliska deistycznej, w której Bóg nie angażuje się w rzeczywistość regulowaną
działaniem praw natury. Leibniz natomiast wierzył w kosmos, w którym czas
i przestrzeń, a nawet materia są względne. Wyłaniają się z boskiej logiki rządzącej losem dusz, którymi Leibniz obdarzał wszystko. Bóg Leibniza pozostaje
jednak Bogiem Opatrzności, Bogiem
troskliwym i zaangażowanym w historię
i czas w każdej chwili. Bóg Newtona już
niekoniecznie, jest po prostu Twórcą Kosmosu. Niektóre aspekty myśli Leibniza
potwierdza dzisiejsza nauka, ale wtedy
atrakcyjniejszy był Newton.
Skutki zwycięstwa
wizji Newtona
Jego wizja była jasna i wyraźna. Poglądy Leibniza mało kto rozumiał, były niejasne, paradoksalne (wszystko jest jakąś
duszą i rusza się samo z siebie, rzucany
przez nas kamień też...) i mistyczne na
dodatek. Dla większości Leibniz zdawał się zajmować niewyraźne stanowisko, łącząc ze sobą wszystkie możliwe
podejścia tak, że żaden obóz religijny
i światopoglądowy nie uważał go za
swojego. Wygrała wizja Newtona. Wrażenie na wszystkich robiła prostota jego
teorii. Mimo, że wierzył w Biblię, jego
fizyka do wiary w nią się nie przyczyniła. Prowadziła do poglądu, że rozum
może w całości poznać Boga, a Jego
rola sprowadza się do skonstruowania
porządku wszechświata. Wszystko inne
stawało się nieważne. Jak to ujął ówczesny poeta Aleksander Pope: „Była
ciemność i nastał Newton i stała się
jasność”. Jasność tę określa się mianem oświecenia. Epoki, która walnie się
Dokończenie na str. 29.
SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013 •
27
Kobieta kobiecie
fot. stockxchng
Dokończenie ARTYKUŁU ZE str. 27.
Alina Woźniak
Wiosna w kwietniu zbudziła się z rana
wyszła wprawdzie troszeczkę zaspana,
lecz zajrzała we wszystkie zakątki:
Zaczynamy wiosenne porządki!
(Jan Brzechwa)
W
iosna zmusza do rozejrzenia
się wokół, ponieważ wiosenne
słońce bezwzględnie i ostro ujawnia
zakurzone miejsca w naszych domach,
oświetla przepełnione regały, szafy, odsłania nieuporządkowane rewiry w naszych domostwach.
Przystępując do wiosennych porządków warto przypomnieć sobie, jaka
jest procedura sprzątania. Odgłos włączonego odkurzacza i unoszący się
następnie zapach detergentów nie jest
gwarancją dobrze sprzątniętego mieszkania.
Po pierwsze, konieczne jest uznanie,
zauważenie bałaganu, brudu, zanieczyszczenia w swoim otoczeniu. Są
ludzie, którzy żyją w ciągłym nieładzie
i bałaganie. Przywykli do walających
się stosów starych gazet, otaczają się
28 • SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013
niepotrzebnymi zakurzonymi bibelotami, są zbieraczami wszystkiego: śrubek, nakrętek, worków plastikowych
i innych przedmiotów, które mogą się
kiedyś przydać. Tylko, że ten czas nie
nadchodzi a zapasy rzekomych „części zamiennych” rosną i są zbieraniną
śmieci. A człowiek nawet nie ma świadomości, że się dusi a bałagan powoduje uczucie zawieszenia. Żyjąc wśród
bałaganu nie sposób wyraźnie dostrzec
swojego celu w życiu. Ktoś zauważył
następującą prawidłowość: jeśli zgromadziłeś mnóstwo rzeczy i trzymasz
się ich kurczowo z przekonaniem,
że będą ci potrzebne, powiadamiasz
świat o swoim braku zaufania do niego,
o tym, że ci nie da tego, czego potrzebujesz i w konsekwencji zawsze będzie
towarzyszyć ci niepewność i obawa
przed przyszłością. Tak przechodzimy
do kolejnego etapu porządkowania,
którym jest postanowienie. Potrzebny
jest mój akt woli sprzątnięcia, oczyszczenia brudu. Łączy się on z kolejnym
etapem: oddzielenia śmieci od przed-
miotów naprawdę pożytecznych. Na
tym etapie wymagana jest odwaga, by
pozbyć się nieużywanych przez lata,
nieprzydatnych, szkodliwych wręcz
rzeczy, które nagromadziliśmy wokół
siebie. Czy powinnam trzymać w szafie
tę różową bluzkę w nieswoim już rozmiarze łudząc się, że i kolor i rozmiar
wróci? Czy powinniśmy trzymać stosy
starych kolorowych gazet z plotkami
i zdjęciami z cudzych, pięknych domów? Poradniki na temat skutecznego
sprzątania mówią: podziel przeglądane
rzeczy na kategorie: nadal potrzebne,
bo używane, nadal użyteczne – ale
do oddania komuś potrzebującemu
(w innym rozmiarze bluzka, czy kolejny
komplet sztućców, naczyń), i wreszcie
śmieci, które muszą trafić do kosza.
Czasami nasze porządki ograniczają
się do segregowania, układania śmieci.
Brakuje w tym sprzątaniu niezbędnego elementu wyrzucenia. Pozbądź się
śmieci!
Jest to oczywiście nasze mieszkanie,
dom, obejście z ogrodem. Niekiedy nasze dzieci uczestniczą w akcji
„sprzątanie świata”. Wiosną przystępujemy też do oczyszczenia naszego organizmu stosując diety oczyszczające
nasze organy, poddając się zabiegom
detoksyzacji, czy różnym działaniom
w gabinetach kosmetycznych, odnowy
biologicznej, SPA…
W procesie sprzątania niezbędne są
oczywiście środki czystości. W mediach od lat trwają dyskusje o wyższością jednych detergentów nad innymi.
Niezbędna jest czysta woda z dodatkiem PRAWDZIWEGO płynu czyszczącego, zmywająca brud i kurz. Nie
bądź naiwna. Nie zawsze ten reklamowany, pachnący tak intensywnie, jest
skuteczny. Pomocny może być prosty
test. Jeśli woda z twoim detergentem
po sprzątaniu jest nadal czysta, to
mimo cudownego zapachu konwalii
unoszącego się w domu, brud pozostał na swoim miejscu. A środek nie był
skuteczny.
W Biblii znajdujemy PRAWDZIWY
sposób oczyszczenia duszy, który przypomina omówioną wyżej procedurę
wiosennych porządków. Po pierwsze, zauważ brud. Co jest śmieciem
w moim życiu? Niepokój? Załamania?
Wstyd? Gniew? Ciągłe rozdrażnienie?
Skąd to poczucie winy i wyrzuty sumienia? Niektórzy twierdzą, że wszystko jest w porządku. Mówią: jestem
czysty. Jednak Pismo mówi – nie oszukuj się: „jeśli mówimy, że nie mamy
grzechu, to samych siebie oszukujemy
i nie ma w nas PRAWDY” (1 J 1:8).
Ostatecznym efektem rzetelnej akcji
sprzątającej jest to, że mamy porządek.
Jest czysto.
Aby takie wiosenne akcje nie były ciężkim przeżyciem raz do roku, warto
dbać o codzienne utrzymanie porządku. Dobre nawyki odkładania rzeczy
na właściwe miejsce, odkurzanie na
bieżąco i regularne pozbywanie się
śmieci ustrzeże nas przed akcyjnością
i bałaganem, który lubi wracać niepostrzeżenie.
Warto się zastanowić, jakie obszary
porządkujemy w ramach akcji wiosna?
A co z naszym wnętrzem, z naszą duszą? Jest wiele pomysłów na oczyszczenie duszy. Oferta zawiera m. in.
oczyszczanie duszy przy pomocy wahadełka, właściwej terapii, a nawet oferowany w internecie zabieg oczyszczenia duszy – na odległość. Wystarczy
wysłać zdjęcie, dokonać opłaty i wskazać na duchowy problem typu: kłopoty w relacjach, niewłaściwe emocje,
lęki, brak spełnienia, samotność…Czy
jednak te zabiegi i oferty są PRAWDZIWYM sposobem oczyszczenia duszy?
Po drugie, musimy mieć wolę zmiany
do uprzątnięcia brudu, który dostrzegamy. Potrzeba nam tez ŚWIATŁA PRAWDY, aby dostrzec te śmieci w nas, bez
udawania, że np. ta moja złośliwość jest
taka urocza i taka moja, że bez niej nie
będę już sobą. W sprzątaniu należy oddzielić rzeczy użyteczne od zwykłych
śmieci. Oddzielić rzeczy, które mi służą od tych, które latami zalegają i nie
należy już po nie sięgać. W porządkowaniu swojej duszy musimy nazwać
konkretny grzech po imieniu, jak zrobił to Dawid w Psalmie 51. Paweł zaś
w Liście do Efezjan instruuje: „wszelka
gorycz i zapalczywość, i gniew, i krzyk,
i złorzeczenie niech będą usunięte spośród was z wszelką złością” (Ef 4:31).
Należy też pozbyć się niestosownych
do swojego wieku i swojej pozycji zachowań. Kapryszenie uchodzi małym
dzieciom, ale nie dorosłym. Gniewanie się i „zabieranie swoich zabawek
z piaskownicy” możemy obserwować na
poziomie dziecięcego egocentryzmu,
ale nie przystoi ono dojrzałemu chrześcijaninowi. Trzymamy i pielęgnujemy wiele zachowań z przeszłości w naszych „szafach”, zachowań, z których
nie powinniśmy już korzystać. Uznaj je
za śmiecie! Czas się ich pozbyć!
Jak ma wyglądać wyrzucenie śmieci?
I tutaj Biblia daje nam konkretną instrukcję. „Jeśli wyznajemy grzechy swoje,
wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy i oczyści nas od wszelkiej nieprawości” (1 J 1:9). „Każdy kto
w Niego wierzy, dostąpi odpuszczenia
grzechów przez imię Jego„ (Dz 10:43).
„W Nim mamy odkupienie przez krew
Jego, odpuszczenie grzechów, według
bogactwa łaski Jego” (Ef 1:7). W Biblii
dowiadujemy się, jaki jest PRWADZIWY detergent w naszych porządkach.
Autor Listu do Hebrajczyków pisze, że
„bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia grzechów” (Hebr 9:22).
Ciekawe jest, że tak jak dwa razy nie
zmiatamy tych samych śmieci z podłogi, tak i oczyszczenie przez krew Jezusa daje nam gwarancję, że wyznanego
grzechu i nieprawości łaskawy Bóg nie
wspomni więcej (Hebr 8:12).
Jak utrzymywać ten porządek, tę czystość darowaną nam przez krew Jezusa? W wielu miejscach czytamy: postaraj się, unikaj, pamiętaj, trzymaj się,
pilnuj się. Jezus w rozmowie z kobietą
przyłapaną na cudzołóstwie nie potępia jej. Ratuje od śmierci przez ukamienowanie. Nie toleruje jednak grzechu
w jej życiu. Mówi do niej: idź i od tej
chwili już nie grzesz (J 8:2-11). Tak jak
w utrzymywaniu porządku ważna jest
dbałość na bieżąco, tak i w sprawach
duchowych: „niech słońce nie zachodzi nad gniewem waszym” (Ef 4:26)
Czas na PRAWDZIWE wiosenne porządki!
Niech Pan będzie z tobą w głębi ducha. I niech łaska towarzyszy waszym
poczynaniom (2 Tym 4:22)
przyczyniła do wyrzucenia chrześcijaństwa z kultury Europy, choć miała
też swoje liczne zalety, o czym chrześcijanie czasem zapominają.
Pytania praktyczne
Wielu chrześcijan żyje w swoistej dychotomii, którą zapoczątkował wiek
XVII, co jest widoczne u Galileusza,
Kartezjusza a zwłaszcza Newtona
(widać ją zresztą w sztuce tej epoki,
która fascynuje się materią, przestrzenią i ruchem a zarazem pełna jest aluzji do świata ducha). Z jednej strony
wierzymy we wszechświat mechaniczny, ustalony regułami, z drugiej
w swojej Biblii czytamy o troskliwym
Bogu, który policzył wszystkie włosy
na naszej głowie i czuwa nad nami,
w co wierzymy jakoś, modląc się
o Jego opiekę i prowadzenie. Wizja
Leibniza była bliższa Biblii; łączyła
działanie świata i naukę z Jego obecnością. Logika Newtona zaprowadziła Europę najpierw do wyrzucenia
Boga z natury, pozostawiając Mu
jedynie ruszenie świata w istnieniu,
a następnie – poprzez darwinowską,
naturalistyczną teorię ewolucji – pozbyła się Go nawet z wizji Początku.
Jednocześnie wsparła do niedawna
obowiązujące jako pewnik przekonanie, że ludzkość uzbrojona w intelekt
i doskonalące się narzędzia nauki,
poradzi sobie z panowaniem nad
tym światem.
Można też zadać intrygujące pytania o wiarę. Czy gdyby ludzie zdołali
wyjaśnić już wszystko, opisać każdy
szczegół wszechświata i dokładnie
zdefiniować za pomocą paru prostych
wzorów Boga, to wiara by na tym
zyskała, czy straciła? Gdyby zyskała,
to na czym miałaby polegać? Gdyby
straciła, to czy w interesie chrześcijan
jest obrona ciemnoty i niewiedzy oraz
strach przed naukowym poznaniem?
Chrześcijanin nigdy nie powinien
zwalczać nauki i jej propozycji, także w stosunku do Boga. Ale powinien
pamiętać, że to są tylko ludzkie konstrukcje, które jutro mogą okazać się
nieprawdziwe, a na pewno są ciągle
niedoskonałe. Poznajemy wszak jakby
w zagadce, zwierciadle, dopiero kiedyś ujrzymy twarzą w twarz. Nauka
ciągle tego nie umie.
SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013 •
29
opracowanie: Nela i Zbyszek Kłapa
JAK TO BYŁO PO KOLEI?
Uporządkuj w kolejności wydarzenia z historii Dawida i Batszeby, wpisując w chmurce odpowiednią cyfrę. Teraz przeczytaj wyrazy zapisane na brązowo. Zapisz całe zdanie pod
chmurkami.
Ten znak informuje kierowcę, że droga,
na którą chce wjechać jest bez przejazdu.
Potocznie mówi się o niej, że jest „ślepa”
i prowadzi do ślepego zaułka. Lepiej na
nią nie wjeżdżać, żeby nie mieć kłopotów.
Pewnego razu król Dawid podjął pewne kroki, które zaprowadziły go w ślepy zaułek. Przypomnienie tej historii
pomoże nam odnieść sens tego znaku do codziennego
życia. Spróbuj odgadnąć kolejność wydarzeń, a odkryjesz ważne zdanie. Jeśli nie pamiętasz tej historii przeczytaj ją w 1 księdze Samuela w 11 i 12 rozdziale.
Tomasz Bogowski i Weronika Mazurkiewicz
Spotykamy się po raz kolejny po Świętach Wielkanocnych, które w szczególny sposób nawiązują do wydarzeń
na Golgocie. Nierozłącznie z tym faktem kojarzona jest Wieczerza Pańska,
a w Kościele katolickim Eucharystia.
Chcemy być posłuszni słowom Pana
Jezusa, aby sprawować to ustanowienie
i czynić to na Jego pamiątkę.
TB: Powiedz Weroniko jak katolicy rozumieją Wieczerzę Pańską, Komunię,
czy Eucharystię? Czy są to tożsame pojęcia i można je sprawować zamiennie?
Zdanie, które zapisałeś jest tak ważne, że zostało zapisane w Księdze Przypowieści
Salomona 2 razy. Sprawdź Przyp. Sal. 14:12 i 16:25.
· W którym momencie król Dawid wszedł na drogę bez przejazdu?
(pokoloruj odpowiednią chmurkę)
· Kiedy Dawid zawrócił z tej drogi i wyszedł ze ślepego zaułka?
(pokoloruj odpowiednią chmurkę)
TB: Wyjaśnij mi zatem, bo przecież
przyjmujesz opłatek- ciało Chrystusa,
a przecież nie czujesz wcale, aby to
było ciało. Nigdy tego nie rozumiałem.
Która droga prowadzi
do ważnej informacji?
Zakreśl cyfrę.
30
• SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013
WM: Tak, jeszcze msza może być podobnym pojęciem. Wszystko sprowadza się do tego, co wydarzyło się podczas Ostatniej wieczerzy. Myślę, że
i katolicy i protestanci rozumieją pod
pojęciem Wieczerzy to samo, bo jest to,
jak powiedziałeś, pamiątka tamtych wydarzeń. Największe różnice występują
w rozumieniu obecności Pana Jezusa
w trakcie jej sprawowania. W Kościele
katolickim wierzymy, że jest to realna
obecność Jezusa, czyli spożywamy Jego
prawdziwe ciało i prawdziwą krew. To
jest ten moment, kiedy możemy namacalnie realnego, fizycznego Boga spotkać. Jest to pełnia komunii, czyli połączenia z Bogiem, pełniejszej już nie ma.
Jeżeli
zna
się z p jdziesz
grzech owodu
u
zaułku w ślepym
, to ja
kn
szybc
iej wy ajz
ten gr
zech B naj
ogu.
WM: Rzeczywiście trudno tutaj mówić,
że czujemy w ustach krew albo ciało
fizycznie. Jest to w jakimś sensie dwa
w jednym, czyli zarówno jest to opłatek,
jak i ciało. Nie potrafię tego wytłumaczyć, bo na tym polega przecież wiara
i nie wszystko da się wyjaśnić.
TB: Dlaczego zatem przyjmujecie Komunię pod jedną postacią?
WM: Zazwyczaj tak jest, ale występuje
też Eucharystia pod dwiema postaciami. Chociaż faktycznie w praktyce to
kapłan, który sprawuje ten sakrament
przyjmuje ją pod dwiema postaciami
i wydaje mi się, że biorą tutaj górę
względy ekonomiczne. Nie jestem tego
pewna ale ma to sens. Jedna forma wystarczy. Wierzymy też, że czy w chlebie, czy w winie jest Żywy Bóg, więc
przyjmując którąkolwiek postać, spożywamy Jego ciało. Poza tym podczas
ważniejszych uroczystości udzielana
jest Eucharystia pod dwiema postaciami, chociażby Święto Bożego Ciała.
TB: Dla nas, protestantów to Święta
Wielkanocne są tym momentem szczególnego celebrowania Wieczerzy Pańskiej. Wtedy wspominamy wydarzenia
z Wieczernika, a także śmierć i zmartwychwstanie Pana Jezusa. To w tych
dniach Wieczerza Pańska jest tym najważniejszym wydarzeniem. Poza tym
my również wierzymy w realną obecność Jezusa w chlebie i winie i przyjmujemy pod dwiema postaciami. Jednakże
są to symbole ciała i krwi Jezusa, nie
następuje tam żadna materialna przemiana, choć wierzymy w Jego realną,
duchową obecność.
WM: Trzeba też zaznaczyć, że Eucharystia jest urzeczywistnieniem ofiary Jezusa dokonanej na krzyżu. Nie znaczy to
zatem, że każda msza jest składaniem
kolejnej ofiary, ale jest to nawiązanie do
wydarzeń z Golgoty. Trudno mi to wytłumaczyć ale nie jest tak, że w każdym
miejscu na świecie, podczas mszy składana jest kolejna ofiara. Jest to faktycznie ofiara, ale nie nowa, tylko tożsama
z ofiarą na Golgocie. Wtedy my, katolicy mamy możliwość przeżycia tej ofiary, tego co się wydarzyło nie będąc tam.
TB: Czyli znów pytanie, które musi paść:
czy można być prawdziwym katolikiem
nie przystępując do Komunii?
WM: Nie! Wierzymy, że Eucharystia to
spełnienie słów Jezusa: „Kto spożywa
ciało moje i pije krew moją ma życie
wieczne”, czyli nie robienie tego jest
złamaniem Jego nakazu. Także warunkiem przystąpienia do Komunii jest bycie bez grzechu. Po to podczas mszy są
momenty, kiedy te grzechy wyznajemy,
tzw. spowiedź powszechna, zmywająca
z nas grzechy lekkie. Natomiast aby pozbyć się grzechów ciężkich trzeba pójść
do spowiedzi indywidualnej. Wtedy dopiero można przystąpić do Komunii.
TB: Czyli Komunia jest nawiązaniem
relacji z Bogiem? Czy jest coś takiego
jeszcze, przez co w szczególny sposób
można nawiązać relację z Bogiem?
WM: Komunia jest tą najpełniejszą relacją z Nim. Wiadomo jednak, że chociażby poprzez modlitwę, rozmowę
z Bogiem możemy też mieć z Nim relację, jednakże nawet sama nazwa
„Komunia” oznacza zjednoczenie.
A jak protestanci rozumieją ofiarę Jezusa w Wieczerzy Pańskiej?
TB: Jest ona pamiątką ofiary. Niektórzy
moim zdaniem błędnie nazywają samą
wieczerzę pamiątką. To nie tak, bo jest
to wieczerza, która jest pamiątką ofiary
Jezusa na krzyżu, bo nie jest kolejnym
złożeniem ofiary. Zatem nawiązując
chociażby do I Listu do Koryntian widzimy, że oni faktycznie jedli, mieli ze
sobą fajny czas podczas wspólnej kolacji. Po tym wszystkim łamany był chleb
i rozdawane wino i właśnie w ten sposób wspominali pamiątkę Jezusa.
My wskazujemy również pewne obostrzenia, czyli nie pozwalamy przystępować do Wieczerzy Pańskiej osobom
nie pojednanym z Bogiem i ludźmi.
SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013 •
31
WM: Co ciekawe, każda msza, czyli ta
ofiara składana jest w jakiś intencji. Czy
protestanci mają podobną praktykę odprawiania nabożeństw i wspominania tej
ofiary szczególnie w jakiejś intencji?
TB: Nie, nie mamy takiej praktyki. Są
oczywiście pewne „szczególne” nabożeństwa, jak na przykład błogosławieństwo dzieci, czy nabożeństwa z chrztem
ale nie jest to tożsame z rozumieniem
katolickim.
A jak wygląda częstotliwość sprawowania Eucharystii? Bo u nas zwyczajowo robimy to raz w miesiącu, chociaż są zbory,
które mają wieczerzę na każdym nabożeństwie, co tydzień.
WM: Katolicy robią to nawet kilka razy
dziennie. Nie ma mszy bez Komunii.
W zależności od potrzeb danej parafii
może być od jednej do kilku mszy dziennie, czyli także Eucharystii. Dla nas, jak
widzisz jest to zatem centrum nabożeństwa, dla protestantów widzę, jest to coś
innego.
TB: Dokładnie. Dla nas jest to Słowo, które karmi i buduje naszą wiarę, i bez której
Wieczerza nie ma mocy. Podsumowując,
różnice w naszym postrzeganiu tego ustanowienia, czy jak katolicy mówią – sakramentu, to właśnie rozumienie obecności
Pana Jezusa oraz ofiary składanej podczas każdej Komunii. Również znaczenie Wieczerzy i sakramentów jest różne. Dla nas ważniejsza jest wiara, która
poprzedza wszelkie korzyści wynikające
z uczestniczenia w Wieczerzy.
czyli o stylach w muzyce chrześcijańskiej
Stylowa muzyka
Tomek
Bogowski
32
Czterech pastorów ewangelikalnych
uzyskało doktoraty w ChAT
Studia doktoranckie prowadzone na Wydziale Teologicznym Chrześcijańskiej
Akademii Teologicznej w Warszawie przynoszą wymierne rezultaty. Wśród wielu doktoratów uzyskanych przez uczestników tej formy kształcenia, a jest to liczba w Akademii dotychczas niespotykana, wskazać trzeba stopnie naukowe nadane ostatnio
czterem duchownym ewangelikalnym.
Prezbiter Piotr Karaś (ur. 1971), pastor zboru Kościoła Zielonoświątkowego
w Łodzi napisał rozprawę pt. Działalność socjalna Kościołów ewangelikalnych w Polsce. Powstała ona, podobnie jak niżej wskazane kolejne trzy prace doktorskie pod kierunkiem prof. Tadeusza J. Zielińskiego. Recenzentami byli: prof. dr hab. Karol Karski
z ChAT i ks. prof. dr hab. Dariusz Walencik z Uniwersytetu Opolskiego. Obrona odbyła
się 26 czerwca 2012 r.
Dobrze znany na tych łamach pastor Włodzimierz Tasak (ur. 1964), przez wiele
lat duchowny baptystyczny i redaktor naczelny „Słowa Prawdy”, a obecnie duchowny
Kościoła Chrystusowego w RP 19 grudnia 2012 r. obronił pracę doktorską pt. Historia
statusu prawnego Kościoła Baptystycznego w Polsce w latach 1918-1997. Recenzentami byli: prof. dr hab. Michał Pietrzak z Uniwersytetu Warszawskiego i bp prof. dr hab.
Wiktor Wysoczański z ChAT.
Pastor Tomasz Józefowicz (ur. 1972) z Kościoła Zielonoświątkowego jest dziekanem prowadzonej przez tę denominację Wyższej Szkoły Teologiczno-Społecznej
w Warszawie. Przygotował rozprawę pt. Etyka polityczna Johna Howarda Yodera. Zrecenzowali ją: ks. prof. dr hab. Sławomir Nowosad z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego oraz bp prof. dr hab. Marcin Hintz z ChAT. Obrona odbyła się 13 marca 2013 r.
Pochodzący ze środowiska baptystycznego pastor Ewangelicznego Kościoła
Reformowanego w Poznaniu Bogumił Jarmulak (ur. 1969) jest autorem rozprawy pt.
Zagadnienie cierpienia Boga w teologii Juergena Moltmanna, której obrona nastąpiła
14 marca 2013 r. Recenzowali ją ks. prof. dr hab. Stanisław Celestyn Napiórkowski
z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego oraz ks. prof. dr hab. Bogusław Milerski,
wybrany w minionym roku rektor Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej.
Wszystkie cztery rozprawy zasługują na wydanie drukiem i udostępnienie w ten
sposób szerszemu kręgowi czytelników. Należy mieć nadzieję, że przyczynią się one
do pogłębienia refleksji intelektualnej Kościołów w Polsce, zaś kompetencje uzyskane
przez nowych doktorów dobrze służyć będą środowiskom, w których działają. (tjz)
Hillsong United – Zion
Muszę się przyznać, że nie jestem fanem muzyki uwielbieniowej.
Co innego posłuchać i pośpiewać w Kościele, bo do tego
przecież ta muzyka służy. Nie lubię natomiast tej muzyki
po prostu słuchać. W mojej kolekcji ponad 200 albumów
nie znajdziecie praktycznie żadnej płyty uwielbieniowych
evergreenów. Tak było aż do tego roku, kiedy światło dzienne
ujrzała nowa płyta Hillsong United, zatytułowana Zion.
Objawienie!
Nie jest to standardowa muzyka uwielbieniowa, która mogłaby kojarzyć się z bardzo znaną ekipą sieci kościołów Hillsong.
Dużo elektroniki świetnie wpasowanej pomiędzy klasyczne instrumenty, głębokie teksty i sporo energii, której moim zdaniem
brakuje współczesnej muzyce uwielbieniowej. To wszystko przekonało mnie do nowej płyty Hillsong United. Chciałbym
zobaczyć, jak aranżujemy po swojemu kawałki z nowego albumu i śpiewamy je w uwielbieniu na naszych nabożeństwach,
ale pewnie (tak, mam na imię Tomasz) nie nastąpi to prędko. Kilkoma krótkimi słowami mogę z czystym sumieniem polecić
ten album podobnym mi uwielbienio- sceptykom. Płyta nada się zarówno do słuchania w domu, jak i do auta a nawet może
być fajnym energetykiem wspomagającym trening.
• SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013
Opracował:
Konstanty Wiazowski
Postępy i trudności w rozwoju
chrześcijaństwa
W 1800 roku 75% ludności nie miało dostępu do
ewangelii, w 1900 – 54% a obecnie – 29%, co
w liczbach przedstawia się następująco: w 1800
roku – 674 mln, w 1900 r. – 880 mln, a obecnie
– dwa miliardy! Ze względu na przyrost naturalny
liczba ta stale rośnie – każdego dnia przybywa
57.000 tych, którzy nigdy nie słyszeli ewangelii!
Przewiduje się, że w roku 2025 liczba osób, które nie będą miały kontaktu z chrześcijaństwem
wzrośnie do 2,2 mld. To prawda, ruch misyjny
robi wielkie postępy – Kościół najszybciej wzrasta w Afryce i w Azji, ale gdzie indziej jest jeszcze
wiele do zrobienia. W ciągu dwóch lat przebywania apostoła Pawła w Efezie „wszyscy mieszkańcy Azji, Żydzi i Grecy, mogli usłyszeć Słowo
Pańskie” (Dz. 19,10). Jak oni to robili? – zastanawiają się obecnie chrześcijanie. W ubiegłym roku
powstała Globalna Grupa Efeska, która podzieliła
się pracą wśród ośmiu grup etnicznych pozostających poza zasięgiem ewangelii. Są to: kuszyci – 44 grup etnicznych (57 mln), fulani/hausa/
kanuri – 98 grup (78 mln), południowo-wschodnia Azja – 653 grupy (303 mln), Sumatra – 49
grup (26 mln), wschodnia Indonezja – 104 grupy
(25,5 mln), Bengal – 407 grup (330 mln), Góry
Kuszyckie – 400 grup oraz miasta w południowo-wschodniej Azji. Potrzebni są ludzie, środki
i wiele modlitw, aby we wszystkich tych rejonach
„wszyscy mieszkańcy mogli usłyszeć Słowo Pańskie” (Mission Frontiers, 3-4/2013).
Watykan – nowo wybrany papież Franciszek
Argentyńczyk Jorge Merio Bergoglio, arcybiskup Buenos Aires 13 marca br.
został wybrany na nowego papieża Kościoła Rzymskokatolickiego. Przybrał on
imię Franciszka, jest pierwszym papieżem pochodzącym z Ameryki Południowej, gdzie mieszka prawie 40% wszystkich rzymskokatolików. Jest on następcą papieża Benedykta XVI, który abdykował po ośmiu latach sprawowania tego
urzędu. Nowy papież ma 76 lat, jest synem włoskiego kolejarza, zawsze bronił
tradycyjnego małżeństwa i świętości życia. W 1958 roku wstąpił do zakonu
jezuitów, w 1969 wyświęcony na księdza, był wykładowcą teologii, rektorem
seminarium. To pierwszy jezuita na tym stanowisku. Przybierając imię Franciszka, być może nowy papież chce naśladować ubóstwo i ewangelizację swego imiennika z Asyżu (1181-1226). W każdym bądź razie, po swoim wyborze
prosił wiernych o modlitwę za siebie, pochylił kolana i modlił się. Urząd papieski
został ustanowiony przez biskupa rzymskiego Leona Wielkiego w piątym wieku
(440-461), uzasadniały go pisma Augustyna (zm. 430), a potem wzmacniany
był przez Grzegorza Wielkiego (zm. 604). W połowie XI wieku utrwaliła się tradycja wyboru papieża przez kardynałów (Baptist Press).
Ukraina – w nowym parlamencie działa grupa modlitewna
Po ostatnich wyborach w grudniu ub. r. grupę tę uzupełniły nowe osoby. Pojawiły się nowe frakcje i nowi posłowie, ale przedłuża się dobra, trwająca już cztery
lata tradycja porannych modlitw. Wierzący posłowie różnych frakcji spotykają
się w każdy czwartek, aby wspólnie czytać Biblię, rozmawiać o sprawach duchowych i modlić się za swój kraj. „Cieszę się, że politycy różnych ugrupowań
są świadomi potrzeby rozmawiania o duchowych i biblijnych prawdach” – powiedział poseł szóstej kadencji Pawieł Ungurian, koordynator tej modlitewnej
grupy. Celem tej grupy nie jest tylko czytanie Biblii i wspólna modlitwa, ale też
różne inicjatywy skierowane na obronę moralnych i duchowych prawd. Dobrym
zwyczajem było organizowanie narodowych śniadań modlitewnych. W takim
modlitewnym śniadaniu w ubiegłym roku wziął udział marszałek parlamentu,
członkowie rządu, parlamentarzyści z innych krajów, dyplomaci i zwierzchnicy
różnych konfesji (ecbua. info).
Czechy – konferencja na temat ewangelizacji
W połowie lutego 36 studentów teologii z 20 europejskich krajów
oraz Kanady, USA, Południowej Korei i Nigerii rozmawiało w Pradze o tym, jak w słowie i czynie przekazywać ewangelię. I tak Mike
Pears z Anglii mówił, jak pracując wśród biednych zachęcił ich do
założenia własnej piekarni. Daje to im możliwość rozmowy o wierze chrześcijańskiej. Pracujący wśród muzułmanów pytał, czym
ich Abraham różni się od Abrahama Żydów i chrześcijan. Na Bliskim Wschodzie są różne sposoby nawiązywania kontaktów z muzułmanami. Niektórzy chrześcijanie prowadzą z nimi studia biblijne w obozach dla uchodźców. Nawiązywano też do wydarzeń
historycznych, do ekspansji ewangelii za czasów anabaptystów,
powstania pierwszego zboru baptystycznego w Bohemii. W konferencji tej wzięły udział trzy osoby z Uniwersytetu w Amsterdamie, gdzie latem 2014 roku zostanie przeniesione z Pragi Międzynarodowe Baptystyczne Seminarium Teologiczne. W konferencji
tej brali udział również studenci tego Seminarium (ebf.org).
SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013 •
33
Czechy – państwo a Kościół
Czescy baptyści podjęli bardzo ważną decyzję. Władze Republiki Czeskiej postanowiły zrekompensować Kościołom odebrane im w czasach komunistycznych mienie. Zaoferowano wszystkim Kościołom wypłacanie w ciągu kolejnych trzydziestu lat określonej sumy pieniędzy. Po dłuższej dyskusji prawie
wszystkie Kościoły zrzeszone w Czeskiej Radzie Ekumenicznej przystały na tę
propozycję – z wyjątkiem baptystów. Gdy kilka lat temu władze państwowe
zaproponowały wypłacanie poborów dla pastorów, połowa zborów baptystycznych zgodziła się na to, druga była temu przeciwna. Ale sprawa kompensacji
za odebrane mienie musiała być podjęta przez cały Kościół. W każdym zborze
odbyły się dyskusje na ten temat, a na Konferencji Kościoła małą większością
głosów odrzucono propozycję rządową. Uważano, że zaprzecza to baptystycznej zasadzie oddzielenia Kościoła od państwa. Wywołało to konsternację
i oburzenie innych Kościołów ekumenicznych, gdyż baptyści jako jedyni podjęli taką decyzję. W świeckich mediach – a Czechy są najbardziej świeckim
państwem w Europie – pojawiło się uznanie dla baptystów, bo jak można zabierać pieniądze od podatników, którzy w większości są niewierzący? Chyba
po raz pierwszy świeckie media wyrażają podziw i uznanie dla baptystów,
gdyż podjęli oni właściwą decyzję (ebf. org).
Szwajcaria – konfederacja zborów baptystycznych
Misja baptystyczna w Szwajcarii sięga lat 1840-tych, gdy przy udziale pioniera ruchu baptystycznego Gerharda Onckena, w niemieckojęzycznej części tego
kraju powstał pierwszy zbór baptystyczny. Pierwszy zbór baptystyczny we francuskiej części tego kraju powstał w 1872 roku w miejscowości Tramelan. Obecnie 12 zborów tworzy Szwajcarską Konfederację Zborów Baptystycznych, dotąd
znaną jako Unia Zborów Baptystów w Szwajcarii. „Uważamy naszą społeczność
za część światowej wspólnoty, która uznaje Jezusa Chrystusa. Uważamy naszą
społeczność za miejsce, w którym ewangelia jest głoszona i uczniostwo właściwie praktykowane” – mówi deklaracja tej Konfederacji. Baptyści szwajcarscy są
zdecydowanymi obrońcami wolności religijnej, wolności sumienia i oddzielenia
Kościoła od państwa. „Jesteśmy Kościołem wolnym, niezależnym od państwa”.
Jest to ważna cecha, ponieważ w wielu kantonach tego kraju oficjalnie uznane Kościoły są finansowane przez państwo, które pobiera podatek kościelny. Szwajcarscy baptyści współpracują z Europejską Misją Baptystyczną i posiadają swoich
misjonarzy. Ważna też jest działalność wśród młodzieży – doradztwo nastolatkom
i przewodnikom młodzieżowym, organizowanie letnich obozów. „Troszczymy się
o to, aby nasze życie i życie naszej wspólnoty było zgodne z zasadami Pisma
Świętego i było dobrym świadectwem o Jezusie Chrystusie”, mówi się w tej
deklaracji (BWA Connect, 2/2013).
Rosja – nowe wydanie historii tamtejszych baptystów
W lutym tego roku ukazało się nowe opracowanie historii Ewangelicznych
Chrześcijan Baptystów w Rosji. Wydanie tej pozycji wiąże się ze 145-leciem
chrztu pierwszego rosyjskiego baptysty N. I. Woronina oraz 130-leciem powstania Kościoła Ewangelicznych Chrześcijan Baptystów w Rosji. Książka ta
omawia cały okres tego ruchu – od samego początku do czasów dzisiejszych.
Autorami poszczególnych rozdziałów są tacy historycy tego Kościoła, jak Siergiej Sawinskij, Marina Karetnikowa, Władimir Popow, Konstantin Prochorow.
Jest to świadectwo 145 lat rozwoju żywej, chrześcijańskiej wiary i pobożnego
życia wiernych głosicieli ewangelii. To historia czasów trudnych, czasem strasznych, a jednocześnie historia piękna, chwalebna, to świadectwo poświęcenia
Bożych pracowników. Przez większość tego okresu ewangeliczni chrześcijanie
baptyści byli prześladowani – zarówno w czasach carskich, jak i radzieckich.
Nawet w czasach obecnych stosunek do baptystów nie jest przychylny. Ale
ich historia jest piękna, należy ją przekazać następnemu pokoleniu. Książka ta
zawiera 150 historycznych ilustracji, została wydana przez Kościół Ewangelicznych Chrześcijan Baptystów Rosji (baptist. ru).
34
• SŁOWO PRAWDY • Numer 4 / kwiecień 2013
Pakistan – spłonęło ponad 100
Haiti – konferencja
Setki pakistańskich chrześcijan od wczoraj protestuje na ulicach Lahore żądając od władz lepszej
ochrony. Doszło już do kilku starć z policją. W sobotę rozwścieczeni muzułmańscy radykałowie spalili
i splądrowali ponad 100 chrześcijańskich domów
na przedmieściach w akcie zemsty za bluźnierstwo
rzekomo popełnione przez jednego z mieszkańców
dzielnicy. Wielu komentatorów zajmujących się
Bliskim Wschodem twierdzi, że przepis zakazujący
bluźnienia wymierzony jest przeciwko mniejszościom religijnym, w tym głównie chrześcijanom
i szyitom. Prawo w tej kwestii stosowane jest często kapryśnie. W piątek pakistańska policja aresztowała jednego z chrześcijańskich mieszkańców
dzielnicy Badami Bagh na przedmieściach Lahore
za to, że ten rzekomo znieważył imię Mahometa.
Muzułmańskim radykałom to jednak nie wystarczyło i postanowili na własną rękę wymierzyć
sprawiedliwość, i w sobotę splądrowali i spalili
ponad 100 domów mieszkających tam chrześcijan.
Szczęśliwie nikt nie ucierpiał, bo wcześniej, obawiając się tak brutalnej reakcji ze strony islamskich
ekstremistów, 3 tys. chrześcijan opuściło Badami
Bagh. Wielu z nich zostawiło za sobą cały swój
majątek bez opieki (gw.pl z 11 marca br.).
W dniach od 30 stycznia do 2 lutego br. po
raz pierwszy przedstawiciele siedmiu Kościołów baptystycznych tego kraju zebrali się
na wspólnej konferencji pt. „Jezus Chrystus
Chlebem Życia”, sponsorowanej przez Światowy Związek Baptystów (ŚZB). Jej tematem
był ogólny rozwój, jako wyraz autentycznego
świadectwa chrześcijańskiego i ewangelizacji. Sekretarz generalny ŚZB Neville Callam
przedstawił historię baptystów haitańskich na
szerszym tle rozwoju ruchu baptystycznego.
Będąc Jamajczykiem Callam przypomniał
baptystom z Haiti o ich ścisłych związkach
z innymi baptystami na Karaibach. Wymienił
wielu baptystów z Jamajki, którzy byli misjonarzami we francuskojęzycznych krajach.
Poinformował również obecnych o misyjnej
i charytatywnej działalności baptystów na całym świecie. Natomiast Fausto Vasconclos,
odpowiedzialny za misję i ewangelizację poinformował, że siedem reprezentowanych na
konferencji grup baptystycznych postanowiło
założyć Związek Baptystów na Haiti. Nadal
pozostaną one samodzielnymi ugrupowaniami, natomiast Związek będzie płaszczyzną
współpracy i pielęgnowania wzajemnej społeczności. Dotąd konferencje „Jezus Chrystus
Chlebem Życia” odbyły się już w Brazylii, Paragwaju, Nigerii i Kambodży (bwanet.org).
chrześcijańskich domów
Stany Zjednoczone – nowe
trendy w chrześcijaństwie
W ostatnich dwóch dekadach dało się zauważyć
zmiany w stylu nabożeństw – elektroniczne gitary, bębny, rockowa muzyka. Podwoiło to duchową
witalność zborów. Powstały grupy studium biblijnego, opieka nad rodzinami, programy młodzieżowe. Na początku dekady dobry stan finansów był
w 31% zborów, a na końcu – już tylko w 14 %.
Ale już w 2010 roku jeden z 10 zborów odzyskiwał
poprzednią pozycję. W dwóch trzecich wszystkich
zborów zanotowano tam wysoki poziom konfliktów zborowych, co negatywnie odbiło się na
ich rozwoju. Średni wiek mieszkańców Ameryki
wzrósł z 35,3 w 2000 roku do 37,2 lat w 2010
roku. Ludzie po 65 roku życia stanowią 53 % protestanckich Kościołów historycznych i 23 % zborów ewangelicznych. Średnio, do jednego kościoła
czy zboru w USA uczęszcza 105 osób. Wśród konserwatywnych protestantów nieco więcej – 120.
W 27 % wszystkich kościołów w nabożeństwach
bierze udział średnio 50 osób. W 22 % zborów
liczba uczestników nabożeństw wynosi średnio
od 50 do 100 osób. Tylko w 10 % zborów liczba
uczestników nabożeństw sięga ponad 500 osób.
W czasie ostatniej dekady podwoiła się liczba języków używanych w czasie nabożeństw. Obecnie
prawie 10 procent wszystkich zborów posługuje
się innym językiem niż angielskim. Mniejszości narodowe tworzą własne zbory i przyciągają więcej
ludzi młodych (Baptist World, 1/2013).
regionalna
Chrześcijanie znikają bez wieści
Organizacja Światowa Solidarność Chrześcijan (Christian Solidarity Worldwide)
wystosowała list otwarty do prezydenta Laosu Choummaly Sayasone w sprawie
niewyjaśnionych zaginięć wyznawców Chrystusa w tym kraju. Bez wieści znikają całe rodziny, często są wśród nich liderzy lokalnych wspólnot chrześcijańskich.
Autorzy listu żądają, by laotańskie władze prowadziły w sprawie zaginięć rzetelne śledztwa. Zwracają też uwagę, że ich wspólnoty żyją w ciągłej niepewności.
W 2004 r. Boontheong – chrześcijanin z grupy etnicznej Khmu zaginął wraz z żoną
i siedmioletnim synkiem. Wiadomo, że wcześniej otrzymywał pogróżki. Był też
przetrzymywany w areszcie z powodu swojej religii. Z kolei w 2007 r. zaginął
Khamsone Baccam – laotański konwertyta. Jego żona widziała go po raz ostatni,
gdy wsiadał do policyjnego samochodu. Organizacje działające na rzecz wolności
chrześcijan domagają się, by władze zbadały sprawy zniknięć i udzieliły wszelkich
informacji na temat zaginionych. W ostatnich latach wprawdzie odnotowano w Laosie poprawę sytuacji chrześcijan, niemniej ciągle są oni dyskryminowani, a wielu
pozostaje więźniami sumienia. (ewangelista.pl)
Malezja – Regionalny Kongres Baptystyczny
W dniach 4-8 września ub. r. w Kuala Lumpur, stolicy Malezji odbył się ósmy Kongres
Federacji Baptystów Azji i Pacyfiku. Wzięło w nim udział ponad 1300 delegatów z 22
krajów tego regionu. Głównym mówcą był John Upton, prezydent Światowego Związku Baptystów. W czasie różnych warsztatów mówiono o zaangażowaniu baptystów
w misje pokojowe. Poruszano takie sprawy, jak przemoc i relacje międzyreligijne. Skuteczny dialog międzyreligijny opiera się na zaufaniu, niesieniu pomocy i budowaniu
nadziei. Trzeba prowadzić rozmowy z wyznawcami innych religii, aby mogli oni doświadczyć miłujących rąk Chrystusa. Wiele czasu poświęcono też misji wśród grup
zmarginalizowanych i ubogich, problemom handlu ludźmi, wykorzystywania pracy
dzieci, a także interpretacji tekstów biblijnych. Wybrano nowe kierownictwo Federacji
– jej przewodniczącym został Ross Clifford z Australii, zaś jego zastępcami – Edwin
Lam z Singapuru, Dave Kwok z Hongkongu i Tapan Chowdhury z Bangladeszu. Następny taki Kongres odbędzie się w 2017 roku w Indonezji (Baptist World, 1/2013).
Kanada – Polski KChB w Toronto
Dniu 3 lutego 2013 roku odbyło się pierwsze nabożeństwo Polskiego Kościoła
Chrześcijan Baptystów (Toronto, Kanada) w nowej lokalizacji. Od założenia
zboru w 1996 roku nabożeństwa odbywały się w wynajmowanej kaplicy lokalnego zboru kanadyjskich baptystów blisko centrum Toronto. Nowe miejsce nabożeństw znajduje się bliżej przyległego miasta Missassauga, gdzie
według statystyk mieszka ok. 30 tys. mieszkańców, dla których polski jest
językiem ojczystym, nie licząc jeszcze większej liczby ludności polskiego pochodzenia. Szacuje się, iż w całym
zespole miejskim Toronto mieszka
ponad 200.000 ludzi mówiących
w języku polskim. Po 16-tu latach
działalności i połączeniu się dwa
lata temu z drugim polskim zborem – First Polish Baptist Church,
zbór w Toronto kontynuuje ponad
110-letnią tradycję pracy misyjnej wśród kanadyjskiej Polonii.
Obecnie zbór w Toronto jest jedynym polskim baptystycznym zborem w całej Kanadzie.
Nowy adres zboru:
627 Burnhamthorpe Road
Toronto, Ont M9C 2Y9, Canada
Tel. (+1)416-835-6436
e-mail: [email protected]
www.baptysci.ca
Na nabożeństwie Słowem Bożym podzielił się pastor
Robert Blank ze Stanów Zjednoczonych, a w uwielbieniu gościnnie pomagał pastor z zaprzyjaźnionego zboru
kanadyjskiego w Mississauga – Edmund Blank.
Dziękujemy Bogu za dotychczasowe prowadzenie
w budowaniu Jego Kościoła i prosimy o błogosławieństwo na kolejne lata służby w głoszeniu ewangelii.
Głęboko wierzymy, że Bóg będzie błogosławił swojemu Kościołowi w kolejnych latach służby.
Informacje i rejestracja: www.baptysci.pl, tel. 22 615 50 76
i
c
ś
o
d
a
R
w
k
e
młodzieży
d
i,
c
ie
o
z
d
r
la
ś
d
O
• obozy
dentów
konferencje
koje dla stu
e • po
dka: •
Oferta Ośro ra • spotkania biblijn e • miejsca noclegowe
w
nio
• Wczasy Se oczystości okolicznościo
e ur
awa
z
s
r
a
• śluby i inn
W
,
-39
a 35
k
s
w
sci.pl
o
n
t
y
dek.bapty 14
z
ro
c
s
z
.o
w
S
w
.
w
l
u
cji na
02-512-5
. 34 i 35, 5
ej informa
więc
50 76 w
tysci.pl
[email protected]
tel. 22 615
ro
s
o
:
il
a
e-m
i: dzieżowa „Wybrani dla Niego”
c
ś
o
d
a
R
w
LATO erwca - konferencja mło
cz
30 maja - 2
dzieci
ży
ay Camp dla
D
dla młodzie
1-5 lipca
ngielskiego
a
j.
z
ó
b
o
Seniora
14-20 lipca
nia - Wczasy
rp
e
si
0
Musica
1
ca
28 lip
ny z Missio
cz
zy
u
m
z
ó
ia - ob
11-18 sierpn
Download

Prawda w Biblii - Kościół Chrześcijan Baptystów w RP