najfajniejsi
pod słońcem
Wojtek Owczarek
Piotr Sujka
– IRA bez tajemnic
ISSN 1899–9743
październik 2013
bezpłatny
magazyn lifestyle
NASI EKSPERCI
Dorota Zawadzka
Psycholog, współautorka programów, m.in. „Superniania”
i „Na kłopoty Zawadzka”,
w których porusza problemy
związane z wychowywaniem
dzieci. Tym razem staramy się
udowodnić, że wiele problemów, w tym problemów
w szkole, tworzą sami rodzice.
Niemożliwe? A jednak.
Agnieszka Leśniewska
Właścicielka salonów fryzjerskich Fashion, oraz solarium
Fashion i Vacu Active. Wspólnie wyjaśniamy, jakie korzyści
płyną z opalania w solarium
jesienią i zimą. Przestrzegamy
również, czego nie wolno robić
podczas takich zabiegów. Rady
na wagę… Twojego zdrowia.
Eliza Styczyńska
Blogerka kulinarna z Krakowa.
Jej autorskie przepisy oraz
modyfikacje już istniejących
uważamy za ciekawe
i przede wszystkim smaczne.
Dania, które proponujemy są
nieskomplikowane w przygotowaniu. Zachwycają nie tylko
samym widokiem, mimo, że je
się głównie wzrokiem.
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
CROSSFIT
DLA KAŻDEGO
14
OGRZEJ SIĘ
CZERWIENIĄ
34
44
(DYS)
FUNKCJONALNI
RODZICE
Jakub Janik
Trener Crossfit Level 1. Funkcja
naszego eksperta brzmi tajemniczo, tak jak nazwa treningu,
który dociera do Polski, a
od dawna jest popularny na
Zachodzie. Wyjaśniamy czym
jest Crossfit, i dlaczego może
być idealny dla Ciebie.
4
Anna Sys
Właścicielka salonu kosmetycznego Klinika Piękna.
Rozmawiamy o nowościach
kosmetycznych, preparatach
na bazie retinolu, PCA Skin.
Sprawdź, czy możesz z nich
efektywnie skorzystać.
26
CIEPLUTKO
OTO SWETRY
foto: OK!magazyn / archiwa prywatne
Oto specjaliści w swoich dziedzinach lub osoby, które poprosiliśmy
w tym numerze o współpracę nad materiałami redakcyjnymi.
To właśnie te osoby sprawiły, że październikowe wydanie OK!magazynu
jest pełne sprawdzonych informacji i rzetelnych porad.
12
MAREK BRAUN
EMOCJI SIĘ
NIE BOI
38
TEST
PRALEK
CO MASZ ZROBIĆ
W NAJBLIŻSZYM CZASIE
ZIMA NADCHODZI NIEUBŁAGANIE.
Zwierzaki z radomskiego schroniska potrzebują Twojego
wsparcia już dziś. Do końca października w wybranych centrach
handlowych odbywają się zbiórki darów. Można przynosić suchą
i mokrą karmę dla zwierząt, ryż, makaron oraz stare koce, ręczniki,
pościel, śpiwory, ciepłe ubrania. Wszystko to pomoże zwierzętom przetrwać mroźne dni. Obecnie placówka jest przepełniona,
mieszka w niej blisko 600 psów i kotów.
JESIEŃ TO CZAS,
KIEDY SZYBCIEJ ZAPADA ZMROK,
jest mokro, ślisko, a ulice często są zasnute mgłą. Widoczność na drogach drastycznie spada. Jednym z najprostszych sposobów zwiększenia
bezpieczeństwa nie tylko dzieci, ale Ciebie i całej Twojej rodziny, jest
wyposażenie ich w elementy odblaskowe. Nawet najlepszy kierowca
nie zareaguje na odcinku 20 metrów tuż przed przejściem dla pieszych.
A z takiej odległości jesteśmy widoczni idąc po zmroku bez odblasków.
Elementy odblaskowe wydłużają tą odległość do 150 – 300 metrów.
Dajmy sobie samym szansę na przeżycie. Zwłaszcza, że odblask to
koszt… kilku złotych. A jeżeli wierzysz, że Ty lub Twoje dziecko jesteście
bezpieczni, przypomnij sobie słowa Kubusia Puchatka: „Bo wypadek to
dziwna rzecz. Nigdy go nie ma, dopóki się nie wydarzy”…
MODA NA SUSHI W PORZE LUNCHU PRZEMIJA.
Nadchodzi czas kanapek. Tych świeżych, smacznych i pełnych zdrowia.
Sieć hotelarsko-turystyczna Gromada otworzyła w wyremontowanych
budynkach w strefie Łucznik sale konferencyjno-bankietowe oraz Kanapkarnię (ul. 1905 Roku 1/9 3K). A w niej serwowane są kanapki na ciepło, sałatki,
dania grillowane i soki ze świeżych owoców. I co najważniejsze, Kanapkarnia
oferuje dowóz zamówionego jedzenia i organizację lunchów. Polecamy.
GRATKA DLA MIŁOŚNIKÓW
MUZYKI UDUCHOWIONEJ.
Trwa XVII Międzynarodowy Festiwal Muzyki Dawnej im. Mikołaja
z Radomia, który rozpoczął koncert Zespołu KAIROS, prezentując piękną
i tajemniczą muzykę kościołów Wschodu. Zespół jest jedynym w Polsce,
który od kilkunastu lat specjalizuje się w wykonywaniu dawnych śpiewów
liturgicznych i ludowych Armenii, Gruzji czy
Grecji. Organizatorem festiwalu jest Fundacja Ars Antiqua Radomiensis. Na kolejne
koncerty zapraszamy od 17 listopada.
6
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
foto: materiały prasowe
czyli o czym pamiętać i czego nie zapomnieć
I kto to będzie czytał...
męsko-damski punkt widzenia
„w ogóle nie śmieszne…”
Ty jesteś
taki sam jak
wszyscy faceci…
BOGUMIŁ BRUZDA
certyfikowany doradca bankowy
Kobieta to płeć piękna naszego gatunku ludzkiego. Subtelna, uchodząca za
delikatną, wrażliwą, romantyczną i niezwykle podatną na… zranienie. Taki oto
obraz kobiety kształtował się przez stulecia, współcześnie jednak jest wypierany na
rzecz cech typowo męskich: silna, zdecydowana, wiedząca czego chce, gotowa
na konfrontacje, odporna. Ale… czy tak jest w rzeczywistości? Czy to nie jest aby
współczesny stereotyp, który z racji pędzącego świata, pośpiechu, biegu za karierą
i doskonaleniem się nie przyćmił sacrum Kobiety?
Dlaczego to takie istotne? Ma to ogromne znaczenie w relacjach. Tych damskomęskich. Problemy bowiem pojawiają się, kiedy mężczyzna zwyczajnie zapomina
o tym drobnym szczególe i , przebywając w otoczeniu kobiety, zaczyna… żartować.
Apogeum następuje wówczas, kiedy żart ten nie zostanie dobrze zrozumiany przez
kobietę. „W ogóle to nie śmieszne...” i w jednej chwili pojawia się czynny opór,
zwany potocznie „fochem”. Tyle my, mężczyźni, otrzymujemy od Kobiet, w podziękowaniu za żart, który (warto dodać
dla dobra życia piszącego nie został przez nie dobrze zrozumiany. Kochane Kobiety, my mężczyźni prosimy Was, aby w
takich przypadkach zamiast wybuchać gniewem i złością, przytulić z uśmiechem swojego mężczyznę i spokojnym głosem
wyjaśnić mu swój punkt widzenia. Uśmiech, pocałunek i wtulanie się działa kojąco.
KATARZYNA KOZAKIEWICZ
kierownik działu operacyjno-handlowego GROMADA w Radomiu
Umiejętność docenienia żartu jest miernikiem poczucia humoru.
Osoby obdarzone dużym poczuciem humoru są tolerancyjne
wobec swoich niedoskonałości i potrafią śmiać się z siebie, są postrzegane jako bardziej atrakcyjne.
Niemal każda z nas twierdzi, że ma duże poczucie humoru, prawda
jednak jest inna – każda z nas jest dowcipna inaczej. Owszem, my
kobiety potrafimy się śmiać ze wszystkiego dookoła, jednak często
tracimy dobry nastrój, gdy humor zaczyna dotyczyć nas samych.
Temat tuszy czy też małych piersi potrafi nas dotkliwie urazić, i mimo
zapewnień kawalarza, iż był to żart, uraz do takich ludzi pozostaje na
długo. Dla mężczyzn humor to podstawa zaistnienia w towarzystwie,
taki wabik dla płci przeciwnej. Potrafią oni dowcipami zanudzać cały
wieczór, co gorsze opowiadają szydercze i poniżające żarty
o kobietach, a także takie, w których agresja miesza się z seksem,
co my kobiety odbieramy jako wrogie i napastliwe. Zmuszone do ich
wysłuchiwania bez wątpienia jesteśmy w trudnym położeniu, jeśli
się nie śmiejemy lub wyrażamy swoją krytykę uznawane jesteśmy za
czepialskie nudziary pozbawione poczucia humoru. Nieprawda mili
Panowie, nie zawsze dowcip, który Wam się podoba rozbawi innych. W dowcipkowaniu… „trzeba mieć to wyczucie, to minimum, ten takt, komu trzeba, komu można, komu nie, komu tak...” (A. Bieree).
8
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
Marta Ratuszyńska
polityk lewicy,
ruch społeczny
Armia Trzydziestolatków
W
foto: archiwum prywatne
foto: archiwum prywatne
reakcja kobiet na żarty mężczyzn
sparłam ręce na biodrach, wzrok wbiłam w podłogę i chodzę po pokoju,
a chodzę w lewo i w prawo. Jak się już tak dobrze nachodziłam w tę i z powrotem
to pomyślałam: jak się pisze „w tę i we w tę”? Rozanimowana chodzę dalej niezłomnie podpierając się pod boki i myśląc z kogo by się tym razem ponabijać:
z mężczyzn, czy z kobiet? Chodząc tak zaczęłam coraz bardziej odczuwać
zakwasy w mięśniach łydek, będących konsekwencją wczorajszego biegania po
piachach i górkach radomskiego toru Off Road. Widziałam tam kilku facetów, którzy nieustępliwie całą godzinę trzymając ręce w kieszeniach i od czasu do czasu
strzykając artystycznie śliną, stali przy otwartej masce terenowego samochodu
wpatrując się w jej wnętrze. Słysząc w słuchawkach z mp3 słowa utworu „sometimes its hard to be a woman…” zastanawiałam się jak można tyle wytrzymać stojąc
w jednym miejscu i gapiąc się w maskę samochodu. Podziwiając ich wytrzymałość
w staniu i widząc przed sobą dwumetrową górę piachu do pokonania, przełączyłam mp3 na „Hej naprzód marsz” i przypomniałam sobie wtedy, że znajoma
kiedyś jechała z mężem na wczasy samochodem i zorientowali się w pewnym
momencie, że coś jest nie tak z autem. Wysiedli z pojazdu i jej mąż, otworzywszy
maskę też tak uparcie się zapatrzył w jej wnętrze. I nie wiadomo, jak długo by tak
stał, gdyby moja sangwiniczna znajoma nie powiedziała, że pasek klinowy jest
pęknięty i wziąwszy pończochę nie zawiązała jej na przekładni pasowej klinowej.
W końcu zdecydowałam, że już dość tego chodzenia, bo mój ukochany, odziany
w kuchenny fartuch, z którego i ja czasem korzystam (żeby nie było, że nie),
właśnie mnie woła z kuchni i zamierza podawać dla nas kolację przy świecach
– swoją najnowszą specjalność, czyli naleśniki camembert. Poszłam więc otworzyć wino i nakryć do stołu. Za chwilę już siedzieliśmy przy pysznej, uroczystej
kolacji, którą celebrujemy obowiązkowo raz w tygodniu. Z wielkim uśmiechem
na twarzy sączyłam wino z kieliszka i pomyślałam sobie, że ostatnią rzeczą, którą
mogłabym powiedzieć o moim mężczyźnie, że jest taki sam jak wszyscy faceci.
Kobiety dobrze wiedzą, co oznacza „taki sam, jak wszyscy, facet” i dosłownie tego
rozumieć nie można. „Takich samych facetów” po prostu należy unikać. „Taki sam,
jak wszyscy, facet”, to krótko mówiąc taki, który nie spełnia naszych oczekiwań.
Zamiast więc mówić mężczyźnie, że jest taki sam jak wszyscy, lepiej prostu
z mostu powiedzieć, o co chodzi. Facet przecież sam się nie domyśli, bo wszyscy
faceci są tacy sami, podobnie jak wszystkie kobiety, które nie potrafią powiedzieć
o co im konkretnie chodzi.
A teraz serio…„Ty jesteś taki sam jak wszyscy faceci” to jedna z najgłupszych rzeczy,
jakie można powiedzieć mężczyźnie. No bo jeśli wszyscy faceci są tacy sami,
to po co ich zmieniamy, szukając tego jedynego?
moda OK!
TROCHĘ ZIMY,
trochę lata
Stonowane kolory, wszystkie rozmiary oraz dopasowane, wygodne i modne
ubrania. Taka jest jesienno-zimowa kolekcja, która pojawiła się w butiku
INTENSO. Nowe stylizacje udowadniają, że czystki w szafie nie są konieczne,
aby nasza garderoba była modna w tym sezonie. Umiejętne wtrącenie nowych,
modnych akcentów może dać ciekawy efekt.
169 zł
(rozm. 36 – 44)
69 zł
(rozm. 36 – 46)
99 zł
239 zł
(rozm. 38 – 50)
19 zł
Przyjdź do nas z tym wydaniem OK!magazyn
i skorzystaj z 15 procentowej zniżki
na ubrania marki Blue Shadow.
10
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
49 zł
Salon Mody INTENSO
Galeria GAMA Radom
ul. Mireckiego 14 lok. 11 (obok apteki)
pn. – sob. 9 – 20; niedz. 10 – 18
119 zł (rozm. 38 –50)
59 zł
129 zł
(rozm. 36–44)
119 zł
moda OK!
Reserved 99,99 zł
H&M 149,90 zł
CIEPLUTKO…
House 99,99 zł
Sinsay 69,99 zł
Stradivarius 139,90 zł
H&M 129,90 zł
KappAhl 149 zł
Pull&Bear 79,90 zł
Pull&Bear
Pull&Bear 139,90
99,90 zł
zł
Troll 39,99 zł
Pull&Bear 99,90 zł
Najchętniej
wyciąganą z szafy
częścią garderoby
o tej porze roku
są swetry.
Lubimy się
nimi otulać.
Są ciepłe, ale nie
na tyle, aby było
za gorąco.
Który jest
w Twoim
guście?
OK! 13
Drywash 59,99 zł
12
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
Top Secret 149,99 zł
Pull&Bear 139,90 zł
moda OK!
Ogrzej się
ZARA 199 zł
Reserved
159,99 zł
Jesień ma swoje uroki. Ta złota, polska jesień napawa baśniowymi
kolorami. Ciemna strona tej pory roku to panująca grypa
i wszechobecne zimno. Jak sprawić, aby atmosfera
wydała się cieplejsza? Wystarczy założyć coś czerwonego.
Rozgrzeje zmysły i ożywi nasz look.
Mohito 199,99 zł
Troll 49,99 zł
KappAhl 99 zł
Top Secret 59,99 zł
Orsay
39,95 zł
Ryłko
339,90 zł
14
Orsay 119,95 zł
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
Kochasz modę? Kochasz rocka?
Zainspiruj się jesienną kolekcją
Bubba Gamp.
Oto jesienny luz nasycony tętniącym
życiem miastem.
Jeśli masz odwagę zainspirować się
muzyką, daj się ponieść.
Nie wyciszaj jej w sobie.
Po prostu dobierz
odpowiednią stylizację dla siebie
i ruszaj naprzód.
Wybij się z tłumu.
Potrafisz?
16
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
kurtka ramoneska Bubba Gamp – 249,99 zł, sweterek Bubba Gamp – 99,99 zł
spodnie Bubba Gamp – 159,99 zł, plecak Bubba Gamp – 139,99 zł, koturny sznurowane Centro – 120 zł
płaszcz Bubba Gamp – 219,99 zł, bluza Bubba Gamp – 149,99 zł
spodnie Bubba Gamp – 159,99 zł, torebka Bubba Gamp – 159,99 zł, buty Bubba Gamp – 129,99 zł
NIEPOKORNY
MIEJSKI look
modelki: Ilona Iwańska – www.the-pickpocket.blogspot.com, Milena Dolega
stylizacja: Daria Kwaczyńska – www.styllove.blogspot.com
foto: Bubba Gamp – www.bubbagamp.pl
stylizacja fryzur – salon fryzjerski FASHION
makijaż – Perfumeria Douglas (podkład Collistar, Perfect Wear; korektor Kanebo, puder Collistar Silk Effect Powder;
szminka Collistar Rossetto nr 10; cienie Collistar Satin Eye nr 92 i 59; tusz do rzęs Kanebo EB 01, kredka do brwi Collistar Matita Occhi)
kurtka ramoneska Bubba Gamp – 249,99 zł
bralet Bubba Gamp – 89,99 zł
spódniczka Bubba Gamp – 99,99 zł
moda OK!
OK! 17
najfajniejsi pod słońcem
Nie jest nam niezręcznie milczeć ze sobą – mówią Wojtek Owczarek
i Piotr „Jinx” Sujka z kultowego zespołu IRA. Potwierdzają w ten
sposób, że zespół, pomimo zawirowań personalnych w swojej
historii, stanowi wciąż zgrany „organizm”. O zespole powiedziano już
chyba wszystko… Poza tym, o co pytamy? W tej rozmowie nie ma
niezręcznych pytań i milczących odpowiedzi. Bo przecież rockman
to też człowiek: pełen wrażliwości artysta, lecz ze względu na swój
zawód skazany częściej niż inni na pokusy tego świata.
Kim jest prawdziwy rockman?
Wojtek Owczarek: Dla mnie
bycie rockmanem nie wiąże się
z jakąś filozofią życiową. Po
prostu nie jestem w życiu „wysztywniony”, nie lubię napinać się
w rozmowach i udawać, że jestem kimś innym, ważniejszym niż
w rzeczywistości. Mam dystans do
siebie i potrafię się z siebie śmiać.
Zachowuję w sobie cały czas coś
z małego chłopca i być może dzięki temu czuję się ze sobą dobrze
i mam nadzieję, że inni ze mną też.
A tak w ogóle moim nałogiem jest
życie. Lubię brać z życia pełnymi
garściami, śmiać się i przebywać
w dobrym towarzystwie, ale prze-
18
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
de wszystkim uwielbiam to, co
robimy, bo muzyka jest dla mnie
inspiracją do życia.
Leszek Miller powiedział, że
prawdziwego mężczyznę nie
poznaje się po tym, jak zaczyna,
tylko po tym, jak kończy.
W.O.: Ten Pan nie jest dla mnie
autorytetem, ale myślę, że w rock’n’rollu jest podobnie.
To znaczy, że dobry rockman to
jest taki rockman, który źle kończy?
W.O.: Zależy w jakim sensie.
Według mnie dobry rockman
nigdy nie kończy. Nie mówię
o tym, jak kończy karierę, ale jak
kończy swoje życie. Bo zobacz,
ilu dobrych rockmanów odeszło
tragicznie. Rockmani to naprawdę wrażliwi ludzie. Bardzo utożsamiają się ze swoją twórczością.
Tworzą muzykę, która działa na
Twoje zmysły. Inspiruje do życia
lub nastraja refleksyjnie, wzrusza
lub wywołuje inne skrajne uczucia. Niektórzy niestety są zbyt
wrażliwi. Ratują się używkami
i tracą kontrolę nad rzeczywistością.
Steven Tyler, który przyznaje się
do tego, uważany jest za kogoś,
kto twardą ręką, wręcz „torturując”, trzyma Aerosmith w ryzach.
Gdzie ta wrażliwość? Wrażliwość
na muzykę jest czymś innym niż
Wojtek:
kożuch – Ochnik, 3299 zł
koszula w kratę – Medicine, 119 zł
koszulka z nadrukiem – Medicine, 49 zł
pasek – Medicine, 39 zł
spodnie – Medicine, 139 zł
bransoleta – Apart, 120 zł
buty – Gino Rossi, 499 zł
Piotrek:
skórzana kurtka – Ochnik, 1399 zł
koszula w kratę – Medicine, 119 zł
koszulka z nadrukiem – Medicine, 59 zł
spodnie – Medicine, 139 zł
bransoleta – Apart, 120 zł
buty – Gino Rossi, 499 zł
wrażliwość na świat, na drugiego
człowieka?
W.O.: W każdej kapeli samodyscyplina jest niezbędna. Jeśli zespół „popuszcza sobie lejce” i zaczyna mu się wydawać, że osiągnął
szczyty, zapędza się w ślepy zaułek, z którego ciężko jest wyjść.
Jeżeli dodamy do tego sytuacje,
w których pojawiają się alkohol
i narkotyki, to robi się niebezpiecznie. Tę granicę przekroczyło niestety wielu rockmanów światowej sławy. Nie wytrzymali tej próby, albo
nie chcieli wytrzymać..., a może
wydawało im się, że ich życie tak
właśnie ma wyglądać.
Biorąc to, co powiedziałeś pod
uwagę, jesteś rockmanem czy nie?
W.O.: Czuję się nim szczególnie
na scenie.
A to można być rockmanem na
scenie i poza nią?
W.O.: Trzeba mieć dystans do
życia w „blasku fleszy”. Nie można kreować swojej rzeczywistości
tak samo w życiu jak i na scenie.
Niektórzy ludzie tego nie oddzielają. Ja mam dystans do popularności naszego zespołu. Prywatnie jestem normalnym facetem
z osiedla.
Ale to nie jest zafałszowanie rzeczywistości? Jestem rockmanem,
mam pasję, pokazuję „pazura
rockowego” na scenie, a przychodzę do domu i staję się nagle
„potulnym barankiem”?
W.O.: Nie. Po prostu tak to
z nami jest. Jesteśmy normalnymi
ludźmi, ale wychodząc na scenę
pokazujemy ten nasz rockowy pazur i ekspresję. W sumie to przecież jesteśmy rock’n’rollową kapelą i mamy gorącą krew… Bywało,
że adrenalina po koncercie tak
powoli schodziła, że zdarzały nam
się zniszczenia w hotelach. Szły
w ruch gaśnice, budziliśmy kolegów z innego zespołu odpalonym
hydrantem p.poż., były też połamane meble (potem skrzętnie składane jak puzzle dla niepoznaki),
najfajniejsi pod słońcem
rzucanie do celu, strzelanie z broni gazowej, taranowanie drzwi
lub zniszczone telefony. Raz
było nawet ognisko ze śpiewami
w pokoju, bo zimno nam było
w tym czymś, gdzie nas zakwaterowano. Rozsadzała nas energia.
Potem jednak zawsze kulturalnie
i z pokorą załatwialiśmy sprawę.
Ale to dawne dzieje. Teraz jest
dużo spokojniej.
PIOTR SUJKA: Zawsze na koncertach fani ładują nas tak pozytywną energią, że później ciężko
jest zasnąć. Wówczas trzeba ze
sobą posiedzieć, pobajcować,
wypić jakieś piwko i pośmiać się.
Śmiech jest przecież lekiem na
całe zło.
Sławy rockowe chwalą się, że
żyją zgodnie z mottem „sex,
drugs and rock’n’roll”… Może
trochę w tym marketingu, jednak na kapele rockowe patrzy się
przez taki schemat. Biorąc to pod
uwagę, zapytam jeszcze raz, czy
jesteście rockową kapelą?
W.O.: A masz jeszcze jakieś wątpliwości?... To motto jednak bardzo się zdewaluowało. Hasło było
modne w latach 70., 80. i może 90.
Teraz jednak nie jest fajne widzieć
naćpanego i podpitego muzyka na
scenie. To była taka otoczka tych
kapel. Niektóre się nie wygrzebały
z tego albo tragicznie skończyły.
My nie chcemy tak kończyć. Dlatego mówię o tym dystansie. My
go mamy i zachowujemy zdrowy
umiar w swoim rokendrolowym życiu. Jesteśmy „prawdziwkami”, bo
to o czym śpiewamy i jak gramy,
z tym się możemy spokojnie utożsamiać. To wychodzi prosto z serca
i nie jest wykalkulowane, wymyślone, wręcz odrzuca nas coś, co nie
jest prawdziwe, co nie jest nasze.
I bez wątpienia możemy się nazwać rockowym bandem.
Mówisz, że to stwierdzenie pokutuje nawet do lat 90. IRA powstała w latach 80., czyli szliście też
tym schematem?
20
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
W.O.: W sumie to z takiego nurtu się wywodzimy. Powstaliśmy
w tamtych czasach i to wszystko
nie jest nam obce.
P.S.: Oprócz „drugs” bym powiedział.
Nadal nie wiem, czy jesteście
grzecznymi czy niegrzecznymi
chłopcami?
W.O.: Myślę że niegrzecznymi.
A nawet o tym wiem (śmiech).
A jesteście za legalizacją marihuany w Polsce?
P.S.: Pewnie…
W.O.: To przecież alkohol rozpieprza związki, powoduje wypadki, zabija ludzi i powoduje
wszelkiego rodzaju patologie,
a fajki są tak szkodliwe, że szok.
Jedno i drugie jest śmiercionośne,
a jednak legalne. A ja nie widziałem, żeby po marihuanie ktoś kogoś zgwałcił, pobił, zabił lub zajarał się nią na śmierć. Wszystko
jest dla ludzi, ale w tym wszystkim
potrzebny jest umiar. Człowiek
jest tak skonstruowany, że szuka
w życiu przyjemności.
P.S.: Oprócz trawy nie próbowaliśmy nigdy żadnych twardych
narkotyków, mimo stereotypów,
jakimi obdarza się środowisko muzyczne. To jest dobre, kiedy spotykasz się w gronie znajomych. Dla
rozluźnienia można od czasu do
czasu zapalić.
Czy to wasze „rozluźnienie” ma
wpływ na wychowanie dzieci? Piotrek, masz nastoletniego syna…
P.S.: Nie trzymam syna w jakichś ryzach. Wiadomo, czasami
trzeba krzyknąć, ale nie chcę mu
zrzędzić. Przecież też jest muzykiem. Ma swój zespół, gra na bębnach. A poza tym, należy do Orkiestry Grandioso, z czego jestem
bardzo dumny.
Mówicie o takich sytuacjach,
w których siedzicie po koncercie
i nagle wchodzą młode fanki…
i ulegacie pokusie?
W.O.: Tak...i zawsze robimy to,
czego zapragną, a mianowicie:
dajemy im całą masę autografów
i robimy sobie z nimi dziesiątki
zdjęć. Stary... przecież te młode
fanki mogłyby być naszymi córkami. A jeśli już ktoś bardzo ma na to
ochotę, to faktycznie te pokusy są
i tylko twoją sprawą jest, czy chcesz
z tego korzystać. My jednak nie lubimy komplikować sobie życia.
Ale o tych pokusach wiedzą żony
członków zespołu?
W.O.: Oczywiście. One sobie
doskonale zdawały z tego sprawę
od samego początku. Kiedy dawaliśmy kilkaset koncertów rocznie,
miały świadomość, że tam gdzieś,
po koncercie, może coś się dziać.
Ale na szczęście mają do nas zaufanie. Nie bez przyczyny „Jinx”
i ja jesteśmy ze swoimi żonami od
ponad 20 lat. W tym czasie mogło
się zdarzyć wszystko, a jednak jesteśmy razem.
Czyli rockman potrafi prowadzić
życie rodzinne?
W.O.: Tak. Mamy w sobie dużo
wrażliwości, a to powoduje, że
naprawdę jesteśmy facetami do
życia.
P.S.: Jasne. Dla mnie moja rodzinka, spokój i muzyka to po prostu harmonia.
Uważasz, że bez tej wrażliwości
nie da się prowadzić życia rodzinnego?
W.O.: Bez wrażliwości, moim
zdaniem, to w ogóle ciężko żyć.
Albo (jak niektórym) łatwiej… zależy, jak na to spojrzeć i z jakiej
perspektywy. Dla mnie wrażliwość
to taka cecha, która przejawia się
w każdej dziedzinie życia. Nie ma
tak, że jesteś wrażliwy na partnera,
a nie masz wrażliwości na świat zewnętrzny. Jeżeli jesteś wrażliwy, to
po całości. Jeśli jesteś przewrażliwiony, no to już masz problem.
Wojtek, chodzisz po chleb rano?
W.O.: Jasne. Chodzę na targ po
zakupy. Dużo częściej jednak robi to
moja żona, choć czasem chciałbym
ją w tym wyręczyć, ale nie daję rady
jej w tym dorównać (śmiech).
stylizacja: Daria Kwaczyńska
foto: Tomasz Mosionek / Beyond Studio
stylizacja fryzur: salon fryzjerski FASHION
Jesteś na targu rozpoznawany?
W.O.: Wielu ludzi wie, co robię...
Mamy dobre kontakty, bo „Targ
nad Rzeczką” to moje miejsce rodzinne wręcz. Mieszkam w pobliżu od urodzenia. Mamy tam stałe
punkty, gdzie chodzimy z żoną po
zakupy, mamy swoich znajomych.
Tak że to jest fajne... Ogólnie twierdzę, że człowiek powinien otaczać
się innymi ludźmi, bo przecież nie
żyjemy w próżni, zwłaszcza jeżeli
mieszkasz w mieście. Teraz jest
czas facebooka i kontaktów internetowych, co mnie w ogóle nie
kręci. Nie mam profilu na facebooku. Wolę się spotkać z ludźmi,
którzy są mi bliscy, porozmawiać
twarzą w twarz, pośmiać się i poczuć nasze relacje.
A zdarzyło ci się, że któraś z pań
w podeszłym wieku, mająca negatywne podejście do muzyki rockowej, uznająca jeden nurt muzyczny, jedno radio, może jedną
telewizję, wytykała cię palcami
i krzyczała „ty satanisto jeden”?
W.O.: Nie (śmiech). Nic takiego
się nie wydarzyło. Wydaje mi się,
że nie uprawiamy aż tak ekstremalnej muzyki, żeby nas postrzegali jako wyznawców szatana.
Ale długie włosy masz, chodzisz
na czarno. Niektórym może się
wydawać, że ty jesteś wiesz…
wyznawcą szatana.
W.O.: Wiesz, jak w życiu jest. Na
mój temat mówi się pewnie różne
rzeczy. Ale jest takie powiedzenie
„jeszcze się taki nie urodził, co by
wszystkim dogodził”. I tego się
trzymam idąc przez życie. Nie
chcę za bardzo oglądać się na
ludzi. Chcę żyć własnym życiem
zgodnie z własnym sumieniem,
a zarazem w harmonii z innymi.
Chciałbym, żeby ludzie też żyli
własnym życiem, a nie zajmowali
się ploteczkami. Może ich życie,
dzięki uwadze, jaką mu poświęcają, stałoby się piękniejsze.
Ostatnia sytuacja w kościele,
problemy z oskarżeniami o pedo-
najfajniejsi pod słońcem
filię duchownych… myślisz, że ta
sytuacja może stanowić inspirację
do nagrania jakiejś piosenki-manifestu w obronie ofiar przez kogoś,
nawet przez was? Wielokrotnie
w historii muzyki było tak, że coś
się dzieje, a muzycy stają w szeregu i nagrywają piosenkę, która staje
się kultowa, staje się manifestem.
W.O.: Wiesz co…, manifestem
może być na przykład piosenka
mówiąca o ucisku warstw społecznych, ludzi, pewnej grupy. Jeżeli
sprawa dotyczy jakiejś instytucji,
jaką niewątpliwie jest kościół, to
jest wkraczanie w sfery polityczne.
My do polityki się nie mieszamy.
Wystarczającym manifestem jest
ta cała medialna burza wokół tego
problemu.
Ale jak nie piętnować słów hierarchów, którzy swoje słowa tłumaczą później lapsusami językowymi? To jest chyba ignorancja
wobec społeczeństwa.
W.O.: Hipokryzja w tym przypadku denerwuje mnie i to bardzo. Powinni po prostu już dawno
zrobić porządek we własnym podwórku. Uniknęliby wówczas całej tej medialnej nagonki i byliby
w porządku wobec społeczeństwa. Tak na marginesie myślę, że
w każdej grupie społecznej znajdzie się jakaś czarna owca, która
źle rzutuje na ową grupę.
Chodzisz do kościoła? Przyjmujesz księdza?
W.O.: Ze święconkiem chodzę.
Przyjmuję księdza z dużą radością, ponieważ księdzem jest nasz
przyjaciel Waldek Maciąg. Odwiedza rodzinę raz do roku w Polsce,
bo na co dzień jest proboszczem
parafii kościoła katolickiego na
Florydzie. Dużo rozmawiamy
i zna on moje poglądy. Wierzę
w duchowość, ale niekoniecznie
w to, że np. spowiedź miałaby
mnie oczyścić w pewien sposób.
Wierzę w siłę, która daje człowiekowi wolę życia, przetrwania i natchnienia, ale niekoniecznie muszę
22
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
się zgadzać ze słowami głoszonymi powszechnie w kościele.
Ale z dekalogiem się zgadzasz?
W.O.: Staram się żyć przede
wszystkim w zgodzie z własnym
sumieniem. Jestem zdania, że
najlepiej przeglądać się w oczach
drugiego człowieka. Mnie niepotrzebny jest dekalog, żeby żyć
uczciwie i nikogo nie krzywdzić.
Jest wielu katolików, którzy regularnie łamią zasady dekalogu,
a potem idą do spowiedzi i uważają, że mają czystą kartę. To jest
w porządku?
Ale bliżej ci do poglądów prawicowych czy lewicowych?
W.O.: W ogóle daleko mi do
polityki. Dla mnie obecna polityka
naszego kraju jest mało wiarygodna, a cierpi na tym świadomość
społeczna dodatkowo zmanipulowana poprzez informacje zawarte
w mediach. Dzisiejsza polityka
to częste utarczki i gry słowne
w mediach, a wszystko to kosztem
naszego społeczeństwa. Wkurza
mnie podział wśród Polaków. Nasza Ojczyzna, która przeszła w historii tak wiele, była pod wieloma
zaborami, nie zasługuje na to.
Koniec trudnych tematów. Co
myślisz o piłce nożnej i grze naszej reprezentacji?
P.S.: Jestem fanem piłki nożnej
i zawsze z dużym zainteresowaniem śledzę wszelkie rozgrywki.
Lubię ligę mistrzów, bo tam gra się
świetną piłkę i jest na co popatrzeć.
Bardzo kibicuję naszym, ale niestety ciągle borykamy się z problemami kadrowymi i nie jesteśmy
zgranym zespołem. Choć mamy
paru świetnych zawodników, nie
potrafimy tego wykorzystać. No
i chyba brakuje nam szczęścia.
Co sprawiło, że jesteście jako IRA
w tym miejscu co teraz?
W.O.: Przeżyliśmy już tyle wzlotów i upadków, że zdaliśmy sobie
sprawę, iż konsekwentne kroczenie
swoją drogą i niespoczywanie na
laurach to złoty środek. Cały czas
wytyczamy sobie kolejne cele do
osiągnięcia. To nas trzyma. Myślę,
że właśnie te wszystkie przejścia,
te migracje składu… Wydaje mi się,
że to wszystko było potrzebne.
Kto wie jak byłoby teraz, gdybyśmy 16 lat temu nie zawiesili działalności. To nas postawiło do pionu.
Po reaktywacji zmienialiśmy się
z płyty na płytę, co każdy chyba
zauważał. Nie byliśmy obojętni na
inspirację z zewnątrz, dlatego też
nasze gusty muzyczne ewoluowały. I to jest całkiem naturalna droga.
To nas nauczyło szacunku i pokory
do miejsca, w którym się obecnie
znajdujemy.
Który z waszych utworów możesz nazwać kultowym, a który
„eksperymentem szalonego alchemika”?
W.O.: Wiesz co…, dużo jest
kultowych. Te wszystkie piosenki,
które gramy na koncercie mogę
zaliczyć do kultowych, ponieważ
czas pokazuje, że kawałki sprzed
dwudziestu lat nadal są aktualne
wśród młodzieży. Kiedy śpiewamy
„Mój dom”, który powstał w 1991
roku, „Nadzieję” albo „Bierz mnie”,
mimo że jest to już inne pokolenie, dalej to czują. A to znaczy, że
jest spoko, że te piosenki stały się
kultowe.
To ile tych piosenek jeszcze niewydanych spoczywa w waszych
szufladach?
W.O.: Niewydanych? No trochę
jest, ale rzadko się za nie bierzemy.
Może szkoda, bo czasem jest jakiś
sentyment do nich. Na dwie płyty
uzbierałoby się ich spokojnie.
Powiedziałeś o tych kawałkach,
które są kultowe, ale jeszcze nie
powiedziałeś o tym „szalonym
eksperymencie muzycznym”.
W.O.: „Znamię” było eksperymentem, a teraz jest bardzo docenianą płytą, a mimo wszystko
na koncertach nie gramy tych
kawałków. To był eksperyment
w pewnym sensie. Byliśmy zainspirowani mocną muzą. Z płyty
Piotrek:
garnitur – Lavard, 1200 zł
koszula – Lavard, 160 zł
pasek – Lavard, 59 zł
buty – Gino Rossi, 449 zł
Wojtek:
garnitur – Lavard, 1200 zł
koszula – Lavard, 160 zł
pasek – Lavard, 59 zł
buty – Gino Rossi, 469 zł
„Ogrody” gramy też w sumie tylko jeden kawałek „Jestem obcy”.
Byliśmy wówczas pod urokiem
chwili, ale czas pokazał, że jednak
to nie jest nasza ścieżka.
Śpiewacie dla pieniędzy, dla ideałów jeszcze?
W.O.: Dla przyjemności przede
wszystkim. Dla mnie ogromnym
darem jest istnieć, grać, dawać
koncerty, nagrywać płyty, bo to jest
po prostu nasze spełnienie. Jest to
kawał mojego życia, i poświęcam
temu naprawdę dużo serca. To co
teraz robię, to spełnienie moich
marzeń. A to, że można z tego
godnie żyć to wielkie szczęście.
To chyba nie problem zorganizować trasę w Europie czy w Stanach?
W.O.: W Londynie mieliśmy już
być trzy razy, ale niestety władze
brytyjskie nie zgodziły się na przyjazd zespołu o nazwie IRA. Choć
nasza nazwa wywodzi się z łaciny
i oznacza gniew, to niestety tam
kojarzona jest jedynie z grupą terrorystyczną. Ale to jest trochę tak,
jakby zespół Al-Ka’ida pojechał do
Stanów (śmiech). A w Stanach byliśmy wielokrotnie na koncertach
i było super.
To gdzie jest ten wasz gniew
umiejscowiony?
W.O.: Gdzieś tam w sercach tli się
i co jakiś czas eksploduje w naszych
piosenkach często pisanych pod
wpływem całego zła współczesnego świata. Mam nadzieje, że ludzkość się ocknie i zapowiadany 2012
jako koniec świata jest początkiem
nowej ery. Wydaje mi się, że to ma
szerszy wymiar. Być może ludzie powszechniej zaczną w sobie szukać
duchowości i wrażliwości i staną się
bardziej otwarci na innych.
Mówiłeś o końcu świata. Kiedy
IRA przechodzi na emeryturę?
W.O.: Nam nie przysługuje emerytura więc się na nią nie wybieramy.
Rozmawiali:
Paulina Mąkosa,
Marcin Dąbrowski
moda OK!
uroda OK!
NOWOŚCI
w Twojej perfumerii
SPOSÓB
NA
JESIENNĄ
AURĘ
Poszukujesz nowego, świeżego zapachu? Chcesz zastąpić dotychczasowe
perfumy? Sprawdź, jakie zapachy i kosmetyki znajdziesz w dziale Nowości
w Perfumerii Douglas. Pamiętaj – jesień lubi wyraziste zapachy i kolory.
Gdy za oknami jesienna plucha,
każdemu przyda się odrobina
pozytywnego nastawienia do świata.
O poranku na nogi postawi nas
aromatyczna kawa i nic tak nie umili
popołudnia jak filiżanka dobrej herbaty.
Pełnię sił, energii i dobrego humoru
pozwalają nam uzyskać nasze ulubione
przedmioty, takie jak kubki i filiżanki.
ELIE SAAB LE PARFUM
Ciepła kwiatowo-drzewna kreacja
zapachowa, którą charakteryzuje
nadzwyczajna zmysłowość.
Koktajl z kwiatu pomarańczy, jaśminu,
paczuli, drewna cedrowego i róży
działa pobudzająco na zmysły.
Porywa indywidualnym charakterem.
Cena – 149 zł
GIORGIO ARMANI Si
Najnowszy zapach
oddający hołd współczesnej kobiecości…
Stanowi połączenie
wdzięku, siły i niezależności. Działa jak
magnes!
Cena – 249 zł
OK! 25
czajnik 1L z sitkiem DELIO, dostępny w kolorach:
czarny, żółty, zielony – Villa Italia, 79 zł
czajnik 800ml z sitkiem ARDO, dostępny w kolorach:
seledynowy, beżowy, kremowy – Villa Italia, 79 zł
czajnik 600ml z sitkiem TINOS, dostępny w kolorach:
bakłażan, żółty – Villa Italia, 57 zł
czajnik 1 l z sitkiem RICARDO kremowy – Villa Italia, 62 zł
czajnik 0,8 l z nakładką MILO kremowy – Villa Italia, 82 zł
zestaw czajnik 0,8 l z filtrem
+ 2 filiżanki ze spodkami JENA – Villa Italia, 167 zł
komplet 2 kubki 250 ml ze spodkami JAGUAR – Villa Italia, 154 zł
komplet 2 filiżanki 220 ml ze spodkami JAGUAR – Villa Italia, 119 zł
25% rabatu
na cały asortyment
Villa Italia
oferta ważna
od 26.10 do 03.11.2013
24
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
Galeria Słoneczna,
Radom, ul. Chrobrego 1
COLLISTAR
GLOSS DESIGN
Błyszczyk do ust
o wyjątkowo intensywnym kolorze. Delikatne
drobinki mienią się,
dając efekt 3D. Wyciąg
z alg, imbiru i mirry
oraz proteiny pszenicy
wygładza i chroni usta
przed starzeniem się.
Doskonale wypełnia
usta nawet o 25% już
w godzinę po aplikacji.
Cena – 74 zł
COLLISTAR
TWIST EYE
SHADOW
Perfekcyjne
połączenie lekkości
i jedwabistej gładkości pudrowych
pigmentów oraz
komfortu
i miękkości kremowej formuły.
Cień idealnie rozkłada się na powiece
tworząc delikatną
i pełną intensywnego koloru powłokę.
Cena – 69 zł
CLARINS ROUGE ECLAT LIPSTICK
Pomadka nadająca trwały kolor, który
utrzymuje się na ustach przez dwanaście
godzin. Jedwabista przez cały dzień,
zapewniając przyjemne uczucie. Kolor
jest nasycony, wytrzymały, a konsystencja
kremowa i gładka o satynowym połysku.
Cena – 89 zł
Perfumeria Douglas
Galeria Słoneczna, Radom, ul. Chrobrego 1
R
E
K
L
A
M
A
CROSSFIT MOŻE
UPRAWIAĆ KAŻDY
Od ponad dziesięciu lat popularny w Stanach Zjednoczonych, właśnie
teraz dociera do Polski. Specjalnie opracowany trening pozwala
nie tylko poprawić siłę i kondycję, ale również zrzucić zbędne kilogramy.
Wystarczy tylko trafić do Reebok Crossfit Radom i trenować pod okiem
jedynych certyfikowanych instruktorów Crossfit.
C
rossfit jest uniwersalnym
programem, dlatego
nadaje się dla każdego
niezależnie od poziomu sprawności i doświadczenia.
Jest stworzony dla osób w każdym
przedziale wiekowym. W krajach
zachodnich uprawiają go zarówno dzieci, kobiety oraz mężczyźni
w wieku nawet 60 lat. W treningu
stopień trudności i obciążenia są
indywidualnie skalowane do możliwości trenującego.
Na tą dyscyplinę sportu składają
się ćwiczenia gimnastyczne ciężarem własnego ciała – pompki,
podciąganie na drążku, przysiady
bez obciążenia, brzuszki, ćwiczenia
metaboliczne – rower, bieg, ergometry wioślarskie, skakanka, a także weightlifting, czyli podnoszenie
ciężarów – przysiady z obciążeniem,
martwe ciągi, wyciskania, zarzuty,
rwania sztangi. Crossfit opiera się
na ruchach funkcjonalnych ciała,
czyli mających odzwierciedlenie
w życiu codziennym. Unika ćwiczeń
izolowanych, które nie są naturalne
dla człowieka.
Jesteśmy jedynymi z niewielu
w Polsce, certyfikowanymi trenerami
Crossfit (Crossfit Trainer Level 1). Posiadamy amerykańską licencję. Nasz
Box jest w tej chwili jednym z trzech
działających w Polsce pod patrona26
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
tem Reebok’a. Nasza wiedza poparta jest nauką i godzinami treningów
odbytymi w wielu krajach Europy,
m.in.: w Anglii, Niemczech i Szwecji.
Amerykańscy trenerzy pokazali nam
perfekcyjną technikę wykonywania ćwiczeń, która jest stawiana na
pierwszym miejscu ze względu na
bezpieczeństwo ćwiczącego. Pracujemy na wysokiej klasy sprzęcie
renomowanych firm: Eleiko, CrossGym, Rouge. Cały nasz Box wyposażony jest w sprzęt charakterystyczny
dla treningu Crossfit. Naszym atutem
jest podłoga przeznaczona wyłącznie do tego typu treningów. Jest ona
szczególnie ważna w ćwiczeniach
z ciężarami.
Crossfit tym różni się od tradycyjnych treningów fitness, iż przygoto-
wuje ćwiczącego do tego, aby mógł
podjąć wyzwanie w każdej innej
dyscyplinie sportu, pomaga wielu
sportowcom w innych dziedzinach
sportu podnieść swoje wyniki.
W przeciwieństwie do klubów fitness wytrenowuje człowieka we
wszystkich trzech dziedzinach: gimnastyka, metabolizm i weightlifting,
czyli podnoszenie ciężarów.
Treningi w naszym Boxie odbywają się w przyjacielskiej, sportowej
atmosferze. Osoby przed chwilą ze
sobą rywalizujące za chwilę dopingują się do dalszego treningu. Dlatego Crossfit jest unikalny w swojej
formie, rozwijany społecznościowo.
Atmosfery panującej Boxie Crossfit
nie da się porównać z atmosferą
panującą w tradycyjnych klubach
fitness.
Milionom ludzi na całym świecie
Crossfit pozwolił osiągnąć efekty
doskonałej formy oraz kształtowania sylwetki jakich nie byli w stanie
uzyskać dotychczas. Dlatego Stany
Zjednoczone, Skandynawia oraz
większość krajów na całym świecie
oszalała na punkcie Crossfit.
Ewelina i Jakub Janik
Reebok CrossFit Radom
ul. Młodzianowska 73 L
Tel.: 48 382 06 00
www.crossfitradom.pl
uroda OK!
uroda OK!
Kiedy skóra jest zdrowa staje się naszą najlepszą wizytówką. Ale jak
zadbać o jej naturalnie piękny wygląd? PCA Skin to sprawdzone,
amerykańskie preparaty na bazie retinolu, niezawodne w walce o piękny
i młody wygląd cery. Klinika Piękna jako jedyna w Radomiu ma w swojej
ofercie zabiegi z zastosowaniem PCA Skin.
SOLARIUM
PEELINGOWA REWOLUCJA
DZIAŁA NA SAMOPOCZUCIE
W
Dzięki opalaniu w solarium, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym,
zapomnisz o złym nastroju, smutku, przeziębieniu i depresji. Jest to rezultat
powstającej w wyniku naświetlania endorfiny, nazywanej często
słonecznym hormonem szczęścia. Nie chodzi już bowiem tylko i wyłącznie
o brąz, lecz o prawdziwe biopozytywne oddziaływanie promieni
ultrafioletowych na nasz organizm, samopoczucie i nie tylko.
łaśnie teraz,
jesienią, nasza
skóra płaci cenę
za beztroskie
wylegiwanie się na słońcu podczas wakacji. Cera jest przesuszona, często dostrzegamy też
nowe zmarszczki i przebarwienia. Pora więc zafundować jej
zabiegi złuszczające.
Peelingi pozwalają nam przyspieszyć proces złuszczania,
który w zależności od użytego
preparatu zachodzi na wierzchniej warstwie naskórka lub środkowej
warstwie skóry właściwej. Po wygojeniu następuje odmłodzenie skóry,
zmniejszenie przebarwień i likwidacja
powierzchniowych blizn.
Od niedawna w Polsce dostępne są peelingi amerykańskiej firmy
PCA. Preparaty PCA Skin zawierają
retinol, który jest obecnie uważany
przez specjalistów za najbardziej
skuteczną substancję przeciwstarzeniową. Podzielone są na dwie grupy
– preparaty do wstępnych zabiegów,
przygotowujące skórę do kuracji
oraz preparaty zawierające stabilny
retinol w stężeniu 0,5%. Dostępne
są też kosmetyki PCA Skin do domowej, samodzielnej kuracji, które pozwolą przedłużyć lub utrwalić efekty
zabiegu w gabinecie.
Indywidualna kuracja
Poszczególne preparaty dostosowane są do potrzeb skóry starze-
sowaniu peelingu. Dobieramy też kosmetyk z tej samej
linii do pielęgnacji domowej
– dodaje.
Peeling PCA Skin
jącej się (nawilżenie, zmniejszenie
widoczności drobnych zmarszczek,
poprawa jędrności i gęstości skóry), z problemami trądzikowymi
(regulowanie wydzielania sebum,
zmniejszanie widoczności przebarwienia, łagodzenie stanów zapalnych). PCA Skin warto też stosować
przy trądziku różowatym (łagodzenie stanów zapalnych, zmniejszenie zaczerwienienia). – Każda
kuracja powinna być skrojona na
miarę, dobrana do indywidualnych
potrzeb danej osoby – mówi Anna
Sys z Salonu Kosmetycznego Klinika Piękna, która jako jedyna w Radomiu ma w swojej ofercie zabiegi
z zastosowaniem PCA Skin. – Ustalamy, jakie preparaty będą najlepsze, decydujemy o intensywności
kuracji i liczbie zabiegów. Rozmawiamy o właściwym przygotowaniu skóry i sprawdzamy, czy nie ma
żadnych przeciwwskazań do zasto-
20 procent rabatu na zabiegi kosmetyczne na twarz.
Oferta ważna do 30 listopada 2013 roku.
28
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
PCA Skin jest światowym
liderem w dziedzinie peelingów chemicznych oraz
preparatów opartych na retinolu – najskuteczniejszego
składnika regeneracyjnego
oraz anty-aging. Najwybitniejsze, światowe podręczniki medyczne zgodnie uznają PCA
Skin za twórcę jednych z najbardziej
innowacyjnych i zaawansowanych
peelingów chemicznych. Retinol to
witamina A w czystej postaci, która
przede wszystkim stymuluje proces
odnawiania komórek. Wnika ona
w głębsze warstwy skóry i dlatego jej
skuteczność jest bardzo wysoka.
PCA Skin pomaga leczyć takie
problemy skórne jak fotostarzenie,
utrata jędrności skóry, przebarwienia, trądzik pospolity i różowaty,
nadmierny łojotok oraz blizny potrądzikowe.
Klinika Piękna
ul. Mickiewicza 10, Radom
tel. 48 384-00-99
S
olarium w zimie to bardzo
dobra, a może nawet najlepsza z możliwych, alternatywa dla słońca pod warunkiem, że znajdziemy profesjonalny
salon. Ale aby opalanie w solarium
było bezpieczne, musimy pamiętać
o kilku zasadach:
przed sesją opalania usuń makijaż,
na czas opalania załóż specjalne
okulary ochronne, podczas opalania miej oczy zamknięte,
do opalania nie używaj kosmetyków z filtrami przeciwsłonecznymi,
korzystaj z solarium nie częściej
niż jeden raz dziennie; rób przerwy
między sesjami – dla karnacji normalnych jednodniowe, dla skóry
wrażliwej, co najmniej dwudniowe;
twoja skóra musi zdążyć wypocząć
i zregenerować się,
jeśli na twoim ciele znajdują się
znamiona barwnikowe (pieprzyki
i przebarwienia) – zabezpiecz je
przed sesją opalania, skonsultuj się
również z lekarzem dermatologiem,
jeżeli jesteś chora, jesteś w okresie rekonwalescencji, jesteś w ciąży
lub niedawno urodziłaś dziecko,
skonsultuj się ze swoim lekarzem,
czy możesz opalać się w solarium,
przeciwwskazaniem do opalania
są wykonane zabiegi kosmetyczne,
w szczególności te z zastosowaniem
kwasów owocowych i retinolu.
Aktywność fizyczna również poprawia samopoczucie. Tu pomocna
może być nowoczesna bieżnię pod
ciśnieniem i podczerwienią Vacu
Active. Podczas ćwiczenia działające podciśnienie powoduje poprawę
krążenia krwi w skórze i tkance podskórnej w miejscach, gdzie odkładają się większe ilości tłuszczu, czyli na
udach, brzuchu, talii i pośladkach.
Zastosowane podciśnienie powoduje również poprawę krążenia
limfy, odpowiedzialnej za usuwanie
nadmiernych płynów i produktów
przemiany materii. Efektem jest wygładzenie skóry, poprawa jędrności,
brak cellitu oraz redukcja zbędnych
kilogramów i centymetrów.
Bieżnia Vacu Active to dwukrotnie
szybsze spalanie tkanki tłuszczowej,
usuwanie nadmiaru toksyn z organizmu, przyspieszenie przemiany materii, działanie przeciwbólowe, opóźnienie procesu starzenia się skóry.
Agnieszka Leśniewska
Solarium Fashion
i Vacu Active
ul. Chrobrego 44 lok. 4,
Radom
(na przeciwko Uniwersytetu
Technologiczno-Humanistycznego)
tel. 668-929-507
uroda OK!
Woda utleniona z sodą
PAZNOKCIE
– SPOSOBY
NA WYBIELENIE
Pożółkłe paznokcie to niestety problem wielu z nas. Czy istnieje
na to skuteczne rozwiązanie? Czy można to zrobić domowymi
sposobami? Jakie są przyczyny żółknięcia paznokci? Jak łatwo
i bezpiecznie wybielić paznokcie? Przeczytaj nasz poradnik!
Przyczyny żółknięcia paznokci
Nawet najbardziej zadbane paznokcie
potrzebują czasem wybielenia. Ciemne
lakiery wprawdzie wyglądają bardzo efektownie i kobieco, ale nie rozpieszczają niestety naszych paznokci – barwnik z lakieru
przenika niekiedy do zewnętrznej warstwy
płytki, co powoduje powstawanie nieestetycznych przebarwień. W niektórych
przypadkach zażółcenie paznokci jest wywołane również paleniem papierosów lub
chorobami (np. początkową fazą grzybicy).
Jeśli chodzi o to ostatnie, należy oczywiście
skorzystać z porady lekarza lub farmaceuty. Jednak zażółcenia z powodów kosmetycznych, łatwo można usunąć domowymi
sposobami.
Domowe sposoby
na wybielenie paznokci
Cytryna
Ukrój dwa plasterki cytryny. Końcówki
paznokci wbij w miąższ. Wetrzyj mocno
i potrzymaj palce wewnątrz cytryny przez
kilka minut. Następnie umyj ręce – jeśli
30
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
zażółcenie nadal się utrzymuje, zanurz paznokcie w cytrynowym miąższu jeszcze na
parę chwil.
Kwasek cytrynowy
Zwilż wodą szczoteczkę (np. do rąk, chociaż może być również do zębów). Posyp ją
odrobiną kwasku cytrynowego. Szczotkuj
płytkę paznokcia przez kilkadziesiąt sekund,
potem przepłucz ją wodą. Na zakończenie
posmaruj paznokieć kremem.
Woda utleniona
Na zażółcone paznokcie pomaga niekiedy wyczyszczenie ich za pomocą wody
utlenionej.
Mleko
Mało inwazyjną metodą wybielenia zażółconych paznokci jest zamoczenie ich
w miseczce ciepłego mleka. Wystarczy zanurzyć dłonie w mleku na kilka minut.
Wybielająca pasta do zębów
Wybielająca pasta do zębów potrafi
czynić cuda i zapewnić nam śnieżnobiały,
hollywoodzki uśmiech. Dlaczego nie wykorzystać jej również do rozjaśnienia płytek
paznokci? Wyszczotkuj je wybielającą pastą
tak, jak myjesz zęby!
Wymieszaj łyżkę wody utlenionej
z łyżką sody oczyszczonej. Zanurz
paznokcie w mieszance na około
pięć minut.
Proszek do prania
Skoro proszek do prania potrafi
wywabić nawet najtrudniejsze plamy, dlaczego nie spróbować usunąć nim zażółceń na paznokciach?
Wystarczy rozrobić proszek z wodą
i zamoczyć w nim paznokcie. Jeśli
to nie pomoże, można płytki pocierać szczoteczką zwilżoną taką
mieszanką.
Białe mydło
Przygotuj roztwór z dużej ilości
białego mydła. Rozpuść je w wodzie, a kiedy stanie się już biała, wymocz w niej paznokcie.
Woda z kwaskiem
cytrynowym i solą
Do ciepłej, przegotowanej wody
wsyp odrobinę kwasku cytrynowego i trochę soli kuchennej. Wszystkie składniki wymieszaj, zamocz
paznokcie na kilka minut.
Możesz zapytać w drogerii o specjalne środki, służące do wybielania
paznokci. Są to np. kremy, odżywki lub olejki. Pamiętaj, że efekt nie
zawsze będzie natychmiastowy
– zwłaszcza w przypadku stosowania specjalnych odżywek w formie
lakieru.
Czy wybielanie paznokci
jest bezpieczne?
Pamiętaj, że zbyt częste wybielanie paznokci może doprowadzić
do nadmiernego osłabienia płytek.
Bądź ostrożna zwłaszcza przy najbardziej inwazyjnych metodach,
np. przy stosowaniu kwasku cytrynowego czy detergentów. Jednorazowe skorzystanie z tych sposobów nie
powinno zaszkodzić Twoim paznokciom, jednak zbyt częste uciekanie
się do takich zabiegów, może nie
sprzyjać ich kondycji. Jeśli są łamliwe, kruche i zniszczone, lepiej wybierz którąś z najbezpieczniejszych
metod – moczenie w mleku lub
w roztworze białego mydła.
Jak zapobiegać
żółknięciu paznokci?
Ciągłe używanie ciemnych lakierów może sprawić, że Twoje
paznokcie zżółkną na stałe. Jeśli
zauważasz u siebie pierwsze skłonności do zażółceń płytki, lepiej co
jakiś czas zafunduj paznokciom odpoczynek od ciemnych lakierów.
Aby uniknąć przebarwień, pamiętaj żeby zawsze używać bazy
pod lakier. Dzięki niej pigment
nie zabarwi płytek paznokci. Nie
musisz stosować specjalnych baz,
wystarczy, że użyjesz zwykłego,
bezbarwnego lakieru, który stworzy dodatkową warstwę ochronną
na paznokciach. Również regularne
stosowanie odżywek może uchronić Cię przed zażółceniami!
Jeśli przebarwienia paznokci nie
znikną nawet pomimo testowania
rozmaitych metod i produktów,
niezwłocznie zgłoś się do lekarza.
Żółtawe płytki nie zawsze są defektem kosmetycznym – bywają
również objawem różnego rodzaju
schorzeń, np. żółtaczki. Konsultacja
medyczna jest wtedy niezbędna.
Ładne paznokcie są nie tylko wizytówką zadbanej kobiety, lecz
także objawem zdrowia i prawidłowego funkcjonowania
organizmu.
Weronika Zabielska
wieszjak.pl
OK! 31
nowości OK!
DLA CIEBIE OD 20 LAT
Klasyka jest niezawodna,
sprawdza się w każdym
sezonie i zawsze smakuje tak samo dobrze.
Wypróbowany przepis
gwarantuje najwyższą
jakość, dlatego sok
marchewkowy firmy
Marwit ma tak głęboki
kolor, intensywny smak,
zapach świeżych
marchewek i jest pełen
wartości odżywczych.
Pij go regularnie dla
jędrnej skóry, pięknych
włosów i gładkiej cery.
Cena: ok. 3 zł (250 ml)
PRASOWANIE
MOŻE BYĆ ŁATWE
I PRZYJEMNE
Góry prania czekające na prasowanie
to zmora wielu kobiet. Ale wizja godzin
pracy z żelazkiem w ręku nie musi
spędzać snu z powiek. Warto wykorzystać pomysł,
który ułatwi i umili
ten należący do
najmniej lubianych domowych
obowiązków…
Na półkach sklepowych dostępny
jest szeroki wachlarz zapachów
wód do prasowania. Na jesiennozimowe wieczory
szczególnie
polecamy nutkę
egzotyki – zapach Zanzibar
z oferty Pachnącej Szafy. Woda jest
zamknięta w poręcznej, lekkiej butelce
z atomizerem. Wystarczy rozpylić płyn
bezpośrednio na prasowane ubrania,
pościel czy ręczniki, aby nadać im
świeży zapach przywołujący na myśl
nagrzany tropikalnym słońcem wiatr.
Cena: 7,99 zł (400 ml)
32
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
porada OK!
POMYSŁ NA DRUGIE ŚNIADANIE
Aksamitny śmietankowy serek topiony
od MSM Mońki to doskonały pomysł na
drugie śniadanie w pracy lub szkole. Dzięki
kremowej konsystencji z łatwością rozsmarowuje się na pieczywie. Serek dostępny
jest w dwóch formach opakowania:
w miniczteropaku (4×25 g) i w opakowaniu pojedynczym o pojemności 100
g. Poręczne opakowanie sprawia, że
możesz zabrać go, gdziekolwiek chcesz
– bez problemu zmieści się w małej torebce lub
plecaku. Cena: ok. 2 zł (100 g), ok. 2 zł (4×25 g)
SZYBKI SPOSÓB
NA CIASTO DROŻDŻOWE
Delecta rozbudowuje linię Udane wypieki
wprowadzając na rynek Drożdże instant.
Jednoporcjowe opakowanie produktu pozwala
szybko, bez przygotowywania rozczynu, spulchnić ciasto z połowy kilograma mąki. Drożdże
instant, to jedyny rodzaj drożdży, jaki należy stosować w procesie pieczenia w automatycznym
wypiekaczu do chleba. Nie zawierają konserwantów, gdyż proces
suszenia zapewnia ich trwałość, dzięki czemu nie wymagają także
przechowywania w lodówce. Cena: 1,29 zł (8 g)
PRZEŁOMOWE PALUSZKI Z KARMELEM
Krakuski wprowadzają ciastka dedykowane dzieciom. Karmelio to kruche
delikatne ciasteczka z karmelem
oblane mleczną czekoladą.
Cena: 3,99 zł (130 g)
REWOLUCJA W GOTOWANIU
Każde danie przyrządzone w garnku ze
szkła TERMISIL będzie smaczne, pełne
mikroelementów oraz składników
odżywczych. Naczynia żaroodporne od
TERMISIL nie zawierają substancji szkodliwych dla zdrowia i są hypoalergiczne,
a dodatkowo mają wysoką odporność
na różnice temperatur. Dodatkowo
bezbarwne szkło pozwoli na obserwację
całego procesu powstawania smacznej, kolorowej potrawy.
Cena: 24,99 zł (1,4 l), 19,99 zł (1,2 l)
Każda pani domu posiada swoje sekrety,
które skutecznie ułatwiają jej
utrzymanie gospodarstwa domowego
w należytym porządku.
Niejednokrotnie słyszymy o tzw. „babcinych sposobach”
jako antidotum na wszystko. Oto kilka z nich…
Jak pozbyć się zapachu
stęchlizny z ubrań?
Bardzo trudno jest się pozbyć zapachu stęchlizny, który jest skutkiem
długiego przechowywania ciuchów
w zamkniętym, nie wietrzonym pomieszczeniu. Stęchliznę może też
wywołać chowanie do zamkniętej
szafy wilgotnych ubrań. Zapach ten
jest nie tylko krępujący, ale także
bardzo nieprzyjemny. Jak się go
pozbyć?
Olejek sosnowy
Soda oczyszczona
Do prania dodaj kilka kropli olejku sosnowego. Jest on bezpieczny
dla pranych tkanin, doskonale absorbuje zapach stęchlizny i dodatkowo pomaga wywabiać plamy.
Możesz także zmieszać w butelce
z atomizerem olejek sosnowy i gorącą wodę, a następnie spryskać nim
ubrania. Później ubrania wypierz
i wysusz, a nieprzyjemny zapach stęchlizny powinien zniknąć.
Dodaj do prania sodę oczyszczoną. Podobnie jak olejek sosnowy, pomaga ona wywabić plamy
i wchłania wszystkie rodzaje niechcianych zapachów. Sodę możesz
także rozpuścić w ciepłej wodzie
i spryskać nią ubrania, dokładnie tak
samo jak w przypadku olejku sosnowego.
OK! 33
Triki kucharskie dla nie zawsze perfekcyjnej pani domu
Marzysz o tym, by zostać perfekcyjną panią domu, ale coś
cały czas staje ci na drodze?
Poznaj kilka tajemniczych sposobów.
Żeby pozbyć się zapachu krojonej cebuli lub czosnku z dłoni,
po prostu potrzyj nimi zlew lub łyżkę ze stali nierdzewnej. Ten rodzaj
stali pochłania zapachy.
Jeśli zdarzy ci się przesolić zupę,
wrzuć do garnka obranego
ziemniaka. Zaabsorbuje on nadmiar soli.
Nigdy nie wkładaj do lodówki
cytrusów lub pomidorów. Niska temperatura niszczy ich aromat
i smak.
Przypaliłaś ryż? Połóż na wierzch
kawałek zwykłego chleba i pozostaw na 5 – 10 minut. Białe pieczywo zaabsorbuje smak spalenizny.
Uważaj jednak, żeby przez przypadek nie podać gościom przypalonego ryżu z dna rondla!
Jeśli sól w solniczce zbija się w
5
grudki, wsyp do niej kilka ziaren
ryżu. Zaabsorbuje on nadmiar wilgoci.
Plastikowe pojemniki na żywność lekko natłuść w środku.
Dzięki temu nie zabarwią się od
przecieru pomidorowego, sosu marinara, chili czy dowolnego innego
sosu, który mógłby je zniszczyć.
Żeby łatwo usunąć przypalone jedzenie z patelni, skrop jej
dno 1 – 2 kroplami płynu do mycia
naczyń, a następnie napełnij patelnię wodą. Umieść ją na kuchence
i doprowadź wodę do wrzenia.
Spaleniznę wylejesz wraz z wodą
do zlewu.
Zmieszaj 2 szklanki wody z 1 łyżeczką ekstraktu waniliowego.
Umieść roztwór w pojemniczku
nadającym się do podgrzewania w
mikrofalówce. Włóż go do ustawionej na dużą moc mikrofalówki na
5 minut. Następnie wyjmij pojemnik
1
6
2
7
3
4
8
i przetrzyj wnętrze mikrofalówki.
Cały osad zniknie, a kuchenka będzie pięknie pachnieć wanilią.
Jeśli jesteś ciasteczkowym potworem, ale nie lubisz gdy chrupiące na początku ciastka robią się
wilgotne i miękkie, włóż do pojemniczka z ciastkami kawałek skórki od
chleba. Wchłonie ona wilgoć, a ciasteczka dłużej pozostaną świeże.
Mole spożywcze? Nigdy
więcej! Włóż do mąki, cukru, ryżu i wszystkich innych miejsc,
gdzie żerują mole liście laurowe.
Satysfakcja gwarantowana.
Jeśli mały kawałek skorupki
wpadnie do miski z surowym
jajkiem, namocz palec w wodzie,
zanim spróbujesz go wyłowić. Zdziwisz się jak łatwo ci pójdzie.
Umieść drewnianą łyżkę na
wierzchu garnka, a gotująca
się w nim woda nie przeleje się.
Magia!
9
10
11
12
na podstawie tipy.pl
foto: Cezary Piwowarski/TVN
temat OK!
(DYS)
FUNKCJONALNI
RODZICIE
Nadopiekuńczość rodzicielska przybiera różne formy. Czas,
w którym dziecko idzie do przedszkola lub szkoły, sprzyja wzmożeniu
nadopiekuńczości skierowanej na „ułatwianie” dziecku procesu
socjalizacji w nowym środowisku. O ile działania nadopiekuńczych
rodziców im samym wydają się być naturalne, o tyle dla
nauczycieli i pedagogów szkolnych stają się one często poważnym
utrudnieniem w pracy dydaktycznej. A i dla samego dziecka owa
nadopiekuńczość może okazać się krzywdząca.
O tym jak przyjmować prawidłowe postawy i mądrze pomagać
dziecku w nauce rozmawiamy z psycholog, autorką wielu
programów dla rodziców, Dorotą Zawadzką.
Owczy pęd
To, na jakiego dorosłego człowieka wyrośnie nasze dziecko, nie
zależy tylko i wyłącznie od genotypu jakim go obdarzymy. Poza tym,
że czynnik biologiczny pełni istotną
rolę w procesie rozwoju osobowości, to nie należy przy tym zapominać o równie istotnym czynniku
środowiskowym: rodzinnym i rówieśniczym. Rodzina, jako najważ34
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
niejsza komórka społeczna, stanowi
podstawę wszystkich grup tworzących społeczeństwo. Jest ona więc
nie tylko odpowiedzialna za prawidłowy rozwój fizyczny, ale również
za rozwój psychiczny, emocjonalny
i społeczny młodego człowieka.
Instynkt rodzicielski kształtuje w nas
potrzebę stworzenia odpowiednich
warunków zapewniających dziecku
ten prawidłowy rozwój. Niejednokrotnie jednak przekraczamy granice
zdrowo rozumianej opieki, co przeradza się w niezdrową, głównie dla
naszej pociechy, nadopiekuńczość.
Zdaniem Doroty Zawadzkiej, nadopiekuńczość to nic innego jak wychodzenie przed szereg. Objawia się
to w sytuacjach, gdy dziecko jeszcze
nie prosi o pomoc, a rodzic już pomaga lub gdy dziecko nie wykazuje
jeszcze zainteresowania, a rodzic
próbuje mu coś narzucić: – Rodzic
chce, żeby dziecko było najlepsze,
temat OK!
żeby coś umiało, ale zamiast nauczyć, wskazać i podpowiedzieć, rodzic robi za dziecko
różne rzeczy. Począwszy od najprostszych
czynności, wymagających samodzielności,
przez odrabianie prac domowych, mówienie, czy nawet myślenie za dziecko. Brak czasu, wynikający z tego stres i poczucie winy,
niespełnionego obowiązku rodzicielskiego,
a jednocześnie świadomość konieczności
zapewnienia dziecku odpowiedniego wykształcenia, powodują swoisty paradoks.
W jego obliczu odpowiedzialność za
wyniki w nauce zrzucamy najczęściej na
nauczycieli. System ich pracy, określony
w założeniach programowych, powinien
być uzupełniany dodatkową pracą z dzieckiem w domu. Mimo tego nauczyciele
często spotykają się z próbą ustawienia
przez rodziców sytuacji w szkole. Dorota
Zawadzka przyznaje: – Jest to dość spory
problem, jednak najważniejsze to umieć
odpowiedzieć sobie na pytanie, na czym
tak naprawdę nam zależy – na tym, żeby
dziecko miało jak najlepsze oceny, czy żeby
umiało. Być może po uczciwej odpowiedzi
na tak postawione pytanie część nadopiekuńczych rodziców zaprzestanie nagminnych odwiedzin nauczycieli, mających na
celu wymuszenie lepszej oceny czy indywidualnego traktowania naszego dziecka.
Może nadopiekuńczy rodzice przestaną
odrabiać za swoje pociechy lekcje, pakować im plecaki i wydzwaniać po każdej lekcji w celu upewnienia się, czy w tym czasie
wszystko przebiegło według ich scenariusza. Lecz najważniejsze to umieć, a przynajmniej próbować, wsłuchać się w głos
dziecka i umożliwić mu poznanie samego
siebie, zweryfikowanie swoich możliwości,
talentów, zainteresowań. Bo to, co według
nas jest dla niego najlepsze, niekoniecznie
pokrywa się z tym czego dziecko pragnie.
Narzucanie z góry określonej drogi, przy
jednoczesnym zamykaniu w schemacie zależności od nas samych, na pewno w przyszłości zaprocentuje. Tylko czym? – Dzisiaj
wszyscy chcemy, żeby nasze dziecko było
najlepsze, najmądrzejsze, miało najlepsze
oceny w szkole, co pozwoli mu na naukę
w najlepszym liceum, następnie wybór najlepszej uczelni. Jednak współczesne dzieci
kompletnie nie są trenowane do porażki.
Wszystkie natomiast muszą być zwycięzcami. Tak wychowane dziecko już jako dorosły
36
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
człowiek jest najczęściej nie decyzyjne. Brak
mu pewności siebie i wiary we własne możliwości – mówi psycholog.
Mentalny „dziubuś”
W szkole, szczególnie w pierwszych klasach, wyraźnie widać, że dzieci nie radzą
sobie z samodzielnością. Rodzice zamiast
wskazać kierunek, najczęściej zastępują
maluchów w podstawowych czynnościach.
Jak mówi Dorota Zawadzka: – Z badań, które robiłam na własny użytek wśród matek
dzieci rozpoczynających naukę w szkole
wynika, że najczęściej to matki chłopców
są przekonane o tym, że ich dziecko nie jest
jeszcze gotowe na podjęcie nauki, że sobie
nie poradzi. A dziewczynka jak najbardziej,
przecież ona jest odpowiedzialna, poukładana. Wynika to z tego, że od małego jesteśmy wychowywane, aby radzić sobie
w trudnej sytuacji. I przez całe życie, już jako
kobiety radzimy sobie. Wiadomo, że mózg
kobiety różni się od mózgu mężczyzny, ale
nie na tyle, żeby mężczyzna nie mógł być
samodzielny, czy wykonywać różnego rodzaju czynności niezależne od płci. Być może wspomniane
postawy matek chłopców wynikają
z postaw ich partnerów życiowych,
którzy sami są niezaradni. Jednak czy
w takiej sytuacji nie powinnyśmy
próbować wychować syna na zaradnego? – Tak się właśnie nie dzieje. Kiedy facet znika, to kobieta wychowuje
sobie tak syna, który w wieku kilku lat
doradza jej, czy ma na przykład ładną fryzurę. Ale w ten sposób go również ubezwłasnowolnia – opowiada
Zawadzka. Obecnie dużo mówi się
o tym, że dzieci, niezależnie od płci
powinno wychowywać się tak samo.
O tym, że wychowanie powinno iść
jednotorowo. Jednak nadal znaczna
większość rodziców pozwala bawić
się dziewczynkom samochodami,
natomiast dużo mniej pozwala bawić się chłopcom lalkami. – Jeżeli
zbyt głośno się o tym mówi, to rozpoczynają się protesty – przyznaje
Zawadzka. I dodaje: – Bo kogo my
w końcu chcemy wychować? „Babę”,
czy faceta? Ale problem polega na
tym, że nie wychowujemy facetów.
Zamiast tego dorasta nam człowiek,
który jest lękowy, ma niskie poczucie
kompetencji, a tym samym własnej
wartości. Według psychologów i terapeutów to od matki zależy w jakim
momencie pozwoli odejść swojemu
„małemu chłopcu”. Proces „uwalniania” emocjonalnego i społecznego
powinien zacząć się stopniowo
i być odpowiednio dostosowany
do wieku. W przeciwnym razie, jak
mówi psycholog: – Kilkuletni syn do
którego matka wciąż mówi „dziubusiu” prawdopodobnie również
w wieku dwudziestu lat będzie jej
„dziubusiem” i takim też mentalnym
„dziubusiem” pozostanie do końca
życia. Na temat relacji matka – syn
napisano już wiele i pewnie jeszcze
wiele zostanie napisane. Niestety
w dalszym ciągu nie wiadomo na
czym polega tajemnica tej więzi. Na
pewno składa się na nią wiele czynników, począwszy od naszych pierwotnych instynktów. Jednak w miarę
postępu cywilizacyjnego to kobiety
wiodą prym w wielu dziedzinach
życia społecznego. Stają się silniejsze i bardziej zaradne od mężczyzn
wychowywanych przez „dobre”
mamusie. Być może więc „parasol
ochronny” rozkładany przez matki
i partnerki życiowe mężczyzn jest
próbą ich degradacji i objęcia całkowitej kontroli nad nimi? A może
po prostu w niektórych kobietach
tkwi silna potrzeba dowartościowania się przez mężczyznę, nawet
jeśli jest to kilkuletni chłopiec, dla
którego jeszcze, mama jest jedyną
kobietą na świecie?
Nauczyciel nie sługa
Jeżeli Wasze dziecko chodzi do
szkoły, a Wam zależy bardziej na
jego dobrych ocenach niż jemu
samemu, to macie problem. Jeśli dodatkowo ta troska opiera się
głównie na kontrolowaniu, nachodzeniu, proszeniu, wymuszaniu
i szantażowaniu kadry pedagogicznej, to ona też ma problem. Z Wami.
Nie wspominając o dziecku, które
często może czuć się zawstydzone
lub wręcz zażenowane Waszą postawą. – Rodzice całkowicie o tym
zapominają. Miałam kiedyś w klasie
chłopca, który przyznał się, że lekcje
zostały odrobione przez mamę.
Pozostałe dzieci zaczęły się z niego
śmiać i widać było, że mu wstyd.
Wiele dzieci nie potrafi na przykład
samodzielnie przebrać się na lekcje
wf-u lub zapytać o cokolwiek nauczyciela – mówi Dorota Zawadzka. Przyznaje również, że podobne
zachowania rodziców nie sprzyjają
kształtowaniu prawidłowych postaw
życiowych u dzieci. Wyręczając je
w podstawowych czynnościach,
czy załatwiając za nie proste rzeczy
w szkole, robimy krzywdę nie tylko
dziecku, ale również sobie. Nauczyciel bojący się zwrócić uczniowi
uwagę, za niewłaściwe zachowanie
lub słabą ocenę, staje się łatwym celem dla nadopiekuńczego rodzica.
Nie zapominajmy też o tym, że dzieci są dobrymi obserwatorami. Każ-
de z nich powinno być traktowane
indywidualnie, jednak nie powinno
odbywać się to na zasadzie „moje
dziecko ma szczególne prawa”. Bo
nauczyciel, pomimo szczerych chęci, ma w klasie co najmniej kilkanaścioro uczniów, również wymagających i zasługujących na uwagę. Jak
mówi Dorota Zawadzka: – Na szacunek dziecka trzeba sobie zapracować, ale nie zrobimy tego ulegając
mu we wszystkim czy załatwiając
za nie szkolne sprawy. Takie podejście może zdemoralizować dziecko,
które w przyszłości również będzie
oczekiwało, że ktoś coś mu załatwi.
W końcu zostało tego nauczone
przez rodziców. Niestety coraz częściej rodzicie popadają w skrajności
związane z nauką i wykształceniem
swoich dzieci. Prawdopodobnie
mają na to wpływ ich niespełnione
ambicje, którymi je obarczają, jak również potrzeba
OK! 37
chwalenia się osiągnięciami pociechy. – Rozwój intelektualny
dziecka wydaje się być miarką rodzicielskich sukcesów. Ale rozwój społeczny i emocjonalny również jest
bardzo ważny. Z tym, że nie można
nad nim pracować dopiero wówczas, kiedy dziecko idzie do szkoły.
Ten proces powinien rozpocząć się
już w przedszkolu – radzi Zawadzka.
W jakim kierunku zmierza edukacja
naszych dzieci? Czy to, co obecnie
dzieje się w wielu szkołach, czyli
przekonanie dyrekcji i nauczycieli,
że rodzicom lepiej ustąpić rzeczywiście pomoże dziecku w nauce?
Jak będąc pedagogiem rozmawiać
z „dobrymi” rodzicami? – Powinniśmy pamiętać o tym, że prawa dorosłych nie są mniejsze od praw dzieci.
One są takie same. Skoro uczeń ma
prawo ubliżyć nauczycielowi, to nauczyciel ma prawo powiedzieć uczniowi, że mu to nie podoba się i tak
nie wolno. Jakieś dziury edukacyjne
nam się porobiły i moim zdaniem,
na razie idziemy w dół. Ale odbijemy
się może od dna – rozmyśla Dorota
Zawadzka.
Paulina Mąkosa
CZEGO
O PRALKACH
NIE DOWIESZ SIĘ
W SKLEPIE?
20 PRALEK W TEŚCIE:
Na kupujących pralkę
czyha wiele pułapek. Jak nie dać się zwieść marketingowym
sztuczkom producentów? Odpowiedź dał test.
A
by porównać jakość 20
modeli pralek, eksperci ze
specjalistycznego laboratorium poddali je szczegółowym badaniom w ramach międzynarodowego testu z udziałem
Fundacji Pro-Test. Badacze sprawdzili, jak pralki radzą sobie z praniem, płukaniem i wirowaniem, ile
zużywają wody i prądu oraz ile czasu
potrzebują, by wyprać ubrania do
czysta. Na końcu ocenili, które są
głośne, a które ciche i sprawdzili,
czy łatwo je obsługiwać.
Wysoka klasa energetyczna nie
oznacza niższych rachunków
Coraz więcej Polaków, kupując
nową pralkę, zwraca uwagę na jej
klasę energetyczną i zużycie wody.
Dzięki obowiązkowi zamieszczania
na pralkach etykiet z podanymi klasami energetycznymi konsumenci
mogą porównywać te dane w róż-
38
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
nych modelach. Na przykład klasa
A+++ oznacza, że urządzenie jest
wyjątkowo oszczędne w zużywaniu prądu – tak przynajmniej nas
uczono. Ale mało kto wie, że klasa
energetyczna odzwierciedla pobory
wody i prądu tylko w dwóch programach prania: oszczędnym bawełny
w 40 i 60°C. Ile natomiast prądu
i wody pralka potrzebuje, kiedy włączamy pozostałe programy, tego już
nie dowiemy się z etykiety.
Zjawisko to doskonale widać
w wynikach naszego testu: Niektóre modele o klasie efektywności
energetycznej A+++ wypadły gorzej
w pojedynku na zużywanie prądu od pralek oznaczonych A+. Na
przykład pobór w przypadku Miele W5877 (A+++) wynosi 0,93 kWh
w programie prania bawełny
w 40°C, podczas gdy AEG 70260TL
(A+) w tym samym programie zużywa 0,49 kWh. Miele ma za symbo-
lem „A” trzy razy więcej plusów od
AEG. Mimo to w testowanym przez
nas programie AEG zużywa blisko
dwa razy mniej prądu.
A zatem oznakowanie klasy energetycznej może zmylić konsumentów – wiele osób w ogóle nie używa
bowiem programów oszczędnych.
Dlaczego? Są zbyt długie – ponad
trzy godziny to norma.
Konsument kupuje więc pralkę
oznaczoną klasą A+++, żeby oszczędzać na energii elektrycznej, tymczasem później w ogóle nie korzysta
z programu oszczędnego.
Przekręt na temperaturze
Na tym nie koniec problemów
ze współczesnymi pralkami. Okazuje się, że pranie w programie
oszczędnym 60°C często nie osiąga… 60°C.
Program standardowy jest krótszy od oszczędnego. Za to zużywa
foto: OK!magazyn
pro test
z reguły więcej wody i prądu. A to
oznacza większe rachunki.
Tylko dlaczego tak wiele pralek nie osiąga deklarowanej przez
producentów temperatury 60°C
w programie oszczędnym? To proste: producenci jak tylko mogą
obniżają temperaturę programu z
etykiety energetycznej, aby uzyskać
wyższą klasę energetyczną.
Najwięcej prądu pralka zużywa
na podgrzewanie wody. Dlatego
im niższa temperatura prania, tym
pralka jest bardziej energooszczędna. W wielu najnowszych modelach
temperatura w programie oszczędnym osiąga jedynie od czterdziestu
kilku do pięćdziesięciu kilku stopni.
To zmniejsza pobór prądu i dodaje
plusy za „A” na etykiecie.
Badania pokazują jednak, że
mimo obniżonej temperatury, pranie i tak dopiera się bez problemu.
Jednak, jak to w życiu bywa: jest coś
za coś – chłodniejsza woda w pralce oznacza wydłużenie cyklu prania.
Dlatego programy oszczędne trwają
zazwyczaj znacznie dłużej od standardowych.
Wyjaśniają to prawa fizyki. Otóż
efekt prania zależy od czterech
czynników: składu chemicznego
proszku do prania, mechaniki bębna, czasu oraz temperatury prania.
Gdy zmieni się jeden z tych parametrów, trzeba zmienić również co
najmniej jeden z pozostałych, aby
uzyskać taki sam efekt prania. Jeżeli
na przykład ilość proszku pozostaje
bez zmian, dana pralka musi albo
prać długo w ciepłej wodzie (jak
w programie z etykiety energetycznej), albo krótko w gorącej (jak
w programie standardowym).
Pułapka w bębnie
Kolejna pułapka, jaka czyha na
konsumentów wybierających nową
pralkę do swojego domu, związana
jest z jej ładownością. W tym miejscu musimy zwrócić twoją uwagę
na bardzo istotny szczegół. Otóż
producenci niektórych marek rozróżniają „rekomendowane załado-
wanie”, o którym piszą w instrukcji
obsługi, oraz „maksymalną ładowność” podaną na pralce.
Przed zakupem nowej pralki
sprawdź więc koniecznie, jaka jest
jej faktyczna ładowność. Chcesz
kupić pralkę większą od tej, której
aktualnie używasz? Lepiej zajrzyj do
instrukcji obsługi, żeby nie okazało
się, że przywiozłeś do domu urządzenie o takiej samej ładowności,
jaką ma twoja stara pralka.
W teście włożyliśmy do pralek
tyle prania, ile producenci rekomendują w instrukcjach obsługi,
a nie tyle, na ile wskazuje ich „maksymalna ładowność”. Dlaczego to
takie istotne? Bo, jak się okazuje,
bywa, że wyniki prania są inne, gdy
w bębnie znajduje się mniej ubrań i
inne, gdy jest ich więcej. Żeby dokładnie sprawdzić, jak skuteczne są
testowane urządzenia, badacze nie
poprzestali jednak na jednym praniu – z pełnym bębnem. Pralki ustawiono na standardowe programy:
najpierw na pranie bawełny w 40ºC
z bębnem załadowanym w 80%. Następnie sprawdzono program prania
tkanin syntetycznych w 40ºC – tym
razem z pełnym załadowaniem. Jaki
był wynik tego badania?
Najlepiej spośród wszystkich badanych modeli pierze Samsung WF80F5E0W2W. Wygrał on w teście ex
aequo z Miele W5877. Ta ostatnia
pralka jest jednak znacznie droższa
– trzeba na nią wydać aż 6499 zł.
Najniżej ocenioną pralką w teście
okazała się natomiast ładowana od
góry Candy CTL1006 z ceną poniżej
tysiąca złotych.
W teście przebadano następujące
pralki: AEG 70260TL, AEG L76475FL,
Beko WMB71031PTM, Beko WMB71232PTM,
Bosch WLO 24260, Candy CTL1006,
Electrolux EWT1567VDW, Gorenje W9865E,
Haier HW80-1482-DF,Hotpoint-Ariston
AQ93F29X EU, Indesit IWC 61051 ECO,
LG F12B9QDW, Miele W3371, Miele
W5873WPS, Miele W5877, Samsung
WF1602NHW, Samsung WF60F4E0N2W,
Samsung WF70F5E0W2W, Samsung
WF80F5E0W2W, Samsung WF80F5E5U2W
Samsung
WF80F5E5U2W
2099 zł
Hotpoint-Ariston
AQ93F29X EU
1999 zł
AEG 70260TL
1799 zł
Miele
W5877
6499 zł
Beko
WMB71031PTM
1299 zł
OK! 39
Ceny w dniu 15.10.2013r. Sklep zastrzega
sobie zmianę cen. Wszelkich szczegółowych informacji technicznych udzielają
pracownicy Media Markt w Radomiu.
Zapraszamy do zakupów.
Al. Grzecznarowskiego 28,
Radom
Centrum Handlowe M1
kuchnia OK!
KUCHNIA
Elizy
Proste przepisy, przygotowywane z pasją to jej
dewiza. Eliza Styczyńska, kulinarna blogerka,
razem z nami chce podbić świat waszych smaków
i niebiańskich doznań. Jesień to czas zbioru jabłek.
Doceń te łatwo dostępne i niedrogie owoce.
Poza przetworami, które w zimę na pewno
przydadzą się w kuchni, podpowiadamy jak teraz
możesz je smacznie wykorzystać.
SAKIEWKI NALEŚNIKOWE
Z PRAŻONYMI JABŁKAMI I CYNAMONEM
Takie naleśniki to obiad czy już deser? Jednak moje dzieci
zgodnie i z uśmiechami na twarzy oświadczyły, że zdecydowanie to pierwsze, więc się nie sprzeczam.
Składniki na naleśniki:
250 g mąki pszennej,
2 jajka,
250 ml mleka,
250 ml wody,
1/2 łyżeczki soli,
1/2 łyżeczki cukru,
olej do smażenia.
Wszystkie składniki bardzo dokładnie
zmiksować i usmażyć cieniutkie naleśniki.
Składniki na farsz:
4 twarde kwaśne jabłka,
4 łyżki cukru (jeśli jabłka są
słodkie to mniej),
sok wyciśnięty z 1 cytryny,
szczypta cynamonu,
cukier puder do posypania.
40
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
Jabłka umyć, osuszyć i obrać. Pokroić na ćwiartki, usunąć
gniazda nasienne i pokroić w plasterki. Od razu skropić sokiem
z cytryny (aby nie ściemniały) i wymieszać. Na całkowicie
suchą patelnię wrzucić cukier. Gdy się rozpuści i zacznie
brązowieć wrzucamy jabłka i mieszamy. Może się zdarzyć,
że na tym etapie cukier się skarmelizuje na sztywno i stwardnieje. Nie należy się tym przejmować, gdyż w trakcie podgrzewania rozpuści się ponownie. Uprażyć jabłka, a pod koniec
dodać szczyptę cynamonu.
Na każdy naleśnik ułożyć farsz i związać brzegi formując
sakiewkę. Gotowe sakiewki ułożyć w natłuszczonym naczyniu
żaroodpornym. Wstawić do nagrzanego piekarnika i zapiec
przed podaniem 5 – 7 minut w temperaturze 180°C. Podawać
posypane cukrem pudrem i z kleksem bitej śmietany.
SZARLOTKA
DYNIOWO-POMARAŃCZOWA
W propozycjach na dania z jabłkiem
nie może zabraknąć przepisu na
szarlotkę. Tym razem będzie to jednak szarlotka inna niż zwykle –
z dodatkiem dyni.
Składniki na nadzienie:
1 kg miąższu z dyni,
1 kg kwaśnych jabłek (szara
reneta lub antonówka),
3 łyżki cukru,
16 g cukru waniliowego,
ok. 1/2 i 1/4 szklanki wody,
1/4 łyżeczki cynamonu,
40 g masła,
sok z 1/2 cytryny i otarta skórka,
1 pomarańcza lub aromat
pomarańczowy.
Składniki na ciasto:
300 g mąki pszennej,
100 g mąki ziemniaczanej,
1/4 szklanki cukru,
2 czubate łyżeczki
proszku do pieczenia,
2 jajka,
16 g cukru waniliowego,
3 – 4 łyżki mleka,
160 g miękkiego masła.
Dynię obrać i pokroić w kawałki ok. 3×3 cm. Do dużego
rondla wlać ok. 1/2 szkl. wody i pod przykryciem prażyć
dynię do miękkości. Dodać sok z cytryny i pokrojoną
drobniutko pomarańczę. Prażyć jeszcze chwilę, tym razem
bez przykrycia w celu odparowania wody. Jabłka obrać,
wypestkować i pokroić na ćwiartki, a następnie te ćwiartki
na 3 – 4 kawałki. Jabłka wrzucić do dużego rondla, dodać
cukry, 1/4 szkl. wody i cynamon. Prażyć najpierw pod
przykryciem, a następnie bez (jabłka mają być miękkie,
ale nie całkowicie rozgotowane). Pod koniec odparować
wodę, wymieszać z dynią, dodać masło i jeszcze raz
ewentualnie doprawić. Zagotować i wystudzić.
Składniki ciasta bardzo dobrze wyrobić. Ciasto podzielić na dwie równe
części. Na papierze do pieczenia rozwałkować z ciasta prostokąt wielkości
blaszki (24×25) i przenieść go delikatnie do blaszki. Ponakłuwać. Wstawić
do nagrzanego piekarnika i podpiec 10 minut w temp. 180 °C. Po tym czasie
wyjąć, wyłożyć nadzienie i wyrównać.
Drugą część ciasta rozwałkować ponownie na papierze do pieczenia na
wielkość blaszki – zrolować z papierem, a następnie delikatnie przenieść
nad blaszkę i ciasto rozwijając ułożyć na wierzchu nadzienia. Wyrównać,
ponakłuwać i ponownie wstawić do piekarnika nagrzanego do 180°C na
ok. 30 – 35 min. Wierzch powinien być przyrumieniony. Upieczone ciasto
wystudzić. Wierzch posypać cukrem pudrem.
SURÓWKA Z KISZONEJ KAPUSTY Z JABŁKIEM
Błyskawiczna w przygotowaniu, a przy tym pyszna.
Składniki:
300 g kapusty kiszonej,
1 marchewka (ok. 50 g),
1 jabłko, 1/2 cebuli,
1,5 łyżki oliwy,
1-2 łyżeczki cukru pudru,
sól, pieprz.
Kapustę pokroić, marchewkę
i jabłko obrać i zetrzeć na grubej
tarce. Cebulę drobno pokroić.
Dodać oliwę. Doprawić cukrem,
solą, pieprzem i wymieszać.
http://mojepasjekrakow.blogspot.com/
foto: OK!magazyn
A ja mam
wszystkie zęby,
więc
jem torty
CZYM SĄ URODZINY?
Tola: Jak się człowiek urodzi,
CZYM SĄ TORTY Z PIELUSZEK?
Emilka: To są takie torty na pokaz. Nie można ich zjeść,
chyba, że ktoś lubi jeść papier.
Tola: Ładnie wyglądają. Jak jajka z niespodzianką… Ale nie
są z czekolady, bo czekolada jest strasznie uczulona.
Emilka: Gorzka czekolada nie jest słodka. A takich tortów
nie można zjeść. Czyli one nie są dla mnie i dla Ciebie.
Bo chyba lubisz słodkie słodycze jeść? Ja lubię. Mama
chowa przede mną, ale ja zawsze znajdę. Mam podobno
nosa jak pies tropiciel. Mama mówi, że psują mi się zęby
od tego szukania słodkości.
Tola: A ja mam wszystkie zęby. Więc jem torty. A te torty są
dla takich maluchów, co zębów nie mają. O, zobacz…
jak Hania i Rafał. One nie jedzą, tylko mogą popatrzeć.
Emilka: No i dorośli też mogą popatrzeć. Bo to oni
przynoszą maluchom takie torty. W sumie mają pomysł,
bo można zamiast ich jeść, brać pieluchy i zmieniać je
dzieciom, które jeszcze je noszą.
Tola
– 3 lata
Rafałek
– 15 miesięcy
Emilka
– 5 lat
to ma urodziny. I później, na kolejne
musi długo czekać. Za długo, bo mijają go
dni bez prezentów.
Emilka: Zanim się urodzi dziecko,
to ono jest w myślach mamy i taty.
Oni myślą, myślą i jakoś nas wymyślają
i się mama zaciąża.
Tola: Dzieci burczą w brzuchu… Jak głód.
Emilka: W urodziny ma się głód zabawek,
prezentów i życzeń. I gości.
Tola: Przynoszą wtedy wszyscy zabawki.
A jak się jest małym, to dostaje się
pluszaki. Takie jak Hania i Rafał.
OK! 43
KONKURS
Czekamy na zdjęcia Waszych
pociech z jesiennego spaceru.
To zdjęcie, które wyda się nam najbardziej zabawne, nagrodzimy voucherem o wartości 50 zł ufundowanym
przez firmę Pieluszkowybum. Zdjęcia
należy wysłać pocztą elektroniczną
([email protected]) do dnia
10 listopada 2013 roku. Regulamin
Redakcja zachowała oryginalne słownictwo i wypowiedzi dzieci. W sesji użyto torty pieluszkowe produkowane przez firmę
Pieluszkowybum (www.pieluszkowybum.pl).
42
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
Hania
– 2 lata
konkursu dostępny jest na stronie
www.okmagazyn.pl.
Przesłanie zdjęcia jest równoznaczne
z akceptacją regulaminu.
OK!ultura
Żadnych
emocji
się nie boi
„Majakowski”, „Anna Karenina”, „Zbrodnia
i kara”, „Szalone nożyczki”, „Klejnoty” – przy
takim ogromie pracy nie można się nudzić. Pytanie brzmi: czy zdarzają się pomyłki?
Zdarzają się (śmiech). Jesteśmy ludźmi.
Na szczęście to są tylko drobne potknięcia.
Majakowski i Wroński – obie role są dość nowe,
obie to tak zaprawdę dopiero kilka zagranych
spektakli. Czy to wystarczająco długi czas, by
przywiązać się do postaci? Czy w ogóle można
się do postaci przywiązać?
Myślę, że tak, że właściwie trzeba to
zrobić. To jest naturalne, to tak naprawdę
fundament pracy aktora. W postać trzeba
wejść, być nią. Jeżeli chodzi o Wrońskiego,
to wciąż jeszcze jestem na etapie „wgryzania się” w tworzoną przeze mnie postać,
a co do Majakowskiego – to jest mi już bardziej bliski. Po prostu spędziliśmy razem
więcej czasu (śmiech).
Widziałam próby do „Majakowskiego”, teraz
do „Anny Kareniny”. Moje wrażenie jest takie,
że łatwiej było Ci wejść w postać Wrońskiego.
44
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
Być może jest to związane z charakterem spektaklu, charakterem sceny, czy może pewnym
niepokojem, rozedrganiem, które towarzyszy
Majakowskiemu – postaci, ale także „Majakowskiemu” – spektaklowi.
To są całkowicie inne role. Nigdy nie jest
tak, że po prostu już się zna postać. Może
się zdarzyć, że zagra się świetnie na premierze, a potem można wszystkie spektakle
położyć. Ale może być i tak, że dopiero po
dziesiątym spektaklu coś w nas zaskoczy.
Chodzi o to, że nie wolno odcinać kuponów od tego, że zrobiło się coś fajnego.
O każdej postaci trzeba myśleć na nowo,
od początku w nią wchodzić. W tym zawodzie nie możesz sobie niczego zgromadzić
na zapas, jak na przykład biznesmen pieniądze. Wiadomo, można dostać dobre
recenzje i miło je potem wspominać, ale to
tylko tyle, bo jeżeli chce się znów wejść na
scenę i udowodnić, że się potrafi, to trzeba
wykonać całą pracę od początku.
Słyszy się nieraz takie opinie, że praca aktora
jest oczywiście pracą twórczą, ale w pewnym
foto: Teatr Powszechny w Radomiu
Co charakteryzuje dobrego aktora? Szerokie spektrum emocji,
które potrafi w jasny sposób przekazać widzowi.
Taki właśnie jest Marek Braun: rozedrgany Majakowski,
zakochany bez pamięci Wroński, zdolny popełnić zbrodnię
Raskolnikow, nieporadny tak, że aż śmieszny Fogg.
Te wszystkie postaci mają tylko jeden punkt styczny –
aktora, który wkłada całe swoje serce w to, aby je ożywić.
momencie wkrada się rutyna. Z tego,
co mówisz, wynika, że nie czujesz czegoś podobnego.
Nie, nie czuję. Ja to widzę zupełnie odwrotnie. Moja praca to ciągły
rozwój. Jestem dopiero na początku
tej drogi, ale staram się odwoływać
do takich aktorów jak na przykład
Łomnicki, który za każdym razem
oddawał się postaci w stu procentach, ofiarowywał się jej, każdy nerw
w jego ciele był tą postacią. To jest
taki przyjemny stan zapomnienia.
Chodzi zatem nie o to, żeby „grać”, ale
żeby „być”.
Dokładnie tak.
W takim razie, czy wolisz być
OK! 45
Wrońskim – twardo stąpającym po ziemi wojskowym,
ale jednocześnie romantykiem ulegającym uczuciom, czy Majakowskim
– rozedrganym wewnętrznie artystą,
który bywa wręcz brutalny, nieprzystępny?
To zupełnie nieporównywalne
osoby, choć obydwie tragicznie
rozdarte. Majakowski był wielkim
artystą, jego ból polegał na tym, że
był nierozumiany i o to zrozumienie właśnie, o uwagę walczył. Był
pogubiony życiowo… I jeśli chodzi
o mnie jako o aktora, to mam łatwiejszy dostęp do osób, które żyją
jakby na krawędzi. Majakowski był
„wariatem”, nie miał hamulców, był
bardzo silną osobowością, wszystko
musiało odbywać się pod jego dyktando. Wroński jest również dramatyczną postacią. Oddał całe swoje
serce Annie, bez niej już po prostu
nie potrafił żyć. Trzeba jednak pamiętać, że żył w zupełnie innych
czasach, że miał określony status
społeczny, który wymagał od niego
powściągliwości, szarmanckości,
a okazywanie emocji kazał uważać
za słabość. Nie wiem, czy udało mi
się oddać to wszystko. Wiem, że
muszę o to walczyć, dążyć do tego,
żeby widz właśnie tak Wrońskiego
odczuł.
Lubisz to, co się dzieje na scenie, kiedy jest grana „Anna Karenina”, czyli
pewne przeniesienie w czasie, zmianę
epoki?
teatr mój widzę ogromny…
foto: Teatr Powszechny w Radomiu
OK!ultura
Oczywiście, że tak. To jest bardzo ciekawe. Ta cała otoczka ułatwia nam, aktorom, uwierzenie w tę
rzeczywistość i bycie w niej. Już sam
kostium pozwala poczuć się zupełnie inaczej.
Na stronie Teatru spektakl określony
jest mianem superprodukcji. Czuliście
tę presję?
Tak, bo tak naprawdę to cały
zespół był zaangażowany, a nie
przy każdym spektaklu tak jest. Tutaj maszyna ruszyła pełną parą. Na
pewno wielki szacunek należy się
odtwórczyni głównej postaci, czyli
Kasi Dorosińskiej, bo to tak naprawdę jest dla niej debiut, a poradziła
46
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
sobie znakomicie, mimo że musiała
udźwignąć duży ciężar.
A „Szalone nożyczki” i „Klejnoty”? Dla
publiczności to relaks, rozrywka. Dla
Ciebie też?
Dobra farsa powinna być tak naprawdę dobrym dramatem. Postać
musi być perfekcyjnie przeprowadzona, w odpowiednio humorystycznych sytuacjach postawiona,
bo widz musi najpierw uwierzyć
w tę postać, żeby wciągnąć się
w historię i zacząć się bawić.
Czy którąś z tych postaci, które teraz
grasz, lubisz najbardziej?
Tę, którą będę grał, muszę lubić
najbardziej (śmiech).
To znaczy, że każdego dnia inną
(śmiech)?
No tak. Jasne, są jakieś sympatie,
bo w jednej roli można czuć się lepiej,
w innej gorzej, ale nieraz widzowi
może bardziej podobać się ta postać,
w której ja się mniej komfortowo czuję. Może dzieje się tak dlatego, że muszę zmagać się z pewnymi rzeczami
i widz obserwuje walczącego aktora,
emocje. Teatr jest jakby zwierciadłem
naszego życia, sprzedaje pewną rzeczywistość w pigułce, żeby widz mógł
przepracować coś, czego na co dzień
może nie dostrzegać.
Rozmawiała
Agnieszka Wojciechowska
ROMANSIDŁO KONTRA
HISTORIA MIŁOŚCI
W
telewizji nowy sezon,
czyli seriale, seriale,
seriale, a te kojarzą
mi się z jednym:
w tej czy w innej formie jest to historia uczucia. Nie byle jakiego, bo
miłości i stąd (bez urazy dla miłośników wieloodcinkowych produkcji)
nasuwa mi się słowo: romansidło.
Temat chyba najbardziej chodliwy
ze wszystkich, jakie świat wymyślił.
Filmy o miłości, piosenki o miłości,
książki o tejże – zdaje się że wszystko
inne traci na znaczeniu i atrakcyjności. Ale czy to, że temat jest aż tak
bardzo popularny, musi koniecznie
oznaczać, że też zgrany? Niekoniecznie, wszak o miłości można
mówić nieskończenie i na różne
sposoby. Oto przykład.
Kobieta zamężna z o wiele starszym od siebie mężczyzną poznaje
młodego przystojnego wojskowego,
pojawia się miłość, a zaraz potem
zdrada – brzmi banalnie, ale ani oryginał taki nie jest, ani spektakl, który
zaledwie kilkanaście dni temu miał
swoją premierę na deskach radomskiego teatru.
„Anna Karenina” Lwa Tołstoja
jest uznawana za jedną z najlepszych powieści psychologicznych.
Nie było łatwym zadaniem w ciągu trzech godzin na jednej scenie
oddać wszystkie emocje i rozterki
bohaterów. Twórcy prezentują widzowi spektakl, którego celem nie
jest ocena postępowania kluczowych postaci, ale ukazanie tragizmu
sytuacji każdej z nich, sytuacji, która
doprowadza człowieka do sięgania
po ostateczne rozwiązania i desperackie kroki.
Anna Karenina Katarzyny Dorosińskiej to kobieta krucha, delikatna.
Kryje jednak w sobie ogrom emocji,
jakie ukazuje widzowi już na samym
początku spektaklu. Jest on wówczas
świadkiem spotkania niby przelotnego, którego siła jednak zmienia
zupełnie życie bohaterki, całkowicie
przewartościowuje jej świat. Aktorka,
debiutująca w tak dużej i poważnej
roli, udźwignęła ciężar spoczywającej na niej odpowiedzialności, budząc tym uznanie widza.
Marka Brauna spotykamy w tym
przedstawieniu w roli Aleksego
Wrońskiego – z pozoru powściągliwego i twardo stąpającego po
ziemi wojskowego. Jednak w scenie spotkania z Anną oczom widza
ukazuje się poruszony i oczarowany
obecnością kobiety po prostu młody chłopak, który nie potrafi oprzeć
się narastającemu uczuciu. Zagrać
te emocje, zagrać miłość – tym zadaniom aktor sprostał w sposób
znakomity.
I wreszcie Aleksy Karenin. To chyba rola najtrudniejsza, ale Jarosław
Rabenda poradził sobie z nią koncertowo. Wykreował wiarygodnego Karenina – najpierw oddanego
męża, potem skompromitowanego,
targanego potrzebą zemsty i nienawiścią do własnego syna mężczyznę. Nie można było lepiej obsadzić
tej roli.
Reżyser, Grigorij Lifanov, nie próbował uwspółcześniać powieści Tołstoja, dzięki czemu sztuka nabiera
walorów, które wyróżniają ją na tle
pozostałych pozycji w repertuarze.
Pełne przepychu kostiumy Zofii de
Ines, piękne nakrycia głowy Doroty
Morawetz, znakomita scenografia
Wojciecha Stefaniaka – to wszystko
przenosi widza w świat XIX-wiecznej
Rosji.
Cóż, jakkolwiek by to nie zabrzmiało, lubię historie bez happy
endu. To właśnie one są najbardziej
zbliżone do prawdziwego życia,
a takie właśnie chcę oglądać.
Co dała mi „Anna Karenina”
obejrzana w naszym teatrze? Impuls
do zastanowienia się nad tym, co
i jak przeżywają sceniczne postaci,
do przepracowania tego w sobie,
a potem w swoim życiu. I nie chodzi
tu tylko o miłość, ale po prostu o refleksję nad tym, jak ja w ogóle żyję
z ludźmi, a oni ze mną. Jest to tym
cenniejsze, że impuls ten podany został w naprawdę przyjemny sposób:
autentycznie i poruszająco zagranej
historii o miłości, oprawionej w urzekające kostiumy i scenografię.
Spektakl dla wszystkich, którzy
lubią myśleć, ale też dla tych, którzy
szukają w teatrze pięknie opowiedzianych historii ze szczyptą magii,
której nie spotkamy na szklanym
ekranie. Dać ją może tylko obserwowanie na żywo rozdartej, nieszczęśliwej Anny – Katarzyny Dorosińskiej, zakochanego bez pamięci
Wrońskiego – Marka Brauna i upokorzonego, walczącego z emocjami
Karenina – Jarosława Rabendy.
Gorąco polecam!
Agnieszka Wojciechowska
Edyta Bartosiewicz
Renovatio
Długo wyczekiwana, szósta solowa płyta Edyty
Bartosiewicz. Część materiału została zarejestrowana w studiu S-4 już w 2002 roku. Ukazał się wtedy
singiel „Niewinność”, jednak wokalistka zrezygnowała z wydania pełnej płyty. Po ponad
10 latach album ukończyła. Jak sama mówi,
jest to „cały bagaż życiowy zawarty
w głosie, muzyce i tekstach”.
Album bezkompromisowy,
nie ulegający modzie na
proste brzmienia.
Ambassada
10
października gatunek: komedia
premiera
Mela i Przemek przyjeżdżają do Warszawy, aby zająć się mieszkaniem wuja. Okazuje się ono nie tylko luksusowe, ale i niezwykłe. Melania, zgłębia historię domu i odkrywa, że na ulicy
Piusa 17 – dziś Pięknej – przed wojną znajdowała się niemiecka
ambasada. Winda, która znajduje się w budynku, nie tylko
przenosi mieszkańców z piętra na piętro, ale też umożliwia
podróż w czasie: z sierpnia 2012 roku do sierpnia 1939 roku.
OK! 49
premiery FILMOWE
25 Bitwa roku
premiera
października gatunek: muzyczny
Carrie
premiera: 18 października
gatunek: horror
Maczeta zabija
premiera: 18 października
gatunek: akcja
Ślepy traf
premiera: 18 października
gatunek: dramat
Mój biegun
premiera: 25 października
gatunek: dramat
Gra Endera
premiera: 31 października
gatunek: akcja
Zbliża się coroczny turniej breakdance, na który
zjeżdżają zespoły z całego świata. Chcąc wygrać,
Dante z pomocą byłego trenera koszykówki
werbuje do swojej drużyny najlepszych b-boyów
Ameryki. W jednej z ról Weronika Rosati.
48
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
Thor: Mroczny świat
(2D, 3D)
premiera: 8 listopada
gatunek: sci-fi
Venus w futrze
premiera: 8 listopada
gatunek: dramat
Kapitan Phillips
premiera: 8 listopada
gatunek: akcja
Rysiek Lwie Serce
premiera: 8 listopada
gatunek: animacja
Papusza
premiera: 15 listopada
gatunek: biograficzny
Adwokat
premiera: 15 listopada
gatunek: dramat
KINO KONESERA
31.10 Frances Ha
14.11 Przeszłość
28.11 W kręgu miłości
Radom, ul. Poniatowskiego 5
tel. 48 362 80 50
przeSŁUCHANE warto PRZECZYTAĆ
Zemsta ubiera się u Prady
Nie mów nic, kocham Cię
Lauren Weisberger
Mhairi McFarlane
Lauren Weisberger,
pisząc poprzedni tom
„Diabeł ubiera się u
Prady”, wzorowała się
na Annie Wintour,
której asystowała
przez niecały rok.
To zapewniło rozgłos
jej książce, wzmocniony w 2006 roku
przez udaną ekranizację. Autorka długo
jednak zwlekała z
kontynuacją historii.
„Zemsta ubiera się
u Prady” to spotkanie
z Andy Sachs prowadzącą magazyn dla nowożeńców. Opowiada o tym, co dzieje się z nią
10 lat po opuszczeniu posady w magazynie
„Runway”. Andy zaprzyjaźnia się z Emily i szykuje się do własnego ślubu. Szyki krzyżuje jej
powrót, jeszcze bardziej diabelskiej, Mirandy
Priestly.
Ciepła opowieść o prawdziwej miłości,
którą niektórzy mylą z przyjaźnią.
Romantyczna jak „Pamiętnik Nicholasa
Sparksa”. Zabawna jak „Dziennik Bridget
Jones”. Urocza jak „Notting Hill”.
Co byś zrobiła,
gdyby nagle
w drzwiach pojawiła się twoja
niespełniona
miłość sprzed
lat? Mężczyzna,
o którym bardzo
chciałaś zapomnieć…
konkurs OK!
S
KONKURY
SMS-OW
SZUKASZ INSPIRACJI
W AKTYWNOŚCI RUCHOWEJ?
Skorzystaj z wyjątkowych programów CrossFit.
Zdobądź karnety (open, 12 wejść, 8 wejść) oraz karnety
na sporty walki (MMA, K1, Muay Thai).
Do wygania 6 karnetów.
Wyślij hasło okmagazyn.1 na numer 71051
KLINIKA PIĘKNA
to miejsce idealne dla wszystkich tych, którzy
cenią sobie wysoki standard profesjonalnych
usług połączony z relaksem. To miejsce, do którego można uciec od trudów dnia codziennego
i przenieść się do strefy relaksu, piękna
i harmonii ducha... Zdobądź voucher na zabieg
kosmetyczny na twarz o wartości 100 zł.
Do wygrania 2 vouchery.
Wyślij hasło okmagazyn.2
na numer 71051
GOTUJESZ, PRZECHOWUJESZ,
ZAMRAŻASZ
– wszystko w jednym naczyniu! Wystarczy jedno naczynie TERMISIL, by przygotować potrawę, elegancko
podać ją na stół, potem przechować lub zamrozić,
a następnie w dowolnym momencie odgrzać. W czym
tkwi sekret? W wyjątkowych właściwościach szkła
boro-krzemowego, odpornego na działanie skrajnych
temperatur, a przy tym trwałego i bezpiecznego dla
zdrowia. Zestawy TERMISIL czekają na to, abyś rozpoczęła z nimi swoją kulinarną przygodę.
Wyślij hasło okmagazyn.3
na numer 71051
DZIĘKI SMART WATCH
odczytasz z łatwością wiadomości – nie tylko
SMS czy e-maile, ale również powiadomienia
z serwisów Twitter czy Facebook.
To więcej niż zegarek…
Wyślij hasło okmagazyn.4
na numer 71051
Zasady konkursu
Wystarczy wysłać SMS z kodem nagrody, jaka Państwa interesuje. Każdy kolejny SMS
zwiększa szansę wygranej. Koszt jednego SMS-a to 1 zł netto + VAT (1,23 zł brutto).
Regulamin konkursu dostępny w siedzibie redakcji. Konkurs trwa do do 8 listopada
2013 roku. Laureatów konkursu powiadomimy o zwycięstwie telefonicznie.
50
OK!MAGAZYN P a ź d z i e r n i k 2 0 1 3
foto: Tomasz Mosionek/Beyond Studio
stylizacja: Daria Kwaczyńska
Wydawca:
www.okmagazyn.pl
a1m Agencja Public Relations
Radom, ul. Długojowska 70
Adres redakcji:
Radom, Plac Jagielloński 15
lok. 318, 322
[email protected]
Redaktor naczelny:
Marcin Dąbrowski
tel. 796 929 480
Reklama:
Paulina Kurasińska
tel. 791 929 371
[email protected]
Promocja:
Monika Grymuła
tel. 791 929 479
[email protected]
Współpraca:
Paulina Mąkosa,
Agnieszka Wojciechowska,
Maria Łobodzińska,
Maciej Gembarzewski
Druk:
SOLTER Poligrafia
Średni nakład: 8 000 egz.
kolejne wydanie
OK!magazynu
już 22 listopada
Szukaj nas w Internecie
na www.okmagazyn.pl
oraz na facebook.pl
Romar Dealer Fiat
Al. Wojska Polskiego 6/10
26-600 Radom
tel. 048 365 25 78
www.romar.fiat.pl
Radom, ul. Kilińskiego 19 I piętro
nowy adres, nowy charakter, nowa jakość zakupów
Download

Wojtek Owczarek Piotr Sujka – IRA bez tajemnic