Jacques-Alain Miller
LACAN
Tłumaczenie z ang. z 8 numeru Psychoanalytical Notebooks, Londyn 2002, tekstu, który ujrzał światło dzienne po raz pierwszy
jako suplement do pisma Ornicar? No24, Paryż, 1981.
Urodzony z początkiem XX wieku, J.Lacan nigdy nie musiał machać ręką na honory, ponieważ nigdy
nie był nimi zaszczycony. W kraju, który okazuje tyle szacunku dla wieku i chwały, jest zdumiewające,
że zawsze pozostał figurą kontrowersyjną. Ignorowany przez Akademie, z dala od mediów, prowadził
niepozorne nauczanie w Ecole pratique des hautes etudes; dla Międzynarodowego Towarzystwa
Psychoanalitycznego był egzulantem. A jednak przez interesujący kontrast, nie było w nim niczego
feralnego: po okresie gdy był zarzewiem dwóch rozłamów w środowisku psychoanalitycznym we
Francji /1953,1963/, założył swą własna instytucję, która prosperowała; jego nauczanie, mierzone
cotygodniowymi seminariami odbywającymi się przez wiele lat, przyciągało uwagę niezrównanego
audytorium przez prawie 30 lat, audytorium, które powiększyło się jeszcze przez publikację wyboru
jego pism, Ecrits /1966/; mawiał o sobie, nie bez ważnego powodu, self-made man, którego los i
fortuna była wynikiem psychoanalizy. W ten sposób, w jednym czasie bezkompromisowy i przemożny,
zachował swoją drogę z niezachwianą determinacją, która zyskała mu szacunek i unikalną pozycję
wśród francuskiej inteligencji. Na planie, który do dziś się rozszerza, udało mu się skojarzyć swe
nazwisko z Zygmuntem Freudem.
Lacan nigdy nie nastawiał się na stworzenie nowej psychoanalizy; przeciwnie, od początku usytuował
swe nauczanie pod auspicjami „powrotu do Freuda” pytając się po prostu: w jakich warunkach
psychoanaliza jest możliwa? Tylko i tylko wtedy, gdy odpowiedział, nieświadomość jest
ustrukturowana jak język. Rozwój tej hipotezy aż do jej najbardziej ekstremalnych konsekwencji
ustanawia nauczanie Lacana.
Wspomniana nieświadomość jest nieświadomością freudowską; izomorfizm jej struktury z językiem
jest oczywisty od pierwszych pism Freuda, Interpretacja marzeń sennych, Psychopatologia życia
codziennego, Dowcip i jego związek z nieświadomością. Freud rozszyfrował mechanizmy, które
wyosobnił jako pierwotne, czyli kondensację i przemieszczenie, których prototypami w języku są
metafora i metonimia; raz wydobyte na światło dzienne są trudne do obalenia. To samo odnosi się do
innej oczywistości: psychoanaliza działa tylko wobec symptomów za pomocą mowy. Musimy założyć,
że istnieje wspólna miara miedzy jednym a drugim, albo wycofać się w kierunku magii, która nie
wyjaśnia niczego. Jeśli wierzy się, że libido jest realną energią, buduje się akumulatory takie jakie
budował Wilhelm Reich, albo też manipuluje się ciałem, tylko że wtedy nie jest to już psychoanaliza.
Jak freudowski fortel, innymi słowy proces wolnych skojarzeń, mechanizm leczenia, dotyka realności
symptomu? To jest centralna kwestia, w odniesieniu do której mierzy się wartość teorii
psychoanalitycznej.
Oponuje się, że Freud nigdy nie powiedział, iż nieświadomość jest ustrukturowana jak język; obiekcja
ta nie ma znaczenia, ponieważ łatwo pokazać, że jego odkrycie, eksponowane stopniowo wraz z
realizowaniem się jego implikacji, czerpie swą koherencję wyłącznie z tego aksjomatu. Freud obawiał
się wchłonięcia psychoanalizy przez nauki przyrodnicze; ale właściwie jego metapsychologia nigdy nie
była niczym innym, jak tylko analizą radykalnej struktury języka, logiki znaczącego. Podobnie, jego
tzw. eseje dotyczące psychoanalizy „stosowanej” - Totem i tabu dla przykładu, coraz bardziej dotyczą
funkcji ojca w formie mitu. W najogólniejszej mierze dla Lacana nie istnieje taka rzecz jak teoria
nieświadomości jako takiej; istnieje teoria praktyki analitycznej; strukturą tej praktyki, jak się zakłada,
1
jest nieświadomość; ta konieczność zawsze narzucała się poważnym teoretykom. Dobrze
demonstruje ten fakt to, że tacy teoretycy zawsze przydzielali miejsce dla analityka wewnątrz struktury
nieświadomości.
Lacan wygłasza krytyczne nauczanie i z pewnej perspektywy epistemologiczne. Nakazuje sobie –
publicznie i każdego tygodnia – rozliczać się z własnej praktyki. Nie ma dyskursu, któryby nie uciekał
się do ślepej wiary, zasady autorytetu czy entuzjazmu. Jest to argumentacja, która zagłębia się w
szczegóły i chce być ostentacyjna w obszarze, w którym regułą jest obskurantyzm. Lacan wprowadza
do wydania swych Ecrits odniesienie do Oświecenia; jest on przeciwieństwem portretu, którym inni
go odmalowują.
Jego nauczanie ożywiane jest ideałem prostoty, co pokazuje redukowanie materiału, którego dokonuje
sukcesywnie na słowniku freudowskim; od razu od wprowadzenia, w ograniczonej liczbie, terminów
algebraicznych, które stają się przydatne, jeśli wie się jak ich używać. Nie trzeba być chełpliwym w
jego imieniu, by uznać go za twórcę „francuskiego ogrodu” z dala od galimatiasu literatury
analitycznej.
Dyskurs Lacana przywołuje tak umiejętnie wszelkie retoryczne, homofoniczne zasoby języka,
ilustrując w najczystszej formie tezę, że dyskurs cyrkuluje, że mamy do czynienia z nadrzędnością
znaczącego, logiką bez wątpienia, ale także poetyką. Trudność, jaką doświadcza się w podążaniu za
nim, odnosi się do kontrastu między wielką systematycznością myślenia, która przefasonowała
wszystkie terminy, na których jest oparte, które są wzajemnie powiązane jeden z drugim, a stylem
odkrycia, od razu nagłym i wziętym w nawias, w którym jest on napinany i modulowany. Nie ma co
liczyć na rangę czy głębokość odnośników; słowem, jest to praca, która okazuje się być bardzo
nieprzejrzysta dla pochopnego czytelnika.
Nadto teoria ta charakteryzuje się tym, że ciągle jest w toku i czyni ją żmudną, jeśli chodzi o
uchwycenie jej implikacji i konsekwencji: rozwija się od początków lat 50-tych bez zaoferowania
żadnego oczywistego rozwiązania i, jeśli można rozróżnić jakieś poziomy, przechodzi bezwiednie od
jednego do następnego jak gdyby była mówiona w odcinkach; apodyktyczna i giętka przekształca się
stale bez tracenia wątku w trybie deformacji topologicznej. Korelując schematy, formuły, grafy,
„matemy” zatrzymuje ten ruch ku nicości; Lacan wiele razy mija te same punkty dostarczając kolejno
różnych sposobów odczytywań, które, bywa, są czasami sprzeczne ze sobą.
Wszystko to długo otumaniało francuską scenę intelektualną, urzekając część z niej, a w każdym razie
zabezpieczając ten dyskurs zadziwiającym oporem przed banalizacją, przenikaniem sięgającym poza
zrozumienie. Popularyzacja niektórych jego tematów nie zagraża jego koherencji, która pozostaje w
dużej mierze niedostrzegana.
Na końcu jednego z Ecrits Lacana znajdujemy następujący zestaw liter: T.t.y.e.m.u.p.t. – Tu t’y es mis
un peu tard - Chciałem zabrać się za to trochę później. W rzeczy samej Lacan datuje początek swego
nauczania na 1953 rok, a ściślej, od momentu wygłoszenia swego raportu zatytułowanego Funkcja
mowy i pole języka w psychoanalizie, odrzucając wszystko co go poprzedzało u jego poprzedników.
Wcześniejsze prace to przede wszystkim ta z czasów gdy był on jeszcze psychiatrą, ukoronowaniem
tego była dysertacja doktorska na temat psychozy paranoidalnej /1932/. Jego pierwsza teoria
psychoanalizy, którą rozwinął po wojnie /Propos sur la causalite psychique, 1946/, umiejscawia
wyobrażeniowość jako właściwy wymiar doświadczenia analitycznego; inne Ecrits, bardziej prywatne,
już poświadczają jego zainteresowanie logiką intersubiektywną. Mistrzami, których uznaje są:
Clerambault, psychiatra ten od Infirmerie special ,ale i twórca pojęcia „automatyzm psychiczny”, oraz
Kojeve, na którego seminaria o Heglu uczęszczał.
Był rok 1953, czas pierwszego rozłamu, gdy Lacan wprowadził propozycję, że nieświadomość
ustrukturowana jest jak język, która wraz ze współzależnym rozróżnieniem miedzy realnym,
2
symbolicznym i wyobrażeniowym, pozostaje kamieniem węgielnym jego nauczania. Jego nauczanie
może być podzielone na następujące okresy:
1953-1963. Jego nauczanie przybiera formę seminarium dotyczącego tekstów Freuda: każdego roku
poświecone jest jednemu z pojęć, jednej bądź dwóm pracom Freuda; ważność struktury języka
weryfikowana jest poprzez cały szereg pól zapisanych w dorobku półwiecza doświadczeń; kategoria
uznana za podstawową, czyli symboliczne, poddana zostaje konceptualizacji, wprowadzona jest w
związku z tym nowa algebra; wszystko zmierza do „organonu” opracowanego „w zgodzie z
propedeutyką, która nie konstruuje nowego poziomu, zanim nie zostanie zweryfikowana w dobrze
ugruntowanym charakterze tego, co go poprzedza”.
1964-1975. Biorąc za swój początek drugi rozłam oraz przeniesienie się nauczania Lacana do Ecole
normale superieure i rozpoczynając od Czterech podstawowych pojęć psychoanalizy, kluczowego
seminarium, nastał okres 10 lat, w którym w centrum zainteresowania Lacana są terminy – podmiot
przekreślony {$}, przedmiot małe a, Wielki Inny; problemy ich artykułowania się nakładaja się na siebie
i czasami stają się substytutami problematyki wstępnej doktryny Lacana.
Od 1974 aż do śmierci – budowanie podstaw dyskursu Lacana jako jego przedmiotu, a w
szczególności trójcy, na którą składa się realne-symboliczne-wyobrażeniowe /RSI to tytuł seminarium
Lacana z lat 1974-1975/ i para się jakąś formą „meta-teorii”, czysto znaczącym wymiarem, gdzie
znane znaczenia psychoanalizy więdną po trochu, podczas gdy „węzeł boromejski” służy za odnośnik;
w końcu to realne zajmuje pierwsze miejsce na scenie.
Dyskurs Lacana rozwijał się w zgodzie z nieodpartą logiką wpisaną weń już od samego początku, a
która wydaje się tłumaczyć strukturę na historię. Nie można powiedzieć, by ostatnie wysiłki Lacana /17
maja 1977/ by wprowadzić „nowy znaczący” nie były, choćby przez moment, i w jego własnych
oczach, miarodajne. Ale styl impasu nie jest tym, co uczy nas najmniej.
Od stadium lustra do wielkiego Innego.
„Wszedłem do psychoanalizy z małą miotłą nazywaną stadium lustra.” W rzeczywistości był to
przedmiot jego pierwszego wystąpienia jako psychoanalityka na XIV Międzynarodowym Kongresie w
Marienbadzie /1936/. To, czego ono dotyczy odnosi się do obserwacji zachowania oraz jego
wyjaśnienia przy pomocy psychologii zwierząt, jak również fizjologii człowieka.
Daną wyjściową jest figlarne zainteresowanie dziecka miedzy 6 a 18 miesiącem, jakie okazuje wobec
swego obrazu w lustrze. Wyjaśnienie tego fenomenu odwołuje się do ciężkiego położenia
niemowlęcia, fizjologicznie niedojrzałego; dziecko jest pełne szczęścia gdy rozpoznaje siebie w
lustrzanej formie, całościowość której jest antycypowana w relacji do intra-organicznego dysonansu,
który doświadcza. Ten obraz, choć jego własny, jest jednocześnie obrazem innego; obraz ten bierze
go w niewolę, dziecko identyfikuje się z nim, stad bierze się idea, że wyobrażeniowa alienacja jest
konstytutywna dla ego oraz że rozwój tego drugiego podporządkowany jest identyfikacjom idealnym.
Zasada ta wyjaśnia ambiwalentną agresje człowieka w relacji do jego odpowiednika, który go
zastępuje, wyjaśnia także zasadniczo paranoidalną relację do obiektu, a także histeryczny charakter
jego pragnienia, które jest zawsze „pragnieniem innego.”
Od samego początku takie podejście umieściło Lacana za ścieżce opozycyjnej względem Hartmana,
Krisa i Loewensteina, którzy prawie że opanowali ruch psychoanalityczny po wojnie. Analitycy ci
interpretowali drugą topografię Freuda /system ego-superego-id opracowywany począwszy od roku
1920/ w sposób, który uczynił z ego instancję centralną, nadał mu funkcję syntezy osobowości,
archimedejski punkt podparcia dla analityka, który wzmacnia ego, aby przywrócić pacjenta
3
rzeczywistości.. Ego, za Lacanem, jest przeciwnie, ani unifikujące ani zunifikowane, jest „bibelotem
identyfikacji wyobrażeniowych”, które pojawiają się sukcesywnie w przebiegu leczenia, w „kierowanej
paranoi”.
Jeśli pierwsza teoria Lacana ma swą spójność, to zderza się ona z nastepujacą trudnością: relacja
wyobrażeniowa gnije sama przez się, nie ma innego ujścia niż identyfikacja, a zatem alienacja;
niemniej jednak wszystkie te identyfikacje nie są równoważne, niektóre z nich są normatywne. Termin
imago, który Lacan używa, zagęszcza te trudności: z jednej strony jest to odczuwalny obraz realnych
efektów, które są poświadczone przez etologię; z drugiej strony, jest to zbiór cech, zorganizowanych
lub nawet stanowiących typ. Dwuznaczność zostaje anulowana i nauczanie Lacana zaczyna się od
rozłączenia symboliczności i wyobrażeniowości oraz związanego z tym rozróżnienia miedzy
podmiotem a ego.
Schemat stadium lustra zachowuje wszelako swą wartość, którą jest definiowanie wyobrażeniowości
poprzez ciało; luka, tutaj umiejscowiona organicznie, będzie później dedukowana z logiki znaczącego;
w rzeczy samej, zgodnie z własna terminologią Lacana, jego teoria zawiera pojęcie braku, który
pojawia się na wszystkich poziomach.
Symboliczność jest bardzo złożonym terminem; ten koncept subsumuje zarówno dialektykę, jak i
cybernetykę.
Z miejsca sprawa sprowadzania symbolu do obrazu jest odłożona na bok, nie tak jak w archetypie
jungowskim, symboliczność wciąż ma dwie strony, stronę mowy i stronę języka. Z jednej strony
autentyczna mowa zaprowadzająca pokój, skutkująca pożytecznymi identyfikacjami, które łagodzą
wojującą wyobrażeniowość, mowa mediuje; symptomowi przypisuje się fiasko symbolizacji; leczenie
jest intersubiektywnym procesem, w przebiegu którego podmiot na nowo ustanawia ciągłość swej
historii poprzez retroaktywne nadanie znaczenia tym doświadczeniom, które pozostawały
nieprzeniknione. Z drugiej strony, język dotyczy porządku symbolicznego, diakrytycznego zbioru
oddzielnych elementów, jako tako pozbawionych znaczenia, strukturą, która się artykułuje,
kombinatoryjną i autonomiczną. Z definicji porządek ten nie ma początku, od zawsze tam już jest; jego
nonsens jest czystą nonsensownością nieświadomości.
Nacisk Lacana niezaprzeczalnie przeniósł się z pierwszego na drugi punkt widzenia. Siłą jego jest
opracowanie ogólnego wymiaru: skorygowanie paralelizmu znaczącego i znaczonego postulowanego
przez de Saussure’a; Lacan pokazuje działanie jednego względem drugiego oraz, że to nonsens
powoduje znaczenie: wprowadza koncept „łańcucha znaczącego”, który sam jeden odpowiada za
wielopoziomową determinację, w której widzi, za Freudem, warunek wszelkich tworów
nieświadomych, jak również niezatarte ślady, po których cyrkuluje przymus powtarzania. Przede
wszystkim Lacan czyni z samej symboliczności termin, którego związek z podmiotem ma być
odróżniony od związku wyobrażeniowego między ego a innym, stad bierze się pomysł Innego,
pisanego z dużej litery /wielkiego Innego/.
Lacanowskiemu wielkiemu Innemu nie można przypisać jednego sensu: jest to Inny języka, Inny
dyskursu uniwersalnego. Jest to także Inny prawdy, trzeci termin każdego dialogu, warunek wszelkich
paktów i kontrowersji, Inny dobrej wiary. Jest to wszelako i Inny mowy, podstawowy lokutor, adresat
dyskursu poza rozmówcami. W terminach teorii komunikacji jest to miejsce „kodu”, będące także tym,
w którym przekaz zostaje opracowany, co prowadzi Lacana do przyjęcia formuły: „nadawca otrzymuje
swój własny przekaz od odbiorcy w formie odwróconej”. Jako taki, to jest Inny, którego nieświadomość
jest dyskursem, Inny, który „prowadzi mnie do serca tego, w czym utwierdza się moja tożsamość
siebie”. W końcu
Inny to Inny pragnienia jako nieświadomego, nieprzejrzystego dla podmiotu, który jest tegoż
pragnienia niewolnikiem.
4
Ten Inny jest mniej konceptem niż literą, A, zdolna do wzbudzania i bycia przyczyną znaczeń. Inny
wkracza w teorię na kilku poziomach, ale wszystkie z nich wyróżniają się wymiarem zewnętrzności
oraz funkcją determinującą, jaką zajmują w relacji do podmiotu. W swej istocie jest Inny „Inną sceną”,
anderes Schauspiel, wyrażenie zapożyczone od Fechnera, którym to Freud nazwał miejsce, gdzie
funkcjonuje nieświadomość.
Ta konstrukcja zakłada, że nieświadomość nie stawia oporu: ona powtarza. Opory są usytuowane na
poziomie relacji wyobrażeniowej, między ego a małym innym; taka relacja manifestuje się w zasadzie
poprzez inercję, przysłania relację do Innego, jedyną determinantę podmiotu. Działanie analityczne
funkcjonuje w symboliczności; psychoanalityk trenowany jest by anulować siebie jako ego, aby działać
/interpretować/ z miejsca Innego. W ten sposób dochodzimy do następującego schematu:
/Ecrits,str.53/:
Struktura Lacana i system czterech liter.
Czy Lacan jest strukturalistą? W pierwszym sensie, z pewnością: jego pojęcie struktury pochodzi od
Romana Jacobsona, poprzez Claude Levi-Strauss’a. W drugim znaczeniu, jest strukturalistą, ale
radykalnie: ponieważ psychoanaliza działa na styku między strukturą a podmiotem. W trzecim
znaczeniu, w ogóle nie: struktura strukturalistów jest spójna i kompletna, podczas gdy struktura
lacanowska jest antynomiczna i zdekompletowana. Pierwszy aspekt jest dobrze znany; dwa inne
mniej.
Lacanowski podmiot nie jest tam od samego początku: to, co tam jest od początku to Inny. Stad
kwestia: w jaki sposób podmiot zostaje ustanowiony w miejscu Innego, który go poprzedza?
Odpowiedzi na tę kwestię są doskonale opracowane, a Lacan przez cały czas coraz bardziej je
logicyzował. Są one opracowywane na kilku planach. Pierwszy, doświadczenie analityczne jest, samo
w sobie, procesem, poprzez który podmiot, najpierw niezdeterminowany pod masą znaczących –
freudowskie Es – musi zabyciować. To sposób w jakim Lacan interpretuje sławne słowa Freuda Wo
Es war, soll Ich werden. Drugi, najmniejszy twór nieświadomości dokumentuje wyłonienie się
podmiotu nieświadomości w tym samym czasie, w którym go wymazuje. Trzecie, podmiot jest tym,
co wyłania się z życia poprzez działanie języka.
Struktura Lacana nie jest niewidzialną mocą, która działa niedostrzegalnie jak „ukryta ręka” Adama
Smith’a. Opanowuje istotę żywą, która mówi, ujarzmia ją, fragmentuje poprzez efekty znaczących –
jak to się dzieje w histerii – dewitalizuje ją, umartwia; oddziela ciało od jego jouissance. W ten sposób
5
podlega wyjaśnieniu freudowski popęd, który odróżniany jest od wszystkich impulsów instynktualnych,
zarówno przez swa stałość, jak i gramatykę, której podlega. To także wyjaśnia utratę, funkcję
konstytutywną obiektu, którą Freud posługiwał się w swej teorii faz.
Potrzeby istoty żyjącej są u człowieka przeobrażone przez fakt, ze muszą być one sformułowane w
domaganiu Innego. Z grubsza mówiąc, znaczący podstawia się za nie, ponieważ domaganie
kierowane do Innego ma tendencję do przekształcania się w czyste domaganie się odpowiedzi,
domaganie miłości. Na podstawie znaczącego „omnipotentnego Innego” zachodzi pierwotna
identyfikacja podmiotu. Rozdarcie miedzy potrzebą a miłością odpowiada za to, co Freud odkrył w
śnie pod nazwą Wunsch, „życzenie”, które jest pragnieniem.
Pragnienie freudowskie nie jest funkcja życiową; jest unikalne, ekscentryczne, niezniszczalne,
absolutne i z istoty swej nie usatysfakcjonowane, sięga dalej niż cała psychologia. Zostaje złapane w
nieskończone ślizganie się w łańcuchu znaczącym, do takiego stopnia, że Lacan identyfikuje to jako
czysty związek znaczącego ze znaczącym /”metonimiczna struktura pragnienia”/. Stało się to jedną z
najpopularniejszych tez lacanowskich: analityk nie reaguje na domagania; on interpretuje to co poza
nim, na poziomie pragnienia. Pragnienie nie daje się dostosować, jest nieredukowalne, nie jest
podatne na pedagogikę, a jedynie na etykę: „Nie rezygnuj ze swego pragnienia”. To nie oznacza
„uwolnij pragnienie” – to nie jest ideologia lacanowska; ona zakłada pragnienie, które jest
nieskończone, różnorodne, plastyczne i z chwilą, gdy przezwyciężone zostaje wyparcie, zapewnia
nadmiar. Freudowskie pragnienie z drugiej strony, nie jest awersem prawa, ale tą sama rzeczą; jego
formy są ograniczone w liczbie, a jego funkcja jest zaindeksowana brakiem.
Ten brak, z jednej strony, jest efektem struktury; ale, z drugiej, ta ostatnia musi go obejmować. To tu
struktura opracowywana przez Lacana różni się od tej strukturalistów: jedna z nich jest cała, druga
„nie cała”. Różnicowa definicja znaczącego de Saussure’a /w zgodzie z którą znaczący przedstawia
siebie przeciwstawiając się sobie/ implikuje bez wątpienia synchroniczną kompletność zbioru
znaczących, ale także to, że każdy łańcuch natyka się na swój ostatni znaczący, który musi być
przeniesiony na sama baterię znaczących w formie braku, tzn. w formie dodatkowego znaczącego,
który ją reprezentuje. Znaczący braku w Innym, S{Aprzekreślone}, jest kluczowym punktem logiki
znaczącego; w pewnym sensie jest to matryca właściwie wszystkich lacanowskich terminów;
podstawowe figury topologiczne, łańcuchy i węzły, pokazują różnorodność, do której znajduje
zastosowanie dziura.
Teorię Lacana można zawrzeć w systemie czterech liter, rezultat długiej pracy konstrukcyjnej. S1, S2,
ogranicza łańcuch znaczących, artykulacja którego redukowalna jest do shierarchizowanej pary
składającej się z jedynkowego znaczącego oraz dwójkowego znaczącego; $ oznacza podmiot, który
jest efektem tej artykulacji; {a}, przedmiot, który jest jej produktem.
Nie musimy brać podmiotu nieświadomości za indiwiduum, który ma realne podstawy w ciele, ani za
jego subiektywność, która jest wyobrażeniowa.. Podmiot, o którym mowa jest ukonstytuowany przez
parę znaczącą; jest on, jeśli chce się tak to podkreślić, interwałem, cięciem. Jako taka, kreska
pionowa, która przecina S wskazuje, że jest to ekwiwalent brakującego znaczącego; nie jest on bytem,
jeśli byt oznacza byciem jednym, jak utrzymuje Leibniz; jako brak-w-byciu/pragnienie-do-bycia
/Manque-a-etre/, podmiot nie przestrzega reguły tożsamości; oto dlaczego jest on, zgodnie z teorią
freudowską, podmiotem identyfikującym /sujet a s’identifier/. S1 określa dokładnie znaczącego, który
bierze w posiadanie podmiot, ale który reprezentuje go tylko w artykulacji z S2; stad formuła,
odróżniająca go od definicji Pierce’a: „znaczący reprezentuje podmiot dla innego znaczącego”. Ten
podmiot w żaden sposób nie należy do sfery psychicznej. Można w nim nawet rozpoznać czysty
podmiot nauki, taki, jaki wyłania się w pismach Kartezjusza, jako „terminalna i ulotna” pozostałość
operacji wypatroszenia reprezentacji. Lacan nigdy nie zaprzestał udoskonalania koncepcji podmiotu,
budując ją na paradoksach oferowanych przez teorię zbiorów.
6
Jego koncepcja przedmiotu „małe a”, przeszła podobnie powolną ewolucję. Najpierw wyizolowany w
swej funkcji wyobrażeniowej w relacji do „małego innego”, przedmiot „małe a” zostaje wpisany jako
uzupełnienie przekreślonego podmiotu w lacanowskiej formule fantazmatu {$<>a}, gdzie wektor
pragnienia zatrzymuje się, i który to fantazmat ustanawia odbitkę całej rzeczywistości. To dopiero
później jest on rozpoznawany w swym statusie realnym, w momencie, gdy termin ten nabiera sensu
przeciwstawnego do rzeczywistości, która pozostaje fantazmatyczna.
Z początku realnością nazywa się to, co jest na zewnątrz doświadczenia analitycznego, ale poprzez
przekształcenie, które jest równie topologiczne jak i dialektyczne, stale ujawnia się w jego centrum.
Jest to wymiar tego, co nie ślizga się w grze znaczącego, ani też nie zmetamorfizuje jak obraz, lecz
„zawsze powraca na to samo miejsce” – jak gwiazdy i traumy. Wyobrażeniowość, jak wskazuje w
ostateczności psychoanaliza, jest posłuszna symboliczności, realność natomiast opiera się, jest
zawalidrogą: „realność jest niemożliwa”. Nie jest wszystkim: są tylko „kawałki realnego”.
Przedmiot psychoanalizy jest z tego porządku. Jego prototypem jest obiekt nazywany
„pregenitalnym” /pierś, kał/, obiekt utracony, oddzielony, który kastracja useryjnia. Jest on tym, co
Lacan styuuje jako przedmiot „małe a” w miejscu pozostałości, odpadem operacji naznaczania.
Eleganckie rozwiązanie, które pozwala odkryć w klinice dwa obiekty, niezauważone przez Freuda,
spojrzenie i głos, oraz jeszcze jeden, który koryguje ideę, zgodnie z którą pragnienie celuje w obiekt,
podczas gdy jest on tym, co je powoduje /fetyszyzm świadczy o tym doskonale/. Lacan używa
topologii mitry, która łączy dwa heterogeniczne elementy, wstęgę Mobiusa oraz część sfery, aby
wyartykułować $ i {a}.
Cała ta konstrukcja podsumowana jest schematem, który Lacan nazwał „dyskursem mistrza” /od
znaczącego-mistrza, S1/:
S1
$
→
S2
a
i z którego otrzymuje przez rotację terminów, lecz bez permutacji, trzy inne podstawowe dyskursy.
Dyskurs, podstawa więzi społecznej, osadzony jest na fakcie, ze „nie istnieje związek seksualny”. Jest
to, można by powiedzieć, dyszkant nieświadomości: jeśli obie płcie uzupełniają się w życiu, to nic tego
nie wyjaśnia w Innym znaczącego, za wyjątkiem konotacji fallicznej, wyodrębnionej przez Freuda,
która brak ten uzupełnia; stad biorą się „formuły seksuacji” /1972/,, które rozróżniają płcie, poprzez
sposób, w jakim podmiot, jako zmienna, wpisuje się w funkcję /w logicznym sensie/ fallusa {Φx}.
Co się tyczy Lacana, nie zajmowałem się w tym wystąpieniu zarówno kliniką, lub innymi słowy
„realność jest niemożliwa do zdzierżenia”, jak i doktryną przeniesienia, która w swym finalnym
sformułowaniu, dymisjonuje analityka z miejsca Innego, aby przyswoił on, w kuracji, miejsce
przedmiotu „małe a”. Czy psychoanaliza jest możliwa, czy też nie? Lacan, jak Freud,wprawia nas w
zakłopotanie raczej optując za odpowiedzią negatywną, ale to tylko czyni analizę bardziej realną.
Nawet gdyby nie służyła żadnej funkcji, to nadal zachowywać będzie wszystkie jej nadzieje, ponieważ
pozostawia je tam, gdzie „pragnie pustynia”, nadzieje do praktykowania jouissance – przynajmniej w
tym, co jest takim sobie gadaniem.
Tłumaczenie z języka angielskiego: Krzysztof Pawlak
7
Download

Jacques-Alain Miller LACAN Urodzony z początkiem XX