Święta, Święta, Święta...
Gazetka szkolna X LO
Nr 3/2010/2011
Grudzień 2010
W tym numerze:
- życzenia,
- refleksje świąteczne
- porozumienie z UAM
- relacje z Seminarium
- świąteczne lektury
- nowinki z Bułgarskiej
Jak wiele znaczą dla nas Święta Bożego Narodzenia?
Czy nasze oczy przesłaniają ulotki z promocjami
i wyprzedaże? A może jednak jest to dla nas czas pełen
miłości i poczucia domowego ciepła, czas spędzony
wspólnie z rodziną?
Jak co roku w okresie świątecznym zadajemy sobie te
i wiele podobnych pytań. Jakie są na nie odpowiedzi?
Zazwyczaj dochodzimy do wniosku, że nasze serca
powinny być wówczas przepełnione miłością, dobrocią.
Czy tak trudno choć na chwilę pomyśleć nie tylko
o sobie? Zasiądźmy przy stole Wigilijnym wspólnie
z rodziną, podzielmy się opłatkiem. Niech na chwilę
prezenty i przepyszne potrawy zejdą na drugi plan,
a nauczmy się cieszyć chwilą, która trwa. I miejmy
nadzieję, że będzie trwać... Święta Bożego Narodzenia to
wyjątkowy czas, w którym spełniają się marzenia.
Pamiętajcie: „jeżeli czegoś gorąco pragniecie, to cały
Wszechświat działa potajemnie by udało Wam się to
osiągnąć”.
Zbliża się Nowy Rok. Wiąże się to także z nowym
początkiem, planami, postanowieniami. Najpiękniejszą
rzeczą jaka może się wydarzyć w przyszłym roku to
właśnie spełnienie owych marzeń…
22 grudnia całą społeczność X LO przepełni radość,
dobroć i życzliwość… Spotkamy się wspólnie przy
wigilijnym stole, podzielimy opłatkiem. Znikną wszelkie
waśnie i spory pomiędzy nami - uczniami. Po Nowym
Roku przyjdziemy pełni zapału do pracy, bogatsi o nowe
przyjaźnie i doświadczenia. To właśnie taki powinien być
główny sens Świąt Bożego Narodzenia.
W imieniu całej redakcji „Teen Idea” życzę więc Wam,
Nauczycielom oraz wszystkim pracownikom szkoły, by
powyższe słowa prowadziły Was przez kolejny rok.
Natalia Borsa IG
Wigilijne złudzenia nocne
polarna latarnia płonie na niebie
śnieżny puch otula świat
gdzieś w oddali słychać dźwięk dzwonków
dzwonków? nie to nie one
to gwiazdy obijają się o siebie na firmamencie
i znów coś słyszę
to płozy sań sunących po śniegu
sań? nie to nie one
to drzewa ocierają się o niebiański sufit
jeszcze ostatnia próba
teraz na pewno się nie pomylę
głos Mikołaja jest niepowtarzalny
Mikołaja? nie to nie on
to tylko stary księżyc mruczy przez sen
ciekawe co mu się śni w tę wigilijną noc
Lidia Jóźwiak IIG
Zgasła nadzieja
Igły mrozu wbijają się w mą twarz, jak
w szpulkę nici. Płatki śniegu, każdy inny, spadają
bezsilnie, przypominając trochę ludzi, upadających
niemiłosiernie w zderzeniu z szarą codziennością.
Wspomnienia odbijają się echem szarych dni,
okrywają płaszczem rdzy. Krew krzepnie w żyłach,
usta zmieniają się niczym kameleon. Muzyka, która
dobiega do moich uszu, jest zgrzytem zębów, które
próbują uciec nie zaznawszy ratunku. Ręce? Rąk
już nie ma. Zostały dwa skostniałe patyki, okryte
brudną szmatą. Nie dają rady ścisnąć tego małego
pudełka, które spoczywa w obumarłej dłoni.
Powieki stają się coraz cięższe, długo ich nie
utrzymam. Ledwo już, dostrzegam pędzących przed
siebie przechodniów, spieszących się do domowego
ciepła i zapachu choinki. Z każdą chwilą tracę
nadzieję, na ich zrozumienie.
Czuję, że serce zwolniło, że ginie między milionem
słów, które nie zostały jeszcze wypowie...
Nie dokończyła nawet ostatniego słowa. Powoli
zamknęła oczy i odeszła. Czy zabiła Ją zima? Nie. Zabiło
ją zimno, bijące z ciemnej i pustej otchłani ludzkich
serc.
Była
niewinną
dziewczynką.
Dziewczynką
z zapałkami.
Dominika Petlakowska IG
Porozumienie z UAM stało się faktem
W świecie, w którym ludzie nie wyobrażają sobie
życia bez Internetu, gdzie wyszukiwarka Google
odpowiada na 31 miliardów zapytań miesięcznie,
wysyłane jest 7 miliardów smsów dziennie, a portal
społecznościowy “My Space” tworzy tylu ludzi, ilu
zamieszkuje piąty pod względem wielkości kraj świata –
Brazylię (powierzchnia 8,5 mln km2, 181 991 737 mln
mieszkańców) musimy być gotowi na wszystko,
a zwłaszcza na elastyczność w pracy.
Według statystyk w dorosłym życiu zmiana miejsca
pracy wynosi około 10 - 14 razy. Zatem ciągle
powinniśmy być chłonni wiedzy, absorbować ją, aby
móc z łatwością przystosowywać się do nowych
środowisk.
Dla
licealistów
pierwszym
krokiem
w dorosłość jest rozpoczęcie studiów.
Nie byłoby jednak ciekawie, gdyby nie istniało żadne
“ale”. Pojawia się ono łącznie z pytaniem : jak mamy
dokonać właściwego wyboru?
Spotkanie, które miało miejsce 24 listopada br. na
Wydziale
Nauk
Politycznych
i
Dziennikarstwa
Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, może nie dało
nam jednoznacznej odpowiedzi, ale otworzyło oczy na
ważne sprawy.
Podczas tego spotkania Prodziekan dr Tomasz Brańka
przedstawił nam warunki kształcenia na Uniwersytecie.
“Morze możliwości”- mówił. I jest to oczywiste, kiedy
mowa jest o 47 000 studentów, 3000 wykładowców, 450
profesorach, 14 wydziałach i prawie 5 mln książek
dostępnych w bibliotece.
Jednak
to
są
tylko
liczby.
Uczniowie
klas
dziennikarskich, którzy wybrali się tego dnia na
Morasko, najbardziej zachwyceni byli możliwościami
współpracy międzynarodowej, programami badawczymi,
spotkaniami z osobami z pierwszych stron gazet oraz
istnieniem aż trzech wydawnictw na terenie Wydziału
Nauk Politycznych i Dziennikarstwa …wszyscy siedzieli
wsłuchani w słowa Prodziekana: „ Trzeba mieć talent,
ale trzeba również pamiętać, że każdy talent należy
doszlifować”
Po Jego wystąpieniu przyszedł czas na prezentację
naszego liceum. Przedstawiliśmy w niej krótko historię
szkoły, historię i działalność klubu Pro Sinfoniki,
Dyskusyjnego Klubu Filmowego, gazetki TEEN IDEA,
a także Międzynarodowy Projekt Filmowy Full House,
w którym brała udział młodzież „dziesiątki”.
W trakcie spotkania mieliśmy też okazję zobaczyć studio
telewizyjne i radiowe, i przekonać się, jak znakomicie
wyposażona jest uczelnia i jak wiele ma do zaoferowania
studentom.
Podsumowaniem, a zarazem punktem kulminacyjnym
naszego
spotkania
było
uroczyste
podpisanie
Porozumienia, zawartego między Wydziałem Nauk
Politycznych i Dziennikarstwa, a X LO. Pod
dokumentem swój podpis złożyli: Dziekan Wydziału –
prof. dr hab. Tadeusz Wallas i dyrektor – mgr
Małgorzata Roszyk. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że
mogliśmy przeżyć jeden dzień z życia studenta.
Natalia Gołasz IIG
Komentarz absolwenta X LO, studenta Politologii
Jako były redaktor naczelny gazety szkolnej „TEEN
IDEA, muszę przyznać, że podpisanie umowy między
X LO a Wydziałem Nauk Politycznych i Dziennikarstwa
bardzo mnie ucieszyło. Dlaczego? Odpowiem być może
nieskromnie, ale postrzegam ją częściowo jako wynik
pracy i czasu włożonego w „TEEN IDEA” przez nas,
członków pierwszej klasy dziennikarskiej w historii
dziesiątego liceum. Miło patrzeć na własny twór, jakim
jest owa gazetka szkolna, który zaczyna żyć własnym
życiem. Twór, który nie tylko rozwija się dzięki nowym
redaktorom, ale jest również czynnikiem sprawczym
inicjatyw takich jak ta w/w umowa.
Ponadto muszę przyznać, że spotkanie towarzyszące
temu wydarzeniu było naprawdę motywujące. Do tej
pory na uczelni zachowywałem raczej bierną postawę,
jednak pod wpływem wspomnień z czasów działalności
w liceum i prezentacji naszego Wydziału przez
Prodziekana dr. Tomasza Brańkę, zacząłem się poważnie
zastanawiać nad zasileniem szeregu któregoś z kół
naukowych. Może Samorząd Terytorialny? To się okaże.
Mateusz Bartosiewicz, student II r. Politologii
WNPiD UAM
Porozumienie podpisują:
Dziekan Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa
prof. dr hab. Tomasz Wallas
i dyr. X LO mgr Małgorzata Roszyk
Od lewej: Prodziekan dr Tomasz Brańka
i dr Marcin Piechocki
Absolwenci X LO, studenci II r. WNPiD,
twórcy TEEN IDEA
Od lewej: Mateusz Bartosiewicz, Olga Milewska,
Patrycja Dubiał
Redaktorzy TEEN IDEA w trakcie prezentacji szkoły:
Od lewej: Natalia Borsa IG, Anna Ceyza IIIG, Wojciech
Iwanik IIIB, Bożena Michalska-opiekun gazetki
Zdj. Stefania Bogacz IIIG
XXVII SEMINARIUM
FILMOWE
W dniach 18-20 listopada 2010 roku odbyło się
XXVII Seminarium Filmowe zorganizowane przez
,,Dyskusyjny Klub Filmowy X”. Na Seminarium przybyli:
Stanisław Mikulski, Zbigniew Safjan, Jerzy Hoffman
oraz Dorota Stalińska. Przez trzy dni oglądaliśmy filmy z
udziałem naszych gości, by potem stanąć „oko w oko” z
gwiazdami polskiego kina.
Pierwszego dnia gościliśmy Stanisława Mikulskiego
– aktora, głównego bohatera serialu ,,Stawka większa
niż życie” oraz reżyser tego serialu Zbigniew Safjan. Tego
dnia mieliśmy możliwość obejrzenia czterech odcinków
serialu ,,Stawka większa niż życie”, a następnie odbyła
się dyskusja ,,Szczerość za szczerość”, która umożliwiła
nam
bliższe
poznanie
Stanisława
Mikulskiego
i
Zbigniewa Safjana. Stanisław Mikulski w swoich
wypowiedziach był bardzo otwarty, a czasem zabawny,
kiedy przytaczał śmieszne anegdoty ze swojego
aktorskiego
życia.
Najczęstszymi
pytaniami
do
Zbigniewa Safjana były te, które dotyczyły jego
kolejnych filmów oraz kontynuacji serialu ,,Stawka
większa niż życie”. Dowiedzieliśmy się, że kolejne
odcinki są już napisane, ale nie wiadomo jeszcze kiedy
zostaną nakręcone.
Pierwszy dzień seminarium zakończyliśmy projekcją
filmu ,,Skąpani w ogniu”.
Następnego dnia odwiedził nas wybitny, polski
reżyser Jerzy Hoffman. Jest on autorem wielu
wspaniałych filmów np.: ,,Stara Baśń”, ,,Wedle wyroków
twoich…”, ale jego najsłynniejszym dziełem jest
ekranizacja Trylogii Henryka Sienkiewicza. Tego dnia
oglądaliśmy filmy ,,Pan Wołodyjowski”, ,,Ogniem
i mieczem” oraz reportaż o powstawaniu najnowszego
filmu tego reżysera ,,Bitwa Warszawska”, który jest
tworzony w trój wymiarze. W dyskusji Pan Jerzy
opowiadał o tym, że ,,Bitwa Warszawska” jest pierwszym
tego typu filmem w Europie. Padło wiele pytań
związanych z tym dziełem, ale pytano także o atmosferę
na planie filmu ,,Stara Baśń” oraz o kolejne pomysły
filmowe. Reżyser przyznał, że bardzo by chciał stworzyć
jeszcze filmy w 3D, ale nie wie, czy to będzie możliwe.
Drugi dzień zakończyliśmy filmem ,,Trędowata”
w reżyserii naszego gościa.
Ostatni dzień naszego seminarium był najbardziej
oczekiwany przez wszystkich uczestników, ponieważ
gościem tego dnia była Dorota Stalińska bardzo ciepło
przyjęta przez wszystkich. Obejrzeliśmy filmy z jej
udziałem: ,,Miłość ci wszystko wybaczy” oraz ,,Krzyk”.
Dyskusja „Szczerość za Szczerość” przebiegała bardzo
dynamicznie i towarzyszyło jej szczere zaciekawienie
słuchaczy. Po zakończeniu dyskusji można było zrobić
sobie zdjęcie z naszym gościem oraz otrzymać autograf.
Pani Dorota okazała się bardzo ciepłą osobą, dlatego
bardzo szybko nawiązała z nami świetny kontakt.
Na zakończenie seminarium mogliśmy obejrzeć znany
monodramat ,,Żmija” autorstwa naszej gwiazdy.
XXVII Seminarium Filmowe było dużym przeżyciem
dla uczniów X LO, XVII LO, XX LO, VI LO z Poznania,
uczniów Liceum z Leszna oraz innych zaproszonych na
to wydarzenie gości. Z niecierpliwością czekamy na
kolejne.
Katarzyna Hanuszewska
Ze Stanisławem Mikulskim rozmawia red. Katarzyna
Zagórska
Stanisław Mikulski i Zbigniew Safjan wśród młodzieży
Ada Jędro (IIIG) z bohaterem wieczoru
Reżyser Jerzy Hoffman
Wspólne zdjęcie z reżyserem
Dorota Stalińska
Lektury na święta
Kto przekroczył cienką granicę?
Czym jest rzeczywistość?
Jeśli to jest to, co odbieramy zmysłami, to, co jest tu
i teraz, to jak to jest być rozdartym pomiędzy nią
a światem „wewnętrznym”, idealnym Królestwem Ur?
„Życie
to
nie
bajka”
Joanne
Greenberg,
„fascynująca, drapieżna i wzruszająca książka” (The
Saturday Review), to opowieść o Deborah, pacjentce
szpitala
psychiatrycznego,
zamkniętej
w
swoim
osobistym świecie wybudowanym ze swoich fobii
i lęków. Uciekając przed trudnościami życia, wpadła
w pułapkę obłędu stworzonego przez samą siebie. Ale
jest to przede wszystkim historia o tym, że – choćby
niewiadomo jak najcięższą – każdą chorobę można
pokonać. I zaprzeczyć stwierdzeniu, że „czasami świat
jest znacznie bardziej szalony niż pacjenci jego klinik”.
Autorka książki ma na swoim koncie takie powieści
jak „The King’s Persons”, „The Monday Voices” czy
„Rites of Passage”. Urodzona w Nowym Jorku pisarka
ukończyła studia na uniwersytecie w Kolorado oraz
w Londynie. Na podstawie najbardziej znanej książki,
„Życie to nie bajka”, nakręcono głośny film, a (tytułowa
zresztą) piosenka „I Never Promised You A Rose Garden”
została światowym przebojem.
Książkę można wypożyczyć w bibliotece szkolnej
naszego liceum. Jest tylko jeden egzemplarz!
„Miałem przyjemność…
zetknąć się z tym młodym człowiekiem na Patriarszych
Prudach. O mało co mnie samego nie doprowadził do
obłędu, dowodząc mi, że nie istnieję. Ale pan wierzy, że
to rzeczywiście jestem ja?”
Ta książka dzieli się jakby na dwie, zapierające, nie
powiem, dosłownie dech w piersiach historie. Jedna
opowiada o niesamowitych, trochę strasznych rzeczach,
jakie przytrafiły się w pewnym dużym, znanym,
istniejącym do dzisiaj mieście w ciągu kilku zaledwie
dni. Wystarczyło, że właścicielowi mieszkania nr 50
tramwaj (prowadzony przez kobietę) uciął głowę, a już
owo mieszkanie zajęła grupa dziwnych lokatorów,
członków grupy teatralnej. W sumie niewiadomo skąd
przybyła ta grupa, dość, że dała krwawy pokaz „sztuczek
magicznych”, kompromitując wielki teatr Variétés,
w którym pokaz ten miał miejsce. Do tego znikają
w podejrzanych okolicznościach praworządni obywatele.
Żeby atmosfera nie była jednak tak grobowa, dodajmy,
że po ulicach tego miasta przemyka sobie równie
sympatyczny, co złośliwy czarny, gruby kot, łażący –
o zgrozo jednak – na tylnich łapach.
Jest też druga historia, zaczyna się tak: „Za mną,
czytelniku! Któż to ci powiedział, że nie ma już na
świecie prawdziwej, wiernej, wiecznej miłości? A niechże
wyrwą temu kłamcy jego plugawy język!”. Na Małgorzatę
i jego – nigdy nie poznanego z imienia – ukochanego
spadają wszelkie nieszczęścia, jakie tylko można sobie
wyobrazić. Czy wobec tego dziwi postawa dziewczyny,
która, aby uratować swoją miłość, smaruje się nawet
kremem powodującym znikanie i leci na… wielki bal?
Taki jest też powód, że w spokój i ład wielkiego
miasta wpada grupa, w istnienie której wątpili prawie
wszyscy jego mieszkańcy, bo na swój bal zjawia się…
sam szatan i jego świta! Dla kogo skończy się to
tragicznie, a kto będzie miał z tego pożytek, przeczytacie
sami.
Specjalnie nie podaję tytułu – choć pewnie niektórzy już
domyślili się o jaką książkę chodzi – ponieważ kategoria,
pod którą ta książka podlega, większość uczniów od
razu odrzuca. Zdradzić więc chcę tylko kilka informacji
o autorze; był on synem prawosławnego teologa,
skończył studia medyczne, a przez swoje utwory został
posądzony o kontrrewolucję – nie mógł nigdzie znaleźć
pracy, nie dawano mu zgody na wyjazd za granicę,
popadł też w kryzys nerwowy. Otrzymując pomoc
z najmniej oczekiwanej strony – od Stalina – został
asystentem reżysera w teatrze MChAT. Wkrótce też
napisał chyba swoje najbardziej znane dzieło,
momentami tak szalone i niesamowite, że aż
zachwycające.
Polecam, spotkajcie się bliżej z jego bohaterami.
Natalia Matuszewska IIG
Odnaleźć kryminał
W dniach 25-29 listopada br.
klasy
IIe
i
IIg
wraz
z opiekunkami: prof. prof. Beatą
Kaczmarek,
Dorotą
Ornafą,
Beatą Wiciak - Król i Dorotą
Jarczyńską - Smurawą udały się
na wycieczkę do Wrocławia. Jak
co roku odbywał się tu Międzynarodowy Festiwal
Kryminału.
Wyjeżdżamy
z
Poznania
w
czwartek
rano
i docieramy do stolicy województwa dolnośląskiego po
południu, zaraz też wyruszamy na nasze pierwsze
spotkanie z kryminałem – formy bądź co bądź raczej
mało popularnej – do oryginalnie urządzonej, przytulnej
kawiarni „Literatka” na Rynku. Odbywa się tam
wernisaż wystawy zbiorów Macieja Żurawskiego
o polskich seryjnych mordercach.
Godzinę później siedzimy już na piętrze „Przestrzeni
Muzycznej Puzzli”, gdzie swój wernisaż ma wystawa
„Szwecja: pejzaże powieści kryminalnej”. Wystawę
otwiera p. Małgorzata Ryniak, Konsul Honorowy
Szwecji. Na specjalnie przygotowanych planszach można
poczytać o szwedzkim kryminale i jego najbardziej
znanych twórcach, takich jak Stieg Larsson, Jens
Lapidus, Mons Kallentoft, Martin Widmark i Helena
Willis, Camilla Läckberg czy Henning Mankell.
Klimat „krajów północy” nie opuszcza nas tak
szybko, bo już o 20:00 rozpoczyna się w tym samym
miejscu, według mnie jeden z najciekawszych punktów
programu, spotkanie autorskie z Johanem Theorinem.
Pisarz, mówiący po szwedzku, opowiada nam jak pisze
się kryminały, jak zaczęła się jego przygoda
z pisarstwem, przedstawia też swoje książki, przede
wszystkim „Zmierzch”.
O 21:30 – nocne czytanie poezji kryminalnej. Przy
okazji premiery tomu „Żegnaj laleczko. Wiersze noir” –
który zresztą można zakupić po spotkaniu – swoje
wiersze czytają m.in. Marcin Świetlicki, Tomasz Majera,
Piotr Bratkowski, Marcin Sendecki, Pablopavo i jedyna
obecna kobieta w tym gronie – Agnieszka Wolny Hamkało.
Po zakończeniu klasa IIe i chętni zmierzają na
przegląd filmów dokumentalnych Macieja Żurawskiego,
w programie „Maturzysta” - rzecz o Karolu Kocie.
Rreszta natomiast wraca do hostelu.
Następny dzień nie pozwala nam jednak odpocząć.
Przed południem zwiedzamy wrocławskie ZOO, by na
17:00 dotrzeć do „Literatki” na wykład otwarty prof.
Piotra Śliwińskiego „Horror liryczny. O zadawaniu
śmierci w poezji współczesnej”. Trzy godziny później
siedzimy już wyjątkowo nie w samych „Puzzlach”, ale
w znajdującej się obok księgarni „Tajne Komplety”, gdzie
oczekujemy na starcie jurorów Nagrody Wielkiego
Kalibru Wrocław 2010 z nominowanymi. Obecnych,
którzy przyszli na tę dyskusję, jest tak dużo, że brakuje
miejsc.
W sobotę 27 listopada, po obejrzeniu Panoramy
Racławickiej, pojawiamy się dopiero na spotkaniu
autorskim ze znanym norweskim pisarzem Jo Nesbø.
Rozmowa prowadzona po angielsku krąży wokół
najróżniejszych tematów, zahaczając nawet o sport,
i cieszy się dużym zainteresowaniem słuchaczy.
Następnego dnia część z nas wybiera się do „Literatki”
na wykład otwarty Macieja Żurawskiego „Śladami
zbrodni” i Gai Grzegorzewskiej „Odwołania do literatury
klasycznej w prozie Agathy Christie”, reszta natomiast
może spożytkować czas na niedawno otwartym
„Jarmarku
bożonarodzeniowym”
na
Rynku
wrocławskim. Tuż przed 17:00 wszyscy już zbieramy się
na spotkaniu „Kryminał a sprawa peerelowska”. Cały
Festiwal – choć ten trwa do 2 grudnia – kończymy dwie
godziny później „Kryminalnymi zagadkami Wrocławia,
czyli nauką w praktyce śledczej”.
Kryminał przez wielu jest pogardzany „za
schematyczność”. Autor tej odmiany powieści nie ma
szans na Nobla (o tym też usłyszeliśmy we Wrocławiu),
gorzej, rzadko taki pisarz jest w stanie wyjść poza swój
kraj. To od nas – czytelników – zależy, czy kryminał ma
szansę na renesans. Myślę, że Festiwal, na którym
byliśmy, mógł nas do tego przekonać.
Spotkanie z Johanem Theorinem. Od lewej: Irek Grin,
Marta Mizuro, Anna Czernow, Johan Theorin.
Natalia Matuszewska IIG
Jo Nesbo - spotkanie autorskie z norweskim pisarzem
Spotkanie z prof. dr. hab. Piotrem Śliwińskim
Metro 2033
Poniższy tekst jest próbą opisania świata
przedstawionego w powieści Dmitra Glukhovskiego
z punktu widzenia recenzenta.
Natalia Gołasz IIG z Bronisławem Cieślakiem
Wizyta we wrocławskim ZOO
Witaj młodzieńcze. Pozwól na
chwilę. Zechcesz wysłuchać całej
prawdy o naszym metrze? Tak?
Dobrze,
czas
zatem,
abyś
dowiedział się tego, o czym ci nie
mówią.
Jak zapewne wiesz, ludzie to
prawdziwe bestie. Nie wystarczyły
im dwie Wojny Światowe, więc
wywołali trzecią, która okazała się
ostatnią.
Pamiętam
dzień,
w którym pociski niszczyły naszą przepiękną Moskwę.
Dokładnie w tej samej chwili cały świat pochłonęły
bomby nuklearne. Ze wspaniałych budowli w miastach
pozostały tylko ruiny, z lasów proch, a morza i oceany,
w wyniku zanieczyszczeń, zamieniły się z błękitnych
w czarne. To straszne, do czego zdolny jest człowiek.
Zabiliśmy wszystko co żyło. W imię czego? No właśnie,
tego nie wie nikt. Niewielu przeżyło ten straszny dzień.
Jedynie garstka osób, które przebywały akurat
w metrze, ocalały. Chwilę przed całkowitą zagładą
Moskwy i świata, wejścia do stacji zostały zamknięte na
cztery spusty, nikt nie mógł się dostać do wewnątrz.
Słyszeliśmy krzyki ludzi na zewnątrz. Tam się musiało
dziać coś strasznego. Tak, to był koniec świata ludzi.
Nie minęła doba od zamknięcia śluz, a wszystkie
stacje metra, powoli stawały się swego rodzaju
państwami-miastami. Na każdej stacji ktoś obejmował
władzę. Walczyliśmy o co się da, staraliśmy się po
prostu przeżyć. Z biegiem czasu sytuacja uspokoiła się,
a człowiek przywykł do całkowitych ciemności.
Zaczęliśmy się osiedlać. Dostosowaliśmy się; zresztą
sam widzisz – świnie, psy, grzyby – myślisz, że to
wszystko tutaj było? Nie, to my nauczyliśmy się żyć
w metrze, uczyniliśmy je naszym domem.
Każdy marzy, aby wrócić na górę, wyjść na
powierzchnię, ale to niemożliwe. Przez lata, w wyniku
napromieniowania, ludzie i zwierzęta, którzy zostali na
zewnątrz, przemienili się. Wiesz, jak wygląda owczarek
niemiecki, prawda? Mamy ich tutaj na stacji kilka, lecz
te nasze wyglądają jak psy, a te na górze są wielkości
niedźwiedzia, z paszczą pełną zębów ostrych jak
brzytwa. Zresztą ty nawet nie wiesz co to niedźwiedź,
czyż nie? Skąd masz przecież wiedzieć. Teraz już nie ma
szkół, dzieci uczy się jak zabijać i jak czyścić broń, a nie
ile wynosi 7 razy 3. Utraciliśmy wszystko co zbieraliśmy
przez lata – obrazy, pomniki, architekturę, czy książki.
Są jeszcze stalkerzy, elitarna jednostka metra. W nich
nasza nadzieja, bez nich nie przeżylibyśmy tak długo.
Wychodzą nocami na powierzchnię, przynoszą co się da:
meble, drewno na opał, amunicję, książki, części
urządzeń, narzędzia. Ratują naszą przeszłość, wszystko
co zniszczyliśmy. Tak wygląda nasz obecny świat. Kilka
setek ludzi, jacy obecnie żyją w metrze, są
prawdopodobnie ostatnimi przedstawicielami człowieczej
rasy. Myślisz, że masz szczęście, że urodziłeś się tutaj?
Wręcz przeciwnie - przebywasz w miejscu, gdzie
miastem nazywa się cztery połączone ze sobą stacje,
w miejscu, gdzie komunizm szerzy się na Linii
Czerwonej, a naziści opanowali Puszkińską. Żyjesz
w piekle, chłopcze.
Słyszałeś o takim młodzieńcu, zwanym Artem? Nie?
Nie szkodzi, zaraz ci o nim opowiem. Artem pochodzi ze
stacji WOGN, doszło tam do czegoś dziwnego.
Z powierzchni nacierają potwory, które ludzie zwykli
nazywać Czarnymi. Mają one niezwykłe właściwości,
przez co są ogromnym zagrożeniem dla stacji, jak
i zarazem całego metra. Artem otrzymał misję od
jednego ze stalkerów. Ma dostarczyć pilną wiadomość do
Polis – serca metra. Ludzie powiadają, że po drodze
przeszedł wiele trudności. Jego podróż tunelami metra
była bardzo nużąca, lecz pełna niespodzianek
i przeciwieństw losu. W trakcie niej doszedł do wielu
ciekawych wniosków, można nawet powiedzieć, że
wymyślił teorię życia. W każdym razie, w momencie, gdy
Artem wyszedł na powierzchnię, zaczęła się prawdziwa
zabawa. Młodzieniec zobaczył ruiny naszej pięknej
Moskwy,
a oprócz budowli, nieraz musiał walczyć o życie.
Zapewne chciałbyś wiedzieć, jak skończyła się jego
historia? Uwierz mi, że ona jeszcze się nie skończyła.
O reszcie opowiem ci przy kolejnej okazji, teraz zmykaj,
masz pewnie wiele obowiązków, czyż nie? Każdy z ludzi
w metrze ma obowiązek. Przetrwać.
Kamil Jankowski IG
Rozmowa z Mateuszem Paciorkiem
– członkiem zespołu SumaStyli
Kamil Jankowski
Cześć, Mateusz, bardzo jestem Ci wdzięczny, że
zechciałeś poświęcić mi chwilę. Mam do Ciebie wiele
pytań, np. Czy prosicie innych artystów
o wypromowanie Was?
KJ Wasze utwory trafiają słuchacza w najczulszy punkt.
Kawałki „Kiedy przyjdzie po mnie ona”, „Echo” czy „Coś
więcej” sprawiły, że do grona Waszych fanów dołączyło
nie mało osób. Zechcesz może zdradzić, skąd czerpiecie
swoją „magiczną moc” przekazywaną w piosenkach?
Mateusz Paciorek
Czasami próbujemy się wybić przed jakimś znanym
artystą, ale tylko i wyłącznie w Trójmieście. Nie mamy
znanych kolegów i działamy na własną rękę.
Wypromowanie składu trwa dość długo.
MP Z życia, otoczenia, doświadczeń, przemyśleń.. To
wszystko o czym śpiewamy, dzieje się wokół nas.
KJ Jednak próbujecie swoich sił i stajecie na scenie
razem z utalentowanymi muzykami. W ostatnim czasie
mieliście wspólny koncert m.in. ze Słoniem, zgadza się?
MP Fakt, z tego co pamiętam, to zagraliśmy dwa
koncerty ze Słoniem - w Gdyni i we Wrocławiu. Jak
pisałem wcześniej, w Gdyni graliśmy jako support, lecz
z Wrocławia dostaliśmy zaproszenie od Luka.
KJ Jeden z członków Waszego zespołu (Buka) wydał
niedawno własną solową płytę, czy tym samym zerwał
on z Wami współpracę?
MP To pytanie raczej do Buki, ale mam całkowitą
pewność, że nie opuścił zespołu i nadal będzie z nami
grał.
KJ A czy ktoś z Was, oprócz Buki, ma w planach solową
płytę?
MP Skor jest w trakcie zamykania swojego albumu pt.
"Dwie strony mocy", powinien ukazać się lada moment.
Buka kończy EP pt. "Po drugiej stronie lustra", a ja
skupiam się na współpracy z innymi muzykami.
KJ W takim razie hip-hop musi być w Twoim życiu
niezmiernie ważny. Mógłbyś powiedzieć, kiedy po raz
pierwszy miałeś kontakt z tym gatunkiem muzycznym
i co wówczas pomyślałeś?
MP Kiedy miałem 10 lat, siedziałem z kolegami, na kocu
przed blokiem, wokół magnetofonu, który wydawał z
siebie różne trzaski, słuchaliśmy wtedy Scyzoryka. Ja
sam zacząłem tworzyć muzykę, gdy miałem 17 lat.
Miałem wtedy życiowe rozterki i potrzebowałem, to z
siebie wyrzucić. Mój kolega z zespołu (Skor) nagrywał
wtedy w ekipie Morski Punkt Widzenia i można
powiedzieć, że wziął mnie pod swoje skrzydła i tak się to
wszystko zaczęło.
KJ W tym roku wydaliście jeden album, w którym
zamieściliście cztery utwory. Czyżby to była cisza przed
burzą? W 2011 roku planujecie wydać coś wielkiego?
MP Ten album był nagrany w 3 dni, gdyż to był ostatni
raz, kiedy wszyscy członkowie zespołu, zebrali się
razem. W tym momencie czekamy na Skora, który
aktualnie przebywa jeszcze w Anglii i od razu, gdy wróci,
czyli w okolicach połowy 2011, zabieramy się za nową
Sumę. Możliwe, że w międzyczasie znów powstanie jakaś
spontaniczna płyta EP. Nie ma sensu działać na
odległość, gdyż razem pracuje się o wiele lepiej, a zależy
nam na tym, żeby materiały spod szyldu Suma Styli
były dopieszczone do granic możliwości.
KJ Zbliża się nowy rok. Co najbardziej byście chcieli
otrzymać w nim od losu?
MP Liczymy na to, że ktoś nas zauważy i pozwoli
rozwijać się dalej, jeżeli jednak to się nie uda, to cóż,
będziemy nagrywać dalej.
KJ Mam nadzieję, że w tegoroczną gwiazdkę otrzymacie
pod choinkę kontrakt z jakąś dobrą wytwórnią, bo z
pewnością na niego zasługujecie. Wielkie dzięki za
wywiad, cześć.
MP Nie ma sprawy. Pozdrawiam wszystkich fanów
naszego zespołu.
Rozmawiał Kamil Jankowski IG
Nadzieje polskiego sportu
Agnieszka Radwańska już w wieku 21 lat została
najwyżej sklasyfikowaną Polką w historii WTA,
a Natalia Partyka posiada już dwa złote medale
Igrzysk Paraolimpijskich. Coraz częściej to młodzi
polscy sportowcy odnoszą wielkie sukcesy na arenie
międzynarodowej,
wpisując
się
na
stałe
w historię sportu.
„Polski hymn kojarzy mi się przede wszystkim ze
zwycięstwem. Na pewno każdy sportowiec potwierdzi
moje słowa” – powiedział kiedyś Adam Małysz. Nasi
reprezentanci coraz częściej stają na podium a Mazurek
Dąbrowskiego regularnie rozbrzmiewa na największych
stadionach świata. Polscy sportowcy odnoszą wielkie
sukcesy w prawie wszystkich dyscyplinach dając nam
powód do dumy. Podczas letnich Igrzysk Olimpijskich
w Pekinie aż 10 krotnie
stawali na podium, zaś
zimowe
Igrzyska
w Vancouver zakończyli
z dorobkiem 6 medali.
Coraz częściej zobaczyć
możemy
młode
„wschodzące” gwiazdy,
które u początku swojej
kariery już zabłysnęły
na arenie międzynarodowej.
………’.Jedną z największych nadziei polskiego sportu
jest Agnieszka Radwańska, tenisistka ur. 1989r.,
rodowita Krakowianka. Od paru lat prezentuje
wspaniały tenis, a co najważniejsze zajmując 8 miejsce
w klasyfikacji generalnej, jest najwyżej notowaną Polką
w historii WTA. Podczas swojej niedługiej kariery
zdążyła pokonać już tenisistki z najwyższych miejsc
rankingowych. Odniosła zwycięstwo m.in. nad Venus
Williams, Marią Sharapovą, czy Caroline Wozniacki. Już
jako juniorka odnosiła duże sukcesy wygrywając
turnieje wielkoszlemowe Wimbledon(2005) i Roland
Garros(2006). Osiągnięcia Agnieszki doceniło także
WTA, przyznając jej w 2006r nagrodę za debiut roku.
W ostatnich latach z jak najlepszej strony pokazała się
także młoda 21-letnia
tenisistka stołowa Natalia
Partyka. Pomimo swojej niepełnosprawności (urodziła
się bez prawego przedramienia), prezentuje znakomity
poziom i może pochwalić się licznymi osiągnięciami.
Zdobyła złoty medal 3`na Igrzyskach para olimpijskich
zarówno w Atenach jak i w Pekinie i jest także
wielokrotną medalistką mistrzostw Polski w tej
kategorii. Natalia gra zarówno z zawodniczkami
pełnosprawnymi jak i niepełnosprawnymi. Wraz
z koleżankami z zespołu zdobyła dwa
medale Mistrzostw Europy w grze
drużynowej (Stuttgart 2009 – srebro,
Ostrawa 2010- brąz) a także medal
w grze podwójnej (Petersburg 2008 –
brąz). Młodzi obiecujący sportowcy,
to
przede
wszystkim
ogromne
nadzieje
dla
polskiego
sportu
i okazja do zaprezentowania naszego
kraju na największych światowych
imprezach.
Karolina Konstańczak IIG
Bielsko zaczyna sezon od zwycięstwa
Co roku, tydzień przed
inauguracją sezonu Plus
Ligi
Kobiet,
w Szamotułach odbywa
się mecz o Superpuchar.
Tak samo było w tym
roku.
W
piątek
26
listopada do Szamotuł
zjechały
się
gwiazdy
polskiej siatkówki. Po przeciwnych stronach siatki
stanęły zespoły BKSu Bielsko- Biała, obecne Mistrzynie
Polski oraz zdobywczynie Pucharu Polski, siatkarki
Organiki Budowlanych Łódź. Mimo braku Anny
Werblińskiej, bielszczanki po dwóch godzinach gry
mogły cieszyć się ze zwycięstwa. Pokonały łodzianki
w czterech setach 25:23, 23:25, 25:17, 25:18.
Superpuchar po raz drugi z rzędu trafił w ręce
zawodniczek BKSu; w zeszłym roku wygrały one
z Muszyną. Sezon ligowy rozpoczyna się 4 grudnia, ale
obie drużyny są w rytmie meczowym, bowiem
reprezentują Polskę na arenie europejskiej występując
w Lidze Mistrzyń. Na razie jednak bez powodzenia.
Organika przegrała na własnym parkiecie z włoskim
Villa Cortese 1:3, natomiast Bielsko zostało pokonane
przez Mistrzynie Włoch, Scavolini Pesaro 3:2 Wszyscy
trzymamy kciuki za polskie zespoły występujące
w Lidze Mistrzyń i mamy nadzieję, że tegoroczne
rozgrywki Ligii będą równie emocjonujące jak rok temu
☺
Na zdjęciu: Marta z Anną Podolec, siatkarką BKSu
Aluprofu Bielsko – Biała.
Marta Kicińska IIG
Nowinki z Bułgarskiej
Gdzie jest Lech Poznań?
W 1/16 LIGI EUROPEJSKIEJ!!!
Dwa remisy z Juve oraz wygrana ze Salzburgiem
i Man City dały Lechowi awans do kolejnej rundy LE.
1 grudnia 2010 na zawsze zapisał się już w historii
Kolejorza. Tego wspaniałego, „gorącego” dnia Lech
Poznań wyeliminował „Starą Damę” z dalszej gry w LE,
a za razem sam awansował do 1/16 LE. Dla mnie jest to
coś niesamowitego. Tego, co się wydarzyło nie da się
opisać słowami, trzeba to samemu przeżyć. Spróbuję
jednak chociaż „nakreślić” zarys tego wszystkiego.
Zacznijmy, więc od początku.
Po przegranym dwumeczu ze Spartą Praga, Lechici
odpadli z eliminacji do LM i pozostała im już tylko gra
w LE, gdzie dwa pierwsze spotkania rozegrali przeciwko
Dnipro Dniepropietrowsk. Jedyną bramkę w rywalizacji
z Ukraińcami zdobył jeden z najlepszych, jeśli nie
najlepszy obrońca polskiej ligi – Manuel Arboleda☺
Wygrana ta, dała Lechowi awans do fazy grupowej LE.
Kolejorz trafił do grupy A, która ze względu na
znajdujące się tam kluby została „ochrzczona” mianem
„grupy śmierci”. Oprócz nas znalazł się tam Red Bull
Salzburg oraz dwie potęgi Juventus Turyn i Manchester
City. Z grupy wychodziły dwie pierwsze drużyny, które
uzyskały największą ilość punktów, za wygraną były
3pkt, a za remis 1pkt. Zespoły grały dwumecz każdy
z każdym. Jeden pojedynek odbywał się „w domu”, drugi
na wyjeździe. Po losowaniu praktycznie wszyscy
stwierdzili, że walka o pierwsze miejsce w grupie rozegra
się pomiędzy Włochami a Anglikami. Sama zdawałam
sobie sprawę, że awans z tak trudnej grupy będzie nie
lada
wyczynem ze strony poznańskiej drużyny.
Wierzyłam jednak w naszych piłkarzy, a nadzieja, że
sprawią wszystkim miłą niespodziankę mnie nie
opuszczała. I miałam rację☺
W pierwszym meczu, 16 września,
Kolejorz
zmierzył się z jedną ze światowych piłkarskich marek,
Juventusem Turyn. Jak wielkie było zdziwienie
piłkarskich ekspertów, gdy po kilkunastu minutach
Lech prowadził 2:0. Niestety, Włosi nie pozwolili na
naszą wygraną i doprowadzili do wyniku 3:2. Na
szczęście egzekutor Juve, Artjoms Rudnevs w ostatnich
minutach doprowadził do remisu.
Tym samym bohater meczu ustrzelił hat – tricka☺
W kolejnym spotkaniu, 30 września, Poznaniacy
zagrali z mistrzem Austrii. Było to również sportowe
otwarcie stadionu miejskiego w Poznaniu. Po
wspaniałym meczu Lech wygrał z „Bykami” 2:0. Gola
strzelił „Maniek” i „Peszkin”☺
W trzecim meczu fazy grupowej, 21 października,
Lechici przegrali na wyjeździe z Manchesterem City 3:1.
Hat – tricka ustrzelił Emanuel Adebayor, a honorowego
gola zdobył Joel Tshibamba☺
W rewanżowym spotkaniu z The Citizens,
4 listopada, Lechici udowodnili, że w Europie powinni
się bać takiej marki jaką jest Lech Poznań. Przed
meczem nikt nie spodziewał się takiego wyniku,
większość nawet mówiła, że Kolejorz przegra z Man City.
Na szczęście stało się inaczej i to my, a nie Anglicy
wracaliśmy do domu w świetnych humorach. Wynik 3:1
zapoczątkował „Dima” strzałem z dystansu. Już samo
prowadzenie do przerwy 1:0 wprowadziło euforię na
trybunach. Niestety, po przerwie „czarny koszmar”
Lecha, w skrócie mówiąc Adebayor, wyrównał. Jednak
Lechici się nie poddali. W 86 min. po dośrodkowaniu
Kriwca, Manuel Arboleda wyprowadził Lecha na
prowadzenie, strzelając oczywiście z główki. Anglicy
próbowali jeszcze oddawać groźne strzały, jednak Burić
świetnie wykonywał swoją powinność. „Poznańscy
Fanatycy” najchętniej w tym momencie zakończyliby to
spotkanie, jednak to, co stało się chwilę później przeszło
oczekiwania wszystkich. Młody, utalentowany Mateusz
Możdżeń strzałem z dystansu zamknął usta tym, którzy
uważali, że Lech jest słaby i przegra. Nie byłabym
rodowitą Poznanianką i fanatyczką Lecha, gdybym
w tym momencie nie zaznaczyła, że „Możdżo” to
Warszawiak, którego nie chciała Legia☺ Jest to drugi po
Robercie Lewandowskim Warszawiak, na którym nie
poznała się Legia tylko Lech. Po tym meczu Lech został
liderem grupy A. Wtedy było już pewne, że wygrana
z Juve, bądź w przypadku wygranej Manchesteru nad
Salzburgiem, remis da Kolejorzowi awans do 1/16.
To, co po losowaniu wydawało się nierealne,
1 grudnia stało się faktem. Poznaniacy podejmowali
przy Bułgarskiej piłkarzy z Turynu. Mecz odbywał się
w anomalnych warunkach. Było ok. -12 stopni,
a z nieba sypał bardzo mocno gęsty śnieg. Wszyscy
piłkarze grali w długich rękawach, termicznych
koszulkach oraz w rękawiczkach. Ci, co chcieli mogli
założyć getry oraz czapki. Chociaż nie! Znalazł się jeden
„Eskimosek”, który grał w podciągniętych rękawkach,
oczywiście był nim waleczny twardziel, Sławek Peszko☺
Włosi byli opatuleni, a swoją porażkę zrzucili właśnie na
pogodę. Zima nie odstraszyła jednak wiernych kibiców,
którzy przyszli na mecz wpierać swoich ulubieńców.
Mnie samej do głowy nie przyszło, by móc odpuścić
sobie mecz z powodu pogody. Ubrana na cebulkę
wybrałam się na Bułgarską wierząc, że piłkarze
wywalczą awans. Chociaż zdarzały się osoby, które
współczuły mi, że tam będzie tak zimno, to ja nie
narzekałam. W „kotle” zawsze jest gorąco, a w 12
minucie Artjoms Rudnevs dodatkowo rozgrzał fanów☺
W drugiej połowie śnieg sypał tak mocno, że nie szło
rozróżnić co drugiego zawodnika, a piłkarze musieli grać
pomarańczową piłką, bo białej nie było widać. Niestety
w 84 minucie Iaquinta doprowadził do remisu. Do
regulaminowego czasu sędzia doliczył 3 minuty. Wtedy
było już jednak wiadome, jeśli Lech utrzyma ten wynik
awansuje, ponieważ Manchester wygrał 3:0 ze
Salzburgiem. Niestety, kibice Kolejorza, jak i sami
piłkarze niczego nie mogli być do końca pewni.
W ostatniej minucie doliczonego czasu Alessandro Del
Piero wykonywał rzut wolny. Kibice zamarli. Na
szczęście na posterunku był „Kotor”. Po ostatnim
gwizdku sędziego było pewne. Lech awansował! Lech
wyeliminował Juve! LECH JEST WIELKI☺
PS. Muszę również zaznaczyć, że Włosi solidaryzują się
z … Legią
Ania Ceyza IIIG
Sławek Peszko tuż po awansie do 1/16 LE
Artjoms Rudnevs – pogromca Juventusu
Nowy, ale stary... helmut zawsze jary...
Od lat w różnych miastach Polski zaobserwować
możemy używane wagony z zachodu, zwłaszcza
z Niemiec. W Poznaniu ściąganie demobilu zaczęło się
w latach 1991-1995, wtedy pozyskano 20 używanych
wagonów serii 1G i 2G. Ostatnie wagony tego typu
zniknęły z ulic Poznania w 2005 roku. Następne zakupy
miały miejsce w latach 1996-2003. Wówczas pozyskano
łącznie 62 wagony z niemieckich miast Düsseldorfu
i Frankfurtu nad Menem. Pojazdy pochodzące z obu
miast zostały wyprodukowane w latach 1956-1965
w Duewagu i zwane są potocznie helmutami. W 2003
roku pozyskano także 10 wagonów Beynes 3G, które
miały zastąpić ostatnie wyeksploatowane wagony 1G,
2G i 102Na. Cechują je bardzo wąskie wejścia
i stukające schodki. Te z kolei pojazdy poznaniacy
nazywają holendrami. W 2005 roku z Frankfurtu nad
Menem zakupiono 6 wagonów GT8ZR. Są to wagony
dwukierunkowe, dwustronne o charakterystycznym
malowaniu (3 sztuki są turkusowe, pozostałe
3
pomarańczowo
–
kremowo
szare).
W tym roku MPK podjęło decyzję o zakupie
kolejnych używanych wagonów. Decyzja ta ma kilka
aspektów mogących budzić zdziwienie. Wagony, na
które padł wybór pochodzą z Düsseldorfu, ze znanej
bardzo dobrze w Poznaniu serii GT8 i są niemal takie
same jak te kursujące po ulicach stolicy Wielkopolski od
lat. Większość polskich miast, jeżeli obecnie sięga po tak
zwany demobil, to są to pojazdy z lat 70. i 80. XX
wieku i poddaje je licznym zabiegom odmładzającym.
Poznań kupił wagony pochodzące z lat 1965-1969 i nie
robi z nimi właściwie nic. Większość z tych, które już
dotarły nie została nawet przemalowana w poznańskie
barwy, dzięki temu możemy oglądać kilka wozów
w kremowo-czerwonych barwach Düsseldorfu. Przy
wszystkich wozach wykonywane są prace konieczne do
tego, aby otrzymały dopuszczenie do ruchu. Pojazdy
dostają m.in. dodatkowe kierunkowskazy, kasowniki
oraz czuwaki, zapewniające większe bezpieczeństwo
podróży. Na chwilę obecną w Poznaniu znajduje się 11
z 21 zakupionych helmutów. Przewoźnik uzasadnia
zakup chęcią unifikacji i nieznacznego odmłodzenia
taboru. Unifikacja taboru podyktowana jest niechęcią
MPK do przenoszenia z zajezdni Gajowa, którą
przewoźnik musi opuścić do końca roku, części
zamiennych do 9 holendrów. Po zakończeniu dostaw
z eksploatacji wycofane zostaną holendry - Beynesy 3G
i krótkie helmuty – Duewagi GT6. Dzięki staraniom
Klubu Miłośników Pojazdów Szynowych zostanie
zachowane po jednym przedstawicielu z każdej
wycofywanej serii. Zachowane pojazdy będzie można
spotkać na linii "3" wraz z innymi poznańskimi
jedynakami.
Pojazdy z Niemiec dostarczane są na lawetach
Oszczędności MPK skutkują możliwością podziwiania
nowych helmutów.
„Chandlowa tfurczość”
Tramwaje typu znikających ze stalowego szlaku.
Tekst i zdjęcia :Maciej Witkowski IIG
Redaktor naczelny:
Ania Ceyza IIIG
Zastępca red. naczelnego:
Marta Kicińska IIG
Autorzy artykułów:
Karolina Konstańczak IIG, Natalia Matuszewska IIG,
Lidia Jóźwiak IIG, Natalia Gołasz IIG, Maciej Witkowski
IIG, Natalia Borsa IG, Dominika Petlakowska IG, Kamil
Jankowski IG, Mateusz Bartosiewicz – student UAM
Zdjęcia:
Jan Jankowiak, Stefana Bogacz IIIG, Natalia Gołasz IIG,
Maciej Witkowski IIG
Dział techniczny:
Wojciech Iwanik IIIB
Opiekun:
prof. Bożena Michalska
Download

Numer 03 2010/2011 - X Liceum Ogólnokształcące w Poznaniu