szukającym powołania
2/2014 (105) | ISSN 1234-9356 | www.e-espe.pl
jak wyjść
z seminarium?
Bp Grzegorz Ryś
Seminarium jest drogą
Byli klerycy
Dwie najlepsze decyzje:
wejść i wyjść
Żony
byłych
kleryków
Ktoś się pomylił?
spis treści
spis treści
4Powołanewsy
14Koniec i początek
18 Dwie najlepsze decyzje: wejść i wyjść
27Seminarium jest drogą
37Ktoś się pomylił?
46Czy iść dalej?
49Poznałam samą siebie
52 Dziękuj za wszystko
56 Rusz w drogę
64Obdarowana nowym powołaniem
70Czy i wy chcecie odejść?
Być z Jezusem lub dać sobie spokój
80 Rozmowy o świętości
82Papież wzywa młodzież do rabanu
84 Rytmicznie poetycki debiut
Adres i siedziba redakcji:
ul. Mirosława Dzielskiego 1
31-465 Kraków
tel.: 795 418 333
e-mail: [email protected]
www.e-espe.pl
Zespół redakcyjny:
Przemysław Radzyński (redaktor naczelny)
O. Tomasz Abramowicz SP (asystent kościelny)
Janusz Dobry, Ewelina Gładysz, Magorzata
Janiec, Aldona Szałajko, S. Katarzyna Śledź SP
Wydawca:
Polska Prowincja Zakonu Pijarów
ul. Pijarska 2
31-015 Kraków
Opracowanie graficzne: ChapterOne.pl
tel.: (12) 422 17 24
Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń
www.pijarzy.pl
105 (2/2014)i reklam.
strona 2
wstępniak
Odejście z seminarium – koniec i początek
Wchodząc do seminarium
nikt – ani sam kleryk, ani
przełożeni, ani rodzina czy
znajomi – nie może być
pewny, że to jest prosta
ścieżka do kapłaństwa.
„Seminarium to określony czas i miejsce, ale to przede
wszystkim wspólnota wychowawcza w drodze” – napisał Jan Paweł II w adhortacji Pastores dabo vobis.
O seminarium jako drodze rozeznawania powołania
mówi także bp Grzegorz Ryś, były rektor krakowskiego
seminarium.
Metafora drogi dobrze oddaje to, co chcemy przekazać
Wam w tym numerze eSPe. Wchodząc do seminarium
nikt – ani sam kleryk, ani przełożeni, ani rodzina czy
znajomi – nie może być pewny, że to jest prosta ścieżka
do kapłaństwa. Z tego samego powodu nikt nie może
być rozczarowany decyzją o odejściu z seminarium.
Maciek, Paweł i Piotr, obie decyzje – i tą o wstąpieniu
do seminarium, i tą o opuszczeniu jego murów – uważają za tak samo ważne w swoim życiu. Monika i Kasia
opowiadają o pewnych trudnościach ze względu na
przeszłość mężów, ale też o zaletach związku z byłym
klerykiem. Ks. Damian pokazuje, że seminaryjne przyjaźnie, niezależnie od finału formacji, potrafią przetrwać próbę czasu.
Opisywane przez nas historie podkreślają, że każda
powołaniowa decyzja coś kończy, ale równocześnie
otwiera coś nowego. Jak mówi papież Franciszek,
trzeba iść naprzód i nie bać się tego, że się pobrudzimy.
Pan nas oczyści!
Niech lektura będzie dla Was owocna
Przemysław Radzyński
Redaktor naczelny
105 (2/2014)
strona 3
powołanewsy
Powołanewsy
Z W at y k a n u
Narzeczeni na walentynkach z papieżem Franciszkiem
Około 25 tys. osób przygotowujących się do małżeństwa 14 lutego spotkało
się na Plac św. Piotra z Ojcem Świętym Franciszkiem. – Narzeczeństwo to czas
wyjątkowy, kiedy działa łaska Pana Boga. W dzisiejszym świecie zwyczaj narzeczeństwa trochę się rozmył, trochę zapomniało się o tym, czym ono jest –
mówi ks. Przemysław Drąg, dyrektor Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa
Rodzin przy Konferencji Episkopatu Polski. Dlatego cieszy go, że Papieska Rada
ds. Rodziny zwraca uwagę na wartość narzeczeństwa, organizując spotkanie
z Ojcem Świętym. Ks. Drąg przypomina, że według Kodeksu Prawa Kanonicz105 (2/2014)
strona 4
powołanewsy
Gabrysia i Mateusz w Rzymie na Walentynkach
z papieżem Franciszkiem – fot. Facebook.com
nego w tym wyjątkowym czasie przygotowania do sakramentu, narzeczeni
starają się lepiej siebie poznać, rozmawiają o swoich planach, o tym, jak będą
budować rodzinę. Dzielą się też swoją historią życia, aby w całej prawdzie
wejść w związek małżeński i na prawdzie go budować.
– Spotykając Chrystusa, jesteśmy w stanie przyszłe małżeństwo budować na
solidnej skale – zwraca uwagę ks. Przemysław Drąg. – Tam gdzie jest wiara,
gdzie jest systematyczna modlitwa, korzystanie z sakramentów, tam istnieje
najmniejszy odsetek rozbitych małżeństw – zauważa.
O tym, co do narzeczonych powiedział Ojciec Święty, przeczytasz w dziale
Papież Franciszek – fot. Mazur – catholicnews.org.uk
„Papież o powołaniu”.
105 (2/2014)
strona 5
powołanewsy
„Módlmy się o powołania”
Na początku lutego polscy biskupi udali się do Watykanu z wizytą „ad limina
apostolorum”. Na jej zakończenie papież Franciszek skierował do polskiego
Episkopatu specjalne przesłanie. Znalazły się w nim także słowa dotyczące
troski o powołania:
Ad limina Apostolorum – Fot. ks. Artur Niemira
„Niech Kościół w Polsce nadal niestrudzenie modli się o nowe powołania do
kapłaństwa! Na was, drodzy biskupi spada zadanie zapewnienia, aby ta modlitwa przełożyła się na konkretne zaangażowanie w duszpasterstwie powołaniowym i na dobre przygotowanie kandydatów w seminariach.
W Polsce, dzięki obecności dobrych uniwersytetów i wydziałów teologicznych,
seminarzyści uzyskują solidne przygotowanie intelektualne i duszpasterskie.
Musi mu zawsze towarzyszyć formacja ludzka i duchowa, aby żyli w intensywnej, osobistej relacji z Dobrym Pasterzem, byli ludźmi wytrwałej modlitwy,
otwartymi na działanie Ducha Świętego, wielkodusznymi, ubogimi w duchu,
pełnymi żarliwej miłości do Pana i bliźniego (…).
105 (2/2014)
strona 6
powołanewsy
Ad limina Apostolorum – Fot. ks. Paweł Rytel-Andrianik – Niedziela
Nie zapomnijmy drodzy Bracia o powołaniach do życia konsekrowanego,
zwłaszcza żeńskich. Jak zauważyliście, niepokoi spadek liczby osób wstępujących do zgromadzeń zakonnych także w Polsce: jest to zjawisko złożone,
o wielorakich przyczynach. Życzę, aby żeńskie instytuty zakonne mogły być
nadal, w sposób odpowiedni do naszych czasów, uprzywilejowanym miejscem
umacniania się i rozwoju ludzkiego i duchowego kobiet. Niech zakonnice będą
gotowe stawić czoła nawet trudnym i wymagającym zadaniom i misjom, które
jednak dowartościują ich zdolności intelektualne, emocjonalne i duchowe, ich
talenty i charyzmaty osobiste. Módlmy się o powołania żeńskie i towarzyszmy
z szacunkiem naszym siostrom, które często w milczeniu i niepostrzeżenie
poświęcają swoje życie dla Boga i dla Kościoła, w modlitwie, w pracy duszpasterskiej i charytatywnej”.
Z e ś w i ata
Rok Życia Konsekrowanego rozpocznie się wcześniej
Najprawdopodobniej już w październiku rozpocznie się Rok Życia Konsekrowanego, a zatem wcześniej niż przewidywano. Już dziś planuje się zorganizowanie
trzech wielkich spotkań dla różnych kategorii osób konsekrowanych. Pierwsze
zostanie przeznaczone dla młodzieży zakonnej, a drugie dla formatorów. Trzecie
105 (2/2014)
strona 7
powołanewsy
Rok życia konsekrowanego – fot. Lawrence OP – flickr.com
będzie miało formę kongresu teologicznego o odnowie życia konsekrowanego
w świetle Soboru Watykańskiego II. Zakony klauzurowe połączą się natomiast
z tej okazji w wielką sieć modlitewną. Zarówno papież, jak i watykańskie dykasterie przygotowują szereg dokumentów dla osób konsekrowanych. Będą one
dotyczyć takich zagadnień, jak relacja między zakonami i biskupami, administracja dóbr materialnych, autonomia i klauzura w klasztorach kontemplacyjnych, życie i misja braci zakonnych.
Rok Życia Konsekrowanego zakończy się najprawdopodobniej w listopadzie
2015 r., kiedy przypadnie rocznica soborowego dekretu o zakonach Perfectae
caritatis.
Kapłan poczęty w gwałcie wyspowiadał swojego ojca
Ks. Luis Alfredo Leon Armijos został poczęty na skutek gwałtu. Po latach,
41-letni dziś kapłan z Ekwadoru, nie tylko przebaczył, ale także wyspowiadał
swego ojca – poinformował serwis LifeSiteNews.com
105 (2/2014)
strona 8
powołanewsy
Ks. Luis Alfredo Leon Armijos – fot. Facebook.com
13-letnia Maria Eugenia Armijos pracowała jako sprzątaczka, by pomóc rodzicom utrzymać siedmioro rodzeństwa. Gospodarz domu, w którym pracowała,
zgwałcił ją i porzucił w ciąży. Rodzina nie chciała przyjąć dziecka, ale Maria
Eugenia uciekła z domu i urodziła Luisa Alfredo. Ojciec w końcu zgodził się go
uznać za swoje dziecko i łożył na jego utrzymanie. Ale między nimi nie nawiązała się relacja ojciec-syn.
W wieku 16 lat chłopiec doświadczył Chrystusa w grupie Odnowy w Duchu
Świętym. Dwa lata później był już klerykiem, a w wieku 23 lat przyjął święcenia kapłańskie. Jego rodzice rozstali się, a matka wyznała mu okoliczności,
w jakich został poczęty. – Bóg pozwolił, bym został kapłanem, nie po to, abym
osądzał, ale bym przebaczał. A ja osądzałem mego ojca za wiele spraw – wyznał
ks. Armijos.
105 (2/2014)
strona 9
powołanewsy
Ojciec zadzwonił do syna-księdza, gdy przerażony przygotowywał się do operacji. Chciał się wyspowiadać. Wówczas po raz pierwszy od 30 lat przyjął
Komunię św. – Możesz poznać historię swego życia i go nienawidzić. Osądzać
Boga tak, jak ja. Ale ja odkryłem, że miłość Boga czuwała nad moim życiem.
Wszystko, co mi się przytrafiło, było łaską. Życie samo w sobie jest pięknym
darem Boga – powiedział ks. Armijos.
Z Polski
Życie konsekrowane nie jest nudne
„Światło Życia Konsekrowanego” tak swój list pasterski na Dzień Życia Konsekrowanego zatytułowali polscy biskupi. Zwrócili się w nim także do młodzieży:
„Drogi Młody Przyjacielu! Nie myśl, że życie konsekrowane jest czymś nudnym,
fot. Alex Proimos – flickr.com
105 (2/2014)
strona 10
powołanewsy
bezbarwnym, niedzisiejszym, przeznaczonym dla tych, którzy nie są w stanie
poradzić sobie w życiu. Nie ulegaj przewrotnej mentalności świata, wedle której
sensem życia jest bogactwo i przyjemność. Jeśli słyszysz głos Mistrza, który Cię
wzywa – odpowiedz hojnie i wielkodusznie, z radością i entuzjazmem. Życie
konsekrowane jest piękną przygodą, której bohaterem jest On sam, Jezus
Chrystus, Twój Zbawiciel. Tylko z Nim życie może być naprawdę spełnione.
Jeśli Pan Cię wzywa, nie ociągaj się, ale wyrusz w drogę! To On zabierze Cię
ze sobą, poprowadzi za rękę i pozwoli wypłynąć na głębię”.
Cały list możesz przeczytać na portalu MojePowolanie.pl
„Powołania Znakiem Prawdy” tematem marcowej Kongregacji Duszpasterstwa Powołań
Temat marcowej Kongregacji Duszpasterstwa Powołań będzie koncentrował
się wokół papieskiego orędzia na tegoroczny Tydzień Modlitw o Powołania
Bp Marek Solarczyk – fot. Facebook.com
105 (2/2014)
strona 11
powołanewsy
zatytułowanego „Powołania Znakiem Prawdy” – poinformował delegat KEP
ds. powołań bp Marek Solarczyk. – Chcemy, aby z całą mocą zabrzmiało to,
o czym przypomina nam papież Franciszek, że źródłem łaski powołania jest
Bóg. To On jest tym, który działa, który uprawia tę rolę. Natomiast naszym
zadaniem jako duszpasterzy jest tylko wspieranie młodych ludzi pomagając
im w odczytywaniu i rozwijaniu tych darów poprzez formowanie młodzieży –
powiedział.
W trakcie warsztatów będzie mowa o różnych sposobach wykorzystywania
nowych technologii medialnych w duszpasterstwie powołań. – Obok tradycyjnych środków komunikacji, takich jak prasa, radio, czy telewizja, coraz większą rolę odgrywają dziś obecne w Internecie portale społecznościowe, warto
zatem zastanowić się jak także tą drogą można dotrzeć do młodego człowieka
i pomóc mu na drodze dojrzewania – powiedział delegat KEP ds. powołań.
Spotkanie odpowiedzialnych za duszpasterstwo powołaniowe w diecezjach
i zakonach odbędzie się w połowie marca w prowadzonym przez księży pallotynów ośrodku w Konstancinie-Jeziornej. W tym roku w Polsce odbędzie się
także Europejskie Spotkanie Duszpasterzy Powołaniowych.
„„ Oprac. na podstawie Radia Watykańskiego, KAI i informacji własnych.
105 (2/2014)
strona 12
Wydawnictwo
poleca
Poruszające
świadectwo
istnienia Nieba!
Przeczytaj
niezwykłe
opowieści
o tym, co autor
zobaczył, usłyszał
i doświadczył
z niebiańskiej
rzeczywistości,
a pozbędziesz
się lęku przed
odchodzeniem
najbliższych
i Twoim własnym
przejściem do
tamtego świata.
kup teraz
temat numeru
Koniec i początek
„„ Małgorzata Janiec
fot. sxc.hu
Życie potrafi zaskakiwać. Nieraz każe weryfikować plany. Zejść z obranej drogi i poszukać innej. Zmiany bywają trudne i wymagające, ale
mądrze przeprowadzone oznaczają rozwój. Mobilizują, by zaczynać
od nowa. Uczą, że każde wyjście jest wejściem gdzie indziej.
Kim będziesz gdy dorośniesz? – takie pytanie słyszał chyba każdy z nas. Koncepcje mieliśmy różne. Zmieniały się z wiekiem, doświadczeniami i przeżyciami.
Jako brzdące marzyliśmy o własnej budce z lodami (bo będzie można je cały
czas jeść) albo o tym, by, jak Wojtek z książki dla dzieci, zostać strażakiem;
ewentualnie astronautą, modelką, piosenkarką, sportowcem. Z ogólnych planów wyłaniały się z czasem te bardziej konkretne, którym trzeba i warto było
105 (2/2014)
strona 14
temat numeru
pomóc – nauką, rozwijaniem pasji, treningiem. Aż stawały się życiem, spełnionym i szczęśliwym. A niektóre mijały. Po latach wspominamy je z uśmiechem,
a nawet politowaniem.
Ludzkie życie to droga, podzielona na różne etapy. Nie zawsze prosta i oczywista. Nie zawsze tylko jedna do wyboru. Najważniejsze, by iść i nie bać się
tego, co czeka za kolejnym zakrętem. By wiedzieć, że nie zawsze da się (i nie
zawsze trzeba) wybierać najbardziej oczywistą ścieżkę albo tę, którą wydeptali
już inni.
Uwaga, zmiana!
Czasem nie lubimy zmian – przyzwyczajamy się do określonego sposobu życia,
„wchodzimy w rolę”. Nie zawsze jednak czytamy ją ze zrozumieniem i często
za szybko uczymy się jej na pamięć. Pozorna stabilizacja nas uspokaja, daje
poczucie pewności i – w pewnym stopniu – wygodę. Konieczność zmian często
wiąże się z napięciem, zdobywaniem czegoś od początku, podejmowaniem
nowego wysiłku, koniecznością przyswajania kolejnych umiejętności, spotykaniem nowych (zawsze na początku obcych) ludzi i otwieraniem się na nich,
modyfikacją stylu i przyzwyczajeń. Nieraz jest dość brutalnym zburzeniem
czegoś, co jakiś czas pieczołowicie budowaliśmy. Łatwo wówczas o bunt, złość
i pretensje. Bo przecież tak się starałem, tak pracowałem, tak chciałem…
Z drugiej strony utrwalona niechęć do zmian wiąże się z ryzykiem stagnacji,
nudą, zatrzymaniem własnego rozwoju, pustką, pogłębiającym się zamknięciem na to, co jeszcze może przynieść nam życie. I w gruncie rzeczy ze smutkiem kogoś, kto już niczego nie oczekuje i niczego nie chce.
Czasem zmian bardzo potrzebujemy – bo czujemy się niespełnieni, nie na
swoim miejscu, bywamy przemęczeni i zniechęceni, albo roznosi nas na tyle, że
nie jesteśmy już w stanie wytrzymać ani tam, gdzie żyjemy, ani tak, jak żyjemy.
105 (2/2014)
strona 15
temat numeru
Wypijmy za błędy
Zdarza się, że nasza aktualna sytuacja życiowa jest wynikiem pochopnej i nieprzemyślanej decyzji, która okazała się błędem. Błąd jest w życiu potrzebny –
bywa pierwszym i bardzo istotnym impulsem do podjęcia czegoś nowego. Nie
bez powodu mówimy, że człowiek uczy się na błędach. A więc i z nich trzeba
się cieszyć, bo dzięki nim mamy szansę stawać się innymi, często lepszymi
i szczęśliwszymi ludźmi.
„To już koniec” – mawiają czasem ci, których własne losy zaskoczyły szczególnie
mocno. Poczucie dezorientacji, lęk, bezradność, rezygnacja – to chyba najczęściej towarzyszące takim chwilom odczucia. „Życie toczy się dalej” – przekonują inni i wcale nie jest to tanie pocieszanie. To pierwszy znak, że koniec
jednego może oznaczać początek czegoś nowego. A to nowe można zacząć
już z większym bagażem doświadczeń, z inną, głębszą dojrzałością, nowym,
mądrzejszym (o ten popełniony błąd właśnie) spojrzeniem na rzeczywistość.
Zmiany wpisane są w życie, a więc i w ustalane sobie w nim cele, również te,
które są wytycznymi określającymi nasze powołanie. Powołanie to życie – bo
to właśnie ta droga, która, właściwie odczytana i podjęta, ma nas doprowadzić
do pełni człowieczeństwa i szczęścia – w małżeństwie, kapłaństwie, zakonie,
w podjętej pracy. Wszystko, co nas na tej drodze spotyka, jest „po coś” – nawet,
fot. iStock
105 (2/2014)
strona 16
temat numeru
jeśli nie od razu da się ów sens wyłapać i go przynajmniej z odrobiną pokory
przyjąć. Nawet, jeśli burzy wszystko, co wydawało nam się niezniszczalne.
Zakręt na drodze
Gotowość na przyjęcie zmian jest aktem odwagi i uczciwości względem siebie
i innych. Przyznanie się do błędnego wyboru, to oznaka siły do tego, by wybrać
jeszcze raz. To okazanie miłości wobec bliźnich, których nie narażam na swoje
frustracje i rozczarowania. To również świadomość, że nie zawsze jestem idealnym projektantem własnej teraźniejszości i przyszłości. Nawet wówczas, gdy
decyzja, którą podejmuję wydaje się być, moim zdaniem, najlepsza, a nawet
najświętsza – mogę się mylić. Na płaszczyźnie religijnej wiąże się to z zaufaniem
Bogu i Jego planom, budowanym względem nas w oparciu o Jego miłość. „Chcesz
rozśmieszyć Pana Boga? Powiedz Mu o swoich planach” – powtarzają czasem
ci, którzy stają na rozdrożach i okazuje się, że nie szli do końca tak, jak powinni.
To mądre powiedzenie, pod warunkiem, że nie utwierdza nikogo w przekonaniu,
że Bóg lubuje się w mnożeniu człowiekowi trudności w drodze i w podkładaniu mu kłód jednej za drugą. Ludzkie losy już wiele razy były dowodem na to,
że głównym komplikującym codzienną życiową wędrówkę jest sam człowiek
– zwłaszcza wtedy, gdy uparcie trzyma się własnej wizji i gotowy jest dążyć do
niej nawet po trupach, albo tylko dlatego, że nic lepszego nie wymyślił.
Warto dać się zaskoczyć i w tym życiowym zaskoczeniu trochę się wysilić. Nie
bać się szukać, bo tylko tak można znaleźć. To dobra, sprawdzona droga do
tego, by zdobyć mądrość i szczęście. Nie tylko tu, na ziemi, ale i Tam, gdzie
zmian już nie będzie, bo nie będą potrzebne. W niebie drogi są proste. Bo jest
tam wszystko, czego pragniemy, potrzebujemy i możemy zdobyć.
|
„„ Małgorzata Janiec
(ur. 1984) – teolog i dziennikarka, katechetka w II Liceum Ogólnokształcącym im.
Adama Mickiewicza w Skarżysku-Kamiennej.
105 (2/2014)
strona 17
temat numeru
fot. Piotr Wasacz
Dwie najlepsze decyzje:
wejść i wyjść
Byli klerycy o odejściu z seminarium
„„ Przemysław Radzyński
Z danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego wynika, że
w 2011 r. (to są najnowsze dane jakie posiada ISKK) zostało wyświęconych 481 kapłanów diecezjalnych. Były to święcenia jednego
z ostatnich roczników wyżu w seminariach (w latach 2001-2006 na
pierwszy rok do seminariów zgłaszało się ponad 1000 kandydatów,
a w szczytowym roku 2005 nawet 1145; w 2013 r. do seminariów
diecezjalnych zgłosiło się mniej niż 600 kandydatów). Z tych szacunków wynika, że średnio połowa kleryków rozpoczynających pierwszy rok w seminarium przystępuje do święceń kapłańskich. Druga
połowa rozeznaje, że kapłaństwo, to nie ich powołanie.
105 (2/2014)
strona 18
temat numeru
Maciek. Rok postulatu, rok nowicjatu i siedem miesięcy
w seminarium.
– W pewnym momencie bardzo mocno zrozumiałem, że to nie jest moje miejsce. To było jak strzał w głowę. Nagle takie duże światło, taka znajomość swojej sytuacji, że to nie to. Modliłem się jeden miesiąc, drugi, trzeci. Codziennie
ta myśl była bardzo mocna. Przed oczyma tylko taki wielki napis „TO NIE TUTAJ”.
Początkowo była to sprawa między nim a Panem Bogiem. Sygnalizował też
swoje wątpliwości kierownikowi duchowemu. Ale nie dzielił się tym z kolegami,
żeby – jak mówi – nie mącić. Gdy sprawa była pewna, poszedł do przełożonych
i powiedział też chłopakom, z którymi się przyjaźnił.
– Niektórzy mieli łzy w oczach. To było dla mnie ciężkie. Ale reakcje były pozytywne: „rozeznałeś”, „jesteśmy z tobą”, „wspieramy cię”. Generalnie zrozumienie i akceptacja tej decyzji, bo o tym się mówi od początku. Jesteśmy w seminarium po to, żeby rozeznać.
Spakował się. Zrobili jeszcze wieczorne spotkanie pożegnalne. – Kupiłem wino.
To był szok. W seminarium wino pije się dwa, trzy razy w roku, a tutaj podbiłem
o jeden raz (śmiech). Wszyscy chłopacy się cieszyli. Rozstaliśmy się w fajnej
atmosferze, przy chipsach, coli i winie. Przyszli też niektórzy księża. Był ojciec
duchowny. To było miłe. Po prostu pogadaliśmy i wyszedłem. Mieszkam blisko
seminarium.
Rodzice
– Pełna akceptacja i miłość. Zawsze mogę na nich liczyć, więc spoko.
Znajomi
– Cieszyli się, że mnie odzyskują. Później słyszałem też parę głosów: „szkoda,
bo myślałem, że będę miał kolegę księdza”. Wiedziałem, że niektórzy wiążą
duże nadzieje ze mną. Mocno w środowisku działałem, miałem wielu przyjaciół,
105 (2/2014)
strona 19
temat numeru
więc pewnie niektórzy bardzo by chcieli, żebym
był księdzem. Ale w podejmowaniu decyzji jakoś
mądrze trzeba wyjść nad tym.
Sąsiedzi
– Ludzie z osiedla, którzy widzieli mnie wcześniej
w sutannie trochę bali się pytać. Ale ja nie miałem
z tym problemu. Na drugi dzień poszedłem służyć
do kościoła ubrany po świecku. Panie z bloku mnie
często podpytywały, to im tłumaczyłem po prostu,
że zrezygnowałem.
Kobiety
– Wrażliwość, którą wyrobiłem w sobie w seminarium pomaga mi. Raczej śmiało mówię o tym,
że byłem w zakonie.
dorotamiskowiec.pl
To sposób na podryw?
– Tak. Wchodzę do klubu, poznaję nową blondynkę, albo dwie i mówię im gdzie
byłem, to już są moje (śmiech).
Ponieważ na rok złożył śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, musiał dostać
specjalną zgodę od prowincjała na zamieszkanie poza wspólnotą zakonną.
Wypełniał także inne przyrzeczenia – codzienna Eucharystia i modlitwa brewiarzowa. Równocześnie starał się o zwolnienie ze ślubów, bo przyznaje, że
bycie zakonnikiem poza zakonem wywoływało w nim ambiwalentne uczucia.
– Nie wiedziałem kim do końca jestem. Ani nie jestem zakonnikiem, ani człowiekiem świeckim. Czułem się zagubiony. Przed wakacjami generał zakonu
zwolnił go ze ślubów. – Dla mnie to nadal jest trudne. Żeby się na nowo odnaleźć, poukładać swoje życie, odpowiedzieć sobie na jakieś pytania. Maciek jest
105 (2/2014)
strona 20
temat numeru
przekonany, że dla przyszłego pracodawcy, informacja w CV o tym, że ponad
2,5 roku spędził w zakonie może być tylko atutem. – To będzie robić wrażenie
na ludziach, szczególnie z katolickiego środowiska. Chcę pracować z ludźmi.
To mi pewnie pomoże, bo będę bardziej wiarygodny.
Paweł. Dwa lata w seminarium diecezjalnym.
– Miałem wrażenie, że nadaję się do pracy z młodzieżą. Nadal tak uważam.
Proboszcz mi powiedział, że powinienem spróbować jako prawdziwy facet
(nawet jeśli nie jestem przekonany, że chcę być księdzem), bo tam nauczę się
i modlitwy, i pracy. „Nauczysz się życia” – mówił.
Po pierwszym roku kuzyn-ksiądz zadał mu proste pytania: „Czy marzysz o tym,
żeby odprawiać Mszę św.? Czy myślisz o tym? Czy jara cię myśl o spowiadaniu?”. Odpowiedział szczerze – „nie”. –Nie ukrywałem, że chcę mieć dzieci.
To był dla mnie problem numer jeden. To była dla mnie przeszkoda nie do
105 (2/2014)
strona 21
temat numeru
fot. Piotr Wasacz
pokonania. Stwierdziłem, że jak mam być beznadziejnym księdzem, to wolę
być zajebistym ojcem.
Ostateczna decyzja zapadła w wakacje po drugim roku. – Duży wpływ miało
to, że trzeba było sobie kupić sutannę. Miałem już dwie uszyte. Raz zobaczyłem się w sutannie i wiedziałem, że nie chcę być księdzem. Powiedział o tym
ojcu duchownemu, proboszczowi, rodzinie i kolegom z rocznika. Po prostu nie
wrócił po wakacjach na trzeci roku studiów do seminarium. – Po tym jak już
wyszedłem, spotkałem znajomego księdza. Mówi tak: „Chłopie, coś ty zrobił?
Czemuś ty wyszedł? Wiesz, jak byś miał dobrze?”. To mnie utwierdziło w przekonaniu, że podjąłem dobrą decyzję.
105 (2/2014)
strona 22
temat numeru
Rodzice
– Z tatą nie było problemów. „Bylebyś ty czuł się dobrze” – mówił. Ale mama
się nakręciła. Jak wystąpiłem, to przeżyłem najgorszą rzecz w swoim życiu –
zobaczyłem płacz mamy z mojego powodu. Nikogo nie zabiłem a czułem się,
jakbym naprawdę komuś zrobił wielką krzywdę.
Proboszcz
– Mój proboszcz był zawiedziony. Dobrze się uczyłem, byłem lubiany w seminarium – wszyscy byli przekonani, że zostanę księdzem. Później znowu go spotkałem i był przekonany, że dobrze wybrałem, bo widział, że jestem szczęśliwy,
chodzę uśmiechnięty.
Sąsiedzi
– Najgorzej, jak jesteś z małej miejscowości. Ja niby z miasta, ale mentalność
wiejska. Idziesz ulicą i czujesz na sobie masę oczu. Dzięki Bogu, że nie byłem
w sutannie. Jak już ubierzesz sutannę, to ludzie traktują cię jak księdza, przychodzą z problemami itd. A później wychodzisz, zobaczy cię ktoś na mieście,
jak idziesz z dziewczyną za rękę, to się może nawet zgorszyć.
Znajomi
– Pamiętam, że po wyjściu poszedłem na imprezę do kumpla i było fajnie.
Wszyscy się pytali, wszyscy byli ciekawi. Ale dla większości z nich seminarium
to rzeczywistość jak z Harrego Pottera – jakieś czary-mary, księgi, łacina.
Praca
– W pracy wiedzą, że studiowałem teologię. Nie wiedzą, że byłem w seminarium. To jest moja sprawa. Ale nie ma problemu, żeby o tym mówić. Koledzy
z pracy, którzy wiedzą, przychodzą czasami o coś zapytać, bo wolą najpierw
do niego, niż od razu do księdza. – To jest taki czyściciel środowiska. Kogo ma
odstraszyć, to odstrasza, kogo ma przyciągnąć, to przyciąga.
105 (2/2014)
strona 23
temat numeru
Piotr. Sześć lat w zakonie.
– Szedłem do seminarium zaraz po maturze. To nie była dojrzała decyzja. Ona
nie musiała być dojrzała – powołanie ma dojrzeć w trakcie formacji. W zakonie
buntował się przeciw gaszeniu świateł o 22.00. Uważa, że w seminarium uczą
tego, jak być księdzem, ale ma wątpliwości, czy wychowują do wiary. Odkrył
to w neokatechumenacie, z którym związał się po opuszczeniu zakonu. We
wspólnocie doświadczył spotkania z żywym Bogiem. Wcześniej był tylko religijny, ale nie wierzący. – Gdybym w seminarium miał to doświadczenie, które
mam dziś dzięki Drodze Neokatechumenalnej, to nie wiem czy bym wystąpił
z zakonu. W kontekście wiary widzę, że najważniejsze jest to, żeby Pan Bóg był
na pierwszym miejscu. A czy ja będę żył w małżeństwie, kapłaństwie czy zakonie,
to jest sprawa drugorzędna. Dziś jest świadomy i pewny swojego powołania.
Po trzecim roku poszedł na praktykę do jednego z domów zakonnych. To, co
zobaczył, było zaprzeczeniem ideałów, którymi żyli na co dzień klerycy w seminarium. – Wyglądało tak, jakby przyszli na etat i pracowali dla Kościoła. Zero
fot. Piotr Wąsacz
105 (2/2014)
strona 24
temat numeru
satysfakcji z tego, co robili. Powiedziałem wtedy: jeśli to ma tak wyglądać,
to ja nie chcę tak żyć. Nie mam zamiaru swojego życia zmarnować. Gdy gwardian zobaczył go po powrocie, to stwierdził, że na tę placówkę nie wyśle już
kleryków na praktyki.
Był już po czwartym roku seminarium. Zakonny styl życia bardzo mu się podobał. Ale nie był do końca przekonany, że to jest droga dla niego. Przełożeni
podpowiedzieli, że w takiej sytuacji lepiej odejść. – Odszedłem. I widzę, że
to była bardzo dobra decyzja. Chociaż do dziś niektórzy uważają, że miałem
powołanie, ale od niego uciekłem.
Wyszedł z zakonu na początku lipca. Dostał tysiąc złotych na start. – Raz w tygodniu było wspólne spotkanie, na którym wymienialiśmy różne informacje na
temat tego, co dzieje się w seminarium, czym się zajmujemy. Wtedy wstałem
i powiedziałem, że odchodzę. Podziękowałem ładnie przełożonym. Spakowałem
się. Bracia przewieźli mi rzeczy do mieszkania, które wynająłem.
Dużo działał w seminarium. Miał dobre relacje z współbraćmi. – Tęskniłem
bardzo. Odwiedzałem braci. Byłem na ich święceniach. Czasami razem wyjeżdżamy w góry. Tak zostało do dziś. Gdy zakonnicy założyli fundację i szukali
współpracowników – zatrudnili go.
– Po odejściu trzeba się ocucić. Wychodzisz z głową pełną ideałów o tym,
jak powinno wyglądać życie. To jest bardzo trudne. To ma wpływ na relacje
z dziewczynami, podejście do pracy. Ale życie szybko z tego leczy.
Dwie najlepsze decyzje
Maciek zaczął studia z psychologii. Planuje rozkręcić firmę z bluzami chrześcijańskimi. Paweł jako świecki dokończył studia z teologii. Zrobił też magisterium
z historii. Planuje zarobkowy wyjazd za granicę, do rodzeństwa. Piotr przygotowuje się do ślubu. Założył agencję kreatywną.
105 (2/2014)
strona 25
temat numeru
Paweł
– To były dwie najlepsze decyzje – żeby wejść i żeby wyjść w odpowiednim
momencie. To mi zmieniło myślenie. Jestem całkiem innym człowiekiem. Plułbym sobie do dzisiaj w brodę, jakbym nie spróbował. Mógłbym mieć żonę
i dzieci i mieć wątpliwość czy dobrze wybrałem. W tym momencie wiem, że
to oni a nie kapłaństwo dadzą mi satysfakcję.
Maciek
– Teraz jestem w takim momencie mojego życia, że wiem, że mam się skupić na modlitwie, na swoim rozwoju. Ale w szczegółach na razie nie wiem co
mam robić dalej – plan Boży jest dla mnie niewiadomy; jest tajemnicą, jak dla
większości z nas.
Wykluczasz powrót do zakonu?
– Nie wykluczam, bo kocham Pana Boga.
Piotr
– Tych sześć lat to był dotychczas najlepszy okres w moim życiu. Zmężniałem,
zmądrzałem. To wszystko, co dziś przeżywam, wartości, którymi się kieruję
zawdzięczam zakonowi – on mnie do tego przygotował. Może to potwierdzić
moja narzeczona. Dokonałem pewnych wyborów i widzę, że Pan Bóg mi w nich
błogosławi. Jak będzie chciał, to wykorzysta moje życie. Może będę miał dużo
dzieci i któreś z nich pójdzie do zakonu (śmiech).
|
„„ Przemysław Radzyński
(ur. 1986) – dziennikarz z wykształcenia, zamiłowania i zawodu. Redaktor naczelny
eSPe i portalu MojePowolanie.pl.
105 (2/2014)
strona 26
temat numeru
Seminarium jest drogą
„„ Rozmawiał Przemysław Radzyński
O potwierdzaniu powołania na poszczególnych etapach seminaryjnej
formacji, a także o wychodzeniu z seminarium mówi bp Grzegorz
Ryś, rektor krakowskiego seminarium w latach 2007-2011.
Wstąpienie do seminarium nie zawsze kończy się święceniami. Dlaczego?
Fakt, że ktoś przyszedł do seminarium nie oznacza, że ma powołanie do kapłaństwa. Choć pewnie powszechnie tak się myśli. Gdy zostałem rektorem, przeczytałem na nowo adhortację Pastores dabo vobis. Jan Paweł II wyraźnie
mówi, że powołaniem do kapłaństwa są święcenia. Powołanie to jest zawsze
wydarzenie. Myśmy zredukowali powołanie do osobistych pragnień, rozeznania
105 (2/2014)
strona 27
temat numeru
wewnętrznego, poszukiwania osobistego spełnienia, pewnych predyspozycji
osobowych. To wszystko jest ważne, ale nie najważniejsze. Powołanie to jest
łaska plus zadanie. Łaskę człowiek otrzymuje w sakramencie. Zadanie wtedy,
gdy biskup daje mu misję kanoniczną, kieruje na parafię i tak dalej.
W tym wydarzeniu, oprócz własnych pragnień, bardzo istotne jest też rozeznanie Kościoła i jego potrzeb. Rektor seminarium w imieniu Kościoła prosi
biskupa o to, żeby wyświęcił kandydatów na kapłanów. Kościół ich musi chcieć.
Oni mogą mieć wszystkie wewnętrzne predyspozycje i oczekiwania, ale jeśli
Kościół ich nie będzie chciał, to nie zostaną powołani do kapłaństwa.
Ktoś, kto przychodzi do seminarium jest powołany dopiero na drogę do kapłaństwa. I ani on, ani przełożeni nie wiedzą, po co przyszedł. Czy po to, żeby
zostać kapłanem? Po sześciu, siedmiu, ośmiu, dziewięciu latach? Czy może
przyszedł na tydzień albo na cztery lata? Z pewnością trzeba zrobić wszystko,
żeby powód zdecydowania się na drogę do kapłaństwa był sensowny i żeby
był przeżywany w wierze.
Zawsze tak tłumaczyłem klerykom, bo to uwalnia z presji, która na nich spada
na samym początku – przyszedł, klamka zapadła i drzwi się zamknęły. Nic się
nie zapadło ani nic się nie zamknęło! Otwarła się pewna istotna droga. Jest
to przede wszystkim droga wiary. Dobrze, jeśli ktoś na tę drogę przychodzi
– jest na nią wezwany i to wezwanie odczytuje. Jeśli nie przyjdzie, to nic mu
się „za to” nie stanie, ale nie podejmie tego, co ostatnio tak podkreśla papież
Franciszek – jeśli chcesz wierzyć, to musisz się ruszyć. Zaryzykować.
Bardzo niedobrze, gdy kleryk od pierwszego do szóstego roku ma w sobie
ciągłe przekonanie, że czeka go wyłącznie kapłaństwo. Równie niedobrze, jeśli
środowisko z zewnątrz oddziałuje w ten sposób i właściwie zmusza do kapłaństwa. Kapłaństwo musi być wybrane w wolności. To ma głębokie uzasadnienie
teologiczne, ale też jest bardzo sensowne od strony psychologicznej, ludzkiej.
105 (2/2014)
strona 28
temat numeru
Jeśli powołanie to wydarzenie, to czym jest seminarium na drodze przygotowania do tego wydarzenia?
Seminarium jest drogą. Na niej są ważne momenty, które dają człowiekowi
możliwość rozeznania, czy to faktycznie jest jego droga. Pierwszym jest rok
propedeutyczny, czyli czas ściśle ewangelizacyjny. Dzisiaj młodemu człowiekowi
bardzo potrzebne jest odnalezienie samych podstaw wiary w osobistym spotkaniu z Jezusem Chrystusem, w modlitwie myślnej, w medytacji nad Pismem
Świętym, w adoracji Najświętszego Sakramentu. To jest ogromnie potrzebne.
Albo wypracuje własną drogę modlitwy już na całe życie, albo nie ma co dalej
bawić się w tę drogę. Co nam z księdza, który się nie modli, który jest niewierzący, albo który jest wierzący teoretycznie, czyli opowiada cały czas o Bogu,
ale sam z Nim nie rozmawia?
W kolejnych latach formacji seminaryjnej rozeznanie jest związane z rozmaitymi wymiarami możliwej przyszłej posługi kapłańskiej – lektorat skoncentrowany na głoszeniu Słowa Bożego, akolitat – na Eucharystii, a potem diakonat
i ostatecznie prezbiterat. Nie brakuje sytuacji, w których człowiek stawiany
jest przed decyzją. Ta decyzja musi też wynikać z rozeznania, czy to jest jego
droga, czy idzie nią dalej.
Jestem przekonany, że program formacyjny jest owocem długiego rozwoju
w Kościele. Najważniejsze, żeby na każdym z etapów właśnie tym etapem człowiek żył. Jeśli jest lektorem – niech żyje Pismem Świętym, a nie myśli o tym, że
za rok jest akolitat. Może będzie, może nie będzie. Wydarzeniem wołającym
o rozeznanie jest także przyjęcie stroju duchownego.
Dla kogo jest seminarium? Najpierw musi się zrodzić pragnienie bycia kapłanem, czy ono nie jest konieczne, żeby wstąpić do seminarium?
Myślę, że to pragnienie jest potrzebne. Ono nie musi być absolutnie pewne,
105 (2/2014)
strona 29
bp Grzegorz Ryś i bp Damian Muskus
fot. Archiwum Fundacji Sanktuarium Bożego Miłosierdzia
temat numeru
ale gdzieś w człowieku musi przynajmniej pojawić się pytanie, czy to jest jego
droga. Seminarium jest miejscem, gdzie to można rozeznać, także przy pomocy
Kościoła. Nie ma co wchodzić do seminarium dla sportu. „Nie mam co ze sobą
zrobić, to może spróbuję takiej drogi”. Nie w ten sposób.
Czyli seminarium nie można traktować jako miejsca i czasu ogólnego rozeznania powołania?
Myślę, że nie. Na to jest czas wcześniej. Pierwszym etapem pracy osób, które
zajmują się duszpasterstwem powołań, jest skierowanie młodych na myślenie
o swoim życiu w kategoriach powołania. Żeby nie myśleli tylko w ten sposób:
„Co bym chciał? Gdzie się spełnię? Jakie mam predyspozycje?”. Ale żeby chcieli
popatrzeć na swoje życie w świetle wiary – jest osobowy Bóg, który do czegoś
woła. To jest powołanie.
Łatwo wstąpić do seminarium?
Na wstępie człowiek poddawany jest pewnemu rozeznaniu – nie wszyscy są
przyjmowani. Ale nie jest tak, że na progu wymaga się już stuprocentowej
pewności. Ważny jest motyw i to, na ile zgłaszający się jest uczciwy w szukaniu
tego, co jest istotą kapłaństwa.
Czyli na wstępie weryfikowane też są pragnienia Kościoła dotyczące kandydata?
Kościół kandydatom do kapłaństwa stawia pewne warunki. Jeśli człowiek ich
nie spełnia, to trudno go przyjmować. Czasem się mu mówi, że potrzebuje
jeszcze trochę czasu. Dzisiaj dużym problemem jest mocno rozerotyzowane
środowisko kulturowe – całe armie ludzi stają na rzęsach, żeby młodych ludzi
prowadzić do inicjacji seksualnej. Jak człowieka, który zaczął już życie seksualne i to w pełni, poprowadzić do rozeznania charyzmatu celibatu? To nie jest
105 (2/2014)
strona 31
temat numeru
takie proste. Oczywiście mówię o współżyciu z kobietą, bo jeśli ktoś ma za sobą
doświadczenia aktów homoseksualnych, to w ogóle będzie bardzo poważne
zastrzeżenie, a z reguły odmowa. Przepisy Kościoła są tu wyraźne. Poza tym
jest jeszcze wiele innych doświadczeń, które człowiek wynosi ze swojego
dzieciństwa, z młodości. Nie ma za bardzo sensu przyjmować do seminarium
neofity, czyli kogoś, kto dopiero co przeżył poważne nawrócenie. Warto dać
mu trochę czasu, żeby okrzepł w wierze. Więc to rozeznanie na początku jest
ważne.
A jak jest z wyjściem z seminarium? Pamiętam, jak w rodzinnej Trzebnicy
chodziłem do klasztoru sióstr boromeuszek. Z zewnątrz nie było klamki tylko
miejsce na specjalny klucz. Kto go nie miał – musiał dzwonić. Ale od wewnętrznej strony wszędzie były klamki. Siostry mówiły, że wejść do klasztoru jest
dość trudno, ale z wyjściem nie ma żadnego problemu.
W seminarium też tak jest (śmiech). Ale każdy obraz coś pokazuje, a coś
zakrywa. Niemal na każdym etapie formacji człowiek ma stawiane pytanie:
czy chcesz iść dalej? Nierzadko zdarza się, że rozeznanie odpowiedzialnych za
jego formację – ojca duchownego, spowiednika, przełożonych – każe mu się
zastanowić. Nieraz sugerowana jest przerwa, a nieraz wychodzą pewne braki
w formacji ludzkiej, których nie da się uzupełnić w seminarium. Po wykonaniu
pewnej pracy, uzupełnieniu tych braków jest możliwość powrotu.
W seminarium nikogo nie trzyma się na siłę. Ale jako rektor zawsze mówiłem
klerykom, że dopóki nie mają pewności, że są wołani gdzie indziej, to żeby
tak łatwo nie rezygnowali. Mieli przecież przekonanie, że zostali powołani na
tę drogę. Człowiek nie działa z wątpliwym sumieniem. Trzeba uzyskać moralną
pewność co do następnego kroku. Jeśli przychodził do mnie kleryk, który sam
mówił o swoich problemach i wątpliwościach, to wiedziałem, że mam do czynienia z kimś poważnym. Że on nie idzie do kapłaństwa na zasadzie „owczego
pędu”, ale przychodzi po pomoc w rozeznaniu.
105 (2/2014)
strona 32
temat numeru
Nikogo nie osądzam, ale jest bardzo wielu takich ludzi, którzy byli przez Chrystusa wołani w kierunku kapłaństwa a potem na tej drodze ulegli jakimś napięciom wewnętrznym albo trudnościom i się wycofali.
Razem z Księdzem Biskupem do seminarium na pierwszy rok przyszła ponad
setka chłopaków. Ilu zostało wyświęconych?
Sześćdziesięciu sześciu, ale nie wszyscy byli z tego rocznika. Niektórzy doszli
z roczników wyższych – po jakichś praktykach, przerwach. Ale też kilku naszych
kolegów skończyło seminarium później. Nie wiem czy to reguła, ale dość często tak się zdarza, że jedna trzecia, czterdzieści procent, po drodze odchodzi.
Trudno to traktować jako magiczną liczbę. To są sprawy bardzo indywidualne,
dotyczące konkretnej wspólnoty – jakie klerycy wytworzą relacje w ramach
swojego rocznika, na ile potrafią się zintegrować z całym seminarium.
Charyzmatyczny kleryk odchodzący z seminarium pociąga za sobą innych?
Raczej nie. Mamy jednak do czynienia z dorosłymi mężczyznami i każdy wie,
że decyduje o własnym życiu. Jeden czy drugi przykład może być ewentualnie sygnałem, który pobudza do myślenia. Zdarza się, że nieraz z seminarium
odchodzą ludzie, którzy byli liderami całej wspólnoty, a nie tylko rocznika. To są
sytuacje, kiedy po pierwsze wszyscy się modlą, po drugie patrzą też uważnie
w siebie. Ale to nie powoduje masowego zrzucania sutann.
A jak takie odejście konkretnego kleryka wygląda wewnątrz seminarium?
Te odejścia przebiegają różnie. Ktoś rozmawia ze swoimi kolegami, zanim
podejmie ostateczną decyzję z przełożonymi. Inny np. nie przyjeżdża po przerwie. Gdy byłem rektorem, to przy posiłku lub wspólnej modlitwie mówiłem,
że dzisiaj odszedł taki a taki człowiek Boży. Modliliśmy się we wszystkich jego
105 (2/2014)
strona 33
temat numeru
intencjach. Niezdrowo jest na ten temat milczeć, bo wtedy mnożą się pytania:
a czemu? a jak? To niczemu nie służy. Oczywiście nie omawiałem powodów, bo
byłem związany tajemnicą. W konstrukcji seminaryjnej jest tak, że to przełożeni
podejmują decyzję, a nie ojcowie duchowni. To jest bardzo dobre, bo młody
człowiek może mieć absolutną wolność i zaufanie, kiedy rozmawia z ojcem
duchownym. Ale tajemnica obowiązuje wszystkich – i rektor, i prefekci muszą
to unieść. Nawet, jeśli sugestia opuszczenia seminarium padła z ich strony,
a wykluczony w ten sposób człowiek opowiada na zewnątrz niestworzone
rzeczy. Nieraz proboszcz czy wikariusze przyjeżdżają dopytywać się jaki był
powód, co się stało.
Wracamy do presji, o której mówiliśmy wcześniej.
Tak, ale to też pokazuje, że presja dotyczy wielu ludzi. Ważne, żeby przełożeni
zachowali absolutną dyskrecję. Jakieś uchybienie w tym względzie będzie
rzutować na relację z całą resztą w seminarium.
A czy przełożeni rozmawiają także z rodzicami na ten temat? Zarówno po
podjęciu decyzji o odejściu, ale też wcześniej, wyjaśniając chociażby, że wstąpienie do seminarium nie zawsze kończy się święceniami kapłańskimi?
W krakowskim seminarium jest taki zwyczaj, że rodzice każdego rocznika mają
dzień skupienia raz w roku. Podpowiada się rodzicom, żeby z jednej strony dali
swoim synom wolność, a z drugiej – by akceptowali ich decyzję, jakakolwiek
by nie była. Bardzo często mówię rodzicom, żeby trochę z przymrużeniem oka
patrzyli na taką formułę, którą nieraz słyszą przy święceniach, gdy Kościół im
dziękuje za ofiarę z ich dzieci, że „oddali Kościołowi swoich synów”. Człowiek
nie może kogoś drugiego oddać Panu Bogu. Człowiek Bogu może oddać się
sam. Rodzice składają ofiarę, ale z siebie, ze swoich planów, które mieli co
do swojego syna. Te dni skupienia przede wszystkim temu służą, żeby pomóc
rodzicom przeżywać ich własne powołanie w odniesieniu do ich synów, nic
105 (2/2014)
strona 34
temat numeru
poza tym. Natomiast nie ma rozmów indywidualnych dotyczących wyboru
ich synów. To byłoby nie w porządku, to byłoby naruszenie tajemnicy. Jestem
przekonany, że w większości przypadków te relacje między kandydatami a ich
rodzicami są takie, że sami mogą o tym rozmawiać. Nie można stwarzać nawet
cienia podejrzenia, że decyzja o powołaniu zapada nie w wyniku przekonania
tego młodego człowieka, tylko w jakimś trójkącie: przełożeni, rodzice i on.
Czy są jakieś mity narosłe wokół życia seminaryjnego czy kleryckiego, które
utrudniają wejście do seminarium lub uniemożliwiają zostanie w nim?
Zdarza się tak, że ktoś jest nastawiony idealistycznie, ale w taki dziecinny sposób. To dotyczy nie tylko seminarium, ale także każdej innej instytucji. Nigdzie
nie jest tak, żeby to, co wcielone na sto procent realizowało marzenia. Klerycy
spowiadają się co tydzień – to znaczy, że mają z czego. Jeśli ktoś wstępując
do seminarium myśli o nim jako wspólnocie świętych gotowych do chwały
ołtarzy (tylko trzeba im umrzeć), to się myli. Zakładalibyśmy, że mamy od
samego początku uformowanych ludzi, a tymczasem oni się dopiero formują.
I robią to nierzadko ścierając się między sobą. Każdy z nich ma inny charakter,
są różne charyzmaty, mają inną przeszłość, różne doświadczenia – muszą się
nauczyć współpracy.
Wiele też zależy od wielkości seminarium. Dziś coraz ważniejsza jest formacja
zindywidualizowana. Ale w dużych wspólnotach trzeba znaleźć jakieś normy
ogólne.
|
„„ Bp Grzegorz Ryś
(ur. 1964) – w latach 2007-2011 był rektorem Wyższego Seminarium Duchownego
Archidiecezji Krakowskiej a od 2010 r. – przewodniczącym Konferencji Rektorów
Seminariów Duchownych w Polsce. W 2011 r. został mianowany biskupem pomocniczym archidiecezji krakowskiej. Przewodniczy Zespołowi ds. Nowej Ewangelizacji
przy Komisji Duszpasterstwa Episkopatu Polski.
105 (2/2014)
strona 35
Wydawnictwo
temat numeru
poleca
Pełne żarliwości,
wypływające
z głębokiej wiary
rozważania
misterium
krzyża autorstwa
kaznodziei Domu
Papieskiego.
kup teraz
105 (2/2014)
strona 36
temat numeru
Fot. Brett Wagner - flickr..com
Ktoś się pomylił?
„„ Ewelina Gładysz
Nigdy się nie poznali. Dwa małżeństwa. Cała czwórka prosi o anonimowość. Oni – byli klerycy, a one – obecne żony byłych. I mimo
wszechobecnej skandalizacji życia duchownych, ich historia to zwyczajna opowieść o tym, że powołanie do życia w rodzinie odkrywa
się czasem na krętych drogach. Bywa, że idzie się na około, przechodząc przez tę samą bramę seminarium dwa razy – wchodząc
a potem wychodząc.
Trudne dobrego początki
Zaczyna się podobnie. Jan 1 i Jan 2 idą do seminarium po szkole średniej. Obaj
spędzają tam aż 5 lat. Jan 1 już w seminarium poznaje Monikę. Jan 2 ma inną
105 (2/2014)
strona 37
temat numeru
motywację do zmiany życiowego powołania. Jest nią powracająca z pewną
uporczywością myśl – odejść. Co go powstrzymuje? – Byłem przekonany, że
jeśli odrzucę to, co Bóg dla mnie zaplanował, to nowe życie będzie wybrakowane, niespełnione. Bałem się, że pożałuję wyboru. Muszę przyznać, że decyzja
o wystąpieniu była trudniejsza niż decyzja o wstąpieniu do zakonu. Do tych
jego rozważań doszły wątpliwości całkiem przyziemne: – Obawiałem się, że
po wyjściu z zakonu mogę nie poradzić sobie z szukaniem pracy, mieszkania.
Nigdy wcześniej nie musiałem tego robić.
Ta niepewność towarzyszyła mu nieustannie w pierwszych miesiącach po
odejściu. Skończyła się, gdy spotkał Kasię. Wtedy pozostał już tylko sentyment.
– Zwłaszcza za ludźmi, z którymi się związałem. Te relacje, które udało mi się
nawiązać w seminarium były mocniejsze, bardziej głębokie – mówi były kleryk.
Fot. Brett Wagner - flickr..com
105 (2/2014)
strona 38
temat numeru
A Jan 1? Pisze do Stolicy Apostolskiej. Prosi o zwolnienie go ze ślubów, które
złożył. Po roku dostaje odpowiedź. Jest wolny. Nie ma gdzie mieszkać, nie ma
gdzie pracować. Na kilka dni przed świętami, przełożony domu zakonnego,
w którym do tej pory przebywał, każe mu opuścić to miejsce. A gdzieś tam, na
drugim końcu Polski, jest Monika. Też czekała na wieści z Watykanu. Czekała,
bo i ona chciała odpowiedzieć na zadane kilka miesięcy temu pytanie. I teraz
mówi: tak.
Monika
Znali się kilka dobrych lat. On był klerykiem. Wspólnie brali udział w różnego
rodzaju spotkaniach. Rozmawiali, spędzali razem czas. – W pewnym momencie
pojawiła się we mnie ta myśl. Ona była bardzo trudna. Od początku nie byłam
pewna, czy to jest dobra myśl i co powinnam z nią zrobić – wspomina Monika.
– Zaczęłam się modlić, bardzo intensywnie. Prosiłam o światło. Chciałam
wiedzieć, rozeznać, czy ta dana nam droga jest wspólna, czy wiedzie jednak
osobnymi szlakami. Był we mnie ogromny spokój. Nie chciałam nikomu wyrządzić krzywdy, nie chciałam, by żadne z nas żyło w poczuciu winy. Kiedy oboje
stanęliśmy w prawdzie przed tym, co do siebie czujemy, powiedziałam: dobrze,
ale dalej ten związek może się rozwijać tylko w momencie, gdy ta sytuacja
będzie jasna. Wcześniej nie chciałam nic deklarować. I tak zaczęło się nasze
wspólne czekanie na list.
Kasia
– Byłam ciekawa jego zakonnego życia. Podobnie nasi znajomi, w czasie pierwszych spotkań wielu z nich oczekiwało jakichś antyklerykalnych opowieści, czy
pikantnych smaczków, ale mój mąż zwyczajnie nie miał żadnych negatywnych
doświadczeń – opowiada Kasia. Dodaje, że gdy spotykali się z innymi byłymi
klerykami, umierała z nudów przy typowo kościelnych tematach, ale czuła
się wśród nich dobrze – jak w rodzinie. Natomiast kolega z roku męża, który
przyjął święcenia kapłańskie, błogosławił ich małżeństwo.
105 (2/2014)
strona 39
temat numeru
Fot. Brett Wagner - flickr..com
Kasia, podobnie jak Monika, czasami zastanawiała się: Czy on nie żałuje tej
decyzji? Czy jest ze mną szczęśliwy? – Ta myśl pojawiała się we mnie głównie
na początku naszego związku. Szczególnie, że on o tamtym życiu zawsze opowiadał z ogromną pasją. Otwarcie mówił, że z sentymentem myśli o czasie
minionym. Choć muszę przyznać, że nigdy nie powiedział, że ma wątpliwości,
co do tego, co dzieje się teraz – między nami.
Monika cd. Suknia z welonem
Są małżeństwem od ponad 8 lat. Dzień ślubu ona pamięta tak: wszystko było
w sam raz, nawet pogoda. Nie było ani zbyt gorąco, ani zbyt zimno. Przyjemny
letni dzień. Przy ołtarzu Mszę św. sprawowali przyjaciele męża. – Byłam zestre105 (2/2014)
strona 40
temat numeru
sowana – jak każda panna młoda, ale przekonana – śmieje się Monika. Ślub
był skromny, przysięgę składali w otoczeniu najbliższej rodziny.
– Do dzisiaj uśmiecham się na myśl o pewnym wspomnieniu. Znajomy ksiądz,
taki starszy, kiedy mnie zobaczył, powiedział z pewnym zabawnym przerażeniem: O Boże, wyglądasz jak Maryjka – odczytałam to jak komplement –
Monika z uśmiechem przytacza anegdotę. Suknia, w której stanęła przy ołtarzu,
miała swoją rodzinną historię odciśniętą w kolejnych przeróbkach krawieckich.
Kilka lat później na świecie pojawił się ktoś mały, chwilę wyczekiwany, ktoś,
kto bardzo żywo i spontanicznie dopisuje kolejne strony rodzinnych opowieści.
Kasia cd. W albumie mąż w habicie
– Nie stresuje mnie to, że mąż był w zakonie. Poznaliśmy się na uczelni. On na
czwartym roku teologii dołączył do mojego rocznika. Chciał dokończyć studia.
– Po roku, no dobrze może później, umówiliśmy się na pierwszą kawę – Kasia
ulega sprostowaniom męża. Kto kogo pierwszy zauważył? – Tego akurat nie
musimy opowiadać – dodaje z uśmiechem. Była cierpliwa. Czekała na jego
inicjatywę. Świadomość, że podoba jej się facet, który jeszcze chwilę temu
był klerykiem, nie przeszkadzała jej. – Na studiach było ich wielu. Przychodzili
po odejściu z różnych seminariów i zakonów. Chcieli kontynuować studia.
Jednak nie z każdym z nich bym się umówiła – Kasia jest przekonana, że są
pewne różnice między byłymi klerykami – tymi, którzy sami odeszli z seminariów i tymi, których wyrzucono. – Ci drudzy okazywali się najczęściej niedojrzali emocjonalnie. W przeciwieństwie do tych pierwszych, którzy świadomie
podejmowali decyzję w przekonaniu, że zakon czy kapłaństwo, to nie jest ich
droga – mówi Kasia i docenia, że rodzina oraz znajomi z otwartością przyjęli
decyzję męża.
– Hmm, choć pamiętam pierwsze spotkanie z twoim chrzestnym... – wspomnienia doganiają Kasię. – Wujek był żywo zainteresowany życiem Kościoła.
105 (2/2014)
strona 41
temat numeru
Wyrażał żal, że mąż odszedł z seminarium. Trochę mnie nie zauważał w tym
wszystkim.
Kasia, gdy po raz pierwszy zobaczyła zdjęcia męża w habicie, była lekko zmieszana: – Co innego jest wiedzieć, że ktoś był w zakonie i rozumieć, a co innego
zobaczyć swojego narzeczonego w habicie. Takich zdjęć nie ma zbyt wiele, ale
mają swoje miejsce w rodzinnych albumach. Dla męża to część jego historii.
Monika cd. Kilka słów o pajęczycach
Monika dwa razy zapytała męża: żałujesz? Dwa głupie pytania, na które odpowiedział przecząco. Z pozostałych wątpliwości: gdzie będą mieszkać, z czego
będą żyć, najtrudniejsze okazało się znowu to najgłupsze: Co inni powiedzą?
Fot. Brett Wagner - flickr..com
105 (2/2014)
strona 42
temat numeru
–– Nie zgadzałam się z opiniami, że dziewczyny wyrywają kleryków. Słyszałam,
że wielu księży mówi o kobietach pajęczycach rozciągających sieci. Nikogo,
mówiąc kolokwialnie, nie namierzałam, a całą resztę, która nam się wydarzyła,
mocno przemodliłam. Mój mąż po ukończeniu 5 lat studiów nie miał żadnego
zawodu. Mógł uczyć katechezy, ale dobrze wiadomo, że nie byłaby to taka
prosta sprawa. Opatrzność Boża jednak mocno czuwała nad nami – Monika
nie ukrywa, że początki do najłatwiejszych nie należały.
Wśród tych innych, których opinią Monika jednak się przejmowała, byli też
rodzice. – Moi przyjęli naszą historię z ogromną otwartością. Natomiast z rodzicami męża było trudniej, szczególnie z mamą. Pojechaliśmy do nich do domu
po raz pierwszy po zaręczynach. Czułam oziębłość z jej strony. Rozumiałam
i czekałam. Dziś w tych kontaktach pomaga nam ktoś jeszcze, w końcu bowiem
spełniło się pewne marzenie teściowej – jest babcią!
Najtrudniejsze czekało na Monikę jednak na ulicy i w kościele: – Zaznaczam,
że nikt nigdy nie powiedział niczego wprost. Zdarzały się jednak sytuacje, że
ktoś odwracał wzrok, przechodził na drugą stronę ulicy, w trakcie rozmowy nie
rozpoznawał męża… Nie chcę i nawet nie mogę doszukiwać się jednak żadnych uogólnień. Dziś gośćmi w naszym domu są często księża, nasi przyjaciele.
Udzielali nam ślubu, chrzcili dziecko, wiele razy błogosławili.
Kasia cd. Uformowany mąż
Mąż Kasi sam opowiada o tym, że zakonnej formacji zawdzięcza swoją dojrzałość w sensie ogólnoludzkim. Wyzbył się kompleksów z dzieciństwa. Wcześniej miał problemy z nawiązywaniem relacji. Jak mówi – zakon był dobrym
środowiskiem terapeutycznym. Zastanawia się nawet, czy dziś byłby w stanie
stworzyć związek z Kasią, gdyby poznał ją wcześniej. Czy był na to gotowy?
Kasia też jest przekonana, że dzięki życiu zakonnemu, jej mąż stał się po prostu
lepszym człowiekiem. I jest coś jeszcze. – Bez zakonu nasze drogi w ogóle by
się nie zeszły, pochodzimy bowiem z dwóch różnych krańców Polski…
105 (2/2014)
strona 43
Fot. Brett Wagner - flickr..com
temat numeru
Fot. Brett Wagner - flickr..com
105 (2/2014)
strona 44
temat numeru
Fot. Brett Wagner - flickr..com
Co powie mama?
– To jest jednak niesamowite – mówi Monika. – Nie chcę oceniać formacji,
którą młodzi faceci przechodzą w seminarium, ale spotkaliśmy z mężem wielu
z nich, którzy opowiadali o tym, że chcą wystąpić, ale... boją się tego, co
powiedzą ich rodzice! I na jeszcze większe nieszczęście bywa, że wstyd, który
im towarzyszy w momencie, gdy opuszczają mury seminarium, nie pozwala
normalnie zbudować dalszego życia. Ci ludzie są mocno pogubieni. Do tego
dochodzi jeszcze poczucie winy w związku z tym, że ktoś w nich zainwestował – duchowo, ale i materialnie... Studia przecież kosztują... Nie do końca
jednak mogę to zrozumieć. W końcu każdy z nas ma swoją drogę odkrywania
życiowego powołania i bywa, że wiedzie ona krętymi ścieżkami. Wydaje się,
że właśnie tam – po tej drugiej stronie klasztornego muru, szczególnie dobrze
powinni znać tę prawdę.|
„„ Ewelina Gładysz
(ur. 1981) – od niedawna mama Janka. Trochę dłużej żona Przemka. Zawodowo
związana ze słowem pisanym.
105 (2/2014)
strona 45
Seminaryjny wypad w góry - fot. Archiwum ks. Damiana Kramarza MS
świadectwo
Czy iść dalej?
„„ Ks. Damian Kramarz MS
O tym, jak odejścia kleryków wyglądają z wewnętrznej perspektywy
i o tym, jak później układają się relacje byłych współbraci opowiada
ks. Damian Kramarz MS.
Saletyński postulat (czyli pierwszy rok w zakonie) rozpoczęliśmy w ośmiu:
Adam, Bartek, Matej, Łukasz, Piotrek, Tomek, Piotrek i ja. Już po pierwszym
tygodniu odszedł Adam. Nie zdążyliśmy się jeszcze poznać. W sumie, to mało
z nami rozmawiał. To odejście było szybkie, ale we mnie rodziło się pytanie:
czy ja mam zostać, czy odejść? Rozmawialiśmy na roku o tym, ale wszyscy
dopingowaliśmy się wzajemnie, aby pozostać. Kolejne odejście było również
dość szybkie, ale Piotrkowi podziękowali przełożeni. Nie przeżywałem tego
105 (2/2014)
strona 46
świadectwo
jakoś bardzo mocno. Piotrek odszedł od nas po dwóch lub trzech miesiącach.
Spotkałem się z nim podczas rekolekcji powołaniowych w Zakopanem. Przyjechał, bo pracuje w policji i obstawiali Turniej Czterech Skoczni. Nocował
w naszym domu zakonnym i porozmawialiśmy wtedy dość długo. Wymieniliśmy się numerami telefonów, ale kontakt po jakimś czasie się urwał.
W czasie nowicjatu odszedł od nas Tomek. Jego odejście było dla nas zaskoczeniem. Po śniadaniu wstał i poprosił o chwilę uwagi. Poinformował nas
i wspólnotę w Dębowcu, że po rozmowach z mistrzem nowicjatu, po głębokiej
modlitwie decyduje się odejść. Był to dla nas szok, ponieważ do końca naszego
rocznego nowicjatu został jedynie miesiąc.
Ostatnie odejście z mojego rocznika było na czwartym roku studiów. Piotrek
nie przyjechał po wakacjach. W zakonie jest tak, że po nowicjacie składa się
śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa na rok. Te śluby ponawia się przez
kilka lat zanim złoży się śluby wieczyste. Jeżeli ktoś nie ponawia ślubów, to po
ich wygaśnięciu może spokojnie odejść. Piotrek właśnie w taki sposób odszedł
od nas. Było to ostatnie odejście. Z ośmiu zostało nas czterech i wszyscy jesteśmy saletynami. Pracujemy w różnych miejscach w Polsce, ale mamy ze sobą
dobry kontakt.
Każde odejście kogoś z rocznika jest takim momentem, w którym stawia się
sobie pytanie: czy iść dalej? Czasem niektórym odejściom towarzyszy smutek,
bo traci się kogoś, kto przez ten czas stał się jakoś bliski. Innym razem przechodzi się do codzienności dość szybko.
Współbracia, którzy decydowali się na odejście nie rozmawiali ze mną. Zwykle
informowali już o podjętej decyzji. Po odejściu kogokolwiek, zawsze rodziły
się pytania i wątpliwości, ale dużo i szczerze o tym ze sobą rozmawialiśmy.
Czasem na forum rocznika a czasem z kimś starszym, bo przecież przyjaciół
w zakonie można mieć nie tylko ze swojego roku.
105 (2/2014)
strona 47
świadectwo
Seminaryjny rocznik ks. Damiana i przełożeni - fot. Archiwum ks. Damiana Kramarza MS
Odejścia wyglądają różnie, ale zwykle, po ogłoszeniu swojej decyzji, siadaliśmy
razem w gronie rocznika lub z całą wspólnotą seminaryjną na kawie czy herbacie, żegnaliśmy się. Czy utrzymujemy kontakt? To różnie. Na początku częściej,
ale później, jak ktoś zakłada rodzinę czy zaczyna studia na drugim końcu Polski,
to ten kontakt się urywa. Czasem zdarza się sporadycznie zagadać przez facebooka lub maila. Ale z niektórymi mam kontakt do tej pory. To zależy od relacji,
jaką się miało w seminarium. Gdy pracowałem w Warszawie, dowiedzieliśmy
się, że Paweł, który odszedł z młodszego rocznika, przebywa w szpitalu i jest
po operacji. Tego samego dnia pojechaliśmy go odwiedzić. Szczerze się zdziwił
i ucieszył.
|
„„ Ks. Damian Kramarz MS
w latach 2010-2012 pracował w Saletyńskim Duszpasterstwie Powołań w Krakowie.
Od 2013 r. jest duszpasterzem i katechetą w Trzciance k. Piły. Prowadzi swoją stronę
internetową www.damian.saletyni.pl.
105 (2/2014)
strona 48
świadectwo
Poznałam samą siebie
„„ Ela
Świadectwo Eli, która ma doświadczenie ponad pięcioletniej formacji
zakonnej. Dziś jest mężatką i mamą trójki dzieci.
Nie uważam czasu spędzonego w klasztorze za zmarnowany. To było coś
w rodzaju przedłużonych rekolekcji, podczas których poznałam samą siebie
i odkryłam, czego tak naprawdę chcę w swoim życiu. Poznałam też wielu
wspaniałych ludzi. Niektóre z zawartych w tym czasie przyjaźni trwają do
dziś. Byłam w miejscach i robiłam rzeczy, o których nigdy nie pomyślałabym,
że jestem w stanie robić – np. praca z niepełnosprawnymi. Życie zakonne jest
piękne i trudne zarazem. Zupełnie jak życie małżeńskie i rodzinne.
105 (2/2014)
strona 49
świadectwo
Chciałam jeszcze dodać jedną
ważną rzecz – chodzi o strach przed
odejściem z klasztoru czy seminarium. No bo, „co ludzie powiedzą?”. Często jest to także strach
przed samodzielnością, wzięciem
odpowiedzialności za własne życie
i taki zwykły strach przed tym, jak
sobie poradzę „na zewnątrz”.
Naprawdę szczerze gratuluję każdemu, kto dobrze odczytał swoje
powołanie. U mnie tak sie stało,
choć zabrało mi tu dużo czasu. Ale
poznałam ludzi, którzy tego z różnych powodów nie zrobili...
|
105 (2/2014)
strona 50
Wydawnictwo
poleca
Duchowy portret
francuskiej
mistyczki
i stygmatyczki,
której jedynym
pokarmem przez
pięćdziesiąt lat
była Eucharystia.
kup teraz
listy o powołaniu
fot. Brandon Warren – flickr.com
Dziękuj za wszystko
Witam!
Nazywam się Paweł i jestem uczniem 3 klasy liceum. Chyba odkryłem u siebie
powołanie do drogi kapłańskiej no i chyba życia zakonnego. Półtora roku temu
spotkałem pijara na Przystanku Jezus a konkretnie na Polu Woodstockowym.
Dał mi wtedy obrazek z modlitwą za kapłanów. Modliłem się :) Był tam też
adres, więc piszę, bo inaczej nie mogę.
Mam w planach do Was przyjechać zimą na rekolekcje, zobaczyć co i jak, no
i przede wszystkim poznać od wewnątrz charyzmat, bo sporo się o nim naczytałem.
105 (2/2014)
strona 52
listy o powołaniu
Mam delikatny problem i dlatego piszę. Nie potrafię najbliższym powiedzieć
o tym, co mi po głowie chodzi i co w sercu gra, czyli o powołaniu. Proszę
o poradę jak tak mniej więcej ta rozmowa powinna przebiegać, co powinienem im powiedzieć.
Wiem, jestem jeszcze niepewny przyszłości, matura itp...
Proszę o odpowiedź.
Paweł
Fotolia_CompuerArts
Witaj Pawle, szczęść Boże!
Dziękuję Ci za tego maila. Cieszę się, że nadal
mogę towarzyszyć Ci na drodze odkrywania
woli Pana Boga. Zanim zmierzymy się z poruszonymi przez Ciebie wątpliwościami, chciałbym bardzo, abyś zwrócił uwagę
na coś niezwykle istotnego – na wdzięczność. Myślę tu o wdzięczności Panu
Bogu. Już teraz – mimo, że wciąż masz wiele różnych pytań i niejasności dotyczących Twojego powołania – masz też wiele powodów do tego, aby Panu
Bogu dziękować. Za co? Za wiarę, za kochającą rodzinę, na dobre natchnienia
i pragnienia. Dziękuj za to wszystko. Czyń to często. I pamiętaj, że Bóg nigdy
105 (2/2014)
strona 53
listy o powołaniu
nie pozwoli prześcignąć się we wdzięczności. Im więcej będziesz dziękował,
tym więcej od Niego otrzymasz.
Dzielisz się ze mną swoimi wątpliwościami i muszę powiedzieć, że czytając
Twoje słowa czuję się tak, jakbym czytał swój własny pamiętnik sprzed kilkunastu lat. Sam miałem kiedyś bardzo podobne wątpliwości i pytania. Mam
świadomość tego, że nie ma dwóch identycznych dróg do Pana Boga i nie ma
dwóch takich samych powołań, ale pozwól, że ukażę Ci sposób, w jaki Pan Bóg
odpowiedział na moje wątpliwości.
Wyobraź sobie, że kiedy na kilkanaście dni przed złożeniem dokumentów
u o. Prowincjała powiedziałem Rodzicom o moich planach (a było to dokładnie 26 maja czyli w Dzień Matki – tego samego dnia, 8 lat później, przyjąłem
święcenia kapłańskie), w odpowiedzi usłyszałem od nich jedno zdanie: „Od
dawna wiedzieliśmy, że będziesz księdzem”. Jak to: „wiedzieliśmy od dawna”?
– zapytałem. Wtedy usłyszałem odpowiedź, której trudno było się spodziewać.
Rodzice powiedzieli mi, że zanim werbalnie przekazałem im moją decyzję,
przez kilka lat przemawiałem do nich niewerbalnie. Przemawiałem tym, co
robiłem: codzienna lektura Pisma św., osobista modlitwa, częste uczestnictwo w Eucharystii, systematyczna spowiedź, piesze pielgrzymki, rekolekcje
u pijarów – to były te rzeczy, które demaskowały moje najgłębsze pragnienia
i które moi Rodzice odczytali.
Być może, Pawle, coś bardzo podobnego dokonuje się teraz w Twojej rodzinie.
Być może swoją postawą, zaangażowaniem i zainteresowaniem sprawami wiary
już dawno zacząłeś „przemawiać” do swoich bliskich. Może nie mają odwagi
wprost zapytać Cię o to, ale gdzieś w głębi serca czują, że – jak sam piszesz
– coś Ci w sercu gra. Myślę, że tak naprawdę już od dawna „mówisz” bliskim
o tym, co rodzi się w Twoim sercu. Jeśli nie słowami, to na pewno czynami.
Takie świadectwo ma o wiele większą moc przekonywania, niż najpiękniejsze
nawet słowne deklaracje.
105 (2/2014)
strona 54
listy o powołaniu
Zachęcam Cię, Pawle, do przyglądania się sobie i obserwowania tego, co prezentujesz na zewnątrz. Nie chodzi tutaj oczywiście o jakieś granie przed bliskimi, zakładanie masek i udawanie kogoś, kim się nie jest. Tutaj chodzi przede
wszystkim o stawanie w prawdzie i o odwagę w podejmowaniu tego, co Pan
Bóg przed Tobą stawia. Z dzieleniem się tym, co przeżywasz, nie musisz się
zbytnio spieszyć. Do ostatecznej decyzji pozostało jeszcze trochę czasu i jeszcze wiele może się wydarzyć. Trzeba jednak ufać, że Pan Bóg sam wybierze
najwłaściwszy moment i odpowiednie okoliczności do tego, by Twoja radość
stała się także udziałem Twoich bliskich. Już dziś warto dołączyć tę intencję
do swojej osobistej modlitwy.
Pozdrawiam Cię, Pawle i pozostaję w oczekiwaniu na słowo od Ciebie. Cieszę się, że planujesz udział w zimowych rekolekcjach. Do zobaczenia zatem
w Krakowie.
Z pamięcią w modlitwie
O. Piotr Recki SP
Zajrzyj na blog o. Piotra:
http://slowojakziarno.pl
„„ O. Piotr Recki SP
Od dziewięciu lat pijar, od dwóch lat kapłan, prowincjalny moderator Liturgicznej
Służby Ołtarza, katecheta, duszpasterz Odnowy w Duchu Świętym.
105 (2/2014)
strona 55
papież o powołaniu
Rusz w drogę
Fot. Angélica Rocha – intermirifica.net
Walentynki w Watykanie
Na zaproszenie papieża Franciszka 14 lutego na Plac św. Piotra
przybyło ponad 25 tys. narzeczonych. Papież odpowiadał na pytania trzech par:
„Proście Jezusa, by pomnażał waszą miłość. W modlitwie Ojcze nasz mówimy:
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. Małżonkowie mogliby się
nauczyć modlić w ten sposób: Miłość naszą powszednią daj nam dzisiaj, Panie.
Bo codzienna miłość małżonków jest chlebem! Prawdziwym chlebem duszy,
105 (2/2014)
strona 56
papież o powołaniu
który ich pokrzepia, by iść naprzód. Ta modlitwa uczy nas kochać się nawzajem. Im bardziej zawierzycie się Panu Bogu, tym bardziej wasza miłość będzie
na zawsze, zdolna do odnowy, pokona wszelkie przeszkody”.
„W życiu popełniamy tyle błędów. Czyż jest tu ktoś, kto nigdy się nie pomylił? Nie ma chyba dnia, w którym nie popełniliśmy błędu. Stąd potrzeba tego
prostego słowa «przepraszam». Zasadniczo każdy z nas ma ochotę oskarżać
innych, a siebie usprawiedliwiać. Oskarżać innych, by nie powiedzieć «przepraszam». Jest to instynkt, który stoi u początku tak wielu katastrof. Dobrze
wiemy, że nie istnieją rodziny idealne, ani idealny mąż czy żona. Nie mówiąc
już o idealnej teściowej. Istniejemy tylko my, grzesznicy. Jezus zna nas dobrze
i przekazuje nam ten sekret: nie kończmy nigdy dnia bez prośby o przebaczenie, bez przywrócenia w naszych domach i rodzinach pokoju. Jeśli nauczymy
się prosić wzajemnie o przebaczenie, nasze małżeństwo będzie trwało, pójdzie
naprzód”.
„Drogę w życiu znajduje się idąc”
19 stycznia papież Franciszek odwiedził salezjańską parafię Najświętszego Serca Pana Jezusa w Rzymie. Przez czterdzieści minut
odpowiadał na pytania młodych:
– Spotkanie, które Cię Ojcze Święty zmieniło i które nosisz w sercu...
Dla mnie doświadczeniem spotkania z Jezusem było to z pierwszego dnia wiosny – u nas, bo u was to jest jesienią: 21 września. To „dzień uczniów” (wagarowicza – jp). Młodzi idą na spacer, ech, nie tak jest? W tym dniu też szedłem
z kolegami, ale najpierw poszedłem na parafię. Miałem 17 lat. Coś czułem
i chciałem się wyspowiadać. Chociaż chodziłem do kościoła, należałem do
Akcji Katolickiej, to takie doświadczenie spotkania było czymś nowym. Wtedy
poczułem, że mam zostać księdzem, nawet jeśli potem minęło kilka lat zanim
105 (2/2014)
strona 57
papież o powołaniu
wstąpiłem do seminarium. To było najgłębsze doświadczenie spotkania. Więc
kiedy czujesz, że dzieje się coś nowego, coś czego wcześniej nie było…, sprawa,
którą Pan cię dotyka… słuchaj Go! Bo to Pan, który Cię wzywa! W tych dniach
na Mszy czytaliśmy historię małego Samuela, chłopca w wieku 12-13-14 lat.
Kiedy spał, słyszał, że go wołali. Myślał, że to może wołał go kapłan, któremu
służył, który był w podeszłym wieku. On zdał sobie potem sprawę, że to był
Pan. Pan woła poprzez okoliczności, przez wydarzenia, przez historie – puka
do drzwi. Bądźcie czujni, gdy pukają do drzwi waszego serca. Wiecie, że Pan
robi takie rzeczy? Trzeba być czujnym na to, co dociera do mojego serca. Czy
moje serce to droga, którą przechodzą różności, a ja sobie z tego nie zdaję
sprawy? To nie jest dobre. Ja nauczyłem się rozumieć i znać to, co dzieje się
w moim sercu: to jest pierwszy krok. Potem ktoś odkryje, że to być może Pan
puka ci do drzwi.
Gabriela Sobota i Mateusz Ostafil w walentynki na Placu św. Piotra – fot. Facebook.com
105 (2/2014)
strona 58
papież o powołaniu
– Ojcze Święty, wielu z nas chciałoby odkryć wolę Bożą w naszym życiu, nasze
powołanie. Co byś nam poradził? Jak możemy to zrobić bez lęku, że siebie
kładziemy na szali?
Cóż, drogę w życiu znajduje się idąc. Gdy będziesz siedział w domu, to nigdy
drogi nie znajdziesz. Musisz opuścić samego siebie i zacząć iść. Pan w drodze
ci powie, gdzie cię chce mieć, gdzie chce, abyś był. Powie to. Ale zamknięty
w domu – a mówiąc „w domu” mam na myśli: w twoim egoizmie, w twoich
wygodach…; w tym nigdy swego powołania nie znajdziesz. Jakie tu będzie
twoje powołanie? Powołanie egoizmu: praca dla samego siebie, dla własnej
przyszłości, tylko dla siebie. To będzie powołaniem. A jak skończysz? Źle. Chcesz
odnaleźć wolę Bożą, swoje miejsce w życiu? Rusz w drogę. Ktoś powie: „Ależ
jest tyle niebezpieczeństw…”. Tak. W drodze można wiele razy zbłądzić. Wiele
pomyłek czeka na tych, którzy w życiu idą. Ale gorsze są pomyłki pozostających w zamknięciu. Człowiek, który jest zamknięty, czy zamknięta wspólnota
zaczyna chorować, choruje na zamknięcie. Wchodziliście kiedyś do pomieszczeń, co przez miesiące nie były otwierane? Kiedy je otwierasz czuć stęchlizną,
zamknięciem… taka jest i dusza ludzi zamkniętych. Chorują. A ci, którzy ruszają
w drogę? Cóż, im też może się przytrafić to, co się zdarza idącym: wypadek.
Ale ja tysiąc razy wolę Kościół po wypadkach, po przejściach, niż Kościół chory
z zamknięcia. Czy to jest jasne? (brawa). I jeszcze słowo: jak możemy wybrać
powołanie bez lęku? Nie bójcie się, to jest prawdziwe. Nie mogę powiedzieć,
że nie będziecie odczuwać lęku. Lęk przychodzi, czuje się go. Ale bądźcie
odważni i idźcie naprzód. Nie bójcie się lękać: bo lęk przychodzi.
– Gdyby Ojciec Święty był młody i nie mógł znaleźć pracy w zawodzie, którego się wyuczył, dla którego studiował, czy by wyemigrował gdzieś indziej,
za granicę? A może zadowoliłby się jakąś przeciętną pracą i został z rodziną?
A, to jest ładne pytanie. I nie można na nie odpowiedzieć, nie z uwagi na treść,
ale na sposób, w jaki ją przedstawia. Nie można podejmować decyzji w sprawie
105 (2/2014)
strona 59
papież o powołaniu
fot. Marcin Mazur – InterMirifica.net
wyobrażeń czy czegoś, co mogło by się wydarzyć. Bóg działa w teraźniejszości.
Jeśli ktoś mówi: „Jesteś młody, masz robić to i to, a co teraz robisz, obecnie?”.
Ty, który jesteś Papieżem, co robisz? To jest teraźniejszość, rzeczywistość. Boga
nie ma w sprawach przyszłościowych. Nigdy. To są diabelskie złudzenia. Bóg
zawsze działa w teraźniejszości. Możemy tak powiedzieć. Bóg jest w przeszłości,
jako pamięć. Ważną sprawą jest świadomość przeszłości. Tu liczy się rozmowa
ze starszymi, ludźmi w podeszłym wieku. Wy młodzi, rozmawiajcie ze star105 (2/2014)
strona 60
papież o powołaniu
cami, słuchajcie ich. (Ja z ks. Valerio, codziennie! – salwa śmiechu.) Bóg jest
obecny w teraźniejszości, w rzeczywistości, w wyzwaniach, które ona niesie.
Tak bym odpowiedział. Czy Bóg jest w przyszłości? Jest w obietnicy: obiecuje
ci pomóc. Jednak te sprawy uwarunkowane nie pomagają życiu duchowemu.
Pytaj o teraźniejszość. Zawsze. Nie pomylisz się.
– Papieżu Franciszku, jak młody człowiek może otworzyć swe serce by pozwolić się Bogu kochać i kochać drugich, kiedy własne serce zamykają rany przeżytych doświadczeń?
To jest trudne pytanie. Ponieważ kiedy ktoś zaczyna myśleć o swoim życiu
i jakoś je układać, to odnajduje rany: trudne, ukryte… One są. Nie u wszystkich,
ale u niektórych są. Nie bójcie się nazywać swoich ran. To robi się w dialogu:
w dialogu z kimś, kto ci pomoże, z ojcem duchowym, z duchową siostrą, z kimś
świeckim, starszym, który może ci pomóc i jest dość roztropny, by dobrze
ci doradzić. Ale nazywajcie swoje rany, swoje siniaki, określcie je: „Tego nabawiłem się po tym uderzeniu, tamtego po innym…”. Dlatego, że serce, dusza
wszystko rejestrują i zamykają się, aby uniknąć kolejnych ciosów. Rany leczy
się w sposób jasny, ale najpierw trzeba je nazwać: z czułością, z akceptacją
miłości. To jest droga.
W ten sposób mogę kochać i szukać kogoś bardziej zranionego niż ja. Bo
wszyscy mamy rany. I powinniśmy pozwalać, aby życie, aby Pan, aby bracia
i siostry, by wspólnota je leczyli. To otwiera serce i dzięki temu nie boimy się
iść naprzód. Lubię patrzeć dziś na Kościół – w tym kontekście – jak na szpital polowy: jest wielu rannych ludzi, także poranionych przez nas, katolików.
Naszymi postawami może zbyt klerykalnymi… nie wiem, ale zranionymi przez
nas, naszym brakiem świadectwa. Dzisiaj Kościół – tak myślę, może to trochę
przesada, ale jednak – jest jak szpital polowy. Po bitwie idziesz do takiego szpitala i znajdujesz wielu rannych ludzi. Nie pytasz ich: „Proszę mi powiedzieć,
jaki ma pan poziom cholesterolu?”. Idziesz opatrywać rany. A kiedy rana się
105 (2/2014)
strona 61
papież o powołaniu
zagoi, wtedy możesz się zapytać o poziom cholesterolu. Czy to jest jasne?
Leczmy rany i pozwólmy, aby inni nam je leczyli.
Dziękuję wam za to, co robicie: nie bójcie się. Idźcie naprzód. Mówiłeś o „pobrudzeniu rąk”: tak. Kto zawsze jest czysty, to dlatego, że nie idzie. Kto idzie – brudzi się z tej, czy drugiej strony; czy fizycznie, czy duchowo się pobrudzi. Nie
bójcie się: Pan wszystkich nas oczyszcza. Idźmy naprzód!
Papieskie tweety do młodzieży
„Drodzy Młodzi! Jezus daje nam życie daje w obfitości. Blisko Niego będziemy
mieli radość w sercu i uśmiech na ustach”.
Tweet papieża Franciszka z 4 lutego
„Drodzy młodzi, nie bójcie się małżeństwa: złączeni w wiernym i płodnym
małżeństwie będziecie szczęśliwi”.
Tweet papieża Franciszka z 14 lutego
„„ Cytaty za Radiem Watykańskim
105 (2/2014)
strona 62
powołanie w świetle biblii
Kadr z filmu Pasja Mela Gibsona
Obdarowana
nowym powołaniem
„„ Adam Ligęza SP
Być może była jeszcze w domu swojego kochanka. Być może
wracała do swojego męża po upojnej nocy z innym. Czy był to jednorazowy „skok w bok”, czy dłuższy romans? Mędrzec Syracydes
tak opisuje stan duszy tego, kto popełnia cudzołóstwo: „człowiek,
popełniając cudzołóstwo, mówi do swej duszy: Któż na mnie patrzy?
Wokół mnie ciemności, a mury mnie zakrywają, nikt mnie nie widzi.
Czego mam się lękać? Najwyższy nie będzie pamiętał moich grzechów” (Syr 24,18). To nie tak miało być. Nikt nie miał się dowiedzieć.
Ciemność nocy miała przysłonić popełniany grzech, miała zapewnić
bezpieczeństwo. Kobieta była nieostrożna – dała się złapać. Tej nocy
nie miała szczęścia.
105 (2/2014)
strona 64
powołanie w świetle biblii
Niewiele o niej wiemy. Nie znamy nawet jej imienia. I są takie chwile, gdy nie
imię się liczy, ale wina: grzech i zło, które człowiek popełnia. Jej imię wypowiedzieli ci, którzy ją przyprowadzili – „kobieta pochwycona na cudzołóstwie”.
Zamiast imienia, które wyraża całe bogactwo osobowości człowieka, jest zawężenie osoby do jednego wydarzenia, do jednego błędu, do jednego grzechu:
„złapana na cudzołóstwie”. Uczeni w Piśmie nic więcej o niej nie powiedzieli.
Im wystarczyło to, że popełniła grzech.
Oskarżona
Złapali ją. Trudno mi sobie wyobrazić, co mogła czuć. Mieszanka szoku, paraliżującego strachu i wstydu. Z pewnością dobrze wiedziała, co czyni się z kobietami, które cudzołożą. Cudzołóstwo było igraniem ze śmiercią. Księga Przysłów mówi: „kto cudzołoży, ten jest niemądry: na własną zgubę to czyni”
(Prz 6,32). Kobieta podjęła to ryzyko i… przegrała. Pewnie nie miała złudzeń.
Czeka ją śmierć, bolesna śmierć przez ukamienowanie. Za grzech, który był
Pieter Bruegel (starszy), Chrystus i cudzołożnica, 1565, (Courtauld Gallery)
105 (2/2014)
strona 65
Rembrandt, Chrystus i jawnogrzesznica, 1644 (National Gallery w Londynie)
powołanie w świetle biblii
popełniany w ukryciu, zostanie ukarana
na oczach całego miasta. Społeczeństwo Izraela, w tym krewni, bliscy, znajomi – oni wszyscy kamieniami Ziemi
Obiecanej, ziemi błogosławionej przez
Pana, wykluczą cudzołożnicę ze wspólnoty Izraela. Nawet nie zdąży porozmawiać ze swoim mężem, którego zdradzała i którego miłość zraniła.
Trafiła najgorzej, jak mogła. Złapana
przez stróżów porządku i moralności.
Przez uczonych w Piśmie i faryzeuszów.
Przez tych, którzy pilnują przestrzegania Prawa, granicy między dobrem a złem,
między błogosławieństwem a przekleństwem, między życiem a śmiercią. Na
nic słowa skruchy, nie pomogą próby tłumaczenia się i zarzekania, że „już nigdy
więcej”. Tych mężczyzn nie poruszy płacz i błaganie kobiety. Rzeczywiście, gorzej
trafić nie mogła. Bo z ręki faryzeuszów i uczonych w Piśmie grzesznik nie ucieknie.
Sąd
„Do Pana wołałem w ucisku, a On mnie wysłuchał” (Ps 120), „Pan jest strażnikiem Twoim, Pan twoją osłoną” (Ps 121), „Czyń dobrze, Panie, tym, co są dobrzy
i mają prawe serce” (Ps 125), „U Pana jest łaska i obfite u Niego odkupienie.
To On odkupi Izraela ze wszystkich jego grzechów (Ps 130)”. Jeszcze kilka dni
temu dało się słyszeć słowa tych psalmów na ulicach Jerozolimy. Fragmenty
poprzedzające scenę spotkania cudzołożnicy z Nauczycielem z Nazaretu mówią
o trwającym Święcie Namiotów (Sukkot). Symbolizowało ono czterdziestoletnią
wędrówkę Izraela przez pustynię. Wielu pobożnych Żydów pielgrzymowało
w tym czasie do świątyni. Wchodząc do Jerozolimy i idąc w kierunku świątyni
Boga Jahwe, śpiewali oni tzw. „psalmy stopni”, „psalmy wstępowania” (psalmy
od 120 do 134). Mając przed oczyma położoną na wzgórzu świątynię, w ser105 (2/2014)
strona 66
powołanie w świetle biblii
cach pielgrzymi doświadczali budzącej się radości („uradowałem się, gdy mi
powiedziano: pójdziemy do domu Pana” – Ps 122), oto już za chwilę staną
w obecności Boga Jahwe.
Tym razem jest inaczej. Faryzeusze i uczeni w Piśmie prowadzą do świątyni
cudzołożnicę. To nie jest uroczysta pielgrzymka w celu oddania czci Bogu. To nie
miejsce, nie czas na psalmy pełne ufności i zawierzenia. Nie ma też serc, które
pałałyby radością na widok piętrzącej się na wzgórzu świątyni. Wyobrażam
sobie, jak w oskarżonej kobiecie z każdą chwilą narasta strach. Paradoksalnie,
ona idzie w kierunku świątyni, w kierunku Boga, i odczuwa lęk. Jak mówi Psalm
122, psalm pielgrzymów – „Tam bowiem ustawiono trony sędziowskie, trony
domu Dawida”, tam przed zwierzchnikami Największego Sędziego dokona się
sąd. Także ci, którzy ją prowadzą, zamiast słów psalmów wykrzykują groźby
i oskarżenia pod adresem kobiety, a ich myśli zajmuje intryga i pułapka zastawiona na Nauczyciela z Nazaretu. I tu drugi paradoks: oskarżyciele kobiety idą
przed oblicze Jedynego Sędziego – Boga, aby Go oskarżyć.
Henryk Siemiradzki, Chrystus i jawnogrzesznica, 1873 (Muzeum Rosyjskie w Sankt Petersburgu)
105 (2/2014)
strona 67
powołanie w świetle biblii
Łukasz Cranach, Jezus i kobieta pochwycona na cudzołóstwie, 1532 (Ermitaż, Petersburg)
Sędzia
Wreszcie Go zobaczyli. Siedział i nauczał, a ludzie skupieni wokół łowili Jego
słowa. Jak mówi Ewangelia, „postawili ją na środku”. Na środku, gdzie nie da
się za niczym schować. Ona jedna otoczona ciasnym kręgiem egzekutorów,
którzy za chwilę, w imię ochrony ładu społecznego, wykonają wyrok. W tym
kręgu jest tylko jedna osoba, jedno ogniwo, które nie pasuje do pozostałych
– Jezus z Nazaretu. To on jest wyjściem z przeklętego kręgu myślenia według
Prawa w kategoriach: grzech – wyrok – kara.
Stała na środku i słuchała słów oskarżenia. Z pewnością jej policzki płonęły ze
wstydu. Tak reaguje człowiek, którego ciemna strona jest siłą wyciągnięta na
105 (2/2014)
strona 68
powołanie w świetle biblii
światło dzienne. Bo taka była prawda o niej. Oskarżenie jest prawdziwe. Jej
ręce drżą, łzy cisną się do oczu. To już za chwilę z ust Mistrza padnie wyrok.
Później wywloką ją za miasto i tam ukamienują. Sama to wybrała, bo cudzołóstwo to igranie ze śmiercią.
Nagle Jezus schyla się i zaczyna pisać palcem po ziemi. Do dzisiaj nie wiemy, co
pisał. Święty Augustyn twierdzi, że Chrystus kreślił tylko jedno słowo: „cudzołóstwo”. A przez świątynię wiał wiatr i zacierał to słowo. Wiatr jest znakiem
Ducha Świętego, którego apostołowie otrzymali z poleceniem: „tym, którym
odpuścicie grzechy, są im odpuszczone” (J 20, 23). Jak wielkie i oczyszczające
musiało to być doświadczenie dla kobiety, która widziała, jak jej grzech podczas tego spotkania znika. Słowo oskarżenia ulatnia się, nie pozostaje po nim
najmniejszy ślad. Słowo oskarżenia, wyrok wydany przez Prawo, choć sprawiedliwy, nie jest całą prawdą o człowieku. Przeklęty krąg Prawa został przerwany.
Zostali sami – Ona i On. Oskarżona, która została uniewinniona, i Sędzia, który
wydał wyrok uniewinniający. Co czuła ta, która otarła się o śmierć – uratowana
przez Jezusa na oczach całego miasta? Ratunek to dla Niego zbyt mało. Jezus
zwraca jej utraconą godność: „kobieto… Ja ciebie nie potępiam”.
W tej dramatycznej chwili kobieta zostaje obdarowana nowym powołaniem.
Jest to najgłębsze powołanie – do nowego życia, w którym nie ma już miejsca
na grzech. „Idź, a od tej chwili już nie grzesz”.
„„ Adam Ligęza SP
(ur. 1986) jest magistrem pedagogiki. Interesuję się sportami walki (brazylisjkie jiu-jitsu, mma), które chętnie demonstruje na współbraciach w pijarskim seminarium
w Krakowie; pedagogiką, psychologią, duchowością oraz Biblią.
105 (2/2014)
strona 69
dzień dla jezusa
Czy i wy chcecie odejść?
Być z Jezusem
lub dać sobie spokój
„„ O. Robert Wawrzeniecki OMI
105 (2/2014)
strona 70
Nicolas Poussin Ustanowienie Eucharystii
dzień dla jezusa
Tekst biblijny
„…moje ciało jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym
napojem. Po usłyszeniu tego wielu spośród Jego uczniów mówiło: «Trudna jest
ta mowa. Któż jej może słuchać?» Jezus jednak świadom tego, że uczniowie
Jego na to szemrali, rzekł do nich: «To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie;
ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są
życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą». Jezus bowiem na początku
wiedział, którzy to są , co nie wierzą, i kto miał Go wydać. Rzekł więc: «Oto
dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie
zostało dane przez Ojca». Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim
nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: «Czyż i wy chcecie odejść?».
Odpowiedział Mu Szymon Piotr: «Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa
życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga»”
(J 6, 55. 60-69).
Jezus ustanawia Eucharystię podczas Ostatniej Wieczerzy. Juan de Juanes, XVI w.
105 (2/2014)
strona 71
dzień dla jezusa
Schemat medytacji
1. Określenie miejsca, czasu modlitwy oraz odpowiednie nastawienie
Zaplanuj sobie medytację nad tekstem biblijnym. Wybierz odpowiednie miejsce
i czas, kiedy będzie można zostawić na boku swoje codzienne zajęcia i obowiązki. Niech jedynym wyznacznikiem będzie chęć spotkania z Bogiem.
2. Odczytaj tekst biblijny
Zrób to jeden raz, ale czytaj go dokładnie i powoli, zwracając uwagę na każde
słowo tekstu biblijnego. Wsłuchaj się w to, co Bóg poprzez swoje słowo chce
Ci powiedzieć.
Kadr z filmu Pasja Mela Gibsona
105 (2/2014)
strona 72
dzień dla jezusa
3. Oczyszczenie swojego serca
Po pierwszym odczytaniu tekstu biblijnego, zrób rachunek sumienia. Zwróć
uwagę na swoją relację do Jezusa i Jego słowa. Przeproś Boga za wszystkie
grzechy.
4. Podziękowanie za dobro
Przeczytaj tekst biblijny drugi raz i w chwili modlitwy podziękuj za to, co udało
Ci się uczynić dobrego z pomocą Jego łaski. Uświadom sobie miłość Jezusa,
który powołuje Cię do wiary, kieruje do Ciebie słowo, które jest źródłem życia.
Uświadom sobie, że wierzysz w Jezusa Chrystusa Syna Bożego, który przyszedł
na ten świat dla nas i dla naszego zbawienia (por. Główne prawdy wiary oraz
Wyznanie wiary).
5. Rozważanie fragmentu biblijnego i notowanie otrzymanego światła
Jeszcze raz przeczytaj podany fragment, by przypomnieć sobie jego treść.
Następnie, w czasie zatrzymywania się nad treścią, spisuj natchnienia, które
przychodzą. Spisz je na jakiejś jednej kartce, do której za jakiś czas będziesz
mógł wrócić. Pomocą niech będą poniższe rozważania.
Wobec Jezusa nie można być obojętnym. Można mieć tylko dwie, skrajne postawy
– wiary w Jezusa i Jego Słowa albo niewiary w Jezusa i Jego Słowa. Nie ma czegoś
pośredniego, bo Ewangelia domaga się radykalizmu: „Nawracajcie się i wierzcie
w Ewangelię” (Mk 1, 15). Te słowa każdego roku mocno o sobie przypominają
w czasie Wielkiego Postu, gdy na jego początku posypuję głowę popiołem.
Jedna z tych skrajnie różnych postaw – odrzucenie Jezusa i Jego Słowa, zaczyna
się od kwestionowania Słowa Boga, które staje się niewygodne. Wtedy pojawia się powątpiewanie, szemranie wobec tego Słowa. Wywołuje to fałszywe
105 (2/2014)
strona 73
dzień dla jezusa
Kadr z filmu Pasja Mela Gibsona
zgorszenie, które ma przykryć moje własne winy i niewierności Słowu. Wtedy
pojawiają się w moich ustach stwierdzenie i pytanie: „Trudna jest ta mowa.
Któż jej może słuchać?” (J 6, 60).
Chwilę potem pojawia się też postawa wycofania z drogi, która niesie trud,
a następnie porzucenia tego, co ważne. Jednym słowem porzucenie Jezusa
i Jego Ewangelii. Tak zaczyna się równia pochyła odejścia z drogi powołania
kapłańskiego, małżeńskiego, tak samo odejścia od wiary; życia tak, jakby Boga
nie było, odrzucenia Bożych przykazań i norm z nimi związanych. To także
droga szukania wad i grzechów u innych, aby tym bardziej usprawiedliwić
siebie.
105 (2/2014)
strona 74
dzień dla jezusa
Druga postawa – uwierzenia w Jezusa i Jego Słowa, nie charakteryzuje się
jakimkolwiek brakiem trudności na tej drodze, ale chęcią przezwyciężania
trudności. To przede wszystkim uświadomienie sobie daru wiary w Jezusa
i wartości Jego Słowa dla mnie na każdy dzień mojego życia.
Zachowanie Piotra, które właśnie jest tym drugim rodzajem postawy wobec
Jezusa, ma u swojej podstawy bliskość z Synem Bożym. Ona z kolei powoduje,
że potrafię dostrzec Boże działanie nawet w – po ludzku – trudnych momentach mojego życia. Uświadamiam sobie, że nikt nie da mi lepszej odpowiedzi
na moje rozterki i pytania, niż właśnie Jezus. To postawa wyrażona w słowach:
„Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” (J 6, 68).
Owocem takiej postawy w moim życiu jest poznanie miłości, jaką Bóg ma ku
mnie. Jestem przecież Jego umiłowanym dzieckiem (por. 1 J 4, 16), co ciągle
wyrażam w Modlitwie Pańskiej, mówiąc „Ojcze nasz”. Jeśli tylko zdam sobie
sprawę z wagi samego słowa „Ojcze”, to, jak św. Teresa od Dzieciątka Jezus,
nie będę w stanie odmawiać tych słów z rutyną.
Poznanie tej miłości Boga prowadzi do przylgnięcia do Jezusa i uwierzenia Mu.
Właśnie tej wiary i przylgnięcia zabrakło Judaszowi, by złożyć siebie w ręce
Miłości. Ona wyraża się w słowach, które wypowiedział św. Piotr i których
potrzeba w mojej relacji do Jezusa: „A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś
Świętym Boga” (J 6, 69). Ta postawa ma być obecna w każdym moim spotkaniu z Jezusem.
Ważne jest to, co pokazuje mi Syn Boży. Jezus nieustannie wskazuje, że Jego
Słowo jest duchem i życiem (por. J 6, 63). Widząc postawę innych, idących ze
mną drogą powołania do wiary, do świętości, do konkretnej formy życia, ciągle
mi zadaje pytanie: „Czy i wy chcecie odejść?” (J 6, 67).
105 (2/2014)
strona 75
dzień dla jezusa
Jasna Góra
105 (2/2014)
strona 76
dzień dla jezusa
Słowa te mają mi przypomnieć, kto jest tak naprawdę źródłem życia. Jezus
uświadamia mi ciągle, jak wielką łaskę otrzymuję z Jego rąk: „Nikt nie może
przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca” (J 6, 65). On daje
mi siebie w Eucharystii: daje swoje Ciało za pokarm na wieczność i poi mnie
swoją Krwią. Wszystko oddał dla mnie, by być blisko mnie wciąż na nowo.
Oddał wszystko dla mnie, aby umacniać mnie na mojej drodze: „Teraz zaś już
nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele,
jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował
mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2, 20).
Potrzeba jednak, abym pozwolił się Jemu „pociągnąć”. Potrzeba, bym pozwolił
Mu napełnić mnie sobą, Jego obecnością oraz Jego Ciałem i Krwią. I nawet
jeśli na jakimś etapie mojej drogi powołania stwierdzę, że to nie ta droga
(rozeznam to w szczerości mego serca), to zawsze ma to być droga z Jezusem.
Inaczej nie będę szczęśliwy.
6. Uwielbienie Boga za spotkanie z Nim
Podziękuj Bogu za czas, który dane Ci było spędzić z Nim. Podziękuj za objawienie Ci oblicza Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. Podziękuj za to, co piękne
w Twojej wierze w Jezusa, a zwłaszcza za momenty postawy na wzór św. Piotra.
Podziękuj również za przebaczenie, jakiego udziela Ci Bóg, gdy Twoja postawa
podobna jest do odchodzących uczniów.
7. Poproś Boga
Poproś dla siebie o światło. Proś o to, co jest Ci potrzebne do tego, by wytrwale
iść za Jezusem drogą wiary i wciąż mieć ją w sercu, jak św. Piotr. Proś słowami
Słowa samego Boga, słowami objawiającymi miłość:
105 (2/2014)
strona 77
dzień dla jezusa
„Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga” (J 6, 68-69).
„Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę
życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który
umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2, 20).
8. Zakończenie modlitwy
Odmów modlitwę Ojcze nasz lub Zdrowaś Maryjo. Poproś Boga o błogosławieństwo dla siebie i innych ludzi, których Bóg stawia na Twoich drogach.
Proś, by Słowo Boże niosło w Twoim życiu życie wieczne, byś każdego dnia
wierzył w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego a przede wszystkim doświadczał
Jego miłości.|
Kadr z filmu Pasja Mela Gibsona
„„ O. Robert Wawrzeniecki OMI
Misjonarz Oblat Maryi Niepokalanej. Kapłan z 15-letnim stażem. Misjonarz i rekolekcjonista w Domu Prowincjalnym w Poznaniu. Zbiera znaczki pocztowe z całego
świata z bł. Janem Pawłem II. Zafascynowany historią najnowszą i górami.
105 (2/2014)
strona 78
Wydawnictwo
poleca
Jeśli przyjmiesz
do serca
przesłanie tej
książki, odkryjesz
pokój, radość
i cel, niepodobne
do czegokolwiek
z tego, co
proponuje ten
świat.
kup teraz
recenzje
Rozmowy o świętości
„„ Janusz Dobry
Świętość jest powszechnym powołaniem każdego człowieka. Niektórzy to powołanie realizowali w sposób heroiczny, dlatego Kościół pokazuje ich świadectwo
życia jako wzór do naśladowania. Ale przykład świętych czy błogosławionych,
którzy żyli setki lat przed nami albo w środowisku i kulturze, które zupełnie
nie przystają do naszych realiów bywają dla nas mało autentyczne. Zdecydowanie bardziej przekonujące są świadectwa dziś żyjących ludzi o skuteczności
orędownictwa beatyfikowanych i kanonizowanych.
Spotkania „Wywiady ze świętymi” odbywające się w ramach Dominikańskiej Szkoły Wiary miały na celu pokazanie, że święci nie byli lukrowanymi figurkami, ale postaciami z krwi i kości, którymi możemy się inspirować w codzien105 (2/2014)
strona 80
recenzje
nym życiu. Rozmówcy Anny Sosnowskiej i Mikołaja Foksa opowiadali o swoim
osobistym stosunku do świętych i o tym, jaki wpływ święci wywierają na ich
życie. O świętości last minute mówi więc Szymon Hołownia a Stanisława Celińska opowiada o wyjściu z nałogu i innych cudach, jakich w jej życiu dokonali
święci.
Wywiady ze świętymi to książka nie tylko o ulubionych świętych Przemysława
Babiarza czy Brygidy Grysiak i współczesnych cudach za ich wstawiennictwem.
To także opowieść o odkrywaniu i realizowaniu powołania przez samych rozmówców a dzięki inspiracji ich patronów. Szczególnym przykładem jest jazzman Piotr Baron, który należy do Trzeciego Zakonu św. Dominika. W czasie
obłóczyn otrzymał imię zakonne Czesław. Dziś ten błogosławiony m.in. pomaga
mu znaleźć …miejsce parkingowe we Wrocławiu.
|
Wywiad z Piotrem Baronem o bł. Czesławie dostępny jest na portalu
MojePowolanie.pl
Wywiady ze świętymi, Anna Sosnowska (red.), W drodze, Poznań 2013
Konkurs!
A jaki jest Twój ulubiony święty i dlaczego?
Na wasze listy (mailowe i tradycyjne) czekamy
do końca kwietnia. Najciekawsze odpowiedzi
nagrodzimy książkami Wywiady ze świętymi.
105 (2/2014)
strona 81
recenzje
Papież wzywa młodzież
do rabanu
„„ Janusz Dobry
Papież Franciszek w czasie spotkania z młodzieżą argentyńską w katedrze
w Rio de Janeiro, 25 lipca 2013 r., powiedział: „Pragnę wam powiedzieć, co
mam nadzieję, że nastąpi po Światowym Dniu Młodzieży: mam nadzieję, że
będzie hałas. Będzie hałas tutaj, w Rio, będzie hałas. Chciałbym jednak, by
was było słychać w diecezjach, chcę, aby się wychodziło na zewnątrz, żeby
Kościół wychodził na ulice, chcę byśmy się bronili przed tym wszystkim, co jest
światowością, bezruchem, przed tym, co jest wygodą, klerykalizmem, od tego
wszystkiego, co jest zamknięciem w sobie. Parafie, szkoły, instytucje stworzone
105 (2/2014)
strona 82
recenzje
są po to, aby wychodzić na zewnątrz... jeśli tego nie czynią, stają się czymś
w rodzaju organizacji pozarządowej, a Kościół nie może być organizacją pozarządową. Niech mi wybaczą biskupi i kapłani, jeśli ktoś będzie z tego powodu
później robił zamęt. Jest to rada. Dziękuję za to, co będziecie mogli zrobić”.
W Polsce – chyba najbardziej – przyjęło się słowo „raban” jako tłumaczenie
hiszpańskiego lío. Stąd tytuł książki Idźcie, zróbcie raban. Jak rozumieć to papieskie wezwanie, do czego konkretnie wzywa Franciszek, czy mamy być chrześcijańskimi rewolucjonistami, czy Kościół może być miejscem, w którym młodzi
dobrze się czują, czy mogą wziąć za niego odpowiedzialność? Na te pytania
starają się odpowiadać młodzi, katoliccy publicyści z różnych środowisk, od
tzw. katolewicy, przez konserwatystów po tradycjonalistów.
Idźcie, zróbcie raban, Wydawnictwo WAM, Kraków 2013
Konkurs!
A Ty jak rozumiesz papieskie wezwanie
do robienia RABANU?
Na wasze listy (mailowe i tradycyjne) czekamy do końca
kwietnia. Najciekawsze odpowiedzi nagrodzimy książkami
Idźcie, zróbcie raban.
105 (2/2014)
strona 83
recenzje
Rytmicznie poetycki
debiut
„„ Łukasz Kaczyński
Debiutancki krążek „Tak” zespołu „Albo i Nie” zaskakuje niesamowitym połączeniem – lekkości muzycznej i mocnym wydźwiękiem treści tekstów. Zwiewnego tonu nadają mu brzmienia gitar i mandoliny, którym nie przeszkadzają
żadne instrumenty klawiszowe czy perkusyjne. Można pokusić się o stwierdzenie, że dźwięki wydobywające się z pudeł gitarowych kreślą piękne tło, na
105 (2/2014)
strona 84
recenzje
którym wokalista grupy, wraz z wybrzmiewającymi
co chwila chórkami, niczym malarz kreśli pierwszy
2 marca 2014 r.
plan złożony ze słów i zdań. Na drganiach pojedynzespół staje do walki
czych strun czy szybkich szarpnięciach akordów
o tytuł Debiutu 2014
rodzą się teksty dotykające Boga, sensu ludzkiego
w IV edycji Koncertu
życia czy relacji międzyludzkich. Zespół w prostych słowach przedstawia poszukiwanie własnej
Debiuty organizowanego
wartości przez człowieka, jego ukrywania swojej
przez Chrześcijańskie
prawdziwej twarzy oraz niepotrzebnego żałowania
Granie. Więcej info na:
wszystkiego. W utworach słuchacz może odnaleźć
pytania o życie, sposoby jego kreowania z zamywww.koncertdebiuty.pl.
słem i wyznaczonym celem, pomimo pośpiechu,
zamętu czy porażek czyhających na każdym kroku.
Nie brak też utworów próbujących zmierzyć się z tematem miłości do drugiego
105 (2/2014)
strona 85
recenzje
człowieka. W ciekawy sposób grupa co jakiś czas sygnalizuje wszechobecność
Boga. Z jednej strony jako Tego, który jest jedynym i nadrzędnym rozwiązaniem
tak nieraz poplątanego człowieczego życia: „Czy jest jakaś droga do wyjścia?
Są dwie: jest Bóg i jest krypta”. A z drugiej strony, wspierając się słowami
ks. Twardowskiego, Tego, który tkwi w każdym szczególe nawet tej najbardziej
niepoukładanej drogi ludzkiej: „Tyle jest nie do wiary, by uwierzyć w Ciebie!
(…) Łoho, ile tego dookoła. Łoho, ile Ciebie dookoła!”. Podsumowując album
grupy „Albo i Nie” trzeba stwierdzić, że wielu przyciągnie jego bezapelacyjna
poetyckość, zaś wyrazista rytmika strun, począwszy od lekkiego arpeggio do
zrywnego rasgueado, zaspokoi nawet najbardziej wymagającego melomana.
Tak, Albo i Nie, 2013.
http://www.alboinie.pl/
105 (2/2014)
strona 86
Wydawnictwo
poleca
Prawdziwe
świadectwa ludzi
uwolnionych
przez Chrystusa
z ciężkich, często
nieuleczalnych
chorób.
kup teraz
Download

temat numeru - e-eSPe