PISMO PARAFIALNEGO ODDZIAŁU AKCJI KATOLICKIEJ PRZY PARAFII
P.W.N.M.P. WNIEBOWZIĘTEJ W JASIENIU
Nr 21/2012 r.
Wiem że szukacie Jezusa
ukrzyżowanego. Nie ma go tutaj!
Zmartwychwstał, jak zapowiedział
(MT 28,5­6)
2
Na zbliżające się Święta
Zmartwychwstania Pańskiego,
radości wynikającej z faktu, że nasz
Pan Jezus Chrystus żyje i pomaga
Nam przezwyciężać wszelkie trudne
chwile, krzepiąc nasze serca, oraz
odwagi w świadczeniu o Nim
życzy Redakcja.
W numerze...
•strona 3
TRIDUUM SACRUM
OD CZYTELNIKÓW... O kapłanach.
ROZWAŻANIA TAJEMNIC RÓŻAŃCOWYCH
(część 4) Ofiarowanie Jezusa w Świątyni.
• strona 5
­ SANKTUARIA MARYJNE DIECEZJI
TARNOWSKIEJ ( część 9) ­Sanktuarium Matki
Bożej Bolesnej w Czarnym Potoku.
•strona 6­
Z DZIEJÓW DIECEZJI... Diecezja w XX stuleciu
­ ciąg dalszy z nr. 20.
• strona 8 ­
HISTORIA JASIENIA­ Od powietrza, głodu,
ognia i wojny zachowaj nas Panie.
(W latach 1807 – 1813).
•strona 10 ­
ŻYCIE PARAFII W OBIEKTYWIE... Spotkanie
opłatkowe P.O. Akcji Katolickiej.
•strona 11 ­
ŻYCIE PARAFII W OBIEKTYWIE... Spotkanie
opłatkowe Róż Różańcowych.
•strona 12 ­
Z PIERWSZEJ RĘKI... Z Zofią Cięciwą rozmawia
Mariusz Orzeł.
•strona 14 ­
OD CZYTELNIKÓW... Sztuka wychowania we
współczesnym świecie.
•strona15 ­
ŚWIĘCI W NASZYM ŻYCIU... (w naszym koście­
le – część 1) Święty Wojciech.
•strona 19­
OD CZYTELNIKÓW... Na drogach naszego
ludzkiego pielgrzymowania.
CZY WARZYWA MOGĄ LECZYĆ...
OD BIELI DO CZERNI...
•strona 20 ­
ŻYCIE PARAFII W OBIEKTYWIE...
ZNAK WIARY ­ Pismo Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej przy parafii
p. w. Najświętszej Marii Panny Wniebowziętej w Jasieniu
Adres: Jasień ul. Ks. Mazurkiewicza 1, 32 ­ 800 Brzesko
Redakcja: M. Orzeł, Skład: W. Michałek, Foto: ks. P. Tabiś, A. Krzysztof
Druk: Brzeska Oficyna wydawnicza ul. Czarnowiejska 1
32 ­ 800 Brzesko tel. 14 646 14 70
3
Triduum Sacrum – trzy święte dni, których kulminacją staje się tryumf
dobra nad złem, życia nad śmiercią – pokazuje nam, wierzącym w Pana, iż
dla uczniów Chrystusa nie ma innej drogi, jak „godzić się umrzeć, aby mieć
życie” (Jan Paweł II).
Wielkiej Nocy to czas, który ukazuje, że
Święta
w samym sercu chrześcijaństwa obecne jest
misterium Zmartwychwstania – i to w potrójnym
sensie: po pierwsze, Jezus Chrystus zmartwych­
wstał, po drugie, my zmartwychwstaniemy na
końcu świata (mówimy: „wierzę w ciała zmartwy­
chwstanie”) i po trzecie, już teraz otrzymujemy
(por. 1 J 5,11­12) życie Zmartwychwstałego w sa­
kramentach („Żyję już nie ja, lecz żyje we mnie
Chrystus” ­ por. Ga 2,20).
Umrzeć aby żyć. Umrzeć sobie, aby żyć życiem
Zbawiciela i Oblubieńca Kościoła. Tego uczymy
się w każdej Mszy św. i przez wszystkie chwile
dnia, włączane w Eucharystyczną Ofiarę. Pascha­
lne Triduum – czyli Msza Wieczerzy Pańskiej, Li­
turgia Męki Pańskiej i Liturgia Wigilii Paschalnej
– jest punktem centralnym tej nauki.
Oto w Wielki Czwartek Kościół sprawuje Mszę
św., która – powtarzając się potem każdej nie­
dzieli i każdego dnia – zawiera w sobie to, co do­
konuje się w Wielki Piątek i w Wielką Niedzielę:
śmierć Chrystusa i Jego zmartwychwstanie. Od
starożytności Kościół nie odprawia Mszy w Wielki
Piątek i w Wielką Sobotę, by wydobyć na jaw,
dzięki czytelnym obrzędom, tajemnicę naszego
przejścia (pascha) wraz z Chrystusem przez
śmierć do nowego życia. Kościół każdego roku
syci się światłem tych obrzędów, zanurza się w
nie jak w wodę żywą i karmi się ich życiodajną
mocą. A potem to samo odkrywa w niedzielnej i
codziennej Mszy świętej, która jest uobecnieniem
dzisiaj, tu i teraz, wydarzeń Wielkiego Piątku i
Niedzieli Zmartwychwstania.
W każdej Mszy bowiem stajemy pod krzyżem
na Golgocie (cud Mszy św. na tym polega, że
„przenosi” nas ona w ten jedyny czas i w to jedyne
miejsce, gdzie Chrystus umiera na krzyżu) oraz
jest spotkaniem ze Zmartwychwstałym, który wy­
jaśnia nam Pisma i poznajemy Go po łamaniu
Chleba (por. Łk 24,32.35). Uczniowie Chrystusa
odświeżają swe widzenie, niejako przemywają
oczy w czasie tych Trzech Dni – i ożywiają swoją
miłość ku Zbawicielowi i Oblubieńcowi.
Chciejmy z wiarą i pokorą przeżyć czas Świąt
Wielkiej Nocy, abyśmy spotkali Zmartwychwsta­
łego Pana nie tylko w niedzielny poranek, ale
podczas każdej, codziennej Eucharystii, a dzięki
temu mogli zanieść światło Jego nadziei ludziom
danym nam przez Ojca…
xPT
O Kapłanach
Od czytelników...
K
iedy patrzę na Kapłana
Oczyma człowieka prawdziwie wierzącego
Darzę go wielkim szacunkiem
Z racji powołania kapłańskiego
Bo każdy Kapłan w czasie Mszy świętej
Samego Boga na ołtarz sprowadza
Bo od Boga samego jest mu dana ta władza
A teraz pomyślmy moi mili
Ile razy za Kapłanów myśmy się modlili
O świętość ich życia, o w powołaniu wytrwanie
O mądrość w nauczaniu nas
I w konfesjonale z Bogiem nas jednanie ?
Bo nikt z ludzi nas nie rozgrzeszy­
oprócz kapłana
Bo on ma władzę nad naszymi duszami
która od Boga samego jest mu dana
Z.Cięciwa
ROZWAŻANIA TAJEMNIC RÓŻAŃCOWYCH (część 4).
Ofiarowanie Jezusa w Świątyni
(Łk 2,21­40)
W
ydarzenia Wielkiego Postu w sposób szcze­
gólny łączą się z Jerozolimą i Świątynią Je­
rozolimską. Kolejne rozważanie, kolejnej tajem­
nicy różańcowej również łączy się z Jerozolimą i
Świątynia Jerozolimską. Tam bowiem miało mie­
jsce ofiarowanie Jezusa.
Św. Łukasz przedstawia rodzinę Józefa i Maryi
jako jedną z wielu, która żyjąc w Palestynie, w pe­
łni podporządkowała się żydowskiemu Prawu.
Gdy nadszedł ósmy dzień, zgodnie z wymogiem
Prawa, rodzice poddali syna obrzędowi obrzeza­
nia (zob. Rdz 17,12; Kpł 12,3). Obrzęd ten stano­
wił widoczne, fizyczne potwierdzenie przymierza
pomiędzy Bogiem i narodem żydowskim.
Dla autora trzeciej Ewangelii szczególnie ważny
jest jednak moment nadania nowo narodzonemu
dziecięciu imienia, dzięki któremu człowiek bę­
dzie mógł zobaczyć Boga. Nikt bowiem nigdy nie
widział Boga. Nikt też nie poznał, a już tym bar­
dziej nigdy nie wymawiał imienia Bożego. Bóg
bowiem jest początkiem każdego imienia. Jest
4
Imieniem, którego nie można nazwać. Stąd też,
kiedy pełen obaw i lęku Mojżesz pyta Boga o Jego
Imię, które będzie mógł wyjawić swoim współzio­
mkom w egipskiej niewoli, czy też samemu farao­
nowi, słyszy odpowiedź Boga: „Jestem który Jes­
tem. Tak powiesz synom Izraela: Jestem posłał
mnie do was” (Wj 3,14). Imię, które Bóg objawił
Mojżeszowi, jest wskazaniem, że w Bogu nie ma
przeszłości, przyszłości czy teraźniejszości. W Nim
jest nieustanne teraz: Ja Jestem!
A zatem Bóg przyjmuje imię – zostaje nazwany.
Poczynając się w łonie Maryi, zostaje ofiarowany
ludzkości i za ludzkość. Dlatego przyjmuje imię.
Posiadanie imienia oznacza, że On istnieje dla
nas, a my dla Niego. Chrystus – Słowo, stał się dla
ludzi ciałem. Jest rzeczą znamienną, iż jedynymi,
którzy z głębi wiary, nie zaś powodowani stra­
chem, nazwali Mistrza z Nazaretu tym właśnie
imieniem, byli ludzie trędowaci (zob. Łk 17,13),
ślepiec (zob. Łk 18,38) i łotr na krzyżu (zob. Łk
23,42). Zatem byli to ci, którzy najbardziej potrze­
bowali Jego zbawczej pomocy. Być może Łukasz
chciał ukazać przez to, że Jezus jest rzeczywiście
prawdziwym Bogiem, który ma moc zbawić czło­
wieka. Zaś Jego zbawczej pomocy potrzebowali ci,
którzy się źle mieli.
Zgodnie z Prawem po narodzeniu dziecka rodzi­
ce winni ofiarować je w świątyni (zob. Wj 13,2.12.
13). Wszystko bowiem, co pierworodne, należało
do Pana. Stąd też Żydzi ofiarowywali Bogu pier­
wociny zbiorów i trzód. Jako że nie składano w
ofierze ludzi, istniał zwyczaj ofiary z baranka bądź
też – jak to było w wypadku ludzi ubogich – ofiary
z gołąbka.
Rodzice Jezusa, zachowując posłuszeństwo Pra­
wu, przynieśli Jezusa do świątyni, aby przedsta­
wić Go Panu. Wcześniej dokonane zostają oczysz­
czenia nakazane przez Prawo Pańskie (zob. Kpł12,
2­4). Łukasz nie wspomina dokładnie, kto i jakim
zabiegom oczyszczającym został poddany. Wspo­
minając to wydarzenie, podkreśla jedynie, iż ro­
dzice Jezusa wypełniają wszystkie postanowienia
Prawa.
Jezus został przyniesiony i przedstawiony Panu.
Łukasz, opisując to wydarzenie, powołuje się na
Boże polecenie dane Izraelitom w noc wyjścia z
Egiptu: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej
będzie poświęcone Panu” (zob. Wj 13,2.12.15).
Przedstawienie Jezusa w świątyni przypominać
może oddanie Samuela na służbę do domu Boże­
go: „Oto ja oddaję go Panu. Po wszystkie dni, jak
długo będzie żył, zostaje oddany na własność Pa­
nu” (1 Sm 1,28). Jednak zestawiając te dwie sceny
Nie marnuj czasu... Propozycje:
biblijne, należy zaznaczyć, iż przedstawienie Jezu­
sa zasadniczo różni się od ofiarowania Samuela,
gdyż Jezus jest przyniesiony do świątyni jako Ten,
który bierze w posiadanie dom swego Ojca. Takie
rozumienie świątyni, jako domu Jezusa, zostaje
potwierdzone przez samego Chrystusa, który szu­
kających Go pouczył: „Czemuście Mnie szukali?
Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym,
co należy do mego Ojca?” (Łk 2,49).
Wychodzącą ze świątyni świętą Rodzinę spoty­
kają kolejno starzec Symeon i prorokini Anna.
Łukasz przedstawia Symeona jako starca, który
Makieta ­ rekonstrukcja Świątyni Jerozolimskiej
pełen Ducha Bożego oczekiwał Zbawiciela. Będąc
zatem człowiekiem prawym i pobożnym, jest Sy­
meon uosobieniem ludzi ubogich, którzy wycze­
kiwali przyjścia Mesjasza. Jest on tym, jak mówi
samo znaczenie jego imienia, który słucha słowa
Bożego. Jego wsłuchiwanie się w słowo Boże spra­
wiło, że nadszedł dzień, kiedy mógł stanąć w świą­
tyni, wziąć na ręce Mesjasza i wyśpiewać Bogu
pieśń dziękczynną. Dzięki zasłuchaniu się w Boże
słowa Symeon, będąc u progu śmierci, mógł trzy­
mać w dłoniach Zbawiciela, który ma moc wpro­
wadzić go do wiecznego królestwa. W tym mome­
ncie życie Symeona osiągnęło swój cel: ujrzał Me­
sjasza. Jest pełen nadziei i pokoju, bo jest z nim
Pan. Wypowiadając modlitwę uwielbienia i dzię­
kczynienia, zdawał się mówić: Panie, to, co osią­
gnąłem, do czego dotrwałem, co ujrzały moje
oczy, to mi wystarczy; Serce moje pełne jest poko­
ju, jego źródłem jest Chrystus, którego trzymam w
swoich dłoniach. Radując się z narodzenia Zba­
wiciela, równocześnie ogłasza, że Jezus jest świa­
tłem nie tylko dla Izraelitów, ale dla wszystkich
narodów, które jeszcze wciąż spoczywają w mro­
kach i ciemnościach grzechu.
Mówiąc o prorokini Annie, ewangelista zazna­
Dobra strona internetowa: www.ak.diecezja.tarnow.pl
cza, iż jest ona córką Fanuela z pokolenia Asera.
Już samo imię Anna oznacza „sympatię, łaskę u
Boga”, imię jej ojca Fanuel oznacza „oblicze Bo­
ga”, zaś nazwa rodu Aser znaczy „dobry los, szczę­
ście”. Zatem i owa niewiasta doznała prawdziwej
łaski od Boga, gdyż ujrzała oblicze Zbawiciela.
Może więc wszystkim głosić, że jej los jest szczę­
śliwy, jest dobry. Przedstawiając Annę, autor trze­
C
5
ciej Ewangelii pisze, iż jako kobieta w podeszłym
wieku służyła Bogu poprzez modlitwę, post, cier­
pienie. Czyniła to w dzień i w nocy, przygotowując
się nieustannie na spotkanie z Panem. To jej cze­
kanie zostaje nagrodzone możliwością spotkania z
Mesjaszem. W ten sposób Jezus, po ogłoszeniu i
ukazaniu się pasterzom, został ogłoszony i przed­
stawiony całemu światu.
SANKTUARIA MARYJNE DIECEZJI TARNOWSKIEJ ( część 9).
Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Czarnym Potoku.
ześć dla Matki Bożej Bolesnej sięga w Czar­ pobudzić grzeszników do refleksji nad własnym
nym Potoku połowy XV wieku. Wiąże się z życiem i do poprawy. Obraz ma zatem charakter
budową i konsekracją drugiego kościoła w roku maryjny i dlatego sanktuarium w Czarnym Poto­
1449 oraz fundacją głównego ołtarza w formie ku jest poświęcone Matce Boskiej Bolesnej.
tryptyku z centralnym obrazem Opłakiwania Nasuwa się jednak pytanie dlaczego, ów dawny
Chrystusa. Obraz Matki Bożej Bolesnej z Czarne­ obraz Opłakiwania będący znakomitym dziełem
go Potoku od początku otaczany był wielką czcią. sztuki zastąpiono po dwustu latach nowym obra­
Przez wiele lat podawano informacje, że malowi­ zem ­ tym obecnym, który wkrótce zasłynął cu­
dło pochodzi z 1648 r. Konserwacja obrazu odkry­ dami?
ła na odwrocie datę 1649. Obraz namalowany zo­ Otóż miała na to wpływ sytuacja, w jakiej zna­
stał na desce modrzewiowej przez artystę ze szko­ lazł się wtedy kościół. W wieku XVI do walki z ko­
ły sądeckiej. Przedstawiona jest na nim scena pa­ ściołem przystąpili reformatorzy: Marcin Luter,
syjna. Główny akcent nieznany twórca o inicjale Jan Kalwin i Urlicha Zwingli. odpadła od kościoła
M.I. położył jednak na postać Matki Bożej. To znaczna część Niemiec, Szwajcarii, Anglia i Kraje
Ona ukazuje martwe ciało Syna, a czyni to po to, Skandynawskie. W Polsce naukę Lutra przyjmo­
by pobudzić grzeszników do refleksji nad włas­ wało mieszczaństwo, natomiast wśród szlachty
nym życiem i wzbudzić chęć poprawy.
szerzył się kalwinizm. Na Sądecczyźnie wiele
W tamtym czasie ośrodkami ku­
dworów szlacheckich przyjmowa­
ltu Męki Pańskiej i głosicielami
ło odmianę kalwinizmu zwaną ar­
współcierpienia Matki Boskiej by­
ianizmem. Arianie odrzucali pra­
ły klasztory franciszkańskie. W
wdę o Trójcy Świętej, Jezusa uz­
Starym Sączu działał istniejący do
nawali tylko za człowieka, a Matce
dziś franciszkańskiej reguły klasz­
Najświętszej odmawiali godności i
tor SS. Klarysek i męski klasztor
tytułu Bogurodzicy. W tym czasie
franciszkanów, który został ska­
w wielu kościołach z woli dziedzi­
sowany przez rząd austriacki w
ca dworu dochodziło do wyrzuca­
1815 roku. Można za tym twier­
nia i niszczenia obrazów i przed­
dzić, że starosądeccy franciszka­
miotów kultu. W końcu wieku
nie zapoczątkowali w nowo kon­
XVI i w wieku XVII przyszło orze­
sekrowanym kościele w Czarnym
źwienie umysłów i rozpoczął się
Potoku nabożeństwo do Męki Pa­
powrót do kościoła katolickiego.
ńskiej. Konsekracji kościoła w ro­
Nawróceni przywracali kościoły
ku 1449 dokonał sufragan biskup
do poprzedniego kultu i sprawiali
Jerzy­franciszkanin.
nowe obrazy i ołtarze. W treści te­
go nowego wyposażenia wnętrz w
W obrazie Opłakiwania cała
Obraz M.B. Bolesnej
ołtarzach widzimy często Boskie
uwaga koncentruje się na mart­
z Czarnego Potoku
Osoby Trójcy Świętej oraz Matkę
wej postaci Chrystusa i na współ­
Boską.
czuciu, które wraz z Matką Najświętszą okazują
Mu na Kalwarii świadkowie Jego śmierci zdjęcia z
Tak właśnie stało się w Czarnym Potoku. U
krzyża i pogrzebu. Jest to plastyczny opis skłania­ szczytu głównego ołtarza króluje postać Boga Oj­
jący widza do wzięcia udziału we współczującym ca z kulą ziemską w dłoni oraz Ducha Świętego w
opłakiwaniu i do pokuty za swoje winy. Obraz ten postaci gołębicy, zaś w centrum ołtarza znalazł się
ma charakter wyłącznie chrystologiczny.
właśnie wtedy obecny cudowny obraz, na którym
Obecny obraz Matki Boskiej Bolesnej też doty­ Matka Boska Bolesna okazuje wszystkim, że to
czy tematu Męki Pańskiej i również przedstawia Jej Syn dokonał odkupienia świata jako Bóg­czło­
martwe ciało Jezusa, jednakże główny akcent jest wiek.
tutaj położony na postać Matki Boskiej. Ona uka­ Przybywając zatem do Czarnego Potoku i klę­
zuje wiernym martwe ciało, a czyni to w celu, by cząc przed cudownym Obrazem uświadamiamy
6
sobie, jak mocno jest on związany z terenem Są­
decczyzny. Umieszczono go tu w roku 1649 na
przebłaganie Boga w Trójcy Jedynego za odstęp­
stwo od wiary i wynagrodzenie za krzywdę wyrzą­
dzoną wtedy Chrystusowi Panu i Jego Matce.
Obraz Matki Boskiej Bolesnej zasłynął łaskami,
gdyż już w kilkadziesiąt lat później (1727 r.) zało­
żono pierwszą księgę łask. Pojawiły się także licz­
ne wota. Kult Matki Bożej od 1867 r. szerzyło
miejscowe Bractwo Różańcowe. Należało do nie­
go 1000 osób. Najstarszą z wyproszonych tu łask
jest uzdrowienie w 1678 r. Jędrzeja Szwarcenbe­
rga, syna stolnika wołyńskiego, za co złożył on 13
Z dziejów diecezji...
S
grzywien srebra na korony i sukienki. Kult rozwi­
ja się do dzisiaj.
Szczególnym wyrazem czci, jaką otaczana jest
Matka Boża z Czarnego Potoku, są dwa doroczne
odpusty: jeden w piątek przed Niedzielą Palmo­
wą, drugi w niedzielę po 15 września.
Duża liczba wiernych przystępujących wtedy do
spowiedzi i Komunii Świętej jest najlepszym
świadectwem, że Maryja prowadzi wszystkich do
Chrystusa.
http://www.czarnypotok.iap.pl/pl
Diecezja w XX stuleciu
ciąg dalszy z numeru 20
tworzył też zaplecze materialne dla seminar­ W trakcie wspomnianej uroczystości prosił Mary­
ium podejmując decyzję o przekazaniu na jego ję o obfitość dobrych powołań kapłańskich w die­
rzecz folwarków w Garbku i Dąbrówce. Zapewnił cezji tarnowskiej. Ósmego września 1920 r. bis­
alumnom wakacyjny wypoczynek wynajmując w kup nałożył też korony papieskie na Obraz Matki
latach 1903 i 1904 pałac hr. Kwileckich w Siedli­ Bożej Zawadzkiej. Trzy lata później korony zosta­
szowicach, a później nabywając część folwarku w ły skradzione. Po ich odnalezieniu, 20 lipca 1924
Błoniu, która służy seminarium do dzisiaj. Intere­ r., obraz został rekoronowany.
sowały go postępy kleryków w nauce, wizytował W związku z zawarciem konkordatu miała miej­
egzaminy, nierzadko sam był egzaminatorem. sce w1925 roku kolejna zmiana granic diecezji
Pod koniec rządów wprowadził piąty rok studiów. która oddała na rzecz diecezji krakowskiej 6 para­
Duży nacisk kładł na duszpasterstwo ogólne, dą­ fii, oraz parafii Pstrągowa na rzecz diecezji prze­
żył do tego by wierni mieli
myskiej, a w zamian zyskała
zawsze niedzielną Mszę św.,
dekanaty: biecki, rzepienni­
kazanie i spowiednika w ko­
cki i ołpiński i parafie: Jod­
nfesjonale. Nakazywał orga­
łowa, Przeczyca, Sędziszów i
nizację niedzielnej kateche­
Będziemyśl. W granicach
zy, wspierał modlitwę w do­
diecezji znalazło się wtedy
mach bardziej oddalonych
kilkanaście tysięcy Łemków,
od kościołów. Z okresu jego
co zaogniło tlący się na Są­
rządów pochodzą też główne
decczyźnie konflikt narodo­
linie duszpasterstwa stano­
wościowy i religijny. Jego
wego wynikające z jego lis­
złagodzenie przyniosło po­
tów pasterskich skierowa­
wołanie dekretem Kongrega­
nych do młodzieży i kobiet,
cji ds. Kościołów Wschod­
duszpasterstwa specjalisty­
nich z 10 lutego1934 r. Ad­
cznego np. na rzecz diecez­
ministracji Apostolskiej dla
jan którzy z powodu biedy wrzesień 1939 ­Polscy jeńcy na tarnowskim rynku Łemkowszczyzny, a od 1938
emigrowali za chlebem „na saksy”. Dbał też o r. decyzją biskupa Franciszka Lisowskiego jej alu­
wznoszenie nowych świątyń, co znalazło wyraz mni mogli studiować w seminarium duchownym
między innymi w liście pasterskim „W sprawie w Tarnowie.
budowy kościołów w diecezji” tarnowskiej z 1910 Ks. Franciszek Lisowski został mianowany bis­
roku. W okresie jego posługi powstało 89 nowych kupem tarnowskim przez papieża Piusa XI 27
kościołów. W latach Pierwszej Wojny Światowej stycznia 1933 r. Uroczysty ingres do tarnowskiej
wspólnie z biskupem Adamem Stefanem Sapiehą katedry odbył 25 maja 1933 r. W 1934 roku odbył
tworzył komitety pomocy potrzebującym–zalążki się w diecezji zorganizowany przez biskupa jubi­
zorganizowanej akcji charytatywnej. W 1928 roku leusz 1900 – lecia Odkupienia, W czerwcu 1934 r.
ważnym wydarzeniem w życiu diecezji był I Sy­ zorganizowano w Tarnowie Diecezjalny Kongres
nod Diecezjalny, wytyczający zasadnicze kierunki Eucharystyczny, a 7 października 1934 w obecno­
pracy kapłanów i wiernych. Drugiego paździer­ ści 100 tysięcy (według niektórych źródeł 120 tys)
nika 1904 r. wobec 130 tys. wiernych biskup Wa­ koronacja Obrazu Matki Boskiej Różańcowej w
łęga nałożył korony na skronie Matki Bożej Tu­ Bochni. W roku 1935 odbył się Kongres Euchary­
chowskiej i Dzieciątka, w obrazie otaczanym tu styczny w Grybowie, a w 1936 r. koronacja obrazu
kultem i łaskami słynącym od XVI w. Biskup ży­ M. B. Odporyszowskiej, oraz jubileusz 900­lecia
wił do Tuchowskiej Pani szczególne nabożeństwo. urodzin św. Stanisława w Szczepanowie. Diecez­
jalny Instytut Akcji Katolickiej powstał 17 wrześ­
nia 1933 r., i tego roku zaczęto też wydawać „Pos­
łańca Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej”.
Jego redaktorem został ks. Karol Pękala, później­
szy biskup sufragan tarnowski. Instytut Diecezja­
lny Akcji Katolickiej w tym samym czasie rozpo­
czął też wydawanie dwutygodnika katolickiego
diecezji tarnowskiej „Nasza Sprawa”, wydawano
też pisma młodzieżowe jak „Druchna”. Kontynu­
owano też starania o kanonizację bł. Kingi. Spra­
wę tę poruszył jeszcze biskup Wałęga, który w
czasie ingresu w 1901 r. obrał bł. Kingę patronką
diecezji tarnowskiej. Rozpoczęte w 1905 r. prace
przygotowawcze do procesu przerwała pierwsza
wojna światowa. Zainteresowanie tym tematem
wywołał list pasterski bpa Lisowskiego z 24 lipca
1935 r. Próbowano wówczas doprowadzić do ka­
nonizacji bł. Kingi poprzez stwierdzenie dawności
jej kultu. Jednak zebrany materiał był niewystar­
czający i w 1937 r. kanonizację odłożono do czasu
dostarczenia pełniejszych dowodów. 25 listopada
1937 r. powstał Instytut Wyższej Kultury Religij­
nej, który działał w większych miastach diecezji, a
w 1938 r. Katolicki Uniwersytet Ludowy w Krzy­
żanowicach pod Bochnią. W tym samym roku –
pragnąc osłabić wpływy socjalistów na wiernych ­
powołano do życia Sekretariat Chrześcijańskich
Związków Zawodowych, który jeszcze przed wy­
buchem wojny zorganizował kilka związków w
większych ośrodkach robotniczych. W okresie
rządów w diecezji bp Lisowski erygował 16 no­
wych parafii, oraz konsekrował kilkanaście koś­
ciołów i kaplic. Zmarł niespodziewanie 3 czerwca
1939 r. po udzieleniu w katedrze tarnowskiej
wszystkim alumnom święceń od najniższych do
diakonatu.
Wrażliwość na potrzeby ludzi w diecezji przeja­
wiła się w organizacji pomocy materialnej, szcze­
gólnie dla poszkodowanych w wielkiej powodzi z
1934 r. 1 marca 1937 r. na mocy biskupiego dek­
retu powstał Diecezjalny Związek Caritas którego
prezesem został znany społecznik, profesor semi­
narium duchownego ks. Michał Rec a ks. Karol
Pękala był jego dyrektorem. Do Związku włączo­
no wszystkie diecezjalne stowarzyszenia do­
broczynne, a także ochronki, domy starców,
szpitaliki, sierocińce i Dom Nieuleczalnie
Chorych w Tarnowie. I właśnie to dzieło wy­
sunęło się na czoło podobnych organizacji w
Polsce. Już kilka dni po wybuchu wojny trze­
ba było pomagać potrzebującym rodakom
którzy w nerwowym nastroju, nie dbając o
pozostawiony dobytek drogą wiodącą przez
Tarnów uciekali ze swych domów przed Nie­
mcami kierując się na wschód. Podczas tej
pierwszej ucieczki brakło oficjalnych insty­
tucji które powinny były zajmować się pomo­
cą pokrzywdzonym. Uciekinierzy po drodze
gromadzili się wokół kościołów, czasem li­
cząc na spowiedź – wobec możliwości utraty ży­
7
cia, lub chcąc zaspokoić głód. Zarząd Diecezjalne­
go Związku Caritas przy pomocy czterech kuchni
polowych, wciągając do współpracy istniejące ko­
mórki akcji charytatywnej, w pierwszych tygod­
niach wydaje 110 tysięcy obiadów dla głodnych
uchodźców. Zaledwie ta pierwsza „wędrówka lu­
dów” zaczęła trochę słabnąć a już trzeba było za­
jąć się tysiącami polskich jeńców, którym należa­
ło pomóc w ucieczce z obozów: jeśli to było moż­
liwe, dostarczaniem ubrań cywilnych, papierosów
i żywności zarówno uciekinierom ­ którzy dzięki
temu mogli wmieszać się w tłum, jak i więźniom
– którzy dzięki temu mogli przetrwać i próbować
ucieczki. Caritas wówczas dostarczyła im 40 ton
żywności i 198 000 zł zapomóg. Już późną jesie­
nią na terenie diecezji zaczęli się pojawiać wysie­
dleni z ziem przyłączonych przez Niemców do
Rzeszy. Wyrwani żywcem ze swoich przeważnie
zasobnych wielkopolskich i pomorskich siedzib,
wiezieni długimi dniami i nocami w bydlęcych
wagonach, wioząc ze sobą chorych i zmarłych w
drodze, byli zdani tylko na ludzką litość. Potrzeba
było wzbudzić wielką ludzką energię by zapewnić
im pierwszą pomoc, dach nad głową, żywność i
jakieś zajęcie z którego mogli by się utrzymać. By­
ło to możliwe dzięki zmobilizowaniu przez ks.
Pękalę wspólnot parafialnych. Caritas wydała na
ten cel 517 997 złotych (czyli około 104.000 do­
larów), pięć tysięcy sztuk odzieży i 215 ton żywno­
ści. Od samego początku wojny istniała potrzeba
organizacji pomocy dla dzieci zarówno miejsco­
wych, jak i wysiedlonych. Opieka nad nimi, mu­
siała się oprzeć na ofiarności wiernych. Z konie­
czności kościoły i kaplice stały się punktami bu­
dzenia miłosierdzia w sercach ludzi. Wydano. 570
183 zł. Dopiero później nadeszła pomoc Rady
Głównej Opiekuńczej – organizacji charytatywnej
działającej za zezwoleniem okupanta. Caritas ob­
jęła też opieką więźniów tarnowskiego więzienia
– gdzie znalazło się około dwóch tysięcy najlep­
szych Polaków ­ jak i obozów koncentracyjnych.
O zezwolenie na anonimowe dożywianie więź­
niów starano się pod auspicjami Rady Głównej
Opiekuńczej ­ co nie było łatwe – i zezwolił na to
13 czerwca 1940 ­ pierwszy transport więźniów do
Oświęcimia na tarnowskim dworcu kolejowym.
8
dopiero gubernator Frank po interwencji kardy­
nała Sapiehy w 1941 r. Ponieważ na wieloraką
akcję charytatywną zaczęło brakować pieniędzy,
doszło do tego iż ówczesny administrator diecezji,
ks. prałat Stanisław Bulanda zaciągnął na kurię
diecezjalną 1 500 000 złotych długu (około 300
000 ówczesnych dolarów) pod zastaw majątku,
„zabezpieczając” się tylko nadzieją że po wojnie
wolna Polska pomoże w spłacie długu. Ponadto
K
ks. Bulanda zakazał remontowania kościołów, na­
bywania jakichkolwiek paramentów liturgicz­
nych, by parafie mogły oddawać składkę do Cari­
tas. W ramach tej pomocy wydano 1.600.000
litrów zupy, 300 ton chleba, 2.046.398 zł, (408
078 dolarów), a do obozów koncentracyjnych
wysłano 8,5 ton sucharów i 413.674 zł, (52.735
dolarów).
c.d.n.
Wojciech Michałek
Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas Panie
(W latach 1807 – 1813)
olejne lata przyniosły nowe wojny, nowe da­
niny rekruta wcielanego do wojska austriac­
kiego, nowe straty i klęski elementarne. Wojna
prusko – francuska (1806), zakończona pokojem
w Tylży, doprowadziła do odrodzenia się państ­
wowości polskiej w postaci Księstwa Warszaws­
kiego. Zaraza przyniesiona do Galicji przez woj­
ska rosyjskie na przełomie 1805/1806 r. nie dot­
knęła Kopalin i Grądów, chociaż tak się rozsze­
rzyła w Galicji, że ludność w niektórych wioskach
zupełnie wymarła. W wojnie austriacko – francu­
skiej w 1809 r., korpus austriacki Ferdynanda
d,Este wkroczył w granice Księstwa Warszawskie­
go, a korpus rosyjski, który stacjonował na Litwie
i na obszarach należących przed rozbiorami do
Polski, wolny od chorób zakaźnych, oficjalnie
wspierał siły francusko – polskie, ale nieoficjalnie
współdziałał z Austriakami . Dlatego, biorąc pod
uwagę, dobre zaopatrzenie w żywność walczących
ze sobą wojsk, ta wojna nie przyniosła ludności
Galicji dużych strat. Wielu żołnierzy austriackich
rekrutowanych w tej prowincji przeszło do armii
Księstwa Warszawskiego. A po zakończeniu woj­
ny Księstwo Warszawskie zostało powiększone o
obszar położony między Pilicą, a Bugiem (Zagłę­
bie Staropolskie i Lubelszczyzna). Tym razem
zaraza i cholera nie dotarła z wojskami rosyjskimi
do Galicji. W Jasieniu wydarzenia te nie wpłynę­
ły na poważniejszy wzrost śmiertelności. Bo w
1810 r. zmarło tylko 15 osób, ale skutki tej wojny i
susza jaka wówczas panowała objawiły się w 1811
r. kiedy w Jasieniu zmarło 34 osoby, w tym 24
dzieci.
W czerwcu 1811 r. nad cyrkułem sądeckim prze­
szła gwałtowna nawałnica z gradem. Zniszczyła
około 20 domów , a wiele zostało zalanych. Przy­
bór wody w rzekach i potokach był tak duży, że
wiele mostów zostało zniszczonych. Grad zabił
kilka sztuk bydła i dwoje ludzi. Zamulone role je­
szcze przez długi czas nie mogły być uprawiane.
Dopiero tragiczne dla Francji i Polski okazały się
lata 1812 i 1813, związane z wyprawą Napoleona
na Moskwę . Podczas odwrotu sił francuskich i
armii Księstwa Warszawskiego z Moskwy, na
przełomie 1812 i 1813 r. temperatura spadała do
– 620 . Nawet wrony zamarzały, po paru minu­
tach lotu lub przebywania na otwartej przestrze­
ni. Po kilkunastu dniach siarczystych mrozów na­
stępowało ocieplenie. W Galicji również była to
szalona zima z dużymi mrozami, opadami śniegu
i ociepleniami, po których przyszło gorące lato z
obfitymi opadami deszczu. W drugiej połowie sie­
rpnia 1813 r. w wyniku długotrwałych i gwałtow­
nych opadów wszystkie dopływy Wisły, w tym
Uszwica, Uszewka, Kisielina, Raba , Dunajec , a
także Niedźwiedź wystąpiły z brzegów. Do dnia
dzisiejszego w niektórych miejscowościach nad
Wisłą i Dunajcem zachowały się tablice pamiąt­
kowe upamiętniające tą powódź. W Krakowie 26
sierpnia 1813 r. stan fali kulminacyjnej wynosił 4,
95 m. W Zgłobicach na Dunajcu woda podniosła
się do 5, 14 m, a w Bogumiłowicach osiągnęła po­
ziom 5,6 m. W okolicach Krakowa pod woda zna­
lazły się: Błonie, Bronowice, Ludwinów, Zakrzó­
wek, Kapelanka, Stradom, Kazimierz, Podgórze
(dzisiejsze dzielnice Krakowa) oraz Krzeszowice,
Wola Filipowska i Mydlniki. Mosty łączące Stra­
dom z Kazimierzem i Kazimierz z Podgórzem zo­
stały zabrane przez wodę.
25 sierpnia 1813 nastąpiły gwałtowne ulewy w
cyrkule bocheńskim (czyli na terenie całego po­
wiatu brzeskiego, bocheńskiego i częściowo wie­
lickiego), w tarnowskim i nowosądeckim, połą­
czone z gwałtownym przyborem wody na Dunaj­
cu, Uszwicy i innych rzekach tego regionu. Syste­
matycznie powtarzające się , w ciągu wieków, po­
wodzie sierpniowe były nazywane Bartłomiejów­
kami (24 sierpnia przypada św. Bartłomieja), a
powodzie czerwcowe (24 i 26 czerwca przypada
św. Jana) i lipcowe Janówkami i Jakubówkami
(1 lipca św. Jakuba). Zniszczone zostały wały na
Wiśle i Dunajcu , zatopione zostały liczne wsie
nad Dunajcem i Uszwicą, od Górki, Bielczy, Bo­
rzęcina,
Strzelec Małych, Strzelec Wielkich,
Szczurowej, Wygody i częściowo Jadownik poczy­
nając, a na Równi i Traczu w Brzesku, Uszwi i
częściowo Gnojniku oraz innych miejscowoś­
ciach kończąc. Cały obszar między Wisłą, Uszwicą
i Dunajcem przypominał burzące się i falujące
morze, z którego wychylałysię tu i ówdzie tylko
dachy chat. Przez cały tydzień, te i inne miejsco­
wości były pod wodą. Utonęło wiele bydła i trzody
chlewnej. Ludzie stracili plony, zasiewy, budynki
gospodarcze i mieszkalne. Brakowało nawet wody
pitnej, bo studnie zostały zamulone. Na równi­
nach w bocheńskim (brzeskim), sądeckim i tar­
ciąg dalszy na stronie 11
9
ciąg dalszy ze strony 8
nowskim woda zmieniła pola uprawne w rozległe
stawy i bajora. Ulewy nie tylko zniszczyły plony w
polach, bo nie zwiezione zboże zabrała woda, albo
w polach porosło lub zgniło, a okopowe zostały
zamulone, ale w Jasieniu wdzierała się także do
stodół, zatapiając niżej ułożone snopy lub wymłó­
cone zboże w sąsiekach. Wiele studni, z drewnia­
ną cembrowiną, zostało także zamulonych. Pola
zostały zamulone, tak że przez długi okres czasu
nikt nie mógł ich zaorać i zasiać. Jasień jednak
nie wiele ucierpiał podczas tych ulewnych desz­
czów, w porównaniu z innymi wioskami, ale stra­
ty w rolnictwie były jednak duże. Jeżeli w 1813 r.
zmarło w Jasieniu zaledwie 17 osób, w tym 10
dzieci i 4 osoby powyżej 50 roku życia, to w 1814
r. zmarło wówczas 22 osoby. 50% z tej liczby sta­
nowiły dzieci, a dalsze 30% ludzie starsi mający
więcej jak 50 lat. Przy tym wśród rozpoznanych
przyczyn zgonów można np. wymienić anginę,
duszności i suchoty, głód, czerwonkę, szkarlatynę
i tyfus. Wszystkie te choroby mówią o braku ciep­
łej odzieży, butów, niedożywieniu i o nie ogrza­
nych mieszkaniach.
Odbudowa zniszczeń trwała wiele lat. Szczegól­
nie ważnym zadaniem było odbudowanie wałów
zniszczonych na Wiśle i Dunajcu, ale również
Uszwica wymagała budowy wałów. W następnych
latach po drogach i wioskach cyrkułu bocheńskie­
go, w tym także Jasienia, tułała się duża liczba że­
braków, zmuszonych do tego nędzą i głodem.
Woda przecież niejednokrotnie zabrała im cały
dorobek życia. Bywało, że taki wędrowiec (pereg­
rinus) kończył życie w Jasieniu. Nie wiele wpłynę­
Zbliżenie zaznaczonej tablicy.
ły na polepszenie stanu wyżywienia, wydawane
przez władze zakazy palenia wódki z żyta, które
powinno trafić do głodujących, ale w wielu wypa­
dkach nie trafiało.
Wiek XIX zalicza się do przełomowych w dzie­
dzinie medycyny, ale jego pierwsza połowa, nie
różniła się od wieku poprzedniego. Tylko nielicz­
ni mieszkańcy Galicji dostrzegali wówczas prob­
lem brudu. Zdecydowana większość społeczeńs­
twa Galicji i Europy , od najmłodszych lat żyła
wówczas w brudzie i smrodzie. Dokładniej myto
się tylko dwa razy w roku (św. Bożego Narodzenia
i Wielkanoc). Wietrzono wówczas domy, zmienia­
no posłania (pościel czy słomę w siennikach),
sprzątano obejścia, usuwano obornik ze stajen i
chlewów. Ludzie nie zdawali sobie sprawy z roli
higieny w życiu codziennym. Świadczyć o tym
mogą przysłowia, które dotrwały do naszych cza­
sów np. „Częste mycie skraca życie”, albo „Dużo
się kąpiesz mało życia przed tobą”. Niechęć do
kąpieli wynikała z ówczesnego pojmowania mo­
ralności. Jeszcze w okresie międzywojennym, je­
den z lepszych zawodników drużyny piłkarskiej
OKS, odmawiał ubrania się w strój sportowy i wy­
stępował w meczach na boisku w garniturze. Przy
tym np. kobiety nie tylko w Europie, kąpały się w
bieliźnie (ubraniach). W takich warunkach poja­
wiały się różnego typu przypadłości wywoływane
zarazkami .Choroby przybierały zazwyczaj roz­
miary epidemii. Wśród nich powszechnym zjawi­
skiem były epidemie gruźlicy, tyfusu, ospy, odry,
czerwonki i cholery. Cholera np. tylko w XIX w.
pochłonęła w Europie ok. 40 000 000 ofiar. Ró­
wnie groźna była gruźlica, chociaż ofiary umierały
najczęściej powoli . Zawilgocone, zimne i brudne
mieszkania obok niedożywienia, sprzyjały jej roz­
powszechnianiu się.
Społeczeństwa XIX w. najczęściej były wobec
tych chorób bezsilne. Ponieważ medycyna stała
na bardzo niskim poziomie. Lekarze niewykszta­
łceni w swojej profesji, zazwyczaj nie byli w stanie
Kraków ­ po lewej stronie furty klasztornej SS Norbertanek pomóc chorym. Najczęściej jeszcze pogarszali
znajduja sie tablice powodziowe ufundowane przez Ksieni
Zakonu Panien Norbetanek– Zofie Otffinowska. Dolna (za­ stan zdrowia podopiecznych. A zdesperowani lu­
znaczona kółkiem i strzałką) z roku 1813, górna 1593 i 1697 r. dzie szukali pomocy u znachorów, którzy posia­
10
ŻYCIE PARAFII W OBIEKTYWIE
Spotkanie opłatkowe P.O. Akcji Katolickiej w Jasieniu.
ŻYCIE PARAFII W OBIEKTYWIE
Spektakl p.t. "Opowieść wigilijna" przygotowany przez Młodzieżową Grupę Teatralną.
11
12
dali wiedzę medyczną pełniejszą od lekarzy, prze­
kazywaną np. znanymi w danej rodzinie, z zakre­
su ziołolecznictwa z pokolenia na pokolenie, albo
posiadali wyjątkowe manualne zdolności. W wie­
lu wypadkach leczono się niekonwencjonalnymi
metodami znanymi tylko w danej rodzinie.
Szpitale również bardziej przypominały przytu­
łki dla żebraków, albo hospicja dla nieuleczalnie
chorych, w których więcej osób umierało, niż do­
chodziło do zdrowia. Ludzie w szpitalach często
umierali w wyniku nabytej tam infekcji, spowo­
dowanej fatalnymi warunkami sanitarnymi.
Obok tego brak profesjonalności, wiedzy sanita­
rnej i medycznej powodowały wiele zgonów. W
jednym ze szpitali w Edynburgu (Anglia), np. w
1847 r. na 18 przypadków amputacji kończyn, ty­
lko dwie osoby przeżyły taką operację .Dlatego
szpitale budziły niechęć i nieufność nie tylko mie­
szkańców Galicji, Jasienia, ale w całej Europie.
Marian Stolarczyk
Zdjęcia:http://oki.krakow.rzgw.gov.pl/Content\Edukacja\pdf_ogr_skutkow\LPSOPiP_miasto_Krakow\2.Specyfika_lokalna_i_historia_powodzi\2.2.
_Historia_powodzi_w_Krakowie.pdf
P
Z PIERWSZEJ RĘKI...
ani Zofia Cięciwa
urodziła się 27
czerwca 1927r. w Bie­
siadkach. Całe swoje
życie zawodowe zwią­
zała ze szkołą. Ukoń­
czyła wyższe studia
zawodowe na kieru­
nku filologia polska
w Krakowie.
Pracę nauczycielską
rozpoczęła w 1949 ro­
ku w Maszkienicach.
Następnie uczyła w
Wytrzyszczce i Złotej. Od II półrocza 1956r. zaczę­
ła pracę w szkole podstawowej w Jasieniu. Prze­
szła na emeryturę w 1982r, ale pracowała jeszcze
jako emerytka w szkole w Jasieniu do 1987r. a na­
stępnie przez 5 lat w szkole w Biesiadkach. W su­
mie przepracowała w zawodzie nauczycielskim 43
lata.
Głównymi przedmiotami, które nauczała, były
język polski i historia. Oprócz tego prowadziła bi­
bliotekę szkolną oraz zespół artystyczny, który da­
wał występy nie tylko w szkole, ale także podczas
imprez środowiskowych w Brzesku i okolicy. Sa­
ma pisała scenariusze do przedstawień i wystę­
pów.
Była nauczycielką wymagającą, ale bardzo odda­
ną dzieciom, rozumiejącą ich problemy i sumie­
nną. Podejmowała się licznych zajęć pozadydakty­
cznych, nigdy nie narzekając na nadmiar obowią­
zków.
Od 1959 do 1987 roku pisała kronikę szkoły w
Jasieniu. Jej pożółkłe już i podniszczone karty są
niezastąpionym i – często jednym – źródłem wie­
dzy o historii szkoły i Jasienia.
Pani Zofia poświęcała pracy z młodzieżą również
wolne chwile. Podczas wakacji jeździła jako wy­
chowawczyni na kolonie letnie, spędzając na nich
niejednokrotnie całe wakacje. Jak sama policzyła,
uczestniczyła w ponad trzydziestu turnusach.
Obecnie Pani Cięciwa mieszka w swojej rodzi­
nnej miejscowości Biesiadki. Mimo, że ma już 85
lat i niezbyt dobre zdrowie, nadal posiada bardzo
dobrą pamięć. Interesuje się życiem środowiska,
ale także sytuacją w kraju i na świecie. Dużo czyta
a także pisze wiersze, często „na zamówienie”– na
uroczystości kościelne, szkolne czy środowiskowe
w swojej miejscowości. Jest znana, lubiana i sza­
nowana w Biesiadkach. Od czasu do czasu odwie­
dza także szkołę w Jasieniu, ciesząc się z jej roz­
woju i interesując się jej działalnością.
Pisząca ten tekst zetknęła się z Panią Zofią jesz­
cze jako studentka, odbywając praktyki kolonijne.
Już wtedy miałam możliwość poznać jej wielkie
serce i bezinteresowną pomoc nie przypuszczając
nawet, że za kilka lat przyjdzie mi pracować z nią
w jednej szkole. Zawsze była i będzie dla mnie
wzorem
nauczyciela
–
PRAWDZIWEGO
NAUCZYCIELA Z POWOŁANIA.
Urszula Brachuc
R. Dzień dobry.
R. Pani Zofio jest mi bardzo miło, że po 32 la­
Z.C. Kiedy z radia dowiedziałam się o wyborze
Z Panią Zofią Cięciwą rozmawia Mariusz Orzeł.
tach mogę z Panią rozmawiać. Rozmawiać z na­
uczycielką, którą bardzo dobrze pamiętam i mile
wspominam.
Z.C. Bardzo się cieszę, że po tylu latach mogę
rozmawiać z moim bardzo zdolnym uczniem, jak
swego czasu w szkole w Jasieniu.
R. Uczyła mnie Pani języka polskiego, ale nie ty­
lko. To Pani przekazała nam w klasie nr 6 wieść o
wyborze Karola Wojtyły na Papieża. Czy pamięta
Pani tamte czasy ?
kardynała Karola Wojtyły na papieża płakałam z
radości i idąc z Brzeska do szkoły w Jasieniu pow­
tarzałam prorocze słowa J. Słowackiego „Pośród
niesnasków Pan Bóg uderza w dzwon Dla Sło­
wiańskiego oto Papieża otwarty tron”. Tę radosną
wiadomość przekazałam uczniom w klasie. Wi­
działam w ich oczach radość, którą trudno opisać.
R. Była Pani osobą bardzo zaangażowaną w ży­
cie szkoły. W czasie mojej nauki w szkole podsta­
wowej sprawowała Pani opiekę nad ogrodem i
sklepikiem szkolnym. Jak Pani to wspomina?
13
Wystep Szkolnego Koła Artystycznego pod kierownictwem P. Zofii Cięciwy 1973 r.
Z.C. Przez kilka lat opiekowałam się Spółdziel­
nią Uczniowską i w ramach tej działalności opie­
kowałam się ogrodem szkolnym (działka agrestu )
i sklepikiem szkolnym. W porze zimowej prowa­
dziłam akcję „ Szklanka mleka”. Oprócz normal­
nej pracy w szkole pisałam przez wszystkie lata
protokoły z Rad Pedagogicznych, sporządzałam
podziały godzin i okresowo pisałam kronikę szko­
lną. Te czynności i poprawę zeszytów uczniów
wykonywałam w domu przeważnie w nocy.
R. Wcześniej pod Pani opieką było szkolne koło
artystyczne. Czy Pani sama pisała scenariusze do
wystąpień?
Z.C. Jeżeli chodzi o kółko artystyczne to opie­
kowałam się nim przez wszystkie lata pracy w Ja­
sieniu. Członkowie kółka obsługiwali wszystkie
uroczystości szkolne. Oprócz tego dawaliśmy wy­
stępy dla społeczności Jasienia organizowanych w
Państwowym Domu Dziecka, na Zagórzycach, na
poczcie w Brzesku, w Pawilonie dla dzieci lekarzy.
Podziwiałam tę młodzież, była zdolna i bardzo
chętna. Była to ich praca dodatkowa, społeczna.
Scenariusze na występy pisałam sama.
R. Czy pamięta Pani kogoś z zdjęć ?
Z.C. Z tego zdjęcia poznaję wszystkich człon­
ków „kółka ”. Są to: Mucha Małgosia, Olchawa
Bernadka, Gawęcka Jadzia, Pałkowska i inni.
R. Będąc nauczycielem uczyła Pani w Jasieniu
dwa pokolenia. Jak Pani wspomina lata poświę­
cone dzieciom z Jasienia?
Z.C. Jakoś dziwnie od początku polubiłam Ja­
sień tak, jakby to była moja rodzinna miejsco­
wość. Starałam się dzieci uczyć i nauczyć. Mło­
dzież ( z małymi wyjątkami ) była zdolna i chętna.
Rozumiała znaczenie i wartość nauki. Nigdy nie
miałam kłopotów z dyscypliną w szkole. Oprócz
chętnej i pilnej młodzieży miałam zrozumienie
rodziców. Szczególnie widoczna była współpraca
„trójki klasowej”
R. W tym roku mija 25 lat jak opuściła Pani
mury naszej szkoły. Czy zakończyła Pani kontakt
z dziećmi?
Z.C. Mimo upływu lat nadal żyję szkołą w Ja­
sieniu, którą odwiedziłam kilka razy. Z moimi
wychowankami utrzymuję stały kontakt tj. z Ma­
rysią Biel (Kuklą), H.Zaczyńską ( Olbrych), Ks.
prałatem J. Babiczem, Ks. Niedzielskim i wielo­
ma innymi.
R. Czy chciałaby Pani coś przekazać czytelni­
kom Znaku Wiary , Pani wychowankom?
Z.C. Wszystkim mieszkańcom Jasienia, a
szczególnie moim wychowankom życzę dużo
zdrowia i pełnej opieki Bożej na każdy dzień pra­
cowitego i odpowiedzialnego życia, które jest co­
raz trudniejsze w obecnym zakłamanym świecie.
Hej! Jasień, Jasień
Moja wiosko miła
Będę cię wspominać
Dokąd będę żyła
Czy mi iść wypadnie
Po błocie, czy grudzie
Będę o Jasieniu śpiewać
Tu są dobrzy ludzie.
R. Dziękuję bardzo za rozmowę.
Biesiadki 28­02­2012r.
14
Od czytelników...
N
Wycieczka szkolna ­ Morskie Oko 1978 r.
Sztuka wychowania we współczesnym świecie
ie sztuką jest dziecko począć i urodzić, sztu­
ką jest je wychować na szczęśliwego i dobre­
go człowieka. Być dobrym rodzicem nie znaczy
pozwalać na wszystko, obsypywać prezentami,
ulegać kaprysom­ być dobrym rodzicem to być z
dzieckiem, towarzyszyć w zabawie, uczyć zasad
postępowania i pokazywać świat.
Współczesna, rzeczywistość, ulega ciągłym
zmianom, za którymi często sami nie nadążamy.
Rozwój nowych technologii, łatwość w dostępie
do niezliczonych ilości informacji, mnogość dróg
do wyboru, powoduje, że czujemy się coraz bar­
dziej zagubieni i zdezorientowani. Z każdej strony
atakowani jesteśmy tysiącami informacji, nakła­
niani do dokonania tego a nie innego wyboru.
Karmieni iluzją, bezkrytycznie wierzymy rekla­
mom i mediom. Dlaczego? Bo tak łatwiej, prościej
i szybciej w biegu o lepszy byt dla naszych rodzin.
W takiej atmosferze wychowujemy dzieci myś­
ląc, że poprzez listę zakazów uchronimy je od
wszystkich zagrożeń.
Nie odizolujemy dziecka od zagrożeń współcze­
snej cywilizacji. Są one częścią naszego życia i
„tłem” codzienności. Jeśli zaakceptujemy ten
fakt, poznamy przyczyny i źródła ryzyka na jakie
narażone są nasze pociechy, będzie nam łatwiej
nauczyć je stawiać czoła niebezpiecznym sytua­
cjom.
Współczesna rzeczywistość niesie ich sporo, po­
cząwszy od rozbudzonej agresji, różnorodnych
form manipulacji , chęci sterowania innymi, zag­
rożeń tkwiących w substancjach psychoaktyw­
nych (papierosy, alkohol, leki , narkotyki) po
zagrożenia zupełnie nowe jakie niesie z sobą era
komputerowa czy też telewizyjna...
Wychowanie dziecka wymaga pracy i to cięż­
kiej. Jeśli sami się tą pracą nie zajmiemy, zrobi to
ktoś inny ­ szkoła, ulica, koledzy. Z tą jednak róż­
nicą, że oni wychowają go inaczej niż my byśmy
tego chcieli i to na pewno gorzej od nas!
„W wychowaniu dziecka chodzi nie tylko o to,
żeby się dla niego poświęcać. Chodzi o to, żeby się
poświęcać w sposób mądry ­ tak, aby wychować
je do prawdziwej miłości. Do prawdziwej miłości
wychowuje się także wymagając, ale tylko miłując
można wymagać. Można wymagać, wymagając od
15
siebie.” Jan Paweł II
Rodzice są dla swych dzieci najważniejszymi
osobami. Kształtują system wartości, są dla nich
oparciem i wzorem. Żadna nawet najdroższa za­
bawka nie zastąpi chwil spędzonych z mamą czy
tatą. Nie traćmy więc czasu, rozmawiajmy z dzie­
ćmi, niech poczują, że to one są najważniejszymi
istotami w naszym życiu. Za Januszem Korcza­
kiem przekazujmy im najważniejszy komunikat:
… że są dobre, że mogą, że potrafią… , by rozwija­
ły się w przekonaniu o własnej wartości i samo­
dzielnie stawiały czoła trudnym sytuacjom. Ucz­
my asertywności, wiary we własne siły a na efekty
naszych działań z pewnością nie trzeba będzie
długo czekać…
Nie istnieje gotowy plan wychowania. Każde
dziecko wymaga innego podejścia, innych dzia­
łań. Mimo swej indywidualności wszystkie są cie­
kawe świata, kochające siebie, żądne przygód,
spontaniczne, wyjątkowe. Miejmy udział w ich
szczęśliwym dzieciństwie budując więź porozu­
mienia na solidnym fundamencie już od mome­
ntu ich przyjścia na świat. Okazujmy miłość i
czułość. Przytulajmy, głaszczmy, całujmy. Niech
w ramionach mamy i taty czuje się bezpiecznie.
Słuchajmy uważnie co do nas mówią nawet jeśli
wydaje nam się, że zawracają głowę banałami,
dla nich może to być ważny problem i potrzebują
naszej opinii.
Wykorzystujmy każdą chwilę na rozmowę nie
unikając tematów „zakazanych”. Niech poczują,
że mogą z nami rozmawiać na każdy temat. Uni­
kajmy prawienia kazań zastępując je dyskusją. W
miarę dojrzewania pozwólmy naszym dzieciom
„samodzielnie” myśleć i podejmować decyzje.
Wyraźmy swoje w pełni przemyślane zdanie koń­
cząc stwierdzeniem… „To jest moje zdanie ale ty
musisz sam podjąć decyzję i wziąć za nią odpo­
wiedzialność”. Z całą pewnością będzie to właś­
ciwa decyzja i trafny wybór. Jeśli jednak okaże się
inaczej, pamiętajmy, że każdy ma prawo się po­
mylić, nasze dziecko również. Porozmawiajmy o
tym, co się stało, zapytajmy, czy rozumie, na czym
polegał błąd i pomóżmy mu go naprawić. Wspar­
cie rodziców dla dorastającego człowieka jest bar­
dzo ważne. Dla rodziców pielęgnujących dobry
kontakt z dziećmi nie powinno być zachowania,
decyzji czy reakcji ich pociech, które mogą zasko­
czyć. Znając swoje dzieci, przewidując ich odru­
chy, od razu można dostrzec zmiany w zachowa­
niu, sygnały świadczące o tym, że przeżywają pro­
blemy. Jeśli je dostrzeżemy, natychmiast reagu­
jmy. Nie paniką, krzykiem, naciskiem, tylko spo­
kojną, rzeczową rozmową.
Słysząc, że młodzież jest zbuntowana, niedobra,
źle wychowana jednym słowem banda łobuzów …
nie oceniajmy ich, pomyślmy o wychowaniu ja­
kiemu byli poddani. Każdy z członków tej bandy
łobuzów, indywidualnie, w oderwaniu od grupy,
jest tylko zagubionym dzieciakiem, które pod ma­
ską bezczelności stara się ukryć swe kompleksy,
bolączki, niedowartościowanie. Mający poczucie
odrzucenia przez dom, ulokował swą potrzebę
więzi emocjonalnej w tej grupie rówieśniczej, któ­
ra je zaakceptowała. Przynależność taka dała mu
poczucie pewności i bezpieczeństwa. Przypadek
zrządzi do jak dalece zdeterminowanej grupy tra­
fił.
Nie oceniając, odnosząc się jedynie do odpowie­
dzialności rodzicielskiej kolejny raz powołajmy
się na słowa Jana Pawła II
„Przykazanie Dekalogu wymaga od dziecka czci
dla ojca i matki. Jak widzieliśmy, to samo przyka­
zanie nakłada na rodziców obowiązek niemal „sy­
metryczny”. Również oni powinni „czcić” swoje
dzieci, zarówno małe jak i dorosłe. Ta sama pos­
tawa jest istotnym i koniecznym warunkiem każ­
dego wychowania, również w okresie szkolnym.
„Zasada czci”, czyli afirmacji człowieka jako czło­
wieka, nie przestaje być warunkiem prawidłowe­
go procesu wychowawczego.”
Życzmy sobie, by w naszych domach oprócz po­
śpiechu, stresów, których nie jesteśmy w stanie
uniknąć nie zabraknie miejsca na wzajemną życz­
liwość, łagodność, szacunek, tolerancję, współ­
działanie, jedność i uśmiechajmy się do naszych
dzieci pomimo różnych przeciwności losu.
m. A. O.
biskup, męczennik, ok. 956­997 (uroczystość)
św. Stefanowi, późniejszemu królowi.
Św. Wojciech urodził się ok. roku 956 w Libi­
cach, w Czechach, u ujścia Cydliny do Łaby. Oj­
ciec jego, Sławnik, był głową możnego rodu, spo­
krewnionego z dynastią saską, panującą wówczas
w Niemczech, bowiem matka Sławnika, a babka
św. Wojciecha miała być rodzoną siostrą króla
Niemiec, Henryka I (zm, 936). Matka św. Wojcie­
cha, Strzeżysława, pochodziła z niemniej znako­
mitej rodziny Przemyślidów, którzy wówczas rzą­
dzili państwem czeskim. Św. Wojciech był przed­
ostatnim z siedmiu synów księcia Sławnika.
Święci w naszym życiu...
Święty Wojciech
Nasz Święty posiada dwa imiona: w Polsce jest
znany pod imieniem Wojciecha i jest to jedyny
święty, który nosi to imię; w świecie zaś chrześci­
jańskim jest czczony jako Adalbert, które to imię
nosiło 9 świętych i 6 błogosławionych. W trzech
krajach odbiera on cześć szczególną: w Czechach,
w Polsce i na Węgrzech. W Czechach urodził się i
był drugim z kolei biskupem Pragi, stolicy kraju;
w Polsce poniósł śmierć męczeńską i tu spoczęły
jego śmiertelne szczątki; Węgry nawiedzał kilka
razy i miał udzielić sakramentu Bierzmowania
(część 1)
16
Nie marnuj czasu...
Propozycje:
Dobra strona internetowa: www.biblos.pl
Posiadamy aż trzy żywoty św. Wojciecha, spisa­
ne w jego czasach. Mało który święty może się
tym poszczycić. Żywot pierwszy napisał ok. roku
999 w związku z kanonizacją Świętego prawdopo­
dobnie Jan Kanapariusz, mnich opactwa benedy­
ktyńskiego na Awentynie w Rzymie, na podstawie
relacji świadków: bł. Radzima i Benedykta. Żywot
drugi wyszedł z rąk św. Brunona z Kwerfurtu ok.
roku 1002­1004 w dwóch wersjach ­ dłuższej i
krótszej. Wreszcie w bibliotece w Tagernsee zna­
leziono opis śmierci męczeńskiej Świętego, napi­
sany w Polsce, zapewne w wieku XI. Nadto o
Świętym posiadamy dość obszerne wzmianki: w
Kronice Thietmara oraz w Rocznikach kwedlin­
burskich i hildesheimskich. Około roku 1127 po­
wstały słynne "drzwi gnieźnieńskie", na których
zostało utrwalonych rzeźbą w spiżu 18 scen z ży­
cia św. Wojciecha. Wreszcie w latach 1260­1292
zostały spisane cuda św. Adalberta.
Żywoty Świętego głoszą, że do stanu duchowne­
go został św. Wojciech przeznaczony ślubem ro­
dziców, kiedy zapadł w ciężką chorobę. Był to po­
wszechny wówczas zwyczaj: upraszać u Pana Bo­
ga zdrowie dla dziecka zobowiązaniem oddania
go na służbę Bożą. Wydaje się jednak więcej pra­
wdopodobne, że Wojciech od dziecka został prze­
znaczony do stanu duchownego. Było bowiem ró­
wnież zwyczajem, że możne rodziny najstarszych
synów przeznaczały do urzędów politycznych, a
młodszych, by ojcowizny nie dzielić, przeznacza­
no do odpowiednio wysokich stanowisk duchow­
nych ­ opatów czy też biskupów. W latach 1969­
1971 odkryto w Libicach ślady drewnianej budo­
wli zamkowej, połączonej zwyczajem galerią z ko­
ściołem. To świadczy, że dwór miał również swo­
jego kapelana.
W roku 968 papież Jan XIII, dzięki inicjatywie
cesarza Ottona I, ustanowił w Magdeburgu met­
ropolię misyjną dla nawracania Słowian zachod­
nich. Pierwszym arcybiskupem tegoż miasta zos­
tał mianowany św. Adalbert (zm. 981), który po­
przednio był opatem benedyktyńskim w Weisse­
nburgu. Jego to opiece został oddany św. Woj­
ciech w roku 972. Miał wtedy 16 lat. Na dworze
metropolity kształcił się w tamtejszej szkole kate­
dralnej przez 10 lat (972­981). Tam także otrzy­
mał sakrament Bierzmowania. Z wdzięczności dla
św. Adalberta przybrał sobie jego imię i pod tym
właśnie imieniem jest znany w całym świecie, w
hagiografii katolickiej. Św. Adalbert był znany ro­
dzinie Sławników. Kiedy bowiem cesarz Otto I
wysłał go jako opata klasztoru w Weissenburgu z
misją na Ruś, po drodze zatrzymał się na dworze
Sławnika, ojca św. Wojciecha, gościnnie przez
niego podejmowany (961).
Biografowie wspominają, że do św. Wojciecha
dołączył się również później jego młodszy brat
przyrodni, bł. Radzim. Ojciec hojnie zaopatrzył
swoich synów. Mieli oni do swojej dyspozycji wła­
sną nawet służbę. Nauczycielem w szkole kated­
ralnej był sławny uczony, Otryk, który prowadzo­
ną przez siebie szkołę postawił na najwyższym
poziomie. Jednak św. Wojciechowi najwięcej im­
ponował sam arcybiskup, asceta i wzór gorliwego
pasterza.
Po śmierci św. Adalberta (zm. 981) Wojciech
powrócił do Pragi. Pierwszym jego łacińskim bis­
kupem był wtedy Dytmar, Niemiec z pochodze­
nia. Państwem rządził książę Bolesław II Poboż­
ny. Wojciech miał wówczas 25 lat. Był subdiako­
nem i zaraz po powrocie do Pragi przyjął święce­
nia diakonatu oraz niebawem kapłaństwa. W sty­
czniu 982 roku zmarł biskup Dytmar. Zjazd w Le­
wym Hradcu pod przewodnictwem księcia Boles­
ława wytypował na następcę Dytmara św. Wojcie­
cha. Wszakże jego nominację musiał według pa­
nującego wówczas zwyczaju zatwierdzić cesarz
Otton II. Ten zaś był
zajęty wyprawą woje­
nną do Włoch. Dopie­
ro więc w rok potem
na sejmie w Weronie
zatwierdził wybór św.
Wojciecha na stolicę
praską. Konsekrował
go metropolita Mogu­
ncji, do którego wtedy
należało biskupstwo w
Pradze, św. Willigis
(zm. 1011).
Św. Wojciech wbrew
powszechnie przyjęte­
mu zwyczajowi nie ob­
jął diecezji w paradzie,
manifestacyjnie,
ale
boso. Skromne swoje
dobra biskupie przez­
naczył na utrzymanie
budynków i sprzętu
kościelnego, na pot­
rzeby własne i kleru
katedralnego oraz na
ubogich. Sam ich od­
wiedzał, wysłuchiwał
ich skarg i dbał o ich Św. Wojciech­rzeźba z głównego
potrzeby. Odwiedzał ołtarza kościoła w Jasieniu
także więźniów. Zajął się z nie mniejszą gorliwoś­
cią wykupem niewolników. Praga leżała na szlaku
handlowym wschód­zachód. Handlem ludźmi za­
jmowali się wówczas Żydzi, dostarczając krajom
muzułmańskim chrześcijańskich niewolników.
Jeden z biografów pisze, że pewnej nocy miał św.
Wojciechowi pojawić się we śnie Chrystus i taką
skargę do niego skierować "Oto jestem znowu
sprzedawany, a ty śpisz?". Scenę tę przedstawia
jedna z rzeźb na drzwiach gnieźnieńskich.
Pasterzowanie św. Wojciecha było bardzo trud­
ne. Jak stwierdza św. Bruno z Kwerfurtu w jego
żywocie, "duchowni żenili się jawnie". U możnych
zaś wielożeństwo i małżeństwa z bliskimi krewny­
mi były na porządku dziennym. Nie liczono się ze
świętami, jawnie łamano posty. Święty przekonał
się naocznie, jak trafne były słowa biskupa Dyt­
mara: "Niczego innego nie znają, jeno to, co palec
szatański napisał w ich sercach". W takiej sytua­
cji, widząc beznadziejność swoich zabiegów, po
pięciu latach rządów postanowił św. Wojciech
opuścić niewdzięczną stolicę. Udał się więc do
Moguncji i błagał swojego zwierzchnika, św. Wil­
ligisa, o poparcie u papieża, by go zwolnił z jego
obowiązków. Metropolita uzależnił swoją zgodę
od zgody papieża. Jan XV nie dał wprawdzie zez­
wolenia, ale zgodził się, by św. Wojciech na pe­
wien czas pozostał w Rzymie i by w jego zastępst­
wie rządził w Pradze jego wikariusz. We Włoszech
spotkał się Święty ze św. Nilem, który wówczas
zażywał wielkiej sławy. Ten poradził Wojciecho­
wi, by wstąpił do benedyktynów w Rzymie. Tak
też Święty uczynił. W Wielką Sobotę roku 990
wraz ze swoim bratem przyrodnim, bł. Radzi­
mem, złożył zakonną profesję. Wszystkie żywoty
podkreślają, że obowiązki zakonne, nawet najniż­
sze, pełnił z tak wielką pokorą, jakby od dawna
był mnichem. A jednak św. Wojciechowi nie było
dane zażywać w opactwie błogiej ciszy. Zmarł
właśnie jego biskup pomocniczy, Falkold (zm.
992) i Czesi zażądali, by Wojciech do nich powró­
cił. Na interwencję Czechów św. Willigis natych­
miast wysłał listy do św. Wojciecha i do papieża.
Tak więc po trzech i pół latach Święty musiał po­
wrócić do Pragi. Zabrał ze sobą kilkunastu bene­
dyktynów i założył w Czechach, w Brzewniowie
pod Pragą, nowy klasztor.
W porozumieniu z księciem Bolesławem II św.
Wojciech wprowadził dziesięciny dla budowy no­
wych, tak bardzo potrzebnych kościołów na utrzy­
manie duszpasterzy. Święty wysłał także do Wę­
gier misjonarzy. Cierpliwie, ale wytrwale wprowa­
dzał konieczne reformy. Wszystkie te poczynania
zakończyły się jednak klęską z powodu wypadku,
który na Świętego sprowadził katastrofę. Oto na
dworze książęcym w Pradze pochwycono na cu­
dzołóstwie kobietę z rodu Werszowców. Ta schro­
niła się w klasztorze benedyktynek przy kościele
Św. Jerzego. Tam jednak wpadli siepacze, wywle­
kli ofiarę i zamordowali przed kościołem. Św.
17
Wojciech rzucił na nich klątwę. Po czym ponow­
nie opuścił Czechy i udał się do Rzymu. W akcie
zemsty Werszowcowie napadli na Libice, rodzin­
ny gród św. Wojciecha, i spalili go doszczętnie.
Wymordowano czterech braci Świętego wraz z
ich rodzinami. Działo się to 28 września 995roku.
Ocalał jedynie najstarszy brat św. Wojciecha, So­
biebór, który w tym czasie był poza granicami
Czech. Wszystko to działo się już wtedy, gdy Wo­
jciech był w Rzymie, ale o powrocie w takiej sytu­
acji do kraju nie mogło być mowy. Benedyktyni
na Awentynie przyjęli Świętego bardzo serdecz­
nie. Inaczej jednak zareagował arcybiskup Mo­
guncji. Traktując go jako zbiega, poruszył niebo i
ziemię, by zmusić św. Wojciecha do powrotu. W
Pradze jednak wrzało. Siłą mógł jedynie cesarz
wprowadzić do Pragi Wojciecha i zaprowadzić
porządek. Nowy jednak cesarz, Otton III, nie
kwapił się do tego bynajmniej. Św. Wojciech, ko­
rzystając z wolnego czasu, w pielgrzymce nawie­
dził groby św. Marcina w Tours, św. Benedykta
we Fleury i św. Dionizego w Saint­Denis pod Pa­
ryżem. Wreszcie za zezwoleniem cesarza i swoje­
go metropolity jesienią 996 roku udał się do Pol­
ski.
Król polski, Bolesław Chrobry, przyjął św. Woj­
ciecha bardzo życzliwie. Słyszał już o nim od jego
brata Sobiebora, któremu udzielił schronienia.
Bolesław chciał zatrzymać w Polsce św. Wojcie­
cha jako pośrednika w licznych misjach dyploma­
tycznych. Kiedy jednak Święty stanowczo odmó­
wił i wyraził chęć pracy wśród pogan, wtedy pow­
stała myśl nawrócenia słowiańskich Wieletów
(Lutyków). Trwała jednak w tym czasie wojna.
Wobec tego powstała myśl wyprawy misyjnej do
Prus. Bolesław Chrobry dał św. Wojciechowi jako
osłonę 30 wojów. Św. Wojciech w towarzystwie
bł. Radzima i subdiakona Benedykta Bogusza,
który znał język pruski, wiosną 997 roku udał się
Wisłą do Gdańska, gdzie przez kilka dni głosił
Ewangelię Pomorzanom, a stąd wyruszył zapew­
ne morzem do ujścia dzisiejszej Pregoły. By wy­
prawie misyjnej nie nadawać charakteru wypra­
wy wojennej, Święty oddalił rycerzy. To wszakże
okazało się zgubne. Niebawem bowiem tłum dzi­
kich Prusaków otoczył misjonarzy i zaczął im zło­
rzeczyć. Ktoś uderzył biskupa wiosłem w plecy
tak mocno, że brewiarz wypadł mu z rąk. Święty
widząc, że Prusacy ani słyszeć nie chcą o nowej
nauce, postanowił zakończyć wśród nich misję i
skierował się ku Polsce. Prusacy szli za nim. Nie
udało się dotąd ustalić miejsca męczeństwa. Zwy­
kle podaje się okolice Elbląga i Tękit. Dnia 23
kwietnia 997 roku w piątek o świcie uzbrojony
tłum rzucił się na misjonarzy. Wśród wrogich
okrzyków związano ich, a św. Wojciecha zawle­
czono na pobliski pagórek. Tam pogański kapłan
pierwszy zadał mu śmiertelny cios. Potem 6 włó­
czni przeszyło jego ciało. Odcięto głowę Męczen­
nika i wbito ją na żerdź. Święty miał wówczas za­
18
ledwie 40 lat.
Chciwi łupu Prusacy wypuścili bł. Radzima i Be­
nedykta z propozycją do króla polskiego oddania
ciała św. Wojciecha za okup. Tak się też stało.
Król sprowadził ciało do Trzemeszna, a następnie
uroczyście do Gniezna. Cesarz Otton III na wia­
domość o męczeńskiej śmierci przyjaciela naty­
chmiast zawiadomił o niej papieża z prośbą o ka­
nonizację Męczennika. Na żądanie papieża na po­
dstawie zeznania naocznych świadków spisano
protokół­żywot Świętego. Na jej podstawie papież
Sylwester II w roku 999 uroczyście wpisał św.
Wojciecha do katalogu świętych. Dzień męczeń­
stwa (23 kwietnia) wyznaczył tenże papież jako
coroczną pamiątkę jego święta. Wtedy również
staraniem Bolesława Chrobrego i za protekcją ce­
sarza Ottona III została utworzona metropolia w
Gnieźnie, której patronem został św. Wojciech.
W marcu roku 1000 Otton III odbył pielgrzym­
kę do grobu św. Wojciecha w Gnieźnie. Historycy
podają dokładny jej przebieg. Bolesław przyjął i
podejmował cesarza z niezwykłą okazałością.
Wtedy też została uroczyście proklamowana me­
tropolia gnieźnieńska z podległymi jej stolicami
biskupimi­sufraganiami: w Krakowie, we Wrocła­
wiu i w Kołobrzegu. Otton III opuścił Polskę, ob­
darzony relikwią ramienia Świętego, część jej
składając w Akwizgranie, a część na wyspie Tybru
w Rzymie, w obu miejscach fundując kościoły ku
czci św. Wojciecha. Na prośbę prymasa polskiego,
kardynała Augusta Hlonda, relikwia rzymska po­
wróciła do Polski w roku 1928. Jest obecnie w
skarbcu katedry gnieźnieńskiej. W Trzemesznie
można oglądać relikwiarz w postaci urny, w któ­
rym również jest zachowana część relikwii Męcze­
nnika.
W roku 1038 najechał Polskę książę czeski,
Brzetysław, korzystając z chaosu, jaki panował
wtedy w naszym kraju. Według kroniki czeskiego
pisarza Kosmy, żyjącego 60 lat po tych wydarze­
niach, miał ów książę zabrać z Gniezna relikwie
św. Wojciecha i bł. Radzima, jak też Pięciu Braci
Kamedułów Męczenników. Mają one tam po
dzień obecny znajdować się w praskiej katedrze
Św. Wita. Natomiast w katedrze gnieźnieńskiej
można oglądać wspaniały grobowiec Świętego z
jego relikwiami. Które z nich są więc autentycz­
ne? Nie przeprowadzono dotąd ścisłych, nauko­
wych badań. Roczniki Polskie z roku 1127 wspo­
Nie marnuj czasu...
Propozycje:
minają o znalezieniu głowy św. Wojciecha w
Gnieźnie. Została umieszczona w bogatym relik­
wiarzu, który jednak skradziono w roku 1923.
Św. Wojciech jest obok Matki Bożej Królowej
Polski (święto 3 maja) i św. Stanisława Biskupa­
Męczennika (święto 8 maja) głównym patronem
Polski. Dlatego dzień jego rocznicy obchodzi się w
naszym kraju w randze uroczystości. Nadto jest
on głównym patronem archidiecezji gnieźnieńs­
kiej oraz diecezji gdańskiej, koszalińsko­koło­
brzeskiej i warmińskiej. Św. Wojciech należy do
najpopularniejszych świętych w Polsce. Jego imię
należy do często spotykanych. Liczba zaś wznie­
sionych ku jego czci kościołów i kaplic wynosi
około 170. Kiedy w roku 1600 hetman Jan Zamo­
jski odniósł zwycięstwo nad Wołochami, przypi­
sywał je szczególnej opiece św. Wojciecha, gdyż
miało ono miejsce w dniu przeniesienia jego reli­
kwii (20 X). Jako podziękowanie za to zwycięst­
wo ofiarował do bazyliki gnieźnieńskiej pw.
Wniebowzięcia NPM 95 zdobytych chorągwi. W
roku 1113 Bolesław Krzywousty urządził pielgrzy­
mkę pokutną do grobu św. Wojciecha w Gnieźnie,
by wynagrodzić Panu Bogu za okrutne morders­
two, dokonane na swoim bracie, Zbigniewie: Z tej
okazji sprawił dla relikwii św. Wojciecha złotą
trumienkę, wykładaną perłami i drogimi kamie­
niami. W roku 1851 powstał wśród katolików wa­
rmińskich "Związek Św. Wojciecha", który miał
za cel troskę o katolickie nauczanie i wychowanie,
ograniczane przez protestancki rząd niemiecki.
Wizerunki św. Wojciecha widnieją w herbach
Trzemeszna i Radzionkowa. Krzyżanowski w
Księdze przysłów wymienia aż 39 przysłów ludo­
wych, związanych z imieniem lub świętem nasze­
go Świętego. Popularność św. Wojciecha w Polsce
ma swoje odbicie również w topografii. Aż 137
miejscowości w Polsce wywodzi swoją nazwę od
imienia św. Wojciecha. W Gnieźnie co roku w
uroczystość doroczną św. Wojciecha (23 IV) zbie­
ra się przy grobie św. Wojciecha cały Episkopat
Polski na uroczyste nabożeństwo. Coraz popula­
rniejsze staje się sanktuarium św. Wojciecha ró­
wnież w jednej z dzielnic Gdańska, gdzie według
podania miał Święty zatrzymać i nauczać Pomo­
rzan. W samą uroczystość św. Wojciecha groma­
dzi się na Wzgórzu Wojciecha do kilkunastu ty­
sięcy
wiernych.
c.d.n.
Ks. Wincenty Zaleski SDB
Dobra strona internetowa: www.studiumbiblijne.diecezja.tarnow.pl
Od czytelników...
W
Na drogach naszego ludzkiego pielgrzymowania
naszym doczesnym życiu
Jest wiele dróg
I wiele ważnych spraw
Są drogi do Kogoś
Po coś do czegoś
Jest ciało i duch
Jest życie i śmierć
Jest radość i ból
Jest Bóg i człowiek
Czy warzywa nogą leczyć?...
M
Jest prawda i mit
Jest wczoraj i dziś
Jest jasność i ciemność
Jest doczesność
I wieczność
Jakże dziś łatwo by było
Zagubić się w tym całym duchowo ­
Egzystencjalnym labiryncie
Gdyby nie Znaki Dekalogu
Gwiazda Betlejemska
Czas Wielkiego Piątku
I Poranek Wielkiej Niedzieli Tadeusz Puzia
ZDROWA DIETA
archew znano już w starożytności. Należy do
jarzyn o najwyższych właściwościach leczni­
czych. Ma korzystny wpływ na przemianę materii
(tworzenie tkanki kostnej, pobudzanie wzrostu).
Ma w swoim składzie najwięcej karotenu i witami­
ny A­bardzo cennej dla oczu. Są to najważniejsze
przeciw utleniacze przeciwdziałające starzeniu.
Posiada jeszcze witaminy B1, B2, B6, D, E, H, K,
PP. Jest źródłem witamin i soli mineralnych,
zwiększa odporność i elastyczność skóry oraz błon
śluzowych. Marchew ma właściwości przeciw ane­
miczne, przeciw cukrzycowe, reguluje czynność je­
lit, działa przeciw biegunkowo, przeczyszczająco,
przeciw gnilnie, usuwa owsiki, obniża poziom
cholesterolu we krwi i oczyszcza krew. Korzeń
działa moczopędnie, wiatropędnie, rozkurczająco
na naczynia wieńcowe serca. Leczy także artrety­
zm, choroby nerek, stany przedrakowe. Ze wzglę­
du na swój zasadotwórczy charakter przywraca w
organizmie równowagę zasadowo­kwasową, dlate­
go powinny ją spożywać osoby, których dieta obfi­
tuje w mięso i potrawy mączne, zakwaszające or­
ganizm. Przy problemach ze wzrokiem warto pić
szklankę soku dziennie przez 2­3 tygodnie. Kura­
cja sokiem z marchwi to również wielka pomoc dla
przeciążonej wątroby. Jedząc przez 3 dni 3 razy
dziennie tylko surówkę z marchwi możemy za­
trzymać rozwój choroby. POR jest jarzyną towa­
rzyszącą człowiekowi od tysięcy lat. Podobnie jak
czosnek i cebula słynie z właściwości leczniczych i
odżywczych. Por jest zasadotwórczy. Zaleca się go
jako odtrutkę po zatruciach np. grzybami, nieś­
wieżym pokarmem, ołowiem ze spalin samocho­
dowych. Sok ze świeżych porów jest dobrym śro­
dkiem leczącym wszelkie formy kamicy moczowej
i nieżyty dróg moczowych. Jest zaliczany do afro­
dyzjaków. Wzmacnia nerwy, jest antyseptyczny,
łatwo strawny, budulcowy, moczopędny i oczysz­
czający krew.
Bardzo skuteczną a zarazem najbardziej natura­
lną metodą leczenia współczesnych chorób cywili­
zacyjnych jest dieta warzywno­owocowa znana ró­
19
wnież jako post Daniela (Dan 1,8­17). Zasadą diety
jest wewnętrzne (endogenne) żywienie, polegają­
ce na zużywaniu tkanek według hierarchii ważno­
ści. Organizm najpierw wydala zbędną wodę, zu­
żywa niepotrzebne zapasy i złogi m.in. tłuszczu,
zwyrodniałe komórki i ogniska zapalne, zaś narzą­
dy życiowo ważne, jak mózg i serce są najdłużej
oszczędzane. Najtrudniejszym okresem kuracji
jest kilka pierwszych dni, kiedy to następuje prze­
stawienie przemian na tory spalania. Niekiedy od­
czuwa się osłabienie, głód, ból głowy. W czasie ku­
racji należy spożywać warzywa ubogie w substan­
cje odżywcze: marchew, buraki, rzodkiew, pietru­
szkę, kapustę, cebulę, seler, pory, ogórki, kabacz­
ki, dynie, pomidory, paprykę, jabłka, grejpfruty
itp. Jeść w postaci surówek, soków lub duszone.
Nie należy pić alkoholu, kawy ani palić tytoniu.
Nalewka na ból kolan; Dziesięć dekagramów
świeżo utartego chrzanu zalej 0,25 l spirytusu. Na­
czynie odstaw na 14 dni. Po tym czasie przecedź,
chrzan dobrze wyciśnij. Mikstura jest gotowa do
smarowania bolących miejsc.
c.d.n. J.M.
Od bieli do czerni...
SAKRAMENT CHRZTU ŚW. PRZYJĘLI
Krzysztof Stanisław Biel
Aleks Ryszard Szydłowski
Igor Jan Turlej
Julian Leon Kleiber
Katarzyna Aleksandra Gurgul
Anatol Dominik Nowakowski
Maja Jędryka
Kamila Natalia Nalepka
ODESZLI DO WIECZNOŚCI
Leokadia Maria Pacura
Andrzej Babicz
Maria Miga
Adam Gach
Stanisław Józef Zachara
ŻYCIE PARAFII W OBIEKTYWIE
Spotkanie opłatkowe Róż Żywego Różańca.
Występ Zespołu Kolędniczego P.O. Akcji Katolickiej.
Download

Wiem że szukacie Jezusa ukrzyżowanego. Nie ma go tutaj