W NUMERZE :
Z cyklu: „Czego o mnie
nie wiecie”
- Kiedyś próbowałem
rozmawiać ze swoim psem,
ale pomimo moich bardzo
usilnych starań, nie odezwał
się do mnie. - Zapraszamy
do przeczytania świątecznego
wywiadu z Wicedyrektorem
Panem Pawłem Bareją.
Str. 2
Wywiad z nowym
prezydentem szkoły
Maćkiem Borkowskim
Jestem osobą, która ciągle
dąży do wyznaczonego
przez siebie celu. Nie lubię
kłamstwa. Zawsze wolę
poznać najgorszą prawdę niż
wyssane z palca
oszukaństwa…
Str. 3
Tradycje Bożonarodzeniowe
w innych krajach.
Przy każdym talerzu pod
obrusem układa się czosnek,
w celu odpędzenia złych
duchów (Nigdy nie wkłada
się cebuli. Nigdy! Widział
ktoś kiedyś w komercyjnych
amerykańskich filmach
wampirów uciekających
przed cebulą?! Nie, i tego się
trzymajmy).
Str. 4
Nie chcę być jedną z
tysiąca marionetek!
Czasami dochodzę do
wniosku, że obecny świat
zachorował na pewnego
rodzaju chorobę zakaźną, na
którą nie wynaleziono
jeszcze leku. Przeraża mnie
jego jednolitość i prostota...
Str. 6
Aby Święta były wyjątkowym czasem w roku,
by choinka w każdych oczach zalśniła blaskiem,
by kolacja wigilijna wniosła w serca spokój,
a radość pojawiała się z każdym nowym brzaskiem.
By prezenty ucieszyły każde smutne oczy,
by spokojna przerwa ukoiła złość,
by Sylwester zapewnił szampańską zabawę,
a kolędowych śpiewów nie było dość!
Tego wszystkim pracownikom szkoły i uczniom życzy
Redakcja „Gazety Królewskiej”
LUDZIE Z PASJĄ
Gazeta Królewska nr XV
Z CYKLU: „CZEGO O MNIE NIE WIECIE?”
JOANNA ZAWADZKA, NATALIA GRYCZEWSKA - PAN WICEDYREKTOR PAWEŁ BAREJA I JEGO ŚWIĄTECZNE WYZNANIA
- Jaki świąteczny prezent zapadł Panu najbardziej w pamięć?
Najbardziej oryginalny prezent sprawił mi mój starszy syn. Zdarzyło się to kilkanaście lat temu w Wigilię. Chłopiec bawił się na dywanie
zabawkami, gdy nagle wstał i zaczął chodzić. Ogromnie mnie zaskoczył, ponieważ były to jego pierwsze kroki. Miał wtedy 9 miesięcy.
Wcześniej nie przejawiał żadnego zainteresowania chodzeniem, tylko raczkował. A od tamtej pory, po prostu chodzi.
- Czy przedświąteczne zakupy sprawiają Panu przyjemność?
Zakupy nie sprawiają mi przyjemności, ponieważ nie lubię chodzić do sklepów.
Ideałem są dla mnie miejsca, gdzie mogę wejść i wszystko kupić. Oczywiście takich
jest bardzo mało. Nie lubię tłoku przedświątecznego, gonitwy po zakupy, niemniej
jednak, bardzo lubię obdarowywać najbliższych prezentami.
- Najśmieszniejsza sytuacja świąteczna, która zapadła Panu w pamięć?
Wigilię spędzamy zarówno u moich rodziców, jak i teściów. W związku z tym robimy
prezenty dla jednej i dla drugiej rodziny. Kiedyś żona wszystkie podarunki zapakowała
w jednakowy papier. Nie podpisywała ich, tylko umieszczała karteczki - bileciki. W
samochodzie, w bagażniku, kartki się poobrywały. Prezenty pod choinkę musieliśmy
położyć ukradkiem, ponieważ dzieci wierzyły jeszcze w świętego Mikołaja. Okazało
się jednak, że nie wiemy, dla kogo mają być poszczególne podarunki, trzeba więc było
bardzo szybko je podpisać. Problemem było to, że pakunki miały podobną wielkość, a
czasu nie starczyłoby na ich powtórne rozpakowanie i zapakowanie. W końcu, trochę
intuicyjnie, trochę po kształcie, udało nam się prawidłowo je zaadresować. I wszystko
zakończyło się szczęśliwie.
- Czego nie może zabraknąć podczas Bożego Narodzenia?
Nie wyobrażam sobie Bożego Narodzenia bez najbliższych, bez choinki. Myślę, że
święta w samotności byłyby dla mnie bardzo trudne.
- Czy jako dziecko chodził Pan jako kolędnik z gwiazdą albo robił własnoręcznie ozdoby na choinkę?
Ozdób na choinkę nie robiłem, może tylko dwa razy łańcuch z wycinanek. Jako kolędnik chodziłem parę razy. Na początku rodzice podpuścili
mnie i moich kolegów do kolędowania wśród sąsiadów. Sam pomysł okazał się fajny, bo dostawaliśmy słodycze i owoce. Od tamtej pory
chodziliśmy jeszcze przez dwa lata. Później już nam się to oczywiście znudziło, bo datki były coraz mniejsze i stało się to dla nas mało opłacalne.
- Co najbardziej zapadło Panu w pamięć ze świąt z czasów dzieciństwa?
Przede wszystkim jako dziecko bardziej oczekuje się świąt. Wydawały mi się one dłuższe, ze względu na to, że dzieci nie uczestniczą tak do
końca we wszystkich przygotowaniach. Nie zajmują się kupowaniem prezentów, całą tą otoczką, odbierają natomiast atmosferę świąt. Ja z
domu pamiętam różne zapachy przygotowanych potraw. Pamiętam emocje przy oczekiwaniu na świętego Mikołaja, przycinaniu wraz z ojcem
choinki, ustawianiu jej na stojak, a potem jej ubieraniu.
- Dzieci wierzą, że w Wigilię zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Czy próbował Pan porozumieć się kiedyś z jakimś zwierzęciem w
tę wyjątkową noc?
Oczywiście. W dzieciństwie rodzice mówili mi, że trzeba być grzecznym, bo w noc wigilijną zwierzęta wszystko opowiedzą rodzicom, nawet jak
rodzice nie widzieli wszystkich zachowań. Prawie się na to nabrałem. Kiedyś próbowałem rozmawiać ze swoim psem, ale pomimo moich bardzo
usilnych starań, nie odezwał się do mnie. W związku z tym stwierdziłem, że jest to po prostu bzdura.
- Czy dostał Pan kiedyś rózgę? k\
Nigdy nie dostałem rózgi. Natomiast pamiętam prezenty, które zrobiły na mnie duże wrażenie. Jako dziecko, miałem wtedy kilka lat, dostałem
swój pierwszy samolot do sklejania. Niesamowite przeżycie. Zacząłem sklejać samolot z ojcem, ponieważ samemu mi to nie szło - i chyba
usnąłem przy tym sklejaniu. Rano, gdy się obudziłem, samolot był dokończony.
- Czy oczekiwał Pan kiedykolwiek świętego Mikołaja schowany pod stołem?
Pod stołem akurat nie, ale oczekiwałem. Wierzyłem w św. Mikołaja. Rodzice zawsze mówili mi, żeby wypatrywać przez okno, gdzie idzie święty,
bo już na pewno jest w pobliżu i oczywiście wmawiali mi, że już go widzieli. Pamiętam jedne takie święta, kiedy biegałem od okna do okna,
ponieważ ciągle mi mówili, że Mikołaj jest z innej strony. Mieli ze mnie straszny ubaw. Oczywiście żadnego świętego Mikołaja nie zauważyłem.
Gdy mi się znudziło bieganie, spojrzałem w kierunku choinki, a tam już leżały prezenty. Gdy po świętach zacząłem sobie to wszystko układać w
głowie, to stwierdziłem, że jednak jest to niemożliwe, aby istniał święty Mikołaj. Za duże było zamieszanie w domu. Uznałem, że to chyba
rodzice kupują prezenty. Moje spostrzeżenia potwierdzili koledzy. Doszedłem do wniosku, że rodzice po prostu nas oszukują.
- Co chciałby Pan powiedzieć wszystkim pracownikom i uczniom z okazji Świąt Bożego Narodzenia?
Życzę spełnienia najskrytszych marzeń, zdrowia, wielu prezentów, a trzecioklasistom w nowym roku życzę bardzo wysokich wyników z
egzaminu maturalnego i zadowolenia z wyboru kierunków studiów. Wszystkiego najlepszego!
STRONA 2
Z ŻYCIA SZKOŁY
Gazeta Królewska nr XV
SYLWIA ZADROŻNA - WYWIAD Z PREZYDENTEM SZKOŁY MAĆKIEM BORKOWSKIM
Sylwia Zadrożna: Na początku chciałabym Ci pogratulować zwycięstwa w wyborach.
Maciej Borkowski: Dziękuję bardzo. Chciałbym również podziękować wszystkim, którzy oddali na mnie swoje głosy w wyborach, ponieważ nie
miałem dotąd okazji tego zrobić. Dziękuję również wszystkim swoim znajomym za wsparcie oraz pomoc, którą mi okazali w czasie wyborów.
S.Z.: Kim jest nowy prezydent naszej szkoły?
M.B.: Jestem osobą, która ciągle dąży do wyznaczonego przez siebie celu. Nie lubię kłamstwa.
Zawsze wolę poznać najgorszą prawdę niż wyssane z palca oszukaństwa. Uwielbiam spędzać
każdą wolną chwilę ze swoimi przyjaciółmi i wiem, że zawsze mogę liczyć na ich wsparcie. Bardzo
ważna jest dla mnie moja rodzina. Nie wyobrażam sobie bez nich swojego życia. Jestem na ogół
osobą otwartą, która zanim coś powie, woli wysłuchać zdania innych. Przyznam się szczerze, że
zdarza mi się również często z kimś pokłócić i obrazić się na kogoś. Jednak szybko mi przechodzi i
od razu przepraszam tę osobę za złe słowa, które rzuciłem na jej temat - i co najważniejsze,
zawsze potrafię wybaczyć. Wszyscy mówią mi również, że jestem dobrym organizatorem. Bo jeżeli
już się za coś biorę, to robię to do samego końca.
S.Z.: Jakie masz hobby?
M.B.: Jako takiego hobby nie mam. Jak byłem młodszy, lubiłem zbierać znaczki i stare monety.
Teraz nie mam na to po prostu czasu. Lubię też organizować różne akcje i to właśnie pochłania mi
bardzo wiele czasu. Jednak, kiedy znajdę jakąś wolną chwilę, to staram się ją spędzać z
przyjaciółmi i rodziną. Nie wyobrażam sobie swojego życia bez muzyki, która towarzyszy mi prawie
cały czas.
S.Z.: Czy fakt, że podjąłeś się sprawowania funkcji prezydenta Królówki ma jakiś związek z wyborem Twojego przyszłego zawodu?
Mógłbyś nam zdradzić, co planujesz?
M.B.: Do końca nie mam sprecyzowanego pomysłu na swoją przyszłość. Na razie na pierwszym miejscu są studia dziennikarstwa telewizyjnego
i praca w TV. Nie wiem czy uda mi się spełnić to marzenie. Klika tygodni temu miałem swój debiut telewizyjny, przed którym powiedziałem
sobie, że jeżeli mi się spodoba, to dalej będę próbował swoich sił w tej branży. No i muszę zdradzić, że bardzo mi się podobało. Po programie
co prawda dostałem kilka ciekawych propozycji, ale niestety nie mogę z nich skorzystać. Jeżeli nie wyjdzie z telewizją, to mam też plan B, ale
tego wam nie zdradzę  A czy funkcja prezydenta szkoły ma jakiś związek z wyborem mojego zawodu? Myślę, że tak, ponieważ da mi ona na
przykład szansę nabrania doświadczenia w występowaniu przed ludźmi.
S.Z.: Co zamierzasz zmienić w naszej szkole za swojej kadencji?
M.B.: W chwili obecnej powstaje program SU na bieżący rok szkolny. Jest wiele rzeczy, które chciałbym zmienić w szkole, ale nie wiem czy na
wszystkie dyrekcja wyrazi zgodę. Mogę zdradzić, że mam w planach podjęcie współpracy z przewodniczącymi innych szkół w celu
organizowania wspólnych przedsięwzięć. Jako nowy prezydent powołałem sekcję organizacyjną, która będzie pomagała w przygotowywaniu
szkolnych imprez. W grudniu ogłosimy konkurs na najładniejszy stroik świąteczny. Na przełomie marca i kwietnia mam w planach nagranie
lipdub’a promującego naszą szkołę w czasie, kiedy uczniowie gimnazjów będą mieli rekrutację. Powróci również poczta walentynkowa.
Włączymy się w zbiórkę pieniędzy na WOŚP. Ponadto jako samorząd będziemy organizowali różne konkursy. W czasie wiosennej kampanii
chciałbym zaprosić do szkoły kilka znanych osobistości. Wszystko jest jeszcze planowane, dlatego proszę Was, abyście trzymali kciuki, żeby
wszystkie obietnice udało nam się zrealizować i żebyście byli zadowoleni z naszej współpracy.
S.Z.: A co z dyskotekami?
M.B.: Myślałem o tym, aby zorganizować dyskoteki dla uczniów szkoły. Niestety, muszę wszystkich rozczarować, ale przez kilka najbliższych lat
dyrekcja nie wyrazi zgody na organizowanie dyskotek na sali gimnastycznej.
JOANNA ZAWADZKA - O KONCERCIE CHOPINOWSKIM SŁÓW KILKA…
Było to wydarzenie, jakich brakuje w naszej szkole - ciekawe i kształcące.
3 grudnia mieliśmy okazję wysłuchać koncertu Chopinowskiego zorganizowanego przez p. Annę Pawlik i
p. Wicedyrektor Sylwię Lubelską. To muzyczne wydarzenie, na które tak długo czekaliśmy, udało się
pomyślnie zrealizować.
Swoim występem zaszczycił nas Jakub Koterba - przyszłość polskiej pianistyki. Mogliśmy także podziwiać
Agatę Kobylińską grającą na pianinie, Natalię Sisik i Monikę Kieliszek, które swym głosem wprawiły
publiczność w zachwyt oraz wysłuchać utworu Cypriana Kamila Norwida „Fortepian Chopina” wyrecytowanego
przez Michała Szramę. Koncert poprowadzili Diana Nowogródzka i Kuba Badurka. Było to wydarzenie, jakich
brakuje w naszej szkole - ciekawe i kształcące. Chcemy takich więcej!
GRAFIKA: Mirosław Zdrodowski
STRONA 3
ŚWIĘTA W INNYCH KULTURACH
Gazeta Królewska nr XV
DANIEL MNICH - O TRADYCJI BOŻONARODZENIOWEJ W INNYCH KRAJACH
Święta. To wspaniały czas, kiedy możemy obejrzeć po raz kolejny film o chłopczyku, który zostaje sam w domu, słynną reklamę
brązowego napoju oraz czas otwierania prezentów. Nie zapominajmy o najważniejszym aspekcie świąt, którym jest zapach
mandarynek unoszący się w powietrzu. Oczywiście jest też łączenie się rodzin w Wigilię, wspólna modlitwa, idea narodzenia Jezusa,
który jest Mesjaszem i wybawi nas od grzechów przez swoją śmierć… Ale i tak wszyscy wiedzą, że chodzi głównie o mandarynki.
Z bardzo istotnej i jakże ważnej przyczyny, której jak na razie nie wymyśliłem, chcę napisać jak wyglądają święta w innych krajach.
Christmas, jest to słowo znane wszystkim, chyba... Pochodzi ono z języka staroangielskiego i oznacza mszę Chrystusa. Każdy Anglik jest
sztywniakiem - taki stereotyp ukształtował się w umysłach ludzi i koniec, już się
tego nie da zmienić. Jak gdyby na potwierdzenie tego Święta Bożego
Czy zm nieniłbyś coś w polskiej tradycji
Narodzenia w Anglii są nieco krótsze niż w Polsce (pewnie specjalnie, żeby mieli
w igilijnej?
więcej czasu na pracę i za bardzo nie odbiegli od codziennej rutyny), zaczynają
się 25 grudnia. W tym kraju nie obchodzi się Wigilii jak w Polsce. Następny dzień
(26 grudnia) to tzw. Boxing Day. Też się zdziwiłem, że nie ma to nic wspólnego z
facetami skaczącymi w bokserkach i okładającymi się nawzajem pięściami w
rękawicach, natomiast jest to dzień pudełka (box = pudełko). Ten zwyczaj
tak
wywodzi się jeszcze z okresu średniowiecza, kiedy to Kościół rozdawał ludziom
nie
ubogim pieniądze pochodzące właśnie ze skarbonek. Do dnia dzisiejszego
praktykuje się zwyczaj przekazywania drobnych pieniędzy osobom
odwiedzającym angielskie domy. Prezenty wkładane są do specjalnych, dużych
skarpet - przez Świętego Mikołaja rzecz jasna. Czasami Anglicy mają w zwyczaju
zostawiać kieliszek alkoholu w podzięce dla Mikołaja (po tych słowach widzę uśmiech na twarzy każdego czytelnika z chromosomami XY i czuję
u nich nagłą chęć zostania Mikołajem na służbie u królowej) i marchewkę dla renifera (to już chyba trochę mniej atrakcyjne).
W Boże Narodzenie w Anglii świąteczne stoły wyglądają inaczej niż w Polsce. Przede wszystkim posiłki są spożywane w koronach
wykonanych z papieru. Anglicy twierdzą, że jest to symbol nawiązujący do Trzech Króli, jednak według mojej skromnej osoby są oni po prostu
zbyt leniwi, żeby pozmywać po sobie. W przeciwieństwie do naszej Wigilii, Anglicy spożywają główny posiłek w okolicach godziny dwunastej
albo krótko po niej. Tradycyjnym posiłkiem, odpowiednikiem naszego karpia, jest indyk nadziewany różnymi warzywami (no cóż, my
przynajmniej nie pastwimy się nad martwym karpiem, wpychając mu przez otwór warzywa). Towarzyszą mu również inne potrawy, takie jak
zawijane kiełbasy w boczek, etc. Na deser podawany jest słynny pudding, który jest polewany budyniem albo brandy. Tradycyjnie w tym drugim
przypadku alkohol jest podpalany, a ogień ma odstraszać nieszczęścia (płoń święty ogniu!). Tradycja nakazuje, iż pudding powinien być
wykonany z trzynastu składników. Ma on symbolizować Jezusa Chrystusa i dwunastu apostołów. Oprócz puddingu podaje się również babeczki
nadziewane bakaliami i inne smakołyki.
Boże Narodzenie w Niemczech to jedno z najważniejszych i najbardziej rodzinnych świąt w roku. Przygotowania do nich zaczynają się
cztery tygodnie wcześniej, bo to po prostu taki
pedantyczny, punktualny i lubiący pracę naród jest kto
normalny
sprząta
z
miesięcznym
wyprzedzeniem?! W większości domów znajdują się
tak zwane adwentowe wianki zrobione z gałązek
jodły lub świerku (czekajcie, niech tylko Green Peace
się o tym dowie) przystrojone fioletowymi wstążkami
i czterema świeczkami. Zieleń jodły symbolizuje
nadzieję (hm… o ile mi wiadomo zieleń
symbolizowała, symbolizuje i będzie symbolizować
dolary, czyli pieniądze!), fiolet - refleksje nad
przeszłością, a świeczki - światło. W każdą niedzielę
zapala się jedną świecę, kiedy palą się wszystkie
cztery, oznacza to, że przyszło Boże Narodzenie.
Kolejnym zwyczajem, mało znanym w Polsce, jest
umieszczanie w oknach światełek, kolorowych
gwiazdek i różnych figurek z papieru. Najlepiej, kiedy
światełka świecą z taką mocą, żeby sąsiedzi z
naprzeciwka mogli je podziwiać w pełni okazałości,
oczywiście przez całą noc ma się rozumieć. Od pierwszego dnia adwentu w każdym domu znajduje się kalendarz adwentowy w kształcie
domku z dwudziestoma czterema okienkami, największą radość mają z tego dzieci, każdego dnia adwentu mogą otworzyć jedno okienko i
wyciągnąć z niego niespodziankę. Najczęściej są to słodycze. W wielu rodzinach niemieckich, gospodynie domowe same przygotowują takie
kalendarze dla swoich pociech.
STRONA 4
ŚWIĘTA W INNYCH KULTURACH
Gazeta Królewska nr XV
Choinka w domach pojawia się nawet na kilka tygodni przed Wigilią, co jeszcze 20 lat wcześniej
byłoby nie do pomyślenia i zostałoby uznane za naruszenie tradycji. Może niewiele osób wie, ale to
właśnie z Niemiec wywodzi się zwyczaj strojenia choinki. Drzewko bożonarodzeniowe pojawiło się
najpierw na przełomie XV i XVI wieku w Nadrenii. Świerk miał symbolizować drzewko życia, które
stało się dostępne dla ludzi w momencie narodzin Jezusa. W większości niemieckich domów
22 grudnia - 2 stycznia (fanfary) to
znajdziemy także drewniany żłóbek - malutki model stajenki, w jakiej narodził się Chrystus. Inną
wyjątkowo piękny okres dla każdego
tradycją niemieckich świąt jest pieczenie imbirowych ciasteczek (tzw. Plätzchen), mających kształt
ucznia i nauczyciela. Jest to, bowiem
ludzików (co się może kojarzyć z kanibalizmem, ale nie musi).
czas przerwy świątecznej. Czas,
Wigilia na Ukrainie nazywana jest
kiedy my - uczniowie mamy okazję
„Swiatyj Weczir" (Святий Вечір),
wypocząć (maturzyści powinni się
Czy będziesz oglądać w te święta Kevina po
raz kolejny?
uczyć!), a nauczyciele mogą
świętuje się ją 6 stycznia. Obchodzona
posprawdzać
nasze
wypociny
jest podobnie jak w Polsce. Pod stół
(klasówki, kartkówki i masę innych
wigilijny wkłada się siano, które ma się
papierów). Wszyscy kochamy ten
tam znajdować aż do święta Jordan.
piękny okres świąteczny!
Nie jest to już jakoś bardzo popularne
23%
teraz, szczerze mówiąc, moim
3 stycznia to czas bolesny, ponieważ
nie
subiektywnym zdaniem, to lekka
trzeba się rozstać z kołderką,
77%
tak
przesada z tym sianem, rozumiem, iż
spaniem do 10 i ruszyć do szkoły. Ale
tradycja to rzecz święta, ale to nie
spokojnie! Nie puszczą nas od razu
na głęboką wodę pełną krwiożerczych
znaczy, że jeżeli będziemy jeść na
klasówek, wypracowań i matur! Bo…
sianie jedynie za pomocą palców, to
6 stycznia jest święto Trzech Króli jakoś specjalnie zbliżymy się do Boga.
czyli dzień wolny od szkoły. Można
Wieczerzę rozpoczyna się wraz z ukazaniem się pierwszej gwiazdy (co może być czasami upierdliwe,
będzie pospać trochę dłużej 
szczególnie, gdy się nie jadło przez pól dnia), modlitwą, następnie głowa domu składa życzenia
wszystkim gościom, dzieląc się z nimi prosforą - specjalnym chlebkiem poświęconym w cerkwi oraz
8 stycznia odbędzie się długo
kutią (w misce z kutią jest tyle łyżek, ile ludzi przy stole + 1 dla głodnego gościa). Podczas wieczerzy
wyczekiwana studniówka (w końcu
na stole znajduje się 12 potraw (a przynajmniej powinno znajdować się 12, lecz taki piękny zwyczaj,
nie codziennie można obejrzeć ponad
który brzmi „zrobić lepiej niż sąsiad” nakazuje zrobić jak najwięcej potraw się tylko da), między innymi
dwugodzinnego poloneza!) A po
wielkim balu - ostro do roboty. Już za
pierogi z kapustą i z ziemniakami, sos grzybowy, ryba, kompot z suszonych owoców, barszcz. Jednak
sto dni matura!
najważniejszym daniem jest kutia. Przyrządza się ją zwykle z gotowanych
ziaren pszenicy lub jęczmienia (wyjątkiem jest południe Ukrainy, gdzie robi się ją z ryżu) z dodatkiem
18 i 19 stycznia w naszej szkole
miodu, maku i bakalii. Na deser podaje się ciasto i pączki.
będzie można wysłuchać koncertu
Przy każdym talerzu pod obrusem układa się czosnek, w celu odpędzenia złych duchów (Nigdy
wybuchów radości (mam nadzieję, że
nie wkłada się cebuli. Nigdy! Widział ktoś kiedyś w komercyjnych amerykańskich filmach wampirów
tylko takich). Zostaną wystawione
uciekających przed cebulą?! Nie, i tego się trzymajmy). Po kolacji u niektórych rodzin odkłada się
oceny semestralne, a nasi rodzice
odrobinę pożywienia dla duchów przodków, które zlatują się na kolację wigilijną (ta tradycja chyba
zawiadomieni o nich.
wywodzi sie z lenistwa i to można zrozumieć, bo komu by się chciało sprzątać tuż po święcie? Komu
31 stycznia jest zakończenie
się w ogóle kiedykolwiek chciało sprzątać?!). W czasie Wigilii wspomina się zmarłych członków
pierwszego semestru. Od tej pory
rodziny, a w dzień wigilijny udaje się na cmentarz i zapala świece lub znicze na grobach bliskich.
pracujemy już z myślą o końcu roku
W święta pojawia się wiele grup kolędniczych odwiedzających domy, i śpiewających kolędy.
szkolnego i wakacjach. Czy jest coś,
Wśród kolędników zawsze musi być „Koza”, „Pastuch", „Cygan", „Żyd", „Lekarz", „Żołnierz" i „Śmierć".
co nas bardziej raduje od wakacji?
Przywódca grupy kolędniczej zawsze nosi na kiju wielką gwiazdę, on też przyjmuje wynagrodzenie za
kolędę i dzieli je wśród kolędników. A przynajmniej tak było kiedyś, za czasów niepamiętnych, teraz
kolędowanie ma na celu jedynie zbieranie pieniędzy, a jak to wygląda? Otóż grupka dzieciaków, zazwyczaj od trzech do sześciu lat, puka do
drzwi wieczorem - tak około godziny dwudziestej drugiej (docenią to szczególnie ci, którzy posiadają młodsze rodzeństwo - małe dzieci mają
tendencję do budzenia się i ryczenia na cały dom, co oczywiście nie przeszkadza kolędować), no i śpiewają parę kolęd, za co nie chcą dostać
cukierków czy owoców, tylko jakiś miły oku banknot.
Chęć do podzielenia się jak z czytelnikami jak wyglądają święta w jeszcze innych państwach jest przeogromna, ale brak miejsca nie
pozwala mi produkować się o tym dłużej
Źródła:
Zapowiedzi
pół żartem, pół serio.
http://www.twojaeuropa.pl
http://www.opiekunki.interkadra.pl
http://pl.wikipedia.org
STRONA 5
CO O TYM SĄDZIĆ?
Gazeta Królewska nr XV
KATARZYNA RUMIK - NIE CHCĘ BYĆ JEDNĄ Z TYSIĄCA MARIONETEK
Czasami dochodzę do wniosku, że obecny świat zachorował na pewnego rodzaju chorobę zakaźną, na którą nie wynaleziono
jeszcze leku. Przeraża mnie jego jednolitość i prostota: codziennie na ulicy widzę stado klonów, robiących to samo, myślących
podobnie, ubranych identycznie. Co gorsza, owe zjawisko tożsamości zyskuje coraz większe grono fanów.
Nie chcemy pokazywać swojej twarzy, którą kryjemy pod grubą warstwą nieprzepuszczającego emocji makijażu. Zapominamy o
nieodnawialnej puli czasu, co gorsza, przeznaczanego na podróbę konwersacji o błahych sprawach. Ubrani identycznie, wyglądamy
jakbyśmy przed chwilą zostali wypuszczeni z fabryki lalek.
Trochę to nudne. Nawet bardzo.
Obecnie zanika refleksja nad życiem i poszukiwaniem jego sensu. Rytm naszej egzystencji
wyznaczają codzienne wydarzenia, momenty i czynności. Delektujemy się drobnostkami, unikając
rozmów na trudne tematy. Staliśmy się właśnie najwyższej klasy hedonistami - wybieramy lepsze
cukierki na początek, zostawiając na później te gorsze. Towarzyszy nam poczucie sprawstwa,
mocy, a przede wszystkim kontroli nad rzeczywistością. Teoretycznie, bo współczesnym światem
rządzą mass media, które z premedytacją kształtują nasz system aksjologiczny.
Rzeczywistość nie jest już reprezentowana, lecz wytwarzana, dzięki czemu czwarta władza jest
źródłem doświadczeń życiowych wielkiego procentu jednostek. Szerokie rozpowszechnienie
publikatorów spowodowało, że został zniesiony związek między miejscem fizycznym, a
społecznym. Internet pozwolił na wpisanie się w kanon ludzkiego życia kultu natychmiastowości,
jeżeli nic wokół nas się nie dzieje, to odczuwalna jest panika i frustracja. Dlatego też utrzymujemy
kontakty z wieloma ludźmi, choć tak naprawdę są one szybkie, powierzchowne i anonimowe.
Czyli nijakie.
Logika rozwoju kultury współczesnej wyznaczana jest przez zjawisko nieograniczonej
konsumpcji, która stała się superukładem odniesienia - to kryterium postępu i sukcesu jednostek
oraz całych społeczeństw. Coraz częściej mówi się o tym, że istniejemy po to, aby zapełniać
koszyki w supermarketach. Kupujemy szczęście w butikach. Dziwne? Też tak sądzę.
Wróćmy do tematu. Boimy się indywidualności, stając się przez to identyczni. Obecnie jesteśmy bliżej siebie, niż kiedykolwiek w historii.
Siedząc w domu i popijając hamburgera colą mamy kontakt z całym światem. Informacją wytworzoną przez jednego człowieka żyje cały
glob. Odbierając te same komunikaty i analizując pod wyznaczonym przez media kątem, automatycznie jesteśmy wrzucani do jednego i
jedynego wora pozornej autentyczności. Ponadto kierują nami, naszymi poczynaniami i modą chwilowi dyktatorzy - jednostki, zazwyczaj
gwiazdy filmowe i muzyczne, którym pozwoliliśmy wkroczyć na arenę sławy, nabierając się na ich historie o trudnej przeszłości lub uzurpatorzy,
którzy na siłę wprowadzając własne etykiety, utrzymują pozory naszej samowoli. Dlatego też wszyscy wkładamy na stopy trampki, choć
wypieramy się, że nie nosimy ich ze względu na modę, a jedynie z własnego wyboru. I tak oto mówi kilka milionów ludzi.
Nie, nie, ja nie twierdzę, że globalizacja jest zła, ale jak mówi znane przysłowie: „co za dużo, to niezdrowo”.
Kiedyś ludzie byli zacofani, dziś są przeintelektualizowani. Albo, patrząc z innego punktu, odwrotnie. Jedno złe i drugie niedobre.
W obu przypadkach jesteśmy marionetkami. Większością nas kierują inni, niewielkim zaś procentem pozostałych - zdrowy rozum.
(Być może niektórym otworzą się oczy, dopiero wtedy, gdy mass mediom się zamkną. Czyli za ścianą. Czyli fizycznie niedługo.)
DOROTA OSIŃSKA - W OBRONIE KEVINA
W każdym domu tradycje bożonarodzeniowe są pielęgnowane skrzętnie i z wielkim
zaangażowaniem. Oprócz dzielenia się opłatkiem, śpiewania kolęd i spędzania świąt w
gronie rodzinnym nastał nowy zwyczaj. Święta bez Kevina nie mogą się odbyć! Niektórzy
sądzą, że brak filmu z serii „Kevin sam w domu” czy „Kevin sam w Nowym Jorku” zwiastują
zło, zachwianie porządku we wszechświecie. I taki to chaos czekałby nas gdyby nie…
Gdyby nie pomoc internautów i użytkowników portalu społecznościowego facebook. Kiedy to
Polsat podał wstępną ramówkę programu na święta Bożego Narodzenia, w której nie zawarł
kultowego już filmu, widzowie byli zawiedzeni i naprawdę zasmuceni. Osoby z całej Polski
zarejestrowane na facebooku rozpoczęły ogólny bunt. W końcu święta bez Kevina już nie będą
takie same. Tysiące postów, w których ludzie wyrażali swoje niezadowolenie zrobiło wielkie
wrażenie na władzach Polsatu. Ku uciesze nas wszystkich film „Kevin sam w domu” zostanie
wyemitowany pierwszego dnia świąt o 20:00.
Foto: http://www.facebook.pl
STRONA 6
KULTURA
Gazeta Królewska nr XV
KAROLINA WIĘCŁAWEK - IGRASZKI Z TEATREM
Dawno nie widziałam tak dobrego i śmiesznego przedstawienia w Siedlcach. Oby było takich więcej.
„Igraszki z diabłem” to tytuł spektaklu autorstwa Jana Drdy, który uczniowie Królówki mieli przyjemność podziwiać 8 grudnia w Sali „Podlasie”,
wystawianego przez aktorów Teatru „Chwila”, wyreżyserowanego przez Sylwię Katarzynę Flis.
Początek przedstawienia nie prezentował się zbyt obiecująco - biegająca po namalowanym lesie kukiełka wiewiórki. Na szczęście już po
pierwszej wypowiedzianej kwestii - odgłos strzału - i większość z nas wiedziała, że warto było wydać 10zł, aby zobaczyć to dzieło. Potem było
już tylko lepiej - niestraszny zbój, Marcin Kabat, czart Lucjusz, pobożny, ale pyszny pustelnik Scholastyk, królewna Disperanda, uboga
Kasieńka, diabły i mnóstwo śmiechu. Nikogo nie dziwiły „odgłosy bicia zegara, salwy armatniej czy budzika.”
Akcja opiera się na umowie dwóch rządnych zamążpójścia dziewcząt - Kasieńki oraz Disperandy z absolwentem Czarciej Akademii Lucjuszem. Przedmiotem transakcji są duszyczki nieświadomych panienek, które ratuje Marcin Kabat. Jego wizyta w piekle i kłótnia z samym
władcą diabłów warta była uwagi. Nie zabrakło także improwizacji i żartów ze strony aktorów, Mozarta i rockowych przebojów. Największą
aprobatą cieszył się zbój i jego dość nietypowa reakcja na wiadomość o rozgrzeszeniu od samego Boga… Natomiast największym przegranym
okazał się pustelnik Scholastyk, szczycący się trzydziestoletnim, pustelniczym życiem wśród natury, egzystując dzięki pasikonikom, wodzie i
bułeczkom przynoszonym przez Anioła Teofila. Finałem sztuki jest wesele Kasieńki i Marcina Kabata, kiedy wszyscy bohaterowie tańczą w rytm
znanego przeboju „Jedzie pociąg z daleka”. Oczywiście największy aplauz otrzymał zbawiony rozbójnik.
Dawno nie widziałam tak dobrego i śmiesznego przedstawienia w Siedlcach. Oby było takich więcej.
KATARZYNA RUMIK - OPOWIEŚĆ O ARTYŚCIE ZAJMUJĄCYM SIĘ IRONIĄ, STARUCHAMI I JAJAMI
Królewno, Królewiczu kojarzysz Mieczysława Górowskiego? Jeżeli Twoja odpowiedź brzmi:
„nie”, to wcale się nie dziwię. Dlaczego? Czytaj dalej.
Polska Wikipedia nie mówi o nim nic, podczas gdy wersja angielska przedstawia biografię,
a nawet główne nagrody. Więc kim jest? To artysta - plastyk, NASZ RODAK, który niedługo skończy
70 lat. Od młodości związany był z malarstwem - uczęszczał do liceum technik plastycznych,
skończył krakowską Akademię Sztuk Pięknych. Obecnie pracuje tam, jako profesor.
To jeden z najwybitniejszych plakacistów polskich. Jego przygoda z tą formą artystyczną
rozpoczęła się w 1966 roku (czyli, jeżeli dobrze liczę, trwa już 44 lata ), kiedy nad Polską „czuwało”
oko mamusi o pieszczotliwej nazwie ZSRR. Wtedy nie łatwo było o wolność przekazu myśli.
Czy udało się to artyście? Sprawdź sam.
Najważniejsza encyklopedia świata w zakresie projektowania graficznego - „Creation“ (składająca
się z 20 tomów), wydawana po angielsku i japońsku w Tokio poświęciła Górowskiemu kilkanaście
stron w 6 tomie w 1992 roku. To jedyny rodak, który dostąpił tego wyróżnienia.
NIE ZAINTERESOWAŁ CIĘ WSTĘP? CZYTAJ DALEJ.
Popatrz w lewo. Widzisz rysunek Mieczysława Górowskiego, zresztą jeden z wielu.
Co przedstawia? Młodą kobietą ukazaną profilem czy staruchę z wyciągniętą brodą?
Według uczniów naszej szkoły: 63% widzi Młodą kobietę; 37% widzi Staruchę.
Jak już zostało wspomniane wcześniej, Górowski to plakacista. Tworzy plakaty portretowe, z aluzjami
politycznymi, z DZIURAMI i kombinatoryczne. Co to oznacza? Należy sięgnąć do publikacji wydanej przez
„Rzecz Piękną", Fundację Rozwoju Wydziału Form Przemysłowych Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie
(tak, tak wiem, że to długa nazwa i że jej nie przeczytałaś/eś).
Górowski brał udział w licznych prestiżowych konkursach (organizowanych m.in. w Paryżu, Nowym
Jorku, Meksyku), w których zazwyczaj zdobywał główne pozycje. Jak mówi sam artysta: - Uzyskiwane
nagrody utwierdziły mnie w przekonaniu, że być może dokonałem słusznego wyboru.
Właśnie w tym miejscu zachęcam Cię do analizy jego prac. Po co? Bo istnieje coś takiego, jak
samorealizacja i spełnienie. Żeby „do tego” dojść potrzebujesz wiedzy o świecie. A plakaty Górowskiego
są jednym ze źródeł.
Nie dołączę reprodukcji plakatów (ze względu na fakt, że Gazeta wydawana jest w tonacji czarno-białej),
nie napiszę Ci też jak wyglądają, jakie wzbudzają emocje czy jakie mają ceny.
Mam nadzieję, że coś takiego jak ciekawość świata czy LANS (chyba nie muszę tłumaczyć jak to działa
w tym przypadku) funkcjonuje w Twojej osobowości. Więc, do dzieła.
NIE ZAINTERESOWAŁ CIĘ W OGÓLE TEKST?
ZAJRZYJ. I jeżeli szukasz TYTUŁOWYCH JAJ, także.
(Internet podobno nie gryzie, nie kopie prądem, nie wypija piwa - więc, nie musisz się niczego obawiać)
Źródła: http://gorowski.prv.pl/, http://www.poster.com.pl/pl/gorowski.html
STRONA 7
OPOWIADANIE
Gazeta Królewska nr XV
SZKOŁY
Z CYKLU: NIEZWYKŁE PRZYGODY WACŁAWA DZIKIEGO
Daniel Mnich - Wacław i święty Mikołaj
Pewnego razu Wacław Dziki spotkał świętego Mikołaja. Po czym go rozpoznał? W sumie ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Może była
to śnieżno - biała broda, może jego czerwony strój, czy słynne „Ho-ho-ho” wypowiedziane tak, że aż w uszach dzwoni, możliwe też, że zdradziło
go latanie na saniach zaprzężonych w latające renifery. Ale przejdę do rzeczy, Święty pyta się go:
- Jak masz na imię? Ho-ho-ho.
Wacław zaczął się zastanawiać, co odpowiedzieć, bo mamusia nie pozwalała mu rozmawiać z nieznajomymi. Ze znajomymi w sumie też.
Po prostu nie lubiła jego melodyjnego, podobnego do dźwięku młota pneumatycznego głosu. Minęło 15 minut, bohater nadal zastanawiał się, co
odrzec i nagle Mikołaj powiedział:
- Chłopcze czy ty jesteś niemową? Czemu nie odpowiadasz? Ho-ho-ho. - Speszony Wacek rzekł:
www.drukowanka.pl
- Nie wiem, co ci powiedzieć gościu, który reklamuje ******* (nie mogę reklamować żadnych
napojów gazowanych, niegazowanych w sumie też). Święty powiedział pod nosem:
- Zdecydowanie za mało mi za to płacą. - Na co niezbyt bystry, lecz mądry chłopak odrzekł:
- To bardzo niegrzeczne gadać sobie pod nosem.
- Ależ chłopczyku, jestem Mikołajem - powiedział Mikołaj. Wytłumaczenie Wacusiowi, który był
zagorzałym ateistą, kim jest święty Mikołaj, zajęłoby mi ze trzy strony, więc to pominę.
- To mówisz, że jesteś jedyny w swoim rodzaju?
- Tak i roznoszę prezenty wszystkim grzecznym dzieciom, lub spełniam ich życzenia. Ho-ho-ho.
- Chcę 1000 życzeń.
- Ale to ho-ho-ho tak nie działa.
- Chcę 500 życzeń?
- Posłuchaj mnie chłopczyku, nie możesz sobie życzyć życzenia, lecz coś, czego naprawdę pragniesz. Ho-ho-ho. Zrozumiałeś?
- Tak.
- Wspa...
- Nie - przerwał mu Wacek.
- Tylko jedno życzenie i koniec, nie możesz sobie życzyć więcej życzeń. Ho-ho-ho.
W tym momencie Wacek wstał z ławki i zaczął chodzić raz w lewo, raz w prawo, zastanawiając się, czego on tak naprawdę chce.
Rozważania jego były naprawdę głębokie. Zastanawiał się nawet nad laserowym spojrzeniem, lecz nagle go olśniło. Zawsze wszyscy się z
niego śmiali, czasami tylko, dlatego, że picie nosił w butelce po Domestosie, czy zapominał zakładać spodni do szkoły. Chciał, żeby przestali,
żeby nie był w tym roku powodem do drwin, nie chciał jednak zabić tych, którzy się z niego śmiali, ponieważ wtedy zostałby sam w mieście.
Więc jak to na wielkiego humanistę i filozofa przystało sformułował zdanie następująco:
- Mikołaju, nie chcę być powodem do drwin w tym roku, nie chcę, by ludzie wytykali mnie palcami, ale proszę cię nie zabijaj ich, bo zostanę
samotny. - Na co święty Mikołaj odpowiedział:
- Byłeś grzeczny w tym roku, więc spełnię twoje życzenie.
Wszystko dookoła Wacława Dzikiego zakręciło się jak na karuzeli, a że Wacław Dziki nie lubił karuzeli, to zemdlał. Po przebudzeniu się
okazało się, że jest na bezludnej wyspie. Zobaczył, że obok niego leżała kartka, na której było napisane: „Wesołych Świąt Wacusiu” i był podpis
św. Mikołaja. Zrozpaczony Wacek krzyknął w niebo:
- Ty niecny wytworze masowej wyobraźni, niemający racji bytu! Nie to miałem na myśli! Czemu mi to zrobiłeś?! - na co przelatujący po
niebie Mikołaj odpowiedział:
- Bo mnie to śmieszy! Ho-ho-ho.
Na tej optymistycznej nucie kończę to opowiadanko, jeżeli polubiliście Wacława Dzikiego, to pewnie spotkacie się jeszcze z historyjkami
o nim. Pamiętajcie, by uważać na swoje życzenia, bo czasami się spełniają. No i oczywiście WESOŁYCH ŚWIĄT!!!
Redaktor naczelny:
p. Anna Jaroszyńska
Redaktorzy:
Natalia Gryczewska, Patrycja Grzebisz, Barbara Ilczuk, Monika Kalicka, Ola Kruk, Daniel Mnich, Paulina Montewka, Dorota Osińska,
Katarzyna Rumik, Karolina Więcławek, Sylwia Zadrożna, Joanna Zawadzka.
Skład i grafika:
Joanna Zawadzka
STRONA 8
Download

numer 15