Ż
al, smutek, przygnębienie i łzy.
Tak wygląda krajobraz Kołobrzegu po katastrofie lotniczej pod lasem katyńskim. Zginął w niej prezydent
RP Lech Kaczyński z małżonką Marią
oraz kwiat elity narodowej. Należy do
niej również tragicznie zmarły poseł
nr GAZETA BEZPŁATNA
Nr 1
Sebastian Karpiniuk. Niedowierzanie,
pustka, bezsilność… Płoną znicze, ludzie
gromadzą się i pytają: dlaczego? Miał 38
lat. Życie stało przed nim otworem.
(czytaj wewnątrz numeru)
01.05.2010
Sebastian
Karpiniuk
( †38 l.)
www.miastokolobrzeg.pl
KOŁOBRZEG
PŁACZE
O 8:56 WSZYSTKO SIĘ ZMIENIŁO
Jeszcze
nie wiedzą.
Woda leciała bo nikt
nie załatał wydmy
Podczas gdy my, tu w Polsce, choć nie wierzymy, to już wiemy z radia, że stało się
coś, czego świat nie widział, oni – tam pod
Smoleńskiem, jeszcze nie wiedzą. Dopiero
za jakiś czas, gdy z siłą kanonady odezwą
się telefony, wszystko nagle się zmieni. Jak
komuś w ogóle mogło przyjść do głowy zdanie, że rozbił się samolot, w którym zginął
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech
Kaczyński z Małżonką i wszyscy znajdujący się
na pokładzie! Jak można takie rzeczy?! Różnorodne melodie dzwonków: standardy muzyczne i
przeboje… To, co ze sobą niosą, brzmi jednakowo.
Żałobnie. Sensacyjnie. Groźnie.
Relacja kołobrzeżanina z tragedii
pod Smoleńskiem na stronie 2.
czytaj
str. 7
ZAGŁADA EKOPARKU
2 | miasto kołobrzeg
www.miastokolobrzeg.pl maj 2010
PŁAKALI POD DĘBAMI
W bazylice odbyła się
msza św. poświęcona
pamięci polskich żołnierzy
zamordowanych przez sowietów, ale także pamięci
prezydenta Lecha Kaczyńskiego i wszystkich
ofiar sobotniej katastrofy.
Po nabożeństwie, tłumnie zgromadzeni mieszkańcy wraz z pocztami
sztandarowymi
ulicami
miasta przeszli na Skwer
Pionierów, gdzie odbyły
się dalsze uroczystości
poświęcone
Polakom
zgładzonych w Katyniu.
Przy specjalnie zasadzonych dębach, drzewach
szczególnych, odsłonięto
tabliczki zasłużonych dla
ojczyzny Polaków, których
Nadeszły niedorzeczne informacje
nazwiska znajdują się na
liście katyńskiej. Zginęli,
bo byli Polakami wiernymi swojemu krajowi, do
końca. W uroczystościach
wzięła udział młodzież
Szkoły Podstawowej nr 3 i
Szkoły Podstawowej nr 4.
O godzinie 12.00, zgodnie
z zarządzeniem wojewody
zachodniopomorskiego,
w związku z żałobą narodową, uczczono pamięć
ofiar katastrofy lotniczej
pod Smoleńskiem 2 minutami ciszy. Punktualnie
w południe rozległo się
bicie dzwonów i dźwięk
syren. Następnie kompania honorowa Garnizonu
Kołobrzeg uczciła pamięć
bohaterów salwą honorową. Nie zabrakło łez wzruszenia i rozpaczy…
Prezydent
Lech Kaczyński nie żyje
NIEBO Z PRZERAŻENIA UCICHŁO, ZAMARŁO,
ZIEMIA SKULIŁA SIĘ GŁĘBOKO ZRANIONA
KIEDY ŻELAZNE ZŁO JEJ WNĘTRZE ROZDARŁO
I ZMUSIŁO, BY WZIĘŁA W SWOJE RAMIONA
OJCÓW, SYNÓW, MĘŻÓW, ŻOŁNIERZY  POLAKÓW.
Z OGROMNYM SERCEM I GŁOWĄ PRZESTRZELONĄ,
BY W MILCZENIU TRZYMAŁA TAJEMNICE KATÓW.
UDRĘCZONA, PONIŻONA, Z GŁOWĄ OPUSZCZONĄ…
MATKA ZIEMIA. TYLKO DRZEWA RAMIONA SKULIŁY,
NIEMO SZUMIAŁY, W CISZY SIĘ MODLIŁY,
LATAMI SIĘ MODLIŁY, SAMOTNIE SIĘ MODLIŁY…
CHOĆ WIELU BYŁO TYCH, CO WIEDZIELI A MILCZELI
A ONI CHCIELI WYPOWIEDZIEĆ GŁOŚNO PRAWDĘ, PRAWDZIWYMI SŁOWAMI,
OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA TYCH, CO NIEWINNIE ZGINĘLI,
POKŁONIĆ SIĘ ZIEMI, POMODLIĆ SIĘ RAZEM Z DRZEWAMI.
ZROBILI WIĘCEJ  CAŁY ŚWIAT USŁYSZAŁ
CZYM DLA POLAKÓW JEST KATYŃ I DLACZEGO LECIELI TAM DZISIAJ.
SAMOLOT W ZIEMIĘ UDERZYŁ, A TAK, JAKBY W SERCE POLAKÓW.
LAS JĘKNĄŁ, BÓL ZNÓW PRZESZYŁ TĘ ZIEMIĘ, NIEBO NA CHWILĘ ZAMARŁO.
Fot. z Katynia: Małgorzata Cichoń, kuzynka Cezarego
W niedzielę 11 kwietnia w Kołobrzegu odbyły się planowane już
od dawna uroczystości
związane z 70 rocznicą
zagłady polskich oficerów w Katyniu i innych
miejscach kaźni.
CEZARY. Dwie godziny w Katyniu – przed i po 8:56
W
perfekcyjnie
zorganizowane
uroczystości dla członków
rodzin katyńskich, którzy
dotarli tu siedemnastoma
wagonami z Warszawy,
wkradają się nagle dzwonki
telefonów komórkowych.
Dzwonią nieustannie.
Padają głośne okrzyki
niedowierzania, protestu…
Raptem znikają kamery i
dziennikarze. Jadą gdzie
indziej. Cezary, urzędnik z
Kołobrzegu, uczestniczy w
tym wyjątkowym święcie
po siedemdziesięciu latach
od dramatu 22 tysięcy ofiar,
wśród których był jego
dziadek Adam Kowalczyk
– powstaniec wielkopolski.
Przyjazd kilkuset osób
w piekielne miejsce blisko
granicy białorusko-rosyjskiej, to manifestacja patriotyzmu i głos wołania o
prawdę historyczną. W pociągu dostali materiały informacyjne, choć oni i tak
są dobrze poinformowani.
Czytają wiersze katyńskie,
biografie ofiar. Narodowy
Bank Polski wydał okolicznościową dwuzłotówkę.
Pamiątką będą również
parasole, przygotowane
przez NBP. Po krótkiej
wizycie przy tablicach z
nazwiskami rozstrzelanych
oficerów, oczekuje się już
Prezydenta. Co im wszystkim powie Lech Kaczyński,
który przybędzie tu za
chwilę? Samolot z Prezydentem jest w drodze do
Smoleńska, a może nawet
już wylądował.
WARKOT SILNIKÓW, WYBUCH, CISZA… BICIE SERC RODAKÓW,
NIEDOWIERZANIE, BÓL, NIEPEWNOŚĆ. WY ODESZLIŚCIE, W NAS COŚ UMARŁO…
PANIE PREZYDENCIE  NIE ZAPOMNIMY.
/Magdalena Kuzenin/
Nadeszły niedorzeczne
informacje
Nie wylądował. Nad
Lasem Katyńskim ucichły
silniki. Po kilkudziesięciu
minutach słychać tylko
telefony. Ludzie, odcięci od
radia i telewizji, zaczynają
odbierać esemesy z Polski i
przyjmować niedorzeczne
wiadomości, które dopiero
po jakimś czasie okażą
się prawdziwe. Bo czystą
niedorzecznością jest to,
co mówią. Jak komuś w
ogóle mogło przyjść do
głowy zdanie, że rozbił
się samolot, w którym
zginął Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech
Kaczyński z Małżonką i
wszyscy znajdujący się na
pokładzie! Jak można takie
rzeczy?! Różnorodne melodie dzwonków: standardy muzyczne i przeboje…
To, co ze sobą niosą, brzmi
jednakowo. Żałobnie. Sensacyjnie. Groźnie.
Cezary, który jako
jedyny z wnuków rozstrzelanego przez sowietów
powstańca nie był jeszcze
w Katyniu, cieszył się
na ten wyjazd. Jedzie w
zastępstwie mieszkającej
w Zielonej Górze matki.
Osiemdziesięcioletnia
kobieta, jak i jej starsza siostra, nie odważyły się na tę
podróż. Może gdyby ktoś
im zaproponował przelot
samolotem, to tak, ale pociągiem pojechali młodzi
– Cezary i jego cioteczna
siostra Małgorzata. Ona z
Poznania, on z Kołobrzegu.
Najpierw do Warszawy na
nocleg, fundowany przez
organizatorów, jak i całość
tej starannie zaplanowanej,
niezwykłej wycieczki.
TO się naprawdę stało!
Podczas gdy my, tu w
Polsce, choć nie wierzymy,
to już wiemy z radia, że
stało się coś, czego świat
nie widział, oni – tam pod
Smoleńskiem, jeszcze nie
wiedzą. Dopiero za jakiś
czas, gdy z siłą kanonady odezwą się telefony,
wszystko nagle się zmieni.
Wtedy każdy chciałby coś
zrobić. Działać, ale jak?
A może zgodnie z planami zwiedzać cmentarz
katyński? Może w czymś
pomóc? Nic już nie jest,
jak było.
Córce Andrzeja SariuszSkąpskiego, która wpadła
w rozpacz, starsi, doświadczeni ludzie próbują
doradzać, by nie wierzyła
plotkom, że to niemożliwe,
niech się uspokoi, bo na
pewno zaraz wszystko się
wyjaśni. - Proszę mnie nie
uspokajać, bo ja WIEM,
że TO się naprawdę stało
– odpowiada przez łzy. Posłanka Jolanta Szczypińska
szlocha, blednie, drży coraz
mocniej. Szok pourazowy.
Jak najdalej stąd, byle
szybko
– Opanował sytuację
ksiądz, który zaczął się modlić i wszyscy przyłączyli
się do niego. Kilka słów
ambasadora Bahra. Szybko
msza i już każą nam się
zbierać do odjazdu – Cezary żałuje, że nie ma choćby
pół godziny na modlitwę
przy grobie dziadka. No i
szkoda, że z tego wszystkiego nie zabrał pamiątkowego parasola, znanego
z wymownych fotografii,
jakże dziś symbolicznego.
Takiego samego jak te bezpańskie, które wisiały na
pustych krzesłach, gdy nie
dojechali dostojnicy.
Czy muszą tak szybko wracać? Program
obchodów się zawalił a
jeszcze podobno tor jest
potrzebny dla ekspresu z
Moskwy. – Zawieziono nas
na uroczysty obiad, który
przecież był i tak zawczasu
przygotowany. Z autobusu
do pociągu i jazda!
Wszystko gorączkowo,
gdyż sytuacja jest skrajnie
kryzysowa. – Pewien mężczyzna zostawił w autobusie torebkę z ziemią, którą
miał zabrać do Kraju. Tu
grzeje się pociąg gotowy
do odjazdu, a autobusy już
zawróciły i zniknęły. Daje
pieniądze milicjantom,
aby je dopędzili i znaleźli
jego pakunek. Pociąg ma
odjeżdżać, mężczyzny nie
ma w wagonie, bo czeka aż
wrócą milicjanci. Konduktor każe ruszać, ludzie
go strofują, bo przecież
człowiek został… To nic,
czas jechać! …
Ostatecznie mężczyzna
czekał przy wagonie na
drugim końcu składu i
wsiadł. Czy odzyskał swoją
ziemię katyńską? Tego Cezary nie wie. Siedemnaście
wagonów to duża odległość, trudno przekazać
informacje.
***
Ogród przy nowo wybudowanym domu Cezarego
i Iwony Szczepankowskich
będzie wyróżniał wyjątkowy
okaz. O ile się przyjmie.
Dobrą datą na zasadzenie
świerczka, w walizce przemyconego z garścią ziemi
spod Smoleńska, będzie
dzień pogrzebu Prezydenta
Lecha Kaczyńskiego.
Piotr Pasikowski
miasto kołobrzeg | 3
maj 2010 www.miastokolobrzeg.pl
SEBASTIAN KARPINIUK urodził się 4 grudnia 1972 roku. Zginął tragicznie w katastrofie lotniczej w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku.
SEBASTIAN
Sebastian
Karpiniuk
( †38 l.)
struktury Platformy Obywatelskiej jako pełnomocnik
powiatowy. Został przewodniczącym PO w powiecie
kołobrzeskim. Był wyróżniającym się politykiem Platformy Obywatelskiej. Został sekretarzem sejmowego
klubu PO, a także szefem zachodniopomorskich
struktur tej partii.
Był politykiem charyzmatycznym, budującym
szerokie poparcie dla swoich politycznych inicjatyw.
Dzięki niemu Platforma Obywatelska sprawuje rządy
w Kołobrzegu oraz w Powiecie Kołobrzeskim. Udzielał
się na niwie lokalnej, a w ostatnim czasie był lubianym
i często zapraszanym komentatorem polskiej rzeczywistości politycznej w mediach ogólnopolskich. Swoją
działalnością polityczną i społeczną przyczyniał się do
rozwoju Kołobrzegu. Nie lubił latać samolotami.
Niedługo przed śmiercią został laureatem plebiscytu organizowanego przez Program 3 Polskiego
Radia „Srebrne Usta 2009”. Wygrał plebiscyt za słowa „Prawda jest tylko jedna i leży zawsze tam, gdzie
leży”. Jego koledzy żartowali sobie z jego fryzury. Tak
jak wszystko w jego życiu, tak i włosy musiały być na
swoim miejscu. Nazywali go pieszczotliwie „Żelkiem”.
A
bsolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego. Z zawodu radca prawny. Radny Młodzieżowej Rady Miasta. Rzecznik prasowy prezydenta Kołobrzegu Henryka Bieńkowskiego, radny Rady
Miejskiej od 1998 roku, a od 2002 roku przewodniczący
Rady Miejskiej. W latach 2004-2005 zastępca prezydenta Kołobrzegu. W 2005 roku w wyborach parlamentarnych został wybrany posłem na Sejm RP V kadencji.
Po samorozwiązaniu parlamentu, w wyborach parla-
mentarnych z wynikiem ponad 25 tysięcy głosów został
posłem na Sejm VI kadencji. Członek sejmowej Komisji
Samorządu Terytorialnego, Komisji Odpowiedzialności
Konstytucyjnej, Komisji Ustawodawczej, Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia poselskich projektów ustaw
o zmianie Konstytucji RP, były przewodniczący Komisji
Śledczej tzw. naciskowej.
W latach 90-tych działał w KLD, a następnie w Unii
Wolności. W 2001 roku budował powiatowe i miejskie
Do wszystkiego podchodził z uśmiechem
Fot. Wiesław Pawlik
Był uczniem
„ c z e r w o n e g o”
liceum. Chodził
do klasy o profilu
matematyczn o - f i z y c z ny m .
Maturę zdał w
1991 roku.– Od
samego początku
byliśmy w jednej
klasie – wspomina Elżbieta Downarowicz, koleżanka
Sebastiana. – Potrafiliśmy wszyscy
uciec z lekcji, ale jak już uciekaliśmy, to
nie było kogoś, kto by został. Jak były
podkłady z fizyki – to u wszystkich
(śmiech). Do dziś wspominam, jak
kiedyś przyszedł na lekcję matematyki
z wielką walizką, która liczyła bodajże
lat nawet 50, była obdarta ze wszystkich
stron. Otworzył walizkę na lekcji, a tam
w środku był tylko jeden 16-kartkowy
zeszyt. Ostentacyjnie wyciągnął ten
zeszyt na zajęciach no i zaczął w nim
skrupulatnie notować.
Był uśmiechnięty i wesoły. Pamiętam,
że miałam długie włosy, które splatałam
w warkocz. Z natury bardzo szybko
mówiłam, więc uczenie się języka rosyjskiego nie sprawiało mi kłopotów. A on
zawsze mnie za ten warkocz ciągnął gdy
był zły, że dostałam piątkę za czytanie
z rosyjskiego, a on tego nie mógł tak
szybko przeczytać i zawsze dostawał
WNIOSEK O HONOROWEGO SEBASTIANA
Kołobrzescy dziennikarze złożyli
wniosek do Kapituły ds. nadawania tytułu „Honorowy Obywatel
Kołobrzegu” oraz „Zasłużony
dla Miasta Kołobrzegu”, aby
zmarłemu tragicznie posłowi Sebastianowi Karpiniukowi nadać
tytuł Honorowego Obywatela Kołobrzegu. Pod wnioskiem podpisała się większość pracowników
mediów.
Pomysłem innych dziennikarzy
zaraził fotoreporter „Faktu” - Przemysław Gryń. - To nie był jakiś tam
poseł - mówi. - Takiego człowieka,
który tyle rzeczy załatwił dla Kołobrzegu w tak korzystnym układzie
politycznym to miasto może nie
mieć przez długie lata. Biorąc to
pod uwagę, ten tytuł mu się po
prostu należy.
czwórkę. I mówił: znowu dostałaś piątkę. I tak mnie szarpał za ten warkocz.
Już do końca będę czuła jego oddech
na plecach z uwagi na te moje koncerty
charytatywne. Kiedyś, zrobiłam 5 takich
koncertów. Potem urodziłam dziecko i
jakoś tak zaprzestałam ich organizacji.
Pamiętam, jak przyszła do mnie Beata
Wojtal i poprosiła mnie w imieniu
Sebastiana, żebym reaktywowała te
koncerty, że one były fajne i wiele wnosiły do życia społecznego miasta. Po
tym ostatnim koncercie styczniowym
miałam wielkie wątpliwości, czy warto
dalej realizować to przedsięwzięcie. Ale
teraz wiem, że przestać nie można, że to
trzeba kontynuować.
Bólu nie sposób było wyrazić
Wypełniona po brzegi bazylika - to krajobraz po sobotniej
katastrofie samolotu prezydenckiego pod lasem katyńskim, który długo pozostanie
w pamięci kołobrzeżan. Wieczorem została odprawiona
uroczysta msza św. w intencji ofiar tragedii, której przewodniczył biskup Krzysztof Zadarko. Przybyli na nią mieszkańcy
Kołobrzegu, goście, kuracjusze, samorządowcy, politycy, a
także rodzina zmarłego posła Sebastiana Karpiniuka.
Pod biurem poselskim przez kilkanaście dni gromadzili się w
skupieniu ludzie. Pod drzwiami wejściowymi płonął las zniczy
i świeczek. Głos łamał się wielu a do oczu napływały łzy smutku i żalu. Kołobrzeg pogrążył się w żałobie po tragedii i po
stracie, jaka spotkała jego mieszkańców.
Był kawalerem. Zostawił w smutku i żalu ukochaną
Karolinę, tatę, babcię, rodzinę, przyjaciół, znajomych,
mieszkańców Kołobrzegu i regionu zachodniopomorskiego. W niedzielę zmartwychwstania wraz z najbliższymi uczestniczył w kołobrzeskiej bazylice we mszy
św. w intencji swojej mamy, w 20 rocznicę jej śmierci.
Nie przypuszczał, że tak szybko będzie mógł się z nią
spotkać...
Planowali wziąć ślub. Nie zdążyli.
I ŻE CIĘ NIE OPUSZCZĘ,
AŻ DO ŚMIERCI…
K
arolina i Sebastian.
Znali się od 17 lat. Jak
mówi Jacek Woźniak, Karolina już dawno zdobyła jego
serce, a Sebastian zawsze
wypowiadał się o niej z
najwyższym szacunkiem.
- Nie pozwolił nigdy na to,
żeby coś o niej powiedzieć
w jego obecności. Trzymał
ją z dala od polityki. Pokazywali się razem dość często, ale Karolina jest osobą
skromną i nie rzucała się w
oczy, no, chyba że urodą, bo
to bardzo piękna kobieta.
- Pamiętam, jak byliśmy
w kościele na chrzcinach
albo ślubie – wspomina
prezydent Janusz Gromek.
– Odwróciłem się do nich
i mówię: młodzi, a wy co?
Karolina tak spojrzała na
Sebastiana jakby chciała
powiedzieć: Sebastian, już
czas. I muszę przyznać, że
bardzo możliwe, że to już
by nastąpiło, bo on już w
podtekstach jakby coraz
częściej o tym wspominał.
Ten temat w innych kręgach był poruszany równie
często. Przyjaciele zwracali
mu uwagę, że wciąż jest kawalerem. W ubiegłym roku
jego narzeczoną poznała
cała Polska, mogąc oglądać
ich wspólne zdjęcia na kołobrzeskiej plaży. Jak zaznaczają, Sebastian całkowicie
poświęcił się polityce, ona
pochłaniała go bez reszty i
może dlatego zabrakło czasu na sformalizowanie jego
związku. Na pewno to było
w planach, zabrakło tylko
trochę czasu. Katastrofa
pod Smoleńskiem zniszczyła te plany.
4 | miasto kołobrzeg
Polityczni konkurenci
Znali się jako samorządowcy. W 2005 roku
zostali posłami na Sejm
RP. Mieszkali w jednym
mieście, ale widzieli je
nieco inaczej. Sebastiana
Karpiniuka wspomina poseł Czesław Hoc.
Ostatni raz spotkaliśmy
się w piątek, w przeddzień
wylotu polskiej delegacji do
Katynia. Wpadliśmy na siebie na korytarzu. Odbyliśmy
przyjemną rozmowę. Wymieniliśmy szczere pozdrowienia. Zapytał się mnie, czy też
jadę do Katynia. Zaprzeczyłem. A on szybko dodał, że
on jedzie. I zostało we mnie
takie przekonanie, bardzo
silnie zakorzenione, że on do
Katynia pojechał pociągiem.
Byliśmy politycznymi konkurentami, reprezentowaliśmy
różne partie, ale na sercu
leżało nam dobro Polski. Gdy
dowiedziałem się, że Sebastian jest jednak na liście
pasażerów prezydenckiego
samolotu, uroniłem niejedną
łzę. To niewiarygodne, takie
nieoczywiste.
Będzie mi go brakowało.
Wszystko planował z wyprzedzeniem. Miał to zapisane
w swoim słynnym notesie,
nawet co do minuty. Był pozytywnie zaprogramowany.
Pozostawił po sobie milczenie i wspomnienia.
CZŁOWIEK
O UŚMIECHNIĘTYCH
OCZACH
W Kołobrzegu znali go
wszyscy. Miał wielu przyjaciół z czasów szkolnych.
Jednym z nich jest radny
Rady Miasta Jacek Woźniak.
W październiku 1998 roku
zostaliśmy radnymi Rady
Miejskiej. Pamiętam, że na
pierwszej sesji podszedł do
mnie i powiedział: wiesz
co, jesteśmy tutaj najmłodsi, może byśmy się bliżej
poznali. Umówiliśmy się na
jedno piwo, potem na drugie,
trzecie. Tak to się rozkręcało.
Razem graliśmy w tenisa stołowego. Pomijając już wspólną pasję, jaką jest polityka, to
to nas do siebie zbliżyło.
Był bardzo ciekawą postacią.
W momencie, gdy miałem
trochę kłopotów zawodowych i politycznych, on był
jedną z osób, które się ode
mnie nie odwróciły. Sebastian był moim swatem, gdy
zaręczałem się z moją żoną
Karoliną. Później był moim
świadkiem na ślubie. Więc
był to kawał dobrej znajomości.
Sebastian był politykiem z
krwi i kości, ale miał też drugie „ja”, miał tę drugą stronę,
prywatną, którą ja określiłem
jako stronę w rozciągniętych
dresach i koszulce, bo ja go
tak widywałem, gdy bywałem u niego w domu. Był politykiem, ale miał też serce.
Ja go nazywam człowiekiem
o uśmiechniętych oczach,
bo jemu się ciągle śmiały
oczy. W ogóle lubił się śmiać.
Robiliśmy sobie mnóstwo
dowcipów. Częściej ja jemu,
bo on starał się zachowywać
powagę. Będzie mi brakowało tych naszych spotkań.
Rozmawialiśmy o sprawach,
o których z nikim nie rozmawiałem, poczynając od
tych prywatnych, do tych
oficjalnych. Takich rozmów,
jak prowadziłem z nim, już
prowadził nie będę, i tego
będzie mi brakowało.
Jacek Woźniak z żoną Karoliną, na fotografii
Sebastian Karpiniuk trzyma na rękach ich syna Pawła
www.miastokolobrzeg.pl maj 2010
TRAKTOWAŁEM GO JAK SYNA
P
oznałem Sebastiana, gdy
był rzecznikiem prezydenta
Bieńkowskiego. Już wtedy
wiedział, co w życiu będzie robił.
Mówiłem mu: Sebastian, ale prawo
i co po prawie, zostaniesz adwokatem, radcą prawnym, sędzią, prokuratorem? A on na to, że nie, że
on chce się poświęcić polityce.
Był politykiem charyzmatycznym, ambitnym, perfekcyjnym i zawziętym. Był zawzięty. Śmiałem się
z niego wiele razy, bo jak nadarzała
się okazja, to jako dyrektor szkoły
często mówiłem uczniom: a wiecie
co, a pan poseł to był mistrzem klas
trzecich w pływaniu. A on zawsze
się z tego śmiał. Nigdy z nim nie
wygrałem w tenisa stołowego. Był
zawsze lepszy ode mnie. Myślę, że
gdybym z nim wygrał w tego tenisa,
to on by tę rakietkę zjadł ze złości.
On nie lubił przegrywać.
Traktowałem go jak syna. Przychodził wiele razy do nas do domu.
20 lat temu zginęła tragicznie jego
mama. On cieszył się, gdy mógł
być razem z nami. I to wyglądało
tak, że najpierw te jego zapiski w
słynnym notesie, choć ostatnio miał
ich tak dużo, że notes już nie nadążał i z kartkami chodził. A potem
moja małżonka przygotowywała je-
dzenie, ona bardzo dobrze gotuje.
No, Sebastian dbał o linię, ale też
lubił dobrze zjeść. Tylko trzeba było
go przypilnować, bo poza domem
to czasami zapominał, że trzeba
jeść. Ostatni raz przyszedł do nas
przed świętami. Moja żona przygotowała już potrawy świąteczne,
a on pałaszował i to podwójnie:
rybę – ja sam smażyłem, później
taki treściwy bigos, sałateczkę.
Patrzyliśmy na niego jak na takiego
przybranego syna. On potrzebował
tego ciepła rodzinnego.
Były także momenty, kiedy się
nie zgadzaliśmy. Nie będę ukrywał,
na przykład z „Kotwicą”, czy robić
oświetlenie na stadionie, czy nie.
Często różne sprawy dyskutowaliśmy. Dzięki niemu, mogliśmy zrealizować wiele inwestycji. On tego
pilnował, chodził za tym. Gdy trzeba
było coś załatwić w Warszawie,
dzwoniłem, mówiłem: Sebek, trzeba
to i to, a on od ręki to robił. I to jego
słynne powiedzenie: damy radę…
To co się stało pod Smoleńskiem,
ta śmierć, to niepowetowana strata.
Ta pustka, która powstała po Sebastianie, ciężko ją będzie zapełnić.
On tak kochał i walczył o Kołobrzeg.
Miał ku temu możliwości. Będzie mi
go bardzo brakowało.
Ostatnie zdjęcie Sebastiana
W niedzielę wielkanocną 4
kwietnia, razem z narzeczoną
Karoliną i swoją babcią Sebastian Karpiniuk przyszedł do
kołobrzeskiej bazyliki. Tu o
godzinie 17.00 została odpra-
wiona msza św. w intencji jego
tragiczniej zmarłej mamy, w 20
rocznicę śmierci. Zajęli miejsce
w bocznej nawie północnej,
przed ołtarzem Maryi Panny.
W homilii padały słowa o
zawierzeniu Zmartwychwstałemu, który wskrzesi zmarłych, gdy powróci w chwale.
O godzinie 18.00 pierwsza ze
świątyni wyszła Karolina. Babcia, mająca trudności z cho-
S
woją karierę samorządową
Sebastian Karpiniuk rozpoczął
za czasów byłego prezydenta
Henryka Bieńkowskiego, jeszcze
w latach 90-tych. Tak wspomina to
Henryk Bieńkowski.
Przechodziłem przez park z małżonką, gdy podszedł do mnie Sebastian
Karpiniuk i porozmawiał ze mną na
temat możliwości wsparcia jego osoby
w poszukiwaniu pracy. Moja żona, która
znała jego tragicznie zmarłą matkę, podpowiedziała mi, że warto mu pomóc. No
i został moim rzecznikiem prasowym.
Tak się zaczęła nasza znajomość. Po
wygranych wyborach samorządowych
w 2002 roku, jak uzgodniliśmy, został
przewodniczącym Rady Miejskiej. Ja
zostałem prezydentem w pierwszych
bezpośrednich wyborach na ten urząd
i chciałem, aby był moim zastępcą, ale
on tłumaczył się potrzebą zrobienia
aplikacji radcowskiej. I tak razem funkcjonowaliśmy do momentu, gdy został
moim zastępcą do spraw społecznych.
dzeniem, potrzebowała więcej
czasu. Opierała się na swoim
wnuczku, który wyrozumiale
prowadził ją, spokojnie, krok
za krokiem. Podchodzimy do
posła i pytamy, czy możemy
zrobić pamiątkową fotografię.
Sebastian Karpiniuk nie jest
zachwycony tym pomysłem.
– Będzie jeszcze tyle okazji,
żeby zrobić takie zdjęcie
– oponuje poseł. Tymczasem
babcia widziała to nieco inaczej i była zainteresowana
zrobieniem wspólnego zdjęcia
z wnuczkiem. – A panie, rób
pan, może nie być już takiej
okazji – mówi spokojnie. Z
perspektywy czasu, jakże krótkiego, jej słowa wydają się niemal prorocze. Z tego spotkania
została nam ostatnia fotografia
posła Sebastiana Karpiniuka w
Kołobrzegu.
Najmłodszy przewodniczący
Rady Miejskiej
Nie ukrywam, że nasze drogi polityczne się rozeszły. W momencie, w
którym zaczął działać na własną rękę,
kiedy zaczął wywierać na mnie presję
dotyczącą realizowanej przeze mnie
polityki miejskiej, w której chciał mieć
własny udział, nie zgodziłem się na
jego warunki. I choć w Radzie Miejskiej
istniał koalicyjny klub Centroprawicy,
to pojawiły się w nim podziały, które w
2006 roku podzieliły również miasto.
Myślę, że dzisiaj, kiedy Sebastian
Karpiniuk odszedł, dużo się w Kołobrzegu zmieni. To już nie będzie to
samo miasto. Śmierć tak wielu ludzi,
zwłaszcza w katastrofie lotniczej, to
prawdziwa tragedia, która zostawi swój
ślad w nas wszystkich.
m
| 5
DONALD TUSK: WSZYSCY MAJĄ ŁZY W OCZACH
POŻEGNANIE
W
ostatnią drogę udała się
pogrążona w
smutku rodzina, przyjaciele, koledzy, mieszkańcy
miasta. Przybył marszałek
sejmu, pełniący obowiązki
prezydenta RP Bronisław
Komorowski i premier
Donald Tusk. Szef rządu
nie ukrywał wzruszenia
ani łez: – Dzisiaj przy
twojej trumnie zebrało się
wielu twardych facetów i
zobacz, wszyscy... Wszyscy
mają łzy w oczach – mówił
premier. – Sebastian, ty
nie powinieneś odchodzić. Będziemy pamiętali
o tobie i o twoich bliskich,
chociaż mieliśmy nadzieję, że zgodnie z naturą
to ty nas będziesz kiedyś
żegnał. Bóg tak chciał. Nie
rozumiemy tego – powiedział Donald Tusk.
kiem – mówił podczas
mszy. – Żegnamy ten twój
czarny notes, w którym
wpisywałeś najważniejsze spotkania i rzeczy, o
których miałeś pamiętać.
Żegnamy tę czarną teczkę,
która była pełna najważniejszych dokumentów.
Żegnamy niesforną grzywkę, która zawsze była i
mówiłeś, że musi tak być.
Żegnamy telefon, którym
esemesami przypominałeś
nam o ważnych spotkaniach, a którego już nigdy
nie odbierzesz.
P
ogrzeb Sebastiana
Karpiniuka zgromadził tłumy. Jego
grób utonął w kwiatach.
Najsmutniejszą
chwilą
był moment, w którym
żołnierze zwinęli flagę
okrywającą trumnę i
przekazali ją ojcu. A potem Sebastian spoczął
obok swojej mamy. W Kołobrzegu. Na zawsze.
Ż
alu po stracie kolegi nie skrywał także
Grzegorz Schetyna,
szef Klubu Parlamentarnego PO: – Żegnamy za
twoje wielkie serce, za te
uśmiechnięte wesołe oczy,
za wielki charakter, za to,
że byłeś dobrym człowie-
Na cmentarzu komunalnym w Kołobrzegu w środę 21 kwietnia odbył się pogrzeb Sebastiana Karpiniuka.
Była to uroczystość państwowa z elementami ceremoniału wojskowego.
ODDALI HOŁD PREZYDENTOWI
W smutku i żalu, nie bacząc na trudy podróży, do Krakowa na pogrzeb
prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i
jego małżonki Marii pojechali również
kołobrzeżanie. Podróż autobusem w
jedną stronę trwała 12 godzin. Był tam
również nasz fotoreporter Przemysław
Gryń. – Tam były tłumy ludzi ciągnące
się w nieskończoność – mówi. – Las
flag państwowych przepasanych kirem. Górnicy, hutnicy, związkowcy,
zwłaszcza z „Solidarności” no i sztandary, cała masa sztandarów.
- Możliwość uczestniczenia w tej smutnej uroczystości była dla mnie zaszczytem – mówi Henryk Carewicz. – Atmos-
fera była naprawdę budująca. Ludzie
przyjechali pożegnać głowę państwa,
prezydenta i jego małżonkę i zobaczyli
ich w świetle, w jakim do tej pory wielu
ich nie widziało.
Przed Bazyliką Mariacką w Krakowie
zgromadziły się tysiące ludzi. Uroczystości pogrzebowe obserwowali na
telebimach. To jedno z najważniejszych
i najbardziej smutnych wydarzeń w hi-
storii Polski. – To wydarzenie historyczne, niestety okupione śmiercią tak wielu
zasłużonych dla ojczyzny Polaków
– dodaje Lech Kozera, który również
był w Krakowie.
www.miastokolobrzeg.pl maj 2010
Urszula
Nawrocka-Grześkowiak
Profesor krytykuje władze:
W BŁOTO!
Profesor Urszula Nawrocka-Grześkowiak,
kierownik Katedry Dendrologii i Kształtowania Terenów Zielonych
Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie
Miał być fantastyczny remont, sztandarowa inwestycja na terenie zielonym,
restauracja historycznego
bindażu. Wyszło jak zwykle: źle i bez rozeznania
tematu. Bindaż imienia
profesora Ryszarda Siweckiego
zabudowano
stalową klatką. Profesor
Urszula Nawrocka-Grześkowiak, kierownik Katedry
Dendrologii i Kształtowania
Terenów Zielonych Zachodniopomorskiego
Uniwer-
sytetu
Technologicznego
w Szczecinie uważa, że to
nie tylko strata pieniędzy,
ale także zniszczenie przepięknej alei grabowej. Gdy
spacerowała kołobrzeskimi
parkami, widząc bindaż
przeżyła szok.
- Jestem przerażona bindażem, który zobaczyłam
- mówi. - To jest po prostu
konstrukcja, która zupełnie
niczemu nie będzie służyła.
To jest bindaż metalowy, a
nie bindaż drzew. Uważam
za bezsensowne wyrzucenie tych pieniędzy, które
zostały włożone w zrobienie
tej konstrukcji.
Miasto jest jednak innego
zdania. Najpierw zamówiło
ekspertyzę, której wskazania w realizacji były niekorzystne dla urzędników.
Potem zamówiono kolejną,
która wymaga od miasta
działań mniej radykalnych,
a co za tym idzie, mniej
kosztownych. Teraz kilka
stalowych rurek ma zostać
usuniętych.
Wcześniej
niektórzy radni i urzędnicy twierdzili, że bindaż
wygląda świetnie i ocena
jego piękna to kwestia
gustu. - W historycznych
bindażach
konstrukcje
nośne są bardzo delikatne
- mówi profesor NawrockaGrześkowiak. - One służą
kształtowaniu bindażu w
jego początkowym etapie.
Później tę konstrukcję się
zdejmuje. W Kołobrzegu, ta
konstrukcja jest konstrukcją
bezsensowną. Ani się tego
nie zdejmie, ani to w zasadzie niczemu nie służy.
- Gdyby prof. Siwecki wstał
z grobu i zobaczył teraz tę
konstrukcję, dostałby drugiego zawału serca – mówił dziennikarzom „Głosu
Koszalińskiego”
Marian
Ratajczak z Instytutu Dendrologii Polskiej Akademii
Nauk w Kórniku, współpra-
cownik naukowca, którego
imię nosi wyjątkowa aleja
grabowa w Kołobrzegu.
– Profesor opracował projekt restauracji bindażu,
Kołobrzeg ma ten projekt,
ale ktoś zdecydował, że
zostanie zrealizowane co
innego.
Bindaż nazywany był również aleją zakochanych.
Był. Kto teraz będzie chciał
zrobić sobie zdjęcia w metalowym straszydle?
Wycięli 30 drzew
DRWAL NA STARYNOWSKIEJ
K
olejna nieuzasadniona wycinka drzew w Kołobrzegu.
Na ul. Starynowskiej pod topór poszło 30 drzew, w
większości jesionów. Wszystko dlatego, żeby mógł powstać chodnik. Jak jednak udało nam się ustalić, chodnik był
tylko pretekstem do wycinki. Tak tę sprawę widzi Tadeusz
Twardy, członek Komisji ds. Drzewostanu przy prezydencie
miasta: - Komisja miała wątpliwości co do zasadności tej
wycinki. Tam ma być prowadzona inwestycja i nasza opinia
nie jest dla nikogo wiążąca. Decyzję podejmuje jednoosobowo prezydent. Pragnę podkreślić, że zakusów na wycinkę
drzew na Starynowskiej było wiele. A to ktoś chciał wyciąć
drzewa przy przystanku autobusowym, a to przy posesji, a
to jeszcze gdzieś tam. Za każdym razem opinia komisji była
negatywna. Sprawa jest teraz trochę naginana, bo w obliczu
inwestycji publicznej decyduje prezydent. My możemy tylko pochylić się nad osobnikami, które można uratować.
Władze miasta zasłaniają się nie tylko inwestycją celu
publicznego, jaką jest chodnik, ale także żądaniami mieszkańców ulicy Starynowskiej. Tyle, że te żądania są nieco
kuriozalne, niemal w stylu drzewo zabiło kierowcę pojazdu,
bo stało przy drodze. Oto kilka przykładów:
1. Korzenie drzew uszkadzają nawierzchnię drogi.
2. Stwarzają zagrożenie dla mieszkańców podczas silnych
wiatrów.
R
E
K
L
A
M
3. Stanowią zagrożenie dla kierowców.
4. Powodują spowolnienie ruchu.
Władze miasta bronią swojej decyzji, wskazują, że w zamian
za wycięcie zdrowych drzew powiat nasadzi niemal 150
drzew w swoim pasie drogowym na terenie miasta.
A
„Jeśli zadbasz o złotówki to tysiące same się pojawią”
Profesjonalne doradztwo,
kompleksowe ubezpieczenia na życie,
zdrowotne, majątkowe, fundusze inwestycyjne,
Bronisław
Dziemiańczyk
Biuro:
ul. Zapleczna 9B/11
otwarte fundusze emerytalne.
Poniedziałek-Wtorek, Czwartek Piątek 9-17, tel./fax 94-35-290-90, tel. kom. 601-755-715
miasto kołobrzeg | 7
maj 2010 www.miastokolobrzeg.pl
TO W GŁOWIE SIĘ NIE MIEŚCI!
TADEUSZ TWARDY: Katastrofie można było zapobiec
C
o zawiniło: przyroda czy człowiek,
tego Tadeusz Twardy, kołobrzeski przyrodnik nie jest w stanie
określić. Jednak jego
zdaniem,
środowej katastrofie w
Ekoparku można
było zapobiec.
Urzędnicy wiedzieli o niebezpiecznie
wysokim
stanie wody.
Ty m c z a s e m
woda z 380
hektarów
sama
znalazła sobie ujście
do morza. To w głowie
przyrodnika po prostu się
nie mieści!
Tadeusz Twardy,
kołobrzeski przyrodnik
Miasto Kołobrzeg: Z czym pana
zdaniem mamy do czynienia w
Ekoparku?
Tadeusz Twardy: Jest to katastrofa ekologiczna w skali lokalnej,
ponieważ cały ten ekosystem
w tej chwili został zakłócony.
Wraz z wodą, która uszła do
Bałtyku, uszło także życie z
tego Ekoparku. I teraz, jeżeli
nawet się naprawi tę wyrwę, napełni się ten Ekopark wodą, bo przecież
tutaj różnego rodzaju
rowy melioracyjne, strumyki, one dopływają
do tego miejsca. Po
jakimś czasie tej
Kto jest za to odpowiedzialny?
wody będzie przybywało, ale to życie
będzie powracało przez lata, nawet i
kilkanaście lat. W tej chwili to wszystko zostało zniszczone!
MK: Czy jakieś cenne gatunki w
tym Ekoparku się znajdowały?
TT: No, to trudno tu wymieniać. Tu
cała litania tych cennych gatunków
jest. I ze strony ptaków, których tu jest
około 150 gatunków, z tego lęgowych
około setki, pozostałe przelotne. I ze
strony ryb różnego rodzaju, również i
ściśle chronionych. Są bezkręgowce,
różne owady ściśle chronione również. Więc tu można by całą plejadę
przytaczać tych ściśle chronionych,
unikalnych gatunków zwierząt, nie
mówiąc o roślinach, które tu też mają
swoją siedzibę.
MK: A pana zdaniem można było
temu zapobiec?
TT: Moim zdaniem tak, poprzez
utrzymywanie poziomu wody na
odpowiednio niskim poziomie. Moim
zdaniem, z Ekoparku zrobiono jezioro. A to jest podstawowy błąd, bo to
nie chodzi o to, żeby tu było jezioro,
tylko żeby tu był obszar wodno-błotny, bardzo cenny dla ptaków i dla
innych żyjątek, które tu mają swoją
siedzibę. Natomiast stworzono jezioro o znacznie wyższym poziomie
wody aniżeli w morzu i ta różnica
poziomów spowodowała rozbicie
tych wałów. A urządzenia melioracyjne, nie wiem, czy one były sprawne,
czy może zatkane? Ktoś to powinien
wyjaśnić, konkretnie z urzędu, co zawiniło, czy przyroda, czy człowiek.
MIESZKAŃCY
NA POMOC
PRZYRODZIE
Miała być błyskawiczna akcja ratunkowa Ekoparku. Zamiast tego,
urzędnicy paradowali sobie przed
kamerami i udzielali wywiadów.
Wielka wyrwa miała zostać zatamowana, aby woda z Ekoparku
nie uchodziła. Po kilkunastu dniach
Tomasz Tamborski, zastępca prezydenta miasta, w wypowiedzi dla
TKK stwierdził: - Gdybyśmy doprowadzili do takiej sytuacji, że byśmy
zamknęli i ten odpływ, który dzisiaj
istnieje, i również zamknęli przepusty, które normalnie funkcjonują,
to w pewnym momencie tej wody
znowu mogłyby się nagromadzić,
że mogłoby to spowodować kolejne przerwanie w jakimś słabym
punkcie.
Po tej wypowiedzi w Kołobrzegu
zawrzało. Powstała społeczna
inicjatywa pod nazwą „Kołobrzeżanie ratują Ekopark”. Na jej czele
stanął między innymi Przemysław
Gryń, Przemysław Dawid i Basia
Biela. Zapowiedź akcji odbiła się
wielkim echem. Wtedy też do akcji
przystąpił Urząd Miasta, który zapowiedział własną akcję na rano w
sobotę 10 kwietnia.
Inicjatywa kołobrzeżan nie odbyła
się, ze względu na żałobę narodową po katastrofie prezydenckiego
samolotu pod Smoleńskiem. Jednak oddolna akcja mieszkańców
spowodowała większe zainteresowanie sprawą Urzędu Miasta i
strażaków z POSP „Tryton”, którzy
na razie zahamowali wypływ wody
z Ekoparku. Pytanie społeczeństwa brzmi: dlaczego to trwało tak
długo i co dalej z Ekoparkiem?
ZAGŁADA
Nieodwracalne szkody na 380 hektarach użytku
ekologicznego powstały nie tylko w wyniku przerwania wydmy przez nadmiar wody zgromadzonej
w Ekoparku, ale także z powodu opieszałej działalności urzędników, którzy nie potrafili zatamować wypływu wody. Wypływ udało się zatamoystarczyła
miejscu, o którym
wać dopiero po zapowiedzi akcji społecznej
chwila,
urzędnicy dobrze
przez mieszkańców. Tymczasem przyrodżeby tony wody
wiedzieli, że było
zgromadzone
w
zagrożone zniszczenicy alarmują: odwodnienie Ekoparku
Ekoparku Wschodnim
niem. Zniszczenia są
stwarza poważne zagrożenie dla
rozsadziły groblę i zmiotły
dość poważne.
roślin i zwierząt!
EKOPARKU
W
most na ścieżce rowerowej do
Podczela. Tysiące metrów sześciennych wody wypływały do Bałtyku. W
akcji zabezpieczania mostu uczestniczyły siły porządkowe w tym straż
pożarna. Na szczęście nikt nie zginął.
Wielkie masy wody, które szukały ujścia, znalazły je w najmniej
oczekiwanym momencie, za to w
Uszkodzeniu uległa ścieżka i
drewniany most. Szeroka rzeka
wlewająca się do morza oddzieliła
Podczele od Kołobrzegu od strony
północnej.
W ciągu godziny woda w Ekoparku opadła niemal o metr. Ostatecznie, w niektórych miejscach
poziom wody opadł nawet o 3
metry. Zdaniem ekologów, którzy
przybyli na miejsce, urzędnicy
powinni przewidzieć problem
wzbierającej wody i zapobiec
zniszczeniu ekosystemu Ekoparku.
Ich zdaniem, mówiło się o tym od
dwóch lat, bo podobny problem
został odnotowany w 2007 roku
i ta część grobli powinna zostać
przebudowana.
Jak mówi Michał Kujaczyński,
rzecznik prasowy prezydenta,
problem wody w Ekoparku był
monitorowany, ale niewiele można było w tej sprawie zrobić. Jego
zdaniem, grobla miała zostać przebudowana, ale ta inwestycja była
wstrzymywana rygorystycznymi
przepisami ochrony środowiska.
Wyjaśnianie sprawy trwa.
8 | miasto kołobrzeg
Zadbajmy o zdrowie naszego prezydenta
POLITYCZNA DIETA
T
a informacja zelektryzowała
miasto. Nagłówki gazet i portali
głosiły: „Prezydent miasta Janusz Gromek trafił na salę intensywnej
opieki kardiologicznej oddziału kardiologicznego Szpitala Regionalnego
w Kołobrzegu. Powodem był bardzo
silny ból w mostku i wysokie ciśnienie.
Obecnie trwa diagnostyka pacjenta”.
Emocje, stres, bezsenność, kłopoty
sercowe i żołądkowe mogą rozłożyć
każdego. Prezydent Janusz Gromek
to też tylko człowiek. Nic dziwnego,
że po niezwykle dynamicznym urlopie
znalazł się pod opieką lekarzy. To nie
pierwszy raz. Prezydent miał już kłopoty ze zdrowiem, co wówczas zakończyło się interwencją kardiologiczną.
Tym razem aż tak źle nie było. Przy
okazji Janusz Gromek nie musiał pojawiać się na nadzwyczajnej sesji Rady
Miasta, ale każdy ma prawo chorować.
To, że prezydent 2 dni później śmigał
już w delegacji do Szczecina zmusza
nas do kilku porad.
Wujek dobra rada
1. Więcej snu i relaksu.
2. Unikaj stresu i sytuacji
gwałtownie zwiększających
ciśnienie.
Janusz Gromek
Prezydent Miasta Kołobrzeg
3. Ogranicz spożywanie
cukrów i tłuszczy. Jadaj
regularnie.
4. Nie spożywaj alkoholu,
bo powoduje zaburzenia
rytmu serca i znaczne wahania ciśnienia.
5. Zostaw samochód w
garażu. Więcej ruchu zrobi
dobrze dla twojego serca.
Zalecane są długie rodzinne spacery nad morzem i
jazda na rowerze (może być
ścieżką rowerową do Podczela, jak kiedyś zostanie
naprawiona).
6. Pamiętaj o ruchu w
pracy. Ciągłe siedzenie w
fotelu nie jest najlepszym
rozwiązaniem. Kilkuminutowa gimnastyka z kolegami z
pracy to strzał w dziesiątkę.
Co piszczy w szkole Haraja?
Nie wiemy, czy dyrektor
Szkoły Podstawowej nr 6
Andrzej Haraj ma powody
do zmartwień. W placówce
Biuro Audytu i Kontroli
Urzędu Miasta prowadzi audyt. Niedawno zakończono
również nabór ofert na stanowisko głównej księgowej.
Jak twierdzą nasze źródła,
księgowa była poszukiwana
nie bez powodu.
Mieszkańcy jako zło konieczne
Na nadzwyczajnej sesji w sprawie
smrodu, radni przyznawali mieszkańcom Radzikowa rację i obiecali
na najbliższej sesji przyjąć ich postulaty w postaci uchwały. Ludzie
przyszli zobaczyć, jak politycy realizują swoje obietnice. - Zrobili nas w
konia! - krzyczeli niektórzy mieszkańcy wychodząc z sali obrad. Inni
przyznawali, że przerobiono ich, że
aż przykro.
Najpierw Urszula Dżega-Matuszczak
nakazała ludziom wyniesienie ich
transparentów. Jej zdaniem naruszały
one powagę Rady Miasta (kilka tygodni
wcześniej jej nie przeszkadzały). Zagroziła, że jeśli mieszkańcy nie zrealizują
jej żądania, sesja się nie odbędzie.
Mieszkańcy chcąc nie chcąc transparenty wynieśli. Nie wiedzieli, że władza
w obwodzie utrzymywała strażników
miejskich, którzy oczekiwali na rozkazy
w pomieszczeniach Urzędu Pracy.
Mieszkańcy już po spotkaniu z władzami miasta traktowanie ich ocenili
tak: „Prezydent otoczył się wianusz-
kiem prezesów miejskich spółek
oraz swoich doradców. Niestety, poza
wyrażeniem zrozumienia oraz powtórzeniem informacji o zalesieniu terenów wokół oczyszczalni i przykryciu
otwartych kopuł, nie miał nam NIC do
zaoferowania. (...)
Reasumując: Ratusz ma w nosie nasz
problem. Wybrał taktykę „ciemny lud
wszystko kupi” i „byle do wyborów”.
(…) CZY POZWOLIMY BY NAS, WYBORCÓW, TRAKTOWANO GORZEJ
NIŻ ŚMIECI?”.
Dlaczego Szkoła
Podstawowa nr
6 nie ma głównej
księgowej, tego
nie
możemy
ustalić. Dyrektor
Andrzej Haraj twierdzi, że
żadne ciekawe przyczyny za
tą zmianą nie stoją. Po prostu,
główna księgowa złożyła wypowiedzenie i placówka musi
znaleźć nowego pracownika.
Nasze źródła nie potwierdzają
tej opowieści. - Nie wszystkie
czynności księgowe, które
były prowadzone w tej szkole,
odpowiadały standardom obo-
wiązującym w jednostce funkcjonującej zgodnie z ustawą o
finansach publicznych - twierdzi tajemniczo nasze źródło.
Pytamy o to rzecznika prasowego prezydenta Michała
Kujaczyńskiego, który jednak
odsyła nas do dyrektora Haraja. A według tego ostatniego,
nic przecież się nie stało.
Tymczasem na jednym z ostatnich
posiedzeń
Komisji Rewizyjnej
Rady
Miasta,
skarbnik Grzegorz
Czakański uchylił
rąbka tajemnicy.
–
Dyskutując
nad wykonaniem
budżetu dowiedzieliśmy się
o możliwych nieprawidłowościach związanych z finansami w Szkole Podstawowej nr
6 – mówi Dariusz Zawadzki,
przewodniczący
komisji.
– W placówce doszło do naruszenia dyscypliny finansów
publicznych, ale to jeszcze
będzie szczegółowo wyjaśniane.
URATOWAŁ GO PRZYPADEK
Mikołajek mógł stracić mandat
Radny Artur Mikołajek pełni wiele ważnych funkcji związanych z aktywnością
społeczną i polityczną. Ponadto, miał
zostać członkiem zarządu Kołobrzeskiej
Lokalnej Grupy Rybackiej. - To nie jest
tak, że to jakieś działanie polityczne
- tłumaczy prezes KLGR Ryszard Klimczak. - Proponowaliśmy kilku osobom
objęcie tej funkcji, ale odmawiały. Chęć
pracy w zarządzie wyraził Artur Mikołajek i my nie widzieliśmy żadnych
przeciwwskazań, wręcz przeciwnie.
Okazało się jednak, że Kołobrzeska Lokalna Grupa Rybacka działa na majątku
miejskim, miasto jest jej członkiem, ale
w dodatku, organizacja może prowadzić
działalność gospodarczą. To oznacza
jednak konflikt interesów i to, że Artur
Mikołajek nie mógłby być radnym. - Jeśli tak jest, to trzeba to zmienić, nasza
uchwała nie została jeszcze wysłana do
sądu rejestrowego, to jest do naprawienia - dodaje Klimczak.
- Wyraziłem gotowość do pracy nad
realizowaniem ważnego dla naszego
miasta i okolicznych gmin projektu
związanego z polityką okołorybacką
- mówi radny Mikołajek. - Wobec
konfliktu interesów, wybieram funkcję
radnego. Dla mnie decyzja jest jasna.
Nasze źródło proponuje sprawdzić, kto
próbował skusić radnego Mikołajka kolejnym stanowiskiem. - To nie wzięło się
znikąd - słyszymy. - Wystarczyła jedna
uchwała i jedno pismo do sądu, żeby
Artura nie było w Radzie Miasta.
miasto kołobrzeg | 9
maj 2010 www.miastokolobrzeg.pl
Kto wprosił się do Komitetu?
27 maja odbędą się uroczystości związane z obchodami 20-lecia powstania
samorządu terytorialnego w
Kołobrzegu. Niedawno w tej
sprawie spotkali się członkowie Komitetu Honorowego,
w tym wszyscy prezydenci
miasta oraz przewodniczący
Rady Miasta.
Obchody 20-lecia samorządu miały być najważniejszą
tegoroczną uroczystością.
Uroczystości
zapewne
będą mniej huczne, a to za
sprawą katastrofy prezydenckiego samolotu pod
Smoleńskiem.
Komitet jednak działa
i ma się całkiem nieźle.
Honorowo pracują w nim
Sprawa dla Wieczorka
prezydent Kołobrzegu, gdy
on proponował kilkanaście
tygodni temu, aby prezydenci spotkali się w tej sprawie, to wówczas prezydent
Gromek stwierdził, że w
Urzędzie o tych obchodach
myśli się już od roku. I jak
się okazało, na myśleniu się
skończyło.
prezydenci miasta i przewodniczący Rady. Jednak
na pierwszym posiedzeniu
Komitetu jego członków,
gości, jak również dziennikarzy, zdziwiło oświadczenie prezydenta Janusza
Gromka, który stwierdził,
że tych i tych zaprosił. – No
i sam się wprosiłem – dodał
Gromek.
Niektórzy członkowie komitetu byli nieco zdziwieni, bo jak zauważył radny
Henryk Bieńkowski, były
Z okazji 20-lecia nie przygotowano żadnej publikacji
okolicznościowej. Nie zebrano żadnych wspomnień,
w sumie zrobiono niewiele.
Problem polega na tym, że
do obchodów został miesiąc
i już niewiele w tej sprawie
można zrobić.
Lekcja demokracji w praktyce
JAK NAS WYRZUCONO
Z KONWENCJI PLATFORMY
B
yła kiedyś bardzo chętnie oglądana przez
mieszkańców audycja w Telewizji Kablowej
Kołobrzeg pod tytułem „Dziura w całym”. Audycja ta miała na celu poprawę wielu dziedzin z życia
miasta: od czystości i bezpieczeństwa po sprawy
mieszkaniowe. Zaiste, wiele zapału i pracy wkładał w
jej produkcję Adam Wieczorek, zbierający śmieci, narażający swoje życie i zdrowie, byle wykazać bezsens
i kuriozalność rozwiązań stosowanych w Kołobrzegu.
Audycja teoretycznie się zachowała, jednakże od
2007 roku drastycznie zmieniła swoją zawartość, ku
zasmuceniu telewidzów, których zdaniem absurdów
dnia codziennego nie ubyło, wręcz przeciwnie. Za
naszym pośrednictwem podpowiadamy autorom
audycji telewizyjnej, co można by jeszcze poruszyć
i gdzie interweniować. Otóż zgłosiło się do nas starsze małżeństwo z pretensjami, że na chodniku przy
ścieżce rowerowej przy ulicy Fredry nie ma ławek, tylko jakieś pręty z ziemi wystają. Sprawdziliśmy. Rzeczywiście. Biedni turyści i kuracjusze spacerujący w
kierunku amfiteatru i Kamiennego Szańca mogą skorzystać z odpoczynku tylko na metalowych częściach
ławek. Części drewniane gdzieś znikły. Idealny temat
na „Dziurę w całym”.
Wilk zbiera na katedrę
O
Co chciano ukryć przed opinią publiczną? Dlaczego niektóre media są
niewygodne dla rządzących miastem polityków? Widziałeś cenzurę w praktyce?
Zobacz, jak to robi Platforma Obywatelska!
M
arcowa konwencja kołobrzeskich
struktur
Platformy
Obywatelskiej była ważnym wydarzeniem
na miejskiej scenie politycznej.
Godzina 16.35. Na parkingu przed
Aquariusem nie ma już wolnych
miejsc. Tu zjechała cała Platforma z powiatu kołobrzeskiego.
Konwencja odbywa się na jednej
z największych sal konferencyjnych w mieście. Tu można było
spotkać prezydenta, starostę,
członka zarządu województwa,
wójtów, ale także ważnych i mniej
ważnych urzędników, dyrektorów
i prezesów, a nawet dziekana wyższej uczelni. Można było jednak
odnieść wrażenie, że nie wszyscy
chcieli afiszować się ze swoją obec-
nością w partii. Być może właśnie
dlatego, Platforma Obywatelska
zaprosiła tylko wybranych dziennikarzy. Naszej redakcji na liście
PO nie było, więc migiem radny
PO Piotr Lewandowski podjął akcję mającą na celu usunięcie niewygodnego dziennikarza z sali. Jak
zwykle zabłysnął radny PO Łukasz
Czechowski, dla którego demokracja i pluralizm mediów to pojęcia
abstrakcyjne. Co ważne, poszczególne osoby o ważnym statusie
publicznym, dopytywane o sprawę zakazu wejścia na konwencję,
całkowicie umywały od tego ręce.
Gromek, Hok, Szufel i inni. Dla
nich nie było ważne to, że dziennikarz ma wstęp wzbroniony, tylko
to, że nie oni są organizatorami.
Ale organizatorem była partia, do
której należą, której władze wybierają i na rzecz której płacą składki
o działaniu nie wspominając. Jeśli
oni nie wstydzą się takiego postępowania, to wyborcy powinni się
wstydzić za nich.
Na koniec, do interwencji przystąpił ochroniarz Aquariusa: - Ten
pan jak sądzę nie ma prawa tutaj
przebywać. Proszę o wykasowanie
materiału, który pan zarejestrował!
Materiału nie wykasowaliśmy.
Bezpłatna lekcja demokracji
po kołobrzesku jest dostępna dla wszystkich. Wystarczy
kliknąć: www.youtube.com/
watch?v=KVDmWLXUoxs
d kilku tygodni ksiądz
prałat Tadeusz Wilk,
proboszcz Parafii Mariackiej przy bazylice, apeluje
o pomoc w sfinansowaniu
remontu niezbędnych prac
w tej najpiękniejszej świątyni Pomorza Zachodniego.
Okazuje się, że podczas
prowadzonej konserwacji
trzeba wykonać dodatkowe prace, których nie
przewidziano pierwotnie w
ramach projektu 4 katedr i
finansowania w ramach tzw.
mechanizmów norweskich.
Problem jest z kryptą, w
której pierwotnie znajdowała się zbudowana w 1930
roku kotłownia, a w której
obecnie spoczywa kardynał
elekt Ignacy Jeż. Podczas
prac okazało się, że tę część
świątyni trzeba gruntownie
wyremontować, zaizolować,
wykonać nową instalację
elektryczną. Do tego doszły jeszcze rury spustowe
odprowadzające wodę z
ogromnego dachu bazyliki.
Koszt prac, to 100 tysięcy
złotych, rozłożony na raty.
W związku z tym, proboszcz
parafii, ksiądz Tadeusz Wilk,
zaapelował do wiernych i
mieszkańców Kołobrzegu o
pomoc finansową. W każdą
drugą niedzielę miesiąca, w
bazylice zbierane są pieniądze na ten cel.
Pieniądze na remont można wpłacać także na
konto parafii w banku PKO S.A.: 39 1240 6508
1111 0000 5412 4242.
10 | miasto kołobrzeg
www.miastokolobrzeg.pl maj 2010
ELŻBIETA LIS PRZYWRÓCONA DO PRACY!
K
olejna prawna porażka przed sądem
Starostwa Powiatowego w Kołobrzegu i starosty Artura Mackiewicza.
Sąd Pracy w Kołobrzegu w
swoim wyroku przywrócił
byłą naczelniczkę Wydziału Budownictwa urzędu
powiatowego do pracy na
dotychczas
zajmowane
stanowisko, przyznał jej
odszkodowanie i zwrot
kosztów procesowych.
Przypomnijmy.
Starosta
kołobrzeski Artur Mackiewicz zwolnił dyscyplinarnie
Elżbietę Lis ze stanowiska
naczelnika Wydziału Budownictwa na początku
2008 roku. Kobieta nie tylko z dnia na dzień straciła
pracę, ale także na wniosek
starosty zajęła się nią proku-
ratura, w związku z między
innymi
przekroczeniem
uprawnień. Do tej pory
nie może znaleźć pracy, a
sprawa w sądzie I instancji
toczyła się 2 lata. Problem
polegał na tym, że w tym
czasie równolegle prokuratura nie potrafiła skutecznie
skierować sprawy do sądu
i uzyskać jakiegokolwiek
orzeczenia
w
sprawie
stawianych Lis zarzutów.
Kobieta twierdzi, że jest
niewinna, ale w związku
z trwającymi postępowaniami, jako obywatel jest
zawieszona w próżni.
Sprawa wreszcie znalazła
swój finał. Sąd Rejonowy w
Kołobrzegu przywrócił Elżbietę Lis do pracy, przyznał
jej odszkodowanie w wysokości niemal 10 tysięcy zło-
tych i 1500 zł tytułem zwrotu kosztów postępowania
sądowego. Sąd zwrócił uwagę, że było to postępowanie
długie i trudne, a w którym
mecenas powódki - Waldemar Foryś, włożył bardzo
dużo pracy. Sąd stwierdził,
że zwolnienie pracownika
w trybie dyscyplinarnym
wymaga spełnienia określonych przesłanek, które w
tym przypadku nie zostały
zdaniem sądu wypełnione.
Powiat zamierza odwołać
się od wyroku.
prawidłowościami, z czym
nie zgodził się sąd i przyznał mu również odszkodowanie, za które zapłacili
podatnicy. Obok pracy i
pieniędzy, warto zwrócić
uwagę na straty moralne i
psychiczne, jakich doznał
były naczelnik.
Elżbiecie Lis w sądzie to-
warzyszył mąż. Ona sama
nie wierzyła, że sąd wydał
wyrok, w dodatku dla niej
korzystny. Nie zabrakło łez
wzruszenia...
Warto przypomnieć, że prawomocnie do pracy został
przywrócony naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska
Starostwa
Powiatowego
Henryk Kossakowski. Także jego starosta zwolnił w
związku z wykrytymi nie-
„GRYFEM” mogłaby zarządzać „Kotwica”?
Zgrzyty w kulturze
RZECZYWISTOŚĆ WEDŁUG RCK
CO NAGLE TO PO DIABLE
Na stronie www.gsw.kolobrzeg.pl można
było przeczytać o wielu wystawach, o dorobku ludzi związanych ze sztuką w Kołobrzegu. Można było, bo strona nagle znikła.
Tak pisze o tym Andrzej Rafiński w „Kulisach
Kołobrzeskich”: „To był szok, gdyż nikt takiego
szkodnictwa nie brał pod uwagę. To wyjątkowy skandal i to o zasięgu ogólnopolskim, bo
wreszcie wyszła na jaw prawda
jak wielką jest nieodpowiedzialność i szkodliwość tego czynu na
polu sztuki, w wyniku bezmyślnej
decyzji. (...) Decyzji o likwidacji
nic nie jest w stanie wytłumaczyć,
bo taka głupota, która niweczy
dorobek Galerii i wystawiających
w niej artystów, nie ma obrońców.
To inne ośrodki starają się o to, żeby drogą
internetową dotrzeć do jak najszerszej rzeszy
internautów, a tu jednym nieprzemyślanym
cięciem dokonano na sztuce totalnego harakiri”.
- Faktycznie, w marcu strona galerii nie
była dostępna - tłumaczy Tadeusz Kielar.
- Ale przeprowadziliśmy działania, aby przywrócić funkcjonowanie strony, prowadziliśmy
ez zbędnych ceregieli
i marnowania czasu
radni Rady Powiatu
podjęli uchwałę o wyrażeniu
zgody na dzierżawę ośrodka
„Gryf ” na okres do 15 lat.
Starosta Artur Mackiewicz
zlekceważył opozycję, która
chciała, aby opracowane
zostały dodatkowe warianty likwidacji gospodarstwa
pomocniczego, do którego
należy „Gryf ”, aby można
było zobaczyć co jest korzystniejsze. Za dzierżawą
„Gryfa” opowiedziały się
związki zawodowe. Dla
związkowców najważniejsze jest zachowanie miejsc
pracy. W podobnym tonie
wypowiadali się radni Platformy Obywatelskiej, przypominając, że to starania
ich partii doprowadziły do
tego, że „Gryf ” znajduje się
na majątku powiatu.
rozmowy w tej sprawie z Tomaszem Kolasą.
Właściwe faktury zostały opłacone. Decyzję w
tej sprawie podejmował kierownik Działu Wystawienniczego i to on ponosi odpowiedzialność za jej skutki. Jak tylko dowiedziałem się
o problemie zareagowałem i problem został
rozwiązany.
Kierownik Galerii Sztuki Współczesnej Dariusz Kaleta odmówił
rozmowy z nami. Za to bardziej
rozmowni byli wysoko postawieni
pracownicy Urzędu Miasta. - Z
konfrontacji obu panów wyszło,
że to Kielar podjął decyzję o zamknięciu tej strony i przeniesieniu
informacji na stronę RCK - mówi
nasz informator. - Oczywiście, porażka jest
sierotą i Kielar absolutnie do tego ruchu się
nie przyznaje. Twierdzi, że to decyzja Kalety.
Tylko gdybyś był kierownikiem galerii to zlikwidowałbyś stronę internetową dokumentującą
cały twój dorobek zawodowy w tej jednostce?
To się nie trzyma kupy.
Strona GSW już funkcjonuje. Stało się
to dzięki protestowi Andrzeja Rafińskiego.
Stowarzyszenie Użytkowników
Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej
oraz Ich Rodzin i Przyjaciół „Feniks”
Klub Pacjenta ul. Graniczna 6, I piętro.
Zapraszamy na bezpłatne konsultacje psychologiczne:
Psycholog mgr Marta Giza
w każdy wtorek godz.14.30-17.30
- Konsultacje indywidualne
- Psychoedukacja dla młodzieży
Kontakt: 607 294 717
Terapeuta uzależnień socjolog Alicja Jaszczyńska
w każdy wtorek godz.17.30-20.30
- Grupa dla rodzin osób uzależnionych
- Grupa dla osób uzależnionych
Kontakt: 504 246 723
B
O
pozycji zarzucili
hipokryzję i to,
że posługując się
tematem „Gryfa” uprawia
kampanię wyborczą. Były
starosta Ryszard Ławrynowicz jest zirytowany nieskrywanym pośpiechem i
brakiem odpowiedzialności
za podejmowane decyzje.
Jego zdaniem, zarządowi
nie zależało na wyjaśnieniu
tematu, a przede wszystkim
na przygotowaniu konkurencyjnych pomysłów zagospodarowania „Gryfa” w
stosunku do pomysłu dzierżawy. Tymczasem okazało
się, że związkowcy z „Gryfa”
tak solidarnie opowiadają
się za dzierżawą, bo im
również nie przedstawiono
innego rozwiązania, ale
przekonano ich, że dzięki
temu ich miejsca pracy
przetrwają.
Tysiące bratków w Kołobrzegu
Wiosna to czas porządków po zimie. Do tej kategorii czynności można zaliczyć nasadzenia
kwiatów na klombach.
Gdy jeszcze nie istniała
Nowa Starówka, puste
place
zagospodarowywano właśnie kwiatami.
Miasto tonęło w kwiatach:
bratkach, różach, konwaliach, itd. Teraz placów do
obsadzenia jest mniej,
ale pracy nie ubywa. Przy
skrzyżowaniu ulicy Armii
Krajowej i Sybiraków
spotkaliśmy pracowników
firmy „Boczulak” z Nielepu koło Świdwina, która
specjalizuje się w pielęgnacji zieleni. Tym razem
w Kołobrzegu firma sadzi
bratki… niemal 15 tysięcy
bratków!
Jak wyjaśniają pracownicy, praca nie polega
na zwykłym sadzeniu
kwiatów, ale układaniu
ich według projektu, tak,
aby tworzyły barwne kra-
jobrazy. W majowym słońcu
będą cieszyły
kołobrzeżan
i wczasowiczów.
Pani Marlena sadzi
jednego z 15 tysięcy
bratków
N
a jednej z ostatnich
sesji Rady Miasta, radny Jacek
Woźniak
zaproponował
prezydentowi
Januszowi
Gromkowi, aby miasto
przejmując „Gryf ”, skoro jest to ośrodek, który
generuje całkiem interesujące przychody, mogło
go przekazać na przykład
do prowadzenia spółce
Kotwica Kołobrzeg S.A.,
aby wygenerowane w ten
sposób fundusze zaspokoiły
potrzeby klubu. Pomysł ciekawy, tylko niewielu chciało
słuchać.
miasto kołobrzeg | 11
maj 2010 www.miastokolobrzeg.pl
JEST SKANDAL, WINNYCH BRAK
Kości wołać będą!
1
września 2009 roku
koparka pracująca
na terenie dawnego
Pomnika
Wdzięczności
Armii Czerwonej odkryła
ludzkie kości. Okazało się,
że to szczątki osób, które
zginęły w czasie krwawych
walk o miasto. Zabrała je
jedna z prywatnych firm
pogrzebowych, identyfikując jako czerwonoarmistów.
Szczątki leżały niemal 2
miesiące w chłodni. Bez
jakiejkolwiek identyfikacji zastępca prezydenta
Tomasz Tamborski wniósł
do dyrekcji Miejskiego
Ośrodka Pomocy Społecznej o ich pochowanie.
MOPS jednak odmówił.
Wtedy sprawą zainteresowali się dziennikarze. Ekspertyza przeprowadzona
przez Zakład Medycyny
Sądowej Pomorskiej Akademii Medycznej wykazała, że pod pomnikiem spoczywały szczątki Niemców
i Polaków.
Biegli stwierdzili, że znalezione szczątki należą co
najmniej do 25 mężczyzn.
Na podstawie oględzin
szczątek stwierdzono, że
byli to w większości ludzie
młodzi 25-30-letni, kilku w
przedziale 30-40 lat i jeden
w wieku około 50-60 lat.
Pośród elementów butów i
ubrań rozpoznano między
innymi: buty niemieckie,
buty produkcji radzieckiej, trzewiki produkcji
niemieckiej,
fragmenty
niemieckich pasów głównych, radziecki pas główny oficera, niemiecki pas
główny oficera, niemieckie
skórzane szelki bojowe, a
także inne elementy wypo-
sażenia wojskowego produkcji niemieckiej. Analiza uzębienia zachowanych
kości żuchwy wykazała,
że w kilku przypadkach
zastosowano
metody
Szczątki pochowano na
Cmentarzu Wojennym w
Kołobrzegu pół roku temu.
To zakończyło jak widać
wstydliwy temat próby pochowania kości żołnierzy
bez ich właściwej identyfikacji. Polaków pochowano
by jako żołnierzy Armii
Czerwonej! Zdaniem kombatantów to jakiś koszmar!
A my pytamy: kto i jakie
konsekwencje poniósł za
te skandaliczne decyzje?
Szczątki polskich żołnierzy walczących w marcu 1945 roku o Kołobrzeg i niemieckich
obrońców miasta planowano pochować jako szczątki żołnierzy radzieckich na cmentarzu
w Bornym Sulinowie. Ten skandal ujawniono jesienią. Do tej pory nikt nie poniósł w tej
sprawie konsekwencji.
Proces dyrektora szpitala trwa
MAKABRYCZNY ŻART
UPOZOROWAŁ WŁASNĄ ŚMIERĆ!
Tuż po godzinie 8 w czwartek 15
kwietnia oficer dyżurny kołobrzeskiej
komendy policji odebrał zawiadomienie od przechodzącej nad rzeką kobiety, że najprawdopodobniej ktoś nad
Parsętą popełnił samobójstwo skacząc
do wody. Przybyli na miejsce policjanci znaleźli rzeczy osobiste mężczyzny i
napis „Żegnajcie” z uśmiechem, narysowany pianką do golenia.
Po godzinie 9 przeszukiwanie rzeki
rozpoczęli nurkowie ze Służb Poszukiwania i Ratownictwa. Mężczyzna zostawił
swoje rzeczy na brzegu rzeki przy ulicy
Rzecznej, na wysokości muzeum. Ratownicy wątpili, aby w obecnych warunkach
atmosferycznych, nawet przy niskim stanie rzeki, udało się znaleźć ciało. Jeśli już,
to po takim czasie mogło ono znajdować
się za mostem kolejowym lub w Porcie
leczenia dentystycznego
charakterystycznego dla
ludności niemieckiej.
Jachtowym. Tymczasem prawda okazała
się zupełnie inna. W pewnym momencie
ratownicy zostali poinformowani o znalezieniu mężczyzny, ale nie w rzece i nie
w Kołobrzegu, tylko... w Szczecinku. Policjanci na podstawie rzeczy pozostawionych przez poszukiwanego ustalili, że jest
nim Piotr Ch., 26-letni mieszkaniec Polic.
W Kołobrzegu zamieszkiwał u kapelana
więziennictwa. W czasie poszukiwań cały
i zdrowy przebywał w Szczecinku.
ANI WIDU ANI SŁYCHU
W toczącym się procesie Janusza Olszewskiego,
dyrektora Szpitala Regionalnego w Kołobrzegu, w
Sądzie Rejonowym zeznawali świadkowie powołani
przez obronę. Olszewski
jest
oskarżany
przez
Prokuraturę Rejonową o
działania mobbingowe na
pracownicy administracji Beacie Zbylickiej. Nie
przyznaje się do winy.
W sprawie zeznawał
jako świadek między innymi ordynator oddziału
kardiologicznego Roman
Ronkowski. Przyznał, że
sporadycznie współpracował z pokrzywdzoną Beatą
Zbylicką. Wiedzę w sprawie
ma z mediów. Od personelu
wie, że Zbylicka nie była
wyróżniającym się pracownikiem. Wie również, że
dostała naganę za odmowę
policzenia okien w szpitalu.
Zdaniem
Ronkowskiego,
przekaz medialny w sprawie Olszewskiego fałszywie
przedstawia szpital i stosunki w nim panujące. Dyrektor
jest wymagający, ale to jego
zdaniem nie jest zarzut.
Ronkowski ustosunkował się w sprawie swoich
kontaktów w dyrektorem
Olszewskim. - Pan dyrektor
mówił, że ma sprawę sądową z Beatą Zbylicką, ale ta
przewlekłość tej sprawy pokazywała jego frustrację, że
tak się dzieje. O szczegółach
mi nie opowiadał - dodał.
Na pytanie pełnomocnika
pokrzywdzonej, jak przebiega jego znajomość z dyrektorem, Roman Ronkowski
stwierdził, że byli 2 razy na
nartach, to znaczy jechali
tym samym autobusem.
Pozostali
świadkowie
w sprawie wnosili różne
rzeczy. Jeden ze świadków
twierdził, że pokrzywdzona
marudziła, że jest ciągle
dużo roboty, że trzeba pracować. Ale ten sam świadek,
który słyszał tyle marudzenia już skarg na zachowanie
dyrektora nie słyszał. Świadkowie generalnie pamiętali
rzeczy korzystne dla obrony,
gdy prokurator lub pełnomocnik pokrzywdzonej zadawał bardziej szczegółowe
pytania, choć do tej pory
byli nadzwyczaj dokładni,
ich pamięć zacierała się,
nie pamiętali, nie potrafili
sobie przypomnieć. Co ciekawe, niektórzy świadkowie
pierwszy raz na sali rozpraw
usłyszeli zwrot „sądy kapturowe” i „pokazówki”. Sędzia
Solnica pytał o to wszystkich świadków. Niektórzy
świadkowie tak bardzo
poświęcają się pracy, że nie
wiedzą co dzieje się w ich
zakładzie, nie znają postulatów związkowych, jakby żyli
w hermetycznych pokojach
i światach. Za to doskonale
potrafili ocenić, że pokrzywdzona „wybitnie narzekała” i nie garnęła się do
roboty. Jeden ze świadków
stwierdził, że pokrzywdzona nie wywiązywała się ze
swoich obowiązków, ale na
pytanie, czy zna obowiązki
pokrzywdzonej, padła odpowiedź negatywna.
Janusz Olszewski nie
komentuje całej sprawy. W
ogóle unika mediów. Tymczasem coraz częściej mówi
się o jego planowym odwołaniu. On sam twierdzi, że
pismo z dymisją leży w jego
biurku. Mówi się, że po wyborach samorządowych na
stanowisku miałby zastąpić
go Artur Mackiewicz.
12 | miasto kołobrzeg
www.miastokolobrzeg.pl maj 2010
WYBORY WYBORY WYBORY WYBORY WYBORY WYBORY WYBORY WYBORY WYBORY WYBORY WYBORY WYBORY WYBORY WYBORY WYBORY
WOŹNIAK: Jedyny kandydat na prezydenta
BIEŃKOWSKI: Zastanawia się nad startem
GROMEK: Najbardziej realny kandydat PO
J
H
W
acek Woźniak, lider
kołobrzeskiego Sojuszu Lewicy Demokratycznej, jest na razie
jedynym kandydatem na
prezydenta
Kołobrzegu.
Jak do tej pory nikt poza
nim nie zgłosił oficjalnego
udziału w kampanii prezydenckiej. Oto krótki wywiad
z kandydatem.
Miasto Kołobrzeg: Jaki jest
sens kandydować, skoro
mówi się, że w drugiej turze
znajdzie się Henryk Bieńkowski i Janusz Gromek?
Jacek Woźniak: Ja nie słyszałem takich głosów, wręcz
przeciwnie, słyszałem takie
głosy, że w drugiej turze będę
ja i Henryk Bieńkowski, albo ja
i Janusz Gromek. Oczywiście,
że jest sens kandydować.
Każda poważna formacja
polityczna powinna wystawić
kandydata na prezydenta Kołobrzegu. Ja nie widzę potrzeby, żeby SLD jeszcze przed
wyborami porozumiewało się
z jakimś ugrupowaniem i na
przykład wystawiało jednego
kandydata.
MK: Ale Platforma Obywatelska chciała się po-
rozumieć jeszcze przed
wyborami.
JW: Nic mi na ten temat nie
wiadomo, choć takie sygnały
do mnie docierały z trzeciej
ręki, ale ja byłem temu zdecydowanie przeciwny, zresztą nie tylko ja, większość
zarządu SLD też była sceptycznie do tego nastawiona.
Jeśli o mnie chodzi, to uważam, że SLD musi wystawić
kandydata na prezydenta
i co więcej, jestem mocno
przekonany, że ten kandydat
ma dużą szansę powalczyć
o drugą turę.
MK: SLD, dawniej rządzące
miastem ugrupowanie, od
8 lat w opozycji, gdyby wygrało w Kołobrzegu wybory, to co chciałoby zmienić
w mieście?
JW: My w tej chwili rozpoczynamy dyskusję o programie, a na to jest jeszcze
za wcześnie. Ja nie chcę się
uzewnętrzniać z pewnymi
pomysłami na Kołobrzeg,
dopóki nie ujawnią się
pozostali kandydaci na prezydenta. Umówmy się, że
będziemy o tym rozmawiać,
kiedy ujawnią się pozostali
kandydaci.
enryk Bieńkowski,
doświadczony
samorządowiec, prezydent Kołobrzegu przez 3
kadencje, jest coraz bliższy
podjęcia decyzji o kandydowaniu na urząd prezydenta
miasta. Pytamy go więc,
dlaczego po raz 4 chce się
ubiegać o najważniejsze
stanowisko w mieście.
- Spoglądam na nasze miasto
przez pryzmat moich 3 kadencji i tego, co się w mieście
dzieje, i muszę powiedzieć,
że jestem pełen obaw, jeśli
idzie o realizację tych zamierzeń i tych celów, które w
tamtych czasach sobie stawialiśmy. Widać to wyraźnie
po opiniach mieszkańców i
po ich niezadowoleniu, że
tyle spraw nadal czeka na
dobrego gospodarza. Od ręki
można wskazać widoczny na
pierwszy rzut oka powszechny nepotyzm partyjny na
każdym szczeblu władzy i
administracji na niespotykaną
dotąd skalę, który nie jest akceptowany społecznie.
Problemem jest rozwój miasta, a właściwie jego zahamowanie. Mamy coraz więcej
protestów mieszkańców w
związku z działaniem na ich
szkodę, albo brakiem dbałości o środowisko. Mam tu na
myśli zniszczenie Ekoparku
oraz protest mieszkańców
Radzikowa. Mam wrażenie,
że miasto jest na takim etapie długiego trwania, aby do
wyborów. Jest problem z brakiem zewnętrznych inwestycji,
z utrzymaniem miejsc pracy,
których ubywa. Kołobrzeg
przestał być atrakcyjnym miastem dla przedsiębiorców, ale
także dla turystów. Zarzucono
realizowane wcześniej działania strategiczne, a wymyślono
nowe, które nie są przemyślane i właściwie prowadzone.
Efektem jest powiększająca
się dziura budżetowa. Jedną
z konsekwencji jest zatrzymanie budownictwa komunalnego i socjalnego, przez co
cierpi wiele rodzin. Załamała
się promocja miasta.
ydarzenia ostatnich dni (w tym
w związku ze
śmiercią ojca prezydenta)
spowodowały, że nie było
okazji, aby porozmawiać
z Januszem Gromkiem na
temat jego startu w wyborach.
Przed tragedią pod Smoleńskiem było jasne, że Gromek
będzie kandydował na urząd
prezydenta Kołobrzegu z
poparciem Platformy Obywa-
Powyższe problemy muszę
wziąć pod uwagę rozważając
mój start w wyborach prezydenckich, choć przyznam, że
namawia mnie do tego coraz
więcej ludzi, szczególnie tych
zwykłych mieszkańców, którzy
miło wspominają dynamicznie
rozwijający się Kołobrzeg.
NA SZCZĘŚCIE NIKT NIE ZGINĄŁ
Kilkanaście wypadków
w ciągu ostatnich miesięcy skłoniło wreszcie drogowców do wstawienia
wzmocnionej bariery na
ulicy Koszalińskiej.
na drzewie, albo dachują.
Mieszkańcy obawiali się
o swoje bezpieczeństwo.
Nie chcieli, żeby ktoś przypadkiem zaparkował w ich
bloku.
Cudem w tym miejscu
nikt nie zginął. Kierowcy
zarzekają się, że na zakręcie
jadą przepisowe 50 km/h. I
nie wiedzą dlaczego lądują
W styczniu można było
zrozumieć: śnieg i lód na
drodze mógł być przyczyną wypadania pojazdów z
drogi. 13 stycznia kierowca
próbujący
wyprowadzić
z poślizgu Skodę, obrócił
auto o 180 stopni i uderzył w barierki. 3 marca
kierowca, który jechał w
kierunku ronda ze zbyt
dużą prędkością, na pechowym zakręcie zaliczył
dachowanie.
Cudem nikomu nic
się nie stało. 15 marca na
zakręcie zderzyły się dwa
pojazdy marki Audi. Zaledwie 2 dni później na tym
samym zakręcie kierowca
Skody Fabii uderzył w
drzewo. Gdyby nie ono,
wjechałby w budynek. Był
bardzo zdziwiony, że w
tym miejscu… skończyły
się barierki!
Mieszkańcy też byli
zdziwieni, ale tym, że mają
tyle szczęścia i do tej pory
nie zginął żaden pieszy.
Stąd postulaty o postawienie solidnej barierki, która
uchroniłaby od katastrofy.
Drogowcy też woleli
dmuchać na zimne i wykonali porządną barierę,
która powinna zatrzymać
pechowych kierowców na
pechowym zakręcie.
R
E
K
L
A
M
A
telskiej. Czy jest to informacja aktualna, czy Platforma
obierze sobie Gromka na
swojego kandydata? Raczej
nie ma innego wyjścia… i
innego kandydata.
Janusz Gromek od pół roku
nie ukrywa, że ma ochotę
wystartować w zbliżających
się wyborach prezydenckich
i walczyć o reelekcję. Chce
dokończyć to co rozpoczął, a
więc inwestycje, w tym kołobrzeską obwodnicę.
miasto kołobrzeg | 13
maj 2010 www.miastokolobrzeg.pl
FOTOREPORTAŻ PRZEMYSŁAWA GRYNIA I PRZEMYSŁAWA DAWIDA
NA DRODZE
STAŁ KOŁOBRZEG
Udało się przełamać zaciekły opór niemiecki
WYGRALI NASI!
S
Organizatorem imprezy było Muzeum Oręża Polskiego. W spektaklu uczestniczyło
wiele grup rekonstrukcyjnych.
Z
godnie z oczekiwaniami, w marcu
odbyła się jedna z
najciekawszych imprez w
I kwartale bieżącego roku.
Pomimo niesprzyjającej
pogody, do parku nadmorskiego przy Pomniku
Zaślubin przybyło kilkaset osób z całej Polski, aby
zobaczyć rekonstrukcję
historyczną pt. „Bój o Kołobrzeg”.
Szaroceglasta łuna otaczała zewsząd miasto nad
Parsętą. Płonęły budynki,
jęczeli ranni, w piwnicach
ustania strzałów wyczekiwała ludność cywilna,
której nie udało się ewakuować drogą morską.
Do takiego Kołobrzegu
dotarli Polscy żołnierze,
którzy po 10-dniowym
trudzie walki, zaślubili
słone morze.
tarosta kołobrzeski
Artur Mackiewicz
lubi historię. Nie
wstydzi się pozować do
zdjęć w hełmie MO, jego
gabinet przypomina salę
do lekcji historii najnowszej Polski i nie tylko. W
ubiegłym roku, Mackiewicz strzelał do Niemców
podczas inscenizacji boju
o Kołobrzeg jako jedyny
kołobrzeżanin. W tym
roku ponownie założył
mundur żołnierski i zabrał swój karabin.
Jak przyznaje starosta, trzeba mieć dobrą kondycję,
aby te kilkadziesiąt minut
walki wytrwać. W wywiadzie dla Radia Kołobrzeg,
Artur Mackiewicz nie
ukrywał radości z pokonania wroga. – Wygrali nasi
– mówi. – Tak jak 65 lat
temu udało się przełamać
zaciekły opór niemiecki.
Niemcy bronili Kołobrzegu
jak twierdzy! Dostali rozkaz, że Kołobrzeg ma być
twierdzą, że mają jej bronić
do ostatniego żołnierza, do
ostatniego naboju. I tak też
było. Tradycyjnie, Polacy
zwyciężyli. Dokonaliśmy
symbolicznego zaślubienia
Polski z morzem.
Żołnierskie szczęście w
tegorocznej bitwie jednak
od starosty się odwróciło.
Naszemu bohaterowi zacięła się broń i nie mógł
strzelać. Karabin Mosin,
produkcji radzieckiej, w
polskiej armii używany do
lat 70-tych XX wieku, miał
to do siebie, że na frontach
II wojny światowej często
się zacinał. Na szczęście
udało się go odblokować,
dzięki czemu starosta Mackiewicz mógł dalej strzelać
do żołnierzy niemieckich.
ŚWIĘTO POJEDNANIA
Tegoroczną 65 rocznicę walk
o Kołobrzeg po raz kolejny
obchodzono w atmosferze
rozmów, współpracy i przyjaźni. Żołnierze wspominali
trud żołnierskich wyrzeczeń
w boju o Kołobrzeg, ale dziś,
po tylu latach, nie ma w nich
nienawiści do narodu niemieckiego. Taka jest historia,
oni są jej częścią i trzeba się
z tym pogodzić. Świadków
10-dniowych walk jest już
coraz mniej. Odchodzą bohaterowie, którzy oddawali swe
życie, aby można było budować już polski Kołobrzeg. Kołobrzeskie uroczystości trwały
przez kilka dni. Ich kulminacją
był apel poległych na Cmentarzu Wojennym, uroczysta
msza św. w bazylice oraz uroczystość Święta Pojednania
na dziedzińcu ratusza.
14 | miasto kołobrzeg
ZBOCZENIEC
NA BULWARZE
L
ubi zaskakiwać, ściągać
dresy i jeszcze gdy ktoś na to
patrzy. Mowa o zboczeńcu,
który grasuje w okolicach
ulicy Zygmuntowskiej. Swoje
ofiary zaczepia najczęściej
rano, gdy nie ma zbyt wiele
postronnych osób. Ostatnio
obnażał się na bulwarze
www.miastokolobrzeg.pl maj 2010
SZPIEG NA
ARTYLERYJSKIEJ!
nad Parsętą.
Zagaduje o czas
albo o papierosa, a potem
spodnie w dół! Ostatnio był
ubrany w niebieski dres. Nosi
na głowie czarną czapkę. Jest
dość niski i gruby. Jeśli więc
ktoś spotka podobnego osobnika, należy zachować ostrożność i zawiadomić policję.
Rzucił się na strażaków!
Lata 50-te w Kołobrzegu, to podobnie jak w całej Polsce masowa
fala histerii w obawie przed szpiegami i desantem wrogich przedstawicieli krajów zgniłego kapitalizmu.
Czujność przed agentami obcego
wywiadu była nie tyle mile widziana, ile wymuszana. I taką postawą
obywatelskiej czujności wykazał się
Szef Sztabu Jednostki Wojskowej
nr 2527 przy ulicy Artyleryjskiej. W
Kołobrzescy strażacy
doskonale wiedzą, że
choć swoją pracą ratują
zdrowie i życie ludzkie,
a także mienie, to zdarza
się, że znajdą się i tacy,
którzy sobie tego nie
życzą, a nawet potrafią
swój sprzeciw wyrazić
pięściami.
Pod koniec marca kołobrzeska Straż Pożarna
otrzymała informację o
pożarze w mieszkaniu w
bloku przy ulicy Unii Lubelskiej. Do akcji wysłano
wóz gaśniczy i podnośnik.
Samochody miały mały
problem z dojazdem na
miejsce w związku z popołudniowymi
korkami.
Gdy strażacy dojechali,
okazało się, że płonął garnek z obiadem.
Szybka orientacja w
sytuacji prowadzi strażaków na samą górę klatki
schodowej. Na klatce
czuć smród przypalonego
jedzenia. Strażacy pukają
do drzwi. Starsza kobieta
mówi, że u niej wszystko
jest w porządku. Zostaje
jeden lokal. Nikt nie otwiera. Dowódca decyduje
się na wyważenie drzwi.
W ostatniej chwili drzwi
otwiera kobieta. Z mieszkania bucha dym. Kobieta
nie jest zainteresowana
interwencją
strażaków.
Podobnie
wyglądający
na nietrzeźwego i lekko
zadymionego mężczyzna,
który zachowuje się agresywnie. Twierdzi, że strażacy chcą go okraść i stawia czynny opór. Dwóch
strażaków powstrzymuje
mężczyznę przez powrotem do mieszkania. Ten
jednak nie daje za wygraną i nie chce, aby strażacy
wchodzili do środka. Podczas akcji interweniowała
policja oraz ekipa pogotowia ratunkowego. Straty
w mieniu były nieznaczne.
Mężczyźnie udzielono pomocy medycznej w mieszkaniu, po uprzednim jego
przewietrzeniu.
przypływie błyskotliwej przenikliwości imperialistycznych zapędów
wrogów socjalizmu dostrzegł on,
jak pisze w swojej książce pt.
„Kiedy wszystko było pierwsze,
Kołobrzeg 1945-1959” dziennikarz
i fotoreporter Jerzy Patan, że jego
jednostka jest dekonspirowana
przez nazwę ulicy. A skoro tak, to
szef zaproponował nową nazwę
ulicy. Władze miasta i powiatu
zareagowały natychmiast. Podejrzenie uznano za zasadne i nazwę
ulicy przemianowano na Karola
Świerczewskiego. Nazwa ulicy Artyleryjskiej została przywrócona dopiero w latach 90-tych, zapewne w
przeczuciu, że już niedługo wojsko
z tej części miasta zostanie wyprowadzone. Historyczny dokument
dzięki uprzejmości Jerzego Patana
publikujemy w całości.
Ksiądz Tadeusz Wilk: Ta wystawa była mniej
drastyczna niż gra komputerowa 4-klasisty
W
ystawa antyaborcyjna wzbudziła
wiele protestów
środowisk lewicowych i
feministycznych, także w
Kołobrzegu, między innymi
za sprawą wizerunku Adolfa
Hitlera, ale także ze względu
na drastyczne fotografie,
które mógł obejrzeć każ-
dy, bez względu na wiek.
Umieszczenie zdjęcia Hitlera w katolickiej świątyni
spotkało się z największymi
emocjami. Tymczasem autorzy wystawy pytają wprost:
„Czy zabijanie jest sprawiedliwie?”, „Czy można wybierać pomiędzy prawem do
życia a zadaniem śmierci?”.
K
siądz prałat Tadeusz Wilk, proboszcz parafii przy
bazylice wyjaśnia: - Niektórzy zastanawiają się, po
co na tej wystawie jest zdjęcie Hitlera i niestety na te
tory kierują całą dyskusję o
wymowie tej wystawy, a nie
o to chodzi, co chcę z całą
stanowczością podkreślić.
Tu nie chodzi o szokowanie, nie chodzi o
bombardowanie obrazami
pełnymi krwi. Słyszeliśmy
cytowaną przez księdza
rekolekcjonistę instrukcję
gry komputerowej, którą
pożyczył do czwartoklasisty. To jest dopiero dramat,
że oswajamy się z zabijaniem w wersji „light”, czyli
po prostu na granicy świata wirtualnego i realnego.
Bo powiedzmy z punktu
widzenia ofiary – tego
maleństwa, które jest pod
sercem matki, a każdy z nas
tym maleństwem kiedyś
był. Jaka to byłaby dla nas
nowina, że nam zakomunikują: zabijemy cię lżejszą
metodą, bardziej humanitarną?
Każde życie jest święte,
więc obozy śmierci, śmierć
głodowa, Cyklon B, metody
Hitlera, strzał w tył głowy,
NKWD, czy ulubione metody SB – znamy je dokładnie z niedawnej historii
– upozorowane samobójstwo, wypadek drogowy,
worek z kamieniami i do
Wisły jak ksiądz Jerzy Popiełuszko.
Ktoś ginie bez wieści.
I są też metody, których
owoce mogliśmy zobaczyć
na tej wystawie. Jaka to jest
różnica z pozycji ofiary?
miasto kołobrzeg | 15
maj 2010 www.miastokolobrzeg.pl
Wąchali, ale się nie zaciągali
N
a terenie oczyszczalni w Korzyścienku odbyło się spotkanie z firmą produkującą maty redukujące
przykre zapachy. Niektórzy uważają, że
to idealny środek do likwidacji smrodu w
Radzikowie. Obok samego smrodu, który
jest powalający, powalająca jest cena mat:
ok. 200 tysięcy złotych. Nie brakowało
jednak chętnych, którzy chcieli sprawdzić
jak maty pachną. Szczególnie zainteresowany był radny Wiesław Parus, który jest
również zastępcą kierownika Ujęcia Wody
MWiK.
NIUCH NIUCH
Parus: MASZ GWIDON, SZTACHNIJ SIĘ!
Gwidon: TŁUMACZĘ CI, ŻE TO NIE DZIAŁA!
KOSMATE DOWCIPY ANTONIEGO
NAWET KOT OSTRZY SOBIE PIÓRO
P
isać każdy może, jeden
lepiej drugi gorzej. Parafrazując
popularne
powiedzenie, trzeba podkreślić,
że nawet TY możesz współpracować z nami! Widziałeś
ciekawe zdarzenie? Wiesz, że
dzieje się coś ważnego? A może
byłeś świadkiem nietypowej
sytuacji?
W Kołobrzegu chyba nie
ma osoby, która nie znałaby
wyjątkowego poczucia humoru Antoniego Szarmacha, który słynie z niezwykle zabawnych dowcipów.
– Już mi kiedyś mówili,
żebym tak nie szarżował z
tymi dowcipami - śmieje się
Antoni, dla którego śmiech
to zdrowie. Postanowiliśmy
zaprezentować
naszym
Czytelnikom receptę na
poprawę humoru.
N
ie zwlekaj, zadzwoń do
nas: 500-166-222. A
może masz ochotę pisać dla nas? Czekamy! Prawda
leży, tam gdzie leży i nieważne
jak piszesz, ale o czym piszesz.
Łap za pióro jak nasz redakcyjny kot! Nie daj się wyprzedzić
innym. Pisz: [email protected]
Wiosna zimno przyniosła Zakochani są wśród nas!
D
łuższe dni, więcej
słońca, trochę wyższe
temperatury
– jednym słowem wiosna.
To wszystko sprawia, że
chcemy coraz więcej czasu
spędzać na świeżym powietrzu. A nic na świeżym powietrzu nie smakuje lepiej,
niż miłość. Długie spacery
w parkach i nad morzem.
Przytulanie się na ławce.
Rozmowy nad rzeką. Taką
zakochaną parę zastaliśmy
przy kawiarni „Adabar”. To
Andżelika i Miłosz. Ona,
uczennica „Ekonoma”. On,
student kołobrzeskiego wydziału SWSPiZ. Są ze sobą
już od 1,5 roku i jest im
razem dobrze. Życzymy im
szczęścia i wytrwałości.
O
to po długiej i śnieżnej zimie w Kołobrzegu nastała kalendarzowa wiosna! Ekwinocjum, czyli
równonoc, sprowadziło w niedzielę 21 marca
wiosenne słońce i temperaturę 8 stopni w godzinach
popołudniowych. Przyroda budzi się do życia. I choć
gdzieniegdzie zalegały jeszcze zwały śniegu, to wszyscy liczyliśmy, że jednak będzie ciepło. Ale w marcu jak
w garncu, a kwiecień – plecień, bo przeplata, trochę
zimy trochę lata. Bardzo szybko temperatury w nocy i w
dzień oscylowały wokół 2 czy 1 stopnia Celsjusza. Na
cieplejsze dni będzie można liczyć dopiero w maju.
O tym, że idzie wiosna, doskonale wiedzą rośliny, które
swoje pierwsze kwiaty wystawiają w kierunku słońca.
Na podwórkach coraz śmielej odzywają się koty marcujące się w tym roku z opóźnieniem. Tylko uczniowie
zastanawiali się jak uczynić zadość tradycji dnia wagarowicza, który w tym roku wypadł w weekend...
Poezja
Justyny Dąbrowskiej
***
miasto
kołobrzeg
miastokolobrzeg.pl
Redaktor koordynator:
Robert Dziemba
Fotografie: Przemysław Gryń
Skład i szata graficzna:
Sławek Chałupniczak
Wydawca: Amberpress,
ul. Zapleczna 9B/6, Kołobrzeg.
Redakcja
miastokolobrzeg.pl,
ul. Zapleczna 9B/6,
78-100 Kołobrzeg, tel. 500-166-222,
e-mail: [email protected]
REKLAMY i OGŁOSZENIA
całą dobę: 500-166-222,
[email protected]
Nakład 5000 egzemplarzy.
Druk: Media Regionalne, Koszalin.
Parus: NIUCH NIUCH
Gwidon: ZACIĄGAĆ SIĘ PRZEZ WOREK? HM...
czas obiecał się
cofnąć
Skutą lodem ziemię
otworzono siłą
Ułożyć od nowa
rozebrane domy
Czas nie cofnął zdarzeń
nie przywrócił życia
Przywrócić nadzieje
gdy brakło jej ludziom
zatoczył się kołem
wykiełkował wiosną
Zamarznięte ciała
ułożono w stosy
Czerwony Kapturek jedzie rowerkiem do babci. Lekarstewka, żarełko tudzież czerwone winiuszko, które babcia
bardzo lubiła. Z jaskini wyskoczył wilk i mówi:
- Nikt mi nie będzie tutaj wersji bajki zmieniał!
Przewrócił Czerwonego Kapturka i połamał mu rowerek. Na to wyskoczył niedźwiedź i mówi:
- Wilku! Napraw ten rowerek!
Wilk bojąc się niedźwiedzia pospawał rowerek i Czerwony Kapturek ze świeżo pospawanym rowerkiem pojechał
drożyną leśną do babci zawieść jej żarełko, lekarstewka
tudzież czerwone winiuszko. Następnego dnia historia się
powtórzyła. Trzeciego dnia, po raz kolejny wilk musiał pospawać rowerek Czerwonego Kapturka. Wreszcie wilk się
wkurzył i obiecał sobie, że chociaż koniec bajki będzie taki
sam.
Kolejnego dnia, Czerwony Kapturek trzykrotnie pospawanym rowerkiem jechał ścieżyną leśną do babci, żeby jej
zawieść lekarstewka, żarełko tudzież ulubione winiuszko.
Wilk poprzez gęstwiny pobiegł do domku babci. Zjadł
babcię i czeka. Czerwony Kapturek na trzykrotnie pospawanym rowerku dojechał do chateńki babci. Postawiła
rowerek, zamknęła na zamykadełko, żeby rowerka nikt
nie ukradł. Wyjęła lekarstewko, żarełko tudzież ulubione
winiuszko babci. Weszła do pokoju i mówi:
- Babciu! Co masz takie wielkie uszy!?
- Żeby cię lepiej słyszeć moja wnusiu.
- Babciu! A co masz takie czerwone oczy!?
- Od spawania! Od spawania!
Bobrowi na ratunek!
Nie wiadomo, skąd
się wziął. Zabłądził na
kołobrzeskiej plaży.
Tam znaleźli go ludzie
i postanowili mu pomóc, bo chciał wejść
do wody morskiej.
Zwierzę
wydawało
się
zdezorientowane.
Towarzystwo ludzi wyraźnie mu nie odpowiadało. Bóbr został złapany i trafił do klatki. Ale na
krótko, gdyż przewieziono do Ekoparku, gdzie
został wypuszczony na
wolność.
16 | miasto kołobrzeg
www.miastokolobrzeg.pl maj 2010
KOTWICA DALEJ GRA
W EKSTRAKLASIE
27 marca 2010 roku to
ważna data w historii Czarodziejów z Wydm. Mecz z
Polonią 2011 to było starcie o ekstraklasę. Emocje
udzieliły się zawodnikom
obu drużyn, zwłaszcza na
początku meczu. Nie inaczej było na koniec, gdy
potrzebna była dogrywka.
Mecz przegraliśmy, w ekstraklasie zostajemy.
W I kwarcie kołobrzeżanie
walczyli dzielnie i między
innymi dzięki fantastycznym akcjom Darrella Harrisa pod koszem Polonii ta
część meczu należała do
nas. W II kwarcie było już
gorzej, nasz atak osłabł a
obrona się rozcieńczyła.
Po przerwie, gospodarze wyszli rozprawić
się z przeciwnikami.
Bardzo dobra gra
Smitha i Harrisa pozwalała optymistycznie patrzeć na wynik
meczu.
Podobnie
było na początku IV
kwarty, ale potem
bywało różnie. Na szczęście Czarodzieje wypracowali niewielkie prowadzenie,
które udało się utrzymać
niemal do końca. Przy wyni-
CZYNNY OD
18-23
ku 73:70 i radości kibiców z
2 pudeł Łukasza Wichniarza
z linii rzutów osobistych,
czar prysł niczym bańka
mydlana. Minimalnie przed
końcem meczu Leszek Karwowski trafił za 3 i doprowadził do dogrywki.
Przy ogólnym szoku na
Hali Milenium zarządzono
dodatkowe 5 minut gry. Było
bardzo nerwowo i niespokojnie. Ostatecznie przegraliśmy 1 punktem, ale dla Ko-
twicy taki wynik meczu jest
korzystny. Pierwszy mecz z
Polonią w Warszawie wygraliśmy i to my skorzystaliśmy na sobotnim spotkaniu
w Kołobrzegu.
W konsekwencji pozostajemy w ekstraklasie, bo Polonia 2011 wobec gorszych
wyników z poprzednich
spotkań nie jest już w stanie
zgromadzić wystarczającej
liczby punktów, żeby nas
przegonić w tabeli.
TELEFON KIBICE MAJĄ PATRONA
INTERWENCYJNY
!
500-166-222
DLA STADIONU
K
ołobrzescy kibice zrzeszeni
w stowarzyszeniu „Nasza
Kotwica” wnieśli do prezydenta miasta o nadanie przez Radę
Miasta nowobudowanemu stadionowi piłkarskiemu imienia zmarłego
tragicznie Sebastianowi Karpiniukowi.
W piśmie kibice argumentują, że „Poseł Karpiniuk walnie przyczynił się do powstania stadionu, zawsze oddany był sprawom sportowym,
wspierał nas i sport w naszym mieście”.
W Kołobrzegu nie brakuje jednak głosów przeciwnych. Nagłośnienie propozycji kibiców w
okresie żałoby, choć spotkało się z krytyką, to
jednak w tym okresie nikt pod nazwiskiem
nie chciał komentować sprawy. – Jest żałoba narodowa, zaczekajmy jeszcze z tymi
tematami – słyszymy od polityków.
Prezes stowarzyszenia „Nasza Kotwica” Grzegorz Fałęcki pozostaje
jednak nieugięty. – Sebastian Karpiniuk jest człowiekiem zasłużonym
dla kołobrzeskiego sportu. Był
wielkim przyjacielem kibiców,
ale przede wszystkim był kibicem,
bardzo zaangażowanym w sprawy
Kotwicy. Chcemy mu w ten sposób
podziękować.
Download

O 8:56 WSZYSTKO SIĘ ZMIENIŁO