G
a
z
e
t
a
s
t
u
d
e
n
c
k
a
2
Bielsko-Biała
Katowice
Kraków
Łódź
Opole
Warszawa
Wrocław
nr
(91)
rok akademicki
2014\2015
Egzemplarz
bezpłatny
w w w . i n f o s g r o u p . p l
Nie masz drugiej połówki?
I tak możesz świętować!
Spokojnie, to tylko wulkan
str. 6
str. 8
Konkurs, nagrody
Sięgnij po przygodę!
str. 15, 19
Vanitas Vanitatum
et omnia vanitas!
Śmierć w turystyce
str. 16
str. 20
Dyskusje, spory, debaty,
czyli na jakie argumentacje uważać
Potęga słowa jest wielka i nikogo do tego przekonywać nie trzeba. Dzięki paru zdaniom można zyskać poparcie miliona wyborców.
Wypowiedzenie kilku sakramentalnych formuł we właściwych okolicznościach faktycznie zmienia nasz status prawny, czyniąc
nas mężem lub żoną. Słowo daje nam nie tylko władzę poznawczą (np. dzięki definiowaniu lub nazywaniu zjawisk), ale również
społeczną – nie jest przenośnią, że w dyskusji można kogoś pokonać.
Z
tego względu warto znać niektóre taktyki, które stosuje się w dyskusjach,
aby móc się przed nimi chronić.
Bezzasadnych i fałszywych argumentów nigdy
nie zabraknie. Warto poznać je tym bardziej, że
współcześnie mamy do czynienia z mediatyzacją sfery publicznej, za sprawą której jeszcze
bardziej podniosło się znaczenie słowa mówionego. Serwisy informacyjne walczą o pierwszeństwo w zdobywaniu newsów, które zresztą
mogą być wykorzystywane jako oręż w potyczkach sądowych i politycznych. Kto przekona do
siebie większość, zdobywa władzę w państwie.
W tym niedużym artykule pominiemy
wiadomości historyczne, jakkolwiek są one
bardzo interesujące. Trzeba jednak pamiętać, że retoryka również współcześnie jest
przedmiotem zainteresowania teoretyków i praktyków, jak Robert Cialdini
(Wywieranie wpływu na ludzi), Chaïm Perelman (Imperium retoryki) i Marek Kochan
(Pojedynek na słowa). Warto też zajrzeć do
niewielkiej, lecz nieśmiertelnej książeczki
XIX-wiecznego filozofa Arthura Schopenhauera pt. Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów, myśliciela obecnie
bardziej znanego z serii memów niż z własnych pism o istocie rzeczywistości. Ten artykuł ma za zadanie zaprezentować najczęściej stosowane i szczególnie interesujące wybiegi erystyczne, tzn. takie, które służą do zwycięstwa w sporze
słownym niezależnie od prawdy i tego, kto ma rację. Wszak,
aby walczyć z przeciwnikiem, trzeba poznać jego sposób
walki i uzbrojenie.
Najwulgarniejszym chwytem erystycznym jest argumentacja ad personam, czyli otwarty atak słowny na drugą osobę. Porzuca się meritum sprawy, a punkt rozmowy
przesuwa się na dyskutanta poprzez przypisanie mu pewnej
cechy (faktycznej lub nie). Zwróćmy uwagę, że argument ad
personam dotyczy osoby rozmówcy, zaś argument ad hominem (również wnioskowanie pozamerytoryczne) dotyczy jej
przekonań – wszak okrzyk „kłamiesz!” nie jest tym samym,
co powiedzenie, że „Teraz mówisz, że auto zostało uszkodzone, a chwilę przedtem zaprzeczałeś temu”. To z kolei jest
zupełnie czymś innym niż mówienie ad rem, czyli do rzeczy: „Wbrew temu, co Pan mówi, wedle zdjęć rzeczoznawcy i policji wcale nie doszło do uszkodzenia auta”.
rgumentacja ad personam najczęściej ma to
formę wyzwisk, szyderstw lub obelg: „Jesteś
kretynem!”, „Pan jest zerem”, „Jak Państwo
możecie wierzyć tak niewiarygodnej osobie?” Nawet jeśli
A
ktoś jest idiotą, nie można tego oznajmiać w rzetelnej
dyskusji: interesuje nas rozprawiana kwestia, a nie
dyskutujące osoby. Nie można obrzucać innych
błotem, nie brudząc sobie przy tym rąk. Niestety, w ferworze dyskusji emocje mogą sięgać
zenitu, a wtedy łatwiej o skrajne wypowiedzi,
łatwiej o słowną napaść. Co gorsza, można argument ad personam wykorzystać całkowicie
świadomie, i to w różnych celach. Po pierwsze – żeby porzucić właściwy przedmiot rozmowy i uciec od niewygodnej kwestii (skoro
przegrywamy, to zmieniając temat unikamy
zaliczenia go w poczet klęski, zapominamy
o nim); po drugie – żeby wyprowadzić adwersarza z równowagi (licząc, że dzięki temu
popełni jakieś błędy, a następnie „triumfalnie”
podać jakiś argument i obwieścić swoje zwycięstwo); po trzecie – żeby zasugerować audytorium,
że nasz dyskutant nie zna się na rzeczy, a więc nie warto go słuchać (bo uznaliśmy otwarcie, że jest kretynem).
ak się chronić przed argumentem ad personam?
Odpowiedź nieco pesymistyczna, ale niezawodna
jest taka, że nie należy zaczynać rozmowy z takimi
ludźmi. Żaden poważny człowiek nie chce prowadzić takich
dyskusji. A jeśli już trafi się nam nieokrzesany oponent,
należy zachować spokój i nie ulegać emocjom. To sprawa
kluczowa. Jeśli rywal tapla się w bagnie, nie można dać
się w nie wciągnąć. W ostateczności można zażądać przeprosin lub przerwać dyskusję. Dzięki temu nie zostaniemy
uczestnikami karczemnej, słownej bijatyki. Należy również
wrócić do właściwego tematu rozmowy i stale się go trzymać. Wszak to nasz rywal poczuł się w nim słaby (na to
też można zwrócić uwagę), skoro zaczął nas
obrażać. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest
str. 2
wytknięcie oponentowi, że stosuje chwyt
ad personam – tym samym odetniemy się
J
wielkie oszczĘdzanie czas zacząć!
nowa karta od 23 lutego
szukaj karty w samorządach, a także
w następnym numerze „info studenta”
polub nas na: www.facebook.com/StudenckaKarta
nr 2 (91) LUTY 2015
2
od jego nieczystych praktyk. Jeżeli ktoś obserwuje dyskusję, może zwrócić uwagę, że zniżając się do takich argumentów obraża nie tylko nas, ale również widzów, ponieważ
okazał brak klasy.
Zdradzieckim wnioskowaniem jest tzw. „błąd niedostatecznego uzasadnienia”, zwany w łacinie petitio principii.
Właściwie nie jest to błąd, lecz cała grupa błędów. Ich sednem jest przyjęcie czegoś, co nie jest należycie uzasadnione,
jako przesłanki wnioskowania. Jeśli na stwierdzenie, że „X
jest grafomanem, a więc nie warto czytać jego wierszy” odpowiemy „Czemu twierdzisz, że jest grafomanem?”, to odpowiedź „Bo tak!”, „To widać!” albo „Bo znam się na tym!”
nie może być uznana za dostateczną. Formą petitio principii
to tak zwane błędne koło, w którym to, co ma zostać dowiedzione, jest używane właśnie jako przesłanka. Przykład:
„Kowalski jest mądry. – Skąd to wiesz? – Bo napisał głębokie wiersze. – A czemu uważasz je za głębokie? – Bo tylko
mądry człowiek mógłby je napisać”.
Petitio principii stosuje się często nieświadomie,
przyjmując za dowiedzione lub oczywiste coś, co wcale
takie nie jest. Ale może być użyte z premedytacją. Chcąc
przeforsować swoje twierdzenie można zastosować ukryte
petitio principii, np. ogłaszając podstawę naszego
rozumowania w sposób spokojny, zimny lub
oficjalny, jakby chodziło o coś ustalonego. Można również je zakryć wyrazami
bliskoznacznymi lub ogólnikami, pod
którymi można przemycić akceptowane przez nas twierdzenia. Na przykład,
chcąc skłonić przeciwnika do przyjęcia
tezy o szkodliwości marihuany, mówimy o „niebezpieczeństwach związanych
z używkami”, przez którą wprowadzamy interesującą nas tezę bez dalszego
uzasadnienia. Wreszcie, gdy ktoś próbuje przekonać inną osobę do spornego
twierdzenia, można uznać je za petitio
principii domagając się dalszego wyjaśnienia, przez co uwaga może spaść na owo
twierdzenie, a nie na główny temat dyskusji.
ak unikać tego błędu? Starajmy się
o wyraźne definiowanie wyrażeń i przestrzeganie zakresu pojęć. Wyraźnie oddzielajmy jedno
od drugiego i pilnujmy dyskutanta, aby precyzował swoje słowa, bo może to być zamaskowane petitio principii.
Jeśli usiłuje pod ogólnikowymi hasłami przemycić swoje
twierdzenie jako prawdziwe, przypominajmy o temacie
rozmowy i zwracajmy uwagę, że chodzi nam o konkrety.
Dobrze jest prosić o przykłady lub – jeszcze lepiej – prosić o streszczenie wywodu w jednym zdaniu. Pamiętajmy,
że „powszechne” nie znaczy tego samego co „oczywiste”
– twierdzenia i dowody teorii mnogości są oczywiste, ale
z pewnością nie są znane większości ludzi (i niekoniecznie
na pierwszy rzut oka). Coś może być powszechnie uznane, ale zgoła nieuzasadnione lub niesłuszne. Słuchając wywodów przeciwnika stosujmy rozróżnienie na „oczywisty/
powszechnie znany”, aby wychwytywać, czy nie usiłuje
stosować petitio principii. Jeśli jakieś twierdzenie budzi
nasze wątpliwości, pytajmy o jego podstawę, wracajmy do
tej kwestii, jeśli przeciwnik unika niewygodnego dla siebie
wątku. Z kolei jeśli nasze – uzasadnione skądinąd – twierdzenia zostaną posądzone o petitio principii, należy cierpliwie wyjaśnić ich zasadność, starając się, aby nie zbaczać
z właściwego tematu rozmowy.
Często posługujemy się argumentami odwołującymi się do autorytetów. Tego rodzaju odniesienia
J
znacznie ułatwiają życie: nie jesteśmy w stanie wszystko osobiście sprawdzić ani poznać, dlatego często polegamy na zdaniu innych osób, które cieszą się pewnym prestiżem w jakiejś dziedzinie. Nie znam się na
inżynierii, dlatego nie umiem powiedzieć, co było
przyczyną katastrofy wahadłowca Challanger – muszę zdać się na opinię ekspertów.
imo to, szafowanie autorytetami wciąż
pozostaje argumentacją pozalogiczną.
Do autorytetów odwołujemy się w celu
uprawomocnienia własnego stanowiska, niekiedy
niesłusznie. Niekiedy ten rodzaj argumentacji używa
się nie tyle po to, aby wprost dodać wiarygodności
własnym twierdzeniom, a po to, żeby zamknąć usta
przeciwnikowi. Ludzie powołują się na pewien autorytet, bo wiedzą, że jest szanowany powszechnie (lub
przynajmniej przez audytorium słuchające dyskusji),
a ich przeciwnicy, z szacunku do niego bądź w obawie przed posądzeniem o zarozumiałość, nie ośmielą
się przeciwstawić mu lub uznają to, co on mówi, za
słuszne. Dużo gorzej, gdy cytowana wypowiedź autorytetu zostanie przekręcona lub celowo sfabrykowa-
M
na, a nieuczciwy oponent wie, że nie ośmielimy się nie
zgodzić z cytowaną osobą. Tak samo, kiedy dana osoba ekspertem w danej sprawie w ogóle nie jest lub gdy
zdania autorytetów w interesującej nas kwestii zdania
są podzielone.
Jak się chronić przed argumentem z autorytetu?
Przede wszystkim, jeśli jego wypowiedź została sfabrykowana, należy to zdemaskować i pokazać, że
taka osoba nigdy nie powiedziała czegoś podobnego. Jeżeli uznajemy autorytet, na którego powołuje
się przeciwnik, możemy wytknąć mu, że nie może
się nim posługiwać, że to my, a nie on posiadamy
do tego prawo czy kompetencje. Można również
zwrócić uwagę, że ta wypowiedź została przez niego
przekręcona, źle zrozumiana lub w przyjęta w izolacji od innych opinii autorytetu. Z kolei, jeśli danego
autorytetu nie uznajemy, możemy przeciwstawić
mu inny lub wskazać, że jego zdania większość ekspertów nie podziela (lub że w ogóle zdania są w tej
kwestii podzielone). Kompetencje autorytetu mogą
zostać również zawężone – zdobywca nagrody Nobla z fizyki nie musi wcale być ekspertem od spraw
mniejszości narodowych. W ostateczności można
dany autorytet zaatakować lub odrzucić – może się
The Corning Academy
Na Politechnice Łódzkiej rozpoczęła się kolejna edycja cyklu warsztatów
„The Corning Academy”, które prowadzą eksperci firmy Corning Optical Communications,
lidera kompleksowych rozwiązań optycznych na świecie. Program pozwala
na podnoszenie kwalifikacji i rozwijanie ważnych na rynku pracy umiejętności.
Młodzi inżynierowie biorący udział w blokach tematycznych na poszczególnych wydziałach otrzymają na zakończenie
certyfikaty, a osobom zainteresowanym przedstawione zostaną m.in. możliwości współpracy z firmą przy pisaniu prac
dyplomowych czy udziału w programach stażowych. Program stażowy firmy Corning „Possibilities become real” uzyskał
pod koniec 2014 roku znak jakości Polskiego Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami.
Warsztaty przygotowano dla studentów z Centrum Kształcenia Międzynarodowego, Wydziału Chemicznego,
Mechanicznego, Organizacji i Zarządzania, Fizyki Technicznej, Informatyki i Matematyki Stosowanej oraz Elektrotechniki,
Elektroniki, Informatyki i Automatyki. Zajęcia dotyczą m.in. obszaru lean manufacturing, logistyki, jakości, inżynierii oraz
zarządzania projektami, a potrwają do końca kwietnia 2015 roku. Wykaz tematów został zamieszczony obok. Więcej
informacji na temat rekrutacji znajduje się na profilu pracodawcy dostępnym na stronie www.pracuj.pl.
po prostu w danej dziedzinie nie znać, skompromitować wcześniejszymi wypowiedziami, bredzić albo
zwyczajnie tkwić w błędzie. Wszak człowiek jest
istotą omylną.
Na koniec zajmiemy się innym, bardzo ciekawym rozumowaniem: argumentem z niewiedzy,
po łacinie argumentum ad ignorantiam. Sedno tego
rozumowania polega na tym, że wnosi się o prawdziwości jakiegoś twierdzenia na tej podstawie, że
dyskutant nie jest w stanie mu zaprzeczyć i uzasadnić, że jest zupełnie odwrotnie. Przykład: „To prawda, że potwór z Loch Ness istnieje – przecież nikt nie
udowodnił, że nie!”. Być może Nessie żyje i ma się
dobrze. Mimo to, poruszany przez nas argument nie
jest rozumowaniem merytorycznym, ponieważ brak
dowodu, że coś jest fałszem nie znaczy automatycznie, że jest prawdą. Fakty istnieją dla samych siebie,
to jedna sprawa, inną kwestią jest dojście do nich.
Brak dowodu, że przyczyną pożaru było zwarcie
instalacji elektrycznej nie wskazuje, że wywołał go
sąsiad-podpalacz. Zupełnie inna sytuacja jest wtedy,
kiedy udowodnimy, że to nie mogło być zwarcie,
gdy tymczasem widziano sąsiada, jak skradał się z kanistrem benzyny. Tu mamy
do czynienia z dowodami właśnie,
a argument ad ignorantiam wyczarowuje dowód… z braku dowodu.
Głównym grzechem tego rodzaju argumentacji jest to, że niesłusznie
przerzuca tzw. ciężar dowodu (onus
probandi) na drugą osobę. Zarówno
w prawie (np. zasada domniemania
niewinności), jak w logice obowiązek
przedstawienia dowodu spoczywa
na tym, który wygłasza jakieś twierdzenie, a nie na osobie, która mu
przeczy. Argument ad ignorantiam jest
sposobem ułatwienia sobie zwycięstwa – przerzuciwszy ciężar dowodu,
to druga strona musi się wysilać, a nie
my; z góry stawiamy się na wygranej pozycji. To jednak słuszne nie jest. Niekiedy zresztą
odwołanie się do autorytetu bywa przykładem zrzucenia ciężaru dowodu na kogoś innego.
ak się bronić przed tym rozumowaniem? Należy zwrócić uwagę, że zgodnie z regułami
dyskusji, ciężaru dowodu nie wolno przerzucać i trzeba upomnieć dyskutanta, aby przedstawił
konkluzywną argumentację za swoim stanowiskiem.
Należy przypomnieć, że z niewiedzy wynika tylko
niewiedza, a rozmówca stosuje fałszywe alternatywy.
Trzeba wykazać, że stosowane przez niego rozumowanie tak naprawdę nie prowadzi do żadnych konstruktywnych wniosków i równie dobrze może uzasadniać jedno twierdzenie, jak i jego przeciwieństwo.
„To oczywiste, że Stefan jest dobrym mężem – nikt nie
wykazał, że jest inaczej”, przeciw temu można powiedzieć: „To oczywiste, że Stefan nie nadaje się na dobrego męża – nikt nie udowodnił, że się nadaje”.
Jak widać, argumentum ad ignorantiam jest rozumowaniem jałowym. Podobnie jak poprzednie przedstawione rozumowania i dziesiątki innych sposobów. Ale
jest ich, niestety, zbyt wiele, aby je omówić w ramach
krótkiego artykułu. Nikt przecież nie pokazał, że jest
inaczej.
Antoni Płoszczyniec
J
03.03.
Export – import na co dzień
10.03.
Zarządzanie projektami 17.03.
Czym jest jakość ? – rola klienta, VOC, CTQ,
proces produkcji
23.03.
SPC – Statystyczne Sterowanie Produkcją
26.03.
Postępowanie powypadkowe – analizy
wybranych wypadków przy pracy
01.04.
Optyczne systemy pomiarowe dla urządzeń
pasywnych
07.04.
Narzędzia Lean – praca standaryzowana TWI.
Jak wydobyć perfekcję?
09.04.
Narzędzia jakości 16.04.
Analiza biznesowa we współczesnych firmach
22.04.
Światłowód dla każdego? Ewolucja połączeń
optycznych
nr 2 (91) LUTY 2015
3
nr 2 (91) LUTY 2015
4
A n i o ły
Pielęgnowanie, czyli troszczenie się, sprawowanie opieki nad dziećmi, osobami starszymi, chorymi jest znane od wielu wieków.
Na przestrzeni dziejów pielęgnowaniem zajmowały się kobiety, szamani, kapłani, zakonnicy, a nawet osoby podejrzanej konduity
(np. przestępcy). Od 1860 roku, kiedy z inicjatywy Florencji Nightingale powstała w Londynie pierwsza świecka, zawodowa szkoła
dla pielęgniarek, można mówić o profesjonalnym pielęgniarstwie. Sama jego prekursorka twierdziła, że pielęgniarstwo to zarówno
trudna profesja, jak i najpiękniejsza ze sztuk – sztuka dbania o komfort psychiczny i fizyczny chorego, do czego zdolna jest tylko
dobra i mądra kobieta. I liczne pokolenia pielęgniarek dowiodły swojej olbrzymiej roli w opiece nad chorymi, niepełnosprawnymi,
rannymi czy umierającymi, pracując dla nich niemal w każdych warunkach, środowisku i zaułku świata.
Pielęgniarstwo jest obecnie definiowane jako teoretyczno-praktyczna dziedzina wiedzy i kształcenia,
element systemu ochrony zdrowia, zawód i wreszcie
sztuka, umiejętność zaspakajania potrzeb bio-psycho-społecznych, a także kulturowych i duchowych jednostek w celu zapewnienia im dobrostanu w zdrowiu,
chorobie czy podczas umierania. Wykonywanie zawodu pielęgniarskiego, poza tak zwanym powołaniem i satysfakcją z niesienia pomocy potrzebującym, wymaga
od pielęgniarek tego, że muszą być silne, odporne psycho-fizycznie, uzdolnione nie tylko manualnie, ale także
obdarzone licznymi przymiotami ducha, w tym empatią, wrażliwością, wysokim poczuciem odpowiedzialności (w związku z ochroną życia i zdrowia człowieka),
spostrzegawczością itd. Wymagań wobec przedstawicielek tego zawodu społecznego zaufania jest mnóstwo,
co można podsumować jednym słowem: „Anioły”.
Odpowiednio do licznych oczekiwań rozrastają się
zadania pielęgniarek. Poza powinnościami czysto opiekuńczymi, skoncentrowanymi na zaspokajaniu wszystkich potrzeb człowieka (w tym fizjologiczno-higienicznych), obecne obowiązki pielęgniarek to udział w coraz
bardziej skomplikowanych czynnościach diagnostycznych, leczniczych, rehabilitacyjnych, edukacyjno-zdrowotnych, organizacyjno-kierowniczych i badawczo-naukowych. Wydłuża się i komplikuje zatem droga osoby
zainteresowanej zdobyciem tego zawodu. Współczesna
pielęgniarka to absolwentka tylko wyższej uczelni (wskutek zmian w kształceniu wprowadzonych od 2000 roku)
na poziomie licencjackim lub magisterskim (obecnie
w kraju jest około 10 tysięcy magistrów pielęgniarstwa,
nie licząc pielęgniarek po studiach innych niż pielęgniarskie). Wśród dzisiejszych pielęgniarek nie brak także
samodzielnych pracowników naukowych, w tym pełniących rolę dziekanów wydziałów pielęgniarskich uniwersytetów medycznych. Obecnie pielęgniarstwo obwarowane jest licznymi regulacjami prawnymi dotyczącymi
kształcenia przed- i podyplomowego, uzyskania prawa
wykonywania zawodu, wykonywania różnego rodzaju
zadań i wymagających w związku z tym dodatkowych
kwalifikacji. Sam dyplom pielęgniarski już nie wystarcza,
konieczne jest ukończenie różnych i licznych kursów dokształcających, specjalistycznych, kwalifikacyjnych czy
specjalizacyjnych, a nawet studiów podyplomowych,
by uzyskać uprawnienia do wykonywania konkretnych
czynności. Po wieloletniej i obecnie ustawicznej edukacji dyplomowana pielęgniarka teoretycznie jest pracownikiem samodzielnym, niezależnym, współpracującym
z wielodyscyplinarnym zespołem medycznym.
Tyle teoria, w tym przepisy prawne, choćby nowoczesna ustawa o zawodach pielęgniarki i położnej,
w której ostatnio do licznych w sumie obowiązków (ale
mniej licznych uprawnień) dopisano
obowiązek i prawo do ordynowania niektórych leków. A jak
wygląda praktyka? Obecnie
w kraju zarejestrowanych
jest przez samorząd zawodowy (okręgowe izby pielęgniarek i położnych)
ponad 300 tysięcy pielęgniarek, z czego kilkadziesiąt tysięcy mniej jest zatrudnionych w różnorodnych miejscach, od szpitali i klinik, poprzez
przychodnie, uczelnie, sanatoria, domy pomocy
społecznej, hospicja, na prywatnej praktyce kończąc.
Liczba pielęgniarek przypadających na tysiąc mieszkańców wynosi w naszym kraju około 6 i wskaźnik
ten jest trzykrotnie niższy (z wyraźną tendencją malejącą) niż w innych rozwiniętych krajach.
Pielęgniarki nie tylko są obecne wszędzie tam, gdzie
konieczna jest opieka nad osobami jej potrzebującymi,
one są przy nich stale, całą dobę, pełniąc rolę gospodyń
oddziałów szpitalnych i zakładów opiekuńczo-leczni-
czych. Jak nikt inny, dobrze znają stan chorych, rozumieją ich potrzeby i realizują rozliczne zadania, często
wymagające niemal nadludzkiej wytrzymałości. Przeciętnie polska pielęgniarka jest kobietą ponad 45-letnią,
po licznych kursach podyplomowych, ze średnią płacą
wynoszącą od 1800 złotych brutto u adeptki zawodu
do 3000 złotych brutto (i to nie zawsze) u doświadczonej pielęgniarki w wieku przedemerytalnym. Nic
dziwnego, że pielęgniarek systematycznie (od 2000
roku) ubywa, jeśli czterokrotnie więcej przechodzi ich
na emeryturę niż rozpoczyna pracę, a spośród kilku (6
do 8) tysięcy corocznych absolwentek 30% nie podejmuje pracy w zawodzie lub go porzuca, między innymi często z powodów finansowych, złych warunków
pracy (oszczędzanie zarządzających zakładami opieki
zdrowotnej kosztem liczby personelu i BHP) oraz problemów zdrowotnych wskutek przemęczenia i wypalenia zawodowego, chorób układu ruchu lub kręgosłupa (efekt dźwigania pacjentów), alergii (na lateks, leki
i środki dezynfekcyjne) czy zakażeń (na przykład wirusowego zapalenia wątroby). Część pielęgniarek emigruję za granicę, gdzie są poszukiwanym, ze względu
na kwalifikacje i sumienność zawodową, personelem,
w dodatku satysfakcjonująco tam wynagradzanym.
Pozorna dostateczna liczba pielęgniarek w poszczególnych zakładach opieki zdrowotnej wynika z wieloetatowości, czyli podejmowanej dodatkowej pracy, do
czego zmuszają niskie pensje: pracy, która odbywa się
kosztem pielęgniarskich rodzin, a także zdrowia i bezpieczeństwa zarówno ciężko pracujących pielęgniarek,
jak i pacjentów zaniedbywanych z powodu braku czasu
i permanentnego zmęczenia sióstr. Istnieje ogromny kryzys pielęgniarstwa, którego jednym z powodów może
być jego ponad 90-procentowe sfeminizowanie, przez co
problemy tego zawodu są niedostrzegane i niezrozumiane przez decydentów, wśród których nadal niewiele jest
kobiet, a tym bardziej pielęgniarek. A jednak prestiż społeczny zawodu rośnie (w odróżnieniu od malejącego poważania lekarzy), choć cynicznie mówiąc „co komu po
tytule, gdy pusto w szkatule?” Problemom finansowym
pielęgniarek towarzyszą dylematy moralne spowodowane brakiem personelu, fatalnymi warunkami pracy,
wzrastającą liczbą starych, przewlekle chorych i „roszczeniowych” pacjentów oraz mnożące się odpowiedzialne i coraz bardziej skomplikowane zadania związane
z postępem nauk i technologii medycznych. Pielęgniarstwo jest niedoceniane, jeśli mierzyć satysfakcję i prestiż
zawodowy wysokością dochodów, tak bardzo niezależnych od pielęgniarskich kwalifikacji, predyspozycji
osobowościowych oraz ciężkiej i odpowiedzialnej pracy.
Niektórzy są gotowi twierdzić, że można pielęgniarki zastąpić. Są przecież lekarze (w liczbie 120 tysięcy,
w tym 80 tysięcy pracujących bezpośrednio z chorymi,
którzy, według społeczeństwa, są nieźle wynagradzani), są opiekunowie medyczni (czy aby dostatecznie
wykwalifikowani i predysponowani do pracy z coraz
liczniejszymi i starymi ludźmi?), rehabilitanci (z reguły
traktujący pacjentów mniej holistycznie/całościowo niż
pielęgniarki), psycholodzy (którzy jednak nie zastąpią
pielęgniarek w czynnościach zabiegowych) czy wreszcie
zapracowani i nieliczni, przez niż demograficzny i emigrację młodszych pokoleń, członkowie rodziny chorego,
którzy mogliby zastąpić pielęgniarki. Pytanie, w jakim
stopniu i jak długo? W końcu przewlekle chory trafia do
zakładu opiekuńczego lub umiera w samotności, opuszczony i zaniedbany – dobrze, gdy we własnym, choćby
pustym domu. Jednak czarny scenariusz na przyszłość,
to cierpienie i „umieranie pod płotem”. Dlaczego? Bo
będą coraz liczniejsi starzy i chorzy, bezradni, niesamodzielni, często całkowicie samotni (z coraz liczniejszych
jednopokoleniowych rodzin, z powodu wdowieństwa,
małodzietności, emigracji młodszych), pracujący do coraz wyższego wieku emerytalnego lub bez mieszkania
i środków do życia (bezrobocie, niskie płace, głodowe
emerytury/ renty). I znikąd pielęgniarek.
Seniorki-emerytki umierają lub opiekują się własną
rodziną/sąsiadami, te w wieku średnim ciężko pracują,
a młodych pielęgniarek albo nie ma, bo z nielicznych
absolwentek studiów pielęgniarskich niewiele podejmuje tak nisko opłacaną i często niewdzięczną pracę
w zawodzie, albo wyjeżdżają z kraju „za chlebem”.
I gdzie są te „Anioły” – ciepłe, wrażliwe, opiekuńcze,
cierpliwe, wspierające, choćby dobrym słowem, terapeutycznym dotykiem dłoni, uśmiechem, umiejące
nawiązywać i podtrzymywać relacje międzyludzkie?
Gdzie te niezastąpione kobiety? Czy i jakie są środki
zaradcze wobec kryzysu pielęgniarstwa? Owszem, są:
1. Szacunek wobec człowieka i jego pracy.
2. Niwelowanie/łagodzenia rażących dysproporcji
w uposażeniu pracowników, w tym wśród samych medyków (choćby lekarzy, oficjalnie zarabiających obecnie od 4 do 25 i więcej tysięcy złotych miesięcznie).
3. Zachęcanie młodzieży poprzez etyczne kształcenie/wychowanie i propagowanie oraz docenianie
(w tym finansowe) zawodu.
4. Intensywne kształcenie pielęgniarek, w tym
w specjalnościach geriatrycznych, onkologicznych
i tym podobnych.
Inaczej sami sobie zgotujemy los według powyższego pesymistycznego (i oby niespełnionego!) scenariusza.
Katarzyna Olejnik
nr 2 (91) LUTY 2015
Chcesz
zamieścić reklamę?
5
Uwaga, uwaga! Praca!
Studiujesz?
Lubisz kontakt z ludźmi?
Jesteś pomysłowy?
tel.: 663 332 100
e-mail: [email protected]
Poszukujesz dodatkowego
zajęcia, w którym sam
będziesz ustalał sobie
czas pracy?
Jeśli odpowiedziałeś na te pytania „tak”,
zostań naszym
Koordynatorem!
Zajmij się przeprowadzaniem akcji promocyjnych
na terenie Warszawy oraz obsługą finansową klientów.
Oferujemy atrakcyjne stawki godzinowe, minimum 14PLN brutto
za godzinę. Oferujemy telefon służbowy i szkolenia.
Nie czekaj, dołącz już dziś!
Więcej informacji
pod adresem mailowym
[email protected]
PRACA
W DZIALE PRASOWYM
Nawiążemy współpracę z osobami chętnymi
do zamieszczania swych tekstów w miesięczniku
„Info Student”. Jeżeli posiadasz zacięcie dziennikarskie
lub literackie i marzysz o zobaczeniu swoich prac w druku,
skontaktuj się z nami pisząc na adres:
[email protected]
Istnieje również możliwość odbycia praktyk
sTudenci – rabaT 20%
na usłuGi Fryzjerskie
Lubisz pisać?
Napisz do nas!
na podsTawie ważne j leGiTymacji sTudenckie j
częstochowa: C.H. Galeria Jurajska, kaTowice: C.H. Silesia City Center, krakÓw:
C.H. Czyżyny, C.H. Galeria Kazimierz, C.H. Bonarka City Center, łÓdŹ: C.H. Manufaktura,
warszawa: C.H. Galeria Mokotów, C.H. Złote Tarasy, C.H. Wola Park, C.H. Janki,
C.H. Plac Unii City Shopping, wrocław: C.H. Korona.
www.haircoiF.pl
zapraszamy od poniedziałku do niedzieli bez rezerwacji
www.infosgroup.pl
BIELSKO-BIAŁA / KATOWICE
6
Rock Galeria
Bielsko-Biała
ul. Staszica 7
13 lutego
godz. 21:00
Reggaeton vs Dancehall:
Contest
27 lutego
godz. 20:00
PÓŁMETEK KOPERA haLO
ONE – TOUCH MY GUN
1 kwietnia
godz. 19:00
ROCKOSZ 2015
(Przegląd Zespołów
Rockowych) – Weź udział !
NAGRODY: 3000 zł + Studio
Nagrań + Teledysk
Prokultura
Katowice
ul. Jagiellońska 17a
7 lutego
godz. 18:00
SCREAM MUSIC SHOWCASE + WORKSHOP DJ’s
12 lutego
godz. 20:00
koncert
EARL JACOB I ZBÓJE
13 lutego
godz. 20:00
koncert
PIOTR BUKARTYK
17 lutego
godz. 19:30
Krótki Przegląd Filmów
Krótkometrażowych #3:
Miłość w Obliczu
Apokalipsy
21 lutego
Beksiński – Interpretacje
GALERIA NEGATYW
22 lutego
godz. 20:00
Tymon & The Transistors
– Rock`n`roll
27 lutego
godz. 20:00
koncert TAU
Katofonia
Katowice
ul. Mariacka 18a
7 lutego
godz. 20:05
Z cyklu Christian Van
Horn prezętuje
OVERSOUL
10 lutego
godz. 16:00
Śląskie Warsztaty
Artystyczne
14 lutego
godz. 19:00
Cochise w ramach cyklu
Rock Area on STage
21 lutego
godz. 20:05
Joanna Pilarska i Arek
Zawiliński
28 lutego
godz. 20:05
Bajzel W Katofonii
w ramach koncertu
Jameson Prezentuje
nr 2 (91) LUTY 2015
Nie masz drugiej połówki?
I tak możesz świętować!
14 lutego – Dzień Zakochanych. Wszędzie czerwono, całuśnie i słodko. Czasem nawet aż za bardzo. Całe to
święto przypomina mi momentami reklamy żelków dla dzieci. W sumie jest to nawet śmieszne, a śmiech to
przecież zdrowie – tak więc powiedzmy, że nie mam nic przeciwko. Co mogę mieć? Każdy w końcu może
robić, co chce i celebrować dzień z każdego powodu, jaki mu się tylko podoba. Wszyscy wiemy,
kiedy obchodzone są Walentynki i czyje to święto, ale mało kto wie , że istnieje coś takiego, jak dzień singla.
Tak, tak – piszę serio. I o tym jest ten tekst.
Z racji coraz większej liczy osób, dla których czar par szybko się rozwiewa, w 2005
roku po raz pierwszy obchodzono Dzień
Singla (ang. Singles Awareness Day). Jego
pomysłodawcą jest Trevor Mcwanda (USA),
a całą inicjatywę należy oczywiście traktować z przymrużeniem oka. W Europie
tradycja obchodzenia tego dnia została zapoczątkowana we Włoszech, gdzie święto
singli obchodzi się hucznie i wesoło – balując do bladego świtu. 15 lutego jest dniem
św. Faustyna, patrona samotnych serc. Imię
Faustino pochodzi z łaciny i oznacza „pomyślny”, „obiecujący”, a jako że postać ta
jest patronem singli, to skojarzenia z nadziejami na nowe znajomości są tutaj jak najbardziej trafne. Coraz częściej nieangażowanie
się w stałe związki to nie konieczność, ale
świadomy wybór – zwłaszcza młodych ludzi, pochłoniętych karierą, ceniących luz
i przyjemności. Czy zatem single świętują
swój dzień samotnie? Prawdopodobnie nie,
bo w samej Polsce jest ich ponad 5 milionów.
Tak czy inaczej, zapewne tylko znikoma
część z nich wie o Dniu Singla. A jak obecnie
wygląda postrzeganie samotników
sercowych? Zwykle myśląc
o mężczyźnie-singlu czy
kobiecie-singielce, na myśl
nasuwają się nam konkretne określenia, pozytywne
bądź negatywne, które nie
wiadomo skąd wzięły się
w naszych głowach. Myśląc
w ten sposób sięgamy po
stereotypy i ułatwiamy sobie
zrozumienie i określenie złożonych zjawisk. Upraszczamy obrazy osób i grup na podstawie niepełnej
lub fałszywej wiedzy, utrwalonej przez tradycję, wychowanie, rodziców, szkołę i media. Kobieta według stereotypu powinna
być matką, stawiać na relacje z innymi ludźmi, przywiązanie, bliskość, empatię i troskę.
Natomiast cechy, takie jak niezależność czy
asertywność, są postrzegane jako negatywne
u kobiet, bo przecież są to cechy…męskie.
Często spotykamy się z szablonem: kobieta – kura domowa, mężczyzna – pan domu
przynoszący wypłatę. Takie myślenie jest
uwarunkowane kulturowo. Uważam, że powinniśmy z tym walczyć, ale czy nie byłaby
to typowa bitwa z wiatrakami?
Nie da się ukryć, że wraz z upływem
czasu rośnie liczba tych, którzy nie chcą
udawać, że wpojony model rodziny im odpowiada. Choć wyrośli przepełnieni tradycyjnymi wartościami, to współczesny świat
pokazał im, jaką wartość ma samorealizacja.
Kobiety, które zdecydowały się na styl życia
singielki, są często źle oceniane. Zarzuca im
się, że na pewno chcą założyć dom i mieć
dzieci, że marzy im się gotowanie obiadów,
że są zakłamane i nieszczere, ponieważ tylko
udają, że są happy. Nie dopuszcza się myśli,
że one naprawdę mogą być szczęśliwe, ponieważ odważyły się żyć tak, jak tego chcą,
a nie tak, jak nakazuje im coś zewnętrznego.
Jak ma się sprawa w tej kwestii z mężczyznami? Można odnieść wrażenie, że dostosowali się do sytuacji. Część z nich, podobnie jak
kobiety, zaangażowała się w pracę i na życie
prywatne zabrakło już czasu. Część nie znalazła sposobu na nowe kobiety i ich nie szuka,
dlatego są sami. Są i tacy, którzy postanowili stawić czoło zmieniającym się realiom,
zmienili swoje oczekiwania co do związków
i przypuszczalnie niedługo opuszczą świat
singli.
O tym, że bycie singlem, to już nie tylko
sposób na życie, ale również pewien rodzaj
mody świadczą na przykład produkcje telewizyjne. Pojawiają się tam bohaterowie,
którzy żyją w pojedynkę, ale spełniają się
w innych niż miłosne sferach życia. „Seks
w wielkim mieście” czy nasz polski tytuł
„Magda M” pokazują młodych i atrakcyjnych ludzi, którzy dokładnie wiedzą, czego
chcą od życia i uparcie dążą do wyznaczonych przez siebie celów. Wracając do historii święta – w kraju makaronu i pizzy osoby,
które z jakiegoś powodu nie posiadają swojej
„drugiej połówki”, a pomimo to są zadowo-
lone ze swojej sytuacji życiowej, uznały za
właściwe zorganizowanie własnego święta, by przy tej okazji móc przekazać innym,
iż dokonali (przynajmniej niektórzy) świadomego wyboru, który ma wiele korzyści.
O jakie plusy chodzi? Po pierwsze o wolność.
Singli cechuje samostanowienie. Sami dysponują swoim czasem i pieniędzmi. Nikt nie
ma prawa im niczego narzucać. Są również
wolni od udowadniania komukolwiek, że
są kimś innym niż w rzeczywistości, co
często ma miejsce w związkach. Podkreślają
brak kontroli i konieczności tłumaczenia
się komukolwiek. Kolejnym atutem bycia
„związkowym samotnikiem” jest brak
ograniczeń. Bycie singlem to wyrafinowany
sposób na życie bez… często głupawych zakazów. Liczą się spontaniczność i zero nudy!
Życie w „zespole” i założenie rodziny wiąże się z dużą odpowiedzialnością za innych
oraz koniecznością wpasowania się w pewne
ramy. Małżeństwo czy stały związek zamykają często wiele możliwości (np. swobodnego
poznawania innych ludzi), wymagają kompromisów (np. rezygnacji z niektórych marzeń czy pasji). Oczywiście nie zawsze musi
tak być, ale i tak również bywa. Singiel może
prowadzić życie towarzyskie po swojemu. Ma
dowolność doboru znajomych i więcej czasu
dla przyjaciół. Jednocześnie ma więcej chwil
dla siebie bez kogoś, kto na siłę wyciąga go
do klubu czy na kolację – jeśli akurat nie ma
na to ochoty. Ostatnim plusem bycia singlem,
o którym chcę wspomnieć, jest brak kosztów
emocjonalnych, które związane są z byciem
w związku: mam na myśli np. strach przed
odrzuceniem czy zazdrość. Nie są to zdrowe
emocje i lepiej takowych unikać.
Jak widać, korzyści wynikających z braku
drugiej połówki jest sporo, ale faktem jest to,
że każdy kij ma dwa końce. Samotność ma też
swoje wady. Co mam na myśli tym razem? To,
że życie bez związku oznacza brak głębokiej
więzi, która daje poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa oraz to także brak bardziej prozaiczny – brak kogoś do przytulania, kogoś, z kim
można dzielić codzienne smutki, żale i radości. Jest to podstawowy minus bycia „pojedynczym”. Rodzina i przyjaciele mają przecież swoje prywatne sprawy, własne życie
i choć można z nimi spędzać całe dnie, to i tak
w końcu wraca się do pustego domu. Przecież nie ma szans na to, aby nas zaadoptowali. Do tego dochodzą trudności dnia
codziennego. Brak wspomnianej
drugiej połówki sprawia, że
wszystko, co pary dzielą na
dwoje, całą odpowiedzialność, obowiązki domowe,
sprawy formalne, singiel
musi udźwignąć sam. Może
być ciężko. Nie ma się również z kim podzielić codziennymi radościami, bo rodzina
i przyjaciele w inny sposób przeżywają nasze sprawy, szybko przechodząc nad nimi do porządku dziennego – inaczej niż osoba ukochana, która
w dużym stopniu żyje naszym życiem. Poza
tym samotne wyjścia są bólem większości
nieśmiałych i mało spontanicznych singli,
którzy nie mają kogo zaprosić na zabawę
weselną lub eleganckie przyjęcie. Jakie płyną z tego wnioski? Życie towarzyskie singla
w świecie przygotowanym dla par jest utrudnione.
Myślę, że przekonałem was, że nieobecność w naszym życiu drugiej, bliskiej nam
osoby ma także swoje minusy. Sytuacje wyżej
opisane są z życia wzięte. Zatem – pomyślcie
dobrze, zanim coś postanowicie.
Bitwa na argumenty za „singlowaniem”
i przeciw niemu ciągle się toczy – w sieci
i w realnym życiu. To, co najważniejsze, a jednocześnie najtrudniejsze, bez względu na to,
czy jesteśmy w związku czy nie, to akceptacja tej sytuacji i zgoda z samym sobą. Każdy
z nas jest stworzony do czegoś innego, jedni
lubią samotność, inni się jej boją. Każdy jednak powinien mieć prawo do takiego kierowania własnym życiem, jakie daje mu szczęście. Fałszywe jest stwierdzenie, że single to
osoby sfrustrowane, cierpiące z powodu samotności. Na pewno zdarzają się takie przypadki, ale nie są one normą. Filozofia życiowa
uległa zmianie, już nie boimy się podkreślać
własnej wyjątkowość i indywidualizmu. I to
powinno się cenić.
Piotr Błachut
nr 2 (91) LUTY 2015
BIELSKO-BIAŁA / KATOWICE
7
ROCK GALERIA
ZAPRASZA NA
STuDENCKIE
ŚRODY
W KAŻDĄ ŚRODĘ IMPREZA + KONCERT. WSTĘP WOLNY
Bielsko-Biała, ul. Staszica 7, info o koncertach i imprezach: www.facebook.com/ROCK GALERIA
Bielsko-Biała, ul. CeChowa 23
(oBok wyjśCia z galerii sfery 2)
tel.: 33 825 14 47
7.02 Z cyklu Christian Van Horn
prezętuje OVERSOUL /start: 20:05
10.02 Śląskie Warsztaty Artystyczne
/start:16:00
14.02 Cochise w ramach cyklu Rock Area
on STage /start:19:00
21.02 Joanna Pilarska
i Arek Zawiliński /start: 20:05
znajdź nas na faCeBooku
KORZYSTASZ
Z NASZYCH RABATÓW?
polub
nas
polub nas
www.facebook.com/StudenckaKarta
www.facebook.com /StudenckaKarta
KRAKÓW
8
nr 2 (91) LUTY 2015
Spokojnie, to tylko wulkan
Islandia – daleki kraj nieziemsko pięknych krajobrazów, lodowców i gejzerów. Uważany za jeden z najbezpieczniejszych na
świecie. Spokojna odległa wyspa żyjąca własnym życiem i trzymająca się z dala od zgiełku świata. Niepozorna, a jednak od czasu
do czasu dająca o sobie znać całemu światu – i to z jakim impetem! Bo kiedy na Islandii wybuchnie wulkan, cały świat wstrzymuje
oddech i śledzi z niepokojem rozwój wydarzeń, w końcu 1/3 lawy powstałej na całym globie w tym tysiącleciu pochodzi z Islandii!
Z zewnątrz, jako bierni obserwatorzy postrzegamy,
wulkan jako poważne zagrożenie dla lotnictwa, a także
środowiska, w którym żyjemy. Idealnym przykładem jest
tu wybuch Eyjafjallajökull, który w 2010 roku sparaliżował lotnictwo w całej Europie. Na wyspie znajduje się aż
31 systemów wulkanicznych. W tym roku kolejny dał
o sobie znać, a ja, jako uczestniczka programu Erasmus,
mieszkałam wtedy na Lodowej Wyspie. Bárðarbunga
jest drugą co do wielkości górą na Islandii, ma 2010m
n.p.m. Wulkan ten jest usytuowany w północno-zachodniej części lodowca Vatnajökull i przez to pokryty lodem. Jego krater w najdłuższym miejscu ma 11 km
i przed rozpoczęciem erupcji był pokryty warstwą lodu
o grubości ok. 850m. Ryzyko związane z wybuchem to więc
nie tylko pył zanieczyszczający powietrze, ale także roztopienie się pokrywy lodowcowej, która spowodowałaby
ogromną powódź. Wszystko zaczęło się w nocy
z 28 na 29 sierpnia 2014 roku. Mieszkańcy terenów wokół wulkanu zauważyli wydobywający
się z niego żar. Islandzki Instytut Meteorologii
wprowadził czerwony (najwyższy) stopień zagrożenia oraz zamknięto przestrzeń powietrzną nad miejscem wybuchu. Istniało ryzyko odwołania wszelkich lotów
na i z Islandii. Miejscowa ludność była jednak na to przygotowana, ponieważ już kilka dni wcześniej sejsmografy badające te tereny wykryły znaczne trzęsienia ziemi, których
następstwem była ewakuacja najbliższych okolic.
O erupcji wulkanu dowiedziałam się kilka godzin przed
wyruszeniem w podróż...więc cóż, nie pozostało nic innego,
jak mieć nadzieję, że jednak uda się tam dotrzeć i wszystko
będzie w porządku. Jak się potem okazało, miałam szczęście,
bo bez problemów doleciałam na Islandię, ale Erasmusi, którzy planowo mieli dotrzeć na miejsce dzień lub kilka po mnie,
zostali zaskoczeni na lotnisku wiadomością, że ich lot jest
najpierw opóźniony, a potem całkowicie odwołany. A więc,
było już wiadomo, że jest ryzyko powtórki wydarzeń sprzed
4 lat i że tego wulkanu należy się obawiać. Co na to rodowici
Islandczycy? Małe, 18-tysięczne miasteczko Akureyri, w którym mieszkałam, jest oddalone od strefy erupcji Bárðarbungi
o 120km. My, przestraszeni obcokrajowcy, dręczyliśmy naszych koordynatorów i opiekunów pytaniami, czy nic nam
nie grozi tu, gdzie jesteśmy. W odpowiedzi słyszeliśmy, że
jesteśmy całkowicie bezpieczni i nic groźnego nie może nas
tu spotkać…a poza tym (tu lekceważąco machali ręką) „przecież to tylko wulkan, u nas to normalne”. No przecież...więc
nic innego nie pozostało, jak zdać się na doświadczenie i in-
tuicję naszych gospodarzy. Czy dało się odczuć w jakikolwiek
sposób, że gdzieś, nie aż tak daleko, wrząca lawa zalewa ląd?
Otóż tak...w powietrzu czuć było dziwny zapach, niebo przysłonięte zostało przez dziwne różowe rozmazane chmury, na
szybach, samochodach i meblach
ogrodowych osadzała się cienka warstwa szarego pyłu,
a zachody słońca były
niepokojąco czerwone
(to przez wydobywające się gazy
wulkaniczne).
Poza tym woda...o ile islandzka jest uznawana za najczystszą
na świecie i zimna, lana prosto z kranu smakuje lepiej niż nasza butelkowana, o tyle gorąca, pochodząca ze źródeł geotermalnych w okresie aktywności wulkanu nieznośnie cuchnęła
siarką wysuszając włosy i drażniąc skórę. Nie wiem nawet,
czy był to bezpośredni efekt erupcji, jednak nigdy potem nie
spotkałam się z tak dużym zanieczyszczeniem gorącej „kranówy”. Chwilę nam zajęło przyzwyczajenie się do nowych
warunków, ale z czasem także intensywność działalności
wulkanu zmniejszyła się... Aż do pewnego październikowego dnia, kiedy to będąc na zajęciach, moi Erasmusowi
koledzy posiadający islandzki numer komórkowy, dostali
ostrzeżenia wysyłane przez krajowy systemu ostrzegania
o tym, by nie wychodzić z domów i zamknąć szczelnie okna,
bo dziś stężenie gazu w powietrzu jest wyjątkowo wysokie.
To samo usłyszeliśmy od właścicieli naszych mieszkań,,
więc nie potrzebowaliśmy więcej ostrzeżeń. Na zewnątrz
ciężko było w ogóle oddychać przez duszący zapach siarki,
wszystko wokół widziane było jak przez różowawą mgiełkę
podświetlaną przez blade (także różowe) słońce. Mieszkańcy
miasteczka doskonale wiedzieli, co jest grane, na zewnątrz
niemal żadnej żywej duszy, pustki na ulicach i chodnikach.
Idąc przez miasto czułam się jak bohaterka filmu o apokalip-
sie. To wydarzenie nauczyło nas sprawdzać „wulkaniczną”
prognozę pogody, która, jak się okazało, dokładnie potrafiła
wskazać, gdzie i kiedy chmura pyłu zawiśnie.
Erupcja wulkanu oraz ryzyko odwołanych lotów
z pewnością nie wpływają pozytywnie na turystykę Lodowej Wyspy, jednak kraj ten, niezwykle przyjazny, dostępny turystycznie i potrafiący doskonale wykorzystać swój
potencjał jednocześnie dbając o swoje naturalne zasoby,
znalazł rozwiązanie na nadrobienie strat i przyciągnięcie
turystów. Wycieczki śmigłowcem nad terenami zalanymi
lawą, hasła na koszulkach w sklepach z pamiątkami typu:
„I survived an Icelandic volcano”, „Ash happen” czy „Eyjafjallajökull – so easy to pronounce” (właściwie, prawidłowe wymawianie tej nazwy wcale nie jest tak trudne, kiedy
uczy cię tego po dwóch piwach rodowita Islandka) uczyniło wulkany jednym z symboli Islandii.
Ostatnio znów jest głośno o straszliwym
Bárðarbunga, bo o ile do tej pory wielką erupcję
powstrzymywała pokrywa lodowca i strumień magmy kierował się do szczelin pola
lawowego, o tyle jej ryzyko wciąż istnieje, a aktywność sejsmiczna wulkanu nadal trwa. Naukowcy obserwujący całą sytuację nie wykluczają tego, że w końcu dojdzie
do wybuchu powodującego wielką powódź, zanieczyszczenie
powietrza a także, co najważniejsze, wyrzucenie w powietrze
popiołu wulkanicznego, czego efektem może być odwołanie
lotów w całej Europie. Jednak tego wszystkiego nie da się dokładnie przewidzieć – ani czasu trwania erupcji (wybuch islandzkiego wulkanu Surtsey w 1963 roku trwał aż 3 lata!), ani jej
intensywności, można jedynie być przygotowanym na skutki.
Jedno jest pewne: wybuchy wulkanów nie są tak straszne, jak
nam się wydaje. Oczywiście, jest to wielki niszczycielski żywioł,
ale są ludzie żyjący obok wulkanów, gleba występująca na tych
terenach jest niezwykle żyzna i ma wiele zastosowań, np. jako
składnik kosmetyków. Od Islandczyków dowiedziałam się,
że można żyć w zgodzie z wulkanem, a warunkiem jest jego
obserwacja i ciągłe monitorowanie sytuacji oraz bycie przygotowanym na ewentualne ryzyko. Na pewno przez to życie tamtejszych ludzi nie jest łatwe i muszą się oni dostosować do tych
i innych, nietypowych dla nas warunków...ale to jest właśnie
Islandia, ze wszystkimi swoimi urokami – bez wątpienia jedyne takie miejsce na świecie i z pewnością jedno z najpiękniejszych. Możemy jej chwilowo nienawidzić, kiedy przez wulkan
utkniemy na lotnisku...jednak po choć krótkim pobycie na tej
magicznej wyspie nie da się w niej nie zakochać.
Patrycja Malinowska
Dzień Kobiet z Browarem Holba, czyli marcowe czeskie opowieści
Już niedługo nadejdzie marzec, a wraz z nim – miejmy nadzieję – zmiana aury na bardziej wiosenną. W tym czasie po raz kolejny w Krakowie
będziemy mieć zaszczyt wziąć udział w miesięcznej promocji w lokalach BeerGallery-Kraków. Tym razem browar, który zagości w lokalach tej
sieci, to browar o tajemniczej nazwie Holba. Przez cały miesiąc marzec będzie można skosztować wszystkich produkowanych w tym browarze
gatunków piwa, kilka z nich zagości na nalewakach w wersji lanej, a wszystkie dostępne będą w wersji butelkowej.
Skąd ten Browar wziął się w ogóle w Krakowie? Mottem przewodnim piw Holba jest hasło „ryzí pivo z hor”, co
w przekładzie na język polski oznacza „prawdziwe piwo z gór”,
dpkładnie z Gór Jesenickich, pasma ulokowanego w Sudetach
Wschodnich na granicy Czech i Polski. Właśnie u podnóża
Jesioników ulokowany jest Browar Hanušovice. Browar Holba położony jest w okręgu ołomunieckim około
200 kilometrów od Krakowa i oferuje ponadprzeciętny dla Czech piwny asortyment. Pełna oferta piw oraz
znakomity smak poszczególnych produktów to główne
powody zainteresowania produktami Holby i pojawienia
się ich w ofercie lokali BeerGallery. Krakowa.
Duże podziękowania dla osób zaangażowanych
w sprowadzenie tego trunku do Krakowa, a w szczególności dla syna właścicieli, pana Sebastiana, który, pomimo swojego młodego wieku, potrafił odkryć u siebie
piwną pasję oraz zarazić nią wszystkich, którym o każdej
porze dnia i nocy dostarcza piwa z browaru Holba. Tak
właśnie przypadkiem trafił do mnie, do sieci lokali BeerGallery w Krakowie. Przekonał mnie, że produkty, które
oferuje, są najwyższej jakości, a ich różnorodność potrafi zadowolić każdego klienta, nawet tego najbardziej
wymagającego. W swojej ofercie Browar Holba – tak jak prawie
każdy browar z Czech – posiada cztery kozły, jak Velkopopovicky Kozel, czy cztery smoki, jak Budejowicky Budvar. Jednak
Browar Holba idzie o krok do przodu, oprócz swoich sztandarowych czterech produktów: słynnej dziesiątki – Classik, jede-
nastki – Serak, dwunastki – Premium oraz piwa półciemnego
– Serak Polotmavy, posiada w swojej ofercie kilka odmian piw,
które ważone są na wyjątkowe okazje np. Holba Kvasnicak, Holba Serak 13,5% oraz Holba Free. Właśnie w marcu, w miesiącu
gdy organizowany jest miesiąc z Browarem Holba w sieci lokali
BeerGallery w Krakowie, specjalnie na te okoliczność
zostały uważone nowe piwa w Browarze. I właśnie teraz miło nam poinformować, iż piwami tymi są Holba
Free Polotmave, Holba Strong – ciemne 18% ekstraktu i 9% alkoholu oraz najmłodsze piwo Holba – Rusinka z Matou, piwo o smaku żurawiny z posmakiem
mięty zawierające tylko 2,2% alkoholu.
Tyle nowości w marcu, tyle nowości w BeerGallery-Kraków. Jednak z okazji Dnia Kobiet Browar Holba
i sieć lokali BeerGallery składają wszystkim kobietom
życzenia wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń
oraz zapraszają na kufelek dowolnego piwa Holba. Kufelek można odebrać w lokalach BeerGallery-Kraków,
a hasło do otrzymania darmowego kufelka w dniu
8 marca to „Dzień kobiet z Holbą”.
Zapraszamy.
Dariusz Piechowski
nr 2 (91) LUTY 2015
KRAKÓW
w rAzie
wyPAdKu...
głOdu
dzwONić
9
telefon:
Pizzeria Piazza TOSCANA
12 638 80 00
500 857 600
Kraków, ul. Cicha 19
Przy zAmówieNiu dO dOmu AKAdemiCKiegO rAbAT
szczegóły na www.pizzapiazza.pl
KRAKÓW
10
Gorączka
ul. Szewska 7
poniedziałek
START 21:00
DJ Potaz
rnb/dance/pop/
retro/latino
Specjalne zniżki
dla studentów
wtorek
Video Party
impreza grana
z teledysków
START 21:00
Dj Mike
Specjalne zniżki
dla studentów
środa
Crazy Commercial
START 21:00
rmb/regeaton
/mashup
Specjalne zniżki
dla studentów
czwartek
College Party
START 21:00
rnb/dance/hiphop/
latino/
Konkursy
z nagrodami
Specjalne zniżki
dla studentów
piątek
START 21:00
Specjalne zniżki
dla studentów
niedziela
God is a Dj
START 21:00
rnb/pop/dance
/mashup
Specjalne zniżki
dla studentów
Prominent
ul. Kamienna 17
czwartek
Karaoke
na Kamiennej
start: godz. 21:00)
piątek
Friday
Salsa Night
(impreza
z lekcją salsy
dla początkujących)
start: godz 21:00
sobota
Saturday
Disco Fever
start: godz. 21:00)
Serdecznie zapraszamy !
Wybierasz się
na imprezę do klubu
PROMINENT?
Poinformuj
o tym znajomych
za pomocą:
www.facebook.com/
ProminentClub
nr 2 (91) LUTY 2015
Carpe diem
To, o kim lub o czym myślimy w danej chwili, w jaki sposób jesteśmy w tej chwili obecni oraz jak ją
odczuwamy w dużej mierze jest rezultatem naszego spostrzegania i poczucia szczęścia bądź jego braku.
Wydaje się to niewiarygodne, a jednak.
Otóż profesor Jon Kabat-Zinn, zajmujący
się problematyką łagodzenia stresu, stwierdził,
że gdziekolwiek jesteśmy, bądźmy całym sobą.
Świadomie, uważnie żyjmy! Zatroszczmy się
o tę właśnie „wyjątkową” chwilę, w której trwamy – bo ona się już nie powtórzy. Tam, gdzie
właśnie jesteśmy, skontaktujmy się z własną
mądrością i jestestwem, doceńmy unikatowość tej chwili, obserwując ją bacznie, a przy
tym z troską. Ciesz się tym, co właśnie jest – bo
wczoraj już minęło, a jutro jeszcze nie nadeszło.
Dlaczego to takie ważne dla człowieka?
To proste – większość ludzi żyje w przeszłości
albo w przyszłości, zbyt często zamartwiając się
tym, co było albo co będzie. Tymczasem rzeczywistość przecieka nam przez palce przepadając
niczym ziarenko piasku przez sitko. Czy zatem
warto tak szybko żyć? Goniąc dzień za dniem?
Oczywiście, że nie, gdyż życie jest tu i teraz.
Ciekawy jest także fakt, że to, czym zazwyczaj żyjemy, czym się przejmujemy i co absorbuje większość naszego codziennego życia, tak
naprawdę nie istnieje. Bo albo już się wydarzyło, albo dopiero się zdarzy.
Uczeni udowodnili, że za nasz stres w ponad 80 procentach odpowiadają sprawy, problemy, które tak naprawdę nie istnieją, są wytworem naszej wyobraźni. Ponadto zbyt często
przejmujemy się czymś, co już miało miejsce
(przeszłość) albo tym, co dopiero nastąpi (przyszłość). To wszystko tkwi tylko i wyłącznie w naszej głowie. Dlatego, by uzyskać pełnię szczęścia
bądź choć jej kawałek, karmmy nasze pozytywne myśli, podsycajmy je dobrymi emocjami
i wrażeniami, a wówczas zasmakujemy radości
w czystej jej postaci. Radujmy się na przykład
tym, że świeci słońce, że dostaliśmy kartkę od
przyjaciela, że uśmiechnął się do nas znajomy,
kolega przyniósł książkę, o której marzyliśmy.
Po prostu cieszmy się chwilą, tu i teraz.
Jeśli nie będziemy umieli znaleźć przyjemności w spokoju i harmonii chwili, która właśnie trwa, to nie będziemy zdolni do jej stuprocentowego przeżywania wówczas, gdy stanie
się faktem, teraźniejszością. Dlatego nie ma sensu latać za naszymi myślami, aby nadążyć za
nimi, bowiem nie znajdziemy wówczas radości
w chwili, która trwa. A tego nam potrzeba – wytchnienia, odpoczynku.
To od nas zleży czy chcemy żyć pełniej doceniając życie w każdym jego aspekcie. A jeśli
tak, to doskonale pomaga w tym uważność,
koncentracja, czyli nic innego, jak bycie i odczuwanie całym sobą tego, co akurat robimy
lub co się właśnie – tu i teraz – dzieje. Ojciec Jan
Bereza wielokrotnie podkreślał,
aby nie uciekać od codziennych
myśli, wystarczy tylko je zmo-
dyfikować i ukierunkować na właściwy tor tak,
aby stały się sednem naszych czynów w chwili,
która trwa.
Ważna jest też w tym wszystkim nasza obecność w „chwili, która trwa”, bowiem ta właśnie
obecność pozwala nam na zatrzymanie tego pędzącego błędnego koła naszego życia i zadania
sobie kilku fundamentalnych pytań, które mają
dla nas i naszego życia bardzo ważne znaczenie,
ponieważ udzielone na nie pytania pozwalają
nam na określenie samych siebie oraz naszego
miejsca na świecie. Zatem śmiało, zapytajmy
siebie: gdzie tak naprawdę jesteśmy? Dokąd podążamy? W jakim celu? Czego chcemy od życia?
A jak już poznamy odpowiedzi, wówczas doznamy „niezwykłości, jaka tkwi w zwykłości”.
Jednakże, jak się zapewne już nieraz przekonaliśmy, nasz umysł wciąż jest „zagoniony”,
wciąż coś komentuje, planuje, ocenia, analizuje,
wspomina. Bardzo rzadko przez to doznajemy
„olśnienia” chwilą, która jest tu i teraz. Nie wierzycie? Sami się przekonajcie na bardzo prozaicznym przykładzie – otóż odpowiedzcie sobie
na pytanie: ile razy czytając tekst wiecie i rozumiecie, co tak naprawdę przeczytaliście? No
właśnie…
Jestem wręcz przekonana, że wielokrotnie
wracaliście do akapitu, aby skupić się na czytanym tekście. Istnienie tu i teraz nie jest proste,
ale jest wykonalne, wymaga wielu ćwiczeń, ale
przecież trening czyni mistrza. Dlaczego zatem
nie spróbować? Nic nie tracimy, a wiele zyskujemy, gdyż jeśli obecność wejdzie nam w nawyk,
pozwali zaakceptować również fakt dokonany,
którego i tak już nie zmienimy. Dlatego warto
wyrobić w sobie nawyk „obecności tu i teraz”,
gdyż pozwoli nam to uwolnić się od ciągłego
zamartwiania się oraz spowoduje zatrzymanie
błędnego, koła jakim jest nawał negatywnych
myśli i emocji.
Dlatego też psycholodzy zajmujący się neurolingwistycznym programowaniem ludzkiego
umysłu, gdy człowiek „odpływa” gdzieś daleko (czasami za daleko) myślami, nawołują, aby
wrócił do tu i teraz. Należy to zrobić dość łagodnie, ponieważ nasz mózg jest delikatnym narządem ludzkiego organizmu. Jeśli zrobimy to zbyt
gwałtownie, wówczas pojawią się frustracja, zagniewanie i złość. A tego nie chcemy.
Reasumując, częściej winniśmy robić coś dla
samej przyjemności robienia, a nie dlatego, że
ktoś nam kazał. Bawmy się każdą chwilą, każdą
wykonywaną czynnością dla czystej przyjemności. Posmakujmy radości, dobroci i serdeczności
– bo te właśnie uczucia sprawiają, że jesteśmy
bardziej szczęśliwsi, radośniejsi i lepsi –
dla innych i dla samych
siebie. Takie zacho-
wanie wypływa z samego faktu bycia tu i teraz,
z doświadczania i przeżywania każdej danej
nam chwili, choć tak ulotnej, to jednak tak cennej – bowiem, cytując Wisławę Szymborską, „nic
dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy…”.
Dlatego raz jeszcze powtarzam – bądźmy
świadomi tego, co robimy nawet podczas tak
prozaicznych czynności, jak zmywanie naczyń
(bez zbędnego ich oceniania, krytykowania):
wsłuchajmy się w strumień płynącej z kranu
wody, która spływając po naszych dłoniach delikatnie je muska; poczujmy jakie są w dotyku talerze, jaki dźwięk wydają. A przy tym zignorujmy
wszystko to, co może wpłynąć na naszą uwagę
bądź nieuwagę (czyli to, co rozprasza nasze myśli i powoduje mętlik w głowie) – czyli wszelkie
myśli dotyczące tego, co było – przeszłości, bądź
tego, co dopiero będzie – przyszłości.
Uważność, koncentracja, miarowy i spokojny oddech dadzą nam dystans do siebie i otaczającego nas świata. Jeśli chcemy w pełni doświadczać życia, w każdym jego nawet najmniejszym
przejawie, uważność jest konieczna. W rozmowie z drugim człowiekiem, podczas zmywania,
sprzątania, na spacerze, na randce – słowem
wszędzie i o każdej porze dnia i nocy.
Nadto nie musimy robić nic nadzwyczajnego, aby poczuć unikatowość życia. Wspomniany
powyżej ojciec Jan Bereza zwykł mawiać: „Na
każdą górę prowadzi wiele ścieżek. Na każdej
rzece można zbudować wiele mostów. Na każdej pustyni znajdziesz wiele oaz. Lecz twoja droga jest jedna, zaczyna się tam, gdzie stoisz”.
Bycie tu i teraz może wydawać się trudne
i pozbawione sensu, ale gdy wejdziemy w stan
uważności, która jest pewnego rodzaju odmianą koncentracji, „otrzymamy” siły i energię do
życia i działania, do bycia tu i teraz. Dzięki tej
koncentracji nie męczymy się i nie wypalamy
przy wykonywanych czynnościach. Przeciwnie,
wówczas odpoczywamy umysłowo i emocjonalnie. Cóż chcieć więcej?
Czyż nie jest cudownie przytulać ukochaną osobę i myśleć tylko o niej i o tej wyjątkowej
chwili? Cieszmy się chwilą podziwiajmy piękno
tego świata, słuchajmy ulubionej muzyki, po
prostu cieszmy się tym, co mamy, tu i teraz, bo
takie właśnie chwile dostarczają nam najwięcej
radości. Dlatego korzystajmy świadomie i w pełni ze wszystkich zmysłów, aby nasze życie było
płomienne, piękniejsze oraz przepełnione energią i witalnością. Bądźmy w swoim życiu obecni,
bowiem któż, jak nie my, ma nad nim kontrolę?
Zatem to tylko i wyłącznie od nas zależy, czy będziemy szczęśliwi, czy też nie. Każdy z nas musi
sam podjąć decyzję. Ja już podjęłam, a ty?
Katarzyna Dominik
nr 2 (91) LUTY 2015
KRAKÓW
11
Księgarnia Akademicka
ul. św. Anny 6, 31-008 Kraków, tel. 12 431 27 43
Dla studentów
10% rabatu
www.akademicka.pl
Księgarnia Akademicka została założona w 1992 roku. Działamy w środowisku akademickim Krakowa prowadząc działalność księgarską i wydawniczą. Rocznie publikujemy ponad 100 tytułów książek i czasopism specjalistycznych, głównie z dziedziny humanistyki, ale również z zakresu prawa,
medycyny i ekonomii. Zapraszamy do księgarni wydawnictwa, w której
znajdziecie szeroki wybór podręczników akademickich i książek naukowych
zarówno z największych wydawnictw na rynku, jak i z pomniejszych oficyn.
NAJLEPSZY
L ASEROWY PAINTBALL
W KRAKOWIE I NIE TYLKO
Sprawdź co dla ciebie
prZygotowaliśmy
ul. Zabłocie 20, 30-701 Kraków, tel. 12 296 01 30
www.laserpark.pl
12
KULTURA
nr 2 (91) LUTY 2015
nr 2 (91) LUTY 2015
KULTURA
NOWOŚĆ FILM
snajper
Historia kariery wojskowej i życia osobistego
Chrisa Kyle’a, który zyskał sławę najlepszego
snajpera w historii elitarnej jednostki
Navy SEALs.
Rezerwacja biletów:
BOW – tel. 32 25 88 967
kasa – tel. 32 25 99 360
www.teatrśląski.pl
www.facebook.com/TeatrSlaski
Duża Scena
7.02
8.02
8.02
9.02
11.02
12.02
13.03
14.02
15.02
17.02
20.02
22.02
23.02
26.02
27.02
28.02
so
nd
nd
pn
śr
cz
pt
so
nd
wt
pt
nd
pn
cz
pt
so
16:00
18:00
20:30
18:00
19:00
19:00
18:00
19:00
19:00
19:00
19:00
19:00
18:00
19:00
19:00
19:00
Przygody Sindbada Żeglarza
Bolesław Leśmian
Złodziej / VIII Karnawał Komedii
Złodziej / VIII Karnawał Komedii
Wesele na Górnym Śląsku – Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”
Skazany na bluesa
Przemysław Angerman, Jan Kidawa-Błoński
Skazany na bluesa
Przemysław Angerman, Jan Kidawa-Błoński
Skazany na bluesa
Przemysław Angerman, Jan Kidawa-Błoński
Poskromienie złośnicy. Spektakl walentynkowy
William Shakespeare
Poskromienie złośnicy
William Shakespeare
Poskromienie złośnicy. Spektakl na Ostatki
William Shakespeare
Dżem akustycznie
Koncert na rzecz Hospicjum Cordis
Mayday
Ray Cooney
Tannhäuser / spekakl operowy, Opera Śląska
Piąta strona świata
Kazimierz Kutz
Piąta strona świata
Kazimierz Kutz
Mayday 2
Ray Cooney
Scena w Malarni
7.02
8.02
19.02
20.02
23.02
26.02
27.02
28.02
so
nd
cz
pt
pn
cz
pt
so
19:30
19:30
19:30
19:30
17:00
19:30
19:30
19:30
Elling
Elling
Snack Story
Snack Story
Spotkanie z A. i E. Baumannami
Ostatnie tango w Paryżu
Ostatnie tango w Paryżu
Meblościanka
Scena KaMeralna
12.02 cz
13.02 pt
19.02 cz
21.02 so
22.02 nd
23.02 pn
23.02 pn
26.02 cz
26.02 cz
27.02 pt
27.02 pt
19:00
19:00
19:00
19:00
19:00
10:00
12:00
10:00
12:45
10:00
12:45
Ingvar Ambjørsen
Ingvar Ambjørsen
autor zbiorowy
autor zbiorowy
cykl „Autograf. Ludzie Teatru Śląskiego”
Robert Alley
Robert Alley
Paulina Danecka, Tomasz Jękot
Rebelia
Mariusz Sieniewicz
Rebelia
Mariusz Sieniewicz
Białas kontra architektura: Tomasz Konior
cykl „Puder i Pył”
Underground
wg Toma Waitsa i Nicka Cave’a
Underground
wg Toma Waitsa i Nicka Cave’a
Ogród pełen bajek
Piotr Janiszewski, Ranata Goliasz-Janiszewska
Ogród pełen bajek
Piotr Janiszewski, Ranata Goliasz-Janiszewska
Oskar i Pani Róża
Éric-Emmanuel Schmitt
Oskar i Pani Róża
Éric-Emmanuel Schmitt
Oskar i Pani Róża
Éric-Emmanuel Schmitt
Oskar i Pani Róża
Éric-Emmanuel Schmitt
13
KRAKÓW
14
nr 2 (91) LUTY 2015
Wiliam Szekspir na początku drogi,
czyli problem Tytusa Andronicusa
Po lekturze Najżałośniejszej rzymskiej tragedii Tytusa Andronicusa (jak celnie zatytułował swój przekład Maciej Słomczyński)
każdy, choć trochę obeznany z twórczością Szekspira, z niedowierzaniem spojrzy na stronicę tytułową i upewni się, czy to
autentycznie dzieło twórcy Makbeta. Ten pierwszy, jak się powszechnie uważa, dramat Stratfordczyka rzeczywiście poraża
ogromem okropności, chropowatością języka czy płaskością kreowanych postaci. I wielu zapewne chciałoby, aby pozostał
zapomniany nie burząc idealnego obrazu elżbietańskiego geniusza. Pamiętajmy jednak, że jest to jednak tylko przeróbka.
I to prawdopodobnie dwóch pierwowzorów.
J
an Kott zauważył, że gdyby „Tytus Andronicus”
miał sześć aktów, Szekspir dobrałby się do widzów
w pierwszych rzędach parteru i kazałby im zginąć
w okrutnych męczarniach1. I miał zapewne sporo racji. Makabra, jaką możemy obserwować na scenie, jest rzeczywiście
porażająca – ucięte ręce i języki, poddane dekapitacji ofiary,
zakopani żywcem to tylko niektóre z pomysłów, którymi raczy nas Szekspir. Spirala przemocy i podstępów ociera się
wręcz o groteskę. O groteskę mało zabawną, ale za to bardzo
sceniczną. Polskie teatry nie kwapią się z wystawianiem tej
sztuki, więc jedyną szansą obejrzenia dramatu z udziałem aktorów jest albo wizyta na Wyspach, albo obejrzenie filmu Juliane Taymor z Anthonym Hopkinsem w roli tytułowej. I rzeczywiście – gdzieś wtedy nikną prostactwo i bezmyślne
okrucieństwo, a robi się z Tytusa Andronicusa dzieło
całkiem znośne, a momentami bardzo dobre2. Warto
zauważyć, że skoro widzowi współczesnemu sceniczny (filmowy) wymiar przemocy może się podobać, to
jak silnie musiały inscenizacje tej tragedii oddziaływać na rzesze Anglików ściągających na przedstawienia w końcu XVI wieku? Wiadomo, że renesansowy
Londyńczyk z równym upodobaniem słuchał kunsztownych tyrad poetyckich, jak oglądał podrzynanie gardeł [...] i tym podobne wydarzenia na
scenie.3 A Szekspir w swym pierwszym dziele
postawił raczej na to drugie – przemoc i śmierć,
które były w życiu ówczesnym wszechobecne,
choćby pod postacią publicznych, wręcz rodzinnych egzekucji, ciągłych wojen, eipidemii czy
krwawych pojedynków zwierząt w angielskich
amfiteatrach. Dramaturg po prostu spełniał społeczne zapotrzebowanie i stąd ta bardzo niedopracowana, choć nie pozbawiona już śladów
geniuszu, przeróbka. „Tytus Andronicus” to już
jest teatr szekspirowski, ale to jeszcze nie jest
tekst szekspirowski4. Szekspir zadał sobie sporo
trudu, aby nie zanudzić swojego widza i postarał się uatrakcyjnić kolejne śmiertelne zejścia
i okaleczenia bohaterów. Oto na przykład Aaron zostaje zakopany żywcem, synom Tamory
Tytus najpierw podrzyna gardła, a następnie
robi z nich pasztet, Lavinia traci język i ręce, a synowie Tytusa zostają pozbawieni głów. Taki rozmach w sferze okrucieństwa ma jednak pewne uzasadnienie. Wydaje się, że Szekspir
jakby nie ufał swoim zdolnościom dramatycznym i bogactwo
w sferze psychologizmu postaci czy intrygi starał się zatuszować płytkim efekciarstwem, które – notabene – musiało
szalenie się widzom podobać. Radosna orgia okropności5,
jaką w Tytusie Andronicusie zajmuje się dramaturg nie jest
zresztą jego wymysłem. Młody Szekspir oparł się bowiem na
twórczości innych wielkich tego okresu – Thomasie Kydzie
i Christopherze Marlowe i poprzez nich dotarł do krwawych
elementów z twórczości Seneki. Jak stwierdził Henri Fluchere, dramat Seneki i Tytusa Andronicusa napędzają te same
sprężyny [...]: ciekawość i podziw, strach i litość – a zwłaszcza groza6.
iesprawiedliwym jednak byłoby stwierdzenie,
że Seneka dostarczył Szekspirowi tylko elementów efektownych i okrutnych. Antyczny
dramaturg nie mógł sobie pozwolić na epatowanie przemocą bez wyraźnego uzasadnienia. Pamiętajmy, że starogrecka
tragedia ukazywała cierpienia, śmierć, okaleczenia (mówiąc
w skrócie!) po to, aby wstrząsnąć widzem i oczyścić go poprzez katharsis. Seneka poszedł nieco inną drogą. Stworzył
model tragedii łączącej okrucieństwo z etycznym postulatem
niezłomności.7 Jego dramat miał ukazywać wzorce stoickie,
w pewnym sensie należał do literatury parenetycznej. Filozofia znoszenia godnie wszelkich przeciwności pojawia się
także w Tytusie Andronicusie, jednakże Szekspir stosuje ją
tutaj bardzo niekonsekwentnie. Choćby w scenie I aktu I (do
której później powrócę), w której Tytus zabija swojego syna,
N
wódz nie okazuje ani cienia rozpaczy. A wręcz przeciwnie
– jest wrogi, wyzywający i wyniosły wobec tych, którzy proszą go o litość nad zamordowanym. Dziwi to jednak w zestawieniu z rozczuleniem, z jakim kilka stron wcześniej odnosi się do martwego potomka przywiezionego z wyprawy
lub sceny rozpaczy i buntu po ścięciu Martiusa i Quintusa.
Raz więc Tytus jest stoikiem, który nie traci godności nawet
po dzieciobójstwie, a raz na wpół obłąkanym starcem – niedawnym zwycięzcą, który klęczy przed sędziami i nie waha
się odciąć sobie dłoni w złudnej nadziei uratowania synów.
Znamienne jest także to, że u Seneki sama śmierć nie była
na scenie ukazywana. Senece (i innym antycznym twórcom)
zazwyczaj wystarczał sam fakt śmierci, informacja o niej
i jej opis. Szekspir, podobnie jak ci, którymi się fascynował,
a więc Kyd i Marlowe, nie zadowolili się tym. Opierając się
na koncepcji tragedia nuova wprowadzili na scenę elementy sensacji, grozy i okrucieństwa, nierzadko przejmowane
z nowelistyki, [które] naruszały zapewne poczucie dobrego
smaku towarzyszącego chłodnej tragedii retorycznej.8 Tytus Andronicus, jako początek twórczej drogi Szekspira, nie
tylko w tej kwestii odszedł od wciąż żywych wzorców dramatu humanistycznego. Szekspir, podobnie jak wielu innych
współczesnych mu twórców, zerwał definitywnie z postulowaną jednością miejsca i akcji, odrzucił zasady decorum,
wyszedł w plener, szeroko zastosował postaci nierzeczywiste
– duchy i zjawy. Podejrzewam, że gdyby Tytus Andronicus
powstał kilka lat później w II scenie V aktu, zamiast Tamory
i jej synów, przebranych za Mord, Gwałt i Zemstę, Szekspir nie wahałby się wprowadzić prawdziwych personifikacji
tych czynów, co zbliżyłoby ten fragment w pewnej mierze
do moralitetu.
Ale ani elementy czerpane z Seneki, ani samo
osadzenie akcji dramatu w starożytnym Rzymie (dodajmy, że Rzymie stereotypowym, rządzonym przez
zepsutego cesarza, gdzie potężny i godny niegdyś
Senat nie ma wiele do powiedzenia; Rzymie u schyłku), ani nawet okrutne sceny przywodzące na myśl
rzymskie, amfiteatralne igrzyska, to nie jedyne punkty wspólne z tradycją antyczną. Szekspir nie tylko
często posługuje się mitologią (choćby wspomnie-
nie o uczcie centaurów9), ale bardzo śmiało sięgnął po
temat z Metamorfoz Owidiusza – po mit o Filomeli
i Prokne. Wspomniał o tym nawet w tekście swojego
dramatu (II.3, IV.1). Konkretnie zaś zaczerpnął z niego
to, co najkrwawsze, czyli gwałt i okaleczenie młodej
kobiety (Filomeli – Lavinii) oraz scenę kanibalizmu.
Nie był zresztą jedynym, który zajmował się tym tematem, gdyż dwadzieścia lat wcześniej motyw kary
w postaci zjedzenia własnych dzieci pojawia się w La
Dalida Luigiego Grotty. Szekspir zachował z oryginału
przyczynę gwałtu na Lavinii, którą była prymitywna
żądza, dodał jednak od siebie także przyczynę drugą
– zemstę. Na ile jednak któryś z tych powodów przeważył w postępowaniu synów Tamory, trudno ocenić.
Demetrius i Chiron ukształtowani zostali jako postaci
całkowicie bez sumienia, trudno więc wymagać od
nich miłości do złożonego w ofierze brata. Pewne zachowania synów Tamory, choćby ich kłótnia o miłość
Lavinii, wskazują, że kierowała nimi żądza – i to nie
tylko seksualna, ale i chęć swoiście pojmowanej zabawy. Okaleczenie Lavinii zostało dokonane w sposób
odbiegający od pierwowzoru mitologicznego. Córka
Tytusa straciła nie tylko język, ale i ręce. Czy to tylko
kolejny krwawy element bez znaczenia? Raczej nie.
Szekspir ukształtował tę scenę tak, a nie inaczej, gdyż
wiedział (i co wiedzieć musieli jego bohaterowie oraz
– co ważne – widzowie), jak skończył się mit u Owidiusza. Tam ręce posłużyły do odzyskania wolności.
Ich obcięcie odebrać miało szansę, jaką miała mityczna
Filomela. O zbrodni jednak Lavinia informuje swojego
ojca. Czyni to w makabryczny, ale pomysłowy sposób
– trzymając kij w pozbawionych języka ustach oraz
kikutach rąk i pisząc po piasku. Sam akt sprawiedliwości (dość zresztą dwuznacznej) i zemsty dokonuje
się zaś poprzez scenę końcową, scenę uczty, kiedy to
ubrany w strój kucharza Tytus podaje pasztet z synów
Tamory i dokonuje się ostatnia w tym dramacie rzeź.
Motyw pożarcia własnych dzieci ma w Tytusie Andronicusie złożoną wymowę. O ile bowiem u Owidiusza
dzieci są potraktowane bardzo instrumentalnie, o tyle
w dramacie Szekspira nie są już tylko przedmiotami,
ale i podmiotami zemsty. Synów Tamory spotyka nie
tylko kara za ich okrucieństwa, nie tylko spożycie
potrawy z nich przyrządzonej upokarza cesarzową
(a także powolnego jej kochanka, Saturninusa), ale następuje także symboliczny powrót cielesnego zła do
ciała złej matki. Zła, które ujawniać się poczyna już
w pierwszym akcie tragedii.
spomniana już pierwsza scena dramatu
jest zdecydowanie najsłabszym i niedopracowanym elementem tragedii. Dość
powiedzieć, że dokonuje się w niej tryumfalny powrót
Tytusa, obiór nowego cesarza, złożenie ofiary z syna
Tamory, zabójstwo Mutiusa, ożenek cesarza z dopiero co przybyłą, zbuntowaną królową Gotów, utrata łaski cesarskiej i jej rychłe odzyskanie przez dom
Andronici. Na brak emocji nie można narzekać. Ale
czy to nie za dużo jak na jedną scenę? Natłok zdarzeń
może świadczyć, jak pobieżny był wkład Szekspira
w przerobienie tej sztuki – a przeróbką jest ten dramat niewątpliwie. Absurdalne spiętrzenie wydarzeń
razić będzie każdego, choćby najmniej wyrobionego czytelnika. Jednak i w tej scenie można odnaleźć
pewne muśnięcia genialnego dramaturga. Pojawiają
choćby się pierwsze zarysy charakteru żądnej zemsty,
obłudnej Tamory czy niemoralnego Saturninusa, który w kilka chwil po daniu mu przez Tytusa korony
zarzuca mu, iż wyżebrał [odeń] cesarstwo10. Także już
w pierwszej scenie odnajdujemy, jakże charakterystyczne, zabawy słowami. Dla przykładu choćby taki,
krótki fragment stychomytii:
W
KRAKÓW
nr 2 (91) LUTY 2015
Martius:
I spocznie tam z nimi, albo my wszyscy pójdziemy z nim
razem.
Titus:
„I spocznie”! Który łotr wyrzekł to słowo?
Martius:
Ten, kto je wesprze wszędzie, choć nie tutaj.11
W
dalszej części dramatu intryga nabiera
pewnej ogłady, choć staje się zarazem
bardziej krwawa i okrutna. Pojawiają się
sceny o zabarwieniu komediowym (kpiący, oparty na
grze słów, dialog Lavinii, Bassianusa i Tamory na temat
przyprawiania rogów12) czy bardzo liryczne fragmenty
(opis przyrody w miłosnym dialogu cesarzowej i Aarona13). Tamora zaczyna nabierać coraz bardziej diabelskiego charakteru i w pewnej mierze staje się szkicem do postaci Lady Makbet. O sile charakteru i mrocznego uroku
królowej Gotów niech świadczy choćby błyskawiczny
skok z pozycji niewolnicy do statusu kobiety rządzącej
Cesarstwem.
Murzyn Aaron to także postać kształtowana bardzo
śmiało i interesująco. Dramaturg stworzył postać złą,
zepsutą, pozbawioną jakiejkolwiek moralności. Aaron
czyni zło z miłości do niego. Ewentualne zyski zeń stoją
u niego dopiero na drugim miejscu – na pierwszym jest
radość z jego czynienia. Nawet w chwili zagrożenia życia raduje się i chełpi swym okrucieństwem, a zapytany
czy żałuje swych strasznych czynów odpowiada:
Tak; że nie było ich o tysiąc więcej.
Nawet dziś, chociaż dzień ten muszę przekląć,
Myślę, że znajdzie się niewielu takich,
Których ogarnąć może me przekleństwo,
A nie zaznali wielkich krzywd ode mnie: [...]14
Same rysy okrutnika nie wystarczą jednak, aby
uznać koncepcję postaci Aarona za udaną. O tym zaś
świadczy dwoistość jego psychiki, która ujawnia się
przede wszystkim w jego zaskakującym, ujmującym
podejściu do własnego syna:
Teraz do gotów pomknę jak jaskółka,
By złożyć skarb ten, który mam w ramionach,
[...]
Pójdź niewolniku mój o grubych wargach;
[...]
Będę ci dawał korzonki, jagody,
konkurs
Zdobywcą bramki, która doprowadziła
do dogrywki w meczu Polska/Hiszpania
na Mistrzostwach Świata w Katarze
w 2015r. był:
a) Michał Daszek b) Kamil Syprzak
c) Bartosz Jurecki d) Michał Szyba
e) Michał Jurecki
Odpowiedzi należy przesyłać
na e-mail: [email protected]
W „temacie” e-maila prosimy
wpisać nazwę miasta,
w którym studiujecie.
W odpowiedzi należy
zamieścić: rozwiązanie,
imię i nazwisko,
nazwę uczelni i miasta,
w którym studiujecie
oraz adres
korespondencyjny.
Odpowiedzi należy
przesyłać do
26 lutego 2015r.
Rozwiązanie
konkursu
w numerze
marcowym.
15
Napoję zsiadłym mlekiem i serwatką, [...]15
Jest więc Aaron okrutnym mordercą, który z radością knuje spisek przeciw Tytusowi i jego rodzinie, ale
potrafi być też kochającym ojcem, który boi się o swego
syna bardziej, niźli miłuje swoje łotrostwo16.
Skoro powróciliśmy do zagadnieniu okrucieństwa
(zagadnienia pierwszorzędnego w przypadku tej tragedii), warto zauważyć, że Szekspir miał jednak do niego stosunek ironiczny. Aby dać wyraz owej autoironii,
Szekspir wstawił krótką scenę 2 aktu III, w której Tytus,
wydawałoby się że obłąkany, rozczula się nad zabitą
przez Marcusa muchą:
Popatrz, jak zwiesza złocone skrzydełka
I lamentuje wijąc się w powietrzu!
Biedna, niewinna mucha [...]17
Szybko jednak, kiedy Marcus podsuwa mu myśl, że
owa biedna mucha przypomina znienawidzonego Aarona, zmienia się i staje jej gnębicielem. To tak, jakby Szekspir chciał nam powiedzieć, że jego makabryczna historia
to tylko zabawa, której nie wolno brać na poważnie.
błąkanie Tytusa to kolejny element, który zdaje się być wprawką do innego jego
dzieła – historii o księciu Hamlecie (notabene także przeróbki, choć daleko doskonalszej). Andronicus, podobnie jak Hamlet, maskuje swoje zamiary udając szaleńca. Historia udawanego obłąkania nie
jest może tak dobrze skonstruowana, jak ta w tragedii
o duńskim księciu, ale nosi pewne znamiona autentyzmu. Przypatrzmy się choćby wspomnianej scenie
z muchą, rozmowie z błaznem czy rozsyłaniu listów do
bogów18. O szaleństwie wodza jest przekonana nawet
podstępna Tamora, czemu daje wyraz mówiąc:
Jego szaleństwu trzeba potakiwać.
Cokolwiek zmyślę i dam jako strawę
Złudzeniom jego chorego umysłu,
Wy podtrzymujcie, podpierając słowem;19
Po czym udaje się wraz z synami, przebrana za Zemstę, do Tytusa, aby wciągnąć go w kolejną pułapkę.
Jednakże obłęd wodza to tylko gra, która ma na celu
przechytrzenie Tamory. Długo i wytrwale buduje Tytus
swój wizerunek obłąkańca, aby w końcu się zemścić.
Sam o sobie mówi:
Poznałem wszystkich, choć im się wydaje,
Że obłąkany jestem. Chcę przechytrzyć
O
Chytre zamysły tej piekielnej matki
I pary psów tych przeklętych, jej synów.20
Kreacja Tytusa, podobnie jak i później Hamleta, to
tylko podstęp. Podstęp potencjalnie mniej sprytnego,
samotnego poszukiwacza sprawiedliwości, który ma
zamiar usidlić przeciwnika. Przeciwnika daleko bardziej przebiegłego, dodajmy.
amy problem z Tytusem Andronicusem.
Nie jest to utwór wybitny nawet biorąc
po uwagę czasy i okoliczności jego powstania. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że mamy do
czynienia z pewnym rodzajem scenicznej baśni. Baśni,
która koniecznie musi być oglądana, a nie czytana. Makabreski, która w całości [...] przynosi niewątpliwie katharsis, działa oczyszczająco i pobudzająco.21 Tytusa Andronicusa należy potraktować jako początek drogi literackiej
Szekspira, drogi tragedii zemsty i namiętności. Bez tego
dramatu świat mógłby być uboższy o Hamleta, a teatr elżbietański nie byłby tym, czym jest do dziś – najbardziej
interesującym tworem sztuki teatralnej aż do czasu dramatu romantycznego. I o tym trzeba pamiętać, kiedy
przebija się przez niedoskonałości tego dramatu.
Robert Rataj
M
1
J. Kott, Szekspir współczesny, Warszawa 1965, s. 405,
O inscenizacji teatralnej wspominają w cytowanych tekstach
J. Kydryński i J. Kott, którzy mieli okazję obejrzeć Tytusa Andronicusa
w reżyserii Petera Brooka, wykonanego w Warszawie w 1957 roku przez
Shakespeare Memorial Theatre ze Stratfordu, w roli tytułowej wystąpił
wtedy Laurence Olivier,
3
J. Kydryński, Posłowie, [W:] W. Shakespeare, Najżałośniejsza rzymska
tragedia Tytusa Andronicusa, tłum. M. Słomczyński, Kraków 1986, s. 139,
4
J. Kott, op. cit., s. 406,
5
J. Kydryński, op. cit., s. 141,
6
Cyt. za: J. Kydryński, op. cit., s. 140,
7
J. Ziomek, Literatura Odrodzenia, Warszawa 1987, s. 241,
8
Ibidem, s. 234,
9
W. Shakespeare, Najżałośniejsza..., op. cit., s. 126,
10
Ibidem, s. 22,
11
Ibidem, s. 25,
12
Ibidem, s. 45,
13
Ibidem, s. 43,
14
Ibidem, s. 115,
15
Ibidem, s. 96,
16
Ibidem, s. 112,
17
Ibidem, s. 77,
18
Ibidem, s. 99-102,
19
Ibidem, s. 121,
20
Ibidem, s. 124,
21
J. Kydryński, op. cit., s. 143,
2
Rozwiązanie styczniowego
konkursu:
Prosiłam abyście opisali
w ciekawy lub zabawny sposób
czym jest dla was sesja.
Dziękujemy za liczne odpowiedzi.
Lista osób nagrodzonych:
Artur Lisek ATH Bielsko-Biała
Dominika Bartnik ATH Bielsko-Biała
Bartłomiej Krzak ATH Bielsko-Biała
Anna Walkiewicz ŚUM Katowice
Krzysztof Witkowski AWF Katowice
Zuzanna Paluch UŚ Katowice
Ewelina Jankowska UJ Kraków
Mariusz Tekla AGH Kraków
Tomasz Grodziński AGH Kraków
Justyna Bereza UE Kraków
Piotr Szeliński UR Kraków
Agnieszka Łysio UŁ Łódź
Łukasz Cieśla WSIiU Łódź
Monika Łakoma UM Łódź Weronika Cieślik PŁ Łódź
Justyna Orlik UŁ Łódź
Anna Kisiel UO Opole
Sylwia Polok UO Opole
Paweł Bojek PO Opole
Żaneta Grochowska UW Warszawa
Mirosław Sum UM Warszawa
Jadwiga Krzanowska PW Warszawa
Joanna Komisarek UW Wrocław
Marta Nowicka UP Wrocław
Anna Raszowska PW Wrocław
Tomasz Kasperczyk PW Wrocław
Zwycięzcom gratulujemy!
Nagrody zostaną wysłane w ciągu 14 dni od ogłoszenia wyników.
UWAGA! Jeżeli nagroda nie dotrze w ciągu 3 tygodni od daty ogłoszenia
wyników, jeżeli nasz sponsor zachowa się źle w stosunku do Państwa podczas
realizacji nagrody lub gdy coś Państwa trapi w związku z nagrodą, proszę o wiadomość na adres: [email protected] Postaram się rozwiązać problem!
Oto jedna z nagrodzonych
odpowiedzi.
Autorem jest
Tomasz Kasperczyk
OPOLE/wrocław
16
nr 2 (91) LUTY 2015
Aqarium
Sięgnij po przygodę!
ul. Franciszkańska 1
Często szukamy pomysłu na wakacje, rozmyślamy, jak zorganizować niezapomniany wyjazd. Do tego
marzymy o ciepłych, relaksujących zakątkach, a kolejne wymaganie to „coś na studencką kieszeń”.
Potem nasuwa się nam myśl, że czas na szukanie miejsca praktyk, a wakacje są najlepszym czasem do
wykorzystania… I tak dochodzimy do wniosku, że ciekawe wakacje, do tego wzbogacenie swojego CV
plus niski koszt to zwyczajnie niemożliwe.
Niedziele, Poniedziałki
Aktualne imprezy niedzielne
i poniedziałkowe znajdziesz na naszym profilu
FACEBOOK – facebook.com/
AqariumMusicClub
WTORKI
REGGAENERCJA
by DJ eMCE – Jedyna
cykliczna impreza w totalnie
wyluzowanym Jamajskim
klimacie! Reggae, Polskie
Reagge, Ragga, Dancehall
+ Funky & Hip Hop. HAPPY
HOURS do 23:00! Mega Promocje na barze! WSTĘP FREE
całą noc! DJ eMCe /Aqarium
Resident/
ŚRODY
Student biba
Wszystko z baru -30%.
W środę studenci wstęp całą
noc free, reszta za piątala.
DJ eMCe /Aqarium Resident/
W każdą I środę miesiąca do
Waszej dyspozycji zupełnie
darmowy nalewak z zimnym
Lechem do 24:00
Czwartki
Exclusive LADIES NIGHT
Noc kobiet – Specjalnie dla
Ladies: Darmowy dowóz
limuzyną, wstęp do klubu
za FREE. Zbierz od 4-8
koleżanek i zadzwoń po
limuzynę (tel. 666-13-14-15).
Za gramofonami DJ QIU /
Aqarium Resident/
Do 23:00 wszystkie Lejdiski
Piją za FREE! :)
Piątek/Sobota –
WEEKEND PARTIES
7, 28.02, sobota
SUPERMAN IS IN THE TOWN
Wstęp Panowie 10 PLN
po 24.00 – 15PLN. Panie
10 PLN. Panie do godz.
23.00 welcomedrink gratis.
Karty FREE. Lista FB wstęp
free do godz. 23.00
13.02, piątek
Disco Heaven Red Lips
Wstęp 10 PLN Panie/
Studenci 7 PLN. Panie do
godz. 23.00 welcome drink
gratis. Karty FREE. Lista FB
wstęp free do godz. 23.00
14.02, sobota
ANTYWALENTYNKI 2015
Wstęp Panowie 10 PLN/po
24.00-15PLN. Panie 10 PLN.
Panie do godz. 23.00 welcomedrink gratis. Karty FREE.
Lista FB wstęp free
do godz. 23.00
17.02, wtorek
OSTATKI
20.02, piątek
BLACK & WHITE high heels
Wstęp 10 PLN Panie/Studenci 7 PLN. Panie do godz.
23.00 welcome drink gratis.
Karty FREE. Lista FB wstęp
free do godz. 23.00
21.02, sobota
3 Ty To Q-MASH?!
Mash’ups vs Orginals! Prawdziwa mashapowa uczta
muzyczna.
Wstęp Panowie 10PLN/po
24.00-15 PLN. Panie 10 PLN,
Panie do godz. 23.00
welcomedrink gratis. Karty
FREE. Lista FB wstęp free do
godz.23.00
27.02, piątek
VHS MELANŻ
– Short & Sexy
Cykl imprez w AQ, podczas
których muzyka miksowana
jest na żywo razem z odpowiadającymi jej teledyskami!
Wstęp 10 PLN. Panie/
Studenci 7 PLN. Panie do
godz. 23.00 welcome drink
gratis. Karty FREE. Lista FB
wstęp free do godz. 23.00
Ten artykuł jest po to, aby uświadomić wszystkich, jak połączyć przyjemne
z pożytecznym, jak zwiedzić niesamowite
miejsca, poznać nowych ludzi i powoli zaistnieć wkraczając na rynek pracy. Wszelkie
programy studenckie są niezwykle promowane i rozpowszechniane, a jednak zawsze
znajdzie się mnóstwo młodych ludzi, którzy
chętnie skorzystaliby z takiej opcji, a nie mają
o nich pojęcia. Brzmi całkiem nieźle, ale co
dalej ?
Czym jest Work and Travel?
Work and Travel to jeden z najpopularniejszych programów studenckich na całym
świecie, coraz mocniej wkracza do Polski.
Cały program polega, jak sama nazwa wskazuje, na połączeniu pracy z podróżowaniem.
Kolebką tej wymiany międzykulturowej jest
USA, a sam program zapoczątkowano w latach 60 XXw. Coraz częściej można się natknąć na tego typu oferty nawet z Australii,
Kanady, czy też z Nowej Zelandii!
Wiele firm oferuje szeroki wachlarz wyboru stanowisk w hotelach, restauracjach, barach. Świetną alternatywą dla osób, które idą
bardziej w kierunku pedagogiki jest np. opiekun kolonijny czy też instruktor sportu (wspinaczki, piłki nożnej, siatkówki itp.). Największą sławą wśród tego typu programów cieszy
się Camp America. Opłaty za programy są
znacząco różne, zależne od firmy, na jaką się
decydujemy. Są to najczęściej opłaty płacone
w ratach. Wysokość opłaty waha
się od 1800 do nawet 7000 tysięcy złotych. Dobrą formą zabezpieczenia jest zapis, że firma
zwraca pobrane pieniądze
jeśli nie znajdzie dla aplikanta oferty pracy.
Camp America
Przeglądając wszystkie
oferty, opcja pracy na campie jest najtańszą i najczęściej
wybieraną przez studentów nie tylko z Polski, ale i z całego świata. Gdy decydujesz się
na program, do wyboru masz kilka rodzajów
pracy: campower to osoba, która zajmuje się
sprawnym funkcjonowaniem ośrodka, wykonuje zazwyczaj lekkie prace fizyczne, takie
jak pomoc w pralni, kuchni czy też na stołówce. Opcja ta wybierana jest najczęściej przez
studentów jadących pierwszy raz na tego
typu wymianę międzykulturową, gdyż do
tego typu pracy nie musisz posiadać specjalnych certyfikatów czy też szkoleń. Pracujesz
około 9 tygodni dostając kieszonkowe, a po
przepracowanym okresie pracy cóż możesz
zrobić? Szykować się na największą podróż
życia! Kolejną ciekawą opcją, jaką proponuje Camp America, jest praca na stanowisku
campcounsellor. To najczęściej wychowawca
kolonijny lub instruktor danego sportu. Opcja jest przeznaczona przede wszystkim dla
osób, które już miały doświadczenie w pracy
z dziećmi i posiadają ku temu odpowiednie
kwalifikacje. Jeśli lubisz dzieci i masz umiejętności pedagogiczne, stanowisko to jest przeznaczone dla Ciebie!
Czego chcę?
Reklamy, ulotki zdjęcia i jedno skojarzenie Work and Travel to „American Dream”,
istna bajka, niestety nie warto „zakrztusić
się” przesyconymi ofertami programów.
Warto podejść do tego racjonalnie, a przede
wszystkim zastanowić się, czy program jest
dla ciebie. Warto zauważyć, że dużo widzi
tylko jedną stronę programu zabawę i podróżowanie, jednak spójrzmy jeszcze raz na nazwę – Work & Travel. A wiec najpierw ciężka
praca, zmaganie się z rutyną, tęsknota za krajem. Trzeba przez to wszystko przejść, aby
potem doczekać się upragnionych wakacji.
Zarobione pieniądze możesz wydać na podróże po kraju, w jakim się znajdujesz. Zwiedzanie krajów takich jak Stany Zjednoczone,
Kanada, czy też Australia, gdy policzy się
koszty podróży, zakwaterowania, wyżywienia, to duży wydatek, jednak programy tego
typu oferują znacznie tańszą opcję wyjazdu
dając do tego możliwość podniesienia swoich umiejętności językowych oraz zdobycia
doświadczenia.
3…2…1 aplikujemy!
Zazwyczaj aplikacja nie należy do najtrudniejszych. Większość odbywa się drogą
online. Wiele firm oferuje pośrednika, często
jest to osoba, która ma już doświadczenie
z tego typu programem i nie jest tylko pro-
motorem mydlącym oczy na korzyść firmy.
Zazwyczaj tworzy się profil, na którym szczegółowo opisuje się swoje preferencje, dobrze
poprzeć je jednak referencjami i certyfikatami. Pytania profilowe wyczerpująco sprawdzają twoje preferencje, a każda umiejętność
powinna być poparta doświadczeniem. Od
niedawna organizatorzy projektów unowocześnili profil dodając możliwość wykazania się filmikiem przedstawiającym twoją
osobowość, doświadczenie, zainteresowania
i predyspozycje. Organizatorzy piszą, że jest
to najważniejsza część profilu, która wpływa
na przydzielenie miejsca. Warto też poruszyć
kwestię, że to nie my wybieramy destynacje,
lecz organizatorzy. Miejsce Twojego campu
może praktycznie być w każdej części USA,
powinieneś się z tym liczyć, że często są to
miejsca oddalone od miasta. Typowe do wypoczynku i wyciszenia się, z dala od wielkich
aglomeracji.
Na co warto zwrócić uwagę?
ybierz program, który najbardziej odpoW
wiada Twojemu doświadczeniu i kwalifikacjom.
l Zapoznaj się z większą ilością firm i wybierz najkorzystniejszą.
l Staraj się zapoznać dokładnie z ofertą,
a przede wszystkim z umową.
l Idź na spotkanie informacyjne, ono najlepiej
wyjaśni i rozwieje wszelkie wątpliwości.
l Zapytaj o wszelkie szczegóły, do których
nie masz pewności, warto zrobić to przed
wyjazdem, aby uniknąć niemiłych niespodzianek i niedomówień.
l
Zdecydowany na przygodę życia, posmakowania kultury innego państwa, polepszenia swoich umiejętności językowych? Nic
łatwiejszego, czas na aplikacje. Pamiętaj, że
wybór należy do Ciebie, warto uczynić kolejne wakacje barwniejszymi o nowe doświadczenie i niezapomniane wspomnienia.
Monika Pietrasik
Firmy oferujące opcję Work and Travel:
Camp America http://www.campamerica.pl/
Almatur http://www.almatur.pl
Business Travel Club http://www.stany.pl/
The best way http://www.tbw.pl/
Iecenter http://www.iecenter.pl/
Student Point http://studentpoint.pl/
One Glob Travel http://www.1globe.pl/
nr 2 (91) LUTY 2015
OPOLE/wrocław
17
Chcesz zamieścić reklamę?
tel.: 663 332 100, e-mail: [email protected]
WWW.cyNamoNbar.pl
Wrocław, plac Grunwaldzki 23-27 (wejście od ul. Norwida), tel. 71 321 33 63, 605 860 724
Wrocław, ul. Swidnicka 8
tel. 71 346 19 16
www.piwiarnia.wroclaw.pl
piwiarnia.wroclaw
jest ekipa
jest akcja
pl. Teatralny 12, 45-056 OPOLE
www.facebook.com/Kofeina2.0
Rezerwacje: 77 445 82 86
ul. Kościuszki 31/1A, 45-062 OPOLE
www.facebook.com/KofeinaArtCafe
www.kofeinaopole.blogspot.com
Rezerwacje: 882 161 316
18
ŁÓDŹ
nr 2 (91) LUTY 2015
Zwolnij!
Ludzie wciąż gdzieś gonią, biegają całymi dniami burząc harmonię spokojnych dni. Można by się zastanawiać, dlaczego tak się
dzieje, co jest bezpośrednim powodem, że żyjemy w bezustannym biegu. Ruch i dynamika to dwa synonimy obecnych czasów.
Nie można się z tym nie zgodzić upierając się, że jest inaczej. Każdy człowiek jest ograniczony w ten zwyczajny sposób, jakim jest
codzienna bieganina. Nie ma w tym może nic dziwnego, ale jak się nad tym zastanowić, to zmierzamy w złym kierunku.
Mkniemy ku totalnej zagładzie prawdziwych wartości i zwyczajnego szczęścia.
My wszyscy, całe społeczeństwo i każdy z osobna
tonie w beznadziejnym położeniu. Jesteśmy niczym
sprinterzy rozpoczynający życie na linii Startu, a kończący je na linii Mety. Niezależnie od tego, jak szybko
do niej dobiegniemy, ile lat przeżyjemy i ile dni spędzimy na naszej planecie, zawsze będzie to czas, który pokonamy szybkim biegiem. Dzieci spieszą się do
szkoły, studenci na zajęcia, dorośli do pracy. To są ich
główne miejsca docelowe, ale poza nimi mają jeszcze
mnóstwo innych zajęć, które je warunkują i kierunkują. Czy tego chcemy czy też nie, każdy dzień otwiera
przed nami wiele nowych obowiązków związanych
z naszym obecnym położeniem. Wystarczy usiąść
w parku na ławce i przyjrzeć się ludziom albo stanąć
na rogu ruchliwej ulicy. Jaki obraz zobaczymy? Pełno
osób w różnym wieku idących szybkim krokiem w tę
i tamtą stronę. Dokładnie nie wiadomo, jaki jest cel ich
wędrówki i co sprawiło, że tak tam gnają. Być może
niejedna osoba nie zdążyła w domu nawet zjeść śniadania, gnana pośpiechem. Dziecko do szkoły najczęściej
odwożą rodzice, a potem spieszą do pracy. Wracając do
cujemy kosztem snu, jesteśmy zmęczeni i sfrustrowani,
ale wiemy, że inaczej nie można. Biegając z miejsca pracy na uczelnię nie mamy nawet chwili, by spotkać się ze
znajomymi. Tak wygląda zabieganie polskiego studenta z jednej perspektywy. Z drugiej student może i nie
pracuje zawodowo, ale obiera drogę wytężonej nauki
studiując więcej niż jeden kierunek. Jak wiadomo, już
jeden kierunek potrafi wykończyć, a co dopiero drugi
czy trzeci…tak! Są i tacy szaleńcy. Spróbujmy sobie
wyobrazić, ile musi się natrudzić ktoś, kto wybrał tę
drogę. Biega po piętrach uczelni jak szalony, z jednego
na drugie, by zdążyć i na te zajęcia, i na tamte. Gorzej
jest, gdy studiuje na dwóch różnych uczelniach... Przed
nim wtedy dwa razy więcej drogi do pokonania i dróg
do przebycia, a w tym korki, trudności komunikacyjne
i pogodowe. Słowem: kolejne kłody pod nogi.
Można oczywiście się upierać przy tym, że przytoczone przykłady to tylko ekstremalne sytuacje, niedające pełnego obrazu o życiu studenta. Być może
rzeczywiście to prawda, ale wszyscy śmiało zgodzą
się z tym, że każdy z nas biega. Nie jest wcale ważne,
czy studiuje i pracuje, czy też studiuje dwa kierunki,
albo czy jest dorosłym z dwójką dzieci. Każdy dzień
i każda chwila wypełniona jest bezustannym pośpiechem. Ludzie niecierpliwią się w kolejkach u lekarza
czy też w ulicznych korkach i to nie dlatego, że
nie lubią stać w bezruchu. Wiedzą, że mają mnóstwo spraw do załatwienia w domu czy poza
domu trzeba jeszcze zrobić zakupy, wstąpić do apteki,
piekarni i mięsnego. W domu czeka na nich bałagan
pozostawiony w porannym rozgardiaszu. Lodówka
pusta, w żadnym z garnków nie czeka na nich ciepły
obiad. Słowem: pełne ręce roboty! Matka musi dodatkowo prać, prasować i dbać o wychowanie dzieci. Czasem bowiem zdarzy się, że zmywanie i sprzątanie dzieli
z partnerem, jednak pamiętajmy, że nie zawsze, a niejednokrotnie rzadko. Nie wnikając jednak w szczegóły
małżeńskiego życia, przyjrzyjmy się ogólnym zasadom
rządzącym życiem potencjalnego Kowalskiego, niezależnie od wieku.
Student – jak to z nim właściwie jest i dlaczego?
Wszyscy znamy stereotyp studenta wędrującego z imprezy na imprezę i śpiącego na wykładach. Można by
śmiało rzec, że student ma masę czasu i przeznacza ją
tylko i wyłącznie na różnorakie życiowe rozrywki. Ale
czy na pewno? W wielu przypadkach owszem – na
pewno, ale w wielu – zupełnie nie. Wszystko zależy od
podejścia do życia, które jest główną determinantą postępowania człowieka. Wiemy, że nie wszystkie polskie
rodziny opływają w luksusy. Student niejednokrotnie
musi zarabiać, aby mieć za co kserować, kupić bilet na
tramwaj czy opłacić mieszkanie bądź akademik. Łączenie pracy ze studiami sprawia, że czas płynie nieubłaganie, a dzień za dniem mija jak jedna godzina. Nie jest to
łatwe zadanie, aby sprostać i pracy, i nauce. Kosztuje to
wiele nerwów, poświęcenia i energii. Bardzo często pra-
nim i chcą zrobić to jak najszybciej, aby w końcu móc
choć na chwilę odpocząć. Trzeba nam się jednak zastanowić, czy warto tak bardzo biegać? Może wiemy, że
nie, ale wmawiamy sobie, że tak trzeba, że nie mamy
innego wyjścia, bo coś jest poza nami. Wszystko, co
robimy, nie wynika z naszej wolnej woli, z naszego „chcę” lub „nie chcę”, ale z naszego „muszę” lub
„wiem”, że tego i tak nie uniknę. Nie lubimy obowiązków, jesteśmy z natury leniwi, ale wiemy, że mamy
coś do zrobienia i nie możemy sobie pozwolić na to, by
to zwyczajnie odpuścić. Owszem, nie zostawimy dzieci głodnych ani brudnych, nie zawalimy studiów, nie
zostawimy chorej matki w potrzebie, bo te wszystkie
rzeczy i czynności są dla nas bardzo ważne i stanowią
o naszym człowieczeństwie. Nie można przecież nie
gotować, nie sprzątać i nie uczyć się. Nie da się leżeć
cały dzień, bo nuda weźmie górę. Zresztą wcale tutaj
nie o to chodzi. Chodzi o to, aby znaleźć złoty środek
w tym wszystkim. Można położyć się trochę wcześniej i rano obudzić się wcześniej niż zwykle. Można
zaplanować dzień w taki sposób, aby wszystko sobie
dokładnie poukładać i zmieścić się czasowo w dobie
oferującej nam 24 godziny. W tym czasie możemy wiele, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy. Życie mknie
wciąż do przodu, a my razem z nim. Czasem się dziwimy, jak to się stało, że już tyle dni za nami. Czasu w żaden sposób nie da się zatrzymać. Nie można sprawić,
żeby stanął w miejscu, gdy jest nam dobrze w życiu,
ani też nie można go cofnąć, gdy popełnimy niewybaczalny błąd. Każdego rana jesteśmy przekonani o tym,
ile to godzin mamy na załatwienie wszystkich spraw
i uporanie się z obowiązkami. Kalkulujemy, czy zdążymy, co zrobimy i na ile czas nam pozwoli. Wybiegamy szybko z domu, przechodzimy ulicami między
ludźmi, mając w głowie tylko to, co przed nami albo
za nami. Nie zważamy na to, co dzieje się wokół. Nie
widzimy, że trawa jest zielona, niebo błękitne, kwiaty
żółte, a ptaki latają ponad drzewami. Jesteśmy otoczeni tylko swoją codziennością. Jej blask wypełnia nasze
wnętrza i osobowości. Widzimy tylko to, co mamy
w sobie. Nie potrafimy wyjść naprzeciw światu, który oferuje nam co dzień swoje piękno. Jadamy w pośpiechu myśląc o czekającym nas za chwilę spotkaniu.
Nie czujemy smaku potraw, wkładamy w usta to, co
zamówiliśmy, pragnąc jak najszybciej przełknąć kolejne kęsy. Później zastanawiamy się, dlaczego przybraliśmy na wadze lub dlaczego nie mamy na nic ochoty.
Nieważne, ile masz lat i co w życiu robisz. Jesteś jak
inni, pochłonięty swoim własnym światem i swoim
własnym biegiem ku Mecie. Czy myślałeś jednak, jak
będziesz się czuł, dobiegając do niej? Może w końcu
przyjdzie chwila, by się zatrzymać i w końcowym etapie to spacer będzie nam przyświecał. Dostrzeżemy
wtedy piękno, otworzymy się na świat, a uśmiech nie
będzie schodził z naszych ust. Poczujemy, że może
być pięknie i szczęśliwie, nawet bez góry pieniędzy
i wykształcenia. Przesadą żadną nie jest twierdzić, że
można poczuć się dobrze nie mając właściwie niczego. Wszystko stanie się zupełnie inne, gdy się zatrzymamy. Wszystko! Wystarczy spróbować. Powoli, ale
sugestywnie zacząć zmieniać swoje życie. Kształtować
tak, by żadna chwila nie była tą straconą, ale wartościową i piękną.
Wielu ludzi nie ma pasji. Twierdzą, że nie mają
na nią czasu, bo praca i życie rodzinne pochłania im
całe dnie, a i tak jeszcze im nie starcza godzin na to
czy tamto. Trudno z tym polemizować, jeśli zna się
realia rodzinnego życia i jeśli doskonale
wie się, ile ono wymaga wysiłku. Trzeba jednak się głęboko zastanowić, czy
życie człowieka polega tylko na pracy
zawodowej i obowiązkach domowych?
A życie studenta polega tylko na wkuwaniu do
egzaminów i piciu piwa po sesji? Owszem, jeśli dorosły człowiek łączy pracę z pasją, to jest
swoistym szczęściarzem, a ściślej rzecz biorąc – jest on
spełnionym w życiu człowiekiem. Zauważmy jednak,
że bardzo niewielki odsetek ludzi łączy pracę z pasją.
Dzieje się tak z powodu bezustannego bezrobocia.
Ludzie biorą taką pracę, jaka im wpadnie w ręce. Nie
mogą sobie pozwolić na przebieranie w ofertach, gdy
brakuje im na opłaty mieszkaniowe czy na jedzenie.
Z tym nie da się walczyć, bo nie można z tym wygrać.
Ustrój państwa od lat się nie zmienił i się nie zmieni.
Pracy jak nie było, tak nie ma. Zatem, jeśli nie możemy w pracy spełniać swoich zainteresowań, róbmy to
poza nią. Każdy może znaleźć czas na jakieś choćby
niewielkie hobby. Załóżmy, że zmęczona matka położy dzieci spać i zajmie się haftowaniem, szkicowaniem, szydełkowaniem. Strudzony ojciec rodziny po
całodziennej pracy pójdzie na ryby albo do ogrodu.
Wydawać się może, że to dziwne i wyssane z palca,
ale czy na pewno? Zastanówmy się głębiej nad tym, co
zawsze lubiliśmy i o czym zapomnieliśmy. Oddajmy
się pasji, a na pewno znajdziemy na nią choć chwilę
w ciągu dnia. Pasja może dać siłę do obowiązków,
trzeba tylko ją odpowiednio znaleźć w sobie. Ludzie
nie widzą tak wielu rzeczy. Nie potrafią dostrzec tylu
pięknych drobiazgów, a jedyne, co ich napędza, to
obowiązki. One nami rządzą. Spróbujmy jednak żyć
trochę inaczej, przyjrzeć się sobie z boku choć raz i odkryć, że zwolnić się da, a nawet trzeba.
Jolanta Madej
ŁÓDŹ
nr 2 (91) LUTY 2015
19
Chcesz
zamieścić reklamę?
tel.: 663 332 100
e-mail: [email protected]
ZAMÓW TAKSÓWKĘ ZA POMOCĄ WYGODNEJ
APLIKACJI MOBILNEJ: taxi 800400400
NAGRODY W KONKURSIE
Największy wybór
dobrego piwa w Łodzi
Bielsko-Biała
sklep internetowy: www.piwoteka.pl
sklep stacjonarny ul. 6 sierpnia 1/3, pub: ul. 6 sierpnia 1/3
[email protected], facebook.com/piwotekaNarodowa
Kraków
nowo otwarty lokal
piotrkowska 79 / kościuszki 22
w podwórzu
Piwa Tyskie, Książęce Pizza z pieca
Ryby smażone Sałatki-bufet
Żeglarski klimat Bilard, Dart’s
Koncerty szantowe piwo, wino, wódka 5 zł
Tawerna Thestylacja Rumu, ul. Piotrkowska 79 / Kościuszki 22, tel. 888 733 408,
thestylacjarumu
Happy Hours
od poniedziałku do czwartku
w godz. 16 – 20: piwo za 4 zł
Piwa Regionalne od 6 zł (30 Rodzajów)
Piwa lane od 5 zł (Tyskie, ŻubR, RaciboRskie, ksiąŻęce), wódka 5 zł (50 ml)
PRomocje: meTR Piwa 20 zł, TyskomaT 45 zł (5l Piwa)
imPRezy okolicznościowe, TRansmisje meczów, konceRTy dVd/liVe
piwiarnia-pub Ferajna, ul. piotrkowska 79 (w podwórzu), tel. 666 222 410,
pubFerajna
www.facebook.com /StudenckaKarta
Katowice
Łódź
Opole
Warszawa
Wrocław
Weź udział, zgarnij atrakcyjne nagrody!
WARSZAWA
20
Klub Park
Al. Niepodległości 196
poniedziałek:
WHISKY BAR
Nowy Tydzień czas zacząć
z Powerem!
Na dobry początek Tygodnia
proponujemy pełną energii
Noc z klubową muzyką
dance zmixowaną
z energetycznym Housem.
Muzyka : Muzyka Klubowa
Start: 21:00
Promocje:
Jack Daniels, Chivas,
J.W. Black – 10pln/40ml
Grant’s, Jim Beam
– 6pln/40ml
Ceny biletów:
Ulgowy 10 zł, Normalny 20 zł
wtorek:
‘80’90’00
Muzyka z lat ‘80’90’00’
króluje na parkiecie Klubu
Park w każdy wtorek. Kto
chciałby poznać lub przypomnieć sobie klimat zabawy
zawsze w modzie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych na pewno znajdzie
coś dla siebie.
Muzyka : Lata ‘80’90’00
Start: 21:00
Promocje: Piwo
bez ograniczeń w cenie
biletu w godz. 21:00-1:00
Ceny biletów:
Ulgowy 10 zł, Normalny 20 zł
środa:
HIP-HOP, R&B
W środy, DJ Supeł gwarantuje Wam niesamowity
MASH UP MIX – SEXY R&B,
HIP-HOP/RAP, DANCEHALL,
DUBSTEP, URBAN HOUSE,
OLD SCHOOL & CLUB CLASSIC najgorętszych artystów
na świecie. Najlepsza impreza w klimacie URBAN
MUSIC w Polsce!
Muzyka : R&B, HIP-HOP/RAP
Start 21:00
Promocje: Piwo
bez ograniczeń w cenie
biletu w godz. 21:00-1:00
Ceny biletów:
Ulgowy 10 zł, Normalny 20 zł
czwartek:
FIESTA
Czwartek w Klubie Park
to gorrrąca Noc przepełniona karaibskimi bitami.
Latynoskie rytmy r’n’b,
dancehall i funk a na barze
rozgrzeją Was egzotyczne
drinki.
Muzyka : R’N’B, Dancehall
Start: 21:00
Piwo bez ograniczeń w cenie
biletu w godz. 21:00-1:00
Ceny biletów:
Ulgowy 10 zł, Normalny 20 zł
piątek/sobota:
Najlepsze Hity na czasie
to propozycja Klubu Park
na piątkowe i sobotnie noce.
Muzyka : Dance/ Pop
Start: 21:00
Promocje: Piątek/Sobota
Panie do 22:00 wejście Gratis
Ceny biletów:
Ulgowy 10 zł, Normalny 20 zł
niedziela:
Na zakończenie tygodnia
(od października) – wielkie
uderzenie, czołówka polskiej
sceny elektronicznej muzyki
tanecznej będzie elektryzowała Was najlepszymi
mixami progressive electro
house! To również Noc dla
tych,którzy chcą postawić
kropkę na „i” wraz z końcem
tygodnia.
A w ostatnią Niedzielę miesiąca WIELKI WYBUCH, czyli
co najmniej 5 DJ ze sceny
i efektami specjalnymi rozwalą muzyczną salę Klubu.
Muzyka : Progressive electro
dance
Start: 21:00
Ceny biletów: Ulgowy 5 zł,
Normalny 10 zł
nr 2 (91) LUTY 2015
Vanitas Vanitatum et omnia vanitas!
Śmierć w turystyce
Mając nawet dwadzieścia kilka lat nie myślimy o tym, że życie ma kres. W perspektywie problemów
codzienności wieczność ucieka. Ona jednak czeka. W Kutnie Horze, Kudowie Zdrój, Evorze. Trzy miejsca
turystyczne, które mówią o śmierci. Kierują myśli ku temu, co przemija. Niecodzienne Kaplice Czaszek.
Przed nami siódme niebo!
Piękni dwudziestoletni. Tacy, przed
którymi wszystko: praca, nauka, kariera,
podróże, miłości małe i duże, wysokie
szczyty i wielkie wyzwania. Młodzi
buntownicy, pełni energii, marzeń,
wkraczają z rozmachem w dorosłość.
Świat stoi przed nimi otworem, umysłem potrafią ogarnąć wszystko, a jeśli
nawet nie umysłem, to Internetem. Ha!
My, nie damy rady? „Bo jak nie my to kto?
To są nasze najlepsze dni” – motywacji dodaje Mrozu. „Brzdęk, brzdęk, znika lęk” –
to zaś sposób outsiderów pokroju Hłaski.
Młodzieńcze dylematy.
Czasem inicjacje bywają bolesne – trudno przecisnąć się przez ostre sito selekcji,
na studiach zdać pomyślnie wszystkie egzaminy, czy wejść na rynek pracy – w dodatku w ciekawej branży, z umową o pracę.
Nie łatwo oderwać się od rodziny, założyć
swoją...Trudno czasem dokonać wyboru,
właściwie pokierować własnym życiem.
Studia dzienne czy zaoczne? Akademik czy
mieszkanie? Impreza czy zakuwanie? Staż
czy wolontariat? Wyjazd za granicę czy pozostanie w Polsce? Pytań jest wiele, a opcji
jeszcze więcej. Czy wśród takich dylematów ktokolwiek z nas myśli o śmierci? A nie
znamy przecież dnia ani godziny…
tuk – puk – czasem o sobie
S
przypomina …
Zajęci życiem o śmierci myślimy wtedy, gdy nas zaskoczy. A precyzyjnie nie
nas – ale kogoś z naszych bliskich, znajomych lub też osoby medialne. Co chwilę
na drugą stronę przechodzi ktoś znany,
sławny, ceniony i lubiany. Anna Przybylska, Joe Cocker, Krzysztof Krauze, Stanisław Barańczak, Tadeusz Konwicki, Józef
Oleksy…to tylko kilka przykładów z ostatnich miesięcy. Ile pojedynczych dramatów rodzin, ile tragedii wokół. Wypadki
samochodowe, katastrofy lotnicze, ataki
terrorystyczne. Media bombardują wstrząsającymi informacjami. Nawet w styczniowy, świąteczny dzień, gdy gra Orkiestra
Jurka Owsiaka śmierć jest w tle radosnego Światełka do nieba. Myśli kierują się
ku tym, którzy po tej i tamtej stronie, ku
chorym dzieciom, kruchym noworodkom,
osobom starszym, ku pacjentom hospicjów
i ku wszystkim, którzy prowadzą walkę
z nowotworami i innymi słabościami. To
jednak w większości przypadków są oni,
a nie my. W przypadku, gdy samemu jest
się zdrowym, pełnym sił i gdy na co dzień
nie ma się do czynienia z poważnie chorymi trudno utożsamiać się z losem innych,
walczących z śmiercią.
Nie czekaj jutra!
„Nie pytaj / Nigdy nie poznasz /
Jaki dla mnie / Jaki dla ciebie kres
(…) / Dzień każdy zrywaj
jak owoc / Nie czekaj,
nie czekaj jutra” – radzi Grzegorz Turnau
śpiewając utwór „Do
Leukonoe”. Nie wiadomo, jaki nasz kres,
więc chyba nie warto
dociekać tego, zamar-
twiać się na zapas, lepiej cieszyć się tym,
co dziś. Co tu i teraz. Choć są takie miejsca, w których po prostu nie da się myśleć
o tym, że vanitas vanitatum. Śmierć obok ciebie. Prochem jesteś i w proch się obrócisz.
Jak Bóg da, zostaną po tobie tylko kości.
Tak, jak w Kutna Horze.
Na liście UNESCO
Niewielkie miasteczko pod Pragą, jakieś
65 kilometrów od niej. Turystów przyciąga
dzielnica Sedlec z zabytkami wpisanymi na
listę UNESCO. Przy ulicy Zameckej mieści się niewielki cmentarz i kaplica, kościół
Wszystkich Świętych. Cmentarz nie budzi
zdziwienia – schludny, zadbany, obrośnięty bluszczem. Kaplica cmentarna dostarcza
emocji. Przynajmniej teraz, w XIII wieku
było bowiem inaczej. To cmentarz był sławny – gdyż stał się ziemią świętą za sprawą
opata siedleckiego Jędrzeja, który przebywał w Jerozolimie i przywiózł z Kalwarii garść ziemi. Rozsypał ją na cmentarzu,
uświęcając go tym samym. Od tego czasu
mieszkańcy nie tylko najbliższej okolicy,
ale również dalszych stron Czech, a także
z Polski, Bawarii, Belgii, chcieli tutaj zostać
pochowani. W czasach wojennych, epidemii, dżumy z 1318 roku na cmentarzu
w Kutna Horze spoczęły dziesiątki tysięcy osób. Niespokojne były czasy średniowieczne. Szybko na cmentarzu zrobiło się
na ciasno...
Z cmentarza do kaplicy
W 1421 roku Husyci zamordowali 500
mnichów z klasztoru i doszczętnie znisz-
czyli kaplicę, którą odbudowano dopiero
w XVIII wieku. Jednak w jaki sposób
ją odbudowano! Wystrój zapiera dech
w piersiach i przyprawia o gęsią skórkę. Materiałem konstrukcyjnym stały
się bowiem czaszki i kości zmarłych.
Projekt wykonał w latach 1870-1873 rzeźbiarz Franciszek Rint, który do wystroju
wnętrza użył ludzkich szczątków. Około 40 tysięcy ofiar epidemii dżumy, wojen
husyckich (z XV wieku) oraz wojny trzydziestoletniej (1618-1648) przypominają
o wieczności i marności. Początkowo ich
kości były składowane w kaplicy z racjonalnych powodów, po prostu z braku miejsca
na cmentarzu zdecydowano się przenieść
do świątyni kości wcześniej pochowanych,
aby zrobić miejsce nowym nieboszczykom.
Szczątki ułożono w 6 piramid. Franciszek
Rint w 1870 roku uporządkował kości, wybielił wapnem, przygotował zdobienia. Żyrandol zbudowany ze wszystkich rodzajów
kości, które znajdują się w ludzkim szkielecie, cztery kolosalne piramidy czaszek,
ołtarze w tym samym, bardzo mrocznym
klimacie, girlandy piszczeli, kielichy, napisy – wszystko z tego, co zostało ze zmarłych. Od czasów baroku do XIX wieku
(kiedy zakazano bezczeszczenia ludzkich
zwłok) używano czaszek i kości do zdobienia kościołów, jednakże nie na taką skalę,
jak w Kutnie Horze. Kaplica Czaszek (po
czesku: Kostnice) ma przywoływać pamięć
o zmarłych i uzmysławiać ludzką marność.
Skutecznie.
anatoturystyka –
T
albo dark tourism
Nie tylko w Czechach są takie miejsca
przepełnione symboliką przemijania. Również w Polsce można odwiedzić podobną
kaplicę. Sanktuarium zadumy nad życiem
i śmiercią znajduje się w Czermnej, około
1km od centrum Kudowy Zdroju w województwie dolnośląskim. Kaplica to otwarty grobowiec ofiar wojen śląskich oraz
chorób zakaźnych w XVIII wieku. Ściany i sufit wyłożone są kośćmi, czaszkami
(w liczbie około 3 tysięcy), pod podłogą
„spoczywają” natomiast szczątki 20-30 tysięcy osób. Kaplicę wybudowano w 1776
roku (przygotowania materiału trwały
8 lat, a zajmował się tym ksiądz Wacław
Tomaszek), a więc o wiele wcześniej niż
w Kutnie Horze. Dodać należy, że Kaplica
Czaszek z Kudowy to jedyny takiego typu
obiekt w Polsce i jeden z trzech w Europie
(w Portugalii znajduje się Kaplica w Evorze
z XVI wieku złożona z kości ok. 5 tysięcy
mnichów).
W szalonym pędzie przystań na chwilę.
Zadumaj się nad tym, co przemija, doceń
życie. Masz problemy? Spójrz na nie z innej
perspektywy. W kontekście dżumy,
cholery czy współczesnej eboli
są one niczym. Marność nad
marnościami. Śmierć spotęgowana, wystawiona na widok publiczny, jako produkt
turystyczny niech przemówi
do głębi. Niech jej głos będzie
wołaniem za życiem! Życiem
– z którego nie warto rezygnować!
Ewelina Siwek
nr 2 (91) LUTY 2015
WARSZAWA
21
WARSZAWA
22
Hybrydy
ul. Złota 7/9
HYBRYDY BEFORE
CODZIENNIE
OD 21:00 DO 22:30
WSZYSTKIE CENY
TNIEMY O 50%
środa. Single Party
Godz. 22:00– 4:00.
Wstęp:
10 zł + Piwo Gratis!!!
czwartek. Twister Night
Godz. 22:00–3:00.
Wstęp:
8 zł studenci,
12 zł pozostali
(w cenie wejścia
DARMOWE PIWO !!!).
piątek. Opcja Złota 7
Godz. 22:00–4:00.
Wstęp: 12zł studenci, 20zł
pozostali
sobota. Hybryday
Godz. 22:00–4:00.
Wstęp:
12 zł studenci,
22 zł pozostali
13.02, piątek
godz. 21:00
ANTYWALENTYNKI
metal-rockowe w klubie
PROXIMA
14.02, sobota
godz. 20:00
ŁĄKI ŁAN
Palladium
15.02, niedziela
godz. 19:00
Stare dobre
małżeństwo
Palladium
18.02, środa
godz. 20:00
THE SUBWAYS
Proxima
27.02, piątek
godz. 19:00
ELECTRONIC BEATS
FESTIVAL 2015
(Metronomy + Highasakite + Adi Ulmansky)
Palladium
27.02, piątek
godz. 20:00
KABANOS
Proxima
27.02, piątek
godz. 20:00
Anneke van Giersbergen i Ajren Lucassen
– The Gentle Storm
Acoustic Tour 2015
Hybrydy
28.02, sobota
godz. 20:00
WSRH (Shellerini / SŁOŃ
WSRH D666a) / Dwa
Sławy / Mielzky
Proxima
03.03, wtorek
godz. 20:00
KURT ELLING
Palladium
05.03, czwartek
godz. 20:00
Andrzej PIASECZNY
akustycznie
Palladium
06.03, piątek
godz. 20:00
CETI „Brutus Syndrome”
Proxima
07.03, sobota
godz. 20:00
MELA KOTELUK
Palladium
nr 2 (91) LUTY 2015
Balbusowska zagłada gatunków
Rewolucje są potrzebne. Oczyszczają, krystalizują kierunek dążeń, wytwarzają produkt. Niejednokrotnie
muszą zostać czymś okupione – zapomnieniem lub nawet zagładą...
Głównym tematem artykułu Stanisława Balbusa pt. „Zagłada gatunków”
jest ukazanie różnorodności gatunków
literackich, które rozrywają narzucone
z zewnątrz zasady (tzw. siatki taksonomiczne). Autor zaczerpnął owe słowa od
Wiktora Woroszylskiego, który opisał
proces obumierania gatunków biologicznych na drodze ewolucyjnych przemian.
Stanisław Balbus wyjaśnia, że metafora
ta służy mu jako punkt odniesienia dla
udowodnienia swojej tezy o zanikaniu gatunków biologicznych, nie zaś literackich.
Dowodzi również, że począwszy od epoki romantyzmu, gdy zanikała nowela,
rodzaje powieści, a ody, hymny, elegie
czy ballady pojawiały się sporadycznie
w twórczości poetów, mamy do czynienia
z kryzysem historii literatury. Jednakże
nie należy jej mylić z tytułowym „zanikaniem gatunków” literackich, które paradoksalnie, na drodze mieszania się, dają
owoce nowych form.
Znamienny przykład prezentuje prekursor eksperymentalnej nouveau Roman, Blanchot, który stworzył nową
krzyżówkę powieści w momencie
załamania się jej fundamentalnych wyznaczników. Z jednaj
strony mamy do czynienia
z wymieraniem gatunku,
z drugiej zaś powstaje kolejna anti-roman,
co prowadzi do niejednoznaczności przy
szeregowaniu utworu
do odpowiedniej grupy literackiej. Badacze
literatury, począwszy od
wspomnianego Blanchota,
przez Schegla po Lodmana
dowodzą, że każdy utwór posiada swoiste kody artystyczne, czyli takie
elementy, które pozwalają uważać dany
utwór za gatunek sam dla siebie, co jednak
nie neguje całkowicie pierwotnej kategoryzacji dokonanej przez Arystotelesa. Ów
podział wprowadził porządek i ład, a dzięki określeniu konkretnych granic gatunkowych pozwolił na trafne szeregowanie
konkretnych dzieł do odpowiednich grup.
Pierwotnie ustalony przez antycznego filozofa paradygmat z czasem uległ załamaniu
na drodze tzw. „małżeństw gatunków literackich”, w wyniku czego granice między
gatunkami stały się bardziej elastyczne.
To zjawisko zauważył w latach 50.
XX wieku fenomenolog Emil Staiger rozróżniając ponownie pojęcie liryczności,
epickości i dramatyczności, jednak rozszerzając przy tym zakresy znaczeniowe
tych pojęć. Na gruncie tym można sądzić,
że taksonomie form literackich nie dają się
jasno wyprowadzić z kategoryzacji, wynikiem czego konstrukcje formalne związane
z epiką przestały być epickie, a konstrukcje
liryki – chociażby metryczność w utworze,
której brak już w wierszu wolnym (białym)
– dowodzą o procesie obumierania teorii
literatury.
Wśród badaczy literatury tworzą się
zatem antagonistyczne stanowiska teoretyczne. Pierwsze głosi brak jakichkolwiek
gatunków, taksonomii, a cała drabina
kryteriów jest – parafrazując słowa Ockhama „Nie należy mnożyć bytów ponad
konieczność” – zupełnie zbędna. To stanowisko prowadzi jednak do negacji samej poetyki, zastępując ją jedynie czystym
idiografizmem. Drugie stanowisko zajmowane przez badaczy szuka wyjaśnień tego
procesu głębiej, zwracając się ku podstawom językowego kontaktu jako głównego
wyznacznika sztuki słownej. Ich zdaniem
można ustalić inwarianty gatunkowe na
drodze postępowania genologicznego. Takie typologie, dzięki aktom mowy, zawierałyby semantyczne i pragmatyczne jądro
form tekstowych i jednocześnie byłyby
fundamentem ich klasyfikacji. Zwolennikiem tego poglądu jest Tzvetan Todorov,
który w swojej książce z 1978 r. „Les Genres du discours” popiera ważność illokucji
(„intencji wypowiedzi”) w komunikacji
praktycznej. Ta szybko dała początek nieliterackim formom, które dzięki swojej obecności jako reportaże, bio- i autobiografie,
pamiętniki, dzienniki, zaczęły zacierać granice między formami literackimi a praktycznymi.
Wracając do typologii dzieł literackich,
warto zwrócić uwagę na fakt, iż wielu autorów samodzielnie próbuje nakreślić odpowiedni gatunek literacki. J. J. Szczepański
udziela czytelnikowi instrukcji autorskich
swoim autobiograficznym utworem pt.
„Trzy czerwone róże”, będącej dla niego
samego powieścią. Natomiast T. Nowak,
autor regularnych i rymowanych wierszy,
nazywa je w tytule psalmami z racji występujących w nich indeksów genologicznych,
w tym przypadku aluzji biblijnych.
Zatem tytułowa zagłada polega na
zmianie obszaru z paradygmatyki form
literackich na hermeneutykę tychże form,
co skutkuje brakiem realizacji określonych
kryteriów gatunkowych. Teksty istnieją
jako dostępny zasób form tradycji literackiej czyli tekstowe reprezentacje, fundamenty, modele, które mogą – odnosząc się
do architekstualności – łączyć w sobie wiele
odniesień genologicznych stając się tekstami paradygmatycznie heterogennymi.
Stanisław Balbus dla pełnego wprowadzenia w hermeneutyczną przestrzeń genologiczną posługuje się przykładem poematu Czesława Miłosza „Gdzie wschodzi
słońce i kędy zapada” (1974). Daje dowód
różnorodności genologicznej poprzez zastosowanie synkretyzmu konstrukcyjnego,
stylistycznego, składniowego. Wykorzystując fragmenty wywodów filozoficznych,
traktatów religijnych, narracji fabularnej,
partii chóralnych, wreszcie włączając cytaty, przypiski czy komentarze Miłosz
tworzy swoisty tygiel, ale – podobnie jak
J. J. Szczepański czy T. Nowak – udziela
w swoim utworze instrukcji autorskich,
dzięki którym czytelnik może być przekonany o epickiej przynależności tekstu. Czyni to za pomocą epickiej inwokacji o charakterze autotematycznym, czyli osobistej
refleksji metaliterackiej, co odróżnia ją od
typowego dla liryki bezpośredniego, uroczystego zwrotu, np. do natchnienia twórcy
przybierającego zgoła wszelkie formy.
Na zakończenie artykułu autor przytacza teorię poetyki historycznej Bachtina,
wobec której obiera antagonistyczne
stanowisko sądząc, iż istota relacji intertekstualnych dzieł
Dostojewskiego polega na
wchodzeniu w interakcje znaczeniowe (i znaczeniorodne) gry semiotycznej. Tłumaczy
ona, że żaden tekst Dostojewskiego nie identyfikuje się z architektami
paradygmatycznymi, ale
aktywizuje wybrane składniki hermeneutycznego pola
geontologicznego. W strukturze utworów Dostojewskiego widoczne są różnego rodzaju
aluzje gatunkowe, natomiast same
teksty pozostają uobecnione tylko
w przestrzeni hermeneutycznej. Stąd
wynika niemożność lektury jakiegokolwiek tekstu literackiego w oderwaniu od
tej tak istotnej przestrzeni, do której odnoszą się kwalifikacje gatunkowe tekstów literackich, wykraczając poza konstrukcyjne
granice paradygmatów. Zatem termin „zagłady gatunków” w literaturoznawstwie
dotyczy procesu historycznoliterackiego,
tekstów literackich tylko wówczas, gdy aktualność literacką traktuje się jako odseparowaną od całej przestrzeni żywej tradycji
literatury, a także gdy rozważa się ją jako
sztuczne fakty konstrukcyjne na gruncie
modelowej poetyki formalnej.
Reasumując, warto podkreślić, że
w pozostałych przypadkach „zagłada gatunków” jest możliwa zgoła tylko na gruncie biologicznym, zaś literatura jako obszar nieustannych procesów i przeistoczeń
mowy utrwalanej na kartach, daje – w przeciwieństwie do wymarłych bizonów – możliwość sięgnięcia i powrócenia do pradawnych, a przez moment zakurzonych tylko
gatunków literackich.
Ewelina Basińska
a podstawie: S. Balbus, Zagłada gatunków, [w:]
N
Genologia dzisiaj, pod red. W. Boleckiego, I. Opackiego, Warszawa 2000.
nr 2 (91) LUTY 2015
WARSZAWA
MiTo art.café.books, Warszawa, ul. Waryńskiego 28, (Metro Politechnika)
tel. 22 629 08 15, www.mito.art.pl, www.facebook.com/MiToArt?fref=ts
Redaktor Naczelny: Robert Rataj, e-mail: [email protected] Dziennikarze: Ewelina Basińska, Katarzyna
Dominik, Ewelina Siwek, Piotr Błachut, Sylwia Chrapek, Monika Pietrasik, Antoni Płoszczyniec, Jakub Krzywolak,
Patrycja Malinowska, Sławomir Podziewski, Jolanta Madej, Angelika Łysoń, Katarzyna Olejnik. Organizacja konkursów:
Ewelina Jedlińska, e-mail: [email protected] Reklama i Marketing: Paweł Zemła, tel. kom. 663-332-100.
Kolportaż: tel. kom. 603-567-026. Patronaty: e-mail: [email protected], tel. kom. 510-090-001. Skład i opracowanie
graficzne: Sławomir Wolsza, tel. kom. 603-567-056. Strona Internetowa: Sławomir Wolsza, e-mail: [email protected]
www.infosgroup.pl,
www.facebook.com/StudenckaKarta
23
nr 2 (91) LUTY 2015
24
www.profi-lingua.pl
najlepszaofertawPolsce
n
n
n
n
n
n
80
do
lekcji w semestrze
małe, komfortowe grupy
drugijęzykgratis dla wszystkich,
zapisujących się na kurs
egzaminy FCE, CAE, CPE, TELC, LCCI,
IELTS, TOEIC u nas z gwarancją zdania
zajęcia znativespeakerami
bezpłatne konwersacje
Warszawa
al. Niepodległości 177
(Metro Pola Mokotowskie
PUB „Zielona Gęś”)
tel. 22 626 80 04/05
[email protected]
Gliwice
Kraków
ul. Długa 44-50
(Metro Ratusz)
tel. 22 831 51 34/54
[email protected]
ul. Światowida 18
tel: 22 743 50 05
[email protected]
Łódź
ul. Piotrkowska 101
tel. 42 633 77 00/50
[email protected]
Sosnowiec
Katowice
Wrocław
Al. Jerozolimskie 27
(Metro Centrum)
tel. 22 628 70 04/05
[email protected]
ul. Wałbrzyska 11
(metro Służew – C.H. LAND)
tel. 22 549 92 05/06
[email protected]
ul. Reymonta 12a
(skrzyżowanie
z ul. Broniewskiego)
tel. 22 639 76 05
[email protected]
ul. Wyszyńskiego 12
tel. 32 331 42 91/92
[email protected]
ul. Młyńska 23
tel. 32 253 05 19/20
[email protected]
ul. Podwale 6 i 7 (obok „Bagateli”)
tel. 12 426 16 01/03
[email protected]
ul. Targowa 4
tel. 32 296 33 40/41
[email protected]
ul. Kuźnicza 43/45
(róg Uniwersyteckiej)
tel. 71 344 47 74/73
[email protected]
Download

kraków - InfosGroup