Drugi
Belka:
Tusk
Samolikwidacja
Niemiec
Wolniewicz:
Prowokacja
wybuchu
Rok XXI
Nr 37 (1060)
11 września 2010
Cena 5 zł
w tym 7% VAT
INDEKS 366692 ISSN 0867-0366
www.nczas.com
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
I
LISTY
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
Oburzył mnie artykuł pt. „Kto sieje
wiatr, zbiera burzę” (nr 35-36, rok XXI) –
po co publikujecie takie teksty, które wpisują się w ogólną tendencję „naszych, postępowych” mediów, ażeby wbijać wciąż
szpilki katolikom? Skoro katolicy są jak
w oblężonej twierdzy – i to na całym
świecie, a nie tylko w Polsce – to po co
takie pismo jak „Najwyższy CZAS!” ma
się wpisywać w tę tendencję? Czy może
dlatego, że wielu młodych zwolenników
JKM stoi daleko od Kościoła i wiary, nie
żyją wiarą i co najwyżej są letni religijnie (widać to forach zwolenników JKM)?
Napiszmy więc i im to, co pragną przeczytać? A przecież powinniśmy być dumni
z tego, że mimo totalnej wojny przeciwko
Bogu i Kościołowi (demoralizacja, zalew
wszelkiej rozrywki, zalew trującej lewackiej i libertyńskiej ideologii większości
antykatolickich i antypolskich mediów,
nadających na okrągło tego typu propagandę), znalazła się w naszym kraju tak
duża liczba ludzi skłonnych bronić Krzyża Chrystusowego! I to bronić postawą
miłości, modlitwy i zawierzenia w moc
Bożą! Praca wielu wspaniałych polskich
księży i zakonników rekolekcjonistów nie
idzie na marne. Dlaczego Pan Mirosław
Salwowski nie dostrzega tego, tylko zamiast Chrystusa na tym Krzyżu widzi raczej śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego?
Czy to tylko „skrzywienie zawodowe”
komentatora politycznego? Dlaczego autor nie powstrzymał się od pogardliwego
umniejszania i spłycania roli i motywów
obrońców Krzyża? (…) Autor użył więcej
negatywnych określeń o obrońcach Krzyża niż o satanistycznej tłuszczy atakującej
Krzyż! (…) Bardzo ważna jest ta obrona
Krzyża – wyraźny sygnał do rządzących,
że wprowadzenie w Polsce porządków
opartych na Karcie Praw Podstawowych
nie będzie łatwe, a ściąganie Krzyży nie
przejdzie bez echa! Że nawet ataki władzy na Krzyż i religię nie będą przyjęte
przez społeczeństwo biernie (może to
powstrzymać ciągoty do odebrania koncesji Radiu Maryja – nota bene czy nikt
w „Najwyższym CZASIE!” nie potrafi
stanąć w obronie tego radia? Czyżby ojciec Tadeusz Rydzyk był niemodny wśród
młodych w dużej części czytelników? No,
ależ walczmy o wolność słowa, o jak największe naruszenie „ładu medialnego”.
(…). Ważna jest też ta obrona Krzyża
dlatego, że pokazuje władzom, iż nie będzie zgody na zamiecenie sprawy katastrofy smoleńskiej pod dywan, na skazanie jej na zapomnienie, na odpuszczenie
sobie wielu ważnych wątków śledztwa,
na pozostawienie wszystkich dowodów
II
w rękach Rosjan! Nie można przecież
abstrahować od tezy, że śledztwo prowadzone jest tak nieudolnie celowo, że nasz
premier celowo oddaje kontrolę nad nim
Rosjanom – celowo, bo mają coś na sumieniu, coś do ukrycia. (…)
Krzysztof Nagły
Od Redakcji: Sprawie Smoleńska przypatrujemy się bardzo uważnie. Nieprawidłowości dotyczące śledztwa szczegółowo omawia na naszych łamach Leszek
Szymowski. O możliwych przyczynach
katastrofy wielokrotnie pisał Wiktor
Kobyliński. Rosyjski punkt widzenia
przedstawiał Wojciech Grzelak. Temat
poruszał również Tomasz Sommer i
Stanisław Michalkiewicz. Ten ostatni
współpracuje również z Radiem Maryja.
Tekst w obronie rozgłośni opublikował
na naszych łamach m.in. Marek Jan
Chodakiewicz (http://tiny.pl/hrhhl).
Na temat obrońców krzyża – w numerze
poprzedzającym artykuł p.Salwowskiego – opublikowaliśmy tekst p.Łukasza
Adamskiego. Tak jak Pan zauważył on
m.in., że „wojna o krzyż to przedsmak
tego, co może nas czekać w niedalekiej
przyszłości, gdy do wrót naszego kraju
zapuka zapateryzm o twarzy jakiegoś
oszołoma z nowej lewicy”. Co więcej –
„obrazek czerwonych ze złości na widok
krzyża postępowców” sprawił Autorowi
„perwersyjną przyjemność” (http://tiny.
pl/hrhhk). Z trochę innej perspektywy
na „problem krzyża” spojrzał Janusz
Korwin-Mikke („to właściciel chodnika
decyduje, co z tym krzyżem zrobić”).
Całun a prawda
Nie wytrzymałem i postanowiłem skomentować artykuł „Całun i prawda”
(...).. Autor wspomnianego tekstu sugeruje, że ludzie niewierzący i wyznawcy
innych religii są „spaczeni ideologią quasi-marksistowską” i podatni na opinie
„politycznych konfabulantów”. Krótko
mówiąc: uważa ich za idiotów, którzy nie
są w stanie pojąć chrześcijańskiej prawdy.
Czuję się tym tekstem osobiście oburzony
i urażony. Mam nadzieję, że opublikują
Państwo ten list.
Przemysław Konrad Wysocki
Zmiany w „NCz!” niekoniecznie dobre
Jak wszystko, tak i mój ulubiony „Najwyższy CZAS!” zmienia się. Niestety nie
zawsze w sposób, który by mnie cieszył:
1. Dowcip rysunkowy o tym, że śmierć
Jarosława zwiększyłaby popularność
PiS, zawiera zapewne sporo prawdy, ale
jednak budzi niesmak. 2. „Kto czyta, nie
błądzi” staje w obronie dotowania do-
jazdów Polaków do pracy w Niemczech.
Żółta kartka za popieranie dotacji, ale
czerwona za popieranie wyjazdów do
Niemiec. Mieszkam na Opolszczyźnie
i wiele wiem o wyższości tamtejszych
dochodów. Jednak pomysł dopłacania
z mojej kieszeni osobom, które posiadając dodatkowo obywatelstwo niemieckie
– poza takim jak moje, czyli polskim –
mogą się na te lepsze dochody załapać,
jest dla mnie piramidalny. No i druga
czerwona kartka za kpiny ze „spójności terytorialnej”. Czy kiedy już w brew
swej woli znajdę się wraz tymi terenami na terytorium RFN, to będę mógł liczyć na dotacje do kosztów repatriacji?
3. Kilka tekstów powielających za PO
tezę o wyłącznie prokaczystowskiej motywacji obrońców krzyża to mógłby być
powód ko kolejnych karteczek, no ale
jak koniecznie chcecie mieć wzorem
Lecha W. pluralizm, to trudno. Dla
równowagi może jednak wstawicie
coś z drugiego końca spektrum? Pod
adresem
http://www.ospn.opole.pl/
?p=art&id=369 oraz http://www.ospn.
opole.pl/?p=art&id=373 są moje rzeczy,
które udostępniam bez kosztów. 4. Pana
Łamacza za to, co zrobił, a raczej nie
zrobił z tekstem JKM „Kto rządzi Polską”, to ja bym...
Jacek Bezeg
Od Redakcji: Rzeczony tekst p.Korwina był nieplanowany i dotarł do nas w
ostatniej chwili (na dwie godziny przed
zamknięciem numeru). Łamacz mocno
się napracował, aby – choć w połamanej
formie – trafił przed oczy Czytelników.
Za wszelkie pomyłki przepraszamy, prosimy
o wyrozumiałość i nadsyłanie nam informacji
o dostrzeżonych błędach.
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
A może to już teraz?
OD REDAKTORA
TYGODNIK
KONSERWATYWNO-LIBERALNY
Najwyższy CZAS!
Nr 37 (1060) 11 września 2010
Indeks 366692, ISSN 0867-0366
Założyciel:
JANUSZ KORWIN-MIKKE
Redaktor Naczelny:
TOMASZ SOMMER
Redaktor Prowadzący:
MACIEJ KAJETAN SOŁDAN
Publicyści:
Stanisław Michalkiewicz,
Marek Jan Chodakiewicz
(Waszyngton),
Kataw Zar (Tel Awiw),
Adam Wielomski,
Marian Miszalski,
NR 37 (1060)
Wojciech Grzelak
(Gornoałtajsk),
Krzysztof M. Mazur, Marek
Arpad Kowalski, Rafał Pazio,
Tomasz Teluk, Marcin Masny.
Sklep internetowy:
www.nczas.com/sklep
książki można zamawiać
także telefonicznie pod nr:
796 207 936
Okładka:
Radosław Watras
Wydawca:
3S MEDIA SP. Z O.O.
ul. Mickiewicza 20/53,
01-552 Warszawa,
NIP 113-23-46-954,
REGON 017490790,
Tel/fax. 0-22 831 62 38
Opracowanie graficzne
i łamanie:
Robert Lijka RLMedia
Korekta i adiustacja:
Maciej Jaworek
Adres do korespondencji:
ul. Mickiewicza 20/53,
01-552 Warszawa,
Druk:
Drukarnia Bałtycka Sp. z o.o.
ul. Wosia Budzysza 7
80-612 Gdańsk
www.drukarniabaltycka.com.pl
E-mail:
[email protected]
E-prenumerata:
http://ewydanie.nczas.com/
Strona internetowa:
www.nczas.com
Biuro reklamy:
tel.: 606 88 88 82
11 WRZEŚNIA 2010
FOT. R. GRAD
J
ak wiadomo, każdy układ polityczny nej i Unii Wolności – co musi się dla niej
w pewnym momencie się załamu- zakończyć katastrofą. A szef PiS Jarosław
je. Cała sztuka polityczna polega w Kaczyński znów ożywia zakon Porozumiegruncie rzeczy na tym, by ten mo- nia Centrum i wzywa swych zwolenników
ment wyczuć i wykorzystać. Kto to zrobi, do lojalności bądź do odejścia z partii, co
zgarnie całą pulę. I to raczej dzięki kombi- brzmi jak zapowiedź przejścia w stan hibernacji przypadków niż własnym zdolnościom nacji.
czy talentom. Jedyny warunek sine qua non
Zwolennicy wolności i prawicy nie powinto być zawsze gotowym.
ni więc zasypiać gruszek w popiele, tylko
Nikt chyba nie ma wątpliwości, że rządzą- być gotowi na to, co w dłuższej czy krótszej
cy od 21 lat w Polsce układ okrągłostołowy perspektywie jest nieuchronne – czyli na
swoje siły – zarówno intelektualne, jak i fi- przejęcie odpowiedzialności za kraj i próbę
zyczne – powoli wywprowadzenia wolczerpuje. Czy jednak NIKT CHYBA NIE MA
nościowych porządjego upadek nastąpi WĄTPLIWOŚCI, ŻE RZĄDZĄCY ków. W tym celu, jak
szybko? Tego oczywi- OD 21 LAT W POLSCE
już pisaliśmy w poprzednich numerach,
ście nie wiadomo.
UKŁAD OKRĄGŁOSTOŁOWY
planowany jest jak
Jednak pewne sympnajszerszy start zwotomy rozpoczynającej SWOJE SIŁY – ZARÓWNO
lenników JKM w najsię agonii systemu już INTELEKTUALNE, JAK
bliższych wyborach.
widać. W sondażu ba- I FIZYCZNE – POWOLI
Na str. XL zamieszdającym poparcie dla WYCZERPUJE
czamy listę koordykandydatów na prezydenta Warszawy JKM uzyskał 9 proc. a natorów tego społecznego ruchu w wybokandydat PiS zaledwie 16 procent. Ważne rach samorządowych. Prosimy wszystkich
jest nawet nie tyle to, że przedstawiciel wol- chętnych o zgłaszanie się na listy i o pomoc
nościowców uzyskał rekordowe poparcie – w kampanii. W tej pracy chodzi nie tylko
bardziej rzuca się w oczy, że jedna ze stron o sukces w samorządach, których marnopodziału, wokół którego toczy się życie pu- trawcze działanie trzeba zastopować, lecz
bliczne w Polsce, zaczyna zanikać.
przede wszystkim o tworzenie siły na kolejWynik drugiej strony jest wciąż wysoki, ale ne wybory parlamentarne. Trzeba pokazać,
być może tylko z poczucia braku alternatywy. że w Polsce są nie tylko prounijni socjaliści
Są i inne syndromy upadku. Oto Platfor- i postkomuniści, ale także nowoczesna wolma Obywatelska odrzuca już otwarcie wol- nościowa prawica.
nościową część swego programu i ideowo
Bo może to już teraz...
wchodzi w buty dawnej Unii DemokratyczTOMASZ SOMMER
NARÓD NIEMIECKOPOLSKI W 1940 ROKU
Lewicowi teoretycy twierdzą,
że „naród” wytwarzany jest
przez państwo – co oznacza, że
pojęcie „niepodległości” traci jakikolwiek sens, bo każdy
„naród” jest niepodległy. Jeśli
zaś przyłączylibyśmy Szwajcarię do Francji, to zniknąłby
naród szwajcarski...
...ale jeśli przyłączylibyśmy
Francję do Szwajcarii, to zniknąłby naród francuski! Pozostaliby tylko Żydzi i Cyganie.
JKM
Prenumerata:
Prenumeratę pocztową prowadzi
Redakcja. Koszt w prenumeracie krajowej wynosi 229 złotych.
Zamówienia dokonuje się po prostu
poprzez wpłatę tej sumy na konto
63 1910 1048 2256 0156 5988 0003,
podając jednocześnie dokładny adres, na który ma być wysyłane pismo.
Prenumerata wysyłana priorytetem
(teoretycznie powinna wszędzie docierać w środę) kosztuje 289 zł.
Reklamacje dotyczące prenumeraty
proszę zgłaszać pod nr: 796 207 936
lub na adres mailowy:
[email protected]
Sprzedaż i kolportaż za granicą
wymagają pisemnej zgody Wydawcy.
Redakcja zastrzega sobie prawo zmiany
tytułów, skracania i redagowania nadesłanych tekstów, nie zwraca materiałów nie
zamówionych, nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń.
Redakcja zastrzega sobie prawo do
nieopłacania materiałów opublikowanych w internecie za wiedzą ich autorów w przypadku opublikowania ich
wcześniej niż dwa tygodnie po momencie wydrukowania ich w tygodniku
„Najwyższy CZAS!”.
III
WASIUKIEWICZ
KTO CZYTA
CZYTA, NIE BŁĄDZI
Łże-liberałowie u władzy – kilka przykładów gospodarowania
publicznymi funduszami. Informacja z Press.pl: Ministerstwo
Spraw Zagranicznych w drodze konkursu szuka agencji,
która przygotuje kampanię PR adresowaną do środowiska międzynarodowego w Brukseli w związku z objęciem
przez Polskę przewodnictwa w Radzie Unii Europejskiej.
Ministerstwo planuje działania w Brukseli i wybranych
państwach Unii (Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii).
Ich celem będzie wzmocnienie wizerunku Polski. Z tego
samego źródła: Biuro Pełnomocnika Rządu do spraw Równego Traktowania organizuje konkurs dziennikarski „Stop
rasizmowi w sporcie”. Celem konkursu jest propagowanie
w mediach zwalczania i przeciwdziałania dyskryminacji w
sporcie, łamanie stereotypów i uprzedzeń, zwalczanie treści
antysemickich, postaw rasistowskich i ksenofobicznych na
arenach sportowych, kształtowanie wśród kibiców sportowych postaw tolerancyjnych dla odmienności wynikającej z
rasy, koloru skóry, języka, obywatelstwa, narodowości lub
pochodzenia etnicznego. Jeszcze Hatalska.com: Agencja
Change Integrated we współpracy z WOPR prowadzi kampanię społeczną mającą na celu uświadomienie Polakom
ryzyka utonięcia. Na początku sierpnia w blisko 50 najpopularniejszych kąpieliskach na Warmii i Mazurach umieszczony został na wodzie charakterystyczny obrys postaci. Ten
dość kontrowersyjny symbol, który jednoznacznie kojarzy
się z ludzkimi zwłokami, będzie pływał na wodzie do końca
wakacji. Bezpośrednim bodźcem do przeprowadzenia akcji
były lipcowe statystyki. W porównaniu z lipcem 2009 tegoroczna liczba utonięć była wyższa o ponad 30%. Nie było
jeszcze kampanii „społecznej” ostrzegającej przed łże-liberalnymi politykami.
Redaktor „Polityki” komentuje na swoim blogu deportację
Cyganów z Francji: Choć Europa zrobiła wielki krok na-
IV
przód w stosunku do Romów, postęp ten jest widoczny tylko
w pewnych, mniej lub bardziej elitarnych, środowiskach.
Poza nimi dalej rządzą wielowiekowe uprzedzenia i stereotypy, zwykle negatywne. Pierwszy dowód mamy już w języku:
„Cygan” kojarzy się z „cyganieniem”, tak jak Żyd (Juda)
z „judzeniem”. Podobnie też dzieje się w naszej kulturze.
Z jednej strony Rom romantyczny i operetkowy, z drugiej
zdemonizowany jako złodziej, oszust, nierób i żebrak. Wielu
fanów romskiego folkloru pewno by poparło deportacje Romów realnych. Nie, to nie żart. To było na poważnie.
Postępowy świat zatrząsł się z oburzenia, bo w wywiadzie
udzielonym belgijskiemu radiu brukselski komisarz De Goucht wykazał spostrzegawczość: Nie należy nie doceniać wagi
żydowskiego lobby na Kapitolu, w parlamencie amerykańskim. To najlepiej zorganizowana grupa nacisku, jaka tam
istnieje. Europejski Kongres Żydów poczuł się dotknięty oburzającą formą antysemityzmu ze strony wysokiego przedstawiciela UE. Stwierdzenie oczywistego faktu o wpływach
żydowskiego lobby w USA jest „antysemityzmem”? To „antysemitów” jest więcej, niż nam się wydawało. Rok temu amerykański korespondent „GW” napisał: Amerykanie nie dają
prezentów tym, których lubią. Dają je tam, gdzie uważają
to za konieczne, lub tym, którzy mają w Waszyngtonie potężne lobby. Czytelna „antysemicka” aluzja. Półtora roku temu
Andrzej Lubowski (współpracownik „GW”) napisał na stronie
Studioopinii.pl: Lobby izraelskie w Waszyngtonie jest silne,
sprawne i aktywne. Osiem lat temu Norman Birnbaum napisał
w „El País”: Jedynie historyk mający dostęp do archiwów,
które obecnie nie są dostępne, będzie mógł w przyszłości ocenić znaczenie izraelskiego lobby [w USA]. Dzisiaj można tylko powiedzieć, że nie jest ono małe. Jego wpływ na Kongres,
środki przekazu i uniwersytety jest znaczny (za: Niniwa2.
cba.pl). Sami „antysemici”!`
KL
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
FOT. www.nato.int
W NUMERZE
Drugi Belka: Tusk
„B
„BOLEK”
JUŻ OFICJALNIE
Zastę
Zastępcze
tematy przykrywają naprawdę
ważne kwestie, a sprawy marginalne wypieRząd Donalda Tuska ciężko pracuje na miano najchętniej
fak I to przede wszystkim te, które są
rają fakty.
zwiększającego obciążenia podatkowe po 1989 roku. Na tapetę trafił
niewyg
niewygodne
dla obecnej elity politycznej.
już specjalny podatek bankowy. Znajduje on poparcie zarówno wśród
PiS, jak i SLD. Mamy więc w tej kwestii pełną zgodność, co nie wróży
dlate sprawa krzyża przy Krakowskim
I dlatego
nic dobrego dla naszych kieszeni, bo tylko naiwniak (lub polityk) będzie Przedmieściu w Warszawie i zaskakujące
sądził, że banki ograniczą swoją zachłanność i zapłacą ze swojego.
objawienie się na zjeździe „Solidarności”
Czytaj na str. XI.
pani Henryki Krzywonos-Strycharskiej
przykrywają tematy ważne i niewygodne:
KRAJ
XXVII ● USA: Rzeczywistość orwellowpodwyższenie podatków, kwestię bezroboska – Paweł Łepkowski
VI ■ Postęp w kraju
cia i niedotrzymanie większości przyrzeXXIX ● Rosja: Indiana Putin
VII ■ TW ps. Bolek w encyklopedii
czeń oraz postulatów z exposé i działalności
– z dr. SŁAWOMIREM CENCKIEWICZEM roma- – WOJCIECH GRZELAK
rządu premiera Donalda Tuska. A tu nagle,
XXXI ● Izrael: Przewodnik po sektach
wia Robert Swaczyński
w 30-lecie porozumień sierpniowych, Lech
Kurnika – KATAW ZAR
VII ■ „Bolek” już oficjalnie
Wałęsa przegrał proces o zniesławienie z
XXXIII ● Maharadża
– ROBERT SWACZYŃSKI
Krzysztofem Wyszkowskim. – To dobry
– RADOSŁAW PYFFEL
VIII ■ Złoty interes – MAREK ŁANGALIS
dzień dla prawdy historycznej i swobody
X ■ Prowokacja wybuchu
wypowiedzi w Polsce – twierdzi historyk
PUBLICYSTYKA
– z prof. BOGUSŁAWEM WOLNIEWICZEM
i publicysta, dr Sławomir Cenckiewicz.
rozmawia Rafał Pazio
XXXIV Postępy postępu
Więcej na str. VII.
XI■ Drugi Belka: Tusk – MAREK ŁANGALIS XXXVIII
Republika niszczy państwo
XII ■ A w Warszawie jest wesoło!
– ADAM DANEK
SAMOLIKWIDACJA NIEMIEC
– ADAM WOJTASIEWICZ
XXXIX Delikatna kwestia zaufania
W ciągu tygodnia w samym Berlinie
XIV ■ Centrum bez emerytów
– ANDRZEJ SOŁDAN
sprzedano kilkadziesiąt tysięcy egzem– RAFAŁ PAZIO
XLII
Monopol na puszczę
plarzy książki pod tym tytułem. A w kilXV ■ Zlikwiduję bufet!
– JAKUB WOZINSKI
ku drukarniach szykowano jej czwarte
– JANUSZ KORWIN-MIKKE
wydanie w okresie dwóch tygodni – tym
FELIETON
XVI ■ Koziołek ofiarny już się struga?
razem o nakładzie 80 tys. egzemplarzy
– MARIAN MISZALSKI
XXXV
MAREK JAN CHODAKIEWICZ
(!). Autorem bestselleru jest 65-letni ekoXVII ■ Autorytety diabli biorą
JANUSZ KORWIN-MIKKE
XLIV
nomista i były funkcjonariusz SPD Thilo
– KRZYSZTOF M. MAZUR
XLV
STANISŁAW MICHALKIEWICZ
Sarrazin, były minister finansów landu
XLVI
ADAM WIELOMSKI
Berlin w latach 2002-2009, a obecnie
S WIAT
Ś
XLVII
BARBARA BUONAFIORI
członek sześcioosobowego zarządu BunXLVII
MAREK ARPAD KOWALSKI
desbanku. Twierdzi on w tej książce, że
XIX ● Postęp w świecie
Niemcy prowadzą od lat samobójczą poXXI ● Samolikwidacja Niemiec
INNE DZIAŁY
litykę imigracyjną i finansowo-socjalną,
– TOMASZ MYSŁEK
związaną z problemem nadmiaru cudzoXXII ● Szwajcaria: Gilotyna zaświszcze XLIII
Czarna Księga
ziemców w Niemczech. Żąda znacznego
w Alpach? – OLGIERD DOMINO
Największe Głupstwo Tygodnia ograniczenia imigracji, z wyjątkiem wyXLVIII
XXV ● Francja: „Nazizm” nad Sekwaną XLVIII
Szachy
sokiej klasy specjalistów, a także świad– BOGDAN DOBOSZ
Brydż
XLIX
czeń finansowo-socjalnych przyznawaXXVI ● Białoruś: Wybory a kurs dolara XLIX W pajęczynie
nych imigrantom.
– MAREK A. KOPROWSKI
Film
L
Czytaj na str. XXI.
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
V
JE Bronisław Komorowski odbył
pierwsze wizyty zagraniczne –
odwiedził Brukselę, Paryż i Berlin, gdzie
rozmawiał m.in. o reaktywacji działalności Trójkąta Weimarskiego. Zdaniem
p.Radosława Sikorskiego, szefa dyplomacji, te wizyty są dużym sukcesem.
Sikorski to, jak wiadomo, figlarz. Ale
żeby Komorowskiemu podobały się
trójkąty?
Komitet Polityczny PiS rozwiązał struktury partii w okręgu gdańskim. Nowy
zarząd okręgu PiS zostanie powołany
zapewne dopiero po wyborach samorządowych, a akcja ma na celu wzmocnienie
partii w tym okręgu.
Czekamy na wzmocnienia w kolejnych
okręgach!
W życie wszedł właśnie nowy kodeks
drogowy – zakłada on, że za łamanie
przepisów na drogach osiedlowych i
parkingach przy supermarketach będą
obowiązywały takie same kary jak na
drogach publicznych.
Na razie nie wiadomo, jak policjanci
będą stosować te przepisy przy jeździe po
własnym podwórku oraz przy mijaniu się
z żoną w łazience przy porannej toalecie.
„Gazeta Wyborcza” donosi, że p.Lech
Wałęsa będzie jednym z czterech
słynnych Polaków, którzy otrzymają od
UEFA tytuł Twarzy Euro 2012. Uhonorowani zostaną również: p.Maryla Rodowicz, znana piosenkarka, p.Robert Korzeniowski, były lekkoatleta, oraz p.Józef
Młynarczyk, były bramkarz reprezentacji
Polski. Kandydatów wytypował PZPN,
który zgodnie z wytycznymi UEFA, nie
mógł wybierać jedynie spośród czynnych
polityków.
Co łączy Lecha Wałęsę i Marylę Rodowicz? To, że śpiewali za komuny.
FOT. WIKIPEDIA
POSTĘP W KRAJU
12 września pracownicy ZUS pojadą na Jasną Górę w
ramach pielgrzymki finansowanej pieniędzmi z funduszu
socjalnego. Związkowcy twierdzą, że to na zaproszenie
pracodawcy. Prezes ZUS z kolei, że zaproszenie dostał od
pracowników. Wynajęto już 80 autokarów i zusowscy urzędnicy spotkają się w Częstochowie. P. Zbigniew Derdziuk, prezes ZUS, nie komentuje sprawy, ale potwierdza, że wybiera
się na pielgrzymkę.
W zasadzie nie ma co kpić – oni pewnie wiedzą, że tylko cud może
uratować ZUS przed bankructwem.
mniejsza, a koszty utrzymania większe.
Proponujemy radnym, u których powstają nowe stadiony, by już teraz poczuli się
oszukani – wyjdą na mniejszych idiotów.
JE Bronisław Komorowski analizuje
wszystkie ustawy skierowane do Trybunału Konstytucyjnego przez śp. Lecha
Kaczyńskiego i zamierza wycofać te,
które trafiły tam ze względów politycznych. Ponoć wycofana może zostać m.in.
ustawa o SKOK-ach, Prawo budowlane,
a także nowela ustawy o NIK wprowadzająca do niej audyt zewnętrzny.
A my spytamy tak przy okazji: co z tzw.
Wg „GW”, z pierwszych wyliczeń wyni- zbiorem zastrzeżonym, który to zbiór
był uprzejmy zastrzec śp. Prezydent w
ka, że do nowej hali Ergo Arena, zbudowanej przez Gdańsk i Sopot, trzeba będzie ramach zdecydowanej walki z agenturą?
Coś mamy wrażenie, że aktualny prezydopłacać przez wiele lat grube miliony.
Radni obu miast wsparli jednak spółkę za- dent akurat w tym wypadku myśli
rządzającą halą kwotą 1,5 mln zł poprzez o nawiązaniu do dorobku poprzednika.
podniesienie kapitału, a w Wieloletnim
Planie Inwestycyjnym zapisali, że do
Sekcja Krajowa Pracowników Skar2020 roku będą dokładać do hali 2,8 mln
bowych NSZZ „Solidarność” zażądała
zł rocznie. Sopoccy radni obawiają się
uproszczenia prawa podatkowego,
jednak, że 2 mln zł nie wystarczą i czują
obniżenia obciążeń i odstąpienia od
się oszukani przez p.Jacka Karnowskiego, pomysłu podwyżki VAT w zamian za
prezydenta miasta, który zapewniał, że
poprawę efektywności poboru danin
hala będzie na siebie zarabiała.
publicznych. Związkowcy domagają się
Uwaga: szansa, że stadiony (przez
budowy profesjonalnych i przyjaznych
znaczną część roku z powodu klimatu
podatnikom służb skarbowych, opartych
nieużywane) będą zarabiały, jest znacznie na wykwalifikowanej, dobrze wyna-
VI
gradzanej i traktowanej z szacunkiem
przez przełożonych kadrze. Pracownicy
skarbówki zrzeszeni w związku przyłączą się do manifestacji pracowników
budżetówki w Warszawie, która odbędzie
się 22 września.
Niedawno czytaliśmy wypowiedź
jednego z anonimowych (z oczywistych
powodów) pracowników skarbówki, który
przyznał, że zwolennikiem bliskich nam
idei stał się w momencie, gdy ujrzał od
kuchni funkcjonowanie naszego fiskusa.
Panie i Panowie ze skarbowej „Solidarności” – zapraszamy w nasze szeregi!
Polska, chcąc odciążyć najbardziej
oblegane przez imigrantów kraje UE,
weźmie udział w unijnym programie
relokacji imigrantów, który będzie polegał m.in. na przesiedlaniu uciekinierów
np. z Afryki, którzy lądują głównie na
południu Europy i obciążają takie kraje
jak Malta, Włochy czy Hiszpania. Na
razie do Polski przyleci sześciu imigrantów z Afryki Wschodniej, być może
z ogarniętej wojną domową Somalii.
Będą oni sprawdzeni, czy są uchodźcami
politycznymi, bo wtedy mają największe
szanse na osiedlenie w Polsce i prawo do
pomocy.
Czy nie pora na tworzenie antyimigracyjnej partii?
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
WYWIAD
PROCES LECHA WAŁĘSY
TW ps. Bolek w encyklopedii
Z dr. SŁAWOMIREM CENCKIEWICZEM,
historykiem i publicystą, rozmawia
Robert Swaczyński
– Czy to jest przypadek, czy znak czasów, że w 30. rocznicę porozumień sierpniowych Lech Wałęsa przegrał proces
o zniesławienie z Krzysztofem Wyszkowskim?
– Może to rzeczywiście znak czasów. Przez kilka tygodni poprzedzających ten dzień zastanawiałem się, dlaczego sąd wybrał
właśnie tę datę. Na szczęście to był dobry dzień dla prawdy historycznej i swobody wypowiedzi w Polsce.
– Czy ten wyrok może zmienić coś w postrzeganiu przez
Polaków Lecha Wałęsy?
– Tego nie wiem, na pewno pomoże prawdzie historycznej.
– Zbigniew Romaszewski, wicemarszałek Senatu, powiedział, że przed tym wyrokiem w sądach liczyła się tylko
FOT. T. SOMMER
– Od 31 sierpnia Lecha Wałęsę można nazywać agentem
SB „Bolkiem”. Czy sprawiedliwości stało się zadość?
– W jakimś sensie tak, ale musimy pamiętać, że autorzy książek
o Wałęsie – Gontarczyk, Zyzak i Cenckiewicz – nigdy nie mieli
wytoczonego procesu o zniesławienie w związku z tym, że pisali
o agenturalnej przeszłości Wałęsy. Zresztą grono badaczy, którzy
o tym aktualnie piszą, jest coraz większe. Właśnie dostałem świeży egzemplarz „Encyklopedii Solidarności” z biogramem Wałęsy,
w którym jest informacja, że był w przeszłości TW ps. Bolek.
„Bolek” już oficjalnie
Z
astępcze tematy przykrywają naprawdę ważne kwestie, a
sprawy marginalne wypierają
fakty. I to przede wszystkim te,
które są niewygodne dla obecnej elity
politycznej. I dlatego sprawa krzyża przy
Krakowskim Przedmieściu w Warszawie
i zaskakujące objawienie się na zjeździe
„Solidarności” pani Henryki KrzywonosStrycharskiej przykrywają tematy ważne
i niewygodne: podwyższenie podatków,
kwestię bezrobocia i niedotrzymanie
większości przyrzeczeń oraz postulatów
z exposé i działalności rządu premiera
Donalda Tuska.
A tu nagle, w 30-lecie porozumień sierpniowych, Lech Wałęsa przegrał proces o
zniesławienie z Krzysztofem Wyszkowskim. 10 lat temu sąd lustracyjny uznał
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
oświadczenie lustracyjne byłego prezydenta za prawdziwe. Jednak od 31 sierpnia br. Lecha Wałęsę można nazywać tajnym współpracownikiem SB „Bolkiem”.
Sprawa ta oraz wyrok stanowią ważny
krok w drodze do normalności, wolności
słowa i prawdy historycznej. Pełnomocniczka byłego prezydenta zapowiedziała
jednak odwołanie.
Cisza w mediach
Ciekawy pozostaje fakt medialnej ciszy, jaka zapanowała w tej sprawie. Nagle ważniejszym tematem staje się masakra w Bratysławie i zasypani górnicy
w Chile. Lech Wałęsa zaproszony do
telewizyjnej stacji TVN odpowiada na
wszystkie pytania, ale dziennikarz nie
zadaje najważniejszego – o ocenę wy-
roku sądowego i jak to jest, gdy się na
karty historii wpisuje jako TW „Bolek”.
Inne media również milczą, tylko nieliczne wspominają o procesie. Pęknięcie
na cokole widać, ale nie naruszyło ono
nadmuchanego do granic możliwości postumentu byłego prezydenta.
Wybawieniem było jednak wystąpienie
byłej opozycjonistki, sygnatariuszki porozumień sierpniowych, Henryki Krzywonos-Strycharskiej, na jubileuszowym
zjeździe „Solidarności”. W mediach nagle podniosła się wrzawa, natychmiast
zaczęła powstawać na naszych oczach
legendarna, wręcz kultowa, historyczna
i obecna gwiazda. Gwiazda mediów. To
ona wstrzymała tramwaj oraz ruszyła
niebo i ziemię; nowa matka „Solidarności” w miejsce niedawno zmarłej
tragicznie śp. Anny Walentynowicz –
prawdziwej, cichej bohaterki tych zdarzeń. A o Lechu-„Bolku” lepiej głośno
nie mówić.
R.S.
VII
KRAJ
poprawność polityczna. Czy zgodzi się
Pan z tym zdaniem?
– Tak, obserwowałem zmagania Wyszkowskiego w sądach od lat. Czasem było
to bardzo smutne, zwłaszcza odrzucanie
jakichkolwiek wniosków dowodowych.
Ostatni skład sędziowski zmienił tę praktykę i przesłuchał świadków, w tym również
i mnie. Pochylił się więc nad sprawą i nie
uległ medialno-salonowej presji.
Złoty interes
Donald Tusk pogroził palcem Powszechnym Towarzystwom Emerytalnym, że jak nie wezmą się do roboty i nie
zaczną pomnażać, zamiast przejadać, pieniędzy przyszłych
emerytów, to on im pokaże groźną minę i zabierze zabawki
ze sobą do piaskownicy (czytaj: składki emerytalne
z powrotem do ZUS).
– Sąd ustalił nową granicę, oznajmiając, że nie jest jego rolą ustalanie prawdy historycznej. Czy jest to dla Pana
MAREK ŁANGALIS
zaskoczeniem?
– To bardzo ważne, bo słyszy się czasem
u nas głosy, że czegoś badać nie wolno.
złowiek myślący tym jednak róż10 lat temu sąd ustalił już prawdę. Jest
ni się od stawonoga, że potrafi
to nie tylko dowód na niezrozumienie
przewidzieć swoje zachowania
nauk historycznych, ale również, a może
i nie musi walić się młotkiem
przede wszystkim, próba kneblowania ust
i krępowania wolnych badań naukowych. po ręce, by stwierdzić, że będzie bolało.
Skoro OFE są przymusowe, a większość
– Jak Pan oceni wypowiedzi Henryki aktywów trzymana jest w państwowych
Krzywonos-Strycharskiej na niedaw- obligacjach (taki wymóg ustawy, że co
nym zjeździe „Solidarności” w Gdyni? najmniej 60% aktywów OFE musi być
– Typowo polityczna agitacja, ale do tego ulokowane w bezpiecznych państwowych
już przywykłem. Historia jest maczugą w obligacjach), za co pobierane jest sowite
rękach jednych przeciw drugim. Od wielu wynagrodzenie (od stycznia tego roku
lat celują w tym niektórzy „platformersi”, opłata za wpływ składki została obniżona
choć i tam jest wielu rozsądnych ludzi, z 7 do 3,5%, tzn. że przez ponad 10 lat
przerażonych polską „debatą” o polskich z każdego przekazanego tysiąca złotych
dziejach.
OFE pobierały 70 złotych opłaty) przekraczające oprocentowanie tychże obli– Pani Krzywonos-Strycharska, repre- gacji – to jakie mają mieć wyniki? One
sjonowana niemiłosiernie za komuny, muszą być rewelacyjne – dla OFE, oczyzbliżyła się mocno do polityków i poli- wiście. Naprawdę tego, kto wymyślił ten
tyki lewicy. Na jubileuszowym zjeździe system (a był to prof. Marek Góra, dziś
wyskoczyła niczym królik z kapelusza. przypadkiem zasiadający w radzie nadzorczej ING Powszechnego Towarzystwa
Czy myśli Pan, że to przypadek?
– To nie przypadek. W swojej książce Emerytalnego SA, oraz wprowadzająca
o Annie Walentynowicz, którą przecież ten pomysł w życie pani Ewa Lewicka,
skończyłem pisać w kwietniu br., podda- również przypadkiem szefowa Izby Gołem analizie przemówienie premiera Tuska spodarczej Towarzystw Emerytalnych, inz 4 czerwca 2009 r. na Wawelu. Wówczas stytucji zajmującej się za pieniądze OFE
premier wskazał Henrykę Krzywonos jako lobbingiem na rzecz tychże), powinno się
prawdziwą ikonę Sierpnia i kobiet „So- ozłocić – oczywiście z punktu widzenia
lidarności”. To był dla mnie znak, że za OFE. Czy można sobie wyobrazić lepszy
chwilę – zwłaszcza po śmierci Anny Wa- interes? Kilkanaście milionów przymusolentynowicz – Krzywonos będzie nie tylko wych klientów wpłacających co miesiąc
ikoną Sierpnia ’80, ale założycielką „So- kilkaset złotych każdy, od których możlidarności”, a w końcu nawet suwnicową- na sobie pobrać 7% wynagrodzenia, a za
tramwajarką – jak to usłyszałem w TVN. resztę kupić obligacje państwowe, która
Za chwilę zostanie zapewne już tylko suw- to usługa na rynku jest zupełnie darmowa.
nicową ze Stoczni Gdańskiej, nałożą jej na Nawet przy obniżeniu tej stawki do 3,5%
nos okulary i powiedzą: oto Henryka Anna interes ciągle będzie mocno dochodowy.
Solidarność... Przed tym właśnie przestrze- Stawonogi nie przewidziały tylko jednej
gałem, pisząc swoją książkę o prawdziwej rzeczy, o której przy wprowadzaniu OFE
ikonie Sierpnia i „Solidarności” – Annie na przełomie wieków bardzo dużo pisali
Walentynowicz.
i mówili między innymi Stanisław Michalkiewicz, Robert Gwiazdowski czy śp.
Krzysztof Dzierżawski – wzrostu jawnego
– Dziękuję za rozmowę.
długu publicznego. Otóż państwo nakazuROZMAWIAŁ ROBERT SWACZYŃSKI
C
VIII
je OFE lokować aktywa swoich przymusowych klientów w obligacje, które musi
wyemitować, żeby pokryć ubytek środków w ZUS na pokrycie bieżących emerytur. Jak to określił wiceminister finansów
Ludwik Kotecki, to tak jakby w banku
najpierw założyć lokatę, a później z tego
samego banku wziąć kredyt konsumpcyjny. I ten dług wywołany działaniem OFE
robi się coraz większy. Urzędnicy Ministerstwa Finansów wyliczyli, że na dzień
dzisiejszy działanie reformy emerytalnej
spowodowało dodatkowe zadłużenie państwa w wysokości 232 miliardów złotych.
W ciągu najbliższych pięciu lat suma ta
podwoi się, w 2050 roku będzie wynosić 8,5 biliona złotych, a w 2060 roku –
14,5 biliona złotych. Będzie to dwudziestokrotnie większy dług niż obecny, a wynikający tylko z działania OFE. A przecież – jak pisał w 2001 roku Marek Góra
(do sprawdzenia – http://tiny.pl/h7zv2)
– głównym efektem zewnętrznym jego
reformy miało być: „zmniejszenie przyszłych zobowiązań systemu emerytalnego
(dług przestał rosnąć, jego zmniejszanie
się będzie skutkiem ruchu naturalnego
ludności)”. Niestety znowu okazało się, że
zdroworozsądkowe myślenie (zwane czasem dla niepoznaki oszołomstwem) wzięło nomen omen górę na profesorskim.
Po ponad 10 latach działania OFE wnioski są bardzo smutne. Fundusze generują duży dług publiczny, opłaty przez nie
pobierane są horrendalnie wysokie i nie
mają żadnego odzwierciedlenia rynkowego (dobrowolne fundusze inwestycyjne
zwyczajowo nie pobierają opłat za udział
w funduszach opartych na obligacjach),
a zwrot z inwestycji nie przekracza tego,
jaki byśmy uzyskali przy pomocy lokaty
bankowej (źródło: http://tiny.pl/h7zvs).
Oszołomstwo przewidziało to wszystko
10 lat temu, stawonogi odkrywają ból dopiero po wielokrotnym uderzeniu siebie
młotkiem.
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
KRAJ
Rostowski i Fedak
Najgłośniej było o pomyśle minister pracy i polityki społecznej Jolanty Fedak, który bardzo szybko zyskał
poparcie ministra finansów Jana Vincent-Rostowskiego. Pomysł polega na
dobrowolności przystąpienia do OFE
lub całościowym przystąpieniu do ZUS.
Oczywiście ci, którzy zrezygnują z OFE,
nie będą płacić niższej składki, tylko
całość przekażą do państwowego ubezpieczyciela. Reszta, która będzie chciała uczestniczyć w OFE, nie będzie tam
przekazywać 7,3% od swojego zarobku,
tylko 3%. Dodatkowo jeżeli ktoś zebrałby w OFE środki gwarantujące dwukrotność minimalnej emerytury, mógłby
przy osiągnięciu wieku emerytalnego
wypłacić całą kwotę jednorazowo. Pomysł Fedak podchwycił Rostowski, który znalazł sposób na obniżenie deficytu
budżetu o około 15 miliardów złotych
rocznie. Jak nietrudno się domyślić,
wszystkie OFE są przeciwko – w końcu
napływ nowych środków zmniejszyłby
się o około 60%.
OFE i Boni
Na spotkanie z Donaldem Tuskiem
Powszechne Towarzystwa Emerytalne,
nie zrażone dotychczasowymi słabymi
wynikami, przyniosły propozycje, które
pozwoliłby im polepszyć swój wizerunek. Na początek chciałyby wydzielić
specjalne subfundusze, które w zależności od wieku ubezpieczonego inwestowałyby w instrumenty o różnym stopniu
ryzyka. I tak dla młodych ludzi byłyby to
subfundusze oparte głównie na akcjach,
dla ludzi w średnim wieku (podobnie
jak teraz) – na akcjach i obligacjach, a
dla ludzi w wieku przedemerytalnym
– bezpieczne fundusze obligacji państwowych. Dodatkowo OFE chciałyby
podwyższenia limitu do inwestowania
aktywów przyszłych emerytów za granicą. Obecnie wynosi on 5%, PTE postulują 30%. Prawdopodobnie limit ten na
wniosek Komisji Europejskiej i tak będzie musiał zostać podniesiony (przynajmniej w stosunku do inwestycji w pańNR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
mują taką samą niską emeryturę (na poziomie minimum socjalnego, czyli ok.
750 zł brutto). Jeżeli ktokolwiek chciałby mieć wyższą emeryturę w przyszłości, musiałby albo dobrowolnie oszczędzać w instytucjach finansowych na
prywatnym konkurencyjnym rynku, albo
zapewnić ją sobie własnymi sposobami
(obligacje, akcje, lokaty bankowe czy
np. płodzenie dzieci). Pomimo licznych
ataków w części mediów, jakoby pomysł
Pawlaka opierał się na nierealnych wyliczeniach, jest on jak najbardziej możliwy
do przeprowadzenia, nawet
z założeniem zachowania
wysokości świadczeń dla
obecnych emerytów. Dodatkowo pomysł (który dużo
wcześniej forsował Robert
Gwiazdowski)
Pawlaka
odbierał wiele argumentów zwolennikom obecnego powszechnego systemu
emerytalnego – przede
wszystkim nawet największe hulaki mogłyby liczyć
na minimalne zabezpieczenie na emeryturze, dzięki
Szkoda, że pod obrady rządowe nie trafił
czemu nikt nie powie, że
najciekawszy pomysł na emerytury,
emeryci będą umierać na
który w lutym tego roku zgłosił minister
ulicy. Dodatkowo i wolnogospodarki Waldemar Pawlak
ściowcy byliby zadowoleni,
bo mogliby wybrać sobie
pod uwagę fakt, że ostatnio Boni odpo- dowolny sposób odkładania na starość
wiada za wszystkie posunięcia rządowe, (łącznie z prawem do nieodkładania ninależy liczyć się z tym, że postulaty OFE czego). Ponieważ jednak pomysł Pawzostaną w całości przyjęte, a Donald laka zmniejszyłby władzę urzędników i
Tusk wzorowo odegrał rolę surowego i instytucji finansowych nad Polakami, nie
karcącego gospodarza. Całe spotkanie z mógł liczyć na poważne potraktowanie
przedstawicielami PTE miało posłużyć przez Tuska i Boniego.
przygotowaniu gruntu pod bardzo korzystne dla OFE zmiany. Nie wiadomo, System dobrowolny
czy propozycje Fedak i Rostowskiego Najbardziej pożądanym systemem emenie były tylko przykrywką, by tzw. opi- rytalnym jest system dobrowolny, tzn.
nia publiczna mogła się oburzyć na to, że każdy Polak decyduje, w jaki sposób wychcą nam zabrać nasze przyszłe emerytu- pracować sobie emeryturę. Może to być
ry, a tak naprawdę rząd szykuje znaczne państwowy ZUS, prywatne towarzystwa
przywileje dla tychże instytucji. W koń- emerytalne, samodzielne inwestowanie
cu za największe niebezpieczeństwo pro- (ziemia, mieszkania, surowce, obligacje
jektu minister pracy Michał Boni uznał czy akcje), wychowanie dzieci lub zwydobrowolność uczestnictwa w OFE. kła chęć długiego pracowania. A ZUS
A przecież dobrowolność ubezpieczeń to dla jego zwolenników niech sobie istnienie jest postulat godny partii liberalnej je, jeżeli będą klienci gotowi wnieść bez
inaczej.
przymusu do niego składki (podstawowy
warunek: nie będzie dopłat budżetowych
Pawlak
do emerytur). Nawet przy minimalnej
Szkoda, że pod obrady rządowe nie tra- płacy i składce emerytalnej tylko na ZUS
fił najciekawszy pomysł na emerytury, w wysokości 169 złotych miesięcznie
który w lutym tego roku zgłosił minister mężczyzna pracujący od 20. roku życia
gospodarki Waldemar Pawlak. Chciałby przez 45 lat otrzymałby w przyszłości
oprzeć system emerytalny na rozwiąza- emeryturę o dzisiejszej wartości 960 zł.
niach z KRUS, tzn. wszyscy zatrudnieni Gdyby jeszcze pozostałe 100 złotych
płacą niską, jednakową składkę i otrzy- (które nie przekazałby na OFE) zainstwach UE), ponieważ jest sprzeczny z
zasadą swobodnego przepływu kapitału
wewnątrz Unii Europejskiej. Wychodząc
naprzeciw oczekiwaniom premiera, OFE
są gotowe również ograniczyć wydatki
na akwizycję (które obecnie rocznie pożerają około pół miliarda złotych), szczególnie na rynku wtórnym (czyli chcą zaprzestać wzajemnego podbierania sobie
już aktywnych klientów).
Praktycznie takie same propozycje
zgłosił przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów Michał Boni. Biorąc
FOT. www.premier.gov.pl
Dziś problem z OFE dostrzegają już
prawie wszyscy, debata na temat skutków
reformy emerytalnej z 1998 roku przeszła
już na pozycje argumentów (poza jeszcze
nieliczną garstką opłacanych przez OFE
ekspertów), a jeżeli już sam Donald Tusk
beszta publicznie szefów PTE, to znaczy,
że i rząd niedługo coś ciekawego tam
zmajstruje. Propozycji, jak zreformować
nasz zreformowany system emerytalny,
w ostatnim roku pojawiło się kilka.
IX
westował na procent wyższy od inflacji
o 4 punkty, zgromadziłby kapitał pozwalający zwiększyć swoje ZUS-owskie
świadczenia o około 550 złotych, czyli
łącznie netto dostawałby więcej niż wyniosłaby ostatnia płaca z pracy (bez naruszania kapitału).
Oczywiście system dobrowolnych
ubezpieczeń nie jest możliwy do wprowadzenia bez pokrycia zobowiązań wobec obecnych emerytów. Te wydają się
monstrualne i w najbliższych latach będą
rosnąć w zawrotnym tempie. Wystarczy
powiedzieć, że w 2010 roku do Funduszu
Ubezpieczeń Społecznych zostanie przekazane ponad 70 miliardów z budżetu
państwa (czyli ponad to, co wpływa ze
składek) i suma ta z każdym rokiem będzie rosła. Dlatego też na wprowadzenie
dobrowolności ubezpieczeń emerytalnych jest już ostatni dzwonek. Za kilka
lat zostaniemy niewolnikami systemu,
który będzie rozsadzał kolejne budżety.
On ich nie zrujnuje, ale niewątpliwie zobowiązania będą na tyle duże (a liczba
chcących je pobrać coraz większa, przy
kurczącym się gronie płatników składek), że dopłaty z budżetu do emerytur
będą stanowić ponad połowę wydatków
państwa.
Można marzyć o systemie dobrowolnych emerytur, ale na dzień dzisiejszy
staje się to marzeniem ściętej głowy.
Z każdym następnym rokiem możliwości
wprowadzenia dobrowolności emerytury oddalają się – zobowiązania rosną, a
aktywa państwowe mogące zaspokoić te
zobowiązania coraz bardziej maleją. Dlatego też jedyną możliwością uzyskania
w miarę wysokiej emerytury jest skorzystanie z czwartego filaru, czyli własnego
sposobu oszczędzania na starość. Nie ma
co liczyć ani na ZUS, ani na OFE. Obecne
pokolenie emerytów jest prawdopodobnie
najlepiej uposażonym i najdłużej pobierającym świadczenia w historii Polski.
W momencie gdy w wiek emerytalny
wkroczy pokolenie wyżu demograficznego
z lat 50. ubiegłego wieku, a na rynku pracy
będzie je zastępować pokolenie niżu przełomu XX i XXI wieku, politycy nie będą
znali żadnej litości – będzie cięcie wysokości emerytur i jak najszersze ograniczanie
wypłat (np. poprzez podniesienie wieku
emerytalnego do 70 lat). A jak i to nie pomoże, to najzwyczajniej w świecie sięgną
do aktywów OFE. Jak dobrze pójdzie, za
10 lat będzie tam około 700 miliardów
złotych – starczy na wypłaty emerytur na
jakieś 4 lata, czyli dokładnie tyle, ile trwa
jedna kadencja. W dłuższej perspektywie
politycy w Polsce nie myślą.
MAREK ŁANGALIS
X
Prowokacja
wybuchu
O protestach oraz postawie prezydenta, rządu i biskupów
z profesorem BOGUSŁAWEM WOLNIEWICZEM
rozmawia Rafał Pazio.
– Jak Pan ocenia Prof. Bogusław
wydarzenia zwią- Wolniewicz
zane z krzyżem
z Krakowskiego
Przedmieścia?
– Najprościej będzie
powtórzyć,
co napisałem w liście do dziennika
„Rzeczpospolita”,
tam nie opublikowanym. Krzyż na
Krakowskim jest
ważniejszy,
niż
się zdaje. Stanowi
cząstkę rosnącego
sprzeciwu wobec
zamachów na ten
znak ze strony europejskiego
bezbożnictwa. Maskuje się je chytrze jako
„obronę neutralności światopoglądowej
państwa”. Nie myśmy w Europie walkę
wokół krzyża wszczęli.
Odnoszę w ogóle wrażenie, że rząd i prezydent chcą sprowokować na tym tle wybuch społeczny, żeby pokazać Europie, że
to oni jedni bronią w Polsce „europejskich
wartości” przed tubylczą tłuszczą; podobnie jak 64 lata temu w Kielcach „bronili”
ówcześni ich poprzednicy.
Redaktor Paweł Lisicki nie uznał tych
uwag za warte publikacji. Albo mu nie
dano.
FOT. R. PAZIO
KRAJ
ten krzyż to nie ich sprawa. Podobnie było
z protestem przeciwko budowie w Warszawie wielkiego meczetu, podobnie z ustawą
antyrodzinną, przepchniętą w Sejmie przez
bezideową sitwę Tuska zblokowaną z pogrobowcami komuny. Postawa biskupów
zdaje mi się tutaj wręcz gorsząca – o wiele bardziej niż zdarzające się tam czasem
skandale seksualne.
Sprawa tego krzyża to nie tylko sprawa
upamiętnienia katastrofy smoleńskiej i jej
ofiar. To front walki o miejsce krzyża w
cywilizacji Zachodu, malutki jego odcinek – i ci na Krakowskim to czują; może
niejasno, ale czują. A biskupi jakby nie
– A jak Pan postrzega postawę hierar- czuli.
chów Kościoła wobec krzyża z Krakowskiego Przedmieścia?
– Co dałaby wspólna walka o krzyż?
– Postawę Kościoła w sporze wokół krzy- – Zwycięstwo, rzecz jasna. Tusk i jego
ża na Krakowskim postrzegam niedobrze. sitwa to lawiranci. To ich krycie się za jaZamiast zdecydowanie wesprzeć jego kimiś „rzecznikami kancelarii”, ukradkoobrońców, biskupi grają na czas, czyli fak- we przyczepianie jakichś tabliczek, wysytycznie przeciw nim. Ci ludzie tam pokazu- łanie młodzieżowych bojówek, chronienie
ją – może niezbyt zręcznie, ale ofiarnie – że pałacu prezydenta przed tą grupką ludzi
lewacki atak na symbole chrześcijaństwa jakimiś zasiekami i umocnieniami – cała
trafia na odpór. A biskupi oświadczają, że ta farsa pokazuje, kim oni są.
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
KRAJ
I że brak im dobrej woli. Gdyby była,
sprawę załatwić można było w kwadrans.
Starczyłoby, gdyby prezydent wyszedł
do tych ludzi pod krzyż i powiedział np.
tak: „Oświadczam wam, że dopóki rząd
nie wyjaśni katastrofy jak należy, krzyż
będzie tu stał. A potem spotkamy się tutaj znowu i pomyślimy razem, co dalej”.
I byłoby po sprawie. Ludzie zrozumieliby,
że podchodzi się do nich rzetelnie – a nie
jak z tymi oszukańczo uroczystymi „przenosinami”.
Gdyby Tusk i spółka zobaczyli, że biskupi swoich wiernych pod krzyżem nie
opuszczą, skapitulowaliby natychmiast.
Drugi Belka: Tusk
Obecny rząd ciężko pracuje na miano najchętniej zwiększającego obciążenia podatkowe po 1989 roku. Na tapetę
trafił już specjalny podatek bankowy. Znajduje poparcie
zarówno wśród PiS, jak i SLD.
MAREK ŁANGALIS
M
amy więc w tej kwestii pełną
zgodność, co nie wróży nic dobrego dla naszych kieszeni, bo
tylko naiwniak (lub polityk)
– Jakie przekonania udałoby się uratować w Polakach dzięki postawie pre- będzie sądził, że banki ograniczą swoją
zydenta, który taką deklarację by wy- zachłanność i zapłacą ze swojego.
głosił?
– Wzbudziłoby to w Polakach nadzieję, Globalny podatek
że mają wreszcie prezydenta zdolnego Pomysł wprowadzenia opodatkowania
przewodzić. I takiego, któremu można za- banków zrodził się podczas kryzysu finanufać. Ale tak się nie stało.
sowego i wykupu przez kolejne państwa
toksycznych aktywów z zagrożonych ban– Dlaczego?
kructwem instytucji. W listopadzie 2009
r ku
ro
k na spotkaniu
– Bo po pierwsze – nie ma zdolności roku
p ństw grupy
pa
przywódczych. A po drugie – strach na- państw
G 0 propozycję
G2
razić się europejskim lewakom. Wojnę o G20
w pracowania
wy
krzyże rozpętano we Włoszech, Francji, wypracowania
spec
sp
e jalneggo gloHiszpanii – nie w Polsce. Rząd i prezy- specjalnego
b lnnego podatba
dent są całkowicie uzależnieni od Brukse- balnego
li i dominujących tam lewaków.
ku bankowego
– Jak ta sprawa się skończy? Czego ci
ludzie stojący na Krakowskim Przedmieściu mogą oczekiwać?
– Ludzi, którzy tam stoją – i miliony, co
duchem są z nimi – chce się złamać. Rząd
liczy na ciche poparcie biskupów i przy
takim poparciu tę rundę wygra – ale tylko na punkty. Będzie to jednak pyrrusowe
zwycięstwo. Rząd i prezydent stanęli tu
przeciw wielkiemu odłamowi własnego
narodu, a po stronie międzynarodowego
lewactwa – równie niemal sfanatyzowanego jak Al-Qaida, tylko w odróżnieniu
od niej bojaźliwego. Tego im nie zapomnimy.
– Dziękuję za rozmowę.
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
FOT. R. LIJKA
– W jakim celu prezydent i premier, a
także politycy PO wpisywali w swoich
programach przywiązanie do wartości
chrześcijańskich? Dziś, kiedy mogą wykazać się tym przywiązaniem, rezygnują z takiej postawy.
– Dziwne pytanie. Do wyborczej gadaniny i jej „programów” nie należy przywiązywać najmniejszej wagi. A do jakich
wartości są przywiązani, to pokazują te
zasieki przed pałacem prezydenta.
wej – wprowadzenie jakiegoś podatku od
wybranych operacji finansowych (np. dokonania przelewu, wymiany waluty lub
zakupu akcji).
27 czerwca 2010 roku na kolejnym zebraniu państw grupy G20 stwierdzono, że
nie jest już rozważane wprowadzenie globalnego podatku bankowego, a decyzja w
tej kwestii leży w gestii poszczególnych
państw. Kanada, jako zadeklarowany
przeciwnik tego typu rozwiązań, od razu
zapowiedziała, że nie będzie prowadzić
żadnych prac nad możliwością wprowaa ku bbankowego. Stany Zjeddzenia podat
podatku
noczone ppracują nad pomysłem
Obamy by wprowadzić opłaObamy,
tę bankową w wysokości
0
0,15%
od pasywów banków (czyli w większości z depozytów klientów). Po wycofaniu się
p
z pomysłu
państw grupy
U
G20 Unia
Europejska postan wiła na
no
n własną rękę zbadać
nowiła
możliwość (propozycja Niemiec)
wprowa
w dzenia opodatkowania aktywwprowadzenia
nośc
ś i finansowej oraz opłaty bankowej.
ności
Obbyddwa
w warianty
warriaantty mają zostać zbadane
Obydwa
przez poszczególnych ministrów finanzgłosił ówczesny premier Wielkiej Bryta- sów do października tego roku. Co gorsza
nii Gordon Brown. Pomysł spotkał się z rozważone ma być równoczesne wprowaentuzjazmem Francji, Niemiec i Stanów dzenie obydwu form opodatkowania.
Zjednoczonych. Państwa te chciały przede
wszystkim odzyskać część z wpompowa- Podatek bankowy w Polsce
nych do sektora finansowego pieniędzy O podatku bankowym w Polsce zrobiło
podatników. Pomimo zdecydowanego się głośno w ubiegłym tygodniu, chociaż
sprzeciwu Kanady wobec jakiegokolwiek SLD z podobnym pomysłem występował
ogólnoświatowego podatku zlecono roz- już w połowie roku. Najpierw na specjalnej
poznanie możliwości globalnego opodat- konferencji (26 sierpnia) wiceprezes PiS
kowania banków Międzynarodowemu Beata Szydło zgłosiła postulat wprowadzeFunduszowi Walutowemu. Ten w kwietniu nia podatku bankowego zamiast podwyżki
tego roku przedstawił trzy opcje wprowa- VAT. Na co minister rolnictwa Marek Sawicki wygadał się, że propozycja PiS nie
dzenia takiego podatku:
* opłata bankowa – opodatkowanie (Oba- jest nowa i że na rządowym posiedzeniu już
ma zaproponował stawkę 0,15% rocznie) trzy tygodnie wcześniej prowadzono dyskusję na temat nowego opodatkowania. A
aktywów lub pasywów banków;
* dodatkowy podatek od zysku – wprowa- ponieważ w dobrym tonie jest teraz wprodzenie innej (wyższej) stawki podatku do- wadzanie nowych podatków, więc i premier
chodowego dla banków i ich pracowników; Donald Tusk zapowiedział (31 sierpnia),
* opodatkowanie aktywności finanso- że rząd taki podatek wprowadzi.
XI
KRAJ
Jak zwykle w takich przypadkach, diabeł
tkwi w szczegółach, czyli w sposobie opodatkowania. SLD zaproponował obciążenie
aktywów banków na poziomie 0,30% (czyli
dwukrotnie wyższym niż Obama w USA).
W przypadku banków aktywa to należności
od klientów (a zatem kredyty). Znaczy to
dokładnie tyle, że chcąc np. pożyczyć 300
tysięcy złotych na mieszkanie, bank doliczyłby do tej kwoty 0,30% na zaspokojenie
roszczeń fiskusa, czyli w tym przypadku
klient musiałby dodatkowo zapłacić przez
30 lat 13.739 złotych. Jak na partię „prawicową” przystało, jeszcze dalej poszło
PiS i zaproponowało obłożenie aktywów
banku podatkiem w wysokości 0,45%
(czyli trzykrotnie wyższym niż Obama w
USA), co w rozważanym przez nas przykładzie (kredyt 300 tys. zł na zakup mieszkania wzięty na okres 30 lat) przełożyłoby się na dodatkowe obciążenie klienta
kwotą 20.761 zł. Z tego tytułu PiS szacuje
wpływ do budżetu na poziomie 4,8 miliarda złotych. Dodatkowo PiS chciałoby
opodatkować zakłady ubezpieczeń stawką
5,2% składki przypisanej netto (co dałoby
ok. 2,5 miliarda złotych do budżetu). Zatem „prawicowe” propozycje podatkowe
PiS miałyby dodatkowo obciążyć podatników opłatami uszczuplającymi ich portfel
(w zamyśle PiS to oczywiście nie konsumenci ponieśliby te koszty, tylko te bogate
instytucje finansowe) o ponad 7 miliardów
złotych. Propozycje lewicowego SLD to
koszt tylko 3 miliardów złotych.
Wyższy koszt kredytu
Nie jest jeszcze do końca pewne, jakie
rozwiązanie przyjmie rząd. Mowa jest o
wpływach do budżetu wynoszących około 1 miliarda złotych. Wg różnych komentarzy (np. Waldemara Pawlaka), trwają
prace nad projektem opodatkowującym
aktywa banków pomniejszone o kapitały
własne. Przyjmując stawkę, jaką zaproponował Obama w USA (0,15%), i taką
metodę liczenia, możliwa do osiągnięcia
jest właśnie kwota 1 miliarda złotych, a
więc propozycje rządowe są najmniej radykalne z przedstawianych. Co to znaczy
dla kredytobiorcy? Wyższy koszt kredytu
hipotecznego (w rozważanym powyżej
przykładzie) na poziomie 6819 złotych.
Dla wielu ludzi taka kwota może oznaczać
koniec marzeń o własnym M, ale pewnie
i z tym faktem kolejny rząd spróbuje walczyć przy pomocy jakiegoś specjalnego
podatku. Najmilej widziany przez wyborców byłby podatek od głupoty. Zapewne
pracujący w okolicach ulicy Wiejskiej w
Warszawie znaleźliby się w najwyższym
progu.
MAREK ŁANGALIS
XII
A w Warszawie
jest wesoło!
O tym, jak bardzo „liberalny” jest rząd Donalda Tuska,
możemy się przekonać, patrząc na zegar długu Polski
(www.zegardlugu.pl) i do własnego portfela – ten pierwszy
rośnie coraz szybciej, a w tym drugim coraz więcej ubywa.
Równie „liberalne” zasady panują w rządzonej przez Hannę Gronkiewicz-Waltz oraz koalicję Platformy Obywatelskiej i lewicy Warszawie.
ADAM WOJTASIEWICZ
J
ak będzie Pani tępić korupcję
w mieście?
Hanna Gronkiewicz-Waltz:
– Poprzez proste, przejrzyste
procedury i wyeliminowanie uznaniowości. (...) Mniej biurokracji to mniej okazji
do korupcji. (26 września 2006 r.)
– Ile da się zaoszczędzić na administracji?
Hanna Gronkiewicz-Waltz: – Koszty
można zmniejszyć przez zlecenia firmom
zewnętrznym. (10 listopada 2006 r.)
Mniej biurokracji
Gdy Hanna Gronkiewicz-Waltz obejmowała urząd prezydenta Warszawy, w stołecznym ratuszu zatrudnionych było około
5700 urzędników. Wcześniej „liberalna”
Platforma często krytykowała prezydenta
Lecha Kaczyńskiego za rozbudowanie armii urzędników. Nie minęły cztery lata i w
połowie 2010 roku w Warszawie pracuje
już ponad 7300 urzędników – imponujący
wzrost o prawie 30% w ciągu kadencji.
Oczywiście wszyscy są niezbędni i zapracowani, jak np. kilkuosobowe zespoły
zajmujące się PR w dzielnicach. I oczywiście ich praca słono kosztuje. Jedynie
na wynagrodzenia stołecznych urzędników mieszkańcy Warszawy zapłacili:
w 2007 roku – 450 mln zł, w 2008 roku
– 544 mln zł, w 2009 roku – 676 mln zł,
w 2010 roku – 660 mln złotych.
Dobrze opłacani urzędnicy poza wynagrodzeniami otrzymują nagrody i premie
(np. w ubiegłym roku za ponad 50 mln zł),
„trzynastki”, samochody służbowe, refundacje przejazdów i wyjazdów zagranicz-
nych. Dodatkowo najważniejsi ludzie w
mieście często zasiadają w radach nadzorczych miejskich spółek, czasami w kilku
jednocześnie. A spółek i przedsiębiorstw
miejskich jest kilkadziesiąt, więc każdy
cenny urzędnik może dorobić do skromnej urzędniczej pensji nawet ponad 60 tys.
zł rocznie. W zarządach i biurach miejskich przedsiębiorstw jest dużo miejsca
dla wiernych i zasłużonych politycznych
przyjaciół. Co prawda w porozumieniu
programowym radnych m.st. Warszawy
reprezentujących Platformę Obywatelską
oraz Lewicę i Demokratów z 12 marca
2007 roku zapisano punkt: prywatyzacja miejskich spółek z wyjątkiem strategicznych (przykładowo: SPEC, MPWiK,
Metro, MZA, Tramwaje Warszawskie),
jednak prywatyzacja nie jest szczególnie
miła sercom miejskich włodarzy. W ubiegłym roku w budżecie miasta zapisano
kwotę 19,5 mln zł przychodów z prywatyzacji. Udało się z tego uzyskać jedynie
116 tys. zł, czyli 0,6%. W tegorocznym
budżecie zmniejszono już zakładane
przychody z prywatyzacji do 12,5 mln zł
i wszystko wskazuje na to, że uda się co
najwyżej powtórzyć ubiegłoroczny wynik. „Liberałom” z PO nie przeszkadza, że
miasto jest właścicielem kilkudziesięciu
przedsiębiorstw, m.in. budowlanych, plastycznych, taksówkowych, ogrodniczych,
kilku ośrodków wypoczynkowych; że posiada udziały np. w firmach kredytowych
czy zakładach mięsnych. Dla rządzących
jest dobrze, bo można obsadzać dodatkowo wiele stołków, a to jest bardzo ważna
funkcja istniejącego w Polsce systemu
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
KRAJ
władzy – jak widać, zarówno na szczeblu
rządowym, jak i samorządowym. Rzecz
jasna, przed wyborami każdy obiecuje
konkursy wyłaniające fachowców, likwidację zbędnych etatów, odpolitycznienie
i przejrzystość – w praktyce z roku na
rok, z ekipy na ekipę armia urzędników
rośnie. Za symbol może tu posłużyć, nomen omen, Powiatowy Urząd Pracy w
Warszawie – w czasach, kiedy pierwsza
lepsza gazeta ma więcej ogłoszeń o pracy,
o internecie nie wspominając, warszawski
urząd pracy zwiększył zatrudnienie i wynagrodzenia z 7 mln zł w 2007 roku do
12 mln zł w roku bieżącym.
Awards 2010 za 230 tys. złotych. Wszyst- rządów. „Janosikowe” oczywiście jest
ko poza procedurą przetargową, ponieważ niesprawiedliwością, jednak wygląratusz korzysta z prawa tzw. zamówienia z da na to, że te pieniądze nie są ekipie
wolnej ręki, czyli negocjuje się z jednym, HGW potrzebne – plan inwestycyjny
arbitralnie wybranym przez urzędnika na rok 2009 został wykonany w 86% i
podmiotem. I tak „z wolnej ręki” wyda- jest to najsłabszy wynik od siedmiu lat.
je się a to 600 tys. na koncert AC/DC na Pieniądze były, dochody miasta zrealiBemowie, a to 400 tys. na naukę
angielskiego dla urzędników, a
to 1,4 mln na turniej tenisowy, a GDYBY PANI PREZYDENT
to 420 tys. na Mistrzostwa War- GRONKIEWICZ-WALTZ CHCIAŁA,
szawy w Breakdance, a to 200 MOGŁABY NA SAMYCH
tys. na imprezę integracyjną dla URZĘDNICZYCH PENSJACH,
pracowników metra albo 200 POZOSTAWIAJĄC POZIOM
promo
tys. na promocję
miasta ZATRUDNIENIA Z 2007 ROKU,
pik
podczas pikniku
lotni- ZAOSZCZĘDZIĆ PONAD 500
Gór
czego w Góraszce
itd.
MILIONÓW W CAŁEJ KADENCJI.
z
Wśród zamówień
z A GDYBY ZLIKWIDOWAĆ JESZCZE
wolnej ręki sporo
WIELE MNIEJSZYCH WYDATKÓW,
mie
miejsca
zajmuje wydawca KWOTA TA MOGŁABY BYĆ
„
„Gazety
Wy- ZNACZNIE WIĘKSZA.
RYS. R.WATRAS
PR najważniejszy
ejszy
Szczególną atencją
cją cieszy się
ich samowśród warszawskich
rządowców PR i promokład
cja. Zapewne przykład
płynie od samegoo
premiera Donaldaa
borczej”.
Agora SA z wolnej
Tuska. Miasto i
ręki przeprowadziła
dzielnice mają
kampanię promow swoich urzęcyjną pod nazwą
dach specjalne
„Zrób to w Warszakomórki,
w
wie” za 220 tys. zł,
mieście kilkaakcję rowerowego
naście osób, a
miesiąca Warszawy
w dzielnicach nawet
espoły, od
„Krę Warszawo” za 170
„Kręć
pięcioosobowe zespoły,
ia wizerunku.
pr
tys. zł, promocję
nagrody Rymediów i kreowania
czone ilości
K
szarda Kapuścińskiego
za 95
Produkują niezliczone
dżetów, bako
tys. zł, konkurs
„Wykreuj Warulotek, różnych gadżetów,
sików itp.
z 340 tys. zł i święto
szawę” za
loników, długopisików
warszaw
warszawskiego
metra za 185
Same dzielnicowee gazetki
awskich
zło
tys. złotych.
Poza tym miakosztują
warszawskich
wy
sto wydaje
rokrocznie setki
podatników prawiee 2 mln
strz Be
tysięc złotych na ogłoszetysięcy
zł rocznie. Burmistrz
Benia i nekrologi w „Gazecie
mowa jest w tej dziedzinie
Czyżby Super-Hania
Wyborczej” i jej stołeczprzodownikiem – uruchomił wcale nie była taka
nym dodatku.
dzielnicową rozgłośnię ra- super?
Warszawa, jako jedno z
diową, przeznaczając na ten
niewielu miast w Polsce,
cel pomieszczenie w ratuszu
i kupując niezbędny sprzęt, a także nakręcił posiada własną iluminację świąteczną,
tzw. lip-dub, czyli teledysk, w którym ko- montowaną co roku na Trakcie Królewlorowo poprzebierani bemowscy urzędnicy skim. Podczas gdy powszechną praktyką
skaczą i gibają się z uśmiechem na twarzy w innych miastach jest wynajmowanie
w rytm piosenki „Ale wkoło jest wesoło” takiej iluminacji za kilkaset tysięcy, Warzespołu Perfect.
szawa ma własną, za której montaż i maHanna Gronkiewicz-Waltz co roku urzą- gazynowanie w latach 2010-2013 zapładza „największą imprezę sylwestrową w ciła 4,7 mln złotych. Koalicyjni radni bez
Polsce”, przeznaczając każdorazowo na zbędnej dyskusji przegłosowali umowę w
ten cel prawie 4 mln złotych. Imprezę tym przedmiocie, nie wnikając, iż zapłacitransmitują „przyjaciele z drugiej telewi- li za to, że instalacja będzie przez 10 miezji”, czyli Polsatu, którym pozostaje już sięcy w roku leżała w magazynie.
tylko czerpanie zysku z reklam. Pracodawca „przyjaciół z TVN”, spółka ITI, dostała Nieudolność
już, jak wiadomo, stadion Legii za ponad Prezydent Gronkiewicz-Waltz uskarża
450 milionów. Dodatkowo sponsoruje się się, że Warszawa musi płacić tzw. jamniejsze imprezy, jak np. Warsaw Music nosikowe, czyli prawie miliard złotych
Week 2010 za 244 tys. zł czy Viva Comet rocznie na rzecz biedniejszych samoNR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
zowano w 105%, ale nie potrafiono ich
wydać. Wygląda na to, że nowy zaciąg
urzędniczy nie jest tak kompetentny, jak
nam wmawiają kompetentni miejscy
PR-owcy. Gdyby pani prezydent chciała, mogłaby na samych urzędniczych
pensjach, pozostawiając poziom zatrudnienia z 2007 roku, zaoszczędzić ponad
500 milionów w całej kadencji. A gdyby
zlikwidować jeszcze wiele mniejszych
wydatków, jak choćby wspomniany PR,
kwota ta mogłaby być znacznie większa.
Przykładowo: rokrocznie miasto wydaje
ponad 30 mln zł na zapobieganie alkoholizmowi, ale najwyraźniej bezskutecznie, ponieważ dodatkowo musi dopłacać
4 mln do nocowania pijaków w izbie
wytrzeźwień. Inwestycje przekłada się
na lata następne, zasłaniając się „szalejącym kryzysem”; prywatyzacji zaniechano, bo lepiej obsadzać stołki niż
pozbywać się przedsiębiorstw, którymi
miasto w ogóle nie powinno się zajmować; dotuje się różne dziwne imprezy i
organizacje, jak np. fundację posłanki
PO Joanny Fabisiak; miasto wciąż się
zadłuża, a mieszkańcom i przedsiębiorcom drastycznie podwyższa się czynsz.
W zamian mamy propagandę sukcesu,
PR do potęgi n-tej. Warszawiacy płacą
za to podwójnie – raz w lokalnych podatkach, drugi raz, stojąc w korkach.
A armia urzędników rośnie do niespotykanych w historii Polski rozmiarów,
wesoło maszerując z piosenką na ustach:
„Ale wkoło jest wesoło!”. Słusznie premier Tusk mówił: „Ostrzegam państwa,
pilnujcie swoich portfeli. Dzisiaj naprawdę
POważna załoga zaczyna się zabierać za
wasze portfele i za wasze złotówki”.
XIII
KRAJ
Centrum bez emerytów
O gwałtownych podwyżkach opłat za użytkowanie
wieczyste, które dotknęły
warszawiaków i mieszkańców innych miast, pisaliśmy
już na łamach „Najwyższego CZASU!”. W centrum
stolicy opłata wzrosła nawet
35 razy – nie tylko za cząstkowy udział w gruncie pod
kamienicą, ale na przykład
za garaż.
RAFAŁ PAZIO
RYS. R.WATRAS
UŻYTKOWANIE WIECZYSTE
WIĄŻE SIĘ Z OBOWIĄZKIEM
WNOSZENIA OPŁAT
ROCZNYCH PRZEZ CAŁY
OKRES UŻYTKOWANIA.
OPŁATY MOGĄ BYĆ CAŁY
CZAS AKTUALIZOWANE W
ZALEŻNOŚCI OD WARTOŚCI
NIERUCHOMOŚCI,
KTÓRĄ OKREŚLAJĄ
RZECZOZNAWCY
MAJĄTKOWI.
XIV
W
iększość mieszkańców obciążanych tak dużą opłatą
to emeryci. Czy władze
Warszawy szukały kolejnego sposobu na pozbycie się z centrum
niepożądanych ludzi, którzy nie pasują
do nowej wizji miasta? Do tej koncepcji
centrum nie pasował już tzw. blaszak,
czyli hala Kupieckich Domów Towarowych, teraz nie pasują emeryci ze swoimi blaszanymi garażami z lat 60. i 70.
Podwyżki, jakich jeszcze nie było
W przypadku garaży wyraźnie widać,
jaki jest cel podniesienia opłat. Chodzi o
wykurzenie użytkowników. Na przykład
tam, gdzie opłata roczna za jeden metr
kwadratowy wynosiła 30 zł, wzrosła do
1200 zł. Urzędy uzasadniają podwyżki
wzrostem cen gruntów w mieście. Według pracowników ratusza, zaniechanie
podniesienia wysokości opłaty byłoby
podstawą do oskarżenia o niegospodarność. To tylko takie tłumaczenia. Rozpowszechniana jest także informacja,
że gdyby podnoszono opłatę regularnie
co roku, nie byłoby tak rażącego efektu. Dlaczego jednak zdecydowano się
na podwyżkę w ostatnim czasie – i to
właśnie za rządów Platformy Obywatelskiej, której politycy chcieli uchodzić za
liberałów?
Opłaty rosną jednak nie tylko w Warszawie. Podwyżki dotknęły także wrocławian, gdzie rządzi Rafał Dutkiewicz
– samorządowiec nie związany podobno
z żadną partią.
Mieszkańcom pozostaje zaskarżenie decyzji o podwyżkach do samorządowego
kolegium odwoławczego. Jest to rozwiązanie doraźne. Urzędnicy zapewniają, że
skalę podwyżek oceniali tzw. niezależni
eksperci, a co za tym idzie, SKO powoła
się na podobne ekspertyzy i może podtrzymać zasadność decyzji administracyjnej.
Mieszkańcom nie chodzi jednak o samą
decyzję, tylko o wysokość opłat. Tu
urzędnicy też mają swoje wytłumaczenie.
Pojawiają się stwierdzenia, że na przykład
garaże są podnajmowane, więc pieniądze
na podwyżki się znajdą.
To nie wojewoda kazał
Między innymi po artykułach w
„NCz!” posłowie PiS zażądali od rządu
odpowiedzi na pytanie, czy przypadkiem to nie z kancelarii premiera padł
rozkaz, za pośrednictwem wojewodów,
aby podnieść wysokość opłat. Pracownicy Ministerstwa Finansów zapewniali,
że nie ma takiej możliwości ze względu
na obowiązujące przepisy. „Stosownie
do powołanych przepisów zmiana wysokości opłaty rocznej następuje w formie
wypowiedzenia, które użytkownik wieczysty może zaskarżyć do samorządowego kolegium odwoławczego, składając
wniosek o ustalenie, że aktualizacja jest
nieuzasadniona albo jest uzasadniona,
ale w innej wysokości. W sytuacji, gdy
użytkownik wieczysty byłby niezadowolony również z orzeczenia samorządowego kolegium odwoławczego, może
od tego orzeczenia wnieść sprzeciw do
sądu powszechnego, który ostatecznie
rozstrzyga sporne kwestie” – czytamy w
odpowiedzi na interpelację posłów PiS.
Dlaczego rząd decyduje się na wepchnięcie ludzi do sądów? W samej Warszawie
ponad 50 tys. osób zdecydowało się na
odwołania do SKO.
Odwołania nieskuteczne
Taktyka odwołań jest na dłuższą metę
nieskuteczna. Użytkowanie wieczyste
wiąże się z obowiązkiem wnoszenia
opłat rocznych przez cały okres użytkowania. Opłaty mogą być cały czas
aktualizowane w zależności od wartości
nieruchomości, którą określają rzeczoznawcy majątkowi. I właśnie te wartości
budzą wiele emocji.
Aby ocenić, czy cena gruntu rośnie, czy
maleje, trzeba podjąć naprawdę wnikliwe
badania i stworzyć jakąś bazę danych.
Sposób i metodę docierania do informacji
o wartości nieruchomości pozostawiono
do wyboru rzeczoznawcom majątkowym.
Opracowanie jakiejś sensownej metody
obliczenia wzrostu cen gruntów kosztuje.
Organizatorom przetargów na wycenę nieruchomości chodzi jedynie o to, by maksymalizować dochód miasta z tytułu aktualizacji opłat za wieczyste użytkowanie
przy minimalnym nakładzie ponoszonym
na przygotowanie stosownej dokumentacji. Tu koło się zamyka, a w konsekwencji
płaci użytkownik.
Dlatego jedynym skutecznym rozwiązaniem jest przekształcanie prawa wieczystego użytkowania w prawo własności.
Przepisy są jednak tak ustawione, że to
przekształcenie może być dokonane tylko
za pełną odpłatnością, bez bonifikaty. To
skuteczna blokada przed rozpowszechnieniem własności.
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
Zlikwiduję bufet!
Ponieważ wiele osób pyta,
co ja właściwie będę robił
jako prezydent m. st. Warszawy, odpowiadam: będę
się zajmował tym, by Urząd
Miasta robił jak najmniej.
Oczywiście przy radykalnym zmniejszeniu liczby
etatów...
P
KRAJ
Waltzowa bezlitośnie wyeksmitowała,
robiąc miejsce pod CentrSztuNow. Dla
wyjaśnienia: Warszawa miała w KDT
tylko 0,03% udziałów – niewątpliwie po
to, by mieć kogoś w radzie nadzorczej –
i podejrzewam, że pomimo rozwalenia
budynku KDT, KDT Sp. z o.o. istnieje
sobie nadal i ten ktoś nadal pobiera uposażenie.
To na pierwsze trzy tygodnie urzędowania. Proszę jednak pamiętać, że
najprawdopodobniej oddziedziczę już
uchwalony budżet miasta, więc będę
musiał dokonywać prawnych łamańców,
by to przeforsować. Niewykluczone,
że część działań będzie musiała poczekać rok.
ani Hanna Gronkiewicz-Waltzowa
postępowała odwrotnie – zatrudniła 1700 nowych urzędniczek
i urzędników. Co nieźle rozdęło
budżet miasta. Prawie o tyle, ile wynoszą
dotacje z UE...
Pierwszą rzeczą, jaką zrobię, będzie niewątpliwie wstrzymanie budowy „Centrum
Sztuki Nowoczesnej”. Pisałem o tym w
„Najwyższym CZASIE!”. Ma to-to zająć
kawał placu Defilad przed deficytowym
Pałacem Kultury i Nauki im. Józefa StaliJANUSZ KORWIN-MIKKE
na – i byłoby oczywiście jeszcze bardziej
R
E
K
L
A
M
A
deficytowe. Przypominam, że miasto
oddało zamek w Jazdowie na „Centrum
Maciej Kajetan Sołdan
Sztuki Współczesnej” – i jest on wyraźnie
niewykorzystany!
Na to CentrSztuNow warszawiacy mieliby zapłacić 270 mln zł!! Czyli pięciooso- JUŻ W SPRZEDAŻY!
bowa rodzina zapłaciłaby ponad 500 złotych!! Za co mogłaby w skupieniu oglądać
np. wystawę probówek z potem, łzami, śliną, moczem i kałem wybitnego polskiego
artysty – znanego ponoć na całym świecie,
tylko w Polsce nie docenianego.
Przystąpiłbym też czym prędzej do
sprzedaży w ręce prywatne miejskich
przedsiębiorstw. Dwa są w likwidacji:
Wytwórnia Elementów Wielkopłytowych „Świderska”,
Miejski Kombinat ModernizacyjnoBudowlany
– a dwa działają:
Miejski Kombinat Budowlany
„Zachód”,
Przedsiębiorstwo Budownictwa Uprzemysłowionego Warszawa-Północ.
To samo dotyczy spółek. Zacząłbym
Ludzie kupują gazety i oglądają
oczywiście od Miejskiego Przedsiętelewizję nie po to, żeby się czegoś
biorstwa Taksówkowego Sp. z o.o. – ale
nauczyć, tylko po to, aby się pośmiać
zaraz potem poszłoby 23 z 28 spółek,
– mawia najpotężniejszy człowiek
które posiada miasto. Cztery ostatnie
mediów przełomu wieków, właściciel
sprzedawałbym nieco później.
docierającego do 70% ludności
Natomiast natychmiast starałbym się
świata News Copr., Rupert Murdoch.
pozbyć udziałów, które miasto posiaCzy oznacza to schyłek państwa
da w 16 spółkach. Oczywiście posiada
narodowego, bowiem idea jego
je tylko po to, by w ich radach nadistnienia nie jest w stanie oprzeć
zorczych poumieszczać Krewnych-isię ekonomii? Nie. Oznacza
Znajomych prezydenta i rajców. Na
jedynie otwarcie różnorodnych
szczególną uwagę zasługuje zwłaszkonkurujących ze sobą kanałów
cza udział Miasta (23%) w Towing
przenoszenia informacji na rynek.
Sp. z o.o. – co wyjaśnia, dlaczeLiberalna wizja mass mediów
go Straż Miejska jest poganiana,
daje jednostce możliwość doboru
by
bez
szczególnej
konieczności
ZAMEK W JAZDOWIE, ODDANY
dowolnego filtra w ich wyborze –
odholowywać ludziom pojazdy –
PRZEZ MIASTO NA „CENTRUM
twierdzi autor prezentowanej książki.
oraz w... spółce z o.o. Kupieckie
SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ”, JEST
Domy Towarowe! Tak – te same
www.nczas.com; www.sklep-niezalezna.pl
WYRAŹNIE NIEWYKORZYSTANY KDT, które p.Hanna GronkiewiczFOT. WIKIPEDIA
RYS. R.WATRAS
„Wolne media”.
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
XV
KRAJ
SLEEPING BULL POD GRUSZĄ ■ TRUDNOŚCI OBIEKTYW- kasy zapomogowo-pożyczkowej, piekliNE I SUKCESY ■ SPÓJNIA CZY SEKTOR? ■ DZIWNE RU- li się już ostatnio, zmuszeni podtrzymać
CHY POD PARTYJNĄ KOŁDRĄ ■ CISI I GĘGACZE DZISIAJ upadające finanse Grecji. Zrozumiałe jest
Koziołek ofiarny
już się struga?
Odkąd PO objęła władzę,
zaległa bykiem i dba głównie o to, by nic nie zakłócało przyjemnego złogu.
Sleeping bull pod gruszą.
Że dług publiczny zbliża
się do biliona? Trudności
obiektywne! Ale za to po
katastrofie smoleńskiej
rząd owładnął „Aneksem do
raportu likwidacji WSI”, co
dobrze wpływa na samopoczucie każdej władzy.
IL. WIKIPEDIA
MARIAN MISZALSKI
KTO EWENTUALNIE
ZOSTANIE KOZŁEM
OFIARNYM, GDY NA
„GRECKI KRYZYS”
W POLSCE NIE BĘDZIE
JUŻ ZRZUTY?
XVI
Ż
e w służbie zdrowia bez zmian?
Trudności obiektywne! Ale za
to rząd owładnął wreszcie całkowicie mediami publicznymi,
co również znakomicie wpływa na dobre
samopoczucie każdej władzy. Że system
emerytalny zdradza objawy daleko posuniętego rozkładu? Trudności obiektywne!
Ale za to posłowie łaskawie przerwali swe
urlopy, żeby zebrać się na nadzwyczajnym
posiedzeniu sejmowym i uchwalić pomoc
dla powodzian. Że drożyzna narasta lawinowo? Trudności obiektywne! Ale za to
premier Tusk powołał pełnomocnika rządu do walki z biurokracją. Ile zarabia ten
biurokrata i jaki ma budżet na tę „walkę”?
I tak dalej...
Rząd Tuska sprawia wrażenie, jak gdyby liczył już tylko na „rozdział środków”
przez Brukselę w nowym budżecie na lata
2013-2020. Ale z Brukseli nie napływają wesołe wieści. Trwa tam spór między
„spójnościowcami” a „sektorystami” – i
wszystko wskazuje, że „sektoryści” wezmą górę. Dziwaczne te nazwy biorą się
z unijnej nowomowy, ale w ludzkim języku „spójnościowcy” to przedstawiciele eurobiedoty z byłych „demoludów”,
domagający się forsy na „wyrównywanie standardów”, zaś „sektorowcy” to
przedstawiciele bogatej, tzw. starej Unii,
którzy, owszem, gotowi podsypać szmal
biedakom, ale tylko po to, by biedacy mogli zachować zdolność konsumpcyjną na
towary produkowane u „sektorowców”
w ich czołowych sektorach. Ile to trzeba
nawymyślać nowych słów, żeby głębiej
ukryć istotę rzeczy.
Prognozy dla „spójnościowców” nie są
wesołe: raz – że kryzys przymusza do
oszczędzania, dwa – co jeszcze gorsze –
że skończył się właśnie etap zanęcania
frajerów do UE, zaczyna się etap ich dojenia. Traktat lizboński przypieczętował
frajerstwo akcesyjne, teraz zatem musi
nastąpić czas strzyżenia owiec. Niemcy,
główny „płatnik netto” do brukselskiej
ich zniecierpliwienie: kiedy wreszcie zaczną zbierać frukty z dotychczasowego
inwestowania w instrument polityczny
zwany Unią Europejską? Donnerwetter!
W końcu pora, by instrumenty polityczne
zaczęły intensywniej pracować dla niemieckiej gospodarki!
Toteż marazm i leżenie bykiem naszych
zarządców masy upadłościowej (ponad
700 miliardów długu publicznego uzasadnia chyba to określenie?) zakłóca, jak się
wydaje, jedna tylko myśl („Brzękną szkła,
w mózgu myśl jak ostra kra, ostry zygzak
tnie ci czoło między brwiami”...): kto
ewentualnie zostanie kozłem ofiarnym,
gdy na „grecki kryzys” w Polsce nie będzie już zrzuty?
Owszem, dwa lata można jeszcze pociągnąć, zwłaszcza mając w ręku ten
„Aneks”, te media podgotowane do propagandy sukcesu, ten unijny szmal z lat
2006-2013 (co do którego PO spiera się
z PiS o „stopień wykorzystania”, przy
czym każda ze stron podaje diametralnie
różny „procent” tego wykorzystania). Ale
co dalej?
Toteż w PO widać ruchy („ruchuruchu”...), przypominające nerwowe
rozpychanie się łokciami w celu zajęcia dogodnej pozycji behawioralnej na
wypadek, gdy przyjdzie rzucić opinii
publicznej („młodym, wykształconym z
dużych miast”?...) na pożarcie winnych
krachu, bankructwa i plajty. Premier
Tusk już domaga się „rozszerzenia kierownictwa PO”, jak kiedyś Edward Gierek „rozszerzał” kierownictwo PZPR,
ustanawiając 49 sekretarzy wojewódzkich zamiast 17, rachując słusznie, że
im liczniejsze „gremium kierownicze”,
tym silniejsza pozycja cichego, faktycznego kierownika... „Cisi” i „gęgacze” są
w każdej formacji ustrojowej, z demokracją włącznie.
Ostatnio na przykład sporo „nagęgała
się” posłanka Śledzińska-Katarasińska,
rychtująca kneblową ustawę medialną,
ale „cisi”, za nic mając jej mozół, przeszli na ręczne sterowanie publicznymi
mediami, już nawet nie maskowane demokratycznymi zasłonami dymnymi
(krakowski samozwańczy „komitet społeczny”, to znów nie zlustrowani „pracownicy naukowi” w roli kreatorów
KRRiT), nawiasem mówiąc tak dziurawymi, że widać przez nie gołą d*** –
gołą demokrację oczywiście, to znaczy
sterowaną służbowo...
Rozgoryczona posłanka powiada, że „zastanowi się, czy PO to jest partia, w której
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
chciałaby być”... Myślę, że jeśli wezmą ją
do tego „rozszerzonego kierownictwa”, to
jednak pozostanie, a i nawet bez tego też,
bo gdzie by poszła?...
Niektóre media rozpisują się, że „PO
to Tusk” i jego pozycja w partii jest
niezagrożona. Hm... Nie takie już „niezagrożone pozycje” widywaliśmy w
PZPR, a przecież PO, sądząc po metodach, upodabnia się do niej szybko. Kto
jest nazbyt łatwo nadymany, z tego i
łatwiej spuścić potem powietrze. „Młodzi, wykształceni z dużych miast” z całą
demokracją na kupę nic nie pomogą,
gdy nieubłagany palec „cichych” wskaże kozła ofiarnego.
Więc na razie – „ruchu-ruchu” łokciami
i strategia na przetrwanie. Ale zegar długu
publicznego tyka jak bomba zegarowa.
Przewiduję zatem, że wraz z nowym
sezonem politycznym, zaczynającym
się właśnie we wrześniu, wraz ze świeżo przejętymi mediami publicznymi
(w których już zaroiło się od politruków
z czasów premierostwa „grubej kreski”)
rozpocznie się pasmo sukcesów rządu.
Niemcy naciskają, byśmy „pojednali
się” z Rosją, bo bez takiego pojednania
stosunki Niemiec z Rosją nie mogą wykroczyć poza dotychczasowe strategiczne partnerstwo, a to widocznie jeszcze za
mało. W rzeczy samej: gdyby ktoś chciał
zaakceptować pakt Ribbentrop-Mołotow,
nie mógłby poprzestać na samej tylko
akceptacji życzeń strony niemieckiej. Od
razu widać, co znaczy obecność niemieckiego rezydenta w ministerstwie Radosława Sikorskiego – minister od razu
miał sukces i przyjął ministra Ławrowa...
Wprawdzie rozmowy osłonięto jakąś podejrzaną „tajemnicą”, ale minister Ławrow zapowiedział „wielkie sprawy”. No,
no! Ho, ho! Rosja uzna ludobójstwo katyńskie i zgodzi się na odszkodowania?
No i czy w ramach powrotu do normalności w samej Rosji, czy w ramach transakcji, w zamian żądając czegoś ekstra od
Polski?
Na razie ciągle nie wiadomo, kto był
na wieży kontrolnej w Smoleńsku i jest
luka w nagraniach rozmów załogi prezydenckiego samolotu z wieżą... Wątpię,
aby minister Ławrow, obiecując „wielkie
sprawy”, miał też na myśli tę małą, ale
wielką lukę...
Tymczasem lud powiada już o prezydencie Komorowskim „Komuruski”, a o Tusku słyszałem wręcz „Rusk”. Pupilek już
nie tylko Angeli, ale i Putina? Byle tylko
nie został tym kozłem ofiarnym, gdy nasz
dług publiczny przekroczy ten bilion. Bo
to niby „kochajmy się jak bracia”, ale
liczmy się jak „bracia starsi”.
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
Autorytety
KRAJ
diabli biorą
Czasami można odnieść wrażenie, że gdyby ludzie przestali pisać książki, a zaczęli czytać to, co wartościowego napisano już
do tej pory, z nawiązką wystarczyłoby tego zapasu intelektualnego paliwa na co najmniej kilka pokoleń – z oczywistą zresztą
dla tych pokoleń korzyścią. Rzecz jasna, są to tylko dygresje w
klimacie political fiction, dlatego też na rodzimych lewicowych
salonach modne są obsesje Huellego i Masłowskiej, zaś salonowcy prawicowi zaczytują się w „Kinderszenenach” i innych
„konserwatywnych nihilizmach” i nie mają już czasu ani motywacji, aby sięgnąć po coś, co nie kojarzy się bezpośrednio
z doczesnością (no bo przecież czy dawniej były rakiety albo
komputery, nie mówiąc już o Cyfrowym Polsacie).
KRZYSZTOF M. MAZUR
A
szkoda, bo wystarczy przeczytać chociażby pierwsze zdania „Starej bajki” Prusa, aby
przekonać się, że opisane tam
problemy finansowe majątku zwanego
Furdasówką to nic innego tylko prefiguracja stanu finansów publicznych III RP.
Jak mawiał młody dziedzic tego majątku,
„w tych czasach tylko Żydzi i mechesy
nie mają długów – i hipoteka zaczęła się
obciążać”. Zadłużał więc młody a głupi
dziedzic coraz bardziej hipotekę, samemu
koncentrując się na zabawach i uczeniu
mowy swojego ulubionego szpaka. Ptaszysko to okazało się zresztą trochę niewdzięczne, ponieważ gdy już przyszło
do licytacji majątku, powtarzało natrętnie
„diabli wzięli Furdasówkę!...”, czego nie
mógł znieść młody dziedzic, powtarzający wtedy: „Wołaj – ośle jakiś, to czegom
ja cię uczył: »Złodzieje! Żydy!...«”.
Dzisiaj szczególną popularnością cieszy
się pewien zabobon sprowadzający się do
przekonania, że finanse publiczne rządzą
się innymi prawami niż finanse prywatne.
Jak inaczej bowiem wytłumaczyć fakt, że
większość doskonale zdaje sobie sprawę,
że żadne gospodarstwo domowe czy nawet przedsiębiorstwo nie może sobie pozwolić, aby z roku na rok, przez z górą
20, a nawet 40 lat (zaczęło się przecież
już za Gierka, tylko wtedy deficyt łatano
dodrukiem pieniądza) wydawać więcej,
niż wynoszą jego dochody, a mimo to
przy najbliższej okazji gremialnie głosują właśnie za tymi, którzy taki proceder
uprawiają. A jak łatwo zauważyć, dzisiaj
szczytem liberalizmu ekonomicznego nie
jest postulowanie likwidacji deficytu, lecz
co najwyżej jego zmniejszenie – i to tylko werbalnie, gdyż jak przychodzi co do
czego, to tak jak w przypadku obecnych
rządów „liberalnych”, mamy jedynie
kontynuację zadłużania i podwyższanie
podatków, osłodzone zapewnieniem, że
to tylko na dwa lata, bo od 2013 roku zasypie nas kolejna lawina euro z unijnego
budżetu. Wielu pewnie pamięta podobne
zapewnienia „liberalnego” rządu Suchockiej, który też tylko na chwilę podniósł
stawki podatku dochodowego (a rząd ten
reprezentowali tacy liberałowie jak Janusz Lewandowski i Jan Krzysztof Bielecki), która to chwila trwała ładne parę
lat (nota bene autor tego manewru, czyli
minister Jerzy Osiatyński, obecnie jako
ekspert znowu proponuje podwyższenie
górnej stawki PiT do 40%). Wiedząc, że
obecny rok jest rokiem wyborów samorządowych, sprawdziłem jakiś czas temu
wyrywkowo budżety kilku jednostek samorządów i niestety była to lektura dość
przygnębiająca. O ile trudno znaleźć w
Polsce gminę, której budżet nie zamykałby się deficytem, o tyle w roku wyborczym deficyty te są znacząco większe od
średniej, a często przewyższają ją nawet
dwukrotnie. Zaplanowany na ten rok de-
XVII
KRAJ
ficyt gminy, w której mieszkam, wynosi
20% wszystkich dochodów gminnych i
jest prawie pięciokrotnie wyższy niż w
roku poprzednim. Co najciekawsze, nikt
z zagadniętych przez mnie mieszkańców
tejże gminy nie tyle nawet nie zdaje sobie sprawy z tych faktów, ale nawet o nich
poinformowany nie wydaje się nimi specjalnie przejęty.
tekst p.Marka Skalskiego z poprzedniego numeru o odkryciu w Czechach
„grobów ofiar masowych morderstw” na
niemieckich cywilach, które to odkrycia miały wstrząsnąć opinią publiczną,
„także w Polsce”. Nie podejrzewam pana
Skalskiego o chęć zrobienia w Czechach
kariery podobnej do tej, jaką w Polsce
zrobił Jan Tomasz Gross, ale mimo że
dość wnikliwie śledzę polskie życie polityczne, nie zauważyłem, by w naszym
kraju opinia była wstrząśnięta akurat
poruszonym tematem. Być może było to
wstrząśnienie lokalne – mniejsza zresztą
z tym, gdyż fragmentem, który w tekście
p.Skalskiego irytuje najbardziej, jest opi-
Współcześni Sanguszkowie
Trochę przypomina to historię zapisaną
we wspomnieniach Witosa, kiedy ten jako
14-letni chłopiec przechodził „ścieżką
graniczną pomiędzy chłopskimi a dworskimi gruntami” i zauważył , że chłopskie
zboże „było niskie,
rzadkie, zachwaszczone”. Tak się złożyło, że było to pole
jego chrzestnego,
niejakiego Ignacego F., którego
młody Witos („całując w rękę, jak to
było w zwyczaju”)
zapytał „A czy wyście, chrzestny ojcze, nie zasiali tych Obchodząc 1 września kolejne rocznice wybuchu
chwastów sami?”. wojny, powinniśmy chociażby pamiętać, że
Ignacy F. odpowie- dla niektórych wojna ta zaczęła się jeszcze
dział, że owszem, wcześniej, a nasi ówcześni przywódcy do
„Może być, żem wywracania owego porządku wersalskiego
ich trochę zasiał, dołożyli także swoje trzy grosze
ale przecie zawsze
tak siałem...”. Ale
na sugestię, że może trzeba było wymienić nia, jakoby „państwo czechosłowackie
trochę zboża na sianie u rządcy, skoczył już od swego zarania zainfekowane było
jak oparzony, krzycząc: „Ja, ze dworu?... śmiercionośnym wirusem wewnętrznej
Do nich nie pójdę ani nic od nich nie we- nietrwałości” (prawda, że pięknie napizmę...”. Jak pisze dalej Witos, „ten sam sane), zaś „Monachium (likwidujące de
gospodarz, zarzekający się tak uroczyście facto to państwo – przyp. K.M.M.) nie
wszelkich stosunków z dworem, na przy- było odbierane wówczas w Europie jako
szły rok jako wyborca głosował na księcia brutalny akt przemocy wobec niepodleSanguszkę i wziął z lasu od niego dwie głego państwa, a raczej próba usunięcia
kupki drzewa jako łapówkę”, tłumacząc pewnej anomalii utworzonej przez Konsię, że „to jest całkiem co innego, a choć- ferencję Wersalską, anomalii, która nie
by on nie wziął, to by i tak wzięli inni”. bardzo sprawdziła się w praktyce”. WyTo, co odróżnia opisaną sytuację od tych obraźmy sobie teraz, że analogiczną opidzisiejszych, to fakt, że Sanguszko dawał nię zamieściłby jakiś tygodnik, załóżmy
przynajmniej łapówki ze swojego lasu, w Rosji, pisząc, podobnie jak to uczynił
podczas gdy współcześni Sanguszkowie p.Skalski, że mniejszości narodowe stana stołkach ministrów, wójtów i burmi- nowiły ponad 32 proc. wszystkich obystrzów rozdają jako łapówki te same pie- wateli II RP, że rząd polski prowadził
niądze, które wcześniej podatnikom za- tzw. akcję repolonizacyjną itp. Nawet
brali. Ci zaś biorą, tłumacząc sobie, że jak gdyby w tekście tym nie użyto wyrażenie oni, to wzięliby inni...
nia o „bękarcie traktatu wersalskiego”,
ale posłużono się formułą p.Skalskiego
Wychowanie patriotyczne?
o „pewnej anomalii utworzonej przez
Ale przecież tłumaczenie takie ma o Konferencję Wersalską”, to i tak łatwo
wiele szersze i bardziej uniwersalne za- sobie wyobrazić, jaka burza rozpętałastosowanie. Przypominam zaś o tym ze by się w polskich mediach. Zresztą nie
względu na kuriozalny co do wymowy trzeba sobie tego nawet wyobrażać, gdyż
XVIII
wiele razy coś takiego już mogliśmy
oglądać – i to przy bardziej powściągliwych komentarzach. Dlaczego zatem tak
łatwo każdemu wypominamy nawet brud
za paznokciami, samemu drapując się w
szaty wiecznie krzywdzonej niewinnej
ofiary? Czy na tym polega tzw. wychowanie patriotyczne? Obchodząc 1 września kolejne rocznice wybuchu wojny,
powinniśmy chociażby pamiętać, że dla
niektórych wojna ta zaczęła się jeszcze
wcześniej, a nasi ówcześni przywódcy
do wywracania owego porządku wersalskiego dołożyli także swoje trzy grosze
(przypomniałem to niedawno, cytując
chociażby notę ministra Becka z marca
1939 r. do polskich ambasadorów). Opisuje to także barwnie Cat-Mackiewicz,
który przecież nie był żadnym endekiem,
w niedawno wznowionej książce pt. „Polityka Becka”, w której wprost sugeruje,
że Beck aż przebierał nogami, aby być
w Monachium, do którego delegacji
polskiej po prostu nie zaproszono, pisząc także, iż „powszechne wiadomo
jest, że Beck w tym czasie szedł z Niemcami, że zraził sobie państwa zachodnie
i opinię publiczną w tych państwach, co
się bardzo ujemnie na naszych dalszych
losach odbiło”. Tych zdań nie wypowiedział Putin na Westerplatte ani nie opublikował rosyjski historyk – napisał je
powszechnie uznany pisarz, także polityk, w dodatku zwolennik Piłsudskiego
i poseł na przedwojenny Sejm z ramienia BBWR.
Upadek autorytetów
Czyż nie jest więc tak, że podobnie
jak Ignacy F. ze wspomnień Witosa, tak
samo my – zarówno dawniej, jak i obecnie – wiele z tego „kąkolu, łuszczu, bławatu i różnego zielska” zasialiśmy sobie
sami, a nasza polityka historyczna i wychowanie patriotyczne sprowadzają się
do tłumaczenia, że „przecie zawsze tak
siałem, a czegoś podobnego nie było”.
A może było, tylko żeśmy tego nie zauważali albo udawaliśmy, że tego nie ma.
Tak samo jak nagle niektórzy zauważyli,
że diabli wzięli „Solidarność”, kiedy jej
legendarni przywódcy postanowili wziąć
się za łby i przypominać sobie jeden
przez drugiego różne sprzeczne ze sobą
szczególiki, łącznie z tym, kto chodził w
stanie wskazującym na spożycie, i licytować się na zasługi.
Oby tylko nie skończyło się to tak jak
w nowelce Marka Twaina o mieszkańcach
Hadleyburga, gdzie przez głupi worek z
pieniędzmi upadło całe 19 autorytetów
moralnych.
KRZYSZTOF M. MAZUR
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
POSTĘP W ŚWIECIE
EUROPA
Francuskie MSW zapowiedziało, że
obcokrajowcy, którzy dopuszczają się
wielokrotnie kradzieży albo agresywnego
żebractwa, będą wydalani z Francji – rozszerzono w ten sposób katalog wykroczeń
i przestępstw, za które będzie groziła
deportacja. W najbliższej przyszłości rząd
chce dopisać do listy także osoby, które
„stanowią niewspółmierne obciążenie dla
systemu socjalnego Francji”.
A co z krajowcami, którzy „stanowią
niewspółmierne obciążenie’’? Na to
Sarkozy’emu już nie starczy odwagi, gdy
notowania na łeb, na szyję spadają. A tu
mu jeszcze jakaś irańska gazeta Pierwszą
Damę nazwała k***ą.
P. Wiwiana Reding, unijna komisarz
sprawiedliwości, opublikowała raport,
z którego wynika, że prowadzone przez
Francję od kilkunastu dni deportacje
Romów są niezgodne z unijnym prawem
– w UE deportacje są dozwolone tylko po
zbadaniu każdej sprawy. P. Reding domaga
się też, by Paryż zmienił prawo, a jeśli
tego nie zrobi, może zostać pozwany przed
Europejski Trybunał Sprawiedliwości.
Oby! Będzie świetna okazja, by odegrać
się na Francuzach za nazywanie nas
szowinistami i antysemitami. Co prawda,
rzecz jasna, nie ta waga zarzutu, ale zawsze. Tylko jak to powiedzieć: Francuzi
to zaciekli antyromanici?
„GW” doniosła, że nawet 20% poparcia
mogłoby zgromadzić w Niemczech ultrakonserwatywne ugrupowanie niechętne
muzułmańskim imigrantom. Ponoć o
powstaniu takiej partii słychać w Niemczech od kilku miesięcy, ale spekulacje
wzmogła w ostatnich tygodniach książka
pt. „Niemcy wykańczają się same”, którą
napisał p.Thilo Sarrazin, członek zarządu
Bundesbanku i dawny senator Berlina
z SPD. Jego zdaniem, muzułmańscy
imigranci wykorzystują niemiecki system
socjalny, a cechuje ich lenistwo, nieproduktywność oraz niski poziom inteligencji Dodatkowo są o wiele bardziej płodni
niż Niemcy i wkrótce zdominują kraj.
P. Sarrazin za głoszenie takich poglądów
prawdopodobnie straci stanowisko.
I nie wiadomo, co gorsze – silne Niemcy
bez muzułmanów czy słabe Niemcy
zdominowane przez muzułmanów. Jest
też trzeci wariant – silne muzułmańskie
Niemcy. Panie Wołodyjowski, larum
grają! Tym razem od zachodu!
Kijowski administracyjny sąd apelacyjny
potwierdził odebranie dodatkowych częstotliwości uważanym za opozycyjne ukraińNR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
Na żądanie JKM Alberta II,
króla Belgów, p.Eliasz Di Rupo,
lider francuskojęzycznych socjalistów,
kontynuuje negocjacje o reformie kraju,
bez czego nie można zacząć rozmów
o nowym rządzie Belgii, ale jak dotąd
nie udało mu się pogodzić zwaśnionych
frankofonów i Flamandów, więc przyznał
się on do porażki i poprosił o zwolnienie
z misji tworzenia rządu, jednak pałac
królewski wydał komunikat, że monarcha
dymisji nie przyjął i powierzył p.Di Rupo
kontynuowanie prac.
Nudne już są te doniesienia z Belgii.
Teraz czekamy na to, jak się zaczną mordować, to wówczas coś znów napiszemy.
P. Józef Emanuel Barroso,
szef Komisji Europejskiej, w
ostatnim dniu unijnych wakacji zrugał państwa członkowskie, twierdząc, że powodem
kłopotów UE w czasie kryzysu gospodarczego był indywidualizm i krótkowzroczność
zbyt wielu państw, a problemy nie zostaną rozwiązane,
dopóki każdy kraj nie będzie
traktował projektu europejskiego jako swojego.
Znaczy się ów „projekt europejski’’ jest sierotą? A to ci heca.
I co gorsza nie bardzo wiadomo,
do jakiego domu dziecka
go wysłać.
skim stacjom telewizyjnym 5.Kanał i TVi.
P. Mikołaj Kniażycki, dyrektor TVi, uznał
decyzję sądu za „pierwszy krok do wprowadzenia cenzury” i zapowiedział apelację.
A u nas państwową telewizję, rządzoną
przez dwie partie opozycyjne, chciał spacyfikować rząd – i o tyle mu się to udało,
że na razie przejęła ją jedna z partii
opozycyjnych, która bez skrupułów usunęła dotychczasowego sojusznika. Uczcie
się Ukraińcy, jak się rządzi mediami w
cywilizowanym europejskim kraju!
Wg ekonomistów z Deutsche Bank,
Hiszpania, Portugalia lub Irlandia
prawdopodobnie jeszcze w tym roku
będą domagać się pakietu pomocowego
ze strony państw strefy €uro, ponieważ
kryzys €uro jeszcze się nie skończył,
a rynki to potwierdzają, gdyż w sierpniu
wzrosły dopłaty do rządowych obligacji
w Hiszpanii, Portugalii i Irlandii.
Halo, jest tu jeszcze ktoś, kto domaga
się przystąpienia naszego kraju do strefy
€uro?
AMERYKA
Wg sondaży przedwyborczych i prawyborów w USA, w listopadowych wyborach utracą swoje stanowiska dotychczasowi kongresmeni i gubernatorzy na rzecz
republikańskich i innych prawicowych
kandydatów, co potwierdza, zdaniem
komentatorów, niezadowolenie z istniejącego w Waszyngtonie status quo.
Zapowiada się jesień Obamy. Aż do wyborów prezydenckich, a wówczas będzie
zima Obamy.
Wg BBC, kubańscy seniorzy nie będą
już mogli korzystać z przywileju kupowania dotowanych przez państwo papierosów po niższej cenie (do tej pory każdy
po 55. roku życia mógł kupić cztery
paczki miesięcznie za ok. 25% normalnej
ceny!). Ma to być „jeden ze stopniowo
P. Leonid Anfimau, wiceszef administracji podejmowanych kroków zmierzających
prezydenta Białorusi, zapowiedział możli- do wyeliminowania dotacji”, gdyż papiewość prywatyzacji obiektów państwowych rosy „nie należą do artykułów pierwszej
na wielką skalę w ciągu najbliższych kilku potrzeby”, a niepalący odsprzedawali je
lat. Rząd chce ponoć sprzedać w 2011 roku palaczom za parę groszy więcej!
firmy warte 5 mld $, gdyż nie widzi innej
W ub. roku zlikwidowano na Kubie dotadrogi rozwiązania problemu ujemnego
cje do grochu i ziemniaków.
salda w handlu zagranicznym, spowodoJednym słowem: reżym kubański nie
wanego wzrostem cen importowanych
daje popalić emerytom.
nośników energii.
I lada moment Łukaszenka stanie się
P. Fidel Castro przyznał się, że przebardziej wolnorynkowy niż, nie przymie- śladowanie homosiów na początku jego
rzając, Jarosław Kaczyński.
rządów w latach 60. ubiegłego wieku
XIX
FOT. WIKIPEDIA
POSTĘP W ŚWIECIE
Eksperci z USA zaznaczają, że kilkanaście miast w tym kraju jest poważnie zagrożonych bankructwem, ale na razie władze nie chcą się do tego przyznać. Wymienia się m.in. Miami
i Los Angeles. Władze decydują się na olbrzymie podwyżki podatków – mieszkańcy Miami mogą
się spodziewać, że ich obciążenia wzrosną nawet o 12,2%, jeśli chodzi o ogólne operacje finansowe, zaś aż o 56% w sytuacji nakładów inwestycyjnych.
Uwaga, okazja! Wyprzedaż – atrakcyjne plaże tanio. Burmistrz Miami.
było „niesprawiedliwe”. W latach 60.
homoseksualiści byli uznawani przez
p.Castro za wrogów rewolucji i osadzani
w obozach pracy.
Czyżby p.Castro zaczął na starość czytać naszą „Krytykę Polityczną”?
Pracownicy administracji rządowej w
Urugwaju zarabiają „na rękę” ponad dwa
razy więcej niż ci w sektorze prywatnym.
Średnia płaca urugwajskiego biurokraty
to 1000 $, podczas gdy pracownik w prywatnej firmie zarabia tutaj ok. 480 $.
U nas jest podobnie, jak wykazały niedawne badania! Tam też rządzi PO?
Pekinu dla planów sukcesji i wyznaczenia
na następcę jego najmłodszego syna, Kim
Dzong Una, który ponoć towarzyszył ojcu
w podróży do Chin.
Tego najbardziej pomysłowi monarchiści nie byli w stanie wymyśleć – komunistyczna monarchia. Marksiści zresztą też.
P. Włodzimierz Putin oddał hołd
ofiarom represji stalinowskich, składając
kwiaty pod pomnikiem ofiar gułagu w
Norylsku na północy Syberii. Oświadczył
on, że zbrodnie stalinowskie nie mają
żadnego usprawiedliwienia, a w kraju
dokonano już jasnej oceny prawnej i moralnej niegodziwości popełnionych przez
ŚWIAT
totalitarny reżim.
JE Muammar Kaddafi, libijski dyktator,
Doprawdy, łzy same cisną się do oczu.
domaga się 5 mld €uro rocznie za poPozostaje nam tylko wyrazić nadzieję, że
wstrzymywanie nielegalnych imigrantów Putin trzymał kwiaty główkami do góry
zmierzających do państw UE.
(jak nakazuje etykieta) – i już możemy
Wg niego, Libia jest główną bramą, przez uznać, że proces destalinizacji zakończył
się pełnym powodzeniem, a Rosja to
którą przechodzą niepożądani imigranci
cywilizowany kraj.
z Afryki do Europy, i tylko płacąc jej,
Europa może być pewna, że nie stanie się
Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinCzarnym Lądem.
formowało, że tymczasowo rezygnuje z
Słusznie – to czego nie są w stanie
zrobić giaurzy, zrobią Arabowie, którzy
naboru słuchaczy do uczelni wojskowych
mają bogate doświadczenie w polowaniu w związku nadmiarem kadr oficerskich
na czarnych. Tylko gdzie oni ich potem
i deficytem etatów oficerskich w siłach
sprzedadzą?
zbrojnych.
Słusznie. Przypomnijmy, że u nas
Chiny potwierdziły, że gościły JE Kim
powstanie listopadowe wywołali podchoDzong Ila, przywódcę Korei Płn., i że
rążowie sfrustrowani brakiem perspektyw
spotkał się on z JE Hu Jintao, szefem
awansu.
chińskiego państwa. Do wizyty nawiązały
też północnokoreańskie media.
Rosjanie zadeklarowali gotowość
Wg chińskiej telewizji, Kim potwierdził
utworzenia wspólnie z Iranem przedsięzaangażowanie swego kraju w denuklebiorstwa, które produkowałoby paliwo
aryzację Półwyspu Koreańskiego i wyraził nuklearne dla elektrowni atomowej
nadzieję na wznowienie sześciostronnych w Buszerze, jednak produkcja byłaby
rozmów w kwestii północnokoreańskiego umiejscowiona w Rosji. Ponoć propozyprogramu jądrowego. Wg analityków,
cja wyszła od Teheranu, który zapropopodróż JE Kim Dzong Ila mogła być
nował Moskwie powołanie konsorcjum
przedsięwzięta w celu uzyskania poparcia produkującego paliwo dla Buszeru i
XX
innych elektrowni atomowych, których
zbudowanie planuje rząd irański. Iran nie
zamierza produkować na swym terytorium całego paliwa, jakiego będą potrzebowały jego elektrownie atomowe, ale
będzie kontynuował wzbogacanie uranu
na własną rękę, „aby pokazać,
że jest zdolny to robić”.
To się nazywa suwerenne państwo.
A teraz proszę sobie wyobrazić u nas
podobne działania…
W RPA rząd próbuje zakończyć trwający
od prawie trzech tygodni strajk pracowników sektora publicznego i zaproponował
wzrost płac dla około
1,3 mln protestujących o 7,5% oraz dopłaty państwowej do czynszów o 800 randów
(86 €uro). Związki zawodowe domagają
się wzrostu płac o 8,6% i zwiększenia
dodatków o 1000 randów (107 €uro).
RPA rządzą czerwono-czarni, ale ci
czarni ze związków zawodowych są jeszcze bardziej czerwoni.
P. Marek Ravalomanana, były przywódca Madagaskaru, przebywający na
uchodźstwie w RPA, został skazany
zaocznie na dożywotnie ciężkie roboty
za doprowadzenie do śmierci kilkudziesięciu uczestników demonstracji w marcu
zeszłego roku. Wydano nakaz aresztowania jego oraz gen. Heriniaina Roelina
i płk. Anatola Ramlamboarisona, którzy
są winni współudziału w morderstwie.
Werdykt sądu może utrudnić popierane
przez Unię Afrykańską wysiłki na rzecz
zakończenia politycznego kryzysu na
wyspie, jaki nastąpił po obaleniu p.Ravalomanany.
Gdyby udało się przed wojną wyekspediować naszych Żydów na Madagaskar,
dziś czytalibyśmy, że były przywódca,
dajmy na to jakiś Moryc Rozenkranc,
uciekł do Izraela i mogą mu skoczyć.
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
SWIAT
Ś
WIEŚCI Z NIEMIEC
Samolikwidacja Niemiec
W najbliższych latach budżet RFN ma
zostać odciążony o 82 miliardy euro
– głównie w wydatkach na cele socjalne. Wywołało to ze strony lewicowej
opozycji i związków zawodowych liczne
zapowiedzi zorganizowania jesienią
silnych protestów.
FOT. www.wolfgang-schaeuble.de
FOT. WIKIPEDIA
TOMASZ MYSŁEK
G
łównym „winowajcą”
planowanych
ogra- NIEMIECKI
niczeń jest federalny RZĄD SZYKUJE
minister finansów – OPODATKOWANIE
Wolfgang Schäuble. Na początku KONCERNÓW
września oświadczył on po raz ENERGETYCZNYCH,
kolejny, że w obliczu „światowe- A PRZEDE WSZYSTKIM
go kryzysu finansowego” program ELEKTROWNI
rządu jest koniecznością. Bez tych JĄDROWYCH. WIELKIE
oszczędności i znaczącego zredu- FIRMY ENERGETYCZNE
kowania długu państwa systema- BRONIĄ SIĘ PRZED TYM
tyczny wzrost gospodarki i dobro- OPODATKOWANIEM.
bytu Niemiec będzie niemożliwy
– powiedział Schäuble.
Niemiecki program oszczędności prze- Planowane jest także opodatkowanie
widuje przede wszystkim ograniczenie koncernów energetycznych, a przede
zasiłków dla tzw. długotrwałych bez- wszystkim ich elektrowni jądrowych.
robotnych i innych odbiorców – w tym Ale konkretne decyzje rządu w tej spraograniczenie dopłat państwa do ubezpie- wie mają zapaść dopiero pod koniec
czenia emerytalnego i rentowego 2 mln września, po zakończeniu toczących się
ludzi pobierających zasiłki. Ma zostać już rozmów z koncernami. Wielkie firteż trochę obniżony dodatek na wycho- my energetyczne bronią się przed tym
wanie dzieci (Kindergeld), a dla stałych opodatkowaniem. W zamian proponuodbiorców zasiłków i pomocy socjalnej ją specjalne fundusze, do których chcą
ten dodatek ma być całkiem zniesiony. wpłacać zyski z pożądanego przez nie
Zatwierdzony został również np. podatek przedłużenia przez rząd okresu eksplood biletów lotniczych. W zależności od atacji elektrowni jądrowych (które kilka
dystansu lotu każdy bilet ma być droższy lat temu zostały ustawowo przewidziao od 8 do 45 euro – od stycznia. Mają też ne do zamknięcia do roku 2020). Spór
zostać znacznie ograniczone i obniżone o opodatkowanie elektrowni jądrowych
dotychczasowe ulgi podatkowe za ener- i koncernów energetycznych dzieli rzągię elektryczną, z jakich korzysta od lat dową koalicję – liberałowie z FDP dążą
niemiecki przemysł i rolnictwo.
do ograniczenia tego opodatkowania, tak
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
Bez oszczędności i znaczącego
zredukowania długu państwa
systematyczny wzrost
gospodarki i dobrobytu
Niemiec będzie niemożliwy
– powiedział Schäuble
pod względem ilościowym, jak i czasowym (maksimum do roku 2014).
Krytyka oszczędności
Oszczędnościowy program rządu krytykują wszystkie partie opozycyjne i
związki zawodowe. Skutki tego „spadną na barki najsłabszej części społeczeństwa” – stwierdził przewodniczący
związku metalowców Berthold Huber.
A szef SPD Sigmar Gabriel określił
plan rządu jako niesolidny i aspołeczny.
A ponadto nie jest pewne, czy faktycznie
przyniesie on wielkie dodatkowe wpływy
do budżetu – dodał. Niemieckie Forum
Bezrobotnych i szereg innych organizacji zapowiada silne akcje protestacyjne.
XXI
S WIAT
Ś
Do krytyki przyłączyła się większość
prasy. „Frankfurter Rundschau” pisał:
„Nieoczekiwanie dobra koniunktura gospodarki tak wypełnia kasy, że niedociągnięcia pakietu oszczędnościowego nie
rzucają się w oczy. Rządząca koalicja ma
akurat tyle energii, żeby odebrać wieloletnim bezrobotnym i tak już znikome
dopłaty do emerytur, a odbiorcom świadczeń socjalnych skreślić zasiłki na wychowanie dzieci. Natomiast na kompleksowe, szeroko zakrojone oszczędności
brakuje koalicji zdecydowania i jedności.
CDU/CSU i FDP mogą się tylko modlić, żeby ta koniunktura utrzymała się”.
A inna gazeta stwierdziła: „Jasne jest
tylko to, że stracą ci obywatele, którzy
już w toku tzw. reformy systemu opieki
medycznej musieli dodatkowo wyłożyć
7 mld euro. Teraz będą musieli płacić
podwójnie, kiedy gospodarka zrzuci na
nich wyższe koszty energii, kredytów i
opłat. Wszystko to pokazuje, czym jest
rzeczywiście »pakiet oszczędnościowy«
koalicji – gigantycznym obciążeniem
obywateli, który nikogo nie wzbogaci,
a wielu uczyni jeszcze biedniejszymi”
(„Nürnberger Nachrichten”).
Z kolei szefowie przedsiębiorstw i
organizacji gospodarczych protestują
głównie przeciw dodatkowemu opodatkowaniu zużywanej energii. A organizacje ochrony środowiska najbardziej krytykują planowaną decyzję o przedłużeniu
okresu eksploatacji elektrowni jądrowych. Protestują też, wraz ze związkami
zawodowymi, przeciwko programowi
ograniczenia państwowych dotacji na remonty zwiększające energooszczędność
budynków. Tym bardziej że prowadzona
izolacja termiczna budynków zapewnia
blisko 850 tys. miejsc pracy – głosi ich
wspólne oświadczenie. Pierwsze uliczne
protesty i strajki są planowane już w drugiej połowie września.
Masowa imigracja to zguba
Tymczasem główną sensacją ostatnich
dni sierpnia i początku września było
pojawienie się w Niemczech książki
pt. „Samolikwidacja Niemiec. Jak narażamy nasz kraj na ryzyko”. W ciągu
tygodnia w samym Berlinie sprzedano
kilkadziesiąt tysięcy jej egzemplarzy.
A w kilku drukarniach szykowano jej IV
wydanie w okresie dwóch tygodni – tym
razem o nakładzie 80 tys. egzemplarzy
(!). Autorem tego bestselleru jest 65-letni
ekonomista i były funkcjonariusz SPD
Thilo Sarrazin (potomek rodziny imigrantów-hugonotów z Burgundii), były
minister finansów landu Berlin w latach
2002-2009, a od maja ub. roku członek
XXII
Thilo Sarrazin twierdzi w swej
książce pt. „Samolikwidacja
Niemiec. Jak narażamy nasz
kraj na ryzyko”, że Niemcy
prowadzą od lat samobójczą
politykę imigracyjną
i finansowo-socjalną, związaną
z problemem nadmiaru
cudzoziemców w Niemczech.
sześcioosobowego zarządu Bundesbanku
(centralnego banku RFN). Twierdzi on w
tej książce, że Niemcy prowadzą od lat
samobójczą politykę imigracyjną i finansowo-socjalną, związaną z problemem
nadmiaru cudzoziemców w Niemczech.
Żąda znacznego ograniczenia imigracji,
z wyjątkiem wysokiej klasy specjalistów,
a także świadczeń finansowo-socjalnych
przyznawanych imigrantom – przede
wszystkim członkom ich rodzin, nie tylko tych muzułmańskich. „To jest groźne
zarzewie społecznych konfliktów” – powiedział Sarrazin 30 sierpnia na konferencji prasowej podczas prezentacji swej
książki w Berlinie. Nie domaga się on
jednak całkowitego zastopowania imigracji, lecz tego, żeby wzorem USA czy
Kanady znacznie zwiększyć wymagania
wobec imigrantów, ich kwalifikacji i ich
rodzin. Te i inne tezy wywołały w Niemczech ostrą debatę i medialną burzę.
Pomylony prowokator?
Thilo Sarrazin cieszy się w lewicowych
i rządowych kręgach Niemiec sławą
„prowokatora” i „pomylonego” już od
ponad dwóch lat. Bo postulował wielokrotnie, dla dobra jego ogromnie zadłużonego landu Berlin, Niemiec i społeczeństwa, znaczące obcięcie zasiłków i
innych „świadczeń socjalnych” – nie tylko cudzoziemcom. Systematyczne podwyższanie rent i emerytur nazywał „całkiem bezsensownym przedsięwzięciem”,
bo zamiast tych ciągłych podwyżek rząd
powinien przygotować obywateli na to,
że w perspektywie długoterminowej wypłaty rent i emerytur nieuchronnie spadną
do poziomu zapewniającego ich odbiorcom jedynie „podstawowe utrzymanie”.
We wrześniu ub. roku jego opinie wywołały szczególnie silne protesty wszelkiej lewicy. Określił on bowiem większą
część imigrantów arabskich i tureckich w
Berlinie i Niemczech jako nie tylko mocno niechętną do popieranej przez władze
„integracji”, ale też jako całkiem do tej
integracji „niezdolną”. Stwierdził między innymi: „Nie mogę uznać za zdolnego do społecznej integracji kogoś, kto nie
pracuje, kto żyje z zasiłków państwa, a
jednocześnie to państwo odrzuca, kogoś,
kto nie dba o wykształcenie swoich dzieci i nauczenie ich języka niemieckiego”.
Jednak wg niedawnych badań instytutu
Forsa, aż 46 proc. ankietowanych obywateli podziela obawy Sarrazina, że już
za kilkanaście lat rodowici Niemcy poczują się obco we własnym kraju – przynajmniej w niektórych miastach. Obecna
ostra debata wokół jego osoby i poglądów
dodatkowo rozbudziła ciekawość społeczeństwa. Podobno od lat w Berlinie na
żadnej politycznej konferencji prasowej
nie było takiego tłoku jak na prezentacji
książki Sarrazina – przybyło prawie 30
ekip telewizyjnych i stu kilkudziesięciu
dziennikarzy. Pod naciskiem rządu RFN
i mediów zarząd Bundesbanku próbował
skłonić swego niesfornego kolegę do
rezygnacji z zajmowanego w nim wysokiego stanowiska. Ale Thilo Sarrazin
odmówił poddania się presji MSW, mediów, kolegów z zarządu Bundesbanku
itd. Prawdopodobnie lada dzień zostanie
jednak i tak odwołany z tego stanowiska – przez prezydenta RFN Christiana
Wulffa. Z kolei zarząd SPD uruchomił
procedurę wykluczenia Sarrazina z szeregów partii, ponieważ „jego tezy sprzeciwiają się diametralnie przekonaniom
socjaldemokratycznym”, a „część z nich
wykazuje wręcz podobieństwo do teorii
narodowo-socjalistycznych”. Poprawni
socdemokraci mieli zapewne na myśli
kilka niezbyt jasnych i niezbyt politpoprawnych opinii swego partyjnego kolegi
zamieszczonych na łamach kilku gazet.
Sarrazin twierdził np. że „wszyscy Żydzi
czy też Baskowie mają pewne określone
geny, które ich różnią od innych” („Welt
am Sonntag”). Te i inne „biologicznorasowe aberracje” – jak pisali lewicowi
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
SWIAT
Ś
i inni komentatorzy prasowi, w tym ci
z „konserwatywnego” „FAZ” – zostały
potępione. Tezy Sarrazina, głównie te
o konieczności znacznego ograniczenia
imigracji i wydatków socjalnych na cudzoziemców, zostały natomiast przyjęte
z wielką satysfakcją przez partie antysystemowe – w tym NPD i DVU.
Najbardziej tracą cudzoziemcy
Okazuje się jednak, że prawie tego samego co Thilo Sarrazin, w tym ograniczenia „socjalu”, domagają się w istocie
kierownicze kręgi niemieckiej gospodarki. Już w końcu lipca br. wystąpili oni
z apelem o pilne tworzenie warunków
do przyjęcia większej liczby wykwalifikowanych pracowników z zagranicy
na niemieckim rynku pracy. Zrzeszenie
Izb Przemysłowo-Handlowych (DIHK)
oświadczyło, że niemieccy przedsiębiorcy nie mogą już obsadzić blisko
25 proc. wolnych stanowisk pracy. Sarrazin wskazał natomiast na ww. konferencji w Berlinie, że winę za niż demograficzny i wielkie problemy starzejącego
się społeczeństwa ponoszą same Niemcy. Stwierdził też, że „tylko przejściowy wzrost gospodarczej koniunktury”
skłonił niemieckie kręgi gospodarcze
do zabrania głosu w kwestiach pożądanej imigracji zarobkowej. Ale kanclerz
Merkel i szereg jej ministrów sprzeciwia
się zwiększeniu naboru kwalifikowanych
pracowników z zagranicy. Także szef
Federalnej Agencji Pracy, Frank Weise,
uważa żądania kół gospodarczych za
nieuzasadnione. Twierdzi, że najpierw
trzeba wykorzystać „potencjały krajowe” („Deutsche Welle”).
Nie ulega wątpliwości, że niemieckie
przedsiębiorstwa korzystają od dawna z
napływu setek tysięcy nowych imigrantów każdego roku. Wg niektórych badań,
ten napływ odbija się natomiast negatywnie na sytuacji żyjących w Niemczech od
lat cudzoziemców. Do takich wniosków
doszedł np. Instytut Badań nad Rynkiem
Pracy (IAB). Autor jego raportu, Herbert
Brücker, twierdzi, że sytuacja cudzoziemców, którzy od dawna mieszkają w
Niemczech, stale się pogarsza. Bo nowi
cudzoziemcy, którzy przybywają do
Niemiec, „korzystają od razu z licznych
przywilejów nabytych po latach przez
starych imigrantów, dlatego są dla nich
głównymi konkurentami na niemieckim
rynku pracy”. Brücker twierdzi, że głównych przyczyn 30-procentowego wzrostu
bezrobocia wśród żyjących w Niemczech
cudzoziemców (od końca lat 80.) należy
dopatrywać się właśnie w fali imigracji.
TOMASZ MYSŁEK
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
SZWAJCARIA-UE
Gilotyna zaświszcze
w Alpach?
Szwajcarzy znów podrażnili europejskich postępowców.
Na alpejskich halach rosną w siłę zwolennicy przywrócenia
kary śmierci. Zawiązał się nawet komitet domagający się
przeprowadzenia referendum w tej sprawie.
OLGIERD DOMINO
H
ans Vollenweider żył jak szubrawiec i skończył marnie.
18 października 1940 roku
ostrze gilotyny odcięło głowę
tego mordercy na dziedzińcu więzienia
w Sarnen. I był to ostatni wykonany wyrok orzeczonej kary śmierci w Szwajcarii. Od tej pory złoczyńcom pod Alpami
włos z głowy nie spadnie, chyba że wyłysieją podczas odsiadki długoletniego
więzienia.
W Szwajcarii kara śmierci za morderstwo została zniesiona w 1942 roku, a
więc dwa lata po straceniu Vollenweidera. Co prawda ten rodzaj kary nadal
był przewidziany w prawie wojskowym
za zdradę, ale ostatni raz pluton egzekucyjny wykonał swą robotę w 1944 roku.
Potem nawet zdrajcy ojczyzny, tchórze,
sprzedawczyki i szpiedzy mogli spać
spokojnie, bo w 1992 roku Zgromadze-
nie Federalne wykreśliło karę śmierci
z wojskowego kodeksu karnego.
Zbierają podpisy
Ale ta pobłażliwość może rychło się
skończyć. Rosną bowiem szeregi zwolenników przywrócenia kary śmierci.
I stali się oni na tyle silni, iż postanowili
w tej sprawie zorganizować referendum.
Domagają się przeprowadzenia takiej modyfikacji konstytucji kraju, by zezwalała
ona na „sprawiedliwe i logiczne” ukaranie seksualnych czy pedofilskich morderców, a więc na ich egzekucję. Rozpoczęto
nawet zbieranie podpisów zwolenników
takiego rozwiązania. Aby głosowanie ludowe mogło się odbyć, muszą zdobyć poparcie 100 tys. obywateli Szwajcarii.
Co ciekawe, jeszcze w lutym bieżącego
roku media hucznie nagłaśniały, że w Genewie obradował IV Światowy Kongres
XXIII
S WIAT
Ś
25 lat temu też zbierali
Przedostatnia próba przywrócenia
wrócenia
kary śmierci miała miejsce w Szwaju. Wtecarii równo ćwierć wieku temu.
olennicy
dy inicjatywą wykazali się zwolennicy
skracania o głowę handlarzy narkotyków. Nie udało się im jednak przekoniej rzenać do swych racji odpowiedniej
szy Szwajcarów i sprzedawcyy „białej
owadzić
śmierci” mogą spokojnie prowadzić
rą stronswój proceder. Dziś górę biorą
nicy pozbawiania niecnego żywota
wszystkich przestępców „dopuszczających
się zabójstw lub morderstw połączonych
ze szczególnie okrutnymi czynnościami
seksualnymi wobec dzieci, przemocą lub
gwałtem”. Motorem napędowym do założenia Komitetu za Karą Śmierci był bestialski mord dokonany przed rokiem na
pewnej młodej dziewczynie. Ta sprawa
zbulwersowała całą Szwajcarię i wydaje
się, że tym razem społeczeństwo w pełni
podziela determinację w sprawie eksterminacji zwyrodnialców. Dlatego też zebranie
100 tysięcy podpisów nie powinno być
sprawą zbyt skomplikowaną, zwłaszcza że
grupy prące do referendum miały na to pół
roku. Aby w referendum zapadła decyzja
o przywróceniu kary śmierci, musiałaby
się za tym rozwiązaniem opowiedzieć absolutna większość obywateli Szwajcarii i
zwolennicy musieliby wygrać w większości kantonów składających się na Konfederację Helwecką. Sprawa bardzo trudna
do przeprowadzenia, ale możliwa, o czym
dobitnie świadczy sukces referendum zakazującego wznoszenia minaretów, które
odbyło się przed rokiem.
Ale z tego, że skrzyknięcie takiej rzeszy
zwolenników kary śmierci byłoby iście
dziecięcą igraszką, dobrze zdaje sobie sprawę także wpływowe lobby nad wyraz miłosierne wobec kryminalistów. Także to w
kręgach rządowych. I dlatego już teraz ustami rzecznika rządu, André Simonazziego,
XXIV
asekuruje się, twierdząc, iż władze muszą
jeszcze ssprawdzić, czy kara śmierci nie
jest aby sprzeczna ze szwajcarską kons
stytucją
oraz ze zobowiązaniami
międzynarodowymi podjętymi
przez Konfederację.
praw obywatelskich także w demokracji
bezpośredniej muszą istnieć mechanizmy,
które z góry wykluczają podobne inicjatywy” – kipiał z oburzenia „Der Standard”
z sąsiedniej Austrii. A włoska „La Repubblica” pouczała Helwetów, że „referenda,
ta duma szwajcarskiej demokracji, coraz
Awantura w komitecie
Awant
częściej mogą być wykorzystywane przez
W poło
połowie sierpnia w szwajcarskim ekstremistów i populistów”.
federalny
federalnym
dzienniku urzędowym
ogłoszon że kancelaria rządu fede- Partia Ludowa jest za
ogłoszono,
ralnego formalnie zezwoliła na zbie- Po rejteradzie Komitetu w kręgach rząranie po
podpisów pod inicjatywą refe- dowych odetchnięto z ulgą. I wojowniczo
rendum. I kiedy triumf wydawał się zapewniano, że inicjatywa przywrócenia
całkiem bliski, w siedmioosobowym karania śmiercią przestępców nie miała
komiteci inicjatywnym dokonała się szans na powodzenie, bo sprzeciwiało się
komitecie
niespodz
niespodziewana
wolta. Jego rzecznik temu całe polityczne spektrum w SzwajMarcel G
Graf oświadczył, że członko- carii. Jedynie Szwajcarska Partia Ludowa
miała odwagę głośno deklarować,
że w tej sprawie powinni decydoHELWECI STĘSKNILI SIĘ
wać zwykli obywatele państwa.
ZA GILOTYNĄ, PLUTONAMI
Rząd jednak wie swoje. – Nie
EGZEKUCYJNYMI, A NAWET
wierzę, by wiele osób poparło tę
ZA ŚCINANIEM MIECZEM, BO
inicjatywę. W naszym kraju panuje
TĄ METODĄ W NIEKTÓRYCH
powszechna zgoda co do respektoKANTONACH ODSYŁANO
wania podstawowych praw człoW ZAŚWIATY ZŁOCZYŃCÓW
wieka oraz co do tego, że państwo
nie powinno odgrywać roli kata – z
JESZCZE W XIX WIEKU
pewnością w głosie deklarował André Simonazzi. I chyba miał rację,
wie Komitetu za Karą Śmierci mieli na bo we współczesnym, cywilizowanym
celu wyłącznie nagłośnienie kwestii lek- zachodnim świecie można w majestacie
ceważenia przez wymiar sprawiedliwości prawa zabijać jedynie nienarodzonych,
interesów ofiar przestępstw. – To był jedy- no, może także korzystać z eutanazji przy
ny legalny sposób, by świat w ogóle o nas rozwiązywaniu problemów ludzi starych
usłyszał. Chodziło nam o zwrócenie uwa- i przewlekle chorych, ale w żadnym wygi społeczeństwa na nieprawidłowości. padku nie można eliminować zdemoraliSzwajcarski system prawny stoi po stro- zowanych kryminalistów i wykolejeńców.
nie sprawców przestępstw, a nie ich ofiar. Tych zawsze ktoś weźmie w obronę.
Krewni ofiar nie mają żadnej możliwości, Tymczasem Marcel Graf ostrzega rząd,
by się bronić. Politycy muszą wreszcie że inicjatywa przywrócenia kary śmierci
postawić system prawny z powrotem na tak do końca jeszcze nie umarła. Na łamach
nogi – podkreślił Graf, ujawniając, iż idea wychodzącej w Aarau gazety „Sonntag”
referendum została porzucona.
wezwał minister sprawiedliwości Eveline
Inicjatorzy przywrócenia kary śmierci Widmer-Schlumpf, by dopilnowała, aby w
prowadzili swą akcję zaledwie przez je- przeciągu najbliższych 12 miesięcy zostaden dzień. I te 24 godziny wystarczyły, by li postawieni przed sądem i sprawiedliwie
na ich adres internetowy napłynęły dzie- osądzeni wszyscy podejrzani o dokonanie
siątki tysięcy popierających ideę e-maili, morderstwa lub zabójstwa.
by na specjalnych arkuszach zebrać też Na świecie istnieje 59 państw, w któkilka tysięcy podpisów Szwajcarów bez- rych kara śmierci zapisana jest w kodekwzględnych wobec morderców. Ale ta sach karnych. Jak głoszą oficjalne dane,
doba wystarczyła też, aby wyprowadzić w minionym roku dokonano egzekucji w
z równowagi rzekomych obrońców praw 25 krajach. Aż 95 procent z nich wykonaczłowieka i „postępowe” media na całym no w Chinach, Iranie, USA, Arabii SauStarym Kontynencie. „Żadne państwo nie dyjskiej i Pakistanie. Jedynym europejma prawa zabijać swoich obywateli!” – skim państwem, w którym nadal orzeka i
grzmiała fińska gazeta „Aamulehti”. „Dys- wykonuje się karę śmierci, jest Białoruś.
kusja na temat ponownego wprowadzenia W Rosji obowiązuje moratorium, czyli
kary śmierci, której domaga się w Szwaj- zawieszenie karania najwyższym wyrocarii ruch obywatelski, jest czymś niesły- kiem, a na Łotwie ukaranie śmiercią grozi
chanym i nieprawdopodobnym w Europie za zdradę i przestępstwa wojenne.
XXI wieku. W celu obrony podstawowych
OLGIERD DOMINO
FOT. WIKIPEDIA
przeciwko Karze Śmierci, a oficjele
rządowi często-gęsto snuli sięę na sali
głaszając
obrad oraz w kuluarach, wygłaszając
banialuki o barbarzyństwie,
jakim jest kara śmierci, o potrzebie jej całkowitej abolicji
oczone,
oraz wzywając Stany Zjednoczone,
obu eliby zrezygnowały z tego sposobu
łeczeńminacji przestępców ze społeczeńcze pół
stwa. Jednak nie minęło jeszcze
pejskiej
roku, a tu taki pasztet. W alpejskiej
Grenadzie wybuchła zaraza. Helweutonami
ci stęsknili się za gilotyną, plutonami
naniem
egzekucyjnymi, a nawet za ścinaniem
których
mieczem, bo tą metodą w niektórych
aty złokantonach odsyłano w zaświaty
u.
czyńców jeszcze w XIX wieku.
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
SWIAT
Ś
Z NOTATNIKA UNIJNEGO AGITATORA
„Nazizm” nad Sekwaną
Zapewne rząd Francji nie
przypuszczał, że chęć poprawienia sobie notowań i
naprężenie muskułów wobec mniejszości romskiej
przyniesie mu aż tyle problemów. Krytyka skierowana
przeciw Paryżowi za likwidację nielegalnych obozowisk
i wydalanie Cyganów do kraju ich pochodzenia poszła
tak daleko, że w Bukareszcie
przyrównano zwykle poprawnych politycznie Francuzów do... nazistów. Gromy
na rząd sypią się ze strony
Brukseli, Rumunii, Bułgarii,
organizacji obrony praw
człowieka, lewicy, a nawet
Kościoła.
BOGDAN DOBOSZ
Francuski korpus „Epervier”
(„Krogulec”) w Czadzie liczy
950 żołnierzy i trzy samoloty
Mirages 2000
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
S
ojuszników centroprawica ma
niewielu. Politycy Frontu Narodowego kpią z pozornej akcji,
która niczego nie zmienia. Cyganie godzą się na wyjazd w zamian za
„kieszonkowe”, a następnie i tak wracają,
a razem z nimi wracają kłopoty. Władza
grzmi, ale poza hałasem nic się nie dzieje,
a problemy bezpieczeństwa wysuwają się
na czoło francuskich kłopotów. Dla FN
jedynym wyjściem jest po prostu przywrócenie ochrony francuskich granic i
rezygnacja z Schengen.
Poparcia polityce rządu udzielił natomiast prawicowy polityk z Wandei – Filip de Villiers, który pełni funkcję przewodniczącego Ruchu na rzecz Francji
(MPF) i przewodniczącego Rady Generalnej swojego departamentu. W wydanym komunikacie stwierdził, że „prezydencka większość prowadzi odważną
politykę zdrowego rozsądku w walce
przeciw przestępczości, taką jak likwidowanie nielegalnych obozowisk Romów”.
Dające się słyszeć z lewa i prawa hałasy
to, jego zdaniem, nieodpowiedzialność
odciętych od rzeczywistości i życia codziennego Francuzów politycznych elit. Przewodniczący MPF użył tu dość
ostrych słów o „czerwonej
burżuazji wywodzącej się
z pokolenia 1968 roku” i
„poprawnych politycznie”
politykach, którzy „drwią
z codziennych problemów
zwykłych Francuzów, skazanych na życie w dzielnicach bezprawia, którymi
rządzą tak naprawdę kryminalne bandy”.
De Villiers nie tylko wsparł Sarkozy’ego, ale dodał, że UE, zamiast krytykować
Francję, powinna zająć się integracją
Romów w Rumunii.
Wsparcia prezydentowi udzieliła także
niespodziewanie adoptowana córka poprzedniego szefa państwa – Jakuba Chiraca. Anh-Dao Traxel sama jest pochodzenia
wietnamskiego, ale uważa, że imigrację
należałoby powstrzymać. Powołała się
na argumenty zdroworozsądkowe, stwierdzając w wywiadzie dla dziennika „France Soir”, że „Romowie nie mają we Francji przyszłości, bo nie znajdą tu ani pracy,
której i tak zresztą nie szukają, ani szans
na integrację”. Przybrana córka państwa
Chiraców przypomniała, że Cyganie nie
mówią po francusku, nie mają z czego
żyć, nie posyłają do szkół swoich dzieci,
i dodała, że choć Francja jest tradycyjną
„ziemią azylu”, to nie może przyjąć do
siebie całej światowej biedy.
Paryż podjął też ofensywę zagraniczną. Władze zapewniają Brukselę, że respektują unijne przepisy, analizują każdy
przypadek i odsyłają jedynie osoby, które
wyrażą na to zgodę.
Rząd atakuje także lewicowa opozycja. Szuka się tu nawet podtekstu politycznego, czyli chęci odebrania przez
Sarkozy’ego, dzięki deportacjom Cyganów, głosów Janowi Marii Le Penowi w
perspektywie wyborów prezydenckich
w 2012 roku. Deputowany Partii Socjalistycznej, Arnold Montebourg, oskarżył
rząd o... rasizm. Eurodeputowana Zielonych, Ewa Joly, dorzuciła „rasizm państwowy” i dodała, że „wstydzi się swojego kraju”. Eurodeputowany PS Wincenty
Peillon mówi o „rządowej grze obrzydliwymi namiętnościami”. Podobne głosy
słychać z Brukseli. Mevlüt Cavusoglu,
przewodniczący Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, oświadczył,
że decyzje podjęte przez Francję „tworzą
ryzyko podsycania uczuć rasistowskich i
ksenofobicznych w Europie”. Jego zdaniem, „pewne grupy i rządy korzystają
z kryzysu finansowego, aby żerować na
lęku wywołanym strachem przed asymilacją Romów”, czyniąc z nich „kozła
ofiarnego”. O francuskim rasizmie i ksenofobii zaczęto mówić nawet w ONZ.
Do tej nagonki przyłączył się i francuski
Kościół katolicki. Od lat mocno „poprawny politycznie” znalazł teraz okazję do
otwartego zaangażowania się w sprawach
społecznych.ArcybiskupAix-en-Provence
i Arles, Krzysztof Dufour, zaapelował o
respektowanie godności ludzkiej i potępił
działania rządu w dziedzinie bezpieczeństwa wewnętrznego. Hierarcha apelował
do policji o działania z poszanowaniem
ludzkiej godności Cyganów, z czym akurat trzeba się zgodzić, bo służby porządkowe biorą po prostu często rewanż za
zbyt długo wiązane prawem ręce.
Wydalanie Romów skrytykował także abp Augustyn Marchetto, sekretarz
Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa
XXV
S WIAT
Ś
Emigrantów i Podróżnych. Ciekawe, że
powołał się przy tym na sprzeczność z...
normami europejskimi.
Francuski minister spraw wewnętrznych
Brycjusz Hortefeux odrzucił krytykę ze
strony Kościoła katolickiego dotyczącą
polityki wobec Romów. Dodał jednak,
że jest gotowy do „dialogu na ten temat
z przewodniczącym Konferencji Episkopatu Francji, arcybiskupem Paryża,
ks. kard. Andrzejem Vingt-Trois, jak również ze wszystkimi innymi przedstawicielami Kościoła, którzy sobie tego zażyczą”.
W relacjach państwa i Kościoła widać
jednak pewne napięcie. Ilustruje to przykład z Lille, gdzie 71-letni proboszcz
parafii św. Marcina, zaangażowany emocjonalnie w pomoc Cyganom, ks. Artur
Hervet, zwrócił na ręce ministra spraw
wewnętrznych Order Zasługi, który otrzymał cztery lata temu.
Czad wyrzuci Francuzów?
Czad podważa sens pobytu wojsk francuskich na swoim terytorium. Okazją do
takiego wystąpienia stała się 50. rocznica obchodów niepodległości kraju. Prezydent Czadu Idris Déby Itno stwierdził,
że jego rząd zażąda rewizji układu dotyczącego pobytu wojsk francuskich w tym
państwie. Francuski korpus „Epervier”
(„Krogulec”) liczy 950 żołnierzy i trzy
samoloty Mirages 2000, ale zdaniem prezydenta nie spełnia przewidzianej roli, a
jego pomoc dla Czadu ogranicza się najwyżej do sporadycznej opieki lekarskiej
dla miejscowych i jedynie wsparcia technicznego w przypadku obcej agresji. Wydaje się jednak, że czadyjski przywódca
zadowoliłby się nie tyle rewizją traktatu,
co prostu większymi pieniędzmi z Paryża. Idris Déby Itno oświadczył bowiem,
że „jeżeli Francja chce pozostać w Czadzie, używać samolotów i szkolić tu żołnierzy, to wiąże się to z dodatkowymi...
kosztami”. Jeśli Francja odmówi to – jak
oświadczył dyplomatycznie prezydent –
nie będzie zatrzymywał „Krogulca” przed
odlotem do Europy.
Francuskie ministerstwo obrony obiecało
na razie podjąć rozmowy i analizować propozycje Czadu. Dla Paryża baza francuska
w tym kraju ma „wymiar regionalny”. Jej
misją jest współpraca z frankofońskim
Czadem, tworzenie parasola bezpieczeństwa nad regionem i wspomaganie mieszkających tam Francuzów. Rzecznik MON
Wawrzyniec Teisseire zapowiedział, że
Francja dokona restrukturyzacji baz w Libreville w Gabonie, w Dżibuti, Senegalu i
Czadzie. Może więc jednak Itno na dodatkowe pieniądze się załapie?
BOGDAN DOBOSZ
XXVI
BIAŁORUŚ
Wybory a kurs dolara
Choć wciąż nie został ogłoszony termin wyborów prezydenckich na Białorusi, kampania wyborcza już wystartowała. Bardzo intensywnie prowadzi ją urzędujący prezydent Aleksander
Łukaszenka. Z heroizmem objeżdża kolejne regiony kraju
i przekonuje mieszkańców, że ich dalszy dobrobyt zależy tylko
od niego. Opozycja jest skłócona, skacze sobie do gardeł i najprawdopodobniej znów nie wyłoni wspólnego kandydata.
MAREK A. KOPROWSKI
A
leksander Łukaszenka z rozmachem prowadzi kampanię
prezydencką, nie marnując
żadnej szansy, by po raz kolejny wygrać wybory. Wciąż objeżdża kraj.
W trakcie wizyt w rejonach wiejskich nie
tylko odwiedza wielkie państwowe kombinaty, ale i gospodarstwa farmerskie.
Będąc niedawno w jednym z nich koło
Homla oświadczył, że tego typu gospodarstwa trzeba rozwijać i umacniać. Zapowiedział też konieczność prywatyzacji
ziemi. Niektórzy eksperci uważają, że ze
strony Łukaszenki jest to typowa kiełbasa
wyborcza, nastawiona na tzw. czastników
w rolnictwie, wśród których nie miał dotąd zwolenników. Reprezentował on przecież zawsze lobby kołchozowe.
W kampanię włączyła się też prezydencka administracja. Podlegli Łukaszence
urzędnicy jeżdżą w teren, gdzie w imieniu
głowy państwa przyjmują interesantów,
oczywiście głównie tych, którzy mają
pretensje do miejscowej władzy, obiecując im załatwienie wszelkich problemów.
By przekonać ich, że nie rzucają słów na
wiatr, zwalniają wielu pracowników lokalnych urzędów, a bywa, że oddają w
ręce prokuratorów. Sprzyja to umacnianiu stereotypu , że prezydent jest dobry, a
urzędnicy w terenie wredni.
Premier pomaga
W kampanię włączył się też rząd. Premier Sergiusz Sidorski ogłosił, że od
1 listopada cała sfera budżetowa dostanie
znaczące podwyżki. Stawka podstawowa,
od której zależy wysokość wypłaty, ma
wzrosnąć dwukrotnie.
Łukaszenka kontynuuje też, choć w
mniejszym wymiarze, wojnę informacyjną z Rosją, a konkretnie z Włodzimierzem
Putinem. Jego propagandyści nie marnują
żadnej okazji, żeby dać prztyczka w nos
rosyjskiemu premierowi. Ostatnio sporo
uwagi poświęcili np. wizycie Putina na
Syberii, której rosyjscy pijarowcy nadali
dużą rangę. Według białoruskich „specjalistów”, przejazd Putina po nowo otwartej trasie Chabarowsk-Czyta o długości
2 tys. km to wielki blef. Prowadzone przez
niego nowe „cudowne dziecko” rosyjskiej
motoryzacji, Łada-Kalina, miała według
Białorusinów po przejechaniu 350 km odmówić posłuszeństwa i trzeba było ściągać
drugie auto. By to udowodnić, posłużyli się
amatorskim filmem, dostarczonym przez
przypadkowego widza.
Gdy nieznani sprawcy wrzucili na teren rosyjskiej ambasady w Mińsku dwie
butelki z cieczą zapalającą, od których
zapalił się stojący na jej terenie jeden z
samochodów, Łukaszenka od razu uznał,
że jest to rosyjska prowokacja. Taką też
wersję jako podstawową zaczęły rozpatrywać białoruskie organy ścigania. Zdaniem Łukaszenki, Kremlowi incydent pod
ambasadą był potrzebny, żeby pokazać:
„zobaczcie, jaki tam jest rząd”.
Opozycja jak zwykle skłócona
Opozycja białoruska, jak zwykle w takich momentach, nie jest gotowa do wyborów i nie stanowi zbyt wielkiego zagrożenia dla Łukaszenki. Wciąż nie może
ona wystawić jednego silnego kandydata,
który byłby w stanie zagrozić pozycji
Aleksandra.
Nacjonaliści związani z Białoruskim
Frontem Narodowym (BNF) chcą, by platformą wyborczą opozycji stał się manifest
tego ugrupowania z 23 sierpnia br. Taką
propozycję wysunął w jego imieniu Grzegorz Kostusiew, będący kandydatem BNF
na prezydenta. Dokument ten stwierdza,
że zagrożenie politycznej i ekonomicznej
niezależności Białorusi i wolności jej obywateli pochodzi „nie tylko od obecnego
reżimu, ale i od wysokich politycznych
kręgów Rosji i związanych z nimi oligarNR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
SWIAT
Ś
chów”. Według tego dokumentu, opozycja
powinna w trakcie wyborów walczyć nie
tylko z Łukaszenką, ale także z prorosyjskim kandydatem, którego Moskwa zapewne wystawi. Manifest BNF zapowiada
także, że w przypadku zwycięstwa jego
kandydata szybko zerwie on wszystkie
sojusznicze związki z Rosją, a także doprowadzi do wyjścia Białorusi z unii celnej z Rosją i Kazachstanem oraz ODKB
(Organizacji Układu o Bezpieczeństwie
Zbiorowym). Reklamując manifest swojej
partii, Kostusiew stwierdził, że jest gotowy
w publicznych debatach wykazać, iż kandydatem opozycji na prezydenta może być
tylko taka osoba, która będzie reprezentowała interesy narodowe, a nie rosyjskie.
Lider BNF Aleksy Janukiewicz oświadczył, że manifest zgadzają się też podpisać: lider ruchu Za Wolność Aleksander
Milinkiewicz, kandydat niezarejestrowanej partii Białoruska Chrześcijańska Demokracja Witalij Rimaszewskij i niezależny kandydat Aleś Michalewicz.
Kurs dolara
Inni kandydaci nie zgodzili się jednak
podpisać manifestu i uczestniczyć w wyłanianiu wspólnego kandydata opozycji,
który stanie w szranki wyborcze z Aleksandrem Łukaszenką.
Bardzo poważny kandydat opozycji Mikołaj Statkiewicz, lider Koalicji Europejskiej, oświadczył, że „w tych wyborach są
dwa bloki. Jeden składa się z tych, którzy
chcą walczyć o zwycięstwo, a do drugiego
należą ci, którzy uchylają się od walki i chcą
grać rolę dobrej opozycji i zwalczać złą”.
Ta dobra, zdaniem Statkiewicza, jest bardzo
wygodna dla Łukaszenki. Jej główne uderzenie pójdzie bowiem nie na niego, ale na
wydumanego kandydata prorosyjskiego.
Wątpliwe jest też, by z entuzjazmem do
manifestu odniósł się inny znany białoruski ekonomista, wiceprzewodniczący Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Jarosław
Romanczuk. Gdy manifest BNF został
ogłoszony, był akurat w Moskwie na konferencji „Białoruś-Rosja-Przeciążenie”.
Zdaniem Romanczuka, pochodzącego z
zamieszkałych w większości przez Polaków Sopoćkiń, kandydat BNF i dokumenty tej partii nie mogą liczyć na Białorusi na
poparcie, a jakiekolwiek, choć niewielkie
szanse na nawiązanie walki z Łukaszenką
ma tylko trzech kandydatów: Włodzimierz
Nieklajew, Aleksander Milinkiewicz i on.
Generalnie Romanczuk uważa, że w wyborach, które odbędą się najprawdopodobniej
12 grudnia, największe szanse na zwycięstwo ma Aleksander Łukaszenka – jeżeli tylko uda mu się utrzymać kurs dolara
i poziom cen.
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
STANY ZJEDNOCZONE
Rzeczywistość
orwellowska
Administracja Baracka Obamy pobiła kolejny niechlubny
rekord. Jedynie 27% osób uprawnionych do głosowania
zdecydowanie popiera politykę obecnego prezydenta
i jego rządu. 44% badanych jest skrajnie źle nastawione
do gospodarza Białego Domu. Tak złych notowań nie miał
jeszcze żaden amerykański prezydent w drugim roku
swoich rządów.
PAWEŁ ŁEPKOWSKI
O
d połowy
lat siedemdziesiątych
funkcjonował wśród amerykańskiej opinii publicznej
prosty, choć często
bardzo niesprawiedliwy pogląd dzielący
amerykańską
scenę
polityczną na demokratycznych „gołębi”
– obrońców praw imigrantów – oraz repuCzy uznanie ponad pół miliarda ludzi
blikańskich „jastrzęza zagrożenie terrorystyczne nie jest przesadą?
bi” – zdecydowanych Na pewno zaś przesadą jest wprowadzenie
wrogów
wszelkiej na amerykańskich lotniskach specjalnych
otwartości na nowych skanerów ciała.
przybyszów. W rzeczywistości było na
odwrót. To administracja Ronalda Reaga- powinna się niczego obawiać ze strony
na uchwaliła amnestię imigracyjną w 1986 dzisiejszych imigrantów” – mówił prezyroku i swoją liberalną polityką gospodarczą dent w listopadzie 2009 roku.
zapewniła przybyszom miliony nowych
miejsc pracy. Dzisiaj amerykańska lewica Pinokio Obama
okazuje się pod tym względem szczególnie W maju br. Michelle Obama odwiedziła
zakłamaną formacją polityczną. Uchwale- wraz z meksykańską pierwszą damą szkonie amnestii dla nielegalnych imigrantów łę podstawową w mieście Silver Spring
było jednym z fundamentalnych punktów w stanie Maryland. W czasie spotkania z
programu wyborczego Ala Gore’a i Johna uczniami do dyskusji zgłosiła się siedmioKerry’ego. Także Obama, syn stypendy- letnia dziewczynka, która zapytała Pierwszą
sty z Kenii i potomek imigrantów z Wysp Damę o to, czy jej mąż zamierza wyrzucić z
Brytyjskich, obiecywał w czasie kampanii Ameryki wszystkich, którzy przebywają w
wyborczej, że rozwiąże problem milionów USA nielegalnie, w tym także rodziców jej
uczciwych ludzi, którzy wpadli w pułapkę rodziców. „To jest coś, nad czym musimy
imigracyjną w USA. „Mimo tego całego jeszcze pracować. Chcemy, by ludzie, któhałasu i złości, która otacza problem imi- rzy są tutaj, mieli odpowiednie dokumenty”
gracji, należy podkreślić, że Ameryka nie – odpowiedziała zaskoczona Michelle Oba-
XXVII
S WIAT
Ś
ma. Było to oczywiste kłamstwo, ponieważ
od początku kadencji Obamy amerykańskie
służby imigracyjne deportowały rekordową
liczbę nielegalnych imigrantów. Środowiska
imigranckie, które wierzyły w obiecywaną
przez Obamę reformę systemu imigracyjnego, zostały oszukane i poniżone. Do końca
obecnego roku budżetowego, kończącego
się 30 września, Amerykanie zamierzają deportować 400 tys. ludzi. Jak mawiał Orwell,
„polityka została wymyślona po to, aby
kłamstwo brzmiało jak prawda”, a małżeństwo Obamów wykazuje w tej dziedzinie
zdolności nadzwyczajne. Znamiennym faktem jest, że wśród osób wyłapanych i bezwzględnie usuniętych z Ameryki nie znalazła się ciotka pana prezydenta, obywatelka
kenijska Zeituni Onyango, która od lat miała
wydany nakaz opuszczenia USA ze względu na złamanie przepisów imigracyjnych.
W lutym 2010 roku sędzia imigracyjny
uznał jednak, że istnieją podstawy do przyznania pani Onyango prawa stałego pobytu, co wzbudziło od razu słuszne i gniewne
oskarżenia organizacji antyimigranckich, że
rodzina Obamy jest traktowana w specjalny
sposób. Także organizacje proimigracyjne Coraz więcej Amerykanów jest przekonanych, że prezydent Barack
uznały, że żadnych podstaw do wydania ta- Obama nie jest obywatelem amerykańskim w myśl 14. poprawki
kiego wyroku przez sędziego imigracyjnego do Konstytucji USA
nie ma. Ale tak się właśnie dzieje w państwie
o ustroju orwellowskim, gdzie „wszystkie przy pierwszym rozliczeniu z podatku do- miliarda ludzi za zagrożenie terrorystyczne
zwierzęta są równe, ale niektóre zwierzęta chodowego. Zdumiewające jest, że w cza- nie jest przesadą? Na pewno zaś przesasie największego kryzysu gospodarczego dą jest wprowadzenie na amerykańskich
są równiejsze od innych”.
od 1929 roku ogromne kwoty budżetowe lotniskach specjalnych skanerów ciała.
Deportować, ile się da!
są przeznaczane na deportacje imigrantów, Urządzenia te budzą wiele kontrowersji i
Każdy rząd amerykański pragnie udo- których praca jest bezpośrednio związana uzasadnionych obaw obrońców praw obywodnić, że jest w stanie rozwiązać „pro- ze wzrostem gospodarczym USA. Każ- watelskich. Skanery pokazują znacznie więblem” nielegalnej imigracji, chociaż istnie- dego dnia z 40 największych lotnisk USA cej niż tradycyjne bramki wykrywające meją setki prac naukowych dowodzących, że startują samoloty wypełnione nielegalny- tal i potrafią „rozebrać” pasażera do naga.
za wysoki wzrost amerykańskiego PKB w mi imigrantami. W 2009 roku drogą lotni- Na ekranie komputera połączonego z takim
dużym stopniu odpowiada tania w kosz- czą opuściło USA 220 tys., a drogą lądową urządzeniem widać dokładnie całą sylwetkę
tach nielegalna imigracja. Niemal wszyscy 130 tys. nielegalnych imigrantów. Oznacza podróżnego. Można więc zobaczyć ukrygospodarze Białego Domu wiedzieli do- to, że amerykańscy podatnicy zapłacili ponad te pod ubraniem materiały wybuchowe,
skonale, że deportacje oznaczają ogromne ćwierć miliarda dolarów za usunięcie ludzi, które nie zawierają metalu, ale także zarys
wszystkich części ciała. Od września takie
wydatki i zarzynanie kury, która znosi złote którzy pracują na amerykańską prosperity.
skanery pojawią się na trzech największych
jajka. Pierwszym, który nie przyjął do wialotniskach wokół metropolii nowojorskiej:
domości tego oczywistego faktu, był poto- Striptiz na lotnisku
mek imigrantów z Irlandii – John Fitzge- Analizując politykę Obamy, nie sposób La Guardii, JFK i w Newarku.
rald Kennedy, który wraz z bratem wpadł nie zgodzić się z Orwellem, który twier- Wielu pasażerów odmawia poddania się
na najgłupszy w historii USA pomysł usta- dził, że „lewicowość jest czymś w rodzaju prześwietleniu za pomocą skanera, uważanowienia systemu kwotowego w polityce fantazji masturbacyjnej, dla której świat jąc – całkowicie słusznie – że jest to naruimigracyjnej. Efektem tego pomysłu było faktów nie ma większego znaczenia”. szenie ich intymności i praw obywatelskich.
gwałtowne ograniczenie napływu imigran- Wszyscy pamiętają, jak Obama w ostrych Ponadto w prześwietlających skanerach
tów z Europy na korzyść półanalfabetów z słowach krytykował politykę bezpieczeń- stosuje się promieniowanie rentgenowskie,
stwa wewnętrznego George’a W. Busha które może być szkodliwe dla zdrowia. Co
krajów Trzeciego Świata.
Dzisiaj podobnie głupie decyzje dotyczą- w 2008 roku. Dwa lata później, 3 stycznia prawda jednorazowa wiązka promieni jest
ce polityki imigracyjnej podejmuje admi- 2010 roku, Obama podpisał rozszerzenie bardzo niewielka i nie powoduje żadnych
nistracja Obamy. Koszt deportacji jednego listy osób stwarzających zagrożenie dla skutków ubocznych, ale dla osób często koimigranta jest dużo wyższy niż wydania lotów na obszarze powietrznym USA na rzystających z połączeń lotniczych istnieje
pozwolenia na pobyt stały. Zresztą kosztem 675 milionów muzułmanów oraz wszyst- potencjalne zagrożenie przekroczenia dawwydania pozwolenia na pracę jest zawsze kich chrześcijan nigeryjskich i kubańskich. ki bezpiecznej dla zdrowia. Osoby, które odobciążony imigrant. Jego wejście na amery- Każdy kraj ma prawo do obrony własne- mówią prześwietlenia w skanerze, zostaną
kański rynek pracy przynosi zyski państwu go terytorium. Ale czy uznanie ponad pół skierowane na dokładną kontrolę osobistą
XXVIII
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
SWIAT
Ś
przeprowadzaną przez pracownika lotniska.
I znowu kłania się Orwell, który mawiał:
„Jeżeli ktoś chce rządzić, rządzić nieprzerwanie, musi umieć burzyć w poddanych
poczucie rzeczywistości”.
Kim pan jest, panie Obama?
Pocieszający jest fakt, że część społeczeństwa amerykańskiego przestała wierzyć
Obamie w jakiejkolwiek kwestii. 18 sierpnia
„The Rasmussen Reports” przedstawił badania opinii publicznej na temat działalności
prezydenta. Wynika z nich, że jedynie 27%
osób uprawnionych do głosowania zdecydowanie popiera politykę Baracka Obamy i
jego rządu, a 44% badanych jest skrajnie źle
nastawione do gospodarza Białego Domu.
Wskazuje to na stały spadek popularności
obecnej administracji demokratycznej.
Ośrodki badania opinii publicznej w
USA stosują tzw. Presidential Aproval Index (wskaźnik poparcia dla prezydentury),
wprowadzony przez George’a Gallupa w
latach trzydziestych XX wieku. W momencie kiedy Obama obejmował urząd, wskaźnik PAI wynosił +30. Dzisiaj osiągnął on
wartość -17.
Wraz ze wzrostem niechęci do Obamy powracają wśród Amerykanów pytania co do
tożsamości prezydenta. Najnowszy sondaż
ośrodka Pew Research Center wskazuje,
że coraz więcej Amerykanów jest przekonanych, że prezydent Barack Obama nie
jest obywatelem amerykańskim w myśl
14. poprawki do Konstytucji USA. Z sondażu opublikowanego w tym miesiącu przez
CNN wynika, że 27 proc. Amerykanów
uważa, iż Obama urodził się poza granicami
USA, a tym samym nie ma prawa do prezydentury. To gwałtowny wzrost w stosunku
do kwietniowego badania przeprowadzonego na zlecenie „New York Timesa” i CBS,
kiedy odsetek ten sięgał 20 procent. 18%
osób biorących udział w badaniu Pew Research Center uznało także, że prezydent jest
muzułmaninem. To wzrost o niemal 6 punktów, bowiem w listopadzie 2008 roku tak
sądziło 12%, a zaraz po inauguracji jedynie
11% ankietowanych. Te różnice pokazują,
że Amerykanie przestają wierzyć Obamie.
W odpowiedzi na sondaż w tej sprawie
Biały Dom wydał oświadczenie, że „prezydent Obama modli się codziennie, czasami
osobiście uczestnicząc w nabożeństwach, a
czasami przez telefon, łącząc się z niewielką
grupą chrześcijańskich pastorów”.
Czy można niżej upaść, zniżając się
do takiego poziomu debaty publicznej?
Nawet w sprawie krzyża przed Pałacem
Prezydenckim w Warszawie nie zniżono
się do takiego poziomu tłumaczenia się z
wyznawanego światopoglądu.
PAWEŁ ŁEPKOWSKI
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
ROSJA
Indiana Putin
Włodzimierz Putin bardzo ofiarnie wypełnia obowiązki
premiera Rosji. A to zasiądzie za sterami nowoczesnego
myśliwca, a to w batyskafie pogrąży się w odmętach Bajkału, a to znowu oko w oko z dzikim zwierzęciem stanie.
Słowem: używa życia niczym Indiana Jones, oczywiście
wyłącznie dla większej chwały swojej impierii.
WOJCIECH GRZELAK
G
dybyż to polski pierwszy minister starał się choć w połowie
tak, jak jego rosyjski kolega!
Ale widocznie Donalda Tuska
zaspokaja całkowicie adrenalina wydzielana podczas uganiania się po boisku lub
pozowania do fotografii na sandomierskich wałach przeciwpowodziowych...
Rosyjski premier w ostatnich dniach lata
(zgodnie z wschodnią modą pory roku
rozpoczynają się już pierwszego dnia
miesiąca, w którym przypada ich astronomiczna inicjacja) opuścił stolicę i wybrał się na dalekowschodnie kresy. Przed
wyjazdem wykazał naturalnie troskę o
sprawy państwowe: zadbał, aby dogasły
pożary w europejskiej części kraju, a opozycjonistów przykazał bić pałką po łbie.
To ostatnie poruczenie, jakby żywcem
wzięte z osiemnastowiecznych zaleceń
dla urzędników carskich, dziwić nikogo
nie powinno, nie tylko bowiem pod tym
względem Moskwa nawiązuje do tamtych
czasów. No bo skoro Sergiusz Ławrow,
minister spraw zagranicznych Rosji, najwyraźniej zdradza na kierunku polskim
ambicje Mikołaja Repnina, najwidoczniej
nawiązanie do mocarstwowego dziedzictwa Piotra i Katarzyny Wielkich idzie na
Wschodzie pełną parą.
Jędrnego sformułowania lapidarnie ujmującego podstawy polityki wewnętrznej
państwa demokracji suwerennej pozazdrościł swojemu wybitnemu rywalowi prezydent Miedwiediew. On z kolei wybrał
się do Orenburga, aby otworzyć pierwszą
w Rosji „prezydencką” szkołę kadetów.
Poza tym odwiedził tam wiejski sklepik i
wstrząśnięty do głębi cenami produktów
obiecał także bić, ale nie wszystkich opozycjonistów, lecz tylko spekulantów (to
znaczy opozycjonistów gospodarczych),
a w dodatku humanitarniej, bo po rękach,
a nie głowach. – Trzeba ukracać te praktyki spekulacyjne. Jesteście przecież służbą
antymonopolową! – apelował Miedwie-
diew podczas przemówienia w podorenburskim quasi-kołchozie, nie wiadomo
ściśle do kogo, lecz zgadywać wolno, że
do „szerokich mas”, próbując je w ten
sposób zmobilizować, aby stanęły na straży monopolu państwowego.
Do czego nada się łada?
Na Dalekim Wschodzie Putin za jednym zamachem przetestował nowy model
łady i jednocześnie osobiście wypróbował drogę federalną Czyta-Chabarowsk.
W „Wiadomościach” TVP z rozpędu podano, że rosyjski premier przejechał się
autostradą, ale widocznie była to taka
symptomatyczna omyłka, spowodowana
albo znamiennym polskim kompleksem
autostradowym, albo też szczerym przekonaniem, że musiała być to autostrada,
no bo jakże inaczej, skoro sam ważny
premier wielkiej braterskiej (czy też siostrzanej) Rosji zechciał ją wypróbować.
Szef rosyjskiego rządu przemierzał na
pozór samotnie nowo oddaną do użytku
szosę Ładą Kaliną kanarkowego koloru, przystawał na stacjach benzynowych
i swobodnie gawędził w przydrożnych
barach z kierowcami tirów (po rosyjsku
zwanymi dalniebojszczikami). Faktycznie prezydent odbywał swoją podróż w
całkiem sporym orszaku, przewożącym
m.in. dwie inne Łady Kaliny o barwie
zjadliwej żółci. Niewykluczone także, że
równolegle do drogi federalnej Chabarowsk-Czyta przebiegały jakieś jej alternatywne odcinki, też tak na wszelki wypadek. Cały ten potiomkinowski spektakl
pokazała z niemałą satysfakcją białoruska
telewizja, daleka od czołobitności wobec
potężnego sąsiada. Ze swojego pojazdu w
oficjalnym wystąpieniu Putin był bardzo
zadowolony: – To świetny samochód; nie
podziewałem się tego – cieszył się. Łada
Kalina, pięciodrzwiowy hatchback, produkowana jest od pięciu lat w zakładach
samochodowych Awtowaz w Togliatti nad
XXIX
S WIAT
Ś
Rok 1995. A może 1895?
Ale już wobec trasy federalnej Putin nie
był tak wyrozumiały. Minister transportu
Igor Lewitin drżącym z emocji głosem
zapytał premiera, co sądzi o nowej szosie.
Przodkowie ministra, osądzając po
jego nazwisku, zapewne należeli
do dość mobilnej nacji; zrozumiałe, że z takim genotypem łatwiej
kierować akurat resortem transportu. Najwyraźniej jednak Lewitin będzie musiał sobie poszukać
nowego zajęcia (gorzkie przeżycia
antenatów zapewne dopomogą mu
spokojniej znieść to doświadczenie
losu), bowiem odpowiedź władcy
Rosji nie pozostawiała żadnych
złudzeń.
– Już na początku trasy widać, że jest
to 1995 rok. To taka lepsza droga przez
wieś – powiedział Putin, daleki od zachwytu. Premier Rosji przezornie wymienił datę sprzed lat piętnastu, bowiem
swoją pracę w administracji Borysa Jelcyna rozpoczął dopiero w roku 1996. Jasno dał więc do zrozumienia, że co złego
to nie on. Rosjanie muszą nadal wierzyć,
że za poprzednika Putina ich ojczyzna
znajdowała się na dnie i dopiero pod kierownictwem Włodzimierza Odrodziciela
zaczęła rozkwitać.
Nie upłynęło wiele godzin od chwili,
gdy Putin wygłosił miażdżącą recenzję
dalekowschodniej drogi federalnej, a już
minister finansów Aleksy Kudrin pospieszył na konferencji prasowej z zapewnieniem, że dzięki powołaniu rosyjskiego funduszu budowy dróg do 2020 roku
ważniejsze szosy od Smoleńska po brzeg
Pacyfiku osiągną poziom europejski. – To
wszystko nie za górami, w ciągu najbliższych 10 lat rozwiążemy ten problem w
naszym kraju – sugestywnie przekonywał
Kudrin na spotkaniu z dziennikarzami w
Jakucku i przy okazji mimochodem dodał, że od przyszłego roku podnosi akcyzę na benzynę, aby uzbierać na remonty
i budowę dróg. – W ciągu przykładowo
pięciu-siedmiu lat doprowadzimy stan federalnych obiektów drogowych do 70%
od normatywu – fachowo wyraził się mi-
XXX
nister finansów. Jeśli przełożyć tę wypowiedź na język ludzki, chodziło mu mniej
więcej o to, że wszystkie główne szosy
rosyjskie nareszcie będą równe i da się
jeździć nimi bez poważniejszych awarii
spowodowanych płytszymi lub głębszymi
przerwami w ciągłości pokrycia. Na koniec wystąpienia w Jakucku podniecony
własnymi słowami Kudrin najwyraźniej
się zagalopował i obiecał Rosjanom drogi
o standardzie wiodących krajów Europy.
Minister finansów Rosji nie dał się dotąd poznać jako urzędnik państwowy wykazujący szczególne poczucie humoru,
liczaczkolwiek po jego niedawnym publiczwięknym zachęcaniu poddanych do zwiękzego
szenia spożycia alkoholu i częstszego
RYS. S. JOŁKIN
Wołgą. Rzecz jasna, dla premiera fabryka przygotowała specjalne auto w wersji
sportowej. Putin już nie po raz pierwszy
publicznie wspiera produkcję Awtowazu;
zakłady te są bliskie upadku, bo ojczyste
auta nie cieszą się uznaniem Rosjan. Aby
rozbudzić w swoich poddanych postawy
motoryzacyjno-patriotyczne, premier po
przejechaniu się ładą natychmiast wypowiedział się za utrzymaniem wysokich ceł
na samochody sprowadzane z zagranicy.
zakupu wyrobów tytoniowych można by
tak mniemać. Kudrin motywował swój
pomysł dobrem Rosji (niekoniecznie widocznie tożsamym z dobrem Rosjan), ale
w końcu czego się nie robi, aby wytrzasnąć trochę kasy. Prawdopodobnie Mikołaj Gogol jest autorem aforyzmu o dwóch
rosyjskich biedach: drogach i durniach,
choć powiedzenie to jest przypisywane
także kilku innym wybitnym Rosjanom.
Rozmaicie też parafrazowano je: podobno
największa bieda to durnie na drogach...
Świadectwa Zygmunta Herbersteina (XVI
wiek), Antoniego Possevino (XVII wiek),
Astolfa de Custine’a i Jerzego Kennana
starszego (XIX wiek) oraz podróżników
dwudziestowiecznych dowodzą niezbicie,
że stan gościńców rosyjskich zawsze był
co najmniej fatalny. Co więcej, wydawało
się, że swoistą ambicją Rosjan jest utrzymywanie dróg w takiej właśnie kondycji.
Jeszcze do niedawna Władywostok nie
był połączony zresztą kraju szosą, która
dałoby się przejechać zwykłym samochodem osobowym. Trasa z zachodu kończyła się właśnie w Czycie – dalej były
bezdroża, zimą zaś jezdnie wytyczane
na zamarzniętych rzekach. Nawet do Irkucka drogą federalną „Bajkał” jedzie się
częściowo po gruntowym trakcie; bujna
trawa szoruje o podwozie. Gdzie indziej
trzeba uciekać na pobocze, aby żwir spod
jadących z naprzeciwka pojazdów nie
rozbił szyby. Asfalt na rosyjskich drogach
jest jeszcze bardziej plastyczny niż nasz, a
podczas jego kładzenia i naprawy stosuje
się dość archaiczne techniki – wystarczy
powiedzieć, że zwykłą usługą w syberyjskich myjniach jest czyszczenie karoserii
ze smoły. Najczęściej jedyną zaletą szos
rosyjskich, zwłaszcza na przestronnej
Syberii, jest to, że mają długie odcinki
proste. Także nowa droga Czyta-Chabarowsk, którą rozreklamował sam premier,
to szlak asfaltowo-żwirowy o siedmiometrowej w założeniu szerokości. Podobno
ma nim przejeżdżać 3000 aut w ciągu
doby ze średnią prędkością 100 km na godz
dzinę,
jednak kto zna dobrze wschodnie
sz
szosy,
doniesienie to przyjmie zapewne z
pr
przymrużeniem
oka.
J
Jest
dobrze, ale gorzej
Kremlowskie media wysilają się, aby
K
po
pokazywać
swoich protektorów w jak
na
najlepszym
świetle, ale efekt takich zabi
biegów
jest coraz bardziej mizerny. I tym
ra
razem
szara rzeczywistość prześwituje
spoza kolorowej propagandy sukcesu.
Władze rosyjskie mają coraz bardziej pod
górkę. Kryzys nie odpuszcza i dlatego
prezydent straszy swój lud spekulantami.
Metody, po jakie zamierzają sięgnąć władze w celu zwalczania spekulacji, toczka
w toczkę przypominają praktyki stosowane u nas w latach osiemdziesiątych
ubiegłego stulecia. A ceny w Rosji i tak
idą w górę, w odróżnieniu od popularności władz. Ponadto zaledwie Putin wrócił
z azjatyckiego rajdu, stepy nadwołżańskie znowu stanęły w ogniu. Aby zagospodarować pogorzeliska, Miedwiediew
przewiduje poważne zakupy za granicą
specjalistycznego sprzętu. Miedwiediew
szykuje się do konfrontacji z Putinem, a
opozycja i tak podnosi głowę, choć przecież sam Putin straszy, że będzie tłukł ją
– jak mówią Rosjanie, zapożyczając z języka tatarskiego – po baszkie.
Wewnętrzne problemy Rosji mogą
wydać się pomyślną wróżbą choćby dla
tych, którzy dostrzegają postępującą wasalizację Warszawy przez Moskwę. Jednak z nieobliczalną Rosją nigdy nic nie
wiadomo – w położeniu kryzysowym
równie dobrze Kreml może podjąć aktywniejsze działania na arenie międzynarodowej, chcąc w ten sposób powetować
sobie porażki i mimo wszystko pokazać
swoim poddanym, że ich ojczyzna znaczy nie byle co. Możliwe, że ten plan
Moskwa już realizuje, a jego częścią jest
próba odzyskania wpływów przynajmniej na części obszaru, jaki kiedyś podporządkowała sobie dzięki porozumieniu
zawartemu w Jałcie.
WOJCIECH GRZELAK
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
SWIAT
Ś
FAKSEM Z TEL AWIWU
Przewodnik po sektach Kurnika
Zarówno zdezorientowany
żydostan żydowskiej siedziby narodowej, zorganizowanej na Bliskim Wschodzie dla
potomków Izaaka, Jakuba i
Abrahama, jako też żwawy
arabostan osiadły w Ramalli,
we wschodniej Jerozolimie i
na terenach zajętych – trzymają swoich przywódców
rządowych, Żyda Netanjahu i
Araba Abu Mazena, za wartych osadzenia u Czubków
bądź za oszołomów, którzy
dali się zahipnotyzować
Obamie podczas seansu w
Białym Domu, gdzie Hilarzyca startowała za medium.
KATAW ZAR
Waszyngton Anno Domini 2010.
Obama hipnotyzuje Netanjahu
na zorientowanego pokojowo
postępowca.
Hilarzyca poprawiła sobie urodę
na podejmowanie Netanjahu
i Abu Mazena tudzież na
okoliczność pełnienia funkcji
medium
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
A
nno Domini 2010 oba notable,
Żyd i Arab, postradali zaufanie
wyborców. Abu Mazen podpadł
Arabusom za wyrażenie zgody
na negocjacje z Kurnikiem mimo wznowienia rozbudowy żydowskich osiedli, a
Netanjahu pikuje w sondażach i daje ciała
w hebrajskich tabloidach za deklarację, że
po wytyczeniu granic przyszłej Palestyny (zgodnie z amerykańską teorią dwóch
państw dla dwóch narodów) żydowskie
osiedla będą prosperowały wśród Palestyńczyków jako żydowskie enklawy.
Upadek po lewantyńsku
Oba odłamy patriotycznego, syjonistycznego żydostanu, usadowione z lewa
i prawa kurnikowej sceny politycznej
odrzucają zgodnie propozycję Netanjahu
zakładająca przekształcenie dumnych, żydowskich osiedli w getta, pozostawione
same sobie we wrogim galucie. Buntują
się także arabskie dziecioroby z Ramalli
i Nablusu, stawiające na demografię i dążące do proklamowania
Palestyny, by się oswobodzić z
żydowskiej obecności na własnej
ziemi. Co zatem będzie tematem
spotkań Żyda Netanjahu z Arabem Abu Mazenem? Będą debatować o utracie poparcia swoich
społeczności i perspektywie wykopania z posady?
Loże masońskie Kurnika
Syjonistyczny Kurnik narodowy tropikalnych Żydów praktykuje
w charakterze sekty-matki, stanowiąc
rodzaj konglomeratu mojżeszowych lóż
masońskich – bądź to skłóconych
między sobą, bądź to współpracujących w imię interesu. Z handlowego punktu widzenia wyliczankę kurnikowego sekciarstwa
należy zacząć od wszechmocnej
loży finansowej, grupującej dojeżdżających z zagranicy żydowskich miliarderów-oligarchów
tudzież reprezentację nadzianych
tropikalnych Żydów-dorobkiewiczów, zwanych po tutejszemu tajkunami (z angielskiego
tycoons), będącymi w istocie właścicielami Kurnika. Miejscowe, zasobne tałatajstwo usiłuje oskubać zagranicznych
Żydów z ich uciułanych zasobów i wypę-
dzić z wilczym biletem. Tropikalnym powiodło się zrealizowanie ww. scenariusza
w wypadku Żydorusa Gajdamaka, który
utopił w Kurniku 2,5 miliarda dolarów i
uciekł do Moskwy, postraszony procesem o przepierkę nielegalnego kapitału
i zapowiedzią, że niewdzięczny Kurnik
wyda go Francuzom, ścigającym eksoligarchę za nielegalne obroty bronią.
Miejscowi zdołali także obskakać i ubezwłasnowolnić egzotycznie nawiedzoną
spadkobierczynię miliardów rodzinnych,
Sheri Arrison, panią na Banku Hapoalim,
ale podobny numer nie wyszedł im z
amerykańskim Żydem-multimiliarderem
Sheldonem Adelsonem, który w odpowiedzi na knowania tropikalnych tajkunów potraktował ich jak drób pospolity,
założył własne, niezależne imperium
prasowe, wydające bezpłatną gazetę
„Kurnik Dzisiaj”, drukowaną w setkach
tysięcy egzemplarzy. Gazeta Sheldona
rzuciła na kolana tabloid „Maariw” i jego
posiadaczy, kurnikowych tajkunów Nimrodich, wyprzedających się z zasobów,
by nie pójść z torbami. W przededniu lat
90. ubiegłego stulecia żydowski milioner z Wielkiej Brytanii, Robert Maxwell,
nabył od Nimrodich część „Maariwu”,
znajdującego się u szczytu powodzenia,
posłał do Tel Awiwu maszyny drukarskie
najnowszej generacji i czik-czak (od ręki)
zginął w tajemniczych okolicznościach,
spadając do morza z pokładu własnego
jachtu. Fakt, że Jakow Nimrodi, czołowa postać rzutkiego klanu kierującego
„Maariwem”, związany był z wszechmocnym ongiś Mosadem, dostarcza podejrzliwemu pismakowi „NCz!” materiał
do przemyślenia.
2,5 kilograma papieru
Organ Sheldona zagraża także potężnej dotychczas „Yediot Achronot”, szermującej pompatycznym hasłem „Gazeta
Ojczyzny”. Żeby stawić opór hinamonowi (bezpłatnemu) „Kurnikowi Dzisiaj”,
zdesperowane „Yediot Achronot” drukuje
gigantyczne wydanie na sobotę, ważące
2,5 kilograma. Daleko tak nie pociągną –
cieszy się zespół redakcyjny Sheldona.
Codziennie o godzinie 4.15 nad ranem
pod drzwiami pismaka „NCz!” pojawia
się egzemplarz „Kurnika Dzisiaj”, gloryfikujący poczynania pupilka Sheldona,
Benjamina Netanjahu. Obok słów za-
XXXI
S WIAT
Ś
chwytu poświęcanych zwyczajowo panującej rodzinie, trzymanej przez Sheldona
na garnuszku w trudnych rozgrywkach
wyborczych, „Kurnik Dzisiaj” poświęca
uwagę głównym, mojżeszowym lożom
masońskim Kurnika. Loży wojskowej,
zawiadującej (wg źródeł zagranicznych)
bronią nuklearną, loży bezpieczeństwa
wewnętrznego (Szabaku) i loży kurnikowego wywiadu (Mosadu); loży politycznej, kasującej w Knesecie krocie za
głupotę i nieróbstwo, skorumpowanej do
cna loży przemysłowej, loży budowlanej, skompromitowanej aferą Holylandu,
dzięki której Olmert Chciwe Łapska wybiera się posiedzieć obok ministra skarbu
Hirschsona, loży diamentowej, trzymającej siedzibę w Ramat Ganie, tudzież
obu czołowym kurnikowym lożom religijnym: loży białych, aszkenazyjskich
chasydów, mieszkańców dzielnicy 100
Bram w Jerozolimie i Bnej Braku w Tel
Awiwie, jako też loży sefardyjskich ortodoksów, byłych poddanych króla Maroka,
Hassana. Obie loże, serwujące tropikalnym Żydom prawo Tory, są dla religijnej
części żydostanu stokroć ważniejsze od
Kurnika i jego zawirowań. Są to także
jedyne loże masońskie syjonistycznego
Kurnika tropikalnych Żydów, których
organ Sheldona nie odważa się obśmiać
nawet wtedy, kiedy powalony galopującą sklerozą przywódca duchowy partii
Szaas, rabin Owadia Josef, wygłasza
kolejne bzdety, porównując Arabów do
zwierząt, które wolno zabijać, pochwalając Shoa („zagazowani Żydzi grzeszyli
w poprzednim wcieleniu”) bądź apelując
do Najwyższego Autorytetu o zesłanie
na Palestyńczyków śmiertelnej choroby,
najlepiej czarnej ospy.
Czekając na Mesjasza
Los Kurnika nie interesuje lóż religijnych, czekających na Mesjasza, który
przyjdzie i wyrówna, ukarze niewiernych
i nagrodzi żyjących według przykazań
Tory. Granice Kurnika, kurnikowa oświata, zagrożenie irańskie, groźba podziału
Jerozolimy, rozmowy pokojowe z Abu
Mazenem – nie zaprzątają uwagi loży
sefardyjskiej, grupującej ortodoksyjny
odłam żydostanu przybyły do Kurnika z
Afryki, i nie interesują odłamu aszkenazyjskiego, wywodzącego się ze wschodniej Europy.
Cztery dekady temu początkujący tropikalny Żyd Kataw Zar przyglądał się
ukradkiem miejscowym, krótkonosym
pięknościom (po tutejszemu: chatichom), przechadzającym się pojedynczo
i parami nadmorską promenadą w Tel
Awiwie bądź zasiadającym w kafejkach
XXXII
elity przy ulicy Dizengoff. Trudno było
nie dostrzec, że znakomita większość
tropikalnych panien, zaliczających się
do gatunku budzącego niezdrową ciekawość Zara, dysponowała identycznym
organem powonienia, sporządzonym na
jedno kopyto. W okresie radosnych dni
żydowskiej siedziby narodowej, świętowanych przez tropikalnych Żydów
między zwycięską wojną sześciodniową
(1967 r.) i przeputaną z kretesem wojną
Sądnego Dnia (1973 r.) – podczas której
dobre anioły dbały o kaprala Zara, strzegąc go przed pokusą dotarcia dżipem
do Damaszku – obejrzenie normalnego,
damskiego, semickiego nosa możliwe
Nie czekając na wyniki rokowań,
kurnikowa armia zbudowała
sobie makiety arabskich domów
i ćwiczy ich zdobywanie
było jedynie na peryferiach Kurnika i w
Jerozolimie, dokąd nie dotarła jeszcze
narodowa moda na skracanie kinoli.
Wysłannicy klinik chirurgicznych specjalizujących się w naprawie nosów polują na długonose panny i namawiają je do
przeprowadzenia zabiegu – dowiedział się
Zar od zaprzyjaźnionego fryzjera, u którego krótkonose chatichot zamieniały się w
blondynki.
Cuda w tej budzie
Potem krótkie nosy przestały dziwić
Zara, natomiast zaskoczył go ewenement
graniczący z cudem. Oto przyroda, biologia i Niebiosa dały się wyprowadzić w
pole i nowe pogłowia żydostanu poczęły
się pojawiać na padole Kurnika z krótkimi nosami, nie wymagającymi kunsztu
chirurga!
Ale niegdysiejsze poprawianie nosów
i naciąganie urody to jeszcze mały pikuś przy obsesyjnym pędzie dzisiejszych
tropikalnych chatichot, które zostawiły
nosy w spokoju i zajęły się budowaniem
biustów z silikonu z podobnym zapałem,
z jakim żydowscy osadnicy na przekór
Obamie, Mubarakowi, obojgu Abdullahom i Kwartetowi Europejskiemu stawiają domy na terytoriach, których nie
zamierzają zwrócić Palestyńczykom!
O ile jednak o skracaniu i formowaniu
nosów nie mówiło się w telawiwskim
toważydostwie, to chlubienie się nowym
przedsięwzięciem silikonowym, mającym
pobudzić zainteresowanie tropikalnych
samców, należy aktualnie do najlepszego
tonu. Nadmuchane panie rozwścieczają
miejscowe feministki, obnosząc dumnie
nowo pozyskane silikonowe mirpesety
(balkony) i zwierzając się bezwstydnie do
mikrofonów i obiektywów, jaki numer –
od dwójki do szóstki – sobie zafundowały w klinice, zbijającej kokosy w Herzlii,
oraz jak z każdym centymetrem sześciennym silikonu narastała ich pewność siebie
i wiara, że kariera na wybiegu, na plazmie
i w seks-biznesie czeka już za progiem.
Z czym do Malty
W ubiegłym tygodniu, w ramach przedbiegów do turnieju Euro 2012 w piłce
kopanej, Kurnik podejmował reprezentację Malty. 30 tysięcy Żyda płci obojga
zebrało się na stadionie w miejscowości
Ramat Gan, która mimo odrębności municypalnej jest na gust Zara Tel Awiwem,
jak Mokotów jest częścią Warszawy.
Sportowe pismactwo prorokowało, że
Malta wróci na Maltę z 10 golami w koszyku. Wróciła z trzema, ale w 36 minucie meczu, kiedy Kurnik prowadził 1:0,
ciemnoskóry, bezwstydny Maltańczyk
pozwolił sobie okiwać tropikalnych zadufków i strzelić łbem do bramki Kurnika, przez co pierwsza połowa meczu
okazała się remisowa.
– Wredny czarnuch! – rozwrzeszczał się
hebrajski stadion niby to o Maltańczyku,
noszącym na plecach cyfrę 18, ale w istocie rzeczy wyrażając opinię o Obamie,
który pozwolił sobie zahipnotyzować Netanjahu na postępowca w tym samym gabinecie Białego Domu, gdzie Wiluś Clinton figlował z panną Moniką Lewiński.
Tropikalny żydostan wraca do zdeprawowanej amerykańskiej telenoweli za każdym razem, kiedy na plazmie ukazuje się
dostojne, reprezentacyjne wnętrze, zastawione stylowymi meblami i obwieszone
podniosłymi konterfektami ascetycznych
Wielkich Amerykanów, spopularyzowanych dzięki banknotom dolarowym (na
Franklinie, jeśli nie jest fałszywy, powinna być zielona kreska widziana w podczerwieni – pouczał ongiś Zara obrotny
mieszkaniec Bnej Braku). Na widok gabinetu – pokazywanego w pełnym planie z
okazji kolejnych wizyt Netanjahu, Baraka
albo Olmerta Chciwe Łapska – ciekawski
żydostan usiłuje dociec, na którym biurku
świntuszek Wiluś posadził wysłanniczkę
Mosadu wykonującą swoje zadanie.
KATAW ZAR
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
SWIAT
Ś
POLSKA-INDIE
Maharadża
Gdy czytacie Państwo te słowa, premier RP
Donald Tusk prawdopodobnie zakończył
już swoją wizytę w Indiach (6-8 września).
Jest ona doskonałą okazją, by przypomnieć
o zasługach jednego z największych dobroczyńców Polski w Indiach, maharadży jama
saheba Digvijaysinhji, który do dziś za swój
szlachetny czyn nie został w żaden sposób
uhonorowany – ani przez PRL, ani przez III RP.
W
grudniu 1941 roku, pół roku po układzie Sikorski-Majski, w następstwie którego ogłoszono
amnestię dla polskich zesłańców do ZSRS, rząd
sowiecki zgodził się także na wypuszczenie polskich sierot (lub półsierot). Dzięki działalności m.in. znanej piosenkarki Hanki Ordonówny i jej męża Michała Tyszkiewicza
wiele z nich zostało odnalezionych i zgromadzonych w Aszchabadzie. We właściwym dla siebie stylu sowieccy włodarze nie
zaoferowali dzieciom nic więcej – ot, po prostu, droga wolna!
Byłaby to pewnie kolejna smutna wojenna historia, a w podręcznikach z drugiego obiegu lub tych wydawanych od lat
dziewięćdziesiątych czytalibyśmy o tragicznym losie tysięcy
polskich sierot, które zostały wyzwolone z sowieckiej niewoli
tylko po to, by umierać z głodu, chorób i wycieńczenia.
Jednak do dzieci uśmiechnęło się szczęście. Na południe od
imperium sowieckiego znajdowały się liczne kolonialne posiadłości innego mocarstwa – Wielkiej Brytanii. Tereny te nie były
objęte działaniami wojennymi i to tam powoli zaczęto ewakuować dzieci. Jedną z takich bezpiecznych przystani stały się Indie, nie aż tak odległe od Aszchabadu. I wówczas to do akcji
wkroczył jam saheb Digvijaysinhji, maharadża państwa Nawanagar, który słysząc o ciężkim losie polskich dzieci, postanowił
pospieszyć im z pomocą i roztoczyć nad nimi opiekę.
Chociaż Nawanagar nie był dużym krajem, jego władcy dysponowali sporym majątkiem. Monarcha kształcił się w Londynie, a w latach dwudziestych, podczas pobytu w Szwajcarii, miał okazję poznać
rodzinę Paderewskich. Wtedy zaczęła się jego fascynacja Polską.
W Balachadi w Nawanagarze powstało osiedle dla małych Polaków,
przez które do końca wojny przewinęło się ich nawet tysiąc. Znana
była wielkoduszność maharadży, a także jego duże zaangażowanie
w życie osiedla. Jam saheb brał udział we wszystkich ważnych uroczystościach, przechadzał się po osiedlowych uliczkach, zaglądał
do bloków dzieci i rozmawiał z nimi. „Nie uważajcie się za sieroty.
Jesteście teraz Nawanagaryjczykami, ja jestem Bapu, ojciec wszystkich mieszkańców Nawanagaru, w tym również i Wasz”.
Z wielkim zainteresowaniem oglądał też inscenizacje teatralne oraz różnego rodzaju pokazy i zawody sportowe. Bawił
się na jasełkach, wzruszał perypetiami Kopciuszka i głęboko
przejmował losem Kordiana.
12 maja, gdy w polskim osiedlu odbyło się uroczyste poświęcenie sztandaru hufca harcerskiego, maharadża, wręczając sztandar, wygłosił piękne przemówienie, mówiąc m.in.:
„W historii Nawanagaru dzisiejsze wydarzenie pozostanie zawsze jednym z najpiękniejszych (...). Niech was Bóg błogosławi
i pozwoli wrócić do prawdziwie wolnej i szczęśliwej Polski”.
W 1946 roku, po likwidacji osiedla, wzruszony maharadża
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
osobiście żegnał na stacji kolejowej polskie dzieci. Wkrótce potem został dyplomatą w nowym, niepodległym państwie
indyjskim (udzielał mu – co nie było częste wśród indyjskich
arystokratów – zdecydowanego poparcia). Po jego utworzeniu
reprezentował je w ONZ i innych organizacjach międzynarodowych, zachowując duży sentyment do Polski. Zmarł w 1966
roku w Bombaju.
Bez gestu
Jak twierdzi jego bliska rodzina, jednym z ostatnich marzeń
umierającego króla było upamiętnienie jego imienia w dalekim
kraju, który odegrał w jego życiu tak istotną rolę. Niestety po 1945
roku prawda związana z polskimi wysiedleńcami była zamiatana
pod dywan (część z nich wróciła do Polski i była określana mianem „wskutek działań wojennych – ewakuowany’’) i szlachetne czyny maharadży niezbyt komponowały się z wizją historii
ówczesnego państwa polskiego. Zadziwiające, iż po 1989 roku
nadal nie uczyniono prawie nic, by wspomnieć o jego zasługach,
a także wielu innych Indusów. Jama saheba Digvijaysinhji uhonorowali jedynie w ramach swojej prywatnej inicjatywy rodzice i
nauczyciele elitarnej szkoły społecznej w Warszawie, nazywając
swoją placówkę jego imieniem (I SLO, tzw. Bednarska). Państwo
polskie do dziś nie wykonało żadnego gestu.
Zasłużony w budowie Indii jam saheb Digvijaysinhji otrzymał
wiele odznaczeń indyjskich, a także brytyjskich (między innymi za
udział w I i II wojnie światowej). Zapomnienie tego szlachetnego
polsko-indyjskiego maharadży to kompromitacja naszego państwa,
która wystawia nam wszystkim bardzo kiepskie świadectwo. Dobitnie pokazuje, iż po 1989 roku, kiedy po upadku muru berlińskiego globalizacja zaczęła przyśpieszać, Polska zamknęła się na UE,
USA i bliską zagranicę, stając się de facto peryferyjnym krajem
na rubieżach Europy, właściwie niezdolnym do podjęcia działania
poza nią, a nawet zachowania pamięci o swoich dobroczyńcach.
Ofiarą tej nowej perspektywy kolejnego polskiego państwa (już nie
PRL, a III RP) ponownie padł jam saheb Digvijaysinhji.
Uhonorujmy maharadżę
Uhonorowanie pamięci monarchy z pewnością byłoby gestem,
który zostałby w Indiach doceniony, bo w kulturze politycznej
tego kraju, podobnie jak w Polsce, takie gesty wysoko się ceni.
Podnosiłoby rozpoznawalność Polski w Indiach, kraju właściwie tam nieznanego, choć w ostatnich latach częściej zauważanego. Szeroko komentowano w indyjskiej prasie zeszłoroczną
wizytę prezydent Pratibhy Patil w Polsce, dostrzeżono również
festiwal kultury polskiej, który odbył się w Bangalore. Także
losy „polskich dzieci maharadży’’ zaczęły być lepiej znane w
we współczesnej indyjskiej prasie, a to za sprawą pojawienia
się pracy doktorskiej Anuradhy Bhattacharya „History of Polish
Refugees in India between 1942-48”, której treść była następnie przedstawiana w artykułach takich jak „Polish Love Story
in Gujarat” (Raja Bose, „Times of India”, wrzesień 2006). Nie
ulega wątpliwości, że im szerzej zostanie przypomniana historia
maharadży, tym lepiej znana będzie w Indiach sama Polska.
A kraj ten to obok Chin jedna z najdynamiczniejszych gospodarek globu (roczny wzrost PKB 8,8% w ostatnim kwartale), z
najszybciej powiększającą się klasą średnią w Azji. Jego rola
będzie w XXI wieku rosnąć. Uhonorowanie maharadży byłoby
świetnym gestem polskiej polityki historycznej i dyplomacji.
Przede wszystkim jest jednak naszym moralnym obowiązkiem.
Nie godzi się zapominać o przyjaciołach!
RADOSŁAW PYFFEL
PS Prowadzimy akcję „Uhonorujmy maharadżę!”. Zachęcam do podpisania petycji internetowej i zapisania się do grupy na Facebooku.
XXXIII
POSTĘPY POSTĘPU
Indie wycofały się z groźby
zablokowania usług internetowych w telefonach BlackBerry, a
producent tych telefonów zapowiedział, że od 1 września da służbom
specjalnym tego kraju szerszy dostęp do
szyfrowanych danych przesyłanych za
ich pośrednictwem. Indyjskie ministerstwo spraw wewnętrznych zapowiedziało w oświadczeniu, że za 60 dni, kiedy
wydział telekomunikacji zbada możliwość świadczenia usług internetowych
BlackBerry za pośrednictwem serwerów
umieszczonych w Indiach, ponownie
przeanalizuje sytuację. Ponoć Indie
chcą, by swoje serwery w tym kraju
założyły również Google i Skype, gdyż
chcą mieć możliwość pełnego śledzenia
zabezpieczonych e-maili wysyłanych
ze smartfonów BlackBerry, ponieważ,
jak tłumaczą, obawiają się, że kanał
ten może być wykorzystywany przez
terrorystów.
Ciekawe, jak jest u nas? Tyle że u nas
nawet nikt się na ten temat nie zająknie.
No, chyba że szyfrem.
to solo, czy też
w towarzystwie
przyjaciół,
rodziny albo kolegów”. Nagrania te zostaną
dołączone do
petycji WWF
pod adresem
szefów państw
i ministrów
13 krajów, w
których żyją
jeszcze dzikie tygrysy
W całej UE ruszył kolejny etap stopniowego
(Bangladesz,
wycofywania z rynku energochłonnych żaróBhutan, Birma,
wek oraz halogenowych starego typu o mocy
Kambodża,
75 watów. Sklepy mogą wyprzedać posiadane
Chiny, Indie,
zapasy. Od 1 września 2011 roku zakaz wproIndonezja, Laos,
wadzania do sprzedaży obejmie także żarówki
Malezja, Nepal,
60-watowe, a 1 września 2012 roku – żarówki
Rosja, Tajlandia
40- i 25-watowe. Najmniej wydajne halogeny
i Wietnam). Or(klasy C) mają zostać wycofane w roku 2016.
ganizacja chce,
Obecnie na rynku dostępne są żarówki
by populacja
100-watowe wstrząsoodporne – nieznacznie
żyjących na
droższe od zwykłych, ale za to dużo tańsze od
wolności tygryKuwejcki deputowany zaproponował,
tzw. energooszczędnych! Specjaliści twierdzą
sów w ciągu
by rząd pomagał finansowo mężczyteż, że tradycyjne, zwykłe żarówki są zdrowsze 20 lat dwukrotznom, którzy chcą poślubić drugą żonę.
dla wzroku.
nie się powiękMa to zmniejszyć liczbę niezamężnych
Parafrazując tow. Lenina: UE to władza biurokratów
szyła – teraz jest
kobiet w Kuwejcie. Państwo kuwejckie
plus energooszczędne żarówki. Taka dyktatura komu- ich 3200 sztuk!
już teraz udziela pomocy mężczyznom,
no-faszystowska, niekoniecznie nawet przez
E tam, u nas
którzy żenią się po raz pierwszy – jest to te żarówki oświecona.
ryki, szczególnie
w połowie grant, a w połowie nieoprow nocy, w czasie
centowana pożyczka wysokości
stała usunięta ze składu ławy przysiępopularnych imienin, to nic nowego.
14 tys. $. Rząd miałby również pomagać głych za wpis na Facebooku przesądza- Nawet nie wiedzieliśmy, że to takie
tym, którzy chcą poślubić drugą żonę,
jący o winie oskarżonego, zanim proces postępowe i ekologiczne.
pod warunkiem, że będzie ona miała po- się zakończył. Ma ona zapłacić 250 $
nad 40 lat, a pierwsza się na to zgodzi!
grzywny oraz napisać (do 1 październiCzęść francuskich barów Quick przeCzy stawka rośnie proporcjonalnie
ka!) wypracowanie o konstytucyjnym
stawiła się na hamburgery halal, czyli
do wieku?
prawie do uczciwego procesu.
zgodne z muzułmańskimi regułami
Bohaterowie filmu „Dwunastu gniewżywienia. Decyzja wywołała oburzenie
W Grecji wprowadzono całkowity
nych ludzi” mieli łatwiej – w latach
zarówno części francuskiej prawicy,
zakaz palenia tytoniu w barach, restaupięćdziesiątych nie było Facebooka.
jak i lewicy. P. Maryna Le Pen, przyracjach, taksówkach, na lotniskach oraz
wódczyni antyimigranckiego Frontu
na przystankach autobusowych. Rząd
W Malezji (w stanie Malakka) powsta- Narodowego, mówi o skandalu pańliczy, że wysokie, nieuniknione kary
nie szkoła z internatem wyłącznie dla na- stwowym, a socjalistyczny burmistrz
– 500 €uro za papierosa i 10 tys. €uro
stolatek w ciąży, by nie musiały rezygno- Roubaix na północy Francji, gdzie
za przymykanie oka na dym w swoim
wać z nauki ze względu na nietolerancję ruszył pierwszy bar halal, złożył donielokalu – poskutkują. Przeciw nowemu
społeczną. Po porodzie dziewczęta będą
sienie do prokuratury na dyskryminację
niemuzułmanów, ale prokuratorzy nie
prawu protestują właściciele lokali. Na
mogły wrócić do zwykłej szkoły.
dopatrzyli się przestępstwa.
razie tytoniowe lobby uzyskało jedynie
Lepszym wyjściem byłyby szkoły dla
Żeby dobrze zrozumieć całą zadymę,
odroczenie zakazu dla kasyn i dużych
wyłącznie dla nastolatek, zanim zajdą w
trzeba wiedzieć, że sieć ta jest w rękach
klubów nocnych do czerwca 2011 roku.
ciążę z kolegami ze szkoły.
państwa! Czyli jak u nas za komuny.
Jak widać, rząd w kryzysie jest w stanie
sięgnąć i po tak drakońskie kary. CieOrganizacja ochrony przyrody WWF A wystarczyłoby, by była w prywatnych
kawe, kiedy u nas? Skądinąd Drakon to
uruchomiła stronę internetową, na któ- i byłby spokój. A tak z tego może być
kryzys rządowy, przyspieszone wybory,
starożytny prawodawca ateński, jakby
rej zachęca internautów do „ryków”
przegrana ekipy rządzącej, skrajna
kto nie wiedział.
na rzecz żyjących na wolności tygryprawica u władzy, bojkot Francji…
sów – specjalna aplikacja umożliwia
A wszystko przez głupią kanapkę, tyle
P. Hadley Jones, 20-letnia ławniczka z gościom opublikowanie na stronie
Mount Clemens w stanie Michigan, zo- pliku wideo z własnymi „rykami – czy że państwową.
XXXIV
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
V KOLUMNA
MNA
A
Supergwiazdy i dyplomacja
N
iedawno Instytut Piłsudskiego zaprosił mnie, abym
wygłosił odczyt w Konsulacie RP w Nowym Jorku.
Tematem odczytu mieli być Fryderyk Chopin i Ignacy
Paderewski. Nazwałem to „Private Diplomacy, Public
Cause” („Prywatna dyplomacja, publiczna sprawa”).
Chopin i Paderewski to supergwiazdy swoich czasów. Nie mieli sobie równych wśród polskich, a nawet światowych artystów.
Przy okazji prywatnie uprawiali dyplomację w imieniu Polski.
W zasadzie to, co robili, nazywa się dyplomacją publiczną
(public diplomacy). Polega ona na zwracaniu się bezpośrednio
do publiczności, do zwykłych i niezwykłych obywateli danego
państwa, ponad głowami rządu.
Działalność Radia Wolna Europa czy Radia Martí to przykłady
dyplomacji publicznej. Gdy Beniamin Franklin jako ambasador
USA we Francji uwodził francuskie arystokratki, aby załatwić poparcie wojskowe Paryża przeciwko Londynowi, to też była forma
dyplomacji publicznej. W pewnym sensie „dyplomacja pingpongowa”, gdy amerykańscy sportowcy spotykali się z Chińczykami
na początku lat siedemdziesiątych, też należy do tej kategorii.
Myśląc o potędze dyplomacji publicznej na początku lat dziewięćdziesiątych, radziłem następującą reformę Ministerstwa
Spraw Zagranicznych RP: wywalić wszystkich komunistów, a
do pracy przyjąć ludzi młodych znających angielski, francuski,
niemiecki, rosyjski czy hiszpański bądź chiński lub japoński.
Młodzi powinni znać się na muzyce klasycznej i dobrych winach. No i na dobrym jedzeniu. W każdym konsulacie wystarczyłyby po trzy takie osoby, oprócz naturalnie służby (kucharz,
kelnerka, pokojówka, szofer i ochrona). Ich zadaniem byłoby
wyprawiać przyjęcia, zapraszać wpływowych ludzi, organizować imprezy. Naturalnie musiałby też być i szef znający się na
grze dyplomatycznej oraz oficer wywiadu. Wystarczy. A na lobbystów wynajełoby się tubylcze firmy prawnicze, reklamowe
i PR-owskie. Właściwie nic więcej nie trzeba. Za jednym zamachem i dekomunizacja, i odchudzenie biurokracji dyplomatycznej, i podniesienie efektywności, i oszczędzenie pieniędzy
podatnika. Naturalnie takie rady post-PRL-owcy zignorowali.
Wracając do dyplomacji publicznej, jest ona chyba najbardziej
efektowna, gdy prowadzą ją supergwiazdy. Ostatnio brylują aktorzy. Stąd Roger Moore był rzecznikiem UNICEF, stąd Angelina Jolie jeździ po Afryce z ramienia ONZ, stąd Bahamy zrobiły
swoim ambasadorem w Japonii Sidney Poitier.
Ale w połowie wieku XIX i na początku XX palmę pierszeństwa wśród supergwiazd dzierżyli pianiści. Polska miała
Chopina i Paderewskiego. Obaj zmagali się z następującym
dylematem: jak prowadzić dyplomację publiczną, jakąkolwiek
dyplomację, gdy państwo polskie nie istnieje? Przecież przyzwyczailiśmy się, że dyplomację musi organizować państwo.
A oni pokazali, że nie jest to konieczne.
Przypomnijmy, czym była Polska za ich czasów. W XVIII wieku Rzeczpospolita upadła. Elementy aktywne buntowały się: od
Konfederacji Barskiej i wojny o Konstytucję 3 Maja, przez Insurekcję Kościuszkowską, wojny napoleońskie oraz powstania
1830, 1846, 1848 i 1863 roku oraz rewolucję 1905 roku. Nic z
tego nie wyszło. W rezultacie za czasów Chopina i Paderewskiego Polska właściwie nie istniała jako państwo, z wyjątkiem jego
namiastki w formie Królestwa Kongresowego. Kongresówka to
dużo lepsza forma PRL – dlatego że zaborca szanował własność
prywatną (nie dotyczyło to jedynie aktywnych dysydentów).
Przypomnijmy kontekst międzynarodowy, w jakim Chopin
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
i Paderewski musieli działać. Tworzył
ten kontekst XVII-wieczny pokój westfalski, gdy na Zachodzie wprowadzono koncepcję państwa-narodu (nation state). Koncepcja ta kłóciła się z paradygmatem
I Rzeczypospolitej, wręcz mu zagrażała. Podobnie w I RP wymierzona była XVIII-wieczna doktryna sfer wpływu (spheres of
influence) – Polska pod nią cierpiała, bowiem znalazła się pod
jarzmem Rosji i Prus. Dominujący w wieku XIX „Koncert Europy” (Concert of Europe) i Święte Przymierze również godziły
w Polskę, gdyż opierały się na zasadzie utrzymania kontrrewolucyjnego status quo. A to z kolei opierało się na rozbiorach i
nieistnieniu państwa polskiego. Aż nadeszła I wojna światowa, którą wszyscy „normalni” – czyli wolni – ludzie uznali za
straszliwe przekleństwo, klęskę i plagę. Ale nie Polacy i inne
zniewolone narody. Dla nich była to narodowa wojna wyzwoleńcza. Czyli sprawy polskie przez z górą dwa wieki stały w
sprzeczności ze sprawami pokoju i ładu w Europie. Jak w takich
warunkach uprawiać polską dyplomację?
Jeszcze gorzej było z intelektualną percepcją Polski. W XVIII
wieku powszechnie potępiano Rzeczpospolitą za jej „anarchię”.
Specjalizował się w tym szczególnie Wolter. Inny „oświecony”, Jean-Jacques Rousseau, był natomiast sympatykiem polskiej „anarchii” jako idealnego stanu natury, zbliżającego się do
ideału „wolności”. Nie był on pierwszym lewicowcem, który
fałszywie dostrzegał spełnienie swoich postępowych koncepcji
w Polsce. Z takimi przyjaciółmi nie potrzeba wrogów. Tylko
konserwatysta Edmund Burke prawdziwie docenił I RP, a nawet
– wbrew własnym preferencjom dla prawa zwyczajowego – pochwalił spisaną Konstytucję 3 Maja.
W XIX wieku Polska postrzegana była jeszcze gorzej. Mainstream Europy uważał polskie powstania za robotę infantylnych
dyletantów. Wystarczy poczytać choćby zapisy debat parlamentu
brytyjskiego w Hansardzie. W rozmowach prywatnych porównywano Polaków do dzikusów z Afryki. Rozumowano tak: jak
można wywołać powstanie, kiedy wiadomo, że – po pierwsze
– siły polskie są słabsze od armii zaborczych, szczególnie Rosji,
a – po drugie – na pomoc Polsce nie idzie żadna armia zachodnia? W tak głupi sposób postępują jedynie Murzyni. Buntują
się, zarzynają kilku kupców, misjonarzy i policjantów, polatają,
pokrzyczą, porabują, popalą, aż przypływa brytyjska kanonierka i sieje śmierć. Na ląd wychodzi oddział ekspedycyjny, zaprowadza porządek. I jest spokój. Czyli afrykański bunt był bez
sensu. Tak jak polskie powstania. Tak rozumowały najważniejsze umysły europejskie. Natomiast lewacy twierdzili odwrotnie.
Marks i Engels oraz inni rewolucjoniści cieszyli się z polskich
powstań narodowych, bowiem zagrażały one konserwatywnemu status quo. I dla Marksa z towarzyszami było nieważne, że
powstania były szlacheckie i reakcyjne, usiłujące przywrócić
I RP. Lała się krew i próbowano obalić dotychczasowy porządek, dobry pod względem społecznym i kulturowym, ale politycznie zły dla Polski pod zaborami.
Tymczasem pod koniec wieku XIX i na początku wieku XX
w USA opinia o Polakach była tak samo podła jak o Włochach,
Żydach i innych świeżych imigrantach. Polacy uznawani byli za
głupków, niemal bestie, podludzi. Wykazywały to przecież „naukowe” testy, oparte na najnowszych odkryciach Sir Francisa
Galtona. Inwektywa „głupi Polaczek” była normą w USA. Po
części wynikało to też z faktu, że większość imigrantów z ziem
polskich wywodziła się z nizin społecznych – byli to chłopi, czę-
XXXV
V KOLUMNA
sto niepiśmienni i niewykształceni, bez ukształtowanej świadomości narodowej. Ogólnie wszystko to wpływało bardzo negatywnie
na percepcję Polski i sprawy polskiej przed I wojną światową.
W takim kontekście międzynarodowym i intelektualnym dyplomację polską bez państwa uprawiał w czasach Chopina Władysław ks. Czartoryski i jego Hotel Lambert. A w czasach Paderewskiego – Komitet Narodowy Polski. Czartoryski działaniami
zakulisowymi, szpiegowskimi, dyskretnymi napsuł trochę krwi
Rosjanom na Bałkanach, ale żadnego wpływu na sprawę odzyskania wolności przez Polskę nie miał. Po prostu nie było koniunktury. Natomiast KNP odniósł sukces, bo wytworzyła się
odpowiednia sytuacja międzynarodowa.
Jednym ze sposobów wpływania na klimat międzynarodowy
jest zmiana postrzegania Polski wśród elity zachodniej. Chopin
poznał George Sand, która stała się jego najwierniejszym promotorem. Mimo awersji Chopina do publicznych koncertów załatwiała mu występy w najważniejszych miejscach, przedstawiała
wpływowym ludziom. A Chopin zawsze i wszędzie grał na tę
samą nutę: Polska! Nie uzyskał niestety doraźnie nic, ale swoją
muzyką zasiał w duszach wielu przedstawicieli zachodniej elity
pewną sympatię do question polonaise.
Paderewski miał żonę Helenę, która czuwała nad jego karierą. Pianista oczarował elitę Zachodu. Jego najważniejszy kontakt to chyba płk. Edward M. House, najbliższy doradca prezydenta Wilsona.
To głównie dzięki takim znajomościom w amerykańskich planach
pokojowych, słynnych Fourteen Points, w punkcie 13. znalazł się
postulat o niepodległej Polsce z dostępem do morza. Naturalnie Paderewski korzystał z tego, że w Paryżu błyszczał Roman Dmowski,
a w Polsce Józef Piłsudski tworzył armię i bił wrogów. Czyli w kluczowym momencie dla polskiej historii wszystkie narzędzia sprawowania władzy (tools of statecraft) grały sprawnie razem. Ale zmiana
percepcji elity amerykańskiej dzięki pianiście była ważnym krokiem
do odzyskania przez Polskę niepodległości.
Czyli, mimo że robili to samo, Chopin nie miał rezultatów,
a Paderewski osiągnął wszystko, co chciał.
Jakie z tego wyciągamy wnioski? Po pierwsze – zawsze trzeba utrzymywać ciągłość działań dla sprawy, bez względu na
okoliczności i wyniki. Po drugie – zawsze musimy pozostawać obecni i widoczni. Po trzecie – bycie supergwiazdą nie jest
gwarancją sukcesu w dziedzinie dyplomacji. Aby supergwiazda osiągnęła swoje cele, musi koordynować występy w ramach
ofensywy dyplomacji publicznej przy akompaniamencie całej
orkiestry uprawiania polityki. Wszystkie instrumenty muszą
być w grze – i Dmowskiego, i Piłsudskiego, i Paderewskiego.
A okoliczności i fortuna zadecydują, czy koncert ten trafi na dobrą koniunkturę międzynarodową. Na koniec doceńmy najpotężniejsze narzędzie sprawowania władzy – pieniądz. W kontekście
supergwiazd pomyślmy o funduszach dla artystów. O dobrych
ludziach, którzy odkryli i wspierali Chopina. O stypendium od
hr. Chodkiewiczów dla Paderewskiego. O ciążącym na narodowych elitach obowiązku inwestowania w talent, promowania tego
talentu, wylansowania supergwiazdy oraz skierowania jej do zadań
pro publico bono, takich jak dyplomacja publiczna. Bez finansowego wsparcia elity dla ludzi wybitnych nie byłoby potem służenia
sprawie w najcięższych dla Polski godzinach.
Odczyt nasz odbył się w ramach wieczorku artystycznego
„Ignacy Jan Paderewski and Fryderyk Chopin”. Na fortepianie
grały Violetta Koss i Magdalena Baczewska. Śpiewał Wojciech
Bukalski. Wielkie dzięki rodzicom Jaremki za opiekę nade mną,
a Instytutowi Piłsudskiego za ściągnięcie mnie do Nowego Jorku.
No i wszystkim znajomym i przyjaciołom za przyciągnięcie do
konsulatu.
MAREK JAN CHODAKIEWICZ
XXXVI
Republika
Człowiekowi społeczeństw nowoczesnych
(tak zwanych rozwiniętych), „dobrze myślącemu” dzięki wychowaniu przez masowe media i demokratyczną propagandę,
państwo w formie innej niż republikańska
wydaje się ideą, delikatnie mówiąc, egzotyczną. Twierdzenia, iż republika mogłaby
zostać zniesiona, zapewne weźmie on
szczerze za równie realistyczne co twierdzenia, iż glob ziemski mógłby stać się
płaski. Kojarzy wprawdzie, że w samej
Europie istniejąc jakieś tam monarchie,
a jeżeli jest wyedukowany nieźle jak na
standardy ludzi przymusowo przepuszczonych przez masowe, „bezpłatne” szkolnictwo, to może nawet umiałby parę wymienić
– ale już pomysł, jakoby monarcha mógł
mieć w państwie coś do powiedzenia, nie
będąc ograniczonym do roli narodowej
maskotki wyciąganej tylko na co bardziej
nudne oficjalne imprezy, wprawi go w niebotyczne zdumienie lub wręcz w oburzenie.
ADAM DANEK
D
la człowieka Prawicy natomiast – inaczej niż dla
szarego zjadacza gazetowo-telewizyjnej papki – to
niższość (i śmieszność) republikańskiej formy rządu
pozostaje oczywista i niezaprzeczalna.
Anarchizacja
Według polskiego konserwatysty Teodora Jeske-Choińskiego (1854-1920) zastąpienie monarchii przez mieszczańską republikę musiało zaowocować pogorszeniem jakości
rządów, ponieważ w rodach arystokratycznych, zwłaszcza w
najważniejszym z nich – dynastii monarszej, przekazuje się
z pokolenia na pokolenie tradycję służenia własnymi majątkami całej wspólnocie politycznej, obowiązuje w nich etos
ofiarności; tymczasem mieszczanina, wyrosłego z handlu i
rozumującego w jego kategoriach (czyli w kategoriach egoistycznej rywalizacji prywatnych interesów), tradycja taka nie
krępuje, toteż postawiony na najwyższych stanowiskach państwowych uprawia on politykę podporządkowaną w mniej lub
bardziej zawoalowany sposób prywatnym korzyściom. Inny
zachowawca, współczesny Jeske-Choińskiemu Stanisław
Koźmian (1836-1922), przestrzegał, iż zwycięstwo republikanizmu wywołałoby w Europie powszechną anarchizację,
groziłoby zapaścią cywilizacyjną: Trudno zaiste dopatrzyć się
tak we Francji, jak w całym europejskim społeczeństwie warunków potrzebnych, niezbędnych do ustalenia się rzeczypospolitej i mówię to nie dlatego, abym się kierował mniejszym
lub większym pociągiem do tego lub owego kształtu rządu,
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
PUBLICYSTYKA
niszczy państwo
Vincenzo Camuccini „Morderstwo Juliusza Cezara”
ale dlatego, że przekonany jestem, iż Europa nie jest przygotowana do zniesienia
republikańskiego i że on niezdolny jest
jeszcze wzmocnić podwalin naszych społeczeństw, zapewnić ładu i prawidłowego
rozwoju cywilizacji i swobód. Małą też
mam wiarę w przyszłość tego kształtu
rządu w Europie, w jego zbawienność
dla Francji. Monteskiusz już zauważył,
że pierwszym warunkiem ustalenia się
rzeczypospolitej jest cnota, tylko cnotliwe społeczeństwa zdolne są znieść
ten rząd; nasze społeczeństwa zepsute
do szpiku kości, mogą go zaprowadzać,
nie ustalą go jednak. Lecz pod zasłoną
rzeczypospolitej, tego pięknego ideału,
zapanować by mogły chwilowo wszystkie
od dawna wrzące w naszym starym świecie namiętności, nienawiści, żądze i zalać Europę. Ten potop dużo by zniszczył,
nic by nie rozwiązał. Demagogia nad
Sekwaną, republikanizm we Włoszech,
anarchiści i socjalna demokracja wszędzie mogłyby sobie łatwo podać ręce,
a wtedy naprawdę przyszłoby zapłakać
nad współczesną cywilizacją. A nie ma
co się łudzić, w Europie jedynie demagogia i socjalna demokracja mogłyby wlać
w formę republikańską nowe życie, nowe
namiętności, nową siłę; dawna bowiem
moc, dawne myśli i namiętności republikańskie już się przeżyły i przepaliły, są to
czcze słowa bez duszy! A przecież Koźmian opublikował to memento w 1902
roku, kiedy w Starym Świecie istniały
zaledwie dwie republiki. Anarchizacja
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
stanowi logiczną konsekwencję republikańskiej formy państwa. Już na poziomie
symbolicznym monarchia (jeden na czele państwa) zapowiada jedność, zaś republika (wielu na czele państwa) – podział,
kłótnie, waśń.
Praktyka ustrojowa potwierdza tę prawidłowość, na co wskazywał rojalista
Leszek Gembarzewski (1899-1944):
(…) najwyższa instancja apelacyjna w
państwie, najwyższy organ państwa i
narodu, aby należycie wykonywać swoje
zadania, musi być obsadzony w sposób
bezsporny. Wybory są zawsze sporem, a
prócz tego dowolność składu kolegium
wyborczego nie pozwala na danie wybrańcowi tego kolegium dostatecznej
powagi. Tron dziedziczny przekreśla
przeciwną zdrowemu rozsądkowi zasadę
wskazania lepszego przez gorszych, zapewnia bezsporność ośrodka najwyższej
władzy i pozwala nie zastanawiać się
nad zawsze niedoskonałym i dowolnym
składem kolegium wyborczego. Republika przywodzi państwo do wewnętrznej
anarchii, ponieważ wprowadzenie republikańskiej formy rządu niszczy równowagę ustrojową.
Wewnętrzną równowagę zapewnia bowiem podział władzy, w (sformułowanej
w młodości) ocenie konserwatywnego
myśliciela Adolfa Bocheńskiego (19091944) możliwy do urzeczywistnienia
jedynie w monarchii: Znakomity francuski pisarz polityczny widział mianowicie
ideał funkcjonowania państwa w tym,
iżby rząd i administracja państwowa zależały
personalnie wyłącznie od
króla, iżby ciała ustawodawcze miały wpływ na
politykę tylko przez pośrednictwo ustawodawstwa. Podział władz w
ten sposób miał być zrealizowany w swej najbardziej integralnej formie.
Stronnictwa polityczne
nie miały mieć absolutnie
żadnego wpływu na obsadzanie tek ministerialnych i stanowisk administracyjnych. System ten
nazywał Monteskiusz po
prostu monarchią, gdyż
nie mógł wyobrazić sobie jego możliwości przy
władzy republikańskiej. Gdy bowiem
naczelnik państwa miał być wybierany
przez partie posiadające większość w
kraju i parlamencie, natychmiast zacierała się różnica pomiędzy władzą ustawodawczą a władzą wykonawczą. Podział władzy stawał się parodią, tak jak
to nastąpiło w Stanach Zjednoczonych
Ameryki Północnej. Polska nie stanowi
tu żadnego cudownego wyjątku. Monarchista Karol Sienkiewicz (1793-1860),
analizując dzieje ojczyste, doszedł do
konkluzji, że respublika w Polszcze była
i byłaby zawsze i koniecznie anarchią.
A ponieważ republikańska forma rządu osłabia i paraliżuje państwo, ciągnie
je ku upadkowi, utracie geopolitycznej
podmiotowości i przejściu pod kontrolę
zewnętrznych ośrodków. Republikancka
anarchia (…) musi się skończyć obcym
jarzmem – stwierdzał wprost monarchista Janusz Woronicz (1805-1874) w
pracy „Rzecz o monarchii i dynastii w
Polsce” (1839). Skoro republika sprzedaje naród, zdradza go, samo nasuwa się
odpowiednie dla niej miano „republikidziwki”, wymyślone przez katolickiego
bonapartystę Paula Graniera de Cassagnac (1842-1904). Dziwka to osoba
kompletnie wyzuta z godności, a republikańska forma rządu pozbawia godności
państwo, zachęcając jego mieszkańców
do atakowania go w imię własnego widzimisię, uderzania w całość wspólnoty politycznej w imię egoizmu części
– jak dowodzi angielski konserwatysta
XXXVII
PUBLICYSTYKA
prof. Roger Scruton (ur. 1944): Istnieją
różne sposoby na to, aby mąż stanu stał
się publicznym głosem narodu. Na forum krajowym można to osiągnąć przez
ceremonię urzędu. W republice ceremonia wiąże się bezpośrednio z osobą
prezydenta, kreując nieodparte poczucie realności władzy prezydenckiej. W
monarchii ceremonia wiąże się z osobą
monarchy: symbolizuje nie władzę i znaczenie konkretnego urzędu, lecz godność
państwa. Trudno jest wątpić w mądrość
takiego rozwiązania. Od czasu gdy Francja i Włochy przestały być monarchiami, krajami tymi nieustannie wstrząsają
zaburzenia, ponieważ opozycja musi
tam sprawiać wrażenie nielojalnej. Zaszczyty państwowe pożyczają sobie kolejni prezydenci, którzy nie reprezentują
państwa, lecz jakiś dominujący w danej
chwili partykularyzm. Dlatego też konkurencyjny partykularyzm, przeciwstawiając się temu, który rządzi, musi przeciwstawić się państwu, jest ono bowiem
utożsamiane z obecnym prezydentem.
Jeszcze trafniej niezdolność republiki do przyodziania państwa w płaszcz
dostojeństwa opisał polski rojalista
prof. Szymon Dzierzgowski (18661928). W jego opinii każda wspólnota
narodowa wykazuje specyficzne potrzeby
duchowe, związane z jej państwowością
i ze sferą polityczną. Na potrzeby te monarchia odpowiada w sposób naturalny,
podczas gdy republika wcale nie potrafi ich zaspokoić: Ponieważ treść nie tak
łatwo przenika umysł i zmysły jak formy
zewnętrzne działające na wyobraźnię,
przeto władza korzysta z tych pozorów
dla wzbudzenia i zwiększenia autorytetu. Pod tym względem władza monarsza
ma wielkie prerogatywy. Otoczona jest
ona legendami i podaniami odległych
czasów, wspomnieniami bohaterskich i
wielkich czynów przodków, tradycyjnymi
symbolami władzy, pięknymi kształtami
kostiumów dworskich i formami etykiety,
regulującymi stosunki zewnętrzne życia
Monarchy, niedostępnością dworu dla
przeciętnego śmiertelnika, zwiększającą
wyobrażenie i poczucie wyższości. Władza demokracji uroku tego nie posiada, a
niedołężne próby robione w tym kierunku
często ją tylko ośmieszają i dyskredytują.
Człowiek w głębi swej jaźni jest mistykiem i chętnie otacza aureolą nieznanych
sobie i dlatego też inaczej odnosi się on
do Monarchy, którego zna tylko z odległości, przeważnie w wytworze swej wyobraźni, a inaczej do prezydenta, którego
znał uprzednio, często nawet jako przeciętnego człowieka, drobnego urzędnika
bez wyższych aspiracji, polotu myśli i
XXXVIII
ducha, znał dokładnie
jego małostki życiowe,
słabostki i śmieszności,
których nikt nie jest do
pewnego stopnia pozbawiony.
Wady republiki
Najłatwiej
zauważalną wadą republiki
nie jest żadna z funkcjonalnych ułomności
tego ustroju, lecz jego
(dostrzeżona
przez Horacy Vernet „Barykada w Paryżu, luty 1848”
prof. Dzierzgowskiego) śmieszność, widoczna gołym okiem przez prześcigających się w nowoczesnona każdym kroku. Państwo na dłuż- ści i demokratyzmie endeków, chadeków
szą metę nie może istnieć bez pewnej i ludowców, a potem gloryfikowana przez
wzniosłości, która przenika do serc jego pół wieku przez komunistów jako jedyna
ludu, a wszelkie próby przydania takiej dopuszczalna postać państwa? Dlaczegóż
wzniosłości republice wywołują żałosny, to dezyderaty zastąpienia jej czymś innym
tragikomiczny efekt i nieodmiennie rażą miałyby wywołać powszechne oburzenie
swą sztucznością. W monarchii władza ludności? Czy dlatego, że jest to forma
pochodzi z najstarszego, najczystszego, państwa prawdziwie na miarę głupoty
najczcigodniejszego źródła – „z łaski ludzi, że ich głupota odbija się w niej w
Bożej” (łac. Dei gratia, niem. von Gottes sposób najbardziej doskonały?
Gnaden). W republice władza pochodzi Nie. Republika to wrzód na ciele pańod ciżby spoconych, rozemocjonowanych stwa i narodu. Trzeba dołożyć wszelkich
przekupek, sklepikarzy, kloszardów, wy- starań, aby ten wrzód pękł jak najszybciej.
rostków, więźniów, roboli, którzy produ- Podstawowym zadaniem dla prawicy (szekują ją drogą wrzucania masy karteczek roko pojmowanej) powinna stać się walka
do tekturowego pudła. W monarchii ma- przeciw republikańskiej formie rządu. Pojestat państwa, jego potęgę, historyczną szczególne jej środowiska i ugrupowania
chwałę i tradycje skupia w sobie jak w nie muszą bynajmniej głosić monarchisoczewce i personifikuje cesarz, król czy zmu, muszą natomiast szerzyć wrogość
książę. W republice to samo ma czynić do republiki (jakkolwiek najpełniejszym,
prezydent, czyli dosłownie „przewodni- integralnym przeciwieństwem republiki
czący” – przewodniczący państwa, pre- pozostaje oczywiście monarchia) – jak
zes państwa, jakby było ono jakąś spółką wiadomo, program negatywny (krytykująalbo stowarzyszeniem. Monarchia ma do- cy i odrzucający swój przedmiot) z reguły
stojników, republika ma tylko urzędasów wykazuje większą chwytliwość i łatwiej
– choćby te urzędasy zajmowały najwyż- zyskuje posłuch od programu pozytywnesze i najbardziej prestiżowe stanowiska. go (afirmującego swój przedmiot). Jakimi
Monarchia posiada prawdziwe symbole, metodami mogą posłużyć się prawicowe
których znaczeniowe głębia i bogactwo gremia, aby wykonać owo zadanie? Resięgają aż archaicznych pokładów Mitu, publikę należy zohydzić w oczach narodu.
co sprawia, że są źródłem duchowej siły Prawicowcy powinni przeto podjąć pracę
oraz umieją aktywować moc polityczną. nad wprowadzaniem intelektualnej, kulSymbole (?) republiki pod względem turowej, politycznej mody na ośmieszaformy i funkcji sprowadzają się do biuro- nie i wykpiwanie republikańskiej formy
kratycznych pieczątek. Monarchia to rzą- państwa – najpierw we własnych środody elity zakorzenionej w tradycji – rządy wiskach, a następnie we wszelkich innych
w mieniu tradycji, na jej podstawie i w grupach, na jakie środowiska te mogą odjej granicach. Republika to rządy hołoty działywać. Obok mody, prawica powinna
bez korzeni, gdzie byle cham (w sensie rozwinąć regularną, ofensywną propazarówno pochodzenia, jak manier i kwa- gandę antyrepublikańską, wykorzystując
lifikacji intelektualnych) może otrzymać wszystkie dostępne dla siebie środki przenajbardziej odpowiedzialny i ekspono- kazu: rozniecać nienawiść do republiki,
wany urząd do piastowania.
mobilizować przeciw niej emocje, zwalać
Cóż więc właściwie miałoby być ową na formę rządu winę za wszystko, co złenieusuwalną formą rządu? Ta republika – go dzieje się w państwie (w czym zresztą
w Polsce wymyślona w 1918 roku przez tkwi więcej prawdy, niż się zrazu wydaje)
socjalistów, poparta radosnym kwikiem itp. Obok mody i propagandy ugrupowaNR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
AUTO-CZAS
nia prawicowe powinny konsekwentnie
popularyzować poglądy antyrepublikańskie we wszelkich postaciach, dostosowanych do poziomu percepcji wszystkich
warstw społecznych, a więc zarówno w
postaci pogłębionej myśli historycznej,
filozoficznej, historiozoficznej, politycznej, jak i w postaci mniej wyrafinowanej
– publicystyki, a także artykułów dziennikarskich, komentarzy do bieżących wydarzeń itd. czy nawet beletrystyki. Ponieważ
opozycyjność wobec republiki należy
krzewić bez wyjątku wszędzie, gdzie się
da, poszczególne osoby bądź grupy mogą
z czasem podjąć działania na rzecz wprowadzenia wątków antyrepublikańskich do
programów reżimowych (kartelowych),
parlamentarnych partii politycznych.
Antyrepublikanizm
Celem wyliczonych zabiegów (przy
czym piszący te słowa nie przedstawia ich
zamkniętej, wyczerpującej listy, a jedynie z
grubsza szkicuje najważniejsze punkty) pozostaje rozpropagowanie postulatu zmiany
formy rządu w Polsce i wprowadzenie go
do sporów politycznych odbywających się
w obrębie tzw. głównego nurtu – ku przerażeniu wielu ich dotychczasowych uczestników. Prawicowcy nie powinni nastawiać
się wewnętrznie na sukces w perspektywie
krótkofalowej (np. kilkuletniej), ponieważ
osiągnięcie owego celu może zająć długie
lata. A kwestionowanie republikańskiej
formy państwa to dopiero pierwszy etap
podważania obowiązującego paradygmatu
politycznego. W perspektywie długofalowej prawica dążyć musi do stopniowego
wprowadzania w obieg polityczny kwestionowania i podważania całości paradygmatu demoliberalnego.
Jako bezwzględnie szkodliwe trzeba
ocenić wszelkie pojawiające się na luźno pojętej prawicy próby szminkowania
i galwanizowania trupa republiki: zwoływane ostatnio „kongresy republikańskie”,
publikacje pokroju głośnego swego czasu
eseju „Dlaczego Polska potrzebuje neosarmackiego republikanizmu?” autorstwa
p.Jana Filipa Staniłko i tym podobne. Projekty takie muszą zostać rozpoznane jako
przejawy sabotażu, dywersji i rozbijactwa
na prawicy – i w związku z tym być zwalczane z całą stanowczością.
Antyrepublikanizm ma szansę stać się
oryginalną i przykuwającą uwagę formułą
polityczną, od dawna poszukiwaną przez
polską prawicę – prawicę dotąd w ogromnej większości bezpłodną intelektualnie i
zagrożoną kompletną bezideowością. Na
płaszczyźnie politycznej najskuteczniej
jednoczy wspólny wróg.
ADAM DANEK
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
Delikatna kwestia zaufania
W
czasie minionych wakacji
w części mediów wzbudziła
zainteresowanie
kontrola, jaką w sprawie
funkcjonowania fotoradarów zarządził
Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji. Nie zrobił tego z własnej inicjatywy
(co zresztą specjalnie nie dziwi), zmusiły
go do takiego kroku artykuły opisujące co
najmniej podejrzany proceder zawierania
umów i rozliczania mandatów przez tzw.
strażników w niektórych miastach.
Jest rzeczą powszechnie znaną, że już
od samego początku stosowania urządzeń
do automatycznego rejestrowania faktu
przekroczenia prędkości, sposób funkcjonowania całego systemu budził poważne
zastrzeżenia i szeroką krytykę. Poczynając od samej istoty tego pomysłu stawiania specjalnych masztów z pudełkami do
umieszczenia urządzenia pomiarowego,
który był uzasadniany chęcią podniesienia bezpieczeństwa na drogach i pokrętnego przemilczania funkcji fiskalnej, poprzez wręcz patologiczne metody mające
na celu wyłącznie maksymalizowanie dochodów z mandatów, aż skończywszy na
kwestii wprowadzania w błąd kierowców
– litanię poważnych pytań i zastrzeżeń
można by znacznie wydłużyć.
Kapitalne źródełko kasy
Dopóki urządzenia stawiała policja nie
było jeszcze najgorzej. Trzy lata temu prawo do karania za przekroczenie prędkości
uzyskały straże miejskie. Ich mocodawcy,
czyli władze lokalne dość szybko połapały się, że otworzyło się kapitalne źródełko kasy, w dodatku bez konieczności
ryzykownych inwestycji i praktycznie z
gwarancją stałego dochodu. A od tego już
tylko krok był do twórczego stosowania
prawa.
Mamy oto taką sytuację, że w całym
kraju ustawiono już tysiące słupów ze
skrzynkami – ale urządzeń jest podobno tylko 274! Ktoś je zaprojektował,
wykonał, być może nawet sporządzano
odpowiednie projekty ustawienia i je zatwierdzano, w końcu ktoś zainstalował i
podłączył – innymi słowy dobra kasa była
w obrocie, naturalnie wszystko na koszt
ogółu podatników!
W niektórych punktach są nawet urządzenia do pomiaru i rejestracji prędkości,
czyli wyłapania tych naiwnych, którzy
„nie mają wiedzy” który fotoradar działa,
a który słup to tylko atrapa. Taką informację najprościej posiąść można używając
dozwolonego CB radia, ale znane i stosowane są też inne metody uzyskiwania
tajemnej wiedzy.
Na temat fotoradarów dyskusje trwają
nieustannie, czeka nas podobno kolejna
modyfikacja przepisów. Chciałbym zwrócić uwagę na dotychczas nie podnoszony aspekt tego zagadnienia. Otóż bardzo
często spotyka się przy drodze lub ulicy
tabliczkę z napisem „kontrola radarowa” i zazwyczaj (choć wcale nie zawsze)
zaraz potem stoi ów maszt. Ale to wcale nie oznacza, że jest w nim fotoradar!
Czyli ktoś nas oszukuje – informuje
(ostrzega?) o czymś, co nie istnieje.
Zatem w grę wchodzi delikatna kwestia zaufania do władz publicznych, które
świadomie wprowadzają w błąd, podając
nieprawdziwą informację! Osiągają w ten
sposób skutek przeciwny od zamierzonego – powodują narastające przekonanie, że
to co stoi przy drodze jako tzw. znak drogowy, to tylko efekt radosnej twórczości
jakiegoś urzędnika, w dodatku nie mający
nic wspólnego z rzeczywistością. Niestety
często tak jest, przykładów można przytoczyć bez liku. Co gorsze, ta władza jest
anonimowa i w dodatku nie ponosi żadnej
odpowiedzialności za swoją nieudolność
i/lub złą wolę, czasem również za wynikające z dezinformacji tragiczne skutki.
Salon paryski
Na szczęście są także sympatyczniejsze sprawy, nawet pomimo nadchodzącej
nieuchronnie jesieni. Firmy samochodowe tradycyjnie właśnie w tym okresie
pokazują nowości, projekty, koncepcje
itd., a najchętniej i najskuteczniej robią
to podczas renomowanych salonów samochodowych. I oto za miesiąc rusza
MONDIAL DE L’AUTOBOMILE 2010,
czyli odbywający się co dwa lata paryski salon samochodowy – najpierw przez
kilka dni tylko dla fachowców z branży i
dziennikarzy, następnie od 2 do 17 października dostępny dla wszystkich sympatyków motoryzacji.
Pierwszą imprezę w Paryżu zorganizował
w roku 1898 powstały zaledwie trzy lata
wcześniej L’Automobile Club de France,
przy czym by zakwalifikować się do udziału wehikuły musiały o własnych siłach, w
obecności sędziego, pokonać trasę z Paryża do Wersalu i z powrotem. Salon paryski
szybko zdobył pozycję jednego z najważniejszych wydarzeń rynku samochodowego, pokazywał zawsze nie tylko najnowsze
konstrukcje i trendy rozwoju branży (tutaj
XXXIX
PUBLICYSTYKA
pojawił się np. w 1955 roku rewolucyjny Citroën DS 19), ale
również był barometrem ogólnej
sytuacji ekonomicznej. Okres dynamicznej ekspansji lat 20-tych
(w 1929 roku było 1339 wystawców) przysłonił kryzys światowy,
później druga wojna. Ale już w
1946 roku pierwszy powojenny
salon samochodowy w wolnej
Europie obejrzało ponad 800 tysięcy zwiedzających, a mogli zobaczyć m.in. po raz pierwszy od
1923 samochód elektryczny; na
tegorocznym salonie z pewnością
również ich nie zabraknie.
To właśnie w Paryżu pojawiły
się w Europie pierwsze samochody z Japonii – w 1957 zadebiutował protoplasta Nissana,
model Datsun Prince Skyline, zawsze są tu interesujące premiery.
Dwa lata temu przybyło prawie
1,5 mln zwiedzających, 13.000
akredytowanych dziennikarzy ze
100 krajów, pokazano 80 światowych premier. Jaki będzie tegoroczny salon? Zapowiedzi brzmią
zachęcająco, praktycznie wszyscy
liczący się producenci zaprezentują jakieś nowości. Gospodarze szykują następcę Peugeota 407 i 607
– nowy model 508, w stylu coupe,
z zapowiedzią w przyszłości wersji kombi i 4x4 z podwyższonym
zawieszeniem, Citroën prezentuje
bazujący na C4 model crossover,
także nowy DS4, Renault pokaże
Dezira i Latitude. Ofensywa niemiecka to długa lista Audi (S1, S8,
R8GT), BMW (X3, 6), Mercedes
(CLS, CL), Opel (Zafira, Astra
GSI). Porsche (911 GT2), VW
(Passat). Będą japończycy (Suzuki
Swift, Toyota Verso, Honda Jazz
Hybrid, Mazda, Mitsubishi), koreańczycy, również Škoda, Volvo,
Saab itd.itd.
Dopiero po otwarciu przekonamy
się na ile ten salon odzwierciedlać
będzie zmieniający się układ sił w
światowej motoryzacji, uwzględniając oczywiście europejski charakter tej imprezy. Na wstępnej
liście wystawców nie widać firm
z nowych potęg motoryzacyjnych,
z Chin i Indii, które zaczynają dominować nie tylko jako rynki zbytu, ale również jako producenci
(i właściciele światowych marek)
samochodów. Niestety nie widać
także żadnych firm polskich.
ANDRZEJ SOŁDAN
XL
Lista koordynatorów
ruchu wyborców JKM
w wyborach samorządowych
Wszystkich chętnych do udziału w wyborach i kampanii wyborczej, a także tych, którzy są w
stanie w jakikolwiek sposób pomóc przy zbieraniu podpisów, logistyce itp., prosimy o skontaktowanie się naszymi koordynatorami stosownie do miejsca zameldowania. Jest to lista wstępna
– w kolejnym numerze zamieścimy prawdopodobnie listę pokrywającą znacznie większą część
kraju. Generalnie najmniej zgłoszeń mamy z województwa lubuskiego, prosimy więc naszych
zwolenników z tego terenu o zwiększenie aktywności.
Krajowi koordynatorzy ruchu wyborców JKM
JERZY KENIG
[email protected]
WALDEMAR RAJCA
[email protected]
Powiat
Imię
Nazwisko
Mail
Telefon
ząbkowicki
Łukasz
Tworek
[email protected] 724516922
Jelenia Góra
Robert
Zając
[email protected] 696776840
jeleniogórski
Robert
Kotecki
[email protected] 516563489
złotoryjski
Maciej
Jastrzębski
[email protected] 504238042
Legnica
Mateusz
Górak
[email protected] 723459559
woj. dolnośląskie
woj. kujawsko-pomorskie
nakielski
Michał
Kłak
lipnowski
Janusz
Dominiak
[email protected] 723669564
woj. łódzkie
[email protected]
Adam
Woch
[email protected] 660565938
Łódź
Jacek
Dobiesz
[email protected] 515245260
łowicki
Jacek
Wiśniewski
[email protected] 606136235
zgierski
Piotr
Hetich
[email protected] 515909605
łaski
Jerzy
Szulc
[email protected] 796888433
pabianicki
Lech
Kędzierski
[email protected] 603122022
sieradzki
Adrian
Antosiak
[email protected] 663476662
Skierniewice
Mikołaj
Lelonkiewicz
[email protected] 726026657
opoczyński
Bernard
Węglarski
[email protected] 510716880
rawski
Paweł
Witczak
[email protected] 661361870
Paweł
Pękala
[email protected] 793431166
Jan
Kotwicki
[email protected] 609625230
chrzanowski
Przemysław
Kucharczyk
[email protected] 606999529
wadowicki
Dawid
Ogiegło
[email protected] 506766884
Tarnów
Bogdan
Orlik
[email protected] 504106329
tarnowski
Bogdan
Orlik
[email protected] 504106329
Adam
Wojtasiewicz
woj. lubelskie
radzyński
woj. lubuskie
wschowski
woj. małopolskie
woj. mazowieckie
Warszawa
[email protected]
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
ciechanowski
Tomasz Wojciechowski
tomasz.wojciechowski06@
gmail.com 694935047
Drodzy Przyjaciele
Kosnowski [email protected] 698678487
Wolności z Warszawy!
Robert
Szulborski
Sytuacja polityczna w naszym
Piotr
Osłowski
[email protected] 792575074 kraju i mieście jaka jest – każdy
wyszkowski
Arkadiusz
Jarosz
[email protected] 609571664 widzi. Jeżeli teraz nic nie zrobi-
grodziski
Marcin
Piórkowski
[email protected] 506606648
piaseczyński
Andrzej
Gniadkowski
[email protected] 694237641
pruszkowski
Grzegorz
Burchert
[email protected] 791775886
Radom
Waldemar
Rajca
[email protected] 502215257
białobrzeski
Waldemar
Rajca
[email protected] 502215257
Siedlce
Andrzej
ostrowski
siedlecki
[email protected] 511009497
grójecki
Andrzej
Ostrowski
502408175
kozienicki
Janusz
Skalski
505022919
przysuski
Irena
radomski
Waldemar
Rajca
[email protected] 502215257
szydłowiecki
Danuta
Parszewska
692689488
zwoleński
Krzysztof
Skrzypczak
509747873
Opole
Marcin
Szymkowiak
[email protected] 694222600
prudnicki
Tomasz
Nykiel
[email protected] 669403140
Michał
Zarębski
[email protected] 698616847
Krzyżanowska 609275110
woj. opolskie
woj. podkarpackie
kolbuszowski
Krosno
Jerzy
Lorens
[email protected] 134361690
bielski
Tomasz
Nikołajuk
[email protected] 512795854
chojnicki
Marcin
Wenta
[email protected] 609137813
wejherowski
Michał
Wiśniewski
[email protected] 889311787
gdański
Tomasz
Wilk
[email protected] 509035043
woj. pomorskie
woj. śląskie
cieszyński
Roman
Legierski [email protected] 504123348
Tychy
Grzegorz
Jacek
[email protected] 883943349
Gliwice
Witold
Zabiegała
[email protected] 668440407
gliwicki
Witold
Zabiegała
[email protected] 668440407
lubliniecki
Witold
Zabiegała
[email protected] 668440407
Częstochowa
Łukasz
Piotrowski
[email protected]
myszkowski
Marcin
Sosnowiec
Dawid
Zapała
[email protected] 609863861
Żory
Dawid
Widera
[email protected] 504514933
buski
Mateusz
Wójcikiewicz
[email protected] 608063395
Kielce
Piotr
Adamczyk
[email protected] 509478568
konecki
Andrzej
Poterała
[email protected] 509303493
Adrian
Meger
[email protected] 727284206
Mateusz
Zapart
[email protected] 500552019
kościański Maciej Witold
Gołąb
[email protected] 785804273
Bieschke
[email protected] 601449989
Pasikowski [email protected] 668163484
woj. świętokrzyskie
woj. warmińsko-mazurskie
Elbląg
woj. wielkopolskie
ostrowski
woj. zachodniopomorskie
Szczecin
NR 37 (1060)
Witold
11 WRZEŚNIA 2010
my, czekają nas kolejne zmarnowane lata. Nie stać nas na to. Tegoroczne wybory samorządowe,
a przede wszystkim przyszłoroczne parlamentarne – to jedyne
w najbliższych latach okazje na
przerwanie obecnego układu.
Dlatego ludzie z różnych środowisk i organizacji postanowili zjednoczyć się i stawić czoła
partiokracji. Nasz ruch bazuje na
„pospolitym ruszeniu” wszystkich, którym bliskie są takie wartości jak wolność, niepodległość,
własność, praworządność, wolny
rynek, sprawiedliwość, tradycja i rodzina. Naszym kandydatem na prezydenta stolicy jest
JANUSZ KORWIN-MIKKE,
który już w pierwszym sondażu
uzyskał 9-procentowe poparcie!
Mamy więc realną szansę na
przerwanie „układu warszawskiego”. Wszystkich, którzy chcą
pomóc w warszawskiej kampanii
JKM i naszego ruchu, zachęcamy
do włączenia się w działania propagandowe, jak i do startowania
z naszych list do warszawskiego
samorządu. Zgłoszenia prosimy
przesyłać na adres e-mail warszawskiego koordynatora ruchu – Adama Wojtasiewicza:
[email protected]
Zgłoszenie powinno zawierać
podstawowe informacje: 1. imię,
2. nazwisko, 3. dzielnicę, 4.
e-mail, 5. telefon oraz deklarację, czy wyrażają Państwo chęć
kandydowania. Mile widziane informacje o tym, jak mogą
Państwo nas wesprzeć (pomoc
materialna, cenne umiejętności,
poświęcenie czasu na kampanię
i zbieranie podpisów itp.). Żadne zgłoszenie nie pozostanie bez
odpowiedzi. Będziemy regularnie
wysyłać do Państwa informacje o
naszych działaniach. Zapraszamy
również do „polubienia” profilu Janusza Korwin-Mikkego na
portalu społecznościowym Facebook:http://www.facebook.com/
janusz.korwin.mikke.
XLI
PUBLICYSTYKA
Monopol na puszczę
P
asożytujący na Puszczy Białowieskiej ekolodzy wysuwają często argument, że warto powiększyć teren parku
narodowego, bo wówczas zyskują na tym ekonomicznie wszystkie przyległe miejscowości. Gdyby posłużyć
się tego rodzaju logiką, wówczas najlepiej byłoby na połowie
powierzchni kraju ustanowić park narodowy, a wówczas na drugiej połowie żyłoby się w luksusie.
Niestety, sprawy nie mają się tak łatwo i prosto, jakimi jawią
się w umysłach ekologów. Nie pasują nawet do myśli ekologów-patriotów, którzy całą puszczę najchętniej odgrodziliby od
świata zewnętrznego drutem kolczastym z samej tylko racji, że
Jagiełło i August III Sas zabijali w niej zwierzynę.
Królewskie regalia
Grupa osób działających w imię państwa odgradza dany obszar
od reszty świata, najczęściej hodując na jego obszarze zwierzęta,
na których chów ma całkowity monopol (żubry, niedźwiedzie,
łosie itd.), uważając siebie za ostatniego filantropa i opiekuna
fauny i flory.Historycznie rzecz biorąc, państwo było ostatnią instytucją, która dbałaby o zwierzęta. Na polowania do puszcz na
pograniczu Polski i Litwy wybierali się niemal wszyscy władcy:
od Krzywoustego, poprzez Giedymina i Jagiełłę, a skończywszy na Sasach i Wazach. W czasie jednego z takich polowań, w
1756 roku, król August III zabił ze świtą ponad 42 żubry. Już
od czasów Piastów polować nie było wolno każdemu, lecz jedynie władzy. Królewskie regalia zakazywały zabijania jeleni i
niedźwiedzi we wszystkich lasach bez zgody urzędników króla.
Królewski monopol na zabijanie dzikiej zwierzyny był jednym
z pierwszych monopoli gospodarczych w naszym kraju – obok
monopolu żup solnych w Wieliczce i Bochni, kopalni ołowiu w
Olkuszu oraz menniczego.
Wielki kłusownik
Jak każda regulacja rynku, regale łowieckie poskutkowało
wykształceniem się szarej strefy. Ludzi, którzy mieli takie
samo prawo do zabijania jeleni i saren w dzikich puszczach co
król, tępiono, nazywając kłusownikami. Wbrew zatem temu,
co mówi się o kłusownikach dzisiaj, pragnąc ich skojarzyć z
ginięciem rzadkich gatunków, ich działania były najczęściej
motywowane naturalnym pragnieniem zdobycia zarobku w
sytuacji, gdy cały rynek był poddany bardzo silnej regulacji,
a okolica nie stwarzała żadnych perspektyw na poprawę warunków bytowych. Co więcej, największym zagrożeniem dla
rzadkich gatunków było zawsze państwo. Ostatnie żyjące na
wolności żubry zabili w czasie I wojny światowej Niemcy,
szukając pożywienia dla swego wojska. W Puszczy Białowieskiej, która stanowiła ulubione tereny łowieckie rodziny carskiej, wybić niedźwiedzie co do łapy nakazał... sam imperator,
ponieważ jego zdaniem zabijały żubry (które chciał przecież
zabijać osobiście). Podobny scenariusz powtarza się w przypadku wielu gatunków w różnych rejonach Polski. Za wyginięcie tura i innych gatunków zwierząt nie wolno zatem winić
„kłusowników”, lecz Kłusownika, który całkowicie zmonopolizował dla siebie usługę polowań i administrowania naturalnego zaplecza dla dzikiej zwierzyny.
Co najbardziej znamienne, „obrońcy przyrody” pragną niemal
zawsze chronić ją przy użyciu podatków. Ludzi, którzy prowadzą własną hodowlę lub też budują minizoo jest w Polsce
XLII
naprawdę garstka. Toczą nierówną walkę z dotowanymi przez
budżety miejskie i budżet centralny ogrodami zoologicznymi z
wielkich miast. Chętnych do ochrony fauny i flory za cudze,
odebrane pod przymusem pieniądze zawsze znajdą się tabuny –
i to oni robią wokół siebie największy hałas.
„Zielony” styl życia
Komercyjny sukces polskich parków narodowych pokazuje
dobitnie, że prowadzenie ich nie jest zajęciem, które musi być
wykonywane jedynie przez państwo. Dostęp do dzikiej przyrody jest czymś, co podlega prawom rynku – tak jak chleb czy
wizyta u dentysty. Snute nieraz wizje, iż świat przyrody pozostawiony bez opieki państwa niechybnie by zginął, są równie
uzasadnione jak pogląd, iż nieskrępowany rynek nie zapewniłby ludziom chleba. Bo czy pszenicy i żyta nie powinno się
bronić przed „kłusownikami” i nieodpowiedzialnymi ludźmi,
którzy mogliby przecież przejeść całe dostępne ziarno i na
zawsze pozbawić nas do niego dostępu? A co z psami? Czy
hodowanie jamników i terierów nie powinno być regulowane i
zastrzeżone jedynie dla Narodowej Służby Ochrony Rzadkich
Gatunków Psów?
No tak – powie ktoś – ale niektóre miejsca, np. Morskie Oko, są
to dobra narodowe i nikt nie powinien móc sobie postawić tam
hotelu. Zwróćmy jednak uwagę, że hotel już tam stoi i wybudowało go właśnie państwo. W okolicy dałoby się postawić zapewne i dziesięć takich hoteli, a pewnie i drugie tyle restauracji,
jednakże każda kolejna taka placówka zmniejszałaby atrakcyjność terenu – niszczyłaby tak poszukiwaną dzikość. Można więc
liczyć na to, iż rynek wykształciłby w Tatrach (jak i w każdym
innym regionie) miejsca o większej lub mniejszej liczbie lokali
użytkowych. Wszystko zależałoby od reakcji klientów, którzy
daliby wyraz najbardziej pożądanemu stanowi rzeczy, popierając go swoimi pieniędzmi. Jeżeli mierziłaby ich obecność barów
i hoteli w cenionym przez nich miejscu, mogliby dokonywać
czynnego lub biernego bojkotu ich właścicieli, wymuszając w
ten sposób zmianę zagospodarowania terenu. Wówczas okazałoby się, na ile rzeczywiście proekologiczne jest społeczeństwo,
które tak chętnie sięga po kasę z wszelkich ekofunduszy.
Gdyby dziś uwolnić wreszcie zarządzanie zasobami leśnymi i
naturalnymi spod władzy państwa, wiele chronionych obecnie
obszarów przeszłoby pod intensywne zagospodarowanie. Niewykluczone, że miejsca uważane dziś za ostoję dzikich grzybów, płazów lub ssaków zmieniłyby na wiele lat swój charakter.
Jednakże w tym samym czasie inne miejsca, zagospodarowane
obecnie, straciłyby swoją atrakcyjność i przeszłyby w nieużytek.
W ten sposób wszystkie zasoby ziemi byłyby wykorzystywane
w sposób optymalny, który jest dziś zakłócany państwowym
monopolem na określanie, czy działka ma być leśna, gospodarcza, rolna czy też usługowa. Tak jak w przypadku upraw rolnych, gdzie przed nastaniem Unii Europejskiej nikt nie musiał
mówić rolnikom, ile mają uprawiać ziemniaków, rzepaku, owsa
czy kukurydzy, a mimo to cały kraj był wyżywiony z nawiązką,
tak też w przypadku zarządzania wszystkimi gruntami w ogóle
prawa popytu i podaży są jedynym sposobem na ustalenie, ile
powinno być na ziemi lasów, bagien, miast i wsi. Skoro mamy
dziś tak wielki popyt na „zielony” styl życia, wolny rynek znalazłby dla jego miłośników sporą ilość dostępnych terenów.
JAKUB WOZINSKI
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
PUBLICYSTYKA
R
E
W
K
L
ostatnim czasie – za sprawą „Dziennika Gazety Prawnej” – do mediów przebiły się informacje o wykalkulowanych, pasożytniczych
postulatach Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Urzędnicy na prośbę Poczty Polskiej postanowili
„ścigać prywatnych operatorów pocztowych za przesyłki z
blaszką i tekturką”. Do 2012 roku prywaciarze nie mogą,
zgodnie z obowiązującym prawem, obsługiwać wysyłki listów, których masa nie przekracza 50 gramów. Praktyczny
monopol na tego typu intratne przesyłki (vide znaczna część
korespondencji firmowej) posiada państwowy moloch. Prywatni operatorzy pocztowi obchodzili przepisy, dokładając
do kopert tekturki, blaszki, a nawet małe firmowe kalendarzyki! Równocześnie – pomimo obciążającej list wkładki –
oferowali ceny niższe niż uprzywilejowana Poczta Polska.
W ten sposób ponad 200 prywatnych operatorów pocztowych w ciągu zaledwie czterech lat odebrało monopoliście
blisko 6 proc. rynku!
Dokładanie ciężarków UKE uznała za
łamanie prawa. – Zarzucano nam, że
niewystarczająco reagujemy w takich
sytuacjach, więc teraz zaproponowaliśmy zmiany, które pozwolą nam kontrolować operatorów – powiedział Piotr
Dziubak (rzecznik UKE). Pomysł karania pocztowych kapitalistów jest na
etapie konsultacji międzyresortowych.
Niestety już wiadomo, że idea walki z imperialistyczną blaszką/tekturką
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
A
M
A
spodobała się Ministerstwu Infrastruktury (na
czele Cezary Grabarczyk
z lyberalnej PO).
Oczywiście starania Poczty Polskiej o utrzymanie monopolu nie
dziwią. Prawie każdy chce ugrać coś
dla siebie w państwie, którego socjalny
model do cwaniactwa zachęca. Rację miał wspomniany w
ostatnim numerze profesor Gary Stanley Becker, pisząc o
powszechnej kalkulowanej skłonności do pasożytowania na innych podatnikach. Powyższy przykład pokazuje,
jak ważne jest systemowe okiełznanie PRAWA w duchu
konserwatywnego liberalizmu. Zwolennikom „rozmiękczenia postulatów wolnorynkowych” warto również przypomnieć słowa Stanisława Michalkiewicza: „Liberalizm jest
systemem integralnym (...), dlatego albo można realizować
go w całości, albo wcale”, a „rozwiązania fragmentaryczne przyniosłyby więcej
szkody niż pożytku”. To dlatego taki nacisk kładziemy na „jednoczesność zmian
stosunków własnościowych w państwie,
a więc prywatyzacji sektora publicznego,
obniżenia podatków i zmiany systemu
podatkowego oraz likwidacji interwencjonizmu państwowego (...), z demontażem aparatu biurokratycznego” (por.
„Dobry »zły« liberalizm”).
INKWIZYTOR
XLIII
FELIET
FELIETON
T
Kto budował komunizm?
Z
retoryki niezbyt świętej pamięci Karola Marxa można by wnioskować, że komunizm to twór najbardziej
uświadomionych przedstawicieli przodującej klasy
robotniczej. Tak zresztą utrzymywała propaganda.
Jest to jednak tylko kolejne kłamstwo tych propagatorów.
Ani sam Karol Marx, wywodzący się z dość zamożnej rabinackiej rodziny żydowskiej, żonaty ze śp. (oj, miała z Nim
Ona, miała...) baronówną Janiną von Westphalen, nie był robotnikiem, ani Jego sponsor, śp. Fryderyk Engels – wielki fabrykant. Robotników w partiach komunistycznych w ogóle nie
było wielu – tworzyli je, zazwyczaj wywodzący się ze szlachty,
inteligenci.
Nie było w tym nic nowego. Już rewolucję antyfrancuską robili nie jacyś tam robotnicy (których wtedy w ogóle nie było
wielu – i w czasie zdobywania Bastylii pracowali w manufakturach) ani chłopi (których w Paryżu nie było przecież w ogóle)
– lecz zubożała szlachta. We Francji bowiem, w odróżnieniu od
Anglii, każdy syn szlachcica był szlachcicem – i na ogół dziedziczył schedę po ojcu, co prowadziło do zubożenia tej warstwy.
Ludzie ci tłumnie zjeżdżali do Paryża, mając nadzieję na jakąś
posadę przy dworze lub w administracji – a ponieważ ta nie była
z gumy, mocno się frustrowali. Czego efektem była właśnie ta
rewolucja.
Już śp. Aleksander hr. Fredro wyjaśniał to słowami:
„Jadł, pił i hulał –
teraz w dunder śwista;
dawniej pan z panów
teraz komunista...”
i ostrzegał:
„Szlachcic skręca w komunizm
w pieniężnym kłopocie –
ale i dyszel złamie,
i ugrzęźnie w błocie...”.
Teoretycy komunizmu to inteligenci – w dużej części żydowscy. Co zawsze zdumiewało bł. pam. Miltona Friedmana, mówiącego: „Przecież Żydzi wszystko, co mają – emancypację,
dobrobyt – zawdzięczają kapitalizmowi; dlaczego więc gdy
gdzieś dorwą się do władzy, to budują socjalizm – cholera jasna, nawet w Izraelu?!”. Oczywiście tłumaczy się to tym, że
Żydzi ze swojej inteligenckości wyciągają radykalne logiczne
konsekwencje: skoro inteligent dużo wie, to nie może dopuścić,
by jakieś ciemne kmioty szkodziły sobie, robiąc to, co chcą;
obowiązkiem inteligenta jest oświecać ich, zabraniać rzeczy
szkodliwych, nakazywać robić rzeczy pożyteczne... A ponieważ
wiąże się to zazwyczaj z całkiem konkretnymi korzyściami dla
tych, co oświecają, nakazują i zakazują – więc zwłaszcza Żyd
całą duszą szczerze popiera socjalizm, komunizm itp.
Jednak już, zauważmy, nie anarchizm – bo tam nie ma posad
i nie można nikomu niczego nakazywać! Anarchiści to z reguły
rzemieślnicy.
Fredro jakby przewidział dzieje śp. Józefa Piłsudskiego. Ten
przywódca socjalistów wywodził się z karmazynowej raczej
szlachty, jednak Jego ojciec doprowadził niewczesnymi eksperymentami ekonomicznymi rodzinny Zułów do ruiny, więc
Piłsudski skręcił w socjalizm. Zauważmy wszelako, że dyszel
złamał, ale nie ugrzązł w błocie, tylko poszedł na współpracę z
wywiadami: najpierw japońskim, potem austriackim, wreszcie
niemieckim. To Go z błota wyciągnęło i postawiło na świecz-
XLIV
niku. Jak na tym wyszła Polska – to trudno ocenić. Z pewnością nie jest tak, że bez Piłsudskiego by nie powstała, bo na
gruzach trzech imperiów powstawały takie twory jak Estonia
czy Wolne Miasto Gdańsk – ale czy możemy zagwarantować,
że bez Piłsudskiego byłaby lepsza? Eksperymentu już przeprowadzić się nie da...
Piszę to wszystko, by podkreślić rzecz ważną. Otóż nie chodzi bynajmniej o to, że wybitnymi przedstawicielami „ruchu
robotniczego” są inteligenci (jak ci dowiezieni przez bezpiekę do Gdańska, by rządzili „Solidarnością”). Chodzi o to, że
u władzy znalazł się etos tej warstwy – warstwy szlacheckich
utracjuszów.
Proszę zwrócić uwagę na negatywną selekcję: „Szlachcic skręca w komunizm w pieniężnym kłopocie...”. Gdyby ojciec Piłsudskiego lub On sam lub Jego brat byli dobrymi gospodarzami,
to siedzieliby w Zułowie i ożenili się z miejscowymi posażnymi
pannami. To nie szlachcice opanowali ruch „robotniczy”, tylko
szlachcice nie umiejący niczym zarządzać.
Jeśli władzy w PRL zarzuca się wyrzucanie w błoto pieniędzy
na rozmaite eksperymenty gospodarcze, to pamiętajmy, że robili
oni to, co robił Piłsudski-senior (i setki innych szlachciców).
Szlachta, która się dorabiała, żyła w miarę oszczędnie; często
przesuwała część swoich dzieci między kapitalistów, by tą drogą zdobywały majątki. Tacy ludzie byli, rzecz jasna, przeciwnikami komunizmu, socjalizmu i czego tam jeszcze. A Piłsudski
nie miał nic do stracenia oprócz kajdan – i zdobył może nie cały
świat, ale zawżdyć jego kawałek.
A na przykład śp. Krzysztof Radziwiłł, „Czerwony Książę”,
i Jego córka Anna, też socjalistka...
A to, że tak opanowanym światem nie umieli potem zarządzać, nie jest przypadkiem, tylko rezultatem tej wspomnianej
selekcji.
Warto byłoby teraz popatrzeć, kto buduje eurosocjalizm. Podejrzewam, że dzieci kapitalistów, którym się nie udało. Natomiast do Komunistycznej Partii Chin należą niemal bez wyjątku
kapitaliści, którym się udało. Którzy umieją robić pieniądze.
Którzy wiedzą, jak wygląda gospodarka.
I różnica widoczna jest gołym okiem. Tamci, choć udają komunistów, są efektywni – ci, którzy udają, że walczą z komunizmem, rządza marnie.
Jest to oczywisty efekt d***kracji. Ci, co pracują wydajnie,
nie maja czasu na politykę – ani specjalnej chęci. Natomiast
nieudacznicy do pracy się zrazili – i kiedy mówią o „opiece społecznej dla biednych”, zapewne w podświadomości mają własną sytuację.
Jednak choć ci, którzy zdobyli pieniądze, wiedzą coś o gospodarce, to ich dzieci żyją w wieży z kości słoniowej – wydaje im
się, że pieniądze biorą się z bankomatów, a ponadto stać ich na
realizację głupich pomysłów, w rodzaju np. przyznawania zasiłków bezrobotnym. Ich dziadek czy ojciec, którzy własną pracą
dorobili się miliardów, tego by nie zrobili...
Ale też nie zajmowali się polityką. Na tyle, by zabezpieczyć
trwanie ustroju, który umożliwił im – i milionom innych – zdobycie pieniędzy.
A ich dzieci – do spółki z nieudacznikami z tej samej sfery –
znalazły wspólny język.
I rządzą. Do czasu ruiny.
JANUSZ KORWIN-MIKKE
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
FELIETON
Oferta powrotu do źródeł
H
istoria powtarza się jako farsa albo nawet jako groteska. Pamiętamy opinię, jaką Maurycy Mochnacki
wygłosił o wielkim księciu Konstantym Pawłowiczu, rządzącym Królestwem Polskim przed Powstaniem Listopadowym: „los swej ironii względem nas dalej posunąć nie chciał. Może też i nie śmiał”. Czyż charakterystyka
ta nie pasuje jak ulał, a nawet bardziej do byłego prezydenta
naszego państwa Lecha Wałęsy? Pasuje, jak najbardziej, z tą
może różnicą, że od tamtej pory los względem nas tak bardzo się ośmielił, że można powiedzieć, iż stał się zuchwały i
bezczelny. Wprawdzie kto słucha byłego prezydenta naszego
państwa Lecha Wałęsy, ten sam sobie szkodzi, ale – po pierwsze – nie wszyscy o tym wiedzą i pewnie dlatego zapraszają
go na tzw. wykłady, a po drugie – co zauważyli już starożytni
Rzymianie, ubierający każde spostrzeżenie w pełną mądrości
sentencję – nulla regula sine exceptione, co się wykłada, że od
każdej zasady bywają wyjątki. I ślepej kurze czasami trafi się
ziarenko, toteż i z potoku bredni produkowanych przez byłego
prezydenta naszego nieszczęśliwego państwa niekiedy można
wyłowić ziarenko prawdy. Oto w związku z pyskówką, jaka
miała miejsce podczas uroczystego zjazdu „Solidarności” w
30. rocznicę podpisania przez dwóch tajnych współpracowników SB i trzeciego, podejrzewanego o agenturalność, tak
zwanych porozumień sierpniowych z rządem, były prezydent
naszego państwa zauważył, że „on [tzn. Jarosław Kaczyński
– S.M.] liczy na to, że może nas ogłupić”. Zaimek „nas” oznacza w tym przypadku byłego prezydenta naszego państwa z
kolegami. Jeszcze bardziej? To chyba niemożliwe. Można powiedzieć, że to niemożliwość pierwotna i obiektywna! Taka
rzecz nie może udać się nawet takiemu wirtuozowi intrygi jak
Jarosław Kaczyński ani w ogóle nikomu, więc w tym przypadku były prezydent naszego państwa ma całkowitą rację. I nie
byłoby powodu, by skupiać na tym uwagę – chociaż, powiedzmy sobie szczerze, momenty, kiedy były prezydent naszego
państwa wygłasza trafne opinie, są rzadkie niczym lucida
intervalla u zapuszczonego schizofrenika – gdyby nie wygłoszona przezeń przy tej okazji następująca przestroga: „Jak Jarosław Kaczyński wyciąga rzeczy nieprawdopodobne, to nie
możemy się z tym zgodzić. Tu jest problem. Niech przestanie
wyciągać, bo jeszcze się wielu rzeczy dowie, których nie należałoby powiedzieć, bo Lech nie żyje”.
Rozbierzmy sobie tę przestrogę z uwagą. Po pierwsze – były
prezydent naszego nieszczęśliwego państwa mówi o „wyciąganiu”, i to „rzeczy nieprawdopodobnych”. O co tu chodzi?
Przykładem „rzeczy nieprawdopodobnej” jest choćby informacja, że były prezydent naszego państwa Lech Wałęsa był
w przeszłości tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie
operacyjnym Bolek. Ujawnianie lub dokumentowanie takich
informacji w języku byłego prezydenta naszego państwa nazywa się „wyciąganiem”. A dlaczego taka informacja jest
„nieprawdopodobna”? Dlatego, że pozostaje w sprzeczności
z tak zwaną legendą Lecha Wałęsy, czyli spreparowaną na
użytek propagandowy fałszywą wersją życiorysu i dokonań.
Ta legenda, podobnie zresztą jak inne, np. legenda Tadeusza Mazowieckiego, Adama Michnika czy „drogiego Bronisława”, jest istotnym składnikiem mitu założycielskiego
III Rzeczypospolitej. Jak pamiętamy, aktem założycielskim
III RP były ustalenia poczynione przez generała Czesława
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
Kiszczaka ze swoimi konfidentami i pożytecznymi idiotami, ale gwoli lepszego zakamuflowania ich rażącej nagości
dopuszczono, by obrosła mitem tak zwanych legend. Dlatego
obydwie strony ówczesnych siucht tworzą dziś rodzaj spółki
wzajemnie asekurującej sobie „legendy”. Niektórzy, osobiście zainteresowani przedstawiciele wyższego duchowieństwa próbują nawet nadać działalności tej spółki charakter
półsakralny – na przykład JE abp Józef Życiński, w swoim
czasie „bez swojej wiedzy i zgody” zarejestrowany jako
TW „Filozof”, formułuje poważną zastawkę, że kto podważa te „legendy”, ponownie krzyżuje Chrystusa. Wprawdzie
rzeczywiście: i Chrystus, i Judasz Iskariota, każdy na swój
sposób, doświadczyli cierpień, ale zacieranie granicy między
tymi dwiema postaciami to w chrześcijaństwie rzeczywiście
coś nowego. Wspominam o tym przede wszystkim dlatego,
że JE nieustannie piętnuje nadużywanie uczuć religijnych dla
celów politycznych – a przecież zacieranie granicy między
Chrystusem a Judaszem, niezależnie już od teologicznego
aspektu sprawy, jest spowodowane wyłącznie, a w każdym
razie przede wszystkim pragnieniem podtrzymania owych
„legend” jako składnika mitu założycielskiego III RP – a
więc motywacją par excellence polityczną.
Wróćmy jednak do przestrogi, jaką pod adresem Jarosława
Kaczyńskiego skierował były prezydent naszego państwa.
Drugą sprawą, na którą warto zwrócić uwagę, jest „problem”.
Na czym polega „problem”? Na zachowaniu symetrii: „niech
przestanie wyciągać”, bo w przeciwnym razie „jeszcze się
wielu rzeczy dowie”, i to takich, „których nie należałoby powiedzieć”. A contrario – jeśli przestanie wyciągać, to się nie
dowie. Oczywiście to tylko skrót myślowy, bo nie chodzi przecież o powstrzymanie się przed informowaniem Jarosława Kaczyńskiego o rzeczach, „których nie należałoby powiedzieć”,
ponieważ jestem pewien, że on o tym wszystkim wie – tylko o
utrzymanie tych rewelacji w tajemnicy przed opinią publiczną. Krótko mówiąc: jeśli Jarosław Kaczyński zaprzestanie
podważania naszych „legend”, to my pozwolimy mu budować
„legendę” swego brata. Jeśli zaś nie przestanie obsrywać naszych „legend”, to my obsramy mu jego. Taką ofertę i taką
pogróżkę pod adresem Jarosława Kaczyńskiego ustami byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego państwa przedstawia
Spółka Wzajemnego Ubezpieczenia Legend „Róbmy Sobie
Na Rękę”.
To wszystko jest oczywiście bardzo ciekawe jako rzecz sama
w sobie, ale przecież, niezależnie od intencji byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego państwa, oferta ta odzwierciedla
fundamentalną zasadę konstytucyjną III Rzeczypospolitej.
Z obfitości serca usta mówią i coś takiego przytrafiło się właśnie byłemu prezydentowi naszego... – i tak dalej – niczym lucidum intervallum zapuszczonemu schizofrenikowi. Bo dzięki
tej szczerości zyskaliśmy expressis verbis potwierdzenie owej
fundamentalnej zasady konstytucyjnej III Rzeczyspospolitej:
„MY NIE RUSZAMY WASZYCH – WY NIE RUSZACIE
NASZYCH”. Na tym fundamencie spoczywa nie tylko system
prawny, ale również funkcjonowanie naszego nieszczęśliwego państwa pod okupacją razwiedki, która za pośrednictwem
swych konfidentów i przy asyście grona pożytecznych idiotów
konstytucję tę oktrojowała.
STANISŁAW MICHALKIEWICZ
XLV
PRO FIDE REGE ET LEGE
Realny ogląd sytuacji politycznej
W
chwili gdy Janusz Palikot
ogłosił, że zakłada własny
ruch, można chyba ogłosić niedługie zakończenie
tego, co Stanisław Michalkiewicz nazwał
kiedyś „porządkowaniem sceny politycznej”. Jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, czteropartyjny polski system
przekształci się w tzw. system partyjny
hegemoniczny.
Ruch Palikota nie jest jego własną
inicjatywą. Tak jak i inne, tak i to posunięcie jest uzgodnione z Donaldem
Tuskiem. A w ocenie premiera sytuacja wygląda tak: 1) Kaczyński popełnił polityczne samobójstwo. Po śmierci brata
miał niepowtarzalną szansę zmiany języka i wizerunku. Podjął tę próbę i dostał w pierwszej turze prawie 40% głosów.
Jednak po wyborach zachowuje się jak szalony i przekształca
partię w sektę polityczno-religijną. Sekta ta ma stały elektorat na poziomie 20-25%. To fanatycy, którzy nie opuszczą
Kaczyńskiego. Odebranie tych ludzi PiS-owi jest niemożliwe. Ale ta retoryka powoduje, że PiS nie ma też szans na odebranie wyborców PO. Kaczyński stworzył 20-25-procentowe
getto i odgrodził się murem od świata. 2) Koalicyjne PSL
może nie przekroczyć 5% w wyborach parlamentarnych i istnieje groźba, że PO zostanie zmuszona do zawiązania koalicji rządowej z SLD, co byłoby kompromitujące. Niewielka
jest szansa, że PO samodzielnie zdobędzie 231 mandatów.
3) Na lewicy od dna odbiło się SLD. Zamiast marginalizacji
na 5% kandydat SLD dostał prawie trzy razy więcej głosów.
Po zabetonowaniu się PiS, to SLD stanowi alternatywę dla
PO. A więc tu jest wróg.
I tu wchodzi do walki Palikot, który radykalnie skręcił w
lewo, ku tradycyjnym tematom socjalistycznym: aborcja,
krzyż, państwo-Kościół, in vitro itd. Zapewne Palikot dostał od Tuska proste polecenie: „Panie Januszu, Napieralski
urósł w siłę. Proszę zrobić mi w partii kontrolowany rozłam,
ogłosić się lewicą i spuścić Napieralskiego na 5-7%”. Palikot
dostanie zaraz mocne wsparcie, bowiem Napieralski wycina
z SLD partyjnych „liberałów” na czele z Kaliszem i Olejniczakiem. Ludzie ci szybko zrobią rozłam w SLD i z błogosławieństwem Aleksandra Kwaśniewskiego utworzą lewicę
z Palikotem.
Jeśli tak się stanie, scena polityczna w Polsce zostanie zamknięta: na prawej flance 20-25-procentowe getto Kaczyńskiego, pozbawione kompletnie szans na dojście do władzy,
na lewej flance 5-7-procentowe getto SLD. Jeśli dodamy do
tego ok. 10% głosów oddanych na partie, które nie wejdą
do Sejmu (PSL, WiP i pomniejszy plankton), razem daje to
35-42%. Reszta głosów dla PO-„prawicy” z Tuskiem i PO„lewicy” z Palikotem. Czyli władza absolutna.
Jak długo system ten się utrzyma? Do rezygnacji Kaczyńskiego z kierowania PiS. Nie wierzę w plotki o jego odejściu,
dlatego system Tuska utrzyma się aż do naturalnych zmian
pokoleniowych w PiS, czyli przez ok. 10 lat. Póki Kaczyński
kieruje PiS i przemienia tę partię w sektę, póty Tuskowi nic
nie zagraża, o ile zepchnie Napieralskiego do narożnika. Taka
jest moja ocena ogólnej sytuacji politycznej. A co to oznacza
dla prawicy? Prawda jest brutalna: skoro getto Kaczyńskie-
XLVI
go będzie trwale odcięte od możliwości
dojścia do władzy, jedyną mającą wpływ
na państwo „prawicą” będzie nurt w PO
reprezentowany przez Jarosława Gowina. Skoro przez lata szykują się nam
samodzielne rządy PO-„prawicy” i PO„lewicy”, to o obliczu Polski będzie decydować układ sił pomiędzy Gowinem
i Palikotem. To, co nie będzie w PO,
będzie mogło tylko przyglądać się temu,
co realnie dzieje się w polityce.
Wielokrotnie słyszałem, że na punkcie
PiS mam „obsesję” i czynię rzecz odwrotną, niźli głoszę – nauczając, że istotą konserwatyzmu
jest realizm polityczny, sam zachowuję się „nierealistycznie”, bowiem jedyną realną siłą na prawicy jest PiS. A więc
– mimo wszystkich zastrzeżeń – w imię realizmu politycznego należy ją poprzeć, a może i zapisać się do niej. Dlatego też poparcie Jarosława Kaczyńskiego w drugiej turze
wyborów miałoby być „mniejszym złem”. Z takim poglądem
nie zgadzam się, bowiem popieranie PiS jest stanowiskiem
zaprzeczającym politycznemu realizmowi. Od 2007 roku jest
oczywiste, że PiS nigdy już nie dojdzie do władzy i nie będzie miał wpływu na losy Polski. Generał Jaruzelski – autentyczny mistrz politycznego realizmu (aż do zaprzaństwa) –
naucza, że w polityce trzeba zawsze „iść z głównym nurtem”,
a tenże „główny nurt” jest w PO, a nie pośród werbalnych
radykałów ze Stronnictwa Smoleńskiego, skazanych na polityczne getto.
Jeśli kierujący się politycznym realizmem konserwatysta ma
ochotę taplać się w bagienku, to może zapisać się do PiS, ale
to nie jest realistyczne stanowisko, bowiem partia ta nie ma
perspektyw dojścia do władzy. Wpływ na Polskę PiS będzie
miało zerowy. Realizm to zapisać się do nowego Frontu Jedności Narodu, czyli do PO, i wesprzeć „prawicę” tej partii na
czele z Gowinem przeciwko „lewicy” na czele z Palikotem,
broniąc jakoś w ten sposób (niemrawo – jak to w PO) katolicyzmu i tradycji narodowej. To w sporze PO-„prawicy” i PO„lewicy” jest przyszłość Polski. Zamiast zapisywać się do PiS,
lepiej wstąpić do WiP – szanse dojścia do władzy podobne, a
przynajmniej nie będą człowieka zmuszać do ośmieszania się
w postaci obrony socjalizmu i udziału w „śledztwie” smoleńskim Macierewicza.
Aby nie było nieporozumień: proszę tych przemyśleń nie
odczytywać, że oto Adam Wielomski wstępuje do PO. Nigdzie nie mam zamiaru się zapisywać. Mam zawód, pracy
mi nie brakuje i nie mam powodu taplać się w tym bagienku. Nie interesuje mnie ani dieta poselska, ani radnego, ani
stanowisko w administracji rządowej. Z polityki „czynnej”
zrezygnowałem. Popierałem i popieram nadal wszystkie inicjatywy mające na celu odtworzenie polskiej prawicy. Dlatego popierałem Libertas w eurowyborach, a JKM w wyborach
prezydenckich. I będę czynił to dalej. Mam jednak świadomość, że droga do odtworzenia prawicy jest usłana cierniami,
a wynik jest mocno niepewny. Komentuję politykę wyłącznie „hobbystycznie”. Uważam jednak, że jeśli konserwatysta
chce autentycznie mieć wpływ na przyszłość Polski, to przyszłość ta będzie się rozstrzygać w PO. Niestety.
ADAM WIELOMSKI
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
KĄCIK PRAWDZIWEJ KOBIETY
Antysemityzm
T
BARBARA
BUONAFIORI
o jest temat tabu. Ale przecież miałyśmy rozmawiać o wszystkim, bez tematów tabu. To
porozmawiajmy.
Antysemityzm jest we Włoszech bardzo silny. Jednak w żadnym wypadku nie objawia się to – jak w
Niemczech, Polsce czy Rosji – w tendencjach do
„pogromów”, by nie wspomnieć o zabijaniu czy
deportacji. Nie – my, Włosi, jesteśmy tolerancyjni i
przyjmujemy mieszkających wśród nas Żydów jak
każdego człowieka. Ale to nie oznacza, że masz z
Żydami utrzymywać stosunki towarzyskie.
Od Żydów możesz się wiele nauczyć. Są świetnymi muzykami. Bardzo dobrze piszą. Są bardzo
inteligentni. W ich towarzystwie miło się rozmawia
o polityce, o sztuce...
Trochę inaczej jest z Żydówkami. Część jest też
bardzo inteligentna i oczytana, ale część absolutnie
beznadziejna. Nie ma z nimi o czym rozmawiać. Nie
wiem, dlaczego tak się dzieje. Jednak czym innym
są sprawy zawodowe i życie towarzyskie, a czym
innym życie rodzinne. Żydzi należą do innej tradycji, do innej kultury. Nawet jeśli mówią doskonałą
włoszczyzną, ich wartości są inne niż nasze.
Obrona Giżycka
M
MAREK
ARPAD KOWALSKI
NR 37 (1060)
oja niegdysiejsza studentka przeforwardowała mi niedawno list zawierający apel
mieszkańców Giżycka i okolic z prośbą o
wsparcie, alarmujący bowiem o katastrofie ekologicznej i społecznej w okolicach tego miasta.
Mianowicie niedawno hałdy odpadów poubojowych po drobiu zostały wyrzucone na prywatne pola w otulinie jednego z nielicznych dzikich
jezior na Mazurach – Wojsaka. Na powierzchni
3-4 arów wala się zgniłe mięso i sterty piór zmieszanych z gnojowicą, a w kałużach tej cieczy pływają białe robaki, zaś dzikie ptaki żerują na tej
„mieszance”. Przy upalnej pogodzie rozchodzi się
smród po okolicznych miejscowościach. Lokalna
gazeta zainteresowała sprawą Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Jego pracownicy
orzekli, że nie można składować takich odpadów
w miejscu, w którym wody opadowe spływają do
jeziora Wojsak, zaś obowiązkiem przedsiębiorców
jest utylizacja resztek poprodukcyjnych. Natomiast właściciel gruntów, na których znalazły się
te odpady, stwierdził, że traktuje je jako nawóz, co
potraktowano jako ponury żart.
W efekcie właściciel pola został zobowiązany
do utylizacji odpadów. Tymczasem okazało się,
że źródłem zanieczyszczenia jest okoliczna, duża
ubojnia drobiu „Górny i synowie”. Jej właściciel
(ponoć weterynarz) dla optymalizacji kosztów
prowadzenia firmy zapłacił właścicielowi pola za
możność składowania tam owych odpadów, zamiast – do czego był zobowiązany – utylizować
je. Zarówno prokuratura, jak i Weterynaryjna In-
11 WRZEŚNIA 2010
Dlatego nie należy zapraszać Żydów do domu.
Nie należy też bywać w żydowskich domach z wizytą prywatną, gdy rozmawia się o sprawach osobistych. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale to trochę
tak, jakbyś rozmawiała z kimś z Marsa. Kimś, kto
świetnie wszedł w rolę Ziemianina, ale czasem wychodzi na jaw, że myśli zupełnie inaczej.
Na przykład Żydówki (przekonałam się o tym
wielokrotnie) są znacznie bardziej interesowne w
życiu osobistym. Nie, nie robią tego za pieniądze,
ale znajomości z Mężczyznami zawierają zawsze z
odcieniem finansowym.
My, Włoszki, jesteśmy znacznie bardziej spontaniczne. Kochamy szczerzej. I jesteśmy wierniejsze.
Dlatego stykanie się twoich dzieci z Żydami grozi
zaburzeniem tego, co z takim trudem wpajałaś im
od maleńkości. Właśnie dlatego, że są tacy inteligentni i błyskotliwi.
Dlatego dobrze ci radzę: traktuj Żydów tak jak
Marsjan. Absolutna uprzejmość (jak w stosunku
do każdego!), śladu niechęci czy wrogości. Jednak nie powinniśmy się zaprzyjaźniać. Dotyczy to
obu stron. Być może Mężczyźni są odporniejsi.
W przypadku kobiety bliższa styczność z Żydami
powoduje na ogół zaburzenie systemu wartości.
A z tym ciężko się żyje.
NAIWNY CYNIK
spekcja Sanitarna podobno nie zareagowały.
Część druga tego apelu informuje, że władze Giżycka i sąsiedniej miejscowości, Antonowa, planują wycinkę drzew alei przydrożnej dla poszerzenia
drogi w celu ułatwienia dojazdu między innymi do
wspomnianej ubojni i przyszłej inwestycji, mianowicie kopalni kruszywa nad jeziorem Kisajno,
w miejscowości Pierkunowo. Koszt wycinki owej
alei drzew i poszerzenia drogi autorzy apelu szacują na około 3 miliony złotych.
Pomijam drugorzędne fragmenty tego apelu – w
każdym razie widać, że nie wystosowała go garstka fanatycznych ekologów, lecz ludzie, którym
ciężko żyć w atmosferze smrodu, toksycznego wysypiska odpadów i bałaganu. Ludzie, którzy domagają się możliwości normalnego życia.
Oczywiście właściciel ubojni oraz właściciel pola
mają prawo postępować, jak chcą, ze swoją firmą
czy własnym polem. Jednakże naruszają ważną liberalną zasadę: wolność mojej pięści kończy się
tam, gdzie zaczyna się Twój nos. Etyka nienaruszalnego prawa własności powinna respektować także
coś, co można nazwać niepisaną ugodą społeczną,
mianowicie nie naruszać również nienaruszalnego
prawa do godziwego życia. Inaczej mamy do czynienia z anarchią.
Nie wypowiadam się w sprawie wycinki alei drzew
i kopalni kruszywa, acz i tu powinny być brane pod
uwagę takie względy jak rachunek korzyści: czy
zachowanie krajobrazu nie jest bardziej opłacalne,
także finansowo, aniżeli niszczenie go.
Nie wiem, jak dokładnie wygląda to na miejscu, bo
opieram się na nadesłanym liście. Ale wiem, że pani
Ania, która mi go przysłała, jest osobą inteligentną i
zrównoważoną – i całkowicie jej wierzę.
XLVII
n
g
t
ROZRYWKA
CZARNY KOŃ
ajwiększe Norweski Rapid
łupstwo
ygodnia
REDAGUJE KATARZYNA RADZ
ADZIEWICZ
Z
NORWESKIE miasteczko Kristiansund
gościło u siebie czwórkę graczy światowej
sławy. Magnus Carlsen, Viswanathan Anand,
Judyta Polgár oraz Ludwik Hammer zmierzyli się w dwuetapowym turnieju szachów
szybkich (20’ + 10’’ za posunięcie). Pierwsza
część zakończyła się bezsprzecznym zwycięstwem obecnego mistrza świata. Drugi w
kolejce był numer jeden na liście FIDE, dzięki czemu obaj panowie spotkali się w finale,
gdzie tym razem lepszy okazał się Magnus
Carlsen. Czy to oznacza, że niedługo możemy się spodziewać zmiany na tronie lidera?
Obaj Królowie stracili już większość
swoich pionkowych obrońców, jednak wydaje się, że to biały Monarcha będzie niedługo w niezłych tarapatach. Pod biciem
stoi Hetman, a po jego odejściu pionek e4
jest nie do uratowania. Aleksandrowi Alechinowi udało się rozwiązać ten niewielki
problem i rozstrzygnąć partię na swoją
korzyść: 1.W:f7! G:f7 (pozostałe bicia
również nie uratowałyby Rudolfa Mikulki: 1...W:f7 2.G:e6 Kf8 3.Gd5 Hd7 4.Gh6
G:h6 5.H:h6+ – z wygraną; 1...H:f7 2.G:e6
– ze stratą Hetmana) 2.Gf6 – z nieuchronnym matem: 2...G:b3 3.H:g7×.
Anand – Hammer, Kristiansund, 2010
Witold Jakimtsjik, 1970, chessvibes.com
Posunięcie Białych
Białe zaczynają i remisują
W końcówkach na równym materiale o
wyniku często decyduje aktywność Króla.
W tym momencie pozycja Ananda jest odrobinę lepsza, jednak przy dobrej obronie partia
powinna zakończyć się remisem: 42.b5 c:b5+
43.K:b5 Sb8 44.Sc5+ G:c5 45.K:c5 Sd7+
46.Kb5 Kd6 47.Gb4+ Ke6 48.a6 b:a6+
49.K:a6 Kf7 50.Kb7. W tym momencie
można było przejść do remisowej pionkówki, wymuszając wymianę poprzez posunięcie
50...Sf8.Niemożnapozwolić,abySkoczekdotarł na pole f4, gdyż nie będzie jak bronić pionka
h3. 51.G:f8 K:f8 52.Kc6 Ke7 53.Kc7 Ke6
54.Kd8 Kd6 55.Ke8 Kc5 56.Kf7
Kd4 z równoczesną promocją pionków i remisem. Jednakże Norweg
popełnił błąd: 50...f5? 51.e:f5 e4
52.Kc6 Se5+ 53.Kd5 Sd3 54.Gd2
Sf2 55.G:g5 S:h3 56.Ge3. Skoczek
został skutecznie unieruchomiony,
co przesądziło o zwycięstwie mistrza świata. 1–0.
Jakość mniej – ale choć biały Skoczek zaraz zakończy swój żywot na szachownicy,
remis jest możliwy: 1.Gg7 Gd5+. Szachowanie Wieżą również na nic się nie zdaje,
gdyż prędzej czy później trzeba będzie bronić pola h7: 1...Wb6+ 2.Kc4 Wc6+ (Ge4?
Gd4 i Skoczek umyka na f2) 3.Kb5 Ge4 4.h7
– Goniec nie może się rozdwoić, co daje remis. 2.Kb4 Wf4+ 3.Kc5 Wf5. Po natychmiastowym 3...Gg8 nastąpi 4.Sg3 Wc4+
(K:g3? Ge5) 5.Kb5 K:g3 6.h7 – i również
mamy remis. 4.Sg3 (h7? Gg8+) K:g3 5.h7
Gg8+ 6.Ge5+! W:e5+ 7.Kd6 Wd5+ 8.Kc6
Wd8 9.Kc7
(nie
h8H?
Gd5!). Teraz
Czarne
nie
mają już możliwości dalszego szachowania i trzeba
oddać Wieżę
za pionka, a
jak
wiemy,
sam Goniec
mata nie da.
W
tym tygodniu Nagrodę
Bardzo Dużego Kwaśnego Ogórka za Największe Głupstwo Tygodnia
otrzymuje p.Piotr Żuk – za to, że napisał w „Przeglądzie” bardzo słuszny
felieton pod tytułem „Dyktatura szarości”. Stawia w nim trzy tezy. Zgodnie
z pierwszą, wybory powinna wygrać
lewica, bo „Jeśli ten test wypadnie źle
dla lewicy, to przyciąganie młodzieży
i nowych ludzi, które miało miejsce
w czasie kampanii wyborczej Grzegorza Napieralskiego, okaże się jednorazowym wyskokiem”. Druga teza:
„Ludzie nijacy i mdli mają szansę
szybciej awansować w Polsce niż ci,
którzy są zbyt niezależni, oryginalni,
odważni w myśleniu i działaniu. Przeciętniactwo, szarość i bylejakość są
bardziej cenione”. I trzecia teza: lewica
powinna się odświeżyć, bo: „Świata nie
zmieniają nudni urzędnicy, konformiści i asekuranci bojący się własnego cienia i z drżeniem spoglądający
na ludzi, którzy mówią nowe rzeczy.
Do przyciągnięcia i przekonania szerokich kręgów społecznych potrzebni
są wizjonerzy (...)”.
Według mnie, to wszystko razem nie
trzyma się kupy. Co źle wróży lewicy.
[a.f.]
Alechin – Mikulka,
Ołomuniec, 1925
Posunięcie Białych
XLVIII
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
ROZRYWKA
O Puhar Azji
JANUSZ MIKKE
Lui powiedział 2♠, p.Jian-Ming Dai dał
kontrę negatywną: „Mam pozostałe kolory!” (tu chyba powinien mieć jeszcze
cień fitu w Treflach...). Z ręką N narzuca
się, mimo słabizny, powiedzenie 3♠, jednak fatalnie położone wartości w Treflach
skłoniły p.Chunga do tego, by skorzystać
z okazji i zamilknąć. P. Yang powiedział
3♣, p.Lui spasował i p.Dai powiedział 3♦
– zgodnie z prawdą, bo kara miał dłuższe.
Pas
– i 3♠ : „Masz może, Kochany Part♠ K 10 9 2
nerze,
choć półtrzymanie w Pikach?”, co
♥ K53
S
skontrował
(?), prowokując wist w Piki.
♦ K D 10 7 2
Gdyby
p.Dai
bezczelnie skłamał, że ma
♣ W
półtrzymanie,
mówiąc 3BA , to by to gra♠ W875
♠ 63
N
li...
i
przegrali
nawet po ataku w Piki, a
♥987
♥ A D 10 6 4 2
nawet
po
ataku
w
Kiery (!! – S musi tylko
W E ♦ A643
♦ –
♦
Waleta!)
– ale p.Dai powieprzepuścić
♣9 4
♣ D6532
S
♥
.
P.
Yang
zniósł to w 5♦ –
dział
prawdę:
4
♠ AD4
i
p.Lui
wreszcie
sobie
skontrował.
A p.Dai
♥W
dał
rekontrę...
♦ W985
P. Chung, zmylony kontrą na 3♠, wy♣ A K 10 8 7
szedł ♠3-ką. Gdyby p.Dai odważnie przePoczątek licytacji nie zapowiadał nicze- puścił do ♠Damy (po kontrze mógł pogo interesującego: 1♦ – pas – 2♣ – 2♥ dejrzewać, że Kara bardzo źle się dzielą,
– 2♠ – i tu słynny p.Patryk Huang wszedł więc mógł zagrać na jedyną szansę...), to
agresywnie 3♥. P. Jing Liu powiedział po starannej rozgrywce by to wygrał!
4♦. Pas –p.Jie Li 5♦ – i p.Liu podniósł to Bierzemy ♠Damą, gramy ♥Asa i ♥8-kę
do sześciu.
(! – bez żadnych impasów!), przebijając
Jak łatwo się domyślić, nie był to suk- ją ♦Waletem (!). Teraz na ♠Asa zrzucaces. Na drugim stole Tajwańczycy zagrali my ♣8-kę i gramy ♦Asa i ♦8-kę. S musi
podłożyć honor, bo w przeciwnym razie
po prostu 5♦ i zainkasowali 10 IMP.
Szczerze pisząc: rozumiem p.Liu. Nie przejmujemy ją ♦9-ką. ♦10-kę nadbijamógł się domyślić, że partner ma bezu- my, oddajemy lewę na ♦Damę, przebiżytecznego ♥Króla. Jednak jeśli był zde- jamy, ściągamy ostatnie atu i oddajemy
cydowany po 5♦ powiedzieć szlemika, tylko ♥Króla.
to należało zamiast 4♦ po prostu spytać P. Dai wszelako, też zmylony tą samą
o Asy przez 4BA . I „problem” byłby roz- kontrą, zabił ♠Asem i wyszedł w Trewiązany.
fla. Tajwańczycy wzięli lewę i wyszli w
„Kto gra w Karo, przegro zaro” – mówi Piki. P. Dai przebił i wyszedł ♦5-ką do
przysłowie, może nie tyle góralskie, co z ♦Asa (?). Nieco speszony zagrał ♥4-kę
Zakopanego, gdzie przed wojną grywał do ♥Asa i zaimpasował ♥Damą, która się
śp. Kornel Makuszyński. W rozdaniu o utrzymała. ♥Walet też został przepuszpechowym numerze 13 okazało się już czony, ale S wziął druga lewę, przebijając
to ♦3-ką i odszedł Pikiem.
niezbicie, że grę
♠ K 10 5 3 2
W przebił – i przebił Kiera
w Karo lepiej
♥ K9532
♦Waletem – ale S nadbił i
mają opanowaną
♦ –
połączył atuty.
na Tajwanie:
♣ KW5
W sumie powinno być
P.
Jonky
D
N ♠ A87
bez dwóch – za 1000. JedChung, mający ♠
♥4
nak N zachował ♣Króla
Piki bezsprzecz- ♥ A D W 10 8W
E
♦ AW 8
♦ K97654
zamiast ♥Króla (??!) – i
nie lepsze od
♣ D 10 7 4 3 2
♣ 8
S
było tylko 400.
Kierów, otwo♠ W964
W każdym razie przerzył (słusznie!)
♥ 76
puszczenie do ♠Damy w
1♠. P. Li-Xin
♦ D 10 3 2
Yang
wszedł
pierwszej lewie robiło ob♣ A96
2♣, p.Herstein
rót za 2000 punktów!
TO NOWY TURNIEJ – wskazujący na
rosnącą rolę brydżystów z największego
kontynentu świata. W turnieju teamów
doszło do prestiżowego pojedynku drużyny ChRL z drużyną Republiki Chińskiej
(narodowej), występującej, rzecz jasna,
jako „Chińskie Tajpej”. Od razu informuję: wygrali Tajwańczycy – a raczej przegrali sami „kontynentalni”. A zaczęło się
od pierwszego rozdania:
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
W PAJĘCZYNIE
http://www.bundesbank.de/aufgaben/
aufgaben_vorstand_sarrazin.php
O szczegółach kariery autora najgłośniejszej obecnie ksiązki w Niemczech
można przeczytać na łamach strony Bundesbanku. Thilo Sarrazin twierdzi m.in.,
że „Samolikwidacją Niemiec” chciał
wstrząsnąć głowami swoich rodaków.
http://www.nawanagar.com/
balachadi.html
W 1941 roku w Balachadi w Nawanagarze w Indiach z inicjatywy jama
saheba Digvijaysinhji, maharadży państwa Nawanagar, powstało osiedle dla
małych Polaków, przez które do końca
II wojny światowej przewinęło się ich
nawet tysiąc. Szkoła istniała do 1946
roku, a oto współczesna historia szkoły
w tym samym miejscu.
http://narodny.org
Nacjonaliści związani z Białoruskim
Frontem Ludowym chcą, by platformą
wyborczą całej tamtejszej opozycji stał
się manifest tego ugrupowania. W przypadku zwycięstwa ich kandydata na prezydenta szybko ma on zerwać wszystkie
sojusznicze związki z Rosją, a także doprowadzić do wystąpienia Białorusi z
unii celnej z Rosją i Kazachstanem oraz
z ODKB (Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym).
XLIX
FILM
Uśpieni agenci i lustracja
„CZESKI
CZE
ZESK
SKI BŁĄD”
BŁ
B
ŁĄD
ĄD” ((„Kawasakiho
„Kaw
„K
awas
asak
sa
ak
kiih
kih
ho růže”),
růž
rů
že
e”)), Czechy,
Cz
C
zechy
echy
ec
hy, 2009.
20
2
009
09. Reżyseria:
Reży
Re
Reży
żyse
eri
ria
a:: Jan
Ja
an
n Hřebejk.
Hřebe
řebe
ře
bejk
jk.. Wykonawcy:
Wy
W
yk
ko
on
na
awc
awc
w y:
y: Lenka
Le
en
n
nka
ka
k
a Vlasáková,
Vla
lasá
lasá
sáko
kov
ková
vá
á,
an
niie
ella Kolářová,
Ko
K
olá
ářřo
ov
vá
á, Martin
Ma
M
arti
rttiin
n Huba,
Hub
uba,
a, Milan
Miilla
an
n Mikulčik,
Mikul
ikulči
ik
ulč
ul
čiik
k,, Antonín
An
ntto
on
nín
n Kratochvíl
Kra
rato
ato
och
hv
vííl
íl i inni.
iin
nni
ni. Dystrybucja:
D st
Dy
stry
r ybu
buc
cjja
a:: ITI
ITI
T Cinema.
Cin
nem
ema.
a
Daniela
P
remiera dramatu szpiegowskiego
„Salt” zbiegła się przypadkowo
w czasie ze skandalem szpiegowskim. FBI aresztowało niedawno
siatkę uśpionych agentów rosyjskich na
czele z piękną Anną Chapman. Po krótkim
propagandowym zgiełku sprawa została załatwiona polubownie i w ramach wymiany
agenci zostali wywiezieni do Moskwy. Nie
dowiedzieliśmy się wprawdzie, jaki był
prawdziwy powód ujawnienia tej sprawy
(może chodziło o odwrócenie uwagi od poważniejszych agentów), przypadek jednak
sprawił, że temat filmu „Salt” jest bardzo
podobny. Jest przecież rzeczą znaną i opisywaną w wielu publikacjach, że KGB wysłało po wojnie na Zachód mnóstwo agentów.
Dla nas ciekawostką wydaje się fakt, że
ważną rolę zagrał tu Daniel Olbrychski, który chwalił się tym w mediach od pół roku.
Przyznajmy jednak, że nasz chwalipięta i
gadatliwy politycznie gwiazdor odtworzył
w filmie ważną drugoplanową rolę rosyjskiego agenta, upiornego byłego czekisty,
który chce wywołać wojnę światową. Kreacja ta pozostaje w pamięci wbrew wszystkim wcześniejszym medialnym sensacjom.
Film jest dynamicznie zrealizowanym dramatem szpiegowskim z intrygującym podtekstem. Łączy w sobie elementy dramatu
psychologicznego i kina akcji. Od czasów
klasycznych filmów Alfreda Hitchcocka
(„Północ, północny zachód”, „Rozdarta
kurtyna”) i wielu późniejszych utworów o
walce zachodnich wywiadów ze służbami
sowieckimi i organizacjami terrorystycznych („Trzy dni Kondora”, niektóre obrazy
z Bondem, „Bez wyjścia” itd.) widzieliśmy
na ekranie uwikłania agentów CIA w rozmaite afery. Twórcy „Salt” skonstruowali
skomplikowaną intrygę. Jej prawdziwy
sens ujawnia się w zaskakującym zakończeniu, którego nie wolno zdradzać. Piękna
agentka CIA Ewelina Salt po dramatycz-
L
nych przejściach w Korei Północnej chce
wyjść za mąż i przejść do służby biurowej.
Nagle do CIA zgłasza się rosyjski funkcjonariusz Orłow, który uruchamia spiralę
prowokacji, wskazując Salt jako uśpioną
agentkę rosyjską. Aby dowieść niewinności, dziewczyna ucieka, wdając się w tajemnicze awantury... W filmie ujawnia się
obsesja twórców amerykańskich filmów
sensacyjnych jeszcze z okresu zimnej wojny. W filmach szpiegowskich często popierani byli „dobrzy” Rosjanie przeciwko
„złym”, którzy chcą wywołać światowy
konflikt. „Salt” jest więc ważnym filmem
dla widzów szukających w tego rodzaju
utworach podtekstów politycznych. Nie
mamy przecież złudzeń, że także u nas od
wojny na szczytach władzy grasują uśpieni
agenci kilku mocarstw!
Z Ameryki przenieśmy się do Czech. Filmy czeskie od lat cieszą się w Polsce sympatią i mają wiernych widzów. Powodem
jest zapewne fakt, że tamtejsi filmowcy
starają się kontynuować styl dawnej „szkoły czeskiej” w formie „małego realizmu”
z domieszką specyficznego humoru i ciepłych klimatów pomieszanych z gorzkimi
obserwacjami życia. W „Czeskim błędzie” Jan Hřebejk kontynuuje te tradycje,
ukazując problemy rodziny, która
musi stawić czoła dramatycznym
problemom. Dla nas film ten okazuje się dodatkowo ciekawy z powodu zawartej tam problematyki,
którą nazywamy „lustracyjną”. Jak
pamiętamy, w Republice Czeskiej
przeprowadzono lustrację kilkanaście lat temu, nie patyczkując się z
agentami komunistycznym. Konflikty z tym związane ciągną się
jednak do dziś. Bohaterami „Czeskiego błędu” są członkowie szanowanej
rodziny. Telewizyjny dziennikarz zdradza
żonę z koleżanką z pracy. Sprawa wycho-
dzi na jaw i mąż prosi żonę o wybaczenie.
Ów niewierny mąż Ludek jest jednak w
stałym konflikcie z teściem, profesorem
psychiatrii, znanym opozycjonistą z okresu
schyłku komuny. Aby zemścić się na teściu,
ujawnia zdobyte przypadkiem wiadomości
o jego krótkiej agenturalnej współpracy z
bezpieką na początku lat 70. Późniejszy
opozycjonista paskudnie zadenuncjował
wówczas narzeczonego swojej przyszłej
żony, wyniku czego ów nieszczęsny narzeczony musiał wyemigrować do Szwecji.
Aby rozwikłać ten ukryty rodzinny dramat,
córka profesora prowadzi dochodzenie.
Reżyser filmu stara się zrozumieć wszystkie strony dramatu (mamy tu także wywiad
ze starym funkcjonariuszem o nazwisku
Kafka!), ukazując okoliczności dawnych
wydarzeń i presję systemu na bohaterów.
Nie bagatelizuje jednak zdrady przyjaciół.
Znajdujemy tu wątki, jakich próżno szukać
w polskich filmach dotyczących problemów lustracji („Różyczka”), gdzie mamy
do czynienia z relatywizacją win. W „Czeskim błędzie” autorzy traktują bohaterów
jak wielką rodzinę, w której relacje oparte
są na empatii i przebaczeniu, poprzedzonym ekspiacją i wyznaniem win.
MIROSŁAW WINIARCZYK
„Salt”, USA, 2010. Reżyseria: Philip Noyce.
Wykonawcy: Angelina Jolie, Liev Schreiber,
Daniel Olbrychski i inni. Dystrybucja: UIP.
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
PRENUMERATA 2011
Superprezent – bestseller Stefana Sękowskiego
pt. „W walce z Wujem Samem” – dla każdego
Czytelnika, który wykupi prenumeratę krajową
na rok 2011 przed 31 grudnia 2010 roku!
Szanowni Państwo, oto cennik prenumeraty na 2011 rok. We wpłacie prosimy podać dokładne nazwisko i adres wraz
z kodem pocztowym oraz numerem telefonu. Prosimy przypilnować Panie na poczcie, by na przelewie znalazły się kompletne informacje –
dzięki temu unikniemy reklamacji.
Kraj: prenumerata zwykła – 229 złotych, prenumerata priorytetowa – 289 złotych; Europa, Rosja i Izrael: prenumerata zwykła – 419 złotych, prenumerata priorytetowa – 549 złotych; Stany Zjednoczone i Kanada: prenumerata zwykła – 449 złotych, prenumerata priorytetowa – 689 złotych; Australia i Oceania: prenumerata zwykła
– 449 złotych, prenumerata priorytetowa – 969 złotych.
prenumeraty: Cena numeru pojedynczego: 4,40 zł;
Cena numeru podwójnego: 6,40 zł;
FOT. www.bestfilm.pl
Koszt
Ceena
na za ca
cały
ły rok 2011
Prenumerata tygodnika
„Najwyższy CZAS!” za 2011 rok
Prenumerata redakcyjna jest wysyłana we wtorki
o godz. 13.00 pocztą zwykłą. Czas dotarcia zależy
od sprawności Poczty Polskiej SA.
Uwaga: Na blankiecie proszę wpisać dokładny adres
pod który ma być wysyłana gazeta
nazwa odbiorcy
3S Media Sp. z o.o.
ul. Mickiewicza 20/53
01-552 Warszawa
kwota
nr rachunku odbiorcy
63 1910 1048 2256 0156 5988 0003
Do zapłaty:
Słownie:
229 zł
Dwieście dwadzieścia dziewięć złotych
data
podpis
3S Media Sp. z o.o.
01-552 Warszawa ul. Mickiewicza 20/53
63 1910 1048 2256 0156 5988 0003
229 zł
229 zł
tytułem
nazwa
zleceniodawcy
Prenumerata tygodnika
„Najwyższy CZAS!”
za 2011 rok
Prenumerata tygodnika „Najwyższy CZAS!”
za 2011 rok
Prenumerata wysyłana jest poprzez Pocztę Polską we wtorki. Prenumerata priorytetowa powinna docierać do adresatów krajowych we środy, natomiast zwykła po 3-4 dniach.
Prenumerata zagraniczna priorytetowa dochodzi w ciągu 2-3 dni, na zwykłą trzeba czekać średnio 7-10 dni, a czasem nawet do 2 tygodni.
W prenumeracie zwykłej krajowej numer zwykły kosztuje 4,40 złotego, a podwójny 6,40 złotego. Pieniądze prosimy wpłacić na nasze konto podane w powyższym kuponie
z dopiskiem „Prenumerata 2011”.
NR 37 (1060)
11 WRZEŚNIA 2010
LI
www.nczas.com
www.sklep-niezalezna.pl
KSIĘGARNIA „NCz!”
NOWOŚĆ!
Już w sprzedaży!
NOWOŚĆ
e-book, czyli...
...wersja elektroniczna
Liberalna wizja mediów daje jednostce możliwość
doboru dowolnego filtra w ich wyborze.
Komercjalizacja telewizji i gazet, która jest
odbiciem sekularyzacji społeczeństwa,
jest w stanie odpowiednio regulować rynek
i – przede wszystkim – ograniczyć
wpływy polityczne.
Chcesz zabrać swoją ulubioną lekturę na wakacje lub
w podróż, masz mało miejsca w bagażu...
– Kup książkę w wersji elektronicznej!
Łatwa nawigacja, szybka wysyłka, mniejsze koszty!
CENA: 19 zł
tor
Au
„N
w wersji
elektronicznej
CENA: 23 zł
!”
w wersji
elektronicznej
CENA: 19 zł
w wersji
elektronicznej
CENA: 19 zł
w wersji
elektronicznej
CENA: 19 zł
CENA: 29 zł
CENA: 19 zł
!”
w wersji
elektronicznej
CENA: 29 zł
CENA: 29 zł
Cz
Cz
Czyżby Tomasz Teluk stracił
wiarę w libertarianizm? Drugie,
poprawione wydanie jego książki o najbardziej radykalnych
zwolennikach niczym nieograniczonej swobody to krytyka wolnościowej idei!
!”
!”
Tego jeszcze nie było! Pierwszy wywiad-rzeka z Januszem
Korwin-Mikkem przeprowadzony przez Tomasza Sommera. Jeśli chcesz dowiedzieć
się kim naprawdę jest JKM to
jest to pozycja obowiązkowa.
!”
!”
Cz
Cz
„N
„N
„N
Cz
Cz
„N
„N
Stanisław Michalkiewicz
Tego polska historografia jeszcze Tom pierwszy antologii najlepnie widziała! Zbiór dokumentów szych tekstów NCZ! (1990- wyjaśnia w pierwszym wywiapisanych ręką Józefa Stalina, Mi- 1996). Jest to zbior artykułów dzie-rzece co to jest razwiedkołaja Jeżowa i Henryka Jagody tych autorów, którzy w naszym ka, czym jest „Żywa Cerkiew”
i kapitalizm kompradorski
dotyczący ludobójstwa popełnio- konserwatywno-liberalnym
nego przez Sowietów na Pola- świecie, szczególny akcent kła- oraz kim są polscy żydofile.
Musisz to wiedzieć!
kach w latach 1937-1938.
dli i kładą na konserwatyzm.
CENA: 29 zł
CENA: 29 zł
tor
Au
tor
Au
tor
Au
tor
Au
tor
Au
Historia ruchu anarcho-indywidualistycznego w USA. Od
kolebki aż po grób. Mało znana w Polsce tematyka. Autor
opisuje kolejne fazy rozwoju
tego kierunku ideowego
i osobiste losy jego twórców
i czołowych ideologów. Ci ludzie, jako pierwsi w USA, postawili się swojemu rządowi
w imię wolności i potrafili ten
sprzeciw uzasadnić.
w wersji
elektronicznej
CENA: 28 zł
CENA: 19 zł
Rosja zaczyna znowu grozić.
Ale czym jest tak naprawdę dzisiejsza Rosja? Odpowiedź daje
w swojej książce Wojciech Grzelak, który chciał w Rosji osiąść
na stałe, ale ostatecznie rozmyślił się. Dowiedz się dlaczego!
CENA: 28 zł
w wersji
elektronicznej
CENA: 19 zł
Aby zakupić książkę w wersji elektronicznej (e-book) za pośrednictwem naszej księgarni proszę wpłacić na konto 73 1500 1777 1217 7009 1480 0000
sumę odpowiadającą wartości książki oraz w treści przekazu podać jej tytuł oraz swój adres mailowy na który wyślemy e-booka.
tor
Au
tor
Au
!”
!”
Cz
Cz
„N
„N
NOWOŚĆ
NOWOŚĆ
Kto stoi za zielonym terrorem? Pierwsza w Polsce książka pre- Autor pokazuje, że nie trzeba Kontynuacja świetnej książki
Dlaczego UE tak łatwo ulega zentująca politycznej usprawiedli- być mędrcem i nie wystarczy „Oczami bezpieki”, jest to kowienia wymuszania podatków. mieć racje, by zostać autoryte- lejna odsłona PRL-u od weszaleństwom ekologów?
wnątrz. Książka chce odpotem moralnym, cytowanym,
CENA: 19 zł
CENA: 22 zł
wiedzieć na pytanie jak
rozchwytywanym i pokazyw wersji
w wersji
wanym w mediach, jako dro- funkcjonowało wtedy nasze
elektronicznej gowskaz wiedzy i cnoty.
elektronicznej
państwo.
CENA: 15 zł
CENA: 19 zł
CENA: 55 zł
CENA: 34 zł
Książka opisuje proces współistnienia i relacji między państwem
a kościołem w Polsce na przełomie wieków. Autor poprzez konstytucję pokazuje zmianę relacji
która kończy się na państwie
neutralnym światopoglądowo.
CENA: 34 zł
Kolejna odsłona książki
„Sekrety amerykańskich milionerów”. Jakie zegarki czy
samochody mają milionerzy.
Jak odróżnić pozera od milionera? Te i inne odpowiedzi na
pytania w książce! Polecamy.
CENA: 32 zł
Opus magnum papieża wolnościowej ekonomii. Jeśli chcesz
dowiedzieć się jak naprawdę
działa gospodarka i jak mogłaby działać gdyby nie socjalistyczne absurdy, musisz się
z tą książką zapoznać.
CENA: 99 zł
tor
Au
Cz
„N
!”
NOWOŚĆ
NOWOŚĆ
NOWOŚĆ
Jest to książka-legenda.
Została przetłumaczona na wiele języków. W latach trzydziestych zrobiła karierę na obu półkulach i odegrała znaczącą rolę
w ukazaniu, kto i jak „robił”
Rewolucję Październikową.
CENA: 35 zł
Najbardziej niepoprawna
książka o Unii Europejskiej
na całym świecie! Powstała
na podstawie „Postępu w Europie” „Postępu Postępu”
z „NCz!”. Pośmiej się z nami
z uniokratów!
CENA 19 zł
Prezentowana satyra jest
opisem polskiej rzeczywistości
na Kresach, widzianej oczami
wyzwolicieli. Sergiusz Piasecki
w humorystycznej formie
pokazał zderzenie się dwóch
różnych światopoglądów.
CENA: 18 zł
Książka jest rzetelną próbą
podważenia poglądu, jakoby
przyczyną Wielkiego Kryzysu
był kapitalizm. Jest to dzieło
wyjątkowe, jako studium
historyczne o głębokiej ingerencji państwa w gospodarkę.
CENA: 68 zł
Satyry polityczne
Książka opisująca historię De Soto stawia tezę, że wsJanusza Szpotańskiego naszego wieku. Autor z niezystko co w gospodarce
często cytowane przez zwykłą starannością pokazu- sprawiedliwe jest efektywne.
Stanisława
je przebieg historii.Książkę Jest to odpowiedź na naraMichalkiewicza zgrupoczyta się jak powieść!
stający interwencjonizm
wane w trzech cyklach: Tom I CENA: 35 zł i krytykę wolnego rynku.
Gnom, Caryca, Szmaciak. Tom II CENA: 39 zł
Bardzo ważna książka!
CENA: 25 zł
Pakiet CENA: 70 zł
CENA: 35 zł
Aby zakupić książkę za pośrednictwem naszej księgarni proszę wpłacić na konto 73 1500 1777 1217 7009 1480 0000 (3S Media Sp. z o.o., ul. Mickiewicza 20/53,
01-552 Warszawa) odpowiadnią kwotę oraz w treści przekazu podać jej tytuł oraz swój dokładny adres (z kodem pocztowym) i numer telefonu. Cenę książki proszę powiększyć
o koszt przesyłki w wysokości 9 zł. Książki wysyłane są pocztą. Np: „Libertarianizm” – koszt 28 + 9 = 37. ZAMÓW NR
MIN.37
6 KSIĄŻEK
BĘDZIE GRATIS!
LII
(1060) – WYSYŁKA
11 WRZEŚNIA
2010
Download

Pobierz raport