4 FAKTY
NOWE ŻYCIE PABIANIC 16.09.2014 r.
Hydraulik i święte krowy
Pracownik Zakładu Wodociągów i Kanalizacji stracił pracę,
bo jego szefostwo nie znosi krytyki.
60-letniego Włodzimierza Iwaszkę
zwolniono z pracy, jak w czasach głębokiej komuny, w związku z rozpowszechnianiem podziemnej gazetki.
„ZWIKÓWKA” to ukazująca się
od stycznia 2014 roku podziemna
gazetka, w której poruszane są wszelkie tematy dotyczące pracy w ZWiK,
zwłaszcza te niewygodne.
tablicy ogłoszeń bądź przekazywano
sobie cichaczem z ręki do ręki. Teraz wszystko „wisi” w internecie. W
tekstach padają imiona i nazwiska.
Numer 1
ZWiK od kuchni(kanału)
„ZWIKÓWKA” („niecodzienna gazetka pracowników ZWiK w Pabianicach”) zadebiutowała 13 stycznia
tego roku. Jest bezpłatna, z adnotacją
„cena nie gra roli”. We wstępniaku
czytamy: „Celem gazety jest opisywanie nagannych i niewłaściwych
zachowań, „kręcenia lodów” - takich, dla których nie
Prezes Rafał Kunka
podkreśla,
że trzeba uważać
na słowa
powinno być społecznej akceptacji czy
przyzwolenia. (…) Tematy poruszane przez
tworzących
gazetkę
mają dotyczyć: pracy
w zakładzie, szeroko
rozumianych stosunków
międzyludzkich, prawa pracy,
spraw BHP, zarządzeń, zatrudnienia,
polityki irmy itp.”
Dalej
redakcja
zachęca:
„Rodzaj
artykułów w całości zależy od samych
pracowników,
przekazanych materiałów, uwag,
wyjaśnień i informacji. Będziemy potrzebowali Waszej
pomocy, bez Waszego udziału gazetka przestanie istnieć
(…) napiszcie artykuły lub je
zainicjujcie”. Podano także
adres e-mail: redakcja.zwik@
hmamail.com - „będziemy się
starali utrzymywać kontakt ze
wszystkimi zainteresowanymi.
Od Was zależy jak często i w
jakich sprawach się odezwiemy i co napiszemy”.
Doprecyzujmy termin „gazetka”. To kartka A4, zadrukowana po jednej stronie.
Wychodzi nieregularnie. Dystrybuowano ją drogą mejlową.
Po wydrukowaniu wieszano na
Publikujący w „ZWIKÓWCE” szefostwu się nie kłaniają. Poza wstępniakiem i noworocznymi życzeniami
w pierwszym numerze jest także o
kopertach parkingowych przed siedzibą ZWiK i braku ubrań roboczych
u pracowników.
W tekście o kopertach czytamy, że
zgodnie z przeznaczeniem zamiast klientów parkują na
nich władze spółki: „Wystarczy przyjechać do pracy
wcześniej, i nie ma problemu
z zaparkowaniem bliżej wejścia,
ale czy Zarząd tak potrai?” Pojawia się też zarzut o nierówne traktowanie zatrudnionych, bo niektórzy
mogą wjechać na teren zakładu, inni
nie: „Na jakiej podstawie ochrona
wpuszcza Panów? I co zapisuje?”.
W artykule „Święta krowa?” dowiadujemy się, że: „w nieprzebieraniu prym wiodą kierowcy. Teraz po
wyczuciu zagrożenia zakładają bluzę
i już są w porządku. Ale jest jeden
kwiatuszek w irmie, którego nic nie
rusza (…)”.
Numer 2
Ukazał się miesiąc później, 17 lutego. Najwięcej jest na temat niewykorzystanych urlopów pracowniczych.
„Pracownicy w ZWiK-u są zmuszani
do wykorzystywania urlopu za dany
rok do końca roku kalendarzowego”
- czytamy. Następnie autor przytacza
przepisy kodeksu pracy dotyczące
podjętej tematyki. Obok kilka słów
o Zakładowym Funduszu Świadczeń
Socjalnych i apel, aby załodze przedstawiano dane odnośnie wydatkowania
funduszu w 2013 roku oraz preliminarza na 2014 rok. Anonimowy autor zaznacza, że nawet jeśli nie ma takiego
obowiązku, w dobrym tonie byłoby
poinformowanie pracowników.
Niżej przeczytamy sugestię, że niektórzy z pracowników nie stosują się
do zarządzenia prezesa Rafała Kunki,
które dotyczy wymaganych orzeczeń
lekarskich od osób korzystających
co miesiąc z umów przyznających
ryczałt kilometrowy na samochód
prywatny.
W ramce „od redakcji” znajdziemy
kilka wypunktowanych myśli, m.in.:
punkt pierwszy - „Działamy na za-
sadzie art. 54. ust. 1 Konstytucji RP:
Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”; punkt drugi - „Nie wszystko
nam się udaje, nie wiemy wszystkiego, ale staramy się pisać prawdę. W
przypadku niezgodności prosimy o
uwagi - będziemy się starali sprostować”; punkt trzeci - „ (…) w kolejnym
numerze opublikujemy zarobki Zarządu: Zgodnie z art. 1 pkt 6 ustawy o
wynagradzaniu osób kierujących niektórymi podmiotami prawnymi. Dla
uniknięcia pomyłek prosimy Prezesa
o przekazanie na adres redakcji aktualnych danych o wysokości zarobków
Zarządu łącznie z Radą Nadzorczą i
prokurentem”; itp.
Numer 3
Wyszedł 12 maja i zaczyna się od
informacji, że „ZWIKÓWKA” wylądowała w prokuraturze (w doniesieniu chodzi o zniesławienie członków
Zarządu ZWiK-u, czemu odpowiada
art. 212 Kodeksu karnego). „Metody godne czasów minionych, pewnie
niektórzy są nimi przesiąknięci (…)
Szukanie drukarni trwa. Polowanie na
piszących rozpoczęte - psy spuszczone” - pisze autor. Śledczy przystąpili
do pracy i namierzyli adres domowego komputera Iwaszki.
Publikujący w gazetce nie dali się
zastraszyć, choć za zniesławienie
grozi nawet więzienie. Zgodnie z
obietnicą zamieszczono spis zarobków „góry”. Prezes Rafał Kunka
(PO) nie przesłał informacji na adres „ZWIKÓWKI”, dlatego pod listą
odnotowano: „Ponieważ korzystaliśmy tylko z informacji bankowej,
wysokości mogą być niedokładne.
W przypadku protestów zamieścimy
sprostowanie”.
„ZWiK nasz czy wasz?” dotyczy zagadnienia, kto realnie rządzi spółką:
„Właścicielem jest Gmina Miejska
Pabianice. Prezydent wyznacza Radę
Nadzorczą, która po jego myśli mianuje Zarząd spółki na czele z Prezesem. Zarząd winien działać dla dobra
spółki, a pracownicy pracować jak
w każdym innym przedsiębiorstwie,
urzędzie czy irmie. Jednak bywa, że
Zarząd czuje się jak właściciel spółki
prywatnej (…). A jak jest u nas? Jakie naprawdę panują u nas zwyczaje,
prawa i zależności? Zapraszamy do
wypowiedzi i dyskusji” - czytamy w
publikacji.
Są też krótkie notki o wyborze Społecznego Inspektora Pracy oraz obchodach Dnia Wody, a na koniec smaczek, rzekomo przyuważony przez
jednego z zatrudnionych. Historia
pochodzi z 2013 roku, dotyczy nietypowego zdarzenia. Źródło twierdzi,
FAKTY 5
NOWE ŻYCIE PABIANIC 16.09.2014 r.
że jeden z członków Zarządu podczas
witania z innym pracownikiem podał
mu dłoń do pocałunku i powiedział:
„Co, nie chcesz pocałować ręki, która
cię karmi?”. „Wiarygodność powyższego można sprawdzić u wymienionych (i tych, co widzieli zdarzenie),
a jeśli duży spór to redakcja funduje
wariograf - lub płacą kłamczuchy” pisze autor tekstu. Na samym dole zamieszczono treść art. 54 ust. 1 Konstytucji RP: „Każdemu zapewnia się
wolność wyrażania swoich poglądów
oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji” - od tej pory stało się
to credo zakładowej bibuły.
Iwaszko za konstytucyjną swobodę wypowiedzi zapłacił utratą pracy.
Dzień po ukazaniu się trzeciego numeru „ZWIKÓWKI”, czyli 13 maja,
do Włodzimierza Iwaszki przyjechali
prezes Kunka oraz szef działu kadr
Tomasz Lenarczyk. Iwaszko jest maszynistą na stacji pomp - hydraulikiem. W ZWiK-u pracuje od kwietnia
2007 roku. Najpierw, przez pięć lat,
był w jednostce realizującej projekty,
następnie w wydziale sieci. Od listopada 2013 jest hydraulikiem.
- Przyjechali o ósmej rano na miejsce ujęcia wody. Wręczono mi wypowiedzenie umowy o pracę - opowiada
mężczyzna.
Pod koniec czerwca umorzono
postępowanie prokuratury wobec
„ZWIKÓWKI”. Powód: zbyt niska
szkodliwość czynu dla spółki.
Trzymiesięczny okres upływał 31
sierpnia. Jako przyczynę wskazano
„utratę zaufania pracodawcy względem pracownika, podyktowaną zachowaniami mającymi niekorzystny
wpływ na atmosferę w zakładzie pracy, a polegającymi na uzasadnionym
podejrzeniu anonimowego rozpowszechniania informacji zawartej w
publikacji pt. „Zwikówka”, a rozpowszechnianej wśród załogi pracowniczej drogą mailową (…)”.
- Posądza się mnie o związek z redakcją i autorami ZWIKÓWKI, w
końcu powszechnie wiadomo, że tworzą ją pracownicy, ale treść wypowiedzenia to absurd - mówi Iwaszko.
14 maja złożył pozew do Sądu Pracy o uznanie wypowiedzenia za bezzasadne.
- W tym wieku utrata pracy to jak
wyrok. Lepsze już więzienie, bo tam
chociaż nakarmią, a bezrobotny skąd
ma mieć pieniądze? - dodaje.
Włodzimierz Iwaszko skierował
sprawę do Sądu Pracy. Pierwsza rozprawa odbędzie się 2 października o
godzinie 10.30 w sali numer 8 na V
piętrze.
Nawiązał do udziału w strajkach
Solidarności o prawa pracownicze: „Mam wrażenie, że w moim
zakładzie nastąpił powrót do
czasów z lat 70., czasów prześladowania robotników”. Podkreślił także, że jest pozbawiony wsparcia, wobec prawnych
sił zakładu pracy.
Napisał także do prezydenta
Bronisława Komorowskiego:
„Piszę do Pana, ponieważ
jeszcze wczoraj ze wzruszeniem
oglądałem
uroczystość odsłonięcia „Memoriału
wolnego
słowa”
przed dawną siedzibą Głównego
Urzędu Kontroli
Prasy, Publikacji i Widowisk.
(…)
Niestety,
wczorajszą euforię zastąpiła
rozpacz i strach,
kiedy
dzisiaj
udawałem się do
Komendy Policji
na przesłuchanie
w sprawie rozpowszechniania
Zwikówki. Panie
Prezydencie, czy
o taką „wolność
słowa” walczyliśmy w 1989 roku?
(…) Tym listem
chciałem
pokazać
Panu, jak wyglądają
sprawy tu „na dole”, u
zwykłego obywatela wyrosłego na hasłach i ideałach
wolności i sprawiedliwości”. Na koniec Włodzimierz Iwaszko zaapelował o
wsparcie, a do listu dołączył
wydania „ZWIKÓWKI”.
Miesiąc później otrzymał
odpowiedź od pracownika
prezydenckiej kancelarii: „Rozumiemy Pana rozgoryczenie
spowodowane przedstawioną
sytuacją i problemy. Jednakże
z przykrością zmuszeni jesteśmy powiadomić, że nie
mamy możliwości przyjścia
z oczekiwaną pomocą w
opisanej sprawie. Uprzejmie
informujemy, że wszystkie
decyzje kadrowe zastrzeżone są do wyłącznej właściwości pracodawców (bla, bla,
bla) Pragniemy wyjaśnić, że uprawnienia Prezydenta RP ściśle określa
Konstytucja (bla, bla) Dlatego nie
mamy możliwości udzielenia pomocy i podjęcia oczekiwanych przez
Pana działań”.
Wołanie o pomoc
Numer 4
O pomoc prawną na początku
czerwca wystąpił do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. W piśmie streścił całą sytuację. Wygranej w Sądzie
Pracy jest niemal pewien, ale „trudne
jest udowodnienie złamania art. 54
Konstytucji RP. Mniemam, iż Wydział Sądu Pracy nie będzie w swoim
orzeczeniu zajmował stanowiska w
sprawie wolności słowa” - napisał.
Kolejne, czwarte wydanie „ZWIKÓWKI” ujrzało światło dzienne 18
sierpnia, czyli po trzech miesiącach
od zwolnienia Włodzimierza Iwaszki. Zaczyna się od sprostowania (w
poprzednim numerze błędnie podano,
że doniesienie do prokuratury podpisał prezes Kunka). Z treści dowiadujemy się, że złożyli je Joanna Fuks
(z-ca prezesa, główna księgowa) i
Przyjechali do niego o świcie
Winieta gazetki drugiego obiegu
komórka się zajmowała). Autor krytykuje: „Prosimy o przedstawienie
załodze kosztów i zysków dodatkowej działalności ZWiK. (…) Dla
wykorzystania umiejętności pracowników lepszym pomysłem byłoby gotowanie zup dla rzeszy bezrobotnych
w Pabianicach”.
W ramach cyklu „ZWiK nasz czy
wasz?” jest publikacja pt. „Zarządzenia”. Autor zaczyna od obowiązujących regulaminów i przepisów pracy,
zasad BHP, kodeksu pracy itp. Dalej
jednak nawiązuje do wewnętrznych
zarządzeń, a dokładniej pije do tekstu
zamieszczonego na końcu broszurki
w dziale „od redakcji”…
Poszło w świat
Robert Janus (z-ca prezesa, dyr. ds.
inwestycji). Przeproszono za pomyłkę i przedstawiono stosunek redakcji
do art. 212 i 216 Kodeksu karnego.
Jest również informacja o wypowiedzeniu umowy o pracę Włodzimierzowi Iwaszce: „Nie spodobało się
Zarządowi inne zdanie. (…) Albo to
powstrzymamy, albo będą następni”.
Na koniec pada zapewnienie o poinformowaniu o wynikach starcia przed
Sądem Pracy.
Obok znajdziemy tekst dotyczący powstania niezwiązanej ze ZWiK
komórki trudniącej się pozyskiwaniem funduszy (mieszkańcy pamiętają gigantyczne błędy w związku z
projektem o zatokach i przystankach
autobusowych, którymi ZWiK-owska
„W związku z działaniami Zarządu
Spółki przeciwnymi Zwikówce zmieniamy sposób rozpowszechniania pisma. Od tego numeru pismo będzie
dostępne przez stronę internetową
o adresie www.redakcjazwik.pl. Na
stronie dostępne są wszystkie egzemplarze (…) Kolejne numery po prostu
ukażą się na stronie” - poinformowano. Należy wpisać w pasku pełny adres strony, znalezienie przez wyszukiwarkę jest niemożliwe. Po wyjściu
sierpniowego numeru pod wycieraczki aut zaparkowanych na Warzywnej
wkładane były wizytówki z adresem
internetowym „ZWIKÓWKI”.
- Wcześniej gazetka była kolportowana wewnątrz zakładu, nie wychodziła poza niego. Gdyby nie cała afera i reakcja władz, pewnie by tak zostało, ale teraz dostęp do ZWIKÓWKI ma już praktycznie każdy - mówi
Włodzimierz Iwaszko.
Prezes Rafał Kunka (49 lat, radny
powiatowy, członek zarządu pabianickiego koła PO) ma na temat powstania gazetki swoją teorię. Uważa,
że „ZWIKÓWKA” wynika ze złośliwości pracownika. Jej domniemany
powód: przesunięcie na stanowisko
hydraulika.
- Znam „ZWIKÓWKĘ”, nie chciałbym jednak rozwijać i pogłębiać tematu. W pewnym momencie po prostu
uznałem, że te publikacje przekraczają granice, stąd podjęcie takich, a nie
innych kroków. Autor powołuje się na
wolność słowa, owszem, ma takie prawo, ale te działania i zachowania nie
mogą krzywdzić innych. Ja tego pracownika nie zdegradowałem, może
on to tak odebrał i teraz się mści.
Po prostu zlikwidowano jego miejsce pracy, więc miał do wyboru albo
zrezygnowanie z zatrudnienia, albo
przeniesienie na inne stanowisko. Co
do treści zawartych w ZWIKÓWCE,
niektórzy ich bohaterowie rozważają
pozew cywilny, ale nie chciałbym się
za nich wypowiadać - mówi, zaznaczając, iż pisząc, powinniśmy uważac
na słowa.
Justyna Małycha
foto: an., jum.
Download

Tu - Nowe Życie Pabianic