Gazetka Kopernik
Nr 2
Zespół Szkół w Chełmcu
Rok szkolny 2013/2014
W bie żą cym numerze:
1.Aktualności:
- Telegraficzny skrót, tego co wydarzyło się w naszej szkole w
ostatnim czasie.
2. Opinie
- Jak spędzamy wolny czas?
- Anoreksja – kiedy zaczyna się problem?
- Świat wirtualny czy rzeczywisty?
3. Kącik humoru i pozdrowień
- Pozdrowienia, zagadki i dowcipy.
4. Ciekawostki
- Ile zarabia tygodniowo autorka serii o Harrym Poterze?
5. Wywiad tygodnia:
-Kim jest Jasiek Mela – bohater filmu pt.”Mój biegun”
6. Poradnik gimnazjalisty
- Co wybrać: technikum, liceum czy zawodówkę?
- Droga do zawodu lekarza.
Niech Bóg Miłością nasze dusze napełnia
Niech Duch święty swą rolę wypełnia.
A Jezus maleoki dziś narodzony
Rozkołysze wszystkie szczęścia dzwony.
Z okazji ŚwiĄt BoŻego
narodzenia Życzymy Wam
Wszelkich łask Bożych,
pogodnych, zdrowych świąt
I pomyślności wżyciu osobistym
Aktualności
16.12.2013r. - spóźniony św. Mikołaj
MIMikołaj...
10.12.2013r. –„Serce - sercu" kolejna
akcja wolontariuszy z Chełmca
10.12.2013r. – rejonowy etap konkursu
„Losy żołnierza i oręża polskiego”
09.12.2013r. - szkolenie z zakresu
profilaktyki prozdrowotnej
09.12.2013r. funkcjonariusze Straży
Granicznej z wizytą w gimnazjum
09.12.2013r. – gra uliczna
WOLONTARIAT- JESTEM ZA
06.12.2013r. – weekend „superbohaterów”
09.12.2013r. –Dzień Wolontariusza
06.12.2013r. – wizyta św. Mikołaja w
szkole
Jak spędzamy wolny czas?
ANOREKSJA: obsesja odchudzania
Co to jest anoreksja?
Anoreksja to zaburzenie odżywania. Polega na głodzeniu się i intensywnych ćwiczeniach w celu spadku masy
ciała. Osoba chora ma zniekształcony obraz siebie i nawet z niedowagą postrzega siebie jako grubą. Następstwem
choroby jest niedożywienie, zaburzenie pracy wszystkich narządów, a w skrajnych przypadkach śmierć.
Objawy anoreksji
Wychudzenie, przesadne zainteresowanie jedzeniem (planowanie posiłków, gotowanie dla innych, czytanie
książek kucharskich), jedzenie w samotności, drażliwość, intensywne treningi, zanik miesiączki.
Anoreksja, czyli psychiczny jadłowstręt, zaczyna się zwykle w okresie dojrzewania. Występuje często w
rodzinach, w których są zaburzone relacje, brakuje ciepła, dzieciom stawiane są zbyt wysokie wymagania.
Anoreksja może trwać latami. Jeśli jest nieleczona, prowadzi do poważnych powikłań zdrowotnych, a nawet
śmierci. Jedzenie jest paliwem napędzającym ciało do działania. Może byd też oznaką miłości, przyjemnością, pocieszeniem.
Jednak dla niektórych bywa udręką, źródłem frustracji albo formą kompensacji niepowodzeo życiowych. Dla innych staje się
celem samym w sobie.
Zaburzenia odżywiania - znak naszych czasów
Zaburzenia odżywiania: anoreksja, bulimia, ortoreksja nie występują w krajach, w których panuje głód. Są
piętnem kultury zachodniej, efektem ogromnej presji społecznej zmuszającej do zachowania zgrabnej sylwetki.
Mniej więcej od lat 60. XX w. moda na przeraźliwie szczupłą sylwetkę powraca falami. Socjologowie podkreślają:
w naszej kulturze dochodzi do zderzenia dwóch tendencji. Z jednej strony zarzuca się nas obfitością różnych
produktów spożywczych, z drugiej zaś promuje bycie szczupłym. Te dwa sprzeczne przesłania nakazują nam
korzystać z dostępnych dóbr, bo one dadzą nam radość, a zarazem pilnować się, ponieważ trzeba zachować
kontrolę nad tym, co się robi.
Nie każdy jest w stanie się z tym zmierzyć. Dlatego większość młodych kobiet (w mniejszym stopniu mężczyzn)
prędzej czy później decyduje się na kontrolowanie diety. Może się to przejawiać rezygnacją z kalorycznych
potraw, ograniczeniem słodyczy lub uprawianiem sportu. Ale może też przybierać formy groźne dla zdrowia –
anoreksji, bulimii czy ortoreksji. Skutki tych zaburzeń są nieco inne, ale wspólna jest dla nich chorobliwa
koncentracja na jedzeniu. Kontrolowanie diety, planowanie menu, zakupów wypełniają wszystkie myśli chorych.
Ich zainteresowania i działania skupiają się prawie zupełnie na tej jednej sferze życia.
Świat rzeczywisty czy wirtualny?
Coraz częściej słyszymy o przypadkach uzależnienia od komputera i Internetu wśród młodzieży. Problem świeży, jeszcze
mało się o tym mówi, ale coraz częściej zdarza nam się spotykad osoby, dla których wirtualny świat jest tym bliższym, w
którym spędzają więcej czasu, zawierają znajomości, „przyjaźnie”, to jest dla nich sposób na rozrywkę. Proponujemy
odpowiedzied sobie na pytanie, jak to jest w naszym przypadku czy nie mamy z tym problemu?
ADRIAN:
Świat realny możemy "dotknąd", możemy odczuwad przyjemnośd, satysfakcję z osiągnięcia celu, np. przebiegnięcia 10 km
bez żadnych przerw. Świat wirtualny pozwala jedynie "wyzwolid się" od problemów, uciec w świat, gdzie jesteśmy, np.
superbohaterem, możemy ocalid świat itd. Mimo wszystko wolę świat realny. Cieszę się z każdego promyka słooca, każdego
płatka śniegu i każdej niespodzianki.
ILONA:
Świat rzeczywisty, ponieważ mogę spełniad swoje marzenia, pasje, porozmawiad w cztery oczy, posiedzied z przyjaciółką,
chłopakiem, uprawiad sport, jeździd na motocyklu, malowad graffiti.
ALICJA:
Rzeczywisty...W wirtualnym świecie dzieją sie rzeczy niemożliwe. Uważam, że większą radośd sprawiają rzeczy, które mają
miejsce w rzeczywistym świecie. Nowi przyjaciele, prezenty, nasze sympatie. . To wszystko powinno dziad się w
rzeczywistym świecie, ponieważ daje satysfakcję i radośd . W wirtualnym świecie nikt nie wie, jaka naprawdę jest druga
osoba, z którą rzekomo się ,, przyjaźni ".
JUSTYNA:
Moim zdaniem to świat wirtualny ma swoje plusy, dzięki niemu jest nam wszędzie blisko i szybko coś znajdujemy,
dowiadujemy się różnych informacji, jednak przez świat wirtualny odchodzimy od człowieczeostwa, emocje nie są wyrażane
lepiej, lecz gorzej w świecie wirtualnym, a gdzie miłośd w Internecie? gdzie przyjaźo, chociażby dla tych rzeczy warto wybrad
świat realny.
KAROLINA:
Świat realny jest o wiele lepszy niż wirtualny. Każdy może kontaktowad się z osobą twarzą w twarz, ale coraz częściej
człowiek nie umie porozmawiad z rówieśnikiem w prawdziwym świecie. Dzieje się tak głównie przez Internet.
WITEK:
Według mojej oceny świat wirtualny wprowadza nas w świat fikcji, często postrzegamy rzeczywistośd nie taką, jaka ona jest.
Natomiast świat rzeczywisty nie zawsze jest tak piękny i po naszej myśli, ale taka jest prawda, czyli rzeczywistośd, w której
żyjemy. Dla mnie świat rzeczywisty nie wprowadza nas w błąd, uczy nas patrzed na życie realistycznie. Świat wirtualny
wydaje sie bardzo fajny, ale tylko w naszej wyobraźni. Nie dobrze jest też żyd w świecie wirtualnym, bo po spotkaniu sie ze
światem rzeczywistym możemy przeżyd wiele zawodu i rozczarowania. Wielu, żyjąc w świecie wirtualnym, uzależnia się od
niego, a następnie przenosząc zachowania ze świata wirtualnego w świat rzeczywisty, może na przykład skrzywdzid,
uważając, że to nie boli, że to tylko zabawa, że on nawet po zabiciu wstaje i żyje dalej.
BARTEK:
Wybieram świat rzeczywisty, ponieważ tylko on pozwala przeżyd wszystko naprawdę oddziałując na nasze zmysły i tylko w
nim mamy prawdziwy kontakt z drugim człowiekiem. Pewnych rzeczy świat wirtualny nigdy nie zastąpi jak, np. wyjścia ze
znajomymi, by pograd w piłkę, bo granie w wirtualnym świecie nigdy nie dostarczy tyle przeżyd i wspomnieo, które później
będą towarzyszyły nam przez całe życie.
MAGDA:
Wolę świat rzeczywisty od świata wirtualnego. W tych czasach w świecie wirtualnym większośd ludzi spędza bardzo dużo
swojego czasu. Jednak właśnie powinniśmy jak najwięcej czasu poświęcad innym, spędzad czas na świeżym powietrzu.
Wpływa to bardzo korzystnie na nas i na nasze zdrowie.
JAREK:
W świecie wirtualnym jest wiele sposobów na zajęcie czasu. Można rozmawiad na portalach społecznościowych czy grad w
różne gry. Gry on line (czyli w rozgrywce uczestniczy paru graczy) pozwalają zawierad nowe znajomości. Tak samo jest z
portalami społecznościowymi typu Facebook. One też pozwalają zawierad nowe znajomości i znajdowad osoby o wspólnych
zainteresowaniach. Gry strategiczne i logiczne pozwalają też rozwijad wyobraźnię i logiczne myślenie....W świecie
rzeczywistym także można znaleźd wiele sposobów na zajęcie wolnego czasu. Można uprawiad różne sporty lub spotykad się
ze znajomymi. W świecie realnym jest taka różnica niż w świecie wirtualnym, że jeśli chcemy coś mied, to musimy na to
zarobid, ale za to będziemy mieli rzecz materialną, a nie wirtualną. Uważam, że lepiej żyd światem rzeczywistym niż
wirtualnym. Internet nie da nam pieniędzy na ubranie ani nie wyżywi. Więc, aby móc żyd światem wirtualnym, trzeba mied
zaspokojone potrzeby w rzeczywistości. Więc rzeczywistośd stawiamy na pierwszym miejscu.
Kawały i zagadki
Kawały:
1.Nauczycielka chemii omawia doświadczenie:
- A teraz patrzcie jak ten niebieski płyn zazieleni się na czerwono.
2.Matka pyta syna:
- Co przerabialiście dziś na chemii?
- Materiały wybuchowe.
- Nauczycielka zadała coś do domu?
- Nie zdążyła...
3.Nauczyciel napisał na tablicy wzór chemiczny i otworzył dziennik:
- Małgosiu, co to za wzór?
- To jest... No, mam to na koocu języka...
- Dziecko, wypluj to szybko! - mówi nauczyciel. - To kwas siarkowy...
4.Nauczyciel sprawdza zadanie domowe...
- Otwórzcie zeszyty... Jagoda, kiedy odrabiasz lekcje?
- Po obiedzie.
- To czemu tej pracy domowej nie odrobiłaś?
- Bo jestem na diecie.
Zagadki:
1.Janek, Józef i Jarosław pracują w dwóch zawodach każdy: zajmują się matematyką, poezją, muzyką, malarstwem, rzeźbą i
ogrodnictwem. Z podanych niżej faktów należy wywnioskowad, jakim dwóm zawodom oddaje się każdy z trzech chłopców:
2.W pociągu pośpiesznym Warszawa-Poznań jadą maszynista, konduktor i palacz, o nazwiskach Kowalski, Piotrowski i Zawadzki
oraz powracający z narady w Ministerstwie Zdrowia pasażerowie: dr Kowalski, dr Piotrowski i dr Zawadzki. Dr Kowalski mieszka
w Warszawie (teraz jedzie do kolegi), konduktor mieszka dokładnie w połowie drogi między Poznaniem a Warszawą. Pasażer o
nazwisku konduktora mieszka w Poznaniu. Dr Piotrowski zarabia kwartalnie 12 500 złotych, a pasażer mieszkający najbliżej
konduktora zarabia dokładnie 3 razy więcej niż konduktor. Zawadzki wygrał w domu z palaczem partię szachów.
Pytanie: Jakie nazwisko nosi maszynista?
Ciekawostki











Każdy ma do zdobycia „swój biegun”
W ubiegłą środę szkolna brad udała się do kina na film pt. „Mój biegun”. Każde wyjście ze szkoły
jest o tyle atrakcyjne, że nie ma lekcji. Myśleliśmy, że to będzie film, o którym zapomnimy zaraz
po wyjściu z kina; lekki, śmieszny. Nic podobnego. Niewielu pozostało obojętnych wobec losów
Jaśka Meli, obecnie dwudziestoczterolatka. Poniżej prezentujemy wywiad i zdjęcie z głównym
bohaterem filmu, który pokazał, jak radzid sobie ze słabościami i jak zdobywad kolejne „bieguny”.
Podobnej wytrwałości i siły charakteru życzymy wszystkim kolegom i koleżankom w
nadchodzącym Nowym Roku.
Jasiek Mela: musiałem udowodnić mojemu ojcu, że nie jestem frajerem
- Powiem ci coś, czego chyba jeszcze nie mówiłem w żadnym wywiadzie. Uparłem się, żeby wyruszyć na wyprawę na biegun nie dlatego, żeby pokazać, że wszystko jest możliwe. Zrobiłem to, by udowodnić mojemu ojcu, że
nie jestem frajerem, że jestem coś wart.
Jasiek Mela opowiada o swojej filmowej biografii „Mój biegun”,trudnych relacjach z ojcem oraz o tym, co
oznacza dla niego niepełnosprawność.
Czy widziałeś już film „Mój biegun”? Jakie były twoje pierwsze wrażenia po seansie?
Jasiek Mela: Podczas oglądania filmu odczuwałem bardzo trudne, złożone emocje. Patrzyłem, jak poszczególne sceny korespondują z moimi wspomnieniami. Wracałem myślami do tych wszystkich sytuacji – niektóre z nich były bardzo bolesne,
miałem wrażenie, jakby ktoś wbijał we mnie szpilki, w konkretne miejsca w mojej głowie, w moim sercu. Nie potrafię więc
obiektywnie spojrzeć na "Mój biegun", ale zdecydowanie mogę powiedzieć, że bardzo mi się podobał. To ciekawe, że plakat
filmu, zresztą bardzo dramatyczny, zupełnie rozmija się z nastrojem tej opowieści. Tytuł - "Mój biegun. Prawdziwa historia
Jaśka Meli" - jest również bardzo przewrotny, bo przecież nie znajdziemy tam żadnych biegunów.
No właśnie, gdzie ten tytułowy biegun?
Wyprawę pokazuje się w ciągu ostatnich dziesięciu minut i bardzo mi się to podoba. "Prawdziwa historia Jaśka Meli"? Nie
do końca. Nie chodzi mi o to, że to nieprawdziwa historia. Jest jak najbardziej prawdziwa, ale to nie jest stricte moja historia,
tylko naszej rodziny. Tego, jak przechodziliśmy wspólnie przez trudne doświadczenia. Siłą tego obrazu jest, że dotyka on
mało popularnych tematów. Żyjemy w takich dziwnych czasach, że w mediach dominują seks, sensacja i hedonizm. A prawdziwa miłość, wierność, wiara w Boga, cierpienie psychiczne i fizyczne, trudne relacje w rodzinie, to są wręcz tematy tabu.
Cieszę się, że "Mój biegun", przynajmniej w mojej ocenie, nie podejmuje próby postawienia jakiejś tezy w stylu: "aby być
szczęśliwym, zrób to i to". Film opowiada przede wszystkim o bardzo trudnej relacji ojca z synem. To bardzo uniwersalna historia.
Na ile skomplikowany związek bohatera z ojcem przekłada się na twoje własne wspomnienia? Film pokazuje, że w waszej rodzinie męskie relacje nie były wolne od konfliktów. Twój filmowy tata, odgrywany przez
Bartłomieja Topę, nie utrzymuje kontaktów z własnym ojcem.
W jednej ze scen padają nawet słowa, że tata Jaśka powtarza zachowanie własnego ojca. Magdalena Walach przestrzega go,
aby swoim despotyzmem nie doprowadził do sytuacji, w której syn zerwie z nim kontakty. Te fragmenty są bardzo autentyczne. Mieliśmy z ojcem trudną relację, o wiele bardziej skomplikowaną, niż pokazuje to "Mój biegun". Scenarzyści duży nacisk
położyli na zniuansowanie postaci mojego taty, aby nie zrobić z niego demona. Żeby widz nie odniósł wrażenia, że to jest
zły człowiek, dominujący i pełen gniewu. No bo trochę tak w filmie jest, że jak się Topa wkurzy, to i w szpitalu walnie pięścią w ścianę.
Ale tylko on jest w stanie zmusić Jaśka do działania.
Dokładnie. To jest jego sposób na osiągnięcie celu. W pewnym momencie konflikt między Jaśkiem a ojcem zaostrza się do
tego stopnia, że rodzina decyduje się wyrzucić tatę z domu. Dopiero wtedy odkrywają oni, jak bardzo jest im potrzebny, na
przykład przy rehabilitacji, z którą mama sobie nie radzi. Czasami to, co wydaje się być przeszkodą, jest w gruncie rzeczy
tym, co nas najbardziej mobilizuje. Tak było z moim ojcem. Rozmawiałem o tym z Maćkiem Musiałem, z którym tak naprawdę poznajemy się dopiero teraz, podczas promocji "Mojego bieguna". Okazało się, że jesteśmy do siebie bardzo podobni. Wiele rzeczy robimy na przykład tylko po to, żeby udowodnić coś swoim ojcom.
A co ty chciałeś udowodnić swojemu ojcu?
Powiem ci coś, czego chyba jeszcze nie mówiłem w żadnym wywiadzie. Uparłem się, żeby wyruszyć na wyprawę na biegun
nie dlatego, żeby pokazać, że wszystko jest możliwe. Zrobiłem to, by udowodnić mojemu ojcu, że nie jestem frajerem, że jestem coś wart. I paradoksalnie myślę, że to właśnie autorytarne zachowanie taty było dla mnie największą motywacją. Mam
taki paskudny charakter, że gdyby mnie głaskano po głowie, to niewiele bym w życiu osiągnął. Czasami jest tak, że przez pewien trud i cierpienie dociera się do czegoś ważnego. Teraz w obojgu rodzicach mam bardzo duże oparcie i śmiało mogę ich
nazwać moimi przyjaciółmi.
Pojawiasz się w jednej ze scen filmu jako chłopak ćwiczący w sali rehabilitacyjnej. To był twój pomysł?
Można mnie zauważyć w scenie, w której Maciek przygotowuje się do nauki chodzenia w protezie. Taki mały "easteregg"
(śmiech). To był pomysł scenarzystów. Dla mnie to była świetna zabawa, móc poobserwować produkcję filmu "od kuchni".
Ale muszę przyznać, że nie zazdroszczę aktorom. Rozmawiałem z Bartkiem Topą, Magdą Walach, Maćkiem Musiałem i wydaje mi się, że mieli naprawdę trudny orzech do zgryzienia. Musieli opowiedzieć tę historię w sposób autentyczny, ale tak,
żeby nie przegiąć, nikogo nie obrazić.
Jak na film zareagował twój tata?
Obejrzeliśmy go wspólnie. Myślę, że dopiero teraz, przy okazji jego premiery, będziemy mogli spokojnie porozmawiać. Nie
jestem pewny, co tata tak naprawdę myśli o "Moim biegunie". Na pewno oglądanie swojej postaci na ekranie było dla niego
trudne, ale przecież nie o to chodzi, żeby z tej historii zrobić laurkę. Mój ojciec to jest facet z jajami, który potrafi być silny,
ale umie również przyznać się do błędu. Chciałbym odnieść się jeszcze raz do sceny, w której Magda Walach przestrzega
Bartka Topę przed zbyt surowym traktowaniem syna. Mój dziadek już nie żyje, ale tata postanowił kiedyś w końcu przełknąć
swoją dumę i odwiedził go, aby mogli wyjaśnić sobie pewne sprawy jak "facet z facetem". Myślę, że to było bardzo odważne
i dojrzałe z jego strony. W pewnym momencie swojego życia wiele osób (sam również przez to przechodziłem) myśli, że
kiedy skończy osiemnaście lat, wyjedzie z domu i nigdy nie wróci. Ale nie można uciec od korzeni. Dopiero teraz widzę, jak
bardzo jestem podobny do mojego taty. Wydaje mi się, że właśnie dlatego tak trudno było nam się dogadać. Bardzo bym
chciał, żeby "Mój biegun" dawał ludziom nadzieję, że nawet najbardziej pokręcone relacje rodzinne można rozplątać i przekuć w coś wartościowego.
Zdobyłeś już obydwa bieguny i najważniejsze szczyty na kuli ziemskiej. Jakie wyzwania stawiasz sobie
teraz?
Miałem taki etap w swoim życiu, kiedy potrzebowałem ciągle nowych wyzwań. Bardzo często ludzie tego oczekują. Podczas
rozmów na festiwalach podróżniczych każdy naciska, aby wyznaczać sobie nowe cele, iść coraz wyżej, dalej, mocniej. To
błędne koło, w które nigdy nie chciałem wpaść, więc ze świata "zdobywców" się zupełnie wycofałem. Kocham podróże, ale
za coś zupełnie innego. Wielką satysfakcję sprawia mi poznawanie nowych ludzi, ich kultury, obyczajów. Po premierze filmu
chciałbym na kilka miesięcy wybrać się w samotną podróż do Azji. Coraz częściej odczuwam również potrzebę założenia rodziny. Mam poczucie, że to jest moje przeznaczenie. Na razie jestem nieodpowiedzialnym gówniarzem (śmiech) i nie chciałbym komuś zrobić krzywdy, ale myślę, że próba przelewania swoich wartości i doświadczeń w nową osobę, w nowy, magiczny byt, jest najpiękniejszą rzeczą na świecie. Kiedyś myślałem, że będę wiecznie podróżował, nigdy nie osiądę w jednym
miejscu. A jak już mi się znudzi, to kulka w łeb. Takie romantyczne, nieco idiotyczne wyobrażenia. Teraz wiem, że tak nie
jest. Trzeba mieć odwagę, żeby podróżować, ale jeszcze trudniej jest odnaleźć się w jednym miejscu na świecie. Bo jeżeli jesteś wszędzie, to znaczy, że jesteś nigdzie. Jeżeli masz milion znajomych, to nie masz przyjaciół. Coś za coś.
Jak z perspektywy czasu patrzysz na swój wypadek?
Staram się różnymi działaniami nadawać jakiś sens temu, co mi się przytrafiło. Czasu nie cofnę, dlatego nie ma się co zastanawiać, co by było, gdyby moje życie potoczyło się inaczej. Prowadzę fundację "Poza horyzonty" i w swojej pracy często
spotykam osoby niepełnosprawne, załamane. Bywa, że jestem dla nich bardziej autentyczny niż wyszkolony psycholog, który
zna przeróżne teorie życiowe, i staram się to wykorzystywać. Zawsze powtarzam, że ręka czy noga to jest banał w porównaniu z głową. Amputacja głowy to byłby koniec świata! Staram się zrzucać odpowiedzialność za życie na ludzi, żeby sobie nie
mydlili oczu, że niepełnosprawność to jest koniec świata. Mój stan jedynie sprawia, że jestem bardziej wiarygodny.
W "Moim biegunie" Bartek Topa mówi, że kalectwo to nie brak ręki czy nogi. Kalectwo to kwestia umysłu.
To jest autentyczny cytat z mojego taty, który stał się moim życiowym mottem. Największą barierą przed zaakceptowaniem
swojej niepełnosprawności stwarza nasza głowa. Kalectwo polega na przekonaniu, że jesteśmy do bani, nie damy sobie rady,
więc lepiej zupełnie odpuścić. Tak nie wolno myśleć, bo wtedy ograniczamy swój potencjał. Słowa mojego taty były dla
mnie bardzo ważne w walce o zaakceptowanie samego siebie. Jestem mu za to ogromnie wdzięczny.
Autor: Małgorzata Steciak, Źródło Onet
Jaka szkoła po gimnazjum ?
60%
50%
40%
55%
30%
40%
20%
10%
5%
0%
liceum
technikum
liceum
technikum
zawodówka
zawodówka
Zapytani uczniowie 3 klas naszego gimnazjum
odpowiadali:
„Do technikum, żeby mieć pewną pracę elektryka i móc SAM zarabiać na studia.” – Cezary
„Do liceum, ponieważ w zawodówce i technikum nie ma profilu, który mnie interesuje.” – Kasia
„Do liceum, ponieważ: a) chcę zdać maturę b) iść na studia medyczne c) fakultet z przedsiębiorstwa d) otworzyć klub Burleski
i studio tatuaży e) liceum to dobra perspektywa na życie.” – Małgosia
„Prawdopodobnie do technikum, ponieważ uważam, że jest to najlepszy wybór, bo nie dość, że mogę iść normalnie na studia,
to też mam od razu zawód.’’ – Klaudia
„Technikum, ponieważ po ukończeniu tej szkoły ma się od razu zawód oraz maturę i można iść na studia.’’ – Patrycja
„Raczej do technikum, bo jak matura nie wyjdzie, to będę miał zawód.” – Aleksander
„Do liceum, bo później chciałabym iść na studia.” - Kasia
Jak zostać lekarzem?
Jaki powinien być lekarz?
Lekarz musi być odporny na stres i potrafić szybko podejmować decyzje. Powinien być silny psychicznie,
odpowiedzialny, rzetelny i dokładny. Zawód lekarza wiąże się z nieustannym doszkalaniem – musi być cały czas
na bieżąco. Istotnym elementem jest komunikatywność i empatia, przyjazny, a przy tym profesjonalny stosunek do
pacjenta. Niektóre predyspozycje związane są z poszczególnymi specjalnościami, np. chirurg musi posiadać
zdolności manualne.
Co po gimnazjum?
Jeśli w przyszłości chciałbyś zostać lekarzem, wybierz liceum ogólnokształcące o profilu biologicznochemicznym.
Jak zostać lekarzem?
Niezależnie od specjalizacji, pierwszym krokiem do pracy lekarza są sześcioletnie jednolite studia medyczne.
Następnie staż zakończony zdaniem lekarskiego egzaminu państwowego, nadającym prawo do wykonywania
zawodu. Kolejnym etapem jest zrobienie jednej ze specjalizacji ogólnych lub szczegółowych.
KONTAKT
ZESPÓŁ REDAKCYJNY: Ilona Pawłowska, Zuzanna Wiśniowska, Gabriela Zając Kinga Żmuda,
Klaudia Gwóźdź, Karolina Lizoo, Magdalena Szkaradek, Natalia Bieniek pod opieką pani mgr
Teresy Gwiżdż.
Skład komputerowy: Łukasz Orzeł
I TY MOŻESZ DOŁĄCZYĆ DO REDAGOWANIA GAZETKI!
JEŚLI MASZ CIEKAWY POMYSŁ NA ARTYKUŁ WYŚLIJ GO NA PODANY ADRES:
[email protected]
Download

Gazetka Kopernik - Zespół Szkół w Chełmcu