Czy marketing jest z natury zły, czy dobry? Rozmowa z Jackiem Kotarbińskim • 23
e-profit
wszystko o e-biznesie
Numer 06/2013
Mały może więcej
Jak podejmować strategiczne decyzje
w firmie małej i dużej
Północ kontratakuje
Wywiad z Małgorzatą Jasnoch CEO Inkubatora STARTER
w Gdańsku
• Sąd nad marketingiem
• Wideomarketing wyróżni Cię z tłumu
• My tu sobie pitu, pitu, a biznes się kręci
4.. 3.. 2.. 1.. Startujemy!
N
azywam się Agnieszka Meller i zacznę nietypowo. Obiecuję, że tylko ten jeden raz
będzie wbrew sztuce. Zamiast o artykułach szczególnie wartych przeczytania,
w tym numerze wstępniak będzie o szaleńcach, którzy na propozycję InQbe
bez zastanowienia odpowiedzieli: „jasne, czemu nie”. A także o tym, co
z e-PROFITEM będzie się działo, gdy swoją politykę wprowadzi nowy Wydawca.
Ci szaleńcy to Starter, Inkubator z Gdańska. Śmiemy myśleć o sobie jako o zespole ludzi
pełnych pasji i energii, którą nieustannie pożytkujemy w trzech szeroko zakrojonych
wymiarach – przestrzeni, wiedzy i networkingu. Przestrzeń nie wymaga wyjaśnień,
szczególnie gdy dodam, że co prawda Starter to społeczność, ale i nowoczesnego budynku
w biznesowym centrum Trójmiasta nie możemy się powstydzić. Wiedza to formaty, które
mają dostarczać i odprowadzać od tej społeczności nowe idee. Networking to z kolei
ciągłe sieciowanie ludzi, z nastawieniem, że bycie kolekcjonerem wizytówek to za mało,
ważniejsze jest budowanie trwałych relacji.
Jak na prawie dwulatka przystało, nieźle stoimy już na własnych nogach, mówimy coraz
więcej i bardziej na temat. Chętnie też testujemy się w nowych wyzwaniach, dlatego
wciąż nie zmieniamy zdania co do tego, że damy radę poprowadzić e-PROFIT. Będziecie
nas mogli sprawdzać co miesiąc.
Opieramy wszystko, co robimy na swoich wartościach, z których najważniejszymi są
elastyczność i szybkość działania przy zachowaniu maksymalnej jakości. Aspirujemy do
tego, by to o Trójmieście mówiono polska stolica startupów. Wiemy, że tak, jak śpiewało
Akurat: „droga długa jest, nie wiadomo czy ma kres”. Tymczasem się nie poddajemy.
Bo czujemy, że mamy TEN drive, bez którego można by pomyśleć, że porywamy się
z motyką na słońce. Wydaje się nam, że to właśnie w tym szaleństwie jest metoda.
e-PROFIT w wersji Starterowej na pewno nie będzie o Gdańsku jedynie, choć Starter jest
z Gdańska i tego zmieniać nie zamierzamy. Nadal będzie zdecydowanie ogólnopolsko,
a nawet postaramy się, żeby było bardzo międzynarodowo. Tematycznie również nic
się nie zmieni. Nadal będzie profesjonalnie, między innymi o trendach w biznesie,
o rozwiązaniach, które mogą katalizować ważne zmiany gospodarcze, sukcesach
polskiego rynku, ale też o jego porażkach i niezbędnych zmianach. Postaramy się
nieustannie szukać ludzi i idei, które mogą Was inspirować, ale też chętnie skorzystamy
z Waszych sugestii, o czym chcielibyście czytać w kolejnych numerach. Chcemy magazynu,
na który czytelnik będzie czekał z niecierpliwością i który przeczyta od deski do deski.
Wierzymy, że się uda.
Pierwszy numer Starterowego e-PROFITU oddaję właśnie w Wasze ręce. Miłej lektury!
Agnieszka Meller
Redaktor naczelna
2
e-profit
e-profit
Numer
06/2013
Goooooool!
czyli party
urodzinowe
STARTERA
w tym numerze
2 4.. 3.. 2.. 1.. Startujemy!
Felieton
4 Czy można porównać Apple do startupów?
5 Gówno warty taki gówniarz!
Foto: archiwum własne
Redakcja
Agnieszka Meller
Redaktor naczelna
e-mail [email protected]
Wydawca
Inkubator STARTER
Gdańska Fundacja Przedsiębiorczości
ul. Lęborska 3b
80-386 Gdańsk
NIP: 583-290-74-40
e-mail [email protected]
tel. 58 731 65 65
www.inkubatorstarter.pl


✎
Facebook.com/inkubatorstarter
Z naszej perspektywy
7 Mały może więcej
9 Inkubatory, co to za twory?
10
13
14
17
Rynkowe trendy
Zostań reżyserem
Wenusjanki – spotkania kobiet aktywnych
My tu sobie pitu, pitu a biznes się kręci
Wideomarketing wyróżni Cię z tłumu
Twitter.com/inkubatorstart
Blog.inkubatorstarter.pl
Jak dojechać?

Wydarzenia
6 Diament Private Equity 2013
6 Inno-Tech Expo
Google Maps
http://goo.gl/maps/PfwPO
Wywiad numeru
20 Północ kontratakuje
Warto wiedzieć
23 Sąd nad marketingiem
Bez krawata
26 Spartakus i ubezpieczenia
Masz ciekawy temat? Pisz!
!
e
i
b
e
i
C
a
n
a
.pl
k
r
e
e
t
z
r
a
c
t
s
e
r
o
c
t
s
a
j
b
e
u
i
k
To [email protected]
e-profit
3
Felieton
Czy można porównać Apple
do startupów?
Sylwester Kozak
Za nami prezentacja kolejnych produktów Apple. Oczywiście,
opinie co do zmian są podzielone – jedno jest jednak pewne:
Apple widzi, jak zmienia się rynek. Nie tylko tworzy ten rynek,
lecz także potrafi się dostosować. Już wcześniejsze aktualizacje
iOS wskazywały, że Apple – pewnie niechętnie – ale zauważa
działania konkurencji i dostosowuje swoje rozwiązania do
zmieniającego się otoczenia.
Wiele osób może zapytać, jaki z tym związek mają startupy?
Jaki jest sens porównywania giganta z firmą, która dopiera
zaczyna działać na rynku? Ma sporo wspólnego – firmy powinny
słuchać swoich klientów. Nawet te największe. I musimy to brać
pod uwagę, projektując nasze startupy. Projekt nie cieszy się
dużym zainteresowaniem? Zmieńmy go, zobaczmy, co oferuje
konkurencja. Zapytajmy wręcz potencjalnych klientów, jakie są
ich oczekiwania.
Mało tego – nasz produkt powinien ciągle się zmieniać.
Oczywiście start jest najważniejszy, jednak musimy pamiętać
o tym, że projekty internetowe mają bardzo krótki cykl życia
i powinniśmy reagować w odpowiednim momencie, jeśli
chcemy, żeby projekt przetrwał.
Tak więc – zmieniajmy się!
Foto: Wygląd iOS7, wywołał zarówno zachwyt, jak i konsternację, nawet u najbardziej zagorzałych wielbicieli tej marki
4
e-profit
Źródło: Apple Inc
Felieton
Gówno warty
taki gówniarz!
Paweł Lipiec
Nastoletni milionerzy z dobrze działającym
biznesem. Nastolatki obracające milionami,
najlepiej dolarów. Młodzi chłopcy, którzy
odnieśli sukces i mają kasy jak lodu. Takie
obrazki od pewnego czasu serwują nam
rozmaite media. Zanim jednak uwierzysz
w mit nastoletniego milionera, warto się
chwilę zastanowić.
Po pierwsze nad prawdopodobieństwem
Jeśli człowiek mający lat naście obraca grubymi milionami, to
kiedy je zarobił? Nie ma możliwości, aby nastolatek miał taką
wiedzę biznesową i czysto życiową potrzebną do prowadzenia
dobrze prosperującej firmy. To jest zwyczajnie nierealne. Nawet
stworzone przez młodych ludzi Google czy Facebook odnosiły
sukcesy, kiedy ich twórcy mieli już parę lat więcej, a i wiedza
doradców zewnętrznych jest tu trudna do przecenienia. Jeśli
ktoś twierdzi, że nastolatek sam zbudował biznes wart miliony
– niech tam, nawet i złotych – to znaczy, że ma poważne
zaburzenia, jeśli chodzi o kontakt z rzeczywistością.
Po trzecie nad matematyką
Jeśli ktoś Wam mówi, że pracuje na niego 800 osób i miesięcznie
robią 50 tys. zł obrotu, to może warto wykonać proste dzielenie?
50 000 / 800 = 62,5. Czyli każdy z tych ludzi robi miesięcznie obrót
(sic!) na poziomie 65 zł?! Gdzie jest sukces?! Dajemy się mamić
magii liczb. Wysokie wskaźniki robią wrażenie. Aby jednak zejść
na Ziemię i zrozumieć, co one tak naprawdę znaczą, należy się
zastanowić, co one oznaczają.
Duża liczba „pracowników” takiego człowieka oznacza jedynie
tyle, że system jest nieefektywny, ludziom się nie chce lub
z innych przyczyn są nieefektywni. Bo jak inaczej wytłumaczyć
tak mizerny obrót w skali miesiąca na jednego człowieka?
Wysokie obroty to nie to samo, co wysokie zyski. Wysokie obroty
oznaczają jedynie, że drogo kupiłem. To, co ważne, to przychody,
a w szczególności zyski!
Rachunek sumienia
Zanim zachwycisz się kolejnym młodym, zaradnym milionerem
dobrze się zastanów, ile prawdy jest w tej historii, a co jest
wyssaną z palca bajką. Długoterminowe zyski i długoterminowe
sukcesy są w realnych biznesach, gdzie istnieje realna potrzeba.
Po drugie nad branżą
Już słyszę te głosy mówiące, że w tej akurat specyficznej branży
to jest możliwe, da się. Otóż czas spojrzeć prawdzie w oczy: nie
ma takiej branży. Ostatnio hitem sieci stały się wygłupy pewnego
młodzieńca, który ponoć para się MLM.
Im dłużej się jednak przyglądamy temu przypadkowi, tym
większe zdziwienie budzi w nas, jak człowiek tak majętny może
być tak kompletnie nieobyty, mieć takie problemy z składaniem
zdań oraz… tak bardzo psuć wizerunek branży MLM.
Zapewne większość z Czytelników nie jest w stanie powiedzieć
jednego pozytywnego zdania o MLM. Wcale się nie dziwię.
Pozytywnych przykładów tej branży jest jak na lekarstwo
(ale są), takich zaś oszołomów psujących wizerunek na pęczki.
© Piotr Marcinski - Fotolia.com
e-profit
5
Wydarzenia
Diament Private Equity 2013
dla PineBrigde i Grupy Integer.pl
Informacja prasowa
Fundusz PineBridge oraz Grupa Integer.pl zdobyły Diament
Private Equity 2013, w kategorii Transakcja Roku 2012.
To prestiżowe wyróżnienie zostało przyznane za utworzenie
w kwietniu 2012 roku spółki joint-venture easyPack. Celem
nowo powołanej firmy jest rozwój sieci Paczkomatów w Europie
oraz krajach Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP). Do końca
2016 roku easyPack będzie dysponować siecią nawet do 16 tys.
maszyn.
Paczkomaty InPost to bez wątpienia jedna z najbardziej
perspektywicznych polskich marek eksportowych. Już teraz –
w zaledwie 4 lata od wdrożenia na polskim rynku – jesteśmy
drugą co do wielkości na świecie siecią logistyczną umożliwiającą
całodobowe nadawanie oraz odbieranie przesyłek. We
współpracy z PineBridge Investments realizujemy nasz
odważny, biznesowy plan – pokrycia siecią 16 tys. Paczkomatów
12 krajów Europy i Wspólnoty Niepodległych Państw. Umowa
z PineBridge pozwoli nam dalej umacniać pozycję i da
perspektywy dynamicznego wzrostu, jaki upatrujemy w tym
sektorze. Cieszymy się niezmiernie, że powołanie spółki joint
venture easyPack zasłużyło na miano Diamentu Private Equity
2013, w kategorii Transakcja Roku 2012 – mówi Rafał Brzoska,
prezes Integer.pl.
Inno-Tech Expo
Informacja prasowa
Trwają zapisy do udziału w nowym wydarzeniu na mapie polskich
spotkań dla branży technologicznej – Inno-Tech Expo.
Targi odbędą się 17–19 października tego roku w Targach Kielce
i mają na celu promocję technologii krajowych i zagranicznych.
Zakładają prezentację nowych rozwiązań, które usprawniają
działanie przedsiębiorstw, ale przede wszystkim zmieniają świat.
Skierowane są także do instytucji otoczenia biznesu, politechnik
oraz wszystkich zainteresowanych podejmowanymi tematami.
Obszary tematyczne, które będą podejmowane w trakcie
wydarzenia, to między innymi: cloud computing, mobile i sprzęt
mobilny, e-learning, e-commerce, rozszerzona rzeczywistość,
bioinżynieria, holografia, grafen, business intelligence czy
mapping.
Inno-Tech Expo adresowane jest dla firm technologicznych, które
chcą nawiązać współpracę z innymi przedsiębiorstwami, pragną
dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem, aktywnie tworzą
branżę w kraju i na świecie.
W trakcie wydarzenia przygotowany zostanie specjalny panel
i przestrzeń dla startupów, które rozwijają swoje produkty i szukają
nowych kontaktów biznesowych, klientów oraz chcą promować
dotychczasowe osiągnięcia. Jednak przede wszystkim do tych,
które szukają inwestora. Do udziału w Inno-Tech Expo zapraszamy
6
e-profit
inwestorów chcących zainwestować w rozwijające się projekty.
W tym celu każdy startup, który zdecyduje się wziąć udział
w wydarzeniu, otrzyma ankietę. Zaprezentuje w niej swój projekt,
stadium zaawansowania oraz przedstawi kwotę wsparcia, jaka
go interesuje. Z kolei inwestorzy zostaną poproszeni o określenie
rodzaju startupu którego poszukują, i kwotę, jaką mogliby
zainwestować.
Na podstawie przesłanych materiałów będziemy sieciować
wszystkich zainteresowanych. Wydarzenie skierowane jest także
do wszystkich parków i inkubatorów technologicznych, które
oferują przestrzeń dla technologii. Z pewnością goszczą one
w swoich murach już ciekawe projekty, tutaj będą mogli znaleźć
kolejnych lokatorów swoich powierzchni.
Nie ma nauki bez technologii, dlatego też Inno-Tech Expo
adresowane jest do uczelni technicznych i politechnik. Chcemy
pokazać to, nad czym pracują studenci i kadra akademicka.
Wydobyć na światło dzienne projekty, które realizuje polska
nauka i połączyć to z biznesem. Całość uzupełniona będzie
o pokazy, warsztaty i wykłady.
Informacje dostępne są na: www.innotech.targikielce.pl.
Organizatorami wydarzenia jest firma Com Creation, Targi Kielce
oraz Świętokrzyskie Centrum Innowacji i Transferu Technologii
w Kielcach.
Z naszej perspektywy
Mały
może więcej
© Antrey - Fotolia.com
Marek Dornowski
Wyobraźcie sobie, że prowadzicie firmę ogrodniczą
zlokalizowaną w Gdyni. Zajmujecie się urządzaniem
ogrodów, ich projektowaniem i dbaniem o zieleń.
Któregoś pięknego poranka dzwoni Wasz telefon...
e-profit
7
Z naszej perspektywy
Odbieracie, a Pan w słuchawce przedstawia
się Wam jako redaktor ogólnopolskiego
magazynu „Jak pięknie urządzić ogród” (mam
nadzieję, że takiego tytułu nie ma, a jeśli jest,
to najmocniej przepraszam za przywołanie na
potrzeby tego tekstu). Ten sympatyczny Pan
mówi, że do kolejnego numeru przygotowuje
raport na temat rynku firm ogrodniczych
w Trójmieście i jednym z jego elementów
będzie zbiorcza tabela firm, które oferują tego
typu usługi. Tabela ma mieć charakter czysto
informacyjny, a więc nie ma tam miejsca na
telefony, adresy e-mailowe czy strony WWW.
W zamiarach twórców magazynu, mają być podane nazwy
firm, obszar działania i wymienione usługi. Można również
podać ceny poszczególnych usług, aczkolwiek nie jest to
obligatoryjne. Wpis do tabeli jest całkowicie darmowy, a raport
dystrybuowany będzie między innymi do X tysięcy adresów
e-mailowych zarejestrowanych na stronie WWW magazynu.
Mówiąc wprost, informacja trafi bezpośrednio do osób
posiadających ogrody lub interesujących się tematyką ogrodową.
I teraz pytanie: co robicie?
a) udzielacie informacji;
b) stwierdzacie, że skoro jest magazyn o ogrodnictwie, to znak,
że firm tym zajmujących się jest dużo, więc lepiej zawczasu
wycofać się z rynku i zamknąć działalność;
c) prosicie o czas na zastanowienie, bo nie jesteście pewni
ryzyka związanego z tym, że ktoś Wam nieznany, dowie się
o Waszym funkcjonowaniu.
Myślicie, że robię sobie żarty, bo jedyną logiczną odpowiedzią
jest „a”? Otóż nie, moi drodzy. Świat nie jest aż tak
oczywisty i piękny. W praktyce okazało się, że są firmy, które
odpowiedziałyby „c”. Na jakiej podstawie tak twierdzę?
Bo z podobną sytuacją osobiście się zetknąłem. Nie była to
wszakże branża ogrodnicza i chodziło o zupełnie inny magazyn.
Ale autentyczna historia była taka, że potrzebowałem danych do
informacji zbiorczej (przygotowywanej właśnie w formie tabeli),
które de facto znajdowały się na stronie internetowej firmy X.
Chcąc jednak mieć rzetelne informacje pochodzące bezpośrednio
ze źródła, postanowiłem przygotować schemat takiej tabeli
niezawierającej żadnych – ale to żadnych – informacji, które
w tym samym czasie nie wyświetlałyby się w formie reklamy
na stronie firmy X. Zadzwoniłem, by upewnić się, że te dane
są aktualne oraz poprosiłem o odesłanie z adresu firmowego
uzupełnionej tabelki.
Początkowo wszystko przebiegało świetnie. Odnalazłem na
stronie firmy X kontakt do działu marketingu. No, skoro mają
8
e-profit
cały dział, to potwierdzenie, że faktycznie istnieją i oferują to,
co oferują, powinno być zwykłą formalnością. Powinno, ale nie
było. Najpierw nie mogłem dodzwonić się do działu marketingu.
No cóż, marketing rządzi się swoimi prawami i niekoniecznie
musi czekać na telefon od dziennikarza zadającego tak
oczywiste pytania jak to, czy to mleczarnia, czy Wy tu naprawdę
produkujecie mleko? Trzeba zrozumieć. Skontaktowałem się
więc z sekretariatem. W końcu gdzie jak gdzie, ale tam od ręki
powinienem uzyskać odpowiedź.
Mocne było moje zdziwienie, gdy Pani sekretarka odpowiedziała
mi, że nie wie, czy może udzielić takich informacji, a na uwagę,
że widnieją na ich stronie, a ja jedynie chciałbym potwierdzić
aktualność, zostałem odesłany do działu marketingu. Tego
dnia nie dowiedziałem się niczego. Po wielu nieudanych
próbach (może po prostu miałem pecha) dodzwoniłem się
do działu marketingu. Tam powiedziano mi jednak, że Pani
Basia (imię zmyślone), która zajmuje się tego typu sprawami,
jest na zwolnieniu, ale Pani Krysia (również przepraszam
wszystkie Krystyny za wybranie tego pięknego imienia do mojej
niechlubnej historyjki) powiedziała, że „temat” przekaże
i zobaczymy, jaka będzie decyzja. No cóż, zrobiło się ciekawie.
Po kilku dniach udało mi się dotrzeć do Pani Basi, która
faktycznie potwierdziła, że temat do niej dotarł, ale decyzję
„w tej sprawie” musi podjąć Pani wiceprezes (sic!), a plan
zarządu jest mocno napięty i muszę poczekać w kolejce. Tego
było już za wiele. Jeszcze raz łopatologicznie wytłumaczyłem
Pani, że nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego informację,
która wisi na ich głównej stronie, musi potwierdzać mi Pani
prezes, i gdy zostałem poproszony, aby „w takim razie jeszcze
raz podesłać wspomnianą tabelkę” wysłałem e-maila, którego
w treści wpisałem: „Mocno liczę, że znajdzie Pani 3 minuty,
by udzielić mi oficjalnie tych informacji, zwłaszcza, że historia
moich kontaktów z Państwem zainspirowała mnie do napisania
artykułu o procesach podejmowania decyzji w małych i dużych
firmach. Z niecierpliwością czekam na jego puentę”:)
W końcu otrzymałem odpowiedź. Siła nacisku? Siła mediów?
Może i tak, ale wydaje mi się, że to dość typowy objaw syndromu
braku decyzyjności funkcjonujący w większych organizacjach.
Mogą sobie one pozwolić na zbudowanie struktury, w której
odpowiedzialność za błędne decyzje się rozmywa, bo chociaż
pomysł wymyślił kierownik produktu, to jednak dyrektor
marketingu to przyjął, a wiceprezes ds. mało istotnych włączył
do korespondencji dyrektora finansowego i właściwie wszyscy
wiedzieli, a skoro nikt się nie sprzeciwiał, to znaczy pomysł
musiał być dobry.
W startupach takiego komfortu nie ma. Tam trudno biegać
z pustą taczką, krzycząc dookoła, że nie ma czasu jej załadować.
Jaka z tego puenta? To, że jesteś mały wcale nie musi oznaczać,
że możesz mniej. Przeciwnie. Szybciej podejmując decyzję,
masz szansę, być pierwszy na mecie. To właśnie szybkość
podejmowania decyzji jest naturalną bronią (choć jednocześnie
sama w sobie naturalnym zagrożeniem) dla małych firm
i startupów.
Z naszej perspektywy
Inkubatory, co to za twory?
Katarzyna Makosa
W psychologii jest to termin odnoszący się do procesów myślowych,
nieświadomości i podświadomego rozwiązywania problemów. Inne
znaczenia tego słowa łączą się naturalnie z powstawaniem, ochroną,
troską, wsparciem, rozwojem, początkiem…
A zatem: INKUBACJA
Czym dla świata biznesu, zwłaszcza młodego,
są inkubatory? Czy po latach funkcjonowania,
w różnych odmianach, państwach i na różnych zasadach
udowodniły już, że są „po coś”? My, działając na co dzień
w inkubatorowej rzeczywistości, wiemy już, że wspieranie
młodych przedsiębiorców poprzez niesztampowe
podejście do biznesu owszem, „zaburza” rynek – ale
wyłącznie w pozytywny sposób. Jest taniej – i przede
wszystkim łatwiej. W bilansie końcowym natomiast jest
po prostu lepiej. Dlatego tak ważny jest prawdziwy obraz
inkubatorów i zwrócenie uwagi opinii publicznej (a ma ona
siłę niepojętą) na korzyści, jakie młody biznes ma w zasięgu
ręki. „Inkubacja to zaburzenie rynkowe z pozytywnym
wydźwiękiem” – brzmi jak tytuł poważnej rozprawy!
Im szerzej pojmujemy definicję inkubacji, tym lepiej dla
samego zjawiska. W inkubatorach przedsiębiorczości
startupy otrzymują wsparcie na poziomie
biznesu – inwestycyjne czy marketingowe, ale
mogą również skorzystać ze wsparcia natury
„społecznościowej” czy społecznej. A więc są to
elementy uzupełniające się wzajemnie: miejsce,
czas i ludzie. Nie tylko prestiż lokalizacji, atrakcyjna
przestrzeń (biura lub biurka) dostosowana do
wymagań, lecz także elastyczne metody współpracy,
dostęp do wiedzy, doświadczenia innych i mniej
oficjalny acz skuteczny networking…
I dopiero tak postrzegana inkubacja
daje pełny obraz: to proces składający
się z mniej lub bardziej namacalnych
elementów.
Troszczmy się, wspierajmy rozwój,
chrońmy. Na zasadach zdrowej
konkurencji, której mówimy
zdecydowane: TAK.
© olly - Fotolia.com
e-profit
9
Rynkowe trendy
Czy pomysł na now y star tup technologiczny musi być bardzo
kosztowny i skomplikowany? Okazuje się, że niekoniecznie.
Szerokie spektrum możliwości, jakie oferują dziś nowe
technologie, daje szansę znalezienia swojej niszy praktycznie
każdemu, kto pasjonuje się ich rozwojem. Wystarczy pomysł
i odrobina wiedzy – przekonuje Karolina Kłujszo współautorka
projektu Clipsee, który całkiem niedawno zebrał bardzo
pochlebne recenzje na Star tup Contest w Gdańsku.
wideo to nie sam filtr.
10
e-profit
© iko - Fotolia.com
Zostań reżyserem
Rynkowe trendy
Zadajemy sobie często pytanie, skąd się biorą startupowcy?
Czy to wyłącznie zakręceni na punkcie IT studenci i absolwenci
studiów technicznych, którzy dzień po dniu „robią internety”?
Ty jesteś zaprzeczeniem tej tezy. Masz już kilka lat doświadczenia
w e-biznesie. Na co dzień pracujesz w dużej firmie IT,
skąd pomysł, by dodatkowo zaangażować się we własny
projekt?
Gdzie widzicie punkty monetyzacji, jaki model biznesowy
przewidujecie?
Nie jest to mój pierwszy projekt, jeżeli nie Clipsee, pewnie byłby
to coś innego. Takie projekty to nie tylko próba tworzenia swojego
własnego produktu/usługi, ale przede wszystkim, a tak właśnie
było z Clipsee, potrzeba zdobycia wiedzy i doświadczenia. Nasza
branża bardzo szybko się rozwija, jeżeli chcesz jej dorównać
musisz równie szybko się uczyć.
Posiadając taką wiedzę, możemy tworzyć dodatkowe
funkcjonalności i dystrybuować je w wersji freemium.
Podstawowa wersja, używana obecnie, pozostanie za darmo.
Jeżeli jednak ktoś zechce skorzystać z dodatkowych opcji, będzie
mógł to wykupić w aplikacji.
Spróbujmy w kilku słowach przybliżyć, na czym polega jego
idea?
Clipsee to aplikacja mobilna, która pozwoli Ci nagrywać serię
bardzo krótkich (max. 3 sek.) ujęć i połączy je w jednominutowe
wideo. Siła Clipsee leży w strukturze wideo. Do tej pory
deweloperzy, wzorując się na Instagramie, wykorzystywali filtry
w celu uzyskania lepszego efektu. Jednak filtr nie wystarczy.
Wideo jest dużo bardziej wymagającym i trudniejszym medium
niż zdjęcie, więc trzeba użyć zupełnie innych technik. To, co
nadaje wideo dynamiki, to struktura. Bardzo szybko zmieniające
się sceny w połączeniu z muzyką i filtrem pozwalają stworzyć
dynamiczne, nie nudne wideo.
Clipsee jest w Google Play od 19 kwietnia. Od tego czasu do
23 maja aplikacja została ściągnięta 9163 razy. Otrzymaliśmy
ponad 100 e-maili z opiniami od naszych użytkowników, stąd też
wiemy, co jest dla nich istotne oraz czego potrzebują.
Czy tego typu narzędzia gdzieś już funkcjonują, czy jest to
absolutnie nowatorski koncept?
Jest sporo aplikacji wideo i ostatnio coraz więcej ich przybywa.
Wielu developerów zauważyło, jak zaniedbany był do tej pory
mobile wideo i zaczyna wchodzić w ten temat. Nie znaleźliśmy
aplikacji, która daje identyczne możliwości jak Clipsee. Jest
sporo podobnych, służą one jednak do innych celów. Możemy
omówić Vine, gdyż Clipsee często jest właśnie do tej aplikacji.
Twórcy Vine zauważyli to samo co my – dobre wideo to nie sam filtr.
To, co łączy obie aplikacje, to struktura, jednak poza tym, służą
do nieco innych celów. Vine jest to narzędzie do tworzenia
wideopostów. Clipsee służy do tworzenia wideo, które opowiada
historię. Clipsee tworzy 60-sekundowe wideo (Vine – 6 sekund).
W ciągu 6 sekund nie da rady opowiedzieć historii urlopu
w górach.
Wierzysz, że Polacy dojrzeli do tego, by płacić za tego rodzaju
„zabawki techniczne”?
Nigdy nie myśleliśmy o tym produkcie w kontekście dystrybucji
jedynie w granicach naszego kraju, wręcz przeciwnie. Polska
jest daleko na liście państw z największą liczbą ściągnięć naszej
aplikacji.
Foto: Aplikacja wyróżnia się bardzo przejrzystym interfejsem
e-profit
11
Rynkowe trendy
Wasz projekt należy do tej grupy potencjalnych inwestycji, które
mają jedną główną niewiadomą. Być może tę najważniejszą.
Jak na Was zareaguje rynek? Jeśli temat się przyjmie,
to potencjał macie ogromny, z drugiej strony konkurencja nie
śpi…
Tak, jesteśmy ryzykownym projektem z ogromnym potencjałem:)
Potencjał ten wynika między innymi z tego, iż do tej pory ciągle
jeszcze – pomimo iż konsumpcja wideo z roku na rok rośnie –
nie doczekaliśmy się aplikacji, która spopularyzuje tworzenie
wideo. (Nie wspominam tu o Viddy oraz Socialcam, gdyż te –
pomimo iż okrzyknięte Instagramem wideo – ostatnio
zaliczają coraz większy spadek zainteresowania).
Jakie teraz macie plany? Głęboka szuflada czy rozmowy
z inwestorem?
Zdecydowanie nie szuflada. Obecnie, po konkursie w Gdańsku,
rozpoczynamy pracę nad nowymi funkcjonalnościami, które
pozwolą nam na promocję wirusową, a także przygotowujemy
się do rozpoczęcia testów konwersji wtyczek.
Dla wielu startupowców praca przy danym projekcie jest
głównym źródłem utrzymania, dla Ciebie i Twojej ekipy to
dodatkowe zajęcie. Jak to wygląda w praktyce? Czy trudno jest
zmotywować się, by po godzinach „przełączać się” na zupełnie
inny projekt?
Foto: Funkcjonalność programu jest niezwykle prosta
Zabrzmi to pewnie banalnie, ale tak, zdecydowanie polecamy.
To, co dla nas było najcenniejsze w tym konkursie, to nie miano
finalisty, ale ogrom wiedzy, jaki stamtąd wynieśliśmy. Dwa dni
bardzo intensywnych rozmów z mentorami, podczas których
otrzymaliśmy sporą dawkę wiedzy biznesowej, konstruktywny
feedback, który momentami przemieniał się w burzę mózgów
na temat naszego produktu. Następnie dwa dni przygotowań do
finałów – wszystko to pozwoliło nam spojrzeć na projekt z innej
perspektywy. Bardzo efektywna ogólnorozwojówka na temat
wprowadzania nowego produktu na rynek.
Dzięki za rozmowę.
Dziękuję.
Nie jest trudno się zmotywować, jeżeli:
1) wierzysz w to, co robisz,
2) pracujesz w zespole,
3) jednym z głównych celów jest zdobycie
jak największej wiedzy.
Chciałbyś wypróbować tą aplikację?
Pobierz Clipsee z Google Play!
Co dał Wam udział w Startup Contest? Czy polecilibyście tego
typu inicjatywy innym projektodawcom?
Foto: Okno aplikacji
z podglądem ujęć
12
e-profit
Rynkowe trendy
Wenusjanki – spotkania kobiet aktywnych
Anita Kijanka
Krąży opinia, że nie można zaprosić do
jednego miejsca kobiet tak, aby miło
spędzić czas i nawiązać relacje biznesowe.
Celem Wenusjanek było, aby pokazać, że to
nieprawda. Panie chętnie wymieniają się
doświadczeniem i poznają się nawzajem.
Nim rozpoczęliśmy organizację cyklicznych spotkań pt. Wenusjanki
brałam udział w wielu spotkaniach adresowanych do kobiet.
Ponieważ ciągle czegoś mi w nich brakowało, postanowiłam
zorganizować takie, na jakie chciałabym sama chodzić. Tak
powstała idea Wenusjanek. Często, szczególnie panowie,
pytają się skąd pomysł na tytuł. Odpowiedź jest prosta –
adresowane są do płci pięknej.
Obecnie odbywają się one regularnie, co miesiąc w Krakowie,
Warszawie i Kielcach. Prowadzą je regionalne koordynatorki,
które znają środowisko i specyfikę danego miasta. Zwykle
w trakcie każdego eventu prezentują się 3 panie.
Jedna reprezentuje środowisko biznesu, opowiada o swojej
firmie, tym czym się zajmuje i co daje jej utrzymanie. Ale
największą wartością jest przedstawianie tego, jak wygląda
praca w konkretnej branży, jakie są plusy i minusy danego
biznesu. Później występuje pani z obszaru zdrowia lub mody.
Chyba nie ma kobiety, której ten temat by nie interesował
a ponieważ na sali są tylko panie, spokojnie możemy mówić
o typowo babskich sprawach. Na koniec temat z obszaru
inspiracja. Każda z nas ma swoją historię, większość realizuje
swoje pasje i marzenia. Takie prezentacje motywują i dają
niesamowitą energię. Oczywiście, jeśli mężczyzna robi coś dla
kobiet, również jest mile widziany. Chcemy jednak zachować
ten schemat, co nie tylko umożliwia nam poruszanie tematów
ważnych z punktu widzenia nas, kobiet, ale też daje chwilę
oddechu od codziennych spraw.
Dodatkowo każde spotkanie wiąże się z zadaniami, które
pozwalają na networking w niecodzienny, ale efektywny sposób.
Ponieważ panie reprezentują różne środowiska za każdym razem
mają okazję poznać nową, ciekawą osobę. Udział w wydarzeniach
jest bezpłatny, aby jednak móc dołączyć do naszego grona, trzeba
być zaproszonym przez którąś z koordynatorek regionalnych, być
poleconą przez panią, która brała już w nim udział, lub napisać
do nas i wyjaśnić, dlaczego nie powinno jej wśród nas zabraknąć.
Teraz przygotowujemy wyjazdowe spotkanie. Chcemy na
weekend zaprosić zainteresowane panie i przez te dni umożliwić
im poznanie innych aktywnych pań, zdobyć nowe umiejętności
i poznać rozwiązania dla ich biznesu. Z kolei od września ruszamy
w Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu. Zapraszamy do udziału
i współpracy.
.
© Bartłomiej Szewczyk - Fotolia.com
e-profit
13
Rynkowe trendy
,
© mihhailov - Fotolia.com
My tu sobie
a biznes się kręci
O tym, jak w polskiej wersji wygląda seks w wielkim mieście,
rozmawiamy z… twórcami serwisu PituPitu.info.
14
e-profit
Rynkowe trendy
Przeglądałem ostatnio jeden z katalogów pracodawców i na
reklamie jednego z nich znalazłem zdanie, że najlepsza praca to
taka, kiedy robisz to, co lubisz. Zgadzacie się z tym?
Każdy w Pitu Pitu zajmuje się tym, co lubi robić najbardziej, przez
co nam się po prostu chce. Znamy wiele przypadków młodych
przedsiębiorstw, którym szybko zabrakło paliwa. Nie wierzyli
w swoje produkty, napotkali pierwsze problemy i wszystko się
rozmyło. My nosimy w sobie mocne przekonanie, że istnienie
Pitu Pitu uzasadnione jest realnymi potrzebami wielu ludzi,
w tym nas samych. Wystarczy zerknąć na nasz profil
facebookowy, by przekonać się, że to, co robimy, jest potrzebne.
Skąd pomysł na Pitu Pitu?
Najprościej rzecz ujmując, pomysł na Pitu Pitu wziął się
z niedoinformowania. To śmieszne, że będąc nocą na mieście,
łatwiej jest sprawdzić w telefonie notowania nowojorskiej
giełdy, niż spis aktualnych wydarzeń i tego, co się dookoła
ciebie dzieje. Żyjemy w czasach niesamowicie rozwijającej się
technologii, która mogłaby rozwiązywać wiele problemów dnia
codziennego, a niekoniecznie to robi. Ktoś powie: Facebook –
tam jest wszystko. Bzdura, próbowałeś kiedyś w nocy
przy pomocy Facebooka sprawdzić, co dzieje się aktualnie
w Twoich ulubionych lokalach? Stracisz na tym pół godziny i to
w przypadku, gdy jesteś przed trzecim piwem. Po piątym już
w ogóle niczego nie sprawdzisz.
Na stronie poświęconej Startup Contest znalazłem taki cytat
I miejsce za swój „sexy” produkt otrzymali twórcy Pitu Pitu.
No to opowiedzcie nam trochę o tym seksie w wielkim mieście,
a właściwie w Trójmieście, co wy tak naprawdę wymyśliliście?
Na początku chcieliśmy być wyłącznie mobilnym informatorem,
podpowiadającym imprezowiczom, co dzieje się dookoła nich.
Z upływem czasu okazało się, że imprezowicze mają o wiele
więcej problemów, a do tego doszły jeszcze problemy tej drugiej
strony, czyli właścicieli lokali. Zrozumieliśmy, że chcąc rozwiązać
je wszystkie, niezbędne będzie kompleksowe podejście do
tematu. I tak oto staliśmy się platformą, co brzmi już lekko
przerażająco, ale takie nie jest. Pomimo budowy coraz bardziej
skomplikowanego zaplecza technologicznego pozostaniemy
prości w obsłudze. Można nawet powiedzieć banalni, co
potraktujemy jako komplement. Jak wspomniałeś mówią
o nas „sexy produkt”. Bardzo cieszy nas taka opinia, bo ciężko
na nią pracowaliśmy. Wychodzimy z założenia, że less is more.
Nie interesuje nas tanie efekciarstwo, ale lubimy uwodzić.
Brzmi ciekawie, a jaki jest model biznesowy?
W takim razie Wy musicie być fanami życia kulturalnego
społeczeństw miejskich lub – mówiąc językiem mniej
dyplomatycznym – po prostu imprezowania?
Nie ma czego ukrywać: tak, lubimy imprezować. W przeciwnym
przypadku nie byłoby sensu zabierać się do tego, co robimy. Może
melanż nie porywa nas już jak dawniej, ale nadal potrafimy się
dobrze zabawić. Czujemy rytm nocnego miasta, przyjaźnimy się
z właścicielami większości trójmiejskich knajp, przez co wiemy,
jak możemy im pomóc, a oni wiedzą, że mogą nam zaufać.
Co ciekawe, gdy zaczynaliśmy, kilku właścicieli lokali otwarcie
wyrażało wątpliwości, co do powodzenia projektu. Dziś, gdy
ich odwiedzamy, stawiają nam piwo i pytają o najbliższe plany.
To nasza mała satysfakcja.
Działamy w czterech kanałach informacyjnych: strona WWW,
aplikacja mobilna, drukowane mapy oraz Facebook. Mamy
przygotowaną strategię zarabiania na każdym z tych kanałów,
ale nie chcemy jeszcze opowiadać o niej szerzej. Warto jednak
zaznaczyć już teraz, iż naszą nadrzędną zasadą jest informowanie
imprezowiczów o faktycznie najlepszych wydarzeniach
i promocjach w myśl hasła party more, spend less. Stawiamy
na rzetelność, co krótkoterminowo ogranicza nasze przychody,
ale długoterminowo bez wątpienia się opłaci. Widzimy też spory
potencjał finansowy w narzędziach, które powoli udostępniamy
właścicielom lokali. Pozwalają one w czasie rzeczywistym
moderować ruchem, a już wkrótce uproszczą prognozowanie
obrotu i ułatwią budowanie relacji z imprezowiczami, tak by
wracali do nich częściej – nie tylko w weekendy. Testujemy różne
rozwiązania, by wybrać te najkorzystniejsze. Jeśli spotkamy
się ponownie za parę miesięcy, to na pewno będziemy mogli
powiedzieć coś więcej.
e-profit
15
Rynkowe trendy
Czy Wasz projekt jest skalowalny? Czy będzie Pitu Pitu Kraków
albo Pitu Pitu Wrocław?
Cały nasz biznes od początku przygotowany jest pod jego
skalowalność. Nie wyobrażamy sobie pozostania wyłącznie na
trójmiejskim rynku, który traktujemy jako obóz treningowy.
Spotkaliśmy się już parę razy z zarzutami o lokalny charakter
naszego przedsięwzięcia, co najpewniej wynikało z naszej winy
– nie komunikowaliśmy wyraźnie naszych planów. Dlatego
chcemy teraz podkreślić, iż Pitu Pitu rozpatrujemy wyłącznie
w charakterze produktu o szerokim zasięgu. Musimy być obecni
w najważniejszych miastach nie tylko Polski, lecz także Europy,
co jest zupełnie realne, choć zdajemy sobie sprawę z wielu
czyhających problemów. Naszym marzeniem jest polecieć na
weekend do Berlina i zobaczyć tam londyńczyka, szukającego
imprezy za pomocą naszej aplikacji. Realizacji marzeń nie
odkładamy na później. Trwają już przygotowania do ekspansji
na kolejne miasta. Jeśli czyta nas teraz ktoś, kto mógłby nam
w tym pomóc – zapraszamy do kontaktu.
nazywać nasz produkt skomplikowanym, to znaczy, że zrobiliśmy
coś nie tak. Pułapką wielu internetowych biznesów jest brnięcie
w ślepą uliczkę mnożenia niepotrzebnych funkcjonalności.
Do tego najczęściej zaprojektowanych tak, że drapiesz się
po głowie, bo nie wiesz, gdzie znaleźć to, czego szukasz.
Oczywiście internet pełen jest spisów nadchodzących wydarzeń,
ale musiałbyś mieć strasznie nieudany wieczór na mieście,
by marnować czas na dotarcie do takiego ukrytego gdzieś
spisu. Wspominaliśmy już o Facebooku, w którym faktycznie
znajdziesz wszystko, ale jak długo Ci to zajmie? Jeśli pytasz
o nasze wątpliwości, to na każdym kroku mamy ich sporo. Dlatego
testujemy nasze pomysły, pytamy ludzi o ich realne potrzeby
i dajemy im tylko tyle, ile potrzebują. Przy okazji warto powiedzieć
też coś o naszej konkurencji, która staje się coraz większa. Mamy
świadomość jej istnienia i szczerze mówiąc, niewiele nam to
zmienia. Wychodzimy z założenia, że jak to się ładnie mówi po
angielsku: execution is the key. Konkurencja działa wyłącznie na
naszą korzyść.
Czy jakieś zdanie, uwaga, pytanie ze Startup Contest utkwiło
Wam w głowach, sprawiło, że otworzyła sie jakaś klapka?
Innymi słowy nauczyliście się czegoś?
Nie przypominamy sobie teraz takiego jednego zdania, które
byłoby dla nas olśnieniem, ale bez wątpienia Startup Contest
utwierdził nas w słuszności obranej przez nas drogi. Wygrana
jest zawsze dodatkową mobilizacją, a jej nigdy za mało. Podczas
trwania konkursu poznaliśmy ludzi, z którymi utrzymujemy
kontakt. Służą nam oni pomocą i ośmielają do kolejnych działań.
Czujemy się w pewien sposób zobligowani, by nie zawieść ich
zaufania w nasz projekt.
No to jakie macie dalsze plany? Uchylicie nam rąbka tajemnicy,
co do pomysłów rozwoju produktu, strategii itp.?
W Waszym przypadku bardziej naturalna wydaje się wersja
mobilna niż webowa. Przyjeżdżam do centrum wyjmuję komórkę
i… sprawdzam rozkład jazdy. Patrzę na ten Wasz produkt
i widzę w nim ogromną prostotę. Oczywiście w pozytywnym
znaczeniu tego słowa. Co? Gdzie? Kiedy? To już miały stare
gazety w latach 90. Praktycznie w większości mediów lokalnych
znaleźć można informacje o tym, co się dzieje w danym mieście.
Nie obraźcie się, ale to nie jest odkrycie prochu, a jednak ludzie
z tego korzystają. Nie mieliście wątpliwości w stylu, ale po co to
komu, przecież w pewnym sensie to już jest?
Jak już wspomnieliśmy, słowa o naszej prostocie rozpatrujemy
wyłącznie w charakterze komplementu. Gdy ktoś zacznie
16
e-profit
Plany na najbliższy czas to przede wszystkim wyjście na inne
miasta, co jest naszym oczkiem w głowie. Ponadto wkrótce
dobiegną końca prace nad nową stroną WWW oraz androidową
wersją aplikacji Pitu Pitu. Chociaż sformułowanie „dobiegną
końca” jest niefortunne, bo praca nad rozwojem produktu jest
stałym procesem. Na zakończenie zdradzimy, że bardzo kusi nas
temat płatności mobilnych w powiązaniu z zupełnie prostym
programem lojalnościowym i personalizowanym kuponami
mobilnymi. Chyba wiemy, jak się za to zabrać:)
Dzięki za rozmowę.
Dziękujemy i cóż... widzimy się na mieście.
Gotowy na małe Pitu Pitu? Pobierz za darmo!
Rynkowe trendy
Wideomarketing wyróżni Cię z tłumu –
czyli co zrobić, aby być widocznym?
© Kurhan - Fotolia.com
Łukasz Kolaj – Kolaj FX
e-profit
17
Rynkowe trendy
Chcąc znaleźć odpowiedź na pytanie
postawione w tytule, należy przede
wszystkim zacząć od tego, czym jest promocja
produktu, a raczej skuteczna promocja
produktu? Dziś już prawie każdy korzysta
z ogólnodostępnych sposobów reklamy.
Najczęściej jednak większość wykorzystuje
te same metody. Banałem jest stwierdzenie,
że aby promocja była skuteczna, musi
wyróżniać się na tle konkurencji. Co znaczy
wyróżniać się? Musi być inna – ma zadziwiać,
szokować, wzbudzać kontrowersje, a przede
wszystkim budzić w nas emocje. To właśnie
nimi najczęściej kierujemy się podczas
dokonywania wyboru.
Każda kampania reklamowa zazwyczaj jest starannie
zaplanowana i przemyślana. Analizujemy koszty i robimy
prognozy potencjalnych przychodów, sprawdzając czy
ulokowany kapitał wydany jest efektywnie. Druk ulotek, a może
kampania online, a jeśli online to lepiej mailing czy display,
rozliczenie CPM czy CPL? Promując swój produkt lub usługę
(czymkolwiek by nie była), dopasowujemy różne narzędzia
w zależności od tego, do jakiej grupy docelowej chcemy dotrzeć.
Niedawno czytałem raport sporządzony w marcu 2012 r. przez
Web Video Marketing Council przedstawiający sytuację usług
wideo w działaniach promocyjnych online w czwartym kwartale
2011 r. oraz pierwszym 2012 r.
Na pytania odnoszące się do najbardziej efektywnych
metod kampanii reklamowych z użyciem wideo prawie 60%
respondentów wskazała linkowanie bezpośrednio do stron
zawierających materiały wideo. Wyraźnie tutaj zarysowuje się
trend wzrostowy. Na początku 2011 r. tego typu odpowiedzi
było ok 44%. Prezentując produkt czy usługę na wideo, jesteśmy
w stanie w dużo łatwiejszy sposób kierować emocjami widza.
Jeżeli wideo zostanie wykonane profesjonalnie, a do tego, co
18
e-profit
chcemy pokazać, dobierzemy odpowiednią muzykę, mamy sporą
szansę na sukces. Odpowiednio przemyślana wideoreklama
musi być dynamiczna, interesująca i przyciągająca uwagę
klienta. Przede wszystkim nie może być za długa, aby widz
podczas jej oglądania się nie znudził. W zależności od tego, co
chcemy pokazać, taka reklama powinna trwać od kilkunastu
sekund (w przypadku prostego produktu lub usługi) do ok. 1,5
minuty (gdy przykładowo chcemy pokazać zalety dużego osiedla
mieszkaniowego).
Poczucie niedosytu jest znacznie bardziej pożądane niż przesyt.
Praktycznie każdy film reklamowo-informacyjny trwający dłużej
niż 3 minuty bez względu na to, jak byłby ciekawy, tworzy
prawdopodobieństwo, że nie zostanie obejrzany do końca.
Wideomarketing można wykorzystać w niemal każdej branży,
choć oczywiście w zależności od budżetu i rodzaju odbiorcy
scenariusz i koncept filmu będzie zdecydowanie różny. Mitem
jest myślenie mówiące o lawinowo rosnących kosztach nagrania
filmu. Oczywiście wszystko zależy od scenariusza, ale zazwyczaj
kilka czy nawet kilkanaście sekund dłuższy film (nie mówimy
o animacjach) nie powinien wywrócić nam budżetu do góry
nogami.
Założenie jest proste: wszystko to, co da się opisać tekstem, da
się również pokazać. Co więcej, oddziałujemy w ten sposób na
2 zmysły: wzrok i słuch, co daje nam możliwość wzbudzenia
w odbiorcy dużo większych emocji. Przykładowo ulotka
reklamowa ze zdjęciami nowo wybudowanego osiedla nie
jest w stanie przekazać tyle treści i emocji, co krótki film
pokazujący całość inwestycji z lotu ptaka. Poza tym, w wielu
przypadkach bardzo trudno jest opisać produkt lub usługę
w sposób zachęcający potencjalnego nabywcę do jego zakupu.
Stosując wideomarketing, chociażby jako uzupełnienie, możemy
praktycznie pokazać to, o czym ulotka powie wyłącznie w formie
teoretycznej. Najzwyczajniej w świecie zademonstrujemy produkt
czy usługę, podkreślając jego/jej zalety. Wystarczy wyobrazić
Rynkowe trendy
sobie hotel lub SPA. Prawie każdy ma stronę internetową, która
zawiera zdjęcia prezentujące jego atuty oraz zakres oferowanych
usług. Umieszczając na stronie głównej film promujący taki
obiekt, od razu przyciągamy uwagę potencjalnego klienta.
Statystyki mówią, że mamy około 15 sekund, aby zatrzymać go
na swojej stronie – jeżeli w tym czasie go nie zainteresujemy,
opuści nasz serwis. Często krótki film będący swego rodzaju
trailerem jest po prostu wabikiem przyciągającym uwagę.
Wybierając wycieczkę na wakacje, wolelibyście zadowolić się
zdjęciami z katalogu biura podróży, czy poświęcić 2 minuty, by na
własne oczy przekonać się o walorach danego miejsca? Podobna
zasada dział również przy innych produktach i usługach, od
salonu fryzjerskiego poprzez pizzerie, a kończąc na prezentacji
nowego systemu do zarządzania plikami audio lub wideo.
Dodatkowe kanały dystrybucji
Oczywiście najpopularniejszym narzędziem, z którym łączy się
wideomarketing są portale społecznościowe. Główną zaletą
wideomarketingu jest fakt, iż bardzo łatwo może stać się on
marketingiem wirusowym. W połączeniu z serwisami typu
YouTube, Facebook, Vimeo czy NK w bardzo szybki sposób można
dotrzeć do dużej liczby potencjalnych klientów, przy niskim
nakładzie finansowym w stosunku do uzyskanych korzyści.
Kluczem do sukcesu jest tu jednak pomysł. Wideomarketing
wyróżnienia się formą, co nie zwalnia nas od wkładu kreatywnego
w treść. Smutny film pokazujący przykładowo kolejny program
CRM dla firm na zasadzie: „oto program X, który pomoże Ci…”
niekoniecznie otworzy nam drzwi z napisem sukces.
Na świecie istnieje bardzo dużo przykładów na to, jak w szybkim
tempie w sieci rozprzestrzeniają się wideoreklamy. Warto je
prześledzić, zapytać samego siebie, czy gdyby nie to, że to mój
produkt, to sam obejrzałbym taki film, czy podzieliłbym się
z nim ze znajomymi?
Wideomarketing można również wykorzystać na różnego
rodzaju targach. Wyświetlenie filmu na TV lub za pomocą
rzutnika znacznie szybciej przyciągnie uwagę przechodniów
będących naszymi potencjalnymi klientami, niż zwykły baner
czy przestarzałe już w swojej formie ulotki. Skutecznym
sposobem promocji jest również nagranie filmu na płycie lub na
pendrivie. Można przecież ustawić automatyczne odpalenie filmu
i konieczne jego obejrzenie, zanim skorzysta się z urządzenia.
To oczywiście większy koszt, więc nie każdy produkt może się
załapać na taką promocję, ale jeśli mamy produkt, którego
zakup jest nam w stanie zwrócić inwestycję i stu pendrive’ów,
to wówczas w grę wchodzi statystyka i konwersja. Proste
matematyczne wyliczenia dadzą odpowiedź, jak bardzo nam się
to opłaca.
Wideomarketing nie jest jednak receptą na całe zło. Nie zawsze
da się go zastosować i przede wszystkim należy pamiętać to,
o czym już tu wspomnieliśmy. To tylko forma, najważniejszy
niezmiennie pozostanie core product i treść, która będzie go
przedstawiać.
Foto: Postęp technologiczny spowodował, że ujęcia lotnicze HD można wykorzystać w każdej produkcji
Źródło: Kolaj FX
e-profit
19
Wywiad numeru
Północ
kontratakuje
Wywiad z Małgorzatą Jasnoch CEO Inkubatora STARTER
w Gdańsku
Rozmawia Marek Dornowski
Anglicy mówią do not judge the book by its cover (tłum. nie osądzaj
książki po okładce, nie sądź po pozorach), bardzo podoba mi się
to powiedzenie. Sprawdziło się doskonale w historii mojej relacji
z panią prezes Inkubatora Starter.
20
e-profit
Wywiad numeru
Gdy w lutym 2012 roku po raz pierwszy
usłyszałem o tym, że w Gdańsku ruszy
taki inkubator, jako osoba odpowiedzialna
za działania PR w olsztyńskim wehikule
inwestycyjnym InQbe, postanowiłem spotkać
się z panią prezes. W sumie płaszczyzna do
współpracy pomiędzy podmiotem inkubującym
młode firmy a inwestorem specjalizującym
się w inwestycjach w technologiczne startupy
z natury wydaje się być szeroka. Niestety,
dotarcie do pani prezes okazało się trudniejsze
niż przypuszczałem.
Gdy parę miesięcy później dostałam informację o możliwości
poprowadzenia e-PROFITU, na początku wbiło mnie to w krzesło.
Ale po chwili pomyślałam, że skoro daliśmy radę stworzyć taką
markę, że ktoś proponuje nam poprowadzenie ogólnopolskiego
magazynu, to znaczy, że musimy sobie z tym poradzić. Wiesz,
z jednej strony to zaszczyt i wyróżnienie, ale gdy opadają
pierwsze emocje, zdajesz sobie sprawę, że to przede wszystkim
duże wyzwanie. A my w Starterze takie lubimy.
Spotkania i przygotowania do uruchomienia
Startera sprawiły, że perspektywa rozmowy
wydawała się coraz dalsza, a w mojej
głowie powstał obraz Małgorzaty Jasnoch
jako osoby całkowicie niedostępnej. Gdy
wreszcie udało mi się umówić, spodziewałem
się zimnej businesswoman, wziętej prosto
z planu filmowego „Diabeł ubiera się u Prady”.
(Do dziś nie potrafię odpowiedzieć na pytanie,
dlaczego nie zapytałem wujka Google o trochę
więcej informacji na temat pani prezes).
Jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast
pięćdziesięciokilkuletniej, dostojnej, z groźnym
wyrazem twarzy pani prezes przywitała mnie
młoda, elegancka i pogodna kobieta, niemająca
nic wspólnego z moimi wyobrażeniami. Dziś
wspominam to z uśmiechem. Tym bardziej, że
życie napisało bardzo ciekawy scenariusz naszej
dalszej współpracy.
Jakie cele stawiasz przed magazynem – edukacja, rozrywka,
miejsce inspiracji dla czytelników?
Pierwsza wzmianka na temat Startera, pojawiła się w e-PROFICIE
w lutym ubiegłego roku. Wówczas dopiero wchodziliście
na rynek. Chyba nie spodziewałaś się wtedy, że już wkrótce
to właśnie Inkubator Starter podejmie się zadania dalszego
rozwoju tego magazynu?
Zdecydowanie nie. Jesteśmy otwarci na pokazywanie tego,
co dzieje się w całej Polsce. A że nie jesteśmy ulokowani
w Warszawie? Trudno, Gdańsk też jest pięknym i prężnym
miastem.
Absolutnie nie. Pamiętam tamten czas jako absolutnie szalony.
Doba chyba nigdy nie była tak krótka jak wtedy (śmiech).
To były początki, które – jak sam dobrze wiesz – nigdzie nie są
łatwe, a tym bardziej w naszym przypadku, gdy budowaliśmy
Inkubator pomiędzy dwoma dużymi parkami technologicznymi.
To właśnie dlatego zdecydowałaś się na ten krok?
Nie zrobiłam tego sama. Wszystko przemyśleliśmy wraz
z zespołem. Natomiast myślę, że po części masz rację, taką mamy
naturę – wyzwania nas motywują. Może to brzmi banalnie, ale
nic nie poradzę, że tak właśnie jest.
W praktyce każdy, który wymieniłeś. Dla mnie do tej pory
e-PROFIT był przede wszystkim źródłem ciekawej wiedzy, nie
wyobrażam sobie, by mógł to zatracić. Podobnie jest z inspiracją.
Po to opisujemy ciekawe produkty, robimy wywiady z osobami,
które mają pomysł na siebie i swój biznes, by zainspirować innych.
Nie w tym negatywnym sensie, żeby ktoś bezczelnie zerżnął
pomysł, ale żeby odkrywał sposoby myślenia w docieraniu do
potrzeb klientów.
Gdy przełoży sobie pewne rozwiązania na własny grunt, może
stworzyć coś zupełnie innowacyjnego. Poza tym prowadzenie
takiego magazynu to – cokolwiek by tu nie mówić – okno na
świat startupów. I nie mam tu na myśli tego, by w każdym
kolejnym numerze przekonywać wszystkich dookoła, że Starter
jest najlepszy na świecie, ale to, że e-PROFIT był i mam nadzieję
pozostanie platformą komunikacyjną dla osób zainteresowanych
nowymi technologiami. Dzięki temu możemy współpracować
z naprawdę szeroką gamą podmiotów tworzących polski
e-biznes.
Czyli rozumiem, że e-PROFIT nie skupi się tylko na trójmiejskim
rynku?
Współpraca Startera i InQbe to dobry przykład wzajemnego
uzupełniania. Wy skupiacie się bardziej na wsparciu
merytorycznym, InQbe działa jak inwestor. Targetujecie się do
tej samej grupy, ale oferujecie coś zupełnie innego. W związku
z tym nie ma stresu związanego z „konkurowaniem”. Dlaczego,
Twoim zdaniem, takich przykładów kooperacji jest tak mało?
e-profit
21
Wywiad numeru
Foto: Pierwsze urodziny Startera. Pani prezes z pracownikami inkubatora
Bo wiele podmiotów cały czas nie jest świadoma tego, czym jest
efekt synergii. Dla nas współpraca z inwestorem, takim jak InQbe,
jest doskonałym uzupełnieniem naszej oferty. Nie chodzi nawet
o samo finansowanie, ale o ogromny potencjał merytoryczny,
który taka organizacja jest w stanie wnieść. Dobrze to wiesz, bo
z tego co pamiętam, sam byłeś członkiem jury podczas naszego
Startup Contestu.
Moja duma została połaskotana tymi słowami o wkładzie
merytorycznym (śmiech).
I bardzo dobrze (śmiech). A tak poważnie, to owszem, są
instytucje, które można powiedzieć obsługują takiego
pomysłodawcę kompleksowo. Jednak z naszego punktu widzenia,
niewyciągnięcie ręki do tych, którzy wyciągają ją do nas, byłoby
całkowicie nierozważne. Korzystamy z takiego zewnętrznego
„zasilania” bardzo często, i bardzo sobie tę ogromną moc
wiedzy i chęć dzielenia się nią przez naszych partnerów chwalimy.
No to wróćmy na chwilę do tematu Inkubatora Starter. Nie chcę
zdawać Ci pytań w stylu, czym się zajmujecie i dlaczego warto
współpracować właśnie z Wami. Chcę poznać Twoją wizję tego
typu instytucji. Czego Ci brakuje? Co najbardziej ogranicza?
Co byś zmieniła w ogólnym modelu funkcjonowania
Inkubatorów?
Nie czuję się osobą, która ma prawo pouczać innych, jak należy
budować systemy wsparcia dla przedsiębiorców. Wiem jedno:
zdarza się, że inkubatory czy parki naukowo-technologiczne są
po prostu miejscami. Pięknymi szklanymi domami, ale niczym
poza tym. Dla nas budynek Startera jest ogromnym potencjałem,
który „dostaliśmy” od miasta, ale gdyby nie ludzka tkanka, ten
ludzki czynnik, to ten inkubator byłby tylko zwykłym biurowcem.
Główną siłą inkubatorów muszą być pracujący w nich ludzie –
to jest kierunek, który jest dla mnie wzorem, i który staram się
wdrażać na tyle, ile mam sił.
22
e-profit
Źródło: Inkubator Starter
W lipcu do Gdańska zawita słynna Barcelona. Może oprócz emocji
piłkarskich warto zaprosić z Katalonii kogoś odpowiadającego
za zarządzanie wizerunkiem. Warto byłoby pouczyć się od ludzi
zarządzającymi międzynarodowymi markami?
Z tego co wiem, to przyjemność pogrania sobie z zawodnikami
takimi jak legendarny Messi to koszt około 2 milionów euro.
Jeśli sesja coachingowa z osobą zarządzającą marką Barcelony
jest podobnie wyceniana, chyba nas na to nie stać (śmiech).
Choć faktycznie przyznaję, że gdybym miała możliwość takiego
spotkania, nie wahałabym się ani przez moment.
Czy na ten rok planujecie organizację wydarzeń, które sprawią,
że – podobnie jak w przypadku InfoShare – Gdańsk znowu stanie
się startupową mekką Polski?
16–17 listopada w Gdańsku rozpocznie się Blog Forum Gdańsk,
wspieramy tę inicjatywę mentalnie (śmiech). Zaraz po nim
organizujemy Światowy Tydzień Przedsiębiorczości. Perełką na
torcie będzie Venture Day, myślę, że jeszcze nieraz będziemy
o tym pisać. W każdym razie potwierdzam, będzie się działo.
Czego więc Ci życzyć najbardziej?
Chciałabym pojechać gdzieś daleko… na przykład do Australii.
Pozwiedzać, pooddychać głęboko, poczuć ludzi, kuchnię
i miejsca… bez komórki i zegarka. Tak na zupełnym luzie, bez
pośpiechu, budząc się rano i zastanawiając, jaka przygoda mnie
dziś spotka.
Tego Ci życzę, dziękuję za rozmowę.
Dzięki.
Warto wiedzieć
Sąd nad marketingiem
Sam o sobie mówi, że jest wyjątkowo ciężkim przypadkiem, zarażonym
bakcylem sztuki marketingu, a co więcej (o zgrozo…) zwolennikiem
myślenia Petera F. Druckera. Człowiek, który jest praktykiem marketingu od
1. roku nowej ery gospodarczej w Polsce (a więc już 23 lata!). Poszukiwacz
racjonalnych metod zarządzania marketingiem i sprzedażą, autor blogu
a w wolnych chwilach miłośnik filmów Mirosława Barei – jednym słowem
Jacek Kotarbiński.
Rozmawia Marek Dornowski
© peshkova - Fotolia.com
e-profit
23
Warto wiedzieć
Czy to prawda, że w dzisiejszych czasach Miś musi być duży, czy
tego typu myślenie mamy już za sobą?
To zależy jak na to patrzeć. Moim zdaniem specyfika „polskości”
kształtowała się w nas przez wiele lat. Polak był zawsze ciekawym
osobnikiem, pełnym sprzeczności: z jednej strony ciekawym
świata, z drugiej – zakompleksionym. Cwanym (w pozytywnym
tego słowa znaczeniu), ale równocześnie koncertowo ogrywanym
i oszukiwanym na arenie dziejów. Niby nic nie znaczyliśmy, ale
gdy trzeba było nadstawiać głowę, Polak stawał w pierwszym
szeregu, o czym za chwilę możni tego świata zapominali. Dziś
uważam Polaków za jeden z najbardziej kreatywnych narodów
europejskich, jednocześnie zakompleksionych i często pełnych
pesymizmu. Z drugiej strony jesteśmy jednym z najweselszych
baraków Unii Europejskiej.
Skorzystam z tego, że w marketingu jest Pan od samego
początku. Jak mocno zmieniły się realia od ‘89 roku. Chodzi mi
przede wszystkim o sposób myślenia, nie o same narzędzia.
Polska przechodziła bardzo skrócony i szybki kurs gospodarki
wolnorynkowej. Na to nałożyły się poważne zmiany w gospodarce
światowej: globalizacja, rewolucja informatyczna porównywalna
w swym oddziaływaniu do rewolucji przemysłowej, rewolucja
w myśleniu o marketingu (nie jako o narzędziu, ale o strategii
budowania wartości). Ostatnie dwie dekady schyłku XX wieku
były bardzo ciekawe i znamienne dla współczesnego rozwoju.
Polska, odrywając się od systemu socjalistycznego, znalazła się
w samym środku tygla tych zmian. Okazało się jednak szybko,
że część społeczeństwa zaakceptowała i zaangażowała się w nie,
ale część uznała, że były zbyt szybkie, zbyt rewolucyjne i że po
prostu na tym straciła.
Marketing jako dziedzina wiedzy w Polsce, początkowo
traktowana była jako odtwórcza. Kopiowaliśmy wzorce
zachodnie, bo nie posiadaliśmy własnych. Dziś się to zmienia,
ponieważ coraz więcej wiemy o Polaku jako konsumencie, jego
aspiracjach, oczekiwaniach czy potrzebach. Dziś potrzebujemy
ognia w eksporcie – świetnych, polskich marek (niekoniecznie
brzmiących polsko), które będą konkurować jak równy z równym
z markami światowymi.
Ale ciągle jeszcze w naszej mentalności bareizmy są mocne
i żywe?
Bareizmy są pewnym hasłem, syntezą pewnego typu polskiego
humoru, opartego na mniej lub bardziej (częściej mniej)
zamierzonym absurdzie. Słownym lub obrazkowym. Mocno
wpisującym się w narodowy kontekst kulturowy. Amerykanie mają
swój specyficzny humor, Anglicy, mamy i również my. W moim
przekonaniu śmiech i żart jest uniwersalną metodą budowania
pozytywnych relacji. Wierzę, że polskie poczucie humoru,
również w postaci bareizmów, będzie dobrze postrzegane przez
inne nacje.
Dobrze, przejdźmy do przyjemniejszych tematów. Sam
o sobie Pan pisze, że jest poszukiwaczem racjonalnych metod
zarządzania. Są w ogóle takowe?
24
e-profit
Oczywiście, że są. Natomiast cała sztuka nie polega na teorii,
a skutecznym i efektywnym wdrażaniu. Ostatnio promuję
Teorię Trzech Uśmiechów – budowania wartości firmy w oparciu
o zadowolenie trzech grup: pracowników, właścicieli i klientów.
To pewien kierunek, którego celem jest równowaga wzajemnych
interesów. Natomiast zaczyna się od samego początku, od
startupów. Choćby od porozumienia właścicieli firmy, w jaki
sposób będą działać, jak będą zarabiać pieniądze, czy dzielić
się kompetencjami, pracą czy zyskami. Jak będą pozyskiwać
pracowników oraz jaki mają model współpracy z klientem?
W przypadku np. wielu młodych ludzi poszukujących pracy,
kluczowe znaczenie ma podejście – szukam byle czego, by się
zahaczyć i mieć czas na poszukiwanie czegoś lepszego, czy
szukam pracy, która jest wypadkową mojej pasji i zainteresowań?
A może powinienem stworzyć swoje stanowisko pracy samemu
i założyć firmę? Jest bardzo wiele elementów, zmiennych, które
będą wpływały na równowagę we wspomnianej Teorii Trzech
Uśmiechów.
Teorii marketingowych jest mnóstwo. Czy jest możliwość,
że znaleźliśmy jakąś określoną metodę zarządzania, która
w naszym przypadku się sprawdza i możemy sobie powiedzieć:
Stop. Nie potrzebuję już żadnych zmian więcej?
Nie istnieje taka teoria. Nie przypominam sobie również jakiejś
statycznej teorii dotyczącej generalnie zarządzania, która
byłaby receptą na wieloletni sukces. Dziś rynki to gotujący się
tygiel wzajemnych oczekiwań, interesów, nowych pomysłów,
usług, produktów, niewyobrażalnego, codziennego przepływu
informacji. Bycie statycznym w takich warunkach, to cofanie się
z prędkością światła. Dlatego firma musi się zmieniać nieustannie,
ludzie wciąż zdobywać wiedzę, uczyć się nowych rzeczy, nabywać
nowych umiejętności, obserwować, co się dzieje na rynku.
Zakładam, że nie pójdzie Pan dziś do stomatologa, który korzysta
ze sprzętu z lat siedemdziesiątych, a swoją medyczną edukację
zakończył na podręcznikach z lat sześćdziesiątych? Dzięki
łatwości komunikacji możemy korzystać z globalnych zasobów
wiedzy, bariery geograficzne przestały mieć znaczenie. Zawsze
można znaleźć sposób, trzeba tylko po prostu chcieć się uczyć.
No to teraz spróbujmy kontrowersyjnie. Marketing to zło –
zgadza się Pan?
A czy samochód to zło? Pojedziemy nim na wycieczkę, ale również
pod kołami aut giną tysiące ludzi. Czy nóż to zło? Możemy kroić
nim chleb, ale i zabić człowieka. Ta samo jest z marketingiem.
Możemy użyć jego narzędzi do socjotechniki, oszukiwania
ludzi, ale i do budowania prawdziwej wartości, wynikającej
z konkurowania firm. Konkurencja bowiem wymusza zawsze
rozwój. Monopoliści nie czują takiej potrzeby. To nie marketing
oszukuje ludzi, tylko ludzie – używając narzędzi marketingu.
To dość zasadnicza różnica.
Marketingu nie wymyślono po to, by używał chwytów i tricków. Był
naturalnym rozwojem koncepcji konkurowania przedsiębiorstw,
Warto wiedzieć
która skoncentrowała się na realnym budowaniu wartości, dla
klienta, przedsiębiorcy i pracowników firmy.
Ale fakty są takie, że brał Pan udział w czymś, co można było
nazwać sądem nad marketingiem. Czy może Pan przybliżyć nieco
ideę tego projektu, no i oczywiście wnioski, jakie się nasunęły
po tym sądzie?
„Sąd nad marketingiem” to genialny pomysł akademików,
który miał swój finał podczas konferencji dotyczącej wartości
marketingu, odbytej w Akademii Leona Koźmińskiego. W jego
ramach zestawiono najistotniejsze za – i przeciw – dotyczące
współczesnej wiedzy o marketingu w Polsce i na świecie. Sąd
uznał, że marketing jest winny i skazał go na 5 lat resocjalizacji,
która ma być przeprowadzana w ramach ośrodków akademickich
w Polsce.
Ze swojej strony zgłosiłem się na kuratora marketingu i na
pewno z uwagą będę śledził ten proces. Nie jestem pracownikiem
akademickim, ale dążę do tworzenia powiązań świata nauki
i praktyki w tym obszarze. Jest bardzo wiele do zrobienia, przede
wszystkim w zakresie mentalnym i rozumienia wpływu procesów
marketingowych na rozwój firmy.
Jednym z tematów, które poruszył Pan podczas spotkania
Creative Morning w Gdańsku była kwestia komunikatów
podprogowych w marketingu. Dla człowieka spoza branży takie
hasło brzmi dość groźnie. Jak to jest z tym przekazem? Czy to
taki marketingowy science fiction, czy rzeczywiście decyzja
o tym, że kupujemy takiego, a nie innego batonika nie jest tak
do końca nasza?
Wpływ komunikacji podprogowej nie został jednoznacznie
udowodniony naukowo. Oczywiście że podlegamy różnym
mniej lub bardziej intensywnym sugestiom, w związku z tym
podejmujemy określone decyzje, w tym przypadku – zakupowe.
Proces kupowania jest naprawdę bardzo skomplikowany, wiele
naszych wyborów jest czysto emocjonalnych, wiele informacji,
które bierzemy pod uwagę, nie są przez nas w pełni kontrolowalne
czy uświadamiane. Dlatego jest taki intensywny rozwój
neuronauki, czyli dziedziny badającej nasze reakcje emocjonalne.
W tym procesie kluczową rolę odgrywają informacje, jakie nas
otaczają. Jesteśmy bombardowani przez codzienne serwisy
informacyjne, komentarze, wpływowych znajomych, czy
autorytety, z których opinią się liczymy. Duże znaczenie np.
w zakupach internetowych, i nie tylko, mają polecenia znajomych,
ich doświadczenia z użytkowaniem produktu czy usługi.
Moim zdaniem większe znaczenie i o wiele bardziej groźne może
być bezrefleksyjne pozostawianie informacji na swój temat
w internecie. Dostarczamy tam mnóstwa najróżniejszych
informacji, dzięki którym firmy budują nie tylko nasze profile
zakupowe, lecz także mogą poznawać i analizować nasze
słabości, poglądy czy postawy. Nigdy nie wiemy, kto, jak i kiedy
może wykorzystać te informacje. Kto wie, może kiedyś głównie
na takiej podstawie będą realizowane rekrutacje pracowników?
Z jednej strony jest Pan trenerem i praktykiem z dużym
doświadczeniem, ale ma Pan też w sobie pierwiastek naukowca.
Czy to on popchnął Pana do tego, by przyjąć zaproszenie na
Creative Morning? Chęć dzielenia się wiedzą, a może coś innego?
Jaki cel stawiał Pan sobie, przekraczając progi Startera?
Młode, polskie firmy, startupy, szczególnie te technologiczne,
mają w sobie pierwotną, wspaniałą radość tworzenia. To chyba
jeden z najsilniejszych, biznesowych motywatorów. Dlatego
zawsze lubię pracować ze startupami, bo są kreatywne,
chcą zmieniać świat, potrafią się angażować i są ambitne.
Natomiast to, czego im brakuje, to rozumienia często brutalnych
mechanizmów rynkowych, praktycznych umiejętności budowania
modeli biznesu, atrakcyjnych dla klienta czy realnego tworzenia
wartości. Swoją wiedzą lubiłem się dzielić od zawsze i każdy, kto
miał ze mną do czynienia, powinien to potwierdzić (śmiech).
I co, było warto?
Pewnie, zawsze warto się spotykać z fajnymi przedsięwzięciami.
Jest Pan również trenerem CIM, który opiera się na
doświadczeniach krajów anglosaskich, uznawanych za liderów
marketingu. Proszę powiedzieć, jak Polska wygląda na ich tle?
Mamy przede wszystkim olbrzymie różnice w doświadczeniach,
stosunku do przedsiębiorczości, szacunku dla pracy małych
i średnich firm. W Polsce dopiero się zaczyna o tym mówić
i walczyć z mitem przedsiębiorcy-krwiopijcy. Czas, by zaczęto
to rozumieć w kręgach bardzo wielu szacownych organizacji
społecznych. Powinniśmy promować kulturę rzetelnego,
etycznego biznesu, opartego o pragmatyczne, a nie teoretyczne
czy zbyt filozoficzne zasady. Zacząć choćby od rozwiązywania
tak prozaicznych problemów jak to, dlaczego freelancer czy mała
firma ma czekać na zapłatę faktury ponad 90 dni?
Gdyby miał Pan zdefiniować pojęcie marketingu poprzez tytuł
jakiegoś filmu, co to byłby za film?
Podobał mi się zawsze film „Lepiej być piękną i bogatą” z Adrianną
Biedrzyńską, ale warto też znać „Lalkę”, „Ziemię Obiecaną” oraz
takie filmy, jak „Amok” z Mirosławem Baką, „Dług”, „Nie ma
zmiłuj”, „Kapitał, czyli jak zrobić pieniądze w Polsce”, „Szczur”,
„Sztos”, „Wielka Wsypa” czy świetna komedia „Pieniądze to
nie wszystko” z Markiem Kondratem. Przez te filmy przewijają
się kluczowe problemy związane z rozwojem polskiego biznesu
i wiele z nich jest świetnym materiałem na dyskusję.
Dziękuję za rozmowę
Dziękuję.
e-profit
25
Bez krawata
Spartakus
i ubezpieczenia
Marek Dornowski
Nie chcemy bawić się tu w kryptoreklamę,
ale jedna z największych polskich marek
w zakresie ubezpieczeń przeprowadził akcję,
przed którą chylimy czoła. O co chodzi?
Jak zrobić kampanię wizerunkową, która spodoba się ludziom
i będzie nieszablonowa? Trzeba złamać schematy. Tak jak
ostatnio złamali je marketingowcy z PZU. No bo pomyślcie,
z czym kojarzą się Wam reklamy ubezpieczeń? Z przerażającymi
scenami wypadków samochodowych z podpisem AC już od… zł?
A może z oklepanymi hasłami w stylu: zaufanie, bezpieczeństwo
itp.? Jest ładnie i profesjonalnie. Tyle że nudno.
i nie mam na myśli banalnego stwierdzenia, że reklama display
jest tańsza niż w tradycyjnym magazynie. Na naszych oczach
widzę w praktyce to, o czym od lat można było jedynie przeczytać
w specjalistycznych książkach, a mianowicie że reklama ma
widza bawić i wciągać, ma budować jego relację z firmą, a nie
być czasem w którym widz przerywa oglądanie filmu, by zrobić
sobie kanapkę.
A tymczasem mamy kampanię, w której agent ubezpieczeniowy
zgaduje, o czym myślisz. Wyobrażasz sobie dowolną postać, po
czym odpowiadasz na pytania w stylu: czy ta osoba pochodzi
z Polski? Czy ta osoba gra w piłkę nożną? Po kilku pytaniach
agent stwierdza, że już wie, o kim myślałeś i… faktycznie na
ekranie pokazuje się imię i nazwisko (ewentualnie nazwa)
postaci, o której sobie pomyślałeś. Czary? Absolutnie, po prostu
dobrze opracowany algorytm i całkiem spora baza postaci. Od
Spartakusa poprzez Henryka VIII, aż na dzisiejszych celebrytach
kończąc. Odnaleźć można tam zarówno papieży, jak i gwiazdy
filmów dla dorosłych. Ktokolwiek to projektował z pewnością
musiał mieć świetną wiedzę socjologiczną.
Jeśli 2 miliony osób dobrze bawi się (a uwierzcie widziałem na
własne oczy, że to dobra zabawa) na portalu ubezpieczyciela
(choć w rzeczywistości jest to oddzielna domena), który
normalnie odwiedziliby tylko w przypadku gdyby musieli, i to
jeszcze bardzo niechętnie, to nie można tego lekceważyć. Jeśli
prawie 2 miliony osób lubi na portalu społecznościowym stronę
poświęconą Sercu i Rozumowi, i nie jest to bynajmniej reklama
firmy farmaceutycznej, to znaczy, że jako społeczeństwo
dojrzeliśmy do innego poziomu reklam.
Czy to działa? Na chwilę pisania tego tekstu „agenci” rozwiązali
już ponad 2 miliony zagadek. A zatem ludzie się w to bawią, kupili
grę. Możecie zapytać, jaki jest tego przekaz? Ano bardzo prosty.
Otóż ten agent ubezpieczeniowy, który zgaduje Twoje myśli,
doskonale wie, o co zapytać, zna Twoje potrzeby i przygotuje
ofertę skrojoną specjalnie pod Ciebie. Proste i logiczne. Poza
tym dobrze się bawiąc, nawiązujesz relację z firmą i chętniej
na nią patrzysz, zwłaszcza że branża ubezpieczeniowa to dość,
powiedzmy, trudna branża.
Dlaczego o tym piszę? Bo jestem pod wielkim wrażeniem
postępu, jaki dokonał się na przestrzeni lat w polskich
korporacjach. Przełomu przede wszystkim w sferze mentalnej,
bo obecna kampania ubezpieczeniowego giganta, wyprzedza
o lata świetlne stare klasyczne i zgrane reklamy produktów
finansowych czy ubezpieczeniowych. Pokazuje też, że internet
będzie odgrywał coraz większą rolę w komunikacji z klientem,
26
e-profit
A jak to przełożyć na startupy? Tak samo. Złamać schematy.
Piosenka Bitsy Boys „Internety robię” – kto z was jej nie słyszał?
A więc da się. Jeśli zatem jesteś na etapie szukania odpowiedzi
na pytanie, co zrobić by Twój genialny startup został zauważony,
po prostu złam schemat. Nie myśl sztampowo, marnując czas
na zastanawianie się, czy lepszym hasłem będzie „najlepszy
program dla firm” czy „program dla najlepszych firm”.
Oczywiście, macie rację, myśląc teraz, że ten zabawny system
promujący ubezpieczenia pewnie sporo kosztował, a Wy takiej
kasy nie macie, ale tak naprawdę liczy się pomysł. Jeden z moich
znajomych prowadzi serwis z testami na aplikacje prawnicze
(jeśli to czytasz, Tomku, to przepraszam za ten skrót myślowy)
i wiecie, jaką formę reklamy wymyślił. W dniu egzaminów
studenci poprzebierani za smoki i inne dziwne stwory chodzili
przed miejscem egzaminów i przytulali się na szczęście.
Niech powtórzy ten numer jeszcze kilka razy, a stanie się to
już tradycją, którą zwiąże grupę docelową ze swoją firmą.
Podsumowując? Chcesz się wyróżnić? Łam schematy.
© dedron - Fotolia.com
e-profit
Redakcja
Agnieszka Meller
Redaktor naczelna
e-mail [email protected]
Wydawca
Inkubator STARTER
Gdańska Fundacja Przedsiębiorczości
ul. Lęborska 3b
80-386 Gdańsk
NIP: 583-290-74-40
e-mail [email protected]
tel. 58 731 65 65
www.inkubatorstarter.pl


✎
Facebook.com/inkubatorstarter
Twitter.com/inkubatorstart
Blog.inkubatorstarter.pl
Download

Pobierz - e-profit