Nr 5, MAJ/CZERWIEC 2014
RZGOWSKA PRAWDA
1 ISSN 2353-2130
GAZETA BEZPŁATNA
Piszemy, jak jest!
www.rzgowskaprawda.pl
Podejrzane
karty pojazdów
i rachunki
telefoniczne
Kto bardzie
skorzystał
na funduszach
sołeckich?
Remizy mogą działać uczciwie,
a strażacy nic na tym nie tracą
W Grodzisku, Guzewie i Bronisinie Dworskim rozpowszechniane są nieprawdziwe informacje jakoby wykazywanie dochodów działalności gospodarczej remiz (wynajem) miały zaszkodzić strażakom - ochotnikom.
- Jak to? Nie wierzę… - dziwi się prezes OSP Pabianice Jerzy Sobierajski. - Przecież dochody trzeba wykazywać. To ktoś tego nie robi? Działalność OSP musi być zgodna z obowiązującym prawem, a na jego przestrzeganiu nie tracą strażacy. Mają i tak przywileje przy wynajmie sal. Co i jak
mamy określone w naszym regulaminie.
Podobnie ulgowo przy wynajmie sal traktowani są strażacy w całej Polsce (poza wymienionymi strażnicami w gminie Rzgów). Warto podkreślić,
że przestrzeganie prawa nie rodzi też zbędnej biurokracji. Na podstawie art. 17 ust. 1 pkt 4d ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych,
wolne od podatku są dochody jednostek organizacyjnych Ochotniczej Straży Pożarnej - w części przeznaczonej na cele statutowe. W tym zakresie
jednostki te nie mają obowiązku prowadzenia dokumentacji wymaganej przez przepisy.
W listopadzie ubiegłego roku ujawniliśmy, że Marek Bartoszewski, Stanisław Bednarczyk i Wiesław Gąsiorek pełnią podwójne funkcje. Są radnymi i członkami zarządu OSP w Grodzisku, Bronisinie Dworskim i Guzewie. Tymczasem przepisy ustawy o samorządzie gminnym zakazują radnym pełnić funkcji członków zarządów stowarzyszeń, a więc i Ochotniczych Straży Pożarnych, które prowadzą działalność gospodarczą w oparciu
o mienie gminy. Patent trójcy: Bartoszewski - Bendarczyk -Gąsiorek, polega na niewykazywaniu dochodów po to, aby umożliwić sobie pełnienie
podwójnych funkcji. Mogą to robić, gdyż służby wojewody i starosty łódzkiego - wschodniego nie są dociekliwe. Organy nadzoru nie zbadały
zgodności sprawozdań finansowych z rzeczywistością, tylko zapoznały się z ich treścią. A my pytamy, gdzie podziały się pieniądze z działalności
gospodarczej prowadzonej przez grodziską, bronisińską i guzewską strażnicę.
(mh.)
,,Rzgowianie”,
czyli chluba
naszej gminy
Sadurski:
Ćwierć wieku
rządów
Mielczarka
Mierzyński:
Policjanci
z Niłowej Pustelni
2 RZGOWSKA PRAWDA
Czy powstanie
kolejny supermarket?
Starter
O wciskaniu kitu
Na rozgrzewkę poczytajcie, co ma do powiedzenia nasz Struś Izydor. Temat jest ważki w obliczu tego, że
maj jest miesiącem strażaków, odbywają się imprezy z okazji Dnia Strażaka. Choć ten przypada 4 maja, w
świętego Floriana, świętowanie trwa praktyczne cały miesiąc. Wręczane są medale branżowe i państwowe
odznaczenia. Jest za co dziękować tym, którzy na co dzień ratują nasze życie i mienie. Chwała Wam, Strażacy! A w prezencie Struś Izydor pisze (że zrymuję) o zamęcie, jaki do strażackich głów chcą wprowadzić
ci, którym nie zależy tak naprawdę na strażackim interesie, ale o zachowaniu swoich wpływów, ukrywaniu
dochodów, czyli ściemniają, ile wlezie. Na szczęście strażacy mają hełmy, które dobrze chronią nie tylko
przed ogniem i wodą, lecz także przed wciskaniem kitu. Nie zdejmujcie ich kochani! Licho nie śpi.
Ciekawy list dostarczył nasz czytelnik. Obrazuje on mocno naciąganą propagandę rozwijaną przez Wojciecha Skibińskiego, szefa GOSiR podczas Święta Konstytucji 3 Maja. Czy sam wierzy w to, co mówi?
Polecam także tekst o sołectwach: list czytelniczki i artykuł „Kto bardziej skorzystał na funduszach sołeckich?”. Nasz felietonista Szczepan Sadurski na swój prześmiewczy sposób podsumowuje ćwierćwiecze
rządów Jana Mielczarka, zaś tekstu o astronomicznych kwotach wydawanych przez Stanisława Bednarczyka i olbrzymich rachunkach telefonicznych Marka Bartoszewskiego reklamować chyba nie trzeba.
Miłej lektury!
Magdalena Hodak,
redaktor naczelna
Na rzgowskich sklepikarzy padł blady strach. W mieście krążą słuchy,
że przy Rudzkiej ma powstać kolejny supermarket. Handlarze martwią
się, że ich obroty drastycznie zmaleją. Czy faktycznie jest się czego obawiać?
Od kilku miesięcy mieszkańcy spekulują na temat nowego dużego supermarketu. Lokalizacja jest już znana. Ma być to teren przy Rudzkiej.
Jaki sklep? Tego nie wiadomo. Jedno jest pewne. Kolejny market może
doprowadzić do zamknięcia małych sklepików, które nie są w stanie konkurować z wielkimi molochami. Wiadomo, że w znanych sieciach ceny
są niższe. Niektórzy uważają, że dotychczasowe dwa supermarkety to i
tak za dużo jak na gminę Rzgów, a co dopiero mówić o trzecim.
Nie uspokoił artykuł w Naszej Gminie, który daje do zrozumienia, że
na tym kawałku ziemi może powstać kolejny taki sklep. Jedyne ograniczenie to powierzchnia, bowiem market nie może przekraczać 2000 m2.
Pozwolenie na budowę wydaje starostwo powiatowe. Póki co, jeszcze
żaden wniosek nie wpłynął do instytucji.
- Wiemy, że chodzą plotki o budowie nowego sklepu. Ludzie się interesują i pytają o to w ratuszu. Pragnę jednak wszystkich uspokoić. Do
Urzędu Miejskiego nie wpłynęło żadne pozwolenie na budowę. Wiem, że
do starostwa również nikt nie wysyłał takiego wniosku. Miejscowy plan
zagospodarowania przestrzennego zezwala na rozpoczęcie takiej inwestycji. Jednak z naszych dokumentów wynika, że grunty należą cały czas
do tych samych właścicieli. Co oznacza, że nikt nie sprzedał ziemi na
Rudzkiej. Aktualnie nie zanosi się na otwarcie nowego sklepu, lecz nie
można tego wykluczyć - informuje Elżbieta Reczulska, kierownik referatu budownictwa i transportu w Urzędzie Miejskim.
Handlarze z niepokojem i niecierpliwością czekają na dalszy rozwój
sytuacji. O każdej zmianie i nowej decyzji będziemy na bieżąco informować.
Kil.
Europoseł docenia
obywatelskie postawy
Obywatel Ziemi Rzgowskiej
Prawicę
nominowanemu
do tytułu „Obywatelowi Ziemi Rzgowskiej” Jarosławowi
Świerczyńskiemu ściska eurodeputowany Janusz Wojciechowski, kandydat PiS do Parlamentu Europejskiego 2014r.
Świerczyński działa w Stowarzyszeniu Obrony Mieszkańców
Miasta i Gminy Rzgów.
Nominowany
Tomasz Łuczyński!
Uwaga, uwaga, szukamy prawdziwych obywateli. To takie osoby, którym nie jest obojętne, co dzieje się
wokół, są społecznikami dbającymi o poprawę jakości życia publicznego w naszej małej ojczyźnie. Czwartego
obywatela już poznaliśmy. O Dorocie Cisowskiej-Karolczak pisaliśmy w poprzednim numerze. Teraz przedstawiamy kolejnego kandydata. Jest nim Tomasz Łuczyński.
Od urodzenia mieszka w Babichach. Jest szczęśliwym ojcem dwójki dzieci. To zawodowy strażak. Ponadto
jest ratownikiem wysokościowym. Ma również smykałkę do interesów. Prowadzi własną firmę, która świadczy
usługi wysokościowe i specjalistyczne metodą dostępu linowego i technik alpinistycznych. Interesuje się polityką. Nie są mu obce problemy małej ojczyzny. Aktywnie uczestniczy w sesjach i komisjach Rady Miejskiej.
Na ręce samorządowców zaczął patrzeć po słynnej aferze skupu ziem przez CH „Ptak”, które były potrzebne
do budowy wielkiego kompleksu PTAK „EXPO”. Chętnie uczestniczy w sesjach i komisjach Rady Miejskiej.
Ostatnio poruszył drażliwy temat Gminnego Ośrodka Sportu i Rekreacji, a konkretnie przerostu zatrudnienia w
strukturach kierowniczych i wysokości ich pensji. Nie boi się wyrażać własnego zadnia i jest częstym gościem
przy mównicy. Taki obywatel potrzebny jest w każdej gminie.
Czekamy na następnych kandydatów do nominacji, która już jest wyróżnieniem. Zwycięzcę wyłonimy w drodze plebiscytu na początku 2015 roku. Otrzyma puchar, a wszyscy nominowani specjalne
certyfikaty.
Redakcja
PS. W związku z pracą nad galerią laureatów wszystkich dotąd nominowanych prosimy o przesłanie
swoich portretowych zdjęć na adres: [email protected]
Przekupstwo
z „maryśką” w kieszeni
Do Komisariatu Policji w Rzgowie zgłosił się 17-latek, by poinformować o kradzieży roweru. Oszacował szkody na 500 zł. Powiedział
również, że do rabunku doszło dosłownie przed chwilą. Funkcjonariusze
ruszyli w teren, by odnaleźć złodzieja. Na ul. Łódzkiej zauważyli mężczyznę, który poruszał się skradzionym rowerem. Policjanci wylegitymowali
i przeszukali sprawcę. W kieszeni kurtki znaleźli szklaną cygarniczkę, w
której nabita była marihuana. Przestraszony 23-latek próbował przekupić
policjantów, oferując im 50 zł w zamian za darowanie mu wykroczenia.
Mundurowi nie przyjęli łapówki i zatrzymali rzgowianina.
Badanie alkomatem ujawniło, że w chwili popełnienia przestępstwa
miał 1,8 promila alkoholu we krwi. Dwa dni później postawiono mu zarzut korupcji, za który grozi nawet 10 lat więzienia. Ponadto rzgowianin
odpowie za kradzież roweru i posiadanie narkotyków. Policjanci mają
zamiar skierować również wniosek do sądu o ukaranie gagatka za jazdę
jednośladem po spożyciu alkoholu.
kil.
RZGOWSKA PRAWDA
3 Wszystkie nasze rzgowskie sprawy:
517-870-009, [email protected]
lChciałabym odnieść się do opinii
jednej z czytelniczek. W rubryce
„Wszystkie nasze rzgowskie sprawy” ktoś opisał powiązania rodzinne w naszej gminie. Nie twierdzę,
że one się nie zdarzają, lecz nie
rozumiem, dlaczego w tak złym
kontekście wspominano o Agacie
Nawrockiej. Kobieta owszem ma
posadę kierownika Urzędu Sta-
nu Cywilnego, lecz zdobyła ją nie
przez znajomości, ale dzięki nauce.
Żeby objąć takie stanowisko, trzeba być wykształconym, narzuca to
prawo. Z tego co wiem, pani Aga-
List do redakcji
Dzień Sołtysa
Bardzo Wam dziękuję za artykuł, który poświęcony został sołtysom. Jesteście jedyną gazetą w gminie, która wie, że 11 marca przypada Dzień Sołtysa. „Nasza Gmina”, która wydawana jest za pieniądze podatników
(ostatni numer kosztował nas ponad pięć tysięcy złotych - informacja pozyskana od burmistrza) nie poświęciła
sołtysom ani jednego wersa (bo zabrakłoby na tzw. kiełbasę wyborczą).
Pięknie piszecie o roli i znaczeniu sołtysa już od czasów feudalnych poprzez Rzeczpospolitą Szlachecką m.in.
statuty wareckie itd. Dalej piszecie, że sołtys korzysta z ochrony prawnej przysługującej funkcjonariuszom publicznym. Dobrze, że dodaliście, że statut uchwala Rada Gminy. Chcę w tym miejscu podać przykład, jak burmistrz i Rada Gminy traktuje sołtysa. Otóż 16.10.2012, kiedy odbywało się w budynku Urzędu Gminy bardzo
ważne spotkanie zarządu łódzkiej GDDKiA, dotyczące przyszłości budowy południowo-wschodniej obwodnicy
Rzgowa i sołtys koniecznie chciał usłyszeć prawdę od autorów projektów (bo w tym czasie burmistrz i radni
prowadzili politykę dezinformacyjną - celowo!), to burmistrz Rzgowa wezwał policję, żeby siłą usunięto z budynku gminy sołtysa. Działo to się przy całkowitej aprobacie wszystkich radnych, a niektórzy tak się napalili, że
wręcz sami podjęliby się dzieła! Było to o tyle dziwne zdarzenie, że o terminie tego spotkania poinformowała na
sesji zastępca burmistrza. Nikomu też nie przeszkadzała obecność przedstawicieli Centrum Handlowego „Ptak”.
Największym wrogiem burmistrza i radnych był sołtys sołectwa, które poniosłoby największe koszty decyzji o
zamknięciu skrzyżowania DK-1 z drogą numer 71 i 714.
To nie jedyny przypadek, kiedy przeciw obywatelom władza wzywa policję, ale jedyny, kiedy policję wzywa
się do wyprowadzenia siłą z budynku Urzędu Gminy funkcjonariusza publicznego - sołtysa. Policja wzywana
była jeszcze 20.11.2013r.
Tak wygląda arogancja władzy w gminie Rzgów. Chciałabym, aby ten tekst przeczytali ci, którzy nie wierzą
gazecie, kiedy opisujecie różne fakty. Dziwię się, że takie rzeczy mają miejsce. Zachęcam do czytania „Rzgowskiej Prawdy”, a dowiecie się duuużo więcej!
Nazwisko do wiadomości redakcji
Witamy na świecie!
Kochani Rodzice,
Dzielcie się z nami swoim szczęściem. Przesłane przez Was zdjęcia noworodków chętnie opublikujemy. Piszcie na adres: [email protected], podając imię, nazwisko dziecka, jego wagę i
długość urodzeniową oraz datę przyjścia na świat.
Laura i Magdalena przyszły na świat w pabianickim szpitalu. Rodzicom i krewnym gratulujemy, a
maleństwom życzymy, aby jak najlepiej się rozwijały i wyrosły na porządnych ludzi.
15.04.2014r. godz. 0.30
LAURA
FAŁEK
3480 g, 55 cm
9.05.2014r. godz. 9.27
MAGDALENA
URBANIAK
3040 g, 52 cm
ta ma odpowiednie kwalifikacje.
Musiała nawet zrezygnować z
części urlopu macierzyńskiego, ponieważ była niezastąpiona. Jest w
rzgowskim urzędzie kilka kreatywnych, młodych i wykształconych
osób, którym się chce. Nie można
wszystkich pakować do jednego
worka. Ponadto ktoś powiedział,
że rzekomo załatwił jej pracę Bednarczyk. Bzdura! Z wiedzy jaką
posiadam wynika, że nie żyją w tak
przyjacielskich stosunkach. Myślę,
że pani Agacie zrobiło się przykro. Rozumiem, że jest to opinia
jakiejś osoby, ale gazeta też musi
brać newsy z dystansem. Mimo tej
wpadki, uważam, że robicie kawał
dobrej roboty i oby tak dalej…
l Fajnie, że dopuściliście do głosu
pana Macieja Gałkiewicza. „Gazeta
Rzgowska” od dawna serwuje napastliwe teksty, nie przedstawiając
stanowiska drugiej strony. Przeczytałem, jaka jest prawda, że nawet,
jak to mówią, nie leży pośrodku,
lecz w grę wchodzi ostra walka
konkurencyjna. Dziwię się tylko,
dlaczego pan burmistrz tak angażuje się po stronie pana Ptaka…
l Dziwi mnie postawa strażaków,
którzy są oburzeni artykułem „Radny strażak dużo może”. Powinni
być wdzięczni swoim przełożonym. Przecież gdyby nie pan Bartoszewski, Bednarczyk i Gąsiorek, ta
sprawa w ogóle nie ujrzałaby światła dziennego. To przez ich kłamstwa i przywarcie do stołka. A tak
w ogóle, czemu każdy ma działać
zgodnie z prawem, a strażakom się
odpuszcza. Dobrze, że to wszystko
wyszło na jaw…
l Ja już nie wiem, o co chodzi z
tymi „zawalonymi” z ulicy Grodziskiej. Kobieta twierdzi, że nie
otrzymała pomocy. Stawiany, że
oferował. Już zgłupiałem…
l Jestem strażakiem i chciałbym
uświadomić innym, że pan Bartoszewski, Gąsiorek i Bednarczyk nie
tyle dbają o strażaków, ile o własne
korzyści. Po to nie ujawniają dochodów z wynajmu strażnicy, aby
móc pełnić podwójne funkcje: prezesów, naczelników OSP i radnych.
Teraz kit wciskają, że co najmniej
straż cała padnie, jak ich nie będzie.
To jest jedna wielka ściema! Inne
strażnice ujawniają dochody i strażacy mają przywileje, nie płacą za
sale itp. Można wszystko uczciwie?
Nie pozwalajcie sobie wciskać
kitu! Precz z dziadostwem!…
l Pytam, dlaczego na mapie cmentarza nie ma cmentarza cholerycznego? Setki ludzi tam spoczywa.
Na dodatek nie można przejść na
cmentarz, bo zagradza szklarnia…
l Super, że ujawniacie chore powiązania rodzinne na samorządowych posadach. Tak trzymać!…
Bez ogródek
Mój
faworyt
Wśród władz Rzgowa mam kilku swoich ulubieńców, grupę pupilków. Jednym z nich jest radny
Wiesław Gąsiorek. To obywatel-fenomen pod każdym względem,
imponuje mi absolutnie wszystkim, ale skupmy się na jego błyskotliwej „karierze politycznej”.
Radny Gąsiorek, który czytuje „Rzgowską Prawdę” i boi się
zdjęć (a może to po prostu nieśmiały i skromny typ?), to istny
ewenement, bowiem od wielu lat
władzę sprawuje… mając 0% poparcia (słownie: zero procent)!
To nie żart. Wiesław Gąsiorek
jest jedynym kandydatem ze swojego okręgu i „wybiera się” go
bez głosowania. Jak to się ma do
zasad demokracji, gdzie rządzi
się na podstawie większości głosów? A gdyby ta większość była
na „nie”, to co wtedy? Na Pana
miejscu wstydziłabym się nazywać „reprezentantem społeczności”, która, jakby nie patrzeć,
wcale na Pana nie głosowała.
Nie do końca uczciwa ta sytuacja, ale jest jednocześnie przezabawna. No, ale dość kpin, ten
zacny radny to w końcu przewodniczący i mózg jednej z ważniejszych komisji – rewizyjnej.
Poza tym, Gąsiorek to twardziel jakich mało – w tym roku 5
lipca skończy 67 lat! Robot, nie
człowiek - toż to wiek emerytalny! Ciekawe, czy pokusi się o następną kadencję? Śmiem twierdzić, że tak; wszak jego rozległe
kompetencje, solidne wykształcenie i „całkowite” poparcie w
okręgu pozwalają mu sądzić, że
jest odpowiednią pierdzidupą na
odpowiednim stołku.
Apeluję do chętnych, aby stanęli
w konkury z Wiesławem Gąsiorkiem. A jeśli takowi się nie znajdą, apeluję do każdej kury, muchy,
psa, gołębia, kota czy źdźbła suchej trawy o wystartowanie. Poparcie z pewnością będzie większe
niż u naszego bohatera.
Justyna Małycha
,,Rzgowska Prawda” - bezpłatna gazeta dla gminy Rzgów. Adres redakcji: 95-200 Pabianice, ul. Zamkowa 30 (wejście od ul. Waryńskiego), tel./fax: (42) 215-26-64, tel. (42) 213-17-53.
Redaktor naczelna: Magdalena Hodak (42) 213-17-77. Linia reporterska tel.: 517-870-009.
Materiałów niezamówionych redakcja nie zwraca i zastrzega sobie prawo do skrótów. Przedruk części lub całości materiałów tylko za zgodą redakcji. Biuro ogłoszeń: ul. Waryńskiego 2,
tel./fax 215-58-12; e-mail: [email protected] Za treść ogłoszeń redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Prawa autorskie opracowań graficznych reklam i ogłoszeń zastrzeżone.
Wydawca: PW „PAVOX” Spółka z o.o. (Pabianice, ul. Zamkowa 30). Projekt graf. GRAFIGA. Druk: POLSKAPRESSE Sp. z o.o. Oddział Poligrafia Drukarnia Łódź, ul. Skorupki 17/19.
ISSN 2353-2130.
4 RZGOWSKA PRAWDA
Dramat Dawidka To kiełbasa wyborcza
List do redakcji
Joanna W. i Marcin P. usłyszeli
zarzuty znęcania się nad dzieckiem. Prokuratura uważa, że
malec był bity i głodzony. Jednak
Sąd Rodzinny oddał czteroletniego Dawidka rodzicom i oddalił
wniosek o ich tymczasowe aresztowanie.
Prokuratura swoje,
sąd swoje
Dramat czteroletniego Dawida miał trwać od jesieni zeszłego roku. Jak ustaliła prokuratura,
chłopiec był bity skórzanym pasem, szarpany i głodzony. Rodzice
związywali mu nogi i nie pozwalali
jeść. Chłopiec karmiony miał być
resztkami jedzenia. Według ustaleń prokuratury, matka uważała,
że czterolatek nie jest jej synem i
został podmieniony.
Sprawa wyszła na jaw, kiedy
jeden z mieszkańców zaalarmował
policję. Funkcjonariusze poważnie
podeszli do sprawy, dziecko trafiło
do szpitala ICZMP w Łodzi. Przesłuchano również sąsiadów. Była
to pierwsza interwencja mundurowych. Kolejna zakończyła się zatrzymaniem rodziców na 48 godzin.
Podczas przeprowadzonych badań u Dawidka stwierdzone zostały
obrażenia ciała w postaci: sińców
i otarć naskórka. Biegli stwierdzili również, że zachowanie dziecka
przejawia cechy charakterystyczne
dla osoby maltretowanej. Świadkowie zeznali, że matka odzywała się
do swojego syna wulgarnie i była
agresywna. Śledczy ustalili także,
że rodzice nadużywają alkoholu.
Mając takie dowody, prokuratura wystosowała wniosek do Sądu
Rodzinnego o areszt dla rodziców
chłopca i odebranie im dziecka. Sąd
do niego się nie przychylił, a mały
Dawid wrócił do swojego domu.
- Kiedy rzgowscy policjanci
dowiedzieli się, że maluch został
wypuszczony ze szpitala i oddano
go rodzicom, po prostu oniemieli.
Funkcjonariusze po tej interwencji udali się do mieszkania oskarżonych. Zastali ich pod wpływem
alkoholu. To nieudolność innych
służb i kpina z policji. Jak można
było tak postąpić? - nie kryje oburzenia jeden z mężczyzn.
Sąd nie znalazł jednak powodów, dla których para ze Rzgowa
miałaby być aresztowana, a ich
pociecha odebrana. Wymiar sprawiedliwości przyznał rodzinie
kuratora sądowego, który ma sprawować nad nimi nadzór. Będzie
do nich przychodził co trzy dni. Z
taką decyzją nie zgadza się prokuratura, która złożyła już zażalenie
do Sądu Okręgowego w Łodzi na
postępowanie sądu w Pabianicach.
Ten nie ma sobie nic do zarzucenia. Według instytucji: zebrane dowody, wywiad środowiskowy, opinia kuratora, informacje ze szpitala
i policji nie dawały podstaw do
aresztowania i odebrania dziecka rodzicom. Postępowanie dalej
trwa, dotyczy ustalenia władzy rodzicielskiej. Prokuratura chce być
stroną w tej sprawie. Złożyła już
stosowny wniosek.
Niech ten koszmar się
skończy
Rodzina w Rzgowie mieszka
od sześciu lat. W tym miejscu od
trzech. Trzydziestopięciolatka jest
matką czwórki dzieci, jednak według prokuratury to właśnie czteroletni Dawid był ofiarą przemocy
domowej. Udało nam się porozmawiać z załamaną kobietą, która nie
wierzy w to, że ktoś mógł być na
tyle okrutny i tak osądzić rodzinę.
- Niech pani na niego spojrzy.
Czy on wygląda na wychudzone
dziecko, czy nosi ślady znęcania
fizycznego? - pyta oskarżona.
Faktycznie - u malca nie da się
zauważyć śladów bicia. Jego policzki są okrągłe, a buzia uśmiechnięta. Dawidek jest ufny. Wiesza
mi się na szyi, dużo mówi i pokazuje zabawki. Ciekawski świata
jest także jego brat.
Joanna W. wie, kto dopuścił się
takiego „świństwa”.
- To nasz stary znajomy, który
chętnie do nas przychodził. Pokłóciliśmy się dosyć poważnie i on
zadzwonił na policję z taką „rewelacją”. Zresztą później chętnie
wypowiadał się przed kamerą, a
Po co knują?
BOSO, czyli
Bystrym Okiem
Subiektywnego
Obserwatora
jego wypowiedzi widnieją również w internecie. Dla mnie jest to
niepojęte, że ludzie, którzy tak nas
oceniali w telewizji, sami siedzą w
pobliskim barze i z uśmiechem na
twarzy, popijając piwko, komentują naszą sytuację. Nie wiedząc, że
wyrządzono nam ogromną krzywdę - dodaje kobieta.
W winę mamy nie wierzy również najstarszy syn.
- Przecież nie pozwoliłbym, żeby
katowała mojego brata. Jestem w
domu i widzę, co się dzieje. Chłopcy są bardzo żywiołowi. Bawią się
razem, kłócą, czasem nawet biją.
To jest normalne. Są w takim wieku - komentuje szesnastolatek.
Rodzina jest także pod opieką Miejskiego Ośrodka Pomocy
Społecznej.
- Nie mamy sobie nic do zarzucenia. Moi pracownicy wykonywali
swoją pracę tak jak powinni. Wyrażam nadzieję, że ta sprawa okaże
się tylko incydentem. Owszem była
tam trudna sytuacja, pojawiał się
alkohol, lecz zarzuty o maltretowaniu tego chłopca bardzo nas zaskoczyły - mówi Joanna Zdanowicz
z MOPS.
Takie informacje zdziwiły także
niektórych mieszkańców. Ekspedientka z pobliskiego sklepu
przyznaje, że w reklamówkach
czasami lądowało piwko, lecz jeśli kobieta kupowała coś dla dzieci, zawsze do koszyka pakowała
cztery rzeczy.
- Nie zauważyłam, żeby dzieliła
je na lepsze i gorsze. Zresztą chłopaki wyglądają zdrowo. Wariują,
uśmiechają się. Jestem zszokowana i nie mogę w to uwierzyć - komentuje.
Jednak niektórzy na rzgowskiej
rodzinie nie pozostawiają suchej
nitki.
- Na pierwszym miejscu były papieroski, kawka i alkohol. Bardzo
nerwowi do dzieci. Zdarzało się, że
krzyknęli czy zabluźnili. Chodziły
plotki, że niby chcą to najmłodsze
oddać, ale ja tam nie wiem…
W naszej gminie jak co roku 3 maja odbyły się uroczyste obchody tegoż święta narodowego. W kościele parafialnym św. Stanisława Biskupa i Męczennika została odprawiona msza w intencji ojczyzny. Ksiądz
proboszcz Krzysztof Florczak wygłosił przepiękne kazanie na temat
ojczyzny, święta i znaczenia tej daty w dziejach kościoła i Polski. Proboszcz mówił o martyrologii narodu polskiego i trudach Polaków w
odzyskaniu niepodległości. Tradycyjnie po mszy świętej zaplanowano
część artystyczną.
Warunki pogodowe nie były sprzyjające, dlatego całość występów zorganizowano w rzgowskiej hali sportowej. Rozpoczęto je hymnem narodowym zagranym przez naszą orkiestrę dętą. Prezentowały się Szkoła
Podstawowa w Kalinie, chór Camerata, Zespół Pieśni i Tańca Rzgowianie, młodsza grupa i starsza, oraz najmłodsza grupa Krasnale która zakończyła występy artystyczne. Prowadzącym i zapowiadającym był dyrektor
Gminnego Ośrodka Sportu i Rekreacji p. Wojciech Skibiński. Wszystkie
grupy prezentowały się bardzo ładnie, byli dobrze przygotowani i widać
było, że poświęcono dużo czasu i pracy, aby w należyty sposób zaprezentować część artystyczną.
Niestety, nie poprzestano jedynie na świętowaniu 3 maja i patriotycznym charakterze. Dyrektor GOSiR w Rzgowie wykorzystał dostęp do
mikrofonu i nakręcił ludziom „makaron na uszy”, propagując budowę
nowego domu kultury. Złożył podziękowania dla burmistrza i przewodniczącego Rady oraz samej Rady Miejskiej w Rzgowie za podjęcie decyzji o wybudowaniu nowego domu kultury. Podsumował swoje podziękowania „po takich występach jest dla kogo budować dom kultury”.
Należy się tutaj zgodzić z panem dyrektorem Skibińskim, iż rzgowska
młodzież jest bardzo utalentowana i wszystkie grupy gminne wykazały
się profesjonalizmem. Powinno się stworzyć dogodne warunki, by wyżej wymienione grupy mogły rozwijać swoje talenty i promować miasto na różnych występach. Jednak propaganda polityczna i wyrażanie
swoich podziękowań na większym forum było nietaktem, tym bardziej
że projekt jest dopiero w fazie początkowej. Wybrano dopiero firmę,
która ma stworzyć projekt domu kultury, jednak z samą budową miasto i młodzież muszą poczekać. W wieloletniej prognozie finansowej
na lata 2014-2020 nie zaplanowano środków na tę inwestycję. Od razu
widać, że jest to kiełbasa wyborcza mająca na celu pozyskanie głosów
wyborców związanych z grupami artystycznymi oraz mieszkańców
przybyłych na obchody. Radni na wniosek burmistrza podjęli uchwałę
o sporządzeniu jedynie projektu domu kultury.
Jaki jest sens wydawania pieniędzy z kasy na robienie projektu (około 70.000 zł), jeśli nie ma funduszy na jego realizację, czyli budowę?
Ba, nie ma nawet pomysłu, skąd takie środki pozyskać, chyba że ekipa
rządząca planuje drastyczne podniesienie podatków od 2015r., bo według opinii RIO w najbliższym roku utracimy zdolność do uzyskania
jakichkolwiek kredytów, a co za tym idzie i dotacji z UE. Ewentualne
pozwolenie na budowę traci ważność po 2 latach, a projekt po kilku
latach dezaktualizuje się. Zatem co tu dziękować, za co, za pomysł na
wydanie pieniędzy na projekt domu kultury, którego realizacja nie jest
ujęta w planach do 2020 roku.
Podziękować chyba może burmistrz p. dyrektorowi Skibińskiemu, że
mydli ludziom oczy i propaguje nieprawdziwe inicjatywy. Jeszcze jedno:
takie święto powinno zachować swój charakter od początku do końca, a
kiełbasa wyborcza nie powinna być kręcona na takich uroczystościach.
Panie dyrektorze Skibiński: Nie chwal dnia przed zachodem słońca!
Len.
Wierny czytelnik
(imię i nazwisko
do wiadomości redakcji)
* Imię chłopca zostało zmienione
„Kto za tym stoi i czemu to służy?” - tym pytaniem w latach osiemdziesiątych minionego wieku kończył
swoje konferencje prasowe niesławnej pamięci rzecznik rządu. Dlaczego akurat teraz przypominam te słowa? Bo mam pytanie – czemu służy rozpowiadanie plotek, że jeśli jednostki Ochotniczych Straży Pożarnych
zaczną uczciwie przedstawiać swój dochód z działalności gospodarczej, to stracą na tym finansowo? Czemu służy celowe wprowadzanie w błąd druhów-ochotników i pozostałej części społeczeństwa? W Polsce
są tysiące jednostek OSP, które wykazują dochody z prowadzonej działalności gospodarczej. I co? I nic.
Normalnie funkcjonują i zapewniam, że z tego tytułu żadnych strat nie ponoszą.
Czemu służy rozsiewanie idiotycznych plotek, że przez publikowane w „Rzgowskiej Prawdzie” artykuły,
jednostki OSP będą narażone na utratę części swoich dochodów, a co za tym idzie na zmniejszenie funduszy
na zakup sprzętu, paliwa, szkolenia itp.
Mam nadzieję, że nikt nie da się nabrać na to, że „Rzgowska Prawda” chce zaszkodzić tak szacownej
organizacji jaką jest Ochotnicza Straż Pożarna. Kto więc za tym stoi?
Stara łacińska sentencja mówi: „uczynił ten, komu przyniosło to korzyść”. A korzyścią można nazwać
także to, że wbrew prawu łączy się funkcję radnego i funkcję w zarządzie OSP. W końcu radny nie za darmo
uczestniczy w pracach Rady Miasta i jej komisjach.
O strażakach mówi się górnolotnie, że są rycerzami św. Floriana. Jednak działania niektórych druhów
z rycerskością nie mają nic wspólnego. Pomimo wysokich funkcji zachowują się jak margines społeczny.
Jak baby w maglu płodzą plotki i rozpowszechniają nieprawdziwe informacje, wprowadzając tym samym
niepotrzebny zamęt i chaos. Po co knują, kłamią i mieszają ludziom w głowach? Czy te działania nie będą
miały wpływu na postrzeganie ich organizacji (do której przynależnością się szczycą) przez społeczeństwo?
Czy już PT Czytelnicy wiecie, kto za tym stoi?
Struś Izydor
RZGOWSKA PRAWDA
5 Horrendalnie wysokie rachunki za telefon służbowy.
Astronomiczne kwoty wydawane na benzynę. Karty pojazdów podpisywane… ponad rok przed podróżą.
Podejrzane karty pojazdów
i rachunki telefoniczne
Zacznijmy od spraw motoryzacyjnych. Stanisław Bednarczyk to
barwna postać naszego lokalnego
podwórka. Znakomity przedsiębiorca, dzielny strażak, a na dodatek wiceprzewodniczący Rady Miejskiej.
Roboty ma sporo. Nic dziwnego,
że otrzymał służbowego strażackiego peugeota. Bednarczyk tak
przyzwyczaił się do pojazdu, że na
terenie gminy widziany był tylko i
wyłącznie w nim. Przyjeżdżał nim
na sesje czy komisje Rady Miejskiej
i nie tylko. Samochód widziany był
w różnych nietypowych miejscach i
o dziwnych godzinach. Mężczyzna
się tym nie przejmował i nawet nie
starał się ukrywać. Przystopował,
kiedy coraz więcej osób zaczęło interesować się tym. Wtedy strażacki
peugeot zniknął sprzed wejścia ratusza i stanął na tyłach Urzędu Miejskiego. Z czasem po służbowym aucie ślad zaginął. Wszystko za sprawą
ciekawskich osób, które drążyły i za
wszelką cenę chciały dowiedzieć
się, ile tak naprawdę Bednarczyk
przejeżdża kilometrów.
Udało się nam dotrzeć do dokumentów, które ujawniają, jak naprawdę wykorzystuje służbowe auto
strażak Stanisław Bednarczyk. Pod
lupę wzięliśmy miesięczną kartę pojazdu. Trafiliśmy na sierpień 2013.
Z danych wynika, że w tym okresie
radny przejechał 4850 km! Co daje
156 km dziennie. W tym okresie
zużył 479,17 l benzyny. Nie zgadzają się jedynie daty tankowania
(10.08.13, 28.09.13, 5.12.13). Tutaj
warto dodać, że obok wielkimi literami jest napisane: „Zatankowano
ze środków własnych OSP Broni-
sin”. Na dokumencie wyraźnie widnieje sierpień, a nazwa wskazuje, że
jest to karta miesięczna. Jeśli jednak
podzielimy przejechane kilometry
przez miesiące, w których tankował
mężczyzna, daje to prawdopodobny
wynik 31 km dziennie.
Nieprzyłożenie się radnego do
wypełnienia dokumentu powoduje,
że społeczeństwo wprowadzane jest
w błąd. Mimo wszystko przyjmujemy, że Stanisław Bednarczyk przejechał 4850 km. W końcu wiedział,
że wypisuje kartę miesięczną, a nie
półroczną. Taka sytuacja powtarza
się np. w lutym 2012. Zatankowano prawie 473 l benzyny (26.02.13,
12.06.13, 23.08.13, 13.07.13.), a
zrobiono 5156 km. Dziwi jednak
data podpisu. Karta wskazuje miesiąc luty, a parafka złożona jest dokładnie 5 sierpnia 2013. Jednak w
największe osłupienie może wprowadzić karta z lipca 2012 roku.
Tutaj strażak Bednarczyk również
nie próżnował. Pracy miał tyle, że
przejechał 4721 km
i zużył prawie 370 l
benzyny. Szczególną uwagę zwracamy na daty tankowania: 12.07.2012,
18.08.2012,
02.10.2012,
09.11.2012,
17.11.2012,
18.02.2013. Obok
widnieje również
napis: „Ze środków
własnych”, który
ewidentnie odnosi
się do rubryki, w
której napisane jest
60 l. Czyżby radny
okazał sie na tyle
hojny i z własnej
kieszeni wyłożył na
60 litrów paliwa?
Prawdziwa
„bomba” znajduje
się przy dacie podpisu. Karta zatwierdzona
została…
25.06.2012 roku.
Czyżby Stanisław
Bednarczyk okazał
się jasnowidzem i dokładnie przewidział, ile wykorzysta paliwa i w
który dzień zatankuje? Dokumenty
się ze sobą nie zgadzają, a ich zapis pozostawia wiele do życzenia.
Trzeba również dodać, że wszystko
sponsorowane jest z budżetu gminy,
ponieważ to jej pieczęć widnieje na
karcie miesięcznej.
Czas na kwestię wybujałej
komunikacji za pieniądze podatników. Otóż, Regionalna Izba
Rachunkowa rzuciła cień podejrzenia na wykorzystanie służbowego telefonu przez przewodniczącego Marka Bartoszewskiego.
Sprawa toczyła się dosyć dawno,
lecz idealnie nadaje się do tego
tematu. W 2001 roku szef rajców
otrzymał telefon komórkowy.
Gmina Rzgów zobowiązała się do
pokrywania kosztów za rozmowy
przewodniczącego. Oczywiście,
miały się one odbywać tylko w celach służbowych. Tego punktu nie
uwzględniono jednak w umowie.
Nie zawarto również informacji,
że sprzęt zostaje przekazany ze
względu na stanowisko pełnione
przez Bartoszewskiego. RIO podkreśla, że w naszym prawie brak
jest zapisu o pokrywaniu kosztów prywatnych rozmów radnych
przez jednostki samorządowe.
Kontrolujący mieli zastrzeżenia co do wysokości rachunków
telefonicznych. Uznali je wręcz za
nadzwyczaj wysokie. We wrześniu
2003 roku gmina musiała zapłacić
fakturę VAT w wysokości 641,49
zł! W maju 2003r. wynosiła 604,04
zł, w lutym - 428,65, w styczniu -
319,82 zł, w listopadzie - 443,81
zł, a w styczniu 2002r. - 558,70 zł.
W dokumencie możemy również
przeczytać: „Analiza przedłożonego
bilingu rozmów, dotyczącego faktury z dnia 23 września 2003 roku, za
okres od dnia 21 sierpnia 2003 roku
do dnia 20 września 2003 roku daję
podstawę do uzasadnionych wątpliwości, czy wszystkie rozmowy miały
związek z pełnieniem przez Pana
Bartoszewskiego funkcji Przewodniczącego Rady Gminy (…)”. W dalszej części inspektorzy podają czas
przeprowadzonych rozmów właśnie
w tym okresie. Mężczyzna wykonał
294 połączeń na 698 minut i 30 sekund oraz cztery połączenia za granicę na 6 minut 49 sekund (w okresie
14 - 16 sierpnia). RIO zauważyło
również, że w wyżej wymienionym
okresie nie odbyła się żadna sesja
Rady Gminy, a zgodnie z art. 19
ust. 2 ustawy o samorządzie gminnym - „zadaniem przewodniczącego rady jest wyłącznie organizowanie pracy rady oraz prowadzenie
obrad rady i tylko w tym zakresie
koszty rozmów telefonicznych mogą
być pokrywane z budżetu jednostki
samorządu terytorialnego”. Kontrolujący ujawnili również, że wystawiane faktury za rozmowy telefoniczne nie były sprawdzane przez
pracowników Urzędu Gminy. Nikt
nie zainteresował się również, czy
telefoniczne konwersacje przewodniczącego miały związek z wykonywaniem przez niego powierzonych obowiązków.
Len.
rys.: Szczepan Sadurski
Kto bardziej skorzystał na funduszach sołeckich?
Wiele emocji budzi temat wykorzystania funduszy sołeckich.
Jak wiadomo niektórzy sołtysi z
nich zrezygnowali. Jednak mimo
wszystko w budżecie zarezerwowano dla nich środki pochodzące
z tego tytułu. Czy w naszej gminie
lepiej zrzec się tej pomocy finansowej i dostać więcej?
W
listopadowym
numerze
„Rzgowskiej Prawdy” sporo miejsca poświęciliśmy tej sprawie. W
2012 roku radni zagłosowali za wyodrębnieniem funduszu sołeckiego.
Te pieniądze miały pomóc w rozwoju wsi, a wykonane inwestycje
służyć wszystkim mieszkańcom.
Jednak tylko cztery miejscowości przyjęły taki zastrzyk gotówki.
Reszta zrezygnowała. Wydaje się
to być dziwne, ponieważ każdy
chciałby modernizować i unowocześniać obiekty w swojej miejscowości. Jaka była więc przyczyną
tak absurdalnej decyzji?
Według przewodniczącego Marka Bartoszewskiego, koncepcje i
pomysły niektórych sołectw przekraczały kilkanaście, a nawet kilkaset procent kwoty przeznaczonej. Ponadto wydzielenie takich
funduszy pomniejszyłoby budżet
inwestycyjny. Dlatego nie wszyscy zgodzili się przyjąć te dodatkowe środki. Koniec końców
pieniądze wykorzystały: Kalinko,
Gospodarz, Stara Gadka i Starowa
Góra. W Kalinku zainwestowano
w nowy plac zabaw, a w pozostałych miejscowościach zmodernizowano świetlicę.
Wydawałoby się, że tylko te
cztery miejscowości mogą mówić
o wykorzystaniu funduszy. Jednak
w gminie Rzgów wszystko działa
inaczej lub raczej stoi na głowie.
Burmistrz, przekazując radnym tegoroczny budżet, zaznaczył w nim
zadania realizowane w ramach
funduszu sołeckiego. Nie byłoby
w tym nic dziwnego, gdyby nie
fakt, że w tej rubryce umieszczono
wszystkie miejscowości z gminy.
Choć większość z nich zrezygnowała z tej formy pomocy, inwestycje będą w nich przeprowadzane.
Obok widnieje również adnotacja
o zwrocie kosztów w wysokości
10% w roku budżetowym. Jak to
możliwe, jeśli w rozmowie z naszą
gazetą sołtysi wyraźnie mówili, że
zrzekli się tego przywileju? Dlaczego więc należy im się zwrot
pieniędzy?
Ważną kwestię poruszyła również Kazimiera Zawistowska,
sołtys wsi Gospodarz. Uważa, że
miejscowości, które odrzuciły fundusz są w lepszej sytuacji, ponieważ otrzymują od gminy więcej
niż gwarantował fundusz. I faktycznie na niektóre miejscowości
przeznaczono większe kwoty. Inne
potraktowano po macoszemu i nie
przeznaczono na nie ani złotówki.
Cała procedura jest niezrozu-
miała. Niejasne jest również traktowanie funduszy w naszej gminie. Jak zło konieczne. Nie zawsze
przecież radni wyodrębniali środki
na ten cel. Jest to zupełnie odwrotna sytuacja niż w pozostałych gminach, w których fundusz sołecki to
priorytetowa sprawa, bo opłacalna
dla sołectw. O funduszu równie
chętnie mówi Prezydent RP i minister gospodarki. W poprzednim
numerze „Rzgowskiej Prawdy”
pisaliśmy również o korzystnych
zmianach, które zaszły w tej ważnej ustawie.
W tym roku radni zagłosowali za
wyodrębnieniem środków. Czas pokaże, czy zostaną one wykorzystane.
Maj.
6 RZGOWSKA PRAWDA
Jak sołtys i prezes OSP
Prawda remizę
wyremontował
Remont oddanej w maju do
użytku sali OSP w Prawdzie przeprowadziła firma należąca do…
Jana Spałki, który pełni funkcję
sołtysa tej miejscowości i prezesa
OSP Prawda. Niektórzy mieszkańcy nie kryją oburzenia: - Czy to
czysty przypadek, a może w gminie
przetargi wygrywa się po „znajomości”? - powtarzają.
Najpierw krytykował
burmistrza
Jedno jest pewne: sala OSP w
Prawdzie była w opłakanym stanie. Na sesjach i komisjach budżetowych o jej odnowienie walczył
Jan Spałka. Mocno oburzył się,
kiedy zobaczył, że na odnowienie pomieszczenia burmistrz chce
przekazać tylko 30 tys. złotych. Co
ciekawe, ta inwestycja znalazła się
w rubryce pt. „Zadania w ramach
funduszu sołeckiego”. A przecież
wiadomo, że tylko cztery sołectwa
z takowego wsparcia skorzystały (Kalinko, Gospodarz, Starowa
Góra, Stara Gadka). Prawda do
nich nie należała.
Spałka nie był zadowolony z
kwoty uwzględnionej na renowacje. Stwierdził, że środki zaproponowane przez burmistrza nie są
wystarczające i w pełni nie pokryją
remontu sali. Sołtys ostro dyskutował z Mielczarkiem. To przyniosło
efekt, ponieważ burmistrz ugiął się
i przyznał dodatkowe pieniądze
(20 tys. złotych).
Potem wygrał przetarg
26 lutego w Biuletynie Informacji Publicznej opublikowano prze-
targ na prace związane z remontem
sali OSP. Zakres prac obowiązywał: demontaż podłogi drewnianej
(z uwzględnieniem oczyszczenia
desek z gwoździ), wykorytowanie
ziemi spod posadzki drewnianej,
skucie starych tynków CW z usunięciem gruzu, odgrzybienie ścian
i położenie nowych tynków, wykonanie podsypki piaskowej, wykonanie posadzki z betonu B-10,
ocieplenie posadzki styropianem
twardym, wykonanie izolacji przeciwwilgociowej z folii, wykonanie
zbrojenia gotową siatką stalową,
wykonanie posadzki z betonu B-25
na powierzchni, położenie tynku
żywicznego, uzupełnianie tynków
na ścianach wraz z gruntowaniem,
podwójne malowanie sufitów wraz
z gruntowaniem farbą emulsyjną, położenie tynku akrylowego
w korytarzu, ułożenie płytek ceramicznych wraz z fugowaniem,
wykonanie cokołu z płytek wraz
z fugowaniem, malowanie dachu
z blachy w budynku jednokondygnacyjnym x2, wykonanie konstrukcji z kartongipsu wraz z montażem oświetlenia halogenowego.
Wykonawca zobowiązany został
do wywiezienia na własny koszt
gruzu i innych elementów rozbiórkowych. Do urzędu wpłynęło
dziewięć ofert. Najtańsza okazała
się ta złożona przez sołtysa. Swoją pracę wycenił na 20.385 zł. Inni
przedsiębiorcy proponowali kwoty
w granicach 30 - 40 tysięcy.
- Naprawdę fajny facet ten nasz
sołtys. Konkretny, nie boi się Mielczarka. Dziwi tylko ta kwota… Inni
chcą 40 tysięcy, a on dwa razy
mniej. Trochę to podejrzane powiedział nam czytelnik, który
jako pierwszy zadzwonił do naszej redakcji z tą informacją. `
Bardziej krytycznie nastawiona była inna mieszkanka tej miejscowości.
- Nie podoba mi się taki sposób
załatwiania sprawy. Podobno inni
przedsiębiorcy mieli trudności z
obejrzeniem sali. Nie chodzi o to,
że jestem zazdrosna, lecz takie
przetargi wzbudzają pewien niesmak. Pojawia się wtedy pytanie,
czy sołtys Spałka nie wygrał go po
znajomości. Jaką mamy pewność,
że tak nie było? - zastanawia się
kobieta.
We wsi zdania są podzielone.
Jednak większość uważa, że nic
złego się nie stało. Są zadowoleni
z takiego obrotu sprawy. Uważają,
że sołtys, który jednocześnie jest
prezesem OSP nie będzie działał
na niekorzyść remizy.
- On tutaj dużo zrobił i to w czynie społecznym. O tę salę bardzo
się dba. Kto może, to pomaga. W
ciągu paru lat poprawiło się bardzo. Ktoś po prostu chce mu zaszkodzić - powiedział pan Ryszard,
mieszkaniec.
Sprawę inaczej widzi sam zainteresowany.
- Jako prezes OSP Prawda doskonale wiem, w jakim stanie jest
cały budynek. Walczyłem o rozbudowanie jednostki, teraz starałem
się o remont. Ten kto był na sesji,
widział, że o te dodatkowe 20 tysięcy toczyłem boje z burmistrzem.
W końcu udało się. Nie odbieram
tego, że ktoś załatwił mi po znajomości. Wszyscy dobrze wiedzą, że
Jan Mielczarek zbytnio za mną nie
przepada - powiedział Jan Spałka.
Przyznaje, że podczas remontu
Śmieciowy problem
Mieszkaniec Starowej Góry
Leszek Sabanty złożył skargę na działalność burmistrza
Jana Mielczarka. Uznano ją za
bezzasadną.
Skarga miała formę elektroniczną, mieszkaniec wysłał ją e-mailem
do Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego. Zażalenie dotyczyło nieodebranych odpadów komunalnych
sprzed domu przy ul. Topolowej.
Skargę zgodnie z właściwościami
odesłano do rzgowskiego urzędu.
1 kwietnia (to nie żart) nie odebrano 5 worków, mimo że były
przez mieszkańca opisane. Pracownicy firmy, która wygrała
przetarg na wywóz rzgowskich
śmieci, tłumaczyli, że wolno im
zabrać worki tylko z logo firmy.
Zostawili panu Leszkowi 5 „swoich” worków, ale mężczyzna nie
chciał ich przepakować – wszak
w zawartej umowie jest zapis, że
firma „Juko” musi wywiązać się z
odbioru wszystkich odpadów, bez
wzglądu na opakowanie. Śmieci
zostały przed posesją…
Mężczyzna zgłosił to do urzędu.
Magdalena Górska zapewniła, że
śmieci zostaną zabrane. Urzędnicy
skontaktowali się z „Juko”. Spółka
2 kwietnia w odpowiedzi wysłała
formułkę o „firmowych” workach
(gdyż zwykłe utrudniają identyfikację i rodzaj odpadów). Mijały
dni, a śmieci wciąż pozostawały
nieodebrane.
8 kwietnia pan Sabanty w elektronicznej korespondencji do
Urzędu Gminy uprzedził, że jeśli
worki nie zostaną zabrane sprzed
jego domu, osobiście przywiezie
je pod urząd. Jak powiedział, tak
zrobił.
- Dziesiątego kwietnia przyjechałem z workami pod urząd. Zostawiłem je pod wejściem od strony parkingu – relacjonuje.
Sprawa stanęła na sesji.
- To pierwsza tego typu skarga i
z pewnością nie dotyczy działalności burmistrza, ale firmy wywozowej – mówił Adam Stawiany.
W podobnym tonie wypowiadali
się inni urzędnicy. Skargę uznano
za bezzasadną, ale rajcy zgodzili
się, aby ukarać firmę finansowo
zgodnie z regulacjami w umowie.
30 zł za każdy nieodebrany worek,
czyli w sumie 150 złotych.
- Ja nie mam umowy z firmą,
ja płacę gminie, więc tam zgłaszam problem - spointował Leszek Sabanty.
jum.
niektóre rzeczy zrobił, mimo że
nie były uwzględnione w kosztach.
- Miałem zostawić coś zepsutego
lub brzydkiego? Ja nie mam sobie
nic do zarzucenia. Cieszę się, że
mogę to wykonać. Wiem, że moi
pracownicy zrobią wszystko dokładnie i nic nie będzie spartaczone. Chcemy, żeby ta sala służyła
mieszkańcom. W tym wypadku nie
chodzi o zysk. Ludzie jak są zawistni, to niech sobie gadają. Ja się nie
przejmuję i robię swoje - dodał
Spałka.
O komentarz poprosiliśmy też
burmistrza. Zapytaliśmy, czy tak
jak w przypadku radnych istnieje
przepis, który zakazuje sołtysom
startowanie w przetargach.
- Tutaj chodzi tylko o radnych.
Sołtysi bez problemu mogą składać oferty. Jeżeli chodzi o Jana
Spałkę, to co ja mogę więcej powiedzieć. Zaproponował najniższą stawkę, więc automatycznie
wygrał. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem - skomentował Jan
Mielczarek.
Lim.
foto: cm.
Sala w trakcie remontu
Bogata gmina,
ale…
Gmina Rzgów do biednych nie należy. Plasujemy się w pierwszej dziesiątce najbogatszych gmin w województwie łódzkim. Co prawda nie możemy mierzyć się z takimi krezusami jak Kleszczów (33.560 zł w przeliczeniu na jednego mieszkańca) czy Rząśnią (5012 zł), jednak w rankingu
zajmujemy wysokie piąte miejsce. Wyprzedza nas tylko Szczerców (3431
zł) i Stryków (2862 zł). Niestety, mimo takich wyników mieszkańcy narzekają na brak chodników. Nie ma pieniędzy na kanalizacje, wyremontowanie nawierzchni asfaltowych i wiele innych.
- Nie obchodzi mnie żaden ranking. Zobaczmy, co się dzieje dookoła.
Zrobili sobie urząd, piękny park, a my brodzimy po kostki w błocie - denerwuje się pan Jan.
Przypomnijmy, że tegoroczne sesje i komisje budżetowe były bardzo
burzliwe. Niektórych przerażał fakt, iż gmina wypracowała tak niską nadwyżkę budżetową, żeby zatem zrealizować wszystkie pomysły inwestycyjne, gmina musiała zaciągnąć wielomilionowy kredyt. Było to sprzeczne z opinią Regionalnej Izby Obrachunkowej.
kro.
RZGOWSKA PRAWDA
7 Droga (nie)konieczna?
Ostatnia sesja rady miejskiej trwała… dwa dni.
Pierwsze posiedzenie po blisko siedmiu godzinach z uwagi na brak kworum zostało przerwane.
Nikt nie podejrzewał, że sesja
mająca charakter sprawozdawczy
przerodzi się w spięcie z mieszkańcami. Konflikt wywołał punkt obrad
dotyczący planu zagospodarowania
przestrzennego dla rejonu ulic Grodziskiej, Południowej i Glinianej.
Dotyczy to poprowadzenia nowych
dróg oraz budowy sieci wodno-kanalizacyjnej. Jednym z argumentów
na wykonanie takiego układu dróg
jest podobno odwodnienie części
działek, na których nieustannie stoi
woda.
Dawać ziemię,
nie narzekać!
Niektórym mieszkańcom nie jest
na rękę takie rozwiązanie, gdyż przez
nową drogę ich działki ulegną zwężeniu (są dłuższe niż szersze) i mogą
nie być atrakcyjne dla potencjalnych
nabywców. Ludzie nie chcą, aby odbywało się to ich kosztem.
- Ale tu nic nie odbywa się waszym
kosztem! Przecież my te działki odkupujemy, my budujemy drogę, płacimy za to wszyscy pieniędzmi podatników. Nie rozumiem, dlaczego
to wam się nie podoba – zagrzmiał
radny Zenon Wawrzyniak.
Mieszkańcy obawiają się też, że
po budowie drogi ich działki będą
automatycznie przekwalifikowane
jako budowlane, co wiąże się z wyższymi podatkami.
Lecz to nie jedyny problem. Bo o
ile komuś po podziale łatwiej będzie
spieniężyć grunt, o tyle gorzej mają
ci, którzy nie chcą działek sprzedać.
W takiej sytuacji są siostry Agnieszka i Maria Stawickie, które mieszkają przy ul. Glinianej. Droga, łącząca ul. Grodziską z Glinianą, idąca po
długości ich działki zabierze im ok.
850 metrów kwadratowych (szerokość jezdni plus po dwa metry
zabezpieczenia z każdej strony). Ponadto ich działka stanie się działką
narożną, przez co nie tylko znacznie
straci na wartości, ale również spowoduje dodatkowe utrudnienia, tj.
hałas, zalewanie działki wodami z
jeszcze jednej drogi, sprzątanie i odśnieżanie dodatkowego trzykrotnie
większego odcinka przydrożnego.
Wnioski i uwagi
Kobiety przez kilka godzin cierpliwie czekały, aż sesja dojdzie do
interesującego je punktu. W końcu
udzielono im głosu. Tłumaczyły,
że odwodnienie można wykonać w
inny sposób, bardziej efektywny niż
rów przydrożny przeprowadzony od
Grodziskiej do Glinianej, gdyż w
wyniku ukształtowania terenu woda
i tak w większości spływać będzie w
stronę ulicy Glinianej. Przy każdym
wyłożeniu planu cała ich rodzina
zgłaszała swoje wnioski i sprzeciwy.
Wiadomo, że uwag było wiele
(jeszcze od innych sąsiadów), ale
mecenas rozstrzygnął, że trzeba
odczytać i poddać pod głosowanie
każdą osobno. Kolejne minuty upły-
wały nad wzajemnymi argumentami. Włodarze tłumaczyli, że odwodnienie jest potrzebne, a inne plany
poprowadzenia dróg były wcześniej
odrzucane. Mówili, że kierują się
dobrem ogółu i rozwojem Rzgowa. Wszystko odrzucali jak leci,
atmosfera gęstniała i każdy był już
zmęczony. Na sali było ośmioro radnych, czyli ponad połowa, co daje
kworum. W pewnym momencie
obrady opuściła Anna Pachulska.
Przepisy mówią, że rada bez kworum nie jest zdolna do podejmowania uchwał, zatem przewodniczący
Marek Bartoszewski powiedział,
że zrywa sesję.
- Nie można zerwać sesji – padł
głos z sali.
- No to ogłaszam przerwę do jutra
do godziny trzynastej – odparował
Bartoszewski.
Ciąg dalszy nastąpił…
Na sesji następnego dnia nie było
już mecenasa ani burmistrza. Frekwencja radnych także nie zachwyciła. Rozpoczęto od tego, na czym
skończono. Do sióstr Stawickich dołączył ich sąsiad Adam Szczepański, mieszkaniec ul. Południowej.
Jeśli nowy plan zostanie przegłosowany, przez jego działkę miałyby
przechodzić aż trzy drogi.
– Gmina rządzi się moją ziemią
bez mojej wiedzy. Co to jest za kraj,
co to za władza? – mówił rozżalony.
Ma krowy mleczne, stado musiałby przeganiać przez ulicę. Poza tym,
kto by chciał, aby przez jego działkę
przechodziły trzy drogi?
- I dlaczego nikt mi nie powiedział
o tym spotkaniu? Dlaczego nie poinformowano mnie, że tu od wczoraj się będzie o tym rozmawiało? –
uniósł się Szczepański.
Opowiedział, że na posiedzeniu
komisji we wrześniu 2013 roku, na
którym omawiano ten projekt planu,
padła decyzja, iż plan zostanie zmieniony. Zostaną wprowadzone zmiany w układzie dróg i w odwodnieniu
terenu objętego planem.
- Miało być zebranie wszystkich
objętych zakresem tego planu i
miało być nad nim przeprowadzone głosowanie wśród mieszkańców.
Plan przeleżał siedem miesięcy i bez
ustalonych zmian niespodziewanie
pojawił się na sesji – mówił.
- To jest ogłaszane w Biuletynie
Informacji Publicznej, poza tym nie
ja decydowałem, kiedy będziemy
nad tym debatować. To burmistrz
zwrócił się do mnie, aby wnieść ten
punkt na obrady i tak musiało być –
tłumaczył się przewodniczący.
Mieszkaniec miał także żal o to,
że nie wiedział, w jakich terminach
w ostatnich latach można było dokonać złożenia stosownych wniosków i uwag. Tu odpowiedziała mu
Elżbieta Reczulska: - Informowaliśmy mieszkańców zgodnie z ustawą, ogłoszenia ukazały się w Naszej
Gminie, Dzienniku Łódzkim, a sołtysi rozwieszali je na tablicach.
Mężczyzna był wciąż zdenerwowany, ale już bezsilny.
Dyskusja trwa
Siostry nie dawały za wygraną.
- W rozumieniu ustawy ta droga
nie jest drogą konieczną, to droga
wewnętrzna. Ustawa działa, kiedy
cel jest uzasadniony znacznym pożytkiem publicznym. Na przykład
teren pod boisko szkolne czy wykup
gruntów pod trasę S-8 – mówiła
Agnieszka Stawicka, która jest budowlańcem i miała styczność z planami zagospodarowania.
Radni przyznali, że nie są na tyle
kompetentni, że polegają na projektach fachowców, którzy tak ten plan
opracowali. Kobieta dodała, że aby
zrealizować odwodnienie w tym rejonie odcinek drogi biegnący przez
jej działkę jest absolutnie zbędny, a
hasło „odwodnienie” jest pretekstem
do odrzucenia rozsądnych argumentów i spełnienia planów wybranych
grup mieszkańców.
- Odwodnienie można załatwić za
pomocą kanalizacji deszczowej, która skutecznie zebrałaby wody spływające z ulicy Glinianej i z wyżej
położonych działek po południowej
stronie ulicy Glinianej – tłumaczyła.
Podkreśliła, iż zaniechanie przeprowadzenia drogi przez ich działkę
nikomu nie przeszkadza i każdy z
zainteresowanych nadal ma dojazd
do swoich działek, wciąż może je
dzielić i sprzedawać, a układ drogowy bez tego odcinka pozostaje w
pełni funkcjonalny i jest bez znaczenia dla realizacji sieci wodno-kanalizacyjnej, sieci gazowej i pozostałych mediów. Prosiła, aby radni nie
odrzucali jej postulatów.
Jednak według władz ta droga jest
komunikacyjnie kluczowa dla Rzgowa (poza tym zabezpieczy mającą
powstać sieć kanalizacyjną), dlatego
raz po raz, mimo próśb i apeli, nie
uwzględniali oni kolejnych wniosków i uwag. Radni dodali, że zanim
ten plan wejdzie w życie i zaczną się
jakiekolwiek zmiany w związku z
nim, upłynie jeszcze wiele lat.
- To nie jest tak, że za miesiąc
wjedzie sprzęt ciężki i zacznie się na
dobre, to będzie odcinkami, etapami
- mówili.
Mieszkańcy stracili już nadzieję
na pomyślny dla nich obrót sprawy.
To jeszcze nie koniec
Marek Bartoszewski zarzucił, że
siostry Stawickie i Adam Szczepański to tylko malutka grupka niezadowolonych.
- Dlaczego nie ma innych osób z
wami? Dlaczego nikt inny nie protestuje? – dopytywał.
Okazało się, że poza ustawowymi
ogłoszeniami to burmistrza poproszono o docieranie do rzgowian.
Mieszkańcy zaprotestowali i zaprzeczyli, jakoby taka praktyka miała
miejsce.
- On został poproszony, nie ma
takiego obowiązku, ale jeśli tak się
nie stało, to może i źle – powiedział
przewodniczący.
- To byłoby dobre dla polepszenia
stosunków władzy z mieszkańcami.
Wykazanie takiej chęci i dobrej woli
wobec nas – mówili rzgowianie.
Niestety, burmistrz z powodu nieobecności nie mógł się odnieść do
tej kwestii.
Do głosowania pozostało kilka
chwil. Bartoszewski powiedział, że
przez te narzekania jest bliski głosować przeciw nowemu planowi.
- Zakończmy tę zbędną dyskusję,
nie szukajmy w tej sprawie dziesiątego dna. Dojdźmy do porozumienia
- zaapelowała wiceburmistrz Jadwiga Pietrusińska, a radna Krystyna
Bagińska zwierzyła się: - Kiedyś
na jednym z dyżurów popłakałam
się, bo przyszły dwie osoby i pytały,
dlaczego w tym rejonie ciągle stoi
woda, ile to jeszcze potrwa. Rozmowa odbywała się na k… mać.
Jednym głosem przeszła uchwała o zmianie miejscowego planu
zagospodarowania przestrzennego dla Grodziskiej, Południowej
i Glinianej. Siostry Stawickie zapowiedziały walkę o swoją ziemię.
Ponadto stwierdziły, iż takim postępowaniem rada i władze miasta
podważają zaufanie obywateli do
państwa.
- Gdy jest tworzony plan zagospodarowania, władze powinny
informować mieszkańców zgodnie
z artykułami 8 i 9 kodeksu prawa
administracyjnego, aby nie doprowadzać do takich sytuacji, w jakiej
znalazł się nasz sąsiad Adam Szczepański. On zbyt późno dowiedział
się o planach i nie mógł już wnieść
skutecznego sprzeciwu. W tej chwili
wygląda na to, że władze postanowiły ograniczyć się do minimum wymaganego przez jedną z ustaw i po
cichu przeprowadzić zmiany, ustalając plan zagospodarowania, zgodnie
z zasadą, że im mniej ludzi wie, tym
lepiej - zauważyły rzgowianki.
tekst i foto: jum.
8 8 RZGOWSKA PRAWDA
Policjanci z Niłowej Pustelni
W kwietniu ubiegłego roku pani Henryka Gałat w rozmowie ze mną wspomniała nieżyjącego już Jerzego Kozłowicza, rzgowianina, którego ojciec został stracony w Katyniu.
Byłem zaskoczony tą informacją, gdyż nie wiedziałem, że
wśród ofiar znalazł się także rzgowianin. Wiedza o Katyniu
jest dziś powszechnie dostępna, także dla mnie. Postanowiłem wtedy dowiedzieć się czegoś więcej o ojcu pana Jerzego – policjancie Stefanie Kozłowiczu. Trwało to około roku,
zanim zlokalizowałem krewnych i doszło do naszego spotkania 5 kwietnia. Oto czego się dowiedziałem od córki Marii i
wnuka Jacka.
Maria Drożdżecka miała zaledwie sześć lat, kiedy ostatni
raz widziała swojego tatę. Z wczesnego dzieciństwa pamięta, jak tata zabrał ją na przejażdżkę tramwajem do Łodzi. To
było dla niej dużym przeżyciem, gdyż cierpiała na chorobę
lokomocyjną. Wspomina także, jak ze swoim bratem Jerzym
wybiegali na przystanek do rynku, kiedy ojciec wracał tramwajem z pracy w Łodzi.
STEFAN KOZŁOWICZ (na zdjęciu) urodził się 15
sierpnia 1899 roku, był synem Mateusza i Agnieszki z Pło-
Stefan Kozłowicz w mundurze. Zdjęcie pochodzi ze zbiorów rodzinnych
sajskich. Dorastał w trudnych czasach. Rzgów znajdował się
wtedy w zaborze rosyjskim. Zanim Polska odzyskała niepodległość, dzieci przymusowo uczyły się w szkole po rosyjsku.
Był to wówczas język urzędowy, który pozostawił trwały ślad
w różnych dokumentach czy w księgach USC. Był nastolatkiem, kiedy wybuchła I wojna światowa, a dorosłym już mężczyzną, kiedy uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej w
1920r. Wiadomo, że w tym okresie kształtuje się charakter
młodego człowieka. Był z pokolenia, które ledwie odzyskało
niepodległość, a już znów musiało walczyć o ojczyznę. Można by powiedzieć, że pragnienie wolności towarzyszyło mu
od dzieciństwa, a w młodości mógł już sam czynnie uczestniczyć w walce o jej odzyskanie. Jego życie ukształtowało w
nim wielki patriotyzm, poczucie odpowiedzialności za swoją
ojczyznę i pewnie te wszystkie przeżycia miały na niego tak
duży wpływ, że postanowił wstąpić w szeregi policji, by służyć Polsce.
W 1919 roku rząd polski powołał do życia Policję Państwową. Po wojnie w 1920 utworzono trzy okręgi: Wołyński, Poleski i Nowogródzki. Okręg Nowogródzki obejmował następujące Komendy Powiatowe: w Baranowiczach,
Duniłowiczach, Dziśnie, Lidzie, Nieświeżu, Nowogródku,
Słonimie, Wilejce, Stołpcach i Wołożynie. Kandydaci na
policjantów musieli spełniać następujące warunki: musieli
być obywatelami polskimi w wieku między 23. a 45. rokiem
życia, niekaranymi, sprawnymi fizycznie, umiejącymi czytać i pisać po polsku.
Z przebiegu służby dowiadujemy się, iż w szeregi policji
Stefan Kozłowicz wstąpił w 1922 roku; była to Komenda
Powiatowa w Nieświeżu (obcena Białoruś). 1 stycznia 1927
roku awansował na przodownika (odpowiednik dzisiejszego
sierżanta). Od 1930 roku służbę pełnił w Komendzie Powiatowej w Łodzi, ta zmiana zapewne podyktowana była jego
sytuacją rodzinną - ożenił się, a w 1930 urodził mu się syn.
Służbę w Łodzi pełnił aż do wojny. Warto wspomnieć, że został odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi.
Zaraz po wybuchu wojny, jak wspomina pani Maria, rodzina Kozłowiczów (tata Stefan, mama Łucja, ona i jej starszy brat Jerzy) została ewakuowana. Służby państwowe, w
tym policjanci, miały rozkaz, by kierować się na wschód do
Chełma. Warto pamiętać, że Polska z dwudziestolecia międzywojennego miała zupełnie inne granice niż dziś. Rodzina
spakowała swój dobytek, wszyscy wsiedli na wóz i pojechali.
Dotarli do Lublina. Tam ich drogi bezpowrotnie się rozłączyły. Kozłowicz znalazł się w niewoli. Trafił do obozu jenieckiego w Ostaszkowie. Siedzibą tego obozu była karna kolonia
NKWD dla nieletnich, która znajdowała się w monasterze
Niłowa Pustyń na wyspie Stołbnyj na jeziorze Seliger w odległości 10 km od miasteczka Ostaszków.
Żona Kozłowicza wróciła wraz z dziećmi do Rzgowa, a
słuch o mężu zaginął. Rodzina nie wiedziała, jakie są jego
dalsze losy. Czy żyje?
Ciężki okres wojny się skończył. Zaczęło się nowe niełatwe życie w PRL-u. Bez męża i ojca. Zdani sami na siebie. W
rodzinie Kozłowiczów panował tradycyjny podział ról. Mąż
utrzymywał rodzinę, a żona zajmowała się domem i dziećmi.
Jak mówi pani Maria, przez wiele lat mama miała nadzieję, że
mąż żyje i wróci do niej. Czekała.
Wiosną 1940 roku władze ZSRR zatwierdziły uchwałę,
na mocy której policja polityczna NKWD przystąpiła do likwidacji polskich obywateli. Od 5 kwietnia do 14 maja 1940
roku więźniowie byli systematycznie mordowani strzałem
w tył głowy. Ofiarami tego ludobójstwa byli wojskowi, naukowcy, prawnicy, lekarze, urzędnicy państwowi oraz inne
osoby cywilne, które stanowiły trzon inteligencji ówczesnego
społeczeństwa. Zamordowanych zagrzebano w zbiorowych
mogiłach: w Katyniu (Rosja) - więźniów obozu w Kozielsku, Charkowie (Ukraina) - więźniów obozu w Starobielsku,
w Piatichatkach (Ukraina) i Bykowni (Ukraina). Pogrzebani
zostali prawdopodobnie więźniowie z zachodniej Ukrainy,
z tzw. listy ukraińskiej. W Miednoje (Rosja) grzebano więźniów obozu w Ostaszkowie. Byli nimi policjanci, żołnierze
Służby Ochrony Pogranicza, Straży Więziennej, sędziowie,
lekarze, kapelani wojskowi i inni. Do dziś nie wiadomo, gdzie
pochowano kilka tysięcy ofiar.
Wiadomo jednak, że w marcu 1942 pierwszymi, którzy odkryli masowe groby w Katyniu, byli polscy robotnicy kuźni
pociągu remontowego Bauzug 2005 stacjonującego na bocznicy stacji Gniezdowo. Dzięki pomocy miejscowej ludności
zlokalizowali groby i dokonali makabrycznego odkrycia, szerzej jest to opisane na stronie www.pamietamkatyn1940.pl.
W 1943 roku Niemcy dokonują pierwszych ekshumacji
w lesie katyńskim pod Smoleńskiem, powstały wówczas
pierwsze listy straconych. Rząd polski wnioskował, by w tych
działaniach uczestniczył Międzynarodowy Czerwony Krzyż,
jednak Stalin zablokował taką możliwość, na co Niemcy od-
RZGOWSKA PRAWDA
powiedzieli utworzeniem Międzynarodowej Komisji Lekarskiej, w skład której wchodziło dwunastu ekspertów z krajów
podległych III Rzeszy i jeden ze Szwajcarii. Niestety, wówczas nie wyszły na jaw żadne informacje na temat pozostałych
zaginionych więźniów z innych obozów. Rosjanie skrzętnie
fałszowali i zatajali prawdę.
Pierwszej próby ustalenia ofiar zbrodni katyńskiej po wojnie podjął się major Adam Moszyński, jeniec ze Starobielska.
Jego lista powstała na podstawie imiennych wykazów zaginionych sporządzonych w 1941 roku w Biurze Opieki w
Tockoje. W 1949 roku w Londynie opublikował swoją pracę
Lista Katyńska. Jeńcy obozów Kozielsk - Ostaszków - Starobielsk zaginieni w Rosji Sowieckiej. Jego lista obejmowała
9888 nazwisk, w tym 1260 więźniów z Ostaszkowa. Także
wtedy nie poznano odpowiedzi na pytanie, co się z nimi stało.
Cisza wokół zaginionych musiała być wymowna.
Sytuacja polityczna, w jakiej nasz kraj wówczas się znajdował, nie pozwalała na jakiekolwiek efektywne poszukiwania.
Wszelkie zapytania do Biura Informacji i Poszukiwań Polskiego Czerwonego Krzyża w sprawie zaginionych pozostawały bez odpowiedzi. Przez wiele lat trudno było nawet rozmawiać na temat Katynia w szerszym gronie. Nie było mowy
o dyskusji publicznej. Zawsze mogła znaleźć się osoba, która
mogła donieść aparatowi bezpieczeństwa, co mogło się skończyć tragicznie. Strach był wszechobecny. Dramat rodzin
rozgrywał się w zaciszu czterech ścian. Winni nie zostali ukarani. Czasem pojawiały się teksty o zbrodni katyńskiej, które
rozpowszechniane były w drugim obiegu. Tak było w latach
osiemdziesiątych za czasów Solidarności.
Dopiero w 1989r. nastąpił przełom. Jędrzej Tucholski, syn
zamordowanego w Katyniu por. rez. Tadeusza Tucholskiego,
za pośrednictwem mediów zwrócił się do osób posiadających
informacje o więźniach obozów Kozielska, Starobielska i
Ostaszkowa z prośbą o ich przekazanie. Materiały te zostały zebrane i opublikowane w 1991 roku w książce Mord w
Katyniu.
W kwietniu 1990 w oficjalnym komunikacie rosyjskiej
agencji prasowej TASS winą za morderstwo, także policjantów, obarczono sowieckie NKWD. Zaraz po tym wszczęto
oficjalne śledztwo, które prowadziła ówczesna Naczelna Prokuratura Armii Sowieckiej, z polskiej strony posiłkowała ją
Prokuratura Generalna. Latem 1991 roku przeprowadzono
ekshumacje w lesie koło wsi Miednoje, które ujawniły miejsce pogrzebania więźniów Ostaszkowa, a w Charkowie więźniów Starobielska. Wszystko ułożyło się w jedną całość.
***
W wieku 92 lat Łucja Kozłowicz dopiero w 2001 roku, w
trzy lata przed śmiercią, otrzymała oficjalne potwierdzenie
tego, że jej mąż był jeńcem obozu w Ostaszkowie i że został
stracony w Miednoje. Przez te wszystkie lata rodzina była pozbawiona grobu męża, ojca i dziadka. Pani Łucja nie odwiedziła mogiły w Miednoje, była już w zbyt zaawansowanym
wieku na tak trudną i daleką podróż.
***
Chciałbym jeszcze wspomnieć innych policjantów, którzy
poprzez pracę lub urodzenie związani byli z pobliskim Tuszynem. Przedstawiam ich noty biograficzne pochodzące z Księgi Cmentarnej Polskiego Cmentarza Wojennego w Miednoje
znajdującego się pod adresem http://www.radaopwim.gov.pl.
Byli to:
• starszy posterunkowy PIOTR CIEŚLIŃSKI, syn kowala
Piotra i Józefy z Makiewiczów, ur. 24 III 1890r. w Tuszynie. W
policji od 1920r. Przez wiele lat służbę pełnił w województwie
łódzkim, we wrześniu 1939 na posterunku w Tuszynie. Starszym posterunkowym mianowany 1 III 1932r. Matka Piotra
pochodziła ze Rzgowa;
• przodownik JÓZEF JOACHIMIAK, syn Szczepana
i Heleny z Kubiaków, ur. 26 XII 1898 w Łodzi. W policji od
listopada 1922r. Służbę pełnił w woj. łódzkim, m.in. w XII Komisariacie Miasta Łodzi i na stanowisku komendanta Posterunku w Tuszynie, pow. łódzki. W styczniu 1939 skierowany do
Komendy Miasta Łodzi i tam nadal służył we wrześniu 1939.
Starszym posterunkowym mianowany w 1928, przodownikiem w 1934. Odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi oraz
Brązowym Medalem za Dzielną Służbę;
• posterunkowy PIOTR KUDRZYCKI, syn Jana i Anieli
z Paturajów, ur. 15 XII 1886 w Tuszynie. W policji od 1919r.
Przez wiele lat służbę pełnił w Łodzi – do 1929 w XI, następnie
w III i VII Komisariacie, we wrześniu 1939 w X Komisariacie;
• posterunkowy MICHAŁ SAR, syn Karola i Józefy z Wojtaków, ur. 3 II 1900r. w Tuszynie. We wrześniu 1939 służbę
pełnił w Rezerwie miasta Łodzi;
• starszy posterunkowy JAN WIŚNIEWSKI, syn Stanisława i Zofii z Trawińskich, ur. 20 VI 1887 w Tuszynie. W policji od 1920r. Przez wiele lat służbę pełnił w województwie
łódzkim, we wrześniu 1939 na Posterunku w Chojnach, powiat
łódzki.
Jacek Mierzyński
9 Dzięki uprzejmości Alana Jakmana udało mi się otrzymać tabliczkę epitafijną Stefana Kozłowicza z Miednoje. Taka tabliczka upamiętnia każdego straconego.
Na zakończenie chciałbym przytoczyć wiersz
Jacka Kaczmarskiego pt. Katyń.
Ciśnie się do światła niby warstwy skóry
Tłok patrzących twarzy spod ruszonej darni.
Spoglądają jedna zza drugiej - do góry Ale nie ma ruin. To nie gród wymarły.
Raz odkryte - krzyczą zatęchłymi usty,
Lecą sobie przez ręce wypróchniałe w środku
W rów, co nigdy więcej nie będzie już pusty Ale nie ma krzyży. To nie groby przodków.
Sprzączki i guziki z orzełkiem ze rdzy,
Po miskach czerepów - robaków gonitwy,
Zgniłe zdjęcia, pamiątki, mapy miast i wsi Ale nie ma broni. To nie pole bitwy.
Może wszyscy byli na to samo chorzy?
Te same nad karkiem okrągłe urazy
Przez które do ziemi dar odpłynął boży Ale nie ma znaków, że to grób zarazy.
Jeszcze rosną drzewa, które to widziały,
Jeszcze ziemia pamięta kształt buta, smak krwi.
Niebo zna język, w którym komendy padały,
Nim padły wystrzały, którymi wciąż brzmi.
Ale to świadkowie żywi - więc stronniczy.
Zresztą, by ich słuchać - trzeba wejść do zony.
Na milczenie tych świadków może pan ich liczyć Pan powietrza i ziemi i drzew uwięzionych.
Oto świat bez śmierci. Świat śmierci bez mordu,
Świat mordu bez rozkazu, rozkazu bez głosu.
Świat głosu bez ciała i ciała bez Boga,
Świat Boga bez imienia, imienia - bez losu.
Jest tylko jedna taka świata strona,
Gdzie coś, co nie istnieje - wciąż o pomstę woła.
Gdzie już śmiechem nawet mogiła nie czczona,
Dół nieominięty - dla orła sokoła…
„O pewnym brzasku w katyńskim lasku
Strzelali do nas Sowieci…”
PS. Serdecznie dziękuję pani Marii Drożdżeckiej i jej najbliższej rodzinie za to, że chcieli się ze mną podzielić informacjami
na temat Stefana Kozłowicza.
10 RZGOWSKA PRAWDA
Chluba gminy Rzgów
Zespół Pieśni i Tańca „Rzgowianie” to prawdziwy skarb gminy.
Reprezentuje ją nie tylko w Polsce,
ale również na arenie międzynarodowej. Dzięki tej formacji nawet
w tak odległym Maroku słyszeli
o istnieniu Rzgowa, który kojarzy
im się z pięknym polskim folklorem.
Zespół powstał w 1985 roku.
Na potrzeby tej grupy stworzono
Gminny Ośrodek Kultury.
Prawie jak w domu
W skład „Rzgowian” wchodzą
cztery grupy taneczne. Trzy, które
specjalizują się w tańcu folklorystycznym, a jedna w tańcu współczesnym. Uczęszcza na nie 112
osób!
- Zainteresowanie tańcem folklorystycznym jest ogromne. Musieliśmy więc utworzyć trzy grupy
wiekowe. Pierwsza to dzieci od 8
do 15 lat, druga to młodzież 15
- 19 lat, a trzecia osoby dorosłe mówi Renata Furga, kierowniczka, a zarazem choreograf.
Co ciekawe, na zajęcia chętnie
chodzą… chłopcy. Dzięki temu
trenerzy nie mają problemu z dobraniem par. Młodzież bardzo
angażuje się w treningi. Sala taneczna to ich drugi dom. Osoby
odpowiedzialne śmieją się, że największy problem to za dużo tancerzy jak na taką małą salę.
- Może zabrzmieć to dziwnie,
lecz czasem próbuję zniechęcić
młode osoby. Pokazać, że taniec
to wymagająca dyscyplina i jeśli
się zdecydują, to muszą trenować
na sto procent swoich możliwości,
bez żadnego odpuszczania. To nie
są przelewki - opowiada pani kierownik. - Jak już się ktoś zaangażuje, to nie może powiedzieć, że mu
się nie chce przyjść. Na szczęście
młodzież jest odporna i bardzo wytrwała. Kiedy pojawią się na zajęcia, to już na nich zostają. To jest
nasz największy sukces, że wybierają taniec, kulturę, a nie siedzenie
przed komputerem.
Mimo sporych wymagań i dużej
dyscypliny, członkowie zespołu
uwielbiają swoich kierowników,
którzy starają się być na czasie i
śledzić najnowsze trendy. Bez problemu porozumiewają się między
sobą i uzupełniają.
- Przecież nie możemy od nich
odstawać. Wymagamy, lecz chcemy być jak kumple. Uczymy się ich
żargonu, muzyki, jakiej słuchają.
Często przychodzą na zajęcia i
kiedy mamy luźniejszy dzień, pytają, czy oglądaliśmy ten nowy film
albo co sądzimy o danym aktorze.
Musimy być na czasie - śmieje się
kierownik kapeli Jarosław Rychlewski.
Treningi są dwa razy w tygodniu. Najmłodsi spędzają w sali
średnio półtorej godziny i uczą się
podstaw poprzez zabawę. Starsze
grupy ćwiczą przez około dwie
godziny. Jednak jak zaznaczają
nauczyciele, nigdy nikt nie patrzy
na zegarek. Kiedy grupa ma jakiś
problem lub chce najzwyczajniej
w świecie zostać dłużej, pośmiać
się, porozmawiać, kierownicy im
to umożliwiają.
- To nie są tylko i wyłącznie treningi. Jest czas na obowiązki, ale
znajdujemy chwilę na przyjemności. To również miejsce spotkań. Ja
to nazywam: kształtowanie pozytywnego modelu spędzania czasu
wolnego - tłumaczy Renata Furga.
Widać, że instruktorzy wkładają całe swoje serce w pracę.
Uczniowie odwdzięczają im się
tym samym. Niejedna osoba na ich
miejscu dawno już by odpuściła.
Ciężko jest bowiem pogodzić naukę w szkole i długie próby w sali
tanecznej.
- Podziwiam ich. Tancerze z okolicznych wiosek potrafią rano, w
deszcz, przyjechać do Rzgowa skuterem. Później przesiadają się w
autobus. Jadą do liceum, do Łodzi.
Po lekcjach przyjeżdżają i czekają
w GOK-u na trening. Wracają do
domu późnym wieczorem, a mimo
to nie mają problemów z nauką.
Są to osoby bardzo inteligentne, a
świadectwo na koniec roku zawiera same pozytywne oceny - chwali
podopiecznych Renata Furga.
Ciężki trening popłaca
Mordercze próby przynoszą
jednak efekty. „Rzgowianie” reprezentują Polskę na licznych
występach zagranicznych. Pierwszy miał miejsce w 1988 roku.
Grupa pojechała na występy do
NRD. Dwa lata później byli we
Włoszech. Odtąd zespół regularnie zaczął pojawiać się na arenie
międzynarodowej. Na koncie mają
wyjazdy do: Włoch, Francji, Hiszpanii, Bułgarii, Słowacji, Grecji,
Chorwacji, Maroka, Czarnogóry i
Ukrainy.
Jak już wspomnieliśmy wcześniej taki wyjazd to efekt końcowy ciężkich i czasochłonnych
treningów. Jest to tzw. wisienka na
torcie, którą nie każdy ma szansę
spróbować.
- Potrzeba naprawdę długich
treningów i prób, żeby ktoś zaczął
tańczyć w festiwalach - mówi Jarosław Rychlewski.
Trzeba mieć również precyzyjnie przygotowaną choreografię i
stroje sceniczne. Nie można fantazjować, by tworzyć układ, który
kompletnie odbiega od tańca danego regionu. Dlatego kierownicy
jeżdżą w delegacje i „uczą się” nowego folkloru. Chcą by ich układ
i strój były jak najbardziej autentyczne. To profesjonalne podejście
do sprawy daje efekty.
Na jednym z festiwali „Rzgowianie” otrzymali wyróżnienie za
fantastycznie wykonany taniec:
lachy sądeckie. Pierwsze miejsce
zajęła drużyna z Nowego Sącza,
która wywodzi się z tego folkloru.
Interpretacja „naszych” była bardzo
zbliżona do oryginału. To świadczy
o profesjonalizmie zespołu, który
w dalszym ciągu jest amatorski!
Warto zaznaczyć, że od 2013 roku
„Rzgowianie” są na liście CIOFF
(Międzynarodowa Rada Stowarzyszeń Festiwali i Sztuki Ludowej).
Ponadto grupa zapraszana jest na
różnorodne warsztaty taneczne w
Polsce i na świecie, gdzie wszyscy zazdroszczą umiejętności podopiecznych GOK-u.
„Rzgowianie” specjalizują się w
folklorze: łowickim, krakowskim,
rzeszowskim, lubelskim, góralskim, mazowieckim, szlacheckim,
lachów sądeckich. Do każdego z
nich przypisany jest dany strój. Nie
można bowiem do tańca łowickiego założyć sukienkę, która znana
jest na Podhalu. Na każdą okazję
trzeba mieć osobny kostium, przez
co garderoba w domu kultury wygląda jak ta z teatru. Jest imponująca i niezwykle tajemnicza.
Oprócz treningów w sali młodzież doskonali się na różnych
obozach. Wszyscy z niecierpliwością czekają na sezon wakacyjny i
zmianę otoczenia.
- Nie da się ukryć, że przykuwamy uwagę. Miejscowi często oglądają nasze występy. Mamy specjalne koszulki, trzymamy się w grupie.
Zawsze robimy tak zwany chrzest.
Pamiętam, że pewnego dnia zauważyłem jakąś nieznajomą dziewczynkę, która była w grupie dzieci
do „ochrzczenia”. Kiedy podeszła
do mnie, zapytałem, czy jest w naszej grupie? Ona odpowiedziała,
że nie, lecz tak jej się tu podoba,
że chciałaby dokończyć zabawę wspomina kierownik kapeli.
Pozytywną energię zespołu da
się wyraźnie odczuć. Wszyscy są
ze sobą bardzo zżyci. Nie ma miejsca na kłótnie czy afery. To przyciąga widownię, która pojawia się
nawet na próbach. Poza salą treningową członkowie zespołu również chętnie się spotykają. Łączy
ich nie tylko pasja…
- Długie godziny na treningach,
częste wyjazdy na zgrupowania,
festiwale. Czasem zwykła przyjaźń przeradza się w coś głębszego. Taniec łączy ludzi. Byliśmy
już na paru ślubach członków
naszej grupy, a i teraz mamy kilka zakochanych par - opowiada
choreografka.
Co ciekawe, miłość do tańca
przekazywana jest z pokolenia
na pokolenie. Niektórzy członkowie to potomkowie tancerzy
z początkowych lat zespołu. Nie
wszyscy pochodzą również z gminy Rzgów. Młodzież przyjeżdża z
Tuszyna, Łodzi i innych miejscowości, chcąc szkolić się u najlepszych. Póki co zajęcia są bezpłatne. Zespół finansowany jest z
budżetu gminy.
Chmiel.
foto: Paweł Nowak
RZGOWSKA PRAWDA 11 INFORMATOR RZGOWSKI
Pogotowie Ratunkowe
999
Straż Pożarna
998
Policja997
Pogotowie gazowe
992
Pacjentki czują się bezpiecznie
Wywiad z kierownikiem oddziału ginekologiczno-położniczego Pabianickiego Centrum Medycznego - lek. med. ANDRZEJEM KWIATKOWSKIM, specjalistą ginekologii i położnictwa
Rzgowska Prawda: - Panie
doktorze, czy warto rodzić w
pabianickim szpitalu?
Andrzej Kwiatkowski: - Zdecydowanie tak. Za naszym oddziałem przemawia życzliwy, troskliwy
Gminna Przychodnia
i fachowy zespół położnych i lekaZdrowia w Rzgowie
rzy. Kilka naszych położnych jest
(42) 214-11-72
opiekunkami grup studenckich
ul. Ogrodowa 11
Uniwersytetu Medycznego w Ło(42) 214-11-73
dzi. Dla kobiet rodzących zapew(godz. 8.00 - 18.00)
niamy kontakt „skóra do skóry”,
czyli umożliwiamy noworodkowi
tuż po porodzie kontakt z matką.
Nocna i świąteczna
Powstrzymujemy się od rutynopomoc lekarska
wych procedur, takich jak nacina(42) 213-23-62
nie krocza, przebijanie pęcherza
Gminna Przychodnia
płodowego i szerokie stosowanie
w Andrespolu
Oxytocyny. Umożliwiamy prak(42) 214-10-27
tycznie całodobową obecność
ul. Rokicińska 125
najbliższej osoby w ramach po605-145-149
rodów rodzinnych. Dysponuje
my Szkołą Rodzenia prowadzoną
Informacje - ogólna
913
- PKP
94-36
- PKS
(42) 631-97-06
- celna
(42) 638-82-10
Parafia rzymskokatolicka
(42) 214-10-04
Rzgów pl. 500-lecia
Komisariat Policji w Rzgowie
(42) 214-10-07
pl. 500-lecia 6
(8.00 - 22.00)
przez położne naszego oddziału.
Czy pacjentki, zarówno ciężarne, jak i kobiety ze schorzeniami ginekologicznymi, mogą
czuć się tutaj bezpieczne?
- Nasz oddział działa w ramach
dużego, wielospecjalistycznego
szpitala. 750-tysięczna Łódź nie
dysponuje takim oddziałem. W
najbliższym sąsiedztwie Łodzi
tylko Pabianice i Zgierz dysponują całodobową możliwością
współpracy, konsultacji i pomocy
ze strony oddziałów: chirurgicznego, ortopedycznego, urologicznego, internistycznego i oddziału
intensywnej terapii. Myślę, że jest
to gwarancja bezpieczeństwa naszych pacjentek.
Jakimi możliwościami diagnostyczno-leczniczymi dysponuje pabianicki oddział ginekologiczno-położniczy?
Siedem eurookręgów wyborczych
25 maja będziemy wybierać przedstawicieli do Parlamentu
Europejskiego. Podajemy okręgi i miejsca głosowania.
Gminny Ośrodek Kultury
(42) 214-13-12
Rzgów ul. Rawska 8
Okręg na 1: Rzgów I – ul. Przejazd, plac 500-lecia, Rawska, Wąska, Polna, Południowa, Tylna, Tuszyńska do Ogrodowej (nr. parzyste
od 2 do 20 włącznie), Długa (od
nr. 12 do 44 włącznie i od 11 do 43
włącznie), Grodziska do Południowej (nr od 2 do 57 włącznie), Łódzka (numery parzyste) od rzeki Ner
do ul. Pabianickiej, Łódzka (numery
parzyste) od granic Starowej Góry
do rzeki Ner, Graniczna (numery
nieparzyste), Ustronna, Mikołaja
Kopernika na wschód od Łódzkiej,
Bema, Słoneczna, Górna, Wschodnia, Łowmiańskiego, Kazimierza
Jagiellończyka, Żołnierzy Września,
ks. Załuski, Dolna, Sikorskiego,
Broniewskiego, Nowa, Sucharskiego, Reymonta, Wysoka, Nadrzeczna, Zielona od ul. Nadrzecznej do
rzeki Ner, Grodziska (od nr. 58 do
końca), Wiosenna, Smugowa, Tuszyńska od Ogrodowej na południe
(nr. parzyste od 22 do końca), Borowikowa, Krótka, Łąkowa, Rydzowa, Kamienna, Literacka, Szkolna,
Gminny Ośrodek Sportu,
(42) 213-30-08
Turystyki i Rekreacji,
Rzgów ul. Szkolna 5
PORADNIK PRAWNY
Komisariat Policji
(42) 614-25-62
Tuszyn ul. Żeromskiego 31
(całą dobę)
Komenda Powiatowa Policji 997
powiatu łódzkiego wschodniego 112
Koluszki ul. 11 Listopada 62F
(44) 719-62-11
(informacja całą dobę)
Ochotnicza Straż Pożarna (42) 214-10-08
Rzgów ul. Nadrzeczna 2
Biblioteka Publiczna w Rzgowie
(42) 214-10-12
Urząd Miejski w Rzgowie
(42) 214-12-07
pl. 500-lecia (42) 214-12-10
Miejski Ośrodek Pomocy
Społecznej
(42) 214-21-12
Rzgów ul. Rawska 8
Zakład Gazowniczy
(42) 675-95-52
Pabianice ul. Partyzancka 110
(czynny całą dobę)
Zakład Energetyczny SA
(42) 675-10-00
Pabianice ul. Piłsudskiego 19
(całą dobę)
Gminny Zakład Wodociągów
(42) 214-11-91 i Kanalizacji
w Rzgowie ul. Stawowa 11
Gliniana, Ogrodowa, Zielona od
rzeki Ner do Grodziskiej. Siedziba
Obwodowej Komisji Wyborczej
w Gimnazjum im. Kazimierza Jagiellończyka w Rzgowie, ul. Szkolna 3 (lokal dostosowany do osób
niepełnosprawnych)
Okręg nr 2: Rzgów II – ulice Guzewska, Tuszyńska (nr. nieparzyste),
Krzywa, Dąbrowskiego, Krasickiego, Staszica, Katowicka na południe
od rzeki Ner, Kusocińskiego, Buczka, Żeromskiego, Rzemieślnicza,
Stadionowa, Letniskowa, Wąwozowa, Długa do Tuszyńskiej (nr.
od 2 do 12 i od 1 do 9a), Zaratajka,
Mickiewicza, Źródlana, Przyrzeczna, Pabianicka, Reja, Pasterniki, Łódzka (numery nieparzyste)
od rzeki Ner do ul. Pabianickiej,
Nasienna, Stawowa, Cmentarna,
Słowicza, Sporna, Kiepury, Brzozowa, Zachodnia, Rudzka, Mała,
Leśna, Stroma, Łódzka (nr. nieparzyste) od granic Starowej Góry
do rzeki Ner, Katowicka od gra-
Zasiedzenie
Co to jest?
Zasiedzenie stanowi jedną z
form nabycia przez osobę nieuprawnioną określonego prawa na skutek
wykonywania go przez wskazany w
ustawie okres czasu. Przedmiotem
zasiedzenia może być: - własność
nieruchomości, -własność rzeczy
ruchomej, - służebność przesyłu,
-służebność gruntowa, - użytkowanie wieczyste.
Przesłanki zasiedzenia
1. Samoistne posiadanie
Samoistnym posiadaczem rzeczy jest ten, kto postępuje z rzeczą jak właściciel. Aby zasiedzieć
daną rzecz, należy wykazać, że
o samoistnym posiadaniu świadczyły okoliczności dostrzegalne
dla innych osób (np. korzystanie z
rzeczy, uzyskiwanie z tego tytułu
określonych korzyści i ponoszenie określonych ciężarów, m.in.
opłacanie należnych podatków).
2. Upływ czasu
Dla zasiedzenia rzeczy koniecz-
- Mamy całodobowy dostęp do
pełnej, szerokiej diagnostyki laboratoryjnej oraz do nowoczesnej
diagnostyki obrazowej, na przykład tomografii komputerowej. W
ramach oddziału wykonujemy badania USG, zapisy KTG, badania
HSG. W zakresie terapii dysponujemy szerokim zakresem zabiegów
endoskopowych (laparoskopie i
hysteroskopie).
Czy oddział współpracuje z
Poradnią dla Kobiet?
- Od kilku miesięcy lekarze naszego oddziału przyjmują w Poradni dla Kobiet pabianickiego
szpitala. Umożliwia to prowadzenie ciąży pacjentek chcących
rodzić na naszym oddziale i „z
naszym” lekarzem. Pacjentkom ze
schorzeniami ginekologicznymi
gwarantujemy kontrolę zarówno
przed zabiegiem operacyjnym, jak
nic Starowej Góry do rzeki Ner.
Siedziba Obwodowej Komisji
Wyborczej w Gimnazjum im.
Kazimierza Jagiellończyka, ul.
Szkolna 3 (lokal dostosowany do
osób niepełnosprawnych i wyznaczony do celów głosowania
korespondencyjnego)
Okręg nr 3: Stara Gadka. Siedziba Obwodowej Komisji Wyborczej w sali świetlicowej, ul.
Czartoryskiego 23.
Okręg nr 4: Starowa Góra –
ulice: Kazimierza Wielkiego, Łokietka, Wiekowa, Sobieskiego,
Mieszka I, Mieszka II, Mieszka
III, Wazy, Jagiełły, Batorego, Podłogowa, Piętrowa, Parterowa, Zakładowa, Południowa, Rolnicza,
Śniadeckiego, Szeroka, Królowej
Jadwigi, Ogrodowa, Szczytowa,
Chrobrego, Hetmańska, Stropowa,
Centralna (od nr. 2 do 40 i od nr.
1 do 31), Jaśminowa, Brzozowa,
Frontowa, Żwirowa, Modrzewiowa, Sosnowa, Klonowa, Kasztanowa, Akacjowa, Zamkowa,
Kuchenna, Nowa, Gontowa, Progowa, Inspektowa, Szklarniowa,
Tunelowa, Futrynowa, Dachowa,
Szklana, Okienna, Kaflowa, Ścienne jest wykazanie, że samoistne
posiadanie trwało nieprzerwanie
przez określony w ustawie czas.
Dla zasiedzenia nieruchomości wynosi on:
- 20 lat – w przypadku gdy samoistny posiadacz działał w dobrej wierze
- 30 lat – w przypadku gdy samoistny posiadacz działał w złej wierze
Dla zasiedzenia ruchomości
termin wynosi 3 lata. Ruchomości można zasiedzieć, jedynie
działając w dobrej wierze.
UWAGA!
- z posiadaniem w dobrej wierze mamy do czynienia, gdy osoba działa w błędnym (ale usprawiedliwionym) przekonaniu, że
dane prawo jej przysługuje
- z posiadaniem w złej wierze
i terapię pooperacyjną.
Dziękuję za rozmowę.
foto: Cel.
na, Słomiana, Działkowa, Zagłoby, Brzoskwiniowa, Centralna (od
nr. 44 i 35 do ostatniego numeru),
Graniczna (numery parzyste),
Gruntowa, Piaskowa, Gerbery,
Piecowa, Topolowa, Jana Pawła II,
Kanałowa, Ziołowa, Warzywna,
Kwiatowa, Konwaliowa, Irysowa,
Sołecka, Wójtowska, Perłowa, Sałatowa. Siedziba Obwodowej Komisji Wyborczej w Ochotniczej
Straży Pożarnej, ul. Kuchenna
2 (lokal dostosowany do osób niepełnosprawnych)
Okręg nr 5: Guzew - Babichy,
Czyżeminek, Prawda, Gospodarz.
Siedziba Obwodowej Komisji
Wyborczej w Szkole Podstawowej
im. Kornela Makuszyńskiego w
Guzewie - Guzew 21c.
Okręg nr 6: Bronisin Dworski,
Huta Wiskicka - Tadzin, Kalino, Romanów, Kalinko. Siedziba Obwodowej Komisji Wyborczej w Szkole Podstawowej im. św. Królowej
Jadwigi w Kalinie - Tadzin 24.
Okręg nr 7: Grodzisko - Konstantyna. Siedziba Obwodowej
Komisji Wyborczej w Ochotniczej
Straży Pożarnej, Grodzisko 47a.
mamy do czynienia, wówczas,
gdy ktoś wie (albo nie wie, choć
powinien wiedzieć), że jakieś
prawo mu nie przysługuje
Stwierdzenie zasiedzenia
Zasiedzenie następuje z mocy
prawa, z chwilą upływu czasu
wymaganego dla nabycia danego
prawa. Dla formalnego stwierdzenia zasiedzenia konieczne
jest jednak wystąpienie do sądu
ze stosownym wnioskiem. Opłata sądowa od wniosku jest stała i
wynosi 2000 zł.
Kancelaria
Doradców Prawnych
Pabianice,
ul. Warszawska 44/50,
lok. 150 (budynek Pabii)
tel. (42) 288-10-40
www.kdpwesolowska.pl
12 RZGOWSKA PRAWDA
OGŁOSZENIA
USŁUGI
POŻYCZKI pozabankowe. 733-044-133.
HADWAO profesjonalne pranie dywanów,
tapicerek. 500-296-246.
PRZEPROWADZKI, transport. Wywóz niepotrzebnych rzeczy. 502-779-375.
WYLEWKI, tynki - solidnie. 607-378-288.
,,DRWAL” Drewno kominkowe, opałowe.
Wycinka drzew. 797-124-511.
WRÓŻBY. 602-660-341.
SAUBER.
SAUBER.
Praniei tapicerek.
Pranie dywanów
dywanów
i tapicerek.
Środki szybkoschnące.
Środki
szybkoschnące.
W domu
lub firmie.
W domu
lub firmie.
537-885-805.
537-885-805.
WYLEWKI - mixokret. 694-320-908.
PRACA!
Centrum
Wypłaty Odszkodowań
w Łasku poszukuje
osób chętnych do podjęcia
współpracy w celu
nawiązywania kontaktów
z klientami.
Gwarantowane wysokie
wynagrodzenie,
płatne także z góry.
Kontakt: [email protected]
lub 534-858-731.
ANTENY
ANTENY
SAT-TV,
SAT-TV,
telenaprawa.
telenaprawa.
660-904-697.
660-904-697.
OZONOWANIE, pranie dywanów, tapicerek.
516-670-777.
ZESPÓŁ wesela. 605-137-047.
CYKLINOWANIE. 668-397-996.
HYDRAULIK. 606-294-140.
REMONTY, drobne usługi montażowe. Naprawdę solidny i uczciwy fachowiec. 781167-803.
KOSZENIE kosą spalinową, przycinanie gałęzi i żywopłotów. 669-965-940.
PRZESZYCIE zlecę (chałupnictwo, 2-3 osoby).
512-088-306.
DOCIEPLENIA budynków, poddaszy, karton-gips, gładź, malowanie. 690-56-82-87.
OGRODZENIA. 506-156-290.
POŻYCZKI chwilówki. 698-207-219.
MALOWANIE.
726-245-501.
KUPNO - SPRZEDAŻ
SPRZEDAM tunele. 502-240-876.
NAUKA - PARACA
PRZYJMĘ ucznia - autoserwis. (42) 213-5998.
ZATRUDNIĘ hostessy. 889-356-416.
FIRMA zatrudni pracownika z umiejętnościami budowlanymi. (42) 214-15-31.
SZWACZKI - zatrudnię (spodnie). 500-721003, 517-620-944.
NIERUCHOMOŚCI
DO wynajęcia M-2, dobra lokalizacja, Bugaj.
534-687-112.
POSZUKUJĘ koleżanki do współpracy na
mieszkanie. 506-435-673.
SPRZEDAM działkę budowlaną (3000m2)
Czyżeminek (między Pabianicami a Rzgowem). 606-36-32-46.
SPRZEDAM działkę (350 m2) POD „Borówka” w Prawdzie z domkiem, media, pokój z
kominkiem, kuchnia, łazienka. 504-766-093;
501-052-140.
RZGÓW w centrum dwa budynki na działalność. 604-073-997.
DZIAŁKE budowlaną sprzedam, Czyżeminek.
692-107-774.
MIESZKANIE (40 m2), wygody, umeblowane
w Tuszynie - do wynajęcia. 791-855-460.
HANDLOWE
ROŚLINY
ozdobne.
Ceny producenta.
Hurt i detal.
Dowóz do klienta gratis.
Faktury VAT.
Szkółka
- Kudrowice 26
k. Pabianic.
661-92-35-27.
www.szkolka-kudrowice.prv.pl,
facebook.com „Szkółka Kudrowice”.
TOWARZYSKIE
KAJA. 786-262-682.
MAJA. 693-520-929.
OLIWIA. 796-021-095.
KAROLINA. 530-130-198.
EWA.
500-474-596.
RZGOWSKA PRAWDA 13 14 RZGOWSKA PRAWDA
RZGOWSKA PRAWDA 15 Vanseller - Przedstawiciel Handlowy
EKOGLOB Sp. z o.o.
W związku z rozwojem firmy z branży FMCG,
poszukujemy przedstawiciela handlowego
na terenie woj. łódzkiego
Opis stanowiska:
• obsługa istniejącej bazy klientów
• aktywne pozyskiwanie nowych odbiorców
• monitorowanie rynku oraz działań konkurencji
• realizacja zamówień poprzez osobiste dostarczanie towaru do klienta
• bieżący monitoring płatności klientów
• raportowanie wyników swojej działalności
Wymagania:
• prawo jazdy kat. B
• wykształcenie średnie
• umiejętność prowadzenia rozmów handlowych
• zaangażowanie, komunikatywność i kreatywność
• doświadczenie w kontaktach handlowych
• odpowiedzialność i samodzielność
• dyspozycyjność i gotowość do wyjazdów służbowych
Oferujemy:
• zatrudnienie na podstawie umowy o pracę
• atrakcyjne wynagrodzenie
• odpowiednie narzędzia pracy
Prosimy o przesyłanie CV wraz z listem motywacyjnym na adres [email protected]
Kandydatów prosimy o dopisanie klauzuli: „Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w mojej ofercie pracy niezbędnych do realizacji
procesu rekrutacji (zgodnie z Ustawą z dn. 29.08.97 o Ochronie Danych Osobowych,
Dz. Ust. Nr 133 poz. 883).”
Zastrzegamy sobie prawo do odpowiedzi tylko na wybrane oferty.
16 RZGOWSKA PRAWDA
HOROSKOP
BLIŹNIĘTA - ktoś z waszego otoczenia chce wymusić
na was zmianę decyzji, którą
podjęłyście już dawno. Nie
słuchajcie jego podpowiedzi,
zaufajcie sile swojego umysłu.
RAK - ubieraj się w jaśniejsze kolory, bo czerń i szarość
jest smutna i przytłaczająca.
Wiosna sprzyja zmianie ubrań
w szafie.
LEW - poświęć więcej czasu
rodzinie, bo ostatnio jesteś
gościem w domu. Kilka dni
wolnego w pracy korzystnie
wpłynie na twój organizm.
PANNA - nieoczekiwane
zachwianie pozycji w pracy.
Wszystko było na dobrej drodze do awansu, ale mały błąd
zaprzepaścił
wcześniejszy
wysiłek. Jednak nic straconego, powoli odbudujesz swoją
pozycję.
WAGA - zacznie układać się
tak jak wymarzyłaś sobie już
dawno. Bardzo szybko zapomnisz o problemach, a humor, który ostatnio był kiepski, teraz rozkwitnie nową
radosną siłą.
SKORPION - po ciężkim
tygodniu zbliża się czas odpoczynku. Warto spędzić go
w towarzystwie przyjaciół,
których ostatnio trochę zaniedbałeś. Na wypad do knajpki
czasu na pewno nie zabraknie.
STRZELEC - nie żałuj pieniędzy na przyjemności.
Zwłaszcza że szykuje się dopływ gotówki. Kolacja w dobrej restauracji, wypad do
kina, upominki dla rodziny
sprawią ci dużą frajdę.
Burmistrz Rzgowa Jan Mielczarek może być z siebie dumny i
szczerze mu gratuluję passy. Ćwierć
wieku urzędowania w Rzgowie (jubileusz będziemy obchodzić z fajerwerkami w przyszłym roku) to
szmat czasu. Mam nadzieję, że jestem pierwszym lizusem, który już
składa mu gratulacje i J.M. to zapamięta. Już chciałbym mu zaśpiewać
„Sto lat”, ale jako osoba roztropna
przez chwilę się z tym wstrzymam.
Rok 1990, kiedy to burmistrz
zasiada na rzgowskim stolcu, był
rokiem, w którym sporo się działo.
Jest więc okazja, aby odświeżyć
naszą pamięć. 27 stycznia zakończyła działalność przewodnia siła
narodu PZPR, a nazajutrz zdechła
Trybuna Ludu, jej sztandarowy
organ. 9 lutego orzeł z polskiego
godła znów założył koronę, a 25.
odnotowano najwyższe historyczne temperatury: 21 stopni Celsjusza w lutym. 14 marca GUS ogłosił rekord: 1360 procent inflacji w
ostatnich 12 miesiącach. 22 marca
Sejm zlikwidował RSW Prasa-Książka-Ruch. 6 kwietnia odeszła
do lamusa nazwa: Milicja Obywatelska, a 4 maja Lenin przestał być
imiennikiem huty w Krakowie. 10
maja Lech Wałęsa rozpoczął tzw.
„wojnę na górze”, a dwa tygodnie
później zaczęliśmy negocjować
wejście do Unii Europejskiej. 12
lipca zaczął służbę samolot Tu-154M, który 20 lat później zahaczył o smoleńską brzozę. 3 sierpnia
Sejm zdecydował, aby przedmiotem szkolnym stała się religia, a 28
września zaczęło nadawać nieznane nikomu Radio Zet. W listopadzie i grudniu były dwie tury wyborów prezydenckich, w których
niejakiego Tymińskiego pokonał
Lech Wałęsa, a 14 grudnia padł
rząd Tadeusza Mazowieckiego.
Taak, fajnie powspominać. To
najlepszy moment, aby spytać niżej podpisanego, po kiego tak się
rozrzewnił? Bo minione ćwierćwiecze było dla Rzeczypospolitej
nie mniej udane niż dla burmistrza Mielczarka. A że od jakiegoś
czasu prawo nakłada wypełnianie
oświadczeń majątkowych na osoby takie jak pan burmistrz, stosowne dokumenty są do wglądu przez
zainteresowaną tym ludność oraz
media, w tym „Rzgowska Prawda”.
Kilka miesięcy temu moja ulubiona rzgowska gazeta opublikowała ciekawostki i spostrzeżenia
związane z lekturą oświadczeń
dostojnego jubilata, więc nie będę
ich powtarzać. Należało mu się,
solidnie chłopina przez ćwierć
wieku zapracował na swoje miliony i, niestety, lud mu to pamięta. Na przykład portal Nasze
Miasto, a przynajmniej jego część
odnotowująca to, co ciekawego
w Łodzi i okolicach odnotowało, że prywatna osoba, a zarazem
ówczesny wójt Rzgowa Jan oraz
Barbara Mielczarkowie w 1998
roku sprzedali dilerowi Volvo trzy
działki (numer 166, 167 i 168),
mające ponad 4 hektary, inkasując za to 1,4 miliona złotych.
Niezła sumka, tym bardziej że
jak napisał dziennikarz portalu,
trochę wcześniej tę samą ziemię
pan Mielczarek skupował od okolicznych rolników po 5 złotych za
metr, inwestując w interes około
200 tysięcy.
Mimo że, jak już wiemy z lektury
niniejszego felietonu, w tym czasie
była duża inflacja, nawet w tamtych
czasach niejeden z nas chciałby w
parę miesięcy 200 tysięcy PLN pomnożyć przez siedem. - Jestem rolnikiem i mam prawo do kupowania
i sprzedawania ziemi - oświadczył
wówczas rolnik-wójt Mielczarek,
dodając: - Nie widzę nic złego w
moim postępowaniu.
Nie wnikam, czy i jakie inne biznesy robił w minionym ćwierćwieczu miłościwie panujący rzgowianom rolnik-burmistrz (wcześniej
wójt), a przy okazji zdolny biznesmen. Pomnażanie stanu swego
posiadania, to w państwie prawa,
jakim jest Rzeczpospolita, rzecz
jak najbardziej godna podziwu. Jestem więc pewien, że w minionym
ćwierćwieczu zwiększył się wielokrotnie nie tylko stan posiadania
prywatnego majątku burmistrza,
ale w podobnym procencie majątek Rzgowa, a także każdego jego
mieszkańca. Mam rację?
Szczepan Sadurski
Między Rzgowem a prawdą
Przewodniczący Rady Miejskiej Marek Bartoszewski
i burmistrz Jan Mielczarek
KOZIOROŻEC - posiadasz
wspaniałych przyjaciół. Nieraz
już ci to udowodnili. Teraz czas
odwdzięczyć się za pomoc,
której udzielali ci ostatnio.
WODNIK - masz już dość
natrętów, którzy od dawna
psują ci nerwy? Powiedz im
prosto w oczy, co o nich myślisz.
RYBY - czas na zakupy! Nic
tak nie poprawia humoru jak
kilka nowych ciuszków. Nie
przesadźcie tylko z ilością wydanych pieniędzy, bo narazicie się domownikom.
BARAN - po przerwie czas
wrócić do pracy. Odpoczynek
pozwolił ci nabrać sił i zapału.
W pracy zaskoczysz wszystkich swoimi umiejętnościami,
co zaowocuje niespodziewanym napływem gotówki.
BYK - nadchodzi nerwowy
okres w twoim życiu, każde
najmniejsze niepowodzenie
będzie wyprowadzać cię z
równowagi. Na szczęście złe
dni nie potrwają długo.
:)
Ćwierć wieku
rządów
Mielczarka
Uśmiechnij się!
Język dziadka
Jasiu, czy to prawda, że twój dziadek stracił język podczas wojny?
- Prawda.
- A jak to się stało?
- Nie wiem, dziadek nigdy nam
o tym nie opowiadał.
Kaszanka
Rok 2010. Polska spełnia już
wszystkie normy Unii Europejskiej. W sklepie mięsnym klient
zwraca się do sprzedawcy: – Kilo
kaszanki proszę.
Ekspedient z pełną powagą: – A
z jaką grupą krwi?
Uśmieszek
Przez cały kościół biegnie młoda
zakonnica, wołając.
- Siostro, siostro, zostałam
zgwałcona. Co mam zrobić?
- Zjeść cytrynę.
- I to pomoże?
- Nie, ale ten uśmieszek zniknie.
Interwju
Do Antka przyjechała ekipa telewizyjna, żeby zapytać go, jak doszedł do tak wysokiej wydajności
mleka od krowy.
- Ja tam nic nie wiem - mówi
Antek. - Krowami, to się moja Jaguś zajmuje.
- Zawołajcie ją gospodarzu, zrobimy z nią małe interwiew.
- Jagna, chodź tu.
- Czego?
- Panowie z TV chcą ci zrobić
interwju.
- Co to takiego?
- Nie wiem, ale lepiej się podmyj.
Przesadził
Ciekawe,
czy kiedyś dosięgnie
nas sprawiedliwość…
Szpital psychiatryczny. Do gabinetu lekarskiego wbiega pielęgniarka:
- Panie doktorze, ten symulant z
pokoju 123 przed chwilą umarł…
- No, to tym razem przesadził!
Pan Bóg
i przewodniczący
Czym różni się przewodniczący Bartoszewski od Boga? Bogu
nie wydaje się, że jest przewodniczącym.
Zapobiegliwy
Syn przywiózł ojca do szpitala.
Na izbie przyjęć go wypytują:
- Kapcie ma?
- Ma.
- Szlafrok ma?
- Ma.
- Pościel ma?
- Ma.
- Materac, koc, poduszka?
- Ma.
- Doskonale. A kim jest ten
gość w białym kitlu, który stoi
obok pana ojca?
- Lekarza też własnego przywieźliśmy - a nuż u was nie ma?
Download

Remizy mogą działać uczciwie, a strażacy nic na tym nie tracą