PRZYJAZNE POROZUMIEWANIE SIĘ W RODZINIE.
Mamy dziś przyjrzeć się bliżej, rozważyć temat, wydawałoby się prosty,
ale w niejednej rodzinie może spędzać sen z powiek. Przygotowując się
do tej prelekcji, zastanawiałam się, jak ogarnąć ogromny obszar treści,
jaki ten temat w sobie niesie, co Państwu powiedzieć w czasie nie całej
godziny, aby zamknąć najważniejsze sprawy dotyczące przyjaznego
porozumiewania się?
Na wstępie chcę powiedzieć, że POROZUMIEWANIE SIĘ
W PRZYJAŹNI jest swego rodzaju sztuką, która wymaga pracy przede
wszystkim nad sobą samym. Mogłoby się nam rodzicom wydawać, że
jeśli dowiemy się, jaki jest klucz do tego, aby nas dzieci słuchały - to
nasze problemy bardzo by się zmniejszyły. Jak zatem wpłynąć na
dziecko, by chciało nas słuchać, aby nawiązać z nim dobry kontakt.
Od czego zacząć? Od siebie. Najpierw trzeba zapytać, czy ja siebie
słucham? Czy mam dobry kontakt ze swoimi myślami, uczuciami, czy
moje decyzje i zachowania wypływają z jedności i harmonii mojego
wnętrza? Czy jestem wewnętrznie pojednanym człowiekiem. Jeśli tak
jest, jeśli jestem sobie życzliwy i pojednany ze sobą, jeśli potrafię
rozwiązywać swoje problemy spokojnie, z uwagą i na serio - to jestem
gotów do dialogu z drugim człowiekiem. Chciałabym w tym miejscu
zadać kilka pytań do refleksji…warto je później sobie zadać ponownie,
może właśnie dlatego, że są tak proste.
1.Pierwszy krok w budowaniu sztuki porozumienia:
- Czy słyszę siebie? Czy daję sobie czas na posłuchanie siebie, na
spotkanie ze swoją głębią serca, tam gdzie jest obecny Bóg? Czy tam
docieram ? Czy słyszę swoje uczucia, czy potrafię je nazwać, czy wiem,
co one mi o mnie mówią, czy potrafię wyciągać wnioski z tych
informacji?
-Czy słyszę własne myśli, co one mi o mnie mówią? Co mi mówią
o mnie moje pragnienia, potrzeby?
-Czy jestem z nimi w kontakcie? Czy zatrzymuję się, by zdać sobie z nich
sprawę?
-Czy liczę się z nimi? Czy nawet kiedy mi się nie podobają, staram się je
poznać, zrozumieć i przyjąć jako moje, bo są we mnie.
- Czy dbam o rozwiązanie swoich wewnętrznych konfliktów, czy jestem
ich świadoma, czy daję sobie prawo do niedoskonałości? Ważne, że się
ich nie wypieram, nie udaję przed sobą, że to nieprawda, nie zaprzeczam,
ale pokornie poznaję siebie.
Z takiej postawy wobec siebie rodzi się zdolność do rozumienia drugiego
człowieka, ogromna wrażliwość, współodczuwanie, zrozumienie,
cierpliwość, a nawet miłosierdzie.
Bez gruntownej pracy nad sobą nie jesteśmy zdolni do przyjaznego
porozumiewania się z innymi ludźmi.
Jak często dziś żyjąc w ogromnym pośpiechu, zostawiamy siebie dla
ważniejszych spraw, rezygnujemy z własnych pragnień, marzeń
z własnego szczęścia, albo dla zagłuszenia rzeczywistej sytuacji
uciekamy w mnożenie własnych przyjemności, aby nie słyszeć ani siebie,
ani innych.
Wyobraźmy sobie jedną niezadowoloną osobę w naszym domu, która
nosi w sobie złość, która mówi podniesionym głosem, może krzyczy albo
milczy, nie odzywa się, na twarzy widać smutek, zamknięcie się, czy inny
stan… Może udaje tylko, że wszystko jest ok, ale tak naprawdę wszyscy
w domu wiedzą, że prawda jest inna.
TO TWORZY ATMOSFERĘ DOMU. Taką atmosferę może wnosić
zarówno kobieta jak i mężczyzna. Wiemy przecież, że dom to tworzący
go ludzie.
Co chcę przez to powiedzieć?
Chcę powiedzieć, że pierwszym warunkiem dobrego porozumienia jest
wewnętrzne uporządkowanie swojego osobistego życia. I nie chodzi o to,
by nie mieć problemów, ale o to, by od nich nie uciekać, mieć odwagę
spojrzenia im w oczy, szukania z odwagą rozwiązań, niezależnie jakiej
dziedziny dotyczą. Czasem potrzeba wyjść na zewnątrz rodziny i szukać
pomocy u kogoś innego, komu ufamy.
Jeśli KTOŚ MYŚLI, że bez zadowolenia z siebie uszczęśliwi inną osobę
- to trwa w iluzji. Odnalezienie radości wewnętrznej jest źródłem pokoju
dla otaczających ją osób. Nawet osoba na wózku inwalidzkim, jeśli
odnalazła sens życia, ma więcej szans na dobre porozumiewanie się, gdy
przyjęła swoje cierpienie i pogodziła się z tym faktem, niż ktoś, kto
pozornie wygląda na spełnionego, a w rzeczywistości jest kłębkiem
znerwicowania.
2. Drugi krok.
Jeśli uda nam się znaleźć wewnętrzny spokój na tyle, na ile jest to
możliwe tu i teraz, możemy przejść do drugiego kroku niezbędnego do
budowania przyjaznego porozumiewania się.
Drugim krokiem jest szczere otwarcie się na współmałżonka. Dlaczego
na współmałżonka? Bo podstawową matrycą budowania wzajemnych
więzi w rodzinie jest MAŁŻEŃSTO. Bez zdrowo funkcjonującego
małżeństwa budowanie dobrych relacji z dziećmi jest fikcją. A więc
ważne jest, aby we współmałżonku zobaczyć Osobę , która potrzebuje
tego wszystkiego, o czym mówiliśmy odnośnie nas samych. Moglibyśmy
tu zadać te same pytania w odniesieniu do żony, czy męża.
-Czy słucham Ciebie z uwagą?
-Czy liczę się z Tobą?
-Czy dbam o Ciebie?
-Czy próbuję zrozumieć twoje problemy?
-Czy jestem świadoma, że je masz i jak na nie reagujesz?
-Czy daję ci prawo do niedoskonałości?
-Czy jestem zainteresowana Tobą, przynajmniej tak, jak sobą? itd.
Czy może jest to ktoś, z kim tak naprawdę się nie liczę, tylko muszę być,
bo nie mam innego wyjścia, jestem już skazany na bycie w tej
nieszczęśliwej rodzinie? Może milczymy, nie rozmawiamy, może nawet
skrycie się nienawidzimy, ale udajemy, że się kochamy? Może po prostu
nie wierzymy, że jeszcze coś można z tym zrobić. Może utknęliśmy
i wydaje nam się, że pozostaje tylko wegetacja związku.
Jeśli w relacji małżeńskiej są obszary martwe, z niewypowiedzianymi,
stłumionymi uczuciami, jeśli boimy się je dotykać, aby nie rozpadło się
małżeństwo, to tworzymy destrukcyjną atmosferę domu.
Jaka jest nasza relacja małżeńska? To właśnie od niej najwięcej zależy,
czy porozumiewanie jest satysfakcjonujące, czy nie. Ta prawda jest dla
jednych zapewne optymistyczna, dla innych niestety nie, jeśli
małżonkowie przeżywają trudności w związku i nie radzą sobie z nimi.
Jeśli jednak udało się małżonkom żyć w przyjaźni, to i z dziećmi nie będą
mieli większych trudnościiw porozumiewaniu się.
Może chcielibyśmy, żeby od czegoś innego zależało szczęśliwe
porozumiewanie się, ale niestety - bez zdrowej relacji małżeńskiej nie
ma szans na pokój w domu.
3. Trzeci krok.
Nadszedł moment, kiedy możemy zająć się porozumiewaniem
przyjaznym z dzieckiem. Pewnie większość z Państwa właśnie tego
tematu najbardziej oczekiwała.
KIM JEST NASZE DZIECKO?
Przede wszystkim OSOBĄ, WOLNĄ, INNĄ, daną nam pod opiekę ,
poszukującą własnego szczęścia, dojrzewającą ku pełni życia . To bardzo
ważne, byśmy mieli taką świadomość. Dziecko nie jest naszą własnością.
Naszym zadaniem jest pomóc dziecku stać się jak najbardziej sobą,
pomóc mu odkrywać siebie w jego indywidualności. W wielu domach
dzieci się tresuje albo więzi. Wychowuje się na obraz albo wyobrażenie
rodziców. Trudno się wtedy dziwić, że dziecko ucieka z domu albo unika
jakichkolwiek rozmów. Dziecko, które naprawdę jest darzone szacunkiem
i przebywa w atmosferze ludzi szanujących się, nie będzie miało
problemów w porozumiewaniu się. Może mieć mnóstwo innych
problemów, ale nie w porozumiewaniu się.
Często dzieje się tak, że dopiero, kiedy dziecko zaczyna dorastać, kiedy
wchodzi w okres opuszczania rodziców, zaczynamy odczuwać w sposób
przykry dla siebie nowe zachowania naszego dziecka.
Chciałabym teraz , abyście Państwo wyobrazili sobie swoje dziecko jako
te, które musi przejść poród. Oczywiście łatwiej sobie to wyobrazić
kobiecie, ale przecież i mężczyźni wiele razy towarzyszą kobiecie
podczas porodu. Przypomnijcie sobie, jaki to był trudny czas. Ból
przedzierania się przez drogi rodne do nowego wymiaru, z życia
ukrytego wewnątrz ciała kobiety do niezależności poza jej ciałem. Taki
był początek życia naszego dziecka, jakże ono było nieporadne
i wymagało troski, towarzyszenia mu w rozwijaniu się.
Dojrzewanie to podobny czas - to opuszczanie bezpiecznego
identyfikowania się z rodzicami do samodzielnego, niezależnego
życia. Czy kiedy mały berbeć nabywał nowych umiejętności, czy nie
cieszyliśmy się i czy karciliśmy go, że tak wolno się rozwija? Albo czy
dawaliśmy mu klapsy, jak stawiał pierwsze kroki? Czy nie biegliśmy,
żeby je podnieść i pocieszyć, kiedy mu się coś nie udawało? Dlaczego
więc wymagamy od dorastającego dziecka takich umiejętności, jakby ono
nie potrzebowało czasu na osiągnięcie satysfakcjonującej je i rodziców
dojrzałości. Nasze dorastające dzieci potrzebują naszej dyskretnej
obecności i wsparcia w tym trudnym czasie. One uczą się przede
wszystkim podejmowania własnych decyzji i wyborów. To jest czas, aby
uczyło się tego wewnętrznego dialogu z sobą, poznawało siebie, kim jest.
W tym czasie nasze dzieci zaczynają smakować konsekwencji własnych
wyborów. Nie zawsze to są smaczne owoce. Ile razy są niezadowoleni
z siebie, ile razy popadają w jakieś dziwne stany, egzaltacje albo doły.
Próbują nowych doświadczeń, szukają podobnych do siebie osób, szukają
miejsc, gdzie dobrze by się czuli. I tu nieoceniona nasza rola. Jaka?
TOWARZYSZENIE.
OBSERWOWANIE,
PODNOSZENIE NA
DUCHU, KONSTRUKTYWNA KRYTYKA, WSPIERANIE, takie
bycie, aby dziecko
czuło się WAŻNE, AKCEPTOWANE,
ROZUMIANE, KOCHANE. W takiej rodzinie nawet jeśli popełni liczne
błędy, porozumiewanie jest możliwe. Zawsze znajdzie się wyjście
i rozwiązanie trudności. Potrzeba ogromnej cierpliwości, wiary w dobre
rozwiązanie problemu.
Jak trudno musi być takiemu dziecku, które nie ma wsparcia rodziców,
tylko wystraszonych ludzi, którzy wiedzą wszystko najlepiej i bez
poświęcenia czasu na spotkanie, ustawiają dziecko po swojemu…
Dzieci wtedy zaczynają uciekać z domu, wchodzą w niebezpieczne
środowiska, uzależniają się od komputerów, od alkoholu, papierosów,
narkotyków, ekstremalnych sportów, pornografii, masturbacji, związków
uczuciowych, nauki, itd.
Co my możemy zrobić? Przede wszystkim rozeznajemy sytuację, staramy
się poznać punkt widzenia dziecka, staramy się rozumieć jego potrzeby
i pragnienia.
ROZMAWIAMY. Słuchamy, słuchamy, słuchamy, zadajemy pytania,
delikatnie i dyskretnie, aby nie wystraszyć, NIE MORALIZUJEMY,
dzieci tego nie znoszą. Zwracamy się zawsze w pierwszej osobie – „ja”,
mówimy raczej o naszych odczuciach i myślach. Stawiamy pytania nie
z pretensjami, ale z chęci rzeczywistego dowiedzenia się. DLACZEGO?
Jeśli dziecko czuje, że jest ważne dla rodziców, będzie chciało z nimi
przebywać, przyjdzie samo na rozmowę.
Restrykcyjne podejście do dziecka, narzucanie mu z góry określonych
przez rodziców wymagań bez dialogu prowadzi najczęściej do wzajemnej
utraty zaufania. Dziecko jest rozdarte pomiędzy tym, co samo czuje
i chce, a tym, co musi spełniać ze względu na rodziców. Jedne dzieci
zaczynają udawać i kłamać, że dalej są posłuszne, a tak naprawdę mają
swój świat, o którym rodzice nie mają pojęcia. Dopiero kiedy wydarza się
coś złego, rodzice są bardzo zaskoczeni: „Jak moje dziecko mogło coś
takiego zrobić”. Naprawdę nie mogą uwierzyć.
Proszę Państwa, nam jest wtedy trudno, ale wyobraźmy sobie, jak fatalnie
musi czuć się dziecko, które zawiodło rodziców i samego siebie. Traci
zaufanie do samego siebie, obniża swoją wartość w swoich oczach, czy
w tej sytuacji zdoła pokonać to rozdarcie? Czy znajdzie w tej sytuacji
w rodzicach przyjaciół, czy jeszcze bardziej się zamknie i zakłamie jeśli
rodzice będą widzieli tylko to, jak strasznie ich skrzywdziło dziecko?
A nie zechcą głębiej zobaczyć problemu, który leży w ich niedojrzałości
osobistej i rodzicielskiej. Możemy zacząć odczuwać, że tracimy dziecko.
Możemy czuć się bezradni, a nawet bać się swojego dziecka.
Najczęściej zauważamy 2 postawy rodziców wobec dziecka, którego się
boją:
1. POSTAWA PODDAŃCZA
Boimy się stawiać dziecku wymagania, boimy się zabronić nawet tego,
co je niszczy, aby nie zostać odrzuconymi przez dziecko. Boimy się
kłótni, boimy się unieść ból dziecka z powodu odmówienia, czasami
wolimy święty spokój, niż trud zmagania się w rozwiązaniu trudnej
sytuacji. Tak zależy nam na tym, żeby nas kochały, że nawet za cenę
fałszu chcemy zachować relację. Pozory jednak, jak się domyślamy,
można utrzymać tylko jakiś czas. W ten sposób hodujemy dziecko tyrana,
które tak naprawdę nie czuje się kochane.
2. POSTAWA WŁADCZA
W tej postawie rodzice boją się, że mogliby utracić kontrolę nad
dzieckiem. Wtedy przyjmują postawę władców. Form władzy jest wiele
od histerii i bezradności np. matki, która w ten sposób wymusza na sobie
uwagę i wszyscy w domu muszą przede wszystkim z nią się liczyć, do
agresywnego ojca, który zawsze ma rację nawet, jak jej nie ma.
Przykłady można mnożyć…..
Spróbujmy podsumować.
Mówiliśmy o trosce wobec siebie.
Mówiliśmy o trosce wobec współmałżonka.
Mówiliśmy o trosce wobec dziecka.
DZIŚ rodzinę pojmujemy jako SYSTEM. Model rodziny jako system
pokazuje, że każda osoba w rodzinie jest elementem całego systemu.
Rodzina jest całością, a całość jest czymś więcej, niż sumą jej części.
Każda osoba jest pod wpływem każdej innej osoby. Każda osoba jest
częścią całości i całość jest w każdej osobie. Z takiego podejścia wynurza
się koncepcja zaburzeń emocjonalnych. To nie osoba jest zaburzona
emocjonalnie, ale cała rodzina. Można by to zobrazować na przykładzie
hologramu. Hologram to fotografia trójwymiarowa, która powstaje
z nachodzenia na siebie wzorów określonego rodzaju promieni
świetlnych. Jeśli przetniemy hologram, każda część będzie zawierała
w sobie obraz całości. Jeśli potniemy go na ćwiartki, to i tak każdy
fragment będzie posiadał obraz całości. Można to też zobrazować na
przykładzie HOSTII. Gdy kapłan Ją łamie, w każdej okruszynie jest cały
Jezus.
Jeśli oddalę się od rodziny, to i tak dalej cała rzeczywistość tej rodziny
będzie istniała wewnątrz mnie.
Problemy z dziećmi są tylko objawem źle funkcjonującej rodziny.
MAŁŻEŃSTWO JEST GŁÓWNYM ELEMENTEM RODZINY.
ZDROWE
MAŁŻEŃSTWO
DECYDUJE
O
ZDROWEJ
RODZINIE.
We wszystkich rodzinach istnieją role. Rolą rodziców jest modelowanie.
Rodzice pokazują:
- jak być mężczyzną i kobietą
- jak być mężem i żoną
- jak być ojcem i matką
- jak trwać w intymnym związku
- jak funkcjonować jako istota ludzka
- jak zakreślać dobre granice między sobą i światem
Podobnie jak pojedyncze osoby - systemy mają swoje potrzeby:
- bezpieczeństwa (jedzenia, ubrania, schronienia)
- zaspokojenia emocjonalnego (czułości, ciepła, dotyku)
- indywidualności (samorealizacji)
- stymulacji (podniecenia, wyzwania, radości)
- jedności (poczucia przynależności, wspólnoty.
Zaspokojenie tych potrzeb tworzy rodzinę silną, zdrową.
Aby rodzina była silna, musi rozwijać mocne strony, a do nich należą:
-miłość
-wzajemne troszczenie się
-zaangażowanie w rodzinie
-komunikacja
-wspólnie spędzany czas ze sobą
-umiejętność zarządzania stresem i kryzysami
-organizacja zajęć
Jak wyglądałaby Wasza rodzina, gdyby zdarzył się cud? Co by się
zmieniło ?Czy możemy to zmienić? Może warto podjąć ten trud.
mgr Maria Danielewska
Download

PRZYJAZNE POROZUMIEWANIE SIĘ