1
RO • poniedziałek 18.11.2013
niezależny dwutygodnik rozdawany bezpłatnie • nr 316 • poniedziałek 18.11.2013 • nakład 26,5 tys. egzemplarzy • ISSN 1509-4731
sz ó sta e d y cja
facebook/pomagamymikolajowi
str. 4
str. 11
Kandydaci okiem
pracodawców
Myszy i ludzie
Listopad to niebezpieczna pora.
Do ludzkich domostw z pól i łąk
ściągają do ludzkich domostw
myszy. Nie są mile widzianymi
gośćmi. Czasami bywają plagą.
Szczęśliwy ten, co ma na podorędziu spleśniałą cytrynę.
Kłamią, przeceniają swe umiejętności, bywają niedomyci, niewiele wiedzą o firmie, w której
chcą pracować. Tak ostrołęccy
pracodawcy oceniają młodych
ludzi starających się o zatrudnienie.
str. 12
str. 10
KIEDY ŚMIEJE SIĘ DZIECKO
Była sobie ciuchcia
Przez wiele lat wytrwale służyła mieszkańcom terenów między
Makowem, a Mławą. A na makowskim dworcu kolejki wąskotorowej można było kupić bilet
do każdej stacji w Polsce
ŚMIEJE SIĘ CAŁY ŚWIAT
JANUSZ KORCZAK
Ruszyła szósta edycja akcji PomagamyMikolajowi.pl. Do 20 listopada czekamy na listy z marzeniami. Rozejrzyjcie się, może są wśród Was smutne dzieciaki potrzebujące pomocy? Powiedzcie im o akcji. 1. grudnia
otwieramy worek z listami, które trzeba zrealizować! Radość z obdarowywania gwarantowana! Chcecie pomóc w promocji, organizacji akcji, macie własny pomysł – napiszcie na [email protected]
Homo niewiadomo
Jak żyć w małym mieście, gdy jest
się homoseksualistą? Można zostać całkowicie zaakceptowanym
przez otoczenie, ale można też
usłyszeć od rodziców „wynoś się
z domu, nie mam już córki”.
Fakty
tygodnia
2
Ostrołęcki WORD nie pompuje poprawek
Forum Obywatelskiego Rozwoju - fundacja założona przez prof. Leszka Balcerowicza - dowodzi
że WORDy w Polsce bezwzględnie oblewają kandydatów na kierowców po to, aby zarabiać na egzaminach poprawkowych. Analiza FOR nosi tytuł: „Jak wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego
maksymalizują własne przychody i utrudniają
życie Polakom”. Autorzy pracy – Rafał Dostatni,
Paulina Gołdon, Karolina Polak i Maciej Smółko – przekonują, że skoro w Polsce za pierwszym
razem egzamin na prawo jazdy zdaje znacząco
mniej osób niż w Szwecji, Niemczech, Irlandii
czy Wielkiej Brytanii, to muszą stać za tym inne
przyczyny niż tylko powszechnie słabe przygotowanie Polaków do bycia kierowcami. Przyczyny te to zdaniem ekspertów FOR system egzaminowania, który sprawia że ośrodki egzaminacyjne są ekonomicznie zainteresowane, aby niezdających za pierwszym razem było jak najwięcej.
Każde kolejne podejście do egzaminu kosztuje,
a WORDy na tych kolejnych podejściach zarabiają grube pieniądze, których nigdzie nie odprowadzają, tylko wykorzystują je na własne potrzeby.
Mogą tę praktykę stosować do woli i praktycznie
bez żadnych negatywnych konsekwencji, bo mają monopol na egzaminowanie. Wśród ośrodków
egzaminacyjnych zbadanych przez FOR znalazł się również ostrołęcki Wojewódzki Ośrodek
Ruchu Drogowego. Okazuje się jednak, że nasz
WORD nie jest modelowym przykładem na poparcie tez stawianych przez Forum. Ostrołęka
słynie na całą Polskę, że tu najłatwiej jest zdać egzamin za pierwszym razem. Częściej niż co drugi zdający (53 proc.) dostaje zaświadczenie o zdanym egzaminie już za pierwszym podejściem.
Poprawkowiczów jest więc stosunkowo mało.
Autorzy FOR wprost piszą o turystyce egzaminacyjnej do Ostrołęki, m.in. z Warszawy. W zestawieniu siedemnastu ośrodków pod względem
wielkości przychodów z egzaminów poprawkowych (dokładnie jest to odsetek wpływów za poprawki w przychodach ogółem z egzaminów na
kategorię B) Ostrołęka zajmuje trzecie miejsca od
końca. W latach 2007 – 20123 WORD w Ostrołęce zarobił na egzaminach na kategorię B 15,9 mln
zł, z czego na poprawkach 9,3 mln zł. Powyższe
liczby dotyczą egzaminów praktycznych. Raport
fundacji Balcerowicza wraz z szerszym omówieniem udostępniamy w serwisie Rozmaitosci.com.
fot. internet
Zdrowo rada odznacza
Kolejną serię odznaczeń „Za zasługi dla Ostrołęki” przyznała Rada
Miasta. Uhonorowane zostały głównie osoby związane z Narodowym
Funduszem Ochrony Zdrowia i Stowarzyszeniem Pielęgniarek i Położnych na Rzecz
Promocji Zawodu
i Praw Kobiet „Oaza”. Obie organizacje obchodzą w
tym roku okrągłe
jubileusze swego
istnienia. NFOZ - czterdziestolecie, Oaza - dziesięciolecie. Oba stwowarzyszenia zostały odznaoczne jako instytucje. Indywidualne odznaki
otrzymali również ich działacze: Apolonia Elżbieta Szyszkowska (NFOZ), Beata Ewa Samorajska (NFOZ), Waldemar Adam Mikulski (NFOZ),
Alicja Katarzyna Palczewska (Oaza), Elżbieta
Urszula Gniazdowska (Oaza). Prócz nich odznaki „Za zasługi dla Ostrołęki” otrzymali: Marek
Kowalczyk (społecznik z osiedla Łazek), Krystyna Zalewska (kierownik Taniego Baru), Alicja Genowefa Podpora (księgowa Domu Pomocy Społecznej).
2 - 8 listopada
RO • poniedziałek 18.11.2013
Czy na basenie Aquarium
doszło do wykroczenia?
Przekręt większy niż Amber Gold
Prokuratura połączyła w jedno śledztwo
wiele dotychczas rozproszonych postępowań w sprawie oszustów, którzy prowadzili szachrajski sklep internetowy pod szyldem
firmy zarejestrowanej na... niezabudowanej
nieruchomości przy ulicy Fortowej w Ostrołęce. Zgromadzono już 400 tomów akt. Skalę
oszustwa szacuje się na stosunkowo niewielką kwotę, bo 200 tys. zł, ale liczba poszkodowanych - kilkadziesiąt tysięcy, wielokrotnie
przekracza liczbę pokrzywdzonych w największej aferze finansowej ostatnich lat - parabanku Amber Gold. W sprawie oszukańczego serwisku Piłka Sklep przesłuchano już
dwanaście tysięcy osób. Proceder polegał na
tym, że sklep wystawiał do sprzedaży markową odzież, buty i sprzęt sportowy za podejrzanie niskie ceny, inkasował płatności z
góry a potem nie przysyłał towaru. O sprawie zawiadomił prokuraturę przedstawiciel
jednego z producentów markowej odzieży
sportowej. Zamówił w sklepie produkt swo-
fot. internet
jej firmy oferowany poniżej ceny producenta.
Towaru oczywiście nie dostał, poszedł więc
na policję. Z ustaleń śledczych wynika, że
nieuczciewi sprzedawcy ukrywają się na Dalekim Wschodzie. Jak dotąd nie dało się wyjaśnić co im przyszło do głowy, żeby zarejestrować swe oszukańcze przedsięwzięcie
właśnie w Ostrołęce.
Szef ostrołęckiego akwaparku Mariusz M.
stanął przed sądem pracy pod zarzutem
wykroczeń przeciwko ustawie o świadczeniach socjalnych i kodeksowi pracy. Pierwsza rozprawa odbyła się 5 listopada. Następna - w styczniu przyszłego roku. Zarzuty przeciwko szefowi Aquarium sformułowała Państwowa Inspekcja Pracy po
kontroli przeprowadzonej w tej instytucji. Inspekcja twierdzi, że pracodawca nieprawidłowo obliczał czas pracy pracowników, nieterminowo zasilał pieniędzmi zakładowy fundusz świadczeń spocjalnych i
nieprawidłowo rozliczał wynagrodzenia za
urlop wypoczynkowy. W toczącym się procesie sąd ma orzec czy zarzuty PIP kwalifikują się jako wykroczenie. ■
tm
3
RO • poniedziałek 18.11.2013
Meldunek
z obciążonej
szosy
fot. internet
Trzej Królowie
w Ostrołęce
Trzej Królowie z ubiegłorocznego warszawskiego Urszaku Fot. Materiały prasowe www.orszak.org
Na początku stycznia 2014 r. nasze miasto czeka wielka niespodzianka ! Kilka dni po nowym roku, ulicami Ostrołęki przejdzie barwny korowód, któremu będą przewodzili trzej królowie z odległych krajów. Towarzyszyć im będzie ich dwór w oryginalnych strojach, wierni poddani oraz
liczne zwierzęta.
To tylko zapowiedź atrakcji, które będą miały miejsce po raz pierwszy w historii naszego miasta,
06.01.2014 r. w Święto Trzech Króli. Ostrołęka w przyszłym roku dołączy do grona ponad 100 miejscowości w Polsce, które w tak oryginalny i niezwykle ciekawy sposób
świętują to wydarzenie.
W grudniu 2005 r., w warszawskiej szkole dla chłopców „Żagle”,
nauczyciele zorganizowali dla swoich uczniów Jasełka. Uczestniczyli w nich także ich rodzice, rodzeństwo i znajomi. Wspólne obchody
stawały się tak popularne, że szkoła przestała mieścić wszystkich aktorów i widzów. W związku z tym
trzy lata później organizatorzy
przenieśli całe spotkanie do większej Sali, w teatrze Buffo w Warszawie, gdzie udało się pomieścić ok.
400 osób. Oryginalność takiej formy Jasełek spowodowała, że ilość
chętnych znowu przekroczyła możliwości sali. Wtedy to wśród organizatorów pojawił się pomysł, aby
wyjść na ulice i zagospodarować
przestrzeń całego miasta na wspólne świętowanie. W ten sposób 2008
r. orszak szkoły „Żagle” wyszedł na
ulice i zgromadził ok. 5.000 osób.
W 2011 r. uczestniczyło w nim już
25.000 osób. W ubiegłym roku Orszak organizowało ponad 100 miast
nie tylko w Polsce, ale także poza
jej granicami, gromadząc razem ok.
100.000 osób.
Czym jest Orszak
To rodzinna i bardzo radosna zabawa planowana w ponad 130 miejscowościach w Polsce, organizowana według podobnego scenariusza.
Jest to najciekawsze zimowe wydarzenie rozpoczynające tak na dobra sprawę karnawał. Impreza jest
otwarta dla wszystkich chętnych,
którzy chcą wspólnie śpiewać kolędy i w taki właśnie sposób świętować. Orszak to wydarzenie apolityczne, nie jest organizowany przeciw czemuś lub komuś. Nie jest
także demonstracją poparcia czegokolwiek. Orszak to teatr uliczny,
w którym aktorami są dzieci i ich
rodzice. Celem nadrzędnym jest
odtworzenie wydarzeń sprzed 2000
lat, ale nawiązujących do naszej
staropolskiej i chrześcijańskiej tra-
dycji. Orszak to wspólne, rodzinne
kolędowanie. W taki właśnie sposób chcemy zachęcić mieszkańców
miasta do bycia razem, tworzenia
więzi, śpiewania kolęd, cieszenia
się życiem. Orszak to dzieło charytatywne, na którym nikt nie zarobkuje. Finansowane jest przez ludzi
dobrej woli.
W dniu 03.11.2013 r. w Gimnazjum Klasycznym w Ostrołęce spotkało się 17 osób, które zapragnęły
uczcić Święto Trzech Króli poprzez
zorganizowanie Orszaku. Od wielu
miesięcy w sercach wielu z nich rodziło się pragnienie zorganizowania takiego wydarzenia. Jednak dopiero w tym dniu udało się zebrać
wszystkich razem. Były to osoby
z różnych ostrołęckich środowisk,
np. Stowarzyszenie „Rodzina Polska”, Odnowa w Duchu Świętym,
Domowy Kościół, kilku nauczycieli
z ostrołęckich szkół oraz przedstawiciele ostrołęckiego samorządu.
Już dzisiaj zapraszamy do aktywnego udziału w tym wydarzeniu. ■
Norbert Dawidczyk
Miało być bezpieczniej, wygodniej i szybciej. Tymczasem
zrobiło się tłoczno i międzynarodowo.
Droga prowadząca przez Goworowo do Wyszkowa. Alternatywna wobec krajowej szosy nr 61 trasa z Ostrołęki do Warszawy. Konsekwentnie poszerzana i modernizowana od co najmniej pięciu lat.
Kiedy rozpoczynały się przebudowy kolejnych odcinków, biegnących przez coraz to inne, skupione wzdłuż drogi wsie, nikt z mieszkańców nie narzekał. Przeciwnie,
cieszyli się, że ta nie remontowana
od dwóch dziesięcioleci droga zyskuje wreszcie nową nawierzchnię
i wydzielone pasy dla pieszych i rowerów.
Kiedy zniknęli drogowcy pojawiły się samochody. Małe, duże, osobowe i dostawcze. Ruch między
Ostrołęką a Goworowem i dalej –
Pasiekami, znacząco się zagęścił.
Sprzyjało temu oddanie do użytku ekspresowej drogi krajowej nr
8, która szybko i bezkolizyjnie można dojechać na przedmieścia Warszawy.
W tym roku, jak zaobserwowali mieszkańcy, na szosie Ostrołęka
– Goworowo wyraźnie przybyło tirów. Jeżdżą więc nasze miejscowe
ciężarówki z Ostrołęki i powiatu.
Sporo jest jednak tirów z obcymi
rejestracjami, w tym również zza
wschodniej granicy Polski.
To, że na trasie, do tej pory mało
uczęszczanej pojawiły się kawalkady samochodów ciężarowych niepokoi mieszkańców wsi Borawe,
Żabin, Goworowo i innych mniejszy wiosek położonych przy trasie.
Spokojną do tej pory powiatową
drogą idzie ciężki ruch tranzytowy.
Pytają czy w ogóle wolno tędy jeździć wielkim ciężarówkom i czy nowa nawierzchnia wytrzyma takie
obciążenia. Wszak nowy asfalt poszedł bezpośrednio na sfrezowaną
starą nawierzchnię – bez wymiany
podbudowy, a pasy po bokach leżą
na zwykłe pospółce żwirowej, a nie
na grubym kruszywie. Boją się, że
nowa nawierzchnia popęka i szybko pokryje się koleinami.
Zapytaliśmy o to dyrektora Zarządu Dróg Powiatowych Grzegorza Bakułę i usłyszeliśmy, że na
drodze tej nie ma ograniczeń, jeśli
chodzi o rodzaj pojazdów. Przejazd
tirów jest więc tu w pełni legalny.
Droga została wybudowana zgodnie z zatwierdzonym projektem.
Dyrektor zapewnia, że podbudowa
tej drogi na pewno wytrzyma zmasowany ciężki ruch.
Skąd nagle na drodze do Goworowa wzięło się tyle tirów? Ludzie
z branży transportowej przyznają,
że uciekają tam pojazdy nie tylko
z drogi krajowej nr 61, ale również
z wojewódzkiej szosy nr 627 Ostrołęka – Ostrów Mazowiecka. Na niej
bowiem wyjątkowo często inspektorzy transportu drogowego polują
na przeładowane i niesprawne ciężarówki. ■
Anna Siudak
4
RO • poniedziałek 18.11.2013
Młodzi dorośli
narzekają, że nie
mogą znaleźć pracy.
Pracodawcy narzekają,
że nie mogą znaleźć
pracowników
Podobno znalezienie satysfakcjonującej pracy graniczy w Ostrołęce z cudem. Zdaniem poszukujących zatrudnienia pracodawcy przebierają w kandydatach jak w ulęgałkach i niepodzielnie dyktują warunki zatrudnienia. Pracodawcy twierdzą
z kolei, że znalezienie kompetentnego, uczciwego i zaangażowanego pracownika to jak szukanie igły w stogu siana.
Nie sposób rozstrzygnąć kto ma tu rację. Możemy tylko spojrzeć na lokalny rynek pracy oczami pracobiorców i pracodawców.
Na rynku jest zimno a tu ciepła kawa
Jak przebiegają rozmowy kwalifikacyjne, pytam specjalistę zajmującego się rekrutacją stanowiskową w dużej firmie zlokalizowanej
w sercu Ostrołęki.
– Praktycznie wszystkie osoby
w naszym zakładzie pracy wykonują obowiązki z zakresu pracy biurowej – mówi Pani Jagoda.–
Kiedyś odwiedziła nas pewna młoda dama, która była w wieku dwudziestu paru lat. Dziewczyna nie
miała wystarczających kwalifikacji
zawodowych aby ubiegać się stanowisko pracownika biurowego, jednak niejednokrotnie przekonaliśmy się, że warto zaprosić na rozmowę i dać szansę osobie, która
jest jeszcze nieopierzona, czyli bez
kwalifikacji i doświadczenia. Nasza rozmowa zakończyła się po odpowiedzi na banalne pytanie z mojej strony: dlaczego chciałaby pani
u nas pracować? Sposób gestykulacji oraz odwracanie oczu sprawiły, że stałam się podejrzliwa i zaczęłam drążyć temat. Dziewczyna
szczerze wyznała: „No, wie pani,
w sumie to nigdzie nie ma pracy,
więc składam papiery wszędzie,
gdzie się da, tak jak wszyscy. Tu jest
bardzo miło i ciepło, znacznie lepiej
niż na rynku pracować w zimnie,
prawda? Można sobie posiedzieć
i kawę ciepłą wypić”. Po tej odpowiedzi opadły mi ręce i nie powiem
co jeszcze – mówi pani Jagoda. Nasza rozmowa zakończyła się bardzo
szybko. Kandydatka nawet nie zorientowała się dlaczego.
Kłamczuchów nie zatrudniamy
Na rozmowę kwalifikacyjną na
stanowisko pracownika biurowego przychodzi dziewczyna w wieku 23 lat. Z jej dokumentów wynika, że znakomicie włada językiem
włoskim – mówi Adam, kierownik średniego przedsiębiorstwa
w Ostrołęce. – Rozmowę kwalifikacyjną prowadzimy w naszej firmie
zawsze w parach, dyrektor sekcji
oraz kierownik sekcji. – Pani, która nas odwiedziła, była bardzo elokwentna, dobrze odpowiadała na
zadawane pytania i właściwie już
na samej rozmowie było widać,
że przypadła do gustu zarówno
mnie jak i mojemu szefowi. Sprawy znacznie się skomplikowały
pod koniec rekrutacji, kiedy padło
pytanie o język włoski. Pani szybko potwierdziła znajomość w stopniu zaawansowanym. Pech polegał
na tym, że mój dyrektor jest fanem
nie tylko Włoch i Interu Mediolan,
ale także świetnie posługuje się
tym językiem. Po włosku więc zapytał panią, czy oby na pewno zna
ten język? Kandydatce wyszły oczy
na wierzch i poczerwieniała. Jasne
było dla nas obu, że był to ładnie
wyglądający w CV blef. Potem padło kolejne pytanie w tym samym
języku „Długo mam czekać na odpowiedź? Proszę nie nadużywać
mojej cierpliwości!”. Po tych całkowicie niezrozumiałych dla dziewczyny słowach padła odpowiedź:
„Bo właściwie to ja znam ten język
tylko trochę. Uczyłam się go przez
dwa miesiące, jak byłam na wakacjach u siostry. Jakoś to wystarczało, mogłam się tam porozumieć
w sklepie i na lotnisku…” Niestety,
to kłamstwo całkowicie pogrążyło znakomitą poniekąd kandydatkę. Myślę, że chciała wpisać do CV
coś, co by ją wyróżniało i było ciekawe, a to właśnie sprawiło, że jej
nie zatrudniliśmy. Szkoda, bo była
najlepsza. Ale kłamczuchów nie zatrudniamy – dodaje Adam.
Przyszedł chłop do urzędu
Nieoficjalnie udało mi się porozmawiać również z urzędnikami
z instytucji państwowej w Ostrołęce, aby zapytać o ich odczucia
i przypadki.
Pan Mirek (imię zmienione), był
jedną z osób zasiadających w komisji zajmującej się rekrutacją.
– Do urzędu wpływa bardzo dużo podań o pracę, nie tylko wtedy kiedy ogłaszamy nabór – mówi. – Mamy do czynienia z wieloma osobami poszukującymi pracy.
Ogólnie bardzo wielu kandydatów
przychodzi na rozmowy kwalifikacyjne w niestosownym stroju. Niby nie można wymagać, aby każdy
zjawiał się w garniturze, ale zdarzyło nam się, że kandydat przyszedł w krótkich spodenkach. By-
ło to dla nas co najmniej dziwne
i śmieszne. W CV i liście motywacyjnym mężczyzna w średnim
wieku wydawał się nam poważnym kandydatem, do tego spełniał
wszystkie wymogi formalne, a tu
przychodzi do urzędu w krótkich
spodenkach i sportowych butach.
Już na wstępie poinformował, że na
dworze jest bardzo gorąco, co chyba
w jego odczuciu było usprawiedliwieniem. Niestety dla nas nie! Bo
proszę sobie wyobrazić te krzywe,
wyżyłowane nogi pokryte gęstą
i poskręcaną szczeciną. Pfuj!
– Jeszcze inna pani przyszła
w czerwonych włosach. Rozumiem,
że kobiety zmieniają kolor włosów
i może być on różny, ale czerwony
to chyba przesada. Przecież ta pani musiała wiedzieć, że ubiega się
o stanowisko, na którym będzie
miała do czynienie z klientami – dodaje pan Mirek. – Jaki będzie odbiór
osoby przychodzącej po dokument
do urzędu, jak zobaczy dziewczynę z czerwonymi włosami i dwoma
kolczykami w nosie?
Brud, smród i łupież
Po ostatnią opinię udaję się do
zakładu produkcyjnego. Tu rozmowę podejmuje pani Anna zajmująca się rekrutacją. Opowiada historie, które dość często zdarzają się
w jej zakładzie pracy.
Na rozmowę przyszedł młody
mężczyzna. Niby nie odbiegał wyglądem od innych, lecz po bliższym przyjrzeniu i po kilku minutach przebywania w niewielkim pomieszczeniu, okazało się, że
z jego strony unosi się w powietrzu
smród. Chłopak wprawdzie nałożył świeże ubranie – było widać,
że jest czyste i uprasowane, lecz po
prostu się nie umył.
– Podejrzewam, że ten stan niemycia trwał znacznie dłużej, bo
smród był z każdą chwilą większy
– mówi rekruterka. – Jestem bardzo
delikatna w takich sprawach i starałam się aby nie poznał, że coś jest
nie tak, aby nie zrobiło się mu przykro. To nie była długa rozmowa,
skróciłam ją do przyzwoitego minimum bo już robiło mi się niedobrze. Za dość długimi paznokciami
miał czarny brud. Do tego długie
przetłuszczone włosy z wyraźnym
łupieżem. To wszystko sprawiło,
że nie chciałam tego chłopaka więcej widzieć, a co mówić o przyjęciu
do pracy. Ten przypadek był skrajny, ale w każdej rekrutacji zdarzają się osoby, od których unosi nieprzyjemny zapach lub mają brudne ubranie.
Bo tata mi kazał…
Pani Anna opowiada mi jeszcze
jeden przypadek, który pojawił się
w jej długoletniej karierze zawodowej. Był to odosobniony przypadek,
ale jednak zdarzył się.
– Na rozmowę zaprosiliśmy młodego mężczyznę bez jakichkolwiek kwalifikacji zawodowych
i doświadczenia – wspomina kobieta. – Praca, do której przyjmowaliśmy, była prosta toteż nie potrzebowaliśmy wielkich kwalifikacji. O
wyznaczonej godzinie na rozmowę
przyszedł pan o tym samym nazwisku co kandydat, lecz znacznie starszy. Na wstępie przedstawił się jako ojciec i zaczął dość dobrze argumentować, dlaczego jego syn jest
idealnym kandydatem na to stanowisko. Byłam w dość dużym szoku, bo to nietypowa sytuacja. Dodatkowo ojciec nie dawał mi dojść
do słowa – mówi Anna. – Wreszcie
poprosiłam, aby wszedł zaproszony kandydat. Kiedy ojciec wyszedł,
zobaczyłam młodego wystraszonego chłopca, który jak się okazało był
niepełnosprawny umysłowo. Zadałam mu tylko jedno pytanie: Dlaczego tu jesteś? “Bo tata mi kazał
tu przyjść i powiedzieć, że bardzo
chcę pracować” – odpowiedział.
A chcesz pracować? „Ja nie chcę,
jestem chory i mam rentę, boję się
pracy i innych ludzi. Nie chcę!” To
była bardzo przykra dla mnie rozmowa, bo właściwie rozmawiałam
z dzieckiem w ciele dorosłego mężczyzny i cały czas zastanawiam się,
co było później w domu. Mogę sobie wyobrazić ból i sytuację rodzica osoby niepełnosprawnej, mogę
sobie wyobrazić sytuację życiową
i materialną, jednak niektórzy po
prostu nie mogą pracować i żaden
przymus tego nie zmieni – dodaje.
Nie wkuwaj rozmówek z internetu
O wcześniej przedstawionych
przypadkach rozmawiam z Agnieszką Fąk, doradcą zawodowym.
Jej zdaniem niektóre z opisanych wyżej sytuacji należy traktować wyłącznie jako anegdoty. Natomiast istnieje cały katalog typowych błędów popełnianych przez
kandydatów.
– Do podstawowych uchybień
zaliczyć można przede wszystkim
niską świadomość swoich mocnych stron, atutów i zalet - wylicza
Agnieszka Fąk. – Pojawia się problem z autoprezentacją. Wielu kandydatów nie potrafi wyeksponować tego, w czym są naprawdę dobrzy, natomiast próbują zagrać kogoś, kim tak naprawdę nie są. Nie
wszyscy potencjalni kandydaci do
pracy dobrze przygotowują się na
spotkanie z pracodawcą, a jeżeli już
przygotowują się, wiedzę czerpią z
internetu. Bezrefleksyjnie uczą się
na pamięć przykładowych odpowiedzi na pytania, jakie może zadać pracodawca. Jest to błąd, ponieważ pracodawca liczy oczekuje od
kandydata pomysłowości i samodzielności. Uchybieniem pozostaje również nieznajomość firmy, w
której osoba poszukująca pracy odbywa rozmowę oraz niezadawanie
pracodawcy pytań podczas rozmowy, co może świadczyć o niewielkim zainteresowaniu daną ofertą pracy. Błędem jest również brak
podziękowania za rozmowę i poświęcony czas. Należy też pamiętać, że tylko raz możemy zrobić na
pracodawcy dobre pierwsze wrażenie. Powinniśmy wyróżnić się pozytywnie, aby zostać zapamiętanym, przekonać do siebie. Wszystkie te czynniki wpływają na efekt
rozmowy. Nie tylko w Ostrołęce,
ale wszędzie – podkreśla.
Kandydaci bywają też nienaturalni, nieprzygotowani i często
marnują szansę, jaką jest rozmowa
kwalifikacyjna. Pracodawcy jednak
też nie są zupełnie bez winy. O tym
w następnym numerze. ■
Bartosz Podolak
RO • poniedziałek 18.11.2013
Kłopoty przewodniczącego
z niepodległością
Wiele kontrowersji w Ostrołęce wywołała
forma graficzna zaproszenia na uroczystą
sesję Rady Miasta z okazji Święta Niepodległości 11 Listopada. Na jego pierwszej stronie widniało zdjęcie z demonstracji odbywającej się na placu Zamkowym w Warszawie,
opatrzone podpisem: „Warszawa, III rocznica Katastrofy Smoleńskiej”. Na pojawiające
się w publicznej debacie wątpliwości co ma
Fakty
tygodnia
wspólnego z obchodami Święta Niepodległości w Ostrołęce warszawska demonstracja upamiętniająca katastrofę smoleńską,
przewodniczący rady Dariusz Maciak odniósł się w czasie uroczystej sesji.
– Zrobiłem to, bo trudno mówić o niepodległości, kiedy nie zostały wyjaśnione okoliczności tej państwowej tragedii - wyjaśnił. - Dowody w sprawie, o której mówię,
są w niepolskich rękach. Warto również
odpowiedzieć na pytanie, na ile dziś ta niepodległość, kiedyś krwią i życiem okupiona przez naszych braci i siostry, jest aktualna.
To nie pierwsze publiczne wystąpienie
przewodniczącego Dariusza Maciaka,
w którym podaje on w wątpliwość niepodległość kraju, w którym żyje i sprawuje
funkcję publiczną pochodzącą z demokratycznych wyborów. W czasie ulicznej demonstracji 23 marca br. w Ostrołęce niósł
tablicę z napisem: „Precz z unijną okupacją!!! Euro-optymiści to faszyści”.
9 - 15 listopada
Wojewoda: „dlaczego nie może się udać
prezydentowi Kotowskiemu?”
Kolejny już rok żadna z ulic w naszym mieście nie zostanie dofinansowana z Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych. W najnowszej edycji programu Ostrołęka wnioskowała o pieniądze na przebudowę ulicy Goworowskiej i stanowczo
przeładowanego już od wielu lat skrzyżowania tej ulicy z Pomianem i ul. Żebrowskiego. Drugi wniosek dotyczył przebudowy ul. Jasieńskiego. Zostały one jednak
sklasyfikowane odpowiednio na 35 i 128
(ostatnim) miejscu w województwie, a to
oznacza że szans na dofinansowanie nie
ma żadnych. Poinformował o tym wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski, który przebywał w Ostrołęce 14 listopada. Oświadczył
też wprost, że zarzuty stawiane mu przez
prezydenta Ostrołęki jakoby nasze miasto
było pomijane w konkursie dofinansowań
z przyczyn politycznych, nie mają żadnych
marytorycznych podstaw,
5
- To nie wojewoda ocenia, to komisja – powiedział Kozłowski, który poza funkcją wojewody
jest katywnym działaczem PO. – Ja rozumiem,
że pan prezydent, jak to często bywa sugeruje,
że są jakieś inne niż merytoryczne przesłanki do
oceny tych wniosków. To ja chcę publicznie zadać panu prezydentowi pytanie i niech pan prezydent publicznie na nie odpowie: dlaczego może się udać i otrzymują kolejne dofinansowania
miasta, którymi zarządzają prezydenci z PiS-u prezydentowi Radomia, Siedlec czy prezydentowi miasta Płock panu Milewskiemu, który złożył wniosek jako pierwszy, a nie może udać się
prezydentowi Kotowskiemu? Ja nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, ale to prezydent powinien odpowiedzieć skoro takie sugestie, takie zarzuty mi stawia.
Uszczęśliwiony na siłę... tramwajem
W kontekście powyższej wypowiedzi wojewody
mazowieckiego o sukcesach rządzonego przez
PiS Radomia w pozyskiwaniu dofinansowań na
inwestycje, nie sposób nie wspomnieć o ubiegłotygodniowym zamieszaniu z projektem budowy
szybkiego tramwaju w tym mieście. Budowa nowoczesnej komunikacji szynowej (szybki tramwaj i szynobusy hybrydowe) i regionalnego węzła przesiadkowego w tym mieście została wpisana do realizacji strategicznych wojewódzkich
inwestycji w nowej unijnej perspektywie finansowania. Wizja rozwoju regionalnego transportu w aglomeracji radomskiej za 350 mln zł może budzić tylko podziw. Jest tylko jeden szkopuł. Prezydent Radomia Andrzej Kosztowniak
oświadczył, że miejscowych władz samorządowych nikt nie pytał czy chcą mieć ten węzeł
u siebie. Węzeł to trudny do rozwiązania, bo Radom na znaczącej części swego zurbanizowanego obszaru ma uchwalone i obowiązujące plany
zagospodarowania przestrzennego, które żadnych tramwajów tam nie przewidują.
Panie marszałku (to już nasz apel do Leszka
Ruszczyka, który ogłosił tramwaj dla Radomia przyp. red.) przenieście ten tramwaj i hybrydowe szynobusy do Ostrołęki - jako do miasta które ma najgorsze na Mazowszu połączenie komunikacją publiczną z Warszawą. Szynobusy jeździłyby do Warszawy, a tramwaje z miasta na
dworzec kolejowy.
Gmina Rzekuń ma herb
Uroczyste nadanie i przekazanie symboli gminy Rzekuń - uchwalonych przez miejscowy samorząd i ostatecznie zatwierdzonych przez
rządową komisję heraldyczną - odbyło się
w Święto Niepodległości 11 listopada. Herb,
w którego polu znajdują się dwie symetryczne
lilie oraz księga i miecz, nawiązuje do pierwszych patronów parafii w Rzekuniu. Pierwotnym wezwaniem rzekuńskiego kościoła była Najświętsza Maria Panna oraz Nawrócenie Świętego Pawła. Lilie są symbolem Maryi,
a miecz i księga to atrybuty świętego Pawła.
Ratusz przyspiesza z odpadami i z muzeum
Znaczące zmiany w wieloletnim planie inwestycji miejskich zaproponował radnym prezydent Janusz Kotowski. Sesja, na której radni mieli zatwierdzić te zmiany, została zwołana na piątek 15 listopada, a głosowanie odbyło się już po zamknięciu tego numeru. Zmiany
polegają na przyspieszeniu jednych inwestycji kosztem drugich. W przyszłym roku nie zacznie się wielokrotnie zapowiadana przez władze miasta budowa hali sportowej przy stadionie na ul. Witosa. Zwiększone zostaną za to
nakłady na budowę miejskiej sortowni śmieci, bo warunkiem unijnego dofinansowania
jest zamknięcie inwestycji do końca 2015 roku.
W projekcie przekazanym radnym znalazła się
również kwota 2 mln zł na przebudowę aresztu dla potrzeb Muzeum Żołnierzy Wyklętych.
Nie ma natomiast mowy (być może na razie)
o pozyskaniu gigantycznego dofinansowania zewnętrznego na ten cel. Jedną z większych
kwotowo inwestycji miasta stała się również budowa drogi łączącej ulicę Goworowską i Gorbatowa w ciągu ulic Korczaka i Dobrzańskiego.■
tm
6
W listopadzie wspominamy niepodległość, gdy ludzie różnych zapatrywań, różnych światopoglądów, różnych partii wybili Polaków
na wolność. Narodowcy i socjaliści, chadecy i ludowcy, piłsudczycy i konserwatyści, ludzie lewicy
i prawicy, jak jeden mąż, za wyjątkiem komunistów, potrafili uznać,
uznać wspólnie, że wolność jest tą
wartością, dzięki której naród może kusić się o swój rozwój i dojrzałość. Kiedy mówimy o tamtej wolności, której uosobieniem jest Marszałek Piłsudski, słyszymy głosy
wielu wojen, bo tamta niepodległość wzięła się z krwi, z poświęcenia, pracy kilku pokoleń Polaków,
potężnej zawieruchy, która nadała
Europie nowy kształt. Wojna o Polskę, wojna o Wilno, wojna o Lwów,
wojna o Śląsk, wojna o Wielkopolskę, wojna o Małopolskę, bitwa o
Warszawę, wojna za wojną, ofiary
i zgliszcza. Zapominamy często jak
bardzo wysoką cenę należy zapłacić za niepodległość i jakiego wysiłku potrzeba, by tę wolność i niepodległość należycie zagospodarować. Im dalej od niewoli tym pamięć bardziej chimeryczna.
Tamta Polska, która przyszła po
tragedii rozbiorów, była, o czym
dzisiaj zapominamy, wstydliwie
biedna, wstydliwie rozrywana waśniami i sporami, ambicjami polityków i barbarzyńskimi plotkami, pomówieniami, oskarżeniami.
Dość powiedzieć, że zaledwie cztery lata po niepodległościowej euforii, szaleniec zabił Gabriela Narutowicza, pierwszego prezydenta niepodległej Polski . Zbrodnia ta
zhańbiła naród, odebrała państwu
tę niezbędną niewinność, która pozwala sięgać po wielkie zamierzenia, wielkie reformy, wielkie społeczne awanse. Niepodległość jest
bowiem przestrzenią świętą, wymagającą od nas wszystkich skupienia, uważności, troskliwej niespieszności, najwyższej etycznej
posługi, odrzucenia prywaty, egoizmu, nieustannych roszczeń i chorobliwej zawiści. Niepodległość pozwala się natomiast różnić. Możemy we własnym kraju, własnym,
bardzo pięknym językiem, wyrażać
różne oceny, możemy mieć własne
RO • poniedziałek 18.11.2013
Kilka
myśli
co nie nowe
zdanie, i to jest istota wolności, istota niepodległości. Istotą niepodległości jest także zaufanie, to znaczy
nadzieja, najlepiej pewność, że mój
bliźni, ten obok, współmieszkaniec,
sąsiad, współpracownik, przełożony, mają czyste, dobre, intencje. Jest
to bardzo ważne, szczególnie wówczas, gdy coś się nie udaje. Różnice
w patrzeniu na świat nie są bowiem
zgodą na nienawiść, zacietrzewienie, internetowe, anonimowe ataki,
które nie pozwalają się bronić i odbierają życiu publicznemu, rodzinnemu, sąsiedzkiemu, życiu wspólnotowemu, wysoką jakość. W gruncie rzeczy odbierają niepodległość.
Możemy powiedzieć, że kto łamie
prawa wspólnoty i poprzestaje na
niesłusznych oskarżeniach, staje się
niewolnikiem. Dość powiedzieć, że
klęska wyprawy kijowskiej pozwoliła adwersarzom Józefa Piłsudskiego oskarżać Marszałka o zdradę. Ówczesna plotka głosiła, że pomiędzy Belwederem a Moskwą został przeciągnięty kabel, dzięki
któremu sprzedajny Piłsudski wysługiwał się towarzyszowi Leninowi. Czyż nie prześladują nas dzisiaj
zmory tamtej przeszłości?
Wiara w czyste intencje, wzajemną wspaniałomyślność, miłosierdzie, narodową empatię nie
są łatwe. Przeciwnie. Wymaga-
ją przyzwoitości. Czasami odwagi. Czasami heroizmu, bowiem niepodległość, wolność, suwerenność
tworzą niezwykle delikatną przestrzeń, która stale od nas czegoś
wymaga, która stale nam przypomina, byśmy potrafili szanować innych ludzi, byśmy zachowali umiar
w swych żądaniach, byśmy nie
uciekali na widok zła. Conrad powiedziałby: „tak trzeba”. Herbert
niemiłosiernie kpił z tych, którzy
jedynie „czekali na barbarzyńców”.
Niepodległość nie jest, broń Boże,
chociaż próbuje nam się to wmawiać, własnością żadnej partii, nikt
nie ma wyłączności na patriotyzm
oraz miłość Ojczyzny. Nie dajmy
się otumanić cynikom i domorosłym Katonom. Pisał dawno temu
Andrzej Bobkowski, emigrant, podróżnik, znakomity pisarz, żyjący
w dalekiej Gwatemali: „ Nas niestety warunki zmuszają do wysokiego C i człowiek, który nie wyje na wysokim C, uważany jest za
zdrajcę”. Skąd my to znamy? Tyle
wody upłynęło w Narwi, Rozodze i
Piasecznicy (Jest, jest taka rzeczułka. Gdzie? Kto odgadnie, nagrodę
otrzyma !) a nasze demony mają się
dobrze. Niepodległość, warto powtarzać to z uporem, należy do nas
wszystkich, bez wyjątku, bez żadnych warunków i żadnych cenzu-
sów. Należy mieć przekonanie, czasami wbrew okolicznościom, że Ojczyzna, rozumiana jako solidarna
wspólnota roztropnych ludzi nie
odrzuca nikogo, że ogarnia swoim wewnętrznym, duchowym żarem, także skrzywdzonych, także
tych, którym los nie szczędził razów, także zagubionych, także niesprawiedliwie oskarżanych, także
bezrobotnych, którzy noszą zrozumiałe poczucie bolesnego odrzucenia i krzywdy.
O Polsce nie należy jednak mówić zbyt często. Nie należy zbyt
często rozdrapywać narodowych
ran i chełpić się narodowymi tryumfami. Nie należy zbyt często
używać wielkich słów. To „zbyt często” oznacza zazwyczaj nietolerancję, szowinizm, szukanie uzasadnienia do wyłączności i jakąś nieludzką potrzebę dzielenia Polaków
na lepszych i gorszych. Niepodległość jest ponad bieżącą polityką.
To warunek sine qua non budowania trwałej wspólnoty państwowej.
Nie może być ona wykorzystywana do czegokolwiek. Wówczas pojawia się chaos. Lapidarnie puentował Adam Wołosz, zdolny, kadzidlański muzyk: „W sejmie wojna
a ofiary moje”. Nie tylko przestajemy wówczas rozumieć właściwy
sens niepodległości, ale podważamy istotę państwa, negujemy legalność władz, przypisujemy tym władzom, na poziomie centralnym, ale
i powiatowym, ale i gminnym , złą
wolę, złe intencje. Ten chaos jest początkiem rozpadu ważnych, istotnych, właściwie fundamentalnych
więzi. Na niebezpieczeństwo nieposzanowania niepodległości, albo
jej nierozumienia, zwracał uwagę
twórca naszej niepodległości Marszałek Józef Piłsudski. Często podejmował rozważania na ten temat Jan Paweł II, dając nam przy
okazji cenne wskazówki i objaśnienia czym jest patriotyzm i czym
miłowanie Ojczyzny. Z nauk tych
i wskazówek niewiele, mam wrażenie, pozostało.
Niepodległość to także trudne decyzje tych, którzy rządzą,
i tych, którzy są rządzeni, tych, którzy prowadzą gospodarstwa domowe, tych, którzy posługują, tych,
którzy kończą szkoły, i decydują
o dalszym życiu i swoim miejscu na
ziemi, tych wszystkich, którzy zdecydowali zmierzyć się z życiem i jego przeciwnościami. W tym sensie niepodległość, sama w sobie,
jest niestety trudna. Jest trudna,
bo zmusza do ogromnej odpowiedzialności za każdy kolejny dzień,
każdą kolejną decyzję oraz wszystkie skutki tych decyzji. Dlatego
warto stale podkreślać duchowy
wymiar niepodległości i nazywać
Polskę republiką przyjaciół, związkiem wolnych ludzi, opowiadających się zawsze po stronie jasnych
wartości, odrzucających cynizm
i egoizm. Nie chodzi byśmy byli cyborgami, ale byśmy zdawali sobie
sprawę z niesłychanej szansy jaką
dała nam historia.
Niepodległość to rzeczy wielkie
i zupełnie małe. To Mazurek Dąbrowskiego i przydrożna, wiejska
kapliczka, to szacunek do ziemi
i radość z dobrej oceny przyniesionej przez dzieci, to uświęcenie Jana Pawła II i dzień dobry wypowiedziane do mijanej osoby, to znicze palone na grobach bliskich i mistrzowsko strzyżona wycinanka, to
wspominanie bohaterów narodowych oraz kurpiowskich męczenników, to niezgoda na zło, skądkolwiek i od kogokolwiek pochodzi, to
narodziny i śmierć domknięta rozsianymi po całym świecie polskim
cmentarzami. Nie stawiajmy więc
niepodległości jedynie w perspektywie wojen i składanej, co pewien
czas, daniny krwi. Niepodległość
jest arcyważnym zadaniem także,
a może przede wszystkim, podczas
pokoju. Dopomina się wtedy od nas
wzajemnego szacunku, wrażliwości na krzywdę, codziennej, cierpliwej pracy, także pamiętania i odrobiny euforii, gdy nadarza się ku temu okazja. Zatem, zakrzyknijmy
w tę listopadową porę: niech żyje wolna, demokratyczna, jak najsprawiedliwsza Polska, niech żyją Kurpie i Kurpiowszczyzna w całym swym bogactwie kultury i tradycji. Niech wszyscy ludzie dobrej
woli pielęgnują wolność i niezłomnego Ducha, którego zniewolić, poniżyć, zastraszyć nie sposób. ■
Dariusz Łukaszewski
Ostrołęcki bohater i poeta
Alfred Markowski – rocznik 1930. Urodził się w rodzinie robotniczej w Ostrołęce. Czasy okupacji niemieckiej przeżywał w Warszawie. Jego matka – sanitariuszka AK zginęła w powstaniu warszawskim. Po skończonej wojnie, powrócił znów do miejsca swojego wczesnego dzieciństwa – do Ostrołęki. Zamieszkał u babci i ojca, któremu udało się
uciec z obozu w Kozielsku. Atmosfera domu rodzinnego ukształtowała w nim postawę oddanego patrioty.
Już jako szesnastoletni chłopak w 1946 r. stworzył w Ostrołęce pierwszą nielegalną organizację młodzieżową pod nazwą Armia
Młodych, do której wciągnął swoich kolegów, m.in. Ryszarda Leszczyńskiego, Stanisława Gogołka,
Kazimierza Deptułę. Celem organizacji była walka o wolną i niepodległą Polskę. W 1951 r. chcąc uniknąć aresztowania, młodzi konspiratorzy próbowali ucieczki zagranicę, która niestety nie powiodła się.
W 1951 r. przed Wojskowym Sądem
Rejonowym w Warszawie główny
oskarżony - Alfred Markowski został skazany na sześć lat więzienia.
Karę odbywał w ostrołęckim więzieniu, z którego próbował uciec.
Po wyjściu na wolność – w kwietniu 1956 r. znów przystąpił do walki. Zamieszkał w Ukcie na Mazurach. I tam – w czerwcu 1956 r.
stworzył drugą nielegalną konspi-
racyjną organizację – Synowie Armii Krajowej. Za działalność w tej
organizacji został ponownie aresztowany. Tym razem wyrok brzmiał
siedem lat więzienia. Łącznie więc
spędził za kratami i jako przymusowy robotnik Kopalni Węgla Kamiennego Knurów trzynaście lat
więzienia. Tak się mu ułożył los, że
najlepsze swoje lata młodości przeżywał w więzieniu.
Alfred, pomimo tylu bolesnych,
wręcz dramatycznych doświadczeń i przeżyć, zachowywał pogodę ducha i życzliwość. Był przyjacielem ludzi odtrąconych, porzuconych, chorych, zagubionych. Nie
wiele wymagał od świata. Nosił
w sobie od najmłodszych lat ducha walki o demokratyczną Polskę.
Żył bardzo skromnie. Imał się różnych zajęć. Pracował jako magazynier, dozorca i portier. Nie dane mu
było ukończyć żadnych szkół. Jed-
nak dzięki wrodzonym zdolnościom i pracowitości, zdobył spory zasób wiedzy humanistycznej.
Pisał wiersze i fraszki, które drukował m.in. na łamach „Gazety
Olsztyńskiej”, „Pojezierza”, „Ziemi
Ostródzkiej”, „Nowego Wyrazu”.
Opublikował zbiór wierszy pt. „Samotność” oraz „Fraszki”. Niektóre jego utwory wraz z krótką notą
biograficzną ukazały się w „Poetyckim Almanachu Kurpiowszczyzny”, wydanym przez Towarzystwo Przyjaciół Ostrołęki w 2009 r.
Był członkiem Robotniczego Stowarzyszenia Twórców Kultury, Klubu
„Satyryka” i Stowarzyszenia Autorów Polskich. Należał też do Związku Więźniów Politycznych Okresu
Stalinowskiego.
Po wielu latach, już w wolniej
Polsce w 2001 r. Alfred został zrehabilitowany. Odznaczono go m.in.
Odznaką Weterana Walk o Nie-
podległość oraz Krzyżem Więźnia Politycznego 1939-1956. Cieszy
również fakt, że i rodzinne miasto złożyło hołd swojemu ziomkowi, zapomnianemu
bohaterowi w walce
o wolną Polskę. Dopiero
w październiku 2012 r. Alfred Markowski 1930-2002
na mocy uchwały Rady Miasta, jedna z ulic
w Ostrołęce została nazwana imie- skrzętnie materiały do opracowaniem Alfreda Markowskiego. Choć nia monografii o życiu i działalnopatron tej ulicy, zmarły 25 mar- ści śp. Alfreda Markowskiego.
Żywię nadzieję, że książka ta bęca 2002 r. – spoczywa na cmentarzu w Jonkowie na Warmii, to na- dzie ważną lekturą o ludziach wpizwa ulicy będzie przypomina- sanych w najnowsze dzieje Ostrołęła ostrołęczanom o niezłomnym ki. A może warto pomyśleć o tym,
bohaterze znad Narwi w walce aby i nasi ostrołęccy badacze włąo wolną Polskę. Cieszy też fakt, że czyli się w to ambitne przedsięolsztyńskie środowisko więźniów wzięcie. ■
okresu stalinowskiego, a szczególnie Zbigniew Żerański, zbiera
Paweł Trzemkowski
RO • poniedziałek 18.11.2013
7
8
RO • poniedziałek 18.11.2013
Nad Wisłą burdy
nad Narwią świąteczna żałoba
Nikt tak nie potrafi wprowadzić Polaka w patriotyczne zniesmaczenie jak PiS. W czołówce z pewnością znajdzie
się ten ostrołęcki. Obchody święta narodowego z okazji odzyskania niepodległości pomylił z obchodami katastrofy smoleńskiej, ale to nie wszystko. Pomijając skandaliczny pokaz bandytyzmu i chuligaństwa w Warszawie
tzw. „prawdziwych patriotów”, nawet tam święto 11 Listopada miało jakiś charakter nie mówiąc o nieodległym
przecież Ciechanowie, gdzie święto miało charakter rodzinno-patriotycznego festynu miejskiego.
Tadeusz
Chabudziński
Ostrołęckie obchody mają na celu wyzbyć Polaka dumy narodo-
wej, do tego wpompować w niego
przekonanie, że niepodległość jest
czymś mało istotnym, smutnym
i nudnym. Tradycyjnie ostrołęckie
obchody to uroczysta i nudna sesja
rady, oraz równie tradycyjna i nudna msza. Dlatego też prócz faktu
dnia wolnego przeciętny obywatel
nie odczuwa znaczenia tegoż święta.
Na sesji wymuszony spęd podległych prezydentowi pracowników,
na mszy podobnie, chyba, że komuś
udało się dyskretnie zbiec. Resztę
dopełniają fotoreporterzy z racji pracy, choć pewnie uszczęśliwieni nie
byli. Generalnie bieda z nędzą i posmoleńskie biczowanie pod przewodem Jasia prezydenta i przewodniczącego Dariusza. Dopełnieniem obchodów to transmisje łysych głąbów
z warszawskich zadym. Tylko dlaczego? Czy nie można inaczej?
Ostrołęcka Niepodległa
W 95. rocznicę odzyskania Niepodległości Ostrołęka pokazała, jak godnie uczcić to święto. Miejskie obchody udowodniły, że jesteśmy w stanie świętować całymi rodzinami, a śpiewanie patriotycznych, choć nieznanych i nieco archaicznych pieśni sprzed ponad stu lat, potrafi zafascynować nawet kilkuletnie dzieciaki w zuchowych mundurach. To znak, że małe ojczyzny dobrze uczą miłości i szacunku do historii tej wielkiej, Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.
Wojciech
Dorobiński
Krótki z konieczności, ale interesujący wykład profesora Piotra
Jaroszyńskiego, wygłoszony podczas uroczystej sesji Rady Miasta
11 listopada, mógł niektórym słuchaczom wydać się nieco kontrowersyjny. Choć znając inne wystąpienia historyka, uważam go za
bardzo wyważony i zaledwie powierzchownie sięgający materii
współczesnej oceny stanu naszej
suwerenności, prezentowanej zwykle przez profesora. W swojej dysertacji o rozumieniu „niepodległości” dawniej i dziś położył nacisk
na dwie istotne sprawy, rozmywanie polskości i patriotyzmu w zalewie nieokreślonych norm i wzorców lansowanych przez współczesną nową „lewicę” oraz „wymywaniu” z programów szkolnych
historii, dzieł polskiej literatury i wychowania młodzieży w duchu szacunku do przeszłości. Dziś
walczy się o umysły młodych ludzi wizją pozornej wolności i swo-
bód wolnych od odpowiedzialności, wyrzuca się ze szkolnych programów klasyczne dzieła oparte
na wielowiekowej tradycji, ustępując z pola suwerenności narodu na
rzecz ponadnarodowej nieokreślonej wspólnoty interesów. Dawniej ukazami carskimi, dziś unijnymi rozporządzeniami zastępuje się polskie prawa i obyczaje. Różnica, zdaniem profesora, polega na
tym, że dziś nie stosuje się środków przymusu, zesłania czy aresztu – a uzależnia się narody finansowo i gospodarczo. Coś w tym może
być, jeśli spojrzymy na gospodarkę
naszych zachodnich sąsiadów, jakże różniącą się wszelkimi wskaźni-
Wszyscy kłamią,
politycy chyba najbardziej
Dzisiejszy felieton zacznę od lekko zmienionego cytatu generała Wagnera z komedii „CK Dezerterzy”, który mówił „nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów, które by dostatecznie obelżywie opisały poczynania” niektórych
polityków. Jest to moja prywatna opinia na temat biuletynu „Ostrołęka Samorządowa” wydawanego przez Urząd
Miasta. Czytam i nie mogę się nadziwić jak bardzo zmanipulowana jest prezentowana tam rzeczywistość.
Łukasz
Kulik
[email protected]
Pierwszy z brzegu artykuł, dotyczy budowy nowej galerii. Tygodnik pisze że Prezydent „podarował” prywatnej spółce 10 milio-
nów, Prezydent odpowiada że on
niczego nie „podarował”. I teraz będą się przepychać w sądzie o znaczenie tego słowa, bo w sporze nie
chodzi o kwotę, a formę gramatyczną użytą w artykule. Wypada przypomnieć, że kilka lat temu
pewien biznesmen chciał postawić
tam galerię, i proponował 3 miliony złotych na przebudowę dróg w
mieście. Usłyszał, że w Ostrołęce
nie będzie żadnej galerii bo Prezydent broni przedsiębiorców przed
obcym kapitałem. Minęły lata, sta-
ry inwestor sprzedał ziemię nowym właścicielom i wtedy Prezydent zmienił zdanie. Zmieniono w
trybie ekspresowym plan zagospodarowania i ruszyła budowa galerii. Nowy inwestor wykłada 630
tys. na przebudowę zjazdów, a miasto buduje dwie drogi przylegające
do działki za łączną kwotę 10 milionów złotych. Dwa pytania pojawiają się same. Czemu inwestor który
wykłada 3 miliony jest gorszy od
tego który wykłada 630 tys. ? Kto
zyskał na obecnym rozwiązaniu,
Można, a nawet trzeba. Rocznica odzyskania niepodległości
powinna być świętem w atmosferze radości i dumy narodowej,
bez Smoleńska, biczowania i smuty. Miejski festyn , pokazy, koncerty i przysłowiowe baloniki.
Przy zmiennej listopadowej aurze
wskazane stoiska gastronomiczne
i świąteczne grzane wino. Zamiast
pokątnego zawodzenia orkiestra
wojskowa, a wieczorem koncert
rockowy. Po co chować się w murach OCK ? Radni i prezydent w
towarzystwie mieszkańców na festynie wnoszący radosne toasty w
tle fajerwerków. Tak to widzę. Kto
nie czuje atmosfery narodowego
święta może też oczywiście iść do
kościoła. Mamy przecież niepodległość i demokrację.
Korzystając z okazji chcę też
przedstawić Państwu stanowisko
Twojego RUCHU w sprawie finansowania partii politycznych, które
to projekty przedstawiły też i inne
ugrupowania parlamentarne. Głosujemy za skierowaniem do komisji wszystkich projektów (PO, TR,
SLD i SP) chociaż jesteśmy przekonani, że nasz projekt oddający finansowanie partii politycznych w
ręce obywateli i odcinający je od
budżetu jest najlepszy.
Przypominamy, że polega on na
umożliwieniu dobrowolnego niewielkiego (max. 4 zł rocznie) odpisu od podatku na finansowanie partii politycznych. Liczymy,
że podczas prac komisji Finansów
Publicznych uda się przyjąć nasze
rozwiązanie lub rozwiązanie zbliżone do naszego. Takie, które będzie dla polskiej demokracji najlepsze.
Mieliśmy od początku w swoich
fundamentalnych założeniach odcięcie partii politycznych od bezpośredniego finansowania z budżetu państwa. Będziemy się tej
zasady trzymać, bo nie kierujemy
się partykularnym interesem partyjnym, tylko chęcią uzdrowienia
systemu politycznego. ■
kami od reszty, (na przykład bezrobocie wśród młodych ludzi – sięgające w Hiszpanii i Grecji ponad 50
procent, w Polsce blisko 30) a tam
zaledwie koło 10. Przemysł ciężki pozostał nadal domeną Zagłębia
Ruhry. I być może tam znajdą pracę emigrujący z Polski młodzi ludzie. Druga rzecz, to rola, jaką muszą przejąć od państwa samorządy
utrzymujące szkoły, by mimo okrajanych podstaw programowych
wypełniać rolę patriotycznego wychowania kolejnych pokoleń. O innych problemach dzisiejszej wizji
niepodległości wszyscy chętni mogą poczytać na stronie internetowej
profesora. Ja chcę wrócić do ostrołęckiego świętowania.
Już na dobre przyjęły się zarówno koncerty organizowane z okazji Święta Niepodległości w Ostrołęckim Centrum Kultury, jak
i wspólne śpiewanie patriotyczne pod egidą Muzeum Kultury
Kurpiowskiej. Sala OCK pękająca
w szwach świadczy o kilku rzeczach. Po pierwsze jest zapotrzebowanie na tzw. kulturę wysokiego
lotu. Dzieje się tak zazwyczaj i wtedy, gdy imprezy są niebiletowane,
ale i podczas dotowanych przez sa-
morząd koncertów z cyklu „Nastroje we dwoje” czy „Godziny dla rodziny”. Po drugie, nauczyliśmy się
już doceniać to, co mamy na miejscu i umieć wyszukać wartościowe propozycje. Po trzecie oznacza
to, że samorząd sprawdza się jako
organizator kulturalnego wypoczynku mieszkańców i choć oferta mogłaby być nieco bogatsza, to
jak wiemy, tak krawiec kraje, jak
mu materii staje. Myślę też, że dobrze wywiązuje się z kwestii edukacyjnych, w tym tych patriotycznych, które jakoś tak dziwnie wymywane są ze szkolnych programów. Organizowane wspólnie ze
stowarzyszeniami, muzeum i choćby Instytutem Pamięci Narodowej
imprezy - biegi, rajdy, gry uliczne,
pokazy filmowe i koncerty sprawiają, że właśnie 11 listopada muzealne atrium wypełnia się harcerzami, zuchami, całymi rodzinami ostrołęczan od 5 do 85 lat – gotowymi razem śpiewać, w tym roku
już po raz siódmy, pieśni towarzyszące naszym przodkom w drodze
do Niepodległości. I może takiego
wspólnego świętowania i takiego
patriotyzmu warto się od Ostrołęki uczyć. ■
miasto czy inwestor? Odpowiedź
zostawiam Wam drodzy czytelnicy, ale do sprawy jeszcze wrócę.
Kolejny artykuł, który wzbudził
we mnie bardzo emocjonalną reakcję jest ten o rekordowych inwestycjach ze środków UE. Czytam
w nim że „potrafimy dobrze korzystać z unijnego wsparcia”. Mimo
wielu informacji w prasie ratusz
ciągle uważa, że to jego działania
się do tego przyczyniły, i stosując
partyjną retorykę rodem z PRL wykorzystuje cudze sukcesy na rzecz
własnej kampanii. Władze pomijają
fakt, że wysokie miejsce w tym rankingu zawdzięczają dwóm firmom,
czyli Storze Enso i Enerdze. Gdyby nie ich projekty, to byśmy byli
na szarym końcu. Dalej leci już autoreklama ratusza, która mówi jak
to oni pomagają naszym przedsiębiorcom. Więc dla przykładu może
weźmy Melvit, który nowy zakład
pobudował na terenie gminy Olszewo-Borki. Jak to się stało, że Wójt
tej gminy, był w stanie zaoferować
przedsiębiorcy lepsze warunki niż
Prezydent Ostrołęki który dysponuje Specjalną Strefą Ekonomiczną
? Ja tego nie wiem, więc sami oceń-
cie, czy przyciągamy inwestorów,
czy jednak nam uciekają.
Starczy tych pytań, bo mógłbym je mnożyć w nieskończoność,
a miejsca już mało, więc przejdźmy
może do spraw bieżących. Za nami Święto Niepodległości, które co
roku gości na pierwszych stronach
gazet, ze względu na swoje znaczenie… polityczne. W tym roku w
Ostrołęce „popisał” się Dariusz Maciak, który zorganizował uroczystą sesję rady miasta, w ramach połączonych obchodów Święta Niepodległości i III rocznicy Katastrofy Smoleńskiej. Co wspólnego mają
ze sobą oba wydarzenia ? Kompletnie nic, ale pokazują, że PiS idąc po
władze zrobi wszystko. Za rok wybory, więc kampania będzie smoleńska, nawet w Ostrołęce. To pokazuje obłudę i cynizm partii, która
cały czas wmawia Polakom że gwarantuje najwyższe standardy moralne, że pamięć o historii jest dla
niej jednym z priorytetów, a mimo
to dla własnej korzyści manipuluje datami i znaczeniem świąt państwowych. Na zewnątrz uczciwi
patrioci, a w głębi ducha pazerni na
władzę i pieniądze ludzie. ■
Jesteś ciekawy kiedy politycy wywiążą się ze swoich wyborczych zobowiązań? Chciałbyś ich o to zapytać? Czekamy na Twoje pytania na facebook’u.
W rubryce „U nas w polityce” zamieszczamy teksty prezentujące poglądy osób nie związanych z redakcją.
Autorzy rubryki „U nas w polityce” zgodzili się przekazać honorarium za artykuły na prezenty dla potrzebujących dzieci z naszego regionu – pomagamymikolajowi.pl
9
RO • poniedziałek 18.11.2013
Byk bliższy sercu niż 6-latek
Kilka tygodni temu koalicja rządząca przedstawiła projekt ustawy o uboju rytualnym. Projekt został odrzuconym, bo cała opozycja, ale i część posłów PO głosowała przeciwko. Tłumaczono, że to sprawa sumienia. Sam
premier twierdził, że głosował za, ale serce podpowiadało mu głosowanie przeciw, i że serce mu się teraz raduje bo ustawa została odrzucona.
Mirosław
Augustyniak
Ubój rytualny nazywano barbarzyństwem więc wszyscy, którzy
się za nim opowiadali to barba-
rzyńcy. Zaś przeciwnicy uboju, to
ludzie wyczuleni na każdą krzywdę. Posunęli się nawet do tego, że
zakłócili na Podlasiu święto Muzułmanów. Jak tak dalej pójdzie,
to kiedyś przyjdą w wigilię rano i
zabiorą nam karpia z wanny.
W Polsce obrońcy praw zwierząt zapominają niestety zbyt często o prawach ludzi. Czy tym, których pozbawili pracy i środków
do życia mają do zaproponowania
coś w zamian? Czy trauma zabijanych zwierząt jest ważniejsza od
traumy bezrobotnych i ich rodzin?
Ktoś, kto jest posłem powinien to
wszystko dobrze ważyć.
Z kolei na początku listopada
upadł w sejmie projekt obywatelskiego referendum dotyczącego
kształtu oświaty w Polsce. Upadł,
mimo że poparło go prawie milion
obywateli. Polacy chcieli w nim
zdecydować o tym czy sześciolatki mają pójść do szkoły, a także o
likwidacji gimnazjów, zakazu likwidacji szkół, nauczania historii.
Mimo, że dwóch posłów z PSL by-
Był taki ostrołęczanin, do
którego z wizytą przyjechała
królowa brytyjska
Nie wiem ilu ostrołęczan spotkało się z królową brytyjską. Zapewne niewielu, a być może jedynym jest ppłk pilot Stanisław Grodzicki. Do spotkania doszło 24 kwietnia 1941 r. Ostrołęczanin, który prywatnie był mojej babci
bratem rodzonym, dowodził wówczas 307. Dywizjonem Myśliwskim Nocnym.
Maciej
Kleczkowski
Facebook.com/mac.kleczkowski
Wizytę królowej Marii czyli babci obecnie panującej królowej Elżbiety II opisuje Andrzej J. Janczak
w książce „Przez ciemię nocy. Dzieje 307 Nocnego Dywizjony Myśliwskiego Lwowskiego 1940-1947”:
RAF Station Colerne wizytowała
Maria - Królowa Matka. Nie zakłóciło
to normalnego toku zajęć w eskadrach.
Do defilady nad lotniskiem wyznaczono 6 Defiantów z eskadry A. Dowódca 307, mjr pil. Stanisław Grodzicki,
w asyście 7 oficerów, został przedstawiony HRH Queen Mary, w hangarze dyonu. Wykonano wspólną fotografię. W Komendanturze Stacji przedstawiono królowej grono brytyjskich oficerów z żonami, powiększone o polskich
przedstawicieli, w osobach małżeństwa - Krystyny i Jana Szlązaków. Lekarz polski był wówczas jedynym żołnierzem 307, mającym przy sobie żonę.
Pani Szlązakowa bardzo przejęła się zaproszeniem, przeżywając rozterki doty-
czące doboru toalety i sposobu zachowania się. Jej mąż, przeciwnie, zachowywał zimną krew. Na lotnisko pojechali państwo Szlązakowie służbowym
samochodem mjr. Grodzickiego, dołączając do par brytyjskich w gabinecie
komendanta Stacji. Wejście Polaków
wyzwoliło szmer uznania, gdyż pani
Szlązakowa błyszczała na tle pospolicie ubranych Angielek, w dziwacznych
nakryciach głowy. O wyznaczonej porze królowa weszła do pokoju, w towarzystwie dwóch dam przybocznych
(ubranych zwyczajnie, prawie sportowo). Komendant Stacji Colerne rozpoczął prezentację. Królowa, usłyszawszy nazwisko, podawała osobie przedstawianej dłoń. Kiedy doszła do Szlą-
ło za projektem, koalicja przegłosowała, że referendum nie będzie.
Najważniejszą sprawą w tym
projekcie była kwestia sześciolatków. W tej sprawie decydować powinna jednak nie ustawa, ale rodzice, którzy najlepiej wiedzą czy
ich dzieci są do szkoły przygotowane pod względem intelektualnym, a przede wszystkim emocjonalnym. Dziś nawet zwolennicy
reformy twierdzą, że nie wszystkie szkoły są gotowe do przyjęcia
sześciolatków. W wielu z nich nie
ma możliwości odizolowania maluchów od reszty uczniów, a przecież w Polsce funkcjonują zespoły szkół, w których razem działają podstawówki i gimnazja. Bywa,
że nie da się wydzielić sal do nauki i zabawy, nie można zapewnić maluchom oddzielnej łazienki.
Niektórzy samorządowcy skarżą
się, że nie dostali obiecanych środków na przygotowanie szkół na
przyjęcie sześciolatków. Dlatego
w niektórych szkołach będzie jednak miał miejsce mały dramat sześciolatków. Dlatego nie rozumiem
tych posłów z PO, którzy tak bardzo martwili się o los zwierząt
w związku z rytualnym ubojem,
a których los sześciolatków już nie
boli.
Dwukrotnie koalicja rządząca
odrzuciła wnioski o referendum,
pod którymi podpisało się po milionie obywateli. Tłumaczono to
przede wszystkim tym, że organizatorzy referendów kierowali się
przesłankami politycznymi. Jeśli
to prawda, to koalicja w 2015 roku uratuje tyłek, ale jeśli nie to dostanie na niego tęgie lanie. A może
po prostu nie ma się co dziwić, że
ludzie tumanieni w kampaniach
wyborczych bełkotem, kłótniami, profesjonalnym marketingiem
i zwyczajnym robieniem w konia,
gdy już się połapią że zostali oszukani żądają po prostu referendów
albo nowych wyborów. ■
zaków, zapytała lekarza, czy ten mówi
po angielsku. Doktor nie odpowiedział,
tylko stęknął i poczerwieniał na twarzy... Prosty zwrot: „Yes, Madame”, nie
chciał przecisnąć się przez wyschnięte
gardło, zastrzeżony wyłącznie dla jedynej osoby, która zresztą była mu droższa od wszystkich królowych tego świata. Ubóstwiana małżonka nie doceniła
poniesionej ofiary, nazywając później
swego rycerza „gapą”, gdyż dał monarchini powód do niepochlebnych domysłów. Królowa nie ponowiła już próby
wymiany zdań z Polakami, przechodząc do swych rodaków, którym zadała parę grzecznościowych pytań. Rozmawiała ze swymi poddanymi bez pozy, nie dając im powodu do zmieszania.
Czuło się jej szacunek do rozmówcy.
Krótka wizyta w Colerne dobiegła końca i królowa wpisała się, na pamiątkę,
do podsuniętego przez komendanta Stacji zwykłego brulionu. Lotnisko Colerne opuszczała ogromną starą landarą.
Tytułem wyjaśnienia. Stanisław Grodzicki urodził się 1 marca 1905 r. w Ostrołęce. Mieszkał
w domu przy ul. Kolejowej. Do
szkoły podstawowej uczęszczał
również na osiedlu Stacja. Placówka mieściła się w prywatnym domu
przy ul. Wiejskiej. W 1929 r. ukończył Oficerską Szkołę Lotnictwa
w Dęblinie. W 1934 r. był dowódcą
141 Eskadry Myśliwskiej. Pod koniec 1937 roku dowodził 212 Eska-
drą Bombową. W czasie kampanii wrześniowej był kierownikiem
szkolenia na samolotach PZL P-37
„Łoś” w ośrodku szkolenia w Małaszewiczach koło Brześcia. Przez
Rumunię i Syrię przedostał się
do Francji i jednym z pierwszych
transportów w grudniu 1939 r. odpłynął do Anglii.
15 listopada 1940 r. objął dowództwo 307 Dywizjonu Myśliwskiego
Nocnego, a od 1 lutego do 31 października 1945 był dowódcą 305
Dywizjonu Bombowego. Odznaczony został m.in. Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari (1 marca 1945 r. za zniszczenie
w Niemczech transportu kolejowego z 12 mln litrów paliwa) i trzykrotnie Krzyżem Walecznych.
Po wojnie był w dowództwie
Brytyjskich Okupacyjnych Sił Powietrznych. 13 lutego 1946 r. odbywał lot służbowy jako pasażer,
z Niemiec do Anglii, z innymi oficerami Polskich Sił Zbrojnych. Zginął w wypadku lotniczym (samolot rozbił się podczas gęstej mgły)
w miejscowości Surrey Hills. Pochowany został na cmentarzu
w Orpington. Symboliczny grób
znajduje się na cmentarzu w Rzekuniu (w rzekuńskiej parafii był
ochrzczony i przyjął komunię św).■
10
RO • poniedziałek 18.11.2013
Fotowspomnienia Sławomira Olzackiego
Na makowskim dworcu kolejki wąskotorowej można
było kiedyś kupić tekturowy bilet do każdej stacji w Polsce.
Niezawodny
środek
transportu
Do 1983 składy ciągnął parowóz Px 48
– najpopularniejszy polski parowóz
wąskotorowy. Widoczne za nim wagony
normalnotorowe nie jadą bezpośrednio na
szynach a na specjalnych platformach. Zdjęcie
wykonane w kwietniu 1980 r. pod Makowem.
Tak nazywali kolejkę pasażerowie i klienci. Przez długie lata. Ostatni regularny skład odjechał
ze stacji Maków Mazowiecki jedenaście lat temu - w styczniu 2002 roku. 19 lipca 2003 roku odjechał ostatni pociąg. Tory przykryła ziemia.
Zamieranie kolejki zaczęło się
wcześniej – w połowie lat osiemdziesiątych.
Jeszcze w 1985 roku na stację w
Makowie dwa razy dziennie przyjeżdżał pociąg z Mławy. Rozkład
jazdy już wtedy nie był traktowany rygorystycznie. Z cała pewnością można było powiedzieć tylko
tyle, że pierwszy przyjazd dokonywał się przed, a drugi po południu.
Na stację przybywało wtedy 10 - 20
wagonów. Przywoziły węgiel, nawozy, stal, materiały budowlane.
Z powrotem zabierały ziemniaki, buraki, wyroby prosperującego podówczas ZREMBu (Zakład
Remontu Maszyn Budowlanych,
w szczytowym okresie zatrudniał
ponad 500 osób, produkował na
eksport).
Stacja zatrudniała wtedy dwudziestu ludzi, ale w sumie dawała zatrudnienie ponad setce osób.
Stale do stacji oddelegowanych by-
ło 10 ciężarówek STW (Spółdzielnia Transportu Wewnętrznego).
Do każdego samochodu, poza kierowcą, przydzielonych było dwóch
robotników. Dwudziestu dróżników utrzymywało szlak kolejowy
w sprawności. Na samej stacji pracowało wtedy pięć osób. Zawiadowca - Zygmunt Kosiński, dyżurni ruchu - Kazimierz Michalak
i Andrzej Kwiatkowski oraz dwie
kasjerki - Donata Kolk i Teresa Kaniowiec. Na makowskiej stacji można było bowiem kupić tekturowy
bilet do każdej stacji w Polsce. I stąd
rozpocząć podróż. Pod warunkiem
oczywiście, że się miało dużo czasu, bo podróż do Mławy zajmowała
nawet 8 godzin.
Do ruchu dalekobieżnego makowsko-mławska ciuchcia się nie
nadawała, do lokalnego jak najbardziej. Na początku lat 80. przewoziła kilka tysięcy pasażerów miesięcznie. Głównie mieszkańców
okolicznych wsi. Szczególnie natężony ruch panował w niedziele. Wtedy kolejka zapewniała frekwencję na niedzielnych nabożeństwach. Bilety były tanie, więc PKP
w wożeniu ludzi nie widziały interesu. W połowie lat 80. pociągi zaczęły jeździć tak nieregularnie, że
liczba pasażerów drastycznie spadła - do stu miesięcznie. Wkrótce
potem ciuchcia przestała wozić ludzi.
W roku 2001 Mławską KD postawiono w stan upadłości. W 2009
pojawiła się szansa na reaktywację kolejki jako atrakcji turystycznej. Z emerytowanym zawiadowcą, Zygmuntem Kosińskim, poszliśmy wtedy na stację. Pan Kosiński
założył stary mundur, zabrał ze sobą gwizdek. 15 grudnia 2009 roku
na makowskiej stacji rozległ się po
raz ostatni dźwięk kolejarskiego
gwizdka. ■
Krzysztof Leszczyński, maszynista, na trasie między Makowem a Krasnem. Listopad 1985 roku.
Sławomir olzacki
Zygmunt Kosiński, zawiadowca stacji Maków Mazowiecki. Listopad 1985 roku.
Pracownicy stacji Maków Maz. - Donata Kolk, Teresa Kaniowiec, Zygmunt Kosiński, Kazimierz
Michalak, Andrzej kwiatkowski w listopadzie 1985 roku.
RO • poniedziałek 18.11.2013
Jeszcze nie ścisnęły mrozy a już
się szybko ściemnia. Tu ciekawostka: dla zwierząt sygnałem nadejścia
pory zimowego spowolnienia wcale nie jest temperatura, jak się powszechnie uważa. Ich zegar biologiczny jest solarny, tzw. do obrastania sierścią zimową czy gwałtownego napełniania brzuchów popycha
ich głównie zanikanie światła. To
mechanizm nadrzędny wobec termostatu. Zatem niedźwiedź może
spokojnie pić kawę. Ten niedźwiedź,
z dowcipu: grudzień, śnieg, zawierucha a po leśnej polanie krąży wkurzony miś. Zając pyta: co się stało,
czemu nie śpisz? A bo się kawy napiłem w październiku!
Dzikie zwierzęta w mieście to nie
przypuszczenia, tylko rzeczywistość. Myszy, które u nas po piwnicach czy szopach zimują, są rozmaitych gatunków. Na ogół myślimy,
że mysz to mysz, każda taka sama
i wszystkie żyją gdzieś przy człowieku, żywiąc się resztkami jedzenia. Nic bardziej mylnego. Poza najbardziej znaną mus musculus, czyli
myszą domową, są w Polsce gatunki myszowatych, których reprezentantów prawie nie można zobaczyć.
Trzymają się z daleka od domostw,
bo nie mają tu interesu. Wijące
gniazda badylarki, duże, 13-centymetrowe myszy leśne, wielkouche
zaroślowe, charakterystycznie pręgowane polne, występujące niemal
wyłącznie koło Wrocławia myszy
małookie (zielne). Do tego dochodzą stworzenia do myszy podobne,
ale zakwalifikowane gdzie indziej,
jak nornice czy ryjówki. Wszystko to biega gdzieś pod naszymi nogami, zostawiając ślady maleńkich
stóp oraz… inne ślady. Obecnie dokuczają raczej rolnikom, bo nadgryzają worki z ziarnem a zostawione
w spokoju mnożą się bez opamiętania, jednak kiedyś były poważnym
problemem całej ludzkości. Gdyby je
porównać z obecnymi, to plagę gryzoni można zaklasyfikować gdzieś
w pobliżu powodzi albo wycieku
z zakładu chemicznego. Poważny,
trudny do zapobiegnięcia i usunięcia kataklizm. Myszy, nie wytępione
porę, potrafiły doprowadzić do głodowania całych wsi. Szkody robiły
również tam, gdzie nie przechowywano jedzenia, bo mysie mamy kilka razy w roku muszą założyć świeże gniazdo. W tym celu tną na strzępy różne miękkie rzeczy, najchętniej
ubrania i pościel. Co robili ludzie,
żeby nie dać się katastrofie, sunącej na setkach tysięcy łapek? Przede
Idzie zima
a z nią myszy
Gdzie mieszkać. Jedynie ślimaki skorupowe nie stawiają sobie tego pytania,
przezornie nosząc domy na sobie. Reszta świata ożywionego rozgląda się za
wygodnym lokum. W związku z tym od czasu do czasu ktoś znajduje kota pod
maską samochodu, nietoperza w łazience, lisa pod tarasem, kunę w garażu.
Osobliwe pcha się to wszystko do miasta o tej porze roku, w listopadzie.
Trenuj karate z MKKK!
Wraz z rozpoczęciem nowego roku
szkolnego Międzyszkolny Klub Kyokushin Karate MKKK Shinkyokushin zaprasza na treningi dzieci, młodzież oraz dorosłych. Grupa początkujących dzieci przewidziana jest już od 4 roku życia.
Zajęcia prowadzone będą w Szkole Podstawowej nr 10 przy ulicy Berlinga – środa, godz. 16.00 i piątek godz. 17.00. Szkoła Podstawowa nr 1 przy ulicy Gorbatowa – poniedziałek, czwartek, godz.
17.00.
Dla grupy dzieci średniozaawansowanych klub prowadzi zajęcia w „Parku Wodnym Aquarium” przy ulicy Witosa – wtorek, czwartek – godz. 18.30.
Młodzież
oraz
dorośli będę
trenować w
hali widowisko-sportowej im. Arkadiusza Gołasia przy ulicy Traugutta – poniedziałek, 19.00, środa 19.30, piątek 17.30.
Klub prowadzi również zajęcia w sekcjach w Makowie Mazowieckim, Różanie, Kadzidle, Goworowie, Łysych oraz
Nowej Wsi Zachodniej. Treningi odbywają się we wszystkich grupach pod
okiem doświadczonej i wykwalifikowanej kadry trenerskiej. Klub posiada
licencję Polskiego Związku Karate.
Więcej informacji o klubie możesz
znaleźć na stronie www.karate.
ostroleka.pl. Na szczegółowe
pytania na temat funkcjonowania poszczególnych sekcji odpowie
sensei Artur Prusiński – tel.
503 145 328.
11
wszystkim nauczyli się zabezpieczać żywność i inne dobra. Do dzisiaj na strychach kurpiowskich domów można obejrzeć drągi, zawieszone pod stropem. Służyły do wieszania odzieży sezonowej. Czasem
trafi się jeszcze skrzynia czy plecione z grubych wałków słomy kosze.
Z kolei spichlerze, tzw. świronki,
budowano na palach. Piwnice, budowane osobno i zwane spichrzami, miały co najwyżej jedno okienko
i solidne drzwi. Przede wszystkim
zaś trzymano myszolubne, oswojone zwierzęta. Łowny kot po prawdzie, to raczej kotka, bo samce tego
gatunku uważają, że Bóg tworzył je
do głaskania po brzuchach, nadal
na wsi jest w cenie. Są też specjalne
rasy psów, przeznaczone do zwalczania gryzoni. Wśród trzymanych
w Polsce są to: cocker spaniele, Jack
Russel teriery i niewątpliwe gwiazdy wśród myszołapów – yorki, które,
wbrew pozorom, wcale nie powstały jako psy do towarzystwa. Z psami jest tylko mały kłopot, nie wolno ich szczuć, ponieważ to podchodzi pod polowanie i jest regulowane
przepisami. Jeśli zwierzak ma silny
instynkt, to sam się rzuci na szczura czy mysz. Warto wspomnieć, że
w dawnej Polsce jako zabezpieczenie
przed gryzoniami trzymano oswojone łasice. To czołowy psychopata
świata zwierząt. Kiedy zacznie polować, nie może skończyć, zawsze łowi
więcej, niż zjada. Sprawę załatwiały
też ptaki łowne. Sokół, krogulec, nawet orzeł miewał w bogatych, wiejskich domach swoją grzędę i był ulubieńcem rodziny.
Dobra wiadomość jest taka, że dzisiaj zwierzę łowne do pozbycia się
myszy z domu nie jest koniecznie
potrzebne. Można założyć pułapki, od tradycyjnych, drastycznych
a śmiertelnie skutecznych, do nowoczesnych, humanitarnych, z których
myszkę wypuszcza się żywą. Kto
i tego nie chce robić, niech się zaopatrzy w kilo cytryn, pozwoli im spleśnieć a potem rozłoży po kątach piwnicy. Nie wiedzieć czemu, zapach taki skutecznie odstrasza potencjalnych zimowych lokatorów.
Ostatnia metoda to dać sobie spokój i zaśpiewać, jak Hanna Banaszak:
W dziurawym bucie mieszka mysz,
nieźle go nawet urządziła.
Nigdy nie mówię jej „a kysz!” i ona też
jest dla mnie miła.
Bywa, że wpadnie po sąsiedzku pożyczyć chleba albo sera,
albo pogadać o czymkolwiek, kiedy samotność nam doskwiera. ■ Anna Wołosz
12
Współczesna kultura masowa,
promująca zachowania, produkty, sposób bycia i wyrażania siebie,
który można nazwać jednym słowem – unisex, sprzyja swoistemu
wyzwoleniu gejów i lesbijek, także
w niewielkich, prowincjonalnych
miejscowościach. Jeszcze kilkanaście lat temu było to nie do pomyślenia, a ludzie o orientacji homoseksualnej żyli w utajeniu, a często
zdarzało się także, że wstępowali
w relacje heteroseksualne, zawierali związki małżeńskie – wszystko po to, żeby prawda pozostała tajemnicą. Pomimo nadal trwającego
napiętnowania homoseksualistów,
szczególnie wyrażanego w wulgarnym języku potocznym („ciota”,
„pedał”, „cwel” itd.), można zaobserwować w ostatnich latach radykalną zmianę społecznego postrzegania gejów i lesbijek. O funkcjonowaniu w prowincjonalnej mentalności małego miasta rozmawiam
z osobami homoseksualnymi oraz
tak zwanymi „zwykłymi ludźmi”,
chcąc poznać ich punkt widzenia
na ten temat.
Homo
Dwie historie
Adrian (imię zmienione) ma siedemnaście lat. Jest uczniem jednego z ostrołęckich liceów ogólnokształcących. Bez żenady i otwarcie opowiedział kolegom o swojej
orientacji seksualnej, często także
opowiada o własnych „podbojach”
i „zdobyczach”, które kolekcjonuje wyjeżdżając na imprezy do Warszawy.
- Znam bardzo dużo ludzi w moim wieku, którzy są homoseksualistami. Znam wiele lesbijek i wielu gejów, którzy przestali się tego
wstydzić, zaczęli o tym opowiadać
– mówi Adrian. – Nadal jednak istnieją tacy geje, którzy boją się nawet posądzenia o homoseksualizm,
szczególnie dotyczy to moich kolegów, którzy do szkoły dojeżdżają
z okolicznych wiosek. Dla nich to
nadal temat tabu, pewnie dlatego,
że w ich środowiskach bycie gejem
czy lesbijką to nadal koniec świata
i brzemię na całe życie – dodaje.
Adrian pochodzi z inteligenckiego domu. Ojciec jest inżynierem,
byłym muzykiem - amatorem rockowym, matka jest nauczycielką
w jednej z ostrołęckich podstawówek. Jest jedynakiem, któremu wolno znacznie więcej niż przeciętnemu nastolatkowi.
- Moi rodzice wiedzą, że jeżdżę
do Warszawy na imprezy nie tylko po to, żeby potańczyć, ale także żeby się przespać z facetem. Moje życie seksualne jest moją sprawą, jestem już prawie pełnokrwistym facetem i mam swoje potrzeby
– tłumaczy. – Nie widzę w tym nic
zdrożnego, że otwarcie rozmawiam
ze swoimi rodzicami o seksie. Nie
mam przed nimi tajemnic, dzięki
czemu lepiej się rozumiemy, bardziej sobie ufamy.
Nie we wszystkich naszych prowincjonalnych domach panuje jednak tak tolerancyjna atmosfera,
czego przykładem jest Monika. Jej
życie zmieniło się diametralnie po
tym, jak na pierwszym roku studiów wyznała rodzicom, że jest w
związku z inną kobietą.
- Bardzo długo przygotowywałam się do tej rozmowy, analizując w
głowie różne scenariusze. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, bo moi rodzice są bardzo religijni i praktykujący. Uznałam jednak, że muszę im
powiedzieć, że nasze relacje powinny być czyste i nie oparte na kłamstwie – wspomina. – Po przyjeździe
do domu na święta opowiedziałam
bliskim o swojej orientacji, potrzebach, o dziewczynie, z którą jestem.
Reakcją ojca i matki było milczenie
i przerażające miny zawodu. Sądziłam, że już po wszystkim, ale rano
czekała mnie przykra niespodzian-
RO • poniedziałek 18.11.2013
skim z gejem. – Na początku sądziłam, że to z powodów religijnych,
bo Michał zawsze był blisko kościoła. Po ślubie, przez pierwsze lata,
było całkiem normalnie. Nasze pożycie nie było może szalone i szczególnie częste, ale zaczęły rodzić się
dzieci, co uśpiło moją czujność. Po
piętnastu latach małżeństwa wyznał mi prawdę: „mam skłonności
do mężczyzn”, „od trzech lat jestem
w związku z księdzem”, „kocham
go”, „kocham cię”, „nie rujnujmy naszego życia” – tyle pamiętam z tego
wieczoru. Nadal jesteśmy razem,
gramy swoje role, chociaż funkcjonujemy jakby osobno. Uznałam, że
dobro dzieci jest ważniejsze od mojej satysfakcji i potrzeb – wyznaje.
W niektórych kręgach nadal pokutuje przekonanie, że homoseksualizm jest chorobą, którą można leczyć. Istnieją nawet, szczególnie katolickie, poradnie dla gejów i lesbijek, gdzie podejmowane są próby
terapii zmiany orientacji seksualnej.
– To są bzdury i bujdy na resorach
– komentuje prof. Czesław Kisieliński, psycholog i seksuolog z Warszawy. – Bardzo wiele złego wyrządziła homoseksualistom Światowa
Organizacja Zdrowia, która przez
całe dziesięciolecia utrzymywała na swojej liście chorób orientację
homoseksualną. Jednak dziś, z naszym obecnym stanem wiedzy doskonale wiemy, że bycie gejem czy
lesbijką nie jest realizacją jakiejkolwiek zachcianki, tylko częścią składową natury pojedynczego człowieka. Homoseksualizm nie zależy od wykształcenia, rasy, statusu
społecznego, inteligencji. Homoseksualiści są we wszystkich środowiskach i warstwach społecznych –
tłumaczy.
Gej gorszy od lesbijki
niewiadomo
Są wśród nas. Zresztą byli zawsze, ale dziś – jak nigdy wcześniej –
wychodzą z ukrycia. Są naszymi kolegami i koleżankami z pracy, sąsiadami, klientami, a dla niektórych braćmi, siostrami, czyimiś synami i córkami. Geje i lesbijki w Ostrołęce.
ka. Rodzice spakowali moje rzeczy
i kazali się wynosić. Ojciec na pożegnanie stwierdził, że „nie ma już
córki”. Wróciłam do Olsztyna. Pamiętam jak dziś kłębiące się w mojej głowie myśli – jak sobie poradzę,
co ze studiami, skąd wezmę pieniądze. Dziś, po siedmiu latach nadal
nie mam kontaktów z rodziną, ale
jestem szczęśliwą i wolną osobą –
opowiada.
Homo są wszędzie
Młodzi ostrołęccy geje kontaktują się za pomocą portali randkowych lub społecznościowych. Nowoczesne technologie ułatwiają
umawianie się, głównie na jednorazowy, przygodny seks.
– Na stronie www.queer.pl zalogowanych jest około trzydziestu
gejów i lesbijek z Ostrołęki w różnym wieku – mówi Konrad, dwudziestopięciolatek. – Ja tam wyszukuję ludzi do pojedynczego spotkania, chociaż napisałem, że marzy
mi się stały partner i miłość aż po
grób. Takie teksty najlepiej działają. Do tej pory przynęta podziałała kilkukrotnie. Schemat spotkania
w realu jest zawsze taki sam: schodzimy się w umówionym miejscu,
trochę rozmawiamy o niczym, a potem idziemy do niego na małe „bara-bara”. Po wszystkim wychodzę,
a kiedy czasem mijamy się na ulicy,
udajemy, że się nie znamy. W taki
właśnie sposób miałem przygodny
seks ze znanym ostrołęckim politykiem i jednym takim doktorkiem
ze szpitala, który w każdą niedzielę niemal leży krzyżem w kościele –
mówi z pewną dozą dumy w głosie.
I po chwili namysłu dodaje: „Stary,
powiem ci jedno: w Ostrołęce homo
są wszędzie. W szkołach, w straży
pożarnej, w policji, w kościele. Do
wyboru, do koloru”.
Coraz rzadsze są sytuacje, kiedy
homoseksualny mężczyzna wiąże
się z heteroseksualną kobietą tylko po to, aby zachować swoją orientację w tajemnicy, za parawanem
„normalności”. Ale takie przypadki też są.
– Michał podobał mi się od początku, chociaż wiedziałam, że
coś jest z nim nie tak. Unikał kontaktów seksualnych, a do ślubu nie
posunęliśmy się dalej jak całowanie – opowiada Kalina (imię zmienione), pielęgniarka, która od dwudziestu lat żyje w związku małżeń-
Co ciekawe, w społeczeństwie
jest większa akceptacja dla homoseksualnych kobiet niż dla mężczyzn. Związek dwóch panów traktowany jest – generalnie – jako co
najmniej nieestetyczny. Kobiety –
lesbijki traktowane są inaczej.
– Był czas, że nawet myśl o homoseksualizmie męskim powodowała
u mnie odruch wymiotny. Minęło.
Mam to gdzieś. Natomiast miłość
kobiet... No jakże mógłbym potępiać piękne uczucie pięknych istot?
A gdy jeszcze zaproszą do wspólnej
zabawy? Musiałbym być bez serca, by odrzucić taką prośbę – mówi Jarek, trzydziestolatek z Ostrołęki. Podobnego zdania jest także
Tomek, który chwali się seksem w
trójkącie z dwiema lesbijkami.
– Mam koleżankę, która zawsze
mi się podobała. Nie powiem, fantazjowałem o seksie z nią. Kiedy
mi powiedziała, że jest lesbijką i razem ze swoją dziewczyną chciałaby
spróbować seksu z facetem, nie wahałem się nawet przez chwilę. Niestety, to był najgorszy seks w moim
życiu – mówi.
Homoseksualni mężczyźni są
mniej tolerowani niż kobiety. Jak
twierdzi prof. Wojciech Łukowski,
socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, wiąże się to z kulturą, w której wzrastamy.
– Faceci od małego przygotowywani są do pełnienia określonych
ról społecznych: męża, ojca, opiekuna ogniska domowego. To wymaga wykształcenia pewnych cech:
mężności, wytrwałości, siły. Jak taki mężczyzna mógłby akceptować
innego samca, który burzy ustalony porządek? A lesbijki nie są
dla takiego typowego faceta osobami homoseksualnymi, tylko raczej niespełnioną fantazją erotyczną, ewentualnie jakimś „homo niewiadomo”, żartem, zabawą – tłumaczy. ■
Paweł Trzemkowski
RO • poniedziałek 18.11.2013
Takiej okazji jak obchody Dnia
Niepodległości nie powinno się obchodzić byle jak. Nie
wiem jak Państwu, ale mnie
naprawdę brakuje w tych obchodach sztuki najwyższego
rzędu. Bo zaśpiewać patriotyczną piosenkę, powiedzieć
wiersz umie niemal każdy.
Ale wykonać prawdziwy wielki utwór muzyczny to już nie.
Gdy więc patrzyłem na stanowczo zbyt słabą oprawę artystyczną tegorocznych uroczystości od
razu przyszedł mi do głowy słynny utwór Johna Cagea o tajemniczym tytule „Tacet 4’33”. Choć
stworzony przez obcego kompozytora do wykonywania w czasie
naszego narodowego święta nadaje się jak żaden inny. To dzieło niezwykle proste, ale w swej prostocie naprawdę genialne. Nie nastręcza żadnych, ale to dosłownie żadnych trudności wykonawczych,
choć jest z wielką radością wykonywany przez najlepszych wykonawców świata. John Cage skomponował go w oryginale na fortepian i w tej wersji został wykonany po raz pierwszy w 1952 roku w
Nowym Yorku.
Utwór jest awangardowy, prawda, ale przecież nie powinniśmy
stronić od sztuki w najnowocześniejszym wydaniu. Ostrołęcka
galeria od czasu do czasu raczy
nas konceptualnymi pomysłami
artystycznymi należącymi jednak
raczej do sztuk wizualnych. Muzyka jest tam zwykle pomijana, a
Do hymnu
szkoda. Utwór Cagea pozwoliłby
tę nierównowagę usunąć.
„Tacet 4’33” to utwór składający
się z samych pauz, czyli ciszy. Artysta wychodzi i wykonuje ten zapis nutowy, czyli nie gra, a właściwie gra, ale pauzy. Wszyscy grzecznie słuchają tego wykonania, aż się
skończy. Kiedy ma się skończyć
akurat dokładnie wiadomo, bo
utwór trwa dokładnie cztery minuty i trzydzieści trzy sekundy,
skąd jego tytuł. Już widzę ironiczne
uśmieszki Czytelników, a może nawet i gniewne marsowe miny, że robię sobie żarty i to na dodatek przy
okazji narodowego święta. Ależ
nic z tych rzeczy. Utwór Cagea to
jak najpoważniej traktowane dzieło wykonywane w największych
salach koncertowych. W ostatnim
czasie doczekał się nawet… transkrypcji na orkiestrę symfoniczną.
W tej orkiestrowej wersji został wykonany przez symfoników z BBC
w Londynie, a to jeden z najlepszych symfonicznych zespołów na
świecie. Mało tego, że został wykonany to jeszcze BBC nadało telewizyjną transmisję tego wykonania.
Oto na scenie sali koncertowej siedzi orkiestra symfoniczna
w pełnym składzie. Wychodzi dyrygent. Jak to na symfonicznym
koncercie: ukłon, wita się z pierwszym skrzypkiem, staje przed orkiestrą, otwiera partyturę. Kamera
zagląda mu przez ramię i możemy
zobaczyć na dużym białym arkuszu papieru tylko napis „John Cage,
Tacet 4’33”, część I”. Takie same nuty leżą przed każdym z muzyków
w orkiestrze – wiadomo porządna
orkiestra nie gra z pamięci, bo któryś z muzyków mógłby się pomylić i zepsuć cały koncert. Dyrygent
podnosi batutę i sala zastyga. Wykonuje tak zwany auftakt - charakterystyczny ruch rozpoczynający
utwór - i nieruchmieje z podniesionymi rękoma. Na sali zapanowuje idealna cisza – utwór właśnie się
rozpoczął. Realizator telewizyjny
pokazuje teraz poszczególne grupy instrumentów – muzyków, którzy siedząc nieruchomo wykonują pauzy ze swojej partii. Skrzypce, wiolonczele, instrumenty dęte
drewniane, blaszane, perkusyjne.
Wszyscy wykonawcy robią to, co
robią na każdym innym koncercie:
z namaszczeniem patrzą w nuty
i zerkają na dyrygenta, żeby się nie
pomylić... Cisza trwa, czyli utwór
trwa. Kamera od czasu do czasu
zerka na pulpit dyrygenta, na którym obok partytury leży odliczający czas zegar. Kiedy mija pierwsza część utworu, dyrygent opuszcza ręce i na sali pojawia się charakterystyczny szmer, jak to zwykle
w przerwie między częściami. Dyrygent przewraca stronę w partyturze na kolejną czystą kartkę, na
której widnieje tylko napis „część
II”. Po chwili wahania wyciąga chusteczkę i… przeciera spocone czoło.
No, tego było już za wiele nawet jak
na wytrawną publiczność brytyjską. Część widzów nie wytrzymuje
napięcia i parska śmiechem. Niepoważne osoby szybko jednak przywołują same siebie do porządku.
W końcu to nie jakiś kabaret, ale
poważny koncert symfoniczny. Pozostałe dwie części utworu udaje się wykonać bez najmniejszych
nawet incydentów. Gdy utwór się
kończy następuje kilkuminutowy
aplauz. Dyrygent wychodzi kilka-
13
krotnie by ukłonić się rozentuzjazmowanej publiczności. Interpretacja utworu była naprawdę genialna.
To wykonanie „Tacet 4’33” jest
historyczne nie tylko dlatego, że po
raz pierwszy wykonano jego orkiestrową transkrypcję i nie tylko dlatego, że dokonano jego telewizyjnej transmisji. Wykonanie jest historyczne, bo BBC po raz pierwszy
w historii utwór ten transmitowało
także w swoim… radiu.
A gdyby tak zamiast przemówień w przyszłoroczne narodowe listopadowe święto wykonać
w Ostrołęce ten utwór? Na pewno
znajdzie się ktoś, kto chętnie wykona jego opracowanie na przykład na chór składający się z polityków, albo radnych. Można by ten
utwór wykonywać potem wiele razy także i przy innych okazjach,
w końcu dobrej sztuki nigdy za
wiele. Póki co jednak, musicie zadowolić się obcymi wykonaniami
tego dzieła. W internecie znajdziecie ich wiele. Wystarczy na youtube wpisać „John Cage – 4’33”. Życzę
miłego słuchania. ■
Ted
14
– Warsztaty to nie tylko okazja do poznania tajników animacji, ale także możliwość spotkań
z twórcami najpopularniejszych
polskich filmów animowanych, np.
Wiesławem Ziębą. Na tegorocznej
trasie Studia Miniatur Filmowych,
oprócz Ostrołęki, znalazła się m.in.:
Białowieża, Wejherowo, Sanok, Besko i Przegaliny Duże – mówi Eugeniusz Gordziejuk, autor projektu i szef produkcji Studia Miniatur Filmowych. – Naszym celem
jest zapoznanie dzieci i młodzież
ze sposobami realizacji filmów
animowanych. Dzięki warsztatom chcemy rozwijać kreatywność
oraz wspomagać rozwój plastyczny uczestników, ukierunkowany
na film animowany. Poprzez pokazy polskich filmów animowanych
w trakcie warsztatów chcemy prowadzić szeroko pojętą edukację filmową. Uczestnicy poznają tajniki powstawania filmów w animacji rysunkowej, lalkowej, wycinankowej i kombinowanej pod okiem
doświadczonych i wybitnych twórców – dodaje.
Projekt „Animacja dla każdego”
finansowany jest ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa
Narodowego. W tym roku w gronie szczęśliwców uhonorowanych
udziałem w warsztatach znalazło się 23 uczniów klas szóstych ze
Szkoły Podstawowej nr 1 w Ostrołęce.
– Wytypowaliśmy tę szkołę ze
względu na ich wzorowy i długoletni udział w zajęciach Akademii
Edukacji Filmowej – mówi Barbara
Saniewska-Cichoń, szefowa Akademii i główny instruktor ds. filmu w Ostrołęckim Centrum Kultury. – Sądziliśmy, że dzieciaki z Jedynki są najlepiej przygotowane
RO • poniedziałek 18.11.2013
Mój
pierwszy film
fot. Jolanta Góralska
Jak ożywić nieruchomy obraz, jaka jest droga od pomysłu do realizacji filmu, ile pracy potrzeba
do stworzenia animacji – tego dowiedzieli się uczestnicy warsztatów zorganizowanych przez
Studio Miniatur Filmowych i Ostrołęckie Centrum Kultury w ramach projektu „Animacja dla
każdego 2013”.
do udziału w warsztatach… i nie
pomyliliśmy się. Grupa była bardzo
zdyscyplinowana i pracowita, czego efektem są trzy wspaniałe filmy
– dodaje.
Uczestnicy warsztatów zakoń-
czyli swój udział w zajęciach realizacją własnego filmu, którego uroczysta premiera odbyła się 9 listopada br. w sali gimnastycznej szkoły. Dzieci pod okiem rysownika
Wiesława Zięby i operatora Kami-
la Niesłonego przygotowały krótką i zabawną historię pradziejów
naszego miasta, zatytułowaną „Legenda powstania Ostrołęki”. Animacja jest na tyle zgrabna, że powinna być wykorzystana jako ma-
teriał promocyjny Ostrołęki, tym
bardziej cenny, że przygotowany
przez najmłodszych mieszkańców,
nieskażonych jeszcze rozmaitymi
ideologiami.
W działania twórcze włączyła się
także pochodząca z Ostrołęki artystka działająca w Toruniu – Magdalena Kosek. Przygotowała ona
kilkuminutowy film „Zawikłane
myśli”, do którego produkcji użyto zaledwie plasteliny i kilku kartek papieru.
– To fantastyczna forma edukacji
ukierunkowanej na działanie twórcze – twierdzi prof. Tadeusz Zajewski, wykładowca dydaktyki na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. – Projekt w formie warsztatowej, czyli najbardziej
sprawdzonej i przynoszącej najlepsze rezultaty, dociera z kulturą filmową do dzieci i młodzieży, najczęściej do ośrodków małych, tam
gdzie dostęp do kultury filmowej
i spotkanie z twórcami są utrudnione. Tego typu działania udowadniają, w moim przekonaniu, że edukacja nie musi być nudna – dodaje.
Pamiątką po tygodniowych
warsztatach są filmy, które na płytach trafią do wszystkich uczestników. Szóstoklasiści – autorzy otrzymali także pamiątkowe dyplomy oraz własnoręcznie wykonane
przez Wiesława Ziębę rysunki najsłynniejszych postaci z polskich
kreskówek.
– To było dla mnie super przeżycie – podsumowuje Karolina, jedna
z uczestniczek projektu. – Wspaniała przygoda i niezapomniane wrażenia. Mój pierwszy film, ale może
będą kolejne… ■
Paweł Trzemkowski
Trzeba dziękować Bogu za to co się ma
Rozmowa z Witoldem Kuczyńskim, nauczycielem i społecznikiem z Czarni.
Znalazł się Pan w trzynastce najlepszych nauczycieli w kraju w konkursie
organizowanym przez „Głos Nauczycielski” i Ministerstwo Edukacji Narodowej. Czym jest dla Pana to wyróżnienie?
Docenieniem mojej pracy zawodowej i wielu chwil spędzonych po
pracy na różnych zajęciach wśród
społeczności lokalnej. Gram w orkiestrze dętej, jestem członkiem folkowej Kapeli Brata Zenona, prowadzę zespół folklorystyczny, jestem
radnym powiatowym, przewodniczącym Komisji Oświaty Kultury
i Sportu, należę do siedmiu stowarzyszeń społeczno-kulturalnych,
w tym jestem prezesem Towarzystwa Kurpiowskiego „Strzelec”
w Czarni. Prowadzę kroniki, piszę teksty gawęd kurpiowskich,
jestem członkiem męskiej grupy
śpiewaczej. Zauważenie naszego
dorobku i działań to również wyróżnienie całego środowiska naszej gminy oraz oświaty i kultury
kurpiowskiej na arenie ogólnopolskiej. Takie osiągnięcie jest też nobilitacją, motorem i zachętą do poszukiwania nowych inspiracji i poszerzania współpracy ze środowiskiem gminy Czarnia, w którym
mam szczęście już tyle lat żyć, pracować i w miarę swoich możliwości
pomagać innym.
Czy bycie społecznikiem pomaga, czy
przeszkadza w pracy nauczyciela?
Bycie społecznikiem, to duże obciążenie dla zdrowia, dla rodziny
i domowego budżetu, ale też wiel-
ka satysfakcja z poczucia, że się jest
komuś potrzebnym. W pracy społecznej trzeba być odpornym na
niepowodzenia i ludzką niechęć,
bo często się nic nie udaje, napotyka się niezrozumienie i zawiść. Bycie społecznikiem, to ciągła walka o akceptację społeczną, walka
z apatią, marazmem, czasem ironią. Czy to wszystko przeszkadza
w pracy zawodowej? Zapewne tak,
bo oprócz problemów zawodowych
ma się jeszcze inne, na własne życzenie, bez dodatkowego wynagrodzenia. Z drugiej jednak strony,
gdyby człowiek żył tylko po to, by
pracować zawodowo, to byłby może bogaty materialnie, ale zapewne ubogi duchowo. Społecznikowi
– człowiekowi bogatszemu duchowo i wzmocnionemu doświadczeniami życia społecznego w środowisku, w którym pracuje zawodowo jest moim zdaniem łatwiej żyć
i pracować. W pracy zawodowej
społecznikostwo traktuję jako swoistego rodzaju niezbędną symbiozę
i dopełnienie w samorealizacji życiowej.
Co daje największą satysfakcję? Czy nie
przychodzą momenty zwątpienia, frustracji?
Największą satysfakcję daje mi
zadowolenie i wdzięczność moich podopiecznych, współpraca ze
starszym pokoleniem oraz świadomość, że robimy coś wspólnie dla
przyszłych pokoleń. Zwątpienia
były na początku kształtowania się
mojej osobowości, teraz jestem już
zahartowany i bardziej odporny na
niepowodzenia. Frustrują mnie natomiast ludzie, którzy nie angażują się do żadnej pracy, nie poma-
gają być może z zawiści, być może
z braku chęci, czy czasu ale o dziwo
tacy pierwsi są do krytyki, podejrzliwości i hamowania wszelkich inicjatyw społecznych.
Czy istnieją jeszcze jakieś szczyty,
które chciałby Pan zdobyć?
Myślę, że na dodatkowe zajęcia już zabrakłoby mi czasu. Trzeba być zadowolonym i dziękować
Bogu za to, co się ma i pielęgnować zdobyte umiejętności. Pragnę,
aby wszyscy nasi absolwenci dostali się do szkół średnich, na wymarzone studia i później znaleźli godziwą pracę. Naszym priorytetem
będzie podwyższanie wyników
edukacyjnych uczniów, rozbudzanie pasji i rozwój ich umiejętności.
Tak ogólnie chciałbym aby ludziom
na wsi żyło się dostatniej i godniej,
aby mieli szerszy i lepszy dostęp do
zdobyczy kultury, aby rolnicy mieli
więcej czasu dla siebie, aby nie zanikały więzi międzyludzkie i pomoc sąsiedzka. Jeśli zmiana na lepsze w tym kierunku miałaby być
tym szczytem, to na pewno cały
czas będę się na niego wspinał.
witold kuczyńskifot. archiwum prywatne
Jeśli miałby Pan ponownie wybrać
swoją ścieżkę zawodowo- artystyczną,
w jakim poszedłby Pan kierunku?
W tym środowisku się wychowałem, ono mnie kształtowało
i za to jestem mu wdzięczny. Teraz
mam obowiązek służyć temu środowisku i zwracać mu nagromadzony we mnie potencjał. Nie wyobrażam sobie innej pracy zawodowej i innych zajęć dodatkowych.
Chcę zostać na wsi – tu można odnaleźć spokój i głębię życia. Folklor
kurpiowski, to moja pasja i twórcze
Jakie projekty przed Panem?
Plany na przyszły rok.
Jeżeli chodzi o sferę artystyczną, to w przyszłym roku chciałbym
uruchomić następny turnus Szkoły
Muzykantów Ludowych a z zespołem Carniacy chciałbym wyjechać
nad morze. Z Kapelą Brata Zeno-
natchnienie, którego nie chcę i nie
umiałbym zmienić. Mój los skierował mnie na określoną ścieżkę zawodowo-artystyczną, myślę, że idę
w dobrym kierunku, dziękuję mu
za to i nie chcę go zmieniać.
na chciałbym nagrać trzecią płytę
z zespołem Enej i wydać z nagranym już materiałem dźwiękowym
płytę naszych najlepszych śpiewaków ludowych. W pracy zawodowej, w szkole będę się starał o boisko do piłki nożnej i salę gimnastyczną oraz dołożę wszelkich starań dla podwyższenia wyników
edukacyjnych naszych dzieci i młodzieży. Chcę też dobrze wywiązywać się z obowiązków i służyć swojemu społeczeństwu jako radny powiatowy. ■
Rozmawiała Kinga Sawicka
RO • poniedziałek 18.11.2013
Działalność duszpasterska ostrołęckich bernardynów wykraczała
daleko poza mury klasztorne. Jednym z jej przejawów była posługa w kaplicach dworskich u bogatej szlachty. Przykład szedł z góry. Zakonnicy, w tym bernardyni,
pełnili role spowiedników i kapelanów, ale również doradców na
dworach królewskich, książęcych
i magnackich. Również szlachta poczytywała za wyznacznik pozycji
w społeczeństwie posiadanie własnej kaplicy i kapelana świeckiego
czy zakonnego. Według znawcy tematu, o. Wiesława Murawca, główną przyczyną rozpowszechniania
się kapelanii dworskich były zwyczaje protestanckich kaznodziejów
z czasów reformacji, którzy znajdując oparcie wśród możnych protektorów zyskiwali grunt do szerzenia
nowinek religijnych. Kościół katolicki okresu kontrreformacji wykorzystał podobny sposób docierania
do swoich odbiorców, stąd kapelanie, wprawdzie niechciane, zostały de facto uznane za zło konieczne. Zjawisko rozpowszechnione było szczególnie w XVI-XVIII wieku.
Jan Bystroń w „Dziejach obyczajów
w dawnej Polsce” podał, że zwyczaj prowadzenia kapelanii stał się
tak powszechny, że rozsądniejsi zaczynali narzekać, iż pospolituje się
nabożeństwo, że staje się zbyt familiarne, że dwór nie daje dobrego
przykładu włościanom, że wreszcie zakonnicy, przydzieleni jako kapelani, w atmosferze dworskiej zatracają cnoty zakonne. Poruszył
on jeszcze jeden aspekt religijności
szlacheckiej. Pod pozorem posiadania kapelanii część przedstawicieli szlachty ukrywała obojętność
religijną, którą należało celebrować
w kościele, jako najodpowiedniejszym do tego miejscu, a nie w kaplicy.
Popularni bernardyni
Do zakonów najbardziej zaangażowanych w ten rodzaj duszpasterstwa należeli bernardyni. Pod
koniec I Rzeczypospolitej najliczniejszą grupę kapelanów posiadali franciszkanie konwentualni –
100 kapelanów na ogólną liczbę 820
kapłanów, za nimi byli bernardyni z 91 kapelanami na 1433 kapłanów, następnie dominikanie, którzy posiadali 68 na 1391 kapłanów.
Inne zakony prowadziły kapelanie
na mniejszą skalę. Jerzy Flaga badając kapelanów dworskich, działających około 1772 roku, obliczył,
że na 7236 kapłanów (z dwunastu
ważniejszych klasztorów) 390 pełniło funkcje kapelana. Cztery prowincje bernardyńskie, liczące 1433
kapłanów, posiadały 91 kapelanów.
Więcej, bo 100 posiadali ich jedynie franciszkanie konwentualni (na
Kapelanie
dworskie
820 kapłanów). W 1772 roku, na 527
kapłanów w prowincji wielkopolskiej bernardynów, funkcjonowało
28 kapelanów dworskich (5,3 proc.).
Dwór - nie klasztor
Zakonnik podejmujący posługę
poza konwentem był zakonnikiem
eksklauzurowanym, czyli zwolnionym z części zakazów obowiązujących w klasztornych murach
podobnie jak kapelani parafialni, którzy pomagali księżom diecezjalnym czy kapelani wojskowi. Prowadzenie kapelanii wymagało zgody biskupa, jak też władz
zakonnych. Pobyt poza macierzystym klasztorem wiązał się z respektowaniem szeregu zakazów
władz zakonnych. Czuwały one
nad obserwancją współbraci, którzy opuszczali właściwy im klasztor i zamieszkiwali u świeckich.
Problem pobytu zakonników poza klasztorem, we dworze, niejednokrotnie był przedmiotem obrad
kapituł prowincjalnych. Wobec powszechnego zapotrzebowania na
kapelanów, zakonne przepisy złagodziły nieco zakaz przebywania
zakonników poza klasztorem, nie
zabraniając zdecydowanie tego rodzaju działalności i ujmując ją w ramy różnego rodzaju zakazów. Zakaz prowadzenia kapelani w wielu przypadkach mógłby obrócić się
przeciwko samym zakonnikom,
którzy niejednokrotnie proszeni
byli o posługę duszpasterską przez
dobroczyńców klasztoru.
Dłuższy czas spędzony poza
klasztorem sprzyjał rozprężeniu
zasad życia zakonnika niezgodnego z zasadą obserwacji. Obawy władz były w pełni uzasadnione, wszak nie każdy dwór magnacki czy to szlachecki był szkołą cnót
zakonnych. Zakonnicy, którzy pełnili posługę na zewnątrz, pracując
jako kapelani wojskowi czy dworscy, zobowiązani byli do corocznych rekolekcji, aby „odświeżyć
ducha zakonnego” w specjalnie
przygotowanych klasztorach, położonych na uboczu, w których pano-
Spodek
za stodołą
Świat jest już po premierze ekranizacji „Gry Eendera”, my czekamy na ten film. Nareszcie! Pomyśleć, że powieść została wydana
w 1985 roku a opowiadanie, które
stało się podstawą historii, w 1977
roku. Tyle czasu fani cyklu powieściowego autorstwa Orsona Scotta
Carda musieli czekać na wizualizacje ich ulubionego świata. Właściwie światów, ponieważ kolejne powieści z cyklu przenoszą się na inne
planety. Geniusz Carda sprawił, że
planety różnią się od siebie nie tylko warunkami przyrodniczymi, ale
całą cywilizacją. Mamy więc świat
oparty na kulturze amerykańskiej,
portugalskiej, chińskiej. Łącznikiem miedzy nimi jest Trzeci, Mówca Umarłych, Ksenobójca czyli Ender. Inaczej niż w wzorcowym dla
świadomości pop-kulturowej serialu „Star Trek”, wszechświat wcale
nie jest skolonizowany przez niezliczone rasy, będące wariacjami na temat człowieka. Tutaj ras jest bardzo
mało i są skrajnie obce. Mieszkańcami niemal wszystkich zasiedlonych
obcych planet są po prostu ludzcy
kolonizatorzy. Pierwsza z cyklu powieści tłumaczy, dlaczego tak jest.
Film pokazuje początki niezwy-
i wychodził niejednokrotnie poza
obowiązki czysto duszpasterskie.
Podaje np., że jezuici, prócz duszpasterstwa, zajmowali się również
wychowywaniem dzieci magnackich i nauczaniem ich, prowadzeniem kancelarii, sprawami kulinarnymi itp.
wała bardziej surowa dyscyplina.
W prowincji wielkopolskiej rola taka przypadła placówce we Wschowie. Rekolekcje, według przepisów
z 1655 roku, trwały tydzień i odbywały się dwukrotnie w ciągu roku
podczas adwentu i wielkiego postu. W 1660 roku władze prowincji
przystały jednak na jednorazową
akcję rekolekcyjną w ciągu roku.
Z drugiej jednak strony, zakon,
który prowadził zakrojoną na skalę
działalność duszpasterską nie mógł
pozostać obojętny na pewien rodzaj społecznej potrzeby, tym bardziej, że chodziło o bardziej zamożną część społeczeństwa — magnaterię, szlachtę czy mieszczaństwo,
o kręgach najwyższej władzy nie
wspominając. Musimy o tym pamiętać, mając na uwadze zależność zakonów żebrzących (utrzymujących się z jałmużny) od swoich
darczyńców. Dla Bystronia zakony żebrzące, to znaczy bardzo żywy kontakt ze szlachtą utrzymujące
To właśnie dobrodziejów, przy prywatnych dworskich kaplicach, spotykamy ślady działalności zakonników.
Prowadzenie kapelanii dworskich określało krąg oddziaływania duszpasterskiego zakonników.
Pobyt poza wspólnotą mógł mieć
dwa ważne aspekty dla wspólnoty klasztornej. O ujemnym oddziaływaniu i osłabieniu obserwancji
zakonnej w XVIII wieku pisał Kamil Kantak, zauważając, że sami
przełożeni składali wizyty wielmożom. Z drugiej jednak strony objęty opieką duszpasterską dobrodziej
i jego najbliższe otoczenie, za sprawą kapelana, będącego niejednokrotnie powiernikiem, doradcą czy
spowiednikiem, mógł oddziaływać
na różne decyzje swojego protektora przynoszące wymierne korzyści materialne dla konwentu. Przebywający poza klasztorem zakonnicy mogli wpływać na rekrutację
przyszłych kandydatów do stanu
zakonnego. Jerzy Flaga przypuszcza, że zakres działalności kapelanów dworskich był bardzo różny
W diecezji płockiej, w pierwszej
połowie XVII wieku, zakony zaczęły odgrywać znaczącą rolę w duszpasterstwie, a szczególnie w duszpasterstwie przedstawicieli stanu
szlacheckiego. Na tę wzajemną zależność wpływały nowe fundacje
czynione przez szlachtę na rzecz
zakonów. Było to przyczyną pewnego napięcia stosunków między
duchowieństwem zakonnym a diecezjalnym. Funkcjonowanie kapelanii w diecezji odciągało od kościoła zamożniejsze warstwy społeczeństwa, przypisane do konkretnej parafii i dezorganizowało
przyjęte zwyczaje. Przykładem tego może być, zauważalny w XVIII
wieku, zanik kolędy wśród rodzin
magnackich posiadających kapelanie.
Konwent ostrołęcki również stanął przed problemem prowadzenia kapelanii dworskich. O istnieniu kapelanii prowadzonych przez
bernardynów z Ostrołęki możemy wnioskować na podstawie konkretnych informacji źródłowych,
które stwierdzają ich funkcjonowanie czy informują o zakonnikachkapelanach, lub w sposób pośredni, z dozą prawdopodobieństwa,
gdy źródła informują nas o zgonach zakonników w dworskich lub
magnackich posiadłościach. Znamy kilkanaście takich przypadków. Poświadczone ślady kapelanii w XVIII wieku mamy natomiast
u Niedziałkowskich, u starosty Jana Kosa, w Jakaci u samego Jana Bonawentury Krasińskiego wojewody płockiego, u Konstantego
Godlewskiego, Julii de Oborski Godlewskiej starościny nurskiej, Jana
Zbierzchowskiego, u Mokranow-
kłego życia Andrew Wiggina, zwanego przez siostrę Enderem. Już
sam fakt, że się urodził, związany
był z zastosowaniem wyjątku od
reguły: każda para na Ziemi może mieć najwyżej dwoje dzieci. On
jest Trzecim. Został poczęty, bo był
potrzebny, jako kompilacja wyjątkowych genów swoich rodziców.
Dwoje starszego rodzeństwa nie do
końca spełniało oczekiwania. Kogo? Tu odsyłam do filmu, ale przede
wszystkim – do książki. Naprawdę warto ją przeczytać, bo najwięcej tam dzieje się w duszy bohatera. Podobno reżyser Gavin Hood
(ten od nowszej wersji „W pustyni
i w puszczy”) uszanował warstwę
psychologiczną powieści i w ekranizacji nie skupił się na efektach
specjalnych. Pokazał dzieje małego
generała, który w ostatecznym rozrachunku nie walczy już o pokój,
wolność, ludzkość itp., tylko o swoją
siostrę. Chłopiec, który go zagrał, to
Asa Butterfield, rocznik 1997, mimo
młodego wieku doświadczony aktor. Wstrząsajmy wizerunek chłopca z zaburzeniami psychicznymi
stworzył w filmie „Tomek i ja”. Partneruje mu stary wyga, którego kreacji międzygalaktycznego awanturnika Hana Solo nikt dotąd nie pobił,
czyli Harrison Ford. Tu dygresja:
George Lucas wybrał Forda, który wówczas pracował więcej jako
cieśla, niż aktor, do swojego filmu
„Gwiezdne wojny”, ponieważ ten
wszczynał bójki na planie „American Graffiti”. Potrzebował kogoś,
kto umie wiarygodnie przylać.
Słuchałam niedawno audycji radiowej z Beatą Pawlikowską. Jej gościem był Edward Lutczyn, znakomity rysownik. Zapytany o ulubione książki, na pierwszym miejscu
wymienił „Grę Endera”. Kolejną pozycję zajął „Piknik na skraju drogi” Arkadija i Borysa Strugackich.
Bracia Strugaccy swego czasu byli najbardziej rozpoznawalnymi na
świecie autorami rosyjskojęzyczny-
Bernardyni u rodzimej szlachty
15
skiego kanonika katedry płockiej.
Bernardyńskich kapelanów posiadali również Teresa z Krajewskich
Bukowska i jej mąż Antoni oraz Antoni Glinka, sławny podkomorzy
łomżyński, który posiadał „dom
modlitwy albo kaplicę publiczną”. Kaplica stała o milę od kościoła, była wyposażona w różne aparaty oraz trzy ołtarze. Odprawiano
w niej msze św. w niedziele i święta, za zgodą biskupa znajdował się
w niej Najświętszy Sakrament. Kaplica ta była piękną – jak podano –
i przestronną, o eleganckim kształcie. Czy Glinka przesiąkł franciszkańską religijnością, nie odważyłabym się tego stwierdzić. Bardziej
odpowiednie byłoby stwierdzenie, że prowadzący kapelanię bernardyni z Ostrołęki, zbyt dobrego
przykładu nie otrzymali. Świadectwo wystawił mu przyszły król Stanisław August Poniatowski, opisując podkomorzego w sposób znakomity. Opis ów stanowi pomnik pamiętnikarstwa staropolskiego.
Kapelanie dworskie stanowiły jedną z form działalności duszpasterskiej bernardynów w Ostrołęce. I choć władze zakonne uznawały je za zło konieczne, to należy stwierdzić, że ta forma posługi,
oprócz czysto religijnych, niosła
korzyści w wymiarze społecznym
i materialnym. Kontakty ze szlachtą, które w przypadku kapelanów
dworskich, bywały niekiedy zażyłe, przysparzały konwentowi popularności. Szlachta, niejednokrotnie pod wpływem przebywającego
we dworze zakonnika, kierowała
pobożną dobroczynność w stronę
klasztoru. Popularność bernardynów na szlacheckich i magnackich
dworach nie wzięła się z nikąd.
Kosztowała zazwyczaj wiele wysiłku i zapobiegliwości ze strony zakonnej społeczności. Jedną
z płaszczyzn, na której ją budowano, była kapelania dworska. Według Wiesława Müllera, w diecezji
płockiej, w XVIII wieku, najmniej
ucierpiało duszpasterstwo szlachty. Kapelani dworscy przyczyniali
się do kształtowania religijności tej
grupy wiernych oraz ludzi z nimi
związanych — służby i poddanych.
Śmiało można powiedzieć — pisał
Jerzy Flaga — że oblicze znacznej
części ówczesnego społeczeństwa
polskiego było kształtowane przez
kapelanów dworskich. Rolę ich
w tym względzie można przyrównać do roli drugiego fenomenu epoki staropolskiej — kwestarzy zakonnych. Czym dla życia polityczno-społecznego byli kwestarze,
tym dla życia religijno-obyczajowego byli kapelani dworscy. ■
Barbara Kalinowska
mi, mimo że pisali rzeczy niełatwe.
No bo jak to, powieść science fiction,
w której nie ma ani jednego statku kosmicznego, ani pół balstera, nawet kawałka macki kosmity?
Moc twórczości Strugackich tkwi
w czymś innym. Opisuje życie normalnych ludzi, którzy przerabiają całą fantastykę i kosmos na swoją, domową modłę. Mądrzy ludzie
nie będą się ekscytować faktem, że
coś wylądowało u nich za stodołą i zostawiło jakieś odpadki, tylko
te śmieci szybciutko przehandlują.
Nikt im tu nie będzie tworzył tajnej
strefy, naukowcom nic do tego, jaki
spodek, za jaką stodołą, słyszeliście
coś, Wasylu? To jest najciekawsze
w literaturze s-f i fantasy: przymiarka niezwykłych sytuacji do zwykłych ludzkich reakcji. Można bezkarnie przetestować różne scenariusze, żeby potem, gdy się zdarzą,
być gotowym. Jak Ender i jego armia. ■
Anna Wołosz
16
RO • poniedziałek 18.11.2013
Małgorzata
Laskowska
Stylista,
analityk-kolorysta
www.blacksand.pl lub tel. 609 504 308
www.ostrowmaz24.pl
Aktualnoœci z Ostro³êki i regionu
07-415 Olszewo-Borki
Dobroleka 26
Usługi hydrauliczne
Instalacje c.o. (również spawane)
Instalacje wod-kan
Przyłącza gazowe
Systemy solarne
Przydomowe oczyszczalnie
ścieków
608 175 269
600 043 270
Po zapoznaniu się z sylwetkami typu
Jabłko, Gruszka oraz Klepsydra, przyszła pora na bliższe zapoznanie się
z dwoma kolejnymi. Dziś w rolach
głównych wystąpią typy figur Kręgiel
oraz jego całkowita odwrotność; Rożek.
Poznajmy zatem ich główne cechy charakterystyczne.
Pani Kręgiel ma: piersi średniej
wielkości, szczupłą talię, dość płaski brzuch, wydatne uda, masywne
łydki oraz dość krótkie nogi.
Jak więc stwierdzić że jesteś panią Kręglem? Od pasa w górę jesteś
niczego sobie, ale dolne partie pozostawiają wiele do życzenia? Jeśli
tak, na pewno tak jest. Chcąc zrównoważyć sylwetkę, powinnaś dodawać sobie objętości w górnych partiach ciała!
Bluzka z kokardą, falbanką lub
ciekawą aplikacją czy dużą broszką, przyciągnie oko do górnej części twojej sylwetki. Rękawy z bufką poszerzą ramiona, równoważąc
tym samym wydatne uda. Dekolt
w kształcie rombu poszerzy z kolei
klatkę piersiową. Zrezygnuj natomiast z bezkształtnych, workowatych swetrów o długości przecinającej biodra, co odejmie twoim nogom kilka kolejnych centymetrów.
Bardzo ścisłe, opinające ciało bluzki, wydawałoby się wręcz idealne by ukazać światu szczupłość talii, też nie są dla ciebie. Te z kolei,
w prawdzie podkreślą twoją szczupłą talię i drobne ramiona, ale przy
nich twoje uda staną się jeszcze bardziej wydatne i wręcz masywne.
Spódnica dla pani Kręgiel powinna być uszyta z klinów, które
doskonale trzymają w ryzach dolne
partie ciała, oraz je optycznie wyszczuplają. Długość delikatnie za
kolano. Nigdy dłuższa! Skraca sylwetkę!
Idealna
sukienka
przylega
w górnych partiach do ciała, a do-
łem jest rozkloszowana. Koniecznie z paskiem. Żakiet powinien być
bardzo krótki, dzięki czemu wydłużysz nogi, o co w twoim przypadku powinnaś walczyć w każdej
stylizacji!
Dobrze dopasowany w talii podkreśli jej smukłość. Jego klapy muszą być szerokie co znowu potrzebnie poszerzy ramiona.
Podobnie jest przy wyborze
płaszcza. Wybierając spośród dziesiątek modeli, należy pamiętać
i brać pod uwagę te same zasady,
co przy wyborze marynarki. Szerokie klapy skupią wzrok na wysokości tułowia, długość sięgająca
kolan nie skróci niepotrzebnie nóg
a lekko rozkloszowany krój sprawiający wrażenie lekkości, zrównoważy i wysmukli całość sylwetki. Powinien być uszyty z lekkiego, lejącego materiału. Nie polecam
krótkich, ciężkich kurtek, ale zachęcam do noszenia bezrękawników czy kamizelek.
Spodnie proste, z szerokimi, długimi zakrywającymi stopy nogawkami, nie opinające nóg i pośladków. Najciemniejszy kolor z twojej palety barw pomoże je wyszczuplić! Nigdy model przed kostkę!
Pani kręgiel cierpi z powodu niezbyt długich nóg, dlatego wybierając buty zdecyduj się na wysoki ale
stabilny słupek. Biżuteria koniecznie duża, o długości sięgającej biustu!
Nigdy nie noś: topów na cienkich
ramiączkach, długości do połowy
bioder, spodni powyżej kostki, streczowych tkanin, spódnic do polowy łydki, spódnic ołówkowych, butów na cienkiej szpilce, zapinanych
na kostce!
PAMIĘTAJ! Krój i odpowiednia
tkanina doskonale rzeźbią sylwetkę. Wybieraj kroje zwężające talię,
podnoszące biust i lekko poszerzające ramiona a całość wyda się
idealna i kobieca!
Charakterystyczne cechy Rożka to:
szerokie ramiona, małe piersi, brak
talii, smukłe biodra oraz długie,
szczupłe nogi.
Mimo sylwetki modelki, chłopięca sylwetka o szerokich ramionach
spędza Ci sen z powiek? Zupełnie
niepotrzebnie! Możesz poczuć się
jak dziewczyna ze światowych wybiegów!
Niemalże męska sylwetka wymaga nie lada oprawienia, by z chudego wieszaka stworzyć kobiecą, seksowną figurę! Zabieramy się za wyszukiwanie odpowiednich dla Ciebie fasonów...
Asymetryczny kardigan będzie
układał się na Twoim ciele w zdecydowane kąty proste. Wybieraj te
z rozłożystymi kołnierzami, stanowiącymi kontrapunkt dla szerokich, masywnych ramion. Dobrym
wyborem będzie ten wiązany w talii cienkim paskiem. To dodatkowe
oszustwo dla oczu!
Podobnie wybieraj bluzki. Te
z szerokimi, rozłożystymi kołnierzami, będą wyglądały znacznie lepiej niż proste, klasyczne i spokojne
modele. Zadbaj też o ciekawe wykończenie rękawów. To również odwróci wzrok od ramion.
Spodnie. Ech, jak nikt inny
wprost bajecznie wyglądasz w rurkach czy cygaretkach! Twoje nogi
są niczym zdjęte z wybiegu. Dzięki
wąskim nogawkom ukazujesz gibkość bioder!
Spódnice o idealnym kroju szyte
są z koła. Dodają objętości biodrom,
równoważąc sylwetkę. Dobre będą
również te rozkloszowane. Nigdy
ołówek!
Twój płaszcz posiada szerokie
klapy (podobnie wyb. marynarki),
rozkloszowany (jak spódnica) dół,
jest jednorzędowy oraz posiada
duże zewnętrzne kieszenie.
Buty do Twoich szczupłych łydek i pięknych kostek to piękne,
seksowne, cienkie szpilki. Zrównoważą sylwetkę nie przytłaczając
nóg, które są Twoim największym
atutem.
Nigdy nie noś: bezkształtnych,
powłóczystych sukienek, butów na
platformach oraz konurn, rękawów
¾, okrągłych dekoltów, rzeczy bez
rękawów, rękawów na poduszkach
oraz drapowanych.
Pamiętaj! Masz dokładnie taką
samą sylwetkę, która tak doskonale prezentuje się na wybiegach!
Podpatrój i naśladuj najpiękniejsze modelki! Spektakularny efekt
gwarantowany! ■
17
RO • poniedziałek 18.11.2013
Jak pomóc osobie
uzależnionej?
fot. internet
Anna
Dobek
Specjalista
terapii uzależnień
Stowarzyszenie Nadzieja, ul. Kościuszki 24/26
Dość powszechnie panuje przekonanie, że osobie uzależnionej nie da się
pomóc, dopóki ona sama nie będzie na
to gotowa i nie zdecyduje się na przyjęcie pomocy. Częste jest również przekonanie, że człowiek uzależniony musi „dosięgnąć dna”, zanim ten moment
nastąpi.
Takie przekonania powstrzymują osoby z otoczenia narkomana
czy alkoholika od podejmowania
działań, czego rezultatem jest postępująca destrukcja w życiu jego
i wszystkich bliskich mu osób. Uzależnienie jest chorobą śmiertelną
i zdarza się, że osoba nią dotknięta umiera, zanim osiągnie „dno”
i zdecyduje się na leczenie. Często też osoby, którym zależy i które
„robią wszystko”, aby nakłonić osobę uzależnioną do zmiany postępowania, podejmują działania zupełnie nieskuteczne. Proszą, szantażują, grożą, znów proszą, pomagają
unikać negatywnych konsekwencji, podejmują próby przekupstwa,
stosują rozmaite kary, stawiają warunki, których potem nie potrafią
wyegzekwować... W konsekwencji tracą mnóstwo energii i własnego zdrowia, często czują się bezradne, zniechęcone, nie widzą efektów,
a sytuacja systematycznie się pogarsza. Ze swojej strony, człowiek
uzależniony zrobi wszystko, żeby go zostawić w spokoju i stosuje
w tym celu różne zabiegi. Obiecuje na przykład, „już nigdy więcej” lub, że „przystopuje”. Czasem
naprawdę wierzy w to, co mówi,
a nie potrafi dotrzymać składanych
obietnic, częściej po prostu kłamie.
Dlaczego tak się dzieje? Osoba
uzależniona i jej bliscy patrzą na
sprawę nałogu z zupełnie innej perspektywy. Trzeźwa osoba patrząc
z boku, widzi w narkotyku czy alkoholu poważny problem i jego negatywne konsekwencje, logicznym
wyjściem jest więc dla niej zaprzestanie picia czy brania. Alkoholik
czy narkoman natomiast, stosując
system iluzji i zaprzeczeń, nie dostrzega powagi problemów, picie
i branie jest raczej sposobem na
ich rozwiązywanie. Żyje w świecie własnych iluzji i fantazji o sobie
i swoim braniu czy piciu (np. „po
alkoholu lepiej się pracuje”, „narkotyki dają przeżycia, jakich nikt
nie jest w stanie zrozumieć”). Odpowiedzialnością za konsekwencje
obarcza innych ludzi, sytuacje lub
świat jako taki, ale rzadko wiąże
je z własnym postępowaniem (np.
„każdy by pił, gdyby miał taką żonę”). Choroba powoduje, że wszelkie propozycje pomocy, czy podjęcia leczenia są odbierane jako atak
(„nie dam sobie wyprać mózgu”),
a osoby proponujące tę pomoc mogą być potraktowane z wrogością.
Stopniowo traci kontrolę nad swoim zachowaniem, emocjami, traci zdolność racjonalnej oceny swojej sytuacji. Dlatego tak trudne jest
w umyśle opanowanym obsesją picia czy brania zrodzenie potrzeby
zmiany. ■
Stowarzyszenie Nadzieja realizuje program edukacyjno - informacyjny, dzięki któremu mieszkańcy Ostrołęki mogą otrzymać odpowiedzi na wiele pytań, jak również – bezpłatnie i anonimowo - otrzymać fachową pomoc i wsparcie w zakresie problemów związanych z HIV/AIDS, HCV, narkomanią: punkt konsultacyjny HIV/AIDS: środy w godz. 12.00 – 14.00 przy ul. Kościuszki 24/26. Telefon
zaufania HIV/AIDS: wtorki w godz. 13.00 – 15.00 tel. 29 764 83 43. Program realizowany jest przy wsparciu Prezydenta miasta Ostrołęki. Pełna oferta stowarzyszenia na stronie www.poradnia.ostroleka.pl
Zwolnienie z kosztów sądowych
Bartosz
Podolak
Wykładowca
prawa
Pytania prawne prosimy przesyłać na adres
[email protected]
Od dłuższego czasu odkładałam na remont mojego małego mieszkania. Jestem starszą osobą, więc o pomoc poprosiłam swoją koleżankę. Koleżanka
znalazła ekipę, która miała wykonać
remont. Niestety po raz kolejny okazało się, że cena idzie w parze z jakością.
Wykonawca nie tylko nie dochował należytego terminu wykonania, ale również wykonał swoją pracę niesolidnie,
ponadto nie rozliczył się z otrzymanej ode mnie zaliczki. W moim mieszkaniu dopatrzyłam się również wielu
poczynionych przez niego szkód. Niestety wykonawca nie chce rozliczyć się
ze mną z zaliczek, a o oddaniu przynajmniej części pieniędzy nie ma mowy.
Chcę pozwać wykonawcę, jednak obecnie utrzymuję się z bardzo niskiej emerytury i nie mam pieniędzy ani na opłaty sądowe związane z procesem, ani
na prawnika. Co mam zrobić? Czy jest
możliwość, aby sąd zbadał sprawę, bez
opłaty?
W chwili obecnej może się Pani zwrócić do sądu o zwolnienie
z kosztów sądowych oraz ustanowienie w sprawie pełnomocnika,
którym będzie adwokat lub radca prawny. O ustanowienie pełnomocnika może wnioskować osoba,
która nie ma obowiązku uiszczenia kosztów sądowych, bądź też została z tego obowiązku zwolniona
w całości lub w części przez sąd.
Dodatkowo osoba ta powinna spełniać jeszcze jedno kryterium – ze
względu na charakter sprawy lub
własne przymioty, nie jest w stanie sama bronić swoich interesów
przed sądem.
Sam wniosek o zwolnienie Pani z
kosztów oraz ustanowienie pełnomocnika z urzędu można zawrzeć
w jednym piśmie skierowanym do
sądu, w którym toczy się sprawa
bądź też ma zostać wytoczona.
W tym przypadku prawo nie
przewiduje ustawowego zwolnienia od kosztów – jak na przykład dla osób dochodzących roszczeń alimentacyjnych – w związku z tym będzie Pani zobowiązana
do wystąpienia o takie zwolnienie
do sądu. Bardzo ważne będzie przy
tym, aby do wniosku o zwolnienie od kosztów sądowych dołączyć
oświadczenie obejmujące szczegółowe informacje o majątku, stanie
rodzinnym, dochodach i źródłach
utrzymania osoby ubiegającej się
o zwolnienie od kosztów. Zwolnienie od kosztów powinno zostać złożone według ustalonego wzoru,
który można pobrać w siedzibie sądu bądź też zostanie on Pani przesłany przez sąd po złożeniu wniosku o zwolnienie od kosztów wraz
z wezwaniem do jego uzupełnienia.
Po zapoznaniu się ze stanem majątkowym strony sąd może ją zwolnić
od kosztów sądowych w całości lub
części, jeśli strona ta jest w stanie
ponieść tylko część kosztów. Dopiero kiedy sąd zdecyduje o zwolnieniu całkowitym lub częściowym od
kosztów, rozpatrzy wniosek o przyznanie pełnomocnika i uwzględni
go wówczas, gdy udział adwokata
lub radcy prawnego w danej sprawie uzna za konieczny.
Na koniec podkreślenia wymaga, że instytucja zwolnienia z kosztów ma na celu odblokowanie stronie, której nie stać na uiszczenie
opłat sądowych, dochodzenia jej
praw na drodze sądowej – nie wyklucza to obciążenia takiej strony
kosztami postępowania i zwrotem
kosztów procesu przeciwnikowi
w razie przegrania sprawy. ■
SPORT
18
RO • poniedziałek 18.11.2013
Trzeba dać
im szansę
Siatkarze Energi Pekpol Ostrołęka w tym sezonie nie grają tak dobrze, jak to miało miejsce w poprzednich latach. Podopieczni trenera Andrzeja Dudźca zadyszki dostali już na starcie ligowych zmagań. Jakie są przyczyny ich słabszej dyspozycji?
Pierwsze spotkanie nowego sezonu mogło napawać optymizmem. Nasi siatkarze pojechali na
starcie z beniaminkiem I ligi TKS
Nascon Tychy i przywieźli z dalekiego wyjazdu komplet punktów.
Biało-czerwoni wygrali 3:0, a spotkanie trwało zaledwie nieco ponad godzinę.
Energa Pekpol został pierwszym
liderem rozgrywek i w takiej roli przystąpił do drugiego spotkania z Cuprum Mundo Lubin. Drużyna gości przyjechała do Ostrołęki naszpikowana byłymi gwiazdami polskiej siatkówki z Łukaszem
Kadziewiczem na czele. To właśnie były reprezentant kraju wzbudził bardzo duże zainteresowanie
w hali im. Arkadiusza Gołasia, która zapełniła się do ostatniego miejsca. Łukasz Kadziewicz pokazał
klasę nie tylko na parkiecie, ale
również poza nim.
Po meczu przez kilkanaście minut rozdawał autografy swoim fankom, a o rywalach mógł stwierdzić
tylko jedno.
– Wiedziałem, że jedziemy na
trudny teren, ale zwycięstwo to
przyszło nam dość łatwo – mówił
Łukasz Kadziewicz.
Niestety nasi siatkarze nie zawiesili zbyt wysoko poprzeczki faworytowi rozgrywek i przegrali w
trzech setach. Porażkę można było nazwać wypadkiem przy pracy, szczególnie, że biało-czerwoni
dobrze zaprezentowali się w kolejnym wyjazdowym starciu w Krakowie, gdzie pokonali miejscowy
AGH 100RK.
Trener Andrzej Dudziec miał powody do zadowolenia i liczył, że
forma jego podopiecznych będzie
rosła i w każdym kolejnym spotkaniu jego zespół będzie prezentować się coraz lepiej.
– Jeszcze nie zaprezentowaliśmy
najwyższej dyspozycji, ale z meczu
na mecz powinno być lepiej – podkreśla szkoleniowiec ostrołęckich
siatkarzy.
W czwartej kolejce nasi siatkarze
stoczyli niezwykle ciekawą batalię na wyjeździe z Camperem Wyszków. Energa Pekpol wygrał po
tie-breaku i zgarnął dwa punkty,
które ponownie pozwoliły drużynie uwierzyć we własne możliwości. Najlepszym zawodnikiem meczu gospodarze zawodów wybrali
rozgrywającego z naszej drużyny –
Grzegorza Pietkiewicza.
– Grzesiek zagrał świetne spotkania i należą mu się za ten wy-
stęp ogromne brawa – podkreślał
po meczu trener Andrzej Dudziec.
Spotkanie w piątej kolejce z Banimexem Będzin rozbudziło duże apetyty w kibicach, którzy ponownie wypełnili halę im. Arkadiusza Gołasia prawie do ostatniego miejsca. Mecz wzbudził bardzo
duże zainteresowanie, kibice obejrzeli emocjonujący mecz, ale zabrakło dobrego wyniku sportowego. Ostrołęczanie ulegli 1:3, ale
walczyli, o czym mogą świadczyć
wyniku dwóch pierwszych setów
32:34 i 26:28. W tym meczu z pewnością zabrakło szczęścia, ale również nie ma co ukrywać, że goście
mają zdecydowanie silniejszą kadrę.
– Proszę spojrzeć na zawodników i warunki, jakie do dyspozycji
ma trener Damian Dacewicz – mówił po meczu szkoleniowiec Energi Pekpol Andrzej Dudziec. – To
była drużyna zawodowców, która puka do bram Plus Ligi. My się
staramy budować zespół, o którym
w przyszłości będzie można tak
powiedzieć.
W kolejnych meczach naszych
siatkarzy również czekały ciężkie starcia. Najpierw nasi siatkarze przegrali wyjazdowe starcie ze
Ślepskiem Suwałki 2:3, a już dwa
dni później musieli przed własną
publicznością rywalizować z Kęczaninem Kęty. Mimo, że podopieczni trenera Andrzeja Dudźca prowadzili już 2:0, to ostatecznie
przegrali 2:3 i zdobyli zaledwie jeden punkt. Co więcej w ligowej tabeli spadli na ósmą pozycję i do lidera Banimexu Będzin tracą już
siedem oczek. Po meczu trener
Energi Pekpol Andrzej Dudziec był
rozżalony całą sytuacją i terminarzem rozgrywek, jaki został ustalony.
– Dajcie mi dzień odpoczynku,
dajcie mi równe szanse, a potem
rozliczajcie z wyników – grzmiał
po meczu z Kęczaninem szkoleniowiec Energi Pekpol. – Rozegraliśmy pięć setów w Suwałkach
i przegraliśmy 2:3. Oni dzień wcześniej przegrali 0:3 z Cuprum Mundo Lubin i z pewnością po tym meczu nie byli tak zmęczeni. – Zagraliśmy bardzo słabo w obronie, nogi
odmawiały posłuszeństwa. Na takie granie co dwa dni nie jesteśmy
przygotowani. Ja się poddaję jako
trener i nie chcę tak grać. Chciałem
przełożyć ten mecz, ale rywale nie
chcieli i musieliśmy rozegrać mecz,
w tym terminie.
Po meczu z Kęczaninem pojawiły się zarzuty wobec trenera, że
nie dokonuje zmian, a mecz rozegrał jedynie podstawowym garniturem. Dlaczego?
– Artur Jacyszyn grał dobrze na
przyjęciu, środkowi również dobrze sobie radzili, a rozgrywającego zmienić nie mogłem – tłumaczył po meczu szkoleniowiec Energi Pekpol. – Kamil Obrębski w tym
momencie nie nadaje się do gry
i nie chcemy ryzykować jakimś
bardziej poważnym urazem. Przyjmujący Michał Przybylski nie mógł
wejść na plac gry, bo już przed meczem zgłosił, że ma kłopot z ręką,
której nie jest wstanie podnieść do
góry. Grzegorza Białka nie mogłem
wpuścić, bo to nie jego pozycja,
a poza tym grał w Suwałkach pięć
setów i musiał odpocząć.
Trener Andrzej Dudziec jasno
wskazał, że to urazy poszczególnych zawodników i brak możliwości rotacji w składzie powodują, że
nasi siatkarze przegrywają mecze.
– Gdybym miał drugiego rozgrywającego, to bym zrobił zmianę
chociaż na chwilę, żeby Grzegorz
Pietkiewicz mógł chwilę odpocząć.
– Ale nie mam takiej możliwości
i w kolejnych meczach pewnie też
mieć nie będę. Z każdym w tej lidze możemy wygrać, ale musimy
mieć pełną kadrę i wtedy możemy
walczyć.
Rywale mieli bardzo dobrego zawodnika na rozegraniu Jarosława
Macionczyka, którego spokój, opanowanie i dobre decyzje pozwoliły rywalom odmienić losy spotkania i odnieść zwycięstwo. Takich
możliwości nie miał trener Andrzej Dudziec, którego trzecia porażka przed własną publicznością
w hali im. Arkadiusza Gołasia bardzo boli.
– Nic więcej nie mogę, mógłbym
jeszcze sam wejść na boisko... ale
nie wiem po co – skwitował całą
sytuację trener biało-czerwonych.
Całą sytuację mocno przeżywają
siatkarze Energi Pekpol Ostrołęka,
którzy chcieliby odnosić kolejne
zwycięstwa, tak jak miało to miejsce na początku zeszłego sezonu.
– Jak się prowadzi 2:0 i nie wygrywa się 3:0, to potem przegrywa się 2:3. Niestety te przysłowie
miało zastosowanie także w naszym przypadku – mówi kapitan
Energi Pekpol Maciej Krzywiecki. – My też przed meczem głęboko wierzyliśmy w to, że można wygrać, że damy radę odnieść zwycię-
stwo. Jest to dla nas nauczka, to jest
nasza wina. W jednym ustawieniu
nie potrafili zrobić przejścia. Gratulacje dla zespołu z Kęt, a my musimy wziąć się za siebie i wygrać
wreszcie mecz. Jesteśmy źli na siebie za tę porażkę.
Kapitan biało-czerwonych nie
wie, dlaczego w pierwszych meczach sezonu drużyna nie prezentuje się tak, jak oczekiwaliby tego
kibice.
– Na pewno to nie jest nasza najlepsza gra i oczekujemy od siebie zdecydowanie więcej, dlatego jesteśmy bardzo rozczarowani
– podkreśla Maciej Krzywiecki. –
To był mecz na 3:0. Chłopacy z Kęty chyba nie do końca wierzyli, że
w tym meczu mogą coś ugrać. Musimy skupić się na kolejnych meczach. Z każdym zespołem możemy wygrać. Liga jest bardzo równa, w każdym meczu musimy być
skoncentrowani na sto procent
i niezależnie czy to Kęczanin, czy
to Cuprum Lubin, musimy walczyć
na maksimum sił i zaangażowania.
Po siedmiu kolejkach nasi siatkarze uplasowali się na ósmej pozycji,
tuż nad strefą spadkową. To z pewnością wynik, który nikogo w klubie nie satysfakcjonuje.
– Myślę, że wszyscy liczyliśmy
na lepszy wynik - podkreśla Maciej
Krzywiecki. – Terminarz był bardzo trudny, ale nie chcę się tłumaczyć. Na początku mieliśmy faworytów ligi z Lubina i Będzina, ale
z każdym zespołem o punkty nie
będzie łatwo. Przed meczem z Kęczaninem byliśmy zdecydowanym
faworytem, ale przegraliśmy i ciężko będzie nam iść w górę ligowej
tabeli. Na każdy zespół trzeba sie
sprężać, bo może być nieciekawie...
Jednym z zawodników, któremu
pracowitości nie można odmówić
jest Adrian Mihułka. Libero w naszej drużynie wystąpił w każdym
spotkaniu i bardzo przeżywa niepowodzenia zespołu.
– Dajemy z siebie maksa, ale nie
zawsze wychodzi tak, jakbyśmy tego chcieli – podkreśla Adrian Mihułka. – Walczymy w każdym meczu tak samo, niezależnie czy jest
to spotkanie ligowe, czy pucharowe. Chcemy zająć jak najwyższe
miejsce. Mamy w zespole drobne
urazy i lepiej, żeby część zawodników odpoczęła nawet kosztem
słabszego wyniku. Czasem tak jest,
że nie idzie, ale nie możemy się załamywać, bo jeszcze wszystko może się odmienić. Sezon jest bardzo
długi i forma może przyjść, możemy grać na zdecydowanie lepszym
poziomie.
Jak podkreśla libero biało-czerwonych ósme miejsce w ligowej
tabeli nikogo nie satysfakcjonuje,
dlatego wszyscy chcą, aby kolejne
wyniki były lepsze.
– Wszyscy byśmy chcieli, żeby
miejsce było lepsze – mówi Adrian Mihułka. – Na pewno miejsce
w czwórce najlepszych zespołów
jest w naszym zasięgu. Przyzwyczailiśmy kibiców do tego, że od
początku sezonu jesteśmy wysoko
w ligowej tabeli i każdy chciałby,
żeby w tym sezonie było podobnie.
Trzeba podejść do tego spokojnie,
przed nami jeszcze dużo spotkań
i możemy poprawić naszą pozycję. Myślę, że w całym rozrachunku skończymy ligę na zdecydowanie wyższej pozycji, niż miejsce na
którym obecnie się znajdujemy...
Dlaczego w tym momencie brakuje lepszych wyników? – Czasami brakuje postawienia kropki nad
„i”, decydują niuanse, brakuje nam
trochę szczęścia – uważa Adrian
Mihułka. – Zdarzają nam się przestoje, momenty w secie, kiedy tracimy 3-4 punkty i potem jest bardzo ciężko dogonić rywala, przez
co przegrywamy seta, a potem całe spotkanie. Nie ma łatwych meczów i w każdym trzeba będzie się
szarpać o ligowe punkty.
Trudno się dziwić kibicom, że
wyniki zespołu nie satysfakcjonują. W poprzednich sezonach biało-czerwoni byli czołowym zespołem I ligi, a teraz mimo mocnego
składu, musieli przełknąć sporą
gorycz porażki. Warto jednak zauważyć, że rozgrywki nabrały mocy i zespoły są zdecydowanie silniejsze. Mimo, że w zeszłym sezonie do Plus Ligi weszli Czarni Radom i BBTS Bielsko-Biała poziom I
ligi na tym mocno nie ucierpiał. Na
pierwszoligowych parkietach występuje coraz więcej obcokrajowców, byłych reprezentantów Polski i zawodników, którzy nie łapią
się w czołowych zespołach Plus Ligi. Rozgrywki I ligi są dla nich okazją, aby się wypromować. Naszym
siatkarzom z pewnością trzeba dać
szansę na odbudowanie i pokazanie ich umiejętności. Z pewnością
kibice w hali im. Arkadiusza Gołasia jeszcze niejednokrotnie będą się cieszyć ze zwycięstw białoczerwonych i ich świetnej postawy
na pierwszoligowych parkietach. ■
Tekst i fot. Arkadiusz Dobkowski
19
RO • poniedziałek 18.11.2013
Konkurs
Rozmaitości
Ostrołęckich
Pod lupą
Zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie
Rozmaitości Ostrołęckich "Pod lupą".
Nasza zabawa polega na wskazaniu trzech różnic w zamieszczonych obok
fotografiach.
Odpowiedzi należy przesłać do 27.11.13 na adres mailowy:
[email protected] w tytule wpisując hasło "pod lupą" oraz imię
i nazwisko, adres zamieszkania i nr kontaktowy bądź zaznaczyć różnicę na zdjęciach i przynieść osobiście do redakcji Rozmaitości na adres
ul. Hallera 13.
Wśród wszystkich Czytelników, którzy nadeślą prawidłowe odpowiedzi
wylosujemy podwójne zaproszenie do kina "Jantar".
Nagrodę wylosowała:
Anna Murach z Lelisa
316
Przedstawiamy kolejne wiersze naszych Czytelników. Jeżeli chcą Państwo pochwalić się
dotąd nigdzie niepublikowanymi utworami, prosimy o kontakt z redakcją lub przesłanie
ich na adres: [email protected]
WYZWANIE
Stoisz na mej drodze
i pytasz się czule,
czy Cię trochę obchodzę
i kiedyś przytulę?
Kusisz mnie swoim spojrzeniem,
co w oczy się rzuca
i niebywałym pragnieniem
rytm serca zakłóca.
Na samą myśl –spotkanieprzechodzą mnie ciarki,
czy Ty na pewno Kochanie
nie przebrałaś miarki?
W głowie sama pustka
co zrobić z tym fantem,
czy całować jej usta
i zostać amantem?
Puenta się panoszy
jak dorwą mnie żądze,
w tym lesie rozkoszy
na pewno zabłądzę.
Zenek Kozłowski
27.11.13
Grzegorz Roziecki z Kadzidła
20
Og³oszenia
sms
w Rozmaitoœciach
Ostro³êckich
– gazecie o najwiêkszym
nak³adzie w powiecie
– kosztuj¹ ju¿
od 3 z³otych netto
Wyœlij sms na jeden z numerów.
P³acisz tylko za tyle znaków
ile chcesz wykorzystaæ!
Jeœli chcesz zleciæ og³oszenie
drobne to wyœlij sms na jeden
z numerów:
nr tel. 73480 – Og³oszenia SMS
– za 3,69 z³ netto do 35 znaków
(1 linia)
nr tel. 75480 – Og³oszenia SMS
– za 6,15 z³ netto do 70 znaków
(2 linie)
nr tel. 79480 – Og³oszenia SMS
– za 11,07 z³ netto do 150 znaków
(4 linie)
nr tel. 91900 – Og³oszenie SMS
– za 23,37 z³ netto do 70 znaków
(2 linie, og³oszenie wyró¿nione)
Wpisz w telefonie komórkowym
SMS z treœci¹ og³oszenia.
Pamiêtaj o podaniu prefiksu
naszej gazety MPLR0 i numeru
rubryki, w której ma siê znaleŸæ
og³oszenie, np. 01, a dalej
Рpo spacji Рjego treϾ np.
sprzedam M3 w centrum miasta,
tel. 1234567.
Treœæ SMS powinna wygl¹daæ tak:
MPLR0.01 sprzedam M3
w centrum miasta. Tel. 1234567
Wyœlij SMS z treœci¹ og³oszenia
na jeden z trzech podanych
numerów.
Otrzymasz potwierdzenie
przyjêcia og³oszenia, które
sprawdzi czy jest ono zgodne
z zasadami okreœlonymi
w regulaminie przyjmowania
og³oszeñ.
Twoje og³oszenie znajdzie siê
w najbli¿szym wydaniu
Rozmaitoœci, jeœli wyœlesz sms
do wtorku 26.11.2013 r.,
do godz. 12.00.
Prefiksy z numerami rubryk:
nieruchomoœci MPLR0.01
budownictwo MPLR0.02
finanse MPLR0.03
gastronomia MPLR0.04
komisy, lombardy MPLR0.05
komunikaty MPLR0.06
komputery MPLR0.07
maszyny, urz¹dzenia MPLR0.08
matrymonialne MPLR0.09
meble MPLR0.10
motoryzacja MPLR0.11
naprawa, serwis MPLR0.12
nauka MPLR0.13
agd/rtv MPLR0.14
ogrodnictwo MPLR0.15
poligrafia/reklama MPLR0.16
praca MPLR0.17
rozrywka MPLR0.20
ró¿ne MPLR0.21
transport MPLR0.22
turystyka MPLR0.23
ubezpieczenia MPLR0.24
uroczystoœci MPLR0.25
uroda MPLR0.26
weterynaria MPLR0.27
zabawki MPLR0.28
zdrowie MPLR0.29
zguby MPLR0.30
RO • poniedziałek 18.11.2013
OGŁOSZENIA drobne
UWAGA! Wszelkie reklamacje są przyjmowane w ciągu 14 dni od ukazania się numeru wyłącznie w siedzibie redakcji.Adres: Ostrołęka, ul. Hallera 13, tel. 029 760 91 92
Do wynajęcia mieszkanie 50 m2
Autoholowanie tel. 603 125 886.
Sprzedam dom 280 m2 w Ostrołęce,
w bloku w centrum Ostrowi
Przyczepy kempingowe doskonała lokalizacja, Śródmieście,
PRACA – dam
o wysokim standardzie i kawalerka
wypożyczalnia. Tel. 29 764 96 10,
zielony zakątek, stan surowy.
22 m2 po remoncie oraz wynajmę lub
603 125 886.
Tel. 693 866 200
Zatrudnię kierowcę C + E
sprzedam mieszkanie 62 m2 na
z doświadczeniem minimum rok na
Piętro domu z oddzielnym wejściem,
ul. Lipowej. Tel. 884 100 496.
trasie Niemcy-PL-Rosja.
działka 3 ary + garaż, śródmieście,
Ostrołęcka Spółdzielnia
MOTORYZACJA – kupię
Tel. 600 946 391.
dobra lokalizacja. Tel. 530 909 409.
Mieszkaniowa w Ostrołęce ul. Hallera
Sprzedam dom z meblami,
Diagnostę na OSKP. Tel. 602 301 498.
13 wynajmie lokal użytkowy o pow. 50
Kupię każde AUTO. Stan techniczny
z ogrodem w Ostrołęce.
Zatrudnię murarza. Tel. 698 626 478.
m2 dostosowany do produkcji
bez znaczenia. Starsze i nowsze.
Szukam opiekunki do 7 miesięcznego Tel. 666 717 241.
spożywczo-gastronomicznej. W/w
Przyjazd i odbiór własnym transportem.
dziecka. Praca od 9.00 do 17.00, okolice
Sprzedam działki budowlane,
lokal znajduje się w Ostrołęce przy
Gotówka i umowa od ręki.
Rzekunia i Troszyna. Tel. 790-468-600,
12-arowe, obrzeża Ostrołęki, wszystkie
ulicy Targowej 41. W sprawie wynajmu Tel. 533 730 695
proszę o kontakt po 18.00
media, tel. 535 405 105
prosimy dzwonić na numer telefonu
Sprzedam ziemię żwirową 2 ha
Zatrudnię kierowcę C+E wschód29 760 42 46 wew. 80, w każdy dzień
z koncesją gm. Szumowo
zachód. Tel. 663 223 306.
roboczy, w godz. 7.00 - 15.00.
TRANSPORT
woj. podlaskie. Tel. 662 577 476.
Instytut Szkoleń i Analiz
Pokój do wynajęcia. Tel. 517 732 109.
Gospodarczych SA zatrudni pracownika
Sprzedam dom 100 m2 w Ostrowi,
Busy 9-cio osobowe. Wynajemdo prowadzenia pełnej księgowości w
wszystkie media 18 arów.
przewozy po kraju i do Niemiec pod
spółce zgodnie z przepisami ustawy o
Tel. 662 188 273.
adres. Tel. 693 369 159.
BUDOWNICTWO
rachunkowości. Wymagania znajomość
Sprzedam wyposażenie lokalu
Transport - bus. Tel. 503 499 176.
programów finansowo-księgowych,
gastronomicznego, Ostrów.
Promocja-kupując okna rolety gratis.
Usługi transportowe, ziemia,
znajomość zagadnień płacowo
Tel. 602 253 045.
Tel. 668 502 456.
drewno, piasek itp. Tel. 608 615 268.
ubezpieczeniowych. Mile widziana
Sprzedam atrakcyjną działkę
Kominki, glazura, terakota,
Wyjazdy Polska Niemcy Holandia.
umiejętność organizacji pracy,
budowlaną w okolicach Ostrowi.
wykończenia wnętrz. Tel. 696 437 286.
Tel. 506 076 147.
rzetelność. CV wraz z listem
Tel. 692 787 133.
Kuźnia – Pracownia kowalstwa
motywacyjnym proszę kierować na
Sprzedam budynek mieszkalnoartystycznego Steel-Art,
adres [email protected], kon. tel.
usługowo-handlowy w O-ce.
Tel. 506 187 560.
KOMPUTERY
531 279 502 lub 29 765 09 99 od godz.
Tel. 502 541 486.
Kowal – kute balustrady schodowe,
08:00 do 16:00.
Sprzedam mieszkanie 45,5 m2.
balkonowe, bramy wjazdowe, kominki,
Internet bezprzewodowy, korzystne
Tel. 662 945 479
ceny dla firm. Tel. 516 224 222.
Sprzedam działkę zagospodarowaną, elementy dekoracyjne.
Tel. 506 187 560.
Pogotowie komputerowe.
wszystkie media 17 arów.
PRACA – szukam
Tel. 665 966 096.
Elektryk. Tel. 503 163 260.
Tel. 512 146 799.
Czarnoziem, piach, ziemia, żwir,
„OS – INT” s.c., ul. Gomulickiego 6.
Sprzedam mieszkanie w nowym
Podejmę się opieki nad starszą osobą.
transport. Tel. 29 761 30 07.
Tel. 29 760 96 66, fax 29 760 96 65,
budownictwie, ul. H. Sawickiej
Posiadam doświadczenie i pełne
serwis 29 760 96 67, komputery
Świadectwa energetyczne.
w Ostrołęce 52 m2 IV piętro.
kwalifikacje. Tel. 515 719 555.
i akcesoria renomowanych firm,
Tel. 503 163 260.
Tel. 605 565 438, 667 990 727.
Posprzątam dom, mieszkanie, umyję
najtańsze drukarki HP, mat eksploat.
Tynki gipsowe, cementowookna, uprasuję - doświadczenie.
Mieszkanie 3-pok. 57,8 m2, IV p. z IV,
wapienne. Tel. 511 529 965.
„NET – PLANET” Ostrołęka,
Tel. 728 245 634.
ul. Goworowska, Ostrołęka.
ul. Gomulickiego 22, Tel. 609 504 307.
Cekol, malowanie, fachowo.
Tel. 694 106 874.
Posprzątam dom, mieszkanie.
e-mail: [email protected]
Tel. 698 951 851.
Tel. 797 235 319.
Sprzedam ziemię z zabudowaniami
Odkurzacze centralne.
we wsi Żmijewo-Zagroby,
Tel. 503 163 260
gm. Troszyn. Tel. 660 212 506.
Badanie kamerą termowizyjną domu/
Sprzedam mieszkanie 28 m2.
NAUKA
mieszkania. Tel. 884 837 088.
FINANSE
Tel. 883 314 378.
Wykończenia wnętrz.
Sprzedam działkę 13 arów, uzbrojona
Język niemiecki - doświadczona
Tel. 729 673 875.
Kredyty - oferta wielu banków.
w Olszewo-Borkach, w zacisznym
nauczycielka pomoże w nauce
Tel. 29 764 63 82.
Remonty i wykończenia.
miejscu - okazyjna cena.
- 30 zł/60 min. Tłumaczenia zwykłe,
Tel. 782 593 549.
Windykacja długów. Tel. 504 257 386.
Tel. 515 719 555.
pomoc w pisaniu prac.
Atrakcyjne kredyty hipoteczne
Tel. 509 057 990.
Sprzedam mieszkanie własnościowe
na zakup mieszkania, domu, działki,
Nauka gry na gitarze zajęcia 60 minut 38 m, 1 piętro. Tel. 602 406 955.
oferta wielu banków. Tel. 504 257 386.
i nauka czytania nut Tel. 663 928 818.
Działka budowlana 0,9797 ha,
MATRYMONIALNE
Chwilówka na dowód.
Grabownica Stara. Tel. 22-215-10-82.
Korepetycje z matematyki.
Tel. 504 257 386.
Tel. 606 170 099.
Sprzedam mieszkanie 69 m2,
Pan 50 l. pozna panie z Ostrołęki.
Windykacja- odzyskam Twoje
ul. Sawickiej, gotowe do zamieszkania,
Studentka filologii polskiej napisze
Tel. 600 175 225.
pieniądze skutecznie! Tel. 668 195 439.
nie wymaga wkładu finansowego,
pracę maturalną. Tel. 667 720 111.
Fajny 34-latek pozna dziewczynę.
KREDYT HIPOTECZNY
doskonała lokalizacja. Cena - 3900 zł/m2.
SMS: 608 526 149.
Z GWARANCJĄ NISKIEJ RATY!
Tel. 600 069 952.
Poznam Panią do 55 lat - puszystą też. Długi okres kredytowania, minimum
Sprzedam działkę 10 arów w Łęgu
NIERUCHOMOŚCI
formalności. Akceptacja wszystkich
Tel. 513 514 705.
Przedmiejskim, wszystkie media. Cena
źródeł dochodowych - nawet z
- 49 000 zł. Tel. 606 922 540.
Administrowanie nieruchomości:
zagranicy! Oferty wielu banków.
wspólnot, spółdzielni i innych.
Sprzedam działkę 1200 m2, ul.
Ostrołęka, ul. Kilińskiego 29, II p. (nad
MEBLE
Tel. 510 370 041. www.zador.pl.
Spokojna. Tel. 502 123 029.
salonem Orange). Tel. 29 764 26 00,
Działki w Dzbeninie. Tel. 604 115 987.
Świadectwa energetyczne, audyty.
kom. 609 504 502
MEBLE DESIGN producent mebli na
Tel. 510 370 041, www.zador.pl.
Sprzedam mieszkanie 73 m z pustaka.
wymiar. Tel. 881 280 586.
Wiele banków w jednym miejscu.
Wysoki parter. Goworowska 30.
Świadectwa energetyczne.
Kredyty gotówkowe i konsolidacyjne.
Tel. 606 789 883.
Pomiary elektryczne. Tel. 509 961 824.
Ostrów Mazowiecka ul. 3 go Maja 15.
Sprzedam mieszkanie 54,3
Mieszkanie dla samotnej kobiety Tel. 694 485 989, Ostrołęka ul. Kopernika
Gorbatowa 12. Tel. 606 895 112.
bezpłatne. Tel. 29 761 45 36.
6. Tel. 784 989 943.
MOTORYZACJA – sprzedam
Kancelaria Doradztwa Prawnego
Agnieszka Żbikowska ul. Kilińskiego 29
Sprzedam Seata Toledo rok 1994,
porady prawne, pisma procesowe,
NIERUCHOMOŚCI – kupię
w gazie, sprowadzony, cena 1300 zł.
AGD / RTV
reprezentacja w sądzie, pomoc prawna
Tel. 507 677 383.
w każdej sprawie. Zapisy tel. 667 797
Kupię działkę w Dzbeninie,
Peugeot 407, I wł. Tel. 602 106 776.
Sprzedam pralko-suszarkę Ariston,
123.
tel. 693 113 060
do zabudowy, w bardzo dobrym
Sprzedam Opel Astra 1,6 benzyna +
Kupię gospodarstwo lub dom pod
stanie. Tel. 600 836 313.
gaz, 94 r. Tanio. Tel. 660 147 385.
Ostrołęką. W rozliczeniu mieszkanie
Volkswagen Transporter, 1.9, D, 1996,
Naprawa pralki, lodówki, piece
po remoncie, I piętro 60 m2.
NIERUCHOMOŚCI – sprzedam
3-osobowy. Tel. 600 601 711.
gazowe, elektryka. Tel. 695 497 748.
Tel. 693 113 060.
Renault Twingo 1997, benzyna, złoty,
Złom AGD, RTV odbiór.
Kupię gospodarstwo rolne. Możliwa
Sprzedam piękną działkę
2400 do negocjacji. Tel. 609 522 196.
Tel. 503 499 176
zamiana na mieszkanie po remoncie
w Białobrzegu Dalszym,
Sprzedam Golf II, 1990, 2000 zł., gaz,
1 piętro. Tel. 693 113 060.
tel. 693 113 060
hak, dzwonić po 17. Tel. 692 970 735.
Sprzedam działkę budowlaną 2100 m2
Astra Bertone 2003. Tel. 793 607 677.
RÓŻNE
na podborzu. Wszystkie media.
Skoda Octavia 2003 r., 1,9 TDI, 110 KM.
Tel. 884 100 496.
Tel. 506 950 173.
Sprzedam maszyny do szycia
NIERUCHOMOŚCI – wynajem
Sprzedam działkę budowlaną 1800 m,
z gwarancją, tel. 606 924 053
Tanio Ford Courier 2000 r.
okolice Tłuszcza.
Tel. 697 057 791.
Oddam 2 suczki kundel.
Tel. 664 744 051.
Do wynajęcia kawalerka w centrum
Tel. 509 564 706.
Ostrowi. Tel. 884 100 496.
Sprzedam mieszkanie 53 m2, Ostrów,
Sprzedam szafę 3-drzwiową,
2 piętro. Tel. 602 605 028.
Wynajmę lub zamienię mieszkanie na
sosnową, w bardzo dobrym stanie.
MOTORYZACJA – różne
mniejsze do 50 m2. Tel. 884 100 496.
Sprzedam las żwirowy z koncesją.
Tel. 516 139 874.
Tel. 510 539 985.
Wynajmę albo sprzedam pawilon
Awaryjne otwieranie drzwi
Zdecydowanie kupię używaną
handlowy z wyposażeniem sklepu
Dom drewniany- Ostrów Centrum.
(mieszkania oraz samochody)
krajzegę. Tel. 881 056 688.
spożywczego. Tel. 29 769 06 43.
Tel. 602 518 898.
Sprzedam młode na ubój króliki,
Do wynajęcia kawalerka umeblowana. RYGIELEK – tel.: 29 767 40 75,
Sprzedam działki budowlane,
503 010 174.
kaczki, gęsi. Tel. 881 056 688.
Płatne z góry. Tel. 504 858 182.
Rzekuń tel. 600 993 715
21
RO • poniedziałek 18.11.2013
Gęsi sprzedam, 4-miesięczne, 60 zł./
szt. Ok. Ostrowi. Możliwość uboju.
Tel. 797 194 635.
Sprzedam kosiarkę ogrodową.
Tel. 664 216 881.
ROLNICTWO
SPRZEDAM SIANOKISZONKI,
KOMBAJN ZIEMNIACZANY - ANNA,
TEL. 29 767 17 30, 721 596 066
Sprzedam 2 krowy, jałówkę,
wysokocielne. Tel. 608 635 751
MASZYNY/URZĄDZENIA
Tokarka pociągowa TSS-150,
uniwersalna. Tel. 29 746 28 75.
Sprzedam kombajn zbożowy bizon
79 r., cena do uzgodnienia.
Tel. 668 407 316.
UBEZPIECZENIA
Ubezpieczenia komunikacyjne
OC i AC promocje. Tel. 29 764 63 82.
Autoryzowany Agent
Ubezpieczeniowy Antoni Krupka,
4-krotny zwycięzca konkursu na
najlepszego agenta Warty w kraju.
Ostrołęka ul. Papiernicza 7/8.
Tel. 29 766 60 31, 502 054 120, ubezp.
OC, AC, NW, majątkowe, mieszkania,
domy jednorodzinne, 15 firm ubezp.
do wyboru. Możliwość uzyskania
największych promocji.
UROCZYSTOŚCI
Zawiozę do ślubu Peugeot 508.
Tel. 608 341 184.
Auta do ślubu. Tel. 606 249 729.
Foto Expres „Kupiec”,
ul. Kopernika 7 lokal 10 zaprasza
na zdjęcia do dokumentów.
Najtaniej w mieście!!!
DJ - Tel. 604 219 103.
Fotografia ślubna. Tel. 506 950 173.
Fotografia okolicznościowa, tanio.
Tel. 501 157 482.
Fotografia ślubna, studniówki i inne,
FOTOKAMGRAPHY. Tel. 517 756 601.
Barman na wesele. Tel. 886 491 225
Przygotuję catering tanio.
Tel. 605 888 203
GASTRONOMIA
SMAKOSZ zaprasza na zestawy
obiadowe – każdy TYLKO 10 zł!!
Dowóz do klienta – catering dla osób
indywidualnych i firm, wynajem sali na
imprezy okolicznościowe. Benzol,
ul. Graniczna 7, codziennie 11.00-19.00,
tel. 516 729 716
ogrodnictwo
Meble ogrodowe, altany, huśtawki,
sztachety itp. Tel. 608 615 268.
Zakładanie Ogrodów.
Tel. 793 100 422.
POLIGRAFIA, REKLAMA
Druk zaproszeń, ulotek, wizytówek,
folderów, plakatów, projekty graficzne
i wiele innych. www.informedia.pl,
Ostrołęka, ul. Hallera 13.
Tel. 29 760 91 92
WETERYNARIA
Gabinet weterynaryjny.
lek. wet. Jacek Antoszewski:
Tel. 606 609 095. lek. wet. Joanna
Komuda - Pruszko: Tel. 606 450 212.
ul. Goworowska 5. Tel. 29 764 21 77.
Codziennie 9 - 19, sobota 9-14.
www.kameleon-wet.pl
URODA
Przedłużanie paznokci.
Zapraszam. Tel. 788 919 657.
Sprzedam suknię ślubną.
Tel. 608 532 335.
Biuro reklam i ogłoszeń
Reklama:
[email protected], tel. 693 113 065
[email protected], tel. 609 044 998
Ogłoszenia drobne: [email protected]
ul. Hallera 13, Ostrołęka, tel. 29 760 91 92
ZDROWIE
Badania psychologiczne kierowców,
psycholog transportu Andrzej
Zalewski, Modus, ul. Kościuszki 18,
Ostrołęka. Tel. 662 007 521.
Psycholog A. Demska – badania
kierowców, na broń, porady, O-ka,
ul. Cicha 10. Tel. 603 251 801.
Gabinet stomatologiczny Remigiusz
Makowiecki, ul. Kurpiowska 5.
Tel.: 29 760 81 32, 29 764 29 72,
kom. 600 815 380.
Medycyna naturalna - różne
dolegliwości, biomasaż, dojazd.
Tel. 603 291 770.
Masaż - różne rodzaje, rehabilitacja,
zabiegi fizykalne, wizyty domowe.
Tel. 603 291 770
Alkoholizm - leczenie, odtruwanie detoks, esperal. Profesjonalnie.
www.deto24.pl. Tel. 606 501 591.
Masaże/rehabilitacja/wizyty
domowe. Tel. 518 441 108.
Logopeda. Terapia dzieci i dorosłych.
Tel. 661 053 763.
22
RO • poniedziałek 18.11.2013
Thor: Mroczny świat 3D
Film
19.11-21.11, godz. 16.00 i 18.15, 22.11, godz. 16.00, 24.11, godz. 16.00
USA , Reż.: Alan Taylor akcja/s-f/przygodowy.
Kontynuacja przygód Thora, który nadal niestrudzenie walczy o ocalenie Ziemi oraz pozostałych Ośmiu Królestw, przed nieznanym i tajemniczym wrogiem. Główny bohater podejmuje próby zaprowadzenia porządku we Wszechświecie. Starożytna rasa dowodzona przez Malekitha jest jednak nadal silna
i planuje kosmos zepchnąć w ciemność. Stając do walki z wrogiem, którego
nie może pokonać nawet Asgard pod wodzą Odyna, Thor musi udać się na niebezpieczną wyprawę i poświęcić wszystko, by ratować nas wszystkich.
Aktor odnaleziony:
Marian Dziędziel (DKF)
Piąta pora roku (DKF)
25.11, godz. 18.00
Polska, Reż: Marta Węgiel, biograficzny
Marian Dziędziel – aktor filmowy i teatralny. Zadebiutował w „Stawce większej niż życie”. Potem występował w filmach śląskich Kazimierza Kutza i jego spektaklach teatralnych. Zaistniał też w znanych krakowskich kabaretach, m.in. w Piwnicy
pod Baranami. W świadomości wielu widzów bohater dokumentu narodził się aktorsko w kreacji Wiesława Wojnara, bogatego ogrodnika z podkarpackiej wsi, z „Wesela” Wojciecha Smarzowskiego. Potem zaistniał jako Dziabas w „Domu złym”, Adam Kościejny w „Winie truskawkowym”
Dariusza Jabłońskiego. Dokument opowiada o jego życiu i wielkich życiowych rolach, a jego ilustrację stanowią fragmenty filmów. Po filmie
organizatorzy zapraszają na spotkanie z aktorem oraz reżyserką filmu Martą Węgiel.
BYĆ KOPTEM
(Klub Kina Niezależnego)
18 XI 2013, godz. 19
Polska, realizacja: Maciej Grabysa, Michał
Król, film dokumentalny
Jest to pierwszy odcinek cyklu dokumentalnego pt. „Prześladowani, zapomniani...”, który będzie opowiadał o dramatycznych losach
Chrześcijan na całym świecie, między innymi
w Nigerii i Syrii. Film ukazuje dramatyczną sytuację Koptów w Egipcie po rewolucji w 2011
roku, gdzie dochodzi do bezprecedensowych
prześladowań chrześcijan przy milczeniu międzynarodowej opinii publicznej. Wstęp wolny.
Rysiek Lwie Serce
22.11, godz. 14.00, 24.11, godz. 14.00,
26.11, godz. 16.30, 27.11-28.11, godz. 16.00
Hiszpania, reż. Manuel Sicilia, animowany
Rysiek od dziecka pragnie być rycerzem, ale
25.11, godz. 19.00
Polska, reż. Jerzy Domaradzki, dramat.
Witek (Marian Dziędziel) to owdowiały kierowca,
który przejechał w życiu tysiące kilometrów, ale nie
ujrzał jeszcze nic poza rodzinnym Śląskiem. Barbara (Ewa Wiśniewska), emerytowana nauczycielka muzyki, nie może pozbierać się po utracie bliskiej osoby – znanego malarza, z którym spędziła najpiękniejsze lata swojego życia. Pragnąc spełnić ostatnie życzenie partnera i rozsypać jego prochy nad morzem, w miejscu ich pierwszego spotkania, kobieta zwraca się o pomoc do Witka. W trakcie obfitującej
w zaskakujące odkrycia podróży na drugi koniec Polski, dwie zagubione
dusze połączy przyjaźń, która pozwoli przezwyciężyć najgłębsze różnice.
w jego królestwie męstwo i honor zostały zastąpione przez bezduszne prawo, na którego
straży stoi ojciec chłopca – doradca królowej.
Rysiek też ma zostać prawnikiem, ale w dniu
swego wyjazdu do prawniczej szkoły, ucieka
z domu i wyrusza na pełną niezwykłych przygód wyprawę w poszukiwaniu tajemniczego
zamku, magicznego miecza i źródła odwagi
niezbędnej, by stać się rycerzem.
Igrzyska śmierci:
W pierścieniu ognia 3D
22.11, godz. 18.00 i 20.30, 23.11, godz. 20.00,
24.11, godz. 18.00 i 20.30, 26.11, godz. 18.30
i 21.00, 27. 11 – 30.11, godz. 18.00 i 20.30
USA, reż.Francis Lawrence, dramat/sci-fi
Katniss Everdeen i Peeta Mellark powracają
do Dystryktu 12 po zwycięstwie w Igrzyskach
Śmierci. Ich relacje są jednak bardzo chłodne, pomimo wspólnie zdobytej sławy i splen-
dorów. Jako laureaci igrzysk są zmuszeni do
wspólnej trasy po Panemie. Dodatkowo muszą
udawać, że są w sobie bardzo zakochani.
Z miłości do...
29.11-30.11, godz. 16.00
Wielka Brytania, Reż.: P. Williams , komedia
Para głównych bohaterów, Marion i Arthur, to
starsze małżeństwo, mieszkające w obskurnym blokowisku w Newcastle. Marion uczęszcza na próby chóru emerytów, prowadzone
przez młodą nauczycielkę śpiewu, Elisabeth
w osiedlowej świetlicy. Arthur dowozi tylko swoją schorowaną żonę, na wózku inwalidzkim raz w tygodniu na próby, samemu nie
wchodząc nawet na salę. Marion chce wystartować w konkursie śpeiwaków. Artur uważa
to wszystko za kompletną bzdurę, wyczerpującą niepotrzebnie jej energię i resztki sił witalnych...
Koncert Zakopower
Kultura
27 listopada, godz. 19.00, Hala Widowiskowo-Sportowa im.A.Gołasia.
Bilety do nabycia w cenie 45 złotych, w dniu koncertu -55 złotych.
honorowy przyjaciel akcji
Pies Szczeka o kresach
20 listopada, godz. 13.15, sala OCK,
bilet: 5 złotych.
Tym razem o kresach opowie nam zespół Pies
Szczeka. W programie koncertu znajdą się
m.in. polskie pieśni religijne śpiewane z towarzyszeniem liry korbowej, żydowskie niguny czyli pieśni transowe, jak również litewskie sutartines - najstarsze znane pieśni żniwne. Sceną dla tego bogatego kulturowo spektaklu będzie niewielkie polskie miasteczko
z kończ XIX stulecia.
Nastroje we Dwoje
23 listopada, godz. 17.00,
sala widowiskowa OCK,
bilet: 25 złotych do nabycia
od 13 października od godz. 15.00
Kolejny koncert w tym cyklu. Wystąpi Janusz
Yanina Iwański ze swoim nowym projektem
inspirowanym twórczością grupy The Beatles.
Towarzyszyć mu będą gitarzysta Dariusz Bafeltowski i perkusista Przemysław Pacan.
Na koncercie będzie można usłyszeć największe przeboje legendarnej grupy z Liverpoolu,
Jeszcze u nas nie grali, ale ostrołęcka publiczność z pewnością zna ich piosenki, choćby takie „Boso”, „Galop” czy covery „W dzikie wino zaplątani”
i „Obława”. ZAKOPOWER to obecnie najbardziej znany w Polsce zespół,
który z powodzeniem połączył muzykę Podhala z nowoczesnymi brzmieniami, oraz rockową estetyką. Zakopower zadebiutował płytą Music Hal
wydaną w 2005 roku. Od tamtej pory nie znika z list przebojów. Ich najnowszy album „Boso” osiągnął status podwójnej platyny.
jak choćby „Michelle”, czy „Come Together”,
ale także kompozycje Krzysztofa Klenczona
oraz autorskie piosenki. Janusz Yanina Iwański to ceniony gitarzysta, kompozytor, producent i autor tekstów. W ostatnich latach znany szerokiej publiczności przede wszystkim ze
współpracy z zespołem Maanam, a także ze
wcześniejszych dokonań duetu Soyka Yanina, z którym ma na koncie ponad 1500 koncertów. Jego dyskografia obejmuje ponad 30
płyt nagranych z różnymi artystami, a fani
jazzu znają go ze współpracy m. in. z Tomaszem Stańko.
i opowieści o psotnej Małpie, która postanowiła wziąć kąpiel. Zarówno dla Małpy, jak i dla
dwójki niezgodnych sąsiadów przygody zakończyły się to potopem. Ale co było potem?
I co by było gdyby to właśnie przez wybryki
Małpki przez dom zamieszkiwany przez spokojnego Pawła i rozbrykanego Gawła przeszła
powódź? Ktoś to musi przecież posprzątać…
Tak więc cała trójka, mimo wzajemnych niechęci, wspomagana przez właścicielkę owego
domu, zakasuje rękawy i wspólnie zabiera się
do pracy, którą jednak ciężko będzie nazwać
zwyczajnym sprzątaniem…
Godziny dla rodziny
Oświadczyny
24 listopada, godz. 12.00,
sala widowiskowa OCK,
bilety: 5 zł dziecko, 10 zł osoba dorosła
sprzedaż biletów od 15 X od godz. 15
W ramach projektu odbędzie się spektakl
„W to mi graj” , którego głównym elementem
są bajki Fredry, Mickiewicza i Słowackiego
w wersji muzycznej. Przedstawienie skupia
się na fabule wiersza „Paweł i Gaweł w jednym stali domu…” Aleksandra Fredry, jak
29 listopada, godz. 18.00, Klub Oczko,
wstęp wolny
Zapraszamy na kolejną premierę Ostrołęckiej
Sceny Autorskiej. Tym razem młodzi aktorzy
wystąpią w pełnej humoru jednoaktówce wg
Antoniego Czechowa pt. „Oświadczyny”. Występują: Julia Małkowska, Alicja Mirowska,
Jakub Mikulak. Reżyseria: Wojtek Kraszewski.
Scenografia: Marek Suski.
Paweł Trzemkowski
Co, gdzie, kiedy
Poleca i ostrzega
Paweł
Trzemkowski
Dziennikarz,
historyk literatury,
amator kina.
Kiedy w kulturze posucha, nuda i banialuki, zawsze można liczyć na Dyskusyjny Klub Filmowy „Rejs”. Już 25 listopada br.
od godz. 18.00 odbędzie się wieczór z Marianem Dziędzielem,
wybitnym polskim aktorem teatralnym i filmowym, który do
Ostrołęki zawita we własnej osobie. Widzowie zobaczą najpierw
film dokumentalny o artyście, zatytułowany „Aktor odnaleziony. Marian Dziędziel”, a następnie o 19.00 dramat z Dziędzielem
w roli głównej – „Piąta pora roku”, opowiadający o zupełnie
niedopasowanej parze, która postanawia wyruszyć w podróż na
drugi koniec Polski, ale tak naprawdę udają się w wędrówkę
w głąb siebie, przezwyciężając
wszystkie dzielące ich różnice. Jak
zawsze polecam zapaleńcom kina
życzliwą pamięć o spotkaniu DKF
-u. Naprawdę warto!
Dzieje się też – niestety – w lokalnych kręgach muzycznych.
W sieci pojawił się kolejny utwór
ostrołęczan: BoberoUno i Dufsona. Raperzy w niewyszukanych
słowach opowiadają o tym, co
wiedzą, a to opowieść z krainy
okrutnej i nieludzkiej. Wspiera ich
inny „artysta” sceny o nicku Kurap, który tak ocenia styl prezentowanego materiału muzycznego:
„To istna mieszanka muzyczna.
Na początek brudny nowojorski
styl z lat 90-tych prosto z Polski”.
Moja nauczycielka chemii zwykła
mawiać, że jak nie umiesz, to nie
mieszaj, bo spowodujesz wybuch.
Dopiero dziś doceniam te słowa.
Wspominany już Kurap pracuje
także w pojedynkę – ma zamiar
wydać na świat debiutancki album „Chwile w miejscu i czasie”.
To może być bomba!
Do końca miesiąca można oglądać w Galerii Ostrołęka wystawę „Po drugiej stronie cienia”.
Prezentowane są na niej prace
doktorów i doktorantów z różnych uczelni artystycznych, „którzy potraktowali temat jako wyzwanie do tego, by stanąć twarzą w twarz z cieniem, będącym
ukrytym, nieświadomym aspektem osobowości każdego z nas”.
Z dobrze poinformowanego źródła wiem, że jednym z ciekawszych dzieł jest praca gałganiarska. Choćby dla niej warto wybrać
się do Galerii. ■
Będą rapować
dla dzieci
Już w Mikołajki w klubie „U
studenta” przy ulicy Korczaka
71, odbędzie się koncert charytatywny. Skład artystyczny będzie dość ciekawy. Wystąpią: Dj
RX (znany między innymi ze
współpracy z takimi raperami
jak Onar, Tede, czy nowym Płomieniem 81), Parzel ( znany z albumu, który nagrał z zespołem
SSDI „Koneksje miejskie”), Diox
(znany jest przede wszystkim
z wieloletnich występów w zespole hip-hopowym HiFi Banda), Z.B.U.K.U (znany z albumu
„Że życie ma sens”) oraz Walduś
( znany z albumu „Podnieś się”).
Będzie to niewątpliwa gratka dla
wielbicieli sceny hip hopowej, ale
zapraszamy wszystkich, gdyż cel
jest szczytny.
Policja - 997
Straż Pożarna - 998
Pogotowie ratunkowe - 999 |
Pogotowie wodno-kanalizacyjne - 994
Pogotowie energetyczne - 991
Pogotowie gazowe - 992
Pogotowie cieplne - 993
Koncert
Organizatorem koncertu jest
Tomasz Lucia, który wspiera także akcję „Pomagamy Mikołajowi”.
Specjalne podziękowania należą się także sponsorom, czyli: Ostrołęckiemu serwisowi opinii rozmaitosci.com, klubowi „U
studenta” oraz Fundacji Drabina
Rozwoju.
Początek imprezy o godzinie
20.00. Cena biletu - 30 złotych, do
nabycia w klubie „U studenta”.
Dochód ze sprzedaży przeznaczony będzie dla dzieci z ostrołęckiego domu dziecka.
Przybywajcie tłumnie!
honorowy patronat akcji
Ważne telefony
Urząd Miasta - (29) 764 68 11
Straż Miejska - (29) 764 22 43
Telefon zaufania - (29) 764 83 43
(poniedziałek i piątek w godz. 18.00 - 20.00)
23
RO • poniedziałek 18.11.2013
W wesołym PeGeErze (233)
Niektórzy twierdzą, że Lenin nie jest żywy. Są i tacy, którzy uważają, że nie ma już PeGeErów.
O święta naiwności! PeGeEry są i mają się świetnie. Tylko, że – tak jak krasnoludków –
często ich nie zauważamy. Redakcja przybliży Czytelnikom życie jednego z nich. Podobieństwo
do znanych osób, miejsc i faktów jest zamierzone i zupełnie nieprzypadkowe.
A jak mu mówiłem: „Jak nie włożysz krawata, to ci będzie kołnierzyk wylatał” to się śmiał!
serwis
604 239 332
www.sat-instal.pl
rozmaitosci.com
Serce Ślicznej Pani Joasi zabiło
mocniej, kiedy usłyszała pukanie do
drzwi. Znała doskonale ten dźwięk
– najpierw zgrzyt wyciąganej z pochwy szabli, potem metaliczne stukanie tejże o drzwi. Pani Joasia już
chciała krzyknąć „proszę”. Ale nie
krzyknęła. Czy to dlatego, że wzruszenie ścisnęło jej gardło, czy też
może z tego powodu, że nie mogła
zdecydować się czy nadać swojemu
głosowi ton przymilnie lubieżny
czy też raczej skrywanie nieśmiały. Nieważne. W każdym razie ktoś
po drugiej stronie drzwi, nie doczekawszy się „proszę”, nacisnął klamkę.
– Cześć – rzucił nieco nonszalancko, zupełnie nie w tonie i stylu, który pasowałby do pięknego munduru, który Aruś Diabelski miał na sobie.
– Cześć – odpowiedziała automatycznie Pani Joasia, zaskoczona takim pospolitym powitaniem.
Aruś chyba zorientował się o co
chodzi, bo zaczął się usprawiedliwiać.
– Przepraszam, że ja tak obcesowo, wybacz proszę – zaczął wsuwając jednocześnie szablę do pochwy.
A trzeba wiedzieć, że Pani Joasia już
tak, nie wiedząc czemu, miała, że
jak tylko Aruś wsuwał szablę do pochwy, pod nią miękły kolana. Zmiękły i tym razem, osunęła się więc na
krzesło. I dalszego wyjaśnienia Jasia wysłuchała w pozycji półleżącej.
– Spieszę się jednak bardzo, bo jak
zapewne wiesz, święto za pasem i
będę paradował w tym oto pięknym
mundurze to tu, to tam.
– Wiem – jęknęła tylko Ślicz-
na Pani Josia. Może by i wyjęczała
coś więcej, ale w tym właśnie momencie drzwi znów otworzyły się
i stanął w nich przewodniczący rady starszych. Przekroczył próg gabinetu w dobrym humorze, co znać
po gasnącym właśnie na jego licach
uśmiechu.
Tajemnica tego uśmiechu musi
na razie pozostać nieodkryta. Odkrytym zaś może być to dlaczego
uśmiech ów zgasł jak nadzieja na
obwodnicę PeGeeRu, kiedy tylko
przewodniczący Daciak ujrzał Arusia Pieskiego. Bo trzeba wiedzieć, że
dwaj ci wierni i niezłomni przyjaciela Jasia, za sobą wzajemnie akurat szczególnie nie przepadali. Nie
przepadał zwłaszcza przewodniczący, któremu nie podobały się stołeczne maniery Arusia. Chłopak to
był na wskroś swojski i ewangelicznie prosty oraz ubogi duchem. Z sercem na dłoni. I nie do końca potrafił
zrozumieć i zaakceptować zdecydowanie bardziej złożoną i subtelniejszą naturę Arusia. Wiedział wprawdzie z pewnego sejmowego wystąpienia, że białe jest czarne a czarne jest białe, ale wewnętrznie wciąż
się przeciw temu buntował. No, po
prostu nie umiał nie mówić, tego co
myśli. W równym stopniu jak nie
umiał powiedzieć tego, co mu się
akurat pomyślało. Chociaż czasem
mu się udawało, jak tym razem.
– Nie lubię cię – rzucił Arusiowi,
po czym zaczął drapać się w głowę, co znaczyło mniej więcej tyle,
że próbuje uruchomić proces myślowy, którego celem miałoby być
ustalenie dlaczego powiedział właśnie to, co powiedział. Nie wiado-
Adres redakcji: ul. Hallera 13
07-410 Ostrołęka
tel./fax: 29 760 91 92
e-mail: [email protected]
Rozmaitości Ostrołęckie – niezależny dwutygodnik rozdawany bezpłatnie, wydawany w Ostrołęce. Nakład: 26,5 tys. egzemplarzy.
Wydawca: Agencja Informedia. Redaktor naczelny: Tomasz Decyk, tel. 609 609 019.
Współpracownicy: Anna Siudak, Justyna Fiedorczyk, Barbara Kalinowska, Wojciech Kulas-Boćkowski,
Małgorzata Laskowska, Marta Mierzejewska, Sławomir Olzacki, Kinga Sawicka, Paweł Trzemkowski,
Adam Wołosz, Anna Wołosz, Adam Zadrożny, Arek Dobkowski.
Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo ich redagowania i skracania.
Korespondencję, rozwiązania konkursów prosimy kierować na adres redakcji
lub e-mailem: [email protected] Redakcja nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń.
Reklamacje przyjmowane są w ciągu 14 dni od ukazania się numeru.
Biuro ogłoszeń: [email protected]
Pobierz aktualne wydanie Rozmaitości Ostrołęckich – www.rozmaitosci.com
mo, czy proces ten doprowadziłby
do jakichkolwiek efektów, bo właśnie drzwi otworzyły się po raz kolejny. Tym razem stanął w nich Jasio Pieski.
– Dobrze, że jesteście – rzucił
gdzieś w przestrzeń między Arusiem a przewodniczącym. Tak by
nikogo nie urazić i nikogo nie wyróżnić.
– Oj, chyba kolega przewodniczący jest innego zdania... – Aruś
pozwolił sobie na subtelną aluzję.
Chyba jednak nie dla wszystkich
obecnych czytelną.
– Nieprawda! – odezwał się przewodniczący. – Właśnie, że jestem
zdania, że dobrze, że tu jestem!
Jasio Pieski, wiedząc o wzajemnej niechęci obu swoich przyjaciół,
szybko przeszedł do rzeczy, nie pozwalając na kontynuowanie tego
wątku.
– Poprosiłem was do siebie –
znów rzucił w przestrzeń, żeby nikogo nie wyróżnić – bo musimy
ustalić jak będziecie reprezentować
nasz skromny PeGeeR w ten piękny,
świąteczny dzień, który jak wiecie
nadchodzi wielkimi krokami, ale to
jeszcze nic, bo dopiero jak odzyskamy wolność, niepodległość, niezawisłość i wrak, zacznie się prawdziwe świętowanie... No, ale chyba za
dużo mówię – zorientował się. I nie
sposób było się z nim nie zgodzić.
– Ja jadę do stolicy – zameldował
Aruś Diabelski stukając obcasami.
– I to jest właśnie niesprawiedliwe! – przewodniczący Daciak nagle, zupełnie nieoczekiwanie, stracił panowanie nad sobą. – Gdzie tu
jest sprawiedliwość?! Dlaczego on
zawsze jedzie do stolicy, a ja muszę
zostawać na miejscu?!
Te pytania, bolesne jak rubryka
„dochody” w budżecie PeGeeRu,
skierował do Jasia. Płynąca z serca
skarga nie mogła pozostać bez odpowiedzi.
– Przyjdzie taki czas, że i ty pojedziesz. Tymczasem masz przecież
widokówki ze stolicy. Powklejałeś
do albumu?
– Nie powklejałem. Rozdałem.
A niech wszyscy myślą, że ja też bywam w stolicy! ■
Alarmy w budynkach
Monitoring wizyjny
Instalacje antenowe TV-SAT
Instalacje teletechniczne
Inteligentny dom
Instalacje elektryczne
Wideodomofony
24
RO • poniedziałek 18.11.2013
Download

ŚMIEJE SIĘ CAŁY ŚWIAT