wywiad krajowy
Umarł król,
niech żyje król!
Rozmowa z Krzysztofem Kwaczyńskim – konstruktorem pierwszego w Polsce pagera, pasjonatem radioelektroniki
i zarazem współwłaścicielem spółek SPS Klima oraz SPS Electronics. Obie firmy są dziś w Polsce czołowymi dostawcami
sprzętu klimatyzacyjnego, systemów monitoringu oraz elektroniki użytkowej marek Midea, McQuay, Panasonic, Aper
Home oraz Camsports.
Redakcja: Podczas ostatniej konwencji
handlowej, na której ogłosili Państwo podjęcie współpracy z koncernem Panasonic
w obszarze dystrybucji sprzętu klimatyzacyjnego, padło stwierdzenie: „umarł król,
niech żyje król!”. Jak należy to rozumieć?
Krzysztof Kwaczyński: W tym roku minęło dokładnie 30 lat mojej współpracy z firmą Sanyo w Polsce. Byłem przy narodzinach tej marki
w kraju, a teraz przyszło mi ją niestety pożegnać.
Ale takie jest życie. Stąd i słynna sentencja „umarł
król, niech żyje król”. Inni mówią niekiedy w takich
wypadkach, iż „karawana musi iść dalej”. I jest to
prawda. Przejęcie udziałów Sanyo przez
koncern Panasonic stało się
faktem i nie ma
co tu deliberować. Dokładnie 2 kwietnia 2012 r.
na całym świecie zniknęła oficjalnie marka Sanyo. Jednakże urządzenia oraz części zamienne,
jakie znajdowały się dotąd w ofercie Sanyo, będą
w dalszym ciągu produkowane i sprzedawane, tyle, że pod nową marką. W pewnym sensie „nowa”,
uznana marka, jaką jest Panasonic, znajduje się
już teraz w naszej ofercie i jest to dla nas ogromy krok naprzód.
Przyznam szczerze, że podczas Pana przemówienia zakręciła mi się łezka
w oku. I to mocno. Wspominał Pan szeroko
bogatą historię Sanyo nad Wisłą. Mówił Pan
o „trudnych latach”, kiedy „to wszystko się
zaczynało” – miał Pan oczywiście na myśli
początki wolnego rynku AGD-RTV w Polsce.
Młodszym kolegom muszę przypomnieć, że
to właśnie Pan wprowadził na nasz rynek
niebywale kiedyś popularną markę Sanyo.
Jak to wszystko się zaczęło?
Zaczęło się jak zwykle, czyli od splotu
przypadków.
Po odejściu z gdyńskiego Radmoru miałem własny
zakład serwisujący sprzęt elektroniczny. Wówczas
marką Sanyo w Europie rządził Szwajcar, pan Spitzer, który później za namową Ludwika Kwapińskiego i jego syna Bernarda zgodził się wejść także do
Polski. Moje drogi z drogami panów Kwapińskich
skrzyżowały się w 1982 r. Wybrali mnie, abym zajął się sprawami od strony technicznej. Po tym,
jak MSM – firma pana Spitzera – zdecydowała
się założyć w Polsce własną firmę, jej szefostwo
powierzono mnie. Nosiła ona nazwę Sanservice –
skrót od Sanyo i angielskiego „service”. W szczytowym momencie trafiało do Polski kilka kontenerów elektroniki dziennie. W 1992 r. zadecydowaliśmy o otwarciu własnej montowni telewizorów.
Firma została nazwana Sanpro – jak się łatwo domyślić, od słów Sanyo i produkcja. Sanyo stało się
w Polsce bardzo popularne. Osobnym rynkiem były Rosja i Ukraina. W celu koordynacji sprzedaży na
tamtych rynkach założono biuro handlowe w Moskwie. Często więc tydzień zaczynałem od lotu do
Moskwy, aby wieczorem wrócić do Warszawy. Najważniejszy był jednak rynek krajowy. Dostarczaliśmy sprzęt praktycznie do wszystkich sieci w kraju. To była sama przyjemność, kiedy negocjowaliśmy z marketami terminy dostaw wielu tysięcy
telewizorów.
Przypomnijmy, że jest jesteśmy w latach 80. Czołówkę polskiego rynku wyznaczają takie marki jak Sony, Panasonic,
Philips, Sanyo, Sharp…
Zgadza się. W Polsce
było też kilka innych japońskich marek, ale te
były obsługiwane
u nas przez od-
SPS Klima to jedna z największych na naszym rynku firm z sektora klimatyzacji i wentylacji. W jej portfolio znajduje się kilka uznanych marek – z czołowym na świecie producentem urządzeń klimatyzacyjnych, firmą Midea. Ciekawostką jest fakt, że Midea jest
nie tylko największym dostawcą klimatyzacji na naszym globie, ale i przy okazji wytwórcą szeregu produktów AGD dla wielu marek.
20
nr 5 maj 2012
wywiad krajowy
Spółka SPS, będąc przez lata
wyłącznym dystrybutorem urządzeń klimatyzacyjnych marki Sanyo,
przejęła w kwietniu tego roku dystrybucję
produktów marki Panasonic w tym segmencie
rynku. Po wielu latach funkcjonowania marka Sanyo
przestaje bowiem istnieć. Oczywiście zarówno serwis, jak
ciągłość części zamiennych zostaje zachowana.
działy japońskich central handlowych. W tamtym czasie to Pewex czy Baltona decydowały
w dużej mierze o tym, które firmy są ważne
w segmencie elektroniki użytkowej na rynku.
Dla młodszych wiekiem wyjaśnienie: te firmy
były dystrybutorami dóbr rzadkich, sprzedawanych za tzw. dewizy.
W owym czasie nikt nawet nie wyobrażał sobie, że wkrótce mogą pojawić się całkiem inne marki i w tak szybkim czasie zająć
miejsce dotychczasowych liderów. To było
wtedy tak abstrakcyjne jak rozpad ZSRR!
W tym czasie świat był podzielony do tego
stopnia, że nawet systemy telewizyjne były mniej
lub bardziej „słuszne”. Również częstotliwości, na
jakich pracowały radia i telewizory, były częściowo różne. To dawało ogromne pole do poważnego
rozwoju takich firm jak moja. Wszyscy importerzy, zanim nauczyli się cenić rynek wschodnioeuropejski i zaczęli produkować sprzęt przystosowany do funkcjonowania w Polsce, byli zmuszeni
przed wprowadzeniem urządzeń do sprzedaży dokonać tzw. przestrojenia. Tym m.in. zajmowałem
się, prowadząc własną firmę. Generał (Wojciech
Jaruzelski – przyp. red.) słynnego 13 grudnia do
odwołania zablokował banki. Dostawcy, nie mogąc odzyskać należności, wstrzymali dostawy. To
dało pole do popisu marce Sanyo. Do czasu zmiany systemu politycznego. Jednym z pierwszych
posunięć rządu III RP było zrównanie podmiotów
gospodarczych pod względem fiskalnym. Dla Peweksu oznaczało to sytuację bez wyjścia. Bez
państwowego parasola, rozrywany od wewnątrz
przez dyrektorów oddziałów i kierowników poszczególnych sklepów, zaczął się rozpadać. Całości obrazu dopełniał przemyt na ogromną skalę.
Tak powstawały zręby polskiego kapitalizmu i polskiego kapitału. Rosły fortuny, z których część została niestety zmarnowana, bo właściciele albo
nie mieli wizji, albo nie wytrzymali ciśnienia łatwego sukcesu.
Na ile ważną rolę w tym wszystkim
odegrała Pana pasja do elektroniki w ogóle? Opowieści o arcydziełach rewitalizacji
i odbudowy historycznych radioodbiorników
w Pana wykonaniu dotarły do mnie w wielu
niesamowitych formach…
Na początku elektroniką zajmowałem się amatorsko. Swoją pasją zaraził mnie
redaktor naczelny „Radioelektronika”, pan Janusz
Justat. Później, po latach, wraz z synem przywiózł
mi do firmy całe roczniki jego czasopisma. Cały
zbiór ówczesnej literatury mam do dziś. Jeszcze
jako młody człowiek, mając niewiele ponad dziesięć lat, czytywałem wychodzącego wtedy „Radioamatora”. To zainteresowanie przerodziło się
w mój zawód, ponieważ skończyłem właśnie wydział elektroniki na politechnice. Potem zaczęła
się moja przygoda z gdyńskim Radmorem, a potem z Sanyo i S.P.S. Trading.
Nie wiem, czy Pan wie, ale syn pana
Janusza, Jurek Justat, to nasz redakcyjny
kolega!
Tak, wiem. Ludzie o takim doświadczeniu zawodowym, wiedzy teoretycznej i zarazem pasji mogą tylko tworzyć wartość dodaną, gdziekolwiek postawią swoją stopę.
Pięknie Pan to ujął. Świat jest jednak
rzeczywiście mały! Proszę wybaczyć moją
długą podróż sentymentalną, ale Sanyo
to dla mnie na naszym rynku Pan! Z czego,
patrząc z tak znamienitej perspektywy i tak
wielu doświadczeń, jest Pan szczególnie
dumny?
Tym, z czego mogę być dumny, jest ilość
sprzedanego i zarazem w dużej mierze wyprodukowanego przeze nas sprzętu Sanyo. Kiedyś pokusiłem się o jej oszacowanie. Z kalkulacji wynika, że
przez moje ręce przeszło około milion sześćset tysięcy urządzeń różnego rodzaju. Ponad 600 tysięcy stanowiła produkcja.
To nawet dziś niewiarygodne liczby.
Sięgając wstecz, pamiętam wasze aparaty
cyfrowe, ba, pierwszą kamerę LCD! To były
totalne nowości na rynku, o których nikt
nawet nie śnił, a które Wy ze spokojem
anonsowaliście.
Świetnie, że Pan to pamięta! Jestem pod
wrażeniem. To prawda, w tamtym czasie magnetowidy Sanyo produkowane były dla wszystkich
niemal czołowych marek. Nasz aparat zaś – i jest
to też fakt historyczny – nie tylko był
pierwszym na masową skalę, ale
i produkowaliśmy go dla Sony czy Kodaka.
Kodaka, który w latach 70. zaprzestał
rozwoju aparatu cyfrowego, twierdząc,
że to „nieprzyszłościowe”, stanowił przez
dziesięciolecia o 80 proc. światowego rynku
fotografii, a który parę tygodni temu ogłosił
upadłość…
„Wieczność nie trwa wiecznie” a „pokora
może wyznaczyć przyszłość, podczas gdy jej brak
– zgubić już w teraźniejszości”.
Czy komuś szczególnie Pan dedykuje te
słowa? Może jakiejś firmie, marce?
Rozumiem „krzyżową” konstrukcję pytania,
ale niestety rozczaruję Pana. Jest to prawda uniwersalna, choć pewne firmy i pewni ludzie rzeczywiście mogliby się z nią lepiej zapoznać.
Pomówmy chwilę o teraźniejszości.
Dziś SPS, po wydzieleniu dwóch spółek –
SPS Klima oraz SPS Electronics, zajął się
ściśle specjalistycznym sprzętem, takim jak
klimatyzacja czy systemy zabezpieczeń. To
wynik przeobrażeń rynkowych, konieczności
czy bardziej Waszej długofalowej strategii?
Powstała w 1997 r. firma S.P.S. Trading była
fuzją Sanservice i Sanpro. Zajmowała się zarówno
elektroniką, jak i klimatyzacją. Te dwa działy funkcjonowały równolegle obok siebie. Duże piętno na
kierunkach rozwoju wywarli ich szefowie. Dział
Klima rozwijał się dynamicznie, podczas gdy CE,
a więc elektroniki użytkowej, wraz z chińską ekspansją zaczął słabnąć. W międzyczasie firma przejęła aktywa firmy Santec, jednego z głównych dystrybutorów Sanyo w Niemczech, działającego także
w obszarze systemów zabezpieczeń. W miarę upływu czasu ta technika zdominowała dział elektroniki. W 2009 r. postanowiliśmy z panem Bernardem
Kwapińskim formalnie wydzielić z firmy S.P.S. Trading dział Klima i w ten sposób powstała SPS Kli-
ma, a w ubiegłym roku S.P.S.
Trading zmienił nazwę na SPS Electronics.
Jak scharakteryzowałby Pan sektor
klimatyzacji w Polsce? Jaki jest to rynek
i co go wyróżnia?
Pojęcie klimatyzacji to przede wszystkim
bardzo szerokie zagadnienie. Dziś trudno sobie
wyobrazić nowoczesny budynek bez klimatyzacji, wentylacji, bo klimatyzacja to przecież także wentylacja. Te dwa pojęcia bardzo się przenikają. Dziś nawet typowo mieszkalne budynki
są wyposażone w zaawansowany system klimatyzacji. Ludzie instalują przy tym urządzenia klimatyzacyjne nie tylko w biurach, ale także
w prywatnych mieszkaniach. Ważny jest przede
wszystkim komfort przebywania w pomieszczeniu, a odpowiednia klimatyzacja znacznie go
zwiększa. Patrząc na sektor w skali makro, to
jego rozwój zależy w dużej mierze od stabilności
gospodarczej państwa, jest to bowiem dziedzina
wymagająca znacznych nakładów, ale wykorzystując zaawansowane technicznie rozwiązania,
bardzo sprzyja oszczędzaniu energii.
Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że
SPS Klima to dziś czołowy dostawca rozwiązań klimatyzacyjnych. Zajmujecie się
zarówno prostymi instalacjami, jak i wysublimowanymi, profesjonalnymi systemami
dla biur, sklepów czy wielkich fabryk. Co
Pana zdaniem jest Waszą najmocniejszą
stroną?
Najmocniejszą stroną naszej firmy jest
z pewnością profesjonalizm. Oferujemy profesjonalne, zaawansowane technicznie i niezawodne
urządzenia najlepszych producentów. Zapewniamy profesjonalną obsługę sprzedażową i posprzedażową, w tym najlepszy na rynku serwis. Staramy się, aby wszyscy nasi klienci byli w stu procentach zadowoleni z naszych usług.
Co powiedziałby Pan tym, którzy Was
dobrze znają – co tak naprawdę zmieni
się po przejęciu Sanyo przez Panasonika?
Mam na myśli produkty, serwis, politykę
handlową.
Przejęcie Sanyo przez Panasonika to coś
zupełnie naturalnego, coś, czego często jesteśmy świadkami, patrząc na rynek w ogóle. Poza tym, wiadomo było o tym już od jakiegoś czasu. Jesteśmy więc bardzo dobrze przygotowani.
I tak naprawdę niewiele się zmieni, poza zmianą
marki i poszerzeniem portfolio o kilka produktów
czy kilka nowych rozwiązań. Osobiście uważam,
że podjęcie współpracy z Panasonikiem jeszcze
bardziej podniesie jakość naszych usług i wzbogaci ofertę.
Na zakończenie naszej rozmowy proszę
o garść informacji z działu „electronics”. Co
ciekawego się tu wydarzy? Co zaproponujecie klientom w najbliższym czasie w tym
obszarze?
Wraz ze zniknięciem z rynku marki Sanyo znikają również także urządzenia tej firmy, a więc kamery czy projektory. Dla nas oznacza to zajęcie się
nieco innymi grupami produktów. Mamy już duże
doświadczenie w elektronicznych urządzeniach
mobilnych, które zapewniają wyjątkowy komfort
podczas joggingu, uprawiania turystyki czy sportu.
Mam na myśli choćby produkty firmy Camsports,
producenta niezwykle ciekawych kamer sportowych. Portfolio kamer przemysłowych zostało
uzupełnione o dwie kluczowe marki. Mamy serię
zaawansowanych kamer IP marki Hikvision, w tym
kamer o imponującej rozdzielczości 5 Mpx. Ofertę
dopełniają kamery IP oraz analogowe, w tym szybkoobrotowe, marki Panasonic.
nr 5 maj 2012
Rozmawiał Piotr Krakowiak
21
Download

Pobierz PDF