ISSN 1508-2776
Cena 2,50 zł
Rewal, 17 sierpnia 2013 - lipiec 2014
ROK XVI, nr 6 (120)
Robert
Janowski
odwiedził
Rewal
c z y t . s t r. 1 4
FOT.: MARTYNA PIAŚCIK
CO SŁYCHAĆ?
Za nami
piąty w tym
roku numer
Rewalacji,
połowa III turnusu Potęgi
Prasy i wiele
niezapomnianych wrażeń.
Nasz
obóz
powoli dobiega końca, ale ilość
zadań wcale nie maleje. By nikt
nie wyjechał stąd z żalem, że czegoś nie zdążył zrobić – pracujemy
od rana do późnego wieczora.
Podczas naszego pobytu w Rewalu mieliśmy okazję spotkać się
z wieloma gwiazdami polskiej estrady, m.in. Eleni i Kabaretem
Skeczów Męczących. Z zaciekawieniem słuchaliśmy ich piosenek
i ciekawych opowieści, by następnie przelać je na papier. W tym
wydaniu Rewalacji będzie można
przeczytać też o wakacyjnej miłości, celu kupowania poszczególnych pamiątek, rybołówstwie
i wielu innych ciekawych sprawach. Zanurzyliśmy się także
w głębię problemów gminy Rewal, rozmawiając z zawsze życzliwym młodym dziennikarzom
wójtem Robertem Skraburskim
m.in. na temat zadłużenia gminy,
inwestycji komarów, których... nie
ma. Przepytywaliśmy też o różne
sprawy związane z bezpieczeństwem wczasowiczów ratowników, zapoznając się z tajnikami
ich niełastwej pracy na plaży. Mamy nadzieję, że artykuły zawarte
w ostatnim numerze tego sezonu
umilą Państwu czas spędzony
w Rewalu. Do zobaczenia za rok!.
MARYSIA SPIRIN REDAKTOR NACZELNA
WIKTORIA MAKOWSKA (SEKRETARZ REDAKCJI)
Redaktor naczelna:
Marysia Spirin
Zastępca redaktor naczelnej:
Mateusz Skóra
Sekretarz: Wiktoria Makowska
Opieka merytoryczna:
Grażyna Bożyk (gazeta),
Adam Owczarek, Blanka Pietrzak
(radio), Marek Nowak (telewizja)
Skład: Piotr Wasiak
Reklama: Michalina Bijak,
Martyna Piaścik, Kinga Marzec
2
KIT
(Krótkie Informacje Tekstowe)
Mistrzostwa Polski w Siatkówce Plażowej już trzeci rok z rzędu
odbędą się w Niechorzu. Największa impreza sportowa w gminie Rewal w tym sezonie rozpocznie się 23 sierpnia, w sobotę
rozstrzygnie się, do której kobiecej pary trafią złote medale.
W niedzielę (25 bm.) turniej zakończy rozgrywki mężczyzn. Na
niechorskich boiskach będzie
można zobaczyć najlepszych graczy w Polsce.
●
Szachiści opanują Rewal. Międzynarodowy Festiwal Szachowy
„Konik Morski” rozpocznie się
w poniedziałek i potrwa do 30
sierpnia. To już osiemnasta edycja
tej imprezy.
●
Aleja Partytur będzie nową
atrakcją gminy Rewal. Ulicę Klifową w Trzęsaczu uświetnią umieszczone tam partytury wielkich twórców. Podczas koncertu IX Międzynarodowego Festiwalu „Sacrum
Non Profanum” wójt gminy Rewal
Robert Skraburski, odebrał pierwszy spis nut. To dzieło prof. Krzysztofa Pendereckiego – pieśń „Powiało na mnie morze snów”, z podpisem samego twórcy. Wcześniej
na deptaku na ul. Klifowej pojawił
się zarys pięciolinii. Wkrótce w Alei
będzie można zobaczyć dzieła kolejnych twórców.
●
Obchody Dnia Latarni Morskich
w Niechorzu wzbogacą tzw. długi
weekend sierpniowy w gminie Rewal. W najbliższa sobotę o godz. 20
będzie można uczestniczyć w nocnym zwiedzaniu latarni. W niedzielę odbędzie się piknik rodzinny oraz
najważniejszy punkt wydarzenia
– Bieg Latarnika. Aby dotrzeć na taras widokowy latarni, ścigający się
będą musieli pokonać 208 schodków. W imprezie może wziąć udział
każdy chętny.
●
Hydrant za kościołem w Rewalu
cieknie już piąty rok. Gmina zbiera
na uszczelkę.
KAROLINA MIKOŁAP
Zmarł Sławomir Mrożek
Wybitny polski pisarz umarł
nad ranem 15 sierpnia br. w Nicei.
Napisał takie dzieła jak „Tango” czy „Półpancerze
praktyczne”. Sławomir Mrożek to najczęściej
grywany polski dramaturg. Miał 83 lata.
Dział foto: Michalina Bijak,
Martyna Piaścik
Korekta: Karolina Dułak, Marta
Sak, Karolina Mikołap, Marysia
Spirin, Anna Rasek, Martyna Paul
Pozostali redaktorzy: Aleksander
Kiryłów, Anna Paliga, Aleksandra
Kaźmierczak, Agata Cieślak,
Michalina Bijak, Kinga Marzec, Artur
Mrówczyński, Kalina Wasiak, Maciej
Wójcik, Kacper Golański, Zbyszek
Różycki, Karolina Liczbińska
Opiekunowie pedagogiczni:
Małgorzata Wągrowska i Edyta
Makowska
Adres redakcji: Hotel California,
72-344 Rewal, ul. Saperska 3,
tel. 607650742
e-mail: [email protected],
URL: http://www.potegaprasy.pl
Druk: PHU JAKLEWICZ
70-322 Szczecin
ul. Kazimierza Pułaskiego 4/4
AKTUALNOŚCI
Zadłużenie gminy
Od czasu wybrania na stanowisko wójta Roberta Skraburskiego,
strategia gminy uległa zmianie.
Pojawiły się inwestycje. Ćwierćmolo i plac z wielorybami w Rewalu, ulica Klifowa w Trzęsaczu, kolejka wąskotorowa. Jednak zadłużenie gminy wynosi już ponad
80%. Dlaczego?
– Nasza gmina zajmuje drugie
miejsce pod względem najlepszego wykorzystywania funduszy unijnych – powiedział na konferencji
prasowej wójt gminy Rewal Robert
Skraburski. Jednak do każdej inwestycji gmina musi dołożyć z własnej kieszeni. Chcąc nie chcąc, zadłużenie rośnie.
– To jest tylko zadłużenie inwestycyjne – mówi wójt. Jednak
widowiskowe wieloryby nie zwrócą
pieniędzy. Mało tego, tworzą dodatkowe koszty: oświetlenie, woda, sprzątanie. Deptak i aleje także nie pomogą. Jedną z niewielu
inwestycji, która mogłaby przysłużyć się do poprawy sytuacji finansowej gminy jest rewalska wąskotorówka. Niestety jest wciąż zamknięta. Ciągłe opóźnienia czy
brak zgody na remont dworca
w Niechorzu to chleb powszedni.
Niedawno zbankrutowała firma
układająca torowisko. Dlaczego?
Wójt sam przyznał, że gmina nie
zapłaciła kilku faktur na czas.
Zapytaliśmy także, dlaczego tak
wielu ludzi zatrudnionych jest
w gminnej biurokracji. – Teraz
trzeba było zatrudniać nowe osoby
do wprowadzenia w życie ustawy
śmieciowej. Nie będziemy zwalniać ludzi. Byłyby to dramaty rodzinne. Dlatego gdy ktoś idzie na
emeryturę, likwidujemy etat – powiedział wójt.
Mimo zapowiedzi zwolnienia
tempa inwestycji, plan gminy się
nie zmieni. W najbliższych latach
wyremontowane zostanie centrum
Niechorza i teren dookoła miejscowej latarni morskiej. Poza tym,
w Rewalu na skwerze przy ulicy
Sikorskiego powstanie gigantyczny pomnik śledzia – w tym miejscu
renowacja już trwa. Według zapowiedzi dług powinien ustabilizować się na przestrzeni 3 lat.
Wójt zaznaczył, że tegoroczne
lato jest naprawdę wyjątkowe.
Pogoda dopisuje, a turyści chętnie odwiedzają Rewal. Czy
szczęście nareszcie uśmiechnie
się do wójta?
MACIEJ WÓJCIK (WARSZAWA)
Gdzie jest Nemo?!
Nożowce, płaszczki, jesiotry,
pyszczaki – nigdy nie uda nam się
ich zobaczyć w Bałtyku. Oceanarium jest idealnym rozwiązaniem
dla wielbicieli egzotyki. W szczególności dla dzieci, które zauroczone kolorami krążą wokół akwariów, ciągnąc za sobą lekko już
znudzonych rodziców. Szczególną
sympatią darzony jest pływający
samotnie rekin. Jednak burzy on
wykreowane przez media wyobrażenia młodych obserwatorów, którzy liczą na spotkanie wielkiego
krwiożercy, a w zamian otrzymują
miniaturowego osobnika. Niezainteresowani potworem z głębin,
próbują znaleźć swojego filmowego ulubieńca – Nemo – pośród
mnóstwa wielokolorowych rybek.
Rekin rozczarowuje dzieci.
A mnie rozczarowała ostatnia
sala, w której zamiast spodziewanych organizmów morskich,
ujrzałam między innymi legwana, warana i boa dusiciela. Pracownik spytany, skąd wzięły się
w oceanarium, tłumaczy, że
jest to związane z zamiłowaniem właściciela do tego typu
zwierząt.
Pomimo tej niespodzianki
myślę, że warto odwiedzić rewalskie oceanarium dla samej
tajemniczej atmosfery tam panującej. Sprawia ona, że czujemy się, jakbyśmy naprawdę byli w mrocznych odmętach oceanu.
INFORMATOR
TURYSTYCZNY
WOPR
601-100-100
Ośrodek Zdrowia
ul. Warszawska 31, tel. 91 38 625 88
– poniedziałek-piątek: 8 - 18
– soboty, niedziele i święta:
nieczynne
Posterunek Policji
ul. Mickiewicza 21, tel.: 91 38 528 61
Straż Gminna
ul. Mickiewicza 21, tel.: 91 38 629 74
Straż Graniczna
ul. Dworcowa 2, tel.: 91 387 76 20
Urząd Gminy
ul. Mickiewicza 19, [email protected]
Urząd Pocztowy
ul. Sikorskiego 3, tel.: 91 386 25 50
czynny:
– poniedziałek-piątek: 8 - 18
– sobota: 8 -13
Bankomaty
– SGB, ul. Mickiewicza 19a
(obok Urzędu Gminy)
– Euronet, ul. Westerplatte
(przy restauracji Robinson Crusoe)
– Euronet, ul. Kamieńska
(przy Polo Market)
– Gold Cash, ul. Westerplatte 16
– Urząd Pocztowy, ul. Sikorskiego 3
– PKO BP, ul. Westerplatte
(przy klubie California)
Apteka
ul. Mickiewicza 25, tel.: 91 386 27 02
czynna:
– poniedziałek-piatek: 8-21
– sobota: 10-20
– niedziela: 10-18
Dworzec PKS
ul. Westerplatte (obok oceanarium)
Amfiteatr
ul. Parkowa 4
Centrum Informacji Promocji
Rekreacji Gminy Rewal
ul. Szkolna 1, [email protected]
Place zabaw
ul. Słoneczna,
ul. Szkolna 1
ul. Rybacka
Kantory
ul. Mickiewicza 19a
ul. Saperska
Kompleks sportowo-turystyczny
ul. Szkolna tel. 91 386 36 84
KAMIL BARTLEWSKI
MICHALINA BIJAK (NIEMCE)
3
W SPRAWIE GRANIC
Na straży
Niepozorny budynek w głębi
Rewala, zwykle zamknięty dla szarych obywateli, otworzył dla nas
swe progi. Odwiedziliśmy placówkę Straży Granicznej w Rewalu
i porozmawialiśmy z jej komendantem Krzysztofem Sosnowskim.
Karolina Mikołap: Jakie są
główne zadania Morskiego Oddziału Straży Granicznej?
Ppłk Krzysztof Sosnowski: Naczelnym zadaniem naszej formacji
jest ochrona granicy państwowej,
którą realizujemy tu na odcinku granicy morskiej, czyli zewnętrznej.
K.M.: Straż Graniczna zajmuje
się też zapobieganiem i wykrywaniem przemytu ludzi lub nielegalnych substancji. Jak często zdarzają się takie akcje?
K.S.: Biorąc pod uwagę specyfikę Morskiego Oddziału nie zdarzają
się zbyt często, aczkolwiek mają
miejsce. Doświadczyliśmy w Rewalu takich sytuacji – kilkakrotnie
ujawniliśmy znaczące przemyty
narkotyków w ilościach od 12 do
nawet 40 kilogramów.
K.M.: Kiedy ostatnio była taka
sytuacja?
K.S.: Przemyt 40 kilogramów
narkotyków, o którym wspomniałem, miał miejsce ponad rok temu.
K.M. Poza działaniami przeciwko poważnym przestępstwom, jak
wygląda dzień strażnika granicznego w Rewalu?
K.S.: To zależy od stanowiska.
Jeśli jednak mówimy o funkcjonariuszu bezpośrednio chroniącym
granicę, to musi on stawić się rano
w pełni wypoczęty i gotowy. Wtedy
pobiera broń i sprzęt oraz otrzymuje zadanie, po czym udaje się we
wskazany rejon celem pełnienia
służby. Zależnie od typu zadania,
może wykorzystać pojazd, motocykl, quada lub lekką łódź.
K.M.: Ilu funkcjonariuszy liczy
ta jednostka?
K.S.: W placówce w Rewalu pracuje około czterdziestu osób.
K.M.: Które urządzenie jest najbardziej cenione przez strażników?
4
K.S.: Przedmiotem, które doskonale ułatwia nam służbę, jest terminal mobilny do sprawdzania tożsamości. Za pomocą czytnika strażnik
łączy się z bazami i dzięki temu może szybciej sprawdzić, czy dana
osoba jest poszukiwana, czy są wobec niej rozpoczęte jakieś czynności. To urządzenie zdecydowanie
ułatwia pełnienie służby w terenie.
K.M.: Co dają punkty obserwacyjne w formie wież, z których najbliższy Rewalowi jest w Niechorzu?
K.S.: Nasza placówka ma trzy takie punkty. Zainstalowane są tam
główne elementy zautomatyzowanego systemu radarowego nadzoru, jak anteny, radary (to właśnie je
możemy zauważyć, kiedy się kręcą), są też kamery termowizyjne
i serwery niezbędne do sprawnego
funkcjonowania sprzętu oraz dużo
innych przydatnych sprzętów.
Wszystkie urządzenia odgrywają
znaczącą rolę w systemie ochrony
granicy państwowej.
K.M.: Pan jest w Straży Granicznej od samego początku, od 1991
roku. Co się przez ten czas poprawiło lub pogorszyło?
K.S.: Jestem w zasadzie rówieśnikiem tej formacji, jeśli chodzi o staż
pracy. Zmieniło się bardzo wiele, ale
przede wszystkim sprzęt i jego jakość.
Początki mojej służby to pojazdy marki WSK, radiotelefony, które właściwie
nie za bardzo spełniały swoją funkcję.
Oprócz tego zmieniły się też struktury
i zadania, które trzeba było dostosować do obecnych zagrożeń. Po zmianie jesteśmy właściwie formacją
o charakterze migracyjnym z uprawnieniami niemal policyjnymi.
K.M.: Wcześniej był Pan komendantem placówki w Międzyzdrojach, a teraz już od trzech lat jest
nim Pan w Rewalu. Jakie różnice,
a może podobieństwa dostrzega
Pan między tymi miejscowościami?
K.S.: Trudno ocenić różnicę, bo
obie miejscowości są podobne. Poza sezonem dzieje się tu dość mało, lecz zarówno Rewal, jak i Międzyzdroje radykalnie się zmieniają.
W obydwu miejscowościach szybko
przybywa mieszkańców.
K.M.: Proszę jeszcze powiedzieć, jakie było największe wyzwanie, na jakie natrafił Pan podczas swojej pracy zawodowej.
K.S.: Myślę, że było to przejście do placówki w Rewalu. Nastąpiła wtedy zmiana mentalności i podejścia ludzi do służby,
innego postrzegania obowiązków. To było chyba największe
wyzwanie i odnoszę wrażenie,
że mu sprostałem.
K.M.: Dziękuję za rozmowę.
KAROLINA MIKOŁAP (BYDGOSZCZ)
FOT.: ARCHIWUM
LUDZIE MORZA
Pomoc w żółtym kolorze
Nad polskim morzem znajdziesz ich wielu. Są charakterystycznie ubrani i rzucają się
w oczy. Czatują bez względu na
pogodę i pomagają, gdy ktoś jest
w niebezpieczeństwie. Bez dwóch
zdań, są niezastąpieni. Mowa tutaj, oczywiście, o ratownikach Ratownictwa Wodnego Asekuracja
z Sosnowca.
Postanowiliśmy zapytać ich, jak
często zdarzają się akcje ratownicze.
Udało nam się dowiedzieć od Krzysztofa Jendrysika, że wszystko zależy
od warunków atmosferycznych i liczby turystów na plaży. Interwencje ratownicze, nad którymi czuwa Krzysztof Olkuszewski, prezes Asekuracji,
w Rewalu nie zdarzają się zbyt często, ponieważ większość plażowiczów zachowuje zdrowy rozsądek,
a poza tym w gminie prowadzona jest
sprawna akcja prewencyjna.
Ratownik Jendrysik opowiedział
nam o przebiegu interwencji.
– Każda pomoc jest zróżnicowana
w zależności od dostępnego w tym
czasie sprzętu. Najważniejsza
czynność początkowa to jak najszybsze dopłynięcie do poszkodowanego. Zazwyczaj jeden z ratowników trzyma w ręku bojkę, dobrze
znaną wszystkim ze słonecznego
patrolu, kolejny zabiera ze sobą linkę asekuracyjną.
Do pomocy poszkodowanym używa się również łodzi ratowniczych.
W typowej akcji bierze udział kilka
osób. Ważna jest wspópraca zespołu
i jak najszybsze ściągniecie poszkodowanego na brzeg. Pomoc medyczna i reanimacja, jeśli są konieczne,
wykonywane są od razu na plaży.
Biała flaga - można się kąpać
Czerwona flaga - zakaz kąpieli
Zapytaliśmy Krzysztofa Jendrysika o karę, której podlega osoba
wchodząca do wody gdy wisi
czerwona flaga. W odpowiedzi
usłyszeliśmy, że w Polsce za takie
zachowanie przewidziana jest kara
grzywny. Ratownicy nie mogą, co
prawda, wypisywać mandatów, ale
zazwyczaj dzwonią po służby porządkowe: policję lub straż gminną,
które zajmują się delikwentem
i wyciągają odpowiednie konsekwencje finansowe.
Jak widać, na plaży mogą czekać
na nas niebezpieczeństwa. Jak się
przed nimi uchronić? Najważniejsze
to wybierać strzeżone kąpieliska
i przede wszystkim zachować zdrowy rozsądek. Ratownicy są i wiele
od nich zależy, ale to my jesteśmy
odpowiedzialni za swoje czyny.
WIKTORIA MAKOWSKA (RAWA MAZOWIECKA)
ALEKSANDER KIRYŁÓW (KRAKÓW)
FOT.: ALEKSANDER KIRYŁÓW,
ALEKSANDRA MICHALSKA
TELEFON
ALARMOWY
RATOWNICTWA
WODNEGO
601 100 100
5
LUDZIE MORZA
Zawód rybak
Jesteś nad morzem. Wczesnym
rankiem idziesz na plażę. Chcesz
kupić świeżą rybę prosto z kutra.
Jest piąta. Pierwsze łodzie pojawiają się na horyzoncie i po dłuższej
chwili dobijają do brzegu. Kupujesz
ryby i odchodzisz. Dla Ciebie to
jeszcze noc, dla nich środek dnia.
Jak żyją i pracują poławiacze? Jakimi są ludźmi? Czego się boją?
Wiedza o codziennej pracy rybaka, jego obowiązkach dawno zniknęła. Jest niewiele osób, które mogą powiedzieć coś więcej na ten temat. Postanowiłam to zbadać.
W tym celu spotkałam się z panem
Jerzym Jasickim, człowiekiem, który jest rybakiem od 50 lat. O swojej
codzienności mówi jak o pasji, nie
pracy.
Zwykły szalony dzień
Rybacy chodzą spać około godziny 20, bo pobudka jest o 1:30.
Wypływają w morze, wracają około
7 rano. Sprzedają ryby z burty chętnym kupcom. Około 9 rozganiają
nieco wczasowiczów i płyną złowić
przynętę – małe rybki, tobiasz i dobijak. Raz trwa to trzydzieści minut,
kiedy indziej cztery godziny. Po złowieniu przynęty należy nabić ją na
haczyki, których pan Jasicki, w porównaniu z rybakami ze Świnoujścia czy Dziwnowa, używa niewiele,
tylko 3600. Każdą żywą rybkę należy nabić ręcznie na osobny haczyk.
Wystawienie 600 haczyków to 40
minut pracy, zatem na przygotowanie 3600 są potrzebne cztery godziny. Czas pracy zależy również od
pogody – im większe fale tym dłużej
wykonuje się tę czynność. Rybacy
wracają do domu w okolicach 18.
Przed pójściem spać mają czas tylko na kolację, gdyż następnego
dnia muszą znowu wstać w środku
nocy.
Pomoc Unii Europejskiej
Unia stawia wymagania, ale też
pomaga rybakom poprzez wiele programów. Niektóre stawiają na modernizację prowadzonej działalności, inne na przekwalifikowanie. Rybołówstwo jest wymagającą, niebezpiecz-
6
ną i trudną pracą, dlatego osoby, którym przestał odpowiadać taki tryb życia, mają alternatywę. W poprzednich
latach UE utworzyła projekt, w którym
za złomowanie kutra otrzymywało się
około 2,5 mln zł. Pieniądze te rybak
może przeznaczyć na dowolny cel
– roztrwonienie, zbudowanie czegoś
dla siebie albo przekwalifikowanie
się. Osoby, które nie wyobrażają sobie życia bez codziennego wypływania w morze, mają szansę na uzyskanie środków na modernizację. Wielu
rybaków z tego skorzystało i kupiło
nowy sprzęt, np. samochody z chłodnią. Sposobów pomocy jest wiele.
W czasie gdy łowienie zostaje zupełnie wstrzymane, ze względu na tarło,
Unia Europejska wypłaca rybakom
pieniądze za ten postój. W dodatku
dostają tak wysokie kwoty, że prawie
niemożliwe byłoby uzyskanie ich podczas zwykłej pracy.
Poziom wykształcenia rybaków
Kiedyś powszechne były szkoły
zawodowe i technika kształcące
młodych ludzi, którzy kochali morze. Upływ czasu spowodował, że
zawód ten stał się przestarzały
i niemodny, więc nabór ustał. Obecnie istnieją dwie szkoły wyższe,
gdzie można zdobyć wykształcenie
w tym zakresie – Akademia Morska
w Szczecinie i Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie oraz jedno technikum – w Sierakowie. Nie
jest to jedyna droga, żeby zostać
poławiaczem. Tak naprawdę można
ją mocno skrócić – wystarczy znaleźć miejsce na łodzi pracującego
już rybaka albo po prostu kupić
swoją i zacząć pracę. Powoduje to,
że wiedza rybaków jest bardzo mała – często rozróżniają oni tylko pospolite gatunki. Nie znają nazw
rzadko występujących ryb, nie wiedzą jaką funkcję pełnią w ekosystemie, do jakiej wielkości rosną.
Potrzebny sprzęt
Najczęściej stosowane są dwie
metody łowienia – haczykowe i sieciowe. Ten pierwszy wymaga większego nakładu pracy – każda wcześniej złapana przynęta musi być
umieszczona na osobnym haczyku.
Do drugiego natomiast jest potrzebna bardzo duża liczba sieci. Wiąże
to się z przełowieniem Bałtyku. Do
złowienia tej samej liczby kilogramów ryb potrzebne było kiedyś 100
sieci, dzisiaj należy ich mieć 200.
Wielkość, do jakiego dorasta gatunek, wpływa na to, jakich sieci będziemy potrzebować. Korzystny dla
rybaków jest materiał, z jakiego teraz
wytwarza się siatki. Kiedyś była to
bawełna i produkt mógł wytrzymać
rok, najdłużej dwa lata. Dzisiaj są to
bardzo wytrzymałe tworzywa sztuczne. Należy je chronić przed działaniem promieni słonecznych i dbać
o nie, gdyż niszczą się mechanicznie, ale ich naprawa jest możliwa.
Smutna przyszłość
Obecnie w Polsce rybołówstwem
trudni się około 2 tysięcy osób. Są to
w większości ludzie w średnim wieku
lub starsi. W ciągu najbliższych kilkunastu, kilkudziesięciu lat liczba ta
może znacznie zmaleć. Optymistyczne jest, że reaktywowano
kształcenie rybackie na poziomie
technikum, ale jest to dopiero jedna
szkoła. Ludzie morza nie są wieczni
i może się okazać, że nasze wnuki
nie będą miały możliwości kupienia
w Polsce świeżej ryby prosto z kutra.
„Rybaczenie” nie jest łatwe, wymaga
zaangażowania i poświęcenia, ale
przy dobrej gospodarce jest opłacalne. W dodatku przystanie morskie
są dziedzictwem kulturowym i chyba
nikomu nie podoba się wizja starych,
zardzewiałych, nieużywanych kutrów stojących na polskich plażach
i straszących turystów.
TEKST: KAROLINA DUŁAK (BIAŁA)
FOT. ARCHIWUM
REWAL RÓWNA SIĘ RELAKS
Świątynia wypoczynku
W Rewalu znajdziemy wiele obiektów rozrywkowych. Wiedzą o tym
doskonale nawet nastoletni wczasowicze spędzający tutaj wakacje.
To właśnie oni stali się dla nas przewodnikami po rewalskich rozrywkach.
– Najchętniej chodzę do salonu gier – mówi Adam z Łodzi,
który do nadmorskiego miasteczka przyjechał wraz z kolegami kilka dni temu.
Redakcja „Rewalacji” postanowiła sprawdzić, czy wiele osób spędza tak wolne chwile. Naszym
oczom ukazał się niespodziewany
obraz. Mnóstwo młodzieży poświęcało się bez reszty grze na automatach, co w widoczny sposób sprawiało im przyjemność. Każdy gość
salonu znajduje coś dla siebie, bowiem tematyka gier jest bardzo różnorodna.
Jak nas poinformowała jedna z rewalskich plażowiczek Ewa z Warszawy, najlepsze na towarzyskie spotkania są kawiarenki. – Popijając tam
pyszną kawę (niestety, nawet w cenie
9 czy 10 zł) można porozmawiać
w miłej atmosferze – twierdzi nasza
rozmówczyni. W kawiarniach wakacje spędzają nie tylko nastolatkowie,
ale i dorośli, szukający chwil wytchnienia i regeneracji sił.
– Jestem typem imprezowicza.
Od zawsze lubiłam balować, tańczyć,
śpiewać oraz przebywać w towarzy-
stwie rówieśników, dlatego najchętniej
wybieram kluby lub dyskoteki, w których naprawdę wiele się dzieje – taki
wakacyjny tryb życia fascynuje Olę
z Poznania, która odpoczywa w Rewalu od dziewięciomiesięcznej nauki
na uniwersytecie. Muzykę z tutejszych klubów można
usłyszeć także na deptaku, ponieważ DJ-e nie
oszczędzają głośników.
Na naszej drodze
spotkałyśmy również
pary, m.in. Anię i Pawła
z województwa mazowieckiego. – Zdecydowanie naszym ulubionym miejscem jest Aleja
Zakochanych, a szczególnie pomnik Romea
i Julii oraz Aleja Róż
– mówi Ania, a Paweł
dodaje, że w Rewalu
panuje niesamowity klimat i jest wspaniale:
– Wracamy tutaj co roku
nieprzerwanie od 4 lat.
Przechadzając się rewalskim
deptakiem, miałyśmy okazję porozmawiać z Sebastianem ze Śląska.
– Bardzo lubię klimat morza. Wielką
przyjemność sprawia mi możliwość
spędzenia czasu na plaży, wsłuchiwanie się w charakterystyczne dla
wybrzeża dźwięki, takie jak szum wody, obijanie się fal o brzeg lub śpiew
ptaków. W mojej miejscowości, ze
względu na liczne zanieczyszczenia,
nie mam możliwości oddychania
świeżym powietrzem. Tutejsze ma
bardzo dobry wpływ na zdrowie.
To prawda. Sprzyjający klimat
jest przecież ważnym powodem napływu turystów do Rewala. Tak jest
od dawna. Ten nadmorski kurort to
miejsce, gdzie każdy znajdzie coś
dla siebie, miło spędzi czas z rodziną i na pewno do niego wróci. Tutaj
nie ma miejsca na nudę. Szczególnie, gdy słońce grzeje bez umiaru...
WIKTORIA MAKOWSKA
ALEKSANDRA KAŹMIERCZAK
(RAWA MAZOWIECKA)
FOT.: ALEKSANDRA KAŹMIERCZAK
7
PASJE
Eleni znana od lat
Helena Tzoka – czyli Eleni. Od
lat jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiej sceny
muzycznej. Jej piękne piosenki
o życiu i miłości czarują fanów
wokalistki tak, jak jej grecka uroda
i niezwykła osobowość. Eleni, mimo olbrzymiej popularności i trudnych życiowych doświadczeń pozostała bowiem ciepłą, bardzo
sympatyczną i skorą do pomocy
innym osobą. Redaktorce „Rewalacji” opowiedziała o swojej nowej, pierwszej od 12 lat płycie,
greckich akcentach w tworzonej
muzyce i o tym, co stara się poprzez nią przekazać.
Marta Sak: Jest Pani w Rewalu
po raz pierwszy?
Eleni: Nie, już po raz kolejny.
Bardzo często tu bywam, szczególnie w okresie letnim.
M.S.: Dlaczego powraca Pani
tutaj?
E.: Mam bardzo miłe wspomnienia związane z tym miejscem. Cenię sobie tutejszą publiczność,
mam z nią bardzo dobry kontakt.
Nigdy nie spędzałam tu jednak wakacji, zawsze wyjeżdżałam stąd albo w dzień koncertu, albo nazajutrz.
Odbyłam tu jednak kilka spacerów
i zauważyłam, że Rewal w ostatnich
latach bardzo się rozwinął.
M.S.: Grała Pani w młodości
w zespołach młodzieżowych „Ballada” i „Niezapominajka”. Czy był
to dla Pani istotny przystanek
w życiu, pomógł Pani w rozwoju
dalszej kariery?
E.: Nie. To były zespoły szkolne,
lubiłam udzielać się w ruchach tego
typu. Należałam także do chóru
szkolnego. Bardzo lubiłam śpiewać
i sprawiało mi to ogromną przyjemność, ale nie myślałam o karierze
piosenkarki. W tamtym okresie
chciałam być nauczycielką wychowania muzycznego.
M.S.: Prowadzi Pani warsztaty
wokalne dla młodzieży?
E.: Warsztatów nie, ale często
spotykam się z młodzieżą. Prowadzę z nimi pogadanki, udzielam młodym dziennikarzom wywiadów, czasem trochę sobie z nimi śpiewam.
8
M.S.: Została
Pani nagrodzona
za swoje działania
Orderem
Uśmiechu i Czerwoną Kokardką.
Czy mogłaby Pani
powiedzieć,
czym jest ta nagroda i za co ją
Pani otrzymała?
E.: Otrzymałam Czerwoną
Kokardkę wiele
lat temu. Była to
nagroda
przyznawana przez
księdza Arkadiusza
Nowaka.
Otrzymywały ją
osoby zaangażowane w działalność na rzecz ludzi
uzależnionych. Pomagałam w przeprowadzeniu pewnej
bardzo dużej akcji, która miała
na celu ustrzec młodych ludzi
przed sięganiem po używki.
M.S.: Niedawno wydała Pani nową płytę „Miłości ślad”. Ostatnia
ukazała się na rynku dwanaście
lat temu. Co spowodowało tak dużą przerwę?
E.: Stało się tak niezależnie
ode mnie. Czas bardzo szybko
płynie i dopiero niedawno zdałam
sobie sprawę, że ostatnią płytę
wydawałam kilkanaście lat temu.
Wówczas podjęłam decyzję o nagraniu kolejnej, która powstała
w rok. Została wydana w marcu
tego roku, z czego bardzo się cieszę. Znajduje się na niej siedemnaście nowych piosenek.
M.S.: Czy podczas dzisiejszego
koncertu będzie Pani promować
nową płytę, czy dominować będą
na nim starsze kawałki?
E.: Podczas dzisiejszego koncertu zaprezentuję kilka nowych utworów, ale skupię się na starszych
piosenkach, które wielu widzów zna
ze swojej młodości. Podczas kon-
certu często śpiewają je razem ze
mną, co jest bardzo miłe.
M.S.: Jest Pani z pochodzenia
Greczynką. Czy w związku z tym
pojawiają się w Pani utworach jakieś motywy greckie?
E.: Tak, oczywiście. Pojawiają się
one bardzo często, a piosenki,
w których się znajdują, śpiewam na
każdym moim koncercie. Nie ma
czegoś takiego, jak koncert Eleni
bez piosenek greckich.
M.S.: Wrócę jeszcze na chwilę
do Pani najnowszej płyty. Jej tytuł
„Miłości ślad” bierze się z tego, że
główną tematyką zawartych na
niej piosenek jest właśnie to niezwykłe uczucie?
E.: To są piosenki przede
wszystkim o życiu. Jest w nich wiele refleksji, ale także optymizmu,
radości i nadziei. Na tej płycie jest
Eleni, którą ludzie znają od wielu,
wielu lat.
MARTA SAK (WARSZAWA)
FOT.: MARTYNA PIAŚCIK (GIŻYCKO)
PASJE
Młody, zdolny, nieznany
Nazywają go „jednoosobowym Coldplay’em”, ma 22 lata,
zadebiutował niespełna rok temu i na tegorocznym rozdaniu
prestiżowych nagród BRIT zdobył statuetkę „Wybór Krytyków”.
Młody artysta obecnie koncertuje w Wielkiej Brytanii ze swoim
debiutanckim albumem „Long Way Down”. Poznajcie Toma Odella.
Rewal
bez komarów
do pierwszego miejsca zestawienia
Ultratop 50 singles w Belgii,
a w swoim rodzinnym kraju zamykał
pierwszą dziesiątkę UK Single
Chart. Co ciekawe, Odell nie spodziewał się, że piosenka będzie tak
popularna, nie tylko w Europie, ale
też na świecie.
Pisząc album „Long Way Down”,
był „ogromnie zainspirowany”. Jak
podkreśla, ma „tendencję do pisania muzyki cały czas”. Zaczął komponować utwory już w wieku 13 lat,
a jeden z jego pierwszych tekstów
dotyczył pająka, żyjącego na parapecie. Od dziecka wiedział, że chce
być muzykiem i właśnie to marzenie
podtrzymywało go na duchu w trudnych chwilach.
Młody muzyk zawita do Polski
13 listopada br., by zagrać w warszawskim Klubie Basen. Z pewnością zaprezentuje swoją nową piosenkę „See If I Care” i pokocha polską publiczność. A ona jego!
Ile ich jest? Czy każdemu
przeszkadzają? Dlaczego nie ma
ich w Rewalu? – znamy już odpowiedzi na te pytania.
Komary to małe owady, które
niezmiernie uprzykrzają nam życie. Ich ukąszenia mogą doprowadzić niektórych do szału. Jak
się od nich uwolnić, by mieć spokój? Wójt gminy Rewal Robert
Skraburski znalazł sposób, by
uchronić mieszkańców i turystów
od natrętnego „bzyku”.
Co o tym myślą osoby spędzające czas w Rewalu w czasie wakacji? Większość ankietowanych
nie zauważyła nadmiaru komarów. Ludzie się często dziwili
i odpowiadali: „Nie wiem”. Byli
i tacy, którzy się zastanawiali długo i odchodzili, wzruszając ramionami jakby problem ich nie
dotyczył.
Postanowiliśmy bliżej przyjrzeć
się tej sprawie i zapytać wójta
Rewala, jak można pozbyć się
uciążliwych komarów. Usłyszeliśmy, że prace nad odkomarzaniem nadmorskiego kurortu trwają zwykle już od lutego. Wtedy
następuje czyszczenie rowów
i zakładanie pułapek na komary.
Zawierają one środki chemiczne,
które zabijają natrętne owady.
Cały proces kończy się pod koniec sierpnia, podczas ostatniego
wylęgu. Takie zabezpieczenie
powoduje dużo mniejsze natręctwo komarów i jest stosowane od
kilku lat. Ile kosztuje gminę taka
operacja? Około 100 tysięcy złotych. To sporo, ale się opłaci, bo
brak komarów sprzyja rozwojowi
turystyki w Rewalu, przyciąga
wczasowiczów.
Czy zabiegów odkomarzania
nie można by przeprowadzać
w całej Polsce? Pewnie tak... Potrzeba tylko chęci i... pieniędzy.
O ile przyjemniej spędzać wakacje bez towarzystwa skrzydlatych
krwiopijców.
MARTYNA PAUL (BYDGOSZCZ)
AGATA CIEŚLAK (RAWA MAZOWIECKA)
Fot.: internet
Na scenie indie popu pojawiła się
nowa twarz. Florence + the Machine
czy zespół fun. mają się kogo obawiać – Tom Odell wspina się po muzycznych stopniach kariery w zawrotnym tempie i już planuje kolejny album. Kim jest ten młody artysta, skąd
się wziął i z czego czerpie inspiracje?
Część swojego dzieciństwa spędził w Nowej Zelandii, potem razem
z rodziną wrócił do Anglii. Dorastał,
słuchając, m.in., Eltona Johna czy
Davida Bowiego. W szkole zamiast
grać w piłkę nożną, Odell zamykał
się w pokoju i grywał na pianinie coraz trudniejsze utwory. Brytyjczyk
uczęszczał do liverpoolskiej uczelni
muzycznej, lecz dopiero w Brighton
zaczął zdobywać doświadczenie.
Ciągłe podróże, w końcu przeprowadzka do Londynu sprawiły, że
zauważyła go wytwórnia pracująca,
m.in., z Lily Allen. W październiku
2012 roku wydał minialbum zatytułowany „Songs from Another Love”.
Singiel „Another Love” dotarł
A jednak można!
9
KULTURA
Sacrum Non Profanum
Po raz dziewiąty w kościele w Trzęsaczu gościł Międzynarodowy
Festiwal Muzyczny „Sacrum Non Profanum”. Wydarzenie zebrało
zarówno koneserów muzyki klasycznej jak i zwykłych jej entuzjastów.
Tegoroczny festiwal był poświęcony Krzysztofowi Pendereckiemu
– kompozytorowi i dyrygentowi, Kawalerowi Orderu Orła Białego i doktorowi honoris causa m.in.: Uniwersytetu Jagiellońskiego i Yale. Jego
tytuł to „Muzyka Naszych Czasów”.
Od 12 do 17 sierpnia utalentowani
i cenieni twórcy grali w Szczecinie,
Trzęsaczu i Świnoujściu.
Otwarcie festiwalu odbyło się
12 sierpnia w Szczecinie. Gościł na
nim sam prof. Penderecki – który
23 listopada skończy 80 lat. Zagrano wtedy dzieło „Powiało na mnie
morze snów” – jeden z nowszych
utworów artysty.
Główna część festiwalu odbyła
się w Trzęsaczu. Od 13 do 16 sierpnia w kościele pw. Miłosierdzia Bo-
żego w Trzęsaczu można było usłyszeć muzykę poważną.
13 sierpnia podczas pierwszego
koncert w trzęsackim kościele na
organach grał Michał Markuszewski, a na smyczkach litewska grupa
NI&CO – New Ideas Chamber Orchestra.
Reporterzy Potęgi Prasy mieli
przyjemność wysłuchania koncertu
14 sierpnia. Grano nie tylko muzykę
Krzysztofa Pendereckiego, ale też
Jana Sebastiana Bacha i Wolfganga Amadeusza Mozarta. Na organach zagrał Krzysztof Władysław
Latal, a na smyczkach Baltic Neopolis Quartet, a na instrumentach
dętych Krakowskie Trio Stroikowe.
Koncert rozpoczął się o godz. 20
i trwał ponad dwie godziny. Muzyka
grana przez instrumentalistów
wprawiała w zadumę i na długo zapisała się w pamięci potęgowiczów.
Pani prowadząca koncert ciekawie
przedstawiała kolejne utwory, jednocześnie opowiadając ciekawostki
z życia kompozytorów.
Przegląd „Sacrum non Profanum”
od lat jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych imprez kulturalnych
Pomorza Zachodniego – i na pewno
nie bez powodu. Umiejętności muzyczne artystów są na najwyższym
poziomie, a organizacja koncertu
nie ma sobie nic do zarzucenia.
Już drugi raz miałem przyjemność gościć na festiwalu i wiem, że
za rok z chęcią tu wrócę.
Słuchając Patory
Do redakcji „Rewalacji” przyjechał
Tomasz Patora, reporter TVN Uwaga,
autor i współautor reportaży, np.
o aferze solnej. Pokazał potęgowiczom reportaże (między innymi odcinek o sędziach piłkarskich z cyklu Zawodowcy), na przykładzie których
omawiał zawód dziennikarza śledczego. Dowiedzieliśmy się, że do programu TVN Uwaga drogą mailową trafia
dziennie około 400 zgłoszeń. Udzielił
nam też rad, m.in. że dziennikarz musi być przyjaźnie, a jednocześnie krytycznie nastawiony do ludzi.
Nasz gość mówił o ulubionych
miejscach, w których spędza wakacje (Włochy, był już chyba w każdym
możliwym regionie), ulubionej potrawie kuchni włoskiej (Coda alla Vaccinara, czyli… koński ogon ugotowany
i podany z warzywami), pasji do sportu (uprawiał kolarstwo, jest zapalonym narciarzem), a także opowiedział nam o swoich pierwszych kro-
10
kach w dziennikarstwie: – To było pod
koniec lat osiemdziesiątych, „Glizda”
była pismem przeznaczonym dla licealistów, czyli moich ówczesnych rówieśników. Co więcej, była pismem
nielegalnym, drugoobiegowym. Trafiały tam głównie teksty o charakterze
publicystycznym, niestety, żywot gazety nie trwał długo, wyszły dwa numery „Glizdy”. Niedługo później zostałem dziennikarzem „Gazety Wyborczej”.
Tomasz Patora, jako dwukrotny
laureat nagrody MediaTorów, został
uznany przez studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego za autorytet
i jest nim również dla potęgowiczów. Każdego roku na Potędze
Prasy przekazuje doświadczenie
przyszłym dziennikarzom, za co jesteśmy mu niezmiernie wdzięczni
i za co serdecznie dziękujemy.
KAROLINA LICZBIŃSKA (SZCZECIN)
FOT.: ADAM OWCZAREK
MATEUSZ SKÓRA (CZĘSTOCHOWA)
WCZORAJ I DZIŚ
„Na kolonii życie płynie…”
„Na kolonii życie płynie, jak choremu po łysinie. Już o 7 jest pobudka, potem gimnastyka krótka. Po
gimnastyce śniadanie, głodomory
śpieszą na nie. Po śniadaniu, ani
śladu, a my chcemy już obiadu”
– głosi stara wakacyjna piosenka.
Jak dzieci spędzały na koloniach
czas kiedyś, a jak spędzają teraz?
Co wspominają dobrze, a co źle?
Jak to jest być kolonijnym wychowawcą?
Niegdyś kolonie były organizowane przede wszystkim przez instytucje państwowe i zakłady pracy rodziców, np. przez Fundusz Wczasów
Pracowniczych. Wyjazdy te trwały
na ogół trzy tygodnie, czasem nawet
dłużej. Koloniści mieszkali w domach wczasowych albo szkołach,
zajmując wspólnie jedną, wielką salę. Dzisiaj kolonie są najczęściej organizowane przez prywatne biura
podróży. Organizatorzy proponują
dzieciakom zakwaterowanie w przyzwoitych pod względem standardu
domach wczasowych. Zmienił się
także czas trwania kolonii – przeciętna ich długość to dwanaście dni.
Kolonia letnia stacjonująca w Domu Wczasowym „Adria” przebywała
w Rewalu od 3 do 15 sierpnia. Dwie
dziewczynki z najmłodszej grupy
zgodnie stwierdziły, że na wakacjach najbardziej podobały im się
plaża i basen.
Wylegiwanie się na plaży było
obowiązkowym punktem codziennego programu, który ulegał zmianie
tylko w przypadku deszczu. Młode
kolonistki nie narzekały na brak zajęć także w dni, kiedy na rewalskim
wybrzeżu brakło pogody. – Wtedy
mamy różne zabawy i konkursy, na
przykład plastyczne – opowiadały
z przejęciem.
Pani wychowawczyni też jest, ich
zdaniem, fajna. Na pytanie, czy kolonijny plan dnia jest przestrzegany,
uśmiechają się z zakłopotaniem.
– To zależy... Przestrzegają ciszy
nocnej? Przyznają bez bicia, że
w łóżkach lądowały tak naprawdę
najwcześniej w okolicach dwudziestej trzeciej. Dziewczęta i chłopcy
z najstarszych grup także zapewniają, że są zadowoleni ze spędzonego
w Rewalu czasu. Podobnie jak młodsze koleżanki są amatorami ośrodkowego basenu. Mają natomiast inny stosunek do plażowania. Ich zdaniem, codzienne przesiadywanie
i gra w siatkówkę nad morzem jest
na dłuższą metę nudna. Nie podobał
im się także brak swobody: praktycznie wszędzie chodzili grupą, rzadko
dostawali zgodę na zwiedzanie Rewala na własną rękę, a kiedy już
otrzymywali pozwolenie, musieli
trzymać się zwartą grupą. Byli również niezadowoleni z tego, że wychowawcy zmuszali ich do udziału
w dyskotekach. Chwalili dobrze zorganizowane wycieczki do okolicznych miejscowości, wychowawców
i – podobnie jak wcześniejsze rozmówczynie – koleżanki i kolegów,
których poznali na koloniach. Stwierdzili także, że chętnie zostaliby
w Rewalu jeszcze przez kilka dni.
Krążą słuchy, że w grupie starszych
chłopców doszło do incydentu z „napojami wyskokowymi”. Pytani o to
zajście zapewniają, że nic nie pamiętają i, oczywiście, to nie oni pili.
Wychowawcy także są zadowoleni z przebiegu kolonii. Pan Tomek,
wychowawca grupy najstarszych
chłopców, na co dzień student AWF,
uważa, że grupa była bardzo zgrana. Twierdzi, że wychowankowie
stosowali się do jego poleceń i mieli
z nim dobre relacje. Nie ma także
problemu z organizacją czasu podopiecznym w deszczowe dni: organizowane są konkursy, festiwale piosenki i – podobnie jak u nas na Potędze – zabawy taneczne. Incydent
z alkoholem? Owszem, był, ale problem został szybko zażegnany.
Słowa kolegi potwierdza 19-letni
Dastin, wychowawca grupy najstarszych dziewcząt. – Daję sobie radę
z dyscypliną i zarazem mam dobry
kontakt z podopiecznymi. Niedawno
sam jeździłem na kolonie, wiem, co
dzieciaki robią i próbują robić, na co
można im pozwolić, na co zwracać
uwagę. Myślę, że niewielka różnica
wieku pomiędzy mną a podopiecznymi pomogła mi zbudować autorytet
i nawiązać z nimi dobre relacje – tłumaczy. Kolonie letnie w ośrodku
„Adria” odbywają się po raz pierw-
szy, choć pewnie nie ostatni. Do malowniczego Rewala powraca bowiem wielu młodych wczasowiczów.
Kolonie letnie organizowane przez
Centrum Kultury w Żyrardowie przybywają do tego pięknego miasteczka już od ponad dwudziestu lat.
Tak na koloniach jest teraz. Jak
było kiedyś? Na to pytanie odpowiedziała pani Małgorzata, kierownik naszego obozu. Jeździła przez
wiele lat w góry na kolonie organizowane przez zakład pracy jej mamy. Warunki panujące w ośrodku
wczasowym były, jak na tamte czasy, bardzo dobre. Zakład pracy, który organizował kolonie, starał się,
aby zostały one zapamiętane przez
ich uczestników jak najlepiej. – Odwiedzali nas przedstawiciele firm
sponsorujących wczasy i zawsze
przywozili prezenty. Dużą atrakcją
była również loteria, która odbywała
się ostatniego dnia turnusu. Można
było wylosować wielkiego, białego
misia. Wszystkich bardzo to ekscytowało – wspomina pani Małgosia.
Dobrze wspomina dyskoteki i zawierane podczas nich przyjaźnie.
Uważa, że niegdyś na koloniach
panowała większa dyscyplina, wychowankowie byli bardziej dopilnowani, w efekcie czego przestrzegali ciszy nocnej i nie próbowali łamać
regulaminu. Podczas zielonej nocy
ulegało to jednak zmianie – śpiochów przyszywano do łóżka albo
smarowano pastą do zębów, co
często kończyło się dermatologicznymi problemami.
Kolonie mają swój niepodważalny urok. Ich uczestnicy i dawniej,
i dziś narzekają na dyscyplinę, ściśle
przestrzegany plan dnia albo obowiązkowe dyskoteki. Nie bez powodu jednak zapisują wspomnienia
z nich na całe życie. Codzienne plażowanie, potajemne przemykanie
z pokoju do pokoju, słynna zielona
noc czy nawet ukłucie tęsknoty za
domem i uściskiem mamy – o tym
wszystkim myśli się po latach z dużym sentymentem. Myślę, że niejeden czytelnik chciałby wrócić do czasów, kiedy sam był uczestnikiem
młodzieżowych wczasów.
MARTA SAK (WARSZAWA)
11
NASZE ROZMOWY
Niemęczący Kabaret
Czterech mężczyzn. Każdy z innym, specyficznym poczuciem humoru. Intrygująca
nazwa. Umiejętność znalezienia riposty w kilka sekund. Plastyczność twarzy,
znakomite wyrażanie emocji mimiką, a szczególnie oczami. Tak można krótko
scharakteryzować Kabaret Skeczów Męczących – Karola, Marcina, Jarka i Michała.
Karolina Dułak: Czy zdarzyło
się kiedyś Panom zacytować
w życiu prywatnym wypowiedzi
granych przez siebie bohaterów?
Jarosław Sadza: Ja robię to notorycznie. Często mówię, na przykład, cały czas do przodu.
Karol Golonka: Chcemy tworzyć
takie teksty, które wejdą do języka
potocznego.
Michał Tercz: Posługuję się tylko
takimi tekstami.
Marcin Szczurkiewicz: Porozumiewam się tylko tym, bo tylko to
umiem.
K.G.: Uczymy się naszych kwestii, swoich ról. Nie wiemy nic więcej.
K.D.: Czy dostają Panowie listy
miłosne od fanek?
K.G.: Dostajemy. Nawet od fanów.
M.T.: Ostatnio dostałem list miłosny do Karola...
M.S.: ...z wrocławskiego zoo.
12
J.S.: Ja nie dostaję w ogóle, więc
bardzo bym prosił.
K.G.: Lama wysłała do mnie ten
list.
M.T.: To jest Dalajlama.
M.S.: Jedyna piśmienna lama
w Europie i jest zakochana w Karolu.
K.G.: Zakochała się, prawdopodobnie jestem do niej podobny.
M.S.: Polamiony jest.
K.D.: Czy byli kiedyś Panowie
świadkami, jak ktoś próbował naśladować Panów skecz?
K.G.: Byłem świadkiem na ślubie
kolegów – Marcina i Michała.
M.S.: Tak, bo my jesteśmy małżeństwem i nie mówiliśmy o tym, bo
lama by się wkurzyła, ale jesteśmy
małżeństwem.
M.T.: Wyskoczyliśmy kiedyś
na weekend do Holandii.
M.S.: I udało nam się!
J.S.: Tak na poważnie to zdarzało
nam się obserwować takie sytuacje.
M.S.: Wystarczy w youtube
wpisać, chwilkę pogrzebać. Jest
tego dość dużo. Czasem śmieszne, czasem dramatyczne, ale podoba nam się, że ludzie chcą nas
naśladować.
J.S.: Dwunastoletni chłopcy
podchodzą do mnie i mówią: hy,
hy, hy, ty Rydzu, ty Rydzu. To
jest zabawne, bo czasem nawet
robią to dobrze! Cały czas do
przodu – to też często słyszę,
jak stoję w kolejce w sklepie.
Miałem taką sytuację w Mrągowie, że pani przede mną klęknęła i mówiła tekst z naszego
MOPS-u. Chciałem ją bardzo
serdecznie pozdrowić, jeśli będzie to czytała.
K.G.: Chcielibyśmy, żeby powtórzyła to pani kiedyś na trzeźwo!
K.D.: Jaka była najdziwniejsza
sytuacja z udziałem fanów?
M.T.: Kiedyś w Lublinie zabrali
nas na mecz Zagłębia Lublin.
NASZE ROZMOWY
Skeczów Męczących
J.S.: Nie poznałem rano chłopaków.
K.G.: Mieliśmy różne dziwne sytuacje z fanami, długo by wymieniać. W Ustroniu Morskim mieliśmy
fana, który oglądał na drzewie nasz
występ.
M.S.: Potem gałąź się złamała
i już nie oglądał.
K.G.: To była dziwna sytuacja.
M.S.: Dla nas dziwna, dla niego
być może traumatyczna. Ale pół
występu się bawił.
K.D.: Jakie mają Panowie plany
na przyszłość?
M.S.: Jutro mamy dzień wolny,
więc ja dalej nie wybiegam.
K.G.: Mamy 10-lecie, więc chcielibyśmy zakończyć ten rok w jakiś
spektakularny sposób. Być może
ciekawym występem podsumowującym ze wspaniałymi gośćmi w telewizji.
M.S.: Zamierzamy na nasze
10-lecie zaprosić, między innymi,
Michała, Jarka, Karola. Może ja się
pojawię.
M.T.: Nie wiem czy będę miał
wolny termin.
K.G.: Ja na pewno nie będę miał
terminu, ponieważ jestem bardzo
zajętym człowiekiem.
M.S.: Mogę mieć chałturkę jako
klaun akurat albo będę odwiedzał
lamę.
K.G.: Na pewno chcemy się rozwijać. To jest nasz plan na przyszłość.
J.S.: Cały czas do przodu!
K.G.: Właśnie!
K.D.: Czy pojawią się nowe skecze ze Śrubą?
K.G.: Myślę, że ten etap już za
nami.
J.S.: Ale mówiliśmy tak wiele razy, dokładnie sześć.
K.G.: Tak, a Jarek ma w zanadrzu dużo ciekawych postaci, stwarzających wiele nowych możliwości.
J.S.: Szesnaście! Jedną z nich
jest Pleśniak.
M.S.: Czas pokaże!
K.D.: Bardzo dziękuję.
KAROLINA DUŁAK (BIAŁA)
MICHALINA BIJAK (NIEMCE),
WIKTORIA MAKOWSKA (RAWA MAZOWIECKA)
FOT.:
13
CIEKAWI LUDZIE
O programie „Jaka to melodia” i jak to się stało, że weterynarz został
aktorem opowiada gość Potęgi Prasy Robert Janowski
Palec Boży
P.P.: Dlaczego z takimi zdolnościami i zainteresowaniami zdecydował się Pan na studia weterynaryjne?
R.J.: Kiedy przyszło mi wybierać
studia, kompletnie nie wiedziałem, co
chcę robić w życiu. Moja mama (którą bardzo pozdrawiam) powiedziała
mi: Po co ci studia aktorskie czy humanistyczne, lepiej jest mieć jakiś konkretny zawód. A konkretny zawód to
albo lekarz, albo prawnik. I... wybrałem weterynarię. Dzisiaj kompletnie
mi się to nie przydaje.
P.P.: Jak to się stało, że trafił
Pan do profesjonalnych mediów?
R.J.: Wiele osób trafiło do tej branży przez przypadek. Moja historia nie
jest więc oryginalna. Syn miał trzy lata, kiedy znajoma, która pracowała
w katolickiej telewizji Ziarno, poprosiła mnie, bym zaśpiewał tam wraz z
nim piosenkę Jonasza Kofty. To była
poetycka audycja, poświęcona jego
piosenkom. Tam ktoś mnie zauważył.
Akurat miałem długie włosy, więc proponowano mi role hipisów, narkomanów albo homoseksualistów.
P.P.: Czy po tylu latach pracy
w programie „Jaka to melodia” nie
czuje Pan pewnej rutyny?
R.J.: Myślę, że goście zauważyliby, gdyby w moim programie pojawiła się rutyna. A moja praca mnie nie
nudzi, ponieważ lubię rozmawiać
z ludźmi. Uważam, że każdy człowiek ma ciekawą, medialną historię
do opowiedzenia. Poza tym „Jaka to
melodia” to program związany z muzyką, która przecież wypełnia całe
moje życie. Nie ma w nim też lanserki i sztucznej kreatywności.
P.P.: Jest Pan kojarzony głównie
z jednym programem. Nie przeszkadza to Panu?
R.J.: Czasem próbuję wymyślić
coś nowego. A potem dochodzę do
wniosku, że zawsze może być gorzej. Mogę trafić na coś, co kompletnie mnie nie interesuje. Po co
zmieniać pracę na coś niepewnego, skoro w „Jaka to melodia” jest
mi dobrze.
14
P.P.:
Tęskni Pan
za
teatrem?
A może warto zagrać w serialu?
R.J.: Z przyjemnością wróciłbym
do teatru. Ale w serialu nie zagrałbym, nawet jeśli nie miałbym pracy.
Mimo to rozumiem kolegów aktorów,
którzy kończąc szkołę teatralną, marzą o stałym zajęciu i decydują się na
podjęcie pracy w telenowelach.
A tam gra się po kilkanaście lat, mówiąc teksty o niczym. Stwierdziłem
też kiedyś, że skończę się jako artysta, jeśli zgodzę się chociaż raz zagrać koncert „do taśmy”, a miałem
dużo takich propozycji. Na koncercie
musi być żywa muzyka – żywi ludzie.
P.P.: Jakie ma Pan wspomnienia
z filmem i tytułową piosenką „Kto
nigdy nie żył...”? Przyznaję, że jest
jedną z moich ulubionych.
R.J.: Spotkałem się z Andrzejem
Sewerynem na planie filmu. To reżyser, który patrzył ci głęboko w oczy
i rozmawiał z tobą na zupełnie błahe
tematy. Wyczuwał wtedy twoją wrażliwość, obserwował, jak się wypowiadasz... I dopiero po tej trwającej dziesięć minut rozmowie mówił: Graj tak,
jak czujesz. Po prostu mnie nie oszukuj.
Nuty do tytułowej piosenki wysłał nam
Jan Kaczmarek, ja zająłem się aranżacją tego utworu. Nie jestem zachwycony filmem. Rola księdza, w którą
wcielił się Michał Żebrowski, wydaje
mi się zbyt mentorska i nierealna. To
wymyślony obraz – alegoria życia. A ja
chciałbym zagrać w filmie, który odno-
siłby się
do rzeczywistości.
P.P.: Czy nagranie pierwszej płyty było
dla Pana trudne?
R.J.: Miałem wtedy próby ze swoim zespołem Sekcja Zwłok. Obok
była taka malutka knajpeczka, gdzie
przypadkiem, co kilka dni na małego
drinka przychodził Jonasz Kofta.
A my rzępoliliśmy za drzwiami. Pewnego dnia zajrzał do naszej sali prób
i spytał, czy nie chciałbym zaśpiewać bluesa. Później przynosił mi
różne teksty i poprosił o skomponowanie muzyki. Wtedy wydawało mi
się, że mieszkam w niebie i spotkałem samego archanioła, który otworzył mi nieznane drzwi do krainy
wiecznej szczęśliwości. Napisałem
mu osiemnaście piosenek. Oprócz
tego miałem w zanadrzu kilka swoich utworów. Stworzyłem z nich spójną kompozycję i nagrałem płytę.
P.P.: Czy czuje się Pan wokalistą?
R.J.: Raczej – interpretatorem.
Mam zdolność przykuwania uwagi,
kiedy wykonuję utwór. Widziałem
kiedyś na starej czarno-białej kasecie VHS, jak śpiewa Jacques Brel
– francuski pieśniarz, bard. I wiesz
co? I patrzę na ten francuski materiał, nie znam ani słowa w tym języku, a wszystko rozumiem. Rozumiem każdą emocję, którą chce mi
sprzedać. I to jest właśnie ta artystyczna iskra. Ten palec Boży.
ANNA PALIGA (RZESZÓW)
FOT.: KAROLINA MIKOŁAP (BYDGOSZCZ)
SUBKULTURA
PUNK – pragnienie wolności
Dookoła nas świat rozwija się bardzo szybko. Nie dotyczy to jednak stereotypów
i zabobonów. Przyglądając się dokładniej subkulturom, można dojrzeć to, czego gołym okiem nie
widać. Poznajmy świat zbuntowanych nastolatków, którzy pragną odnaleźć swoją drogę życia.
Doskonałym przykładem młodych, zagubionych ludzi są punki.
Powszechna opinia o owej subkulturze jest negatywna. Postrzegani
są oni jako osoby nienawidzące
świata i ludzi o innych poglądach.
Nie szczędzą im krytyki osoby
starszego pokolenia, które, o dziwo, wychowały się na podobnych
wzorcach. Kim zatem są?
Punk to ruch młodzieżowy, który powstał w latach 70. ubiegłego
wieku. Ośrodkami i miejscami ekspresji artystycznej intrygujące środowisko punkowe są kluby promujące tworzenie międzynarodowej
sieci wspierającej inicjatywy służące popularyzacji. Zasadniczym powodem buntu młodych ludzi stał
się problem braku pracy, który wywołuje otwartą agresję. Dorastająca młodzież zwątpiła w sprawiedliwe życie. Takie sprawy jak miłość,
pokój i zabawa straciły na znaczeniu. Odrzucenie rzeczywistości
jest dla nich priorytetem. Ideologia
punkowa zawiera się w hasłach:
„nie ma przyszłości”, „anarchia”,
„nie ma reguł”. Ważne jest także
eksponowanie nieakceptowanych
symboli, takich jak np. swastyka.
Specyficzna ideologia punkowa,
która jest zbiorem zasad charakterystycznych dla tego ruchu, powstała nieco później.
Punk to dość pojemny termin. To
nie tylko muzyka, również moda i obszerne spojrzenie na świat. Odnosząc się do punkowej sztuki muzycznej, podkreśla się prostotę i szczerość tekstów piosenek. Utwory
w niepowtarzalny sposób ukazują
problemy miłosne czy polityczne.
Negatywny stosunek społeczeństwa
do tej muzyki potwierdzają publiczne
wystąpienia, koncerty. Z czego to
wynika? Przede wszystkim z braku
jakiegokolwiek pohamowania: rzucanie ze sceny wyzwisk, niszczenie
instrumentów, specyficzny taniec
zwany pogo. Nie podoba się to wielu obserwatorom i krytykom.
Podobnie sprawa wygląda ze
śmiałą modą punkową. Styl tej subkultury jest bardzo zróżnicowany,
począwszy od charakterystycznej
biżuterii, kończąc na dziwnych modyfikacjach ciała, takich jak tatuaże, przekuwanie wielu części ciała. Odzież punkowa tworzona jest
najczęściej ręcznie, dzięki czemu
jest jedyna w swoim rodzaju. Młodzi gniewni, aby wyróżniać się
z tłumu szarej rzeczywistości
na czarnych koszulkach tworzyli
samodzielnie robione szablony,
przetarcia i dziury. Można ich także
rozpoznać poprzez T-Shirty z nadrukami ulubionych zespołów lub
wokalistów. Starają się przez to wyrazić niezależność i lekceważący
stosunek do społeczeństwa. Co do
dodatków
punkowcy
gustują
w ciężkich, ćwiekowanych kurtkach, marynarkach z naszywkami
i innymi detalami, a także
w spodniach i koszulach w kratę.
Charakteryzuje ich częste zmienianie fryzur, np. kolorowy irokez.
Dzisiaj punk raczej chce być słuchany niż słucha kogokolwiek. Zamysłem buntowników jest obalenie
rządu i zniszczenie władzy. Twierdzą, że rząd wykazuje się brakiem
tolerancji. Ruch punkowy cechuje
się brakiem zaufania. Jego przedstawiciele są przygotowani do ciężkiego i samodzielnego życia. Wychowani, m.in., na przestępstwach
i w trudnych warunkach, wychodzą
z założenia, że każdy może ich
okraść czy skrzywdzić, dlatego starają się trzymać na uboczu. Motywacją każdego punka jest pragnienie
zmiany społeczeństwa. Stara się on
nie odcinać całkowicie od populacji. I co ważne – kształci się, ponieważ według niego, aby zmienić
świat, trzeba poznać jego prawa.
MARTYNA PIAŚCIK (GIŻYCKO)
MARYSIA SPIRIN (CZAPLINEK)
FOT.: MARTYNA PIAŚCIK
15
ERA KONSUMPCJONIZMU
Szmelc na pamiątkę
Wyrastają jak grzyby po deszczu. Sprzedają wszystko: lampiony
szczęścia, plastikowe miecze, pistolety i figurki, które służą bardziej
do zbierania kurzu niż dekorowania domu. Skąd bierze się taka
popularność sklepów z pamiątkami? I dlaczego ludzie wydają na nie
tak wiele z trudem zarobionych pieniędzy?
Nurem w komercję
Wychodzę
około
godziny
17 na deptak. Pomimo nieco niepewnej pogody, ulice są wypełnione
ludźmi. Siedzą na ławeczkach, piją
kawę, a przede wszystkim kupują.
Chodzą od sklepu do sklepu,
oglądają czapki, figurki, pluszaki
jeżdżące na kółkach i wiele, wiele
innych przedmiotów zalegających
sklepowe półki.
– Ludzie kupują bardzo dużo
– mówi pani ze straganu. – Sprzedaje się naprawdę wszystko – zarówno rzeczy praktyczne, jak i typowe bibeloty, które się później wyciera z kurzu.
Co znajduje się na straganach?
Widzę oscypki – z pewnością najpopularniejszy ser produkowany nad
morzem! Im bardziej wgłębiam się
w bezmiar straganów, tym coraz ciekawsze rzeczy znajduję. Tradycyjnie
sprzedawane koszulki wiszą w co
drugim większym sklepiku. Wszędzie stoją figurki: statków, niedźwiadków lub delfinów. Nie potrafiłem
uwierzyć własnym oczom, gdy zobaczyłem wielkie plastikowe ryby wieszane przez ogon na ścianie.
– Jestem bardzo ciekawa, jak
wyglądają domy kupujących te bibeloty – mówi pani ze sklepu z pamiątkami. – Czy to im wszystko pasuje do wystroju wnętrza?
W poszukiwaniu pocztówki
W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, że trzeba pokazać znajomym gdzie się było.
Wtedy zazwyczaj kupuję pocztówki.
Okazuje się jednak, że nie zawsze
można je znaleźć. A nawet jeśli są,
to rzadko znajdują się na wierzchu,
częściej leżą schowane gdzieś głębiej, pośród kapeluszy i koszulek.
16
Oczywiście na pocztówce trzeba
zarobić jak najwięcej! Jeśli jeszcze
jest oprawiona w rameczkę, kosztuje siedmiokrotnie drożej. Prawdziwe
zdzierstwo!
Chiny polecają
Skąd pochodzi większość pamiątek znad polskiego morza?
Z Chin! To refleksja dołująca polskiego patriotę. Większość pamiątek zawiera znany napis: Made in
China lub PRC (co jest anglojęzycznym skrótem od wyrażenia
Chińska Republika Ludowa) lub
w ogóle nie jest opisywana, co niepokoi jeszcze bardziej.
– Chińska tandeta jest tania
– mówi pani ze stoiska z pamiątkami. – Nic dziwnego, że ludzie to ku-
pują. Próbuję im wytłumaczyć, że
lepiej kupić jedną pamiątkę, wyprodukowaną przez polskich producentów. Czasem udaje mi się ich
przekonać. Jednak na razie chińszczyzna wygrywa.
Mówi się, że podróże kształcą.
Czego nauczyłem się z mojej krótkiej wyprawy po Rewalu, który w jakimś sensie jest reprezentatywny dla
kurortów naszego wybrzeża? Z pewnością tego, że ludzie podczas urlopu zapominają o wartości pieniądza.
Zaoszczędzone na wakacje złotówki
wydają często na niepotrzebne
przedmioty, które potem obrastają
kurzem. W efekcie mają badziewne… wspomnienia z wakacji.
TEKST I FOT.: MATEUSZ SKÓRA
(CZĘSTOCHOWA)
PO SEZONIE
Z czego żyje się w Rewalu?
W sezonie to miasteczko tętni
życiem. Restauracje, kawiarnie,
punkty z lodami i goframi, sklepy
z biżuterią i ubraniami są oblegane niemal bez przerwy. Można
sprzedawać, wypożyczać gokarty i słynne koniki, wynajmować
turystom pokoje. Jaką częścią
całorocznego dochodu są wpływy z prowadzonych w wakacje
interesów? Z czego żyją mieszkańcy gminy Rewal i okolic, kiedy turyści opuszczają nadmorski
deptak?
Zdecydowana większość punktów handlowych w Rewalu funkcjonuje sezonowo. Duża część
z nich otwiera się w tym samym
miejscu co roku. Sklep znanej
marki odzieżowej Cropp Town ma
swoją siedzibę w samym centrum
i działa od maja do końca października. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku punktu sprzedaży wyrobów z „żywicznego złota” „Bursztynowa Komnata”, czy
jednego ze stoisk z tanią książką.
Sklepy te mają swoich stałych
właścicieli, którzy przybywają nad
morze późną wiosną i prowadzenie interesu w wakacyjnej miejscowości traktują jako dodatkowe
zajęcie. Nie jest on jednak bez
znaczenia dla stanu całorocznego
budżetu.
Moi rozmówcy zgodnie twierdzą, że w czasie wakacji w Rewalu można zarobić niemal na
wszystkim. Do popularnych nadmorskich miejscowości w celach
zarobkowych przyjeżdżają młodzi
ludzie z całej Polski, także z pobliskich, mniej popularnych pod
względem turystycznym miasteczek. 16-letni Grzesiek pochodzi
z sąsiedniej gminy, pracuje dorywczo w sklepie spożywczym „Marta”. Jego mama też szuka zarobku
poza rodzinną miejscowością, zarabiając na życie za granicą.
Do punktów otwartych przez cały rok należą m.in.: „Galeria Siedem”, która specjalizuje się w biżuterii autorskiej, ceramice i malarstwie. Sklep działa przez cały
rok, ale większe zyski ze sprzedaży detalicznej przynosi od maja do
początku listopada. Okres od listopada do kwietnia został przez właścicielkę nazwany „martwym półroczem”. Dochód ze sprzedaży
detalicznej jest wówczas bardzo
niski, klienci pojawiają się sporadycznie. Głównym źródłem zarobku właścicielki „Galerii Siedem”
jest wtedy sprzedaż przez Internet
i produkcja biżuterii dla sklepów
współpracujących.
Jeden z rewalskich domów
wczasowych, Jantar, oprócz zakwaterowania oferuje wykonywane na miejscu zabiegi, basen i odnowę biologiczną. Pensjonat działa od Wielkanocy do końca października, otwiera się także na
czas Bożego Narodzenia i Sylwestra. Recepcjonista przyznaje, że
główną klientelą ośrodka poza sezonem letnim są niemieccy emeryci, którzy o istnieniu ośrodka Jantar dowiadują się za pośrednictwem współpracujących z nim niemieckich biur podróży. Kierownik
domu wczasowego to także właściciel umiejscowionego w Alei
Róż sezonowego ośrodka „Amber”. Prowadzenie tych dwóch
pensjonatów jest dla niego jedynym źródłem dochodu.
Oprócz prowizorycznych punktów funkcjonujących sezonowo,
na deptaku można znaleźć również tradycyjne sklepy, czynne
jednak tylko w okresie letnim. Jeden z nich to „Wakacyjne Pamiątki” na ulicy Warszawskiej. Należy
do pana Macieja, mieszkańca
Niechorza. Właściciel na co dzień
podejmował się przez wiele lat
prac dorywczych. Obecnie jest
kierownikiem działu w jednej
z firm w Jeleniej Górze. Prowadzonego od dawna w Rewalu
sklepu nie zamierza jednak zamykać, bo jest on dla niego istotnym
źródłem dochodu.
Jedna z moich rozmówczyń,
studentka z pobliskiej miejscowości, zapytana o to, co mieszkańcy
nadmorskich miasteczek robią poza sezonem, odpowiada krótko:
Pobierają zasiłek dla bezrobotnych.
Jej zdaniem jedynym źródłem dochodu większości mieszkańców są
sezonowe punkty sprzedaży. Inna
z mieszkanek Rewala twierdzi, że
pieniądze z tego płynące są wystarczające do życia na zadowalającym poziomie przez pozostałą
część roku – Spora część rewalskich tubylców przez wiele miesięcy zbiera siły na wysiłek związany
z pracą w sezonie – żartuje. Jej
zdaniem w najgorszej sytuacji finansowej są mieszkańcy Rewala
w marcu i kwietniu, kiedy kończy
się „martwe półrocze”, a turystów
jeszcze nie ma. Sytuacja finansowa jest wówczas naprawdę trudna,
ale ludzie pomagają sobie wzajemnie – dodaje. Marzeniem wielu tubylców jest zatrudnienie na poczcie, w Urzędzie Gminy czy
Ośrodku Zdrowia.
Jak dowiaduję się od Agaty
Smoczek i Łukasza Tylki, pracowników Referatu Turystyki i Promocji
Urzędu Gminy Rewal, w urzędzie
i poza sezonem praca wre, np.
w grudniu organizowana jest impreza dla dzieci uczących się
w szkołach gminy Rewal. Z kolei
większość pracowników poczty to
tutejsi, którzy cenią sobie to zatrudnienie, przynoszące ok. 2000 zł
miesięcznie.
Ponadto mieszkańcy Rewala
znajdują pracę w całorocznych domach wczasowych i dwóch restauracjach, banku, otwartym przez
cały rok Polo Markecie i sklepach
spożywczych.
Mieszkać nad morzem – to marzenie wielu osób. Wieczne wczasy, codzienne plażowanie... To stereotyp. Rzeczywistość nie jest taka
różowa – w Rewalu trudno znaleźć
stałą pracę i nigdy nie wiadomo,
czy dochód z wakacyjnej sprzedaży wystarczy, aby utrzymać się
przez pozostałą część roku. Powiedzenie, że pieniądze leżą na
ziemi i trzeba się tylko po nie schylić, zawiera jednak w sobie nieco
prawdy – przedsiębiorczy, kreatywny człowiek źródło dochodu
znajdzie zawsze. Szczególnie, gdy
do Rewala zjadą tabuny turystów
i wczasowiczów gotowych zostawić tu sporo grosza...
MARTA SAK (WARSZAWA)
17
RELACJE MIĘDZYLUDZKIE
Z sąsiadem za pan brat
Planując wakacje, marzymy
o długim wypoczynku spędzonym
w ulubiony sposób. Naszym celem
jest relaks, regeneracja sił i nabranie energii na kolejne dni pracy.
O ile dzień jest dla nas zachwycający, to wieczór i noc pozostawiają
wiele do życzenia. Powodem tego
są często sąsiedzi – ich styl bycia,
nieprzystosowanie do sytuacji, brak
kultury osobistej. Czy taka jest polska natura, że jadąc na wakacje
stajemy się zbyt pewni siebie, przekonani o swojej nietykalności wśród
obcych osób i uprzykrzamy życie
otoczeniu?
Postanowiłam skorzystać z faktu,
że Rewal to miejscowość turystyczna i przeprowadziłam sondę uliczną. Pytałam o relacje z sąsiadami
na wczasach: czy są dobre, czy złe.
Już pierwsze odpowiedzi okazały
się dla mnie zaskakujące – znaczna
część turystów nie zna osób mieszkających za ścianą! Często nawet
nie rozpoznają ich twarzy. Jednym
słowem – panuje zupełna anonimowość. Później pojawiła się malutka
iskierka nadziei – kilku ankietowanych powiedziało, że kojarzy sąsiadów z widzenia, wymienia z nimi
zwroty grzecznościowe. Po kilkunastu kolejnych minutach iskierka
przerodziła się w mały płomyczek
– nasi sąsiedzi są sympatyczni, kulturalni, otwarci i życzliwi. Wiedziałam jednak, że rzeczywistość nie
jest tak kolorowa.
Młode małżeństwo przyznało, że
starsza pani za ścianą jest dość kapryśna i wiele rzeczy jej nie odpowiada. Z kolei inna para stwierdziła,
że trafili im się nieco głośni współlokatorzy. Szybko jednak zorientowali
się, że przesadzają z ilością decybeli i ich kolejne spotkania towarzyskie były spokojniejsze. Z kolei przesympatyczni starsi ludzie z uśmiechem przyznali, że z sąsiadami nie
mają żadnych problemów. Za ścianą wypoczywają młodzi ludzie, którzy czasami nabierają w nocy ochoty na śpiew. Jednak moim rozmówcom nie przeszkadza to zupełnie
– współlokatorzy są młodzi, więc
mają prawo się bawić, a oni – starzy
18
– to szanują. W ich przypadku określenie „starzy”, którego sami użyli
wobec siebie, jakby do nich nie pasowało, bo w głębi duszy nadal są
nastolatkami („nie zapomniał wół,
jak cielęciem był”). Okazuje się, że
obie strony starają się utrzymać
zdrowe relacje – wielu wczasowiczom nie przeszkadzają zakrapiane
spotkania, odbywające się za ścianą, o problemach z krzyczącymi
dziećmi nikt nie wspomniał.
Anonimowość ludzi mieszkających w jednym ośrodku, na jednym
polu namiotowym czy campingowym z pewnością martwi. Społeczeństwo jest zróżnicowane, sytuacje też. Może ktoś w wakacje
chce odpocząć, nie pragnie poznawać nowych ludzi i nie zamierza
angażować się w nie swoje sprawy. Zdarzają się również osoby
nieśmiałe z natury, mające problem z nawiązywaniem kontaktów
i nie chcą zastanawiać się, co
można powiedzieć, a czego nie
wypada, jak poprowadzić rozmowę, żeby nie zapadła niezręczna
cisza. Jednak zwroty grzeczno-
ściowe takie jak „dzień dobry” czy
„do widzenia” nie wymagają dużego wysiłku i zażyłości. Przyjazny
uśmiech, kilka zdań zamienionych
podczas przypadkowego spotkania, np. na korytarzu, ociepli atmosferę, na pewno nie przyniesie
żadnych strat. Chyba minęły już
czasy, kiedy to zupełnie nieznani
sobie ludzi potrafili rozmawiać kilka godzin. Jednak i dziś próbujmy
nawiązać bliższe relacje z współlokatorami, oczywiście jeśli oni tego
chcą. Nie warto od początku zakładać, że nam się nie uda. Każdy
człowiek, niezależnie od typu osobowości, potrzebuje drugiej osoby.
Polacy są życzliwym i sympatycznym narodem. Zatem jaka jest
recepta na udany wypoczynek? Należy liczyć się z obecnością innych,
być wyrozumiałym, pamiętać o szaleństwach swojej młodości i starać
się nawiązać chociaż grzecznościowy kontakt. Warto pamiętać o znanym polskim powiedzeniu „Nie rób
drugiemu, co tobie niemiłe”.
KAROLINA DUŁAK (BIAŁA)
FOT.: ANNA PALIGA (RZESZÓW)
PRACA
Wakacyjny wyzysk
Spacerując po deptaku w Rewalu, na każdym kroku widzę drewniane
stoiska z oscypkami (sic!), budki z ociekającymi starym tłuszczem
kręconymi frytkami, watą cukrową w kolorach tęczy i smakach rodem
z tablicy Mendelejewa, kramiki z żelkami...
Łakomi turyści zatrzymują się
to przy jednym, to przy drugim
stoisku i opróżniają kieszenie
z drobnych. Jednak to nie rozrzutni przyjezdni czy wątpliwej
jakości przekąski mnie zainteresowały. To osoby obsługujące
obskurne kramiki zwróciły moją
uwagę.
Same młode twarze, od razu widać, że są w wieku licealnym. Od
rana do wieczora stoją i cierpliwie
nadziewają ziemniaczane talarki
na patyczek albo ważą karmelowe
krówki. Zdeterminowana, żeby dowiedzieć się o ich pracy czegoś
więcej, zaczepiam dziewczynę,
sprzedającą gumy do żucia.
– Całe wakacje tu pracuję.
Wcześniej też pracowałam nad
morzem, tylko na gadżetach, ale
umowa mi się skończyła. Zagadałam do dziewczyny z gum, dostałam od niej numer, zadzwoniłam
i jestem – wzrusza ramionami.
– To praca ciężka fizycznie i psychicznie, ale daję radę. Jestem
zadowolona, bo da się zarobić.
Mieszkam w miejscu o wysokim
bezrobociu, więc taki zarobek to
jest dla mnie spoko opcja
– uśmiecha się po chwili.
– W przyszłym roku zdaję maturę,
fajnie byłoby odłożyć sobie coś na
studia.
Nie tylko stanowiska w biznesie
garmażeryjnym są oblężone
przez młodych pracowitych. Dwie
nastolatki, obsługujące kasę na
kiermaszu taniej książki, też lubią
swoją pracę. Udało mi się porozmawiać z nimi w trakcie ich przerwy obiadowej. Nie mówią dużo,
chyba speszone faktem, że trzymam w dłoni dyktafon, ale ich nieliczne wypowiedzi są nacechowane pozytywnie.
– Jesteśmy zadowolone z pensji – mówi pulchna brunetka. – Ma-
my mało pracy, zwłaszcza w słoneczne dni, kiedy wszyscy są na
plaży. Tylko kiedy pada deszcz,
zdarza się większy ruch.
Pytane, dlaczego zatrudniły się
na wakacje, zgodnie odpowiadają, że oszczędzają na studia na
kierunku finanse i rachunkowość.
Zastanawia mnie, czy wszyscy
pracujący małoletni są tacy usatysfakcjonowani swoją wakacyjną
pracą. Okazuje się, że niekoniecznie.
– Byłam pokojówką, szef zlecał
mi prace, wykraczające poza zakres moich obowiązków. Pensję
dostawałam na czas, ale co z tego, skoro zapłacił mniej, niż się
umawialiśmy. W porównaniu
z tamtym ta praca jest o niebo
lepsza. Nigdy więcej nie zostanę
pokojówką – dziewczyna ze stanowiska z watą cukrową, szatynka o stuwatowym uśmiechu, dodaje też, że potrzebuje pieniędzy
na samochód, dlatego chwyciła
się pierwszej możliwej pracy.
Mój następny rozmówca, szesnastolatek ze sklepiku z pamiątkami, dorabia sobie do kieszonkowego. Przyznaje, że na co dzień jest
monotonnie. Może nie licząc jednego razu, kiedy banda punków
groziła mu pobiciem…
Ale to wszystko wydaje się mi
kaszką z mlekiem w porównaniu
do opowieści siedemnastoletniej M., którą mama namawiała
do podjęcia pracy.
– Mówiła mi, że jestem w takim
wieku, że nie powinnam od niej
brać pieniędzy. Zaczęło się od tego, że moja koleżanka chciała iść
na imprezę, a następnego dnia
miała pracować w jadłodajni od
szóstej rano. Powiedziałam, że ją
zastąpię na jeden dzień… Wszystko było oczywiście na czarno. Ja
się bardzo jej szefowej spodoba-
łam, powiedziała, że nie spodziewała się, że tak dobrze mi pójdzie
za pierwszym razem, więc zostałam na kolejny dzień. Na początku
mi się podobało, chociaż byłam
wykończona po pracy, ale potem
stwierdziłam, że to przesada, co ja
tam robię za te śmieszne pieniądze. Cały czas tylko zbieranie talerzy, zmywanie podłogi, polerowanie naczyń… Jak kiedyś zobaczyła, że piję kawę na zapleczu, to tak
mnie objechała, że mi się odechciało. Nie mogłam mieć nawet
jednej porządnej przerwy na
obiad! Niby pozwalała mi jeść te
resztki ze szwedzkiego stołu, których nie zjedli klienci, ale po trzech
godzinach od przygotowania, to
jedzenie było takie obrzydliwe, że
chyba wolałabym już nic nie jeść…
Jak my się zaharowywałyśmy na
pusty żołądek, to ona sobie siedziała i żarła jakieś ciastka i tylko
nas poganiała.
To przerażające, ale wiele młodych ludzi jest wyzyskiwanych
przez swoich przełożonych. Czasami dzieje się tak, gdyż młodzi są
zbyt onieśmieleni, by domagać się
swoich praw, a czasami po prostu
ich nie znają! Praca na czarno to
kiepskie wyjście, bo zachęca pracodawców do swobodnego stosowania się do praw małoletnich albo wręcz kompletnego ich lekceważenia. To, co przytrafiło się M.,
jest najlepszym przykładem.
– Któregoś dnia było dużo do
zrobienia, miałam iść do domu
o szesnastej, ale powiedziałam, że
zostanę dłużej i pomogę. Wyszłam
dopiero o dwudziestej trzeciej,
a byłam tam od szóstej rano. I ona
nie chciała mi zapłacić za nadgodziny! Sześć godzin pracowałam
za darmo! Wtedy się wściekłam
i już więcej tam nie wróciłam.
KAROLINA LICZBIŃSKA (SZCZECIN)
19
KILOMETRY W NOGACH
Ptak lata, ryba pływa,
człowiek biega
To jedna z tych rzeczy, które można albo pokochać,
albo znienawidzić. Wstań z kanapy, wyjdź na zewnątrz i zatrać się
w bieganiu – twoje ciało i umysł podziękują ci później.
Większości z nas wakacje kojarzą się z wypoczynkiem, leżeniem
na plaży i pasywnym spędzaniem
czasu. Urlop traktuje się jako czas
na lenistwo i „słodkie nicnierobienie”. Jednak zdarza się, że po powrocie z wczasów, podczas których
naszym głównym zajęciem było wylegiwanie się przed telewizorem,
czujemy się jeszcze bardziej ociężali i znużeni. Jest bardzo prosty
sposób, by temu zaradzić.
Pobyt nad morzem to świetna
okazja, by zmienić trochę swoje nawyki. Co da nam leżenie „brzuchem
do góry” i narzekanie na wszystko?
Trochę uśmiechu i ruchu – to właśnie to, czego nam trzeba!
Nie musimy od razu zabierać
się za przenoszenie gór i przepływanie mórz, za to krótki jogging to naprawdę świetny pomysł. Bieganie jest przez wielu
ludzi nazywane najtańszym spor-
tem, ponieważ potrzebne są właściwie tylko dobre buty. A jeżeli
jesteśmy nad morzem, to nawet
to możemy pominąć i wybrać się
na krótką przebieżkę po plaży
boso. Wzmacnia to mięśnie stóp,
Jeżeli brak wam motywacji albo
nie macie wsparcia innych,
zaangażujcie się w akcję
„Pomoc mierzona kilometrami”.
To wspólna inicjatywa T-Mobile
i bezpłatnej aplikacji
Endomondo. Wystarczy
zainstalować program na swoim
smartfonie i… ruszyć w drogę!
Każdy przebiegnięty,
przejechany na rowerze czy
przewędrowany kilometr to
pomoc dla dzieci pod opieką
Fundacji TVN „Nie jesteś sam”.
Instrukcje i więcej informacji
o akcji dostępne są na stronie
www.kilometrami.pl.
Serdecznie polecamy!
20
KILOMETRY W NOGACH
kostki i stanowi najlepszy peeling
dla skóry.
Oprócz tego, biegając po plaży
przez 15 minut, przyswoimy więcej
jodu niż podczas trzygodzinnego
plażowania. Nie zapominajmy
o pięknych widokach – wzburzone
fale o poranku, morska bryza czy
spokojne morze o zachodzie słońca
motywują do dalszego wysiłku oraz
umilają nam bieg.
Jaka pora dnia najbardziej sprzyja ruchowi? Zdania są podzielone.
Rankiem powietrze jest świeższe,
plaże stosunkowo puste, a poranna
przebieżka napełnia nas energią
na cały dzień. Bieganie w ciągu
dnia to raczej kiepski pomysł ze
względu na tłumy turystów i prażące słońce. Ciężko jest oddać się
przyjemności, kiedy wokół głośno
i kręci się mnóstwo ludzi, dlatego
wieczory mają również wielu zwolenników. Wieczorne bieganie to
idealna okazja do podziwiania zachodów słońca i jest to o wiele lepszy pomysł na rozładowanie niewykorzystanej w ciągu dnia energii niż
nocne wędrówki do lodówki.
Angielskie przysłowie mówi, że
nie ma złej pogody, są tylko źle
ubrani ludzie. Podpisujemy się
pod tym rękami i... nogami, gdyż
zarówno przebieżki w słoneczne
dni, jak i przy lekkiej mżawce mają swój urok. Podczas delikatnego
deszczu
mamy
zapewnione
orzeźwienie i dużo miejsca na plaży. W pogodny dzień wchłoniemy
witaminę D oraz ładnie i równomiernie się opalimy. Wbrew pozorom ruch bardziej sprzyja nabieraniu złocistego koloru skóry niż pasywne leżenie na kocyku. Podczas upału pamiętajcie jednak
o czapce, butelce wody, okularach przeciwsłonecznych i kremie
z filtrem – udar cieplny to niezbyt
przyjemna sprawa, a przezorny
zawsze ubezpieczony. Zawsze
należy pamiętać o prawidłowej
rozgrzewce przed i po wysiłku.
Mogą się na nią składać ćwiczenia typu wymachy ramion i około
200 metrów szybkiego marszu.
Dobrym sposobem na zapobieganie kontuzjom jest też przerywanie joggingu marszem.
Bieganie to najtańszy sport, ale
również jedno z najlepszych ćwi-
czeń całego ciała. Dzięki niemu wysmuklimy mięśnie, przyspieszymy
metabolizm i zrzucimy zbędne kilogramy, czy też po prostu poczujemy
satysfakcję z ukończonego biegu.
Większość znanych nam biegaczy
na pytanie, co najbardziej lubią
w tym sporcie, odpowiada, że to
specyficzne uczucie, gdy po powrocie do domu w całym ciele czują
przyjemne ciepło i wydzielające się
endorfiny.
Biegacze to bardzo życzliwe
środowisko i z chęcią pomogą nowicjuszom. W Internecie znajdziemy wiele blogów i porad, z którymi
warto się zapoznać. Wystarczy tylko ruszyć się z domu i wyjść pobiegać raz, potem drugi i kolejny.
Julie Isphording, która przebiegła
pierwszy maraton dla kobiet podczas Igrzysk Olimpijskich w Los
Angeles w 1984 roku, powiedziała
kiedyś: Bieganie dało mi odwagę,
by zaczynać, determinację, aby
wciąż próbować i duszę dziecka,
aby mieć z tego wszystkiego zabawę po drodze. Biegaj często i biegaj daleko, ale nigdy nie „zabiegaj”
swojej radości z uprawiania tego
sportu.
KAROLINA MIKOŁAP, MARTYNA PAUL
(BYDGOSZCZ)
FOT.: KAROLINA MIKOŁAP
MIESZKAŃCY ALARMUJĄ
Zabójcza
promenada
Nadmorska promenada Sikorskiego. Sprzedawca w kawiarni Coffee Time pan Radek zwraca uwagę
naszej redakcji na z pozoru drobny
problem dotyczący owej drogi.
– Pracuję tu od 4 lat i już od dawna widzę, że chodnik wymaga remontu. Codziennie sześć, siedem
razy nie tylko dzieci ale też dorośli
przewracają się. Jest to spowodowane nierównością chodnika, zagłębieniami, wystającymi studzienkami ściekowymi. Myślę, że naprawa nie wymaga zbyt wielkiego wysiłku i można ją było wykonać choćby przed sezonem. Nie byłoby bolesnych upadków, szczególnie ludzi
starszych.
Wbrew pozorom problem promenady nie jest banalny. W grę wchodzi bowiem zarówno bezpieczeństwo jak ludzkie zdrowie. Mamy nadzieję, że wójt Rewala nie zapomni
o zdradzieckiej promenadzie. Nie
tylko pan Radek będzie usatysfakcjonowany... KACPER GOLAŃSKI (ŁÓDŹ)
W Rewalu można pozbyć się plastikowych butelek i puszek po
napojach, wrzucając je do specjalnego automatu, który stoi obok
urzędu gminy. Po wypełnieniu kuponu wydanego przez maszynę
KALINA WASIAK (ŁÓDŹ)
można wziąc udział w losowaniu nagród.
21
ROZRYWKA
Uśmiechnij się
– Chciałabym coś praktycznego do pokoju dziennego – mówi
kobieta w sklepie z dywanami.
– A ile Pani ma dzieci?
– Sześcioro.
– To najpraktyczniejszy byłby
asfalt...
●
– Dzieci moje, ja umieram!
Przynieście mi szklankę wody!
– Ojciec, jest pierwszy stycznia, wszyscy umierają, idź se
sam przynieś!
●
Jeśli zabłądzisz w nocy w lesie, spójrz na Gwiazdę Polarną...
...jest taka mała w porównaniu
z twoim problemem.
●
Do apteki wpada blady, drżący
chłopiec:
– Czy ma pani jakieś środki
przeciwbólowe?
– A co cię boli, chłopcze?
– Jeszcze nic, ale ojciec właśnie ogląda moje świadectwo.
●
Na lekcji języka polskiego nauczyciel pyta:
– Czym będzie wyraz „chętnie”
w zdaniu: „Uczniowie chętnie wracają do szkoły po wakacjach.”?
Zgłasza się Jasio:
– Kłamstwem, panie profesorze!
●
Rozmawiają dwaj starsi panowie. Jeden mówi do drugiego:
– Zbliża się wasza rocznica
ślubu, nieprawdaż?
– Tak – odpowiada drugi – i to
spora, bo 20.
– Wow i co zamierzasz zrobić
z tej okazji dla swojej żony?
– Zabiorę ją na wycieczkę
do Australii.
– Nieźle, a co zrobisz dla żony
z okazji 25 rocznicy ślubu?
– Pojadę i przywiozę ją z powrotem.
●
Konduktor w pociągu pyta podróżującą z psem blondynkę:
– Czy pani zapłaciła za tego
psa?
– Ależ skąd! Dostałam go
na urodziny!
WYBRAŁA: AGATA CIEŚLAK
(RAWA MAZOWIECKA)
Piraci w Rewalu!
W rewalskim amfiteatrze 15 sierpnia wystąpił kabaret Bzik z programem
dla dzieci „Piracka Przygoda”. Młodej publiczności przedstawienie przypadło
do gustu. W programie znalazły się m.in.: konkursy, piosenki i skecze.
– Bardzo mi się podobało, było śmiesznie i sympatycznie – mówi Kalinka
TEKST I FOT.: MATEUSZ SKÓRA (CZĘSTOCHOWA)
Wasiak.
Sudoku
Aby prawidłowo rozwiązać sudoku, należy uzupełnić puste pola
diagramu w taki sposób, aby każdy wiersz, każda kolumna oraz każdy
kwadrat 3x3 zawierał wszystkie cyfry od 1 do 9.
OPR.
22
MACIEJ WÓJCIK (WARSZAWA)
ROZRYWKA
HOROSKOP
BARAN (21.03-19.04)
Księżyc w znaku Skorpiona doda przedstawicielom znaku Barana
sporo intuicji. Dogodny
tydzień na rozpoczynanie nowych przedsięwzięć i projektów. Współdziałania i współpraca
z innymi będą układały się pomyślnie. Możliwość zakończenia nieporozumień i kryzysów przed Baranami z 13 – 15 marca.
BYK (20.04-20.05)
W tym tygodniu spokojna aura planetarna pozwoli Ci promieniować
szczególnym urokiem
i spokojem. Uwaga, możesz przez ten czas zakochać się
niespodziewanie i bardzo udanie.
Byki urodzone w okresie od 21 – 15
kwietnia mogą liczyć na ofertę nowej pracy. Możesz podpisywać
umowy i zawierać transakcje finansowe.
BLIŹNIĘTA (21.05-21.06)
Przez ten tydzień postaraj się maksymalnie
zmobilizować i załatwić
jak najwięcej ważnych
spraw, ponieważ kolejne
dni mogą okazać się mniej korzystne. Nie nawiązuj nowych flirtów, bo
niechybnie skończą się rozczarowaniem. Rozważny i zaufany przyjaciel może stać się niezwykle pomocny.
RAK (22.06-22.07)
W tym tygodniu układ
planet może Ci przynieść ważną znajomość
lub spowoduje, że nastąpią poważne wyznania
w związkach partnerskich. W związkach z dłuższym stażem mogą nastąpić poważne decyzje na przyszłość. Dobrze będzie się układała
współpraca lub współdziałanie z innymi. Dobry tydzień na podróże.
LEW (23.07-22.08)
Pomyślny tydzień. Koniunkcja Księżyca z Merkurym pomoże Ci w każdej pracy, wymagającej
wysiłku intelektualnego,
w egzaminach czy ważnych rozmowach. To dobry tydzień na rozmowę
z bliską osobą, na wyjaśnienie nieporozumienia lub rozwiązanie poważnego problemu. Jeśli urodziłeś
się między 4 a 7 sierpnia, jest bardzo możliwe, że pokłócisz się
z partnerem od interesów lub sąsiadem.
PANNA (23.08-22.09)
Dobre aspekty planetarne z Merkurym większości Panien dają zwyżkę
intelektualną, w związku
z czym prace wymagające wysiłku intelektualnego będą pozytywne. Będziesz nastawiony
przyjaźnie do otoczenia. To dobry
tydzień na rozmowę z bliską osobą,
na wyjaśnienie nieporozumienia lub
rozwiązanie poważnego problemu.
WAGA (23.09-22.10)
Pogodna, sprzyjająca
aura, aby realizować
swoje projekty. Współdziałanie z innymi będzie
układać się korzystnie.
Osoby samotne poczują motyle
w brzuchu – czy z wzajemnością, to
jeszcze się okaże. Jedynie urodzeni 20 – 21 października niech nie
trwonią pieniędzy, nie lekceważą
przepisów i ogólnie niech się mają
na baczności.
SKORPION (23.10-21.11)
Tydzień będzie absorbujący, aczkolwiek z niczym na siłę się nie
szarp. Jeśli nawet nie
zrealizujesz tego, co zaplanowałeś, nie przejmuj się,
wszystko w swoim czasie nadrobisz. Koniecznie wygospodaruj trochę czasu dla siebie. Poczytaj, pomedytuj czy też zrób dobrą kolację
i zaproś znajomych. Unikaj jałowych dyskusji.
STRZELEC (22.11-21.12)
Jeśli jesteś samotny,
Wenus może Ci przynieść wielką miłość. Nic
nie zakłóci spokoju dobranym i szczęśliwym
parom, które będą czyniły poważne
plany życiowe, może nawet związane z powiększeniem rodziny. Z kolei finansowy dołek szykuje się urodzonym 16 – 17 grudnia. Niewykluczone, że pojawią się jakieś opóźnienia w wypłacie wynagrodzenia.
KOZIOROŻEC (22.11-19.01)
Masz dobry czas na podejmowanie
decyzji,
podpisywanie
umów
i zawieranie transakcji.
Planety sprzyjają ustabilizowaniu spraw rodzinnych. Niektórym z Was może trafić się okazja
zamiany mieszkania lub też korzystnego zakupu. Szczególnie
twórcze okażą się spotkania ze
starszymi przedstawicielami rodu.
WODNIK (20.01-18.02)
W tym tygodniu aspekty
planetarne w Twoim horoskopie sprzyjają miłości. Jeśli masz u swego
boku osobę bliską sercu,
pomyśl o jakimś urozmaiceniu waszej codzienności – może mała niespodzianka? Z kolei związki z długim stażem mogą przechodzić kryzys, a nawet chęć skoków w bok.
Urodzeni 1 – 5 lutego niech uważają na zdrowie.
RYBY (19.02-20.03)
W tym tygodniu planetarna aura będzie podobna do poprzedniej.
Jeszcze łatwiej będzie
można znaleźć proste
rozwiązania. Dla wybierających się
w podróż mała uwaga, aby wszystko dokładnie sprawdzić, od dokumentów po zamknięcie drzwi.
W sobotę zaplanuj sobie spotkanie
w większym gronie ludzi albo wycieczkę rowerową.
AGATA CIEŚLAK (RAWA MAZOWIECKA)
23
Download

Rewalacje - nr 6/2013