TRAKTOR
M
I
E
S
I
E˛ C
Z
KRÓLEWSKI
N
I
K
S
T
U
D
E
N
T
Ó
W
T
R
numer 6 (21)
listopad–grudzie 2008
A
K
T
U
cena 1,00 zł
ISSN 1895–7919
mormoni
na trakcie
dział literacki zadziałał
wytnij sobie dyrektora
szmatławy dodatek
Za stworzenie możliwości obniżenia ceny dziękujemy spółce Presspublica, wydawcy dziennika
2
kierownica
Wstępniak modalny
Można przemknąć przezeń taksówką lub przejść,
myślami spacerując gdzie indziej. Można też
przestudiować tam pięć lat ze zmuloną twarzą
i niczego nie zauważyć.
Nie dostrzec uśmiechniętych mormonów,
pragnących, byś wiedziała wreszcie, dziewczyno, byś wiedział, chłopaku, czym jest szczęście. Nie zauważyć, że w BUW-ie wywieszane są
czasem stroje z XIX w., że Teatr Wielki przeżywa
w podnieceniu nową sytuację, a polonistyka –
metamorfozy, i że istnieje tak zabarykadowana
jednostka jak Archiwum UW. Można nigdy nie
wpaść na trop zagadek z sali 24, olewać zabawy
w segregację i radość socjologów z drewnianej
ławeczki. Nie zwrócić nigdy uwagi na okupujących najlepsze punkty obserwacyjne pracowników barków i punktów ksero, na studentów
w sztuce rozkochanych i barwnych samorządowców. Da się nawet nie znać twarzy szefa swojej
jednostki dydaktycznej. Da się…
Ale tylko w światach możliwych, w których
nie istnieje Traktor Królewski. Bo my na to nie
pozwolimy, już prawie trzy lata starając się rozjaśnić wam duszyczki, jeśli smutne są i pozamykane, oraz rozklejać wam oczka, gdy zapominają o niezwykłości skrytej w każdym mijanym
mieszkańcu Traktu i każdym zakamarku tego
miejsca.
Sikamy oto na zaskoczoną tym zapewne
awangardę, która nie widzi, co ma za plecami
i co na nią leci, oraz na trendy, każące tworzyć
dla samodoskonalenia. I napadamy na was fanatycznie z Traktorem w dłoniach, owinięci od
teraz wojowniczą Szmatą, byście zawsze dostrzegali i sami również dla innych pisali. Żeby
mieszkańcy Traktu byli razem. A opuszczając go
powiedzieć mogli: Byłem tu. Byłem. A gdy tędy
szedłem, to szedłem. I patrzyłem, i widziałem.
Tak, taki świat jest możliwy. Koniecznie.
Naczel
Marcin Trepczyński
mechanik
Maciek Matejewski
korekta
Agnieszka Nowak
malina
Magda Malińska
Naczel
spis traktorowych czci
kierownica . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
formalina, ŁAM literacki . . . . . . . . . . . . . . .
przez szyby traktora . . . . . . . . . . . . . . . . .
Listopadowe marudzenie
reflektorem traktora . . . . . . . . . . . . . . . .
Omnium fidelium defunctorum; Mormoni w Utah
gwód . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Mormoni na Trakcie
traktor dojedzie wszdzie . . . . . . . . . . . . . .
Pantalony kortowe, Teatr po przejściach; Nowe polo nowe;
Archiwum UW; Akcja SS, czyli…, Tropem zagadek z sali 24;
Wege-wybory; Nowy Posiad na Karowej
w lusterku traktora . . . . . . . . . . . . . . . . .
Oni, co dużo widzą
mieszkacy traktu . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Mañana!; Halo, czy tu piszą?; Studiując, żyć z pasją;
Dyrektorsko-dziekańskie wycinanki;
Kulturoznawcy grzeczniejsi od gimnazjalistów
traktorem przez zacht . . . . . . . . . . . . . . .
Dialog dla sztuki
. . . . . . 
. . . , , 
. . . . . . 
formalina, ŁAM literacki
. . . . . . 
. . . . . . 
. . . . . –
. . . . –
. . . . –
Wstępniak formalinowy
Nieśmiało patrzy Wam z oczu.
Nieśmiało klika link, nieśmiało cedzi pierwsze słowa: Droga
Malino, piszę. Nieśmiało opiera się, próbuje skasować załączniki.
A jednak niektórym z Was się udało. Pokonało się Nieśmiało! Wszystkim, którzy mają za sobą pierwszy mail do Formaliny – serdecznie
gratulujemy. Niestety, limit miejsca nieubłagany – o czym uczciwie
uprzedzałam – kazał mi wyeliminować wszystkie wiersze, które używały leksemów BÓL, KOCHAJ i BO ODEJDĘ w ich codziennym, osłuchanym i ośpiewanym znaczeniu. Codziennym znaczeniom mówimy
stanowcze NIE. Tym dwóm wierszom (na stronach 16 i 18) mówimy
stanowcze tak. Szukajcie form. Nie ma norm. To mówiłam ja,
. . . . . . 
Miasto Masa Malina
T r a k t o r K r ó l e w s k i, m i e s i  c z n i k s t u d e n t ó w T r a k t u
PS. Rzetelnym czytelnikom zapewne rzuci się w oczy, że Malina nieco
ściemnia. Miał być krytyk, miała być krytyka. W konfrontacji z Nieśmiało Waszym i Nieśmiało moim postanowiłam dać nam jeszcze
trochę czasu na powagę. Jak mawia Przyjaciel: „Wiesz, ile waży nieśmiały niedźwiedź polarny? Ja też nie, ale pewnie wystarczająco dużo,
żeby przełamać lody.” ŁAM-my.
Piszta do 1500 znaków do formaliny: [email protected]
Redaktor Naczelny:
Łamanie:
Wydawca:
Nakład:
Marcin Trepczyński ([email protected])
Maciek Matejewski
Stowarzyszenie Kwitnących Umysłów (sku.dobrze.org)
280 egz.
Warszawa – Trakt Królewski – AD 
TRAKTOR KRÓLEW
WSKII t nr 6 (21) 2008
przez szyby traktora
Listopadowe marudzenie
o (nie)dostatku atrakcji wszelakich…
Powszechnie wiadomo, że ze stereotypami trzeba walczyć. A tym bardziej z ksenofobią. I uwierzcie mi – naprawdę chciałam, ale…
Ale wszystkie próby obalenia mitu o malkontenckiej naturze
naszych rodaków spełzły na niczym. Najwyraźniej tak to po prostu
jest, że Polak zawsze znajdzie jakiś powód do narzekania. Jaki więc
tym razem? Eh, szkoda gadać. Pewnie zdążyliście się już zorientować,
że zupełnie „nieoczekiwanie” (czytaj: zaraz po październiku), nadszedł… LISTOPAD.
Za oknem zrobiło się przygnębiająco szaro, smutno i jakoś tak nieprzyjaźnie, zaś po pięknej złotej jesieni pozostało już tylko wspomnienie… Nic więc dziwnego, że nikt nie ma ochoty opuszczać domowych
pieleszy. Ale – dość tego! Nie można tak bezczynnie siedzieć i narzekać. Toż to nie uchodzi, gdy dookoła tyle się dzieje! Wystarczy tylko
rzucić okiem, a każdy na pewno znajdzie coś dla siebie.
„Pod Spodem” jak zawsze na wierzchu…
DKF Socjologów „Pod Spodem” zaprasza w każdy piątek o godz.
19.15 do Domu Sztuki przy ul. Wiolinowej 14 (tuż przy stacji metra
Ursynów) na spotkania z legendami światowego kina. Za jedyne 7 złotych można obejrzeć perły kinematografii polskiej i nie tylko. W najbliższym czasie na afiszu znajdą się między innymi:
t Krótka historia Polskiej Kroniki Filmowej, czyli najciekawsze
fragmenty kronik z lat 40-tych, 50-tych, 60-tych, 70-tych omówione przez wybitnego krytyka filmowego – Tadeusza Sobolewskiego (30 XI 2008).
t „Good Copy, Bad Copy” w reż. Andreasa Johnsena, Ralfa Christensena i Henrika Moltkego, czyli duński głos w kwestii praw
autorskich i ich wpływu na kulturę (7 XII 2008).
t Przegląd filmów dokumentalnych „Spłacić dług – spojrzenie
zza krat”, a w nim „Śledczak” Sylwestra Latkowskiego, „Nie sąd
cię skaże, pedofilu” Atheny Sawidis oraz „Może to grzech, że się
modlę” Franco de Pena (14 XII 2008).
t „Symetria” w reż. Konrada Niewolskiego, bo – jak to powiedział
pewien więzień skazany na 25 lat – „W więzieniu teraźniejszość
nie istnieje. Jest tylko przeszłość we wspomnieniach i przyszłość
w postaci marzeń” (16 XII 2008).
t „Spirala” Krzysztofa Zanussiego, w której reżyser w przejmujący
sposób przypomina starą prawdę, że człowiek nigdy nie jest
dostatecznie przygotowany na przyjęcie śmierci (11 I 2009).
t „Austeria” w reż. Krzysztofa Kawalerowicza jako filmowy powrót
do przeszłości. Rok 1914. Pierwszy dzień i pierwsza noc I wojny
światowej. Przy drodze do małego galicyjskiego miasteczka stoi
karczma, tytułowa Austeria, prowadzona przez starego, mądrego
Żyda Taga… (18 I 2009).
Niechaj pióro giętkie wyrazi wszystko, co pomyśli głowa…
Z myślą o miłośnikach słowa pisanego kluboksięgarnia Serenissima (ul. Chmielna 16/2) przygotowała warsztaty prowadzone przez
redaktora Michała Larka, pt. „Rozmowa jest możliwa – wywiady
z wysokiej półki”. Już 26 listopada (środa) o godz. 18.00 odbędzie się
spotkanie pod hasłem „AKCJA! PORTRETY” z udziałem redakcji „Portretu” oraz znakomitych gości: Bernardetty Darskiej i Roberta Ostaszewskiego. Serdecznie zapraszamy!
Akurat tak się zdarzyło, że…
27 listopada o godz. 19.30 w Hybrydach (ul. Złota 7/9) wystąpi
zespół AKURAT – czyli charyzmatyczni wokaliści i gitarzyści, dobrze
brzmiące dęciaki i sprawna sekcja rytmiczna. A to wszystko za 20 zł
dla studentów UW i 25 zł dla pozostałych AKURAToFILÓW.
Mroczny IKP zaprasza…
Sekcja Filmu i Wideo IKP UW
zaprasza na przegląd najwybitniejszych filmów z lat 40-tych i 50-tych
o zbrodniach, namiętności i fatalnym
losie. Projekcje odbywają się w auli
starego BUW-u w każdy czwartek
o godz. 20.00. Co ważne (jeśli nie
najważniejsze), wstęp na wszystkie
filmy jest BEZPŁATNY! Dodatkowo
projekcjom towarzyszyć będą krót-
TRAKTOR KRÓLEWS
SKI t nr 6 (21) 200
08
kie wykłady rozjaśniające nieco mroki czarnego kina, prowadzone
przez organizatorów oraz zaproszonych gości – znawców tematu.
W najbliższym czasie pokazane zostaną:
t „Listonosz zawsze dzwoni dwa razy” w reż. Taya Garnetta (1946),
oferujący widzowi wszystko, czego potrzeba, czyli: femme fatale,
aroganckiego bohatera (choć tym razem nie detektywa), pożądanie, zakazaną i autodestrukcyjną miłość oraz typowych, pod
względem stylu gry i wyglądu, aktorów. Zaraz po filmie przewidziana jest też dyskusja kierowana przez Błażeja Hrapkowicza
z SFiW IKP UW (20 XI 2008).
t „Tajemnica jeziora” w reż. Roberta Montgomery’ego (1946) to artystyczny eksperyment, który początkowo mimo dobrego przyjęcia
przez krytykę nie cieszył się powodzeniem wśród widzów. Projekcji towarzyszyć będzie wykład zaprezentowany przez Agnieszkę
Roztorpowicz z SFiW IKP UW (4 XII 2008).
t „Mildred Pierce” w reż. Michaela Curtiza (1945) to przykład znakomitego warsztatu twórczego autora „Casablanki”, prezentujący
problemy życiowe amerykańskich kobiet. Doskonale koresponduje w tym z filozofią i socjologią obecną w kinie noir. Towarzyszący filmowi wykład poprowadzi Tomasz Rutkowski z SFiW IKP
UW (11 XII 2008).
t „Objazd/Bezdroże” w reż. Edgara G. Ulmera (1946) został nakręcony pospiesznie, z bardzo niskim budżetem, a przez to bez
gwiazdorskiej obsady i efektów specjalnych. To wszystko sytuuje
ten film pomiędzy szmirą a artystyczną impresją na temat egzystencjalizmu. Wykład poprowadzi gość SFiW IKP UW (18 XII 2008).
t Pierwsze Spotkanie Demontażowe, w czasie którego pokazany
zostanie „Wielki sen” w reżyserii Howarda Hawksa. Rozbieranie
filmu na czynniki pierwsze ma ukazać jego fabularne i warsztatowe elementy oraz ich znaczenie i działanie nie tylko w filmie, ale
również w szerszym kontekście całego nurtu „Noir”. Demontaż
przeprowadzi gość specjalny SFiW IKP UW (8 I 2009).
t „Podwójne ubezpieczenie” to film w reżyserii Billy’ego Wildera
nakręcony w roku 1944. Wzbogacił on amerykański czarny kryminał o całkiem nowy typ kobiety – demoniczną blond piękność,
femme fatale wiążącą mordercze wyrachowanie z erotyczną
atrakcyjnością. Towarzyszący projekcji wykład poprowadzą Irena
Madej i Zuzanna Woyda z SFiW IKP UW (15 I 2009).
A może tak coś z komercji?
W dniach 28–30 XI 2008 Kino.LAB zaprasza na 17. już edycję konkursu EUROSHORTS, podczas którego zaprezentowanych zostanie kilkadziesiąt twórczych reklam oraz krótkich filmów fabularnych, dokumentalnych i animacji z całego świata. W ramach festiwalu odbędą się
również warsztaty prowadzone m.in. przez Andrzeja Musiała, operatora związanego z łódzką PWSFTviT. A wieczorami na widzów czekają
imprezy w warszawskich klubach Plan B (al. Wyzwolenia 18) oraz
Indeks (ul. Krakowskie Przedmieście 24). Ceny biletów: 10–12 zł.
Jadąc na tym samym wózku…
Teatr Collegium Nobilium serdecznie zaprasza na „Miłość
i gniew” w reż. Mariusza Benoit – przedstawienie dyplomowe studentów IV roku Wydziału Aktorskiego Warszawskiej Akademii Teatralnej. Spektakle odbędą się 26, 27 i 28 XI 2008 o godz. 19.00. Gorąco
polecamy! Czemu? Naprawdę warto poznać wschodzące gwiazdy
naszej rodzimej sceny.
Hybrydy w czarnych rytmach…
Klubu Hybrydy nikomu chyba przedstawiać
nie trzeba. A już na pewno nie studentowi. Jednak
tym razem śpieszymy poinformować was o nowym
cyklu imprez Warsaw Uniwersa promujących czarną
muzykę. W odróżnieniu od innych zabaw tego typu
każdy znajdzie tu coś dla siebie. Serwowane będąz
bowiem zarówno duża porcja różnorodnej muzyki
funk, old school brakes, jak i hip hopu, dancehallu
czy przyjemnego dla ucha soulu. Start 2 XII 2008
o 21.00. Wjazd za free.
Justyna Kopczyńska
socjologia, infoszefowanie
3
4
reflektorem traktora
Omnium fidelium defunctorum
trumienne fajerwerki
Wesolutki mail od Czerwonego Naczelnika przyszedł o świtaniu
w dzień Wszystkich Świętych, w nieunikniony sposób determinując
treść niniejszego tekstu.
Zdaniem psychologów i antropologów z nieuniknioną tajemnicą
śmierci radzimy sobie na dwa sposoby: przez patos lub czarny humor.
Podobno około dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek przeważa patos.
Nie wydaje mnie się – jak mawiał pewien pułkownik od zadań specjalnych.
Przedsmaku eschatologicznych przeżyć doznałam już w październiku, kiedy to mojego ojca opętała myśl o wykupieniu przytulnej
niszy na urnę z jego własnymi (futurycznie) prochami, w tak zwanym
kolumbarium (piszę „tak zwanym”, bo lud nasz różnie nazywa ową
budowlę, na przykład kolumbanum lub kolumna). Pełna najgorszych
i uciesznych przeczuć towarzyszyłam mu więc w wyprawie do cmentarnej administracji (formalnie
nazywa się to chyba inaczej, lecz
mniejsza o to). Nie zawiodłam
się. Zaraz po wejściu trafiliśmy
na panią z administracji, która
widząc uciążliwych petentów
(zbędny pleonazm), natychmiast
chwyciła za telefon, symulując nie
cierpiącą zwłoki sprawę. Długo
trwało, zanim podniosła na nas
wzrok, by natychmiast go opuścić.
Mój ojciec, osobnik krewkiego
usposobienia, walnął parasolem
w podłogę i podniesionym głosem
co wisi nad Magystrą?
zażądał, by natychmiast odłożyła
odpowiedź w następnym numerze
słuchawkę i wysłuchała, o co nam
chodzi.
– Sądzę, że żywi ludzie są ważniejsi! – zakończył swoje wystąpienie.
– Nie tu – warknęła pani, poniekąd słusznie. – Koleżanka – odesłała nas machnięciem ręki do drugiej pani z administracji.
Pani okazała się na szczęście sympatyczna i udzieliła nam stosownych informacji co do opłat za niszę, jej pojemności itp. Jednak gdy
zapytaliśmy, czy od razu można taką niszę wykupić, pani zmęczonym
głosem rzekła:
– Nie, nie, to niemożliwe. Dysponujemy tylko mogiłami ziemnymi.
W każdej ilości – dodała pocieszająco.
– Co za cholerny kraj – wybuchnął mój rodziciel. – W każdym
normalnym państwie mógłbym sobie wykupić…
W tym momencie odholowałam go do pobliskiego fotela, bo kiedy
zaczyna mówić o normalnym państwie, koniec z merytoryczną dyskusją. Wróciłam do rozmowy z drugą panią z administracji.
– Jakie więc warunki trzeba spełnić, żeby wykupić niszę? – zapytałam.
Pani spojrzała na mnie karcąco.
– Najpierw musi pani umrzeć – wyjaśniła.
Mormoni w Utah
Nieco zaskoczona, brnęłam dalej:
– Ale jak umrę, to nie będę sobie mogła wybrać niszy.
– I tak by pani nie mogła. Miejsce wyznacza kierownik cmentarza.
Zdecydowaliśmy się pozostać przy mogile ziemnej: taniej, bliżej
natury i można pomieścić znacznie więcej urn (w niszy przewidziano
miejsce tylko na dwie).
Jakieś dwa tygodnie później, w sam Dzień Zaduszny, wybrałam
się na koncert „Życie, śmierć, zmartwychwstanie”, zorganizowany
w jednym z warszawskich kościołów. Początkowo wszystko przebiegało zgodnie z normą dla podobnych wiązanek słowno-muzycznych
(no, może prócz tego, że w myśl twórczej koncepcji reżysera, koncert
odbywał się w zawiesistych ciemnościach, toteż chór niekiedy gubił
się w partyturach; nikt nie pomyślał, by zapisać je brajlem). Dopiero
podczas części „Śmierć” pojawił się element
zaskoczenia: męska część chóru, odśpiewawszy gregoriankę, powróciła do prezbiterium,
dźwigając środkiem nawy wielką trumnę.
Postawiono ją na zwieńczonym szkarłatem
katafalku, otoczonym płonącymi lampkami.
Wśród parafialnych staruszek w ławkach
zapanowało tłumione podniecenie, czyniono
po cichu przypuszczenia, kto leży w trumnie
i jak długo. Część pań wstała, rozglądając się
niespokojnie po wnętrzu kościoła i sprawdzając, kogo brak.
– Nie ma Wiesi! – oznajmiła triumfalnie
pani siedząca przede mną.
– Eee – odparł jej mąż – Wiesia mniejsza
była, nie daliby jej takiej wielgachnej jesiony.
W końcu jednak szepty przycichły, do
czego walnie przyczyniło się „Te Deum” wykonywane przez zespół
instrumentów dętych. Kiedy jednak rozpoczęła się część koncertu
zatytułowana „Zmartwychwstanie”, dwóch chórzystów pewnym
krokiem podeszło do trumny i zdjęło wieko. Wtedy już wszyscy
w kościele zerwali się na równe nogi, by potwierdzić przypuszczenia,
rozwiać nadzieje lub odetchnąć z ulgą.
Z wnętrza trumny buchnął gęsty dym. Miał zapewne symbolizować duszyczkę wznoszącą się ku Bogu. I to właśnie Bogu należało dziękować, że reżyser przedstawienia, podobnie jak większość
naszych wiernych, nie uzmysłowił sobie, że w Dniu Sądu zmartwychwstaną ciała. Tymczasem trumna dymiła jak parowóz aż do końca
koncertu, a ja nie mogłam pozbyć się z myśli natrętnej frazy „Zostały
z niego tylko smród i kapcie”.
Po finale owego zadusznego misterium organizator wygłosił
podziękowania dla proboszcza, wykonawców, słuchaczy i sponsorów,
w tym dla przedsiębiorstwa pogrzebowego Witz i synowie, które na
rzecz koncertu ufundowało trumnę klasy biznes-lux.
Być może darczyńca zawarował sobie, iż trumna wystąpi na koncercie w roli głównej. Tego nie wiem. Dręczy mnie ciekawość, jak
wygląda trumna klasy turystycznej.
MIG
Magystra Inga G.
oczami mieszkańca Traktu
W czasie podróży po Ameryce chciałem koniecznie zobaczyć Salt Lake
City. Wydawało mi się, że to prawdziwa egzotyka – święte miasto
w środku nowoczesnego świata. Poza tym mormoni kojarzyli mi się
naiwnie z poligamią i marzyłem o wizycie w stolicy poligamii.
Te nadzieje jednak zostały zawiedzione, bo mormoni oficjalnie
uznawali poligamię tylko do 1890 r. Spędziłem w stanie Utah kilka
dni. Miasto leży nad wielkim słonym jeziorem, jest wkomponowane
w Góry Skaliste. To jest ziemia obiecana mormonów, bo szukali jej
całe lata – wypędzeni ze wschodniego wybrzeża maszerowali aż tutaj.
Centralnym miejscem miasta jest Temple Square, gdzie jesteśmy
witani przez mormonów misjonarzy, podobnych do tych z naszego
Traktu. Oprowadzają oni turystów po placu. Widziałem tam słynną
w całym świecie główną świątynię mormonów, która w środku kipi
od złota, lecz wejść tam mogą tylko ochrzczeni mormoni. Mnie się
nie udało. Poza tym jest tam wielkie centrum Family Search, gdzie
możemy szukać w archiwach informacji o… – uwaga! – ochrzczonych
członkach naszej rodziny. Okazuje się, że mormoni pomagają w zbawieniu nawet umarłym, konwertując ich po śmierci na swoją wiarę.
Podobno zawierają nawet śluby, które będą aktualne (i chyba konsumowane też) w niebie. Możesz zawrzeć ślub na przykład z Marylin Monroe, i to tak awansem, bez jej specjalnej zgody. Mormoni są
zamożni, bardzo grzeczni, ulice w Utah są czyste, szerokie. Urzekło
mnie to, że mają własne chłodnie, młyny i pola, na których uprawiają
warzywa i zboża, wysyłane później na zasadzie non profit do biednych i potrzebujących na całym świecie. Dynamika i zaangażowanie,
które możemy obserwować nawet pod bramą naszego uniwersytetu,
są bardzo charakterystyczne dla amerykańskich mormonów. W Centrum Informacji w Salt Lake City leżą również ulotki w języku polskim, wśród misjonarzy w Salt Lake City zdarzają się ludzie z Polski,
gdzie istnieje kilka gmin mormonów. Większość moich rówieśników
4
TRAKTOR KRÓLEW
WSKII t nr 6 (21) 2008
gwód
Mormoni na Trakcie
chcesz dołączyć?
„Czi wiesz, kto powiedział te słowy?” – zaczepia nas ubrany w ciemny
garnitur młody człowiek i cytuje słowa Jezusa z Ewangelii. Markerem
pokazuje na tablicę, którą rozstawił na Trakcie przy Traugutta.
Mówi po polsku, z akcentem i dużo się uśmiecha. Podejrzenie jest
słuszne: to Amerykanin. Plakietka na piersi informuje, że jest misjonarzem Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich.
„Z kim rozmawiacie o swoich problemach?”. Zapisaliśmy na tablicy –
z mamą, z przyjacielem, jako studenci filozofii także ze swoim cogito.
Młody misjonarz przekonuje, że najlepiej rozmawiać z Bogiem, i do
tego nas zachęca.
Dla mormonów Bóg jest cielesny. Ma doskonałe ciało i są tacy,
którzy Go widzieli. Księga Mormona jest według wiernych przetłumaczona przez Józefa Smitha z języka egipskiego. Można w niej
Dla młodych mormonów jest zaszczytem
odbyć dwuletnią misję w obcym kraju, głosząc prawdy wiary i swoje doktryny w miejscowych językach. Nasz mormon spod bramy
UW relacjonuje:
Zgłaszamy swoją chęć udziału w misji. Wtedy
Kościół wyznacza nam miejsce. Możemy
je przyjąć lub odrzucić, ale w tym drugim
przypadku nie pojedziemy już nigdzie. Mam
przyjaciół na misjach we Francji, Brazylii,
w Ukrainie (jak to się mówi: „w” czy „na”?)…
na Ukrainie, na Hiszpanii, na Anglii. Jestem
z Kalifornii, kiedy dostałem list do „Poland”,
nie wiedziałem, o czym mowa. Ale teraz
jestem tu już półtora roku i czuję się jak
w domu. Jest mi tu bardzo dobrze. Wcześniej
głosiłem słowo Jezusa w Poznaniu, Wrocławiu, a teraz w Warszawie.
Redakcja incognito: A ilu jest misjonarzy
w Warszawie? I gdzie macie siedzibę?
W Warszawie jest, niech policzę… 25 misjonarze. A w całej Polsce to jest ze sto misjonarze. W Warszawie mamy swoją świątynię
na Woli, jest też tam centrum mormonów, są
sale do nauki, hala do gry w kosza i chrzcielnica. Natomiast my mieszkamy w różnych
częściach miasta. Wynajmujemy mieszkania.
Czy ciężko jest nawracać? Czy spotkaliście
się z wrogością? Jak wyglądają wasze relacje
z Kościołem katolickim, który, jak się zdaje,
ma problem z uznawaniem was za chrześcijan?
Tak, no na przykład dzisiaj. Pan krzyczał,
żebyśmy stąd poszli. Krzyczał: „poszli,
poszli!”. Natomiast studenci raczej są mili,
wielu z nami rozmawia, są mądrzy. I łatwiej
jest tutaj, pod uniwersytetem, niż gdziekolwiek indziej, na przykład pod metrem
wyczytać, że prorocy czasów Starego Testamentu zamieszkiwali również Amerykę, a Jezus po Zmartwychwstaniu udał się do Ameryki
właśnie. I tam, podobnie jak w Jerozolimie, założył swój Kościół.
Według mormonów, jak potocznie nazywa się wiernych tego
Kościoła, objawienie udzielane jest nieustannie prorokom. Także
dzisiaj żyje dwunastu proroków. Szczęśliwie się składa, bo nasz mormon ma przy sobie ich zbiorowe zdjęcie, do którego pozowali w Salt
Lake City, mieście założonym przez mormonów. Kościół mormonów
w samych Stanach Zjednoczonych ma ponad 5 mln wyznawców, słynących z ascezy (m.in. nie piją alkoholu, kawy ani czarnej herbaty)
i zamożności – utrzymują, dosłownie, dziesięcinę oddawaną na
Kościół, a wśród wielu znanych wiernych jest pan Marriott, który ma
swój skromny hotelik również w Warszawie.
albo pod politechniką. A Kościół katolicki?
Ja lubię mówić tak: jestem misjonarzem
Kościoła Jezusa Chrystusa, a nie antymisjonarzem Kościoła katolickiego.
A jak długo uczysz się polskiego? Bo
naprawdę mówisz bardzo dobrze.
Dziękuję, że ja mówię dobrze. W Polsce jestem
14 miesięcy, a polskiego uczę się 16 miesięcy.
Najlepszymi nauczycielami są nasi rozmówcy,
czyli wy teraz. Mamy lekcje polskiego, czytamy w waszych gazetach o wydarzeniach
w Polsce. I staramy się nigdy nie rozmawiać
po angielsku ze studentami, chociaż świetnie
znacie angielski, ale jesteśmy w Polsce, więc
rozmawiajmy po polsku. Jak chcesz po angielsku, to zapraszam do Kalifornii.
Dzięki. Zaproszenie przyjmujemy.
Rozmowa kończy się uśmiechami amerykańsko-polskimi. Mormoni zwijają swoje
tablice i jadą autobusem na Wolę, aby modlić
się w spokoju do swojego Boga. Boga, który
jest Bogiem wszystkich wierzących, bo jest
jeden.
ze stolicy Utah odbyła już dwuletnią
4 misję
do jakiegoś kraju na świecie,
ucząc się tam egzotycznych języków
takich jak: polski, turecki, chiński,
japoński, ukraiński. To jest coś, co
szalenie mi imponuje. Dla głoszenia
swojej prawdy są w stanie zrobić tak
wiele! Zawsze, gdy widzę mormonów
pod bramą UW, cieszę się, że duch nie
zna oporu materii, przeciwności i nie
śpi, lecz wieje, gdzie chce. Z mormonami warto porozmawiać. A stan
Utah jest naprawdę piękny.
George J. Ziemacky
TRAKTOR KRÓLEWS
SKI t nr 6 (21) 200
08
Jurek Ziemacki
filozofia
Trochę naprostuję.
Rozmówcy misjonarza o imieniu
Bert również przyznali się do kontaktów z Bogiem. Jednak wykazywanie
się znajomością Biblii, przyjmowane
z początku przez mormona z zadowoleniem, a potem prezentacja odrębności
doktryny katolickiej studzą mormoński
zapał. – A co, chciałbyś nas ochrzcić? –
pyta nagle Jurek. – No jasne! – ucieszył
się raz jeszcze Bert. Przygasza go jednak
zapewnienie, że katolik raczej nie zmieni
wyznania, ale chętnie pozna dogłębnie
inne. Misjonarz niecierpliwi się, kilka
razy wspomina, że o 15.00 muszą się zwijać. Ostatnia próba, która może uratować misję: – A może chcecie się spotkać?
Możemy się umówić przez telefon. Zmieniamy jednak temat. – Dzięki za ratunek,
kiedyś się z nimi spotykałem, dałem telefon i ciągle wydzwaniali – mówi Jurek
minutę później.
Nie przychodzą regularnie. Ale od lat
są stałymi mieszkańcami Traktu. I dają
ulicy masę dobroci. Dzięki, chłopaki.
Naczel
5
6
traktor dojedzie wszdzie
Pantalony kortowe
czyli BUW nadaje trendy
Robi się zimno, czas się jakoś ubrać. Tylko jak? Z odpowiedzią na to
pytanie pospieszył już w październiku BUW, wyciągając z czeluści swych
zakamarków zbiór dziewiętnastowiecznych czasopism o modzie.
Bez sensu? A jednak wystawa Fashion Dundays Elegant stała się
w tym sezonie swoistym trendsetterką. Kto zdążył zainspirować się
rycinami, kroczy już na czele modnego pochodu. Dla tych, co się
zagapili – poniżej krótka ściąga.
„Kabany są w wielkiej wziętości” – czytamy w „Pierwszym Magazynie Konfekcji Męzkiej” – „kapiszon podszywa się taką samą materią jak i cała suknia, zawsze zaś innego koloru niż wierzch”. Zastanawiające. (Patrzymy na eksponat i próbujemy połączyć elementy. Nie
idzie to z łatwością). Dalej: „Pardessus watowe, pantalony sukienne,
krawat atłasowy, kamizelka pikowa i delia podbita bobrem”. W celu
uzupełnienia dodam, że części garderoby nie powinny być traktowane bezosobowo. Żeby był stajl, koniecznie trzeba im nadać imiona.
Np. „płaszczyk zwany Kryspin” lub „koszula batystowa
podług pana Flandin”. Tak
jest cool.
Jaka jest postmodernistyczna reakcja? Przez kam-
Kryspin
szal à la Marshall
pus co i rusz przemykają botki à la (czy też: podług) Mary Poppins.
Lakierowane lub nie, obowiązkowo w towarzystwie parasolki. Jeżeli
parasolka ma oczy, tym lepiej: Można nawiązać kontakt wzrokowy.
Ale uwaga: Nie wiadomo, co się pod co podszywa. Dalej: Nauszniki
z niedźwiedzia polarnego. Żeby słyszeć tylko to, co się usłyszeć chce.
Skoro już jesteśmy przy detalach – szalik. Zawsze innego koloru niż
suknia. Ciekawa ta zależność wiąże również krawaty. Wbrew konwencji jednak biały krawat do czarnej koszuli. Na piersi zaś tajemniczy znaczek ze skrzydlatą głową. – Co to jest? – Hermes. – Ale to
kobieta przecież. – No, tak. Kobieta Hermes.
O więcej nie pytaj, tylko popuść wodze fantazji. Kreatywność
w kwestii mody nie powinna znać granic. A gdy – nie daj Boże –
zabraknie Ci pomysłów, niezastąpiony nasz uniwersytet z pewnością
posłuży radą i pomocą. Jeśli za jakiś czas znów rzuci na środek biblioteki jakąś skamielinę – nie ignoruj, tylko biegnij ścierać kurz. Nigdy
nie wiadomo, która ze starości może okazać się nowością.
Ania Maresz
filozofia
pozowali: Marta Rojewska, Beata Górska i Kuba Sadowski
podług Mary Poppins
Kuba wbrew
Teatr po przejściach
czy już można do opery
Od początku października na placu Teatralnym mamy nową sytuację.
I nie chodzi o nową nawierzchnię parkingu, której nie doczekamy się
chyba nigdy. A przynajmniej nie wcześniej niż zostaną zdewastowane
wieczorowe pantofle wszystkich warszawianek. „Nowa sytuacja” to
subtelne określenie zmian personalnych w dyrekcji Teatru Wielkiego
– Opery Narodowej.
Minister Bogdan Zdrojewski od dawna nosił się z zamiarem zrobienia porządków na dyrektorskich stanowiskach placówek kulturalnych w całej Polsce. Jako jedna z pierwszych poszła na warsztat
renowacji największa scena operowa w Europie. Z funkcji dyrektora
naczelnego odwołany został Janusz Pietkiewicz, a na jego miejsce
przybył w charakterze wybawiciela Waldemar Dąbrowski. Tak, ten
sam. Były minister kultury, polityk SLD. Czegóż chcieć więcej, wymarzony kandydat na tego, który przybędzie na pomoc zgnębionym pracownikom Teatru Wielkiego, już od października zapowiadających
strajk. Ich konflikt z dyrekcją
przyćmiewał momentami wydarzenia artystyczne i w całym
nominacyjnym
zamieszaniu
nikt jakoś nie zwrócił uwagi, że
kierowane pod adresem Janusza
Pietkiewicza zarzuty niskiego
poziomu artystycznego obecnie
nijak mają się do rzeczywistości.
Stało się tak dzięki powołaniu na
dyrektora artystycznego Michała
Znanieckiego, jednego z najwybitniejszych polskich reżyserów
operowych, który swoją karierę
zaczął debiutem w La Scali,
a z braku ciekawych propozycji
z Polski, swoje spektakle wystawia częściej we Włoszech i Hiszpanii
niż w kraju rodzinnym.
Wizja dyrekcji w Operze Narodowej stała się dla niego nowym
wyzwaniem. Nad ułożeniem nowego programu pracował na
tyle długo, że udało mu się stworzyć ciekawy repertuar na sezon
2008/2009, a także wiele planów koprodukcyjnych na kolejne lata. Do
pracy w Teatrze Wielkim zaproszeni zostali nie tylko wybitni twórcy
operowi, jak Laco Adamik czy Mariusz Treliński, lecz także kojarzeni
przede wszystkim ze sceną dramatyczną Krzysztof Warlikowski
i Michał Zadara. W mury gmaszyska miało wedrzeć się świeże powietrze, ożywione dodatkowo bardzo ciekawymi projektami dla dzieci.
Znaniecki w swoim myśleniu chciał tworzyć spektakle zarówno dla
widowni lubiącej przedstawienia klasyczne, jak i tej nowoczesnej, szukającej nowych doznań z pogranicza sztuk. Jak się okazuje, taka wizja
nie przypadła do gustu ministrowi. Po Znanieckim dyrektorem artystycznym został Mariusz Treliński, który już raz pełnił tę funkcję.
Jakie zmiany szykują się w repertuarze? Szczegóły są dopracowywane, jednak już teraz wiadomo z pewnością, że zostały odwołane
dwie premiery – „Hrabina” Moniuszki w reżyserii Adamika i „Trubadur” Verdiego – wykoncypowany przez Znanieckiego. W ich miejsce
mają się pojawić inne produkcje, ciekawsze i bardziej na czasie.
Stawiane przez wielu pytanie: czy będzie na co chodzić do opery,
na razie musimy pozostawić bez odpowiedzi. To będzie bardzo eksperymentalny sezon, bo poddany został bolesnej operacji na otwartym sercu. Odwoływanie dyrekcji w dniu rozpoczęcia nowego sezonu
jest bowiem rzeczą niespotykaną w światowej praktyce teatralnej.
Widocznie jednak nad Wisłą rządzącą się polityką miłości mogą zdarzać się i takie cuda.
Katarzyna Meissner
Akademia Teatralna
TRAKTOR KRÓLEW
WSKII t nr 6 (21) 2008
traktor dojedzie wszdzie
Nowe polo nowe
metamorfozy i panowie technicy
Obyło się bez deszczu fanfar i krzyku baloników. Nikt nie rozbił kieliszka o lśniącą jak księżyc posadzkę na pierwszym piętrze. Krzyżanowski nie spadł z cokołu nad schodami, stosiki „Prac filologicznych” nie
zatańczyły w płomieniach.
Nie uroniono ani kropli krwi – choć nieraz, w chwilach, gdy ksero
ostatnim leniwym mruknięciem zapada w drzemkę, słyszę łkanie
za drzwiami toalety. „Och, panno Malino, doprawdy, to musiał być
wiatr” – karci mnie przyszatniowa Kamienna Głowa i wiedzie wzrokiem za przemykającymi cicho ZmiaNami. Bywa, że zagapi się dłużej
na znikającą w drzwiach magazynów barwną spódnicę Nowej Panny
Rewers – wymykam się wtedy spomiędzy szaf i wywąchuję wszystko,
co jeszcze nie zdążyło zapachnieć na polonistyce kurzem.
władze (stolec nagłego spadnienia)
Wybrane jeszcze w maju: dziekanem został profesor dr hab. Stanisław Dubisz; prodziekanami: prof. dr hab. Stanisław Greń, dr hab.
Grzegorz Leszczyński oraz dr Tomasz Wroczyński (najważniejszy dla
nas, gdyż zajmuje się sprawami dydaktycznymi, doktoranckimi i studenckimi). Pełnomocnikiem dziekana ds. rekrutacji i stacjonarnych
studiów polonistycznych został zaś dr Łukasz Książyk, zdobywający
szczyty popularności wśród coraz zagorzalszych miłośniczek pozytywizmu i młodej polski, ale z zupełnie innego powodu.
kafejka (z chińskich ziół ciągnione treści)
W kolorze dzikiej śliwki (tudzież malinowego chruśniaku), z fotelami o fakturze szyszek z ryżu i karmelu, z piękną muzyką, której
szczątki dobiegające do mnie nakazują podśpiewywać przy kserowaniu rozkoszne piosenki. Można kupić ciastko i sałatkę, wykazać
umiarkowane zainteresowanie rzeczywistością, pochylając się nad
świeżą gazetą i – przede wszystkim – napawać się Amsterdamem
wielkim jak okno w tamtejszych kamienicach. No i mleko „biblioteczne” – w wolnym dostępie.
komunikacja (kiedy znalazłem się na dnie, usłyszałem pukanie od spodu)
Zaprzyjaźniona wykładowczyni z Zakładu Historii Języka Polskiego komentuje to następująco: „Pomyślałyśmy ostatnio z kole-
żankami w zakładzie, że teraz to tylko założyć na wydział spódnicę,
a potem szukać siebie na youtubie”. Od wiertarek ogłoszona, od
Rewersów upragniona – winda. Jeździ cicho i przejrzyście, każde
piętro wita łagodnym, kilkakrotnym ukłonem. Czasami wpół piętra oznajmia: „Parter. Wyjście z budynku”. I wtedy już wiadomo na
pewno, że zostanie z nami na zawsze. Tylko najmroczniejszy z Kserowych Gości mruczy pod nosem: „Szkoda, że zrobili ją akurat wtedy,
kiedy wpadłem na pomysł puszczania baniek mydlanych z najwyższego piętra na sam dół, do ciebie”.
emanacja (łagodne oko błękitu)
Początkowo myślałam, że Panowie czający się w podziemiach tuż
obok mnie sprawują pieczę nad windą. Że walczą może z jej lękiem
wysokości, uczą ją właściwie artykułować słowo „parter”. Ale któregoś dnia dotarły do mnie ich słowa:
Pan I: Dziś ***** nie daję rady. Ja ****** taką robotę, jak ten *****
***** ***** *****.
Pan II: No. ***** ******, niech *******.
Pan III: ****** ****** ******.
I wtedy zrozumiałam, że to są Panowie od nieba. Muszą bardzo
długo ładować akumulatory na dole, w końcu któryś z nich daje znak,
rzucają mi ostatnie spojrzenie i, oblizując usta, naciskają guzik ze
strzałką. Winda zabiera ich wysoko, aż na sam dach – i tam panowie
przez jakiś czas łączą nasz wydział z błękitem.
samorząd (bujać to my, panowie szlachta!)
Odświeżony, z umytą buzią, przyczesaną grzywką – zaprosił gości.
I ma teraz świeżą krew, co tętni i bulboni czasem. Sprawdź, czy mnie
tam nie ma: http://polonistyka.samorzad.uw.edu.pl/
Giambattista Malino
(I jesteśmy jeszcze my, mieszkańcy Doliny Dolnej Narni – wsiąknęliśmy w ten wydział tak po prostu. Panna Rewers wsuwa Wam pomiędzy kartki zasuszone wstążki czekoladek, Pan Rewers dobrym słowem
ugłaskuje skołatane sny językowe, a ja – cóż… dośpiewuję.)
Archiwum UW
czyli o wolności słowa
Teoretycy uniwersytetu wciąż powtarzają slogany o „wolności dydaktyki i badań naukowych”, a gdy patrzą na kampus, widzą zapewne coś
w rodzaju gniazda wolności. Okazuje się, że wolność ostatnimi czasy
nieco kuleje. Przynajmniej ta tycząca się słowa.
Udałem się z dwoma innymi przygodnie spotkanymi traktorzystami do Archiwum Uniwersyteckiego, by dowiedzieć się, w jaki sposób instytucja ta pragnie
służyć i być pożyteczną.
Pierwszą rzucającą się
w oczy cechą Archiwum
jest niedostępność i lęk
przed obcymi, zwany
przez innych teoretyków ksenofobią.
Nasi
archiwiści
niczym
wartownicy,
którzy przyłapali nastolatków na fotografowaniu płotu jednostki
wojskowej,
orzekli,
że do robienia zdjęć
potrzebna jest zgoda
samego kanclerza. Na
szczęście
chodziło
o kanclerza UW. Chwilę
później oświadczyli, że
rozmowa z nami możliwa jest tylko za zgodą
ta pani jest miła
dyrektora Archiwum,
TRAKTOR KRÓLEWS
SKI t nr 6 (21) 200
08
o którą pokornie zwrócić
się można dopiero następnego dnia. Szczęśliwie
trzy miłe archiwistki
wyrażały chęć współpracy, a nawet zaniesienia
naszego podania wyższym władzom archiwalnym. Niestety wyższe
władze okazały się mniej
entuzjastycznie do nas
nastawione.
Kolejnego popołudnia nasza prośba została odrzucona, ale dyrektor był tak miły, że dostarczył mi niechcący ciekawszego niż Archiwum tematu na artykuł. Nasze podanie okazało się niestosowne, gdyż
niezłożone na papierze firmowym i z nagłówkiem, co nie pozwoliło
dyrektorowi wykluczyć naszych związków z Al-Kaidą, jak to ujął
pięknie. Następnie uświadomił nas, że pracownicy uniwersytetu
z naukowymi włącznie mogą kontaktować się z mediami wyłącznie
za pisemną zgodą rzecznika prasowego UW.
Poczuwszy się obrońcami wolności słowa i zdrowego rozsądku,
udaliśmy się natychmiast do pani rzecznik, która oświadczyła, że
przepis taki istnieje, ale nie na papierze i dotyczy tylko pracowników
administracyjnych, więc liczni profesorowie UW nie grzeszą, wypowiadając się publicznie bez jej zgody. Odeszliśmy uspokojeni. A do
Archiwum jeszcze wrócimy, z podaniem na pięknym papierze.
Witek Zakrzewski
filozofia i kulturoznawstwo
7
8
traktor dojedzie wszdzie
Akcja SS, czyli…
socjologu, segreguj!
Kto jak kto, ale socjolog musi podążać za duchem czasu.
Dbać o środowisko. Jeść dużo biowarzyw. Kochać rodziców.
I segregować śmieci.
Teraz, dzięki naszej Wspaniałomyślnej Dyrekcji, przynajmniej
ostatni z wyżej wymienionych postulatów stał się całkiem realny.
Na III piętrze pojawiły się bowiem pojemniki do selektywnej
zbiórki śmieci – szare, błyszczące, cieszące oko… Jest tylko jeden
mały szkopuł: możemy wprawdzie skrupulatnie oddzielać etykietki
od butelek i ich zakrętek, ale… nie oszukujmy się! …nasza nadgorliwa
troska o recykling jest raczej syzyfową pracą, bo i tak, ku rozpaczy
zielonych, wszystkie odpady trafią do jednego, zbiorczego kontenera.
Jakżeby inaczej? Socjolog może i jest na bieżąco, ale MPO już na pewno
nie! Smutne, acz prawdziwe…
Justyna Kopczyńska
socjologia
Tropem zagadek z sali 24
Heraklitejskie dochodzenie
Będzie zagadka, profesorze! Profesor Krzysztof Okopień spojrzał
podejrzliwie: „Zagadka? Dwie kulki i armatka?”. Tak zaczęło się dochodzenie w sprawie Heraklita z Efezu i tajemnic sali numer dwadzieścia
i cztery.
W sali tej, imienia Tadeusza Kotarbińskiego, rozwieszono portrety filozofów. Zadbano o chronologię. Pierwszy jest Tales. Jednak
sam dobór portretów budzi podejrzenia. Nie zobaczymy tu Bergsona,
Heideggera, Gadamera, Jaspersa. Są za to Russell, Wittgenstein, Popper, Moore. Oprócz tego dużo nazwisk nieznanych szerokim kręgom
ludzi interesujących się filozofią.
A więc pomylone! Podpisane Demokryt, a na portrecie Heraklit.
Jaki klucz obowiązywał przy doborze portretów? To pierwsza To fakt, ale fakty w filozofii są nudne, a liczą się tylko spekulacje. Dr
z zagadek. Druga zagadka jest zupełną sensacją. Zespół „Traktora” hab. Krzysztof Okopień: – Tak, taaak. Demokryt – Heraklit. Jeden
wytropił, zdekonspirował, a teraz ujawnia – Panie i Panowie, wszyscy, śmieszek, drugi płaczek. Ale czy ten Heraklit tu płacze, czy się śmieje?
którzy macie zajęcia w sali 24! – portret Demokryta, który wisi podpi- Dlaczego niektóre portrety są niepodpisane? A niektóre rozmazane?.
sany, czwarty od lewej w górnym rzędzie tuż przy Sokratesie. Otóż ów
Tajemnica dalej nas dręczy. Kto popełnił błąd, co zrobić, dokąd się
Demokryt to nie jest Demokryt. Ów mędrzec na obrazku to Heraklit
udać? Okopień: – Wie Pan, niech pan pisze do Rady Naukowej. O tym
z Efezu! Odkrycie potwierdzają bliższe oględziny oraz porównanie
portrecie, o tym błędzie. I niech pan od razu napisze o tych ławkach
portretu ze ściany z tym samym wizerunkiem w „Historii Filozofii” tutaj, tych przegrodach. Toż to niewygodnie, okropnie, nie ma konW. Tatarkiewicza.
taktu ze studentami, jak oni siedzą w tych ławkach. Zbunkrowani. To
Dlaczego popełniono taki błąd? Oczywiste jest, że zastosowany
trzeba wymontować. Pan napisze do Rady. I o tym Heraklicie przy
klucz doboru filozofów nigdy nie wypromowałby Heraklita, toć to
okazji.
metafizyk i heglista. Co innego Demokryt, materialista i rzekłbyś,
Kto w sali tej był, ten wie, że student, usiadłszy, może w ławce czuć
pozytywista. Nie istnieje nic, czego nie można objąć rękoma – twier- się spokojnie. Może czytać, pisać, oglądać film na DVD, grać w szachy,
dzi ten drugi. Zaprzyjaźniłby się z Kotarbińskim – patronem sali.
a nade wszystko spać. Ale nam spać nie daje wiele zagadek związaA jednak to Heraklit z Efezu patrzy na studentów w sławetnej sali. nych z salą dwadzieścia i cztery. Czy tylko Heraklit wkradł się przyZadziałał tu Logos czy ślepy los? Czyż wśród wszystkich tych pozyty- padkiem? A może takich pomyłek jest więcej. Dlaczego nie ma Kanta?
wistów, logików i garstki filozofów nie jest jutrzenką swobody dla stu- Dlaczego nie wszystkie portrety są podpisane?
dentów, zmęczonych filozofią analityczną? O rozmowę na ten temat
Sprawa wydaje się wielce podejrzana. Studenci filozofii szukają
poprosiłem prof. Jacka Hołówkę po skończonym wykładzie właśnie
prawdy. W redakcji mówiło się już tylko o jednym… – Tak, trzeba
w tej sali. Profesor filozofii analitycznej prawie na jednym oddechu
będzie to zrobić – przytaknął w końcu naczelny. – To jedyna możliwyraził się tak: – Istotnie, to Heraklit. Nazwa nie odpowiada desy- wość, by dowiedzieć się prawdy – dopingowali mnie redakcyjni kolegnatowi na tym obrazku [profesor mówił z asercją]. Nie przeszkadza
dzy. – Podejmę się tego – stwierdziłem odpowiedzialnie. – Dasz radę?
mi jednak, że to Heraklit. Fakt, był nazywany „ciemnym filozofem”, – pytały opiekuńczo koleżanki. – Tak – odparłem szorstko, szukając
nie spełniał kryterium jasności i wyraźności, ale… wie Pan, dla
w srebrnej papierośnicy ulubionego cygara. Zatem postanowione. By
mnie może wisieć. Nawet gdyby tu zawiesić Heideggera, może wisieć, rozwikłać zagadkę, udam się do odpowiedzialnego za modernizację
patrzeć na niego mogę, tylko czytać nie mogę.
i dekorację sali dwadzieścia cztery prof. Jacka Jadackiego…
Profesor przechadza się po sali i bacznie przygląda się portretom.
– Ależ tu nie ma Kanta! Muszę wyciąć jakiegoś Kanta i powiesić tutaj.
Jurek Ziemacki
A to kto, kardynał Newman!? Ach, nie,
filozofia
to Whitehead! Cóż, widać tu pewien
klucz doboru, mnie osobiście on odpowiada.
Widać „Traktor” stał się silną
inspiracją. Dziennikarze już wyszli,
studenci udali się na kolejne zajęcia,
a pan profesor długo jeszcze rozmyślał
o Heraklicie, Demokrycie i zagadce
„Zagadka? Dwie
doboru filozofów do panteonu ściennej
Ludwig. Uwielbiony w lewym dolnym rogu.
kulki i armatka?”
wystawy. Ogień, atomy, logos, arche…
TRAKTOR KRÓLEW
WSKII t nr 6 (21) 2008
traktor dojedzie wszdzie
Wege-wybory
czyli podejmowanie decyzji w ciężkich czasach
Drodzy czytelnicy rubryki kulinarnej „Traktora”! Uprzedzam was
z góry, że ten artykuł nie dotyczy tego, o czym myślicie!
Nie będzie mowy o wyborach w USA, chociaż nie byłoby to całkiem od rzeczy. Na przykład o Baracku Obamie, który jako dziecko
zajadał się w Indonezji psami i szarańczą, krążyła plotka, według
której przeszedł na dietę wegańską. Teza została szybko sfalsyfikowana zdjęciami, na których demokrata wcina hamburgera, i wszyscy
zorientowali się, że skandaliczna notka prasowa ukazała się pierwszego kwietnia. Z tej anegdotki wysnuć możemy tylko gorzką refleksję, że jeszcze wiele wody w rzece upłynie, nim wegetarianie zostaną
władcami, a władcy wegetarianami.
Na co dzień jednak osoby niejedzące mięsa muszą się borykać
z całkiem innym, nie mniej doniosłym problemem, niż brak reprezentanta w Gabinecie Owalnym. Tym problemem jest całkowite
nieuwzględnianie ich potrzeb przez lokale gastronomiczne. Szanse
na zjedzenie smacznego i sytego posiłku na mieście są znikome.
O niskich cenach – zapomnij. Restauracji wegetariańskich jest mało,
a ponieważ są modne, bezlitośnie windują ceny. Inne bary mają mały
wybór dla niejedzących mięsa, co więcej, klient ma dużą szansę jednak znaleźć je na swoim talerzu, mimo że zamówił coś jarskiego. Jeśli
jest chłopcem, pani w barze z pewnością uzna, że żartuje, mówiąc,
że nie jada mięsa, po czym obficie poleje mu kaszę sosem i dorzuci
skwarki. Na zdrowie chłopakowi.
Ale jednak gdzieś jeść trzeba. Student wegetarianin codziennie musi dokonać iście egzystencjalnego wyboru (jestem pewna, że
Sartre by się ze mną zgodził) – gdzie zjeść obiad?
Zupa z soczewicy
Jestem tu po to, żeby pomóc
– proponuję szybki rzut oka na
Składniki:
knajpki w okolicach Traktu
ok. 1,5 szklanki soczewicy
pod kątem wege-przyjazności.
(zielonej lub czerwonej)
Oczywiście pierwsze miejsce,
koncentrat pomidorowy
które wskazałby mi złośliwy
sól/ kostka rosołowa
tradycjonalista, chcąc obalić
pieprz
moją tezę o dyskryminacji,
ewentualnie: czosnek, chili
to Vegabar na ul. Oboźnej.
Przygotowanie:
Jeśliby budować obraz wegetarianina na podstawie ulotek
Do większej ilości wody lub
i ogłoszeń adresowanych do
rosołu z kostki wrzucamy
spodziewanego klienta
soczewicę. Gotujemy ok. 20
tego miejsca, byłby
minut, aż zmięknie. Solimy (jeśli
nim właściciel dredów,
nie dodaliśmy kostki, która sama
bębenka i sfory egzojest słona), pieprzymy, dodajemy
tycznych zwierząt, który
łyżkę lub więcej koncentratu.
dzieli czas między kurs
Voilà! Możemy też dodać chili
hatha-jogi a konferencje
(gorąco polecam) lub starty
o mistyce. W rzeczywiczosnek.
stości żywią się tu ludzie
różni, nierzadko snobistyczni i po prostu bogaci. Którego studenta
stać, żeby codziennie jeść obiad za 17,50 (tyle przeciętnie kosztuje drugie danie w Vegabarze)? Wprawdzie posiłki są smaczne, duże i z pewnością przygotowane według zasad sztuki, ale niemal dwukrotne podniesienie cen od czasu otwarcia dyskryminuje bar w moich oczach.
Nieco dalej od uniwerku, ale też na studenckich szlakach znajdują
się punkty Green Way. Ten na ul. Zgoda jest wiecznie zatłoczony, a ten
przy metrze Świętokrzyska zwykle świeci pustkami. Dziwi raczej to
pierwsze, biorąc pod uwagę, że jedzenie z miesiąca na miesiąc robi
się coraz gorsze. Nie jest jednak niejadalne, więc można zaryzykować.
W godzinach wieczornych wszystko wyprzedane. Ciastka i szejka
można brać w ciemno, innym daniom należy dobrze się przyjrzeć.
Jeśli chcemy przyoszczędzić, udamy się naturalnie do Karalucha. W rzeczywistości jednak oszczędność jest pozorna, a szansa na
wegetariański posiłek znikoma. Zupa jarzynowa, rzekomo jarska, jest
upstrzona kawałkami mięsa, a naleśniki (jak sądzę) są smażone na
smalcu. Mają jednak tę zaletę, że można się na nich uczyć ekonomii.
Dlaczego dwa naleśniki z serem kosztują 5 złotych, podczas gdy trzy
lata temu były to zaledwie 2–3 złote? Inflacja – powie mało przenikliwy obserwator. Spójrzcie jednak – pierogi z serem, zrobione z tych
samych składników, a bardziej pracochłonne, są dwa razy tańsze.
Naleśniki są po prostu najlepszym i najczęściej zamawianym daniem,
a ponieważ cena rośnie wraz z popytem, są drogie. W każdym razie
najeść się nimi nie da, więc idziemy gdzie indziej.
Barek w starym BUW-ie jest miłym półśrodkiem między jadłodajnią i restauracją, ceny są umiarkowane, ale nie jest to raj dla wegetarian. Możemy zjeść sałatki, grillowane kanapki, risotto, oraz coś,
co nazywa się pesto i na tym kończy się jego podobieństwo do pesto.
Jeśli lubimy włoską kuchnię, możemy poczuć się obrażeni i przejść
na przeciwną stronę ulicy – do Eufemii na ASP. Tutaj często można
dostać warzywne pierogi, krokiety, są też dobre zupy i frytki. Ceny
są umiarkowane, towarzystwo kolorowe, a kucharz wzywa studentów
do odebrania zamówienia, wyśpiewując basem nazwy dań. Jest jedna
wada – trzeba przyjść na obiad w miarę wcześnie, bo pod koniec dnia
jest szansa tylko na zielone uszka.
Nie daj się barom vege, gotuj sam dla siebie!
Drogi studencie! W szale knajpowego obżarstwa nie zapominaj,
że (prawdopodobnie) istnieje coś takiego jak Twoja własna kuchnia.
Odkryj ją na nowo z moim przepisem na zupę
z soczewicy, który jest banalnie prosty i za 7 złotych (tyle kosztuje jej talerz w Vegabarze) możesz
jej ugotować na tydzień dla siebie lub na raz dla
grupki współlokatorów/ kolegów/ bezdomnych.
Jest bardzo pożywna i rozgrzewająca, wraca się
do niej jak do dobrej żony (lub dobrego męża).
ciocia tusia
Nowy Posiad na Karowej
znasz li te meble?
Nówki sztuki, niesiedziane!
ONE, czyli: ŁAWKI. Pojawiły się zupełnie nieoczekiwanie, pewnego
poniedziałkowego poranka. Bezczelnie zastąpiły nasze ukochane,
wysłużone (wysiedziane?) KRZESŁA…
Eh, któż zliczy, ile znamienitych czteroliter ugościły były przez te
wszystkie lata swojej bytności na Karowej? Któż przeszedł (przesiedział?) więcej niż one?
Nic nie zastąpi nam ich szlachetnego skrzypienia i tego przyjemnie usypiającego rozchybotania…
Bez wątpienia należy im się HOŁD. Hołd jak nie wiem co.
Bo tak jak nie przesadza się starych drzew, tak też nie przesiada się
studenta na nowe krzesła. Albo, co gorsza – ŁAWKI.
Do dzisiaj nie wiemy, kto za tym wszystkim stoi. A wręcz siedzi.
Ale jak tylko wykryjemy bezecnego sprawcę – niezwłocznie o wszystkim doniesiemy. Sprawiedliwości musi stać się zadość. Howgh.
Justyna Kopczyńska
TRAKTOR KRÓLEWS
SKI t nr 6 (21) 200
08
9
10
w lusterku traktora
Oni, co dużo widzą
próba za język pociągnięcia
Na socjologii
Kamil, filozofia
Starszy Pan od Ksero z pewnością należy do osób, które w Instytucie
Kamil to znajoma twarz każdego studenta filozofii. Możesz nie znać
Socjologii widzą wszystko, a nawet więcej. Można go spotkać codzien- wszystkich swoich wykładowców i nie wiedzieć dokładnie, gdzie jest
nie. Siedzi samotnie przy swojej maszynie zaraz naprzeciwko szatni
biblioteka. Mogłeś nigdy nie zejść do szatni i być może Instytut Filozofii,
albo przechadza się po holu (?). Opowiada, że kiedy się nudzi, po pro- w którym studiujesz, to dla ciebie tylko schronienie przed deszczem.
stu chodzi. Albo rozwiązuje krzyżówki, choć, jak sam twierdzi, to naj- Ale Kamila znasz na pewno i na pewno wypiłeś już kawę z barku na KP3,
głupsza rzecz, jaką robi.
zza którego patrzy on na nasz wydział.
Sympatyczny, uśmiechnięty, żyjący w przekonaniu, że „najlepszy
Kamil sam kończył filozofię. Nieprędko w świecie znajdzie się
emeryt to martwy emeryt”. W Instytucie pracuje od roku, do pracy
miejsce z takim klimatem, jaki panuje w IF. Niełatwo też opuścić te
jeździ
metrem.
mury. Więc został. Pod barkiem trzyma wszystkie dzieła Nietzschego
I kiedy młodzi
i lubi włożyć szpilkę filozofom analitycznym (ale nie do kawy!). Nigdy
zaczęli ustępować
nie podsłuchuje rozmów toczących się przy stolikach, chyba że padają
mu miejsca w środtam nazwiska filozofów. Zastrzega się, że nie jest gumowym uchem
kach komunikacji
ani tajnym obserwatorem, ale cóż, swoje widział i słyszał.
miejskiej,
stwierSłyszał, jak dr Marcin Poręba, pokazując na snickersa, poprosił
dził, że musi być
o Platona zamiast batona. Pamięta, jak dr Krystyna Misiuna usiadła
z nim już naprawdę
pod sekretariatem ds. pracowników i protestowała przeciwko mierźle.
„Zazwyczaj
nej i wolnej obsłudze w tym sekretariacie. Gdy przechodził tamtędy
młodzi oszczędzają
ówczesny dyrektor, znany w świecie filozofii, muzyki i semiotyki
nogi, i słusznie – by
profesor, nic nie mówiąc, wyjął telefon komórkowy, który posiadał,
stać na starość” –
i wykręcił numer 999 – tak, na pogotowie. Spotkanie lekarzy ratowmówi. Cieszy się, że
ników medycznych i pani Misiuny okazało się nieporozumieniem, bo
pracuje.
Przynajpacjentka była zdrowa na ciele i umyśle, natomiast lekarze po całej
mniej ma zajęcie.
sytuacji wiedzieli jedno – coś jest tu jest nie tak, spadajmy z tego
Pan od Ksero zawsze należał do ludzi aktywnych, ze swoim psem
wydziału.
potrafił wychodzić na spacer co godzinę, ale pies też się zestarzał.
Kamil i jego barek przeżywali różne awantury i przygody. BezTo, czego nie lubi u ludzi młodych, to pośpiech. Studenci nie rozu- domny lubiący narkotyki i szybki zysk przechylił się przez schody
mieją, że jego maszyny się nie przeskoczy i nie wszystko da się błyska- prowadzące do biblioteki i zaiwanił kasę z pieniędzmi. Rzucił się do
wicznie skserować.
ucieczki, zatrzymały go panie z akwarium na parterze. To była gruba
A z kolei największą wadą studentek jest to, że są ładne i młode… ryba w sieci sprawiedliwości.
„I potem się dziwią, że nie pamiętam, jaka kserówka dla której!”.
Kamil z wykształcenia i ducha jest filozofem. Bytem silnie indyNiestety swoją unikalną wiedzą na temat instytutowego życia Pan
widualnym, utrzymującym w tej kawiarence klimat uprzejmości,
od Ksero nie chce się podzielić. Twierdzi, że nikogo ciekawego tu nie
luzu i nieskrępowania. Jest bytem stałym i bytującym na KP3 już praspotyka. Pani pracująca w szatni tłumaczy to jego godzinami pracy. wie dekadę. Jeśli więc rozwikłujesz codziennie zagadkę bytu – gdzie
„Bo tutaj to dopiero po 20. pojawiają się ciekawi ludzie. Na przykład
by tu iść się napić kawy, odpowiedź jest prosta – KP3, pierwsze piętro,
politycy” – mówi. Ale pan nie daje za wygraną i podsumowuje, że
Kamil na posterunku.
lepiej nie wiedzieć, co on myśli o polityce.
Nie bardzo jest
Jerzy Ziemacki
też chętny na publifilozofia
kowanie rozmowy
z nim, ale „skoro
nie mamy ciekawszych tematów”, to
się zgadza i pozdrawia czytelników.
O wiele bardziej
tajemniczy
jest Pan z Bufetu
na trzecim piętrzę –
druga z osób, które
naszym zdaniem
widzą dużo.
Trzecie piętro to
istne serce Karowej
18. Na stojących tu kanapach studenci spędzają swoje półgodzinne
przerwy (tak! Przerwy na socjo zamiast 15 minut trwają pół godziny!).
To tutaj znajduje się bufet, do którego głodni i spragnieni studenci
przybiegają po kanapkę, ciastko, herbatę. W kolejce nierzadko spoPan z Bufetu mówi, że jego postrzeganie rzeczywistości różni się
tykają swoich wykładowców, z którymi niekiedy uda się zamienić
od przeciętnego. Tym także uzasadnia swoją niechęć do opowieści
dwa słowa. Klienci barku zawsze mogą liczyć na miłą obsługę. Pan
o codzienności na Karowej. Pytany o to, co ciekawego dzieje się na
z Bufetu obdarza ich ciepłym uśmiechem, często ucina sobie z kupu- trzecim piętrze Instytutu Socjologii, kategorycznie odmawia udzielejącymi miłą pogawędkę.
nia odpowiedzi. „Państwo i tak nie chcą wiedzieć tego, co ja widzę…”
Kiedy w barku chwilowo nie ma klientów, tzw. Pan Sklepikowy – mówi.
zazwyczaj pogrąża się w lekturze. Na parapecie, obok stosiku wydań
Czyżby serce Karowej skrywało jakieś mroczne tajemnice?
„Traktora Królewskiego” i socjologicznych „Niusów” (w sklepiku
można kupić obie gazety), zawsze leży książka, którą aktualnie czyta.
Marta Juźwin i Dorota Olko
Wścibscy studenci podejrzeli, że czytuje m.in. żywoty świętych.
socjologia
TRAKTOR KRÓLEW
WSKII t nr 6 (21) 2008
w lusterku traktora
Adnan, archeologia
Michał, sprzedawca kopii ze Szpitala św. Rocha
Od dawna jesteś w Polsce?
Od 1986 r. studiowałem archeologię, a potem
zająłem się karmieniem archeologów. Najpierw na Żwirki i Wigury, a teraz na Trakcie
Królewskim.
Jak świat IKP wygląda zza lady ksero?
działem, że będzie mógł ją odebrać dopiero
Zza lady widzę tablicę „Życie kulturalne
nazajutrz.
wydziału”. Wisi na niej jedna kartka. Nie
widziałem, żeby ktokolwiek ją czytał. Jeżeli
Czytujesz to, co kserujesz? Jaki kserowany
nikt mi nie zasłania, widzę też szafki. Na pół- tekst miał na Ciebie największy wpływ?
kach są teczki z tekstami na zajęcia. Wśród
Lubię ten tekst o niombo, lalce ze zmarłym
nich są teczki na nieistniejące zajęcia, które
w środku, która chodzi po barach.
sam nazwałem i wrzuciłem
do nich byle co. Czekam, czy
Co najbardziej, a co najimię: Michał
ktoś kiedyś zechce z nich
mniej lubisz w tej pracy?
w IKP: od sześciu lat
coś odbić. Jeżeli już ktoś mi
Pracę traktuję właściwie
poza IKP: dłużej
zasłania szafki, to są to naj- w ksero IKP od: niedawna
jako kontynuację dziecięcej
częściej dziewczyny. Lubię, stosunek do „Traktora”: Myślę, zabawy w sklep z formami
kiedy ubierają się w H&M że w środku najwygodniej
grzecznościowymi i smal-ie, KappAhlu, Mango lub
ltalkiem, i bardzo sobie
by było na siedząco od tyłu.
Promodzie. Noszą chusty
cenię, kiedy osoby oczekuna szyjach i wełniane dodatki. Niestety pan- jące na kserówki zaczynają współuczestnitofelki wyparły ostatnio conversy. Gdzieś
czyć w mojej grze.
zgubiła się też moda na legginsy pod spódnice i duże metaliczne paski, za to nadal
Czy na początku ktoś wprowadził Cię
w łaskach jest hand made.
w arkana sztuki kserograficznej? Jak długo
się szkoliłeś?
Czy miewasz poczucie, że pracując w ksero To głupie pytanie.
IKP, znajdujesz się – dosłownie i w przenośni – w samym centrum ikapowych wyda- Dosyć często zdarza się na UW, że podjęcie
rzeń?
pracy w instytutowym albo wydziałowym
Ostatnio wykładowca poczęstował jedną
ksero staje się trampoliną na studia doktoz pracownic IKP gumą do żucia, która kopała
ranckie. Czy Ty też masz takie plany? A jeśli
prądem.
nie, to jakie masz?
Moje plany to skończyć studia i zrezygnować
Jaka była najdziwniejsza prośba skierowana
z pracy w ksero.
tu do Ciebie?
Kolega chciał skserować sobie dziewczynę
Łukasz Bukowiecki
w skali 1:1. Zrezygnował jednak, gdy powieinspektor
Skąd tyle ciepła i bezpośredniości w twoim
podejściu do klientów?
Jestem po prostu bezpośrednim człowiekiem. Chcę, żeby między ludźmi było miło.
Dlatego staram się poznać imiona i kierunki
większości studentów, którzy się u mnie stołują. Choć jest może w tym trochę arabskiej
kultury handlowej (uśmiech).
Skąd bierzesz przepisy?
Większość wymyślam sam. Zupa z soczewicy to przepis mojej mamy. Niektóre dania
dostają nazwy zupełnie przypadkowo. Jedno
z nich zamawiał zawsze dziekan i odtąd
nazywa się dziekańskim.
W stosunku do pracowników naukowych
też jesteś tak bezpośredni?
Większość to moi dawni koledzy z roku,
z młodszych czy starszych lat. A najmłodsi
pracownicy archeologii karmili się u mnie,
więc też dobrze ich znam. Na „pan” jestem
głównie ze starszymi profesorami.
Pracujesz w dogodnym punkcie obserwacyjnym. Dużo widzisz?
Mogę patrzeć na ludzi, gdy jedzą, więc nie
widzę zbyt wiele. Czasem tylko docierają do
mnie strzępy rozmów i plotek. Zresztą od
1986 r. nie zmieniło się tak wiele. Tylko ubrania i fryzury są inne.
Witold Zakrzewski
kulturoznawstwo, historia i Komorów
oni jedzą u Adnana
The Eye (z szatni polonistów)
Ponoć tłum ma zbyt wiele oczu, by mieć spojrzenie – przynajmniej
zdaniem Wiktora Hugo. Kto zatem posiada owo spojrzenie i jakim
ono jest? Jakież to oko spogląda na szlachetny, acz nieco zniewieściały
Wydział Polonistyki? Może Oko Salvadora Dali z 1945? Może Jessiki
Alby z horroru Davida Moreau i Xaviera Paluda? Otóż nie! To tajemnicze oko spogląda zza piwnicznej okiennicy i dzień za dniem rejestruje
nieświadomą brać studencką…
Tak, właśnie tam, znad krzyżówki tudzież kanapki zerka na zostawiających jej mienie do przechowania, właśnie tam, pokrzykując
wesoło i serdecznie, knuje i obmyśla swój plan. Niby nic się nie dzieje,
niby ciekawych historii brak, a o czym ludzie mówią, jej nie wiadomo,
bo jakżeby mogła podsłuchać?! Oryginałów też nie dostrzega, bo jakżeby mogła patrzeć na wygląd zewnętrzny?! Niby zapracowana, że
śniadania nie ma kiedy przekąsić. Siedzi dzień w dzień, tyle godzin,
i twierdzi, że nie dzieje się nic, że nie wie nic…
Nie dajcie się jednak zwieść niepozornej powierzchowności. Lata
rozwiązywania krzyżówek uczą niebywałej przebiegłości i systematycznego dążenia do celu. Przysłuchiwanie się mętnym rozmowom
książkowych moli między kiblem a ksero, barkiem a kafejką – czy
TRAKTOR KRÓLEWS
SKI t nr 6 (21) 200
08
może bardziej zaskakująco: między barkiem a kiblem – pozwala
przeniknąć niepostrzeżenie umysły w trakcie najbardziej intymnych
zwierzeń. Wytrawny gracz robi najpierw rozpoznanie, szykuje obronę
w zaciszu swej twierdzy, a gdy uderza, nie pozostawia najmniejszych
szans zaskoczonym ofiarom i zwycięża bezsprzecznie, miażdżąc oponenta. Bądźmy gotowi, nigdy nie wiadomo, co mogło się wykluć w najciemniejszych zakamarkach umysłu, w najprzebieglejszych zakrętach
hipokampu. Być może niedługo dojdzie
do niespodziewanego przejęcia punktu
ksero? Być może do niewyjaśnionego
zaginięcia dziekana i szokującej zmiany
na tym stanowisku? Co będzie, tego nie
wie nikt. Wszyscy jednak znają te oczy,
nie rozwarte zdziwieniem i strachem,
jak u Jessiki Alby, nie ociekające przerażeniem, jak u Salvadora Dali, ale przymrużone, nie więcej i nie mniej, tylko
przymrużone…
E, to nawet Głowa
widzi więcej
Wróbel
polonistyka
11
12
mieszkacy traktu
Mañana!
czyli zderzenie multikierunkowca z iberystyczną rzeczywistością
Czerwiec – nowy kierunek?
Druga połowa września – to chyba już!
Sesja wre, rejestracja na socjologii w toku i nagle pojawia się myśl:
„a może by tak zacząć kolejny kierunek?” Sprawdźmy, czy udałoby się
zgrać zajęcia.
t Strona iberystki – planu brak.
t USOS – planu brak.
t Grono – o planie ani słowa.
Hmm…
t Do USOS-a już nie zaglądam.
t Grono – liczne wyrazy zniecierpliwienia.
t I nagle jakaś spostrzegawcza osoba zauważa subtelną zmianę
w oficjalnym komunikacie na stronie iberystyki: Plan będzie POD
SAM KONIEC (sic!) września.
A myślałam, że pod względem organizacyjnym najbarwniejsze jest
dziennikarstwo!
Lipiec – będę studentką iberystyki!
31 września – uroczysta inauguracja roku
akademickiego.
Udało się! Teraz pozostaje tylko pytanie, jak wcisnąć iberystyczne zajęcia
między to, co już mam w USOS-ie?
W napięciu szukam planu zajęć iberystyki…
t Strona iberystyki – planu brak.
t USOS – planu brak.
t Grono – tematu planu wciąż
brak.
Czyżby taki stan rzeczy nikogo tutaj
nie dziwił?
Co sprytniejsi załatwili sobie plan drogą mailową
od członków samorządu. Ci, którzy 30 września
mieli dostęp do internetu, doczekali się chwili
publikacji planu na stronie. Pozostali zapisują się na
praktyczną naukę hiszpańskiego… bez znajomości
reszty planu.
Myślałam, że nic już mnie nie zaskoczy, ale
nie doceniałam iber. Moment kulminacyjny miał
dopiero nastąpić.
„Proszę państwa, proszę podchodzić do pana
Jarka i zapisywać się do grup”. I w tym momencie
około stu osób rzuca się na katedrę, za którą siedzi
pan Jarek. „Jest! Jestem z przodu!” – myślę. Ale już
za chwilę tego żałuję. Przyciśnięta do katedry przez
tłum zniecierpliwionych pierwszaków ledwie oddycham. Powoli staje się obojętne, w jakiej grupie będę
– oby tylko stąd się wydostać!
Udało się. Przeżyłam. Co będzie dalej?
Sierpień – czy na pewno będę
studentką iber?
Napięcie rośnie. Czy ten plan w ogóle
będzie?!
t Strona iber – planu brak.
t USOS – planu brak.
t Grono – nareszcie ktoś pyta,
kiedy będzie plan!
Niestety, odpowiedzi brak. Przestaję
sprawdzać, czy plan się pojawił.
Początek września – iber jednak żyje!
Już, już powiało grozą… Myślałam, że rzucę te studia, zanim je
zacznę, a tu…
t Co prawda w USOS-ie wciąż planu brak, ale na stronie iberystyki
czytamy: Plan BĘDZIE (!) …w drugiej połowie września.
t Grono – „Będzie jednak USOS?? Druga połowa września? I plan?
Co tak szybko? :P”.
Czyli jednak to tutaj normalne!
***
Listopad
Jutro kolokwium. Nikt nie potrafi udzielić informacji, jaki materiał
nas obowiązuje. Ale teraz nikogo już to nie dziwi.
Będziemy się martwić jutro!
Dorota Olko
socjologia, iberystyka
Halo, czy tu piszą?
poloniści będą tworzyć
Wreszcie. Stało się! Polonistyka ma pole do popisu. Po wakacjach
świeży umysł grupy trzymającej władzę (samorząd) postanowił założyć
organizację poszerzającą horyzonty kulturalne studentów.
Opiekunem zgodził się być wspaniały dr hab. Andrzej Zieniewicz, prof. UW, który dopinguje młodych twórców do pracy literackiej, pokazując zarazem, że życie polonisty nie musi ograniczać się
do nużącego ślęczenia nad gramatyką opisową. Pomysłodawcą jest
Karolina Urbańska – która zaraziła wszystkich swoim entuzjazmem
– dzięki niej organizacja wyszła na światło dzienne i ma szanse przetrwać dłużej niż grupa Skamander. Nazwa grupy? Dość kontrowersyjna: „Sztuka jako ekstaza wyobraźni”.
§1 Cele organizacji to przede wszystkim:
a) inspirowanie do aktywności twórczej,
b) rozwijanie umiejętności warsztatowych,
c) prezentacja dorobku poetyckiego oraz wymiana doświadczeń,
d) rozpoznawanie możliwości twórczego wykorzystywania języka
polskiego,
e) rozbudzanie zainteresowań twórczością poetycką,
f) popularyzacja twórczości literackiej.
§2 Interesuje nas:
a) prowadzenie działalności kulturalnej i edukacyjnej,
b) wystawianie sztuk teatralnych,
c) współdziałanie z instytucjami publicznymi,
d) udział w konkursach literackich,
e) prowadzenie strony internetowej,
f) organizowanie spotkań ze znanymi literatami,
g) organizowanie wieczorów poetyckich,
h) odczyty twórczości własnej i rozmowy o niej.
27 listopada zostanie zorganizowane spotkanie pod nazwą „Wieczór
(nie)znanych poetów”, gdzie studenci będą mogli zaprezentować swoją
twórczość. Plany na kolejne tygodnie to: „Wojaczek a poeci przeklęci”, wieczór autorski Aleksandra Rozenfelda oraz wieczór poezji
Anny Świrszczyńskiej. Następne planowane spotkania: „Kontrowersje w literaturze współczesnej”, „Dyskurs homoerotyczny w poezji
polskiej” oraz wystawienie sztuki: „Pif-paf!, jesteś trup!” – dramatu,
który próbuje odpowiedzieć na pytanie, co zmusza nastolatków do
przemocy. Co dalej? – Czekajcie na informacje. O wszystkich poczynaniach członków „Sztuki…” będzie można dowiedzieć się ze strony
internetowej, która właśnie powstaje, oraz z plakatów, które zostaną
rozwieszone na kampusie. Na szczególną uwagę zasługuje to, że poloniści potrafią wziąć się w garść i sprawy organizacyjne nie są w stanie
ich przerazić. Miejmy nadzieję, że będzie się działo.
Aneta Korycińska
polonistyka
TRAKTOR KRÓLEW
WSKII t nr 6 (21) 2008
mieszkacy traktu
Studiując, żyć z pasją
Miłe buzie po wyborach
czyli nowe lidery, odsłona 1.: ikapowa Jagódka
zespół Mute
Na co dzień studenci kulturoznawstwa, aktorstwa, tłumaczeń specjalistycznych, ekonomii oraz filozofii, po godzinach przyjaciele oddani
tworzeniu muzyki.
A ta w ich wykonaniu to szeroko pojęty refleksyjny rock. Przez
teksty, których autorem jest Mariusz, starają się odnieść do otaczającego świata – to ich pomysł na polemikę z nim. Jako młodzi ludzie
często nie zgadzają się na zastaną rzeczywistość. Właśnie w muzyce
znajdują sposób na wyrażenie siebie.
Mute istnieje od 2004 roku. Pierwsza myśl o jego założeniu
narodziła się jednocześnie w umysłach trojga ówczesnych gimnazjalistów: Patryka Klepackiego, Mariusza Oborskiego i Michała
Traczyka. Mariusz jest w tym składzie osobą wyróżniającą się pod
względem aktywności artystycznej. Oprócz tego, że pełni rolę wokalisty w Mute, zajmuje się również dubbingowaniem filmów i seriali
oraz jest instruktorem teatru muzycznego Zakręt. Ciekawi mogą bez
problemu odnaleźć w internecie listę filmów, w których użyczał on
swojego głosu.
Wróćmy jednak do zespołu. Mute ma na swoim koncie sporo sukcesów. Przy wsparciu Domu Kultury Włochy nagrali pierwszą płytę,
która została całkowicie wyprzedana w nakładzie 2 tysięcy egzemplarzy. Poza tym Mute wziął udział w telewizyjnym programie „Kuźnia
talentów” i co więcej, zroMariusz „Marian” Oborski – wokal
bił wrażenie na jurorach.
Michał „Tracz” Traczyk – perkusja
Oprócz tego jest finalistą
Patryk „Klepak”, Klepacki – bas
festiwalu Młode Wilki –
Michał „Biały” Białas – gitara
Rebelia, odbywającego się
Piotr „Szfagier” Szwajgier – gitara
co roku w klubie Stodoła.
Andrzej „Sil” Silski – trąbka
W Antyradiu Piotr
Paweł Szwajgier – sakso
„Makak” Szarłacki przeprowadził z chłopakami dwuwww.myspace.com/muterock
godzinny wywiad, podczas
www.mute.prv.pl
którego grali na żywo swoje
utwory.
Mute ma na swoim koncie niemal 60 koncertów, w tym dwa
zagraniczne, które odbyły się w Danii. Gra średnio dwa razy w miesiącu, więc nie brakuje okazji, by go usłyszeć.
Chłopaków można poznać również przy okazji bardziej komercyjnych imprez: dotychczas supportowali takie zespoły jak Strachy na
Lachy, Happysad, Zakopower, Akurat czy Paprika Korps.
Tym, co wyróżnia Mute, jest nie tylko zatrważająca rzesza fanek,
przyciąganych m.in. lirycznym repertuarem i przystojnymi muzykami. To także sekcja dęta w niestandardowym użyciu.
Plany na przyszłość zespołu to przede wszystkim nagranie profesjonalnej płyty, tym razem dojrzalszej, mocniejszej, bardziej agresywnej, która dotrze również do męskiej części słuchaczy, wyjazd do
Norwegii – Mute został zaproszony na alternatywny Grasrot Festivalen w Bergen – a także nagranie teledysku.
A ich najbliższy koncert już 14 grudnia o 18.00 w klubie Proxima
na imprezie Harmonic Generation, która łączy artystów z całej Polski
przedstawiających różne gatunki muzyczne. Mute jest organizatorem
oraz pomysłodawcą tego wydarzenia i ma nadzieje, że Harmonic
Generation zaistnieje jako coroczny cykl tego typu koncertów. Poza
Mute w Proximie zagrają Ptaky, Normalsi, Sandaless a także Mama
Selita. Patronatem medialnym jest Radio Kampus, sponsorem Dom
Kultury Dorożkarnia. Wjazd 15 zł. Na pewno warto!
Marta Juźwin
socjologia
TRAKTOR KRÓLEWS
SKI t nr 6 (21) 200
08
W IKP na czele samorządu i koła naukowego stanęła Jagoda Gawliczek.
Reprezentuje ikapowców w samorządzie polonistyki. Lubi operę
i wszelką muzykę z wyjątkiem tej, której nie lubi. Choć nie uważa
się za idealistkę, wydaje się taką. Uważa, że praca w samorządzie
polega na pomaganiu innym, wychwytywaniu rodzących się inicjatyw i wspieraniu ich w rozwoju. Wie, że to banalne, ale bardzo
prawdziwe. Zamierza zatem kontynuować
prace poprzedników, a także odpowiadać
na bieżące potrzeby i realizować pomysły,
które będą rodzić się w instytucie.
PS. Niewtajemniczonym wyjaśniamy
– w IKP koło naukowe zajmuje się również
sprawami samorządowymi – wigiliami,
wystrojem korytarzy, interwencjami,
interpelacjami, pogaduszkami z dyrekcją.
Takie ikapowe skrzywienie.
Witek Zakrzewski
foty: Sonia Kobylińska
P
U
B
B
L
I
C
I
T
Młodzki
przedstawia:
http://praktypedia.pl/Jak_odkleić_naklejkę_z_szyby
À
13
14
mieszkacy traktu
Miłe buzie po wyborach
odsłona 2.: pomysłowe socjologi + Juźwinowe badania
Samorzad IS-u jest uważany za najsprawniej działający na UW. Przed
wyborami widać było wolę działania. Na ścianach porozlepiane były
listy kandydatów. Zaraz obok plakaty wyborcze, jak zwykle oryginalne,
z chwytnymi hasłami, mimo że… nie było po co walczyć. Do organów
samorządu dostali się prawie wszyscy startujący. Skąd ten kryzys
aktywności, co planują ci, którym się chce?
Studenci nie są aktywni
pod względem działalno- Piotr Podolski, student III roku socjości sa morządowej – uważa
logii, który już od I roku angażuje się
Piotrek. Niewielu z nich
w sprawy samorządu ogólno-unidecyduje się na działanie
wersyteckiego. Został wtedy członw organach samorządo- kiem Uczelnianej Komisji Wyborwych przez dłuższy czas. czej Samorządu Studentów UW
Zabiera to dużo czasu, (http://ukw.samorzad.uw.edu.pl).
a korzyści są niemal nie- Podczas kadencji 2007/2008 przedostrzegalne. Trzeba „to
prowadzał wybory w wielu jedlubić wewnętrznie”, być do
nostkach. Pod koniec tej kadencji
tego stworzonym. Ponadto, został wiceprzewodniczącym UKW.
bycie aktywnym samo- Ponadto parlament wybrał go na
rządowcem nie jest dla
przedstawiciela studentów w UKW
studentów UW prestiżowe. na kadencję 2008-2012. W zeszłym
Nie docenia się osób, które
roku czuwał nad wyborami rektora
poświęcają swój czas, by
i prorektorów.
urozmaicić studia i poprawić ich jakość. Świadczy o tym zachowanie wielu studentów w chwili
zgłaszania kandydatur przed wyborami. Piotr wspomina, że często
spotykał się ze stwierdzeniami typu: „mi się nie chce”, „niech idą do
tego jakieś naiwniaki”. Czuje, że to niewdzięczne zajęcie. Jak mówi,
łatwiej doczekać się krytyki, że na imprezie DJ był słaby albo że nie ma
zniżek na piwo, niż pochwał za dobrze wykonaną pracę.
Niska aktywność powiązana jest też z niską frekwencją, która
w zeszłym roku wyniosła w IS nieco ponad 16%. Według Piotra to
ogólna tendencja na UW, bo w innych jednostkach jest 12-15%. Skrajnym przypadkiem było w tym roku Uniwersyteckie Kolegium Kształcenia Nauczycieli Języka Francuskiego UW, gdzie nikt nie przyszedł
na głosowanie, nawet kandydaci! Dużą frekwencją wyróżnia się WPiA
i WGiSR. Ogólniej mówiąc, większa aktywność cechuje kierunki
humanistyczne.
Piotr utrzymuje, że nie łatwo to zmienić. UKW i komisje instytutowe są od tego, by przeprowadzić uczciwe demokratyczne wybory
zgodnie z regulaminem i ordynacją. Mają za zadanie umożliwić oddanie głosu jak największej liczbie studentów, dlatego wybory przeprowadza się w dniu i w godzinach, w których w jednostce uczestniczy
w zajęciach większość studentów. Reklam nie ma, poza obwieszczeniami, które nie rzucają się w oczy. Jak mówi Piotr, frekwencja zawsze
jest większa, gdy jest wielu kandydatów. W walce o zwycięstwo rozklejają oni plakaty, rozdają ulotki, jednym słowem promując siebie,
reklamują wybory. Niestety często liczba kandydatów odpowiada
liczbie mandatów. Podobnie, jak na IS w tym roku, gdzie do zarządu
i rad startowało minimalnie więcej kandydatów, niż było miejsc.
zwiększenie liczby ławek na korytaZarząd socjologów:
rzach, przyspieszyć zdigitalizowanie
Marcin Fogiel,
skryptów, zwiększyć liczbę egzemplarzy
książek w bibliotece, rozszerzyć zasięg Aleksandra Popławska,
WiFi w Instytucie. Jest też za zwiększe- Karol Kaczorowski,
niem ilości zniżek dla socjologów, m.in. Katarzyna Bartczak,
Karolina Mikołajewska,
w teatrach, oraz za działaniem na rzecz
Bartłomiej Tolak,
integracji studentów, nie tylko poprzez
organizowanie instytutowych imprez, Piotr Winter,
Katarzyna Murawska.
ale właśnie poprzez wspólne wyjścia do
teatrów czy wspólne wyjazdy. Cezary
wymyślił także sposób na sfinalizowanie projektu dotyczącego
budowy parkingu dla rowerów na terenie instytutu. Zdaje sobie
sprawę z trudności, ale ma nadzieje, że przy wspólnej, zdecydowanej
współpracy można znaleźć rozwiązania wielu problemów.
Czarek do samorządu IS się nie dostał, ale nie oznacza to, że niektóre z jego pomysłów
nie zostaną zrealizowane.
Na
meetingu
wyborczym
trudno
było usłyszeć unikalne
propozycje.
Najbardziej zaskakujący program przedstawił Jakub Bazyli
Motrenko.
Będzie
on zabiegał m.in.
o zmiany w programie
studiów na socjologii.
Jest za wprowadzeniem np. prac rocznych, które obowiązywałyby studentów
każdego roku, a rozliczane byłyby w punktach ECTS, oraz za
zmniejszeniem liczby
Aleksandra Aniela
wykładów na rzecz
i Karol Kalor z Zarządu
ćwiczeń.
Kandydaci stawiali
przede wszystkim na lepszy przepływ informacji na linii samorządstudenci, organizowanie imprez, wyjść, wyjazdów umożliwiających
lepszą integrację socjologów, wprowadzenia ułatwień w studiowaniu.
Mieli także nadzieje na kontynuowanie takich projektów jak socjocup, czy konkursu fotograficzny „Pstryk”, które w ubiegłym roku
akademickim okazały się sukcesem. Zapowiedzieli ponadto sprzedaż
kolejnej edycji bluz instytutowych, tym razem w odpowiedzi na zapotrzebowanie socjologów w nowej kolorystyce – wprowadzony zostanie m.in. fiolet.
Po co więc kandydują, skoro to tak niewdzięczne i nieopłacalne w wymierny sposób zajęcie?
Cezary Świętochowski z III roku socjologii zdecydował się kandydować, by zrobić coś dla „dobra wspólnego”. Wybrał
moment, w którym czuje, że wdrożył
się już w życie IS, poznał jego problemy
i potrzeby. Deklaruje, że teraz w pełni
mógłby się w coś zaangażować, byłby
w stanie inicjować zmiany, że dojrzał do
odpowiedzialności. Na studiach nie miał
jeszcze okazji działać społecznie, ale ma
doświadczenie z wcześniejszych lat edukacji. W gimnazjum był przewodniczącym klasy, ale w szkole brakowało miejsca na działanie, na zmiany.
Na meeting wyborczy
w sali nr 18 socjolodzy przybyli tłumnie, a frekwencja
Liczą się idee – mówił
podczas wyborów skoczyła do
przed wyborami. Jako
19,1%, więc może i z aktywnoewentualny przyszły samością będzie lepiej? A jak wsporządowiec nastawiony był
mina wcześniej cytowany
na współpracę i wyzwaPiotr, bycie samorządowcem
nia. Nie planował żadnego
to wielka satysfakcja z wykoshow podczas meetingu
nanej pracy i prawdziwa
wyborczego. Chciał wypaść
szkoła radzenia sobie z najnaturalnie, bo – jak mówi –
różniejszymi
problemami,
Karolina Mikołajewska – też
„robi się dla wszystkich”, nie
głównie z organizacją pracy.
pod publikę.
Ponadto, taka działalność jest
Chciałby zwiększyć prze- punktowana przez przyszlych pracodawców, a jednocześnie jest to
pływ informacji między studen- sposób na zrobienie czegoś dla innych.
tami a samorządowcami, którzy
powinni być żywym pomostem.
Marta Juźwin
Próbowałby znaleźć środki na
socjologia
TRAKTOR KRÓLEW
WSKII t nr 6 (21) 2008
mieszkacy traktu
Miłe buzie po wyborach
osłona 3.: wielki powrót Agnieszki, bez kaloszków, ale w płaszczyku
ik a?
swojego rzeczn
ju ż Zubi la na
ik iem?
zn
ec
rz
Czy powołałaś
ać
st
zo
rz ysiu, chcesz
.
Agnieszka: K
edorzeczni kiem
ni
ać
st
zo
ę
?…
og
Zubi l: M
m
ki zasi laczem
mia nuje się ta
ów
ik
zn
ec
rz
Niedo
ny m.
hluje mnie.
Z: Biczem wod
asaż ystą i wac
pr ywat ny m m
m
po nocy.
oi
y
m
at
st
ak
je
pl
n
m
A: O
ługi. Rozlepia
us
ne
muszę najpierw zaliczyć u pani
in
zę
dc
Z: I św ia
.
czarną robotą
Grześczak…
ic y,
A: Zajmuje się
ą plakat y na ul
isz
w
dy
G
.
m
-e
PR
m
.
ny
m
ar
re
Z: I cz
marke
wąsy czarny m
Dostanie ten numer z opóźdomalow uję im
nieniem.
Mamy też taki szumny plan, żeby zorganiEkipa Agnieszki: Kuba Nikodem
zować wykłady profesorów zagranicznych
(wiceprzewodniczący), Alicja Kamińska
i wyjazdy naukowe na zagraniczne uniweri Paweł Banachowicz, którzy będą już drugi
sytety. Trzeba będzie nawiązać trochę konrok, oraz Daria Chibner.
taktów. Myślę, że się to uda.
Szare eminencje, autorzy wielu projektów:
Przemek Lahuta, Michał Wójtowicz
Twoja ulubiona kreacja?
Różowy płaszczyk, oczywiście. I śp. kaloszki,
które pękły.
Agnieszka Romańska została szefem filozofów po raz drugi. Przez rok miała
przerwę po wyczerpującej kadencji, podczas której w szare dni podnosiła studentów na duchu szałowymi kreacjami. Wybory były burzliwe, bo w ostatniej
chwili z monolitu partyjnego wyłoniła się drapieżna opozycja. Jest to jednak
tajemnica, gdyż Agnieszka nie chce o tym mówić. Od początku kadencji współpracuje z chwilową opozycją i nie chce tworzyć podziałów.
Czym ta kadencja różnić się będzie od
poprzedniej?
Będzie bardzo fajna, bo jest bardzo dużo
ludzi, którym chce się coś robić, mają dobre
pomysły, a nowa dyrekcja jest bardzo przychylna. Zmobilizowała nas też trochę opozycja, z którą teraz współpracujemy. Wykorzystujemy ich pomysły, energię i to, że chcą
działać, bo na filozofii jest z tym ciężko. Ale
sami też dużo wymyśliliśmy w wakacje.
Wasze pierwsze kroki?
Niebawem skończymy Wi-Fi, powinno
być już za dwa tygodnie. Poprzednia ekipa
zdobyła pieniądze i ustaliła rozmieszczenie nadajników. Pozostaje tylko kupić je
i zainstalować. Zrobiliśmy już też otrzęsiny,
30. października w Zwiąż mnie. Świetnie
się udały, było dużo ludzi. Następne będą
barburki. Poza tym trochę się sprzedajemy.
Przez trzy dni będzie tu stać stoisko jednego
banku, ale zapłacą nam za to i będziemy mieć
pieniądze na kolejną imprezę.
Ulubiona piosenka, gdy jest ci smutno?
Pod prysznicem…
Co pod prysznicem?
Ja śpiewam pod prysznicem, cokolwiek.
Ukochany filozof?
Zubil.
Naczel
Dotąd kiepsko było z przepływem informacji.
Mamy takie trzy grupy zadań. Pierwsza to
właśnie poprawienie komunikacji przez
Wikidot, przez portale i mówienie o tym,
co robimy. Ale planujemy też polepszenie
warunków studiowania, Wi-Fi, podwórko
na wiosnę, gdzie zamontujemy zamek szyfrowy (ustaliliśmy już z dyrekcją, że jest to
możliwe) i gdzie znajdować się będą stojaki
na rowery. Zrobimy też porządek z teczkami,
żeby znowu były w bibliotece, a nie tylko
w jednym punkcie ksero.
A żarówki 150 W?
Tak, to bardzo dobry pomysł! Nigdy jakoś
nie zauważyłam, że tak strasznie tu ciemno.
W ogóle tu nie powinno być takich żyrandoli.
Takie to moja babcia ma w łazience. Poza tym,
nie wiem, czy mogę to powiedzieć dla pisma,
do którego pisze pani Grześczak, ale chcemy
albo ograniczyć, albo zlikwidować język klasyczny. Mieliśmy pomysł, żeby te pieniądze
przeznaczyć na drugi język nowożytny. To
by się bardziej przydało. Ale poczekaj, bo ja
Naczel: Dzięki za sesję!
Agnieszka: No wiesz…
To ja dziękuję. Każda
kobieta marzy o swojej
sesji zdjęciowej…
TRAKTOR KRÓLEWS
SKI t nr 6 (21) 200
08
15
16
mieszkacy Traktu
Dyrektorsko-dziekańskie wycinanki
miej kontakt z szefem swej jednostki!
dr Bucholc i dr Łodziński
prof. Stanisław Dubisz
Lista oczekujących sporządzana w czasie dyżuru dyrektora ds. stu- legendarny dziekan z pogranicza kultur
denckich to dowód, że w Instytucie Socjologii zaszły zmiany.
„To każdego musi męczyć, bo to ciężka praca” – powiedział o dzie– Skończyły się czasy otwartych drzwi w sali, w której przyj- kanowaniu w wywiadzie Ewy Glińskiej z „TK” 13. „Wczoraj wyszedłem
mował dyrektor, szybkiego wchodzenia tam studentów, słuchania z domu o godzinie 7.00, a wróciłem o 21.00. (…) Wiadomo też, że kiero„tak, następny” w odpowiedzi na ich podania i opuszczania sali – wanie zespołami ludzkimi nie jest łatwe.
komentuje zmianę na stanowisku dyrektora ds. studenckich w IS Ale bycie dziekanem daje czasem dużo
jeden ze studentów.
satysfakcji”. Tu podaje, że załatwione
Marta Bucholc, która właśnie je objęła, przyznaje, że nie na zostały formalności z windą, która już
wszystkie studenckie prośby wyraża zgodę, szczególnie jeśli cho- zasuwa.
dzi o załatwienie formalności związanych z przedłużeniem sesji.
Przez cały rok spędza weekendy
Po sesji zimowej planuje wprowadzenie dodatkowych rygorów. w swoim domu letnim w Secyminie pod
Teraz nie chce jeszcze zmieniać reguł, które obowiązywały w cza- Warszawą, w otulinie Puszczy Kampinosie czerwcowych egzaminów. Potwierdzają się przewidywania skiej. Lubi wykonywać tam prace stolarstudentów: dr Bucholc wprowadza do Instytutu dyscyplinę. Nic skie – „na przykład sam zrobiłem sobie
dziwnego – jest przecież nie tylko doktorem socjologii, lecz także meble, a kiedy przylatują ptaki, trzeba dla
magistrem prawa (i filozofii).
nich przygotować domki”. Lubi też wędCzęść studentów, których wnioski zostały odrzucone przez kować – „nie łowić, ale wędkować, bo to
dyrektor Bucholc, udaje się do jej poprzednika Sławomira Łodziń- zasadnicza różnica”.
skiego, obecnie dyrektora Instytutu. Desperaci liczą na to, że
„Cieszy mnie takie lato leśnych ludzi”
będzie on dziś równie permisywny jak w trakcie ostatnich trzech – wyznał Ewie ponad rok temu. „Rozlat. Najczęściej jednak są to płonne nadzieje.
mawiam z ptakami, grzybami, ze zwie– Staram się ich odstraszać. Mówię, że to już nie moje kompe- rzętami. Nie jestem człowiekiem miasta.
tencje – stwierdza dyrektor Łodziński. W odpowiedzi na pytanie, Jestem człowiekiem pogranicza kultur,
czy współczuje Marcie Bucholc tłumu interesantów i przedłużają- pogranicza regionów i pogranicza miejprof. Dubisz do złożenia
cych się dyżurów, żartuje: – Niech inni sko-wiejskiego, choć nie wychowałem się
doświadczą tego, czego musiałem ja.
na wsi, tylko w Rzeszowie, a więc w mie- i postawienia na biurku
Personalne zmiany na najwyższych ście. Chyba moje miejsce jest obecnie
stanowiskach Instytutu nie przeszły w Secyminie, pod lipą”.
bez echa wśród studentów socjologii.
Wciąż uwielbia historię języka. Wciąż jest jednym z najpopularniejKlementyna Świeżewska, studentka III szych dziekanów.
roku, która załatwiała sprawy u nowej
Naczel
dyrektor ds. studenckich, twierdzi, że
nie napotkała żadnych problemów
podobnie jak za czasów Sławomira dr Tomasz Wroczyński (drugie imię: Leonard)
Łodzińskiego. Zastanawia się też, jakie prodziekan ds. dydaktycznych, studenckich i doktoranckich
są plany byłego dyrektora ds. studenckich, który teraz jest nowym szefem
dr Bucholc do portfela
Instytutu.
Sam dyr. Łodziński zapewnia: – Socjologia w IS nadal będzie
zorientowana empirycznie, będziemy kładli duży nacisk na teorię. Poza tym postaram się lepiej zorganizować funkcjonowanie
Instytutu.
Dr Łodziński ma na to 4 lata, bo tyle trwa kadencja, a już dziś
zapowiada, że nie będzie ubiegał się o reelekcję. Z urzędowania dr
Bucholc studenci będą mogli się cieszyć przez dwa lata, później ma
ona zamiar powrócić do rozwoju kariery naukowej.
TRAKTOR KRÓLEW
WSKII t nr 6 (21) 2008
i po to mu szkicownik.
drugą ręką mężczyzna narysuje portret
jednego z nich.
spisać wiersz o nich, na tysiąc strof,
a przynajmniej tysiąc wersów, póki ręka
nie odpadnie. każda dłoń idzie swoją drogą,
nadzwyczaj nieposłusznie, dzieci pójdą
za ręką taty, rozejdą się po całej ziemi.
co zrobić z tysiącem dzieci?
dr Wroczyński z obstawą:
po zafoliowaniu można przypiąć do kluczy
kulomiot mieszkał w Persji i miał tysiąc
kochanek, każda wyrosła z wysokiej góry,
potem przyszła do niego.
(z każdą po jednym dziecku, wyobraź sobie,
jaki to wysiłek absurdalny; absurd
poważny, powaga jego tu przytłacza),
więc każde uśmiech, rzęsy jak kredką malowane,
w oczach ciecz, barwa wodnista, jednak czasem
tli się ogień, jak na kogoś z tamtych rejonów
przystało.
więc wyjdźmy także poza obręb
koła, na planie którego nos dziki
i oczy wbite w czaszkę jak kamień
w ziemię, ponad to, co naszkicowane.
przecież nie ma króla, jest tylko
kulomiot, który stworzył to dzieło.
niewyraźny w bajce, choć lubi się ją
gadać przy różnych okazjach. a jaki
ma styl, czy to ważne?
i nie ma też powodu
prawić o rzeczach nieczystych ? raz, czy dwa
przedzielonych kreską. do respektowania tej granicy,
jakby była ona podstawą korony.
nos wykracza poza ramy szkicownika,
więc nie ma powodu, by nie ukraść tej czerwieni,
w jaką się teraz wplątałaś, poza marginesem.
Jakub Antolak
bajka
formalina, ŁAM literacki
socjologia
nie ma przecież powodu gadać bajek,
a tak bardzo się lubi.
Agnieszka Radziwinowicz
mieszkacy traktu
prof. Aleksander Ochocki
dr Wiśniewski na podkładkę pod mysz
„Filozofia jest niedzielą życia” – lubi powtarzać za Heglem. Z jego nadejściem zmieniła
się pogoda w IF. Z jego nadejściem zjawił się
też najbardziej związany ze studentami wicedyrektor, zastępując jednak i tak kochanego
przez większość filozofów prof. Dobieszewskiego, który ujął Naczela za serce już na dniu
otwartym dla kandydatów.
Na obecny stan atmosferyczny IF wpływa
m.in. jego pogoda ducha, choć postanowił nie
uśmiechać się do zdjęć, na które zgadza się
wyjątkowo. – Nie chce się pan uśmiechnąć,
żeby nie zatajać prawdy o prozie ludzkiego
życia? „Tak” – westchnął poważnym tonem,
który trudno wziąć zupełnie serio.
Naczel
dr Tomasz Wiśniewski
Jeździł z filozofami na obozy, m.in.
sławne „jesienne naukowe”, przesiadywał
z nimi na schodach przy barku KP3 lub stał
w ich towarzystwie przed budynkiem owym.
W knajpach, a potem w mieszkaniach
studentów (bo „komuś” mogło się to nie
spodobać) robił dodatkowe zajęcia z historii filozofii nowożytnej. A teraz załatwia ich
sprawy. Więcej w poprzednim numerze.
Naczel
prof. Ochocki w formacie karty kredydowej
Kulturoznawcy grzeczniejsi od gimnazjalistów
czyli ikapowy objazd: Wrocław
Rano, 13 listopada, gdy Warszawa powoli budziła się do życia, grupka
szczęśliwców z IKP z zapartym tchem oczekiwała na wjazd pociągu
pospiesznego „Oleńka” na Dworzec Centralny. Pociąg ten miał zabrać
nas na wielką przygodę – pierwszy tegoroczny objazd, tym razem do
Wrocławia.
Choć pierwszą atrakcją każdego objazdu są oczywiście Referaty,
przygotowywane pieczołowicie przez niestrudzonych kulturoznawców (chwała Ci, Wikipedio! – zakrzykną niektórzy), najciekawsze jest
czasem to, co trafia do nas z marginesu, przypadkiem i jakby kuchennymi drzwiami. Oto część „prawdziwej” wiedzy o stolicy Dolnego
Śląska, perełki, których na próżno by szukać w oficjalnych sprawozdaniach.
Po pierwsze, Wrocław to miasto wielkiej kultury i prawdziwie
europejskiego sznytu. Wiemy to dzięki Carmen, tajemniczej rezydentce hotelu „Piast”, osobie, która gdyby tylko była młodsza, na
pewno studiowałaby na IKP. Z bujnym blond zmierzwionym włosem, w sukni rodem z XIX-wiecznej operetki, frenetyczna ta postać
przemierzała bez celu hotelowe korytarze, gości racząc opowieściami
o paryskich windach i niebezpieczeństwach związanych ze zbyt długim w nich przebywaniu.
TRAKTOR KRÓLEWS
SKI t nr 6 (21) 200
08
Po drugie, wrocławianie dbają o porządek i kategorycznie sprzeciwiają się rozluźnieniu obyczajów, o czym mogłem się osobiście
przekonać, kiedy mijająca naszą marszową kolumnę, pełna słusznego
oburzenia dama, zwróciła mi, uwagę, że „dziewczynki z przodu palą
papierosy” i nakazała mi niezwłocznie zająć się tym faktem! Do tej
pory nie udało mi się ustalić czy nie chodziło przypadkiem o nasze
doktorantki – Nicole Dołowy i Anię Gronowską…
A po trzecie, tu już całkiem na serio, w dodatku z nieukrywaną
zawiścią – Wrocław nocą naprawdę żyje, a o piątej nad ranem na
tamtejszym Starym Mieście, znajdziemy więcej otwartych punktów
gastronomicznych niż w samo południe na Trakcie Królewskim…
Tylko pozazdrościć.
Swoją drogą, na objeździe przekonaliśmy się, że studenci IKP,
wbrew niesłusznie rozsiewanym plotkom, zachowują się nocami
o niebo lepiej od gimnazjalistów, a przynajmniej nie pozwalają sobie
na bieganie w samej li tylko bieliźnie po hotelowych korytarzach
w barwnych, bokserkowych korowodach.
Sir Walsingham
w tajnej służbie SKK
17
Dobry?
Bardzo mi się podobało.
Czy jest na miarę Pani oczekiwań?
Taak… Na miarę… Ten dobry
obraz jest na miarę moich oczekiwań. Bardzo mi się podobało!
Na miarę oczekiwań?
Tak, na miarę.
Tego Pani oczekiwała?
Tak. Bardzo mi się podobało.
Czy Pani myśli, że to da początek
nowej szkole?
Taki dobry obraz – tak. Nowej szkole – raczej. Bardzo mi się podobało.
I to coś da?
Da. Bardzo mi się podobało.
Da?
Da-da.
Czyli zamknąć muzea?
Tak. Bardzo się podobało.
Zamknąć muzea?
Tak. Zamknąć ten dobry obraz.
Bardzo by się podobało!
Chciałam Pusto
Wypędzić za próg
niech będzie znów pusto
ale się nie stało
Przyszło do mnie Pusto
otarło się o nogę
polizało palce
Wskoczyło na kolana
Łasiło się
W roli kota wystąpiła Ewa –
pierwsza kobieta. Będzie ich więcej.
Martyna Skrzeczkowska
Pusto
ki
od
u sz
op
go
d
ne
ady
cji
dia
l
ski
ej t
r
uc
ha
ne
go
a
Czy ten wywiad jest dobry?
Wywiad jest dobry, ale na bardzo wysokim poziomie abstrakcji. To
taka sztuka autotematyczna. Artysta przechodzi w nim na drugą
stronę – zadaje pytania dziennikarzowi, a może krytykowi sztuki?
Kota można chyba nazwać krytykiem lub typowym odbiorcą, który
się gubi, wstydzi się przyznać do niezrozumienia, boi się powiedzieć
wprost, co mu się podoba, a co nie. I on naprawdę rozważa opcję
zamknięcia muzeów…
Czy jest na miarę Pani oczekiwań?
Krytyka nie daje dziś konkretnej odpowiedzi i wskazówki. Nie jest już
tak istotna (jak w moim kochanym modernizmie). Samo poruszenie
tematu krytyki artystycznej w sztuce jest ważne, ale forma obnaża
jej słabe strony: ślepy zachwyt, strach przed niekompetencją, a także
przedkładanie intuicji widza nad opinię krytyka. Tak – a my byśmy
chciały wychwytywać grafomanię sztuki! I… i dać początek nowej
szkole! (Choć Ewa obawia się krytykanctwa).
Czy Pani myśli, że to da początek nowej szkole?
Może. O ile ja wierzę w możliwość odrodzenia krytyki, a Ewa podkreśla rolę kuratora. O ile obie lubimy chodzić na wernisaże, by
napić się wina, nie czuć klimatu i podpatrywać sztuczność. O ile obie
mamy świadomość, że wystawy są przeładowane, ale chodzimy na
nie przez całą długość trwania (oczywiście w czwartki!), by skrawek
po skrawku skompletować całość i nie biegać. Ale nie rezygnujemy
i kolejnemu pytaniu mówimy zdecydowane: nie!
Czyli zamknąć muzea?
Zamknąć muzea, niech każdy tworzy w domu, na poziomie swojego
YouTube’a i swojego IQ… Albo…zamknąć krytyków w muzeach! Niechaj patrzą do bólu i napiszą coś więcej niż nasze mantryczne „Bardzo
się podobało”. I oby nie obyło się bez bólu. Boli… – ile razy zadasz mi
jeszcze to samo pytanie, bym przyznała Ci rację? …
Ewa okazała się cierpliwsza od kota. Ale ilu jest takich widzów,
którzy wzięci w krzyżowy ogień pytań nie wymiaukną ducha? Nie
wymiaukujcie! – oto nasza zachęta dla Zachęty.
Paulina Danecka
Ewa Dmochowska
Sekcja Sztuki, IKP
Stała poza
I Pusto w oczach
Otwieram szafę
I Pusto w szafie
Wchodzę do łóżka
I tam już Pusto
otwieram usta
…
Obraz jest dobry?
Dobry. Bardzo mi się podobało.
formalina, ŁAM literacki
go ytyw
, cz
…jak Ci się podobał wywiad z kotem? – Nie głaskaj konwencji po łbie!
Porozmawiajmy wreszcie konstruktywnie! Tutaj i Ewa, i ja w polifonii
– podział na pytania i odpowiedzi nie rozwiązuje problemu: „i kto to
mówi…”.
Pusto snuło się
Co dnia coraz bardziej
Wstawało, jadło
I spało ze mną
I tylko Pusto
Mi pozostało
Czy ten obraz jest dobry?
Ten obraz jest dobry. Dobry obraz.
Taak… Bardzo mi się podobało.
platoń
ne
dob
Zacznijmy od Pana, Panie Marcelu: Jak bardzo Pan kota naciskał? Który
widz by to wytrzymał? Chodziło może to o intensywność, może o zanudzanie powtarzaniem?
Sprawdzę na czyjejś skórze. Ciągle pod włos. Jednak ona ma głos,
wykaże się pewnie czymś więcej niż mantrycznym miaaauuu – jak ją
znam, jak ją czytelnik pozna.
– …a jakbyśmy zrobiły tak, że Ty byś się starała robić dekonstrukcję moich pytań i odpowiadać formami, które są w pytaniach?
– Ale inwersję czy dekonstrukcję?…
az
opo
awd
m , w y sł
pr
te
ko
sa
aer
podążając za ideą Marcela Broodth
w Za
, or
chęcie
Dialog dla sztuki
wia
wy d
uz
18
u
og
traktorem przez zacht
TRAKTOR KRÓLEW
WSKII t nr 6 (21) 2008
nr 1 (1) 20
2008
SZMATA
K
R
Ó
L
E
W
S
Spór o granice dobrego smaku
K
A
Ratujmy historyków prawa
przed zamarznięciem!
Studencie! Bądź czujny!
Jeśli zauważysz na terenie swojego wydziału pusty karton – uważaj! To może być pułapka! Wiarygodne źródło, do którego dotarli
redaktorzy „Szmaty”, donosi, że pewien profesor zwyczajny, kiedy
pełnił funkcję dyrektora instytutu, miał osobliwy zwyczaj sprawdzania stopnia zaangażowania w pracę personelu technicznego. Kiedy
nikt nie patrzył, podrzucał w kącie korytarza lub dziedzińca pusty
karton. Jeśli w ciągu paru dni nie został on sprzątnięty, wzywał odpowiedzialne za porządek osoby na rozmowę o metodologii wykonywania ich obowiązków.
Rozłupywanie pokrywy lodu na porannej kawie, odśnieżanie biurka,
palce przymarzające do stron książek… Czy tak będzie wyglądał dyżur
pracownika Instytutu Historii Prawa WPiA?
Niebawem zacznie się remont budynku Collegium Iuridicum
I (dla niezorientowanych: to ten, w którym mieści się „Szafot” – dobra,
mimo że prawnicza, knajpka z pyszną pizzą i wypiekanymi na miejscu ciastkami). Większość instytutów mających tam swoje siedziby
będzie miała zapewnione ciepłe salki w innych budynkach. ALE
NIE HISTORIA PRAWA! Historycy przez półtora roku będą koczowali
w kontenerach ustawionych w ogrodach BUW-u. Co prawda rzecznik
uniwersytetu zapewnia, że „będą to budynki w pełni przystosowane
do pracy biurowej (okna, ogrzewanie, węzeł sanitarny)”… Jednak czy
to wystarczy? Zaprzyjaźnione z redakcją Międzywydziałowe Koło
Naukowe Przyszłych Najstarszych Górali, zrzeszające studentów
z Żywca i okolic, twierdzi, że zima w tym roku będzie wyjątkowo
ostra. „Ostatnio zaobserwowaliśmy bardzo wiele niezwykłych zjawisk – kilku studentom udało się bez problemu zarejestrować na zajęcia przez USOS, na pewnym wykładzie podpisów na liście obecności
było tyle samo, co osób obecnych na sali, a Naczel „Traktora” dostał
się na studia doktoranckie. Ktoś nawet widział panią rektor przechadzającą się po kampusie! „To nie wróży nic dobrego…” – ostrzega
prezes Koła.
Apelujemy do wszystkich studentów dobrej woli – nie zapomnijmy
o naszych profesorach zimą! Przynieśmy im ciepłe koce i pomóżmy
podtrzymać żar w koksowniku!
Pocisk zrodzon we wrażej ziemi!
Wspomnienia pewnego pocisku
Sprawa znalezionego na kampusie pocisku moździerzowego
elektryzowała całą społeczność uniwersytecką.
Skąd pocisk na terenie uniwersytetu? Najbardziej wiarygodna
hipoteza głosi, że przybył do nas ukryty w ziemi przywiezionej w celu
zasypania dziur pozostałych po remoncie chodnika. Czy znalazł się
tam przypadkiem? Postawmy sprawę jasno – większość ziem nie
zawiera pocisków, zaś największy uniwersytet w Polsce z pewnością ma wrogów.
Co prawda wróg zwykle
wykupuje ziemię, zamiast ją
podrzucać, ale możliwe jest,
że mamy tu do czynienia
z wyjątkowo inteligentnym
i przebiegłym przeciwnikiem. Aby ustalić jego tożsamość, poddaliśmy podejrzaną ziemię ekspertyzie,
która wykazała, że zawiera
ona m.in. duże ilości gołębich odchodów, szczątki
licznych królów i czołowego polskiego noblisty,
tu byłem – pocisk
drzazgi z okna papieskiego,
autonomię galicyjską, żółtą
ciżemkę, okruchy z obwarzanków, foldery turystyczne, karmę dla
łasiczek, bigoterię i strzęp zielonego balonika. Ponadto śmierdziała
moczem i starymi ludźmi.
Niestety, zebrane dane wciąż nie pozwalają na jednoznaczne określenie miejsca pochodzenia ziemi. Wszystkich czytelników, którzy
mogliby pomóc w identyfikacji, prosimy o pilny kontakt z redakcją.
Spójrzcie na tę sytuację z innej strony.
Proszę, uwzględnijcie mój punkt widzenia. Wyobraźcie sobie, że
los rzuca was w jakieś obce miejsce – obca kultura, obcy język. Lecz
po jakimś czasie udaje wam się w końcu przyzwyczaić, przystosować.
Zaczynacie kochać swoje nowe miejsce i właśnie wtedy was wykopują.
Nie mają żadnego poszanowania dla waszej decyzji.
Bo przecież już ponad pół wieku temu podjąłem tę trudną decyzję,
tak nietypową dla pocisku. Musicie wiedzieć, że zostać niewybuchem
to trochę tak, jak zdezerterować. Ci, którzy mieli nadzieję, że spełnisz
swoje zdanie, przeklinają cię. Ci, którzy powinni być ci wdzięczni, nie
są, bo na ogół nie wiedzą o twoim cichym bohaterstwie. Ciche – to
jest w tej sytuacji kluczowe słowo, bo wiedzcie, że pociski nie cierpią
być ciche. Cała egzystencja pocisku koncentruje się w tej jednej chwili,
kiedy jest bardzo, bardzo głośno.
Ale ja nie mam wybuchowego charakteru – wybrałem milczenie.
Wybrałem spoczywanie cicho pod ziemią i przysłuchiwaniu się życiu
studentów. Polubiłem młodych Polaków. W tej całej nieprzyjemnej
aferze cieszy mnie jedynie to, że sprawiłem im przyjemność, przerywając te ich nudne zajęcia. W końcu ktoś wymawiał moje imię z aprobatą.
Mimo całej mojej sympatii dla ludzi uważam, że postąpili ze mną
niesprawiedliwie. Czy nie sądzicie, że także ja mam swoje prawa? Czy
żądam zbyt wiele, prosząc, byście mnie odłożyli na miejsce, pozwolili leżeć pod trawnikiem i słuchać odgłosów życia kampusu? Musicie
przyznać, że jest to rozbrajająco mała prośba, biorąc pod uwagę, ile
mi zawdzięczacie. Nie pozwólcie mi zgnić w jednym z tych przygnębiających muzeów wojskowych! Nie denerwujcie mnie, bo mogę
wybuchnąć!
Gorące pozdrówki.
Wasz
4;."5",3»-&84," t nr 1 (1
1) 2008
Pocisk
UWAG
A: T R E
ŚC I
PRAW
DZIWE
!
Szmaciaki publikują tu tekst w wersji oryginalnej, co brzydkie
słowa zawiera. Jest to na tyle przykre, że nie będziemy się głaskać
gwiazdkami. Wrażliwcy i dzieci niech zgaszą światło.
Jaj nie macie czy rąk?
Na uniwersytecie panuje przekonanie, że okresu wyborów do samorządu nie można uznać za udany, jeśli na Wydziale Prawa i Administracji nie wydarzy się coś żenującego.
Gwiazdą poprzedniej kampanii wyborczej prawników był Michał
Wiśniewski, który swoją obecnością uświetnił (oczywiście, nie za
darmo) imprezę dla studentów zorganizowaną przez jedną z list. Tegorocznej walce o głosy wyborców smaku dodał niejaki Wielki Żółty
Ptak. Osoba o takim pseudonimie na trzy dni przed wyborami ujawniła treść rozmów prowadzonych w kwietniu na prywatnym gronie
rządzącej w poprzednim roku Listy Żółtej w związku z wyborami dziekana wydziału. Problemem nurtującym dzielnych samorządowców
była konieczność wytłumaczenia się, dlaczego jednogłośnie poparto
kandydaturę niecieszącego się sympatią studentów prodziekana ds.
studenckich. Sytuację dodatkowo komplikowało to, że decyzję podjęło
parę osób, stawiając resztę samorządu przed faktem dokonanym. Nie
potrafili jednak podać, jakie argumenty ich przekonały, i wszyscy stanęli przed trudnym wyzwaniem: jak się z tego wytłumaczyć. Wypowiedzi ich, wraz z tymi, które padły podczas burzliwej dyskusji już
po ujawnieniu zapisu, tworzą wspaniały katalog rozumowania prawniczego i sztuki racjonalnego przekonywania. Uważamy, że dorobek
umysłowy Listy Żółtej zasługuje na prezentację wszystkim studentom
Traktu i dlatego wybraliśmy z niego najcelniejsze wypowiedzi:
1. Filip Jurzyk
…pójdźcie na ustępstwo i zróbcie na wydziale całodniową ankietę:
jestem za/jestem przeciw Rączce. Prócz wąskiego kręgu zainteresowanych na gronie zagłosuje może kilkoro ściągniętych na siłę. Od nas
przyjdzie więcej, się wygra i elegancko zamknie sprawę: wolą studentów jest, aby dziekanem został Rączka. Koniec pierdolenia…
Filip Jurzyk może być znany naszym czytelnikom z artykułów,
które zamieszcza w darmowej, luksusowo wydanej na śliskim papierze niezależnej gazecie „Lexuss”, wydawanej przez samorząd prawa.
Dlatego z objaśnieniem jego pomysłu, opartego na głębokiej wierze
w wartość procedur demokratycznych, wystąpił w trakcie dyskusji
wśród studentów po ujawnieniu zapisów rozmów Don Aleksandro,
sam redaktor naczelny: „Ze względu na pełnioną funkcję nie będę
wypowiadał się w kwestii screenów jaki i w kwestii ogólnie całej
kampanii, która zaryła ostro pod bruk. Ale nie mogę zmilczeć, gdy
na Filipa wylewane są najgorsze pomyje – nie tyle zresztą za meritum,
lecz za formę”. Wyjaśnia dalej, że Filip ma „lekki styl” (dodalibyśmy
jeszcze: elegancki) i że na prywatnym gronie po prostu „wypowiedział się w sposób bardziej skrótowy”. Najwyraźniej odwołuje się
do błyskotliwej koncepcji skrótu myślowego znanej z tzw. dorosłej
polityki. Mamy nadzieję, że wszyscy czytelnicy zrozumieją, że autor
wypowiedzi wcale nie pogardza „zwykłymi” studentami.
Niestety, nie wszyscy członkowie Listy Żółtej okazali tyle zrozumienia dla swoich przywódców:
Listy od Czytelników
Wizyta u dyrektora Archiwum UW była dla dziennikarzy „TK” doświadczeniem ważnym i pouczającym (patrz strona 7). Przyjemną atmosferę spotkania zakłócił jednak pewien incydent.
Pan dyrektor, tłumacząc reporterom, dlaczego w podaniu o zgodę
na przeprowadzenie wywiadów z pracownikami muszą znaleźć się
szczegółowe informacje o wydawcy „Traktora”, rzucił: „Bo inaczej skąd
ja mam wiedzieć, że państwo nie są z –
dajmy na to – Al-Kaidą powiązani?”.
Prezes twojego samorządu jest
Wypowiedź ta nie przeszła bez echa, do
masonem? W ksero piorą brudne
redakcji „Szmaty Królewskiej” dorępieniądze? Ktoś planuje zamach na
czono pełen oburzenia list, który publidziekana? Wykładowca zrobił sobie
kujemy poniżej.
lifting? Nie wahaj się! Donieś o tym
„Szmacie”!
Warszawa, 14 Zu al-Qi’da 1429 AH
Nasz mail: [email protected]
Oświadczenie
Stanowczo odcinamy się od wszelSzmatę kroją:
kich związków z redakcją „Traktora
Olga Kołakowska i Rafał Krajzewicz
Królewskiego”. Przez wiele lat ciężko
w pocisk wcieliła się Tusia
pracowaliśmy na naszą reputację.
Naczel Traktora
2. Fabian
Tylko Krzysiek i Piwowar mają prawo udzielania się? Dyscyplina?
Gdzie są wasze jaja? Głosowaliście wszyscy za Rączką, a tylko dwie
osoby mogą powiedzieć dlaczego? Jaj nie macie czy rąk?
Całe szczęście, wątpliwości były zapewne wynikiem chwilowej
słabszej niedyspozycji, a w trakcie publicznej dyskusji Fabian trzymał stronę kolegów z Listy Żółtej.
Jednak ta i podobne wypowiedzi zmusiły ścisłe kierownictwo do
wypowiedzi:
3. Boruc
Jabol… nie sądziłem, że to kiedyś powiem, ale błagam, Cię, nic takiego
nie pisz… wszystko spierdolisz.. kurwa… ja się tu meczę od października… się zajebię, jak to się spierdoli!!!
Zaufajcie nam… noż, do kurwy nędzy… proszę tylko o wyrozumiałość… ZAUFAJCIE!!!
Merytoryczne i głębokie argumenty na całe szczęście przekonały
resztę członków Listy Żółtej. Borucowi nie spadł włos z głowy. Cieszy
się on dobrym zdrowiem.
Kłopotów pozbyto się szybko i uzasadnienie się znalazło:
4. Boruc
Spokojnie… Chłopaki już coś wydziergali… Zaraz wrzucą…
Ten przykład dowodzi, że studentom prawa nieobca jest grypsera.
Już po ujawnieniu dyskusji Filip Jurzyk użył swojej umiejętności
myślenia na skróty i podsumował całość:
5. Filip Jurzyk
To przykre, że nasi koledzy posłużyli się ciosem poniżej pasa. Ukazana
dyskusja w łonie działaczy Listy Żółtej dowodzi jednego – że mimo
różnicy zdań potrafimy działać razem i łączyć.
Krytyczne podejście do niektórych decyzji pozwala korygować
błędy i daje gwarancję, że pomiędzy nami nigdy nie pojawiły i nie
pojawią się relacje na zasadzie „my, elyta, decydujemy, reszta siedzi
cicho”.
Osobnicy kryjący się za profilem Wielkiego Żółtego Ptaka po raz
kolejny wykazali, że ćwiczą wyłącznie sztukę dzielenia.
Niezrozumiałe dla redakcji „Szmaty” jest tylko jedno: skoro
zapis rozmowy pokazuje, jak wspaniale działa Lista Żółta, to czemu
miałby to być cios poniżej pasa?
Czytelników zainteresowanych innymi przykładami rozumowania członków Listy Żółtej odsyłamy na grono WPiA, gdzie w temacie
http://grono.net/forum/topic/16409967/13/0/190764531/1/? znajduje
się dyskusja studentów na temat ujawnionych materiałów (lojalnie
ostrzegamy, że niektórzy z nich nie dostrzegają tego, jak bardzo
Lista Żółta troszczy się o zdanie studentów) i na bardzo ciekawy
blog wyborczy http://www.wyboryjesienne2008.pl/?p=14#more-14.
Lekturę szczególnie polecamy studentom przygotowującym się do
egzaminu z logiki.
Lista Żółta wybory wygrała.
Zaczynaliśmy jako mała organizacja, dziś nasza społeczność skupia
tysiące osób połączonych wspólnym celem ponad podziałami narodowymi.
Załoga „Traktora” to niepoważni ludzie, otumaniający czytelników, którzy czas poświęcony na lekturę „Traktora” mogliby wykorzystać rozsądniej, na przykład pobierając kursy pilotażu. Plotki o kontaktach z tym środowiskiem mogą zaszkodzić naszemu wizerunkowi
i skompromitować nas w oczach światowej publicznej. Dochodzą do
nas sygnały, że kilku znaczących lewicujących intelektualistów francuskich pragnie z powodu tych kalumnii zerwać z nami stosunki.
W razie dalszego pomawiania naszej organizacji Al-Kaida nie
zawaha się podjąć odpowiednich kroków.
Z poważaniem,
Muhammad al-Usos
Al-Kaida Polska
Oddział Warszawa Śródmieście
Wydział Kontaktów z Niewiernymi
SZMATA KRÓLEWS
SKA
A t nr 1 (1
1) 2008
Download

Mormoni na Trakcie