REKLAMA
nr 10 (109) 2013 ISSN 1734-7076
NOWE
Życie
NAKŁAD
25 000!
Olsztyna
(27.05-10.06. 2013)
BEZPŁATNY Dwutygodnik z Warmii i Mazur
REKLAMA
Jedyna plaża
w mieście?
Trzydzieści metrów
pod ziemią
str.
str. 3
11
“Nowe Życie Olsztyna” nr 10 (109) 2013
Ratusz bez kas
Ostatniego dnia maja zostaną zamknięte kasy w ratuszu. Interesanci muszą więc
iść do oddziału Banku Handlowego przy ul. Pieniężnego 15 albo do jednej z 6 filii
Warmińskiego Banku Spółdzielczego. Mieszczą się one
przy ul. Bema 5, Pstrowskiego 14c/e, Sucharskiego 4b, Jeziornej 1, Stawigudzkiej 7b
i Oczapowskiego 12. Planowana jest także likwidacja kas w Wydziale Komunikacji przy ul. Knosały, które zastąpi wpłatomat. Domyślamy się, że te „usprawnienia” związane są z myślą
o osobach starszych, niepełnosprawnych, tych, które chcą
załatwić kilka spraw podczas
jednej wizyty w ratuszu i tych,
co nie mają internetu.
Profil zaufanych
już działa
siębiorstwo
Wodociągów
i Kanalizacji. Na jego stronie
www.pwik.olsztyn.pl
w dziale „Informacje dla
klienta – Stan wodomierza”
pojawiła się aplikacja umożliwiająca podanie stanu wodomierza. Trzeba jednak podać
swoje dane: imię, nazwisko,
adres i nr punktu rozliczeń
(klienta). Stany wodomierzy
można podawać przez całą dobę, również w niedziele
i święta. Czy nasze dane będą
bezpieczne?
Towarzystwo
Naukowe trwa
Zasługi Towarzystwa Naukowego im. Wojciecha Kętrzyńskiego dla Olsztyna
i regionu, zrzeszającego 147
osób (niestety, wszyscy mocno wiekowi) z całej Polski,
są nieocenione. Dziesiątki
konferencji, wy-
dawnictw, dyskusji i inicjatyw badawczych. I dwie nagrody imienia patrona: ogólnopolska i dla młodych naukowców. W Ośrodku Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego 23 maja podsumowano czteroletnią
kadencję i wybrano nowy (ale
w starym składzie), 13-osobowy zarząd pod przewodnictwem prof. Zbigniewa Puchajdy. Z dodatkowym, honorowym członkiem zarządu. Został nim prof. Tadeusz Oracki,
odznaczony w tym dniu przez
marszałka województwa odznaką honorową „Za Zasługi dla Województwa Warmińsko-Mazurskiego”.
Prof. Oracki jest
twórcą m.in.
unikato-
wego „Słownika biograficznego Warmii, Mazur i Powiśla”,
o wydanie którego w aktualnej
wersji Towarzystwo bezskutecznie zabiega od kilku lat. Odpowiedź – brak pieniędzy. Za
to jakże łatwo teraz znaleźć pieniądze na hałaśliwe imprezy.
Dezorganizacja
Dnia Dziecka
Z 1 na 2 czerwca, już od
godz. 13
w
sobotę
do
godz.
2 niedzielnej nocy, odbędzie
się legalne ściganie w ramach
Night Power 2013 Grand Prix.
W tym czasie wyłączona zostanie z ruchu al. Piłsudskiego na odcinku od skrzyżowania z ul. Kościuszki do skrzyżowania z ul. 1 Maja oraz zespoły przystankowe: Centrum, Kopernika-Mickiewicza
oraz plac Pułaskiego. Zmienią
się trasy autobusów aż kilkunastu linii o numerach: 1, 5, 6,
7, 9, 10, 11, 13, 15, 17, 20, 24, 25,
28, 34 oraz 100. Kto wymyślił
taką imprezę w Dniu Dziecka?
Budżet dla
obywateli?
Mieszkańcy będą
decydować, jak dzielić pieniądze z budżetu
miasta na najpotrzebniejsze cele. Nie wiadomo tylko, ile tych pieniędzy będzie. Prezydent proponuje 2 mln
zł, społecznicy chcą 5-8
mln zł, czy-
Urzędnicy ratusza namawiają osoby mające dostęp
do internetu do załatwiania spraw „bez wychodzenia
z domu”. Umożliwia to ePUAP, czyli Elektroniczna Platforma Usług Administracji
Publicznej. Jednak aby z niej
korzystać, należy mieć podpis
elektroniczny, potwierdzony przez tzw. profil zaufany,
czyli potwierdzanie tożsamości obywatela w systemach
elektronicznej administracji.
Platforma funkcjonuje codziennie, 24 godziny na dobę,
umożliwia także opłacanie rachunków. Trzeba zalogować
się na stronie www.epuap.
gov.pl, wybrać sprawę i wypełnić wniosek, który należy
podpisać profilem zaufanym,
a następnie wysłać do urzędu
za pośrednictwem Elektronicznej Skrzynki Podawczej
Urzędu Miasta.
Punkt Potwierdzania Profilu Zaufanego w Urzędzie
Miasta Olsztyna znajduje się
w Biurze Obsługi Klienta, ponadto w urzędzie wojewódzkim, urzędzie skarbowym
oraz ZUS-ie. Ciekawi jesteśmy opinii tych, którzy przebrnęli przez te procedury i coś
skutecznie załatwili z zachowaniem tajemnicy.
li około jednego procentu
rocznego budżetu. To miałby być tzw. budżet obywatelski, jaki jest już w kilkunastu innych miastach Polski i
całym województwie… podlaskim. Miałby funkcjonować już w przyszłym roku,
ale do tego czasu trzeba wypracować zasady zgłaszania
wniosków i ich wykonania.
Zajęły się tym trzy stowarzyszenia: „Razem w Olsztynie”, „Nasze Jakubowo”
i SWAO Zatorze. Najważniejsze, że ratusz dopuszcza samą myśl dzielenia się decyzjami z mieszkańcami. Tylko czy zechcą wziąć za to odpowiedzialność, skoro połowa nie chodzi na wybory,
a ledwie kilkuset uczestniczy
w konsultacjach społecznych?
Wojska
Polskiego
w obłokach
Konsultacje
społeczne w sprawie przebudowy
al. Wojska Polskiego właściwie zakończyły się patem. Mieszkańcy zarzucili
projektantom, że nie liczyli się z ich potrzebami: ograniczeniem prędkości i tonażu pojazdów, stworzeniem
parkingów, ścieżek rowerowych, przejść dla pieszych
oraz skrętów do osiedlowych ulic. Ale najciekawsze
jest to, że urzędnicy stwierdzili, że to tylko koncepcja
i nie wiadomo, kiedy ulica
zostanie przebudowana, bo
brakuje pieniędzy.
Czyżby konsultacje były zwykłym bujaniem w obłokach?
Ochrona
oczyszczalni
Koniec z zabudową
części osiedla Redykajny
(za ul. Lawendową). Rada Miasta (większością głosów 16:9) zmieniła miejscowy plan zagospodarowania
przestrzennego dla rejonu
Oczyszczalni Ścieków Łyna,
zakazując budowy domów
w jej pobliżu. Bo śmierdzi
i miasto nie chce płacić odszkodowań. O ochronie ludzi myśli się mniej?
Wodomierz
przez internet
Wybrał
i skomentował
JJP
Miejskie służby wciąż
udowadniają, że są nowoczesne. Do internetowych usługodawców dołączyło PrzedNOWE
Życie
Olsztyna
Wydawca: Agencja Reklamowo-Wydawnicza
INNA PERSPEKTYWA” Paweł Lik, 10-686
“Olsztyn, ul. Boenigka 28/12
redaktor naczelny: Leszek Lik, redaktor wydania bezpłatnego: Paweł Lik,
[email protected]; sekretarz redakcji: Olga Ropiak; dziennikarze: Andrzej
Zb. Brzozowski, Olga Ropiak, Jacek Panas, Jerzy Pantak, Mirosław Rogalski, Mariusz
Wadas; korekta: Irena Robak, Olga Ropiak; współpraca: Krzysztof Rzymski
fot. okładka: Paweł Lik, Biuro promocji i reklamy: tel. 505 129 273;
(r) – materiał reklamowy lub powierzony, ar- archiwum redakcji. Redakcja nie
odpowiada za treœæ i formê powierzonych materia³ów, zastrzega sobie prawo
adiustacji powierzonych tekstów. Druk: Express Media Sp. z o.o.
temat z okładki
Jedyna plaża
“Nowe Życie Olsztyna” nr 10 (109) 2013
Plażowy
w mieście? zawrót głowy
Podniósł się lament wiecznie niezadowolonych, do których niestety należy również redaktor Jacek Panas. A wszystko to z powodu zamknięcia na dwa sezony Plaży Miejskiej
w Olsztynie. To reprezentacyjna plaża i dlatego w końcu trzeba zrobić na niej porządek. Nie
można tego odkładać w nieskończoność, czy się to komuś podoba, czy nie. A koledze
Panasowi akurat się nie podoba. Zresztą nie tylko jemu.
P
rzypomina mi to
trochę
sytuację
z buspasami. Gdy
już powstały, to nikomu nie
przeszkadzają, a wręcz odwrotnie. A ile było gadania i bicia
piany, że Olsztyn rozkopany, że
korki na ulicach.
Teraz będzie rozkopana
Plaża
Miejska, ale za
dwa lata nikt tego miejsca nie pozna. Przynajmniej
takie są plany. Powstanie tam cały kompleks potrzebny do uprawiania sportów
wodnych, nie tylko z wypożyczalniami sprzętu, ale
także potężnym
zapleczem rekreacyjnym (boiska, place gier, a nawet siłownia, sauny i łaźnie parowe). Nie denerwuj się, Jacku,
warto poczekać.
iem, że najlepiej byłoby to zrobić za
dotknięciem czarodziejskiej
różdżki, ale nie znam nikogo, kto by taką posiadał. Każda inwestycja wymaga czasu. Najważniejsze, że są na
to pieniądze. Teraz trzeba tylko trzymać kciuki, żeby były
sensownie wydane. Wszystkich nerwusów (łącznie z Tobą, Jacku) zapraszam nad pozostałe olsztyńskie jeziora,
chociażby Skandę. Zresztą
w okolicach aktualnego bo-
W
iska do siatkówki na plaży
miejskiej, będzie zorganizowana druga plaża na czas remontu. Ciekawe czy zawita
tam redaktor Panas?
P
rzytoczę, Jacku, zdarzenie, które miało miejsce niedawno, około
drugiej w nocy na Jarotach.
Wyrwał mnie ze snu (miałem otwarte okno) huk jadącego traktora. Jak się okazało, tej właśnie nocy malowano pasy na uliczkach. Dobrze, że nie zrobiono tego
w dzień, bo byłyby potworne problemy z jazdą samochodami. Co prawda początkowo byłem zdenerwowany, ale kiedy rano zobaczyłem, o co chodziło, momentalnie mi przeszło. Dlatego jak nie będziesz mógł
przeżyć tych dwóch sezonów bez miejskiego kąpieli-
ska, postaraj się to sobie wytłumaczyć w taki sposób,
w jaki będzie Ci to najłatwiej
zrozumieć.
O
prócz remontu plaży marzy mi się
jeszcze coś innego. Pole namiotowe z prawdziwego
zdarzenia. Oczywiście nie
dla mnie. Wielu znajomych
w kraju pytało mnie niejeden
raz, gdzie w Olsztynie można przyjechać pod namiot.
W końcu jesteśmy regionem turystycznym. A może
tak udałoby się wygospodarować jakiś kawałek polany
w pobliżu plaży i przy okazji remontu kąpieliska urządzić chociaż niewielkie pole
namiotowe?
Andrzej Zb. Brzozowski
Drogi redaktorze Andrzeju, jeszcze tak zgryźliwego ciebie nie znałem. Gdy patrzę na to, co
piszesz, to dochodzę do wniosku, że nie znasz historii oraz obecnych realiów.
W
naszym kochanym
mieście
wszystko postawione jest na głowie. Zacznę od plaży, której modernizację tak bardzo chwalisz.
Kiedyś w Olsztynie istniała
piękna, nastrojowa plaża z ka-
wiarnią, parkietem do tańca,
wypożyczalnią sprzętu, boiskami do siatkówki i innymi
urządzeniami służącymi wypoczywającym. Było nawet
małe pole namiotowe. Wspaniałe, urokliwe miejsce. Na
plaży zawsze było mnóstwo
relaksujących się ludzi. Ktoś
z miłościwie nam rządzących
doszedł do wniosku, że skoro
Olsztyn nie ma tramwajów,
trolejbusów, to niepotrzebna jest przedwojenna plażowa infrastruktura i wszystko zburzono. Zlikwidowano ośrodek „To Lubię”, trampolinę rozebrano. A przecież
szanujemy i chronimy zabytki. Na miejscu czegoś piękne-
go wybudowano, za duże pieniądze, nowoczesny obiekt
niespełniający swojej roli
(z niepotrzebnym molem).
Teraz powstał nowy plan zagospodarowania brzegów jeziora z uwzględnieniem inwestycji na miarę XXI wieku. Widziałem koncepcje i moim
zdaniem to
coś brzydkiego! Bez uroku. Wydajemy
pieniądze po to, aby
w tym samym miejscu
jedno niszczyć,
drugie budować,
a potem realizować nowe koncepcje i budowle. Dwa lata to nic wobec wieczności, ale dla ludzi
to długi okres. Wiedząc, że
coś na tak długi czas ma być
wyłączone z użytkowania,
powinno się taki kompleks
stworzyć w innym miejscu
(na przykład nad zatoką Miłą), a ten zostawić na razie jako plaża, a później jako spacerowe molo i wypożyczalnię
sprzętu. Zastępcza plaża?
a prowizorek nie lubię,
lepiej pojechać do innego miasta. To, co zrobiono obecnie, to tak jakby zrobić remont wodociągów i powiedzieć mieszkańcom Olsztyna, że wodę pitną będą mieli za dwa lata. A kto powiedział, że tylko dwa lata? Nie
J
tak, panie redaktorze Andrzeju, w cywilizowanych krajach robi się inwestycje. Gdy
przez dwa lata ludzie nie będą mieli plaży, to odzwyczają się od niej, a turyści wybiorą na przykład Ostródę, gdzie
plażę robiono przede wszystkim po sezonie. Tam w ciągu
dwóch lat powstało mnóstwo
przydatnych ludziom rzeczy.
A w Olsztynie – cały czas grzebie się w jednym miejscu, mając do wyboru mnóstwo innych atrakcyjnych lokalizacji.
Jesteś marzycielem! Tyle lat
nie było pola namiotowego w
Olsztynie, to po co budować
nowe. Wszyscy wiedzą doskonale, że w stolicy regionu pola
namiotowego nie ma, i omijają
ją. Dzięki temu w sezonie mamy mniejszy ruch i przecież o
to niektórym chodzi, aby był
w mieście spokój.
buspasy?
Zrobiono, niech będą. Czy
usprawniły ruch? Nie jestem pewny. Nie jeździsz, to
nie wiesz. Nie rozumiem, Andrzeju, dlaczego nie podobają
ci się nocne prace na ulicach.
W całej Europie malowania
i drobne remonty wykonuje
się nocami, kiedy nie ma dużego ruchu, ale obowiązuje
zasada, że prace nie są hałaśliwe. A jeżeli niestety roboty
są głośne, robi się to do godziny 22, góra do 23, lub w czasie
najmniejszego ruchu w dzień.
A może bierzemy z Zachodu
dobre przykłady, ale niedobrze je realizujemy?
A
Jacek Panas
4
Porady
“Nowe Życie Olsztyna” nr 10 (109) 2013
Stronę przygotował M.R.
W kultowym filmie „Sami swoi” za trzy palce zaoranej miedzy Kargul kosą przepędził Pawlaka do Ameryki. W rzeczywistości spory sąsiedzkie dotyczą większych kawałków ziemi. Konflikty wynikają najczęściej z błędów w dokumentach geodezyjnych i każdą taką sprawę należy rozwikłać.
Gdzie moje,
gdzie twoje
W
tym celu określa się oraz zaznacza kamieniami lub palikami położenie
punktów i linii granicznych
oraz sporządza stosowną dokumentację. Najlepiej uczynić to w zgodzie i w porozumieniu z sąsiadem, właścicie-
lem drogi gminnej lub powiatowej, z zarządcą nieruchomości. Jeśli to niemożliwe,
to można wystąpić do wójta, burmistrza lub prezydenta miasta z wnioskiem o postępowanie rozgraniczeniowe. Do wniosku należy załączyć wszelkie posiadane do-
kumenty: odpisy z ksiąg wieczystych, wypisy aktów notarialnych, orzeczenia sądowe,
szkice graniczne lub mapy
z ewidencji gruntów.
ostępowanie rozgraniczeniowe przeprowadza uprawniony geodeta. Na
początek powinien poinformować o możliwości zawarcia ugody i jeśli kompromis
zostanie przyjęty, to geodeta wykona pomiary i wskaże
punkty graniczne. Im szybciej
zgodzimy się z jego ustaleniami, tym lepiej. Ugoda zawarta przed geodetą ma moc ugody sądowej. Jeśli zgody nie
ma, to geodeta wzywa strony do stawienia się na gruncie. W przypadku kiedy nie
osiągnie się polubownego zakończenia sporu, rozpoczną
się kosztowne i czasochłonne
procedury sądowe. Kiedy zatem mamy wątpliwości dotyczące nieruchomości, warto je
rozstrzygnąć możliwie szybko, póki żyją świadkowie, by
nie musieli tego czynić nasi potomkowie. Na dziedziczenie lub sprzedaż parce-
P
li o nieustalonych granicach
żaden notariusz nie wyda
zgody i nie podpisze aktu
notarialnego.
odajmy, że z wnioskiem o rozgraniczenie można wystąpić w każdym terminie. Warto też pamiętać o dwóch ważnych
przepisach. Pierwszy mówi,
że właściciele spornych parcel
obowiązani są do współdziałania przy rozgraniczeniu oraz
przy utrzymywaniu stałych
znaków granicznych, a koszty ponoszą po połowie. Drugi
przepis zakłada, że jeżeli granice stały się sporne, najczęściej przyjmuje się ustalenia
z ostatniego stanu prawnego.
Gdy tego nie można stwierdzić, a postępowanie rozgraniczeniowe nie doprowadziło do ugody, sąd ustala granice z uwzględnieniem wszelkich znanych mu okoliczności.
Może przy tym tylko jednemu
z właścicieli zasądzić opłatę
za te czynności. Lepiej zatem
żyć w zgodzie i nie droczyć się
z sąsiadem o miedzę jak Kargul
z Pawlakiem.
Pijany rower
bez kół
D
P
owszechnie uważa
się, że z powodu
niedostatku ścieżek rowerowych rowerzyści bardzo często są poszkodowani w wypadkach. Sami
też powinni być zdyscyplinowani, przestrzegać zasad
ruchu drogowego i nie wsiadać na rower po kielichu.
Niestety, ten zakaz nagminnie jest łamany. W internecie roi się od filmów, których bohaterami są rowerzyści w alkoholowym amoku.
Pewien zatrzymany przez
policjantów pijany w sztok
60-latek poruszał się jednośladem bez przedniego koła,
a alkomat potraktował jak butelkę, z której można pociągnąć jeszcze kilka łyków. Jak
ponury żart brzmi opowieść
o nietrzeźwym rowerzyście,
który podjechał pod komisariat, mając ponad promil alkoholu. Delikwent przyjechał,
bo otrzymał wezwanie za picie alkoholu w miejscu publicznym. Groziła mu grzywna. A teraz?
rawo określa, że rowerzysta
mający
w organizmie ponad pół promila alkoholu popełnia przestępstwo. Jeśli zatrzymany ma
prawo jazdy, to od razu może być mu zabierane, a sąd
grodzki może dodatkowo wymierzyć karę do roku więzienia oraz orzec kilkuletni zakaz
prowadzenia pojazdów.
ieco inne konsekwencje grożą pijanemu, który opamiętał się
i jedynie prowadzi rower.
Kiedy taki spacer odbywa poboczem ruchliwej szosy, wtedy stwarza zagrożenie w ruchu drogowym i kara gotowa. Jeśli jedynie na miejskim
chodniku, to policjant też ma
obowiązek zareagować. Zatem po kielichu unikamy roweru, nawet gdyby to była sama kierownica bez kół.
P
N
Ślady przeszłości
“Nowe Życie Olsztyna” nr 10 (109) 2013
5
Jak Paweł historię Olsztyna poznaje
Jestem dorosłym mężczyzną, ale gdy zajdę do dziadka, to zachowuję się jak dzieciak. Grzebię w jego papierach, zaglądam do szuflad, przeglądam zapiski i fotografie. Wiem, że dziaduś
udaje, że nic nie widzi i pozwala na te moje chwile słabości. Może dlatego, że w ten sposób chwali się swoimi pamiątkami, chyba niedostępnymi dla innych członków rodziny.
Podejrzewam, że chce, abym znalazł coś ciekawego i poprosił przyjaciół o wyjaśnienie pochodzenia znaleziska.
T
ym razem, kiedy
szperałem w jego
archiwum, dziadek
nie wytrzymał i w grzeczny
sposób zapytał: – Pawełku,
czego szukasz?
Byłem bardzo stremowany, ale przełamałem wstyd
i wyznałem dziadkowi prawdę.
– Wiesz – powiedział – byłem taki sam i całkowicie ciebie rozumiem. W związku
z tym, że czytuję opowiadania twojego kolegi Jacka Panasa i bardzo mi się podobają, to przekaż mu tę fotografię – dziadek wyciągnął
z albumu zdjęcie, na którym widniał dziwny obiekt.
– Mam ją chyba od 40 lat i naprawdę nie wiem, gdzie została zrobiona i co przedstawia. Na pewno ta budowla
znajdowała się gdzieś w Olsztynie albo w okolicach.
Natychmiast pojechałem do naszego
redakcyjnego historyka amatora
i wręczyłem mu fotkę. Oczekiwałem jak
zwykle marudzenia, ale nie tym razem! Jacek tylko
uśmiechnął się
i zaczął opowiadać.
– Pierwszy raz ze zdjęciami tego tajemniczego obiektu spotkałem się w 1972 ro-
nie, sarkofagi Hindenburgów
zostały przewiezione do Niemiec, a wieża wejściowa oraz
wieża Hindenburga zostały
wysadzone w powietrze.
Najbardziej intensywna dewastacja budowli trwała przez 1949 rok.
Do odbudowywanej
Warszawy wywieziono podobno 26
pociągów materiałów budowlanych.
ku. Jako zootechnik odwiedziłem jednego z rolników w Butrynach. Od niego dowiedziałem się, że to Mauzoleum Hindenburga. Początkowo wybudowane zostało jako pomnik
na cześć zwycięstwa Niemców nad wojskami rosyjskimi
w 1914 roku. Stało się to podczas słynnej bitwy pod Tannenbergiem. Dopiero po śmierci
Paula von Hindenburga, prezydenta Rzeszy, pomnik zamieniono na jego grobowiec.
Każdy szanujący się Niemiec
musiał odwiedzić to miejsce.
Pomnik upamiętniający zwycięstwo odsłonięto 18 września 1927 roku
w 80. rocznicę urodzin Hindenburga. Stanął między
Olsztynkiem a Sudwą. Miał
plan ośmiokąta. W połowie
każdej ze ścian stała wieża,
mająca 23 metry. Przekątna
dziedzińca wynosiła 100 metrów. Wszystkie wieże połączone były murem z czerwonej cegły o wysokości 6 metrów. Była to ogromna budowla wywołująca skojarzenie z krzyżackim zamkiem,
i o to projektantowi chodziło. Na środku dziedzińca
znajdował się grób 20 nieznanych żołnierzy niemieckich, którzy zginęli w bitwie
pod Tannenbergiem (Stębark). Wojskami rosyjskimi
dowodził generał Aleksander Samsonow.
Na grobie stał
12-metrowy
drewniany, obity
miedzianą blachą
krzyż.
Każda z wież miała swoją określoną funkcję. W jednej
z nich prezentowano historię Prus Wschodnich, w innej
sztandary jednostek wojskowych biorących udział w bitwie w 1914 roku, szósta była
poświęcona żołnierzom. Piąta
służyła Hindenburgowi i właśnie w niej został pochowany
razem z małżonką w marmurowych sarkofagach w 1934
roku. W uroczystym pogrzebie brał udział Adolf Hitler.
W 1945 roku, kiedy na Warmii
i Mazurach pojawili się Rosja-
Część zużyto przy budowie Pałacu Kultury. W Olsztynie także mamy pamiątkę po mauzoleum. Z granitowych bloków powstał w 1954
roku pomnik „Wdzięczności
Armii Radzieckiej” projektu Xawerego Dunikowskiego, popularnie zwany „Szubienicą”. Obecnie pomnik nosi miano „Wyzwolenia Ziemi
Warmińsko-Mazurskiej”.
Krążyła plotka, że Niemcy kilkakrotnie zwracali się
z prośbą o zezwolenie na odbudowę Mauzoleum Hindenburga, ale ówczesne władze
się nie zgadzały.
Historii opowiedzianej
przez Jacka Panasa
wysłuchał Pawełek
6
“Nowe Życie Olsztyna” nr 9 (108) 2013
region
(r)
Rozmaitości
“Nowe Życie Olsztyna” nr 10 (109) 2013
7
Biegać każdy może,
ale nie zapomnij
Twoje OC i AC
wreszcie może
być tańsze
Przed zakupem ubezpieczenia OC i AC warto porównać ceny polis dostępnych na rynku.
Może się okazać, że do tej pory przepłacaliśmy, i to słono, za nasze ubezpieczenie.
S
zybko i w
prosty sposób wybrać
i kupić najkorzystniejszą polisę możemy
w multiagencji CUK
Ubezpieczenia. W zaledwie kilka minut,
na miejscu w oddziale lub telefonicznie,
otrzymamy bezpłatną symulację cen polis OC i AC aż 20 Towarzystw Ubezpieczeniowych.
CUK posiada autorski system informatyczny, dzięki któremu możliwe jest szybkie i precyzyjne
wyliczanie składek ubezpieczeń OC, AC oraz całych pakietów ubezpieczeniowych.
Polega on na tym, że po wpisaniu podstawowych informacji na temat kierowcy i jego pojazdu, program jest
w stanie przeprowadzić precyzyjną symulację cen oraz dobrać zakres polisy, który interesuje klienta. Po chwili otrzy-
o obuwiu!
Bieganie jest najprostszą formą aktywności fizycznej. Chcąc rozpocząć uprawianie tego
sportu, warto uzbroić się w odpowiedni sprzęt. W tym przypadku najważniejsze są… buty!
– powiedział Wojciech Jeger, trener akcji „Biegam, bo lubię”.
W jaki sposób rozpocząć
przygodę z bieganiem?
Wojciech Jeger: – Przede
wszystkim należy przygotować organizm do wysiłku.
Każdy reaguje inaczej. Najlepiej poradzić się specjalisty lub bardziej doświadczonego kolegi. Gdyby jednak ktoś nie miał takiej możliwości, to warto zajrzeć do
dobrego sklepu biegowego.
Osoby tam pracujące to pasjonaci biegania, chętnie podzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem.
Jak to wygląda w przypadku amatora?
mamy gotowy, bezpłatny wydruk, który zawiera aktualne
ceny polis z 20 Towarzystw
Ubezpieczeniowych. Już nie
będziemy musieli poświęcać
kilku godzin czy nawet dni,
poszukując najtańszej polisy w wielu Towarzystwach.
A różnica w cenach może wynosić nawet kilkaset złotych!
W jednym miejscu, w oddziale
CUK Ubezpieczenia możemy
znaleźć, wybrać i zakupić polisę. Nawet nie musimy mieć
przy sobie gotówki, bo za-
płacić za polisę możemy kartą płatniczą. Dzięki systemowi
CUK dobór ubezpieczenia staje się prosty i przyjemny, a co
najważniejsze – tańszy!
Zadzwoń lub przyjdź
i sprawdź, jak tanie może
być Twoje OC i AC.
Oddział CUK
w Olsztynie znajduje się
przy ul. Kętrzyńskiego 5/6 a,
tel. (89) 513 52 46.
www.cuk.pl
– Początkujący powinni zacząć od truchtu przeplatanego marszem. Na
przykład 3 minuty truchtu,
a potem 3 minuty marszu.
Z czasem wydłużamy czas
truchtu, skracając czas marszu. Taki trening powinien
trwać około 30 minut i być
powtarzany 3 razy w tygodniu. Warto dni, w których
nie biegamy, wykorzystać
na inne aktywności: basen,
rower, siłownia. Przeważnie po 2-3 miesiącach regularnych treningów jesteśmy
w stanie biec nieprzerwanie
przez 30 minut i to w większości przypadków jest początkiem zdrowego uzależnienia (od biegania).
Jakie miejsce w bieganiu zajmuje obuwie?
– To jest najważniejsza
rzecz dla każdego biegacza.
Dobry but biegowy jest naszpikowany różnymi systemami, które mają za zadanie zminimalizowanie ryzyka urazu oraz zapewnienie maksymalnego komfortu biegaczowi. Bardzo ważne jest, abyśmy buty dobierali indywidualnie. To, co
sprawdza się na stopach naszego kolegi, niekoniecznie jest odpowiednie dla
nas. Dobór obuwia biegowego to sztuka, dlatego warto
poświęcić na to trochę więcej czasu i odwiedzić sklep
specjalistyczny.
Czy to nie przesada, aby
amator miał specjalistyczne obuwie do
biegania?
– Ależ skąd, wręcz przeciwnie! To profesjonalny biegacz poradzi sobie nawet
w kiepskim obuwiu, natomiast amator musi mieć dobre buty – służące do biegania. Dzięki właściwie dobranemu obuwiu początkujący
biegacz uchroni swoje stawy
i mięśnie przed nadmiernym
obciążeniem, a bieganie stanie się dla niego zdrową przyjemnością.
Czy w Olsztynie można
zaopatrzyć się w takie
obuwie?
– Oczywiście. W dobrym sklepie biegowym znajdziemy obuwie dla wszystkich biegaczy bez względu na płeć, wiek czy technikę biegania. Taki sklep mamy
w Olsztynie, gdzie poza fachową obsługą oraz bogatą ofertą dla biegaczy jest do
dyspozycji klientów również
skaner do badania biomechaniki stopy. Dzięki takiemu badaniu sprzedawca jest w stanie precyzyjnie dobrać obuwie biegowe.
Utrapieniem osób pragnących spróbować tego
sportu jest chyba… brak
kompana do biegania!
– Dlatego zapraszam do
uczestnictwa w akcji „Biegam, bo lubię”. Spotykamy się
w każdą sobotę o 9.30 na stadionie w Kortowie. Tam uczymy się razem biegać i można z
nami poczuć się świetnie.
Rozmawiał: Wad (r)
8
“Nowe Życie Olsztyna” nr 10 (109) 2013
Od balkonu do ogrodu
Stronę przygotował Jacek Panas
Kwitnący
parawan Kwiaty na balkonie
Każdy miłośnik balkonowych ogródków kwiatowych wie, że rośliny uprawiane w sztucznych warunkach wymagają częstego
podlewania, racjonalnego nawożenia i pielęgnacji. Ziemia w doniczkach po jakimś czasie pokrywa się brzydką skorupą,
z której wyrastają chwasty, i staje się podłożem do rozwoju grzybów.
Zadzwoniła do mnie zaprzyjaźniona Czytelniczka, pani
Sylwia. – Cieszę się, że w waszej gazecie jest kącik ogrodniczy, chciałabym wszystkim Czytelnikom zaproponować
trochę intymności – zaśmiałem się. – Nie! Nic z tych rzeczy.
Chodzi mi o to, że na naszych balkonach jesteśmy widoczni
z każdej strony, a ja nie cierpię plastykowych przesłonek czy
firanek – ani podglądaczy. Dlatego od kilku lat urządzam
pachnący kwiatowy parawan.
Najlepiej do tego nadaje
się pachnący groszek. Szybko rośnie. Tworzy piękną,
zieloną ścianę, pełną kolorowych kwiatowych kieliszków. Nasiona kupuję w sklepie ogrodniczym. Na moim
balkonie skrzynki ustawiam
na posadzce. Nasionka sadzę co 8-10 centymetrów,
w dobrze nawiezioną ziemię.
Często podlewam. Już w
czerwcu mogę w moim pięknym, małym ogródku opalać
się i nikt mnie nie podgląda,
a zapach kwiatów roznosi
się po całym mieszkaniu do
końca sierpnia. Sadzę różne
kolory groszku, a w rogach
balkonu sieję dodatkowo
słoneczniki. Gdy kwitną, cały czas obracają żółte kwiaty
w kierunku słońca, a w moim ogródku jest jego pod dostatkiem. Patrząc z dołu budynku, mój balkon wygląda jak ogrody Semiramidy.
– Dziękują za wspaniałą radę. Mam nadzieję, że nasi Czytelnicy wezmą ją pod
uwagę, a ich balkonowe
ogrody będą równie piękne.
J
est na to prosty
sposób. Do poprawienia struktury podłoża użyjmy
keramzytu. Jest to lekkie kruszywo, wyrabiane na gorąco z gliny, które idealne nadaje się do uprawy roślin
w doniczkach. Można je także stosować na
rabatkach. Do naszego
balkonowego ogródka
najlepsze będą granulki. Keramzyt jest lekki, wytrzymały i porowaty. Korzystnie wpływa na wzrost roślin.
Spulchnia ziemię, zapewnia dopływ powietrza,
utrzymuje stałą temperaturę oraz wilgotność podłoża.
Chroni glebę przed przegrzaniem, wysuszeniem i przemarzaniem. Jest idealny do
upraw ekologicznych, bo pozyskiwany jest z naturalnych,
ilastych glin pęczniejących.
Można go stosować wielokrotnie. Wielką zaletą keramzytu jest jego higroskopijność. Po podlaniu utrzymuje
bardzo długo wodę, szczególnie gdy znajduje się na dnie
du, bo rosną wiele lat
w jednym miejscu. Znacznie ciekawsze są pnącza
jednoroczne, świetne zarówno do ogrodu, jak
i na balkon. Co roku można aranżować nowe kompozycje, a rośliny da się
uzyskać z nasion, które
są do kupienia w każdym
sklepie ogrodniczym.
nącza jednoroczne,
znakomite na zielone parawany, to między innymi asarina pnąca, fasolnik egipski, chmiel japoński czy fasola ozdobna. Natomiast gdy chcemy mieć
ściankę z mnóstwem pachnących kwiatów, to powinniśmy posadzić tunbergię oskrzydloną, wilce, groszek pachnący lub nasturcję pnącą. Pnącza
kwitną od początku czerwca
do końca sierpnia. Musimy zapewnić im podpory. Sadzimy
je na balkonie blisko balustrad,
a jeżeli pojemniki z roślinami
stawiamy koło ściany, to na
niej powinny być powieszone
sznurki, po których pnącza będą się wspinały. Należy często
je podlewać i od czasu do czasu
zasilać nawozem.
P
doniczek czy pojemników.
W miarę wysychania ziemi
woda z granulek uwalnia się
i jest wykorzystywana przez
roślinę. Gdy posypiemy powierzchnię, powoduje zahamowanie wzrostu chwastów
i nie pozwala na rozwój grzybów i pleśni, ponadto rośliny
nie niszczą gryzonie i owady.
Pnącza jak parawan
Istnieje grupa roślin nadających się zarówno do ogrodu, jak i na balkon. Szybko
rosną i dają różne możliwości
ozdobnych układów. Można
z nich konstruować ścianki,
owijać nimi słupki, płoty oraz
balustrady. Pnącza pozwalają stwarzać romantyczne zakątki wypoczynkowe w ogrodach i intymnie pachnące kąciki na balkonach.
ybór roślin jest
ogromny.
Mamy
w czym przebierać i wybierać. Można zdecydować się
na pnącza wieloletnie, ale te
nadają się głównie do ogro-
W
Rośliny lubią wodę
Wody na działce nigdy nie jest za mało. Pamiętajmy, w okresie letnim przeważnie pada mało deszczu i rośliny cierpią
na brak wody. Pierwszymi
oznakami braku życiodajnego płynu są: opadnięte
i miękkie liście, przechodzenie koloru roślin w żółty, a gdy robią się suche, to znaczy, że niestety już
zginęły.
P
odlewamy tylko rano i wieczorem. W dzień, kiedy jest
gorąco, zimna woda może
tylko poparzyć rośliny. Do podlewania
najlepiej używać ciepłej wody. W tym celu powinniśmy mieć czarną 100-litrową
beczkę. W ciągu dnia nagrzeje się w niej woda. Do takiej beczki można również dosypać
czystego nawozu, ale wtedy musimy się pogodzić z tym, że nie będziemy mieli upraw ekologicznych. Powinniśmy lać wodę pod rośliny, ale
jest to trudne i dlatego zróbmy sobie proste urządzenie. Na grządkach, w rzędach między roślina-
mi, rozciągamy wąż ogrodowy z dziurkami.
Pozwoli to nam na oszczędne podlewanie,
w odpowiedni sposób (tylko pod liście)
naszych upraw. Trawniki także należy
często podlewać. Gdy zaczną żółknąć, to trudno będzie je uratować.
Nie wolno do tego dopuścić. Do
podlewania (rano i wieczorem)
używamy zraszaczy, ale za to
woda powinna lać się dosyć
długo, około godziny.
dom
Kuchnie
“Nowe Życie Olsztyna” nr 10 (109) 2013
9
inne niż wszystkie
Każdy z nas potrafi urządzić kuchnię, ale mało kto zrobi to tak, jak naprawdę by sobie wymarzył. Mamy w zwyczaju trzymać się bardziej wypróbowanych rozwiązań i znanych sobie schematów niż wprowadzić własne pomysły w aranżacji. Dlaczego? Pojawiają się wszystkim znane wątpliwości. Jak to wyjdzie? Czy spodoba się rodzinie? Co powiedzą znajomi? – Powiedzą:
WOW! – zapowiada Grzegorz Smoliński, szef nowo otwartego olsztyńskiego salonu Nord Kuchnie. Zaprasza nas do studia, abyśmy zobaczyli meble nietuzinkowe, a jednocześnie bardzo
funkcjonalne i eleganckie w swej prostocie. Polskie kuchnie w skandynawskim stylu.
Z
aglądając do studia Nord Kuchnie przy ulicy Jagiellońskiej w Olsztynie, będziemy zaskoczeni. Nie znajdziemy tu rozproszonej oferty mebli od najpopularniejszych po ekstrawaganckie.
Dominuje jeden styl – skandynawski. Cechuje się prostą
linią, minimalizmem formy
i eleganckim designem. Jeśli widzieli Państwo już wiele kuchni i żadna z nich nie
skradła Wam serca, to warto
zobaczyć z bliska tę propozycję – i odwiedzić studio inne
niż wszystkie!
Ekspozycja
jest prawdziwą kuchnią
M
eble stojące na wystawie w studiu
Nord Kuchnie nie są zwykłymi ekspozycjami,
jakie
spotykamy
w każdym salonie.
Znajdziemy tam w
pełni funkcjonującą kuchnie, a sprzęt
gospodarstwa domowego jest podłączony i można nawet… spróbować
przyrządzić sobie
obiad, razem z deserem! Podczas wizyty w salonie meblowym przekonamy się, jak oglądane meble sprawują się w swoim naturalnym środowi-
sku oraz czy odpowiada nam
praca piekarnika, zmywarki
lub pochłaniacza, stanowiących element danej ekspozycji. To niespotykany dotąd pomysł w Olsztynie. Nie oglądamy atrapy, a prawdziwą
kuchnię. Przy wyborze każdego elementu, w tym sprzętu
AGD możemy liczyć na rzetelną wiedzę pracowników salonu i ich pomoc w podjęciu najlepszej dla nas decyzji.
– Jak ekspozycja w naszym
studiu jest czymś więcej niż tylko propozycją ustawienia szafek, tak my staniemy się dla
Państwa kimś więcej niż tylko sprzedawcami – twierdzi
Grzegorz Smoliński z Nord
Kuchnie. I wyjaśnia: – Moi
współpracownicy i ja staramy
się przyjąć postać Państwa osobistego projektanta, może nie
wnętrz, ale kuchni
na pewno! Pomożemy zaprojektować
Waszą kuchnię, biorąc pod uwagę nie
tylko jej wymiary,
ale przede wszystkim to, co Wam chodzi po głowie, nawet
jeśli nie macie jeszcze finalnie sprecyzowanej koncepcji
– dodaje szef salonu, mający wieloletnie doświadczenie
w branży meblowej.
Czego
pragną klienci?
O
soba stojąca przed
wyzwaniem urządzenia kuchni pragnie, aby to
pomieszczenie spełniało swoje funkcje, było wygodne w
użytkowaniu i estetyczne. Wydaje się, że te kryteria są łatwe
w realizacji, ale nie zawsze
tak się dzieje. Okazuje się, że
potrzeba wiedzy i doświadczenia projektantów,
by
funkcjonalność
i wygoda szły w parze z estetyką i naszymi wyobrażeniami
o wymarzonej kuchni.
Funkcjonalność
mebli jest dla klienta zadowalająca, jeśli kuchnia zostaje
stworzona rzeczywiście pod jego potrzeby. Inna jest kuchnia, w której gotujemy dla całej rodziny,
a inna – w której tylko odgrzewamy sobie czasami posiłek.
Niektórzy z nas ma-
ją przyjaciół, którzy z irracjonalnych powodów uwielbiają z nami godzinami siedzieć
w kuchni – takie potrzeby też
jest dobrze uwzględnić. Ma to
być nasza kuchnia. Nie bójmy
się odkryć, jaka ma ona być,
a wtedy stanie się dla nas
prawdziwie funkcjonalna.
ygoda
użytkowania to kolejny
nieodłączny
element
naszej
przyszłej
kuchni.
W Nord Kuchnie znajdziemy
tylko takie propozycje, które
na to pozwalają. Komfort korzystania z mebli zapewnią
nam systemy, jakie są montowane w oferowanych zestawach. Ciche domykanie szafek oraz szuflad pozwoli na
to, by swobodnie używać mebli, unikając nieprzyjemnego trzaskania. System płynne-
W
go i łagodnego unoszenia
frontów w szafkach górnych sprawi, że wygodnie będzie nam sięgać po
produkty na obiad. Pełny wysuw szuflad o dużej pojemności umożliwia
trzymanie w nich małej
spiżarni dla domowych
łasuchów. Dzięki obrotowemu mechanizmowi
w przestronnej szafce dolnej nie trzeba po omacku
sięgać po garnki, możemy
sobie wygodnie wysunąć
jej całą zawartość. Wreszcie będzie wszystko poukładane.
co z estetyką?
W
przypadku
kuchni skandynawskich nie
schodzi na dalszy plan, a dotrzymuje kroku pozostałym elementom idealnej kuchni. – Proponujemy nowoczesny i elegancki w swej prostocie design,
bo klienci go sobie cenią – twierdzi Grzegorz Smoliński. – Jeśli
więc lubicie Państwo prostą linię, młodego ducha w meblach
klasy premium, to warto tu zajrzeć. Północny styl w wykonaniu marki KAM jest już dostępny dla mieszkańców Olsztyna
i regionu. Mamy dla Państwa
coś nowego, kuchnie inne niż
wszystkie, i zachęcamy, byście
Państwo również śmiało realizowali własne aspiracje w urządzaniu kuchni – dodaje, zapraszając Czytelników do studia
Nord Kuchnie.
(r)
A
10
“Nowe Życie Olsztyna” nr 10 (109) 2013
Dwie gosposie na wsi:
– Słyszałaś, co w niedzielę
w kościele na mszy zrobił
Stasiek?
– Nie słyszałam.
– Kościelny podszedł do niego
z tacą, a Stasiek był po paru
piwach, zasnął w ławce
i głośno chrapał.
– No i co?
– Kościelny go potrząsnął za
ramię, a Stasiek krzyknął:
„Odczep się, mam
miesięczny!”.
– Wspaniale, cudownie. Proszę
zapisać teściową na czwartek!
Przychodzi facet do dentysty
i pyta, ile będzie kosztowało
wyrwanie zęba mądrości.
– 200 złotych – odpowiada
dentysta.
– Hmm, za drogo!
– Mogę oszczędzić na
znieczuleniu i wyrwać go za
150 złotych.
– Taniej nie można? To wciąż
za dużo – mówi facet.
– Za 50 złotych mogę go
wyrwać po prostu obcęgami.
Co pan na to?
– A nie da się jeszcze taniej?
– No cóż: za 10 złotych, bez
znieczulenia, obcęgami
w ramach praktyki może to
zrobić student.
Gość wybrał się do kina na film
kryminalny. Kupuje bilet,
a kasjerka do niego:
– Może kupi pan słone
paluszki?
– Nie, dziękuję – odpowiada.
– To może kruche ciasteczka?
– Nie, nie chcę! – odpowiada
poirytowany.
– To może popcorn? – nie daje
za wygraną bileterka.
– Ile razy mam mówić, że nic
nie chcę?! Proszę tylko o bilet.
Klient dostaje w końcu bilet,
niemal wchodzi już na salę
kinową, a kasjerka wychyla się
z okienka i odkrzykuje:
– A mordercą to jest szofer, ty
sknerusie.
BARAN 21 III - 20 IV
W sprawach zawodowych mogą zajść pewne zmiany. Możesz na przykład zmienić biurko albo szefa. Mogą
też zmienić się układy, a – jak
wiesz – na układy nie ma niestety rady. Ale nie panikuj.
BYK 21 IV - 20 V
Nadszedł czas ważnych
działań i decyzji, które możesz teraz śmiało podejmować. Zacznij jednak od czegoś prostego, jak na przykład
zmiany samochodu, budowy
domu czy oświadczyn.
Dyrygent megaloman ciągle
mówił tylko o sobie. O swoich
koncertach i sukcesach. Kiedy
się zorientował, że rozmówca go
nie słucha, zwrócił się do niego:
– Przepraszam, że ja tak tylko
mówię o sobie.
Porozmawiajmy zatem o panu.
Jak się panu podobał mój
ostatni koncert?
Uśmiechnij się
Uśmiechnij
się
W sklepie:
– Chciałbym jakieś tanie, ale
modne i mocne buty – mówi
klient do sprzedawczyni.
– Ja też – odpowiada
sprzedawczyni.
Dziadek dał Jasiowi 20 złotych
na urodziny. Mama obserwuje
Jasia, wreszcie mówi:
– Jasiu, podziękuj
dziadziusiowi.
– Ale jak?
– Powiedz tak, jak ja mówię,
gdy tatuś daje pieniążki.
Jasiu zwraca się do dziadzia:
– Czemu tak mało?!
Rozmowa pod sklepem:
– Sasza, a gdyby garnitur
kosztował tyle co flaszka
wódki, to co byś kupił: garnitur
czy flaszkę?
– Jasne, że flaszkę. Na cholerę
mi taki drogi garnitur?
Rozmowa dwóch rodaków
przed sklepem
monopolowym:
– Wezmę dwie.
– Weź jedną, tyle nie
BLIŹNIĘTA 21 V - 21 VI
Wiele będzie zależało od tego, co teraz postanowisz. Trzymaj więc rękę na pulsie, kieruj się trzeźwą kalkulacją, rozumem i nie zbaczaj ze szlaku. A
może po prostu zagraj na loterii?
RAK 22 VI - 22 VII
Będziesz musiał stać się
bardziej obowiązkowy. To
znaczy pij mniej kawy w pracy i rzadziej wychodź na papierosa. Od dawna jesteś obserwowany. Znajomości nic
tu nie pomogą.
LEW 23 VII - 23 VIII
Masz wpływ na wydarzenia, możesz łatwo zmienić
okoliczności na swoją korzyść.
Pamiętaj jednak, że wysokość
kwoty, którą chcesz wręczyć,
może działać w przyszłości na
Twoją niekorzyść.
PANNA 24 VIII - 23 IX
W stosunkach ze współpracownikami przyda się
więcej dyplomacji. Wiem, że
to trudne, ale musisz spróbować. Prawda jest rzeczą
cenną, ale niestety nie każdy chce ją usłyszeć. Zwłaszcza od Ciebie.
WAGA 24 IX - 23 X
Twoja pozycja zawodowa
idzie w górę. Na razie tylko
za sprawą windy, ale kiedy
odrzucisz sarkazm, a przede
wszystkim zbytnią pewność
siebie, masz szansę bardzo
szybko wrócić na ziemię.
SKORPION 24 X - 22 XI
Nie ustawiaj poprzeczki zbyt wysoko. Przy Twoim
wzroście wszystko wydaje
się gigantyczne. Rób jednak
swoje. Bliska osoba zaskoczy
Cię propozycją. Na wszelki
wypadek weź weksel.
STRZELEC 23 XI - 21 XII
Jeśli szukasz pracy albo
masz jakiś problem zawodowy, to mów o tym głośno. Zobaczysz, ilu jest ludzi podobnych do Ciebie.
Jeżeli ktoś podsunie Ci dobry pomysł, to już wtedy
o nim nie opowiadaj.
KOZIOROŻEC 22 XII - 20 I
Tylko nie zacznij nic nowego, zanim nie wywiążesz
się ze starych zobowiązań.
Uważnie czytaj wszystko, co
podpisujesz. Z urzędem skar-
wypijemy...
– Wezmę dwie, damy radę.
– Nie damy, zobaczysz.
– Damy radę. Biorę dwie...
Wchodzi do sklepu:
– Poproszę skrzynkę wódki
i dwie lemoniady.
Matka do małego synka:
– Pocałuj ciocię, Wojtusiu.
– Dlaczego? Przecież byłem
grzeczny!
Po roku studiów przyjeżdża do
domu studentka i od progu
woła:
– Mamo, mam chłopca!
– Świetnie córeczko, a gdzie
studiuje?
– Ależ mamo, on ma dopiero
dwa miesiące!
Dialog studentów:
– Od przyszłego tygodnia
przestanę pić...
– Akurat ci wierzę... Mogę się
założyć, że będziesz dalej pić.
– A o co się założymy?
– O pół litra Wyborowej.
Opracował AZB
bowym nie ma żartów. Przynajmniej w Twoim przypadku.
WODNIK 21 I - 19 II
Masz teraz szczęście do
ludzi i koniecznie powinieneś
to wykorzystać. Nie zapłacisz
żadnego mandatu, umorzą Ci
odsetki i zakupisz ulubione
pieczywo bez kolejki. To powinno wystarczyć.
RYBY 20 II - 20 III
Wokół Ciebie intrygi i zagmatwane sprawy, które nie
pozwalają pójść na przód.
Głową muru nie przebijesz.
Kask niewiele pomoże. Pamiętaj jednak, że co dwie głowy to nie jedna.
Redakcja zastrzega sobie prawo do unieważnienia horoskopu, bez podania
przyczyn!
AZB
Przygody Jacusia Wędrowniczka
“Nowe Życie Olsztyna” nr 10 (109) 2013
11
Trzydzieści metrów pod ziemią
Gospodarzami ukrytych pod ziemią umocnień byli bunkrowcy, ludzie ciągle przebywający w kazamatach. Potrafili nie wychodzić z podziemi nawet kilka lat. Traktowali je jako swój tajemniczy świat. Cały czas prowadzili poszukiwania po stronie polskiej, jak również zapuszczali się na część zajętą przez armię radziecką. Czego szukali? Prawdopodobnie Bursztynowej
Komnaty, skarbów ukrytych w kazamatach przez Niemców, a także militariów. Zapraszamy Państwa do dawnego świata, po którym oprowadzi Was Jacek Panas. Odgadnijcie, czy pokaże
nam niezwykłe fakty, czy tylko wytwór swojej wyobraźni.
M
iejsce to odkryłem przypadkowo, choć istnieje
ono od lat trzydziestych ubiegłego wieku. Niedokładnie się
wyraziłem: to nie ja odkryłem,
a po prostu zobaczyłem je, poznając ciekawe miejsca podczas jednej z konferencji dla
dziennikarzy zajmujących się
problematyką rolniczą, przyrodniczą i turystyczną. Zapytano nas, czy chcemy zobaczyć małą linię obronną Maginota. Wszyscy odpowiedzieli chórem, że chcą. Zawieziono nas w okolice miejscowości
Nietoperek i pokazano kilkanaście wojskowych umocnień
naziemnych i dwa podziemne bunkry. Były niesamowite, choć z braku czasu oglądaliśmy je pobieżnie. Wyobraźnia moja została jednak rozbudzona i postanowiłem wrócić,
by zbadać podziemia. Tym razem na własną rękę.
Do ponownego badania poniemieckich podziemi
zdopingował mnie miejscowy bunkrowiec Jurek, który
mimo młodego wieku znał
obronne kazamaty jak własną kieszeń. Jak jeszcze powiedział, że pod ziemią są sale, gdzie miejscowi urządzili
sobie niegdyś boisko do siatkówki i że wie, gdzie jest zlokalizowana dawna podziemna fabryka, w której produkowano silniki lotnicze i zatrudnionych było przy tym
około dwóch tysięcy ludzi,
to postanowiłem, że na pewno tam wrócę.
Oni Polski się bali
Prace przy fortyfikacji na
granicy z Polską rozpoczęli
Niemcy w tajemnicy już 1927
roku. Plany zakładały wybudowanie pasu umocnień podziemnych i naziemnych od
Bałtyku do Sudetów.
W pierwszym etapie
w 1934 roku umocnienia połączone
podziemnymi drogami zaczęto budować
w rejonie międzyrzeckim. Hitler
wściekły, że prace
posuwają się bardzo
wolno, wstrzymał je
w 1938 roku.
Szybko i niedokładnie
prowadzono je jeszcze podczas drugiej wojny światowej. Gdy do umocnień zbliżył
się front, obsadzono je niedoszkolonymi żołnierzami, którzy na widok rosyjskich czołgów poddali się bez walki. Po
wojnie część podziemi była
wykorzystywana jako magazyny i nie wiadomo, do czego
przez Rosjan, a część niestety
została dewastowana przez
szabrowników oraz miejscową ludność. Przez jakiś czas
duży kompleks podziemi
zajmowali hipisi. Stworzyli
w nich swoje małe miasteczko.
Prawdziwymi gospodarzami umocnień
byli bunkrowcy, ludzie ciągle
przebywający w kazamatach. Potrafili z podziemi nie wychodzić nawet
kilka lat.
Traktowali je jako
swój tajemniczy świat.
Cały czas prowadzili
poszukiwania po stronie polskiej, jak również
zapuszczali się na część
zajętą przez armię radziecką. Czego szukali? Prawdopodobnie
Bursztynowej Kom-
naty, skarbów ukrytych w kazamatach przez Niemców,
a także militariów.
Tych ostatnich znajdowali sporo. Miejscowi wiedzieli,
kto i co posiada do sprzedania. A skarby? Tego nie wiadomo. Mój zaprzyjaźniony
bunkrowiec powiedział, że
widział mapy i szkice informujące, że nie wszystkie pomieszczenia zostały odkryte. Część jest za ślepymi ścianami. Tak mi mówił. Zaproponował, że jak przyjadę, to
spenetrujemy tajemniczy zalany tunel i zajrzymy za ceglaną ścianę, w której znikają
tory podziemnej kolejki.
Stara niemiecka mapa
Jurek czekał na nas na rogatkach wsi. Powiedział, że
przed wejściem do podziemi
musimy zjeść kolację i poczekać, aż się ściemni. Wchodze-
nie do labiryntu jest zabronione, zresztą wszystkie wejścia
są zaspawane, ale on zna kilka,
którymi można zejść na dół.
Ja,
moja
narzeczona
i przewodnik Jurek siedzieliśmy przy stole, pałaszując
posiłek przygotowany przez
matkę naszego bunkrowca.
Stara przysłuchiwała się naszym rozmowom i co jakiś
czas wtrącała swoje opowiadania. Okazało się, że ona jako młoda dziewczyna nieraz była na dole. Tam w latach sześćdziesiątych kwitło życie kulturalne i towarzyskie. Młodzież robiła tam
prywatki, sylwestra, grała
w piłkę. Podczas jednej z potańcówek w podziemnej sali poznała ojca Jurka. Też był
bunkrowcem i znał kazamaty
bardzo dokładnie. Był nawet
świadkiem, jak grupa szabrowników przebiła jedną ce-
glaną ścianę i wywiozła z tego schowka tajemnicze skrzynie. Jedna z tych skrzyń pękła. Oczywiście poszukiwacze wszystko pozbierali.
– No! – matka przyciszyła głos – prawie wszystko. – Jak
taka sztabka wpadła im do studzienki, to mąż ją wyciągnął, sprzedał i kupiliśmy za nią samochód. Niestety mój
Stary odszedł z tego
świata, ale do końca swoich dni każdy
wolny dzień spędzał
w podziemiach.
Jak już się tam wybieracie, to weźcie ze sobą plan
– powiedziała, kładąc na stół
pożółkły kawałek papieru.
– Mój otrzymał go od jednego z Niemców, którzy
w ostatnich dniach wojny brali
udział w wożeniu do podziemi amunicji, broni, żywności
i jakichś skrzyń niewiadomego przeznaczenia – dodała.
Tylko ciemność
i nietoperze
Pochyliliśmy się nad kartką. Był to odręczny szkic,
na którym były zaznaczone wszystkie drogi komunikacyjne istniejące w podziemiach oraz wjazd.
– To wszystko widziałem
– powiedział Jurek, oglądając kartkę – ale tych korytarzy równoległych do głównej
drogi nie widziałem, ani też
nie widziałem żadnych ścian.
Ale zaraz! Tu – w tym miejscu pokazał palcem na zakręt
głównego chodnika – tutaj
za podziemną stacją tory się
rozgałęziają i dochodzą tylko do ściany. To na dole wygląda jak bocznica, ale może
to być wjazd do tych nieznanych chodników. O, tu zaczyna się teren zajęty przez
Rosjan, tam mało kto wchodzi, bo tunel przegradza metalowa krata.
–
Jak
tam
wejść?
– zapytałem.
– To nie będzie trudne,
z boku jest wąski tunel odwadniający biegnący pod
główną trasą – odpowiedział Jurek. – Czasami tamtędy przełaziłem na drugą stronę, ale miałem stracha, bo ruski zaraz jak zobaczyli, to strzelali. Mam propozycję: zejdziemy na dół
i obejrzyjmy dokładnie stację z tą ślepą bocznicą. Mam
pewien pomysł, ale o tym
powiem wam na dole.
Podziękowaliśmy za gościnę. Założyliśmy plecaki ze
sprzętem i poszliśmy za
naszym przewodnikiem.
Czy znaleźliśmy tajemnicze skrzynie? O tym w następnym numerze.
Jacek Panas
12
rozmaitości
“Nowe Życie Olsztyna” nr 10 (109) 2013
Biust pięknieje z każdym dniem
Ponad 70% kobiet nie potrafi dobrać odpowiedniego stanika, a wizyta w sklepie bieliźniarskim dla wielu z nas jest przykrym obowiązkiem. Dlatego panie coraz chętniej korzystają z pomocy wykwalifikowanych brafitterek, które służą pomocą w profesjonalnym dopasowaniu biustonosza. Brafitting jest usługą świadczoną przez dobre sklepy bieliźniarskie, która polega
na takim dobraniu stanika, aby nie tylko pięknie wyeksponował biust, ale też pielęgnował go lepiej niż kosztowne kremy. Zajrzeliśmy do jednego z takich sklepów, aby poprosić profesjonalistkę panią Iwonę Czerską o kilka dobrych rad dla Czytelniczek.
W
celu dobrego dobrania
stanika musimy zwrócić uwagę na kilka aspektów – zapowiada
nasza ekspertka. I wyjaśnia:
– Po pierwsze istotny jest odpowiedni rozstaw miseczek,
czyli odległość między piersiami. Fiszbiny formujące miseczki nie mogą nachodzić ani
na prawą, ani na lewą pierś –
łączenie między miseczkami
musi znajdować się idealnie
na środku.
ównie ważny jest
dobrze dobrany obwód. Najprostsza metoda
sprawdzenia, czy biustonosz nie jest zbyt ciasny,
polega na włożeniu pod
niego dwóch palców. To takie proste! Jeśli test zakończy się pomyślnie, to należy upewnić się jeszcze, czy
stanik jest zapięty na pierwszą haftkę, ponieważ z czasem materiał wyciągnie się
i będzie trzeba zmniejszyć
R
obwód. Z kolei zbyt luźny
biustonosz nie podtrzymuje
prawidłowo piersi, co może
skutkować zbytnim obciążeniem piersiowo-krzyżowej części kręgosłupa – dodaje Iwona Czerska.
P
odstawę stanika stanowią oczywiście miseczki, które wedle tabeli brytyjskich rozmiarów sięgają
od litery A do K. Panie z bardzo małym lub niezwykle obfitym biustem również więc
dobiorą biustonosz dla siebie
w dobrym sklepie bieliźniarskim. Fiszbina poprawnie dobranej miseczki schowana jest
w zagięciu pod biustem i podtrzymuje piersi, nadając im
pełny kształt. Chcąc zwięk-
szyć optycznie biust, można
zastosować przyjemne w dotyku, silikonowe wkładki.
od koniec mierzenia
należy zwrócić uwagę
na boczki stanika, które powinny gładko przylegać do
P
ciała. Natomiast ramiączka
muszą być dobrze wyregulowane i odpowiednio szerokie
w przypadku obfitego biustu. Dodatkowym atutem jest
możliwość ich odpięcia, co
pozwoli wymienić je na sylikonowe zamienniki. Innym
ciekawym elementem biustonosza jest przedłużka. Oferuje się ją klientce, której mimo
idealnie dobranej miseczki
zabraknie kilku centymetrów
w obwodzie stanika.
obrze dobrany stanik podkreśla nasze
walory, dzięki czemu dodaje nam pewności siebie. Zatem, drogie panie, dołączcie
do 30% szczęśliwych kobiet,
które noszą dobrze dobrane biustonosze, wypnijcie
z dumą pierś do przodu
i podzielcie się swoją wiedzą
z koleżankami.
D
(r)
Żyjmy szczupło
“Nowe Życie Olsztyna” nr 10 (109) 2013
13
Czy makaron
tuczy?
Wiosenne pułapki
na sylwetkę
Po pierwsze zwróćmy
uwagę na ilość spożywanego makaronu. Szklanka zjedzonego makaronu dostarczy
mniej energii niż dwie. W zależności od zapotrzebowania
na energię (czyli wieku, wzrostu, masy ciała, aktywności fizycznej) jedna porcja makaronu może być wystarczająca,
ale dwie to już za dużo. A kiedy pojawia się nadmiar energii, to organizm postanawia ją
magazynować i tak powstaje
tkanka tłuszczowa.
Po drugie ważny jest rodzaj makaronu. Makaron pełnoziarnisty będzie uwalniał
energię dłużej, dzięki czemu
organizm będzie miał więcej
czasu na jej wykorzystanie.
Zwykły makaron z oczyszczonej mąki po spożyciu będzie łatwiejszy do strawienia i szybciej zostanie z niego uwolniona energia. Jeżeli organizm potrzebuje takiego „zastrzyku” to od razu ją
zużyje (np. po intensywnym
wysiłku fizycznym). Jeżeli bę-
Jest świetnie! Pogoda zachęca do aktywności na świeżym powietrzu,
a pachnące warzywa i owoce aż się proszą, by po nie sięgnąć. Właśnie
teraz można schudnąć bez wysiłku, znakomicie wykorzystując szansę,
jaką stwarza wiosna. Nie prześpijmy swojej okazji. Uniknijmy tylko
czterech grzechów żywieniowych, jakie wiosną łatwo popełnić.
1. Beztroskie grillowanie
Sąsiedzi, rodzina, przyjaciele – wszyscy grillują, jak
tylko robi się ciepło. Osoba
dbająca o sylwetkę również
może korzystać z tego smakowitego sposobu spędzania wolnego czasu. Musi jednak pamiętać, by ułożyć własne menu. Zamiast kiełbas,
boczku czy karkówki, wrzućmy na ruszt duży plaster polędwicy. Ona ma o mniej cholesterolu od tłustych mięsiw,
a zdjęta z grilla okazuje się
pyszna. Jeśli nie polejemy jej
majonezem, a tylko dressingiem jogurtowym lub ketchupem, to zjemy wielokrotnie mniej kalorii od koleżanki spożywającej pęto kiełbasy.
Warto też pomyśleć o jakichś
warzywach lub owocach na
grill, np. o cukinii, papryce
czy jabłkach.
2. Light kłamstewka
Wiosną producenci żywności starają się ubić biznes na naszych dążeniach do
szczupłości. Jedzenie krzyczy ze sklepowych półek:
wybierz mnie, ja jestem light, mam mniej tłuszczu od
innych produktów. Problem
w tym, że w sumie nie wiadomo, czy jedzenie light mniej
szkodzi sylwetce. Może mieć
mniej tłuszczu, ale za to więcej cukru. To jeszcze gorzej!
Albo: mniej cukru, tłuszczu
i prawie żadnych właściwości
odżywczych – czy więc tego
chcemy? Chyba nie. Nie ufajmy ślepo sloganom typu: light, fit, slim, fitness. Wybierając te produkty, porównujmy
skład z ich tradycyjnymi odpowiednikami. I pamiętajmy:
light czy nie light – batonik
to batonik, lepiej zamiast niego skusić się na pełnoziarnistą bułkę z miodem, kawałek
ananasa albo garść winogron.
3. Dopalacze pragnień
Sezon na odchudzanie jest
startem kampanii reklamowych przeróżnych suplemen-
tów diety wspomagających
utratę wagi. Odliczając dni do
lata, stajemy się coraz podatniejsi na przekazy informujące, że zażywając dany specyfik, szybko schudniemy.
Uważajmy. Jeśli kupujemy,
to tylko ze sprawdzonych
źródeł, nigdy od podejrzanych firm handlujących
w internecie. Unikajmy środków przeczyszczających, bo sprzyjają
wypłukiwaniu z organizmu wszystkiego, łącznie
z substancjami niezbędnymi do prawidłowego funkcjonowania. Ostrożnie stosujmy
specyfiki blokujące wchłanianie tłuszczu. W tłuszczu rozpuszczają się niektóre witaminy, więc jego ostry niedobór będzie niekorzystny
dla zdrowia. Lepiej wyjść na
prozdrowotny spacer, niż faszerować się chemią.
4. Głodowanie – objadanie
Pragnąc wiosną odmienić
swój wizerunek, wielu z nas
daje wiarę cud-dietom z internetu. Wmawia nam się, że
dzięki danej diecie schudniemy błyskawicznie i bez efektu jo-jo. Czy oby na pewno?
Gwałtownie tracąc kilogramy, odmawiamy sobie nie-
zbędnego minimum potrzebnych węglowodanów
i tłuszczów. W dalszej perspektywie organizm i tak się
o nie upomni. Czy wtedy
osoba wycieńczona monotonnym jadłospisem będzie
na tyle wytrwała, by nie rzucić się na jedzenie? To wątpliwe. Dlatego lepiej unikać katorżniczych diet, a samemu
decydować, co się będzie jadło. Rano grahamka z wędli-
Makaron należy do grupy produktów zbożowych, które
stanowią podstawę piramidy żywienia. Oznacza to, że
tych produktów w ciągu dnia powinno być najwięcej.
Dlaczego? Produkty zbożowe zawierają najwięcej węglowodanów, które stanowią podstawowe źródło energii do
funkcjonowania całego organizmu. Ale czy można jeść
makaron bezkarnie i nie przytyć?
dziemy mało aktywni, to może się okazać zbyt dużą ilością
energii na raz i organizm postanowi ją zmagazynować.
Po trzecie ważny jest sposób przygotowania makaronu. Zwykły makaron ugotowany na sposób al dente, jest
dłużej trawiony, przez co organizm będzie miał więcej
czasu na zużycie dostarczonej mu energii.
Po czwarte – jeżeli chcesz
utrzymać zgrabną sylwetkę, unikaj tłustych sosów. To one powodują tycie, a nie sam makaron.
ną i świeżymi warzywami, na
obiad pieczona w folii ryba
z surówkami, na podwieczorek jogurt z owocami. Zrezygnujmy z kolacji. Każdy
z nas jest w stanie wymyślić
sobie ciekawe, pyszne i zdrowe menu. I schudnie w ten
sposób szybciej, niż gdyby
miał na przemian głodzić się
i objadać.
Olga Ropiak
Dietetyk Dorota Jesiołowska prowadzi poradnię Dietic przy ulicy
św. Wojciecha 3/3a lok. 20 w Olsztynie, tel. 508 916 837. www.dietic.pl
14
“Nowe Życie Olsztyna” nr 10 (109) 2013
finanse
Czy kredyty we frankach
zostaną unieważnione?
Niedawno Polskę obiegła sensacyjna informacja. Sąd pierwszej instancji w Hiszpanii unieważnił umowę kredytu hipotecznego w walucie obcej. Ciekawe jest zwłaszcza uzasadnienie. Sąd uznał, że nie była to zwykła umowa kredytu hipotecznego, tylko „produkt wysoko złożony, o charakterze spekulacyjnym, niedostosowanym do profilu ryzyka osoby,
która ten kredyt zaciągnęła”.
Kredytobiorca argumentował, że umowa, którą podpisał z bankiem, to jakiś dziwny twór, ni to umowa kredytu, ni to umowa inwestycyjna.
Jeśli tak było, to nadzór nad
tą umową powinny pełnić nie
tylko banki, ale i Komisja Papierów Wartościowych. Bank,
który przyznał kredyt klientowi, zaoferował mu kredyt z połączeniem inwestycji
i przez to nie wypełnił podstawowych warunków wymaganych przez prawo Unii
Europejskiej.
Jak w Polsce wygląda
sytuacja kredytobiorców
walutowych?
Przypomnę, że kredyty walutowe były szczególnie popularne w naszym kraju
w latach 2005-2008. Klient stawał przed wyborem: płacić
wysoką ratę w złotówkach czy
zdecydować się na kredyt denominowany do waluty obcej.
Królem walut był frak szwajcarski. Szacuje się, że w Polsce ok. 680 tys. kredytów spośród ok. 1 500 tys. było kredytami w walutach obcych. Jeżeli
klient zaciągnął kredyt w 2007
roku w wysokości 200 000 zł po
kursie 2 zł za jednego franka, to
dziś ma do spłaty ok. 340 000
zł (kurs 3, 45 zł). By bardziej
szczegółowo spojrzeć na sytuację tegoż klienta, musimy nałożyć spadek wartości nieruchomości. Obecnie przykładowa nieruchomość warta jest
150 000 zł. Czyli wartość nieruchomości spadła, a zadłużenie wzrosło. Liczbę klientów,
w przypadku których wartość
kredytu jest wyższa od wartości nieruchomości, szacuje się
w Polsce na ok. 250 000.
Czy wyrok z Barcelony
może być nadzieją dla
polskich kredytobiorców?
Moim zdaniem nie. Po
pierwsze: wyrok „hiszpański” nie jest jeszcze prawomocny – czeka na rozstrzygnięcie w sądzie drugiej instancji. Po drugie: sądy
w Hiszpanii są bardzo prokonsumenckie. Po trzecie:
w Polsce spory na linii bank
– klient dopiero raczkują.
Wielu klientów banków jest
przekonanych, że duży może więcej, ma wielu dobrze
opłacanych prawników, z góry zakłada, że nie można wygrać z bankiem. Jako dowód
często pada przykład: od kilku lat grupa niezadowolonych klientów złożyła pozew
zbiorowy przeciwko bankowi, wynajęła kancelarię prawną – i nic, ciągle nic. Z drugiej
strony jest bardzo wiele pozytywnych rozstrzygnięć na korzyść klientów banków.
Wracając
do
Hiszpanii, jeżeli sąd
drugiej instancji uzna
kredyt walutowy za „produkt spekulacyjny”…, to będzie to wielki zwrot w dziejach współczesnej bankowości – powstanie precedens,
który rozleje się na wszystkie państwa Unii Europejskiej. Jedno jest pewne, prawa klientów będą coraz większe, za jakiś czas klient będzie
prawdziwym
podmiotem,
a nie przedmiotem dla banku.
Krzysztof Rzymski
sport
“Nowe Życie Olsztyna” nr 9 (108) 2013
Motocrossowa runda mistrzostw Europy
Zawodnicy szaleli
na hopkach
W Olsztynie coraz częściej odbywają się prestiżowe imprezy sportowe. Tak jest w przypadku motocrossu. Już po raz piąty
na torze motocrossowym przy ul. Lubelskiej rozegrano zawody zaliczane do klasyfikacji mistrzostw Europy. Wśród uczestników był także przedstawiciel Motoklubu Olsztyn – Michał Jońca.
S
port motocrossowy
ma w stolicy Warmii
i Mazur piękne tradycje. Nic dziwnego, że wiadomość o zawodach w ramach mistrzostw Europy zelektryzowała sympatyków tej
dyscypliny. Na torze przy ul.
Lubelskiej pojawiło się około
dwóch tysięcy głodnych wrażeń kibiców, którzy przez kilka godzin emocjonowali się
walką zawodników. A mieli
co podziwiać. Oprócz biegów
w ramach mistrzostw Europy sportowcy rywalizowali
w mistrzostwach Polski kobiet
oraz weteranów (zawodników, którzy ukończyli 40 lat).
walce o punkty
do klasyfikacji mistrzostw Europy rywalizowało 26 zawodników. Jednym
z kandydatów do zwycięstwa był Łukasz Lonka z Głogowa. W pierwszym wyścigu popełnił, jak sam przyznał,
błąd techniczny i przewrócił
się, lecz szybko wstał i ukończył go na drugim miejscu.
W drugim biegu Polak nie
miał sobie równych i wygrał, co przyniosło mu triumf
w klasyfikacji końcowej zawodów. Licznie zgromadze-
W
ni kibice interesowali się poczynaniami jedynego olsztynianina
w tej stawce zawodników. Michał
Jońca ostatecznie
zajął 20. miejsce.
– Michał to dziewiętnastoletni utalentowany zawodnik. Dla niego był
to pierwszy start
w tak poważnej
imprezie.
Uważam, że nie zawiódł. Starał się jechać jak najlepiej.
Dla niego udział w
tych zawodach był
nowym doświadczeniem. Mam nadzieję, że z tej nauki wyciągnie odpowiednie wnioski i w kolejnych
startach jego wyniki będą coraz lepsze – powiedział
Andrzej Olszewski, prezes Motoklubu Olsztyn.
uże zainteresowanie
wzbudziła rywalizacja kobiet. W tym roku po raz
D
ką wprowadzenia
rywalizacji kobiet
jest Elżbieta Marcinkiewicz z Motoklubu Olsztyn.
Najlepszą w zmaganiach pań była Joanna Miller
z Człuchowa.
arto
także
odnotować sportowy udział weteranów. Panowie po czterdziestce prezentowali wspaniałą kondycję i wolę walki. Tutaj wyróżnił
się Jacek Lonka.
Tak więc Olsztyn
okazał się szczęśliwy dla klanu
Lonków,
gdyż
pan Jacek jest ojcem Łukasza, który
triumfował
w klasie MX mistrzostw Europy!
lsztyńskie zawody stały na dobrym poziomie i zostały znakomicie zorganizowane.
– Peter Hansen, wiceszef
komisji motocrossowej Europejskiej Unii Motocyklowej,
był zachwycony. Stwierdził,
że organizacja zawodów była doskonała i nie widzi żadnych niedociągnięć. Zaproponował, żeby za rok Olsztyn ponownie zorganizował
zawody z tego cyklu – mówił
po zakończeniu wyścigów
Andrzej Olszewski.
WAD
W
pierwszy w historii Polskiego
Związku Motorowego odbywa się walka o mistrzostwo
Polski. Należy w tym miejscu
dodać, że wielką orędownicz-
O
15
Na osiągnięcie dobrych wyników w sporcie wpływ ma wiele
elementów. Wykwalifikowana kadra trenerów, odpowiedni
przebieg szkolenia, aktywni i pomysłowi działacze oraz
oczywiście uzdolnieni, pracowici zawodnicy. Jest jednak
jeszcze jeden ważny element – pieniądze!
Powtórka
z rozrywki?
O
tym, jaki wpływ
na wyniki mają
pieniądze,
wszyscy doskonale wiedzą.
W naszym mieście, gdy znalazły się odpowiednie środki
finansowe, wszyscy sympatycy sportu cieszyli się z sukcesów osiąganych przez naszych zawodników w sportach indywidualnych, jak
i dyscyplinach zespołowych.
Przyjrzyjmy się tym ostatnim.
oskonale
pamiętamy złote lata piłkarzy Stomilu. Co prawda medali nie zdobywali, w europejskich pucharach nie grali,
ale sama rywalizacja w krajowej ekstraklasie była elektryzująca. Skończyły się pieniądze i Stomil spadł do niższej ligi. Podobnie było w przypadku koszykarek Łączności czy
szczypiornistów Warmii. Czy
ich śladem podąży lub podąża
siatkarski klub Indykpol AZS?
iatkówka w Olsztynie ma piękne tradycje: liczne medale mistrzostw
Polski, Puchar Polski i wiele innych osiągnięć, których
dokonali zawodnicy akademickiego klubu. Czasy PRL-u
się skończyły (chociaż wtedy
do uprawiania sportu i odnoszenia sukcesów pieniądze
także były potrzebne). Nastał
kapitalizm i pozyskanie środków na sport stało się problemem. Dopóki były środki, były też wyniki. Później nastąpił
krach. AZS spadł z ekstraklasy. Później wrócił do elity i za
sprawą prężnych działaczy
(czyli tych, którzy zorganizowali pokaźne pieniądze) ponownie wrócił na podium mi-
D
S
strzostw Polski. Tacy zawodnicy jak Paweł Zagumny, Paweł Papke, Wojciech Grzyb
i wielu innych (w tym reprezentanci Niemiec, Finlandii,
Turcji itp.) mieli zdobyć tytuł
mistrzowski. Nie udało się.
Wina zawodników czy wielkich pieniędzy, które za grę
otrzymywali? Trudno powiedzieć. Zasoby finansowe zaczęły się wyczerpywać. Brak
sukcesów spowodował, że
strumień gotówki zasilający
kasę, wysechł. Zmienił się zarząd klubu, zmienił się szef
rady nadzorczej, zmienili się
zawodnicy, zmienili się trenerzy. A sukcesów nie było.
W tym sezonie klub po raz
drugi wylądował na ostatnim miejscu PlusLigi. Postanowiono interweniować i ratować olsztyńską siatkówkę.
Zmienił się prezes, zmienił się
szef rady nadzorczej, zmienił się trener, zmienili się zawodnicy. Przewodniczący rady nadzorczej Piłki Siatkowej
AZS prof. Andrzej Koncicki
zapewnił, że klub odzyska siłę. Mamy nadzieję, że tak będzie. Ale do tego potrzebne są pieniądze. I się znalazły. W Olsztynie pojawili się:
Krzysztof Stelmach, Maciej
Dobrowolski i Matti Oivanen.
Będą następni. Czy wystarczy środków? Kilka lat temu
prof. Koncicki także zasiadał
w radzie nadzorczej, ale po jakimś czasie zrezygnował z tego szczęścia. Czyżby szykowała się powtórka z rozrywki? W tym przypadku chciałbym się mylić!
WAD
16
“Nowe Życie Olsztyna” nr 10 (109) 2013
reklama
Olsztyński Meblolux najlepszym
salonem meblowym w Polsce
Olsztyński salon Meblolux przy ul. Pstrowskiego 26, o powierzchni 5 tys. m2, to trzeci sklep tej sieci (czwarty otwarto pod koniec 2006 r. w Mławie i piąty na początku 2010 r.
w Grudziądzu). Od 2006 roku, co roku, otrzymuje miano „Najlepszego Salonu Meblowego w woj. warmińsko-mazurskim”. W styczniu 2013 r. po raz kolejny odebrał nagrodę za Salon
Roku 2012 w naszym województwie, a także tytuł Najlepszego z Najlepszych w Polsce.
W
olsztyńskim
Mebloluxie
meble eksponowane są na dwóch kondygnacjach. Na parterze znajdują się produkty droższe,
bardziej ekskluzywne. Prezentowane są tu sypialnie
Bogatti, Woodwaysa, programy Bydgoskich Fabryk
Mebli oraz Klose, meble
firm: Mebin, Jafra, Paged,
Mikołajczyk, Zakor, ADB,
Szynaka, Matkowski, a także zestawy włoskich producentów oraz szeroka gama
mebli importowanych. Ekspozycje mają formę kompletnych aranżacji wnętrz
mieszkalnych. Prezentowane są tu również meble tapicerowane (głównie w skórach i droższych gatunkach
tkanin), takich firm jak: Gala, HF Helvetia Furniture,
lana. Na piętrze prezentowane są z kolei produkty takich
firm jak: Black Red
White, Forte, Meble Wójcik, HM Helvetia Meble, Dig
Net, Meblik, Unimebel, MP Nidzica,
Libro, Werxal, Viva
i wielu innych.
zięki takiemu podziałowi oferty salon
daje klientom czytelne sygnały, które z produktów są
z wyższej, a które ze średniej półki cenowej. W salonie znajdują się ponadto studio mebli
kuchennych i biurowych oraz galeria stołów Paged. Nad profesjo-
D
Etap Sofa, AEK, Meble Bugajski, New Look, Bizzar-
to oraz producentów zagranicznych. Dużą rolę pełnią
tu dodatki do mebli: obrazy, pościele, obrusy i porce-
nalną obsługą klienta czuwa przeszkolony i wykwalifikowany personel. Salon otwarty jest 7 dni w tygodniu, aby każdy klient
mógł zrobić zakupy w dogodnym terminie. W salonie proponowane są najlepsze ceny i liczne promocje, gdyż duży może więcej.
romocje wyprzedażowe sięgają 50%.
Obecnie można kupić narożnik skórzany za jedyne
1999 zł. Firma jest bardzo
elastyczna, świadczy usługi transportowe, montażu
oraz doradztwa projektantów. Głównym celem Mebloluxu jest zadowolenie
klienta.
Marcin Kwinto
P
Download

w mieście? - Nowe Życie Olsztyna