FERMA
polemika w genetyce
Przeczytane
w genach
• Muszę przyznać, że w duże – mówiąc łagodnie – zakłopotanie wprawił mnie artykuł
pt. „Kim jesteś zagraniczny buhaju?” autorstwa Grzegorza Wojtkielewicza ze SHiUZ
w Bydgoszczy. Artykuł ów ukazał SIĘ w firmowym wydawnictwie SHiUZ.
tekst Radosław Iwański
84
nr 11/2012 farmer
polemika w genetyce
Z
daję sobie sprawę, że jeśli
SHiUZ wydaje pieniądze na
swoją gazetę i wysyła ją do
rolników, to nie może w niej
źle oceniać polskiej hodowli i buhajów, które sprzedaje. Ale przecież
nie o to chodzi. Pan Wojtkielewicz
napisał, że… „w przypadku użycia
nasienia buhajów o słabej wartości hodowlanej, robimy krok do tyłu
w hodowli”, z czym trzeba się zgodzić. Jednakże wydźwięk całego artykułu jest niepokojący, bo sugeruje on hodowcom, żeby sięgali tylko
po nasienie buhajów z polskich stacji hodowli i unasienniania. Zresztą autor używa w stosunku do firm
zagranicznych określenia „obce firmy”. Wymowa tego artykułu zmusiła
mnie do napisania ad rem.
Pan Wojtkielewicz na wstępie zastrzega się, że jego celem nie jest deprecjonowanie jednostek sprowadzających do Polski nasienie zakupione od zagranicznych firm inseminacyjnych, ale z jego treści można
wyciągnąć wniosek, że taki cel chce
osiągnąć. Ale po kolei.
Najbardziej wiarygodną wyceną
hodowlaną buhaja jest porównywanie cech budowy, produkcji, funkcjonalnych jego córek używanych
w hodowli bydła. Taką wycenę można uzyskać, gdy pokryje się odpowiednio dużą liczbę około 800 krów
– użycie 1000 porcji nasienia – nasieniem konkretnego buhaja. Inne
warunki, jakie musi spełnić buhaj,
aby był wyceniony, to w gospodarstwach muszą być wyceniane minimum 3 buhaje w przedziale czasowym nieprzekraczającym 6 miesięcy.
Aktualna oferta SHiUZ Bydgoszcz
prezentowana w najnowszym katalogu zawiera 36 buhajów. Żaden
z nich nie jest synem polskiego buhaja. W 19 przypadkach są to ojcowie pochodzący z USA, Kanada ma
7 buhajów, Francja 5, Holandia 3,
Anglia 1, Włochy 1. Przyczyny tego
stanu rzeczy należy doszukiwać się
w polityce hodowlanej, jaką prowadziło Ministerstwo Rolnictwa i Za-
kłady Unasienniania do momentu
wejścia Polski do Unii Europejskiej.
Do tego czasu hodowca polski był
skutecznie izolowany od materiału genetycznego z najlepszych światowych hodowli. Odwrotnym przykładem są Czesi, którzy dzisiaj mają
swoje buhaje w czołówce rankingów
europejskich i światowych.
Ceny nasienia czołowych buhajów
będących na tak zwanym światowym topie kosztują znacznie ponad
100 zł i tylko nieliczni hodowcy używają ich w swoich oborach. Buhaje
te doczekać się mogą wyceny, kiedy
ich cena za nasienie będzie porównywalna z ceną najlepszych polskich
buhajów oferowanych przez polskie zakłady unasieniania. Na spadek wartości hodowlanej tej grupy
buhajów w światowych rankingach
do krajowego poziomu trzeba czekać
kilka lat – średnio około 5.
Autor artykułu, pan Grzegorz
Wojtkielewicz ze SHiUZ w Bydgoszczy, często powołuje się na wycenę
prezentowaną na stronie www.wycena.izoo.krakow.pl. W 10 numerze
Farmera szeroko poruszyliśmy kwestię wyceny i czekającej nas, czyli
Polskę, dużej pracy, jaką trzeba wykonać w związku z oceną genomową buhajów. W gazecie SHiUZ można przeczytać o kilku buhajach, których nasienie było sprowadzane do
Polski z konkluzją, że „na szczęście
w programie SHiUZ Sp. z o.o. w Bydgoszczy nie było dla nich miejsca”,
a autor podaje niskie indeksy tych
buhajów.
Otóż podawane wyceny przez Instytut Zootechniki nie są oparte na
wycenie na córkach, ale są rodzajem symulacji wartości hodowlanej,
a ich wiarygodność zależy od rzetelności przyjętych założeń w programie komputerowym. Myślę, że każdy kraj na świecie posiadający taki
program stara się dowartościować
swoją hodowlę. Stopień tego dowartościowania zależy od zleceniodawców tych programów. O wycenie na
potomstwie wspominałem wcześniej.
FERMA
Autor artykułu pt. „Kim jesteś buhaju zagraniczny?” dokonał pewnej manipulacji. Posłużę się tu przykładem
wymienianego w opracowaniu importowanego nasienia buhaja o imieniu Rolex. Buhaj ten urodził się 1999
w roku. Wycenę na potomstwie uzyskał 2004 w roku i był w tym czasie
używany przez kilka krajów na ojca
buhajów. Autor w artykule podaje
jego wycenę – symulację komputerową, a nie wycenę na potomstwie – publikowaną przez Instytut Zootechniki.
Aktualnie w 2012 roku jego PF wynosi 103 – tak jak podaje pan Wojtkielewicz. Warto zauważyć – o czym już nie
napisano – ten buhaj ma już 13 lat. Na
czym polega manipulacja i sugerowanie rolnikom, że zagraniczne buhaje są złe? Gdybyśmy na przykład porównywali parametry dwóch znanych
marek samochodów Volkswagena
Garbusa, marzenia w latach 60. wielu Polaków, z samochodem np. Fiat
Panda. Jest oczywiste, że parametry
Pandy są o klasę lepsze od Garbusa.
Z tym jednak, że w latach 60. Garbus
w swojej klasie był czołówką światową, a Panda jest tylko samochodem
bardzo, a to bardzo średnim, znajdującym niewielu nabywców.
Należy się zgodzić z autorem artykułu, że można obiektywnie porównywać buhaje z importu, gdy są one
wycenione w tym samym kraju na
potomstwie. Przypominam sobie buhaja o imieniu Sosa, gdy 2-3 lata temu
brylował w polskim rankingu. W tym
czasie jego TPI w USA wynosiło 1500
punktów. Można więc przyjąć założenie, że najlepsze polskie buhaje są na
poziomie 1500 amerykańskiego TPI.
Jeżeli więc firma w Polsce sprowadza
z USA buhaje o TPI 1500, to oferuje
hodowcom genetykę porównywalną
z polską czołówką. Gdy firmy oferują buhaje w rasie HF czarno-białe nieseksowane o indeksie TPI 1750 i powyżej, to takie nasienie wyprzedza
ofertę genetyczną polskich zakładów
unasieniania o około 5 lat, czyli średnio dwa pokolenia.
Nie jest tak, że cudze chwalicie,
<
a swego nie znacie. 85
Download

•Muszę przyznać, że w duże – Mówiąc łagodnie – zakłopotanie